.
Strona główna Blog Strona 118

Ambitne cele to za mało

    Greenwashing to określenie, które nabiera coraz większej wagi jako zarzut kierowany pod adresem firm markujących zaangażowanie w budowę zrównoważonego świata. Czy słusznie?

    Jak wynika z raportu Corporate Climate Responsibility Monitor(CCRM) przygotowanego na podstawie badań przeprowadzonych w 25 korporacjach, niektóre z największych światowych firm nie realizują własnej polityki w dziedzinie przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Co gorsza, przesadzają w informowaniu o postępach prac lub niewłaściwie to robią. W niechlubnym gronie znaleźli się m.in. Google, Amazon, Ikea, Apple i Nestle.

    Część z tych firm nie zgadza się z niektórymi założeniami metodologicznymi raportu, z którego wynika, że wielkie korporacje odpowiadają za 5 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych, choć mają ogromny potencjał, by stać się liderami w dziedzinie ograniczania zmian klimatycznych.

    Autor badania Thomas Day powiedział BBC News, że jego zespół początkowo chciał pokazać dobre praktyki w świecie korporacji, ale był zaskoczony i rozczarowany uczciwością deklaracji składanych przez firmy.

    W odpowiedzi Amazon wydał oświadczenie, w którym napisał: „Wyznaczyliśmy sobie ambitne cele, ponieważ wiemy, że zmiany klimatu to poważny problem, a działania są potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. W ramach realizacji celu, jakim jest osiągnięcie zerowej emisji dwutlenku węgla do 2040 r., zamierzamy do 2025 r. w 100 proc. korzystać z energii odnawialnej”.

    Nestle zareagowało następująco: „Z zadowoleniem przyjmujemy kontrolę naszych działań i zobowiązań w zakresie zmian klimatycznych. Jednak raport CCRM nie rozumie naszego podejścia i zawiera istotne nieścisłości”.

    Warto dodać, że badanie to zostało przeprowadzone przez organizacje non profit: New Climate Institute i Carbon Market Watch. Sprawdziły one publicznie prezentowane strategie firm dotyczące redukcji emisji gazów cieplarnianych. Okazało się, że niektóre z nich stosunkowo dobrze radzą sobie z redukcją emisji, ale żadna z firm nie otrzymała oceny „wysoka uczciwość”. Oceniano takie czynniki, jak coroczne ujawnianie emisji, podawanie źródeł emisji w rozbiciu na poszczególne kraje oraz ujawnianie informacji w zrozumiały sposób. Stwierdzono, że ogólnie rzecz biorąc, wdrożone strategie pozwoliłyby ograniczyć emisje najwyżej o 40 proc., a nie o 100 proc., co jest celem.

    Według raportu tylko trzy z 25 firm zobowiązały się do usunięcia 90 proc. emisji dwutlenku węgla ze swoich łańcuchów produkcji i dostaw. Są to Mærsk, Vodafone i Deutsche Telekom. Jak wynika z badania, dużym problemem jest sposób, w jaki firmy mówią o swoich zobowiązaniach klimatycznych. Istnieje duża rozbieżność między tym, co deklarują, a tym, jak wygląda to w rzeczywistości. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych obszarów są tzw. emisje downstream lub upstream, czyli takie, które powstają w wyniku działalności pośrednio związanej z daną firmą. W raporcie stwierdzono, że 70 proc. śladu klimatycznego Apple’a powstaje w wyniku zużycia energii elektrycznej przez konsumentów korzystających z telefonów, laptopów i innych produktów tej firmy.

    Corporate Climate Responsibility Monitor planuje publikować swe raporty co roku. Pełna lista firm poddanych analizie to: Mærsk, Apple, Sony, Vodafone, Amazon, Deutsche Telekom, Enel, GlaxoSmithKline, Google, Hitachi, Ikea, Vale, Volkswagen, Walmart, Accenture, BMW Group, Carrefour, CVS Health, Deutsche Post DHL, E.On SE, JBS, Nestle, Novartis, Saint-Gobain, Unilever.

    Opracowano na podstawie Georgina Rannard, BBC News.

    Pozytywnie kontra neutralnie

      Kreując prawdziwe zmiany mające zapobiec kryzysowi klimatycznemu, musimy wyjść poza pojęcie neutralności Ziemi i zrobić kolejny krok w kierunku działań, które wzmocnią naszą planetę.

      Po szoku wywołanym przez rosyjską inwazję na Ukrainę łatwo było przeoczyć trzecią część raportu Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC). Został on opublikowany cztery dni po pierwszych atakach rakietowych, kiedy wojna w dramatyczny sposób uświadomiła nam zależność od ropy i gazu i związane z tym fatalne implikacje geopolityczne.

      Wbrew sobie Europa finansuje Rosję, tak jak my na własną szkodę niszczymy naturalne ekosystemy, myśląc, że nie jesteśmy im w stanie zaszkodzić. Kompromisem jest każdy wybór, jakiego dokonujemy – tankowanie samochodu, jedzenie mięsa, kupowanie ubrań, ponieważ zapominamy, że wszystko to ma destrukcyjne konsekwencje dla przyszłości naszej planety.

      Przesłanie raportu jest proste – ograniczenie emisji gazów cieplarnianych jest niewystarczające, by utrzymać w ryzach ocieplenie klimatu. Dotychczasowe wysiłki na rzecz budowy zrównoważonego świata nie powiodły się, o czym świadczą wnioski z konferencji klimatycznej ONZ – COP26, która odbyła się jesienią ub. roku w Glasgow. Uczestnicy tego gremium stwierdzili, że cel polegający na zrównoważonym rozwoju planety jest w zasięgu ręki, co ilustrowały hasła: „Teraz albo nigdy” lub „Ostatni alert klimatyczny”. Szef IPCC Hoesung Lee podsumował to słowami: „Jesteśmy na rozdrożu. Decyzje, które dziś podejmujemy, mogą nam zapewnić znośną przyszłość. Dysponujemy narzędziami i know-how niezbędnymi, by tego dokonać.

      Warto zauważyć, że cel polegający na zrównoważonym rozwoju ma poważną wadę. Opiera się na nierealistycznym oczekiwaniu, że wystarczy ograniczyć produkcję i konsumpcję, żeby uzdrowić planetę. Ludzie są jednak sobą, w ich naturze jest dążenie do rozwoju. Możemy postulować, żeby ograniczyli potrzeby, ale nie jest to realistyczna strategia. Mit zrównoważonego rozwoju uniemożliwia osiągnięcie prawdziwej i znaczącej zmiany, ponieważ proponuje niemożliwy do spełnienia standard zachowań, a co gorsza – buduje fałszywą opozycję między ekonomią a ekologią.

      Wizja lepszej przyszłości oznacza, że efekty tego, co robimy, muszą być mierzalne, a cel, który sobie wyznaczamy, powinien być bardziej ambitny niż zrównoważony rozwój. Dzięki postępom nauki możemy korzystać z dużych zbiorów danych, co umożliwia wizualizację złożonych systemów i tworzenie scenariuszy. Na przykład zasoby Sweep pomagają firmom zrozumieć wpływ ich działalności na emisję dwutlenku węgla, a Sourceful umożliwia poznanie łańcuchów dostaw. Już dziś firmy mają możliwość lepszej oceny zmian, jakich dokonują.

      Zwolennicy zrównoważonego rozwoju często postrzegają biznes jako destrukcyjną siłę. To błąd. Znacznie lepszy jest kierunek wyrażany przez slogan marki odzieżowej Pangaia: „Ziemia pozytywna”, zakładający, że firmy, podobnie jak żywe organizmy, mogą pełnić korzystną funkcję w środowisku, w którym żyją. Pangaia czerpie inspirację z natury, tworząc ubrania z wodorostów, odpadów spożywczych i kwiatów; produkuje barwniki z bakterii, a jej opakowania nadają się na kompost.

      Aleph Farms i Fork & Goode wytwarzają mięso hodowane komórkowo, które biologicznie jest takie samo i w dodatku równie smaczne jak pochodzące od zwierząt. Bowery uprawia warzywa w szklarniach ulokowanych w pobliżu punktów sprzedaży, nie zajmując areałów rolnych i unikając długiego łańcucha dostaw.

      Firmy te stawiają na wartości, dbają o przyszłość planety, nie mówiąc klientom, że muszą zmienić swoje zachowania, i unikając uproszczonej retoryki typu: ekologia kontra ekonomia o sumie zerowej. Zamiast utożsamiać sukces gospodarczy z katastrofą klimatyczną, pokazują, na czym polega innowacyjność i wzrost, który nie tylko nie jest neutralny dla Ziemi, lecz także może mieć na nią pozytywny wpływ. Zrównoważony rozwój stał się imperatywem biznesowym, jednak większość związanych z nim strategii dotyczy redukcji, rekompensaty lub minimalizacji szkodliwego wpływu na otoczenie. Prawdziwie kreatywne marki stawiają sobie za cel pozytywne działania na rzecz planety, podporządkowując temu cały cykl życia produktu – od zaopatrzenia, produkcji i dystrybucji po użytkowanie i wtórne zastosowania, pamiętając o tym, że każdy etap jest ważny.

      Postulaty dotyczące zrównoważonego rozwoju zazwyczaj opierają się na poczuciu winy, obowiązku i poświęceniu; obniżonej jakości, wyższych cenach, i innych niedogodnościach. Pozytywne nastawienie do ratowania Ziemi polega na dostarczaniu lepszych rozwiązań bez oczekiwania, że ludzie zapłacą za ten przywilej. Każda firma, która to robi, stanowi wyzwanie dla innych, aby przejść od zrównoważonego rozwoju do prawdziwie pozytywnych działań.

      Czy człowiek straci znaczenie?

        Świat VUCA zmienia się na naszych oczach w świat BANI. Z rzeczywistości zmiennej, niepewnej, złożonej i niejednoznacznej przechodzimy do kruchej, niespokojnej, nielinearnej i niezrozumiałej. Ten kolejny krok w rozwoju ludzkości zawdzięczamy przede wszystkim pandemii, ale także dynamicznie postępującej transformacji cyfrowej.

        Efekt domina istniejących systemów, ilość bodźców trudnych, nawet niemożliwych do przetwarzania przez ludzki mózg, zaburzenie logiki przyczynowo- skutkowej procesów i wydarzeń, a także skala i dynamika zmian muszą budzić strach i wpływać na nasz poziom stresu. Przeszliśmy bowiem do tej nowej rzeczywistości w zaledwie dekadę, biorąc pod uwagę moment powstania akronimu VUCA, a nawet w ciągu dwóch lat, jeśli potraktujemy wybuch pandemii i powstanie akronimu BANI jako punkt referencyjny.

        Dodatkowo znacznie więcej pracujemy. Wyniki 43. edycji badania Monitor Rynku Pracy Randstadu (kwiecień 2021) wskazują, że bez względu na formę pracy niemal połowa pracowników pracuje obecnie w nadgodzinach (46 proc.), przy czym 14 proc. częściej niż przed pandemią. Zmęczenie fizyczne przekłada się proporcjonalnie na nasz poziom stresu, a on sam na stan emocjonalny i psychiczny. Niewątpliwie obecne czasy można określić mianem ery stresu. Nie jest zatem zaskoczeniem, że praktycznie w każdym badaniu lokalnym i globalnym dotyczącym trendów w rozwoju pojawia się zagadnienie well-beingu, rozumiane jako potrzeba zadbania o poczucie dobrostanu z perspektywy stanu fizycznego, mentalnego i emocjonalnego pracowników.

        We wprowadzeniu do badania Deloitte Global Human Capital Trends 2021 czytamy, że pandemia wymusiła fundamentalną zmianę w sposobie myślenia z przetrwania na wzrost, rozumiany jako traktowanie zakłóceń już nie tylko jako normy, lecz także jako katalizatora zrównoważonego rozwoju organizacji. Jest to możliwe pod jednym warunkiem: kiedy w centrum znajdzie się człowiek. Według Deloitte to nie jest zwykła zmiana sposobu myślenia czy działania, ale coś więcej, inny rodzaj egzystencji człowieka w organizacji. Tylko człowiek i zespół ludzi może się zmierzyć z tak ekstremalnie dynamicznym środowiskiem – dzięki odwadze, umiejętności osądu i elastyczności. Nawet najbardziej inteligentna maszyna nie poradzi sobie w tak nieprzewidywalnym świecie wielorakości zmiennych.

        Do tego potrzebny jest dobrostan psychiczny i – jak dowodzi w swoim badaniu Deloitte – przejście z ery work-life balans (równowagi między pracą a życiem osobistym) do ery projektowania well-beingu (dobrostanu psychicznego) w pracy. Tak, aby jednocześnie pracownicy i organizacja wzrastały. Z 9 tys. respondentów aż 80 proc. uważa, że to ważne i bardzo ważne z punktu widzenia sukcesu organizacji.

        Podobne wnioski pokazuje nasze lokalne badanie House of Skills – Trendy w rozwoju pracowników 2021. W punkcie dziesiątym raportu czytamy, że dobrostan pracowników jest zmienną znacząco wpływającą na efektywność pracowników, a odporność psychiczna pozwala nam zachować spokój w sytuacji stresu, koncentrację i wydajność w pracy. Nasze zdrowie mentalne ma wpływ na poziom realizacji celów, szybkość uczenia się, innowacyjność czy jakość obsługi klienta.

        Okazuje się, że zaraz po transformacji cyfrowej procesów (62 proc. wskazań) poprawa ochrony zdrowia pracowników jest drugim najczęściej wybieranym działaniem (49 proc. wskazań), na którym chcą się koncentrować polskie organizacje w najbliższym czasie.

        Poza dobrostanem psychicznym kluczowym zagadnieniem w rozwoju kompetencji przyszłości wydaje się elastyczność poznawcza. Jak dowodził Alvin Toffler, pisarz i futurolog, analfabetami XXI w. „nie będą ludzie nieumiejący czytać czy pisać, ale ci, którzy nie będą potrafili się uczyć, oduczać, a następnie znowu uczyć”. Zmiana jest już wpisana w codzienność organizacji, jednak nabierze nowego wymiaru, kiedy transformacja cyfrowa stanie się faktem i dotychczasowe role pracowników i liderów ulegną nieuchronnej ewolucji. Do tego potrzebna jest postawa nastawiona na rozwój oraz adaptacja jednych i drugich, przy czym ciężar zarządzenia tymi zmianami spocznie przede wszystkim na liderach. Aspekt człowieka w centrum ze szczególnym uwzględnieniem poczucia sensu, dobrostanu psychicznego oraz elastyczności poznawczej znajdzie się zatem w centrum wszelkich działań rozwojowych. Poza psychologią pozytywną nowego wymiaru nabierze duchowość, rozumiana jako poczucie sensu w kontekście życia nie tylko osobistego, lecz także zawodowego.

        Dotąd temat tabu w biznesie wyjdzie z cienia i może stać się osią wszelkich działań rozwojowych, nie tylko w kontekście przywództwa, lecz także znaczenia każdej roli zawodowej. To humanizm będzie gwarancją rozwoju organizacji w dobie transformacji i integracji cyfrowej z pracą ludzi. Wydaje się, że temat, który cieszy się od wieków zainteresowaniem filozofów, stanie się tematem w centrum rozwoju organizacji.

        Niech potwierdzeniem tej tezy będzie opinia wyrażona przez Juvala Noacha Harariego w książce „21 lekcji na XXI wiek”. Według Harariego masy dotychczas buntowały się przeciwko wyzyskowi. Teraz boją się, że są nieistotne. Naszym zadaniem jest uświadomienie innym, że mają znaczenie i nigdy go nie utracą, choć ich rola zawodowa może ulec zmianie.

         

        Małgorzata Jakubicz
        praktyk biznesu, pasjonatka i trenerka przywództwa, coach, żona i mama dwojga dzieci, autorka książki „Lider w trampkach, czyli jak być przywódcą w zgodzie ze sobą”.

        Tysiące fake newsów

          Przez ponad dwa lata działalności zespół #FakeHunter zweryfikował 2 tys. fake newsów. Fałszywe informacje publikowane w sieci dotyczyły głównie tematyki: geopolitycznej, szczepionek, koronawirusa, telekomunikacji i finansów.

          #FakeHunter to projekt społeczny Polskiej Agencji Prasowej, w realizację którego może się włączyć każdy internauta. Wiadomości zgłaszane zespołowi #FakeHuntera są precyzyjnie weryfikowane w oparciu o sprawdzone i wiarygodne źródła. Serwis powstał jako odpowiedź na zjawisko infodemii – zalewu Internetu nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi koronawirusa. Następnie sukcesywnie rozbudowywano zakres tematyczny – pojawiły się kategorie takie jak: telekomunikacja, finanse, nauka i zdrowie, energetyka i obecnie geopolityka.

          – Serwisy internetowe i konta w mediach społecznościowych, które w czasie pandemii skupiały się na segregacji sanitarnej i szkodliwości szczepionek, w czasie ataku Rosji na Ukrainę natychmiast porzuciły te tematy. Ich aktywność skupiła się na ukraińskim nazizmie, czy samotnej walce Putina z i bioterrorem – zauważa Grzegorz Rutke z zespołu #FakeHunter.

          W niektórych przypadkach pomoc w odkryciu kłamstwa lub manipulacji przychodzi z najmniej oczekiwanej strony – od samych Rosjan. Tak było po ataku rakietowym na dworzec w Kramatorsku. Internet zalała wówczas narracja, że rzezi dokonała strona ukraińska, bowiem ostrzał przeprowadzono z wykorzystaniem rakiety Toczka-U. System ten miał zostać wycofany z rosyjskiego arsenału w 2019 roku. Miał, ale nie został, o czym internauci mogli się przekonać odwiedzając rosyjskie serwisy internetowe, w których na zdjęciach z manewrów odbywających się po 2019 r. pojawiały się właśnie te systemy rakietowe.

          Fake newsy kolportowane z inicjatywy Kremla dotyczą nie tylko działań militarnych. Od chwili, w którym pierwszy ukraiński uchodźca postawił nogę na naszej ziemi, internet zaczęły zalewać doniesienia o fali uzbrojonych po zęby banderowców, którzy bez żadnej kontroli napływają do Polski i innych krajów europejskich.

          Toyota Yaris Cross, czyli mały Rav4

          Toyota mocno zmienia swój wizerunek przeistaczając się z producenta samochodów w producenta samochodów ciekawych i atrakcyjnych. Po nowej Corolli i szpanerskim C-HR przyszedł czas na nową generację miejskiego Yarisa, tym razem w ultra modnej wersji Cross. Projektanci zaszaleli z designem, a inżynierowie konsekwentnie i ze stoickim spokojem wyposażyli auto w sprawdzony napęd hybrydowy i najnowsze systemy asystujące.

          tekst i zdjęcia: Michał Garbaczuk

          Co za spotkanie!

          Widzieliście już nową Toyotę Yaris Cross? Wierzę, że tak, choć wciąż nie jest jeszcze codziennym widokiem na polskich ulicach. Nie będę ukrywał, że samochód już na zdjęciach przykuł moją uwagę, a na żywo jest jeszcze lepiej. Nowy Yaris Cross zbudowany został według starej zasady, która mówi, że koła powinny być umiejscowione jak najbliżej narożników auta, zawieszenie powinno być sprężyste, a układ kierowniczy dawać poczucie kontaktu z nawierzchnią. Patrząc na miejskiego SUV-a Toyoty nie mam wątpliwości, że inżynierowie wzorowo odrobili pracę domową. Równie ciekawie przedstawia się design auta. Z przodu, Yaris Cross prezentuje swój unikalny charakter. Jest zawadiacki i wzbudza wyłącznie pozytywne emocje. Patrząc na Toyotę z tyłu, można ulec wrażeniu, że patrzymy na Rav-4 w pomniejszeniu. Tył jest poważny, elegancki, a całe auto ma świetne proporcje.

          Większa niż się wydaje

          Wnętrze nowej Toyoty Yaris Cross jest spójne ze stylistyką nadwozia. Mnóstwo tu krągłości i mocnych przetłoczeń, ale styliści znaleźli miejsce na niezliczone schowki i półeczki. I to bardzo mi się podoba, bo tych nigdy dość. W boczkach drzwi zmieści się nawet duża butelka z wodą, a między siedzeniami dwa półlitrowe napoje ze znanej restauracji. Wygospodarowano również miejsce na telefon wyposażone w indukcyjną ładowarkę. Samo tworzywo, z jakiego wykonano elementy kokpitu jest najwyższej jakości i choć przeważa tu twardy plastik, nie mam wątpliwości, że wytrzyma w nienagannym stanie wiele lat. Uwagę zwracają także tapicerowane panele boczków drzwi, nadające wnętrzu nieco elegancji.

          Pozycja za kierownicą jest niemal wzorowa. Siedzi się tu wysoko, jak na SUV-a przystało, a zakres regulacji jest bardzo szeroki. Bardzo podobają mi się obszerne fotele. Doskonale leży w dłoniach mała skórzana kierownica, zza której wyglądają zegary umieszczone w głębokich tubach. Sportowych akcentów jest tu bardzo i choć wśród kierowców częściej zobaczymy kobiety, to dla mnie ten samochód ma w sobie wystarczająco dużo cech męskich, by nie wyglądać w nim jak mąż jadący na myjnię z samochodem żony.

          Przejdźmy teraz do tylnej części pojazdu, bo tu także jest o czym pisać. Oparcie kanapy jest idealnie wyprofilowane i, co nie jest wcale oczywiste nawet w samochodach klasy kompakt, zmieszczą się tu 3 dorosłe osoby, które będą w stanie przejechać kilkaset kilometrów nie wydrapując sobie oczu, a następnie tego samego dnia znów wsiąść do Toyoty i pokonać ten sam dystans w drugą stronę. To wystarczający test, by powiedzieć, że nowa Toyota Yaris Cross to dorosły samochód dla rodziny. Oczywiście, najlepiej spędzą tu czas dzieci, ale nie bałbym się zaproponować dłuższej trasy dorosłym. Co się tyczy bagażnika, to jak na wielkość auta jest pokaźnej wielkości. Ma pojemność 449 l, jest ustawny i bez problemu mieści podróżne walizki.

          Z hybrydą jej do twarzy

          Pod maską testowego egzemplarza pracował flagowy zespół napędowy Toyoty, czyli Hybryda, w której skład wchodzi trzycylindrowy motor spalinowy Dynamic Force, o pojemności półtora litra i współpracujący z nim silnik elektryczny zasilany prądem z baterii umieszczonych pod siedziskiem tylnej kanapy. Układ legitymuje się mocą 116 KM i choć na papierze brzmi to niezbyt efektownie, to w rzeczywistości Yaris Cross jest autem nad wyraz dynamicznym. Japoński maluch bardzo chętnie się rozpędza, a układ kierowniczy i zawieszenie stają na wysokości zadania. Szybkie pokonywanie zakrętów daje ogromną frajdę, a margines przyczepności jest bardzo szeroki. Nadwozie nie przechyla się zbytnio nawet w ciasnych łukach, a pewne prowadzenie pozwala na przesuwanie granicy własnego strachu.

          Podobnie jest na autostradzie, gdzie Yaris również zachowuje pewność prowadzenia. Co ciekawe, praktycznie nie czułem reakcji na zmianę obciążenia, a auto dzielnie sunęło do przodu zarówno puste, jak i zapakowane po brzegi. Nie wszystko jest jednak idealne. Testowy egzemplarz wyposażony był w system audio JBL i, o ile w mieście można w aucie zrobić małą dyskotekę, o tyle podczas szybkiej jazdy autostradą dają znać o sobie hałasy opływającego powietrza i szum opon. Zupełnie jakby zapomniano wygłuszyć kabinę. Efekt jest taki, że powyżej 130 km/h w aucie jest głośno.

          Wszystkie niedogodności rekompensuje jednak zużycie paliwa. Samochód z kompletem pasażerów zużywa w trasie 4,7 l/100 km, a z samym kierowcą i prędkością do 110 km/h można uzyskać nawet równe 4 l/100 km. To wynik po prostu rewelacyjny i nie podlega dyskusji. W mieście, gdzie dodatkowo układ hybrydowy odzyskuje energię hamowania i gdzie prędkości są niższe, można zmusić komputer pokładowy, by wyświetlił wskazanie nawet w okolicach 3 l/100 km. Wymaga to jednak treningu i przestudiowania podręcznika „Eko jazda dla opornych”.

          Wszystko widziałem, wszystko słyszałem, wszystko mówiłem

          Kilka zdań poświęcić muszę jeszcze systemom wspomagającym w nowej Toyocie. Na pokładzie znajdziemy praktycznie komplet asystentów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo jazdy. Samochód wyposażony jest nie tylko w system awaryjnego hamowania, ale rozpoznaje również pieszych i rowerzystów. Jest system rozpoznający znaki drogowe, asystent „martwego pola” oraz asystent utrzymania pasa ruchu i adaptacyjny tempomat. Czego chcieć więcej. Na koniec dodam, że system multimedialny współpracuje z Android Auto i CarPlay. Czego chcieć więcej.

          Zastanawiałem się, czy nowy Yaris ma jakieś rażące wady i szczerze mówiąc, oprócz hałasu przy wysokich prędkościach, ciężko mi znaleźć coś, co mogłoby zepsuć ogólny obraz tego niezwykle dopracowanego auta. Być może deska rozdzielcza mogła by być bardziej miękka, szczególnie na wysokości tunelu środkowego, gdzie panel spotyka się z łydką, ale to jest już tak na siłę, że kiedyś będę musiał przeprosić za te słowa.

          Toyota zmieniając stylistykę swoich modeli odkryła się na całkiem nowych klientów. Yaris Cross jest na wskroś nowoczesny, wręcz ekstrawagancki i mnie ten nowy styl bardzo odpowiada. Być może w wieku 45 lat dopada mnie kryzys wieku średniego i zaczynam rozglądać się za atrakcyjnymi modelkami, ale przyznam się, że gdybym szukał miejskiego auta, które jest nie tylko wygodne, ale i zadziorne, swoje kroki skierowałbym do salonu Toyoty.

          Pierwsza cyberwojna

            W obliczu wojny rozgrywanej w cyberprzestrzeni kraje demokratyczne muszą się zjednoczyć strategicznie i operacyjnie, aby móc odeprzeć technologiczne ataki na ich bezpieczeństwo, wartości i styl życia – przekonywali uczestnicy konferencji CYBERSEC, która odbyła się 17-18 maja w Katowicach.

            –Rosyjscy cyberżołnierze atakują różne cele, nie tylko wojskowe. Destabilizują świat, dynamicznie działając w Internecie, który jest postrzegany jako miejsce, w którym można łatwo uniknąć odpowiedzialności, pozostać anonimowym. Zagrożenie ze strony rosyjskich hakerów nie minęło i nie wiemy, co może się jeszcze wydarzyć” – zauważył Chris Inglis, dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa w administracji prezydenta USA, Joe Bidena.

            Zdaniem generała Karola Molendy, dyrektora Narodowego Centrum Bezpieczeństwa Cyberprzestrzeni, nie należy czekać na atak, a zmienić nastawienie z reaktywnego na aktywne.

            – Kluczowa jest współpraca, wymiana informacji i wspólne rozwijanie możliwości. Trzeba także w cyberprzestrzeni być gotowym na wiele wariantów – defensywę, rozpoznanie i atak – przekonywał Karol Molenda.

            Chris Inglis stwierdził, że aby ograniczyć cyberzagrożenia, należy przyjąć podejście obejmujące całą administrację rządową oraz wprowadzające najnowocześniejsze praktyki, rozwiązania i systemy w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego. Przybliżył uczestnikom spotkania wprowadzany w USA „nowy kontrakt społeczny”, polegający na bliskiej współpracy na polu cyberbezpieczeństwa sektora publicznego i prywatnego. Cyberataki będą prowadzone głównie na sektor prywatny. Dlatego tu należy wzmocnić czujność, przede wszystkim skupić się na edukacji pracowników, którzy są najsłabszym ogniwem systemu cyberbezpieczeństwa.

            Guten Tag Schleife

              Model GTS w gamie Porsche Cayenne nie jest ani najdroższy, ani najszybszy. Stoi gdzieś pośrodku, ale dzięki temu jest w stanie dać kierowcy zarówno komfort wersji podstawowych, jak i emocje modelu Turbo. Ma w sobie coś takiego, co przyciąga jak magnes i sprawia, że jest wyjątkowy.

              Prawie pięciometrowe nadwozie SUV-a Coupé prezentuje się bardzo okazale. Wygląda mocarnie i agresywnie, a patrząc na niego z tyłu, odniosłem wrażenie, że mam do czynienia z 911, tylko takim dobrze dopasionym. Dopełnieniem sylwetki są 22-calowe koła w czarnym odcieniu oraz czarne i karbonowe dodatki, jak osłony lusterek, przyciemniane klosze lamp i wloty powietrza w zderzaku. Tył zdobią wydatny spojler dachowy oraz cztery czarne końcówki układu wydechowego. Wnętrze utrzymane jest również w ciemnych barwach i praktycznie wszystkie elementy obszyte zostały zamszem i Alcantarą. Nie ma tu mowy o świecących dodatkach, a jedynym odróżniającym się akcentem są listwy drzwi i deski rozdzielczej wykonane z polerowanego włókna węglowego. Cała reszta to wykwintna matowa czerń, od kierownicy przez fotele, boczki i uchwyty do podsufitki. Ten ultrasportowy wizerunek sprawia, że kierowca poczuje się tu niezwykle luksusowo.

              Jak napisałem wcześniej, Porsche Cayenne GTS Coupé nie jest ani najszybszy, ani najdroższy, ale dane techniczne i tak robią wrażenie. Czterolitrowy, podwójni doładowany, 8-cylindrowy motor generuje 460 KM i 620 Nm momentu obrotowego. O ile maksymalna moc pojawia się przy 6000 obrotów, o tyle maksymalny moment obrotowy dostępny jest już od Guten Tag Model GTS w gamie Porsche Cayenne nie jest ani najdroższy, ani najszybszy. Stoi gdzieś pośrodku, ale dzięki temu jest w stanie dać kierowcy zarówno komfort wersji podstawowych, jak i emocje modelu Turbo. Ma w sobie coś takiego, co przyciąga jak magnes i sprawia, że jest wyjątkowy 1800 obr./min i pcha auto do przodu z brutalną siłą. Pierwsze 100 km/h pojawia się już po 4,5 sekundy, co jak na auto o masie ponad 2100 kg jest wynikiem imponującym. Przyspieszaniu towarzyszy seria grzmotów i charczących dźwięków przyprawiających o dreszcze. Cayenne GTS wyposażony został w specjalnie zaprojektowany do tego modelu aktywny układ wydechowy, który odpowiada za podnoszenie się włosów na rękach i tężenie mięśni karku. Wrażenia słuchowe są tak hipnotyzujące, że odruchowo chce się więcej i więcej. Prychanie, kichanie, strzały, grzmoty i wibrujący hałas gwoździ w aluminiowym wiadrze to składowe tej ścieżki dźwiękowej. Po przejechaniu kolejnego kilometra, niczym sommelier smakujący wykwintne wino, stajecie się ekspertami w odgadywaniu kolejnych nut pisanych przez cztery tuby połyskujących organów.

              Producent twierdzi, że 160 km/h pojawi się na prędkościomierzu po 10,9 sekundy, a 200 km/h po 17,6 sekundy. Zabawa kończyć się ma po osiągnięciu przez tego czerwonego diabła szalonych 270 km/h! Niestety, nie było mi dane sprawdzić tych parametrów, ale muszę przyznać, że i tak zabawa w granicach polskiego prawa jest przednia i ciężko przestać. W grzecznej jeździe zdecydowanie nie pomaga pokrętło wyboru trybu jazdy, które nawet ustawione w trybie Comfort gwarantuje spektakularne wrażenia. Prawy kciuk jednak niepostrzeżenie obsuwa się na środek pokrętła, gdzie znajduje się przycisk, który na 20 sekund uwalnia całą siłę drzemiącą w czterolitrowym motorze. Robiłem to raz za razem i w ogóle mi się to nie nudziło. Wyobrażam sobie, że po kilkudziesięciu tysiącach kilometrów w wielu egzemplarzach będzie w całym samochodzie.

              W nomenklaturze Porsche symbol „GTS” oznacza sportowe osiągi, a lekkość prowadzenia i precyzję zapewnić mają zawieszenie i układ jezdny. Nie inaczej jest w przypadku Cayenne. Zawieszenie zostało obniżone względem „cywilnych” wersji o 20 mm, a specjalnie zaprojektowany system Torque Vectoring Plus pilnuje, by auto pokonywało zakręty jak wymierzone cyrklem na lekcjach z rysunku technicznego. Wyważenie samochodu i precyzja układu kierowniczego sprawiają, że za kierownicą Cayenne GTS poczujecie się jak w samochodzie wyścigowym i o wiele mniejszym, niż to jest w rzeczywistości. Lekkość, z jaką auto pokonuje kolejne łuki, jest imponująca, a stabilność wręcz wzorowa. Auto wyposażone zostało w system aktywnej stabilizacji przechyłów nadwozia, któremu wtórują trzykomorowe, pneumatyczne amortyzatory tłumiące wszelkie nierówności nawierzchni.

              Jak bardzo dobre jest to auto, przekonają się pewnie nieliczni. Fascynujące jest jednak to, że w każdej chwili ten dziki zwierz potrafi schować pazury i zmienić się w potulnego misia. Układ wydechowy można wyciszyć jednym przyciskiem na ekranie, a wyczynowy latający dywan, ale komfortowego SUV-a. Ten diabeł przyozdobiony czarnymi dodatkami jest w stanie obrócić każdą głowę: i tę młodą, i tę starszą, męską i kobiecą. Samochód jest po prostu piękny i prowadzi się dokładnie tak, jak wygląda.

              Autor:
              Michał Garbaczuk

              Czy AI może być etyczna?

                W 1950 r. uważany za ojca sztucznej inteligencji (AI) brytyjski matematyk Alan Turing zaproponował test, który miał określić zdolność maszyny do posługiwania się językiem naturalnym i pośrednio dowodzić opanowania umiejętności myślenia w podobny sposób do ludzkiego. Test został opublikowany w ramach jego pracy „Computing Machinery and Intelligence” i zaczyna się słowami: Proponuję rozważyć pytanie – czy maszyny mogą myśleć? 

                Pomimo wielu prób, na przestrzeni 72 lat nie znaleźliśmy odpowiedzi na to pytanie, a sam test przeszedł tylko jeden program, który udawał 13-letniego Eugene’a Goostmana (2014 rok). Wciąż nie można uznać tego wydarzenia za przełom. Eugen był przez pewien czas udostępniony online, co umożliwiło sprawdzenie jego możliwości przez większe grono użytkowników. W ich opinii, program zdał test, ponieważ przedstawiał poziom rozmowy trzynastolatka.

                Lawina rozwiązań AI

                Druga dekada XXI wieku zaowocowała wysypem rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Przyczyniły się do tego rozwiązania chmurowe, coraz niższy koszt technologii, gotowe frameworki zdejmujące z programistów obowiązek znajomości matematyki będącej bazą do budowy AI i coraz większy dostęp do wiedzy. Świadczy o tym rosnąca lawinowo liczba publikacji dotyczących sztucznej inteligencji. Dzisiaj określenie sztuczna inteligencja jest odmieniane przez wszystkie przypadki, podobnie jak manager w korporacji. Odpowiedź na pytanie, czym jest, zależy od osoby pytanej. Najczęściej można usłyszeć, że sztuczna inteligencja to: program komputerowy, który może przynieść korzyści firmie na przykład dzięki usprawnieniu określonych procesów, technologia, której wprowadzenie doprowadzi do utraty pracy przez wielu ludzi lub sztuczny mózg, który unicestwi ludzkość, używając do tego celu chociażby zasobów broni atomowej, do której dostęp uzyska dzięki swojej przewadze intelektualnej lub po świadomym udostępnieniu jej przez osoby zarządzające potencjałem jądrowym. W rzeczywistości Sztuczna Inteligencja powinna być rozumiana jako dziedzina nauki albo hipotetyczna inteligencja zbudowana w ramach procesu technicznego, a nie w naturalny sposób. Wśród osób zajmujących się budową SI panuje głębszy podział, na trzy poniżej wymienione kategorie.

                ANI – płytka inteligencja

                Pierwszą z nich jest ANI (Artificial Narrow Intelligence), czyli tzw. płytka inteligencja. Są to Sztuczne Sieci Neronowe (SSN), które buduje się w celu rozwiązania określonego problemu. Obecnie tylko takie modele są dostępne komercyjnie. Pomimo określenia „płytka”, ANI są w wielu dziedzinach efektywniejsze i szybsze od człowieka. Obniżą koszty każdej firmy, która posiada odpowiednio duży zbiór danych,  na którym mogą się uczyć. Zidentyfikują powtarzające się wzorce w dużych zbiorach danych i wyświetlą prognozy np. cen, sprzedaży, itp. Jeżeli nauczy się je identyfikować zabarwienie emocjonalne tekstu, czy głosu, to skutecznie wykonają zadanie i wyciągną na ich podstawie wnioski. Niestety, ponieważ mechanizm działania stanowią równania matematyczne, płytka inteligencja napisana w celu rozwiązania problemu biznesowego nie zrozumie aspektu moralnego działania, ponieważ nie zna konceptu dobra i zła. Wykona zadanie, choćby miało to oznaczać negatywne konsekwencje dla ludzi. Jaskrawym tego przykładem była firma Amazon, która zwolniła 63-letniego weterana wojennego z USA. Model SSN miał zastrzeżenia co do czasu dostarczania przez niego paczek. Z kolei japońska firma ubezpieczeniowa „Fukoku Mutual Life Insurance”, zwolniła 34 pracowników uzasadniając swoją decyzję szacowanym 30-procentowym wzrostem efektywności, podobnie jak firma Xsolla, która usunęła 150 osób po analizie ich pracy. Tego typu przypadki mnożą się z roku na rok, a zarządy firm tłumaczą się, jakby powtarzali mantrę: przychody, koszty i efektywność. Można przypuszczać, że gdyby dzisiaj stworzono odpowiednio wielki model SSN do rozwiązania któregokolwiek z problemów ludzkości, jak np. zmiana klimatu, zasilono go wszystkimi istniejącymi danymi i nauczono efektywnego rozwiązywania tego typu problemów, jednak bez „nauczenia moralności”, to prawdopodobnie wynik/rekomendacja wzbudziłby przerażenie 90 procent ludzkości.

                Artificial Super Intelligence

                Czy można rozwiązać ten problem? Odpowiedź brzmi: można, jednak będzie to wymagało wielkiego wysiłku dużej grupy osób specjalizujących się w najważniejszych dziedzinach naszego życia, nie tylko nauki. Rozwiązaniem będzie budowa moralnej sztucznej inteligencji lub jednej z dwóch pozostałych podkategorii Sztucznej Inteligencji. Należą do nich: AGI (Artificial General Intelligence), sztuczna inteligencja posiadająca zdolności poznawcze ludzkiego mózgu i ASI (Artificial Super Intelligence), sztuczna inteligencja o możliwościach znacznie przekraczających ludzkie. Powyższy podział jest umowny, a specjaliści dyskutują o tym, gdzie jest granica między typami, w kontekście posiadania uczuć i wyrażania emocji. Rozważania te pozostają nadal w sferze teorii, ponieważ znając aktualne możliwości Sztucznych Sieci Neuronowych, osiągniecie ludzkiego poziomu poznawczego z całą zgromadzoną wiedzą może spowodować, że AGI w bardzo szybkim tempie rozwinie się do poziomu ASI. Mając to na uwadze w dalszej części artykułu będziemy używali pojęcia Superinteligencja.

                Compassion AI

                Rozwój Superinteligencji prowadzi nieuchronnie do powstania inteligentnego i samoświadomego umysłu, który dotychczas był domeną jedynie gatunku ludzkiego. Wobec takiego stanu rzeczy pozostaje zasadne postawienie pytania o aspekty, które dotychczas były jedynie inherentnymi cechami przypisanymi człowiekowi. Jednym z nich jest pytanie o system wartości i wynikająca z niego etyka. W przypadku systemów ANI to pytanie odnosi się w praktyce nie do zbudowanych systemów Sztucznej Inteligencji, ale do osób, które te systemy wykorzystują. Dzisiejsze modele SSN funkcjonują w oparciu o zasady, które definiuje się podczas jej tworzenia. Nie posiadają własnej woli, ani żadnego z jej atrybutów, które przypisuje się samodzielnej jednostce, takiej jaką jest istota ludzka. Sztuczną inteligencję można wykorzystywać w interesie szeroko pojętej społeczności, na przykład w obszarze diagnostyki medycznej lub w biznesie, gdzie wspiera określone obszary zastosowań. W tych dziedzinach wykorzystanie ANI nie prowadzi do powstania dylematów moralnych, jest to tylko kolejne z jej szerokiego spektrum zastosowań. Wątpliwości odnośnie do etyki zastosowań AI pojawiają się za to tam, gdzie jest ona wykorzystywana jako narzędzie ukierunkowane na wykorzystanie informacji wbrew interesom jednostek, określonych grup, lub wręcz w celu podporządkowania sobie społeczeństwa. Na przykład jako narzędzia wsparcia marketingu społecznego, masowych zwolnień lub totalnej inwigilacji społeczeństwa. Przykładem może być powszechne wykorzystywanie systemu
                rozpoznawania twarzy w Chinach, co staje się równoznaczne z permanentną kontrolą obywateli. O ile jeszcze można zaakceptować takie działania w pewnym, ograniczonym zakresie, chociażby do zapewnienia bezpieczeństwa na lotniskach, o tyle skala i zakres zastosowań rozciągnięty na całą sferę życia publicznego jest nie do przyjęcia, przynajmniej w demokratycznych państwach prawa, budujących społeczeństwo obywatelskie. Problemy etyczne użycia AI są dziś aktualne i będą stawały się coraz istotniejsze wraz z rozwojem możliwości Sztucznej Inteligencji oraz z jej coraz powszechniejszym zastosowaniem.

                Etyka superinteligencji

                Zupełnie odmiennie przedstawia się zagadnienie etyki w odniesieniu do Superinteligencji. Ponieważ jednak rozpatrujemy tu de facto sztuczny umysł, to dziś tym zagadnieniem zajmują się w większym stopniu filozofowie i psycholodzy niż inżynierowie. W doskonały sposób ujął to szwedzki filozof Nick Bostrom, który w swojej książce zatytułowanej „Superinteligencja. Scenariusze, strategie, zagrożenia” podjął próbę zarówno przewidywania sposobu stworzenia Superinteligencji, jak i odpowiedzi na pytanie o jej system wartości i ewentualną możliwość kształtowania psychiki takiego sztucznego umysłu w myśl zasad etycznych wyznawanych przez współczesnych ludzi. Rozważamy zagadnienia przyszłe. Nic zatem dziwnego, że temat Superinteligencji był i jest podejmowany również w literaturze science-fiction. To doskonały sposób na przelanie na papier wizji pisarskich, które, jak historia pokazuje, nie raz sprawdziły się z zaskakującą dokładnością. Temat podjął swego czasu Stanisław Lem, który w wydanej w 1981 roku książce „Golem XIV” nie tylko opisał Superinteligencję, ale przyjął wyzwanie przewidzenia tego, co ma ona ludziom do powiedzenia. Na ile jego prognozy się sprawdzą przekonamy się, kiedy Superinteligencję zbudujemy. Współczesną próbą powrotu do zagadnienia SI w literaturze science-fiction podjął Bohdan Szymczak w książce „Pusta Ziemia” z 2018 roku. W tym przypadku mamy do czynienia ze spojrzeniem autora związanego przez lata zawodowo z informatyką i zapewne z tego powodu jego wizja sztucznego umysłu jest bardziej techniczna niż ta Lemowska, ale jednocześnie zagadnienie interakcji społeczności ludzkiej i Superinteligencji jest bardziej rozbudowane. Autor pokazuje społeczeństwo przyszłości, którego obraz został ukształtowany poprzez wprowadzenie do życia społecznego Superinteligencji, która ostatecznie zaczęła w nim odgrywać dominującą rolę. Jest to futurologia, w której przyszłość kształtuje umysł przewyższający niewyobrażalnie ludzkie możliwości i choćby z tego powodu wykazujący zasady etyki wykluczające działania skierowane przeciwko człowiekowi. Według autora wielki umysł musi kierować się najwyższymi normami moralnymi, ale pytanie o to, na ile te normy są zgodnie z ludzkim systemem wartości pozostaje otwarte.

                Fundacja GAIA

                W odpowiedzi na stale pogłębiające się problemy ludzkości, wybitni przedstawiciele
                swoich dziedzin założyli fundację Global Artificial Intelligence Association, której kolebką był Trend House – miejsce skupiające społeczność biznesu, technologii i nauki. GAIA od ponad roku prowadzi działalność mającą na celu popularyzację nauki i budowę współodczuwalnej sztucznej inteligencji stanowiącą pierwszy krok w budowie modelu Artificial General Intelligence, która dorówna ludzkim procesom poznawczym, a dzięki swoim możliwościom przedstawi sposoby rozwiązywania globalnych i lokalnych problemów z zachowaniem najwyższych standardów etycznych znanych i nieznanych człowiekowi.

                 

                Autor: Dr inż. Michał Paluch

                CEO firmy AI Architects Sp. z o.o. specjalizującej się w budowie sztucznej inteligencji i portali internetowych. Od 12 lat związany z produkcją oprogramowania. W komercyjnych projektach przeszedł przez wszystkie szczeble kariery, by w 2017 roku połączyć komercyjne doświadczenie z pasją do rozwiązywania problemów z pomocą sztucznej inteligencji i założył spółkę oferującą firmom innowacyjne rozwiązania. Jest autorem nagradzanego silnika do zautomatyzowanej budowy sztucznej inteligencji: AI Engine.

                Ważne Informacje

                Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

                Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

                Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

                Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

                XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

                XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

                Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

                Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

                Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

                Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

                III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

                Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...