.
Strona główna Blog Strona 133

W magazynie – Rajski biznes

Wioletta Chiszberg z firmy SOUND MACHINES/SOMA EU opowiada o swojej niezwykłej przygodzie biznesowej na Zanzibarze

rozmawiał: Jarek Dotka

Prowadzi pani dużą firmę specjalizującą się w branży muzycznej. Z racji wyjątkowości sprzętu, który produkujecie, waszymi klientami są giganci z branży, tacy jak Depeche Mode, Madonna czy Radiohead, jesteście widoczni w reklamach Apple’a i słyszalni chociażby w ostatnim wydaniu gry Cyberpunk 2077. Skąd więc wziął się pomysł na hotel na Zanzibarze?

Był to kompletny przypadek. Siedziałam z kolegą, któremu do ręki wpadła pocztówka z Zanzibaru. Rzeczywiście widok był przepiękny. Zdjęcie jak z raju. Powiedział: chciałbym, mieszkać i żyć w tym miejscu. Po chwili ciszy wybuchnęliśmy śmiechem, ale po następnych kilku minutach zaczęliśmy się poważnie zastanawiać, a właściwie czemu nie i co trzeba by było zrobić, aby urzeczywistnić to marzenie. Pomyślałam, że idealnie byłoby mieć miejsce gdzieś na końcu świata, gdzie z jednej strony można by się spotykać z zarządem, najlepszymi pracownikami i klientami naszej firmy, z drugiej, z przyjaciółmi i rodziną.

Macie partnerów biznesowych w różnych częściach świata, więc tak naprawdę nie była to fanaberia, ale w dzisiejszych covidowych warunkach idealne miejsce, w którym można by się spotkać łatwiej niż w Europie.

To prawda, z naszymi partnerami z Rosji, USA czy Niemiec o wiele łatwiej logistycznie spotkać się na Zanzibarze niż w Polsce. Poleciałam więc, by sprawdzić, jakie są możliwości kupna lub wynajęcia odpowiedniej nieruchomości. To co zobaczyłam na miejscu, przerosło moje wyobrażenia. Poczułam się rzeczywiście jak w pocztówkowym raju. Co ważne, od czerwca do września na wyspie panuje zima, która jest dokładnie taka jak nasze lato. Dla Europejczyka idealne warunki do życia 24-28 stopni. Co nie mniej ważne, mieszkańcy są bardzo pomocni i otwarci na cudzoziemców. To co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to ich podejście do życia, które diametralnie różni się od naszego. Tam nikomu się nie spieszy, na wszystko jest czas. Najważniejsza jest radość z tego, co się robi. Ich porzekadło głosi: róbmy wolniej, ale dobrze…

W znalezieniu nieruchomości pomogli polscy księża.

To był rzeczywiście bardzo dobry kontakt i zapoczątkował współpracę ze wspaniałymi ludźmi. Gdy pojechałam do wskazanego ośrodka, miejsce kompletnie mnie oczarowało. Widziałam oczami wyobraźni mój dom i część dla gości. Wyobraźnia była mi bardzo potrzebna, bo budynki były w stanie do kompletnego remontu. Ale to nic, ważne było to, że ocean podchodził do samych budynków. Leżąc na hamaku rozpiętym między palmami można było dotykać fal.

Przygoda z Zanzibarem zaczęła się więc od generalnego remontu.

Postanowiliśmy wykorzystać największy atut tego miejsca, czyli jego ekskluzywność, przede wszystkim rajska plaża, piękna i pusta, leżąca na uboczu. Budynki zostały całkowicie odrestaurowane, powstało też kilka nowych. Obecnie w części hotelowej wszystko jest już gotowe na przyjazd gości. To 6 samodzielnych bungalowów, piętrowy budynek z 6 pokojami z widokiem na ocean oraz VIP house z 4 apartamentami, z których 3 mają po około 40 mkw. Oprócz tego wykańczamy jeszcze największy, 60-metrowy apartament z takim samym tarasem na górze. Na terenie ośrodka jest jeszcze nasz dom z najwyższym tarasem widokowym w okolicy.

Zapewne to jeszcze nie wszystko.

Mamy też bar, restaurację, dom medytacji oraz mega atrakcję dla ludzi związanych z muzyką, czyli studio muzyczne wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt naszej produkcji i kilku zaprzyjaźnionych firm. Od 1 lutego w naszej restauracji będzie pracował jeden z najlepszych kucharzy na wyspie, który wcześniej gotował m.in. dla prezydenta Zanzibaru.

Kto może gościć w waszym ośrodku?

Początkowo mieli to być klienci naszej firmy, czyli SOMA LABOLATORY. To kilkanaście tysięcy muzyków z całego świata. Niestety, covid pokrzyżował te plany. Zaczęliśmy się zastanawiać nad normalną sprzedażą poprzez sieci bookingowe, ale szybko z tego zrezygnowaliśmy, bo nie było to zgodne z naszą ideą wypoczynku przyjacielskiego lub biznesowego.

A na czym to polega?

W ośrodku jednorazowo może przebywać nie więcej niż 50 osób. Naszą ideą jest, aby była to grupa przyjaciół lub rodzina, goście, którzy bukując cały ośrodek chcą odpocząć w doskonałych warunkach, tylko w swoim towarzystwie. Druga grupa to ludzie biznesu. Ci ostatni mogą zaprosić najlepszych lub potencjalnych klientów, najbliższy management albo najlepszych pracowników. Jest to też idealne miejsce na negocjacje albo finalizowanie umów. Zależy nam na tym, aby goście czuli się komfortowo, a cały ośrodek był do ich dyspozycji. W związku z powyższym z pewnością nie będziemy konkurowali ceną,  tylko jakością i ekskluzywnością naszego miejsca.

Oprócz wysokiego standardu apartamentów wasz hotel wyróżnia się również pełną niezależnością i samowystarczalnością.

To bardzo ważne dla gości. Cały teren jest ogrodzony i ochraniany, łącznie z naszą plażą. Zanzibar jest bardzo bezpiecznym miejscem.

Na Zanzibarze Polacy prowadzą duże biznesy hotelowe. Czy jesteście z nimi związani?

Nie. Mamy mały ośrodek oferujący wysoki standard usług, spokój i pewien rodzaj intymności ceniony przez ludzi, którzy chcą uciec od zgiełku wielkich hoteli. To wyjątkowe miejsce, nie tylko ze względu na pogodę i wysoki standard usług. Wielką zaletę Zanzibaru stanowią piękne plaże, wspaniała przyroda i życzliwi, uśmiechnięci mieszkańcy. Trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce na wakacje.

Co lubi Wioletta Chiszberg?

Wypoczynek – „Preferuję kameralny wypoczynek w ciszy i spokoju, najchętniej z książką, a cisza Zanzibaru jest tu wielkim sprzymierzeńcem.”

Kuchnia – „Uwielbiam niezdrowe jedzenie. Na Zanzibarze urzekła mnie tamtejsza kuchnia.”

Hobby – „Pomagam bezdomnym zwierzętom, odnawiam stare meble, nadając im nową duszę. Kocham podróżować.”

Eksperci proponują nową organizację i koordynację edukacji dla dzieci z Ukrainy

Projekt tworzenia w polskich placówkach oświatowych tzw. szkół na uchodźstwie i klas adaptacyjno-przygotowawczych dla ukraińskich dzieci przygotowało wspólnie kilka krajowych organizacji edukacyjnych i gospodarczych. Są wśród nich Fundacja EduTank, Międzynarodowy Instytut Społeczeństwa Obywatelskiego, Izba Gospodarcza Europy Środkowej oraz EduTech Fund. Pierwsza taka klasa ruszyła w poniedziałek w warszawskiej szkole Edison.

Projekt niezależnych ekspertów zostanie przedstawiony w najbliższych dniach do konsultacji Ministerstwu Edukacji i Nauki, Ambasadzie Ukrainy oraz instytucjom i organizacjom związanym z sektorem edukacji. Jest odpowiedzią na rosnący z każdym dniem napływ uchodźców. Według szacunków, w pierwszej dekadzie marca do polskich szkół zapisanych było ponad 20 tys. ukraińskich dzieci, których liczba już za kilka miesięcy może sięgnąć nawet kilkuset tysięcy.

Aby sprostać temu wyzwaniu, musimy w przemyślany sposób zorganizować edukację ukraińskich dzieci, co wymaga dobrej współpracy wielu środowisk i instytucji, szybkich zmian systemowych oraz lepszej koordynacji tego procesu przez państwo. Nie możemy już dłużej działać ad hoc na zasadzie „idziemy na żywioł – jakoś to będzie”, gdyż takie podejście będzie miało fatalne skutki. Przedstawiamy wypracowaną przez nas, koncepcję tworzenia w polskich placówkach oświatowych szkół na uchodźstwie i klas adaptacyjno-przygotowawczych, licząc na rozpoczęcie pilnej dyskusji która wypracuje ostateczne najlepsze rozwiązania – powiedział Mateusz Komorowski, Prezes Międzynarodowego Instytutu Społeczeństwa Obywatelskiego.

Koncepcja, przygotowana na początku marca przez specjalistów z kilku organizacji, zakłada możliwość tworzenia we wszystkich placówkach oświatowych i organizacjach działających w obszarze edukacji – zarówno publicznych jak i niepublicznych – klas adaptacyjno-przygotowawczych oraz specjalnych Szkół na Uchodźstwie, kontynuujących nauczanie zgodnie z programem ukraińskim, a oprócz tego uczących polskiego oraz przybliżających polską kulturę i tradycje.

Celem klas adaptacyjnych ma być przede wszystkim nauka języka, umożliwiająca dalszą edukację w polskiej szkole, a także zapewnienie uczniom z wojenną traumą poczucia bezpieczeństwa, stworzenie warunków do odreagowania napięć i powrotu do normalnej kondycji psychicznej. Każdy z nich miałby zapewnione wsparcie psychologiczno-pedagogiczne, klasy prowadziły zajęcia z ukraińskiej lub polskiej podstawy programowej, a do nauczania polskiego wystarczyły kwalifikacje nauczyciela edukacji wczesnoszkolnej.

Projekt przewiduje również tworzenie przez samorządy lub inne organizacje zajmujące się edukacją, jak fundacje czy stowarzyszenia, specjalnych Szkół dla Uczniów ze statusem uchodźcy wojennego, które kontynuowałyby nauczanie według programu ukraińskiego. Ich kadra ma być rekrutowana spośród nauczycieli przyjeżdzających z Ukrainy, zatrudniana i wynagradzana na podstawie przepisów

stworzonych dla uchodźców, a rok szkolny kończyć się egzaminem z języka polskiego oraz raportem semestralnym, będącymi podstawą do kontynuowania edukacji w szkole w Polsce lub w Ukrainie.

Według ekspertów, potrzeba przede wszystkim lepszej koordynacji działań związanych z organizacja nauki ukraińskich dzieci, dziś rozproszonych i realizowanych przez wiele podmiotów. Jednym z nich będzie tworzona specjalna ogólnopolska platforma internetowa wspierająca m.in. zatrudnianie ukraińskich nauczycieli.

– Jej cel to zapewnienie niezbędnego personelu, identyfikacja potrzeb uczniów i możliwości wsparcia przez placówki edukacyjne. Za jej pośrednictwem nauczyciele ukraińscy szukający pracy oraz rodzice chcący posłać dzieci do szkoły w Polsce będą mogli uzyskać informacje, gdzie istnieją klasy dla uchodźców, jakie zajęcia organizują i jaką dysponują kadrą – powiedział Wojciech Dąbrowski, Prezes EduTech Fund i jeden z uczestników projektu.

Pierwsza z planowanych klas adaptacyjno-przygotowawczych ruszyła w poniedziałek 14 marca w warszawskiej szkole Edison Primary School. Naukę rozpoczęło w niej 11 uczniów z Ukrainy, których liczba prawdopodobnie się zwiększy. To element akcji wspierania przez Edisona uchodźców ze wschodu. Po wybuchu wojny szkoła postanowiła przeznaczyć dla nich jeden ze swoich budynków, które przekształcono w tymczasowy obiekt mieszkalny. Schronienie znalazło w nim 21 osób, w tym 16 dzieci, razem z mamami lub babciami. Dzięki zbiórce wśród rodziców uczniów i zewnętrznych ofiarodawców, która jest nadal kontynuowana, zgromadzono pierwsze niezbędne sprzęty, odzież i wyżywienie. Starszym dzieciom zapewniono edukację w szkole, natomiast młodszym pobyt w prowadzonym przy placówce dwujęzycznym przedszkolu.

Według Agnieszki Olszewskiej, założycielki szkoły Edison, a jednocześnie Prezeski Fundacji EduTank będącej jedna z inicjatorów nowego pomysłu na edukację ukraińskich dzieci, tworzenie klas, w których zaadaptują się one do nowego otoczenia jest warunkiem ich powrotu do normalności.

– Żeby mogły ponownie przyswajać wiedzę, rozwijać się intelektualnie i emocjonalnie, muszą znowu poczuć się bezpiecznie i dostać na starcie wsparcie fachowców. Dlatego bardzo duży nacisk, oprócz nauki języka polskiego, położymy na zajęcia ruchowe, sportowo-rekreacyjne, kulturalne i artystyczne, żeby jak najszybciej zapomniały o wojennych stresach. Tego typu klasy adaptacyjne to szansa na przywrócenie dzieci do normalnego życia i mam nadzieję, że zaczną powstawać także w innych miastach Polski – stwierdziła Agnieszka Olszewska, prezeska Fundacji EduTank.

Inicjatorzy projektu zapowiadają, że będą szukać dla niego wsparcia darczyńców, którym nie jest obojętny los dzieci i młodzieży z walczącej Ukrainy. – Są jednymi z najbardziej poszkodowanych ofiar barbarzyńskiej agresji Rosji i musimy zrobić wszystko, żeby zapewnić im znowu normalne życie i możliwość kontynuacji nauki – podkreślają.

BMW Group nabywa prawa do marki ALPINA

Od ponad pół wieku BMW i producent małych serii z Buchloe niedaleko Monachium ściśle i w zaufaniu współpracują na najwyższym poziomie. Teraz na skutek transformacji w przemyśle motoryzacyjnym zaczyna się nowy rozdział. BMW Group nabywając prawa do marki ALPINA, tworzy jeszcze większą różnorodność motoryzacyjną w swoim segmencie luksusowym. W tej sprawie porozumiały się BMW AG i ALPINA Burkard Bovensiepen GmbH + Co. KG. Zapewnia to długoterminową przyszłość marki ALPINA i firmy Burkard Bovensiepen GmbH und Co. KG.

Realizacja transakcji jest nadal uzależniona od spełnienia różnych warunków zawieszających, w szczególności od zgody właściwych organów antymonopolowych. Wieloletnia umowa o współpracy, która została ostatnio przedłużona o kolejne pięć lat pod koniec 2020 roku, wygasa w dniu 31.12.2025. Uzgodniono, że warunki finansowe nie zostaną ujawnione. Udziały w firmie nie są nabywane.

— Przemysł motoryzacyjny przechodzi obecnie głęboką transformację w kierunku zrównoważonej mobilności. Istniejące modele biznesowe muszą być regularnie kwestionowane. Zakład w Buchloe od ponad pół wieku pokazuje w imponujący sposób, jak z wielką dbałością o szczegóły realizować najwyższej jakości kulturę motoryzacyjną na czterech kołach. Ta pasja do fascynujących samochodów jest również motorem BMW Group. Dlatego rozpoczynamy teraz w naszym długoletnim partnerstwie nowy rozdział. Nabywając prawa do marki, będziemy kształtować długoterminową kontynuację tej tradycyjnej marki z myślą o przyszłości. Bardzo się cieszymy, mogąc powitać markę ALPINA w rodzinie BMW — powiedział Pieter Nota, członek zarządu BMW AG odpowiedzialny za klienta, marki i sprzedaż.

Andreas Bovensiepen, dyrektor zarządzający ALPINA Burkard Bovensiepen GmbH + Co. KG, wyjaśnia: — W porę dostrzegliśmy wyzwania w przemyśle motoryzacyjnym i teraz wyznaczamy właściwy kierunek dla ALPINA, a także dla naszej rodzinnej firmy BOVENSIEPEN. Teraz zaczyna się nowy rozdział. Atrakcyjność marki ALPINA i naszej firmy jest oczywiście ogromne. Celowo zdecydowaliśmy się nie sprzedawać marki ALPINA dowolnemu producentowi, ponieważ BMW i ALPINA współpracują z pełnym zaufaniem od dziesięcioleci. Z tego względu strategicznie słuszną decyzją jest to, że marka ALPINA będzie w przyszłości zarządzana właśnie przez BMW Group.

Współpraca będzie kontynuowana – ale w innej formie: do końca 2025 roku firma rodzinna Bovensiepen, wykorzystując swoją wiedzę inżynierską, będzie kontynuować rozwój, produkcję i sprzedaż pojazdów BMW ALPINA w ramach istniejącej współpracy. Służące za podstawę samochody BMW będą przez ALPINA gruntownie modyfikowane. Dotyczy to silnika i skrzyni biegów, układu jezdnego, aerodynamiki i wyposażenia wnętrza. Samochody BMW ALPINA będą prefabrykowane na liniach montażowych BMW, a ich ostateczny montaż będzie odbywał się w zakładzie w Buchloe. Będą tam również produkowane wnętrza zindywidualizowane zgodnie z życzeniami klientów.

Serwis, części zamienne i akcesoria do istniejącego i historycznego asortymentu pojazdów BMW ALPINA będą długoterminowo zagwarantowane w zakładzie w Buchloe. Współpraca w zakresie obsługi posprzedażnej będzie kontynuowana bez zmian. Ponadto w ramach strategicznej współpracy między obiema firmami rozszerzona zostanie prowadzona w Buchloe istniejąca działalność w zakresie usług rozwojowych dla BMW. Wchodzące w skład firmy rodzinnej przedsiębiorstwo winiarskie będzie nadal działać w niezmienionej postaci.

— BMW i ALPINA to idealne połączenie! Marka ALPINA, która dojrzewała przez ponad 50 lat w ścisłej współpracy z BMW, oferuje wszystko, co przyspiesza puls smakoszy motoryzacji na całym świecie. W mistrzowski sposób balansuje pomiędzy sportowym charakterem, luksusem i ekskluzywnością. Dlatego z przyjemnością przejmujemy prawa do marki ALPINA i będziemy ją wykorzystywać w przyszłej ofercie BMW — mówi Jens Thiemer, starszy wiceprezes ds. klientów i marki BMW.

— Będziemy kontynuować dzieło życia naszego ojca i inwestować w równie znaną nazwę BOVENSIEPEN. Dzięki naszemu doświadczeniu i wysokim standardom jakości będziemy w przyszłości wprowadzać na rynek kolejne przekonujące oferty mobilne — wyjaśnia dyrektor zarządzający Florian Bovensiepen: — Bez naszych kreatywnych, zdolnych i lojalnych pracowników nie bylibyśmy w stanie odnieść takiego sukcesu jako ALPINA. Wykorzystujemy siłę naszej firmy, naszego zespołu i naszych rodzin, aby dokonać tej reorientacji we właściwym momencie. Jednocześnie zdajemy sobie wraz z BMW Group sprawę z naszej odpowiedzialności społecznej wobec pracowników i dołożymy wszelkich starań, aby złagodzić wszelkie potencjalne skutki tej reorganizacji.

Emerytura po amerykańsku

O emerytach mówi się różnym kontekście, o ich postawach, rzadziej o problemach, z jakimi muszą się borykać, aby przeżyć. Nikt jednak nie skupia się nad ich losem, który zdaje się być zaprogramowany na marne dożycie…

Autor: Aureliusz Herczakowski

Właśnie, dożycie do czego? Do śmierci? Dla jednych emeryci są dobrzy, bo właściwie głosują, dla drugich źli, bo źle głosują, liczy się jedynie ich użyteczność. Ani jedni, ani drudzy nie dotykają jednak istoty problemu, co w konsekwencji prowadzi do tego, że seniorzy idą za tymi, którzy im więcej dają. A przecież są to wspaniali, zasługujący na dostojne życie ludzie, których jesteśmy spadkobiercami.

Raj ciepłolubnych

Kilka styczniowych dni spędziłem w USA u dziadków w Kings Point na Florydzie. To położone nieopodal Tampy osiedle domków charakteryzuje się tym, że zamieszkują je głównie ludzie starsi z całych Stanów Zjednoczonych. Nie jest to miejsce wyjątkowe, bo takich miejsc na terenie USA są tysiące. W Kings Point, jak mawia dziadek, mieszkają ciepłolubni. W kategoriach znanych mi emerytów to miejsce można z całą pewnością nazwać rajem, tutaj nikt tego tak nie nazywa, bo to zupełnie normalna sprawa. Wśród mieszkańców nie widać specjalnych różnic. Korzystają z tych samych atrakcji ośrodka, placów gier, z tych samych kortów, z tego samego pola golfowego i kilku basenów.

Jedyne różnice, które można tutaj dostrzec, to wystawność domów, które kosztują tu od 100 tys. do 500 tys. dol.  Ups… Już czuję, jak część czytelników zastanawia się nad przeprowadzką tutaj, po sprzedaniu mieszkania w Polsce. Przy okazji wspomnę, że nieruchomości na terenie USA mogą nabywać jedynie obywatele lub stali rezydenci, tak że zamiana mieszkania w Warszawie na domek na tym osiedlu musi uwzględniać także sprawy rezydencji.

Wracając do mieszkańców osiedla. Są wśród nich ludzie o różnej zasobności, ale każdy ma samochód i wózek golfowy. Ci bogatsi mają po prostu lepsze samochody, zaczynając od pięknych oldtimerów po Ferrari i Bentleye. W zależności od poczucia młodzieńczości, jedni jeżdżą motocyklami Harley Davidson, na terenie osiedla działa prężnie klub Harleyowców, drudzy mają w pobliskiej marinie piękne jachty warte kilka milionów dolarów. Ale nie to jest istotą tego miejsca. Otóż najważniejsze jest to, że stać na to człowieka, kto przepracował w USA kilkanaście lat.
System emerytalny oparty o social security, wynikający z ilości przepracowanych lat, zapewnia podstawę egzystencji na poziomie 25-100 tys. dol. rocznie, zgodnie z zasadą: dłużej pracujesz więcej masz. Reszta pieniędzy, z których korzystają tutejsi emeryci, pochodzi z funduszy inwestycyjnych, które, jak wiadomo, są mniej lub bardziej ryzykowne. Kto bardziej ryzykuje, zarabia więcej, zwolennik mniejszego ryzyka zyskuje mniej. Sama podstawowa emerytura nie wystarczyłaby, by zamieszkać na opisywanym osiedlu.

Beatlesowskie 64

Spójrzmy na singla w wieku beatlesowskim – 64 lata – który poza social security przez ostatnie 10 lat przed przejściem na emeryturę odkładał rocznie 10 tys. dol. Jest to możliwe, ponieważ średnie wynagrodzenie nauczyciela, policjanta, czy też urzędnika to około 50 tys. dol. rocznie. Procent składany bezpiecznego funduszu inwestycyjnego w ostatnich 10 latach wyniósł np. 230 proc.  Zatem singiel ma do dyspozycji 230 tys. dol. plus emeryturę z social security. Za tę kwotę na tym osiedlu uzyska dom o powierzchni 180-200 mkw., wyposażony w 3 sypialnie, 3 łazienki i 2 garaże. Nikt nie kupuje jednak domu za gotówkę… Rata kredytu wynosi około 1200 dol. miesięcznie.

Utrzymanie domu też nie jest specjalnie kosztowne. Za 600 dol. miesięcznie otrzymuje się pełną obsługę posesji: koszenie trawy, malowanie domu, wymianę dachu co 10 lat, dostęp do wszystkich atrakcji, które wymieniłem wcześniej. Za dodatkowe 50 dol. miesięcznie można wykupić ubezpieczenie serwisowe wszystkiego, co jest w domu i może się zepsuć – pralki, zmywarki, lodówki, etc. Koszty domu z utrzymaniem to więc około 2000 dol. miesięcznie. Jeśli jeszcze dodam, że w większości domki zamieszkują pary, które pracowały nie kilkanaście lat, ale np. 30 lat, to mamy do czynienia z regularnymi milionerami, którzy prowadzą wspaniałe życie, troszcząc się wyłącznie o swoje zdrowie i kondycję, bo resztę zapewnia im system. Nie dziwi zatem fakt, że średnia wieku dożycia mieszkańców osiedla jest wyższa od średniej o 9 lat i wynosi 88 lat.

Lazy days emeryta

Z mojego punktu widzenia wyglądało to tak: mam zwyczaj sypiania przy otwartym oknie, więc uczestniczyłem w życiu całej machiny osiedla już od godziny 4 rano, kiedy zaczynają prace automatyczne zraszacze trawy. Hałaśliwe bestie, więc większość mieszkańców śpi przy zamkniętych oknach korzystając z klimatyzacji lub ma wyłączone zraszacze przy swoich oknach. Temperatura, niestety, albo na szczęście, jest tutaj tropikalna. W nocy w styczniu utrzymuje się około 20oC  w dzień 27-30oC. Wiele jednak daje chłodny wiatr znad Zatoki Meksykańskiej, więc upał nie jest tak dotkliwy jak np. w Miami.

O godz. 6, tuż po wschodzie słońca, pojawiają się kosiarze, którzy, na szczęście, korzystają z kos i kosiarek akumulatorowych, bardzo cichych.

Około godz. 7 słychać na osiedlu lekki ruch wózków golfowych, to mieszkańcy jadą do siebie nawzajem na śniadanie lub do jednej z kilku restauracji lub barów na osiedlu. Po śniadaniu u naszych dziadków odbywa się godzinny rytuał czytania prasy przy kawce. Około 9 zaczyna się ruch na polach golfowych, kortach i placach do gry. Około godz. 11, kiedy upał już mocno doskwiera, większość wyrusza na zakupy lub spacery po klimatyzowanych molach. Inni wracają do domów, by oddać się swoim pasjom i tak wygląda to mniej więcej do godz. 14. Oczywiście w tym samym czasie na osiedlu trwają prace naprawcze i konserwacyjne dróg, chodników, etc.

Około godz. 14 rozpoczyna się pora lunchu i bez rezerwacji stolika w osiedlowych barach i restauracjach o lunchu można zapomnieć, więc ruszamy samochodem do pobliskiej Tampy popływać łodzią i znaleźć jakiś miły lokal, co udaje nam się bez większego trudu. Nawiasem mówiąc Tampa to przepiękne, bogate miasto – temat na inny artykuł. Około godz. 17 najedzeni dopływamy do portu, krótki spacer i powrót na osiedle, które już tętni życiem. Jako że jesteśmy w strefie tropikalnej, zmierzch trwa tu kilka minut i około 18 jest już ciemno, ale osiedlowe puby i kluby zaczynają działać pełną parą i życie towarzyskie kwitnie przy piwku, winie i mocniejszych trunkach. Da się usłyszeć wędkarskie i morskie opowieści, sprośne żarty, biesiadne śpiewy, a towarzyszą temu tańce.

Nasi dziadkowie są miłośnikami jazzu i niekoniecznie dobrze się odnajdują w klimatach country music, ale co ciekawe, w pobliżu osiedla są dwa renomowane kluby jazzowe, gdzie grywają prawdziwe supergwiazdy. Dodam, że na terenie osiedla są dwa teatry z dużymi scenami, na których realizowane są poważne koncerty. W najbliższym czasie zagrają: Barbra Streisand, Cher, Elton John… Osiedle wydaje swój ponadstustronicowy kwartalnik, w którym znajdują się zapowiedzi wszystkich imprez. Oczywiście jest też wydanie internetowe.

Dla mnie, jako miłośnika muzyki, najwspanialsze jest to, że w każdą środę zawodowi muzycy żyjący na tymże osiedlu jamują do muzyki Davisa, Coltrane’a, Rollinsa, a robią to na takim poziomie, że szczękę musiałem z podłogi podnosić. Około godz. 22 życie osiedla zamiera, słychać wracających z pubów wesołych mieszkańców. Około godz. 4 znowu włączają się zraszacze…

Tak zorganizowana, powtarzalna beztroska zapewnia uśmiech na twarzach wszystkich, z którymi witam się pozdrowieniem Happy New Year jadąc rankiem dziadkowym meleksem do włoskiej piekarni po świeże bagietki. Wspaniałe życie wśród zabawnych i pełnych humoru przyjaciół.
Mógłbym jeszcze wiele pisać o tym emeryckim raju. Myślę, że tych kilka zdań uświadamia jak naprawdę powinno wyglądać życie seniora w cywilizowanym kraju. Warto zauważyć, że ośrodek na takim poziomie i przy amerykańskich cenach to nierealne marzenie dla mieszkańca naszego kraju. Nie ma u nas luksusowych domów opieki w tej cenie, a wspomniane wyżej 600 dol. miesięcznej opłaty to połowa ceny pobytu w dwuosobowym pokoju o niskim standardzie w ponurym prywatnym domu starców. Za zachodnią granicą wprawdzie można znaleźć porządne ośrodki dla seniorów, ale opłaty to wielokrotność polskich stawek. Nasuwa się pytanie: jakim cudem w USA, gdzie przecież nikt nie dokłada do biznesu, powstały ośrodki zapewniające emerytom godne życie za rozsądne pieniądze, a w Europie nie jest to możliwe? Może to nisza, którą powinni okryć nasi inwestorzy?

Grupa AUTO1 sprzedała w zeszłym roku w Europie niemal 600 tys. samochodów używanych

Od momentu kiedy założyciele Grupy AUTO1, Christian Bertermann i Hakan Koç, stworzyli swój rewolucyjny koncept, rozpoczęła się transformacja procesów kupna i sprzedaży aut używanych w Europie. Ciekawostką jest, iż narodziny idei sprzedawania samochodów online zainicjował fakt, że któregoś dnia babcia Christiana poprosiła go o pomoc w sprzedaży starego Mercedesa 190D. To wydarzenie pomogło Christianowi oraz Hakanowi odkryć wiele problemów, z którymi borykają się sprzedawcy samochodów używanych. Od lutego 2021 r. Grupa AUTO1 jest notowana na giełdzie we Frankfurcie, a sama firma jest największym sprzedawcą aut używanych online w Europie, działającym w ponad 30 krajach i współpracującym z ponad 60 tys. dealerów. W 2020 r. firma osiągnęła przychód w wysokości 2,83 mld Euro. W czasie swojego istnienia Grupa AUTO1 dokonała także prawdziwego przełomu technologicznego na rynku aut używanych, za sprawą rewolucyjnych rozwiązań cyfrowych, dzięki którym dealerzy mogą digitalizować swoją działalność.

W Polsce Grupa AUTO1 zatrudnia obecnie ponad 400 pracowników i posiada cztery biura: w Lublinie, Katowicach, Szczecinie i Warszawie. Biuro w stolicy pełni też rolę siedziby głównej całego obszaru Centralnej i Wschodniej Europy, który obejmuje 11 (oprócz Polski) krajów: Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Czarnogórę, Czechy, Estonię, Litwę, Łotwę, Macedonię Północną, Serbię, Słowację i Ukrainę. Grupa AUTO1 rozpoczęła swoją działalność w Polsce osiem lat temu, uruchamiając jako pierwszą na polskim rynku markę AUTO1.com, skierowaną do segmentu biznesowego. Platforma internetowa AUTO1.com, dzięki której dealerzy, firmy leasingowe i wypożyczalnie samochodów mogą szybko i łatwo sprzedawać swoje samochody przez Internet, wywróciła rynek samochodów używanych do góry nogami. Ponadto, zainteresowani klienci mogą korzystać z całego rynku europejskiego oraz potencjału oferowanego przez markę konsumencką wirkaufendeinauto.de z 400 punktami odbioru (samochody sprzedawane przez klientów prywatnych). W AUTO1.com wszystko dzieje się 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, w całej Europie. Dzięki aukcjom na AUTO1.com polscy sprzedawcy uzyskali nieograniczony dostęp do rynków Europy Zachodniej. Pandemia COVID-19 sprawiła, że również Polacy szczególnie docenili zalety tej internetowej platformy sprzedaży samochodów.

– Mimo niedoboru nowych samochodów oraz silnych wahań kursów walut widzimy rosnące zainteresowanie wykorzystaniem naszej platformy sprzedaży polskich samochodów do partnerów z całej Europy. AUTO1.com posiada ponad 60.000 aktywnych partnerów, którzy codziennie poszukują aut dla swoich działalności gospodarczych. W tym roku wielu z nich po raz pierwszy zdecydowało się na pozyskanie samochodów z Europy Wschodniej. Dla polskich firm była to również pierwsza okazja do sprawdzenia alternatywnych form sprzedaży do klienta detalicznego. Wierzymy, że prostota tego rozwiązania, eliminacja ryzyk związanych z rękojmią – szczególnie w kontekście jej znaczącego rozszerzenia – spowoduje, że taka forma sprzedaży wpisze się na stałe do wachlarza stosowanych rozwiązań – powiedział Piotr Baranowicz, Vice President w Grupie AUTO1 na Europę Środkowo-Wschodnią.

Nowością w portfolio produktów AUTO1.com jest EVA app – innowacyjna, w pełni zintegrowana platforma wyceny samochodów używanych działającą w systemach Android i iOs oraz online. Od teraz dealerzy mogą nie tylko wyceniać swoje samochody na urządzeniach mobilnych, ale także zmieniać ceny, przyjmować oferty lub ponownie wprowadzać samochód na aukcję. Dzięki tym cechom aplikacja AUTO1 EVA jest określana najbardziej zaawansowaną aplikacją remarketingową w europejskim przemyśle motoryzacyjnym.

W Polsce coraz bardziej na popularności zyskuje także konsumencka marka Grupy AUTO1 – Autohero, salon internetowy, w którym klienci mogą kupić używany samochód, następnie zlecić jego dostawę, a na koniec dostarczyć je bezpośrednio do domu.

Wojciech Gryciuk

Nowy wymiar monitoringu transportu już w Polsce: Tive otwiera biuro w Katowicach

– Wartość polskiego eksportu wyniosła w 2021 r. 1 305,2 mld zł. Podobną wartość przedstawia import (1 308,1 mld zł). Polska jest więc dla nas naturalnym kierunkiem rozwoju – powiedział Marcin Zasuń, Dyrektor sprzedaży Tive na Polskę. – Technologia wykorzystywana przez Tive może być zaimplementowana w dowolnym momencie i w każdym miejscu pozwalając naszym klientom nie tylko na monitorowanie przesyłek w czasie rzeczywistym pod względem lokalizacji, ale także warunków, w jakich znajdują się one w danym momencie. Jest to niezwykle istotne nie tylko w przypadku przewozu np. produktów medycznych, dzieł sztuki, czy też sprzętu elektronicznego, ale także przy transporcie żywności, np. owoców i warzyw.

Logistyka wykorzystuje najnowsze rozwiązania technologiczne w projektowaniu łańcucha dostaw od wielu lat. Odbiorcy dostają powiadomienia z punktów kontrolnych po zakończeniu każdego z etapów transportu. Część firm monitoruje także sygnały GPS środka transportu, np. tira, w którym znajduje się paczka. Inne rozwiązania pozwalają na śledzenie statków, samolotów lub pociągów. Rozwiązanie Tive dzięki wykorzystaniu technologii 5G, internetu rzeczy oraz chmury obliczeniowej i umiejscowieniu w samej przesyłce małego urządzenia – Trackera, pozwala na bieżące śledzenie przesyłek na specjalnie zaprojektowanej platformie, niezależnie od wykorzystywanego rodzaju środka transportu, a także przy zmianie sposobu przewozu paczek np. w transporcie kombinowanym.

– Nasze rozwiązania są przyszłością rynku dostaw. Tive, jako jedna z pierwszych firm na świecie skupia się na monitorowaniu przesyłek, a nie środka transportu, czy też weryfikacji punktów kontrolnych – dodał Marcin Zasuń.

Trackery komunikują się z platformą Tive w czasie rzeczywistym dzięki wykorzystaniu sieci Wi-FI, GPS w triangulacji sieci komórkowej oraz w przypadku braku sieci – śledzenia satelitarnego. Intuicyjna platforma pokazuje dokładną lokalizację i parametry przesyłki.
W przypadku zmiany jednego z monitorowanych parametrów, użytkownik dostaje powiadomienie sms, email lub powiadomienie systemowe (API, webhook).

Trackery, które pozwalają na monitorowanie przesyłki, są montowane bezpośrednio na opakowaniu (lub wewnątrz opakowania) – kartonie, palecie lub kontenerze. Dostępnych jest 5 modeli urządzenia – Tracker Podstawowy, Solo 5G, Solo 5G z bezpieczną dla środowiska baterią nikolowo-kadmową, Solo 2G oraz Beacons. Trwają prace nad stworzeniem Trackerów zaprojektowanych dla B2C.

W zależności od modelu można śledzić lokalizację, sprawdzić otwarcie przesyłki, zmianę natężenia światła (np. jeśli ktoś otworzy kontener lub wręcz paczkę), temperaturę, wilgotność, upadek czy też wstrząs, a nawet orientację przesyłki. Urządzenie może działać od kilkudziesięciu do kilkuset godzin bez ładowania. Przy regularnym ładowaniu można je wykorzystywać ok. 20 lat.

Firma Tive Inc rozpoczęła działalność w 2015 roku w USA. Obecnie posiada biura w Ameryce Północnej (Boston, USA), Niemczech, Holandii, Hiszpanii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Kosowie i Australii. Na przełomie lat 2021/22 roku otworzyła pierwsze biuro w Polsce, w Katowicach.

Wojciech Gryciuk

Pecunia non olet?

Według rzymskiego historyka Swetoniusza, cesarz Wespazjan, który wprowadził specjalny podatek dla garbarzy używających uryny do oczyszczania skór, miał odpowiedzieć swojemu synowi Tytusowi, który skrytykował go za zajmowanie się niepoważnymi aspektami gospodarki: pecunia non olet (żaden pieniądz nie śmierdzi).

Autor: Maciej Rudnicki, prof. nadzw. dr hab. nauk prawnych, specjalista z zakresu prawa finansowego, absolwent UAM w Poznaniu (prawo) oraz Akademii Ekonomicznej w Poznaniu (bankowość), w latach1997-2019 pracownik naukowy KUL, obecnie prorektor Akademii Polonijnej, były poseł (1997-2001) i były wiceminister środowiska (2000-2001).

Ta łacińska sentencja może być przyczynkiem do rozważań na temat roli pieniądza we współczesnym świecie, postrzegania jego wartości, różnych sposobów jego wykorzystywania. W tym kontekście można zadać pytanie, czy rzeczywiście jest tak, że pieniądz jest li tylko kategorią ekonomiczną, jej wartością absolutną, bez której nie jest możliwy rozwój ekonomiczny i w tym znaczeniu pieniądz powinien być wolny od ocen wartościujących, także w sensie etycznym? Sposób postrzegania pieniądza i przypisywania mu określonej roli, zarówno w sensie gospodarczym, jak też społecznym lub politycznym, oraz próba etycznego wartościowania pieniądza wpisuje się idealnie w zasadniczy spór między konsekwencjalizmem a deontologizmem, mający swoje historyczne odniesienia w krytycznym dyskursie hellenistycznych szkół: epikurejskiej i stoickiej, czy bardziej współcześnie odnoszący się do konfrontacji utylitaryzmu Johna Stuarta Milla z etyką Immanuela Kanta.

Jak należy oceniać ludzkie czyny i działania? Czy na podstawie ich skutków, czy też raczej w oparciu o ściśle określone i obowiązujące normy postępowania? Czy zatem, przykładowo, można usprawiedliwiać nieetyczne wykorzystywanie pieniądza, ale mające na celu osiągnięcie dobrych celów? Jakie mogą być podstawy do kategoryzacji tych celów, co np. będzie dobrym celem w polityce gospodarczej państwa? Czy celem takim będzie np. dobro jednostki, walka z ubóstwem i społecznym wykluczeniem, prowadzenie zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczego,  nastawionego na uzyskanie relatywnie wysokiego poziomu wskaźników rozwojowych (HDI, WHR) często kosztem osiągania założonych poziomów kwantytatywnych wskaźników ekonomicznych (PKB, PSN), czy odwrotnie, celem takim będzie propagowanie niczym nieskrępowanego rozwoju gospodarczego przedsiębiorstw i korporacji, wierząc, że wszelkie społeczne nierówności powinny niwelować się ewolucyjnie we wzrastającym ogólnym dobrobycie?

Odnosząc te dylematy do polskiej polityki pieniężnej, można np. zastanawiać się nad tym, czy działania podejmowane przez Narodowy Bank Polski i jego organy, w ramach konstytucyjnej odpowiedzialności za wartość polskiego pieniądza, mające także za cel utrzymanie stabilnego poziomu cen i wspieranie polityki gospodarczej rządu, mogą być przedmiotem wartościowania w odniesieniu zarówno do podejmowanych działań i stosowanych instrumentów (np. ustalanie wysokości stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej), jak też do zakładanych celów i skutków określonych działań (np. wywierania pośrednio wpływu na poziom inflacji)? Na kanwie powyższych dylematów i konstatacji ściśle określonej prawno-konstytucyjnie odpowiedzialności NBP za wartość polskiego pieniądza, można polemizować z poglądami tych, którzy populistycznie próbują w debacie publicznej niesłusznie przypisać bankowi centralnemu także inne zadania i cele oraz odpowiedzialność za zjawiska gospodarczo-społeczne, które nie leżą w domenie działalności i odpowiedzialności NBP oraz jego organów.

Pieniądz jest, z jednej strony, kategorią, wydawałoby się, bardzo prostą w swej istocie, którą każdy z nas jest w stanie zdefiniować w mniej lub bardziej fachowy sposób, często intuicyjnie, ale na pewno każdy z nas powie, że wie co to jest pieniądz i do czego służy. Z drugiej strony, mimo dogłębnych badań teoretycznych, analizowaniu zachodzących procesów i sformułowaniu wielu teorii, pieniądz nadal pozostaje kategorią złożoną, będąc nie do końca przewidywalnym i bardzo wrażliwym na wszelkie zawirowania, zasadniczym, ale mimo wszystko nie zawsze stabilnym fundamentem współczesnej gospodarki, zarówno w wymiarze globalnym, jak i indywidualnym każdego człowieka, na poziomie przedsiębiorstw, korporacji międzynarodowych, społeczeństw czy państw.

zdjęcie: pixabay.com

Prognozy rynku nieruchomości

Sytuacja na polskim rynku nieruchomości nie przestaje budzić emocji. Analiza rzetelnych danych pozwala jednak sformułować przynajmniej kilka tez, które warto wziąć pod uwagę w 2022 roku oraz w kolejnych latach

Autor: Piotr Tarkowski – od kilkunastu lat związany z branżą nieruchomości, ekspert miesięcznika MANAGER

Stopy procentowe mogą okresowo przekroczyć 3,0 proc., ale w dłuższej perspektywie pozostaną niskie. Pamiętajmy, że ustawowy cel inflacyjny w Polsce to 2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem +/- 1 pkt proc. Oznacza to, że NBP musi dążyć do utrzymania przyjętego celu i nie może przez dłuższy czas biernie przyglądać się rosnącym cenom. Z drugiej strony, zbyt gwałtowne podwyżki mogłyby niekorzystnie odbić się na koniunkturze gospodarczej. Z wypowiedzi członków RPP wnioskuję, że bank centralny przez najbliższe kwartały będzie poruszał się „drogą środka”. Oznacza to, że będzie akceptował inflację powyżej celu, ale jednocześnie dokona jeszcze kilku podwyżek stóp.

W tym miejscu warto wspomnieć o tzw. hipotezie Fishera. Mówi ona, że w długim terminie inflacja jest zbieżna z poziomem rynkowych stóp procentowych (w Polsce miarą tego ostatniego jest WIBOR). W związku z tym koszt pieniądza w naszym kraju nie powinien wzrosnąć radykalnie. Sądzę, że w perspektywie 3 lat główna stopa procentowa ustabilizuje się na poziomie nie wyższym niż 2,5 proc. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że może ona być nawet niższa niż w okresie przed wybuchem pandemii (1,5 proc.). Przykłady innych państw pokazują, że wraz ze wzrostem PKB koszt pieniądza w danym kraju ulega systematycznemu obniżeniu (wykres 1.). Dlatego jeśli uda się nam utrzymać na dotychczasowej ścieżce wzrostu, polityka pieniężna Polski będzie ulegała stopniowemu łagodzeniu.

Jeszcze raz chciałbym zaznaczyć, że to prognoza długoterminowa. W perspektywie najbliższych kwartałów dopuszczam możliwość podniesienia stóp procentowych ponad poziom 3 proc. Nie będzie dla mnie zaskoczeniem, jeśli do połowy 2023 roku główna stopa procentowa NBP utrzyma się powyżej tej granicy, a stawka WIBOR będzie jeszcze wyższa (aktualne notowania kontraktów terminowych sugerują, że w perspektywie 9-12 miesięcy możliwe jest przekroczenie nawet 4,0 proc.).

Zamiast drastycznego podnoszenia stóp procentowych, możemy spodziewać się innych narzędzi spowalniających inflację.

Zakładam, że Polska raczej nie pójdzie drogą Czech, które niedawno radykalnie podniosły stopy. Nasz kraj nie może sobie na to pozwolić, chociażby z uwagi na bardzo duży odsetek kredytów o zmiennej stopie procentowej (w Czechach udział tego typu pożyczek jest niski). Już teraz raty kredytów hipotecznych pną się w górę. Względem poziomów sprzed podwyżek są o ok. 30 proc. wyższe. Co ważne, tylko niewielka część ogółu posiadaczy kredytów hipotecznych zaciągnęła zobowiązanie w okresie rekordowo niskich stóp procentowych. Z ogólnej liczby ok. 2,5 mln obsługiwanych obecnie kredytów hipotecznych, mniej więcej 340 tys. (czyli 13 proc.) to kredyty zaciągnięte między kwietniem 2020 r. a październikiem 2021 r. Dla pozostałych 87 proc. konsumentów ostatnie kwartały stanowiły więc pewnego rodzaju promocję, a nie punkt wyjściowy. W przypadku tej grupy należy raczej przyjrzeć się, ile wynosił WIBOR przed wybuchem pandemii i porównywać z nim obecną wysokość rat. A tak się składa, że jest ona tylko niewiele wyższa. W większości przypadków przekracza poziom z lat 2014-2019 o mniej więcej 10 proc. (mniej więcej, gdyż jest zależna od marży kredytowej banku oraz ustalonego okresu spłaty kredytu).

Warto jednak zaznaczyć, że jeśli WIBOR osiągnie poziom oczekiwany przez rynek, posiadaczy hipotek czekają dalsze podwyżki. Szacuję, że mogą one wynieść 10-15 proc., co w przypadku modelowego kredytu (400 tys. zł na 25 lat) oznacza dodatkowe kilkaset złotych miesięcznie. To dość dużo i dlatego uważam, że aby nie zabić gospodarki, polskie władze monetarne nie będą radykalne w temacie podwyżek stóp. Wzrosty będą pewnie zrekompensowane przez podniesienie wynagrodzeń. Spodziewam się też wykorzystania innych narzędzi, jak chociażby wprowadzonej już tarczy antyinflacyjnej. Swoją drogą jej efekty są już widoczne – pod koniec grudnia ceny benzyny na stacjach paliw obniżyły się średnio o 25 groszy względem listopada, co w pewnym przybliżeniu przekłada się na spadek wskaźnika inflacji o ok. 0,3 proc.

Jednym z powodów wysokiej inflacji jest dobra koniunktura.

Warto brać pod uwagę pocieszający fakt, że obecna wysoka inflacja to także efekt koniunktury panującej w gospodarce. Poza nielicznymi wyjątkami, jak np. sprzedaż samochodów, większość gałęzi przemysłu notuje rekordowe wyniki. Stopa bezrobocia zbliża się do najniższego poziomu w historii. W górę pną się za to wynagrodzenia, w tempie 9-10 proc. rocznie. Nawet problemy energetyczne, o których ostatnio jest głośno, w dużej mierze wynikają z koniunktury. Z danych PSE wynika, że w ciągu roku konsumpcja energii elektrycznej w Polsce wzrosła aż o kilkanaście procent. Można więc sądzić, że nasza gospodarka ma dość siły, aby zaabsorbować podwyżki stóp dokonane przez Radę Polityki Pieniężnej. Innymi słowy, szybkie podniesienie kosztu pieniądza z 0,1 proc. do 2,25 proc. nie przełoży się na istotny spadek aktywności gospodarczej. Przestrzeni do kolejnych podwyżek robi się jednak coraz mniej. Przykład Stanów Zjednoczonych z lat 2016-2018 pokazuje, że uporczywe podnoszenie stóp bardzo istotnie zwiększa ryzyko załamania koniunktury.

W 2022 roku sytuacja na rynku mieszkaniowym ulegnie normalizacji.

Podwyżki stóp procentowych nie pozostaną oczywiście bez wpływu na rynek nieruchomości. Przy obecnym poziomie WIBOR-u wzrost kosztów kredytowania jest odczuwalny (dla modelowego kredytu – 400 tys. zł na 25 lat – miesięczna rata od września zwiększyła się o ok. 450 zł). Już teraz możemy więc zauważyć delikatne uspokojenie popytu. Nie jest to jednak dowód na załamanie rynku. Liczba wniosków o kredyty, choć w ostatnim czasie mniejsza, wciąż pozostaje wysoka względem długoterminowej średniej. Warto też pamiętać, że w okresie pierwszych trzech kwartałów 2021 r. mieliśmy „górkę” wynikającą z

niezrealizowanego popytu w roku 2020. Jest więc bardzo prawdopodobne, że po tym niespokojnym okresie wracamy już do standardowego trendu.

W 2022 roku liczba zawieranych transakcji może spaść, a wyścig cen zwolni tempo. Nadal możemy spodziewać się jednak wzrostów rzędu 6-8 proc., a więc o połowę mniejszych od kilkunastoprocentowych podwyżek w tym roku. Wzrosty będą wymuszać m.in. rosnące koszty budowy, coraz wyższe ceny gruntów i planowane zmiany w ustawie deweloperskiej oraz w rozporządzeniu o warunkach technicznych. Z powodu wyższych stóp zmniejszy się potencjalna zdolność kredytowa Polaków. Z drugiej strony, w najbliższym roku należy się spodziewać co najmniej 8-procentowego wzrostu wynagrodzeń oraz wejścia w życie przepisów ułatwiających zakup mieszkania (gwarantowany wkład własny w ramach Polskiego Ładu). Per saldo powinno to sprawić, że możliwości popytu nie tylko nie spadną, ale wręcz będą wyższe niż w poprzednich latach.

Sytuację na rynku mieszkaniowym powinna też stabilizować rekordowa aktywność deweloperów. Szacunki za 2021 rok mówią o ok. 230 tys. wybudowanych domów i mieszkań – w historii naszej wolnorynkowej gospodarki jest to absolutny rekord. Jednocześnie w blokach startowych czeka budowa kolejnych setek tysięcy nieruchomości. Powinno to sprawić, że podaż i popyt wreszcie się zrównoważą, co zahamuje gwałtowne wzrosty cen, jakie obserwowaliśmy w ostatnich latach (jednym z tych powodów był znaczny niedobór mieszkań na rynku względem zgłaszanego zapotrzebowania).

Widzę pewne ryzyko dla zbilansowania popytu z podażą powoli rosnącym udziałem w rynku podmiotów i funduszy, które kupują całe projekty, a nawet firmy deweloperskie w ramach mieszkań na wynajem.

Nieruchomości nadal będą stanowiły atrakcyjną formę lokaty kapitału i zabezpieczenia przed inflacją.

Analizując europejski rynek nieruchomości możemy zauważyć interesującą zależność. Polega ona na tym, że wraz ze wzrostem zamożności danego społeczeństwa (wyrażonego poziomem średniego wynagrodzenia), w górę idą także ceny domów i mieszkań (wykres 3). Innymi słowy, w takich gospodarkach, jak Niderlandy, Szwajcaria czy Norwegia, nieruchomości są o wiele droższe niż np. w Serbii, Albanii czy Mołdawii. Taka zależność pozwala na tworzenie optymistycznych prognoz dla kupujących mieszkania. Zakładając, że tempo wzrostu wynagrodzeń pozostanie wysokie, a polityka banku centralnego względnie łagodna, oznaczać to będzie systematyczne wzrosty cen. Oczywiście w poszczególnych latach zmiany mogą być różne, ale w wieloletniej perspektywie nieruchomości powinny zyskiwać 7-8 proc. w skali roku. Wygląda więc na to, że będzie to jeden z najskuteczniejszych sposobów na zabezpieczenie naszego majątku przed inflacją.

Ważne Informacje

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...