.
Strona główna Blog Strona 119

Nissan elektryzuje crossoverem-coupé ARIYA oraz crossoverem Qashqai z napędem e POWER

W Sztokholmie odbyły się pierwsze jazdy testowe wyczekiwanym modelem ARIYA oraz nowym Nissanem Qashqai z napędem e‑POWER, w których wzięli udział przedstawiciele europejskich mediów. To ważny krok na drodze ku zrównoważonej przyszłości.

Jazdy zorganizowano w Szwecji, która jest jednym ze światowych liderów pod względem popularności samochodów elektrycznych. Zaproszeni goście mieli okazję wypróbować dwa najważniejsze modele w elektryfikacyjnej ofensywie Nissana.

Po marcowej zapowiedzi wprowadzenia sześciu nowych zelektryfikowanych modeli w Europie, ARIYA i Qashqai e‑POWER są dowodem pozycji marki Nissan jako lidera segmentu crossoverów i eksperta w dziedzinie elektryfikacji. Pojazdy te zauważalnie się od siebie różnią, zaspokajając potrzeby europejskich klientów na różnych etapach ich gotowości do jazdy samochodem elektrycznym.

„Razem z naszymi klientami wyruszamy w fascynującą podróż ku elektryfikacji. Nasza unikatowa technologia e‑POWER wspiera kierowców w procesie przejścia na motoryzację bezemisyjną, a ARIYA jest filarem, na którym opierać się będzie nasza w pełni elektryczna przyszłość” — powiedział Guillaume Cartier, prezes Nissana w regionie AMIEO.

Stawiając klienta w centrum strategii elektryfikacji i budowy zelektryfikowanej przyszłości, Nissan nie idzie na żadne kompromisy, jeśli chodzi o wrażenia za kierownicą.

Nowy Qashqai z napędem e‑POWER zapewnia niezrównaną przyjemność z jazdy jak w samochodzie elektrycznym, jednak bez konieczności doładowywania akumulatora. Unikatowe rozwiązanie, w którym koła napędzane są wyłącznie za pomocą silnika elektrycznego, oferuje nowy poziom przyjemności z prowadzenia samochodu.

Nissan ARIYA idzie o krok dalej i proponuje nowe podejście do samochodu elektrycznego klientom już zdecydowanym na tego typu napęd. Pojazd dostarcza niezapomnianych wrażeń z jazdy i jest ucieleśnieniem japońskiego DNA Nissana – oferuje dynamiczne osiągi oraz może pochwalić się jednym z najbardziej przestronnych wnętrz w segmencie.

Modele te stanowią zapowiedź kolejnego kroku w realizacji programu Ambition 2030, czyli długofalowej wizji firmy, która zakłada przede wszystkim zwiększanie możliwości w zakresie mobilności. Wpisują się również w cel Nissana, jakim jest osiągniecie 75% udziału pojazdów zelektryfikowanych w całkowitej sprzedaży w Europie do roku obrotowego 2026.

W miarę przyspieszania procesu elektryfikacji na całym świecie, Nissan stara się wspierać klientów na tej drodze proponując ekscytującą i zróżnicowaną ofertę crossoverów ze zelektryfikowanymi napędami.

Więcej informacji na temat gamy zelektryfikowanych modeli Nissana znajduje się na stronie www.nissan.pl.

Strategia komunikacji jako fundament budowy marki

    Katarzyna Jarczewska – Partnerka i współwłaścicielka założonej w 1997 roku agencji reklamowej i PR, Media Forum. Ekspert ds. komunikacji, public relations, zarządzania sytuacjami kryzysowymi oraz strategii marketingowych przedsiębiorstw.

    Holistyczna strategia komunikacyjna to absolutny kamień milowy dla każdego biznesu. Zarówno młode firmy, jak i doświadczone spółki powinny przywiązywać szczególną uwagę do sposobu, w jaki są odbierani przez obecnych i potencjalnych klientów, a także kontrahentów, inwestorów, czy ogółem – społeczeństwo. Aby to osiągnąć, polski biznes musi inwestować w działania PR-owe oraz marketingowe, jednak konsekwentnie realizując wcześniej ułożony plan. Jak go zaprojektować, a następnie wdrożyć?

    Krok 1. Poznaj swoich klientów

    Holistyczna strategia komunikacyjna nie może się obejść bez pogłębionej analizy grupy docelowej danego biznesu. W tym celu bardzo często tworzy się tzw. Persony (ang. Buyer Persona) oraz Ścieżki Klienta (ang. Customer Journey). Co się pod nimi kryje?

    Pierwsze reprezentują statystycznego konsumenta lub odbiorcę dóbr firmy, która zleca badanie. Persona opisuje m.in. demografię klienta lub klientki, osobowość, a więc np. otwartość na zmiany, a także motywacje, kryteria decyzyjne w procesie zakupowym, czynniki sukcesu (ang. Success Factors) oraz bariery decyzyjne (ang. Perceived Barriers). Jest to o tyle istotny etap opracowywania strategii komunikacyjnej, że dzięki temu zespół marketingu i PR-u ma wgląd w zachowania grupy docelowej, a także jej konkretne preferencje – m.in. aktywność w ramach mediów społecznościowych, czy źródła wpływu na decyzje zakupowe.

    Ścieżka Klienta z kolei to dokładny opis drogi, jaką pokonuje Persona od momentu usłyszenia o danym produkcie lub usłudze, poprzez poznanie danej oferty, porównanie jej z konkurencją, wybór usługodawcy lub dostawcy produktu, pierwszy zakup, a następnie lojalność względem brandu. Co istotne, najlepsi analitycy rynkowi na każdym etapie wyodrębniają m.in. media, jakie wpływają na decyzje Persony, a także pytania, jakie klient lub klientka zadaje w określonym momencie. Są to wyjątkowo istotne czynniki, wpływające na dalsze planowanie strategii.

    Jak jednak wyodrębnić Personę oraz Ścieżkę Klienta? Nie robi się tego na chybił trafił lub intuicyjnie. Podstawą są metody naukowe, a konkretniej – metody ilościowe i jakościowe. W przypadku pierwszych popularną formą są kwestionariusze ankiety, których odpowiedzi w kolejnych etapach są analizowane i dzielone na dane grupy. Po określeniu tzw. klastrów, przechodzimy do wywiadów indywidualnych lub badań fokusowych. Te drugie od kilku lat z powodzeniem są realizowane przez zespół Media Forum. Dzięki temu nasi klienci mają gwarancję rzetelnych danych o swojej grupie docelowej.

    Krok 2. Poznaj samego siebie

    Jeśli już znamy grupę zainteresowaną ofertą firmy lub mogącą być potencjalną grupą docelową, kolejnym etapem jest pogłębiona analiza priorytetów danego biznesu. Mowa nie tylko o obecnym profilu działalności, ale również planach na najbliższe lata, ambicjach zespołu, a także realnych mocach przerobowych zespołu.

    Profil działalności danego biznesu Media Forum określa za pośrednictwem wywiadów indywidualnych nie tylko z samym zarządem, ale również poprzez analizę źródeł – dotychczasowych publikacji w mediach, czy opinii na forach lub grupach. W przypadku określenia przyszłych priorytetów kluczowe jest poznanie nie tylko perspektywy zespołu menedżerskiego, ale również specjalistów z poszczególnych działów. Takie podejście pomaga również w dookreśleniu ambicji teamu oraz rzeczywistych szans wdrożenia strategii komunikacyjnej.

    Krok 3. Stwórz prototypy

    W momencie, gdy znamy grupę docelową, a także sam biznes, kolejnym krokiem jest stworzenie pierwszych zarysów konkretnych działań komunikacyjnych. Ich nieodłączną częścią jest strategia publikacyjna treści, a także identyfikacja wizualna oraz spójność między danymi elementami.

    W przypadku PR-u oraz realnie wartościowego marketingu, wszystkie propozycje projektów muszą odpowiadać zarówno potrzebom Persony, jej preferencjom na każdym etapie Ścieżki Klienta, jak i rzeczywistym priorytetom samej firmy. Bez harmonii między tymi trzema obszarami, rozwijanie jakiejkolwiek strategii mija się z celem, a wydane przez zarząd pieniądze idą w przysłowiowe błoto.

    Współpracując ze swoimi klientami, Media Forum projektuje tzw. Tone of Voice treści, który odpowiada charakterystyce grupy docelowej, Reasons to Believe (tzw. RTBs), czyli powody, dlaczego akurat taki sposób komunikacji odpowiada na realne potrzeby Persony, a także dostarcza pierwsze prototypy – np. logotypy dla marki. Te z kolei są o tyle istotne, że stanowią przedmiot kolejnego kroku, który ma na celu ostateczną weryfikację dotychczasowych prac.

    Krok 4. Testuj

    Wyżej wspomniane prototypy treści (np. postów, czy publikacji w mediach), a szczególnie logotypy brandu są przedmiotem kolejnych pogłębionych badań w ramach grup fokusowych. W ten sposób nie tylko mamy możliwość obserwacji pierwszych reakcji grupy docelowej na propozycje Media Forum, ale także weryfikację własnych usterek.

    Zgadza się – najbardziej rzetelne i po prostu uczciwe agencje przyznają się do własnych błędów, które najczęściej są źródłem najlepszych inspiracji na przyszłość. Etap testowania to właśnie moment na potknięcia, pogłębianie wiedzy na temat Persony oraz ulepszanie prototypów, aby docelowo – stały się efektywnym narzędziem do odpowiadania na potrzeby klientów.

    Media Forum ma już 25 lat doświadczenia w realizowaniu holistycznych strategii komunikacyjnych i to właśnie etap testowania jest jednym z najbardziej wartościowych kroków całego procesu. Nie bagatelizujmy potencjalnego ryzyka i nie ograniczajmy się do własnej intuicji – tylko wiarygodne dane pokażą nam, czy dane podejście działa, czy nie.

    Krok 5. Wdrażaj

    Ostatni etap, a więc krok w kierunku implementacji to crème de la crème całego planowania. To właśnie teraz wracamy do kluczowych wniosków z poprzednich badań i określamy sposób wdrażania naszych projektów. Jednym z najlepiej sprawdzających się koncepcji jest m.in. pozycjonowanie eksperckie. Taka metoda pozwala na wielotorowe działania publikacyjne w celu personal brandingu.

    W tej kategorii zespół Media Forum wypromował już setki ekspertów z różnych dziedzin, co poskutkowało zarówno wzrostem sprzedaży, jak i (przede wszystkim) – uwiarygodnieniem danego biznesu na rynku. Jest to kluczowy element całej układanki, ponieważ bez zaufania, dalsze próby dynamizacji przychodów mijają się z celem.

    Etap wdrażania to również test współpracy na linii klient-agencja lub firma-zespół ds. komunikacji i marketingu. To właśnie dlatego tak istotne jest poznanie realnych sił całej organizacji z kroku drugiego. Spoglądając na rynkową konkurencję widzę, jak bardzo ten aspekt jest pomijany i do jakich skutków prowadzi.

    Bez etapu wdrożeniowego nie można prowadzić skutecznej strategii social media, kampanii reklamowej, czy działań optymalizacyjnych SEO. Jednakże wyznając zasadę step by step, możemy osiągnąć naprawdę dużo.

     

    Pakiet dla inwestora na rynku nieruchomości

      Wysoka inflacja mobilizuje do poszukiwania sposobów na ochronę kapitału. Cenionym aktywem w dalszym ciągu są mieszkania. Od 2011 roku nieruchomości w największych polskich miastach podrożały średnio aż o 60 proc.

      W tym samym czasie skumulowany wskaźnik inflacji wyniósł „tylko” 30 proc. Przykładowo, wartość nominalna 50-metrowego mieszkania w jednej z budowanych, gdańskich inwestycji w ciągu roku wzrosła o ponad 100 tysięcy złotych. Zachętą dla inwestorów są też rekordowe wyniki na rynku najmu.

      Analizując ceny mieszkań, domów oraz gruntów można dostrzec długofalowy wzrost nie tylko w Polsce. W USA, w ciągu ostatnich 60 lat ich średnie wartości transakcyjne wzrosły ponad 20-krotnie. Tymczasem ogólny poziom cen, mierzony wskaźnikiem inflacji konsumenckiej CPI, wzrósł niespełna 10 razy. Chociaż polski rynek ma znacznie krótszą historię, można zauważyć, że skala zmian w naszym kraju i w Stanach Zjednoczonych jest analogiczna. Od 2011 roku nieruchomości w największych polskich miastach podrożały średnio o 60 proc., podczas gdy skumulowany wskaźnik inflacji wyniósł 30 proc.

      Wzrost cen w ostatnich latach można obserwować analizując ceny wybranych inwestycji deweloperskich. Pięćdziesięciometrowe mieszkanie w trójmiejskiej inwestycji LINEA w ciągu roku zyskało na wartości nominalnej ok. 100 tysięcy złotych.

      Co będzie dalej? Podpowiedzi udziela analiza historycznych trendów. W przeszłości wzrost cen mieszkań był niemal idealnie skorelowany ze wzrostem wynagrodzeń. Zakładając, że taka zależność utrzyma się także w przyszłości, oznaczałoby to, że ceny nieruchomości będą kontynuować wzrostowy marsz. Posiłkując się najnowszymi projekcjami NBP możemy przewidywać, że wartość wspomnianego mieszkania do końca 2024 roku sięgnie ok. 780 tys. zł (w porównaniu z ceną ofertową w I kwartale 2021 roku w wysokości 480 tys. zł. LINEA to etapowana inwestycja, która zakłada realizację zarówno mieszkań, jak i domów miejskich, lokali usługowych oraz dużego, zielonego terenu rekreacyjnego. Dla inwestora lokującego kapitał w nieruchomości tego typu, może być to dużo bardziej atrakcyjna metoda na zysk niż np. zakup obligacji skarbowych.

      Rośnie atrakcyjność rynku najmu

      Znaczącym impulsem dla inwestorów kupujących nieruchomości jest aktualna sytuacja na rynku najmu. Wiele wskazuje na to, że dotychczasowy poziom zwrotu w największych polskich miastach (5-6 proc.) w najbliższym czasie istotnie wzrośnie. Wpływ na to ma m.in. zwiększony popyt, stymulowany nie tylko przez przybywających do naszego kraju Ukraińców, ale też osoby, których zdolność kredytowa została ograniczona po kolejnych podwyżkach stóp procentowych. W większości polskich miast już teraz widzimy wzrost stawek najmu, a także malejącą liczbę ogłoszeń. Między lutym a kwietniem 2022 roku oczekiwane stawki najmu zwiększyły się od kilkunastu do kilkudziesięciu procent, a liczba ogłoszeń zmniejszyła się o ponad połowę.

      Obserwując rozwój sytuacji można zastanawiać się, czy w długoterminowej perspektywie polski rynek nieruchomości nie ulegnie przeobrażeniu na wzór bogatszych europejskich krajów. Co to oznacza? Przede wszystkim rosnący udział osób wynajmujących mieszkania. Aktualna struktura naszego rynku znacznie różni się od zachodniego. Ok. 85 proc. Polaków posiada własną nieruchomość, nabytą za gotówkę lub na kredyt. W Niemczech ten odsetek wynosi niewiele ponad 50 proc. Co ciekawe, najniższy wskaźnik posiadania mieszkań wykazują kraje o najwyższym PKB, a najwyższy wskaźnik te o najmniejszym dochodzie.

      Taniej nie będzie

      Efektem wysokiej inflacji jest wzrost nie tylko cen konsumpcyjnych, ale również produkcyjnych, czyli kosztów jakie deweloperzy ponoszą przy budowie. Coraz droższe materiały, grunty i robocizna nie pozostawiają firmom deweloperskim dużej przestrzeni do ewentualnych obniżek cen, nawet jeśli widoczny jest spadek popytu. Dlatego bardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się ograniczenie podaży. Deweloperzy zrezygnują więc z realizacji niektórych planowanych wcześniej projektów. Może to powodować dalsze wzrosty cen transakcyjnych. Przyglądając się danym z ostatnich miesięcy można zauważyć, że ten scenariusz powoli już się realizuje. Do najniższego poziomu od lat spadła liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w tym roku. Wysoka liczba wydanych pozwoleń na budowę jednak nie uwzględnia jeszcze obecnej sytuacji geopolitycznej. W najbliższym czasie te projekty zapewne zostaną „zamrożone”.

      Inwestor kupuje pakietowo

      Zmiany, które obserwujemy w ostatnim czasie na rynku nieruchomości mogą prowadzić do widocznej koncentracji mieszkań w rękach inwestorów. Już teraz na rynku pierwotnym widoczny jest wzrost zakupów pakietowych, czyli kilku mieszkań w ramach jednej transakcji. Znaczący wpływ na tę sytuację ma m.in. odpływ klientów z segmentu najtańszych nieruchomości, czyli z tzw. rynku ekonomicznego, gdzie dominowały zakupy w całości finansowane z kredytów. Wzrost stóp procentowych zmusił te osoby do rezygnacji z zakupu mieszkania, przez co zasili oni rynek najmu. W tej sytuacji deweloperom pozostało otworzyć się na inwestorów planujących zakupy pakietowe. Tego typu transakcje dają klientom większe możliwości negocjacji cen. Nowe, kupione w pakiecie mieszkania, które są świeżo wykończone, cieszą się też największym powodzeniem na rynku najmu. Aktualnie największe zapotrzebowanie jest widoczne w segmencie rynku popularnego, w dzielnicach dobrze skomunikowanych ze ścisłym centrum lub z biznesowym city. To w tych obszarach można uzyskać najwyższą rentowność. Dla wielu to obecnie atrakcyjny sposób na zarabianie, zwłaszcza w czasach mało opłacalnych lokat bankowych. Pakietowe zakupy nieruchomości i ich wynajem stanowi ciekawe rozwiązanie dla inwestora.

      HoppyGo czyli auto po sąsiedzku działa już rok w Polsce

      Czy Polacy pokonali próg nieufności i chętnie oddają swoje auta w wynajem? Ilu użytkowników zebrała aplikacja? Jakie pojazdy najchętniej wynajmujemy i ostatecznie – czy można na tym zarobić? Platforma współdzielenia samochodów HoppyGo podsumowuje rok na polskim rynku.

      Wiosną ubiegłego roku polscy kierowcy głównie w Warszawie, ale też kilku innych największych polskich miastach po raz pierwszy mogli skorzystać z usługi „sąsiedzkiego wynajmu samochodu”. Umożliwiła im to platforma wynajmu peer-to-peer HoppyGo, która lokalnie łączy właścicieli samochodów z użytkownikami zainteresowanymi wypożyczeniem.

      Była to pierwsza tego typu usługa, przełamująca bariery mentalne i społeczne wśród użytkowników. – Zderzyliśmy z sobą dwie postawy: kierowców, którzy od czasu do czasu potrzebują samochodu, ale nie chcą posiadać go na własność. Ci poszukują pojazdu na wynajem na jeden, kilka, kilkanaście dni, bądź dłużej. Oraz właścicieli pojazdów, którzy mając samochód rzadko go wykorzystują i chcą potraktować go jako dodatkowe źródło przychodów – wyjaśnia Robin Švaříček CEO HoppyGo.  Podczas gdy popyt na
      krótkoterminowe wypożyczenie pojazdu w Polsce wykazuje rosnący pozytywny trend, HoppyGo musiało zawalczyć o dobrą ofertę samochodów dostępnych na wynajem. Czy to się udało? Pierwszy rok pokazał, że tak. Wypożyczających z pewnością przekonał nie tylko łatwy wynajem aut za pomocą aplikacji, ale także różnorodność dostępnych typów i modeli aut. Właścicieli z kolei – m.in. możliwość dodatkowego zarobku i fakt, że platforma tworzy społeczność ludzi, którzy mają okazję się spotkać podczas przekazania samochodu, porozmawiać, zobaczyć kim jest kierowca, który odbiera od nich pojazd.

      Dla kogo?

      Platforma HoppyGo ma obecnie ponad 17 tys. zarejestrowanych użytkowników i kilkaset dostępnych
      samochodów, których ciągle przybywa. – Po roku pracy już wiemy, że stworzyliśmy aktywną społeczność, której korzystanie z aplikacji i współdzielenie aut przynosi obopólne korzyści. Ta społeczność rozwija się miedzy innymi poprzez wiarygodne, bo z pierwszej ręki polecenia  – mówi Robin Švaříček.

      Kim są kierowcy korzystający z aplikacji? To z reguły zorientowani na użytkowanie, a nie posiadanie ludzie, dla których ważna jest łatwość użytkowania i dostępność gwarantowane przez aplikację w telefonie, ale też myślą przez pryzmat ekologii – stawiają na zrównoważony rozwój i wykorzystywanie istniejących
      zasobów, w tym wypadku samochodów. Średni wiek zarejestrowanych na platformie wypożyczających to trzydziestokilkulatkowie.

      Właściciele zarejestrowanych w aplikacji pojazdów również po części kierują się względami środowiskowymi, jednak ważniejszym argumentem jest dla nich aspekt ekonomiczny. Duży wpływ na ich decyzje o optymalizacji przychodów ma obecna sytuacja gospodarcza nie tylko w Polsce. Kluczowym racjonalnym powodem wynajmu własnego samochodu jest chęć zarobienia dodatkowych środków na pokrycie kosztów utrzymania pojazdu (m.in. drożejącej benzyny, przeglądów, napraw czy ubezpieczenia). Właściciel wynajmuje samochód, którego nie używa na co dzień lub posiada co najmniej dwa auta w swoim gospodarstwie domowym. Każdy wynajem za pośrednictwem HoppyGo jest ubezpieczony.

      Obawy kontra rzeczywistość

      Polacy są stosunkowo mocno przywiązani do własności. Co prawda trend ten zmienia się wraz z urbanizacją społeczeństwa i coraz młodszym pokoleniem będącym czynnym uczestnikiem rynku konsumpcyjnego. – W Polsce samochód jest jeszcze często traktowany jako prywatna przestrzeń, towarzysz rodzinnych przygód, źródło wielu wspomnień. Dlatego silnie zakorzeniona jest np. obawa o uszkodzenie auta, niepewność co do intencji wypożyczającego – wylicza Švaříček. – Ale rzeczywistość pokazuje, że ta obawa szybko mija. Zarejestrowani na platformie właściciele pojazdów potwierdzają pozytywne doświadczenia, jeśli raz spróbujesz to chętnie ponawiasz wynajem, bo wiesz komu oddajesz samochód. HoppyGo tworzy zobowiązanie między prawdziwymi ludźmi – sąsiadem a sąsiadem. Powstaje społeczność, gdzie kluczyki przekazywane są z ręki do ręki. Właściciel i najemca mają możliwość spotkania się i wymienienia wskazówkami dotyczącymi przekazywanego samochodu.

      Z tego rozwiązania korzystają z głównie ci, którzy kierują się chęcią zarobku. Właściciele samochodów wypożyczanych za pomocą platformy zarobili w ciągu ostatniego roku łącznie prawie 260 tys. zł.
      W tym czasie średni zarobek per wynajem to ponad 490 zł i kwota ta utrzymuje tendencję wzrostową. Najbardziej aktywny właściciel zarejestrował przychód na poziomie aż 65 tys. zł. Co więcej, aż 99% wypożyczających i właścicieli pojazdów ocenia swoje doświadczenie bardzo wysoko – na 5/5. Samochody wracają wysprzątane i w nienagannym stanie. Jak twierdzą właściciele, często nawet w lepszym niż przed wynajmem. Tu znowu ważną rolę odgrywa brak anonimowości i to, że użytkownicy się spotykają – to jednak bardziej zobowiązuje do dbania o powierzane/pożyczane mienie.

      Zadomowiający się trend

      Wynajem peer-to-peer to, jak się okazuje, popularna już forma użytkowania pojazdów. Ma to związek z coraz wyraźniejszym trendem jakim jest zrównoważony rozwój społeczny – aż 45% europejskich kierowców deklaruje, że po 2025 roku nie będzie zainteresowanych posiadaniem własnego samochodu, a do 2035 roku ok 7,5 mln pojazdów będzie współdzielona (Global Automotive Executive Survey 2018, KPMG). Jest na to ogromna przestrzeń, wg statystyk prywatne samochody są średnio nieużywane aż przez 95% czasu – generują koszty zamiast stać się inwestycją, która na siebie pracuje. Tylko w ostatnim roku średnia długość czasu najmu za pośrednictwem HoppyGo wzrosła z początkowo 3 do 6 dni.

      Aż 72% wszystkich wynajmów to te na 3 lub więcej dni. Rosnącą popularnością cieszą się wynajmy dłuższe – na tydzień i dłużej – to już bowiem 15% wszystkich wypożyczeń, ale coraz częściej zdarzają się też umowy znacznie dłuższe – np. kwartalne lub roczne. –  Co napawa nas szczególną dumą, to fakt, że po roku działalności zupełnie nowa, nieznana platforma carsharingowa rejestruje ponad 20% powracalność klientów. Dla nas to namacalny dowód na przełamanie bariery mentalnej i zmiany nastawienia – mówi Švaříček.

      Polacy z HoppyGo odbyli już setki podróży po kraju i za granicą. Jakie samochody można wynająć w aplikacji? W Polsce trzy najczęściej wypożyczane spośród dostępnych marki to Škoda, Kia i Fiat, na 4. miejscu znalazł się Mercedes i na kolejnym ex aequo Hyundai i Toyota.

      – Podsumowując, w pierwszym roku działalności HoppyGo w Polsce wypadliśmy dobrze. Jestem naprawdę zadowolony z tego, co osiągnęliśmy, ale jednocześnie wiem, że są obszary do usprawnienia np. w obszarze ubezpieczenia wynajmów. Dla naszych właścicieli aut i użytkowników ubezpieczenie jest bardzo ważnym aspektem wynajmu peer-to-peer (P2P), a w tym przypadku mieliśmy pewne wzloty i upadki, które spowodowały, że nie byliśmy w stanie zapewnić oczekiwanego popytu prywatnym właścicielom. Dla użytkowników HoppyGo zawsze mamy gotowe rozwiązania, ponieważ w naszej ofercie znajdują się także profesjonalne floty. Jednak dużą i nieodzowną część naszej działalności i społeczności stanowią właściciele prywatni. Dlatego jestem tak dumny, że w ciągu najbliższych dni właśnie z myślą o nich wprowadzimy nowy, lepiej dopasowany produkt ubezpieczeniowy, który zapewni nam ubezpieczenie wynajmów prywatnym właścicielom. Będzie to dla nas duży krok, ponieważ będziemy mogli wreszcie aktywować setki prywatnych samochodów, których posiadacze czekali na to w ostatnim czasie, a także powitać na naszej platformie nowych prywatnych właścicieli aut w przyszłości. Wypożyczającym możemy obiecać jeszcze tańszą i bardziej zróżnicowaną ofertę samochodów – zgodnie z naszą misją, aby oferować niedrogą, wygodną i elastyczną mobilność w aplikacji, która jest przyjazna dla środowiska i łączy lokalne społeczności – mówi CEO HoppyGo.

      Wielki potencjał ETF

        Giełda bez ETF to jak telefonia bez iPhonów – celne sformułowanie Roya Regeva z Izraela jest najlepszym podsumowaniem tego, o czym mówiono na Warsaw Passive Investment Conference 10-11 maja 2022 r.

        Warto przypomnieć, że na świecie obecnie jest notowanych ponad 10 tys. ETF-ów (Exchange Traded Fund) o wycenie 10 bilionów USD. Jest to najszybciej rozwijający się instrument finansowy w historii. Dlaczego? Inwestorzy cenią ETF za niskie koszty, prostotę oraz przejrzystość. Inwestując pasywnie nie mają na celu osiągania wyższych niż rynkowe wyników. Zdają sobie sprawę, że szanse indywidualnego inwestora na osiągnięcie zysków powyżej średniej są relatywnie niewielkie. Strategia w inwestowaniu pasywnym opiera się na zakupie pakietu reprezentatywnego dla całego rynku – wybranej giełdy czy konkretnego regionu.

        Jest to jedna z najłatwiejszych i najmniej ryzykownych form inwestowania na giełdzie. Często porównuje się ją do oszczędzania na emeryturę… W Polsce rozwiązanie to dopiero zyskuje popularność, choć np. w USA przebojem zdobyło rynek. Pierwszy fundusz indeksowy ETF pojawił się na GPW w 2010 roku. Jak to wygląda w praktyce? Na przykład ETF na WIG20 niejako naśladuje zachowanie indeksu WIG20. Wielką zaletą funduszu ETF jest to, że można go kupić i sprzedać w dowolnym czasie.

        Warsaw Passive Investment Conference otworzyła Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW. A była to już trzecia konferencja z tego cyklu. Jej organizatorami byli, obok GPW, Beta Securities Poland oraz Biuro Maklerskie mBanku.

        Izrael inspiruje Polskę

        W konferencji uczestniczyli prelegenci z kraju i z zagranicy. Wśród nich wspomniany na wstępie Roy Regev, przewodniczący Rady Nadzorczej Beta Securities. W swojej prelekcji „Spojrzenie na sukces inwestowania pasywnego w Izraelu i czego może się z tego przykładu nauczyć Polska”, skupił się na sytuacji w Izraelu, przedstawił też perspektywy stojące przed ETF w naszym kraju.

        Oto obszerne fragmenty jego wystąpienia: „Jak wiadomo, Izrael to jest kraj startupów, ale też jest to ziemia obiecana dla inwestowania pasywnego. ETF mają pozytywny wpływ na nasz rynek kapitałowy. Czy powinno to zadziałać podobnie w Polsce? Należy sprawić, aby GPW była hubem ETF w Europie. Zacznijmy jednak od rzutu oka na rynek izraelski. Od roku dwutysięcznego nasz rynek wzrósł od zera do prawie 50 miliardów euro aktywów. Na początku brakowało wiedzy na temat tego, czym są ETF. Chcieliśmy przeprowadzić pierwszą emisję na giełdzie w Tel Awiwie, a nadzorca poprosił nas o 20 prospektów emisyjnych dla każdej firmy i zatwierdzenie wszystkich tych dokumentów… Na szczęście, potencjał tego rynku został dostrzeżony, a przepisy dopasowane do wymogów rzeczywistości. Udało nam się wspólnie z rządem stworzyć legislację, która otworzyła potencjał wzrostu dla ETF. Kolejna sprawa to pojawianie się nowych produktów.

        W pierwszych latach na rynku izraelskim mieliśmy tylko 10 ETF. Nasz sukces na tym rynku najlepiej pokazuje proporcja między inwestowaniem aktywnym i pasywnym, którą wyraża się wartościami 60 do 40. Jest to lepsza proporcja niż nawet na rynku amerykańskim. W Polsce jest to 95 do 5, ale to na pewno się zmieni. W Izraelu mamy prawie 1,2 tys. produktów ETF, a na rynku amerykańskim jest ich ponad 3 tys. Inwestorzy mają dziś dostęp do rynku  bardzo konkurencyjnego. Cenią nieduży spread, bardzo niskie opłaty. Dobrze byłoby, żeby inne rynki na świecie były tak konkurencyjne, jak izraelski. Jest on prawdziwą oazą dla zarządzających aktywami, jak również inwestorów pasywnych. Można tu znaleźć w zasadzie każde rozwiązanie, które zostało stworzone dla ETF.

        Chcemy, żeby inwestorzy indywidualni i instytucjonalni mogli z tego korzystać, robić to z poziomu własnego banku, swojej waluty, żeby mogli inwestować na tej samej platformie, gdzie wcześniej kupowali akcje, ale też, żeby mieli dostęp do takich rozwiązań na całym świecie. To jest możliwość, z której powinna skorzystać również Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie.

        Jeśli chodzi o segmenty klientów, z którymi mamy do czynienia, dużą grupę stanowią inwestorzy prywatni. Trzeba jednak pamiętać o tym, że inwestorzy instytucjonalni pozostają najistotniejszymi graczami na tym rynku. Bez nich nie mielibyśmy tak solidnego rynku ETF w Izraelu. Emitując nowy produkt, trzeba pamiętać, że oznacza to konkretne zobowiązania. Mogą być więc potrzebne dziesiątki milionów dolarów. Kto może nam w tym pomóc, jeśli nie instytucje? I to jest rola do odegrania dla graczy instytucjonalnych, którzy w dodatku inwestują długofalowo stabilizując rynek ETF. Choć oczywiście, inwestorzy indywidualni również są niezmiernie ważni. W Izraelu, podobnie jak w Polsce, ciągle jeszcze dominuje model defensywny – ludzie trzymają pieniądze w bankach i tracą. Ich pieniądze po prostu leżą i nie przynoszą zysków. To oznacza szansę dla ETF. Giełda warszawska ma dużo większy potencjał niż izraelska. My jesteśmy małą wysepką, choć byśmy chcieli, nie możemy już zrobić wiele więcej. Natomiast Polska może stać się liderem regionu. Możecie rozłożyć ramiona i przytulić mniejsze kraje jak Węgry, Rumunia, Czechy, Słowacja. To wielki potencjał. Macie pół miliona aktywnych rachunków na GPW. To jest ogromna liczba. Widzę ogromny potencjał rozwoju przed GPW, możliwość stworzenia wspaniałych indeksów sektorowych, tematycznych i innych – jakie tylko wam się zamarzą.”

        Eksperci o szansach ETF

        Keynote Speech wygłosił Athanasios Psarofagis, analityk ETF Bloomberg w Nowym Jorku. Powiedział m.in.: „Niezależnie od tego, jaka jest sytuacja na rynku, to na pewno znajdzie się jakiś produkt, który rokuje lub dobrze sobie radzi. Warto pod tym kątem spojrzeć na ETF. Najwięcej, bo 70 proc. aktywów ETF, zgromadzonych jest na giełdach amerykańskich. Ostatnio obserwujemy duże zwyżki w Europie oraz w obszarze Azji i Pacyfiku.

        Ciekawe badania przeprowadziło WisdomTree. Niektóre dane są szokujące. Okazuje się, że na rynku brytyjskim zaledwie 22 proc. inwestorów korzysta z ETF, a przecież Wielka Brytania to jeden z najbardziej rozwiniętych rynków…

        Potrzebujemy więcej edukacji w zakresie ETF, szczególnie na rynkach poza amerykańskich. Na rynkach światowych wzrost aktywów ETF w zeszłym roku wyraża kwota ponad biliona dolarów. Trend ten powinien się utrzymać. Co ciekawe – USA dotąd przewodziły w zestawieniu, natomiast w tym roku pałeczkę przejmie Europa.

        Często w mediach słyszymy, że ETF za bardzo rosną i deregulują rynek. Należy podchodzić z dystansem do takich doniesień, ponieważ ETF na świecie to zaledwie 15 proc. wszystkich aktywów. Oczywiście ten wskaźnik będzie rósł, ale trzeba na to patrzeć w określonym kontekście.”

        Bardzo ciekawa była też dyskusja panelowa „ETF-y: prosty sposób na zbudowanie portfela”, w której wzięło udział dwóch przedstawicieli BlackRock – Matthias Zeinitzer, Sales iShares & Wealth for Eastern Central Europe oraz Christiaan Wiebols, Blackrock Portfolio Analysis & Solutions (BPAS). Oto ich uwagi:

        „Dla nas Polska to jeden z rynków wiodących, szczególnie w kontekście wzrostu aktywów. Na przestrzeni ostatnich 20 lat obserwowaliśmy w Europie coraz większe zainteresowanie inwestowaniem pasywnym. Jest to na pewno bardzo dobry scenariusz – na dziś i na jutro. Warto odpowiedzieć na pytanie – jakie są najważniejsze składowe tego sukcesu? Po pierwsze to efekt przejrzystości w konstruowaniu portfela. Jeśli spojrzymy na portfele ETF, to poziomy ryzyka są przewidywalne. Kolejna składowa to sprawa dywersyfikacji portfela. Obracając jednym, można mieć bezpośredni dostęp do całego regionu czy sektora. Co ważne – obrót ETF daje dobre spready. Ale to nie wszystko. Trzeba też wspomnieć o niskich kosztach, które w dodatku ciągle maleją. Do tego dochodzi jeszcze jedna sprawa – płynność. Inwestorzy mają dużą swobodą, jeżeli chodzi o obracanie ETF za pośrednictwem domów maklerskich.

        Fundusze ETF to najszybciej rosnący instrument finansowy w historii. Inwestorzy cenią niskie koszty zarządzania oraz prostotę i przejrzystość. Rynek ETF ma ogromny potencjał wzrostu. Aktywa ETF obligacyjnych stanowią zaledwie około 1 proc. wartości obligacji ogółem. Z kolei wartość akcyjnych ETF to około 6,6 proc. rynku akcji.”

        W części konferencji „Economic Outlook na 2022. Najważniejsze rynki, surowce i branże” Aneeka Gupta, dyrektor ds. analiz WisdomTree przypomniała, że akcje są ciągle atrakcyjniejsze od obligacji, mimo wielu niekorzystnych zjawisk na rynku, takich jak – inflacja, wojna w Ukrainie, sytuacja na europejskim rynku energetycznym.

        Nagrania transmisji wszystkich wystąpień z tegorocznej edycji Warsaw Passive Investment Conference są dostępne na kanale YouTube GPW.

        Grupa Roca ogłosiła wyniki finansowe za 2021 rok

        696 47 10 47--93 630 08 39

        Grupa Roca, światowy lider w branży łazienkowej, zamknęła 2021 rok z obrotami na poziomie 2,053 mld euro, osiągając o 21,9% lepszy wynik niż w 2020 roku. Optymalizacja procesów, ograniczanie kosztów oraz strategia rentownego I zrównoważonego rozwoju pozwoliły firmie wypracować zysk netto w wysokości 179 mln euro, w porównaniu do 60 mln euro z roku poprzedniego. Ebitda wyniosła z kolei 401 mln, co oznacza wzrost o 31%. Grupa może przyspieszyć zatem realizację planu inwestycyjnego ukierunkowanego na zrównoważony rozwój i ogłosić plan osiągnięcia neutralności węglowej do 2045 roku.

        Głównym rynkiem Grupy Roca pod względem sprzedaży pozostała Hiszpania (powrót do trendu trwałego wzrostu notowanego od 2014 roku). Znaczące okazały się również wzrosty obrotów w Brazylii i Indiach, pomimo dewaluacji lokalnych walut. Na wyniki w Chinach wpłynęła z kolei zaostrzająca się polityka kredytowa tego kraju i pojawiające się w związku z tym utrudnienia w działalności dużych deweloperów i lokalnych dystrybutorów.

        Dyrektor generalny Roca Group, Albert Magrans, podsumowując wyniki finansowe za ubiegły rok, podkreślił, że: Zaangażowanie i wysiłek całej społeczności Roca pozwoliły nam zamknąć 2021 rok bardzo pozytywnie. Dodał też, że: To ożywienie finansowe udało się nam osiągnąć pomimo działania w warunkach rosnącej inflacji, z którą związany był wzrost kosztów energii i surowców. To wynik ciągłego dążenia do doskonałości we wszystkich działaniach Grupy.

        Inwestycje za 124 mln euro

        Firma zwiększyła także swoje nakłady inwestycyjne do 124 mln euro, w porównaniu ze 106 mln z 2020 roku. Fundusze te przeznaczono zostały głównie na działania z zakresu zrównoważonego rozwoju, innowacyjności, cyfryzacji i Przemysłu 4.0.

        W 2021 roku Grupa Roca nieustannie rozwijała się i poszerzała swoje wpływy. W tym czasie zrealizowała m.in zakup 75% udziałów walenckiej grupy Royo, działającej w branży mebli łazienkowych. Uczyniła ją tym samym światowym liderem w tej kategorii. Przejęła także niemiecką firmę Sanit, produkującą systemy podtynkowe oraz zakupiła fabrykę wyrobów sanitarnych w stanie Ceara w Brazylii.

        W ubiegłym roku firma sprzedała ponadto dział płytek meksykańskiej Grupie Lamosa, jednemu z największych na świecie producentów tego typu wyrobów, co było zgodne ze strategią Grupy polegającą na umacnianiu swojej pozycji w segmencie powierzchni łazienkowych.

        Co więcej, w 2021 roku firma utworzyła Roca Group Ventures, korporacyjny fundusz venture, dysponujący budżetem 25 mln euro, którego celem jest inwestowanie w start-upy i przedsiębiorcze projekty związane z przestrzenią łazienkową – zwłaszcza te przyjazne dla środowiska.

        Grupa Roca ogłasza plan neutralności węglowej do 2045 roku

        Dobre wyniki w bieżącym roku pozwalają Grupie Roca na dalsze inwestowanie w zrównoważony rozwój, promowanie środków efektywności energetycznej oraz ograniczanie zużycia wody, wytwarzania odpadów i emisji gazów cieplarnianych. W ciągu ostatnich trzech lat firmie udało się zredukować emisję dwutlenku węgla o 25,9%, pomimo wzrostu sprzedaży i produkcji w tym okresie.

        Te wysiłki i inwestycje są zawarte w ogłoszeniu planu osiągnięcia neutralności węglowej do 2045 roku. Zobowiązanie jest zgodne z inicjatywą Science Based Targets (SBTi), kierowaną przez ONZ Global Compact i wspieraną przez Grupę Roca. SBTi określa strategię dla firm umożliwiającą zmniejszenie emisji w oparciu o to, co klimatolodzy uważają za niezbędne do przestrzegania porozumienia paryskiego (podjęcie wysiłków na rzecz ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5ºC powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej).

        W ubiegłym roku firma ograniczyła również inne z głównych wskaźników środowiskowych, takie jak zużycie wody, które spadło o 25,7% w porównaniu z 2018 rokiem. Ponadto w 2021 roku Grupa Roca uruchomiła proces audytu integralnego obiegu wody, aby zoptymalizować jej obiegowe wykorzystanie i zminimalizować zużycie tego zasobu.

        O Grupie Roca

        Grupa Roca to firma zajmująca się projektowaniem, produkcją i sprzedażą produktów łazienkowych. Założona została w 1917 roku. Łączy tradycję i wiedzę z pasją do innowacji, a przy tym kładzie duży nacisk na poszanowanie środowiska, aby sprostać wymaganiom klientów i przyczynić się do poprawy dobrobytu społeczeństwa.

        Mając na uwadze zrównoważony rozwój i dobrobyt przyszłych pokoleń, Grupa Roca wdraża tę kulturę organizacyjną w 170 krajach, w których prowadzi działalność, oraz w swoich 77 fabrykach, poprzez codzienne zaangażowanie ponad 21 500 pracowników.

        Ta rodzinna firma ma wiodące pozycję na rynku w Europie, Ameryce Łacińskiej i Indiach. Wyraźnie zaznacza także swoją obecność w Azji, na Bliskim Wschodzie, w Australii czy Afryce. Dzięki temu jest światowym liderem w swojej branży.

        roca.com

        MANAGER AWARD 2022

          Gala MANAGER AWARD, organizowana tradycyjnie co roku przez magazyn „Manager”, odbyła się 22 czerwca 2022 r. w warszawskim Cambridge Innovation Center.

          W spotkaniu wzięło udział ponad stu znakomitych przedstawicieli świata biznesu. Można więc powiedzieć, że gala miała charakter ekskluzywny. Jak stwierdził redaktor naczelny magazynu Piotr Cegłowski, „Manager” pełni dziś podobną funkcję jak LinkedIn – łączy managerów, przedsiębiorców i przedstawicieli wolnych zawodów oraz informuje o ich dokonaniach i przedsięwzięciach. A także nagradza ich za wybitne osiągnięcia w dziedzinie zarządzania. Nie ma takich ambicji, jak konkurencyjne media, by stać się czymś w rodzaju biznesowego Facebooka i organizować konkursy z dziesiątkami nagród, których laureaci nierzadko nie są w stanie zmieścić się razem na scenie. Zgodnie z misją naszego miesięcznika zależy nam na prezentacji pozytywnych przykładów działania w biznesie, innowacyjności, nowych idei ekonomicznych i ekologicznych, a przede wszystkim managerów oraz firm należących do europejskiej ekstraklasy. Wielu z nich mieliśmy okazję gościć na łamach naszego magazynu. Dziś chcemy im podziękować za to, że mimo trudności, których los ostatnio nie szczędzi naszej części świata, trwają na zawodowych posterunkach, starając się nam wszystkim ułatwiać życie. Jako pierwsza MANAGER AWARD odebrała Iwona Duda, prezes Zarządu PKO BP.

          Pani prezes od ponad 20 lat związana jest z rynkiem finansowym. Jej aktywność oraz rozwiązania wdrażane przez zarządzane przez nią instytucje przyczyniają się do rozwoju sektora bankowego, krajowej gospodarki i szerokiego spektrum życia społecznego. Była zastępcą przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, jako pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów tworzyła Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Pełniła również funkcję doradcy prezesa Narodowego Banku Polskiego. Została wyróżniona odznaką honorową „Za zasługi dla bankowości Rzeczypospolitej Polskiej”. Pełniła funkcję prezesa Zarządu Alior Banku. Jest członkiem Rady Związku Banków Polskich. Od października ubiegłego roku jako wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego kierowała pracami Zarządu spółki, a od 26 stycznia tego roku jest prezesem Zarządu banku. Pod jej kierownictwem PKO Bank Polski realizuje projekty wspierające obywateli, sprzyjające tworzeniu klimatu dla rozwoju przedsiębiorczości, inwestycji oraz przynoszące szczególne korzyści polskiej gospodarce. Bank z sukcesem realizuje transformację cyfrową, rozwija ofertę innowacyjnych produktów finansowych, a także rozszerza ekosystem usług, stawiając na pierwszym miejscu klienta. Pozycja i potencjał banku kierowane są na wspieranie przedsięwzięć służących rozwojowi gospodarczemu naszego kraju. Dowodem tego jest ćwierć biliona złotych (250 mld zł) wartości finansowania, jakie PKO Bank Polski udzielił klientom.

          Zarządzany przez Iwonę Dudę bank trafnie identyfikuje wyzwania sektora bankowego, zarówno odpowiada na potrzeby klientów, jak i przyczynia się do poprawy parametrów finansowych w ramach całego państwa. Jego najnowsza oferta lokat (np.: 5,75 proc. na lokacie mobilnej) to nie tylko wyjście naprzeciw oczekiwaniom klientów, lecz także jeden z czynników wpływających na zmniejszenie presji inflacyjnej.

          Warto podkreślić, że pani prezes kieruje bankiem zgodnie z zasadą odpowiedzialności społecznej. W związku z agresją Rosji na Ukrainę PKO Bank Polski wsparł uchodźców wojennych, zarówno przez liczne inicjatywy w zakresie pomocy humanitarnej, jak i wprowadzając adekwatne rozwiązania w obszarze oferty produktowej, wskazując tym samym kierunek dla innych organizacji. Ponadto bank jako jedyny w Polsce umożliwił wymianę hrywny na złote po kursie ustalonym przez Narodowy Bank Ukrainy i – pod kierownictwem Iwony Dudy – po raz kolejny udowodnił, że w tak dynamicznych warunkach potrafi sprostać nawet najbardziej wymagającym wyzwaniom.

          Kolejnym laureatem MANAGER AWARD 2022 został Piotr Wachowiak, rektor Szkoły Głównej Handlowej. Absolwenci, ale też studenci SGH wiedzą, na czym polega biznes w praktyce. Studiują na uczelni, która zapewnia im łatwy start zawodowy. Niewiele szkół wyższych w naszym kraju ma tak bliskie związki z biznesem, jak SGH. Duża w tym zasługa rektora prof. Piotra Wachowiaka, który rozumie funkcjonowanie gospodarki jak mało kto. Prowadzi badania naukowe na temat polityki personalnej w polskich firmach, pomiaru kapitału intelektualnego przedsiębiorstw, zarządzania wiedzą, negocjacji oraz społecznej odpowiedzialności biznesu. Jest autorem i współautorem wielu publikacji w tej dziedzinie. Jest też nauczycielem i autorytetem dla wielu młodych ludzi, którzy przez dziesiątki lat będą kształtować polski biznes.

          Następnie na scenie pojawił się Paweł Strączyński, wiceprezes Zarządu Banku Pekao SA. Jest on wybitnym finansistą i managerem z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu finansami przedsiębiorstw i korporacji, także o zasięgu międzynarodowym, ale też znawcą i praktykiem zarządzania przedsiębiorstwami i projektami z branży energetycznej. W swojej działalności zawodowej doskonale łączy ugruntowaną ekonomiczną wiedzę teoretyczną z ogromnym doświadczeniem managerskim w firmach polskich i zagranicznych, co przekłada się na sukcesy biznesowe zarządzanych przez niego podmiotów. Jest profesjonalistą wymagającym bardzo dużo od współpracowników, a jeszcze więcej od samego siebie.

          Laureatem MANAGER AWARD został Robert Zapotoczny, prezes PFR Portal PPK.

          Posiada on nieocenioną wiedzę w zakresie pracowniczych planów kapitałowych. Jest współtwórcą ustawy o PPK. Ma też wieloletnie doświadczenie w sektorze ubezpieczeniowym. Od 2016 r. zaangażowany w prace międzyresortowego zespołu pracującego nad ustawą o pracowniczych planach kapitałowych, w strukturze grupy kapitałowej Polskiego Funduszu Rozwoju. Obecnie kieruje spółką PFR Portal PPK i odpowiada za promowanie długoterminowego oszczędzania w ramach PPK. Poprzez szkolenia, warsztaty i konferencje dzieli się wiedzą i przekonuje do sensownego lokowania oszczędności. Aureliusz Górski, Co-founder of Cambridge Innovation Center Poland, laureat nagrody „Managera”, jest obecnie zaangażowany w tworzenie już nie kampusu, ale całej dzielnicy innowacji w Warszawie. Dzięki jego staraniom pojawiło się w Polsce Cambridge Innovation Center. Stanowi ono magnes przyciągający prawdziwych innowatorów, ludzi, którzy zmieniają świat, wprowadzając w życie nowatorskie idee i technologie. Sukces, jakim było otwarcie CIC, stanowił uwieńczenie pięciu lat wytężonej pracy koncepcyjnej i organizacyjnej. Bartosz Woźnicki Sales & Marketing Board Member Clovin Group otrzymał nagrodę za innowacyjne działania w dziedzinie szeroko pojętej ekologii.

          W świecie przyszłości, gdzie biznes nie jest tylko cyfrą, lecz także filozofią, systemem wartości, w którym zrównoważony wzrost jest ważny tak samo jak zysk, trzeba stawiać kroki odważnie, ale i mądrze. Właśnie za to, za postawienie konsumenta na pierwszym miejscu, za ochronę przyszłych pokoleń i zainteresowanie wizją środków czystości wolnych od składników czynnych hormonalnie nie tylko rodzimej branży, lecz także europosłów i światowych mediów przyznaliśmy MANAGER AWARD.

          Kolejne dwie nagrody „Managera” pokazują, jak ważny jest dziś sektor medycyny estetycznej. Pierwsza z nich to zasługa Beaty Krakowskiej, która w grupie Enel Med odpowiada za rozwój biznesu związanego z medycyną estetyczną. Zarządza dwiema Klinikami Estell, z których pierwsza powstała sześć lat temu. Kilka tygodni temu otwarto drugą, i nie jest to ostatnie słowo, bo wkrótce uruchomiona zostanie trzecia klinika. Klucz do sukcesu stanowi kompleksowość oferty, czyli połączenie medycyny estetycznej ze stomatologią. Z kolei marka grupy Enel-Med daje pacjentom poczucie bezpieczeństwa i pewność wysokiej jakości zabiegów. A wszystko to składa się na spektakularny sukces na silnie konkurencyjnym rynku. Nagrodę odebrała Karolina Karolczak, dr marketingu Enel-Med & Estell.

          Kolejny przedstawiciel tej branży to BTL Industries Limited. Firma posiada ponad 65 oddziałów na całym świecie. Wszędzie tam dostarcza najwyższej jakości aparaturę medyczną do klinik, szpitali, przychodni, sanatoriów, ośrodków rehabilitacji i gabinetów medycyny estetycznej. Jednak wizja firmy to coś więcej niż produkowanie coraz lepszych i jeszcze bardziej skutecznych urządzeń. Jej celem jest skuteczna pomoc pacjentom, którzy dzięki wykorzystaniu w leczeniu nowoczesnych technologii pokonują problemy, realizują marzenia i cieszą się pełnią życia. Potrzeby pacjentów leżą u podstaw każdej decyzji podejmowanej w firmie. BTL posiada znakomity zespół. Zatrudnia ponad 2,4 tys. pracowników i 370 inżynierów w centrach badań i rozwoju (R&D). Fabryki produkcyjne zlokalizowane w Europie mają ok. 11 tys. mkw. powierzchni. BTL jest silnym, rozpoznawalnym na świecie brandem, a firma od lat zaangażowana jest również w działalność edukacyjną, społeczną i charytatywną. Nagrodę odebrał Sławomir Sobusiak, dyrektor zarządzający BTL.

          Tradycyjnie „Manager” wyróżnił też przedstawiciela świata mediów. Nagrodę odebrał jeden z najbardziej znanych ukraińskich artystów Ivan Dorn, twórca Master Hub, promotor współpracy międzykulturowej. Laureat Nagrody Specjalnej ponad 10 lat jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych głosów w ukraińskim przemyśle muzycznym. Stworzył w Kijowie społeczność kulturalną o nazwie Masterskaya, która stara się łączyć oryginalnych i utalentowanych ludzi z Polski i Ukrainy. Warto dodać, że debiutował w wieku sześciu lat, ukończył klasę fortepianu, nagrał trzy albumy solowe, a w 2017 r. został laureatem Europejskiej Nagrody Muzycznej MTV dla najlepszego rosyjskiego wykonawcy. Jest znany nie tylko jako piosenkarz, lecz także jako DJ, prezenter telewizyjny i producent muzyczny.

          Uroczystość relacjonowała TVP, która zaprezentowała w programie informacyjnym reportaż z gali, jak również – w innych audycjach – wypowiedzi laureatów MANAGER AWARD. Oprawę muzyczną zapewnili skrzypaczka Aleksandra Markowicz i dj Adrian Śliwiński, a laureatów fotografował Jan Gierach.

          Piotr Cegłowski

           

          ESG szansa i zagrożenie

            Problematyka ESG gości w każdym wydaniu „Managera”. W związku z tym postanowiliśmy zorganizować debatę ekspertów poświęconą postrzeganiu ESG przez instytucje finansowe oraz inwestorów.

            Dyskusja panelowa, której zapis przedstawiamy, odbyła się 9 czerwca w Cambridge Innovation Center w Warszawie. Wzięli w niej udział: mec. Aleksandra Polak z kancelarii B2RLaw, Paweł Strączyński, członek zarządu Banku Pekao SA, prof. Maciej Rudnicki, prorektor Akademii Polonijnej, dyrektor Edmund Cumber z PKO BP, Michał Miszułowicz, dyrektor ds. współpracy z sektorem innowacji z Banku BNP Paribas, i Tomasz Pawlikowski z Sustainable Brands. Dyskusję prowadziła dr Luiza Wyrębkowska z B2RLaw.

            Partnerem merytorycznym debaty był PKO Bank Polski

            Luiza Wyrębkowska: ESG, o którym dziś będziemy mówić, to jeden z najważniejszych tematów dla polskiego biznesu. Szczególnie interesujący jest kontekst rynków finansowych, ponieważ mamy tu do czynienia z wieloma wyzwaniami związanymi z wdrażaniem ESG.

            fot. Luiza Wyrębkowska

            Aleksandra Polak: Zacznijmy od tego, że Unia Europejska nadal nie zabrania prowadzenia i finansowania działalności, która nie jest zrównoważona środowiskowo. To, co dotąd zrobiła, to wymóg na poziomie ujawnień albo raportowania w obszarze tego, w jakim
            zakresie działalność albo produkty inwestycyjne są zrównoważone. Wymienię najważniejsze regulacje. Pierwsze rozporządzenie (Sustainable Finance Disclosure Regulation, SFDR) dotyczy ujawnienia kwestii zrównoważonego rozwoju w sektorze finansowym na poziomie podmiotu, czyli instytucji finansowej, i na poziomie produktowym.

            fot. Aleksandra Polak

            Można powiedzieć, że UE wymaga ujawnień w zakresie wdrożenia zagadnień ESG do polityki inwestycyjnej. Kolejnym aktem prawnym jest dyrektywa dotycząca raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju przez przedsiębiorstwa (Corporate Sustainability Reporting Directive, CSRD). To nowa regulacja, która bardzo rozszerza i podmiotowy, i przedmiotowy zakres raportowania, ponieważ od 2024 r. kwestie zrównoważonego rozwoju będą musiały już raportować wszystkie spółki zatrudniające więcej niż 250 osób, niezależnie od tego, czy są publiczne, czy nie, oraz wszystkie spółki notowane na rynku regulowanym, nawet małe i średnie. Jest to znaczne rozszerzenie podmiotowe, a dodatkowo zmienia się też architektura raportowania. Teraz podmioty będą musiały raportować na temat wszystkich trzech elementów ESG, czyli kwestie środowiskowe, kwestie społeczne i dotyczące ładu zarządczego. Co bardzo ważne, uwzględniony został też element strategii. Trzeba wskazać, w jakim zakresie model biznesowy jest odporny na ryzyka środowiskowe, w jakim zakresie spółka wpływa na środowisko, ale też w jakim zakresie środowisko może wpłynąć na działalność spółki. Żeby dane były czytelne, porównywalne i rzetelne, raporty będą otagowane cyfrowo i będą podlegały audytowi biegłych. Raportowanie będzie zgodne z jednolitym unijnym standardem.

            Holistyczny punkt widzenia
            Maciej Rudnicki: To bardzo trudne zadanie – spojrzeć na ESG z holistycznego punktu widzenia. Gdybyśmy spojrzeli na podstawy aksjologiczne tej problematyki i na źródła zachowania człowieka, to można tak pół żartem, pół serio powiedzieć, że u zarania dziejów człowiek zachował się w bardzo niezrównoważony sposób, samodzielnie opuszczając raj będący krainą szczęśliwości… A zatem można stwierdzić, że człowiekowi nie należy przypisywać aspektu racjonalnego zrównoważenia, podobnie jak firmom czy korporacjom. W związku z tym, że historia człowieka polega na niezrównoważonych wyborach, gdy spojrzymy historycznie na rozwój biznesu, gospodarki czy ekonomii, w wielu procesach rozwojowych człowiek w swoich zachowaniach dochodził do nieracjonalnych granic. A to skutkowało pojawieniem się norm nakazu albo zakazu. Wszystko, co jest związane zarówno ze zrównoważonym rozwojem, jak i ESG, jest naznaczone tego typu procesami. Zwróćmy uwagę, jak się rozwijał przemysł w Europie przed I wojną światową czy po II wojnie światowej. Był to rozwój oparty głównie na przemyśle ciężkim.

            fot. Maciej Rudnicki

            Bardzo ingerujący w środowisko naturalne. Gdyby w pewnej chwili nie pojawiły się – na poziomie poszczególnych państw czy w ramach wspólnot europejskich, a później w Unii Europejskiej, aż w końcu na poziomie ogólnoświatowym – określone normy, w naturalny sposób rozwój by się zatrzymał. Kto myślący tylko o zysku miałby na względzie ochronę środowiska? Jest wiele przykładów, że przemysł ciężki drenował środowisko aż do osiągnięcia granic skrajnej zyskowności. Z tego względu normy ESG są potrzebne, związane legislacyjnie ze zrównoważonym rozwojem, z aktualną sytuacją globalną, klimatyczną, społeczną, socjalną oraz odpowiedzialnością za planetę. Dotyczą one również standardu życia i bezpieczeństwa socjalnego. Przykładem może być wykorzystywanie pracy nieletnich dopuszczane w niektórych państwach. Ta legalność stoi w kontrze do naszej, europejskiej, filozofii. Podsumowując – na linii czasu historii świata zrównoważenie ciągle ściera się z niezrównoważeniem, czyli racjonalność z nieracjonalnością. Jesteśmy w dramatycznej sytuacji, bo musimy osiągnąć balans nie tylko środowiskowy, lecz także gospodarczy, czyli mniej zysku, a więcej odpowiedzialności.

            Banki ratują planetę?

            Luiza Wyrębkowska: Czy mogą się państwo zgodzić z twierdzeniem, że na instytucjach finansowych spoczywa dzisiaj ciężar odpowiedzialności za ratowanie planety, gdyż jakkolwiek górnolotnie to brzmi, to właśnie one będą oczekiwały od swoich klientów dostosowania się do wymogów ESG.

            Aleksandra Polak: Mówiliśmy o tym, że Unia nie nakazuje działalności zrównoważonej, ale przepisy są bardzo sprytnie skonstruowane na poziomie ujawnień i zakładają, że instytucje finansowe wezmą na siebie ciężar transformacji związanej z ESG. Co ciekawe, z moich obserwacji wynika, że polskie spółki zaczynają się interesować ESG często po kontaktach z bankami. Na szczęście polskie banki nie podchodzą ortodoksyjnie do przepisów i nie odmawiają finansowania, jeśli spółka jeszcze nie integrowała ESG, sugerując podmiotom gospodarczym jak najszybsze dostosowanie się do nowych norm i uwzględnienie ich w strategii. Podsumowując, w mojej ocenie to właśnie banki jako pierwsze będą instytucjami zwracającymi uwagę firm na nowe standardy związane z ESG.

             

            fot. Paweł Strączyński

            Paweł Strączyński: Bardzo się cieszę, że będę mógł podzielić się z państwem tym, co w zakresie ESG i zrównoważonego rozwoju już robi bądź w najbliższym czasie zamierza robić Bank Pekao SA. Tak jak wspomniała pani mecenas, nie ma zakazu inwestowania lub angażowania się w projekty niezrównoważone. Jednakże mamy wolę akcjonariuszy i inwestorów, którzy wywierają wpływ na działanie spółki i kierunki jej rozwoju. Mam tutaj na myśli zwłaszcza akcjonariuszy większościowych, bo to oni decydują, w jakim kierunku bank będzie się rozwijał i jaka będzie jego oferta. Znaczącym wydarzeniem była oczywiście repolonizacja, czyli przejęcie kontrolnego pakietu akcji przez podmioty związane ze Skarbem Państwa, czyli PZU i PFR. Oznacza to, że – tak jak w przypadku naszego głównego konkurenta: PKO BP oraz Alior Banku – sposób, w jakim kierunku jest prowadzona polityka energetyczna państwa, wywiera wpływ na to, jak są rozwijane strategie banku. W czerwcu zeszłego roku przyjęliśmy strategię ESG, w której określiliśmy główne cele, które chcemy osiągnąć do roku 2024. A to oznacza zaangażowanie się bezpośrednio w projekty zrównoważone na kwotę co najmniej 8 mld zł, zorganizowanie finansowania czy stanie się częścią konsorcjów, które takie finansowanie organizują, na kwotę co najmniej 22 mld zł. Określiliśmy, że nasze zaangażowanie w projekty zrównoważone bezpośrednie lub pośrednie powinno wynosić na koniec 2024 r.co najmniej 30 mld zł. Oprócz tego określiliśmy, w projekty wysokoemisyjne do końca 2024 r. zejdzie poniżej 1 proc. To są kowenanty, które są wpisane wprost w naszej strategii. Ostatnie trzy miesiące, może jeszcze nie diametralnie, ale zmieniły już sposób patrzenia na transformację energetyczną. Jest ona absolutnym driverem, jeśli chodzi o osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju. Chciałbym zwrócić też uwagę na znaczenie miksu energetycznego. Polska jest krajem Unii Europejskiej, który, w przeliczeniu na osobę, ma jeden z największych współczynników emisji. Wynika to między innymi z tego, że nie była u nas rozwijana energetyka jądrowa. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy nasi sąsiedzi dysponują elektrowniami jądrowymi. Polska jest w tym zakresie absolutnym ewenementem. Jesteśmy krajem, który w 80–85 proc. wytwarza energię wyłącznie w oparciu o źródła wysokoemisyjne. Wiele osób twierdzi, że transformacja energetyczna w Polsce powinna być procesem gwałtownym, wręcz rewolucyjnym. Nie zgadzam się z takim podejściem, bo ryzyko jest duże, a efekt niepewny. My uważamy, że zmiany powinny zachodzić w sposób ewolucyjny, czyli zrównoważony. Nie możemy działań transformacyjnych, jeśli chodzi o energetykę polską, prowadzić w sposób nieprzemyślany i niezrównoważony, bo, po pierwsze, narazimy bezpieczeństwo energetyczne kraju, po drugie, zagrozimy rozwojowi gospodarczemu, a po trzecie, może stać się to pośrednią przyczyną wzrostu inflacji i bezrobocia. Podsumowując, budowy elektrowni na węgiel byśmy już dzisiaj nie finansowali, lecz chcę podkreślić, że nie oznacza to, iż wycofujemy się z finansowania projektów wysokoemisyjnych, ale tylko podczas transformacji energetycznej zgodnej ze strategią państwa.

            Po pierwsze, nie szkodzić

            Michał Miszułowicz: Wrócę do pytania: czy na bankach powinien spoczywać ciężar ratowania planety? Chyba nie mają innego wyjścia, bo są w centrum krwiobiegu gospodarczego. Wszystko, co się dzieje w gospodarce, w ten czy inny sposób przechodzi przez bank, który dodatkowo jest lewarem pozwalającym na dokonywanie inwestycji, transformacji czy rewolucji przemysłowych. Bez udziału sektora bankowego w gospodarce niewiele się dzieje.

            fot. Michał Miszułowicz

            Dlatego, mimo że ESG oznacza dodatkowe obowiązki i koszty, wydaje mi się, iż nasz sektor jest dobrym miejscem do przyłożenia wagi tej miary. Nie wiem, czy naszą rolą jest ratowanie planety, może bardziej stajemy się kustoszem, który pilnuje, żeby więcej nie szkodzić. Wycofaliśmy się z finansowania sektora węglowego, przykładamy dużą wagę do zazieleniania naszych aktywów, natomiast widzimy, że sam kij – mówiąc kolokwialnie – kiepsko się spisuje. Warto zaznaczyć, że odcinanie kolejnych gałęzi biznesu nie motywuje pozytywnie do bycia zielonym. Mało tego, przez ograniczenie akcji kredytowej moglibyśmy utracić naszą pozycję rynkową. Dlatego od 2009 r. Bank BNP jest dystrybutorem różnych programów unijnych, które wspomagają przedsiębiorców i przedsiębiorstwa w transformacji efektywności energetycznej i termomodernizacji, ponieważ ogrzewanie również jest bardzo dużym, specyficznym dla Polski problemem, zwłaszcza na tle Unii. Tak więc banki są dobrym miejscem do wprowadzania ESG, a taksonomia – czyli mierzenie ESG – jest tylko przykrym obowiązkiem. W tym roku ogłosiliśmy strategię GOBeyond na lata 2022–2025. To pierwsza strategia Banku BNP Paribas agregująca cele biznesowe z aspektami zrównoważonego rozwoju. To symboliczne pokazanie, że aspekty ESG są dla nas driverem biznesowym. Strategia zakłada, że do 2025 r. bank osiągnie ROE na poziomie ok. 12 proc., a zrównoważone aktywa będą stanowiły 10 proc. portfela. Filar POSITIVE strategii GOBeyond gwarantuje, że wszelkie działania banku mają pozytywny wpływ na otoczenie społeczne, biznesowe i środowisko. Filar ten ma pomóc w umocnieniu pozycji banku jako lidera zrównoważonych finansów (łączna wartość kredytów udzielonych przez bank na projekty wspierające zrównoważony rozwój to już 6,6 mld zł), rozwijającego ofertę dedykowanych produktów i usług dla wszystkich linii biznesowych. Bank skoncentruje się na rozwijaniu oferty z pozytywnym wpływem środowiskowym i społecznym oraz produktów połączonych z oceną i wynikami w zakresie ESG. Dla klientów korporacyjnych bank planuje stworzenie centrum kompetencyjnego aktywnie wspierającego ich w zrównoważonej transformacji. Jako instytucja inkluzywna, dostępna dla wszystkich i zaangażowana w kwestie społeczne, bank będzie również konsekwentnie prowadził aktywne działania w obszarze wspierania różnorodności, wdrażania strategii równościowych i przeciwdziałania dyskryminacji, szczególnie przez realizowane projekty i podejmowane inicjatywy wspierające różnorodne grupy wrażliwe ze względu na wiek, pochodzenie, narodowość, płeć, sprawność fizyczną itd. To nasze holistyczne spojrzenie na aspekty ESG. Edmund Cumber: Nasz bank również przykłada dużą wagę do tych problemów. Podobnie jak Pekao SA chcemy zmniejszyć zaangażowanie w sektory wysokoemisyjne, ale nie zrywamy z tym zaangażowaniem. Rozumiemy, że to musi być proces ewolucyjny, transformacja. Nie finansujemy nowych projektów, które by sprzyjały zwiększeniu emisji, ale tylko takie, które emisje redukują. Stąd coraz więcej kredytów na inwestycje w energetykę odnawialną. Przykładem mogą być farmy wiatrowe i fotowoltaiczne. Ciągle jednak jesteśmy zaangażowani w sektor węglowy, choć nie chcemy tego zwiększać. Obecnie każdy kredyt, jaki rozpatrujemy, jest u nas umownie pokolorowany. To pokazuje nam, czy sprzyja transformacji, jest neutralny czy niesprzyjający. Chcemy, aby tych ostatnich systematycznie ubywało w naszym portfelu, tym bardziej że na spotkaniach z inwestorami na walnych zgromadzeniach i na spotkaniach inwestorskich takie pytania są nam zadawane. Nie chcemy, żeby inwestorzy oskarżali nas, że lekceważymy problematykę ESG. Natomiast największym problemem jest metodologia, jak oceniać cele i podejście do transformacji. Nie ma bowiem jednoznacznych i ostrych kryteriów oceny, jak dana instytucja podchodzi do ESG. Jest to raczej kwestia uznaniowa.

            Ważny element wyceny

            Luiza Wyrębkowska: 1 czerwca 2022 r. policja weszła do siedziby Deutsche Banku i spółek z grupy. W związku z tym spadła cena emisyjna akcji, a do dymisji podał się CEO. Pojawia się pytanie: skąd tak silna reakcja na zarzuty nieprawdziwych danych w zakresie zrównoważonego rozwoju, przy ciągle jednak nieostrych kryteriach oceny wdrażania ESG. Czy w Polsce taka akcja też byłaby możliwa? Czy w ogóle wyobrażają sobie państwo, że do siedziby waszych banków wchodzą policja i prokuratura w związku z ESG?

            Aleksandra Polak: Od strony formalnoprawnej byłoby to możliwe również w Polsce. Nie potrzeba do tego żadnych nowych regulacji. Policja zainteresowała się tą sprawą, ponieważ czynniki ESG są bardzo ważnym elementem wyceny i oceny ryzyka portfela inwestycyjnego. Dla przykładu, jeśli zwiększy się cena energii albo będzie mniejszy dostęp do wody czy załamie się łańcuch dostaw, wówczas może to mieć przełożenie na marże, koszty, płynność i w konsekwencji na wyniki finansowe. Dodatkowo często się mówi, że kryteria finansowe odnoszą się do przeszłości, a czynniki ESG pozwalają przewidzieć, co wydarzy się w przyszłości. Tak więc mogą one być lepszą projekcją tego, co czeka spółkę, niż wyniki historyczne. Jeśliby się okazało, że instytucja finansowa podawała swoim klientom nieprawdziwe informacje o ryzyku związanym z kwestiami zrównoważonego rozwoju, można by to porównać do podawania zafałszowanych wyników dotyczących rentowności, a to byłoby po prostu oszustwo. Za tym poszłyby kary administracyjne, odpowiedzialność członków organów związana z brakiem absolutorium czy odwołaniem zarządu i w końcu odpowiedzialność cywilna wobec klientów.

             

            fot. Edmund Cumber

            Tomasz Pawlikowski: Uważam, że właśnie instytucje finansowe ponoszą w tej chwili największą odpowiedzialność za transformację, mając wpływ na taksonomiczne aspekty ESG, czyli na to, jak środki pozyskiwane przez podmioty gospodarcze będą wykorzystywane. W Sustainable Brands wierzymy, że marki stanowią centralne miejsce przemiany i z punktu widzenia wizerunku jakiejkolwiek firmy, która poddaje się transformacji, największym ryzykiem jest powierzchowne i cyniczne traktowanie tego wymiaru. Powinniśmy mówić o holistycznej przemianie i nietraktowaniu jej jako kolejnego instrumentu do powiększenia portfela. Uważam, że my wszyscy musimy się liczyć z tym, że powoli wychodzimy z konsumpcjonizmu w dobę konserwacjonizmu. Istnieje ryzyko, że wiele firm, które będą się kierowały wyłącznie taksonomiczną częścią ESG, a nie traktowały go jak zmiany świadomości organizacji i jej funkcjonowania na wszystkich poziomach, pozostanie na cynicznym poziomie jakiegoś wskaźnika, który będzie nam umożliwiał jedynie pozyskiwanie finansowania. W pewnym sensie nie stoimy już przed dylematem: czy zarabiać lub ratować planetę, ale czy ratować gatunek ludzki?

            Ewolucja czy rewolucja?

            Maciej Rudnicki: Chcę podzielić się kilkoma refleksjami, może troszeczkę oderwanymi od siebie, ale mieszczącymi się w duchu naszej dyskusji. Po pierwsze, widzę pewną racjonalność w zachowaniu banku polegającym na nieodchodzeniu w trybie rewolucyjnym od finansowania wysokoemisyjnych projektów finansowych w przypadku naszego kraju. Proszę zauważyć, że jest to uzasadnione sekwencją czasową naszego wstąpienia do Unii Europejskiej oraz tym, co się działo przed powstaniem Unii, kiedy jeszcze królowały różnego rodzaju wspólnoty. Po II wojnie światowej miały one de facto integrować wydobycie węgla i produkcję stali, czyli naturalne przemysły, o które walka zawsze powodowała wojny w Europie. Chodziło o to, żeby w państwach, które były sobie wrogie, zintegrować te przemysły, by znalazły się w jednej wspólnocie. Nastawiano się wtedy na rozwój przemysłu ciężkiego, który w negatywny sposób oddziaływał na środowisko. Ograniczyły to dopiero wprowadzane ewolucyjnie dyrektywy UE. Wchodząc do Unii, byliśmy już poddani wysokim kosztom dostosowania się do norm środowiskowych. W czasie, kiedy pracowałem w Ministerstwie Środowiska, w okresie przedakcesyjnym, twardo negocjowaliśmy z Komisją Europejską koszty, które Polska musiała ponieść przed akcesją oraz w pierwszych latach po niej. Były dramatycznie wysokie. Udało nam się jednak, w drodze negocjacji, osiągnąć satysfakcjonujący nas kompromis. To, że Polsce zabrakło okresu nieskrępowanego niczym rozwoju, spowodowało trudności w płynnym dogonieniu gospodarek rozwiniętych krajów zachodnich. Z tych samych powodów kraje te przechodzą o wiele łagodniej transformację związaną z ESG. Po drugie, ostatnio studiowałem zachowanie się funduszy inwestycyjnych, głównie amerykańskich, określających się jako
            fundusze zrównoważonego rozwoju. Inwestują w projekty finansowe i firmy, które stosują zasady zrównoważonego rozwoju oraz ESG. Okazuje się, że kilka największych funduszy zdecydowanie zwiększyło swoją ekspozycję finansową między rokiem 2018 a 2021. Najbardziej ekspansywne i największe amerykańskie fundusze, typu BlackRock, zaczynają osiągać bardzo dobre wyniki finansowe. Nawiązując do wypowiedzi mojego przedmówcy, zachodzi podejrzenie o cynizm polegający na inwestowaniu w ESG nie dlatego, że tak trzeba, ale ze zwykłej chęci zarabiania. Potwierdza to wypowiedź prezesa funduszu, który stwierdził, że inwestujemy w ESG nie dlatego, że jesteśmy ekologami, ale dlatego, że jesteśmy twardymi kapitalistami i nam się to opłaca. Jeżeli się okaże, że inwestowanie w zrównoważony rozwój jest po prostu opłacalne, to pojawia się pytanie, czy nie stracimy tego holistycznego celu, a na końcu dnia jednak musimy zacząć żyć w kompletnie inaczej zorganizowanym świecie. Obawiam się, że cynizm doprowadzi do opóźnionej katastrofy, czyli spowoduje pewne przytrzymanie, uśpienie naszej czujności i szybkie dojście do sytuacji, z której nie będzie już odwrotu.

            Tomasz Pawlikowski: Miejmy na uwadze, że nie jesteśmy w jakiejś bańce oderwanej od środowiska, w którym funkcjonujemy. Mam na myśli środowisko konsumentów – to oni kształtują marki. Jest takie pojęcie brand equity, kształtowane przez odbiorców. W ostatnim czasie ich świadomość dramatycznie rośnie w Stanach Zjednoczonych. W tej chwili 93 proc. konsumentów deklaruje chęć wspierania jedynie tych marek, które w rzeczywisty sposób nie tylko wykazują się chęcią, lecz także działaniami na rzecz transformacji w kierunku zrównoważonego rozwoju.

            Zmiana czy greenwashing?

            Luiza Wyrębkowska: Czy państwa banki weryfikują klientów w kontekście greenwashingu?

            Michał Miszułowicz: Informacje, które są podawane w dokumentach, są oczywiście weryfikowane. Greenwashing jest bardziej popularny w marketingu i działaniach wizerunkowych niż w finansach. Za wprowadzenie w błąd w przypadku danych finansowych albo okolicznych grożą konkretne sankcje karne. W przypadku greenwashingu marketingowego możliwe są głównie problemy wizerunkowe, które wiele firm ciągle bagatelizuje. W naszych dywagacjach zapomnieliśmy o jednej pozytywnej stronie tego zjawiska. Generowanie wartości przez przedsiębiorstwo nie tylko dotyczy dziedziny finansów – jak do tej pory w kapitalizmie – lecz także powinno być rozpatrywane przez pozytywny wpływ na społeczeństwo i środowisko. To właśnie w tych kategoriach powinniśmy rozpatrywać przyszłość ESG, czyli przez rozwijanie działalności, która ma pozytywny wpływ i, co równie ważne, mierząc efektywność przedsiębiorstwa nie tylko w kontekście finansowym.

            fot. Tomasz Pawlikowski

            Edmund Cumber: Nie spotkałem się z greenwashingiem u naszych klientów. Wydaje mi się, że oni nie mają aż takich bodźców, żeby nas oszukiwać w ten sposób. Owszem, te największe spółki raportują swój stosunek do ESG, ale to nie jest jeszcze aż tak silnie postrzegane przez naszych klientów korporacyjnych. Bardziej to dotyczy zachodnich funduszy inwestycyjnych.

            Paweł Strączyński: W kontekście greenwashingu należy pozytywnie spojrzeć na akcję w Deutsche Banku. Co ważne, policja i prokuratura podjęły w tej sprawie samodzielne działania. Przypomnę, że koncerny niemieckie, jeśli chodzi o podawanie nieprawdziwych informacji, nie tylko na temat ESG, mają wieloletnie doświadczenie. Zwróćmy uwagę, że w przypadku Volkswagena to Amerykanie odkryli fałszerstwo i gdyby nie oni, w Europie sprawa zostałaby zamieciona pod dywan. Mam jeszcze refleksję na temat kapitalizmu. Podstawą dla jego rozwoju jest dzieło Adama Smitha „Studia nad bogactwem narodu”. Myślę, że wiele osób zapomina, iż przed ukazaniem się tej pracy Smith napisał też dzieło filozoficzne o moralności. Jeżeli więc będziemy interpretowali biblię kapitalizmu w oderwaniu od moralności, na którą Smith zwracał szczególną uwagę, to wyciągniemy fałszywe wnioski. W mojej ocenie jedynie interpretowanie tych obu dzieł łącznie pokaże nam, jaka powinna być właściwa droga rozwoju kapitalizmu. A powinna ona uwzględniać moralność.

            Trzy litery, wiele interpretacji

            Luiza Wyrębkowska: Proszę państwa o komentarz do słów inwestora, który jest guru dla wielu osób na całym świecie. Elon Musk powiedział, że ESG to oszustwo wykorzystywane przez fałszywych bojowników o sprawiedliwość społeczną. Podkreślić jednak należy, że Tesla to projekt ekologiczny, a Musk inwestuje we wszelkiego rodzaju inicjatywy proklimatyczne.

            Aleksandra Polak: Czym innym są impact investment i pozytywny wpływ na klimat, a czym innym ryzyka i ratingi ESG. Pojawiły się zarzuty, że zrównoważona fabryka Tesli w Kalifornii nie przestrzega przepisów bhp. Pojawiły się też zarzuty dyskryminacji na tle rasowym i etnicznym, a także dotyczące samego stylu zarządzania spółką – braku transparentności oraz komunikacji między prezesem a inwestorami. Dlatego Tesla została usunięta z indeksu S&P 500 ESG.

            Luiza Wyrębkowska: I tak docieramy do problemu S i G ze skrótu ESG, określającego wskaźniki Środowiskowe (Environmental), Społeczne (Social) i Ład Korporacyjny (Corporate Governance).

            Maciej Rudnicki: Kwestie związane z E są dość dobrze rozłożone na czynniki pierwsze, które są identyfikowalne zarówno jako ryzyka, zagrożenia, jak i korzyści. S wydaje się najbardziej szerokim i najmniej rozpoznanym zakresem, a jednocześnie także najtrudniejszym do uchwycenia. Jest to też kwestia metodyki badającej stopień spełniania tego kryterium. S musi być lepiej obudowane prawnie.

            Edmund Cumber: Rzeczywiście, nie ma tych jednoznacznych kryteriów, zwłaszcza w social governance. W przypadku danych dotyczących środowiska można relatywnie łatwo ocenić, czy dana inwestycja je zatruwa, ale już znacznie trudniej, czy jest społecznie odpowiedzialna.

            Uniwersalne normy prawne

            Maciej Rudnicki: Warto zauważyć, że trudno też o globalne rozwiązania prawne. Jeżeli w danym kraju system prawny dopuszcza pracę osób nieletnich, a systemy prawne Unii Europejskiej tego nie akceptują, to jak ustalić normę prawa międzynarodowego? Czy można postawić zarzut, że ktoś czerpie zysk z pracy nieletnich w zakładzie umiejscowionym w państwie, gdzie ten proceder jest legalny? Zwracam uwagę, że Europa miała już taki problem po II wojnie światowej. W procesach norymberskich oskarżano zbrodniarzy hitlerowskich, którzy bronili się, twierdząc, że ustawy – nomen omen – norymberskie dopuszczały eliminację poszczególnych nacji, więc oni wykonywali rozkazy, działali legalnie, zatem na jakiej podstawie się ich oskarża? Społeczność międzynarodowa musiała się zgodzić, że istnieje system ogólny, który zakazuje jednej nacji eksterminowania innej. A zatem jak w aktualnym systemie prawnym wydać negatywną decyzję finansową w stosunku do kogoś, kto czerpie zysk z pracy dzieci w państwie, gdzie to jest legalnie dopuszczalne? A w dodatku to państwo jest członkiem ONZ…

            Tomasz Pawlikowski: Znowu dotykamy problemu moralności. To jest wewnętrzny kompas, którym się powinny kierować organizacje. W tym kontekście warto ponownie odnieść się do działalności Elona Muska. Uprawia on purposewashing, który funkcjonuje inaczej niż greenwashing. Polega na pokazywaniu swojej firmy jako organizacji zrównoważonego rozwoju na podstawie jednego elementu wpisanego do DNA. Jest to, moim zdaniem, bardzo szkodliwe, bo posługuje się mechanizmem, że jeśli coś jest dozwolone, to mnie rozgrzesza. Natomiast co do samego greenwashingu: nie powinniśmy być całkowicie przeciwni stosowaniu go w marketingu czy w innych działaniach z jednego tylko powodu. Jeśli dana organizacja wchodzi na drogę zrównoważonego rozwoju, wówczas oznacza to, że podejmuje ważne zobowiązanie rozłożone na lata. Ciekawy przykład to Nestle, które wyznaczyło sobie cel zakończenia procesu budowy regeneracyjnej marki do 2035 r. Tak poważna zmiana nie następuje natychmiast. Wymaga inwestycji i zmian modelu biznesowego. Po drodze zdarzają się różne ciekawe rzeczy, które czasami odbiorcy odbierają jako greenwashing. A one są tylko przejawami pozytywnych działań. Ale jeśli te dobre przedsięwzięcia mają przykryć fałszywą intencję, to już oczywiście jest greenwashing.

            Nie tylko kompas moralny

            Luiza Wyrębkowska: Unia Europejska widzi, że dziś sam kompas moralny nie wystarcza. Stąd projekt dyrektywy dotyczącej taksonomii społecznej, która za chwilę wejdzie w życie i zdziwi wiele osób. Ale też zdecydowanie pomoże…

            Aleksandra Polak: Odnosząc się do kwestii norm, które są potrzebne, i kompasu moralnego, UE wydała 24 lutego projekt dyrektywy dotyczącej due diligence (należytej staranności przedsiębiorstw), która odnosi się m.in. do wspomnianej wcześniej sytuacji: co zrobić, jeśli unijna spółka kupuje czy produkuje w kraju, w którym pracują dzieci. Do tej pory spółki mówiły, że działają w zgodzie z przepisami krajów trzecich. Teraz Unia stwierdza, że największe spółki europejskie, prowadząc działalność produkcyjną za granicą, mają tam przestrzegać unijnych zasad ochrony pracowników. Może się jednak okazać, że spółki unijne nie będą chciały inwestować w lepsze warunki pracy w krajach trzecich czy więcej płacić lokalnym pracownikom. Być może bardziej opłacalne będzie utrzymywanie produkcji na terenie Unii. A to z kolei sprawi, że skrócą się łańcuchy dostaw. Pandemia, a teraz wojna Rosji przeciwko Ukrainie też pokazały, że zakłócenia łańcuchów dostaw silnie dotykają naszych gospodarek. Pojawia się tu pytanie: czy rzeczywiście celem zmian prawnych jest ochrona praw człowieka, czy de facto chodzi o ochronę unijnej gospodarki?

            Luiza Wyrębkowska: Wróćmy, proszę, do interpretacji elementów składowych ESG…

            Paweł Strączyński: Dokładnie tak, jak mówili moi przedmówcy: jeśli chodzi o E, to wszystko, co jest kwantyfikowalne, jest dużo prostsze. Dyskutować można tylko nad kwestią konstrukcji pewnych wskaźników. Z kolei G, a szczególnie S, są to procesy kompletnie niekwantyfikowalne. Niełatwo wyznaczyć konkretne działania z zakresu „Social”. W dziedzinie taksonomii społecznej trudno też określić uniwersalne normy. I tak znów wracamy do kwestii filozoficznych, ale nie uciekniemy od nich, bo świat zmierza w tym kierunku. Jak jednak przyjąć standardy w dziedzinie S, co do których wszyscy będą zgodni? Być może właściwszym kierunkiem byłoby tworzenie pewnych uniwersalnych norm społecznych, które obowiązywałyby na danym obszarze? W przypadku Unii jest to stosunkowo łatwe, chociaż – proszę zwrócić uwagę – nieproste, co ilustruje spór o praworządność. W ujęciu ogólnoświatowym, uwzględniając różnice kultur, trudno mi sobie wyobrazić narzucenie firmom zakazu nabywania produktów od fabryk, w których pracują dzieci. Proszę rozważyć, jakie skutki taki zakaz spowodowałby w Bangladeszu, Indiach czy w Wietnamie. Tam ubogie rodziny często żyją dzięki pracy dzieci. Słowem, jest to kwestia wyboru mniejszego lub większego zła. Idealnego rozwiązania chyba nie znajdziemy… Zastanówmy się też nad E. Dobry przykład szczegółowego rozwiązania w tej sferze stanowi carbon tax. Jest on odzwierciedleniem oczekiwań w dziedzinie emisji CO2. Jeśli ktoś tych norm nie spełnia, to musi na granicy Unii dopłacić extra tax. Jest to słuszne, ponieważ nie obejmiemy np. Chin europejskim ESG. Dopłata, o której mówię, jest przejawem pewnego rodzaju protekcjonizmu, ale to właściwy kierunek. Ostatnie 30 lat absolutnego otwarcia rynku unijnego i handlu ogólnoświatowego doprowadziły do tego, że w Europie produkcja się zwinęła. Pozostały tylko bardzo wysokospecjalistyczne usługi. Okazało się, że wystarczy epidemia i wojna na granicy, a już wszystko siada. To wywołało dylematy: czy można kupować od Rosji? Jako Bank Pekao SA udzieliliśmy jednoznacznej odpowiedzi: nie będziemy angażowali się ani po stronie zakupowej, ani sprzedażowej w żadnym przedsięwzięciu dotyczącym  podmiotów, które nie wycofały się z Rosji. Jesteśmy na tyle odpowiedzialnym bankiem, że stać nas na rezygnację z zysku z niechcianych przedsięwzięć i nie interesuje nas zupełnie stopa zwrotu. Gdyby wszystkie instytucje finansowe postąpiły tak jak my, nie byłoby w ogóle tematu, czy ktoś zostaje w Rosji i na Białorusi.

            Michał Miszułowicz: Zatoczyliśmy koło, więc teraz powinienem przypomnieć, że w dziedzinie E Bank BNP Paribas już dawno podjął decyzję o niefinansowaniu sektora węglowego, bez względu na koszty tej decyzji. Jeśli chodzi o S, to jest nieuchwytny element. Oczywiście, przeciwdziałamy wykluczeniu, propagując równość kobiet i mężczyzn. Promujemy też mniejsze lokalne akcje integracji banku z lokalnymi społecznościami. Nie jest to centralnie sterowane. Każdy dyrektor lub lokalny ambasador banku w terenie, który zna swoją społeczność, wie, co jest dla niej najlepsze, wie, co należy zrobić. Generalnie w dziedzinie S nie ma jednej słusznej drogi. Można odwołać się do dekalogu, który wyraźnie mówi: nie zabijaj. To granica, której nie wolno przekroczyć. Żeby być porządnym człowiekiem czy odpowiedzialną firmą, nie można np. zatrudniać dzieci, ale też trzeba robić coś więcej. To absolutne minimum, a firmy powinny przecież konkurować o maksimum, co mogą zrobić, jaką mogą wygenerować wartość społeczną. Wydaje mi się, że z elementem G jest najprościej, ponieważ wszyscy mamy wdrożone procedury i różne elementy nadzoru. Za to S przenosi nas na grunt socjologii i filozofii. Znalezienie światowego wspólnego mianownika dla S będzie bardzo trudne, bo jak np. pogodzić nasze zasady z bankowością szariatu.

            Punkt zwrotny

            Luiza Wyrębkowska: W uzupełnieniu dodam, że w Nowym Jorku odbył się zorganizowany przez Uniwersytet Yale CEO Summit największych amerykańskich firm. Szefowa Citigroup zwróciła uwagę, że przy ESG brakuje jeszcze jednego S. Dodatkowe S powinno oznaczać Security. Rozumiane bardzo szeroko bezpieczeństwo łączące się z kwestiami zarówno środowiskowymi, społecznymi, jak i ładu korporacyjnego. Zapewne będzie się na ten temat dużo jeszcze dyskutowało… Na koniec byłabym państwu wdzięczna za krótkie podsumowanie naszej dyskusji. Proszę o dokończenie zdania: ESG to szansa, problem…

            Aleksandra Polak: Moim zdaniem ESG to szansa dla firm. Adresowanie ryzyka związanego z kwestiami środowiskowymi, społecznymi czy ładu zarządczego może dać pozytywne skutki – obniżenie kosztów, lepsze zarządzanie ryzykiem wewnętrznym i zewnętrznym, lepsza relacja z pracownikami, klientami i dostawcami. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że co jakiś czas pojawia się kryzys lub recesja. Może zrównoważony rozwój sprawi, że takie ryzyko zostanie zminimalizowane? Będziemy mniej zaskakiwani inflacją lub podwyżką stóp procentowych czy załamaniem łańcucha dostaw. Dla większości spółek zysk może być długoterminowy i stabilny, co oznacza bezpieczeństwo dla gospodarek, pracowników i dla rodzin. Ważne, żeby tej szansy nie zmarnować nadmiernymi obowiązkami, zbyt rozbudowanymi, niejasnymi przepisami i procedurami.

            Tomasz Pawlikowski: ESG może być fantastycznym punktem zwrotnym dla całej tej sfery gospodarki, która myśli o tym, że świat powinien się rozwijać w sposób zrównoważony. Dzisiejsza dyskusja pokazuje, że żyjemy w świecie interpretacji. Nie chcę jak mantrę powtarzać zdań o kompasie moralnym, ale tak naprawdę to on sprawi, czy te interpretacje będą dobre dla świata, czy będą dla niego niedobre, jeżeli będą kierowały się wyłącznie interesem fiskalnym lub merkantylnym.

            Michał Miszułowicz: Wydaje mi się, że ESG to jest zarówno szansa, jak i zagrożenie. Szansa – merytorycznie, bo nareszcie jest położony nacisk na sprawy ważne i one zaczynają być mierzalne, a zagrożenie ze względu na możliwość przerostu biurokracji. Słowem: merytorycznie szansa, biurokratycznie – zagrożenie.

            Maciej Rudnicki: Nasza dyskusja jest dowodem na to, że kluczową kwestię stanowi aksjologia, pewnego rodzaju system wartości, z którego wychodzimy. Z ESG jest trochę tak jak z typowym syndromem osoby, która się zachowa uczciwie lub nie. Osoby wychowane zgodnie z zasadami, przechodząc obok witryny jubilerskiej, nie wpadną na pomysł, żeby łokciem wybić szybę i zabrać zegarek. I nie dlatego, że są przepisy, które karzą za kradzież. Z kolei złodziej zabierze zegarek, ponieważ nie boi się przepisów karzących za taki czyn. To jest kwestia systemu wartości… ESG można traktować instrumentalnie. Ci, którzy wyznają cyniczne dążenie do zysku, na pewno będą z chęcią z tego instrumentu korzystali, jeżeli tylko znajdą sposób, żeby zwiększał ich zyski. A ci, którzy stoją na stanowisku, że ten świat musi być lepszy, będą ESG traktować z całą powagą, ponieważ są do tego głęboko przekonani.

            Edmund Cumber: Zgadzam się, że jest to szansa, ale nie pozbawiona problemów, jak stosować kryteria ESG, żeby były w miarę zrównoważone i sprawiedliwe oraz jednakowo rozumiane przez wszystkich. A z tym jest ogromny problem, więc trzeba podchodzić do
            tego w rozsądny sposób, żeby nie wylać dziecka z kąpielą.

            Paweł Strączyński: Zgadzam się ze słowami prof. Rudnickiego. Powiem żartem, że zabrał mi właściwie prawie całą wypowiedź… ESG postrzegam jako ogromną szansę, ale również wielkie zagrożenie. Proceduralnie to będzie kwestia kosztów, powiększenie się działów compliance. Małe firmy mogą mieć z tym ogromny problem. Może się powtórzyć sytuacja z RODO. Nagle okazało się, że trzeba zatrudnić osobę, która zajmuje się tylko tymi sprawami. Dla mnie zagrożeniem, bo o szansach już wszyscy mówiliśmy, jest to, jaki system wartości zostanie przyjęty i uznany za uniwersalny. Z tym będzie największy problem. Moje obawy dotyczą kierunku, w jakim rozwija się Unia Europejska. Nie chciałbym, żeby zaczęły obowiązywać standardy typu: jeżeli ktoś nie zgadza się – jak w Chinach – z linią partii, to np. może zostać odcięty od dostępu do pieniędzy. Pamiętajmy, że gdzieś w tle czai się ogromna pokusa, a zarazem narzędzie wielkiej władzy.

            Luiza Wyrębkowska: Mam nadzieję, że korzyści jednak przeważą i zniwelują ryzyka. Dziękuję państwu za udział w dyskusji.

            opracowali
            Piotr Cegłowski i Jarek Dotka

            Ważne Informacje

            Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

            Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

            Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

            Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

            XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

            XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

            Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

            Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

            Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

            Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

            III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

            Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...