.
Strona główna Blog Strona 117

Nowoczesna komunikacja PR elementem inwestycji biznesu.

Cyfryzacja, zmiana pokoleniowa i coraz bardziej wymagający rynek. Nawet w niedalekiej przyszłości prowadzenie biznesu będzie całkowicie innym wyzwaniem, aniżeli kilka lat temu. Dynamiczna transformacja społeczno-gospodarcza wymaga od przedsiębiorców jeszcze szerszego spojrzenia zarówno na swoich klientów, jak i inwestorów, kontrahentów, czy sam zespół. W tym procesie z kolei kluczem jest naturalny oraz regularny dialog. O ile w teorii brzmi to, jak truizm, praktyka pokazuje, jak bardzo polscy przedsiębiorcy zmagają się z wypracowaniem realnych relacji biznesowych. O sposoby na budowanie wizerunku firmy, trendy w branży komunikacyjnej oraz przyszłość public relations zapytaliśmy Katarzynę Jarczewską – współzałożycielkę i partnerkę zarządzającą agencji Media Forum.

“Gdybym miał tylko dwa dolary, jeden wydałbym na PR”…
… jeden z moich ulubionych cytatów Billa Gatesa. Tak naprawdę świetnie podsumowuje wartość i znaczenie public relations w prowadzeniu biznesu.

Jaka jest więc wartość public relations w oczach przedsiębiorców?
W skrócie? Ogromna – szczególnie w przypadku właścicieli firm na rynku amerykańskim oraz zachodnioeuropejskim. Oczywiście współczesny PR powstał właśnie w Stanach Zjednoczonych, więc tamtejsi przedsiębiorcy wiedzą, jak istotna jest sprawna komunikacja. Równie świadome są organizacje w Wielkiej Brytanii – jednym z największych rynków PR na świecie, a także we Francji, gdzie głęboko zakorzeniona jest kultura odbioru mediów, czy też w Niemczech, a więc kraju z ogromnym dorobkiem m.in. prasowym. Nie wspominam już o krajach skandynawskich, takich jak Szwecja, czy Norwegia, gdzie notuje się jeden z największych wskaźników czytelnictwa. Główną wartością, jaką daje PR, jest dotarcie do odpowiednich grup za pośrednictwem adekwatnych mediów. Właśnie kultura medialna we wcześniej wspomnianych krajach pokazuje, jak ogromny popyt generują potencjalni klienci danych biznesów. Celem PR–u jest dotarcie do tych osób.

W Polsce mamy nieco na bakier z czytelnictwem. Czy jest więc sens inwestowania w PR?
Oczywiście, że jest. Zgadzam się, statystycznie Polacy czytają niewiele, ale pamiętam świetny raport PBC o markach luksusowych. Okazuje się, że o ile ogółem konsumpcja prasy jest na niskim poziomie, to ten typ mediów jest jednym z najczęściej wybieranych przez wąską, ale wyjątkowo majętną i świadomą grupę. Mowa tu o osobach z dochodami powyżej 5 tys. zł. Czytanie prasy to pewien element kapitału kulturowego. Jeśli czytelnictwo prasy może wynosić od 6 do około 7 proc. w skali kraju, to w grupie najbogatszych sięga nawet do 15 proc. Ponadto aż 67 proc. respondentów, którzy są regularnymi klientami marek luksusowych, czyta przynajmniej 4 tytuły prasowe.

Dlatego też klienci Media Forum nadal chcą pojawiać się na łamach prasy? Dokładnie. Szczególnie popularną formą jest tzw. pozycjonowanie eksperckie, a więc w największym skrócie – sprawna komunikacja know–how danego klienta w mediach, tworząc przy tym autorytet eksperta w określonej dziedzinie. Jest to pewna sztuka, która wymaga współpracy z naprawdę doświadczonym zespołem. My, jako Media Forum czujemy się w tego typu wyzwaniach naprawdę dobrze, ponieważ zajmujemy się podobnymi projektami od 25 lat. Teraz widzę, że klienci interesują się pozycjonowaniem eksperckim oraz prasą w ogóle w stopniu porównywalnym, a czasami nawet wyższym niż kilka lat temu. Kluczem jest jednak doskonałe rozumienie rynku mediów oraz wcześniej zbudowane relacje z poszczególnymi redakcjami. To właśnie w naszej pracy najbardziej cenią sobie klienci Media Forum.

Budowanie pozycji eksperta to jednak niejedyna potrzeba przedsiębiorców w aspekcie public relations.
Zgadza się. Według ubiegłorocznego raportu Międzynarodowej Organizacji Konsultantów ds. Komunikacji (ang. The International Communications Consultancy Organisation – przyp. red.) istnieje 5 największych potrzeb przedsiębiorców w kwestii prowadzenia działań PR. Pierwszą, którą deklaruje aż 56 proc. badanych to obszary związane ze zrównoważonym rozwojem oraz zmianami klimatycznymi. W swoim portfolio mamy kilka naprawdę dużych obszarów z tej tematyki – docenionych zarówno przez samego zleceniodawcę, klientów oraz gremia konkursowe. Druga z kolei, reprezentowana przez 46 proc. ankietowanych przedsiębiorców to różnorodność i inkluzywność w miejscu pracy oraz ogólnym odbiorze społecznym. Związana jest z tym potrzeba budowania nowoczesnej reputacji (41 proc. ankietowanych – przyp. red.), która obejmuje m.in. silną chęć budowania atmosfery bezpieczeństwa, a także dbałości o zdrowie zespołu oraz klientów (33 proc. – przyp. red.).

W jaki sposób przedsiębiorcy mogą to osiągnąć, stawiając na usługi PR?
Przede wszystkim, inwestując w holistyczną strategię. W Media Forum samo planowanie jest jednym z najważniejszych jak nie najważniejszym etapem całej pracy z klientem. W pierwszej kolejności prowadzimy wywiady indywidualne z przedstawicielami danej organizacji, wyodrębniamy priorytety i weryfikujemy realne szanse wdrożeniowe za pomocą badań fokusowych. Właśnie moment, w którym rozmawiamy z potencjalną grupą docelową, jest kluczowy, aby precyzyjnie określić konkretne potrzeby klientów, spójność z wizją przedsiębiorcy oraz kolejne działania.

Jakich narzędzi używacie?
Działamy na dwóch poziomach. Z jednej strony korzystamy z tradycyjnych narzędzi PR, czyli media relations, informacji prasowych, prowadzimy projekty employer brandingowe, a także współorganizujemy eventy oraz nagrania. Z drugiej strony wykorzystujemy także narzędzia tzw. e–PR, czyli implementowanie klasycznych rozwiązań w środowisku cyfrowym. Tym samym nie ograniczamy się do prasy drukowanej, ale obowiązkowo pozycjonujemy klientów Media Forum na łamach największych portali internetowych w kraju. Ponadto współorganizowaliśmy już webinary live, a także prowadziliśmy działania z zakresu influencer marketingu. Bez sprawnej komunikacji przedsiębiorca nie ma szans na współczesnym rynku.

Z drugiej zaś strony pojawiają się głosy, że PR to synonim manipulacji.
Oczywiście istnieje taki stereotyp, ale podstawą jest właśnie współpraca ze sprawdzonymi agencjami. Czytałam dosyć ciekawe badania Związku Firm Public Relations, według którego aż 84 proc. polskich specjalistów PR musiało tłumaczyć rodzinie lub znajomym, czym właściwie się zajmują. Faktycznie pojawiają się opinie, iż public relations to propaganda, manipulacja lub po prostu oszustwo, jednak jako zespół Media Forum od 25 lat pokazujemy, że można uprawiać ten zawód w sposób etyczny i zgodnie ze wszelkimi standardami.

Pani zdaniem percepcja PR–u w polskim społeczeństwie zmienia się na lepsze
Zdecydowanie tak. Ankieta ZFPR pokazuje, że aż 84 proc. respondentów ma skojarzenia z branżą zdecydowanie pozytywne lub “raczej pozytywne”. Co więcej, większość respondentów (59 proc. – przyp. red.) uważa, że wizerunek społeczny public relations w Polsce jest dobry lub bardzo dobry. Jako kraj idziemy w bardzo dobrym kierunku, a polscy przedsiębiorcy coraz częściej dostrzegają realną wartość płynącą z inwestycji w PR.

Przedsiębiorcy z jakich branż szczególnie widzą benefity płynące z inwestycji w PR?
Szczerze mówiąc – wszystkie. Jednakże biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia społeczno-gospodarcze, faktycznie istnieje pewna grupa, dla których PR był wręcz kluczowy, aby wzmocnić swoje organizacje lub odbić się od dna. Mowa tutaj o sektorze nowych technologii – szczególnie fintechach oraz szeroko pojętym świecie start-upów. Z drugiej strony turystyka po doświadczeniach lockdownów musiała inwestować w sprawną komunikację i realny dialog z klientami. Ci z kolei obawiali się podróżowania, dlatego branża musiała nawiązać z nimi nowy, jeszcze skuteczniejszy kontakt. PR był również kluczowy dla branży retailowej oraz HoReCa. Z tymi sektorami Media Forum współpracuje już od wielu lat i widzieliśmy, jak istotne były działania komunikacyjne jednakowo przed wprowadzeniem ograniczeń w prowadzeniu działalności, w trakcie oraz zaraz po. Bez holistycznej strategii te biznesy po prostu by upadły.

PR uratował polski biznes?
Nie samodzielnie, ale mieliśmy w tym spory udział.

 

 

Historie kreowane przez marki

    Marketerzy coraz częściej wykorzystują film jako medium, żeby tworzyć narracje, które zmieniają serca i umysły, a jednocześnie napędzają pozytywną zmianę zachowań konsumentów. Całe nasze życie jest kształtowane przez różne narracje. Historie, których słuchaliśmy w dzieciństwie pobudzały naszą wyobraźnię, a jednocześnie uczyły o przeszłości, pomagając budować nowe doświadczenia, ukazując możliwe warianty przyszłości. Mamy dziś do czynienia z mieszanką narracji wpływających na naszą kulturę. Potrzebne jest nam inspirujące przywództwo, aby zjednoczyć masy – to właśnie tutaj mogą wkroczyć marki. Marketerzy nie są tylko strażnikami marki, są współtwórcami naszej społecznej narracji, a przekaz marki ma zdolność do napędzania zmian kulturowych. Marki są opowiadaczami historii, pomagającymi konsumentom w drodze do zrównoważonego życia. Nigdy wcześniej siła opowiadanych przez nas historii nie była tak ważna i nie kryło się za nią tyle możliwości.

    Subiektywna ocena

    Ocena wpływu opowieści musi być subiektywna, jeśli nie ma możliwości zmierzenia jej skuteczności. Branża marketingowa dysponuje wieloma narzędziami do mierzenia wszelkiego rodzaju wpływu reklamy na markę i potencjału sprzedaży, ale do tej pory nie powstało branżowe narzędzie do mierzenia, czy reklama może skłonić ludzi do podjęcia działań w ramach celowych inicjatyw oraz czy komunikacja może wpłynąć na samą markę. Sustainable Brands, we współpracy z partnerami korporacyjnymi inicjatywy SB Brands for Good, w tym Procter & Gamble, PepsiCo, Visa i Nestlé, opracowała narzędzie, które odpowiada na tę potrzebę i jest dostępne dla marek ze wszystkich branż. Ad Sustainability Awareness Platform, czyli ASAP, mierzy zdolność reklamy do napędzania działań konsumentów w odniesieniu do Dziewięciu Zrównoważonych Zachowań, a także jej wpływ na ogólną przychylność wobec określonej marki. Dzięki badaniom Sustainable Brands, tych dziewięć zachowań zostało zidentyfikowanych jako te, które marki i konsumenci mogą podjąć wspólnie, aby stworzyć pozytywną zmianę i napędzić kulturę zrównoważonego życia.

    Wskazówki od liderów

    Wnioski płynące z użycia narzędzia ASAP, w połączeniu z radami znanych liderów ujawniają, że skuteczny storytelling może być tworzony poprzez komunikaty reklamowe w wersji filmowej w sposób, który cechuje autentyczność, wiarygodność i trafność. A to pozwala markom kreować pozytywne zmiany zachowań, zwiększając przychylność ze strony konsumentów. Nadszedł więc czas, aby marki wyszły poza próby zmiany postaw ludzi, a zamiast tego skupiły się na wypracowaniu trwałej zmiany zachowań konsumentów. Badania SB Brands for Good pokazują, że jedną z głównych przeszkód w prowadzeniu bardziej zrównoważonego życia jest brak wiedzy. Jest to ogromna szansa dla marek, aby stać się liderami w tym zakresie poprzez inspirację i edukację na temat sposobów, w jakich ludzie mogą się zjednoczyć i zachęcić do działania. Na przykład, podczas tworzenia jakiejkolwiek komunikacji, czy to jednorazowej reklamy, czy też w pełni zintegrowanej kampanii, uwzględnienie wyraźnego wezwania do działania jest najlepszym sposobem na przejście od orędownictwa do napędzania realnych działań konsumentów. Konsumenci są otwarci na uczenie się i przyjmowanie nowych zachowań. Faworyzują marki, które umieją im pokazywać atrakcyjne wzorce.

    Narracje budzą emocje

    Marki, które są liderami i umieją zachęcić konsumentów do bardziej zrównoważonego życia, zyskują przewagę konkurencyjną. Badania pokazują, że konsumenci chętniej niż kiedykolwiek dotąd słuchają o zrównoważonych inicjatywach marek, wspierając te, które robią najwięcej dobrego dla ludzi i planety. Marki mogą wspólnie wywierać wpływ, który poprowadzi społeczeństwo ku zrównoważonej przyszłości, rozwijając przekaz reklamowy za pomocą materiałów wideo.

    O sprawach poruszonych w niniejszym artykule traktuje seria SB Brands For Good Excellence in Execution. Jest to zbiór podręczników pokazujących jak tworzyć przełomowe kreacje w różnych obszarach marketingu, zawierających listę najlepszych praktyk i bibliotekę inspirujących przykładów. Poradniki zostały stworzone przez partnerów korporacyjnych inicjatywy SB Brands for Good, którzy chcieli podzielić się swoimi najbardziej wartościowymi studiami przypadków i przemyśleniami na temat tego, co uznali za optymalne rozwiązania kreatywne strategii marketingowych.

    Robert Samczyk z MS INDUSTRY: Polski biznes ma ogromny potencjał w całej Europie

      Polskie firmy z branży odzieżowej w tym obuwniczej, nowych technologii, a także sektora przemysłowego coraz pewniej goszczą na rynkach międzynarodowych, poszerzając swoje wpływy na całym kontynencie. Powoli do tego grona wchodzą także przedsiębiorstwa zajmujące się transportem, z czego jednym z najciekawszych przykładów są spółki relokacyjne.

      Te z kolei operują w bardzo specyficznej przestrzeni, która jest uzależniona głównie od stopnia urbanizacji oraz industrializacji danego kierunku. Stąd też nie dziwi fakt, że tego typu firmy w pierwszej kolejności stawiają na rynek niemiecki. Jak wynika z badań Instytutu Biznesu Rodzinnego, ponad 50 proc. transgranicznych akwizycji firm krajowych przebiega właśnie na linii Polska–Niemcy (choć nie jest to ostatni przystanek w planach ekspansyjnych). Na czym polega potencjał krajowych przedsiębiorców na Starym Kontynencie? O to zapytaliśmy Roberta Samczyka, Dyrektora Generalnego MS INDUSTRY.

      Jeszcze w 2018 roku Szef Polsko-Niemieckiej Izby Handlowo-Przemysłowej Michael Kern poinformował, że w Niemczech funkcjonuje około 1 tys. polskich firm, które zatrudniają blisko 10 tys. pracowników, a ich ówczesne obroty sięgały 6,5 mld euro. Czy krajowi przedsiębiorcy nie widzą alternatywy do debiutu zagranicznego wobec Niemiec?

      Nie jestem pewien, czy w ogóle powinniśmy rozpatrywać ekspansję, jako proces niejako “zaszufladkowany” w kontekście samych Niemiec. Faktycznie, znaczna część firm stawia na zachodniego sąsiada w większym stopniu, niż np. na południe Europy, ale nie ma się czemu dziwić. Nieco bardziej przyjazny ekosystem podatkowy, prostsza biurokracja oraz niezwykły potencjał rynku zbytu to czynniki, które naprawdę zachęcają do spróbowania swoich sił właśnie w Niemczech. To także całkiem bezpieczny kierunek w momencie potencjalnego kryzysu – koszty nie są aż tak wysokie, jak np. w Irlandii, czy Skandynawii, a prawo upadłościowe jest dosyć transparentne i daje sporo możliwości.

      Pytanie całkowicie na marginesie – skąd Pan zna tak dokładnie realia zagraniczne?

      Ciągle się uczę [śmiech]. Od wielu lat współpracuję z naprawdę znakomitymi ekspertami, ale również sam obserwuję zmieniającą się rzeczywistość gospodarczą. Jest to nieodłączna część bycia przedsiębiorcą, menedżerem i członkiem tak ambitnego zespołu, jakim jest MS INDUSTRY.

      Abstrahując jednak od widma ewentualnej porażki, to znaczna część polskich przedsiębiorców w Niemczech pozytywnie ocenia swoją obecność na tamtejszym rynku. Według tych samych badań PNIHP dokładnie 68,6 proc. polskich podmiotów gospodarczych opisuje swoją sytuację, jako dobrą lub bardzo dobrą, 28,6 proc. – zadowalającą, a wyłącznie 2,8 proc. firm jest niezadowolonych.

      Trudno się dziwić. Tak jak wspominałem, działalność w Niemczech jest świetną okazją do przetestowania własnego know-how, a sam kierunek nie należy do najbardziej wymagających. Swego czasu bardzo podobnie było w Wielkiej Brytanii – proste prawo gospodarcze, relatywnie niskie podatki i składki oraz przede wszystkim bardzo chłonny rynek zbytu wyjątkowo sprzyjały polskim przedsiębiorcom.

      Słuszna uwaga – “swego czasu”. Po wyjściu ze struktur unijnych Zjednoczone Królestwo serwuje debiutantom skomplikowaną batalię urzędniczą.

      Zgadza się. Do tego dochodzi również ogromny cios gospodarczy. W marcu 2021 roku podano, iż przez wyjazd migrantów oraz pandemię brytyjska gospodarka skurczyła się o 10 proc., czyli najwięcej od roku 1709. Nasze Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii informowało z kolei, że na Wyspach łącznie powstało 60 tys. firm założonych przez Polaków, ale nie łudźmy się, że taką pulę w szybkim tempie uzupełnią kolejni debiutanci (tym bardziej podmioty większe – pokroju MS INDUSTRY – niż działalności jednoosobowe). Już o wiele większy potencjał widzę w Irlandii.

      Choć jest to rynek o wiele mniejszy.

      Ale wciąż otwarty. Ponadto, w dobie Brexitu Dublin był już przygotowany na przyjmowanie gospodarczych rezydentów UK z Unii. Systemy obu państw są bardzo podobne, a potencjalna działalność międzynarodowa nie jest większą przeszkodą w świetle prawa irlandzkiego. Tym samym można urzędować gdzieś w Cork, ale przykładowo zajmować się spedycją w Czechach, Słowacji, Francji, czy Hiszpanii.

      No właśnie – a co z Południem?

      Przypadek Czech wydaje mi się wyjątkowo interesujący, ponieważ gospodarczo nasz sąsiad sytuuje się bardzo podobnie do Polski (formalnie o kilka oczek wyżej), bliskość geograficzna i kulturowa powinna przemawiać za zacieśnieniem współpracy, ale realne działanie wydaje się bardzo przeciągać w czasie. Jeszcze 8 lat temu Czeski Urząd podawał, że obroty handlowe obu państw w okresie od stycznia do października były wprawdzie niższe o 0,9 proc. r.d.r. i wyniosły 12,7 mld euro. Takie niewielkie wahania następowały również w kolejnych latach, bez stabilizacji na jakimkolwiek pułapie. W tamtym okresie z kolei wartość polskiego eksportu do Czech wzrosła o 1,5 proc. i wyniosła 6 mld 655 mln euro. Obroty za rok 2019 to już całkowicie inna liga – 22,2 mld euro, w tym polski eksport przekroczył 14 mld.

      Polskich przedsiębiorców raczej kusi Zachód?

      Niekoniecznie. Polski biznes ma ogromny potencjał w całej Europie. Opierając się wyłącznie na własnych doświadczeniach z branży relokacyjnej, mogę stwierdzić, że właśnie Czechy, ale również Słowacja, Węgry, czy Austria to bardzo ciekawe kierunki do realizowania zleceń. Sektor transportowy jest na tyle specyficzny, że bardzo często musi dostosować się do całkowicie innego państwa operacyjnego, więc nie należy się “przyzwyczajać”, ale być wyjątkowo mobilnym. Jako MS INDUSTRY działamy dwutorowo, a więc z jednej strony realizujemy zlecenia w kraju dla największych producentów na świecie takich jak BOSCH, BREMBO czy COCA-COLA, a z drugiej — współpracujemy z klientami zagranicznymi. Pracowaliśmy m.in. w zakładach w Niemczech ( OPEL, BMW, MAGNA ), ale również dla Holendrów VoestAlpine czy też Brugman. Dla przykładu od pierwszego z holenderskich klientów zabieraliśmy prasę z cała linią produkcyjną, gdzie sama prasa ważyła 95 ton. Następnie była transportowana do innego kraju, gdzie była rozładowana, zmontowana i uruchomiona.

      Wiemy już, że MS INDUSTRY przoduje na rodzimym rynku, ale czy ma potencjał do uzyskania tytułu lidera całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej?

      Z pewnością! Zagospodarowaliśmy konkretną niszę i stawiamy przede wszystkim na jakość oferowanych usług. Jesteśmy zespołem ekspertów z wieloletnim doświadczeniem w branży i właśnie dzięki temu budujemy naszą wiarygodność w oczach zarówno kontrahentów krajowych, jak i zagranicznych. Brzmi to może, jak truizm, ale również inne firmy, które odnoszą sukcesy w Europie, wyznają tak wydawałoby się proste, ale wyjątkowo skuteczne wartości. Plan, kreatywność, jakość, wiedza i doświadczenie – tym, jako Polacy, wygrywamy na kontynencie. Ponadto posiadamy najbardziej innowacyjny i niszowy sprzęt w kraju i jako nieliczni w Europie np. suwnicę hydrauliczną udźwigu 1100 ton, których jest raptem 6 na Starym Kontynencie 🙂 oraz 3 żurawie JMG w pełni elektryczne, sterowane z pilota o udźwigu 60 ton, dodatkowo jeszcze kilka innych urządzeń.

      Cyberbezpieczeństwo według Oracle

      Dlaczego cyberprzestępczość rośnie w tak ogromnym tempie?

      Proszę przypomnieć sobie film „Gang Olsena”. Chociaż przestępcy bardzo długo planowali napad na bank, to i tak z powodu tylko jednego błędu cała szajka trafiła do więzienia. W cyberświecie jest inaczej, bo próg wejścia w cyberprzestępczość jest tu znacznie niższy, a złamanie prawa trudniejsze do wykrycia. Nie trzeba też specjalnego planowania, bo atak DDoS na dowolną firmę można kupić w sieci za śmieszne pieniądze. To cena, jaką się płaci za coraz większe uzależnienie od internetu i nieprzerwanego dostępu do informacji. Do samych ataków typu ransomware, czyli blokujących możliwość korzystania z systemu, dochodzi obecnie co 11 sekund, chociaż jeszcze sześć lat temu zdarzało się co dwie minuty.

      Ostatnio w mediach było głośno o markach bojkotowanych przez konsumentów, które padły atakiem cyberprzestępców. A jakieś inne przykłady?

      Akurat działania, o których dowiaduje się opinia publiczna z reguły nie wyrządzają markom większej krzywdy. Bardziej bolesny, szczególnie dla e-commerce, może być atak, który powoduje wyłączenie strony WWW, a jeszcze bardziej dotkliwy może okazać się wyciek danych osobowych, co w 2020 r. zdarzało się o 141 proc. częściej niż rok wcześniej. Dlaczego tak się dzieje? No cóż, w tym samym roku firmy zapłaciły kary z tytułu nieprzestrzegania regulacji GDPR w wysokości 183 mln EUR i chociaż to coraz istotniejszy problem w kontekście cyberzagrożeń, media piszą o tym sporadycznie.

      A przecież cyberprzestępcy nie mają problemu, by dostać się do systemów największych firm. Jak to możliwe?

      Bo im bardziej przenosimy się do cyfrowego świata, tym rośnie liczba ryzyk, z którymi musi mierzyć się statystyczne przedsiębiorstwo. Są instytucje nadzorowane, które o bezpieczeństwo dbają bardziej i takie, które mają sporo niedociągnięć. W pierwszej połowie 2020 roku 80 proc. zgłaszanych ataków wykorzystywało luki i błędy zgłaszane i rejestrowane od roku 2017!

      Przeniesienie do świata online powinno więc skutkować zwiększeniem nakładów na szeroko rozumiane bezpieczeństwo. Czy tak się jednak nie dzieje?

      Sęk w tym, że podchodzi się do tego tematu w sposób bardzo wybiórczy, patrząc na bezpieczeństwo przez pryzmat technologicznych zabezpieczeń. Tymczasem firmy muszą się borykać z błędnymi konfiguracjami, niewłaściwym zarządzaniem dostępem do informacji, lukami w systemach, przechowywaniem niezaszyfrowanych danych itp. Jeśli do tego dodamy to, że ponad 90 proc. włamań czy wycieków danych zaczyna się od błędu ludzkiego, a do sieci ludzkość podłączyła już ponad 80 mld  urządzeń, to stwarza to spory margines błędu.

      To co w takiej sytuacji powinno się zrobić?

      Zmierzać w kierunku automatyzacji i uproszczenia. Aplikacje w firmach korzystają dzisiaj z wielu źródeł informacji: pogodowych, geolokalizacyjnych, transakcyjnych, graficznych, video, czy nawet mediów społecznościowych. Nic dziwnego, że zapanowanie nad całym takim ekosystemem od strony bezpieczeństwa jest niezmiernie trudne. Skoro jednak, jak w przypadku e-commerce, informacje dotyczące produktów, zamówień, raportowania czy rekomendacji dla klientów znajdują się dzisiaj w wielu miejscach, to dlaczego nie umieścić ich w jednej bazie danych?

      Są firmy, które to zrobiły?

      Tak. Wielu z naszych klientów zastąpiło już kilkanaście baz danych migrując do nowych wersji Oracle Database, które zaprojektowaliśmy jako wspólną platformę do zarządzania danymi o różnych formatach. Oprócz składowania informacji taka konwergentna baza pozwala na obróbkę danych przestrzennych, dokumentów graficznych czy przechowywanych w specyficznych formatach właściwych dla dokumentacji. To ważne, bo w świecie przetwarzania danych od zawsze dużym wyzwaniem, oprócz wolumenu, jest właśnie format.

      No dobrze, ale co można dzięki temu ujednoliceniu uzyskać?

      Dobrym przykładem jest firma kurierska DPD. W czasie pandemii firma dostarcza ok. 150 tys. paczek dziennie. Każda paczka to co najmniej pięć skanów kodu od momentu odebrania do momentu jej dostarczenia. Oznacza to, że każdego dnia firma przetwarza ok. 1 mln rekordów i 250-300 GB danych. Dzięki integracji baz danych i instalacji maszyny Oracle Exadata, proces przetwarzania istotnie przyśpieszono. Wdrożenie samej tylko nowej wersji bazy danych przyśpieszyło obliczenia aż 5-krotnie. Dodatkowo przetwarzanie operacji w jednej bazie danych pozwala też udostępnić ją pięciu innym oddziałom DPD w regionie Europy Środkowej.

      A co w kontekście bezpieczeństwa daje wspominana wcześniej automatyzacja? Automat wypada lepiej niż człowiek?

      Tak, bo to bardzo logiczny kierunek rozwoju technologii. Firmy już od dawna mierzą się z problemem dostępności kadr IT i to nie tylko w Polsce. Automatyzacja w jakiejś mierze ten problem rozwiązuje, zresztą podobnie jak kwestie błędu ludzkiego.

      W najnowszej wersji platformy Exadata X8 Oracle wprowadził funkcje automatycznego uczenia, w tym Automatic Indexing, która dostraja bazę danych do zmieniających się wzorców użytkowania. Proces zwiększa jej wydajność, eliminując jednocześnie konieczność ręcznego strojenia. Exadata X8 została również wyposażona w nowe automatyczne funkcje monitorowania wydajności, które łączą w sobie sztuczną inteligencję, najlepsze procedury oraz wiele lat testów w warunkach rzeczywistych.

      Za innowacje trzeba jednak zapłacić, często słono.

      Niekoniecznie, bo nowe rozwiązania zwykle oznaczają zmniejszenie kosztów ich eksploatacji. Przykładowo instalacja Konwergentnej Bazy Danych Oracle daje użytkownikowi ogromne oszczędności, ponieważ nie musi on instalować oddzielnej bazy dla każdego rodzaju danych. Obsługuje ona zarówno dane przestrzenne do rozpoznawania lokalizacji, JSON do przechowywania dokumentów, IoT do integracji urządzeń, technologie in-memory do analizy w czasie rzeczywistym, jak i oczywiście tradycyjne dane relacyjne. Zapewniając obsługę wszystkich tych typów danych, baza tego typu może obsługiwać wszelkiego rodzaju obciążenia: od IoT, przez blockchain, po analizy i uczenie maszynowe. Poradzi sobie także z dowolnym modelem programistycznym, jak mikrousługi, eventy, REST CI/CD itd.

      Innym przykładem jest wspominana już wcześniej maszyna bazodanowa Oracle Exadata. Jest to produkt zaliczany do klasy „systemów sprzętowo-programowych”, o tak wielkiej mocy obliczeniowej i pojemności, że pozwala skonsolidować w jednym urządzeniu wiele oddzielnych baz danych. Dlatego Exadata staje się powoli standardem w tych firmach, które operują wielkimi wolumenami danych. Korzystają z niej m.in. cztery spośród pięciu największych globalnych firm w sektorze bankowości, telekomunikacji i handlu detalicznego. A w sumie używa jej 77 proc. firm z listy Fortune Global 100.

      Już teraz miliony Polaków są beneficjentami danych przetwarzanych na maszynach Exadata. Robimy przelewy, rozliczamy transakcje kartowe, paliwowe czy kupujemy przez Internet i śledzimy przesyłki. Nowością dla nas jest sprzedaż do sektora produkcyjnego, gdzie na naszej maszynie jest kontrolowany proces produkcyjny i eliminowane są usterki.

      To wszystko to efekt przywiązywania przez Oracle naprawdę wielkiej wagi do wdrażania mechanizmów bezpieczeństwa w swojej technologii?

      Oczywiście! Wszyscy liderzy Oracle w swoich wystąpieniach podkreślają, że kwestie bezpieczeństwa danych są od samego początku działalności Oracle wbudowane w DNA firmy. Nasz flagowy produkt, Oracle Database, jest wyposażony w cały wachlarz funkcji, które dbają o bezpieczeństwo danych użytkownika tam składowanych. Oprócz wymienionych już wcześniej, do najważniejszych należą: szyfrowanie, anonimizowanie, maskowanie, ograniczanie dostępu do wycinka danych, śledzenie czynności na bazie i monitoring całego systemu.

      Rozmawiał Wojciech Gryciuk

        Płatek do płatka, czyli aplikacja Stokrotki

        Każdy program lojalnościowy, który buduje relacje sieci handlowej z klientem to wartość sama w sobie. Jest ona ważna dla obu stron. Dzięki przemyślanym rozwiązaniom, klienci chętnie korzystają z programu w czasie zakupów, a sieć zyskuje możliwość docenienia kupujących za pomocą nagród czy promocji.

        – Zależało nam na tym, żeby stworzyć nowy kanał komunikacji, dzięki któremu będziemy mogli dotrzeć do większej liczby klientów i być bliżej ich potrzeb. Chcieliśmy przygotować rozwiązanie dające wiele możliwości korzystania z tańszych zakupów i przedstawiające naszą ofertę w nowej atrakcyjnej formie. Naszym priorytetem było stworzenie aplikacji, która dzięki ciekawym rozwiązaniom i propozycjom zakupowym będzie przez klientów chętnie wykorzystywana – mówi Piotr Łukasiak, Dyrektor ds. Rozwoju Procesów Handlowych Stokrotki.

        Aplikacja oznacza korzyści

        Wybór mógł więc być tylko jeden. Stokrotka podjęła decyzję o przygotowaniu i wdrożeniu aplikacji, a do realizacji projektu wybrała agencję reklamową Keino, Loyalty Point i Appchance. Na wstępie trzeba było postawić pytanie – jak przekonać klientów do używania aplikacji Stokrotki?

        Aplikacja Stokrotki zawsze oznacza korzyści. Sieci zależało na dotarciu z ofertą do różnych grup klientów. Dlatego wśród ofert można znaleźć propozycje dotyczące zarówno przekąsek, napojów, jak i podstawowych produktów spożywczych czy artykułów sezonowych.

        Role typowych dla promocji punktów pełnią w przypadku rozwiązania Stokrotki – jakżeby inaczej – płatki. Zebrane płatki umożliwiają zakup produktów w wyjątkowo niskich cenach – nawet za 1 grosz. W aplikacji dostępne są też produkty objęte specjalnymi cotygodniowymi ofertami promocyjnymi i kupony jednorazowe pozwalające na tańszy zakup wybranych artykułów. Korzyścią wynikającą z wdrożenia aplikacji było też przedstawienie za pomocą kolejnego kanału komunikacji ważnej informacji o dostępności w Stokrotce wysokiej jakości produktów w atrakcyjnych cenach.

        Z pomocą pracowników

        Poprzednie przedsięwzięcia sieci Stokrotki pokazały, jak ważne i wartościowe jest zaangażowanie pracowników różnych szczebli w działania projektowe i promocyjne. Słowem – trudno przecenić rolę prawidłowej komunikacji wewnętrznej. Jak to zrobić skutecznie? Wprowadzenie aplikacji poprzedziły szkolenia – dla pracowników przygotowano materiały edukacyjne, uruchomiono też platformą e-learnignową. Nic jednak nie zastąpi praktycznego kontaktu z aplikacją, pracownicy dostali więc dostęp do niej przedpremierowo. Przez dwa miesiące testowali oni nowe rozwiązanie, zgłaszając wartościowe sugestie.

        Praca nad aplikacją wymagała: sformułowania celów, przeprowadzenia analizy, implementacji, testowania, na szerokiej komunikacji kończąc. Za to rozbudowane zadanie odpowiadało kilka firm – we współpracy ze Stokrotką prace wykonali: agencja reklamowa Keino, Loyalty Point i Appchance. Zakres działań pierwszej z nich obejmował opracowanie platformy komunikacyjnej kampanii marketingowej, planowanie i zakup mediów oraz produkcję materiałów do kampanii.

        Najlepiej oceniana aplikacja

        W sierpniu tego roku Stokrotka rozpoczęła kampanię promocyjną swojej aplikacji – bazującą na ocenach klientów. W ciągu kilku miesięcy od wprowadzenia aplikacji na rynek pobrało ją już prawie milion użytkowników, a rozwiązanie zostało najlepiej ocenianą aplikacją wśród ogólnopolskich sieci spożywczych.

        Wyróżnienie w konkursie Golden Arrow

        Aplikacja Nasza Stokrotka została doceniona w konkursie Golden Arrow 2022, którego jury – złożone z marketerów i przedstawicieli specjalistycznych agencji – od 2006 roku nagradza projekty stanowiące punkt odniesienia dla całej branży. Wyróżnienie zdobyły firmy, które wspólnie pracowały nad projektem.

        Warto dodać, że główny cel konkursu stanowi promowanie najlepszych praktyk w korzystaniu z narzędzi marketingowych i premiowanie przełomowych rozwiązań. Do konkursu zapraszane są agencje reklamowe full service, agencje marketingu zintegrowanego, BTL, eventowe, interaktywne, domy mediowe oraz wszystkie firmy (niezależnie od branży), które zrealizowały pełną i spójną kampanię marketingową lub uczestniczyły w jej realizacji.

        120 lat innowacji

          Dr Ewa Łabno-Falęcka, dyrektor komunikacji korporacyjnej i relacji zewnętrznych w Mercedes-Benz Manufacturing Poland, opowiada o inteligentnej fabryce w Jaworze, która działa na zasadach Przemysłu 4.0 i o konkretnych przykładach zrównoważonego rozwoju w branży mobilności.

          Sustainability, czyli idea zrównoważonego rozwoju, na pewno nie jest CSR-em, chwilową modą, czy nawet modelem biznesowym – podkreśla Ewa Łabno-Falęcka. – Jest to nowy system zarządzania produkcją i usługami obecny w każdej komórce firmy. W niektórych firmach funkcjonuje odrębne stanowisko climat oficera. W naszej takiego nie ma, ponieważ
          produkcja na zasadach Przemysłu 4.0 jest niezwykle kompleksowym procesem i dlatego każdy dział i każdy z pracowników jest odpowiedzialny za zgodność procedur i procesów z zasadami ESG. Jeżeli miałabym się pokusić o jakąś definicję, to powiedziałabym, że jest to idea biznesu opartego na oszczędności zasobów naturalnych, zmierzająca do gospodarki cyrkularnej, zarządzanego w sposób równościowy i inkluzywny. Ambitną strategię dotyczącą zrównoważonego rozwoju i przejścia na mobilność bez emisyjną Mercedes opracował już kilka lat temu. Do końca bieżącego roku wszystkie europejskie fabryki tej marki będą bez emisyjne. Działający od 2019 roku zakład w Jaworze jest tutaj liderem w naszym kraju. Prąd do fabryki, wybudowanej kosztem miliarda euro, dostarcza farma wiatrowa Taczalin. Energia cieplna pochodzi z biomasy i śladowych ilości gazu. W zakładzie pracuje ponad 1500 osób powodując niewielkie emisje pośrednie. Firma mierzy ślad węglowy za pomocą Green Health Calculator CO2, co w naszym kraju stanowi wyjątek godny naśladowania. W program ten angażują się przedstawiciele wszystkich działów, od HR i księgowości po montaż i produkcję. Jednym z filarów zrównoważonego rozwoju są innowacje, nie tylko w technologii, też np. w zarządzaniu i organizacji pracy. W Jaworze wprowadzono cały system nagród dla tych, którzy potrafią zaproponować nawet drobne innowacje w tych dziedzinach. Na tym jednak nie koniec. W wydawałoby się typowo męskiej fabryce pracuje aż… 46 proc. kobiet, przy światowej średniej Mercedesa na poziomie 15 proc. Przy budowie zakładu architekci, wychodząc od przeciętnej liczby kobiet w innych zakładach, musieli m.in. przeprojektować szatnie i natryski z męskich na kobiece…

          Mercedes, podobnie jak inne firmy, odczuł skutki zakłóceń łańcucha dostaw związane z pandemią i wojną w Ukrainie. Pomimo to ustawił sobie wysoko poprzeczkę, przestrzegając zasad sustainability od samego początku łańcucha wartości, poprzez produkcję bez emisyjnych samochodów, a kończąc na stuprocentowym recyklingu. Koncern aktywnie reaguje na zmiany oczekiwań klientów młodego pokolenia i oferuje szeroki wachlarz usług typu mobility as a serwis, która zakłada, iż nie trzeba posiadać samochodu, żeby być mobilnym. Mercedes jest też liderem jazdy autonomicznej – jako pierwsza marka samochodowa osiągnął trzeci z pięciu poziomów na drodze prowadzącej do pojazdu poruszającego się bez udziału kierowcy.

          – Reprezentuję markę Premium, która jest na rynku od 120 lat i innowację ma po prostu w genach – stwierdza Ewa Łabno-Falęcka. – Inaczej trudno by jej było przetrwać wszystkie burze i zagrożenia. Niedawno Mercedes ogłosił nową strategię pod nazwą Sustainable Luxury. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nietypowy pomysł na trudne czasy – zrównoważony rozwój i luksus. Ale chodzi tu o nowoczesny luksus, w znaczeniu: auto bez emisyjne wyprodukowane z poszanowaniem zasobów i środowiska za pomocą nowych technologii.

          Obserwujemy, jak zmienia się świadomość ekologiczna Polek i Polaków. Od paru lat obowiązuje zasada, że w salonach samochodowych obok ceny, osiągów i opcji finansowania podawane są wartości CO2/km. Na początku niewielu klientów brało te wartości pod uwagę. Dziś jest to jeden z najważniejszych parametrów branych pod uwagę przy zakupie auta. Świadomość rośnie z każdym dniem.

          Sustainablity, czyli wyzwanie egzystencjalne

            Od dłuższego czasu w Polsce używa się pojęcia zrównoważony rozwój i wydaje się, że zagościło na naszym rynku na dobre. Pojawia się ono w wielu publikacjach, konferencjach i webinarach i dzięki regulacjom ESG ma (a przynajmniej powinno) miejsce strategii marki i biznesu.

            Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, jak pojemny jest obszar, z którego wywodzi się nasze polskie znaczenie słowa „sustainability”. I nadal powoduje wiele nieporozumień i spłyceń znaczenia tego obszaru. Bo w swojej istocie zawiera w sobie dużo więcej treści niż tylko NetZero, CSR, czy nawet rzeczony ESG. Na początek powiedzmy sobie wyraźnie, że sustainability oznacza zaspokajanie naszych obecnych wymagań bez narażania zdolności przyszłych pokoleń do zaspokajania ich potrzeb za kilkanaście, kilkadziesiąt czy setki lat. Oprócz zasobów naturalnych potrzebujemy również świadomego społeczeństwa i zrównoważonych zasobów gospodarczych. Zrównoważony rozwój to nie tylko ekologia, środowisko i zielony świat. W większości definicji sustainability odnajdujemy również głęboko zakorzenione obawy o sprawiedliwość społeczną i rozwój gospodarczy. W tym miejscu warto też zastanowić się nad pojęciową genezą samego zrównoważonego rozwoju. Podczas gdy koncepcja sustainability jest stosunkowo nową ideą, to koncepcja jako całość ma korzenie w sprawiedliwości społecznej, konserwacjonizmie, internacjonalizmie i innych ruchach z przeszłości o bardzo bogatej historii. Szczególnie ciekawy, z punktu widzenia sustainability, jest tu konserwacjonizm – pojęcie zaczerpnięte w końcu lat 70. od Indian Ameryki Północnej. Oznacza ono drogę harmonijnego współżycia człowieka z innymi stworzeniami i otaczająca naturą poprzez uznanie jedności i niepodzielności świata. Indianie Cree zwykli powiadać: „Ziemia nie jest naszą własnością, pożyczyliśmy ją dla naszych dzieci”. Ta piękna filozofia doprowadziła pod koniec XX wieku do zebrania wszystkich dotychczasowych idei i przemyśleń w apelu o zrównoważony rozwój.

            W 1983  roku Organizacja Narodów Zjednoczonych zaangażowała byłą norweską premier Gro Harlem Brundtland do kierowania nową Światową Komisją ds. Środowiska i Rozwoju. Po dziesięcioleciach wysiłków zmierzających do podniesienia poziomu życia poprzez industrializację, wiele krajów wciąż borykało się ze skrajnym ubóstwem. Stało się jasne, że rozwój gospodarczy kosztem zdrowia ekologicznego i sprawiedliwości społecznej nie doprowadził do długotrwałego dobrobytu. Okazało się, że świat musiał znaleźć sposób na pogodzenie ekologii z dobrobytem. Po czterech latach pracy Komisja Brundtland opublikowała swój raport końcowy „Nasza wspólna przyszłość”. I zdefiniowała sustainability jako rozwój, który spełnia potrzeby teraźniejszości bez uszczerbku dla zdolności przyszłych pokoleń do zaspokajania własnych potrzeb.

            Komisja ta podjęła próbę zjednoczenia kwestii ochrony środowiska z kwestiami społecznymi i gospodarczymi w światowym planie rozwoju. Świat podjął od tego czasu wiele zobowiązań. We wrześniu 2015 roku 193 państwa członkowskie ONZ przyjęły agendę na rzecz zrównoważonego rozwoju zawierającą jego 17 celów i nadal buduje kolejne zobowiązania dotyczące zasobów energetycznych i ochrony naszej planety (a w efekcie przetrwania naszego gatunku…).

            Stąd Sustainability, czyli nasz zrównoważony rozwój, to wybitnie holistyczny koncept, który uwzględnia wymiary ekologiczne, społeczne i gospodarcze, uznając jednocześnie, że są to wymiary nierozłączne, i że dla osiągnięcia trwałego dobrobytu zawsze należy rozważać ich wzajemne relacje i wpływy. Wyzwania związane z niezbędnymi transformacjami modeli biznesowych, które uwzględniać będą każdy aspekt tych obszarów, stawiają liderów marek przed zadaniami rozłożonymi na lata konsekwentnej pracy, w której nie ma miejsca na pudrowanie rzeczywistości. Holistyczny wymiar sustainability nie jest też wymiarem constans. Wraz ze zmieniającym się otaczającym nas światem, rozwojem nowych technologii, ewolucją społeczeństw i rosnącymi zagrożeniami (nie tylko w obszarze ekologii), jego obszerną definicję ciągle wzbogacają nowe elementy, jak choćby nowa, globalnie traumatyczna rzeczywistość wojny w Ukrainie i związanych z nią zagrożeń egzystencjalnych.

            Dlatego tak kluczowe jest zrozumienie istoty transformacji w ramach zrównoważonego rozwoju, nie ograniczając jej do fasadowych gestów i działań pozornych. Dotyczy to zwłaszcza marek i biznesu w ogólnym tego słowa znaczeniu, bo właśnie tutaj, na osi marka-konsument, leży największy potencjał zmiany zachowań i wzajemnego, pozytywnego wpływu. Marki transformując swój model biznesowy budują mechanizmy, które powinny wpływać na zmianę zachowań i stylu życia. A odbiorcy, czyli konsumenci, stają się zaczynem dla dalszej odpowiedzialnej zmiany modeli biznesowych w kierunku coraz lepiej wdrażanych działań w zakresie zrównoważonego rozwoju. Oczywiście, czasem pada pytanie, po co w ogóle sustainability? No cóż, motywacje stojące za wejściem na ścieżkę sustainability są często bardzo złożone, osobiste i bardzo różnorodne. Tworzenie długiej listy powodów, dla których tak wiele osób, grup i społeczności dąży do tego celu, wydaje się nierealistyczne. Choćby właśnie z powodu dynamiki i złożoności tego obszaru. Jednak dla większości ludzi sustainability powinno się sprowadzać do przyszłości, którą zostawiamy (a raczej chcemy zostawić) przyszłym pokoleniom.

            Sustainability jako wartość podziela wiele osób i organizacji na całym świecie, które demonstrują tę wartość w swojej polityce, codziennych działaniach i zachowaniach. To jednostki odegrały ważną rolę w rozwoju naszych obecnych warunków środowiskowych i społecznych. Współczesny człowiek i przyszłe pokolenia muszą tworzyć rozwiązania zgodne z filozofią sustainability i dostosowywać sposób w jaki pracujemy, tworzymy, konsumujemy i żyjemy do tej filozofii. To dzisiaj jest jedynym warunkiem przetrwania naszego środowiska i istnienia naszej cywilizacji.

            Tak szeroko rozumianym sustainability zajmujemy się właśnie w Sustainable Brands. Od inspiracji i pomocy w zdefiniowaniu wyzwań, poprzez badania rynkowe, aż do pomocy w realizacji działań w zakresie docelowej transformacji i komunikacji etapów tej drogi odbiorcom marek.

            Wart podkreślenia jest fakt, że dzisiejsze marki zdają sobie sprawę, że wczorajsze najlepsze praktyki nie są już gwarancją sukcesu. Zdają sobie sprawę, że podejmowanie i wprowadzanie innowacji w związku z pilnymi wyzwaniami społecznymi i środowiskowymi, przed którymi stoi rosnąca populacja na ograniczonej planecie, jest kluczem do zapewnienia lojalności klientów, talentów i rozwoju na przyszłość. Wspólnie z ponad 80 największymi markami stworzyliśmy globalną inicjatywę Brands For Good, która ma na celu wykorzystanie siły naszego wspólnego wpływu na markę, czyniąc zrównoważony styl życia dostępnym, inspirującym i satysfakcjonującym. W tym obszarze kluczowa jest bezustanna interakcja z konsumentami, której efektem są i będą zmiany postaw i zachowań na dużą skalę. Kluczem jest tu wiarygodna zmiana modelu biznesowego, bo bez tej zmiany i jej przejawów niemożliwe jest wywieranie skutecznego wpływu na postawy odbiorców. Konsument przyszłości jest i będzie konsumentem wyposażonym we wszystkie instrumenty weryfikacji uczciwości i zaangażowania marek w zmianę, która będzie dobra dla świata i ludzi. I jakkolwiek by to nie brzmiało górnolotnie – siłą nabywcy jest jego portfel. Na wiosnę 2022 roku mieliśmy próbkę tej siły gdy opustoszały sklepy Auchan czy Leroy-Merlin. Dlatego tak ważne jest systemowe i osadzone głęboko w etyce liderów podejście do rzeczywistej (a nie udawanej) transformacji w obszarze zrównoważonego i odpowiedzialnego rozwoju.

            Marki mają tę siłę i nie mają alternatywy. Bo wyzwaniem jest nie tylko nasza egzystencja jako gatunku, ale w krótkoterminowej perspektywie zdolność przetrwania marek i biznesu. Partnerzy SB Brands for Good reprezentujący najlepsze światowe marki połączyli siły, aby stworzyć ramę innowacji własnych narzędzi, badań, warsztatów i przemyślanego przywództwa, aby zintensyfikować postęp marek w kierunku uczynienia bardziej pożądanym zrównoważony styl życia.

            Sustainable transformation, czyli rzeczywiste budowanie modelu opartego o zrównoważony rozwój, to długa i wymagająca droga tworzenia czegoś, co coraz częściej nazywamy marką regeneracyjną. A stąd bardzo blisko do idei konserwacjonizmu.

            Prawdziwy Mustang

              Niezależnie od tego, jak byśmy oceniali ten samochód, sam pomysł przeniesienia ikony z połowy lat 60. w nasze czasy, połączony ze zmianą nie tylko gatunku pojazdu, lecz także jego napędu, zasługuje na wyróżnienie. 

              Być może każdy będzie cenił to auto za inne cechy, dla mnie istotne jest to, że widzę i czuję w nim Mustanga. Jego wizerunek wyświetla się na powitanie na podłożu, na którym stoi samochód. Gdy tylko wsiądziemy, widzimy logo na kierownicy, jest też wyświetlane na znajdującym się przed nami relatywnie małym prostokątnym ekranie. Zestaw wskaźników o podobnym kształcie utkwił mi w pamięci z jazd Mustangiem pierwszej generacji. Oczywiście treść była nieco mniej rozwinięta technicznie. Jest jeszcze jedno podobieństwo: otóż tak jak kiedyś przez szybę widzimy bojowo wyprofilowaną przednią maskę. Reszta to już inna epoka, aczkolwiek w czasie jazdy – jeśli tylko zechcemy – pojawia się kolejny wspólny motyw. Otóż Mustang ’64 z niedociążoną tylną osią napędową, podrażniony wciśnięciem pedału gazu, okazywał się dzikim zwierzem. W porównaniu z naszym testowym Mach-E był jednak co najwyżej źrebakiem (faktycznie była to klasa zwana Pony). Wynika to z mocy 351 KM i momentu obrotowego 580 Nm, który bez przerywania napędu (np. na zmianę biegów) jest przekazywany na cztery koła Przy ustawieniach wyjściowych auto jeździ jak po szynach, bo elektronice udaje się okiełznać nadmiar mocy i ewentualnie kierować ją na koła mające lepszą przyczepność – o co przy układzie dwusilnikowym nietrudno. Po wyłączeniu „trakcji” na monitorze tył wyraźnie się ożywił i choć nadal dało się wyczuć napęd AWD, Mach-E stał się bardzo kopytnym Mustangiem. Precyzja zarówno dozowania mocy, jak i działania układu kierowniczego sprawiły, że jazda była wielką przyjemnością. W sumie najbardziej zaskakuje zdolność przyspieszania – zwłaszcza gdy osoba siedząca obok nie spodziewa się tego. Gdy jadąc z prędkością ok. 50 km/h, zdecydowanie przyciśniemy pedał przyspieszania, z dużą siłą jesteśmy wciskani w fotel, a niezwykły efekt – zerwania się Mustanga z uprzęży – pogłębia panująca cisza i szybko rosnąca prędkość. Sprint do setki trwa 5,8 s, prędkość maksymalną elektronicznie ograniczono do 180 km/h. Lekkość, z jaką porusza się samochód ważący ponad 2100 kg, zadziwia. Przy takiej masie zawieszenie musi być twarde, bo inaczej byśmy się czuli jak w kołysce. O ile na równej nawierzchni nie miałem zastrzeżeń, o tyle na nierównościach pojawiły się niezbyt przyjemne wstrząsy. Kiedy odebrałem auto, komputer pokładowy pokazywał zasięg 391 km.

              Producent podaje, że może on osiągnąć 540 km. Po przejechaniu 59 km z włączonym trybem L – intensywnego odzysku energii – ogrzewaniem, audio, po części z włączonymi światłami, zasięg spadł o 61km, co oznacza, że jak się postaramy, Mach-E potrafi poruszać się oszczędnie nawet po mieście. Ale innym razem, po pokonaniu łącznie na krótszych odcinkach 153 km, zasięg spadł o 238 km. Więc planując dłuższą podróż, trzeba wziąć pod uwagę, że np. podczas jednostajnej jazdy autostradowej odzysk energii jest mały. Ładowanie z gniazdka garażowego nie zadziałało, więc obecnie pozostały szybkie ładowarki. Choć baterie mają dużą pojemność (98 kWh), przy mocy 150 kW napełniają się do 80 proc. w 45 min, a w ciągu 10 min zasięg rośnie o 119 km. Tyle teoria; w praktyce udaliśmy się do ładowarki 50 kW. Lekko zaokrąglając, w ciągu pół godziny zasięg wzrósł o 100 km (co wystarczyło na przejechanie 80 km), za co z karty płatniczej pobranych zostało 50 zł. To dużo, ale podróżowanie benzyniakiem o tej mocy i tak byłoby droższe. Biorąc pod uwagę blisko trzymetrowej długości rozstaw osi, wnętrze auta powinno być przeogromne. Gigantyczne wnęki kół oraz baterie w podłodze ograniczają jednak przestrzeń. Podłoga pod nogami kierowcy znajduje się 36 cm nad nawierzchnią, a mierząc od spodu w tym miejscu 15,5 cm (prześwit) – czyli grubość podłogi z bateriami i wykładziną wynosi 20,5 cm. W efekcie rzeczywista wysokość wnętrza (od podłogi do górnej krawędzi przedniej szyby) jest taka sama jak w Fordzie Puma – 112 cm. Ponieważ wnętrze jest dłuższe, po ustawieniu fotela kierowcy do wzrostu rzędu 184 cm swobodnie wsiadam na siedzenie za nim, bo między oparciami pozostaje jeszcze 70 cm. Wracając do prześwitu, w najniższym miejscu producent określa go na 14,7 cm, a z pełnym obciążeniem na 11,9 cm. Bagażnik mieści 402 litry, a przedni z przegródkami – 81 litrów. Gdy tylko wsiądziemy do auta, wrażenie robi wielki ekran środkowy, podobnie jak w Tesli ustawiony w pionie. Oprócz funkcji, z których korzystamy my, przewidziano funkcję rysowania i kolorowania. Jeśli dowiedzą się o niej dzieci, trudno będzie namówić je do wyjścia z samochodu. Fotele są wygodne imają szeroki zakres regulacji. Trochę zawile rozwiązano konsolę drzwi, zwłaszcza tę przy kierowcy, która, moim zdaniem, powinna być przesunięta bardziej do przodu. Fajnie opracowano sposób otwierania maski przedniego bagażnika – dźwigienką wymagającą dwóch pociągnięć. Za to strasznie nieporęczny okazuje się przycisk głośności audio na kierownicy, który za mało wystaje. Wygląd auta został mocno osadzony w historii Forda. Przekonuje swoją sylwetką, czystym designem, proporcjami, krzywiznami, kształtami i do tego jeszcze współczesną interpretacją motywów charakterystycznych dla pierwszej generacji Mustanga. Zdecydowanie zaskakuje brak klasycznych klamek. Zawsze byłem ich zwolennikiem, ale chyba trzeba będzie się przyzwyczaić do nowej tendencji, zwłaszcza że nie każde nadwozie potrzebuje ozdób. Mach-E obywa się bez nich i jest mu z tym dobrze. Szkoda tylko, że nie perforowano grilla wersji First Edition albo że nie wykończono go tak jak w jeszcze mocniejszej wersji GT. W niej bardziej podoba mi się cały przód z czarnym wlotem i kurtynami powietrza, nie mówiąc o znacznie wyższych osiągach. Nie podobała mi się tylko cena wersji First Edition, która w chwili testowania auta wynosiła 303,8 tys. zł (wkrótce wzrosła do 346 tys. zł). Jednak bezpośredni rywale cenią się jeszcze wyżej. Warto dodać, że Ford Mustang Mach-E zdobył tytuł Car of the Year Polska 2022.

              Wojciech Sierpowski

              Ważne Informacje

              Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

              Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

              Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

              Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

              Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

              Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

              Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

              Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

              Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

              XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

              XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...