.
Strona główna Blog Strona 389

Całe życie w siodle

    IMG_3325Pokonując w pierwszym etapie osiemnastu, a w drugim czterech kontrkandydatów wygrał pan w doskonałym stylu konkurs na stanowisko prezesa Stadniny Koni Janów Podlaski. Teraz stoją przed panem niełatwe wyzwania, a każda pańska decyzja zapewne będzie szeroko komentowana przez media…


    Zdaję sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Podjąłem się tego zdania, ponieważ przyszłość polskiej hodowli koni jest dla mnie sprawą pierwszoplanową. To mój zawód i pasja życiowa, której poświęciłem 45 lat. Stadnina w Janowie Podlaskim dysponuje najlepszym materiałem genetycznym na świecie. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek. Hodowane tu konie prezentują specyficzny polski typ araba, który bardzo podoba się za granicą.

    Przypomnę, że stadnina w przyszłym roku będzie obchodziła 200. rocznicę powstania. Pomimo wielu przeciwności losu przetrwała kataklizmy I i II Wojny Światowej, radziła sobie w warunkach poprzedniego ustroju. To kapitał, którego nie wolno roztrwonić. Na marginesie – jestem zaangażowany w prace Rady ds. Hodowli Koni przy Ministerstwie Rolnictwa, która pracuje nad długofalową strategią w tej dziedzinie. W 1989 roku państwo było właścicielem 31 stadnin i 11 stad ogierów. Do dziś przetrwało ich w sumie 18. Pozostałe padły ofiarą procesu transformacji – zostały sprywatyzowane lub zaprzestały działalności, a ich majątek wyprzedano. Trzeba zatrzymać ten proces, a przede wszystkim zachować najcenniejsze klacze matki i ogiery. Należy pamiętać o tym, że hodowla koni wymaga czasu i cierpliwości, a tym samym sporych nakładów. Rotacja pokoleń jest dość długa, koń osiąga dojrzałość w wieku 7 lat.

    Jakie są pańskie plany dotyczące Janowa Podlaskiego?
    Należy pamiętać, że jest to nie tylko hodowla koni arabskich, ale wielkie przedsiębiorstwo rolne dysponujące 1,7 tys. ha. Najważniejsze zadania na dziś to pełna kontrola wszystkich procesów i profilaktyka dotycząca przede wszystkim zagadnień weterynaryjnych. Wbrew obiegowej opinii, nieprawdziwe jest określenie „zdrowy jak koń”. Zwierzęta te czasami chorują, a główną przyczynę problemów stanowi bardzo wrażliwy przewód pokarmowy. W tej dziedzinie nic nie może zastąpić dbałości i prawdziwego zaangażowania ze strony pracowników. Stadnina dysponuje ponad 300 końmi czystej krwi arabskiej. Tylko niewielka część może trafić na najbliższą wielką aukcję, która odbędzie się w połowie sierpnia. Przy okazji warto wspomnieć, że udział w niej zapowiedziało już wielu potencjalnych nabywców. Po raz pierwszy pojawi się grupa klientów z Chin, które z roku na rok stają się coraz ciekawszym rynkiem.

    A co z pozostałymi arabami, o których pan wspomniał?
    Chcąc rozwijać biznes nie wolno pozostawać w tyle za nowymi trendami, wyznaczanymi w Europie Zachodniej i USA. W klasycznych wyścigach startuje zaledwie około 20 proc. populacji arabów. Pozostałe powinny być w szerszym niż dotychczas zakresie wykorzystywane w rajdach długodystansowych, szczególnie popularnych w krajach arabskich. Konie, które dobrze sprawdzają się w tej dyscyplinie, osiągają dobre ceny i łatwo znajdują nabywców. Rośnie też moda na reining, czyli ujeżdżanie w stylu westernowym. W Janowie już dwukrotnie zorganizowano Sportowe Mistrzostwa Europy Koni Arabskich z wieloma konkurencjami, w tym także reiningiem. Ostatnio dwa janowskie ogiery prezentowaliśmy pod amazonkami w pokazie „Pas de Deux” na plaży w Kołobrzegu w czasie zawodów z Cavaliada. Trochę w cieniu wielkich aukcji arabów z takimi rekordami, jak zeszłoroczne 1,4 mln euro za Pepitę, pozostaje janowska hodowla małopolskich koni półkrwi angloarabskiej. Zdobywa ona wiele nagród branżowych. Ostatnio klacz Karioka została czempionem pokazu narodowego w Białce, a Atakama otrzymała tytuł „Best in Show” w Radomiu. Wracając do pytania o perspektywy Janowa: wiążą się one nie tylko z końmi, ale też hodowlą bydła, która ma na koncie wiele sukcesów, wysoce dochodową sprzedaż mleka czy też produktów rolnych.

    Niewielu managerom, tak jak panu, udaje się łączyć zainteresowania i pracę.
    To prawda. Bakcylem jazdy konnej zaraziłem się kończąc szkołę podstawową od starszego brata, który zapisał się do Akademickiego Klubu Jeździeckiego w Lublinie. W szkole średniej każdą wolą chwilę spędzałem w stajni. Ulegając matce zdecydowałem się na studia medyczne, które jednak przerwałem, by – za namową prof. Ewalda Sasimowskiego – przenieść się do Akademii Rolniczej na zootechnikę. W ciągu jednego roku zaliczyłem trzy lata studiów, łącząc to w dodatku z pracą w zakładzie Hodowli Koni. W 1985 roku uzyskałem doktorat, a w 1997 roku habilitację. W roku 2007 odebrałem z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego nominację profesorską. Od 39 lat jestem związany z tą samą uczelnią, która zdążyła zmienić nazwę na Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie. Specjalizuję się w hipologii, prowadzę bania nad końmi różnych ras, szczególnie interesują mnie jednak konie sportowe. Łączy się to z moją aktywnością jeździecką i sędziowską. Zdobyłem wiele nagród i wyróżnień w konkursach jeździeckich. Chcąc poszerzyć swe kompetencje w tej dziedzinie, dodatkowo ukończyłem studia trenerskie na AWF w Warszawie. Kolejny etap mojej kariery sportowej stanowi sędziowanie w licznych konkursach w kraju i za granicą. Odwiedziłem w tym celu 40 krajów na 4 kontynentach. Szczególnie inspirująca była dla mnie podróż do Nowej Zelandii, gdzie zaprosił mnie nie widziany od 34 lat kolega z Holandii, którego poznałem jako szef AKJ w 1975 roku…

    Czy pańscy studenci radzą sobie równie dobrze?
    Przede wszystkim nie mają problemów ze znalezieniem pracy, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Prowadzą własne stajnie, zajmują się hodowlą ub treningiem. Zainteresowanie końmi rośnie z roku na rok. Przez długi czas prowadziliśmy jedną 30-osobową grupę, ale musieliśmy podjąć decyzję o dwukrotnym zwiększeniu liczby studentów – tylu było chętnych. Przy okazji chciałbym zauważyć, że stanowczo za mało mówi się w mediach o pozytywnym wpływie jeździectwa na kształtowanie charakterów młodzieży. Młodzi ludzie, którzy mają kontakt z końmi uczą się zwykle zacznie lepiej niż ich rówieśnicy, nie szukają zabronionych używek. Mają odpowiednie podejście zarówno do zwierząt, jak i ludzi. Obaj moi synowie oczywiście jeżdżą konno. Wspólnie założyliśmy ośrodek jeździecki w Pólku pod Lublinem. Starszy ukończył weterynarię, więc opiekuje się 21 końmi, a młodszy, jako specjalista w dziedzinie finansów, zajmuje się biznesową stroną przedsięwzięcia.

    Skoro już mówimy o biznesie, co uważa pan za najważniejsze w kierowaniu tak dużą i prestiżową spółką, jak Stadnina Koni w Janowie Podlaskim?
    Przez cale lata łączyłem zadania dydaktyczne z zarządzaniem i pracą społeczną. Jestem głęboko przekonany, że w każdej firmie, zwłaszcza takiej jak janowska stadnina, decydującą rolę pełnią wysoko wyspecjalizowani pracownicy. W tej branży często doświadczenia zawodowe przekazywane są z dziadka na ojca, z ojca na syna. Planując uzupełnienie kadr nawiązaliśmy współpracę z lokalnym Technikum Hodowli Koni.

    Co lubi Sławomir Pietrzak?IMG_3307

    Ubrania Na wykładach pojawia się w klasycznych garniturach. Po pracy zminia strój na sportowy – chętnie firmy Nike lub Adidas
    Wypoczynek
    przez prawie 40 lat pracy zaledwie dwa dni spędził nudząc się na plaży. Wyjeżdża często za granicę jako sędzia na zawodach hippicznych. Ostatnio szczególnie spodobało mu się Chile
    Kuchnia
    tradycyjna, polska
    Restauracja
    „Corleone” w Lublinie, której właścicielem jest Tomasz Wójtowicz, legendarny siatkarz
    Hobby
    jeździectwo i tenis. Jak sam mówi, ogląda po nocach turnieje wielkoszlemowe

    Manager Award 2016

    manager-198

    W środę 22 lipca wieczorem można było tam spotkać wielu znakomitych managerów, których osiągnięcia przekładają się na dobre wyniki polskiej gospodarki. Do prowadzenia gali zaprosiliśmy Karolinę Szostak, dziennikarkę Polsatu, której na scenie towarzyszyła Żaneta Dotka, prezes Wydawnictwa Business Magazine Manager i piszący te słowa.

    manager-105Grand Prix Manager Award wyróżniony został Zygmunt Berdychowski, prezes Instytutu Studiów Wschodnich, pomysłodawca i główny organizator, przewodniczący rady programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy – najważniejszej imprezy biznesowej Europy Środkowo-Wschodniej. Co roku we wrześniu w Krynicy można spotkać prezydentów, premierów, ministrów, przedstawicieli władzy i opozycji, szefów największych firm. Nie tylko z Polski, ale też z krajów ościennych. Zygmunt Berdychowski jest założycielem Instytutu Studiów Wschodnich, który od 1993 r. organizuje krynickie Forum. Nie sposób też przecenić roli Zygmunta Berdychowskiego dla popularyzacji regionu nowosądeckiego i Krynicy. W latach 2006-2010 był radnym Gminy Chełmiec, a 2010-2014 radnym Sejmiku Województwa Małopolskiego z listy PO. Kolejna aktywność laureata Grand Prix to popularyzacja zdrowego stylu życia. Jest inicjatorem festiwalu biegowego w Krynicy, ale też aktywnym alpinistą, zdobywcą Mount Everestu.

    Jako druga na podium pojawiła się Krystyna Boczkowska prezes Zarządu Robert Bosch Sp. z o.o. Wielokrotnie wymieniana w gronie najbardziej wpływowych i przedsiębiorczych kobiet w Polsce. Od ponad 20 lat współodpowiedzialna za sukces firmy Robert Bosch w Polsce. Marcin Słomkowski, prezes Inchcape Motor Polska Adam Wysokiński, wiceprezes Zarządu A.B. Berren-Handlowy Sp. z o.o. Marian Kmita, dyrektor do spraw sportu w Telewizji Polsat, Karolina Szostak i Tomik Grewiński, współwłaściciel firmy Kayax Współpracę z koncernem rozpoczęła w styczniu 1992 roku. Po 6 latach objęła funkcję członka zarządu, od 2006 roku jest prezesem zarządu. Aktywnie działa w Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo- Handlowej, w której pełni funkcję wiceprezydenta Zarządu. Od 2011 roku działa w Kongresie Kobiet jako członkini Rady Programowej, a od 2014 roku angażuje się w działalność Fundacji Liderek Biznesu. Szczególnie cenna jest praca Krystyny Boczkowskiej na rzecz szkolnictwa zawodowego w naszym kraju.

    Kolejna nagroda przypadła dwóm osobom: Kayah i Tomikowi Grewińskiemu z Kayax Production & Publishing Sp. z o.o. Wybitna wokalistka i świetny perkusista stworzyli spółkę, która nie tylko osiąga doskonałe wyniki, ale też prowadzi działalność o charakterze CSR, wspierając utalentowanych młodych artystów. Kayax to pierwsza w Polsce firma w branży muzycznej pracująca w modelu 360 stopni, która zajmuje się artystami na wszystkich poziomach ich działalności, od reprezentowania ich interesów na zasadach managementu, przez promocję, marketing, PR, booking koncerty, reprezentowanie praw autorskich, aż po wydawanie ich płyt. Założycielami wytwórni płytowej są Kayah oraz jej wieloletni manager – Tomik Grewiński. Wśród artystów reprezentowanych przez Kayax są m.in. takie znakomitości, jak Artur Rojek, Maria Peszek, Monika Brodka, Urszula Dudziak, Zakopower, Marek Dyjak, Skubas.

    manager-70

    Krzysztof Kalicki, prezes Zarządu Deutsche Banku Polska jest nie tylko niezwykle skutecznym managerem, ale może się też pochwalić wyjątkowo długim stażem na stanowisku prezesa Deutsche Banku Polska, w którym pracuje od 1998 roku, od 2003 roku jako prezes zarządu. Bez jego udziału nic nie może się wydarzyć w sektorze bankowym – jest aktywnym uczestnikiem wszystkich dyskusji dotyczących tej branży. Od lat godzi funkcje managerskie z pracą wykładowcy akademickiego, profesora w Akademii Leona Koźmińskiego, a jednocześnie autora niemal stu publikacji z dziedziny finansów i bankowości. Jest też wiceprezesem zarządu Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

    manager-125

    Grzegorz Zalewski, dyrektor generalny Terytorium East, prezes Renault Polska, związany jest z tą firmą od… 1991 roku. Ma – nie po raz pierwszy – powody do zadowolenia. W ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce 41 433 nowe samochody marek Renault i Dacia. Jest to wynik o 3633 aut lepszy w porównaniu z 2014 rokiem. Udział Grupy Renault w rynku samochodów osobowych i dostawczych wyniósł 10,13 proc. Sprzedaż Renault wzrosła o 14,9 proc., a Dacii o 1,3 proc.. Z kolei Alfred Watzl i Wojciech Trojanowski, członkowie Zarządu STRABAG Sp. z o.o., wspólnie zarządzają Strabag Sp. z o.o. Alfred Watzl odpowiedzialny jest za pion techniczny, wcześniej przez 9 lat zarządzał Budownictwem Ogólnym i Inżynieryjnym Strabag. Wojciech Trojanowski, odpowiadający za pion finansowy Spółki, przez 6 lat piastował stanowisko dyrektora finansowego i członka Zarządu Budownictwa Infrastruktury Strabag. Grupa Strabag w Polsce zatrudnia ponad 5 tysięcy pracowników, w tym wysoko wykwalifikowaną kadrę inżynierów i specjalistów z zakresu nowych technologii budowlanych. Strabag słusznie kojarzony jest z prestiżowymi inwestycjami, jak na przykład autostrady A2 i A4, Galeria Katowicka na stacji PKP Katowice, Galeria Kaskada w Szczecinie, most przez Wisłę w Toruniu. Spółka osiąga bardzo dobre wyniki nawet wtedy, gdy inne przedsiębiorstwa branży budowlanej przeżywają poważne problemy. To efekt doskonałego planowania i znajomości rynku – czyli świetnego, w tym przpadku kolektywnego, zarządzania. Ten znakomity wynik to efekt długofalowej strategii, którą dodatkowo wzmacnia ofensywa modelowa Renault. W ciągu ostatnich miesięcy wprowadzono Talismana reprezentującego klasę D oraz nowe Mégane i Espace. Znakomicie sprzedają się też Kadjar i Captur.

    Co więcej – Renault znalazło się w pierwszej piątce wśród producentów sprzedających auta do firm. Największy kontrakt, na blisko 800 samochodów, zrealizowany został dla Orange. W sprzedaży flotowej najbardziej popularnymi modelami okazały się Clio, Clio Grandtour oraz Mégane Grandtour. Piotr Sukiennik, General Manager FM Logistic Polska, zarządza polskim oddziałem międzynarodowej Grupy FM. Firma, którą zarządza, znajduje się obecnie na trzecim miejscu w rankingach spółek logistycznych pod względem wysokości obrotów i na pierwszym jeśli chodzi o logistykę kontraktową. W ub. roku firma otrzymała Nagrodę Ministra Pracy i Polityki Społecznej oraz tytuł „Odpowiedzialny Pracodawca – Lider HR 2015”, a także nagrodę „TESCO European Grocery Haulier Of The Year 2015”. FM Logistic zostało przyznane również jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w branży – Srebrne Godło w konkursie „Operator Logistyczny Roku 2015”. FM Logistic zatrudnia obecnie blisko 3 tysiące pracowników, posiada 9 platform logistycznych i 17 hubów przeładunkowych na terenie całej Polski. Michał Czeredys, prezes Zarządu Arcus SA, co warto podkreślić, syn założyciela Arcusa Marka Czeredysa, pokazał na czym polega udana sukcesja. Podjął zarządzanie spółką, którą przez kilka lat kierowali wynajęci managerowie. Przeprowadził firmę przez proces restrukturyzacji i optymalizacji, dzięki czemu w 2015 roku Arcus SA osiągnął zysk. Podjął też skuteczną rywalizację z międzynarodowymi koncernami na polskim rynku informatycznym. Należy też podkreślić upór i wytrwałość Michała Czeredysa w walce o prawa firm wykonawców na rynku zamówień publicznych. W związku z tym w 2014 roku Michał Czeredys został zaliczony przez Bloomberg BusinessWeek do grona 20 najlepszych prezesów zarządzających firmami działającymi w Polsce.

    manager-199

    Marian Kmita, dyrektor do spraw sportu w Telewizji Polsat spółka z o.o od ponad 20 lat zaangażowany jest w rozwój polskiego sportu, najpierw jako szef redakcji sportowej Programu 1 TVP, a od roku 1999 w największej polskiej telewizji prywatnej Polsat. Przez 16 lat rywalizując z zagraniczną konkurencją stworzył grupę kanałów sportowych, które od 2008 roku są najchętniej oglądane przez kibiców w Polsce. Ma poważny udział w sukcesie polskich siatkarzy zwieńczonym Mistrzostwem Świata. Wsparcie polskiej piłki ręcznej czy rodzimych sportów walki również przyczyniło się do największych światowych sukcesów naszych reprezentantów. Jako szef redakcji sportowej w Polsacie obalił mit, że mundial nie może być z powodzeniem transmitowany przez stację prywatną. Relacja z Mistrzostw Europy w roku 2008 pozostaje do tej pory największą i niedoścignioną polska produkcją sportową. Jego pomysły na pokazywanie sportu w telewizji wykraczają poza europejskie normy, czego dowodem są relacje z meczów siatkówki i koszykówki uznanych za najlepsze i najbardziej profesjonalne przekazy. Podobnie było wcześniej z meczami żużlowymi, a ostatnio z eliminacjami do piłkarskich Mistrzostw Europy, które wyprodukowała Telewizja Polsat pod okiem dyrektora Mariana Kmity.

    Marcin Słomkowski, prezes Inchcape Motor Polska, kieruje polskim oddziałem europejskiego potentata motoryzacyjnego – firmy Inchcape PLC, posiadającym ponad 250 salonów samochodowych w 26 krajach. Związany jest z branżą motoryzacyjną od ponad 12 lat. Był współtwórcą oraz wieloletnim wiceprezesem Stowarzyszenia Dealerów BMW w Polsce. Jest orędownikiem nowatorskich rozwiązań w biznesie. Zarządzana przez niego sieć Inchcape Motor jest laureatem szeregu nagród motoryzacyjnych – jak np. cztery tytuły Dealera Roku BMW w Polsce oraz tytuł najlepszego salonu samochodowego w Polsce w 2015 roku. Dzięki doskonałym wynikom sprzedażowym i finansowym w roku 2012 Marcin Słomkowski uhonorowany został przez BMW Polska tytułem Managera Roku. Łączy pracę z hobby – podróżuje po świecie na motocyklu marki BMW.

    manager-169

    Loukas Notopoulos, prezes Vivus Finance Sp. z o.o., wprowadził spółkę na polski rynek w lipcu 2012 roku. W ciągu niecałych czterech lat przeprowadził rewolucję w consumer finance i stał się przykładem, jak w branży FinTech rozwinąć się od startupu do dochodowej organizacji. Vivus rewolucję zawdzięcza wykorzystywanej technologii – pożyczki udziela nawet w 3 minuty, a wykorzystuje do tego między innymi ocenę wiarygodności klienta opartą o Big Data. Efektywne zarządzanie sprawiło, że do dzisiaj z usług Vivusa skorzystało ponad 1,2 mln klientów, a łączna kwota pożyczek przekroczyła 3 miliardy złotych. Popularność rozwiązań Vivusa doprowadziła do uproszczenia oferty pożyczek gotówkowych w całej branży. Swoją pozycję na rynku Vivus zbudował inwestując w innowacje. To jedna z pierwszych firm, które zauważyły potrzebę wdrażania rozwiązań FinTechowych w codziennym funkcjonowaniu. Pozwoliło to przekroczyć kilka barier w dziedzinie konserwatywnie pojmowanych u nas finansów.

    manager-164

    Adam Wysokiński, wiceprezes Zarządu A.B. Berren-Handlowy Sp. z o.o., związany jest tą spółką od 16 lat. Pełni funkcję wiceprezesa Zarządu i dyrektora zarządzającego. Jest odpowiedzialny za całokształt działań marketingowych firmy oraz pozyskiwanie i rozwijanie relacji ze strategicznymi partnerami handlowymi z kraju i zagranicy. Pracuje z partnerami biznesowymi z niemalże całego świata. Jest ekspertem rynku farmaceutycznego i kosmetycznego, lobbystą medialnym i znawcą marketingu, autorem kilkudziesięciu ogólnopolskich kampanii reklamowych, public speakerem, konsultantem biznesowym. Przemawiał na licznych konferencjach naukowych i seminariach. Jako certyfikowany trener specjalizuje się w dziedzinie programowania neurolingwistycznego. Był inicjatorem ponad 20 różnych konferencji poświęconych zagadnieniom sprzedaży, marketingu, wywierania wpływu i przywództwa.

    Piotr Ostaszewski, manager branży energetycznej, który osiągnął znakomite efekty jako prezes Energii dla Firm. Jest drugim w dziejach Manager Award managerem, który odebrał nagrodę w okresie, gdy zmieniał pracę. Godny podkreślenia jest fakt, że od kilkunastu lat rozwija z sukcesem powierzane mu przedsiębiorstwa. Znany jest z tego, że swoim entuzjazmem i energią zaraża współpracowników. Jak sam podkreśla, nie ma dla niego słowa „niemożliwe”. Najlepszym tego przykładem jest wspomniana Energia dla Firm. Zarządzana przez niego spółka z powodzeniem podjęła konkurencję z gigantami energetycznymi i stała się najszybciej rozwijającym się sprzedawcą prądu w Polsce.

    Tomasz Boruc, właściciel Kliniki Rehabilitacji Funkcjonalnej Life Clinic, jest nie tylko przedsiębiorcą, ale też autorem badań naukowych z zakresu nadzoru i weryfikacji metod szkoleniowych wojska oraz służb specjalnych. Tworzył procedury m.in. dla Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych oraz Kancelarii Sejmu. Wykładowca przedmiotu: zapobieganie terroryzmowi. Jest czynnym zawodnikiem, zdobywcą wielu medali, wicemistrzem świata karate w formule full contact w Tokio w roku 2014. Ponad 20 lat doświadczeń wykorzystał do stworzenia systemu usług zdrowotnych dla osób aktywnych fizycznie oraz zawodowo związanych ze sportem. Jego Life Clinic – Klinika Rehabilitacji Funkcjonalnej – to platforma dla rozwoju Healthy Lifestyle Manager, który jest marką profesjonalistów zarządzających wielopłaszczyznowo zdrowiem nie tylko managerów.

    Nagrodę Specjalną Manager Quality zdobyła Škoda Superb. „Drżyj konkurencjo“ – tak brzmiał tytuł jednego z pierwszych tekstów o nowej generacji Škody Superb, opublikowanego w połowie ub. roku. Był to tytuł proroczy, samochód w ciągu kilku miesięcy zmienił układ sił w segmencie D. Nowy Superb jest większy, przestronniejszy i co tu kryć – znacznie ładniejszy od poprzednika. Imponuje możliwościami technologicznymi. Projektantem auta był słowacki designer, Jozef Kabaň, twórca m.in. Bugatti Veyrona. Wprowadził stylistykę marki Škoda na nowy, nieosiągalny wcześniej poziom. Podobnie jak w poprzednich generacjach, czescy inżynierowie zadbali o to, by na tylnej kanapie było tyle miejsca, co w autach klasy Premium. To ważna sprawa, ponieważ Superb jest ulubionym pojazdem szefów firm oraz kościelnych dostojników. Zaledwie dwa miesiące od premiery rynkowej nowa Škoda Superb została autem z najlepszą i najbardziej stabilną wartością rezydualną wśród samochodów klasy średniej w Europie. Słowem – jest to kolejny niezwykle udany model Škody, utrwalający jej pozycję jako lidera sprzedaży w naszym kraju.

    Po wspólnym zdjęciu laurealtów rozpoczęła się licytacja na rzecz Bartka – udziału w aukcji zachęcała Sylwia Za wymagającego specjalistycznej opieki ciężko chorego dziewięciolatka, którego „Manager” wspomaga od 4 lat. Do udziału w aukcji zachęcała Sylwia Zarzycka, założycielka Fundacji Między Niebem a Ziemią. Goście gali byli hojni – zebraliśmy 11,8 tys. zł. Nie sposób nie wspomnieć też o partnerach Manager Award. Byli to: Panek SA, Bazarnik, Wittchen, SaskaMed, Fundacja Marka dla Polski, Quadrilion, Dark Horse oraz nowa spółka w ramach naszej grupy, IBC Manager, specjalizująca się w ubezpieczeniach. Patronat Honorowy nad Galą objęło Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Odpowiednie na gorący letni wieczór menu przygotował Norbert Sokołowski.

    Mieszkaniowe dylematy

    Hand with a house keyWiadomo choćby z literatury, że przed wojną dobrze nie było i tysiące kilkupokoleniowych rodzin gnieździło się w lokalach bez wygód, a samodzielny pokój ze zlewem w korytarzu i wychodkiem w podwórzu był niemal luksusem. Wojna przyniosła straszliwe zniszczenia – zakładów przemysłowych, urządzeń komunikacyjnych, zabytków, ale przede wszystkim domów mieszkalnych. Straty samej Warszawy w tej mierze szacuje się na 80 procent. Pierwsze lata po wojnie to nie było zapewnianie ludziom mieszkań. To było zapewnianie dachu nad głową, jakiegokolwiek. Owo „jakiekolwiek” stało się, niestety, standardem i później weszło niejako do kanonu mieszkalnictwa, nazywanego już wówczas polityką mieszkaniową. Jakoś nikt nie zauważył (a jeśli zauważył, to siedział cicho), że „polityka mieszkaniowa” jest pojęciem absurdalnym. Jest to tym dziwniejsze, że próbuje się uprawiać ją jeszcze dzisiaj. To prawdziwy chichot komuny zza grobu. Bo przecież tam, gdzie idzie o podstawowe potrzeby ludzkie, nie ma miejsca na politykowanie. Nie istnieje polityka obuwnicza ani polityka jazdy autobusem.

    Polityka to, w myśl klasycznej definicji, wykonywanie założonych celów. Celem ma być w tym wypadku zabezpieczanie potrzeb mieszkaniowych. Ale… jak to jest z tymi potrzebami? I tu wracamy do dogmatu o braku mieszkań. O ile sam brak jest oczywisty, to okazuje się, że podawane są bardzo różne liczby obrazujące ten deficyt. Najczęściej pada liczba 700-750 tysięcy. Przeciwny biegun to aż 8,3 miliona (szacunek Lion’s Banku). Różnica, jak widać, niemała. Pomiędzy tymi skrajnymi wartościami lokują się inne oceny. Na przykład, branżowa firma Home Broker stwierdziła, że w Polsce brak 2,4 mln lokali mieszkalnych.

    Jest jeszcze ciekawa obserwacja autora specjalistycznego bloga, że według wyników ostatniego spisu powszechnego mieszkań jest w Polsce więcej niż gospodarstw domowych. Stąd tylko krok do zakwestionowania dogmatu o deficycie. Ale to raczej żart statystyczny. Jak z tego widać, jedyną pewną rzeczą jest chaos pojęciowy. Żadna z tych, tak bardzo przecież odległych, liczb nie wzięła się przecież znikąd. Za każdą stoi jakiś sposób sporządzenia rachunku. Szokujące ponad 8 mln Lion’s Banku powstało z zastosowania metodologii Eurostatu i porównania warunków polskich do zachodnioeuropejskich. A te są, z naszego punktu widzenia, bajeczne. Przykładowo, Eurostat w ogóle nie uznaje za mieszkania ta popularnych w Polsce kawalerek. Według zachodnich norm, nawet samotna osoba powinna bowiem mieć do dyspozycji co najmniej dwa pokoje: sypialny i dzienny. Ogólną zasadą jest tam: jeden pokój plus tyle, ile osób w rodzinie. O łazience i kuchni lepiej nawet nie wspominać.

    Te ponad 8 milionów brakujących mieszkań wynikło z porównania z obecną średnią Unii Europejskiej. To wyliczenie i tak dla Polski łaskawe. Gdyby bowiem chcieć osiągnąć poziom Danii, Norwegii czy Holandii, potrzeba dodatkowo 13,8 mln lokali, czyli podwojenia tego, co jest. To nie koniec, 15 mln mieszkań brakuje, aby każdy Polak miał warunki takie, jakie już ma Irlandczyk. A doścignięcie najwyższego w UE poziomu belgijskiego oznacza konieczność budowy prawie 18 mln mieszkań. Zejdźmy na ziemię. Najczęściej przywoływana liczba 700 tysięcy brakujących mieszkań to wynik analiz rynkowych. Czyli: ile dałoby się sprzedać. Ale uwaga, chodzi o optykę firm deweloperskich i budowlanych. A te chcą budować i sprzedać nie tylko ostatecznym klientom-mieszkańcom, ale także gminom, na potrzeby socjalne. Nadto, mieszkanie mieszkaniu nierówne.

    Są luksusowe, wielopokojowe lokale. Są gomułkowskie komunałki i gierkowskie M-ileś o bardzo różnym poziomie. Są wreszcie mieszkania delikatnie nazywane substandardowymi zapuszczone pomieszczenia w walących się kamienicach na warszawskiej Pradze, w centrum Łodzi i w setkach małych miasteczek. Takowych jest około 1,5 miliona i powinny być co rychlej opróżnione. Pamiętać też trzeba, że circa 25 procent narodu to mieszkańcy wsi, miasteczek i przedmieść, którzy „jednorodzinne” domy stawiali i stawiają sobie sami i pozostają całkiem poza problemem. W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Mieszkać czy mieć mieszkanie?

    To jest w polskich realiach pytanie iście szekspirowskie. A może raczej freudowskie przejęzyczenie? Cała nieszczęsna polityka mieszkaniowa państwa rządzi się od dawna pojęciem-kluczem: mieć mieszkanie. W potocznym i powszechnym rozumieniu oznacza to tylko jedno –własność. W PRL-u, gdzie własność była niesłuszna ideologicznie, próbowano to maskować rozmaitymi formalnymi dziwolągami, takimi jak spółdzielcze prawo własnościowe. Ale zawsze chodziło i chodzi o to samo: użytkownik mieszkania ma za nie zapłacić.

    W zapomnienie poszedł system dominujący w Polsce przed wojną, a i dzisiaj powszechny w świecie. W tym systemie człowiek zamożny budował sobie kamienicę, w niej rezerwował dla swojej rodziny reprezentacyjne mieszkanie na pierwszym piętrze, a pozostałe przeznaczał na wynajem. Najemcami mieszkań od frontu byli adwokaci, lekarze, profesorowie i lepsi urzędnicy. Od podwórza i w oficynach wynajmowali lokale urzędnicy niższej rangi, robotnicy-majstrowie i sklepikarze. Rodziny przez pokolenia mieszkały w wynajętych mieszkaniach i nikomu nie przynosiło to ujmy. Peerelowski socjalizm postawił to wszystko na głowie. Najpierw upaństwowiono co tylko się dało i łaskawie, po uważaniu, przydzielano obywatelom. Podjęto nawet spory wysiłek inwestycyjny, w wielu miastach powstały rozmaite „osiedla robotnicze” i zakładowe. W ten sposób powstał i głęboko ugruntował się mit, że państwo „daje” mieszkania. Pewien odsetek rodaków wierzy do dzisiaj, że państwo ma im mieszkanie dać Kolejnym próbom uporządkowania sytuacji za pomocą rynkowych czynszów zawsze przeciwdziała słuszny gniew społeczny.

    Z czasem państwo znudziło się tą działalnością. Ktoś przypomniał sobie o XIX-wiecznej idei spółdzielczości i na te twory przerzucono odpowiedzialność za dach nad głowami Polaków. W wymiarze czysto statystycznym osiągnięcia spółdzielni mieszkaniowych nie były złe, tyle że stały się one z czasem krypto-państwowymi urzędami i ugrzęzły w marazmie. Po 1989 roku spółdzielnie wygasiły działalność inwestycyjną i stały się zwykłymi administracjami domów. Cały ciężar tworzenia podaży mieszkań wziął na siebie wolny rynek. Model jest taki, że deweloper inwestuje i buduje, a chętny kupuje i płaci. Jeśli nie ma wystarczających zasobów (99 procent przypadków) to bank udziela mu kredytu. Jest to w dzisiejszej Polsce właściwie jedyny sposób pozyskania mieszkania. Wynajem na rynku prywatnym to obecnie domena studentów i tzw. słoików. Umowy są zawierane na rok, dwa. Nie istnieje wynajem dla rodziny na dziesięciolecia. Przydział od państwa – dzisiaj gminy – to marzenie najbiedniejszych. Kolejka jest kilometrowa, a standard gminnych lokali należy do najniższych; pojedyncze nowe domy komunalne to białe niedźwiedzie na pustyni śniegowej, służące burmistrzom za tło zdjęć w kolejnej kampanii. Ogólnie, rynek najmu to dzisiaj zaledwie 4 procent mieszkań, podczas gdy lokale własnościowe to około 85 procent ogółu.

    Tymczasem system kupowania na kredyt jest najgorszy z możliwych. To złośliwa loteria. Wygrana oznacza zadłużenie rodziny na kilkadziesiąt lat, co skutecznie blokuje jej możliwości rozwoju – kształcenia dzieci, wypoczynku, mobilności. A przegrana? O przypadkach takich, jakie dotknęły posiadaczy kredytów we frankach szwajcarskich, nawet nie chce się mówić. Problem istnieje, nic zatem dziwnego, że kolejne rządy obiecywały go rozwiązać (podczas kampanii wyborczej, doda złośliwiec). Rozmaite programy dopłat dla młodych i jeszcze młodszych były może i skuteczne, ale lokowały się gdzieś po bokach. Były poza tym za proste. Budżet wykładał trochę pieniędzy i tyle. System pozostał ten sam. Na tym tle najnowsza koncepcja „Mieszkanie plus” jest zaskakująco oryginalna.

    Przyjęto bowiem przytomne założenie, że większość rodzin w Polsce ma za niskie przychody, by kupić mieszkanie na rynku, ale za wysokie, by liczyć na lokal socjalny od gminy. Ta grupa, według autorów jest to 40 procent Polaków, jest adresatem programu. Ma on się opierać na trzech filarach: Narodowym Funduszu Mieszkaniowym, w którym skupione będą należące do Skarbu Państwa grunty, wspieraniu budownictwa społecznego i spółdzielczego oraz na Indywidualnych Kontach Mieszkaniowych, na których ludzie będą mogli oszczędzać na kupno albo remont swojego mieszkania. Istotna jest deklaracja, że rząd będzie odchodził od wspierania „własności mieszkaniowej”. I tu jest główna różnica między programem „Mieszkanie plus” a poprzednimi formami wspierania budownictwa mieszkaniowego. Dawne „Rodzina na swoim” i „Mieszkanie dla Młodych” koncentrowały się na dopłatach do kredytów hipotecznych, które jednak każdy musiał zaciągnąć i spłacać sam. Pomysł oczywiście nie wziął się znikąd. Jego praźródłem jest system kas mieszkaniowych. Takowe działają w Niemczech od 150 lat (i tego skopiować raczej się nie da), ale także w Czechach, kraju o podobnej historii politycznej ostatniego półwiecza.

    Narodowy Fundusz dostałby od państwa w wianie na początek kilka miliardów złotych. Ponadto Fundusz mógłby emitować obligacje i zaciągać kredyty. Ich zabezpieczeniem mają być grunty, które przekażą do niego aportem nie tylko państwowe instytucje i spółki, ale także samorządy, spółdzielnie, a nawet firmy komercyjne. Ci, którzy przekazaliby funduszowi grunty, dostaliby w zamian certyfikaty inwestycyjne, które zapewniałyby kilkuprocentowy, pewny zysk. Ma to prowadzić do budowy dodatkowych kilkudziesięciu tysięcy mieszkań rocznie. Ostatnio buduje się co rok niewiele ponad 130 tysięcy lokali. Przyrost byłby więc istotny. O ile ekonomicznie plan „Mieszkanie plus” jakoś się spina, to istnieją jednak inne zagrożenia. Główne to biurokracja i zwykła nieudolność. Grozi ona, gdy stanowiska w nowych instytucjach obsiądą nominaci z klucza politycznego, a taka możliwość niestety istnieje. Można lubić rząd firmowany przez PiS, można i nie lubić, ale ogłaszane przezeń programy należy oceniać merytorycznie. Ten akurat trzyma się kupy.

    Na straży polskich finansów

    glapinski

    W wyborze Adama Glapińskiego na prezesa Narodowego Banku Polskiego żadnej niespodzianki nie było. Ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (dziś Szkoła Główna Handlowa). Magistrem został w roku 1972, pod koniec lat 70. obronił doktorat na temat metodologicznych podstaw marksistowskiej teorii ekonomii, a habilitował się wiele lat później, dopiero w 2004 roku na SGH. Wykładał za granicą w Kolorado, Missouri i Kansas, a także w Dubrowniku. Był posłem z ramienia Porozumienia Centrum, fundamentu PiS. Działał w Solidarności, udzielał się jako minister budownictwa i gospodarki przestrzennej w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Lepiej znany jako, przez niedługi czas, prezes Polkomtela. Uznawany za zdolnego ekonomistę, rekomendowany przez Marka Belkę, byłego prezesa NBP, do zarządu banku, ma teraz stać na straży polskich finansów. Podkreśla, że niezależność banku centralnego od rządu to sprawa kluczowa. Zarówno Marek Belka, jak i Sławomir Skrzypek, Leszek Balcerowicz czy Hanna Gronkiewicz-Walc byli związani z konkretnymi ugrupowaniami, ale zwykle potrafili uchronić NBP od zakusów polityków. Miejmy więc nadzieję, że Adam Glapiński będzie kontynuatorem tej tradycji. Tym bardziej, że poprzednicy cieszyli się szacunkiem w Europie za umiejętne prowadzenie działalności banku centralnego. Z jednej strony wypracowywali zyski i wnosili je do budżetu, a drugiej, realizowali cele niezależnie od oczekiwań kolejnych rządów

    Maks Kraczkowski w PKO BP

    Kraczkowski duze

    Premier Beata Szydło stwierdziła, że poseł PiS jest „bardzo dobrze przygotowany do pracy w instytucjach finansowych”. Maks Kraczkowski jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. Od 26. roku życia mocno związany z polityką i gospodarką. Człowiekiem cenionym za przemyślane, merytoryczne wypowiedzi i działania na forum sejmowym, gdzie był przewodniczącym i wiceprzewodniczącym Komisji Gospodarki, a także członkiem m.in. Komisji Ustawodawczej. Związany z PiS, gdzie pełnił funkcję sekretarza Zarządu Głównego, sekretarza Rady Politycznej tej partii i wiceszefa partyjnej Komisji Etyki. Warto wspomnieć, że głosował – inaczej niż członkowie klubu PiS – za objęciem SKOK-ów nadzorem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego jako jeden z dwóch członków PiS. Stwierdził wtedy, że „nie ma pieniędzy prawicowych i lewicowych”. Późniejsze wydarzenia związane ze SKOK pokazały, że miał rację… Jego wybór na wiceprezesa PKO BP wiazał się z odejściem z parlamentu. PKO BP to bank kontrolowany przez Skarb Państwa i prawdopodobnie jedyna taka firma, w której nie wymieniono prezesa. Na czele zarządu od roku 2009 stoi Zbigniew Jagiełło.

    Aleksander Grad już nie w ZE PAK

    PHOTO: JAKUB ORZECHOWSKI / SE / EAST NEWS LUBLIN UNIWERSYTET MARII CURIE SKLODOWSKIEJ WYDZIAL PRAWA I ADMINISTRACJI WIZYTA MINISTRA SKARBU PANSTWA ALEKSANDRA GRADA N/Z ALEKSANDER GRAD 26/04/2010

    PHOTO: JAKUB ORZECHOWSKI / SE / EAST NEWS LUBLIN UNIWERSYTET MARII CURIE SKLODOWSKIEJ WYDZIAL PRAWA I ADMINISTRACJI WIZYTA MINISTRA SKARBU PANSTWA ALEKSANDRA GRADA N/Z ALEKSANDER GRAD 26/04/2010

    W lutym tego roku Aleksander Grad stanął na czele Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (ZE PAK). W czerwcu zrezygnował. Być może z powodu nadchodzących wakacji, kiedy prezesowanie może być zajęciem uciążliwym. Wieloletni polityk Platformy Obywatelskiej z papierami wykształconego inżyniera geodety po AGH, czyli całkiem niezłej uczelni jak na warunki lokalne, do połowy 2012 r. zajmował się działalnością samorządową i polityczną. I w tym czasie nastąpił przełom w życiu polityka-geodety, który nagle okazał się ważną postacią w polskiej energetyce. Stanął na czele spółek PGE Energia Jądrowa i PGE EJ 1, by podjąć wyzwanie budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej. O koncepcji takiej inwestycji wspominano jeszcze w lewicowym rządzie SLD, plan budowy zaprezentowano za rządów PiS. Wiekopomnego dzieła podjęła się koalicja PO z PSL, acz jednym z najważniejszych osiągnięć było powołanie dwóch wspomnianych spółek zapewniających sute uposażenie managerom… Kiedy sprawdził się w spółkach zajmujących się niczym w zakresie energetyki jądrowej, przeszedł do zarządu Tauronu Polskiej Energii jako spec od spraw korporacyjnych. Energetyka najwyraźniej wciąga, skoro były polityk ochoczo podjął się zarządzania ZE PAK ze stajni Zygmunta Solorza-Żaka. Najwyraźniej jednak chemii między prezesem a nadzorem nie było, skoro w dość ekspresowym tempie partnerzy się rozstali.

    Z Sygnity do itelligence

    Bogdan-Zborowski-Sygnity

    Bogdan Zborowski objął stanowisko dyrektora zarządzającego i prezesa w spółce itelligence. Spółka specjalizuje się we wdrożeniach systemu SAP, jednego z najważniejszych rozwiązań IT wspomagających zarządzanie. To mocny akcent – do firmy trafił fachowiec związany z sektorem IT od dwóch dekad. Przed przejściem do itelligence był przez mniej więcej trzy lata wiceprezesem ds. sprzedaży w spółce Sygnity. Firmie, która przez lata była jedną z najbardziej obiecujących polskich spółek informatycznych i przez lata te nadzieje zawodziła borykając się z poważnymi problemami. Dziś wydaje się, że najgorsze Sygnity ma już za sobą, a udział w sukcesie ma m.in. Bogdan Zborowski. To zresztą tylko część jego doświadczeń zawodowych. W latach 90. pracował w Bull Polska odpowiadając za rozwój sprzedaży systemów ERP. Później związał się z takimi firmami, jak IBM i ComputerLand (jedna ze składowych przyszłego Sygnity). Pracował jako account manager odpowiedzialny za relacje z klientami z branży automotive, później jako lider sektora usług finansowych, a także lider sprzedaży przeznaczonej dla największych klientów sektora administracji publicznej, finansowego, telekomunikacyjnego i energetycznego. Stąd przeszedł właśnie do Sygnity. Za sobą ma studia na Wydziale Inżynierii Produkcji Politechniki Warszawskiej i naukę m.in. w London Business School.

    Nagrody MANAGER AWARD 2016 rozdane

    manager-198V edycja Gali MANAGER AWARD, organizowanej od 2012 r. przez wydawnictwo Business Magazine Manager, po raz drugi z rzędu odbyła się w Willi Intrata w Wilanowie. Nagrody odebrało 16 managerów i… jeden samochód.

    Gala MANAGER AWARD to z jednej strony spotkanie elit biznesu i kultury, a z drugiej prestiż związany z obecnością wybitnych przedsiębiorców i artystów, którzy nadają ton polskiej gospodarce.

    Laureaci nagród zostali wyłonieni z grona kilkuset top managerów przez jury reprezentujące środowisko biznesu.

    Tym razem wyróżnienie Grand Prix otrzymał Zygmunt Berdychowski, Prezes Instytutu Studiów Wschodnich, twórca Forum Ekonomicznego w Krynicy, które jest przez niego organizowane nieprzerwanie od 1993 r.

    Pozostałe nagrody otrzymali:

    – Krystyna Boczkowska, Prezes Zarządu, Robert Bosch Sp. z o.o.,

    – Kayah i Tomik Grewiński, Kayax Production & Publishing Sp. z o.o.

    – Krzysztof Kalicki, Prezes Zarządu, Deutsche Bank Polska,

    – Grzegorz Zalewski, Dyrektor Generalny Terytorium East, Prezes Zarządu Renault Polska,

    – Alfred Watzl i Wojciech Trojanowski, Członkowie Zarządu STRABAG Sp. z o.o.,

    – Piotr Sukiennik, General Manager, FM Logistic Polska,

    – Michał Czeredys, Prezes Zarządu, Arcus S.A.,

    – Marian Kmita, Dyrektor ds. sportu, Telewizja Polsat Sp. z o.o.,

    – Marcin Słomkowski, Prezes Zarządu, Inchcape Motor Polska,

    – Loukas Notopoulos, Prezes Zarządu, Vivus Finance Sp. z o.o.,

    – Adam Wysokiński, Wiceprezes Zarządu, A.B. Berren-Handlowy Sp. z o.o.,

    – Piotr Ostaszewski, manager branży energetycznej,

    – Tomasz Boruc, właściciel Kliniki Rehabilitacji Funkcjonalnej Life Clinic,

    W kategorii Produkt Roku nagrodę specjalną Manager Quality otrzymała Skoda Superb.

    manager-120

    manager-131

    manager-192W wydarzeniu udział wzięło ponad 100 gości, w tym przedstawiciele rządu, najwyższa kadra zarządzająca biznesem oraz reprezentanci instytucji świata kultury i sztuki. Galę prowadziła Karolina Szostak , a nagrody wręczała Żaneta Dotka, nowa Prezes Zarządu wydawnictwa Business Magazine Manager, w towarzystwie Piotra Cegłowskiego, redaktora naczelnego miesięcznika Manager.

    manager-63

    manager-208

    manager-89

    Tradycyjnie odbyła się też aukcja charytatywna, z której środki zostały przeznaczone na rzecz Fundacji „Między Niebem a Ziemią”. W sumie zebrano ok. 20 tys. zł. Gali towarzyszył występ wokalistki Tamary Rave

    Ważne Informacje

    Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

    W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

    23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

    21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

    Stop the clock na rynku ESG

    ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

    Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

    Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

    AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

    Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

    Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

    Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...