.
Strona główna Blog Strona 41

Przyszłość piękna – nowoczesne kliniki medycyny estetycznej rewolucjonizują urodę

Agnieszka Pacult-Wiśniewska – właścicielka Kliniki Medycyny Estetycznej Roseti Med&Beauty odpowiada na pytania o aktualne trendy w branży i przyszłość kosmetologii. 

 

Nie ma wątpliwości co do tego, że medycyna estetyczna to intensywnie rozwijająca się branża. Jakie są obecnie najważniejsze trendy, jak można odróżnić się od konkurencji i osiągnąć sukces?

Obecnie najważniejsze trendy obejmują personalizację zabiegów, holistyczne podejście do klienta oraz stosowanie naturalnych i organicznych produktów.

Zakładamy, że każdy klient jest unikalny i wymaga spersonalizowanego planu pielęgnacyjnego, który uwzględnia specyficzne potrzeby, typ skóry, styl życia oraz cele estetyczne. Pierwszym krokiem w indywidualnym podejściu jest szczegółowa konsultacja, podczas której specjalista przeprowadza dokładny wywiad. Dzięki zaawansowanym urządzeniom do analizy skóry, można dokładnie ocenić jej stan, identyfikując problemy, które wymagają interwencji. Na podstawie tych informacji kosmetolog lub lekarz opracowuje spersonalizowany plan zabiegów.

Ogólny stan zdrowia klienta, styl życia, dieta, poziom stresu i nawyki pielęgnacyjne mają ogromny wpływ na kondycję skóry. Dlatego holistyczne podejście, które integruje aspekty zdrowia fizycznego i psychicznego, jest coraz bardziej popularne. Zabiegi kosmetyczne są często uzupełniane o porady dietetyczne, techniki relaksacyjne, a nawet programy ćwiczeń fizycznych.

Personalizacja zabiegów idzie również w parze z wyborem odpowiednich produktów kosmetycznych. Wysokiej jakości, naturalne i organiczne kosmetyki, dostosowane do indywidualnych potrzeb skóry, są podstawą skutecznej pielęgnacji. Klienci coraz częściej szukają produktów bez szkodliwych substancji chemicznych, bezpiecznych dla ich skóry i środowiska.

Jakie są obecnie największe wyzwania związane z prowadzeniem kliniki medycyny estetycznej?

Najważniejsze wyzwania to konieczność ciągłego inwestowania w najnowsze technologie i szkolenia personelu. Nowoczesne urządzenia i zaawansowane metody zabiegowe są niezbędne. W inny sposób nie da się sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów. Personalizacja usług i holistyczne podejście, o których już rozmawialiśmy, to kolejne aspekty, które wymagają uwagi. Klienci oczekują indywidualnego podejścia, dostosowanego do ich specyficznych potrzeb i preferencji.

Należy też zwrócić uwagę na ogólne warunki działania małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Przedsiębiorcy muszą zmagać się z wysokimi kosztami prowadzenia działalności, w tym wynajmu lokali, zakupu sprzętu i materiałów oraz wynagrodzeń dla wykwalifikowanego personelu. Dodatkowo, złożone przepisy prawne i biurokracja mogą stanowić barierę, szczególnie dla nowych przedsiębiorstw.

Nie zapominajmy też, że rynek medycyny estetycznej charakteryzuje się intensywnym, i cały czas rosnącym poziomem konkurencji. Aby odnieść sukces, konieczne jest budowanie silnej marki i wprowadzenie skutecznej strategii marketingowej, a także utrzymanie wysokiego standardu obsługi klientów, co przekłada się na ich zadowolenie i lojalność

Jakie zabiegi medycyny estetycznej są obecnie najczęściej wybierane przez klientów? Jakie technologie rozwijają się najbardziej dynamicznie? Jakie zmiany w preferencjach klientów można było zauważyć w ostatnich latach?

W Roseti Med&Beauty klientki najchętniej wybierają takie zabiegi jak mezoterapia igłowa, botoks, oraz blefaroplastyka, czyli korekcja powiek, która znacząco poprawia wygląd i komfort życia. Warto również wspomnieć o regeneracji active, która stymuluje odnowę komórkową i poprawia kondycję skóry. Bardzo dynamicznie rozwijają się też technologie nieinwazyjne i małoinwazyjne. Lasery frakcyjne, umożliwiają skuteczne leczenie blizn, przebarwień i zmarszczek. Urządzenia do terapii ultradźwiękowej (HIFU) i radiofrekwencji (RF) również zyskują na popularności dzięki swojej efektywności w liftingu skóry bez konieczności operacji.

W ostatnich latach można zauważyć zmiany w preferencjach klientów, którzy coraz częściej wybierają zabiegi nieinwazyjne i wymagające minimalnego okresu rekonwalescencji. Szukają rozwiązań, które pozwalają na szybki powrót do codziennych aktywności, unikając długotrwałych i bolesnych procedur. Wzrasta również zainteresowanie naturalnymi i organicznymi produktami oraz zabiegami, które wspierają zdrowy styl życia. Dodatkowo, coraz większą popularnością cieszą się zabiegi łączące medycynę estetyczną z elementami wellness, takie jak terapie relaksacyjne i odnowy biologicznej. Wzrost świadomości ekologicznej i zdrowotnej sprawia, że klienci zwracają uwagę na skład kosmetyków oraz etyczne aspekty ich produkcji i stosowania.

Jak kosmetologia i medycyna estetyczna będą wyglądać w przyszłości? Czy będzie to kontynuacja indywidualnego i holistycznego podejścia, czy też pojawią się nowe trendy?

W przyszłości kosmetologia i medycyna estetyczna z pewnością będą przechodzić istotne zmiany, które będą wynikiem dalszego rozwoju technologii oraz rosnącej świadomości pacjentów. Oczekuje się, że technologie takie jak sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe staną się integralną częścią branży. AI będzie mogła personalizować zabiegi, analizując skórę pacjentów, przewidując reakcje na różne produkty oraz monitorując postępy w leczeniu. Dzięki tym technologiom możliwe będzie dokładniejsze dostosowanie terapii do indywidualnych potrzeb.

Równocześnie biotechnologia będzie odgrywać coraz większą rolę w medycynie estetycznej. Rozwój takich technologii jak genoterapia czy terapie komórkowe może przynieść przełomowe zmiany w leczeniu problemów skórnych i poprawie regeneracji skóry na poziomie komórkowym. To może prowadzić do bardziej skutecznych i długotrwałych efektów terapeutycznych. Dzięki analizom genetycznym i profilom mikrobiomów skóry, zabiegi kosmetyczne będą mogły być jeszcze bardziej precyzyjnie dostosowane do unikalnych cech biologicznych każdego pacjenta. To podejście pozwoli na bardziej efektywne leczenie oraz osiąganie lepszych rezultatów estetycznych.

Kolejnym istotnym trendem będzie rosnący nacisk na zrównoważony rozwój i ekologię. W przyszłości możemy spodziewać się, że kosmetyki będą coraz częściej produkowane z naturalnych, organicznych składników. Przemysł kosmetyczny będzie dążył do minimalizacji wpływu na planetę, wprowadzając innowacyjne rozwiązania, takie jak opakowania wielokrotnego użytku czy procesy produkcji o niskim śladzie węglowym.

Zabiegi kosmetyczne będą coraz częściej łączone z terapiami mentalnymi oraz programami wellness. Wzrost zainteresowania zdrowiem psychicznym wpłynie na rozwój praktyk, które łączą aspekty fizyczne i emocjonalne w celu poprawy ogólnego samopoczucia pacjentów.

Nowe technologie, takie jak wirtualna rzeczywistość (VR) i rozszerzona rzeczywistość (AR), również mają potencjał aby zmienić sposób, w jaki pacjenci i profesjonaliści postrzegają i przeprowadzają zabiegi estetyczne. VR i AR mogą być używane do symulacji efektów zabiegów, co pomoże pacjentom lepiej zrozumieć, jakie rezultaty można osiągnąć. Dodatkowo, te technologie mogą wspierać szkolenia oraz edukację w dziedzinie medycyny estetycznej.

Na koniec, coraz większe znaczenie będzie mieć edukacja pacjentów w zakresie pielęgnacji skóry oraz samodzielnego zarządzania zdrowiem i urodą. Dzięki nowoczesnym technologiom i aplikacjom mobilnym poprawi się dostęp do informacji i narzędzi, które pomogą lepiej dbać o siebie.

Rozmawiał Mateusz Banaszak

Wywiad z Maciejem Lubiakiem

Z założycielem jednej z największych firm cateringu dietetycznego na świecie, biznesmenem, inwestorem, mentorem, restauratorem, tenisistą i kierowcą rajdowym – Maciejem Lubiakiem, rozmawiamy dziś o tym, czym jest dojrzałość biznesowa i wielozadaniowość, które pozwalają spełniać zawodowe cele i realizować życiowe pasje.

 

Zbliża się druga rocznica, kiedy przekazał pan pałeczkę CEO firmy Maczfit swojemu następcy. Jak ocenia pan rozwój firmy, która jakby nie było, jest pana dzieckiem od czasu pana odejścia?

Rynek cateringów dietetycznych może być wart obecnie ok. 4 miliardów PLN i cały czas rośnie. Pokochaliśmy to rozwiązanie, ponieważ oszczędza czas na robieniu zakupów i przygotowywaniu posiłków, wprowadzając do naszego życia więcej wygody.  Jesteśmy dość wyjątkowym krajem pod tym względem, ponieważ w innych krajach kulinaria są symbolem spotkań z bliskimi, celebracją wspólnego czasu. Na szczęście jednak urosła nasza świadomość nt. zdrowia i coraz więcej wiemy na temat tego, jak o siebie dbać, a to bardzo dobry znak. Maczfit to topowy gracz na polskim rynku w tej kategorii. W tym miejscu już zaznaczę, że jest to szalenie wymagający biznes, który funkcjonuje w oparciu o precyzyjne działania na danych, ponieważ posiłki są zamawiane z dnia na dzień i muszą być wykonane ze świeżych składników oraz dostarczone na czas w warunkach chłodniczych. Także oceniam rozwój Maczfit jak najbardziej pozytywnie.

Skoro doradza pan wciąż Zarządowi i Radzie Nadzorczej, ile w kampanii i w pomyśle „Sztuką być Maczfit” jest Macieja Lubiaka?

Maczfit to ludzie, nie ja. To prawda, że sztuką być Maczfit i sztuką jest tworzyć Maczfit. Wszyscy, którzy tworzą ten brand, na czele z Nico Jędraszkiem, potrafią to doskonale. Mają drive i super flow, mają wiarę i determinację. Pojawienie się Maczfit najpierw w ramionach funduszu Resource Partners, a od 3 lat w Grupie Żabka, to jest również coś co w wyjątkowy sposób zagrało. Jak patrzę na tę współpracę, to duma mnie rozpiera.

 Sztuką też być wielozadaniowcem, jak pan. Gdzie i jak się tego nauczyć?

 Sport mi w tym pomógł i nadal pomaga. Po pierwsze nauczył mnie żyć poza strefą komfortu, ale też sam się nauczyłem radzić sobie z wieloma wątkami naraz dzięki temu, że mój team to wyjątkowi ludzie. Pomimo wielu obszarów, w których działam, to sprowadza się to do kilku refleksji, że praca jest bardzo ważnych elementem i źródłem utrzymania, sport super detoksem, a życie rodzinne sensem i celem.

Zgromadzenie na koncie tak wielu sukcesów i projektów zawodowych świadczy o pana niezwykłej dojrzałości biznesowej. Wzięła się z doświadczeń, czy po prostu człowiek się z tym rodzi?

Do wszystkiego doszedłem sam. Każdego dnia się uczę, zmieniam swój styl życia, dostosowuję do nowych sytuacji. Czy jestem dojrzały? Myślę, że bardziej świadomy odpowiedzialności jaką jest życie i przyszłość.

Na torze ściga pan się z przeciwnikami czy swoimi ambicjami?

Staram się zawsze poprawiać swoje umiejętności oraz swoje przygotowanie do tego stopnia, aby mieć kontrolę nad tym co robię. Wtedy pojawia się prawdziwa przyjemność i radość z jazdy.

 Jakie ciekawe projekty przez panem w tym roku?

 Utrzymanie firmy Maczfit na pozycji lidera, jeśli chodzi o rynek cateringów dietetycznych. Tam cały czas trwają prace nad nowymi konceptami. Poza tym kilka własnych projektów inwestycyjnych, które są ważne dla utrzymania kondycji biznesowej całej mojej grupy kapitałowej. Chcę również wystartować w Mistrzostwach Świata w tenisie pod koniec tego roku, co będzie nie lada wyczynem, bo nie łatwo się tam dostać.

 

 

Fundacje rodzinne coraz bardziej doceniane w Polsce

Prawie 1200 zarejestrowanych fundacji rodzinnych i już ponad 2000 złożonych
wniosków. Fundacja rodzinna staje się w Polsce coraz bardziej docenianym
narzędziem do ochrony majątku osobistego i firmowego. O rosnącej popularności tej instytucji oraz jej zaletach rozmawiamy z doktor nauk prawnych Małgorzatą Rejmer, Nestorką w Kancelarii Finansowej LEX specjalizującej się w obsłudze i doradztwie firmom rodzinnym.

Jako jedyna kancelaria w Polsce prowadzicie Państwo na stronie licznik fundacji rodzinnych. Czy spodziewała się Pani jako specjalistka w tej dziedzinie, skali powodzenia tego rozwiązania?

Absolutnie nie. Brałam udział w pracach nad ustawą o fundacji rodzinnej od samego początku i chyba nikt z ekspertów nie zakładał tak dużej popularności fundacji rodzinnej. Powiem więcej nie sądzę, że autorzy samej ustawy, czyli resort rozwoju spodziewali się tak dużego zainteresowania fundacją rodzinną, ponieważ w założeniach do ustawy mowa była o około 200 – 300 fundacjach w pierwszym roku. Fundacja rodzinna wzbudziła tak duże zainteresowanie, że w ramach Kancelarii postanowiliśmy to monitorować i uruchomiliśmy licznik fundacji rodzinnych. Regularnie sprawdzamy, ile fundacji zostało wpisanych, ile wniosków złożonych, ile razy mają miejsce sytuacje nietypowe. Wierzymy, że z czasem zauważymy może nowe trendy.

Co jest głównym powodem tak dużego zainteresowania fundacjami rodzinnymi w Polsce?

Powodów jest wiele.  Jak z Dawidem, który jest sukcesorem Kancelarii Finansowej LEX, składaliśmy pierwszy w Polsce wniosek o rejestrację fundacji rodzinnej w Polsce to zakładaliśmy, że fundacja rodzinna będzie przede wszystkim wykorzystywana do celów sukcesyjnych związanych z przekazaniem biznesu. Tak przynajmniej nam wynikało z obserwacji sytuacji naszych klientów. Tymczasem fundacja rodzinna może nieść ogromne korzyści nie tylko dla przedsiębiorców. To narzędzie także do ochrony majątku prywatnego, uporządkowania aktywów, platforma inwestycyjna. Polska fundacja rodzinna jest bardziej elastyczna niż podmioty tego typu za granicą. Myślę, że ta mnogość wykorzystania fundacji rodzinnej stoi w pierwszej kolejności za tak dużym zainteresowaniem.

Jakie korzyści przynosi założenie fundacji rodzinnej przez przedsiębiorców i członków ich rodzin?

Ogromne, długo mogłabym o tym mówić. Ale powiem tylko o jednej i moim, zdaniem najważniejszej korzyści, którą fundacja rodzinna posiada. Fundacja rodzinna jest nieśmiertelna. Każdy człowiek kiedyś odejdzie, ale fundacja rodzinna jest osobą prawną. Nie może umrzeć. Tak więc aktywa, które trafią do fundacji rodzinnej „nie rozpłyną” się wśród spadkobierców. Będę mogły być wykorzystywane przez lata. To może być rodzinne przedsiębiorstwo, ważne składki prywatnego majątku, oszczędności życia. Albo wszystko to razem. Służyć może to następnym pokoleniom. Będąc skarbcem i bankiem rodzinnym, ale także swego rodzaju naszym pomnikiem.

Jakie wyzwania mogą napotkać przedsiębiorcy decydujący się na powołanie do życia fundacji rodzinnej?

Samo powołanie fundacji rodzinnej nie jest może szczególnie skomplikowane pod względem prawnym, ale rzeczy jest nie w tym, aby przygotować formalnie dokumenty, ale aby zawrzeć w nich odpowiednią treść. A to jest już wyzwanie. Jest to największa część naszej pracy w Kancelarii wspólnie z przedsiębiorcom i jego bliskimi. Związane jest to w pierwszej z wyborem sukcesora, ale także zabezpieczeniem finansowym innych osób, które z jakiś względów nie będą mogły być zaangażowane w działalność. Chcemy w taki sposób zaprojektować fundacje rodzinną, aby dawała ona korzyści kluczowym osobom z otoczenia przedsiębiorcy. Oczywiście, także jemu. Ludzie, którzy latami budowali biznes, powinni swoim doświadczeniem służyć tak, długo jak tylko będzie to możliwe.

Jakie kryteria musimy spełnić jako przedsiębiorcy, by założyć fundację rodzinną?

Ustawa o fundacji rodzinnej nie zawiera szczególnych wymagań wobec przedsiębiorcy. Każdy, kto chce ustanowić fundacje rodzinną musi spełnić kilka warunków.  Złożyć oświadczenie o ustanowieniu fundacji rodzinnej, zdefiniować statut, sporządzić spis mienia, ustanowić organy fundacji rodzinnej (m.in. zarząd) oraz wnieść fundusz założycielski w wysokości co najmniej 100 tys. zł. Finalnie, po tych wszystkich czynnościach, fundacja rodzina zostanie wpisana do rejestru fundacji rodzinnych.

W jaki sposób fundacje rodzinne wpływają na rozwój społeczny i ekonomiczny w Polsce?

Ustawa o fundacji rodzinnej weszła w życie trochę ponad rok temu. To za krótki okres, aby przeprowadzić analizę wpływu fundacji rodzinnych np. na tempo wzrostu gospodarczego. Stawiam jednak tezę, że ten wpływ nie tylko w długim, ale i średnim okresie będzie pozytywny. Ogromnym kapitałem polskiej gospodarki są firmy rodzinnej. Nie ma badania, które pokazywałoby ich udział w PKB na poziomie mniejszym niż 70%. Fundacje rodzinne są jednym z narzędzi, które umożliwiają sukcesję. Siłą rzeczy musi się to przełożyć na plus dla rozwoju gospodarki. Dodam tylko, że sam tak duży udział firm rodzinnych uodparnia gospodarkę przed negatywnymi skutkami trendów ekonomicznych. Proszę zauważyć, że mamy bardzo niestabilną sytuację międzynarodową, ale nasza gospodarką nie jest w recesji. To jest zasługa między innymi firm rodzinnych, która prowadzą działalność w szerszym horyzoncie. I to jest źródłem mojego optymizmu, co do znaczenia fundacji rodzinnych.

Jakie tendencje obserwujemy w zakresie zakładania fundacji rodzinnych w ostatnich miesiącach i z czego wynikają?

Tutaj wracam do początku naszego wywiadu. Fundacje rodzinne cieszą się zainteresowaniem nie tylko wśród przedsiębiorców. To narzędzie zabezpieczenia i pomnażania majątku dla inwestorów, osób wykonujących wolne zawody, profesjonalistów z różnych obszarów gospodarki. Widzą oni korzyści z przekazania części aktywów do fundacji rodzinnej. Mają wspomniane korzyści długookresowe przez pokolenia, ale także tu i teraz związane m.in. z ograniczoną odpowiedzialnością za długi. Myślę, że w kolejnych miesiącach ten trend się pogłębi. Powiem więcej, sądzę, że tak osoby z innych krajów zaczną stopniowo rozważać założenia fundacji rodzinnej w Polsce niż korzystać z rozwiązań tego typu w innych krajach.

Na pograniczu biznesu i polityki

Sylwia Pusz, prezes własnej firmy doradczej i Fundacji World Anew, opowiada o swojej drodze od polityki do biznesu, a także o zaangażowaniu w działalność na rzecz polskiego multikulti

Jest pani aktywna na wielu polach.

Lubię takie tempo. Dzieje się tak już od czasów liceum. Byłam przewodniczącą samorządu, pisałam scenariusze, wystawiałam sztuki teatralne. Podczas studiów na wydziale prawa poznańskiego UAM zaangażowałam się politycznie. Organizacje studenckie mnie nie uwiodły, postanowiłam więc nawiązać kontakt z partią polityczną, reprezentującą lewicowy elektorat. Pewną rolę odegrała w tym moja mama, która była związana z Unią Pracy. Tata pchał mnie w kierunku Unii Demokratycznej, a ja wybrałam SdRP. Przez przypadek wpadła w moje ręce wizytówka znajomego brata Roberta Dobrzyńskiego, radnego lewicy. I tak, w 1994 roku, trafiłam na spotkanie SdRP, na którym od razu otrzymałam propozycję wstąpienia do młodzieżówki. Dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. Tydzień później pojechałam na zjazd wtedy jeszcze raczej boutiqowej młodzieżówki do Warszawy, gdzie poznałam Aleksandra Kwaśniewskiego i Józefa Oleksego. Wspólnie z kolegami z Poznania aktywnie zaangażowałam się w organizację prawyborów we Wrześni oraz wyborów prezydenckich 1995 roku. Postanowiłam też nawiązywać kontakty z europejskimi lewicowymi młodzieżówkami. Napisałam listy do wszystkich partii zrzeszonych w ruchu międzynarodówki socjaldemokratycznej, informując o tym, co robimy. Zależało mi na pozbyciu się stygmatu organizacji postkomunistycznej. Trafiłam na dobry grunt, szybko pojawiły się listy i faxy z zaproszeniami. W efekcie zostaliśmy zaproszeni do struktur europejskich, a potem międzynarodowych. Dużym ułatwieniem podczas licznych wyjazdów była dla mnie dobra znajomość angielskiego, o co już w szkole podstawowej zadbali moi rodzice. Kontakty te zaowocowały obozami zagranicznymi, kursami i szkoleniami dla szybko rosnącego grona członków młodzieżówki. Do tej pory jestem dumna z tego, jak szybko

i sprawnie udało mi się rozbudować struktury młodzieżówki SdPR w Polsce.

Otrzymałam propozycję kandydowania do Sejmu w 1997 roku, jednakże pod warunkiem, że przedtem obronię pracę magisterską. Udało się jedno i drugie.

Została pani najmłodszą posłanką.

Wybrano mnie też do prezydium Klubu Parlamentarnego SLD i komitetu wykonawczego partii pełniącego podobną funkcję, jak zarząd firmy. Moim najważniejszym celem była działalność na rzecz wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Objęłam funkcję rzecznika prasowego sejmowej komisji odpowiedzialnej za akcesję. Był to czas, gdy spełniały się marzenia moje i moich zaangażowanych politycznie kolegów, tych z lewej i prawej strony politycznego spektrum. Zostałam też obserwatorem w Parlamencie Europejskim jako jedna z grupy 50 polskich posłów. Mogłam działać w komisjach UE, brałam udział w obradach. I znów pomogła mi znajomość języków – tym razem francuskiego. Często występowałam w belgijskiej telewizji. Moje kolejne ciekawe doświadczenie z tamtego okresu stanowiło zaproszenie rządu australijskiego. Słowem – w wielu miejscach mogłam lobbować za Polską i jestem z tego dumna. Aktywnie działałam też w sejmowej komisji europejskiej, która zajmowała się przygotowaniem akcesji. Powołaliśmy grupę posłów, którzy odwiedzili 15 parlamentów w krajach członkowskich, przekazując pozytywne informacje o Polsce. Jako młoda parlamentarzystka uczyłam się od tak wspaniałych postaci, jak Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki, którzy brali udział w naszych wyjazdach. Miało to na pewno wpływ na wynik głosowań w poszczególnych państwach, które musiały wyrazić zgodę na naszą akcesję. Jestem przekonana, że podobne inicjatywy powinny być podejmowane również dziś, żeby popularyzować pozytywny obraz naszego kraju i jego niepodważalnych osiągnięć. Słowem – należy dbać o nasz brand, o czym mało kto chce pamiętać. Miłym zwieńczeniem tych podróży było dla mnie zaproszenie do Australii.

Wejście do UE powinno być świętem upamiętniającym ten fakt. Był to 1 maja, a więc dzień budzący przykre skojarzenia ze Świętem Pracy i ludźmi zmuszanymi do udziału w pochodach. Trudno o lepszy symbol zmiany.

Mam wrażenie, że jako ogół społeczeństwa nie potrafimy dojrzeć tego, jak bardzo zmienił się nasz kraj w ciągu ostatnich 20 lat. Żyjemy w dobrobycie, w bezpiecznym miejscu. Powinniśmy nauczyć się przekazywać kolejnym pokoleniom, jak dużo osiągnęliśmy. Unaoczniają nam to cudzoziemcy odwiedzający Polskę. Podziwiają nasz kraj, chwalą polską gościnność i wspaniałą kuchnię. Gdyby każdy z nas potrafił to dostrzec, byłoby mniej konfliktów i podziałów.

Co pani robiła podczas referendalnego weekendu?

Dla mnie to był podniosły czas, tym bardziej, że 18 stycznia urodziła mi się córka. W związku z tym zrezygnowałam z planów kandydowania do Europarlamentu, ale jednak angażowałam się w kampanię. Wszędzie jeździłam z moją małą Zosią. Mam zdjęcie z dnia referendum. Przebija z niego radość, jestem na nim z córeczką i kolegami, z którymi współpracowaliśmy podczas kampanii. Patrząc na nie, przypominam sobie, jak jeździliśmy od wsi do wsi, przekonując uczestników spotkań. Martwi mnie natomiast to, że nasza akcesja – najważniejsze wydarzenie po 1989 roku – patrząc wstecz, przeszła jakby bez echa.

Pani druga kadencja w Sejmie była mniej udana.

Padłam ofiarą prowokacji i to wymierzonej niebezpośrednio we mnie. Mój brat został bezpodstawnie oskarżony o sprzedaż narkotyków. Zarzut był fałszywy, ale szybko przekonałam się, że w partii – jak w korporacji – trudno liczyć na prawdziwych przyjaciół. Zdecydowałam się wziąć udział w budowaniu nowej lewicowej formacji SDPL, która pomimo mojego bardzo dobrego wyniku jako partia nie przekroczyła jednak progu w kolejnych wyborach do Sejmu. Stanęłam przed dylematem – co dalej? Przez pewien czas byłam poznańską radną wojewódzką, ale czułam, że pewien etap się dla mnie kończy. Podjęłam trudną dla mnie decyzję o wycofaniu się z polityki.

Po tylu doświadczeniach, nie było to łatwe…

Był mi potrzebny rzetelny reset – dużo wówczas grałam w tenisa. Aktywność fizyczna zawsze mi pomagała w osiągnięciu lepszego skupienia umysłowego. Miałam świadomość, że moje doświadczenia mogę wykorzystać w biznesie. I tak trafiłam do sektora IT. Moim mentorem został Michał Górski, właściciel firmy Spin. Dużo się od niego nauczyłam. Moja rola polegała na kontaktach ze strategicznymi klientami, na otwieraniu drzwi dla handlowców. Dziś modne jest określanie tej funkcji mianem storytellera. Poznawałam kolejne sektory, zdobywałam nowe doświadczenia, szybko się uczyłam. Była to dla mnie fundamentalna zmiana po ośmiu latach w Sejmie. Kolejnym etapem mojej biznesowej kariery była funkcja doradcy zarządu w Asseco Polska. Bardzo wspierał mnie prezes Adam Góral, który powierzał mi wiele odpowiedzialnych zadań w kraju i za granicą. Kiedy w 2009 roku usłyszał, że chcę kandydować do Parlamentu Europejskiego z ramienia LiD, stwierdził: umówmy się, że będzie to twoja ostatnia próba powrotu do polityki. Miał rację. LiD nie wszedł do Sejmu, a ja podczas konferencji prasowej ostatecznie pożegnałam się z działalnością polityczną. I tak to trwa do dzisiaj.

Słowem – postawiła pani na biznes.

Była to dobra decyzja. Pozostając w Asseco, równolegle pracowałam dla E&Y, odpowiadając za sektor węglowy. Następnie otrzymałam propozycję, by zostać partnerką w PWC i zbudować tam zespół Digital & Technology. Każde nowe wyzwanie powoduje, że staram się bardzo głęboko wgryźć w temat, szukając nowych możliwości. Lubię się uczyć, więc zaakceptowałam też ofertę z firmy SAP, by zająć się sprzedażą jej produktów dla branży retail i FMCG w Europie Środkowo-Wschodniej. Organizowałam wydarzenia komunikacyjne – informacyjne, marketingowe i PR-owe. Niektóre z moich przedsięwzięć kontynuowane są do dzisiaj – jak np. Retail Day. Wszystkie te doświadczenia zachęciły mnie, by uruchomić własną firmę Pusz Doradztwo i działać na rzecz różnych klientów z kraju i zagranicy. Jestem też udziałowcem w polskim start-upie Dappler. Współpracuję z dużą grupą partnerów – ekspertów różnych branż.

Angażuje się pani również w pomoc Ukrainie.

Naszym polskim towarem eksportowym jest solidarność ludzkich serc. To zawsze pomagało nam stawać na nogi, budować dobrobyt i się rozwijać, pokonywać przeciwności. Tak było dwa lata temu, gdy otworzyliśmy serca i domy dla naszych najbliższych sąsiadów. W dniu, w którym Rosjanie dokonali ataku, w Warszawie pojawili się moi ukraińscy przyjaciele, specjaliści w dziedzinie marketingu, PR, autorzy wielu udanych inicjatyw społecznych. Przez wiele godzin debatowaliśmy, co zrobić. W końcu doszliśmy do wniosku, że powołamy fundację World Anew, która będzie lobbowała w Europie Zachodniej i w USA zanim wypalą się emocje związane z rosyjską agresją. Obecnie aktywnie lobbujemy w kwestii odblokowania funduszy na rzecz Ukrainy w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Działamy też w sferze czysto materialnej u podstaw – jedenym z naszych projektów było wsparcie w odbudowie kompleksu mieszkalnego w Irpieniu dla 20 rodzin, które uciekły z Mariupola i innych stref walki. Kolejna nasza inicjatywa to sfinansowanie mundurów dla ukraińskich żołnierek, które wcześniej musiały korzystać z męskiego sortu. Zainicjowaliśmy też Ukraine Facility Platform – program dotyczący przyszłości tego kraju w Unii Europejskiej, w ramach którego pracuje wielu ekspertów, aktywnych przede wszystkim w Brukseli. Zależy nam na tym, żeby Unia Europejska zrozumiała, że pomagając Ukrainie, działa na swoją własną korzyść. Naszym celem jest też edukacja nowych kadr ukraińskich, które będą aktywnie uczestniczyć w przeobrażeniach, podobnie jak to działo się w Polsce w latach 90.

Jakby tego było mało, zaangażowała się też pani w zamiany zachodzące w Akademii Polonijnej w Częstochowie.

Jestem pełnomocnikiem rektora do spraw współpracy międzynarodowej oraz kieruję Instytutem Badań nad Tolerancją i Równouprawnieniem. Dla każdej uczelni zagraniczne kontakty mają bardzo duże znaczenie. W związku z charakterem Akademii nie wyobrażam sobie innego scenariusza niż bliskie relacje z rozsianą po świecie Polonią. Oznacza to nawiązanie do idei wyrażanych przez twórców placówki, na czele z prezydentem Ryszardem Kaczorowskim. Głęboko wierzę w sens spotkań z przedstawicielami Polonii, z których wielu realizuje międzynarodowe kariery naukowe. Zamierzam też nawiązać współpracę z organizacjami wspierającymi rozwój nauki i kontakty międzyuczelniane. Akademię Poloniją widzę jako uczelnię, która gości studentów z całego świata, która dostarcza edukację podążającą za zmieniającym się światem i odpowiada na jego wyzwania. Prowadzimy już rozmowy z międzynarodowymi korporacjami o szkoleniach dla pracowników, kadry menadżerskiej, by zapewniać zrównoważony i świadomy rozwój.

A czym planuje się pani zająć w Instytucie?

Chcę się skupić na polskim multikulti, o którym nie potrafimy rozmawiać, chociaż stało się faktem. Pojawia się u nas coraz więcej ludzi z całego świata, z których część planuje zostać tu na stałe, ale nie tłumaczymy im, jakie obowiązują u nas tradycje, co wyróżnia naszą kulturę. Obowiązuje przekonanie, że przybysze mają to wiedzieć. Tylko skąd? Z mediów, które się tym nie zajmują? Marzy mi się stworzenie programu kulturoznawczego dla obcokrajowców chcących u nas pracować, mieszkać, kształcić dzieci. Pamiętajmy o prostej zasadzie – jeżeli dużo wiemy o sobie nawzajem, przestajemy się siebie obawiać. Kraje zachodnie sobie z tym nie radzą. Miałam okazję obserwować to, jeżdżąc do rodziny mieszkającej w Szwecji. Problemy, jakie tam się pojawiły, wynikają właśnie z braku komunikacji. Imigranci skupiają się w gettach, izolując się od spraw, jakimi żyją Szwedzi. Widzę tu zadanie dla Akademii Polonijnej, która od lat kształci studentów z różnych krajów. Musimy otworzyć się na diasporę ukraińską, wietnamską, pakistańską, gruzińską, czy jakąkolwiek inną w przyszłości. Nie uciekniemy od faktu, że stajemy się atrakcyjnym krajem dla imigrantów, tak jak inne kraje były atrakcyjne dla milionów Polaków, w sumie jeszcze przecież tak niedawno. Dobrym przykładem koegzystencji różnych grup narodowych jest Kanada, gdzie społeczeństwo ułożone jest jak mozaika. Przyjęcie obywatelstwa kanadyjskiego to wielkie święto dla całej rodziny.

Niestety, w Europie to się nie udało… Od czego należy wiec zacząć?

Ważne, by już na wstępie określić warunki, jakie imigranci powinni spełniać, ale też czego robić nie powinni. Przypomina to trochę wizytę gości w prywatnym domu – gospodarze zwykle mówią im, jak funkcjonują, jakie są zwyczaje domu, czego gospodarze sobie nie życzą. Wspólnoty mieszkaniowe mają swoje regulaminy i jej członkowie muszą się do tych reguł stosować. Warto regułę tę zastosować w skali makro. Chciałabym, żeby nasze multikulti opierało się na podobnych zasadach i byśmy potrafili, czerpiąc z najlepszych rozwiązań, stworzyć najlepszy model dla naszego kraju, a przyjęcie polskiego obywatelstwa stanowiło powód do dumy. Chciałabym, by ta mozaika współdziałała na rzecz lepszej, wspólnej przyszłości. Za tym musi jednak stać potężny program edukacyjny. Pokażmy, że jesteśmy pięknym narodem, który umiejętnie podchodzi do spraw trudnych, jakie w innych krajach rodzą konflikty społeczne. Dlatego polskie multikulti powinno być naszym dobrem narodowym, zbudowanym na podstawie wzajemnego szacunku do różnorodności, akceptacji, tolerancji oraz przestrzegania prawa i zasad współżycia.

Kolejne wyzwanie to słowo tolerancja zawarte w nazwie Instytutu.

Ma ono szczególny wydźwięk w takim mieście, jak Częstochowa, gdzie obok klasztoru Paulinów przez wieki mieszkali ludzie innych wyznań. Brak tolerancji bierze się z niewiedzy. Dlatego niezwykle ważna jest edukacja dotycząca różnych wyznań. Mój syn przez rok uczęszczał do szkoły w Kanadzie, gdzie jednym z przedmiotów była duchowość, podczas którego dzieci uczyły się podstaw różnych religii. Jest to głęboko uzasadnione w państwie wielokulturowym, tworzonym przez ponad sto nacji. To dobry wzór także dla nas. Ma to znaczenie również w kontekście ściśle praktycznym. Pracując dla korporacji, obserwowałam zespoły, w których były osoby z Ukrainy, Białorusi, Chin – jednym słowem wielonarodowe grupy. Chodzi o to, by pracownicy umieli ze sobą rozmawiać i współdziałać, przełamując mentalne bariery. Akademia Polonijna ma ofertę dla firm, które mają liczne wyzwania związane z wielonarodowymi zespołami, wdrażającymi wymagające projekty.

A jak rozumie pani działanie na rzecz równouprawnienia?

Pojmuję je jako genderową akceptację, czyli budowanie na szansach i potencjałach, a nie na antagonizowaniu płci. Nie wyobrażam sobie tworzenia nowych programów bez mężczyzn, którzy – jak wcześniej kobiety – nie powinni być dyskryminowani. Chodzi mi o prawidłowe wykorzystywanie potencjałów niezależnie od płci. Cieszy mnie, że w świecie korporacji wiele mówi się o zwiększeniu udziału kobiet w ciałach zarządczych. Pracując przez lata z działami IT, widziałam, jak zasklepiły się one w swoich męskich strukturach. Powinniśmy wspomagać kobiety, by miały one większe szanse wykorzystywania swych umiejętności zawodowych i managerskich w odpowiednich dla kobiet warunkach, uwzględniając ich dodatkowe role, które ciągle są niedostrzegane, a więc i nieuwzględniane. Świat biznesu czy władzy przez wieki był projektowany przez jedną płeć, siłą rzeczy nie może uwzględniać innych ról, niestandardowego podejścia i stąd wiele jeszcze razem mamy do zrobienia. Nie bez racji mówi się o zadaniowości mężczyzn i multitaskowości kobiet. Chodzi o to, by te wspólnie cechy możliwie jak najlepiej wykorzystać. W Akademii Polonijnej przygotowujemy programy edukacyjne uwzględniające te zagadnienia w ramach studiów licencjackich i magisterskich, jak również warsztaty dla frim, które będą odpowiedzią na te problemy.

rozmawiał Piotr Cegłowski

Ankieta „Managera

Sylwia Pusz

Najważniejsze wartości, jakie pani wyznaje?

Uczciwość w relacjach z rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami.

Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałaby pani umówić się na długą rozmowę?

Jestem po lekturze książki Śniadanie z Seneką. Nauki stoików na dzisiejsze czasy Davida Fiedlera. Trudno mi sobie wyobrazić lepszych kandydatów do dyskusji niż stoicy.

Prywatne pasje.

Zwiedzanie świata. Kocham przyrodę. Na mojej liście miejsc, które planuję zobaczyć jest Patagonia. Inspiruje mnie samorozwój w sensie duchowym i fizycznym.

Książka, którą chciałaby pani polecić?

Następne sto lat Georgea Friedmana. Jest to książka, do której często wracam.

Bucket list.

Chciałabym, żeby powstał think tank z prawdziwego zdarzenia skupiający ludzi myślących propaństwowo, niezależnie od przynależności partyjnej. Wzorem dojrzałych demokracji, powinni oni opracowywać długofalowe, ponadpartyjne projekty, wykorzystując wiedzę zdobytą na różnych polach. Idealnym szefem takiego think tanku mógłby być prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Miliony euro wzmocniły polską turystykę

Polska Organizacja Turystyczna odgrywa kluczową rolę w dziedzinie inwestycji unijnych w polską turystykę. Świadczy o tym jej zaangażowanie jako Instytucji Pośredniczącej II stopnia w ramach Działania 6.4 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka: Inwestycje w produkty turystyczne o znaczeniu ponadregionalnym

Wartość dofinansowania unijnego wynosiła 138 mln euro. Wspartych zostało 21 projektów. Przedsięwzięcia te zostały wskazane na tak zwanej liście indykatywnej, opracowanej przez międzyresortowy zespół z udziałem przedstawicieli obecnego Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwa Rozwoju i Technologii, Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Polskiej Organizacji Turystycznej. Zainteresowanie ze strony potencjalnych projektodawców było bardzo poważne i kilkakrotnie przekraczało wartość alokacji. Wśród beneficjentów znalazły się jednostki samorządu terytorialnego, administracji rządowej i instytucje im podległe, instytucje otoczenia biznesu, izby gospodarcze, fundacje i stowarzyszenia non-profit działające na rzecz sektora turystycznego oraz przedsiębiorcy.

Projekty można podzielić na tzw. kulturowe, związane ze środowiskiem wodnym, czy z obszaru turystyki biznesowej. Część przedsięwzięć skategoryzowano w dziedzinie turystyki – nazywanej przemysłem czasu wolnego, czyli strefy relaksu.

Współpraca daje efekty

Preferowane były projekty liniowe i sieciowe, stanowiące unikalne atrakcje turystyczne znajdujące się na liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Naturalnego UNESCO lub uznane przez Prezydenta RP za Pomniki Historii. Ważna była też lokalizacja, atrakcyjna np. w kontekście rozgrywek EURO 2012.

Rozpatrywano przedsięwzięcia ponadregionalne, unikatowe – często realizowane w formule partnerstwa kilku podmiotów. Tak powstawały spójne linie infrastruktury kształtujących się produktów turystycznych. Wymogiem było, żeby jeden projekt opiewał na kwotę co najmniej 10 milionów złotych. Wymuszało to współpracę wielu podmiotów, które wcześniej wręcz rywalizowały ze sobą. Przystępując do projektu, odkrywały zalety współpracy.

O tym, że była to właściwa droga, świadczą liczne nagrody, jakie zebrały te projekty. Wiele z nich ma wysoki potencjał multimedialny. Najważniejsze jest jednak to, że realizacja tych wszystkich projektów była stymulatorem pozytywnych zmian w polskiej turystyce. Część obiektów wzmocniła swoją pozycję na listach UNESCO. Duże znaczenie ma fakt, że są to projekty infrastrukturalne, a więc trwałe. W dalszym ciągu dobrze spełniają założone funkcje. Kolejny istotny element to wydłużenie sezonu turystycznego.

Wzmocnienie promocji Polski

Należy przypomnieć, że POT była również realizatorem Działania 6.3. PO IG: „Promowanie turystycznych walorów Polski” w zakresie projektu: Promujmy Polskę Razem 2009-2015 z kwotą dofinansowania 48 mln euro. Celem tego przedsięwzięcia było wsparcie i wzmocnienie działalności promocyjnej Polski we współpracy ze wszystkimi podmiotami działającymi na rzecz promocji naszego kraju w świecie, a co za tym idzie zwiększenie efektywności działań marketingowych w promocji polskiej turystyki.

POT była także beneficjentem projektu „Lubię Polskę!”, również w ramach Działania 6.3 PO IG, którego główny cel zakładał przedstawienie oferty turystycznej Polski na arenie państw azjatyckich – Chin, Indii oraz Japonii – dofinansowanie wyniosło 12 mln euro. Ponadto POT realizowała projekt: „Promowanie zrównoważonego rozwoju turystyki” w ramach dotacji z Działania V.1 Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej, 2007-2013, mający na celu wzrost zainteresowania ofertą turystyczną pięciu województw wschodniej Polski: warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, lubelskiego, podkarpackiego oraz świętokrzyskiego. Budżet tego przedsięwzięcia to około 6 mln euro.

Dokładnie dwadzieścia lat temu Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Obchodząc ten piękny jubileusz, dokonujemy podsumowania zmian, jakie zaszły w tym czasie, a także analizujemy, jaki wpływ miały one na szeroko pojętą polską turystykę. Już teraz wiemy, że przemiany te dokonały się na wielką skalę i cieszy mnie wielce, jako Prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej, że obrały one tak pomyślny kierunek. W ciągu tych dwudziestu lat, dzięki zaangażowaniu środków unijnych, mogliśmy zrealizować liczne projekty, dzięki którym jesteśmy dzisiaj dumni nie tylko z niewątpliwych walorów naturalnych naszego kraju, ale także z oferty turystycznej na najwyższym światowym poziomie. Ponadto unijne środki przeznaczone na ochronę dziedzictwa kulturowego pomogły ocalić wiele wspaniałych zabytków, które służą turystom, zarówno jako muzea, jak i prężnie działające ośrodki kultury lub wypoczynku. Cieszę się niezmiernie, że Polska, jako kraj mający tak wiele do zaoferowania pod względem przyrodniczym, ekonomicznym i kulturalnym, otrzymała możliwości, by potencjał ten wykorzystać w jak najlepszym celu.

Rafał Szmytke

Prezes Polskiej Organizacji Turystycznej

Polska Organizacja Turystyczna w przyszłym roku będzie obchodziła swoje 25-lecie. Praktycznie od początku swojej działalności nasza instytucja była ważnym uczestnikiem, a także inicjatorem projektów realizowanych na rzecz polskiej branży turystycznej oraz promocji Polski jako doskonałego kierunku podróży. Pełniliśmy między innymi rolę Instytucji Pośredniczącej II stopnia w ramach Działania 6.4 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka: „Inwestycje w produkty turystyczne o znaczeniu ponadregionalnym”. Ponadto realizowaliśmy inne wielkie projekty na rzecz promocji Polski, takie jak Działanie 6.3. PO IG: „Promowanie turystycznych walorów Polski” czy „Lubię Polskę!”, którego główny cel zakładał przedstawienie oferty turystycznej Polski na arenie państw azjatyckich. Wszystkie te działania przyczyniły się do znakomitego rozwoju polskiej oferty turystycznej oraz znaczącego wzrostu zainteresowania nią zarówno wśród turystów polskich, jak i zagranicznych.

Anna Zabłocka Sztyber,

Wicedyrektor Departamentu

Wsparcia Rozwoju Turystyki POT

Millions of euros boosted Polish tourism

 

The Polish Tourism Organisation plays a key role in the area of EU investment in Polish tourism. This is evidenced by its involvement as an Intermediate Body of 2nd degree under Measure 6.4 of the Operational Programme Innovative Economy: Investments in tourism products of supra-regional importance.

 

EU funding amounted to EUR 138 million. 21 projects were supported. These projects were indicated on the so-called indicative list, drawn up by an inter-ministerial team with the participation of representatives from the current Ministry of Funds and Regional Policy, the Ministry of Development and Technology, the Ministry of Sport and Tourism and the Polish Tourism Organisation. Interest from potential project proponents was very strong and exceeded the value of the allocation by several times. Beneficiaries included units of local government, government administration and their subordinate institutions, business environment institutions, chambers of commerce, foundations and non-profit associations acting for the benefit of the tourism sector and entrepreneurs.

Projects can be subdivided into so-called cultural, water-related or business tourism projects. Some projects are categorised in the area of tourism – known as the leisure industry, or relaxwation zones.

 

Cooperation produces results

Preference was given to linear and network projects that are unique tourist attractions on the UNESCO list of World Cultural and Natural Heritage or recognised by the President of the Republic of Poland as Monuments of History. Also important was the location, attractive for example in the context of the EURO 2012 games.

Supra-regional, unique projects were considered – often carried out in partnership of several entities. This is how coherent lines of infrastructure for emerging tourism products were created. The requirement was that one project should amount to at least PLN 10 million. This necessitated the cooperation of many entities, which had previously even competed with each other. By joining the project, they discovered the advantages of cooperation.

That this was the right path to take is evidenced by the numerous awards these projects have collected. Many of them have a high multimedia potential. Most importantly, however, is the fact that the implementation of all these projects has been a factor in positive changes in Polish tourism. Some sites have strengthened their position on the UNESCO lists. Of great importance is the fact that these are infrastructural projects and therefore sustainable. They continue to perform their intended functions well. Another important element is the extension of the tourist season.

Strengthening the promotion of Poland

It should be recalled that the PTO was also the implementer of Measure 6.3. of the Operational Programme Innovative Economy: Promoting Polands tourism assetswithin the scope of the project: Lets Promote Poland Together with a co-financing amount of EUR 48 million. The aim of this project was to support and strengthen Polands promotional activities in cooperation with all entities acting to promote our country in the world, and thus to increase the effectiveness of marketing activities in promoting Polish tourism.

The PTO was also a beneficiary of the project I like Poland!, also under Measure 6.3 of the Operational Programme Innovative Economy, whose main objective was to present Polands tourism offer in the arena of Asian countries China, India and Japan the co-financing amounted to EUR 12 million. In addition, the PTO implemented a project: Promoting sustainable tourism developmentunder Measure V.1 of the Operational Programme Eastern Poland, 2007-2013, aimed at increasing interest in the tourism offer of five voivodeships of eastern Poland: Warmińsko-Mazurskie, Podlaskie, Lubelskie, Podkarpackie and Świętokrzyskie. The budget of this project is approximately EUR 6 million.

Exactly twenty years ago Poland joined the European Union. As we celebrate this beautiful jubilee, we are taking stock of the changes that have taken place during this time and analysing how they have affected Polish tourism in the broadest sense of the term. We already know that these changes have taken place on a grand scale and I am very pleased, as the President of the Polish Tourism Organisation, that they have taken such a successful direction. During these twenty years, thanks to the involvement of EU funds, we have been able to implement numerous projects, thanks to which we are proud today not only of the undoubted natural assets of our country, but also of our world-class tourist offer. In addition, EU funding for the protection of cultural heritage has helped to save many magnificent monuments that serve tourists both as museums and as thriving cultural or leisure centres. I am delighted that Poland, as a country with so much to offer in terms of nature, economy and culture, has been given the opportunity to make the most of this potential.

Rafał Szmytke

President of the Polish Tourism Organisation

The Polish Tourism Organisation will celebrate its 25th anniversary next year. Practically from the beginning of its activities, our institution has been an important participant, as well as an initiator of projects carried out for the benefit of the Polish tourism industry and the promotion of Poland as an excellent travel destination. Among other things, we played the role of an Intermediate Body of 2nd degree within Measure 6.4 of the Operational Programme Innovative Economy: Investments in tourism products of supra-regional importance. In addition, we carried out other large projects for the promotion of Poland, such as Measure 6.3 of the Operational Programme Innovative Economy: Promoting Polands tourist assets” or „I like Poland! , the main aim of which was to present Polands tourist offer to Asian countries. All these activities contributed to an excellent development of the Polish tourist offer and a significant increase in interest in it among both Polish and foreign tourists.

Anna Zabłocka Sztyber,

Deputy Director of the PTOs T

ourism Development Support Department

Polska liderem zmian

Janusz Lewandowski, polityk i ekonomista, poseł trzech kadencji do Parlamentu Europejskiego przypomina, jak bardzo zmienił się nasz kraj po wstąpieniu do UE w 2004 roku

Był pan drugim po Danucie Huebner polskim komisarzem w Unii Europejskiej.

A wcześniej, zanim zostałem posłem, należałem do grupy polskich obserwatorów, którzy trafili do Parlamentu Europejskiego. W przygotowaniach do akcesji nie odegrałem szczególnie istotnej roli. O tym, że znalazłem się w grupie obserwatorów najprawdopodobniej zadecydowały moje umiejętności językowe – znam angielski, francuski i niemiecki. Poza tym zawsze miałem szczęście, żeby być we właściwym czasie i miejscach, gdzie działa się Historia. Byłem w Gdańsku przy narodzinach Solidarności, a potem przy wprowadzaniu pierwszych wielkich reform w naszym kraju. I tak trochę niespodziewanie znalazłem się z grupą polskich obserwatorów w samolocie lecącym do Strasburga. Ze względu na warunki pogodowe nie udało się nam tam wylądować, co jeden z kolegów skwitował żartem: „A może nas nie chcą w tej Unii?”. Staż obserwatorski bardzo nam się przydał, ponieważ mogliśmy od środka poznać unijne instytucje. Mieliśmy podobne prawa, jak europarlamentarzyści, nie mogliśmy jednak głosować. Uczestniczyliśmy w pracy komisji i obradach parlamentarnych.

A jak to się stało, że został pan szefem komisji budżetowej UE?

Po uzyskaniu mandatu posła do europarlamentu w roku 2004 dowiedziałem się od Grzegorza Schetyny, że zgodnie z metodą DHondta przysługiwało nam kierownictwo jednej z komisji. Zgodnie z polskimi preferencjami wybraliśmy dla mnie komisję budżetową. Nie miałem wówczas większego pojęcia o skomplikowanym budżecie unijnym. Korzystałem więc z pomocy i życzliwości moich zastępców z Niemiec i Holandii, którzy mieli dziesięcioletnie doświadczenie w tej dziedzinie. Nie przespałem wielu nocy, chcąc jak najszybciej uzupełnić wiedzę.

Jakie to przyniosło efekty?

Zacznę od anegdoty – gdy już w miarę pewnie zasiadłem na fotelu szefa komisji, odkryłem, że budżet UE finansuje corocznie tzw. „special event”, czyli wydarzenie istotne dla europejskiej integracji. Już po terminie zgłaszania propozycji uświadomiłem sobie, że w roku 2005 świętujemy 25. rocznicę powstania Solidarności i podzieliłem się ze współpracownikami żalem, że przegapiłem taką okazję. Następnego dnia mile mnie zaskoczyli, pytając: „A pół miliona euro na obchody wystarczy?”. Pieniędzy wystarczyło na wiele przedsięwzięć, łącznie z transmitowanymi przez telewizję uroczystościami w Brukseli, które przygotowałem wspólnie z moją współpracowniczką Angeliką Chomicką. Była gala w Operze Królewskiej i koncert na rondzie Schumana, a słynny Manneken Pis został ubrany w kombinezon stoczniowca.

Nie sposób pominąć z pozoru oczywistego pytania – co Polska zawdzięcza Unii?

Wielkie transfery budżetowe przekroczyły 160 mld euro netto, czyli już po odjęciu naszej składki. Te ogromne pieniądze w widoczny sposób przeobraziły nasz kraj. Dla mnie pierwszorzędna jest jednak inna sprawa – udział w największym na świecie obszarze wolności obywatelskich i otwartych granic. Umiejętnie sięgnęliśmy po wynikające z tego korzyści cywilizacyjne i odnieśliśmy sukces – wbrew złorzeczeniom i straszeniu Unią Europejską. Mało kto dziś pamięta, że w referendum akcesyjnym w 2003 roku wzięło udział zaledwie 59 proc. uprawnionych. Gdyby wtedy trochę więcej ludzi zostało na działkach i w domach bylibyśmy dziś w podobnej sytuacji, jak Mołdawia lub Białoruś. Niewielka większość przesądziła o dziejowej szansie, jaką stanowiło wejście do Unii. Co więcej – nie spełnił się żaden czarny scenariusz: nie zalała nas żywność z Zachodu, a nasza ziemia nie została wykupiona. Warto przypomnieć, że w 2004 roku nasze saldo obrotów z UE było ujemne, natomiast w 2022 roku zanotowaliśmy plus 27,6 mld euro, powiększając dziesięciokrotnie eksport rolno-spożywczy. Podbój zachodniego rynku jest świadectwem polskiej przedsiębiorczości. Ponad 1,2 mln polskich TIR-ów dominuje na drogach Europy Zachodniej. To jedna piąta europejskiego rynku transportowego. Osiągnęliśmy znacznie więcej niż inne kraje uczestniczące w historycznym rozszerzeniu z roku 2004. Zupełnie zmieniła się nasza infrastruktura, która była 20 lat temu w opłakanym stanie – drogi, lotniska, koleje, czy też wyposażenie szpitali, placówek oświatowych itp. Bardzo cieszą mnie rewitalizacje starówek. Jestem dumny z tego, jak wygląda dziś zabytkowe centrum Lublina, z którego pochodzę.

Ci, którzy mają krótką pamięć powinni sobie przypomnieć, jak wyglądała np. podróż samochodem z Berlina do Warszawy. Po przekroczeniu granicy z Niemcami, z wygodnej autostrady wjeżdżało się na wąskie, dziurawe drogi, przy których stały stragany z krasnalami i przybytki rozkoszy, o których wstyd wspominać…

Na szczęście wygrała polska zaradność, ale niewiele dałoby się zrobić, gdyby nie wielkie europejskie transfery umożliwiające wieloletnie kosztowne inwestycje. Także z budżetu na lata 2014-2020, który projektowałem jako komisarz U. z  kierowaną przeze mnie komisją. Nie można też zapominać o takich korzyściach, jak wymiana młodzieżowa w ramach programu Erasmus, z którego skorzystało 130 tys. młodych Polek i Polaków.

Zdaniem części ekspertów, nasza obecność w UE daje nam silniejszą gwarancję bezpieczeństwa niż NATO.

Dwudziestolecie Polski w Unii kończy się, a następne rozpoczyna w cieniu wojny, która wróciła na nasz kontynent. Przez długi czas żyliśmy w poczuciu bezpieczeństwa. Podobnie myśleli inwestorzy, którzy ulokowali w naszym kraju ponad 250 mld euro. Gwarancję stanowiła dla nich nasza obecność w UE. Należy przypomnieć, że transferują do zagranicznych firm macierzystych mniej, niż inwestują, tworząc u nas nowe miejsca pracy.

Ile zyskują więc kraje starej UE dzięki przyjęciu Polski?

Może lepiej nie mówić o tym głośno, bo bilans jest korzystny dla nas. Owszem, następuje „brain drain”. Trafia na nasz pojemny rynek sporo produktów z Europy Zachodniej, ale przypomnę, że bilans wymiany handlowej jest pozytywny. Dotychczas istotną zachętę do inwestowania w Polsce stanowił wysoki poziom wykształcenia kadr i relatywnie niskie płace. Dominują inwestorzy z Niemiec, Holandii i Luksemburga. To jednak szybko się zmienia, w przyszłym roku płaca minimalna będzie wynosiła 4,5 tys.  zł, a rośnie ryzyko związane z wojną za naszą wschodnią granicą. Niemniej przełamaliśmy zadawnione, przykre dla nas stereotypy, postrzegani teraz jesteśmy jako lider zmian w tej części Europy. A ja z satysfakcją śledzę niemieckie media, kontrastujące polską przedsiębiorczość z bezruchem dawnego NRD.

Nasi zachodni sąsiedzi mogą się czuć nieswojo, obserwując smętne landy byłego NRD i wyraziście zmieniającą się Polskę.

Wielu młodych ludzi wyjeżdża z Brandenburgii i Saksonii. Należy jednak pamiętać, że Zachód kusi również nas. Szukając lepszej i co ważne legalnej pracy, wyjechało z Polski na stałe około 2,5 mln osób, a z całej Europy Środkowo-Wschodniej aż 18 mln.

rozmawiał Piotr Cegłowski

Co zmieniło się w nowych krajach Unii po 2004 roku

Zaledwie kilka lat po fali akcesji w 2004 r., obejmującej Estonię, Łotwę, Litwę, Maltę, Polskę, Słowację, Słowenię, Czechy, Węgry i Cypr, zmiany i korzyści po 20 latach są spektakularne

Polska

Premier Polski Leszek Miller świętował Dzień Przystąpienia w 2004 r. w niemiecko-polsko-czeskim trójkącie granicznym niedaleko Żytawy wraz z ówczesnym kanclerzem Gerhardem Schröderem (SPD) i swoim czeskim odpowiednikiem Vladimirem Spidlem. Polska najbardziej skorzystała na rozszerzeniu UE na wschód – PKB na mieszkańca podwoił się do 14 750  euro. Od 2012 roku stopa bezrobocia spadła z kilkunastu do 2,8 proc. Dziś, pomimo niedawnych wstrząsów spowodowanych wojną na Ukrainie, Polska cieszy się dobrze zróżnicowaną strukturą gospodarczą, dobrą integracją z regionalnymi łańcuchami dostaw, stabilnością makroekonomiczną i solidnym sektorem finansowym. Rynek pracy wspiera znaczny wzrost płac i konsumpcji prywatnej. Zagrożenie ubóstwem jest jednym z najniższych w całej UE. Niemieckie firmy zainwestowały w Polsce w 2021 roku około 37 miliardów euro.

Republika Czeska

Przystąpienie Republiki Czeskiej świętowano w wielu miejscach, m.in. na przejściu granicznym w miejscowości Potucky. Republika Czeska nie mogła się doczekać członkostwa – ze zwiększonym dostępem do środków finansowych na modernizację gospodarki – co również doprowadziło do licznych zarzutów o korupcję. Ale wraz z otwarciem gospodarki, dobrobyt gwałtownie wzrósł. Na przykład podwoiła się produkcja papieru w Czechach. Realny PKB na mieszkańca wzrósł mniej więcej o 50 procent, do 18 370 euro, w porównaniu z nieco poniżej 29 000 euro w UE-27. Stopa bezrobocia w Czechach spadła od 2012 r. o ponad połowę, a w 2023 r. wyniosła jedynie 2,6 proc. Gospodarka wykazuje wysoki poziom integracji w zakresie międzynarodowych inwestycji i handlu. Zagrożenie ubóstwem wynoszące 12 proc. jest najniższe w UE.

Słowacja

Dzięki wsparciu unijnego instrumentu „Łącząc Europę” Słowacja stała się łącznikiem między Polską a państwami członkowskimi Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w zakresie nowych źródeł dostaw gazu ziemnego po zakończeniu taniego importu rosyjskich rurociągów. Słowacja dołączyła do strefy Schengen w 2007 r., a do strefy euro w 2009 r. Kraj znacząco skorzystał na otwarciu na Zachód oraz na funduszach spójności UE, które wpłynęły także na modernizację infrastruktury i transportu. Słowacja podwoiła na przykład produkcję metali. Podobnie jak w innych nowych krajach członkowskich  UE z Europy Wschodniej, po 2004 r. bezrobocie początkowo wzrosło, a potem, od roku 2012 spadło z 13,9 do 5,8 proc. W ciągu 20 lat gospodarka rosła średnio o siedem procent rocznie. PKB na mieszkańca wzrósł z 9 360 do 16 490 euro.

Słowenia

Przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi i premier Anton Rop na przejściu granicznym między Włochami a Słowenią w Nowej Goricy świętowali przystąpienie Słowenii do UE. Pomimo początkowej niepewności, w Słowenii panuje obecnie opinia, że UE zapewniła krajowi dobrobyt gospodarczy i międzynarodowe uznanie – wielu obywateli skorzystało z możliwości studiowania lub pracy za granicą. Kraj wprowadził euro w 2007 roku i dołączył do strefy Schengen. Podobnie jak inne kraje Europy Wschodniej, Słowenia stała się – częściowo dzięki atrakcyjnym ofertom zachęt podatkowych – ważnym partnerem handlowym oraz dostawcą towarów i usług dla niemieckiego, austriackiego oraz włoskiego przemysłu, m.in. w zakresie budowy maszyn, przemysłu motoryzacyjnego i elektrotechniki. W dwóch rundach, 2007-2013 i 2014-2020, kraj otrzymał kilkadziesiąt miliardów dotacji z funduszy UE na rozwój gospodarczy. Od 2012 r. stopa bezrobocia spadła o ponad połowę do 3,7 proc., a PKB na mieszkańca wzrósł z nieco poniżej 16 000 do ponad 22 000 euro w 2023 r.

Węgry

Węgierscy maratończycy przybyli do brukselskiego parku Cinqantenaire w dniu rozszerzenia UE na wschód z flagami nowych krajów przystępujących. Z prawicowym i przyjaznym Rosji Victorem Orbanem na czele Węgry zyskały ostatnio niewielu przyjaciół jako „enfant terrible” UE-27. Bruksela wstrzymała fundusze ze względu na poważne ograniczenia praworządności. Komisarz UE Elisa Ferreira obliczyła niedawno, jakie korzyści kraj odniósł dzięki członkostwu: w ciągu 20 lat w ramach polityki spójności przekazano 50 mld euro z różnych puli – średnio 5 000 euro na mieszkańca – na rzecz 70 000 przedsiębiorstw i państwa. Powstało 90 000 miejsc pracy. Stopa bezrobocia na Węgrzech zmalała z 10,7 proc. w 2012 r. do 4,1 proc. w 2023 r., a realny PKB na mieszkańca wzrósł z 9 520 do 14 370 euro. Zagrożenie ubóstwem spadło do 18,4 proc.

Litwa

1 maja 2004 r. przed Pałacem Prezydenckim podniesiono flagę UE. Dla małej Litwy przyłączenie się do UE po zakończeniu zimnej wojny było mile widzianym aktem konsolidacji państwa – choć towarzyszyły mu obawy, że biurokratyczny ciężar dostosowania się do prawa UE może być przytłaczający. Postęp gospodarczy pomógł temu krajowi bałtyckiemu lepiej przetrwać wstrząsy zewnętrzne, takie jak kryzys finansowy w 2008 r., pandemia COVID-19 i wojna na Ukrainie – twierdzą obserwatorzy. Realny PKB od 2004 r. do 2023 r. podwoił się do 14 850 euro na mieszkańca, a bezrobocie spadło o ponad połowę do 6,5 proc. w porównaniu do 2012 r.

Estonia

Estonia uważana jest dziś za pioniera administracji cyfrowej, co świętowali na szczycie cyfrowym premier Kaja Kallas i kanclerz federalny Olaf Scholz (SPD) w 2022 r., ale także za wzorowego ucznia we wdrażaniu przepisów europejskich. Początkowo jednak akcesja była przede wszystkim sprzeciwem przeciw silnemu wewnętrznemu eurosceptycyzmowi mniejszości rosyjskiej i ludności wiejskiej. Jako jedyny kraj, obok Litwy, w ciągu ostatnich dziesięciu lat Estonia w pełni wdrożyła unijne środki z polityki spójności na rzecz integracji z UE. Od momentu przystąpienia w 2004 r. bałtyckie państwo UE zwiększyło swój PKB na mieszkańca o 50 proc., do 15 370 euro. W ciągu ostatnich 10 lat stopa bezrobocia spadła z 9,9 do 6,4 proc.

Łotwa

20 lat po przystąpieniu do UE państwo bałtyckie stanowi element składowy tzw. unijnej strategii cyberbezpieczeństwa. W ramach regionalnego projektu „Pierścień Bałtycki”, którego celem jest połączenie Szwecji i Finlandii trasą światłowodową przez kraje bałtyckie, Łotwa stanie się łącznikiem z globalną chmurą, usługami cyfrowymi i międzynarodowymi węzłami komunikacyjnymi dla innych krajów europejskich. Według Komisji Europejskiej, od momentu przystąpienia do UE gospodarka Łotwy odnotowuje średnioroczną stopę wzrostu na poziomie siedmiu procent. PKB na mieszkańca wzrósł w tym okresie z 7 340 do 13 220 euro. Bezrobocie spadło z dwucyfrowej liczby do 6,5 proc. w 2023 roku.

Cypr

Odrzucenie przez Greków tzw. planu Annana skutkowało faktycznym przystąpieniem 1 maja 2004 roku do Unii Europejskiej tylko greckiej części wyspy. Zgodnie z decyzją podjętą na szczycie w Kopenhadze w 2002 roku cały Cypr został włączony do Unii Europejskiej, jednakże na północnej części wyspy zawiesza się obowiązywanie prawa unijnego. W ostatnich latach Cypryjski Program Rozwoju położył szczególny nacisk na odbudowę, ochronę i poprawę ekosystemów, oprócz wsparcia infrastruktury, w celu wzmocnienia rozwoju gospodarczego na obszarach wiejskich i konkurencyjności sektora rolno-spożywczego. Cele obejmują zachowanie różnorodności biologicznej, lepszą gospodarkę wodną i zapobieganie erozji gleby. Setki przedsiębiorstw rolniczych otrzymują wsparcie w zakresie wyników ekonomicznych i modernizacji. Podczas gdy dziesięć lat temu bezrobocie na Cyprze wynosiło nieco poniżej 12 proc., w 2023 roku stopa bezrobocia wyniosła 6,1 proc. Od 2004 r. PKB na mieszkańca wzrósł do 27 720 euro.

Malta

Wiosną maltańscy rolnicy wzięli także udział w protestach przeciwko europejskiej polityce rolnej. Konkluzja jest taka, że Malta jako członek UE zyskała na znaczeniu jako małe państwo wyspiarskie na Morzu Śródziemnym. Produkcja gospodarcza podwoiła się. Tworzenie sieci kontaktów doprowadziło do większego znaczenia międzynarodowego, gospodarka w coraz większym stopniu zwraca się w stronę usług, a produkcja w kierunku produktów technologicznych o wyższej wartości. Od czasu wprowadzenia euro Malta w mniejszym stopniu boryka się z ryzykiem związanym z małą walutą, a deficyt spadł do zrównoważonego poziomu. Od roku 2004 PKB na mieszkańca wzrósł z 14 120 do 25 160 euro. Od 2012 r. bezrobocie spadło o połowę, do 3,1 proc.

AM

Akcesja głównych graczy

Warto po 20 latach przypomnieć, jak negocjacje akcesyjne i wejście Polski do Unii Europejskiej zapamiętali główni gracze

Leszek Miller

Polski polityk, prezes Rady Ministrów w latach 2001-2004, wprowadził Polskę do Unii Europejskiej i miał wielki wkład w wejście Polski do NATO.

Po latach nazywa te negocjacje przed podpisaniem akcesji prawdziwym maratonem. Niektórzy zakładali się, czy dowiezie, czy też nie dowiezie. W rozmowie z Mikołajem Kunicą, redaktorem naczelnym Business Insider Polska, premier Miller przypomniał, że „na szczycie w Kopenhadze okazało się, że jesteśmy jedynym krajem, który chce dalej negocjować. Pozostałe uznały, że wszystko, co było do ugrania, jest już załatwione i więcej wycisnąć się nie da. Pierwsze spotkanie z negocjatorami unijnymi, na których czele ze względu na duńską prezydencję stał premier Rasmussen, było fatalne. O mało nie zawróciliśmy na lotnisko. Rasmussen powiedział coś takiego: „Skoro macie pięć czy sześć problemów do dyskusji, to znaczy, że Polska nie jest przygotowana. Przyjmiemy was w kolejnym rozszerzeniu, nie wiem wprawdzie, kiedy ono będzie, ale w kolejnym. Naprawdę wyglądało to bardzo niedobrze”.

Miller – jak wspomina – wtedy właśnie w sytuacji patowej poprosił o przerwę. I rozpoczął indywidualne rozmowy z najważniejszymi unijnymi politykami. Po serii spotkań jeden na jeden także Rasmussenowi zaproponował spotkanie w cztery oczy. Zgodził się i po ośmiu godzinach dobili targu. Udało się przekonać piętnastkę, bo wtedy Unia Europejska liczyła tylko piętnaście krajów, żeby poszła nam na rękę.

Ważnym elementem tej walki i przeciągania liny były pieniądze. Walczyliśmy o to, żeby nasza składka do budżetu unijnego nie była od początku tak wysoka. Unia nie chciała się zgodzić, ale Verheugen wpadł na pomysł, żeby w tej sytuacji nie poszerzać UE od 1 stycznia, tylko od maja, dzięki czemu zapłacimy nie za 12 tylko 7 miesięcy. – Kiedy wracaliśmy z tarczą, nikt nas nie witał w Warszawie, bo wróciliśmy o pierwszej albo o drugiej nocy – wspomina Miller. – Warszawa spała. Natomiast pamiętam, że we wszystkich niemalże oknach kancelarii premiera świeciły się lampki. Tam było mnóstwo pracowników, którzy chcieli dowiedzieć się z pierwszej ręki, jaki był finał negocjacji. Panował nastrój wielkiego zwycięstwa. Zresztą nie było czasu na świętowanie, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że mamy do załatwienia referendum ogólnokrajowe, w którym Polacy zostaną zapytani, czy zgadzają się, by na wynegocjowanych warunkach Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Wcale nie było takie oczywiste, jak wypadnie to referendum.”

Premier Leszek Miller obawiał się niskiej frekwencji. Zgodnie z wymogami referendum, aby było stanowiące, do urn musiało się udać co najmniej 50 proc. uprawnionych do głosowania. Mieliśmy plan B i przy złym scenariuszu z frekwencją dysponowaliśmy wystarczającą większością w parlamencie, żeby przeprowadzić ratyfikację przez parlament właśnie. Ale już nie byłoby takiego efektu, opozycja by nam wisiała u gardła, artykułując, że naród odmówił, że naród nie chce itd. To byłby bardzo ciężki proces. Na szczęście frekwencja sięgnęła 58 proc. i nasze cele zostały w pełni zrealizowane. „Panie Miller, pan tutaj przedstawia rozmaite zalety wejścia. Ja będę głosowała za wejściem Polski do Unii Europejskiej, bo jak jestem gdzieś na lotnisku za granicą, to widzę dwa wejścia. Na jednym jest napisane dla członków UE, a na drugim dla pozostałych. Otóż ja nie chcę przechodzić przez to drugie wejście”. W przestrzeni medialnej funkcjonuje anegdota według której, w dniu referendum premier Leszek Miller kazał ministrowi spraw wewnętrznych zdjąć patrole policji z dróg dojazdowych do miast. Bo to też miało pomóc frekwencji. Chodziło o to, by Polacy nie byli zatrzymywani na drogach po powrocie z wyjazdów za miasto. I w ten sposób, by więcej ludzi zdążyło na głosowanie.

Bliska sercu Millera jest Kopenhaga, potem Ateny, następnie Dublin, czyli miasta, w których odbywały się negocjacje i końcowe uzgodnienia. Otwarcie mówi o tym, że jest wdzięczny losowi, w ogóle wdzięczny Polsce, że dała mu taką szansę, żeby ją reprezentował w tych najważniejszych zdarzeniach, bo uważa, że traktat akcesyjny to jest ten dokument, który przechodzi do historii jako jeden z najważniejszych dokumentów torujących w Polsce drogę do dobrej przyszłości. – Ale pamiętajmy – mówi premier Miller – bez euro nasza integracja jest niedokończona. Owszem, 1 maja 2004 r. weszliśmy do Unii Europejskiej. W 2009 r. staliśmy się członkiem strefy Schengen. No, ale w dalszym ciągu nie jesteśmy w euro, a w traktacie akcesyjnym, który ja z Włodzimierzem Cimoszewiczem podpisywałem, jest zobowiązanie do wejścia do strefy euro. Nie ma tylko daty. Musi ustalić ją polski rząd w porozumieniu z Unią Europejską. Ja się martwię tym, bo nie widzę żadnego zainteresowania także obecnego rządu kwestią przyjęcia wspólnej waluty.

Joschka Fischer

Wejście Polski do UE wspomina Joschka Fischer, były wicekanclerz i szef niemieckiej dyplomacji. W kluczowym dla naszej historii czasie uchodził on za jednego z największych przyjaciół Warszawy.

Fischer doskonale pamięta tę radosną chwilę, kiedy Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. – Spadł mi kamień z serca, że Polska dokonała akcesji, że to się stało rzeczywistością – powiedział ówczesny szef niemieckiej dyplomacji dziennikowi „Märkische Oderzeitung”. – Unia była dzięki temu projektem już nie tylko zachodnioeuropejskim, lecz ogólnoeuropejskim.

Dzisiaj Fischer podkreśla, że wejście Polski do UE bardzo pozytywnie rozwinęły stosunki gospodarcze. Polacy osiedlają się w Niemczech, kupują domy i działki, najczęściej w rejonach przygranicznych. (…). Burmistrzowie i wójtowie czują ulgę, że mogą dalej utrzymywać przedszkola i szkoły, bo jest więcej dzieci – powiedział Fischer. Ocenił, że mieszkańcy Berlina cieszą się z wykwalifikowanych polskich robotników i rzemieślników, a po obu stronach granicy powstał wspólny obszar gospodarczy.

Zdaniem Fischera także rosyjska napaść na Ukrainę uświadomiła Europie Zachodniej, jak ważne pod wieloma względami było rozszerzenie UE na wschód. Niemiecki polityk wskazał, że Polska miała bolesne doświadczenia z Rosją i że również z tego Europa Zachodnia powinna wyciągać więcej wniosków w przyszłości.

Były minister spraw zagranicznych Niemiec pozytywnie ocenił 20 lat po rozszerzeniu UE na wschód. – Nic nie jest doskonałe, ale w tym wypadku wszystko bardzo dobrze się udało. – Proszę sobie wyobrazić, że Polska nie wstąpiłaby wtedy do UE. W jakiej sytuacji bylibyśmy teraz z Putinem i jego neoimperializmem? – zauważa w mediach niemieckich Fischer.

Podkreślił jednak, że odnosi wrażenie, iż relacje sąsiedzkie są obecnie bardzo dobre. – Słyszy się same pozytywne rzeczy. (…) Nie potrafię już sobie wyobrazić Unii bez Polski – dodał Joschka Fischer. Chciałbym, żeby Polska w przewidywalnym czasie wprowadziła euro – dodał.

nter Verheugen

Niemiecki polityk był komisarzem do spraw rozszerzenia Unii Europejskiej w latach 1999-2004. 20 lat temu odpowiadał się za przyjęciem Polski i dziewięciu innych krajów do UE

W niedawno udzielonym wywiadzie dla DW wspomina, że rozszerzenie Unii Europejskiej było ogromnym wyzwaniem dla wszystkich stron. I chodziło nie tylko o transformację społeczną, ale przede wszystkim o przyjęcie prawa europejskiego. To, co się wówczas zdarzyło Verheugen nazywa dzisiaj cudem. Bo jakże inaczej nazwać podjęcie się przez społeczeństwa w tych krajach zadania polegającego na dźwiganiu ciężarów związanych z transformacją. „Stara unia” czyli piętnaście państw członkowskich, które wówczas tworzyły UE, była w stanie zdobyć się na jedność i zdecydowanie, aby z powodzeniem zrealizować tak duży projekt w stosunkowo krótkim czasie. To było niezwykłe. W obecnym stanie UE nie byłaby w stanie tego osiągnąć – podkreślił Verheugen.

W 2007 r., czyli trzy lata po wejściu Polski do UE, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Günter Verheugen na konferencji w Warszawie powiedział, że Polska jest w Unii Europejskiej poważana i szanowana, co jest zasługą silnej woli i determinacji Polaków. A mogło być różnie. Po latach w rozmowie z Jackiem Tacikiem orędownik polskiej obecności w UE Verheugen przypomniał, a stał blisko tych wydarzeń, że Polska mogła być poza UE w 2004 roku. Polska była największym z dziesięciu krajów, które złożyły akces do zjednoczonej Europy. I właśnie z tego powodu rozważano przyjęcie w pierwszej kolejności małych państw bałtyckich, Węgier, Słowacji i Czech, a na samym końcu Polski.

Liderzy „starej Europy”, o czym mówili w kuluarach, obawiali się tak nagłego powiększenia Unii. Polska – ze względu na rozmiary – pochłaniałaby najwięcej unijnych środków.

Niechęć przeplatała się z brakiem zaufania. „Wy do tej UE nie pasujecie. Będziecie się w niej źle czuli. Nie wiem, czy dacie sobie radę. Nie jesteście skłonni do żadnych ustępstw. Jesteście agresywni. Nikt w Europie was nie lubi!” – to słowa, które usłyszał – jak wspominał w rozmowie z „Newsweekiem” – ówczesny polski ambasador przy UE Marek Grela od bardzo wysokiego unijnego urzędnika.

Tym wątpliwościom i koncepcjom niektórych europejskich liderów sprzeciwił się Günter Verheugen, niemiecki komisarz UE do spraw rozszerzenia, który – o czym mówił później Leszek Miller, były premier, za którego kadencji weszliśmy do Unii – okazał się wielkim przyjacielem i sprzymierzeńcem naszego kraju.

Verheugen dopiął swego. 1 maja 2004 roku Polska stała się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Aleksander Kwaśniewski, wtedy prezydent, powiedział podczas uroczystości na Placu Piłsudskiego w Warszawie: – Czekaliśmy na ten dzień. Zapracowaliśmy na tę dziejową chwilę. Pogratulujmy sobie – przywróconej własnymi rękami – niepodległości i suwerenności Rzeczypospolitej (…). Na pewno ciągle czeka nas jeszcze dużo pracy. Ale jednak dokonaliśmy tak wiele, że ten egzamin z europejskości, do którego stanęliśmy z własnej, nieprzymuszonej woli – zdaliśmy! I dziś jesteśmy już razem.

W sprawie zbliżających się wyborów europejskich i sondaży Verheugen jest ostrożny. Uważa, że dynamika pogłębiania i rozszerzenia już dawno została utracona. Istnieje przeświadczenie w UE o konieczności przeprowadzenia reform ale nikt nie wie dokładnie, jakie i jak je osiągnąć.

A co do przyszłości Polski, Verheugen jest optymistą. Przede wszystkim dlatego, że na czele rządu stoi teraz Donald Tusk, człowiek, który sam ma wybitne doświadczenie w polityce europejskiej i który wie lepiej niż ktokolwiek inny, jak współdziałają rządy i siły polityczne w UE.

Günter Verheugen wielokrotnie brał udział w krynickim Forum Ekonomicznym. W 2014 roku miałem okazję porozmawiać z panem komisarzem. Zapytałem go wówczas o stereotypowe pejoratywne określenie „polnische Wirtschaft” oznaczające skrajną niegospodarność, brak planowania i manier oraz bałagan, i co ono w kontekście nowej rzeczywistości europejskiej oznacza. Verheugen bardzo poważnie zareagował na to pytanie: – Polnische Wirtschaft dzisiaj nabrało zupełnie innego znaczenia, bardzo pozytywnego, jako symbol polskiego sukcesu.. Osiągnięcia polskiej gospodarki, organizacja, umiejętność prowadzenia biznesu powinny być wzorem dla całej Europy, a może i świata. I z tego powodu możecie być dumni.

Oprac. Andrzej Mroziński na podstawie Business Insider Polska, TV24, DW

Ważne Informacje

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...