.
Strona główna Blog Strona 119

Trzy nawyki a cyberbezpieczeństwo

    Dbanie o codzienne cyberbezpieczeństwo rodziny czy firmy warto zacząć od siebie i wyrobienia w sobie pewnych nawyków. Technologiczne nawyki działające u nas to świetny start do edukacji rodziny czy zbudowania procesu, który będzie częścią rozwoju dowolnej spółki. Szczególnie że startowe nawyki są tylko trzy, a razem mają wielką moc.

    W 2012 r. Charles Duhigg, dziennikarz i pisarz z Nowego Jorku, wydał książkę „Siła nawyku”. Jak zauważa Duhigg: „Większość codziennie dokonywanych wyborów może się nam wydawać rezultatem dobrze przemyślanych decyzji, ale tak wcale nie jest. Są one nawykami. I choć każdy nawyk sam w sobie znaczy raczej niewiele, to jednak z czasem takie kwestie […], czy oszczędzamy, czy też wydajemy wszystkie zarobione pieniądze, jak często wykonujemy ćwiczenia fizyczne, jak porządkujemy własne myśli czy w jaki sposób pracujemy – mają potężny wpływ na nasze zdrowie, wydajność, bezpieczeństwo finansowe i poczucie szczęścia”. Także na nasze cyberbezpieczeństwo. Mimo ponad 400 stron książkę (dostępną także jako audiobook) czyta się szybko, dlatego gorąco ją polecam. Dowiemy się z niej, jak świadomie tworzyć nawyki, które przydadzą się nam w dbaniu o cyberbezpieczeństwo.

    Przygotowanie

    Na wstępie czas na inwentaryzację. Sporządź listę usług, w których przechowujesz dane zarówno te służbowe, jak i prywatne. Z pewnością korzystasz z usług, takich jak Gmail czy WP, Signal, Facebook, Twitter, WhatsApp. Pamiętaj też o swoim koncie na iCloudzie, jeżeli masz iPhone’a, albo w chmurze Samsunga, jeżeli masz telefon tego producenta. Trzymasz zdjęcia na Dropboksie lub w Gdrive? To też wpisz na listę. Drugi etap przygotowań zacznij od wizyty na stronie www.haveibeenpwned.com. W pole wyszukiwania wpisz każdy używany adres e-mail i sprawdź, skąd wyciekł twój login powiązany z hasłem. Nie chodzi o to, aby panikować. Warto zmienić hasło w danym serwisie i rozpocząć dbanie o „higienę haseł”.

    Nawyk: hasła

    Wróćmy do listy wszystkich kont. Czas na analizę miejsc, gdzie masz takie samo hasło. Wszędzie, gdzie hasło się powtarza – zmień je. Szczególnie jeśli do Facebooka i e-maila hasło jest to samo, „bo tak prościej”. W takim wypadku utrata konta w social mediach może się skończyć utratą dostępu do adresu e-mail, a w konsekwencji innych kont w social mediach. To także doskonała chwila, żeby zacząć używać managera haseł. Większość narzędzi jest płatna, ale w parze idą też zalety. Najważniejsza: zwykle wystarczy pamiętać jedno hasło do managera zamiast do każdego serwisu oddzielnie. Nawet jeśli wyciekną hasła z takiego katalogu, to są one niepowiązane z konkretnym kontem i zwykle dodatkowo szyfrowane. Wielką zaletą jest także możliwość dzielenia konta z kimś, czyli nie trzeba dziecku podawać hasła do Netfliksa, można je udostępnić w ramach aplikacji i wstrzymać udostępnianie w razie potrzeby. Przy hasłach niezwykle ważnym elementem jest włączenie wszędzie uwierzytelniania dwuskładnikowego. Czyli do zalogowania się do Facebooka czy e-maila potrzebny będzie też kod z aplikacji na telefonie lub SMS. Ciekawą alternatywą jest użycie klucza sprzętowego (np. YubiKey) albo aplikacji autoryzujących, takich jak Google Authenticator, Microsoft Authenticator czy Authy.

    Aktualizacje

    Wiele osób ochoczo zakleja swoje kamerki w komputerach w obawie przed szpiegowaniem. Co ciekawe, nie czyni tego w telefonach, gdzie kamery są dwie, a to częściej telefon towarzyszy nam w toalecie czy na spotkaniach towarzyskich. Zamiast myśleć, jak zakryć
    obiektywy w telefonie… pomyślmy o aktualizacjach oprogramowania. Jeśli to strach przed „tym, że coś się może zepsuć”, sprawia, że nie aktualizujesz systemu i programów na komputerze, znowu pomyśl o telefonie. W nim większość aplikacji aktualizuje się automatycznie w nocy. Oczywiście czasem pojawiają się problemy po aktualizacji. Jednak aktualizacje to nie tylko nowe ikony czy funkcje. Często to łatanie luk w bezpieczeństwie, przez które można dokonać ataku, który może skończyć się właśnie przejęciem kontroli nad kamerą w telefonie czy komputerze. Dlatego regularnie instaluj wszystkie aktualizacje na laptopa, komputer stacjonarny, telefon i tablet. Pamiętaj, żeby zaktualizować też wszystkie aplikacje. Ponadto jeśli z jakiegoś programu nie korzystasz od kilku miesięcy, to warto rozważyć jego odinstalowanie.

    Kopia bezpieczeństwa

    Dwa wcześniejsze nawyki wprowadzasz między innymi po to, aby chronić swoje dane, takie jak zdjęcia z wyjazdów, ważne dokumenty czy ich skany. Trzymanie ich tylko na dysku laptopa czy w pamięci telefonu to nie jest dobry pomysł. Dlatego źródła takie jak dysk czy pamięć telefonu powinny mieć backup, np. w chmurze. Zdjęcia z telefonu mogą automatycznie wgrywać się na Twoje konto Google Photo czy do iClouda. Dane z dysku mogą co wieczór kopiować się np. na konto w Google Drive czy na Dropboksa. Najważniejsze dane warto jednak mieć także jako fizyczny backup. Najlepiej na zaszyfrowanym dysku, który przechowujesz w bezpiecznym miejscu. Nie musisz go mieć pod ręką, wystarczy, żebyś pamiętał o aktualizowaniu go co jakiś czas o nowe dane z twojej chmury czy pamięci urządzeń. Co ważne, dysk bezpieczeństwa podłączaj do komputera tylko w razie konieczności – gdy kopiujesz dane.

    Dobry początek

    Comiesięczna higiena haseł i dbanie o aktywność dwuetapowej autoryzacji. Regularne aktualizowanie systemów i aplikacji, a także codzienne wykonywanie kopii danych w chmurze oraz comiesięczna kopia fizyczna danych – to rutyna, od której należy zacząć. Pamiętaj, że nie ma systemu, którego nie da się złamać, tak jak nie ma osoby, której nie da się oszukać. Powyższe rutynowe działania znacząco zmniejszają szanse na udany atak na twoje dane, ale warto pomyśleć też o zgłębieniu wiedzy o socjotechnikach stosowanych przez cyberwłamywaczy.

     

    Konrad „.ksy” Latkowski
    co-founder DC9.pl tak mówi o sobie:

    „Internet pokochałem od pierwszych minut na modemie w 1999 r., czyli od 23 lat tracę w sieci wystarczająco dużo czasu, aby nawet z przypadku robić ciekawe rzeczy. Dziesięć lat po założeniu swojej pierwszej spółki i siedem lat po sprzedaży w niej udziałów ponownie zostałem współwłaścicielem firmy. Wraz z grupą specjalistów z zakresu infrastruktury IT i bezpieczeństwa sieci powołaliśmy do życia DC9.pl. Naszą specjalnością jest obsługa NGO-sów, a także kancelarii prawnych – zarówno ich sieci, jak i ich klientów. Osobiście uwielbiam początki, kiedy wszystko się układa, wymyśla, planuje i nadzoruje efekty. Ten czas, kiedy nie walczy się o optymalizacje o 0,6 proc., ale o start i sprawdzanie w praktyce teorii o market fit”.

    Nieruchomości tarczą antyinflacyjną

      W latach 2007–2021 najlepiej przed inflacją chroniły nieruchomości – sugerują dane rynkowe. Gorsze były zarówno obligacje skarbowe, jak i bankowe depozyty. Co ciekawe, najgorzej radziły sobie z inflacją akcje największych giełdowych spółek.

      Ujemne realne stopy procentowe to w dużym uproszczeniu sytuacja, w której trzymając pieniądze na lokatach bankowych lub w ramach rządowych obligacji, tracimy pieniądze. Oczywiście nikt nam ich fizycznie nie zabiera, ale np. banki naliczają zbyt małe odsetki, aby zachować siłę nabywczą kapitału. Co gorsza, większość z nas zdążyła już się do takiej sytuacji przyzwyczaić – z problemem tym borykamy się bowiem już od przełomu lat 2015/2016. Dane GUS i NBP sugerują, że już wtedy, zakładając przeciętną roczną lokatę, zarabialiśmy tak mało, że nie byliśmy w stanie pokonać inflacji. Dopóki traciliśmy 1–2 proc. w skali roku, dopóty było to chwilowo akceptowalne. Gdy realna roczna strata zaczęła wynosić 3–4 proc., coraz więcej z nas rezygnowało z trzymania pieniędzy w bankach, a dziś – gdy kończące się lokaty dają tak małe zyski, że realnie, a więc po uwzględnieniu inflacji, ich posiadacze tracą ponad 12 proc. w skali roku – sytuacja jest skrajnie niekorzystna. I choć banki w ostatnich tygodniach podnoszą oprocentowanie depozytów, to wciąż nie ma takich lokat czy rachunków oszczędnościowych, które pozwoliłyby realnie uchronić kapitał w ciągu najbliższego roku. Nic też nie wskazuje na to, aby takie depozyty się pojawiły. A gdyby i tego było mało, to dziś dostępne prognozy sugerują, że nawet lokaty zakładane pod koniec 2023 r. nie pozwolą realnie zarobić. Jeszcze dwa dodatkowe lata i w kontekście trzymania pieniędzy w bankach będziemy mogli mówić o straconej dekadzie.

      Cztery podstawowe sposoby na walkę z inflacją

      W jaki więc sposób chronić pieniądze przed destrukcyjnym działaniem inflacji? W głowie przeciętnego inwestora rodzi się potencjalnie kilka możliwości: np. obligacje skarbowe, akcje, nieruchomości czy wcześniej wspomniane lokaty. Jak w praktyce się sprawdzają? Nie pozostaje nic innego, jak tylko spojrzeć na dane historyczne. Dla polskiego rynku dysponujemy odpowiednimi informacjami, które pozwolą nam zbadać sprawę z horyzontem 15-letnim (kompletu starszych danych na temat cen mieszkań i stawek za wynajem w przypadku nieruchomości niestety nie ma). Efekt jest co najmniej zaskakujący.

      Akcje dały straty

      Okazuje się, że w gronie przebadanych aktywów najgorszym orężem w walce z inflacją w latach 2007–2021 były akcje największych spółek notowanych na warszawskim parkiecie (zgrupowane w indeksie WIG20). Przez 15 lat mogliśmy dzięki nim nie zyskać, ale stracić, i to aż 23 proc. Gdyby jeszcze uwzględnić panującą w tym czasie inflację, to okazałoby się, że inwestując w WIG20, stracilibyśmy prawie połowę siły nabywczej posiadanego przed laty kapitału. Jest to o tyle zaskakujące, że przecież zmienność cen akcji, a więc też ryzyko w przypadku inwestowania na giełdzie, jest wysokie. W takim razie uzasadnione byłoby raczej, aby wyższe ryzyko szło w parze z wyższymi potencjalnymi stopami zwrotu. Co więcej, w naszych wyliczeniach przyjęliśmy indeks WIG20 w wersji Total Return, a więc taki, który uwzględnia nie tylko zmiany cen samych akcji, lecz także płynące z nich dodatkowe profity (dywidendy, wartość praw poboru). Nawet to nie pozwoliło nam wyjść na plus.

      Pożyczanie pieniędzy rządowi potrafi przynieść korzyść

      Znacznie lepiej na tym polu poradziły sobie już nawet wcześniej wspomniane lokaty. Zakładając lokatę na przełomie lat 2006/2007 i konsekwentnie co roku ją odnawiając, mielibyśmy po 15 latach o 46 proc. więcej pieniędzy. Niby mogłoby to nas nawet cieszyć, ale niestety, taki zysk pozwoliłby co najwyżej na utrzymanie siły nabywczej kapitału, który posiadaliśmy 15 lat wcześniej. Realnie wyszlibyśmy więc na zero.

      Obligacje rządowe dawały kiedyś solidne zwroty

      Znacznie lepszym rozwiązaniem niż powierzanie pieniędzy bankom było pożyczenie ich rządowi. Gdybyśmy na początku 2007 r. kupili 10-letnie obligacje skarbowe i potem po ich zapadnięciu ponownie kupili tego rodzaju papiery, to łącznie dziś mielibyśmy na koncie maklerskim o 93 proc. więcej pieniędzy, niż zainwestowaliśmy 15 lat temu. Nawet po skorygowaniu tej kwoty o inflację, a więc po uwzględnieniu utraty siły nabywczej przez kapitał, osiągnęlibyśmy przez 15 lat realny zysk po opodatkowaniu na poziomie 33 proc. Przyzwoicie. Problem w tym, że sprzedawane na początku 2007 r. 10-latki dawały dwukrotnie większe szanse na zarobek niż te które można kupić dziś. Wtedy w pierwszym roku godziliśmy się na procentowanie na poziomie 5,5 proc., a w kolejnych latach 2,5 pp. ponad inflację. Dziś co prawda minister finansów kusi nas odrobinę wyższym zyskiem w pierwszym roku (5,75 proc.), ale w kolejnych zarobimy już tylko 1,25 pp. ponad inflację. Tylko z pozoru różnica jest niewielka. Papiery nowych emisji są dziś bowiem dwa razy gorsze niż te z początku 2007 r. Warto wiedzieć, że kupując 10-letnie papiery skarbowe, nie warto zbytnio zaprzątać sobie głowy oprocentowaniem w pierwszym roku oszczędzania. Kluczowe jest to, jaka jest nam obiecywana dodatkowa marża zysku stosowana po pierwszym roku inwestowania. Ta jest obecnie dwa razy niższa niż w 2007 r. W praktyce znaczy to, że tak jak obligacje sprzedawane w 2007 r. potrafiły dać realnie zarobić, dopóki inflacja nie przekroczyła około 10 proc., tak dziś górną granicą ochrony przed inflacją w przypadku obligacji 10-letnich jest tylko około 5 proc. Jeśli ceny w sklepach, punktach usługowych i na stacjach benzynowych będą rosły szybciej, to po potrąceniu podatku nasze pieniądze zainwestowane w detaliczne obligacje skarbowe będą traciły na wartości.

      Mieszkania na wynajem drożały i przynosiły dochód

      Niekwestionowanym liderem tego porównania są jednak nieruchomości. Gdybyśmy w 2007 r. kupili w Warszawie skromne 35-metrowe mieszkanie na wynajem, to po 15 latach zarobilibyśmy aż 128 proc. Wynik ten uwzględnia wzrost wartości nieruchomości i przychody z najmu, bazując na danych transakcyjnych publikowanych przez NBP. Potrącamy przy tym podatek, uwzględniamy koszty ponoszone przy zakupie nieruchomości i zakładamy, że przez jeden miesiąc w roku mieszkanie stało puste. Nawet po skorygowaniu tego wyniku o inflację otrzymalibyśmy solidny zwrot na poziomie 56 proc. przez 15 lat. O tyle wzrosłaby w badanym okresie siła nabywcza kapitału zainwestowanego w skromne mieszkanie na wynajem w Warszawie.

      Indywidualna ścieżka kariery z partnerskim wsparciem Columbus Elite

        Ostatnie miesiące pokazały przedsiębiorcom w wielu branżach jak ważne jest budowanie odpowiedniej kultury organizacyjnej. Ten rok bez wątpienia okazał się trudny dla firm działających w sektorze odnawialnych źródeł energii. To czas zmian legislacyjnych, niepewności, rosnącej inflacji. To także czas sprawdzianu i pokazania w praktyce umiejętności przywódczych. Dziś, jeszcze bardziej niż dotychczas lider musi być skoncentrowany na pojawiających się szansach i wyzwaniach, aby móc podejmować szybkie i trafne decyzje.

        Columbus Elite to spółka należąca do Grupy Kapitałowej Columbus, rozpoznawalnej i rozwijającej się od 2015 roku organizacji sektora odnawialnych źródeł energii w Polsce. Paweł Bednarek, Rafał Kołłątaj i Dawid Zieliński to założyciele Columbus Elite – spółki która w trzy lata działalności pozyskała ponad 26 000 Klientów, dla których zamontowano ponad 122 megawaty mocy w OZE.

        Spotkaliśmy się z Pawłem Bednarkiem i  Rafałem Kołłątajem, założycielami Columbus Elite oraz Piotrem Jachimowiczem i Adamem Pelewskim, handlowcami tej jednej z największych sieci sprzedażowych  w branży odnawialnych źródeł energii w Polsce.

        Trzy lata temu stworzyliśmy organizację, która odpowiada na potrzeby młodych, przedsiębiorczych osób. Jednak utrzymanie działania zespołu na pełnych obrotach nie jest łatwe, to największe wyzwanie dla każdej firmy. Jest to możliwe jeśli potrafimy podtrzymywać w ludziach energię, siłę i motywację do działania. Dlatego tak ważną rolę odgrywają dyrektorzy i managerowie w naszych grupach sprzedażowych – mówi Rafał Kołłątaj, wiceprezes Columbus Elite. To oni na co dzień wspierają swoje zespoły, szkolą, rekrutują – dodaje.

        Jednym z nich jest Piotr Jachimowicz, Manager Regionalny w Columbus Elite. Jak mówi:

        Intensywnie się rozwijamy i stale prowadzimy rekrutacje. Dynamiczne budowanie naszych struktur wiąże się z szeregiem działań służących efektywności procesów wdrażania nowych doradców. Jesteśmy organizacją, która ceni osoby ambitne. To, co nas wyróżnia spośród innych, to partnerskie podejście. Każdy ma szansę odnieść sukces, cieszyć się wysokimi zarobkami i awansem – pod warunkiem, że będzie otwarty i zaangażowany w swoją pracę. W Columbus Elite pracujemy na swój indywidualny sukces, ale mamy zapewnione wsparcie całej Grupy Kapitałowej.

        Zarząd Columbus Elite ma bogate i wieloletnie doświadczenie w budowaniu zespołów sprzedażowych i tworzeniu wysokiej jakości nowoczesnych szkoleń oraz programów motywacyjnych. Jak te doświadczenia pomogły w pierwszym półroczu tego roku, który był tak niestabilny dla branży?

        Początek roku zaskoczył nas nowymi wydarzeniami. Mimo początkowych turbulencji sytuacja Columbus Elite po udanym roku 2021 jest stabilna. Ze wsparciem Grupy Columbus, pełnymi magazynami sprzętu dla Klientów oraz projektami generującymi dochód jesteśmy dobrze przygotowani do dalszego rozwoju. Wyniki za czerwiec i lipiec 2022 roku całej Grupy Kapitałowej pokazują regularny wzrost. Z miesiąca na miesiąc odnotowujemy coraz lepsze rezultaty naszej pracy. Jestem pewien, że ten stan nie tylko będzie się utrzymywać ale pozwoli nam zaskoczyć rynek tempem wzrostu.

        Jesteśmy grupą ponad 500 zaangażowanych w swoją pracę osób z różnych części Polski, którym zależy na tym, aby nasi Klienci, współpracownicy i partnerzy mogli cieszyć się korzyściami jakie dają odnawialne źródła energii. Słuchamy z uwagą wszystkich głosów i opinii, dzięki czemu możemy być organizacją odpowiadającą na dzisiejsze wyzwania.

        Mimo niepewności rynek OZE  z miesiąca na miesiąc jest w coraz lepszej kondycji. Popyt na ekoenergetyczne rozwiązania a w szczególności fotowoltaikę z bilansowaniem 1:1 oraz pompy ciepła  jest bardzo wysoki i ma tendencję wzrostową. Oceniamy, że ten trend będzie jeszcze wzmacniany przez brak surowców energetycznych i rosnące ceny zarówno prądu jak i gazu – mówi Paweł Bednarek, prezes zarządu Columbus Elite.

        Jak mówi Adam Pelewski: W tym roku wiele dzieje się w otoczeniu branży OZE. Zmiany legislacyjne miały duży wpływ na realizację strategii wielu firm działających w tym sektorze. Jednak jako współpracownik Columbus Elite, nie odczułem tych zmian. Choć cała branża odnotowała spadek wielkości sprzedaży w stosunku do poprzedniego roku, a my w Columbus Elite wciąż mamy wysokie wyniki. To pokazuje, że dobrze przygotowaliśmy się biznesowo na obecne okoliczności i wyzwania. Dzięki usłudze „Prąd jak Powietrze 2.0” od Columbus możemy zagwarantować Klientom z całej Polski najlepszą ofertę na rynku. Wiem, że z takim wsparciem mogę śmiało patrzeć w przyszłość. Razem z moją grupą sprzedażową chcemy dalej pozytywnie wpływać na otoczenie, pomagając naszym Klientom stać się niezależnymi energetycznie.

        Kładziecie szczególny nacisk na stworzenie takiego środowiska pracy, w którym współpracownicy mają szanse na pełne wykorzystanie swojego potencjału. Czym kierujecie się podejmując decyzje o nawiązaniu współpracy z kandydatami?

        Zespół jest jednym z naszych najcenniejszych zasobów. Naszym celem jest rekrutowanie i utrzymanie najlepszych ludzi, których doświadczenie, kompetencje oraz zaangażowanie przyczynią się do tworzenia  przewagi konkurencyjnej.

        Podchodzimy odpowiedzialnie do biznesu i chcemy być godnym zaufania partnerem, cenionym przez wszystkich współpracowników. Nasze podejście jest zawarte w naszych wartościach, które odróżniają nas od innych firm i pomagają w tworzeniu marki z którą ludzie chcą współpracować.

        Posiadamy potwierdzoną sukcesami zdolność do budowania zespołów osiągających wysokie wyniki. Stale pozyskujemy nowych ekspertów i partnerów biznesowych, dzięki czemu rośniemy jako organizacja. Unikatowe projekty, takie jak system wsparcia handlowców ColumBOOST czy Zielona Franczyza i system szkoleń na co dzień wspierają nowych i bardziej doświadczonych handlowców – Mówi Rafał Kołłątaj.

        Teraz nikt nie wyobraża sobie nowoczesnego domu bez  własnej instalacji fotowoltaicznej. Jeszcze kilka lat temu, gdy budowaliśmy Columbus Elite, spotykaliśmy się z głosami zdziwienia. Uważano, że fotowoltaika to chwilowa moda. My od początku wierzyliśmy w ekotransformację i staliśmy się liderem tych zmian. Obecnie stoimy przed wyzwaniami, które jeszcze nie tak dawno wydawały się dość odległe i nie dotykające nas bezpośrednio, jak np. utrudniony dostęp do surowców energetycznych, rekordowe ceny prądy i gazu. Ostatnie i nadchodzące podwyżki cen energii spowodowane sytuacją geopolityczną pokazują, że pompy ciepła to poszukiwany produkt, którego udział w rynku będzie rósł lawinowo.

        Przyspieszenie tempa odchodzenia europejskiej gospodarki od paliw konwencjonalnych oraz rosnące koszta kopalnych surowców energetycznych spowodowało kolejne oblężenie w sektorze OZE. Tym razem dotyczy ono pomp ciepła. Popyt na te urządzenia jest ogromny i zarówno w naszym kraju  jak i w całej Europie.

        W ramach ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery, Unia Europejska chce zakazać montażu pieców gazowych w nowych budynkach do 2027 roku, a do 2030 roku również w budynkach modernizowanych. Zmiana sposobu ogrzewania jest konieczna, nasze społeczeństwo zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego rynek pomp ciepła już dziś przeżywa prawdziwy boom. Podkreśla Paweł Bednarek.

        Oczekiwania Klientów rosną z roku na rok. Sektor OZE i działające w nim firmy muszą szybko dostosowywać się do zmieniających się wymagań. Jaka jest Wasza recepta na sukces?

        Bez względu na tempo zmian i pojawiających się wyzwań, nie odpuściliśmy ani na krok wdrażania strategii biznesowej. Konsekwentnie doskonalimy nasze rozwiązania technologiczne i logistyczne, aby sprostać oczekiwaniom Klientów i współpracowników. Grupa Columbus od lat wdraża innowacyjne, indywidualne rozwiązania, mające na celu wsparcie potrzeb naszych obecnych jak i przyszłych Klientów. Bilansowanie 1:1, regulator napięcia… Warto zaznaczyć, że Columbus Elite jest obecnie jedyną, dwuproduktową firmą na rynku. To mocne atuty w rękach kompetentnego handlowca i doradcy energetycznego, a takich właśnie szkolimy w Columbus Elite. – Mówi Rafał Kołłątaj.

        Świat pędzi naprzód. Dziś miano silnej firmy nie należy się już tylko tym, którzy na piedestał stawiają wyłącznie wyniki finansowe. Firmy oceniamy przez pryzmat wartości, jakimi się kieruje. Dla nas od zawsze priorytetem jest tworzenie partnerskich relacji, zarówno z Klientami korzystającymi z usług Columbus jak i tymi, którzy im te usługi dostarczają.  Columbus Elite tworzą wysokiej klasy specjaliści. Dbamy o to, by na bieżąco podnosić ich kompetencje i aktualizować ich wiedzę. Organizujemy cykliczne szkolenia dla naszych handlowców i współpracowników z zakresów tematycznych związanych z działalnością naszej firmy. Ma to wpływ na komfort pracy zespołu w zmieniającym się otoczeniu rynkowym, pełnym wyzwań i rosnących oczekiwań Klientów. To także pozwala podnosić przewagę konkurencyjną naszej spółki na rynku OZE. W 2021 roku średnia liczba godzin szkoleniowych na osobę wyniosła ponad 200 godzin, to pokazuje częstotliwość spotkań podczas których nasi handlowcy poszerzają swoje kompetencję i wiedzę.

        Jako wieloletni przedsiębiorca i założyciel Columbus Elite wiem, że nasza praca ma wpływ na przyszłość kolejnych pokoleń. Tworząc tę firmę z zespołem, który od lat udowadnia swój poziom profesjonalizmu i pasji do działania, jestem przekonany, że pojawiające się wyzwania jedynie umocnią naszą organizację. Nie tylko jesteśmy gotowi im sprostać ale z pewnością wykorzystamy je by pokazać, że jesteśmy silną firmą i zaangażowanym zespołem specjalistów. Podsumowuje Paweł Bednarek.

         

         

        Brokering szkoleniowy? To musi się udać! Kinga Nowacka z CE&B o outsourcingu dla biznesu

          Czerpanie z doświadczeń ekspertów zewnętrznych jest na polskim rynku coraz częstszą praktyką, a korzyści płynące z brokeringu szkoleniowego są niezaprzeczalnym bodźcem do jeszcze częstszej współpracy na poziomie outsourcingu wiedzy. Jak rozwijać własny zespół, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów całego przedsięwzięcia? O to zapytaliśmy założycielkę Centrum Edukacji i Biznesu (CE&B) Kingę Nowacką.

          Czy wiedza nadal się “opłaca”?

          Dostrzegam przewrotność tego pytania. Oczywiście, że tak – opłacała, opłaca i opłacać się będzie, jednak faktem jest, że całkowicie odmienna sytuacja rynkowa, od tej sprzed 20, czy nawet 10 lat wymusza na przedsiębiorstwach inne źródła czerpania owej wiedzy. Dostrzegamy znaczny kryzys tradycyjnych jednostek edukacyjnych, przy czym odpowiedzią na potrzeby specjalistów i całych firm stają się innowacyjne centra szkoleniowe.

          Które różnią się od, chociażby studiów podyplomowych większą elastycznością.

          Nie tylko. W pierwszej kolejności należy bardzo wyraźnie rozgraniczyć ideę studiów od szkoleń. Przede wszystkim programy akademickie są skierowane do nieco innej grupy odbiorców i prowadzone w sposób praktyczny, faktycznie są w stanie zmienić horyzont myślowy słuchacza takiego kursu. Z drugiej zaś strony sytuują się dedykowane cykle szkoleniowe, organizowane przez sam zakład pracy. Wtedy też potencjalny uczestnik takiego spotkania nie tylko posiądzie ogromną wiedzę w przysłowiowej pigułce, ale również sam program będzie odpowiadał bardzo konkretnym potrzebom danego środowiska pracy, czy też branży. Co do elastyczności, faktycznie – przykładowo nasze programy są wręcz szyte na miarę.

          Czym jeszcze wyróżnia się CE&B?

          W pierwszej kolejności chciałabym wymienić doświadczenie, ponieważ właśnie tym wygrywamy na rynku. Od ponad 15 lat realizujemy szkolenia i całe projekty rozwojowe dla różnych branż, firm i pracowników.  Tym samym wypracowaliśmy bazę rzetelnych ekspertów i dostawców z różnego zakresu, którzy dają nam możliwość pracy w sposób dynamiczny. Naszymi największymi zasobami są ludzie, wcześniej wspomniani specjaliści i wypracowane relacje w biznesie. Od 10 lat z kolei jesteśmy brokerem szkoleniowym – ten obszar realizujemy m.in. dla sektora bankowego. Działamy kompleksowo i w szerokim zakresie.

          Oczywiście sam zamysł tzw. talent managementu i developmentu w ramach danej organizacji jest słuszny, ale wiąże się to z niemałymi nakładami finansowymi, a w dobie pandemii wiele firm tnie koszty.

          Pełna zgoda – samodzielna organizacja całej logistyki, a więc miejsca, cateringu, zakwaterowania, transportu, sprzętu, materiałów, imprez towarzyszących, prelegentów, programu, to naprawdę wymagające przedsięwzięcie i nie mówię tu wyłącznie o nakładach finansowych. Wyjątkowo istotnym czynnikiem jest także czas, a więc w tak dynamicznie zmieniającej się przestrzeni biznesowej kapitał na wagę złota. W tym przypadku nasze usługi, a więc outsourcing szkoleniowy sprawdza się najlepiej. Oprócz znacznej oszczędności środków, nasi klienci mogą liczyć na naprawdę szeroki wybór usług. Zawsze działamy według określonych wcześniej zagadnień czy obszarów na jakie klient chce położyć nacisk. Dzięki współpracy z ekspertami CE&B klienci mają gwarancję doboru odpowiednich spośród ponad 300 szkoleniowców. Są to po prostu profesjonaliści, a z miesiąca na miesiąc poszerzamy grono naszych ekspertów.

          Jak to wygląda w kwestii optymalizacji kosztów firmowych?

          W tej kategorii pierwsze skrzypce gra przystępny system fakturowania, a także oszczędności w in-housowych działach HR. Z drugiej zaś strony mamy oszczędność czasu, ponieważ działania „na zewnątrz” wykonywane są znacznie szybciej przez nas niż w korporacjach czy dużych firmach, gdzie ścieżka decyzyjna jest znacznie dłuższa. Jednocześnie klient zyskuje jakość i szybkie tempo realizacji działań z naszej strony.

          Na czym dokładnie polega kompleksowość Waszych działań?

          Przeprowadzamy dokładny research ekspertów, analizujemy oferty, negocjujemy warunki umowy, koordynujemy współpracę z klientem, ale również z samymi uczestnikami szkoleń. Przykładowo po naszej stronie są takie działania operacyjne, jak wysyłka zaproszeń, dopinanie grafików szkoleń, czy sama logistyka spotkań. W naszej ofercie można również znaleźć tzw. body leasing, a więc zatrudnianie specjalistów do pracy w strukturach klienta lub na rzecz klienta.

          Czy podmioty, które zgłaszają się do CE&B mogą liczyć na profilowanie szkoleń pod konkretne działy, a także ścisłą współpracę z już powstałymi zespołami HR w ramach organizacji?

          Oczywiście, że tak. Posiadając doświadczenie i bazę ekspertów, realizujemy kompleksowe programy rozwojowe dla całych organizacji – dla pracowników każdego szczebla. Tak jak wspominałam, oprócz samej logistyki w naszej ofercie są również całe pakiety szkoleń oraz rozbudowane projekty rozwojowe w obszarze podnoszenia wiedzy i kompetencji, komunikacji czy zarządzania. To ogromna wartość w samym aspekcie merytorycznym, co bezpośrednio przekłada się na dalsze sukcesy szkolonej organizacji. Potrzeby klientów zmotywowały nas do jeszcze bardziej kompleksowego podejście i stworzenia takiego zakresu usług, aby być dla działów HR swego rodzaju supportem i wyoutsourcować maksimum działań.

          Brzmi to bardzo obiecująco, jednak wśród krajowych przedsiębiorców nadal pobrzmiewa trudna próba z czasu pierwszego lockdownu.

          Oczywiście przez pandemię znaczna część firm zrezygnowała z planowanych inwestycji. Według raportów EY takie kroki powzięło ponad 50 proc. polskich przedsiębiorstw w roku 2020, a obecnie realizację nowych inicjatyw planuje wyłącznie 30 proc. firm. Pamiętajmy jednak, że są to dane statystyczne, a duża część branż już teraz chce zadbać o swój zespół, ponieważ widzi w tym szansę absolutnie bez precedensu.

          Chodzi o e-commerce?

          Nie tylko. Do wygranych pandemii możemy zaliczyć sporą część świata start-upów, a także dojrzałe spółki z segmentu farmaceutyki, alternatywnych funduszy inwestycyjnych, czy nieruchomości. Szczególnie ten ostatni przykład jest o tyle ciekawy, że w świetle zapowiadanych zmian prawnych może nastąpić jeszcze większy boom na mieszkania, ale już w przypadku młodych nabywców. To z kolei przekłada się na większy popyt na usługi kredytowe w bankach. Jakie więc umiejętności będą niezbędne w najbliższym czasie? Bezsprzecznie skuteczna sprzedaż, ale skierowana do Pokolenia Y, a w niedalekiej przyszłości również Z.

          Podobnie z obsługą nowych technologii.

          Zgadza się. Według raportów jeszcze z roku 2020 w Europejskim Obszarze Gospodarczym przedsiębiorstwa wyraźnie stawiały na większą cyfryzację, a więc szkolenia z zakresu nie tylko obsługi, ale i wdrażania kolejnych projektów IT są punktami obowiązkowymi zarówno w trakcie, jak i zaraz po pandemii koronawirusa. W innym przypadku przedsiębiorstwa, które zachowawczo podejdą do wyzwań postpandemicznych, po prostu znajdą się w ogonie własnej branży.

          O jakich sektorach dokładnie mówimy?

          Między innymi o wcześniej wspomnianym sektorze bankowym, z którym współpracujemy już od kilku lat. Dużo potencjału w tych kategoriach mają także specjaliści z zakresu stricte IT, ale również agencje digital.

          Ostatnio podejmowaliście ścisłą współpracę ze światem nowych technologii.

          Zgadza się. Rozpoczęliśmy bardzo ważny dla nas projekt dla małych firm m.in. z branży IT. Są to działalności, które rozwijają się w sposób dynamiczny, ale nie mają własnego HR-u, a więc spotykają niemałe trudności w procesie wypracowywania kultury organizacyjnej czy też employer brandingu. Tworzymy dla takich firm projekty w obszarze budowania komunikacji, tworzymy ścieżki rozwoju dla menedżerów, budujemy modele kompetencyjne, wspieramy przy rekrutacji HR Business Partnerów i wiele wiele innych.

          Jak w liczbach rozkładają się korzyści z brokeringu szkoleniowego?

          Przez ponad dekadę prowadzenia naszej działalności wypracowaliśmy bardzo konkretną skalę pomiarów. Dzięki standaryzacji usług usprawnieniu procesów oraz negocjacji konkurencyjnych stawek u kontrahentów nasi klienci zmniejszyli koszty obsługi szkoleń o około 25 proc. Całe przedsięwzięcie z kolei to za sprawą naszych działań projekt sprawniejszy i wydajniejszy o blisko 30 proc. Same procesy rozwojowe, które są oceniane przez uczestników szkoleń w aspekcie m.in. satysfakcji w zakresie obsługi oraz realizacji odnotowały skok z 3,5 do 5 w autorskiej 6-stopniowej skali.

          Taka formuła szkoleń to przyszłość polskiego biznesu?

          Przede wszystkim formą odpowiedzi na otaczającą nas rzeczywistość gospodarczą. Dla biznesu outsourcing jest niepowtarzalną szansą na maksymalizację zysków, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów. Obserwujemy wzrosty sprzedaży u naszych klientów i sami deklarują, że bardzo duża część zasług pochodzi z narzędzi, które poznali właśnie u nas. Dzięki współpracy z nami odnotowują sprawną dynamikę własnych działań, wyższą jakość a przede wszystkim podkreślają, że jesteśmy ich dużym wsparciem operacyjnym. Takie historie to dla nas największa motywacja do działania.

          Dziękuję za rozmowę.

          Bardzo dziękuję.

           

          Kinga Nowacka – założycielka i dyrektorka Centrum Edukacji i Biznesu (CE&B).

           

           

           

           

           

           

          Sukces w NATO Locked Shields

            Polsko-litewska ekipa zajęła 2. miejsce na 24 zespoły, uzyskując 63 tys. pkt przy średniej 43,5 tys. pkt. Od fińskiego zespołu, który zdobył 1. miejsce, dzieliło ją mniej niż 1 proc. pkt. Scenariusz zakładał obronę infrastruktury fikcyjnego państwa przed cyberatakiem na masową skalę. W sumie w tegorocznych ćwiczeniach wzięło udział ponad 2 tys. ekspertów z 32 krajów.

            Największe na świecie inajbardziej złożone ćwiczenia z zakresu cyberbezpieczeństwa odbyły się po raz 12. Są organizowane corocznie od 2010 r. przez CCDCOE – certyfikowane przez NATO Centrum Doskonałości ds. Współpracy w dziedzinie Cyberbezpieczeństwa z siedzibą w Estonii. W ćwiczeniach uczestniczą kraje finansujące działanie centrum, podmioty komercyjne instytucje naukowe. Jedynym zaproszonym spoza NATO gościem była Ukraina.

            W trakcie ostatnich zawodów eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ćwiczyli obronę cywilnych i wojskowych systemów informatycznych, w tym infrastruktury krytycznej, która jest poddawana cyberatakom na dużą skalę. Scenarzyści wykorzystali obecną sytuację geopolityczną do opracowania realistycznych i stanowiących wyzwanie scenariuszy, które obejmowały przeprowadzenie ponad 8 tys. ataków na ok. 5,5 tys. wirtualnych systemów.

            Tematyka zawodów była związana z fikcyjnym państwem Berylia, znajdującym się na wyspie położonej na północnym Atlantyku, które padło ofiarą wielu skoordynowanych cyberataków na wojskowe i cywilne systemy IT. Wywołało to poważne zakłócenia w działaniu rządowych i wojskowych sieci, a także instalacji kluczowych dla ogółu społeczeństwa, takich jak komunikacja, oczyszczanie wody i zasilanie w energię elektryczną, nie mówiąc o tym, że doprowadzało to do niepokojów społecznych i protestów. W tym roku po raz pierwszy ćwiczenia obejmowały też symulację działań kryzysowych wspierających bank centralny w jego zadaniach związanych z zarządzaniem rezerwami i wydawaniem komunikatów finansowych.

            W scenariuszu ćwiczenia każda z reprezentacji ćwiczących krajów odgrywa rolę zespołu „niebieskiego”, czyli obrońców. Na prośbę fikcyjnej Berylii każdy z zespołów „niebieskich” ochrania symulowaną część jego infrastruktury informatycznej przed wrogimi działaniami zespołu „czerwonych”.

            Każda z drużyn „niebieskich” składała się z ok. 50 ekspertów. W składzie polsko-litewskiego zespołu znaleźli się specjaliści CERT Polska, którzy na co dzień wypełniają obowiązki CSIRT (Computer Security Incident Response Team), pracownicy pozostały dwóch CSIRT w Polsce (CSIRT GOV i CSIRT MON oraz CSIRT Komisji Nadzoru Finansowego) oraz eksperci z sektora prywatnego.

            W ćwiczeniach NATO Locked Shields do zadań zespołów „niebieskich” należą nie tylko działania defensywne, takie jak zabezpieczenie sieci czy wykrywanie ataków i zapobieganie im, lecz także wymiana informacji w ramach współpracy międzynarodowej, dbałość o zabezpieczanie dowodów ataków oraz działania prawne. Wszystko dzieje się pod dużą presją czasu, w nieznanym wcześniej zespołom „niebieskim” środowisku. Działania „czerwonych” mają z kolei symulować działania zorganizowanego, wrogiego zespołu posługującego się takimi procedurami, taktyką i technikami, jakich używają profesjonalni cyberprzestępcy lub hakerzy działający na zlecenie rządów państw.

            Oprócz dużej ilości standardowych systemów informatycznych – stacji roboczych, serwerów czy urządzeń sieciowych – w ćwiczeniach Locked Shields występują także wyspecjalizowane systemy wojskowe i infrastruktury krytycznej.

            Polsko-litewska ekipa po raz kolejny udowodniła, że należy do ścisłej światowej czołówki. Odniosła bowiem znaczące sukcesy we wszystkich ocenianych kategoriach, a w szczególności w obszarach odpierania cyberataków, utrzymania dostępności systemów, bezpieczeństwa systemów WEB, Forensic, CTI i raportowania.

            Wojciech Gryciuk 

            DS7 Crossback Ligne Noire, czyli letnia przygoda we Włoszech

            DS7 Crossback jest pierwszym modelem, który powstał po wyodrębnieniu z marki Citroen. To odważne posunięcie ma na celu usystematyzowanie oferty i uporządkowanie poszczególnych marek w grupie Stellantis. DS zajmuje miejsce na szczycie oferty, a jego celem jest dotarcie do klienta oczekującego wyjątkowego produktu. Sprawdziliśmy, jak samochód sprawdza się w wakacyjnych podróżach, a żeby nie było łatwo, egzemplarz w specjalnej wersji Ligne Noire zabraliśmy aż na Sycylię.

            tekst: Michał Garbaczuk

            Piękny jak top modelka
            Wyważone proporcje nadwozia, długi przód, przywodzący na myśl klasyczne samochody sportowe, krągłe błotniki i duże koła są znakiem rozpoznawczym modelu i mogę się założyć, że nie widzieliście na ulicy niczego podobnego. Stylowa karoseria doskonale nadaje się do tego, by nadać jej szlachetny charakter. A co najlepiej zdobi piękną suknię? To oczywiste – diamenty! Tylne światła to trójwymiarowa konstrukcja zbudowana z diodowych rombów, tworzących subtelną, elegancką świecącą siatkę. Z przodu także zastosowano technikę LED, ale w o wiele bardziej spektakularnym wydaniu. Poszczególne soczewki reflektora podczas włączania obracają się o 180 stopni, odgrywając wyjątkowe świetlne przedstawienie. Dodatkowo ich część podświetlana jest subtelnym fioletowym światłem. Same reflektory postawione na biurku mogłyby być ozdoba niejednego gabinetu. Wspomagane są również przez najnowszą technikę, która aktywnie reguluje rozdział światła. Dodatkowo, elementem wyróżniającym wersję specjalną Ligne Noire od pozostałych jest zastąpienie błyszczących, srebrnych elementów ozdobnych, ich czarnymi, także połyskującymi odpowiednikami. Wrażenie jest piorunujące, bowiem stylowe i eleganckie nadwozie zyskało teraz na subtelności.

            Szlachetne wnętrze

            Wewnątrz znajdziemy efekty pracy najlepszych rzemieślników. Praktycznie całe wnętrze wyściełane jest miękką skórą i aksamitną w dotyku Alcantarą. W tym wnętrzu chce się przebywać. Jest przytulne i niezwykle eleganckie. Wyjątkowości dodają mu przeszycia w kształcie rombów. Są one obecne na siedzeniach, desce rozdzielczej a także w wirtualnych zegarach wyświetlanych przez 12-calowy ekran. Nawet osłony głośników otrzymały własne rombowe wzory. Wnętrze jest tak miłe w dotyku, że miałem ochotę się do niego przytulać, a podczas jazdy bezwiednie gładziłem palcami elementy deski rozdzielczej.

            Za nastrój i muzyczne uniesienia odpowiedzialna jest firma Focal – renomowany, francuski producent nagłośnienia. Na pokładzie znajduje się 14 głośników, które wypełniają kabinę subtelnymi dźwiękami. Słowo uwagi należy się jeszcze konsoli centralnej, nad którą góruje drugi 12-calowy ekran. Odpowiada on oczywiście za multimedia, nawigację i kamerę cofania, ale także za ustawienia poszczególnych funkcji klimatyzacji. Nie do końca podoba mi się, że chcąc zmienić siłę nawiewu, czy temperaturę wnętrza, za każdym razem trzeba sięgać do menu na ekranie. Odwraca to uwagę kierowcy na zbyt długi czas, a powinno być intuicyjne i możliwie najprostsze w obsłudze. Kąt pochylenia tylnych oparć można regulować za pomocą przycisków, a bagażnik pomieści walizki na weekendowy wyjazd. Przecież jedwab i kaszmir nie zajmują wiele miejsca.

            Jak na latającym dywanie

            Francuzi konstruując zawieszenie DS7-Crossback rzeczywiście bardzo starali się, by oddać charakter historycznych modeli marki. Rodzinny SUV płynie po drodze, jakby lewitował kilka centymetrów nad jezdnią, a sposób resorowania to najwyższa światowa klasa, przy czym zawieszenie najlepiej sprawdzi się na autostradzie, co potwierdziła dobitnie nasza letnia wyprawa na południe Europy. Żeby nie być gołosłownym, daliśmy mu też szansę, na górskich odcinkach regionu Trentino, tam jednak DS 7 przekonał nas do tego, że po to jedzie się na wakacje, żeby podziwiać widoki i cieszyć się przebywaniem w pięknych miejscach, a nie po to, by robić czasówki na alpejskich przełęczach. Francuski SUV jest niczym jacht na spokojnych wodach Adriatyku. Zapewnia bajeczny komfort podróżowania, ale nie wystąpicie nim w regatach.

            Ekologicznie, logicznie

            Pod maską DS7 Crossback znalazł się znany już z innych modeli Citroena i Peugeota hybrydowy układ napędowy, w którego skład wchodzą benzynowy motor o pojemności 1,6 litra i mocy 200 KM oraz dwa silniki elektryczne (pierwszy przy skrzyni biegów, drugi na tylnej osi). Łącznie zespół napędowy generuje 300 KM i 520 Nm momentu obrotowego i połączono do z 8-biegową, automatyczną skrzynią biegów, która zmienia przełożenia tak delikatnie i aksamitnie, że mogłaby samodzielnie pracować w salonie masażu relaksacyjnego. Mocy i momentu obrotowego nie brakuje, a samochód rozpędza się sprawnie praktycznie z każdej prędkości i obrotów. Przyspieszenie do 100 km/h i trwa 5,9 sekundy i jest to wynik godny hothatcha. Nie kupicie go jednak po to, by się nim ścigać. Tu przede wszystkim ma być komfortowo i przyjemnie. Motor brzmi dobrze, ładnie wkręca się na obroty i dodatkowo został świetnie wyciszony. Nie brakuje mu elastyczności i z gracją napędza ponad półtoratonowe nadwozie. Skrzynia biegów zmienia przełożenia praktycznie niezauważalnie. Auto wyposażone zostało także w system DS Connected Pilot, który przejmuje prowadzenie podczas jazdy autostradą, utrzymując się w pasie ruchu i zachowując bezpieczną odległość od poprzedzającego pojazdu.

            DS7 Crossback jest hybrydą Plug-In, czyli można go ładować z gniazdka lub stacji ładowania w dowolnym momencie podróży. Akumulator pozwala na przejechanie około 50 km w trybie zeroemisyjnym, co bardzo podobało się mieszkańcom małych, włoskich miasteczek. Brak spalin z naszej strony chętnie odwzajemniali uśmiechami i kciukiem kierowanym ku górze. Możliwość jazdy w trybie elektrycznym była dla nas czymś bardzo ważnym, bo przecież przejeżdżaliśmy dosłownie pod oknami i przez podwórka miejscowej ludności, która akurat na południu Włoch jest bardzo przywiązana do ekologii.

            Rzymska przygoda

            Będąc przejazdem w Rzymie nie uniknęliśmy jednak kontaktu z miejscowym światkiem przestępczym. Otóż w nocy, kiedy śniliśmy o kolejnych miejscach, które odwiedzimy, doszło do próby włamania do naszego auta. Sprawcy próbowali wybić tylną, boczną szybę, by dostać się do wnętrza. Uderzeń było 5, lecz szyba nie poddała się i napastnicy odstąpili od dalszych prób. Okazało się także, że 3 inne auta na parkingu zostały tej nocy okradzione. DS 7 Crossback w wersji Ligne Noire ma podwójne szyby z powłoką termiczną i zapewne to uratowało nas przed utratą bagaży. Dziękujemy Ci „Deesie”!

            Prawie 2 tygodnie w podróży pokazały nam, że projektanci DS7 Crossback stworzyli pojazd o przepięknej powierzchowności, bogatym, miłym w dotyku i pachnącym skórą wnętrzu, połyskującym kryształami osadzonymi w luksusowych przełącznikach. Auto potrafi fantastycznie ukoić nerwy otaczającym luksusem i sprawić, że nawet najdłuższy korek na autostradzie stanie się przyczynkiem do spędzenia miłego czasu z rodziną i przyjaciółmi, a jego wyrafinowany styl świetnie koresponduje z malowniczymi krajobrazami południowej Europy.

            Grammarly wspiera ofiary wojny w Ukrainie

              Ukraiński portal po wybuchu wojny między Rosją a Ukrainą postanowił przekazać wszystkie zyski ze sprzedaży swoich usług na Białorusi i w Rosji od 2014 r. do dziś na pomoc charytatywną dla Ukrainy.

              Grammarly to start-up, który został założony w 2009 r. przez trzech Ukraińców z Kijowa: Aleksa Shevchenko, Maksa Lytvyna i Dmytro Lidera. Obecnie centrala firmy mieści się w San Francisco (USA), a jej oddziały w Vancouver (Kanada), Nowym Jorku (USA) i Kijowie (Ukraina). Inicjalna wersja programu była oferowana poprzez udostępnienie online’owego edytora w modelu płatnej subskrypcji. Celem projektu była pomoc studentom w pisaniu tekstów po angielsku przez nauczenie ich budowania podstawowych bloków wypowiedzi w tym języku.

              Początkowe sukcesy zachęciły firmę do zatrudnienia w 2011 r. na stanowisku CEO Brada Hoovera, doświadczonego biznesmena, który przekształcił program we framework, co znacznie przyspieszyło rozwój projektu. Od 2013 r. można było z niego korzystać bezpośrednio z poziomu Microsoft Office, a od 2015 r. automatycznie korygować podstawowe błędy językowe i gramatyczne z poziomu różnych wyszukiwarek, takich jak Google Chrome, Firefox i Safari, co doprowadziło do prawdziwej eksplozji zainteresowania produktem. W 2016 r. program stał się powszechnie znany dzięki swoim niekwestionowanym możliwościom sprawdzania poprawności gramatycznej, a artykuły o nim pojawiły się na portalach LifeHacker i PC World. W2017 r. firma dostała od funduszy inwestycyjnych 110 mln dol. na rozwój, a w 2019 r. 90 mln, dzięki czemu jej program najpierw został wyposażony w wirtualną klawiaturę, z której można było korzystać na smartfonach z Androidem i iOS, a następnie w możliwość korygowania stylu wypowiedzi w artykułach, na blogach i w e-mailach od oficjalnego po przyjacielski, co zaczęli wysoko cenić użytkownicy. Od 2020 r. z programu mogą korzystać nie tylko indywidualni użytkownicy, lecz także korporacje, wykupując dla pracowników dostęp do Grammarly Business z opcją Docugami wspomagającą tworzenie dokumentów biznesowych. Wykorzystanie mechanizmów AI pozwala natomiast na korygowanie błędów w locie przez kliknięcie na jedną z podpowiedzi udostępnianych przez wirtualnego asystenta. Jest także dostępna wersja na iPada oraz z poziomu MS Word, Google Docs i Outlooka, a także LinkedIna. Zdaniem TechRadara jego wersja na Maca jest jedną z najlepszych aplikacji dla pracowników domowych na tę platformę. Z kolei deweloperzy aplikacji mogą wbudować do swoich produktów możliwość korzystania z Grammarly w celu automatycznego edytowania tekstu.

              Obecnie firma zatrudnia 90 osób, z których większość mieszka w San Francisco. Roczna subskrypcja programu w wersji premium kosztuje 144 dol. od osoby, ale przy różnych okazjach można korzystać z rozlicznych rabatów, które są oferowane od 2018 r. Wersja podstawowa, która sprawdza gramatykę, pisownię i interpunkcję, jest oferowana bezpłatnie. Wersja premium oferuje dodatkowo możliwość dostosowania stylu, przeróbki zdań, które są niezrozumiałe, oraz narzędzie antyplagiatowe.

              Niekwestionowane osiągnięcia

              Z programu korzysta obecnie ponad 20 mln płatnych subskrybentów, z czego 30 tys. to korporacje. Firma była zyskowna od samego początku, jej aktualna wartość jest szacowana na 4 mld dol., a majątek głównego udziałowca przekroczył już tę kwotę. Program początkowo miał wspierać wyłącznie studentów ukraińskich uczelni, ale szybko okazało się, że, w przeciwieństwie do uczelni zachodnich nie były one zbytnio zainteresowane płaceniem subskrypcji za jego używanie. Zmienił się także cel działania firmy. Obecnie nie wspiera już ona wyłącznie tych, którzy chcą się nauczyć lepiej pisać po angielsku, ale także tych, którzy używają tego języka w codziennym życiu. Liczba korzystających z aplikacji dziennie wzrosła z 1 mln w 2015 r. do 30 mln w 2020 r.

               

              Wojciech Gryciuk

              Car of the year Polska 2023

                Już ruszyła kolejna edycja konkursu Car of the Year Polska. W dniu 1 grudnia, a więc za kilka miesięcy, któryś z nowych modeli otrzyma zaszczytny tytuł „Car of the Year 2023”. Kto wybiera i na jakich zasadach? Zacznijmy od początku.

                Otóż w wielu krajach powstały już między redakcyjne konkursy motoryzacyjne wyłaniające jeden Samochód Roku. Tak też dzieje się u nas, i to już po raz czwarty. Car of the Year Polska jest jedynym w Polsce konkursem motoryzacyjnym niezależnym od importerów, w którym co roku wybierany jest tylko jeden samochód, a jurorami są doświadczeni dziennikarze motoryzacyjni zawodowo testujący i oceniający samochody. Jurorów jest 20, pochodzą z polskich redakcji motoryzacyjnych, ewentualnie są znanymi freelancerami.

                Przy ocenie samochodów branych jest pod uwagę wiele kryteriów, takich jak np. poziom zaawansowania technologicznego, funkcjonalność, ergonomia, właściwości jezdne, cena do wartości samochodu, design, teoretyczny poziom bezpieczeństwa, jakość wykonania, innowacje, za które chcemy i jesteśmy wstanie zapłacić. Jurorzy praktycznie przez okrągły rok testują samochody, przy czym proces ten nasila się od czerwca, a więc od chwili ukazania się prowizorycznej listy kandydatów. Poznawanie samochodów trwa do końca października. Na początku listopada w wyniku głosowania wybierana jest piątka aut nominowanych do końcowego etapu konkursu i z nich 1 grudnia wybierany jest Samochód Roku. Producent lub importer zwycięskiego auta będzie mógł się szczycić tytułem „Car of the Year Polska 2023” przez okrągły rok. Zwycięstwo daje importerowi pewne fory, przy tak silnej konkurencji, jaka dziś istnieje, wiele osób wybiera bowiem produkt wskazany przez grono profesjonalistów. Oczywiście pod warunkiem, że importer potrafi wykorzystać profity tej nominacji. Na prowizorycznej liście Car of the Year Polska 2023 znalazło się 38 samochodów. Gołym okiem widać, że crossovery i SUV-y nadal są w natarciu, natomiast topnieje oferta w zakresie normalnych aut segmentów B, C i D. Na tym nie koniec tendencji; mniej więcej co trzeci samochód to czysty elektryk, a pozostałe występują w wersjach zelektryfikowanych.

                Wojciech Sierpowski 

                Ważne Informacje

                Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

                Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

                Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

                Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

                Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

                Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

                Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

                Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

                Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

                XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

                XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...