.
Strona główna Blog Strona 425

Grzegorz Zalewski

Rozmowa z Grzegorzem Zalewskim, Prezesem Renault Polska

– Jeden z najwyżej notowanych managerów na świecie – Carlos Ghosn, prezes Renault-Nissan Alliance – ma podobno obsesję na punkcie jakości.
– Rozszerzyłbym to twierdzenie: dla nas wszystkich jakość to sprawa najwyższej wagi. Jestem przekonany, że zarówno Renault, jak i Nissan mogą dziś wyznaczać standardy w tej dziedzinie. Znakomicie rozumiemy, jak ważne jest to dla naszego koncernu. Na wielki sukces modelu Renault 19 czy też pierwszego Clio miał wpływ nie tylko znakomity design, przysłowiowa francuska wygoda, ale przede wszystkim bezawaryjność. Od kilku lat nasi dilerzy żartobliwie narzekają: „Nie dajecie nam zarobić na naprawach gwarancyjnych”. Trudno o lepszą rekomendację. Nie boimy się konkurencji, która proponuje wydłużone okresy gwarancji – również proponujemy atrakcyjne warunki.

– Słowem, firma wyciągnęła wnioski z przykrego doświadczenia z awaryjną Laguną drugiej generacji… Jako użytkownik Mégane Coupé-Cabriolet, w którym od ponad dwóch lat nic się nie zepsuło, skłonny jestem się z tym zgodzić.
– Dziękuję za tę opinię. To, co mówią na nasz temat użytkownicy naszych samochodów, jest dla nas szczególnie istotne. Przywiązujemy wielką wagę do poziomu satysfakcji klientów. Staramy się, żeby wszystkie naprawy były przeprowadzane w ekspresowym tempie, oferujemy auta zastępcze. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna jest wierność użytkowników, którzy od wielu lat zawsze wybierają Renault. W badaniu obsługi klientów, przeprowadzonym przez TNS OBOP, zajęliśmy pierwsze miejsce, w teście magazynu „Auto Świat” – czwarte. Nie zapominamy również o tym, jak ważne są dla klientów warunki zakupu samochodu. Proponujemy własne rozwiązania we współpracy z  RCI Banque – myśląc nie tylko o oprocentowaniu. Staramy się być elastyczni i reagować na sugestie klientów. Nierzadko osoby kupujące auta w ramach ofert 50/50, umożliwiających zapłacenie połowy ceny po roku, proszą o rozłożenie pozostałej kwoty na 2-3 lata. Co więcej – proponujemy, by rata uwzględniała opłatę za przeglądy, opony zimowe, itp.

– Na czym polega wspólna polityka grupy Renault-Nissan?
– Obie marki występują zawsze oddzielnie, w pewnym zakresie nawet konkurują. Powiem żartem: kiedy w zespole fabrycznym wyścigów F1 występuje kilku kierowców – każdy chce zająć pierwsze miejsce. Podobnie jest w naszym przypadku. Korzystamy nawzajem z know-how, ale każda marka sama musi pracować na swój sukces. To, jak się uzupełniamy widać na mapie świata – Nissan jest obecny od lat w Japonii, USA i Chinach. Dla Renault najważniejszym rynkiem zbytu jest Francja, kolejne to Brazylia i Rosja. Współpracujemy też z innymi producentami, przede wszystkim z Mercedesem, dla którego w swojej fabryce w Maubeuge produkujemy model Citan – na bazie Kangoo. Na marginesie warto zauważyć, że bez trudu spełniamy kryteria jakości wyznaczone przez niemiecki koncern…

– A jak pozycjonujecie markę Dacia?
– To bardziej skomplikowana sprawa. Grupa Renault obejmuje trzy marki: Renault, Dacię i Samsung. Renault ma też pakiet udziałów w olbrzymiej rosyjskiej fabryce AvtoVAZ, która korzys­ta ze swojego brandu. Samochody znane w Polsce jako Dacia są produkowane w 9 fabrykach na całym świecie. Auta z logo Dacii sprzedajemy tylko w Unii Europejskiej i Afryce Północnej. W Azji, Ameryce Południowej i wielu innych krajach modele Duster i Logan oferujemy pod marką Renault. Dzieje się tak tylko i wyłącznie ze względów marketingowych. Stwierdziliśmy, że nie należy na nowe rynki wprowadzać naszych dwóch marek, bo spowodowałoby to niepotrzebne zamieszanie.

– Wiele mówi się o wielkim sukcesie Dacii w naszym kraju.
– I słusznie. W Polsce w ubiegłym roku zanotowaliśmy wzrost na poziomie 87 proc., zdobywając 3,3 proc. udziałów w rynku. Dacia to – zgodnie ze sloganem reklamowym – naprawdę „smart buy”. Za relatywnie niewielkie kwoty można kupić auta doskonale spełniające potrzeby średniozamożnego, rozsądnego klienta. Oferujemy dziś atrakcyjne nowe modele: Duster, Logan czy też Sandero Stepway. Muszę dodać, że w przypadku marki Dacia, wielka inwestycja w rumuńską fabrykę przełożyła się na jakość samochodów. Istotnym argumentem prozakupowym jest, rzecz jasna, cena: Dacię Sandero można kupić za 29,9 tys. zł, a Renault Clio za 40,9 tys. zł.

– Czy nie obawia się pan wewnętrznej konkurencji?
– O zakupie Dacii decydują względy czysto praktyczne. Renault to auto dla tych, którzy zwracają uwagę na design, wygodę, staranne wykończenie wnętrza. Biorąc pod uwagę fakt, że w przypadku Renault oferujemy – poza Clio – modele sprzed kilku lat, nie mamy powodów do narzekania na poziom sprzedaży. Wielkie nadzieje wiążę z premierami, które pojawią się w tym roku. W salonach są już nowe Clio Grandtour, nowy Fluence, Mégane Coupé-Cabriolet w serii limitowanej Floride, czekamy na uterenowionego Scenica XMod i nadzwyczaj udany SUV Capture.

– Jak Renault zakończył rok ubiegły?
– Licząc łączną sprzedaż Renault i Dacii (samochody osobowe i dostawcze) – nasz udział w krajowym rynku uplasował się na poziomie. 9,1 proc., co oznaczało wzrost o 0,6 punktu procentowego. Do sukcesu – obok znakomitej sprzedaży Dacii – przyczyniła się nasza polityka w dziedzinie aut dos­tawczych. Od wielu lat specjalizujemy się w pojazdach modyfikowanych pod kątem indywidualnych potrzeb klientów. Współpracujemy z siecią 22 polskich firm, które wykonują zabudowy spełniające normy Renault. Wszystkie te auta mają homologację. Zdarza się, że zmodyfikowane auto jest pięciokrotnie droższe od standardowego – decyduje o tym cena wyposażenia, jak np. w przypadku pojazdów dla telekomunikacji. Jesteśmy w stanie realizować najróżniejsze zlecenia. Klienci zamawiali np. samochody dla straży pożarnej, do transportu koni, a nawet ruchomy piec do pizzy, itp.

– Renault kojarzy się z elegancją, a pan mówi o zaletach aut przez­naczonych do ciężkiej pracy.
– Sprzedaż dla firm zawsze była jednym z naszych priorytetów. Specjalnie dla tej grupy klientów stworzyliśmy program Renault Pro+, będący odpowiedzią na potrzeby firm – zarówno dużych, średnich, jak i małych. Naszych 16 stacji Pro+ ma szczególnie dużo zleceń w weekendy – gdy ciężko pracujące przez cały tydzień samochody można odstawić do serwisu. Poza tym, zgodnie z potrzebami klientów zapewniamy zastępcze auta dostawcze.

– Wygląda na to, że waszą kolejną specjalnością będą samochody o napędzie elektrycznym. Ostatnio miałem okazję jeździć Renault ZOE po Lizbonie.
– Jestem zakochany w ZOE. Jest to auto piękne i nowoczesne, a jednocześnie eleganckie. Prezentuje komfort porównywalny z Clio. Ma wszystkie zalety pojazdu miejskiego. Jest niewielkie i łatwo je zaparkować, a jednocześnie ma obszerne wnętrze i spory bagażnik. Po całkowitym naładowaniu jest w stanie przejechać 200 kilometrów. A w dodatku – w związku z tym, że było od podstaw projektowane jako auto elektryczne – jest pozbawione wad innych tego rodzaju konstrukcji. Akumulatory rozmieszczono w taki sposób, że nie ograniczają powierzchni bagażnika. Wielką zaletę stanowi możliwość szybkiego ładowania – z odpowiednio mocnego terminala zaledwie w ciągu 30 minut. Sam zwykle tracę na stacji benzynowej 15-20 minut, tak więc ekspresowe ładowanie można porównać z klasycznym tankowaniem paliwa. Niedawno usłyszałem opinię, że ZOE jest jak oryginalny gadżet podkreślający osobowość właściciela. Trudno się z tym nie zgodzić.

– Masowa produkcja ZOE to odważna decyzja – jeżeli rynek zaakceptuje ten pomysł, powstanie wyraźny podział na auta miejskie oraz przeznaczone do długiej podróży. Muszę przyznać, że to atrakcyjna wizja.
– Nie tylko z punktu widzenia potencjalnych użytkowników, ale też w kontekście przyszłej organizacji ruchu w centrach miast. Wspólnie z Nissanem wypełniamy lukę rynkową, więc jestem przekonany, że musimy odnieść sukces także w tej dziedzinie. Premierę ZOE poprzedziło wprowadzenie elektrycznego Fluence i Kangoo. Były to również udane konstrukcje, bazowały jednak na istniejących modelach. ZOE to prawdziwa rewolucja. W tym roku na polskim rynku pojawi się także Twizy.

– Renault to jedna z nielicznych firm, z którą pracownicy wiążą całą swoją karierę zawodową. Ma to wpływ na sposób zarządzania.
Stabilność kadry, to jeden z kluczowych elementów sukcesu firmy. Pracując wspólnie przez długie lata, musimy stosować wysokie kryteria etyczne. Nie ma u nas miejsca na nieuczciwość i nielojalność. W cenie jest natomiast kreatywność i zaangażowanie.

Co lubi Grzegorz Zalewski?

Zegarki – sportowe
PIÓRA – Waterman
Ubrania – zczególnie ceni wygodny casual. Ulubione marki: Camel, Quiksilver, North Face
Wypoczynek – we własnym domu nad jeziorem na Mazurach. Za granicą – na południu Europy, zwłaszcza w Chorwacji, ale z pokładu jachtu
Kuchnia – ostatnio kupuje tylko produkty bez tzw. substancji uszlachetniających i konserwantów. Piecze chleb żytni na prawdziwym zakwasie. Bardzo lubi ryby i owoce morza
Restauracja – Atelier Amaro i Amber Room w Warszawie
Samochód – Renault Espace
Hobby – żeglarstwo (ma własny katamaran), jazda na rowerze, narciarstwo.  Niedawno uprawiał narciarski freeride w Kaszmirze

Marek Czeredys

Rozmowa z Markiem Czeredysem, przewodniczącym rady nadzorczej Arcus SA

– Należy pan do grupy przedsiębiorców, którzy kształtowali polski biznes po przemianie ustrojowej 1989 roku. Zamiast spocząć na laurach, niestrudzenie podejmuje pan nowe wyzwania…
– Chyba mnie pan trochę przecenia. Obecnie Arcusem zarządza mój syn – Michał. Świetnie się sprawdza jako prezes, znacznie lepiej niż managerowie, którzy zarządzali spółką przed nim. Pomagają mu w tym na pewno predyspozycje, kierunkowe wykształcenie, a także kilkunastoletnie doświadczenie w kierowaniu Arcusem, które starałem się mu przekazać. Czynnikiem dopingującym go do działania na pewno jest świadomość kontynuacji przedsięwzięcia, które wyrosło z rodzinnego biznesu.

Obserwuję działania Michała z pozycji przewodniczącego rady nadzorczej i muszę stwierdzić, że choć nie zawsze się z nim zgadzam, to jednak akceptuję jego decyzje. Co z tego, że ja być może wybrałbym inną drogę dochodzenia do celu – ważne są efekty. A w przypadku Michała są one imponujące. Zaliczam do nich m.in. efektywną restrukturyzację spółki, która w chwili objęcia przez niego stanowiska prezesa przynosiła stratę, a po roku od rozpoczęcia zmian przyniosła zysk. Cieszy mnie, że również drugi z moich synów – Rafał – znalazł swoje miejsce w biznesie. Z jednej strony – jako sprawny prawnik – aktywnie współpracuje z bratem, a jednocześnie sprawuje nadzór właścicielski nad spółką Polmag – odlewnią pracującą w nowoczesnej technologii ciekłego magnezu. Podobnie jak moi synowie, nie umiem wyobrazić sobie życia bez pracy – w związku z czym rzeczywiście angażuję się w nowe przedsięwzięcia.

– Zanim pan o nich opowie, proszę przypomnieć, jak zaczęła się pańska przygoda z biznesem.
– Mój przykład potwierdza tezę, że predyspozycje ważniejsze są niż wyuczony zawód. Studiowałem w latach 70. Ukończyłem weterynarię i bardzo poważnie traktowałem wyzwania, jakie stanęły przede mną. Podjąłem pracę w lecznicy w Radzyminie i pomagałem – jak bohater pamiętnego serialu – zwierzętom dużym i małym. Koniec lat 80. był czasem rozczarowań – zamiast skupić się na tym, co stanowi sedno zawodu lekarza weterynarii, borykałem się z dziesiątkami problemów, które uniemożliwiały mi odpowiedzialne i efektywne wykonywanie pracy. Brakowało dosłownie wszystkiego, w tym leków, benzyny, a także podstawowych narzędzi. W 1987 roku razem z trzema kolegami założyliśmy ARCUS Sp. z o.o. Zaczęliśmy sprowadzać sprzęt do analityki medycznej. Wkrótce potem wpadłem na pomysł, żeby rozszerzyć działalność o urządzenia biurowe. Od początku współpracowaliśmy ze światowymi liderami rynku przetwarzania dokumentów. Rzecz jasna, ich produkty były droższe, ale gwarantowały znakomitą jakość, a tym samym satysfakcję klientów. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, wiem, że łącznie ze zrozumieniem potrzeb klienta są one kluczowym elementem sukcesu. To credo działalności zarówno Arcusa moich czasów, jak i giełdowej, nowoczesnej i innowacyjnej spółki zarządzanej przez mojego syna.

– Z jaką firmą nawiązał pan najpierw współpracę?
– Przez pięć lat byłem polskim dystrybutorem Rank Xerox. Udało mi się nawet osiągnąć status „platynowego dealera”, największego w naszej części Europy. Kolejnymi partnerami była Toshiba, firma Schleicher, specjalizująca się w niszczarkach dokumentów, i Pitney Bowes – lider rynku systemów kopertujących. To jednak nie wyczerpuje listy partnerów… Istotnym wydarzeniem w historii Arcusa był rok 1997 i nawiązanie współpracy z japońskim producentem drukarek – koncernem Kyocera, którego przedstawicielem w Polsce jesteśmy do dziś. Warto wspomnieć, że dzięki przejęciu Mity, koncern wyspecjalizował się nie tylko w druku, ale też w kopiowaniu, a urządzenia wielofunkcyjne i drukarki Kyocera Mita podbiły świat. Przede wszystkim, dzięki nadzwyczajnej efektywności i trwałości, cechom, które są coraz rzadsze w epoce szybkiej rotacji tanich urządzeń informatycznych.  Od początku uświadamialiśmy klientów, że to nie cena jest najważniejszym kryterium przy zakupie drukarki, ale koszt wydruku jednej strony.

– Czy ARCUS zajmuje się wyłącznie dystrybucją urządzeń?
– Obecnie stawiamy nie tylko na sprzedaż, ale od kilku lat rozwijamy zaawansowane i innowacyjne usługi, czyli outsourcing wydruków, oferowany jako ARCUS Kyocera MDS. Jest to forma bardziej opłacalna zarówno dla nas, jak i dla klientów. Po co kupować kosztowny sprzęt, skoro można zapłacić tylko za tyle kartek, ile się wydrukuje, a co równie ważne – nie martwić się wymianą tonerów, itp. Dla nas oznacza to ciągłą gotowość serwisową. Kiedyś robiły to specjalistyczne zespoły Arcusa. Prowadziło to do takich absurdów, jak podróże serwisantów z poznańskiego oddziału do np. Szczecina… Dziś w dużej mierze korzystamy z pomocy naszych autoryzowanych partnerów. Mamy ich w Polsce 30. W efekcie nasi partnerzy zarabiają, a my zredukowaliśmy koszty. Nasz kontakt z klientem zaczyna się zwykle od specjalistycznego audytu, w ramach którego określamy rzeczywiste potrzeby i docelowy koszt drukowania i kopiowania. Obecnie połowa z odbiorców decyduje się na proponowane przez nas rozwiązanie, które – jak wspomniałem wcześniej – jest korzystniejsze niż zakup urządzeń.

– Jak wyglądały początki Arcusa, który od dwóch lat jest notowany na GPW?
– Podobnie jak większości dużych firm – zaczynaliśmy działalność od jednego pokoju. Razem ze wspólnikami najchętniej spotykaliśmy się jednak… w parku przy ul. Filtrowej w Warszawie. Pamiętam, że często kłóciliśmy się o przyszłość firmy, nigdy jednak o pieniądze. Każdy z nas miał dziesiątki pomysłów, nic więc dziwnego, że w końcu każdy postanowił pójść swoją drogą. Ja skoncentrowałem się na branży druku i kopiowania. Z czasem poszerzyłem działalność o kolejne obszary, tworząc konsorcjum ośmiu firm.

– Dlaczego zdecydował się pan na wejście na parkiet?
– To naturalna droga rozwoju biznesu. Poza tym, nasłuchałem się mnóstwo o tym, że „spojrzenie właścicielskie” ogranicza rozwój. W związku z tym postanowiłem przestać być hamulcowym swojego biznesu… Tym bardziej, że – jak mi się wówczas wydawało – przekroczyłem pewien próg zmęczenia. Życie pokazało, że teorie rzadko sprawdzają się w praktyce i najlepiej sprawdza się stara zasada, że pańskie oko konia tuczy. Zarządzany przez mojego syna ARCUS okazał się odporny na kryzys. Powiem żartem – czasem trochę jestem zazdrosny o to, że Michał, dysponując wiedzą, szerokimi horyzontami i ciekawymi wizjami, forsuje własne rozwiązania, ale przecież na tym polega zmiana pokoleniowa.

– Na czym koncentruje się pan dzisiaj?
– Widzę wielką szansę dla spółki T-matic Systems, specjalizującej się w inteligentnych sieciach. Polskę czeka w tej dziedzinie duża rewolucyjna zmiana, a my od 5 lat budujemy kompetencje i rozwijamy rozwiązania w tym zakresie. Nasza oferta – zgodnie z wyznawaną przeze mnie i mojego syna zasadą – dotyczy wysokiej klasy urządzeń. Wierzę, że to słuszny wybór. Nigdy nie zapominam zdania mojego dziadka, który powtarzał: „Jestem za biedny, żeby tanio kupować”. Dominująca na polskim rynku reguła – duży obrót, szybki i jednorazowy zysk – jest dla mnie nie do przyjęcia. Obecnie T-matic generuje obroty cztery razy mniejsze niż ARCUS, ale to dopiero początek…

– Słowem, sukces za sukcesem. Czy są rzeczy, z których nie jest pan zadowolony?
– Niechętnie o tym mówię, ale cóż… Kilka lat temu w dobrej wierze kupiłem od Agencji Mienia Wojskowego teren, na którym planowałem zbudować bardzo potrzebne Warszawie nowoczesne centrum konferencyjne z prawdziwego zdarzenia. Na wzór wielu kompleksów amerykańskich i europejskich. Po sfinalizowaniu transakcji i otrzymaniu pozwoleń okazało się, że moja inwestycja ma wielu prominentnych przeciwników. Władze miasta wyciągnęły przeciwko mnie armaty twierdząc, że planuję zabudować fragment Pól Mokotowskich stanowiących teren rekreacyjny. Teren, który obecnie zajmuje ok. 60 ha, z ponad 200 ha w okresie międzywojennym. Zaproponowałem więc, że zamienię mój grunt na inny. Nic z tego – urzędnicy zablokowali umowę wbrew opiniom kolejnych instancji odwoławczych. Dla mnie, jako obywatela, przykry jest fakt, że w demokratycznym kraju należącym do Unii Europejskiej nie respektuje się przepisów prawa oraz zasad zdrowego rozsądku. Blokuje się jednocześnie innowacyjne przedsięwzięcia tak potrzebne naszemu miastu, projekty mogące wpłynąć na rozwój Warszawy i wzrost jej znaczenia na arenie międzynarodowej.

– Będąc managerem przez ćwierć wieku, zgromadził pan szereg doświadczeń.
– Lubię pracować z zadowolonymi ludźmi. Przez 10 lat byłem lekarzem weterynarii, i tak jak wspomniałem wcześniej, pod koniec lat 80. to pogarszające się warunki pracy nie pozwalały mi wykonywać zawodu w sposób odpowiedzialny i osiągać satysfakcji z podejmowanych działań. Nigdy nie zapomniałem o tym prowadząc własną firmę. Na satysfakcję w miejscu pracy składa się szereg elementów: efekty pracy, uznanie szefa, poczucie bezpieczeństwa, ale też świadomość odpowiednio wykorzystanych kwalifikacji. Doceniają to na pewno pracownicy Arcusa, wśród których są osoby pracujące w niej od kilkunastu lat. Jako szef przestrzegam podstawowej zasady – zawsze więcej wymagam od siebie, niż od swoich współpracowników.

– A czym trzeba zawinić, żeby usłyszeć od pana: już u mnie nie pracujesz?
– Nie toleruję świadomej działalności na szkodę firmy. Bywa, że ktoś popełni błąd w dobrej wierze. I to jestem w stanie zrozumieć. Często powtarzam współpracownikom, że musimy być zawsze gotowi do reagowania na oczekiwania klientów. Niejednokrotnie sam musiałem modyfikować ważne plany, także rodzinne, gdy wymagał tego interes firmy.

Co lubi Marek Czeredys?

ZEGARKI – Patek Philippe
UBRANIA – preferuje styl casual. Najchętniej ubiera się w dżinsy i marynarki Brioni lub Cerutti oraz buty Moreschi i Bruno Magli. Ostatnio rzadko nosi krawaty, choć ma bardzo liczną ich kolekcję
WYPOCZYNEK – w ciepłych krajach. Lubi Malediwy, Tajlandię, ale też Afrykę – zwłaszcza Zimbabwe, Botswanę i Namibię
KUCHNIA – śródziemnomorska. Czasem sam gotuje dla przyjaciół, głównie dania z ryb i owoców morza, choć mogą to być także dobre steki
RESTAURACJA – poleca resort Vila Joya w Portugalii i wspaniałe restauracje w Japonii
SAMOCHÓD – Bentley
HOBBY – golf, narty, nordic walking, który uprawia codziennie. Kiedyś często grał w tenisa. Jest miłośnikiem wina i whisky

Gala MANAGER AWARD 2013

23 maja 2013 w Muzeum Historii Żydów Polskich odbyła się kolejna edycja MANAGER AWARD zorganizowana przez Wydawnictwo Business Magazine Manager. Podczas wydarzenia wręczono prestiżowe nagrody dla wybitnych managerów nadających ton polskiej gospodarce. Wśród nominowanych znaleźli się prezesi i przedstawiciele kadry zarządzającej największych przedsiębiorstw i organizacji na rynku m.in: Grupy Lotos, Polskiej Telefonii Cyfrowej, Jeronimo Martins Polska, Euler Hermes Collections, SAS Institute, Telewizji Polsat, czy Stock Polska.

MANAGER AWARD to prestiżowe odznaczenie, nadawane przez jury (złożone z laureatów Gali 2012 oraz redaktora naczelnego magazynu MANAGER – Piotra Cegłowskiego pod przewodnictwem prezesa Krajowej Izby Gospodarczej – Andrzeja Arendarskiego), w uznaniu wybitnych osiągnięć managerów.

W wydarzeniu udział wzięło 200 gości – m.in. przedstawicieli rządu, najwyższej kadry zarządzającej wielu korporacji i instytucji świata kultury i sztuki. Galę poprowadził Jarosław Kuźniar, dziennikarz telewizyjny i radiowy. Podczas eventu odbyła się licytacja na rzecz Bartka – 6 letniego chłopca, który urodził się z wodogłowiem wrodzonym, którego rehabilitację Manager wspomaga od kilku lat.

Spotkanie stanowiło jedyna w swoim rodzaju okazję by spotkało się tak wielu top managerów, a jednocześnie szansą na nawiązanie nowych kontaktów.

Nad właściwym przebiegiem Gali czuwał patron merytoryczny – Giełda Papierów Wartościowych, patron honorowy: Centrum Konferencyjne Muranów, partner strategiczny – Sony Mobile Communications oraz partnerzy wydarzenia: Energia dla firm, NextiraOne, Absolute Abode, Voda Naturalna, Celebration Media, HLS oraz PRownia – Sztuka Relacji. Patronat medialny: Radio PIN, Gazeta Bankowa  i inwestycje.pl

– MANAGER AWARD 2013 odebrało 8 znakomitych przedstawicieli świata biznesu – mówi Piotr Cegłowski, red. nacz. Managera – Przyznaliśmy również nagrodę MANAGER’S QUALITY dla Montblanc, firmy najwyżej cenionej przez managerów. Przyznam, że wybór nie był łatwy, bowiem czas kryzysu stanowił sprawdzian umiejętności polskich managerów.

Nagrodę MANAGER AWARD 2013 zdobyli:

Paweł Olechnowicz – Prezes Zarządu, Grupa Lotos S.A.
Paweł Olechnowicz to manager, który wykreował sukces Grupy Lotos. Wysoko ceniony przez środowisko biznesowe, ale też szanowany przez polityków. Kieruje Lotosem od marca 2002. Zarządzana przez niego firma odnosi sukcesy niezależnie od koniunktury. W całym 2012 roku Lotos miał 936 mln zł czystego zysku. Analitycy spodziewali się wyniku na poziomie 819 mln. Dla porównania rok wcześniej zysk netto Grupy Lotos wyniósł 649,3 mln zł.
Wyniki te to w dużej mierze efekt wprowadzenia Programu 10+, który znacząco zwiększył możliwości produkcyjne Grupy Lotos. Dodatkowym plusem programu 10+ było to, że prezes Olechnowicz po raz drugi pojawił się na okładce Managera…

Miroslav Rakowski – Prezes Zarządu, Polska Telefonia Cyfrowa S.A.
Miroslav Rakowski objął dwa i pół roku temu stanowisko prezesa zarządu Polskiej Telefonii Cyfrowej – wtedy jeszcze operatora sieci komórkowej ERA. Wkrótce po objęciu stanowiska prezesa w rekordowym czasie przeprowadził proces wprowadzenia globalnej marki T-Mobile do Polski. Już kilka miesięcy później podpisał przełomową na rynku polskim umowę o współdzieleniu sieci, w ramach której powstała spółka NetWorks! Pod jego kierownictwem firma uzyskała pozycję lidera i jest obecnie największym operatorem, obsługującym blisko 16 milionów klientów. Wprowadza kolejne innowacyjne rozwiązania i usługi jak choćby myWallet, która zrewolucjonizowała rynek płatności mobilnych w Polsce, czy T-MobileCloud – zapowiadającą usługi ICT. Rozpoczyna współpracę z branżą energetyczną i buduje najnowocześniejszą sieć, która już w przyszłym roku będzie dostępna w całej Polsce, dla wszystkich.

Maciej Harczuk – Prezes Zarządu, Euler Hermes Collections Sp. z o.o.
Są firmy, które najlepiej radzą sobie w trudnych czasach. Należy do nich Euler Hermes Collection. Wzrost obrotów rok do roku to 22%. Najlepszą rekomendacją dla firmy jest wskaźnik retencji klientów na rekordowym poziomie: 92%. Wyniki publikowane są globalnie. Trzeba więc dodać, że polski oddział tej międzynarodowej firmy, której centrala mieści się w Paryżu, należy do najlepszych i najszybciej rozwijających się i osiąga najlepsze wyniki w swojej grupie.

Tomasz Suchański – Dyrektor Generalny Sieci Biedronka, Jeronimo Martins Polska S.A. – nagrodę odebrał Alfred Kubczak członek Executive Committee, dyrektor do spraw korporacyjnych Jeronimo Martins

Wśród największych polskich firm należąca do grupy Jeronimo Martins Polska zajmuje 4 miejsce. Marka Biedronka jest 3. najbardziej wartościową marką w Polsce. W roku 2012 w zarządzanej przez Tomasza Suchańskiego sieci Biedronka sprzedaż netto wzrosła o 17,9% w porównaniu z rokiem 2011 i wyniosła 28,1 miliarda zł. Otwarto 263 sklepy Biedronka i 2 nowe centra dystrybucyjne. W zeszłym roku klienci odwiedzili sklepy Biedronka ponad miliard razy, a 73% Polaków deklaruje, że robi w nich zakupy przynajmniej raz w miesiącu.. Warto podkreślić, że sprzedaż sieci Biedronka stanowi ponad 60% sprzedaży Grupy Jeronimo Martins;
.

Alicja Wiecka – Dyrektor Zarządzająca, SAS Institute
Od 20 lat nieprzerwanie zarządza polskim oddziałem SAS Institute, amerykańskiego producenta oprogramowania analitycznego dla biznesu. Od rozpoczęcia działalności tylko raz nie udało się jej poprawić przychodów z roku poprzedniego, a w okresie ostatnich 5 lat corocznie odnotowuje dwucyfrowy wzrost. Jako pierwsza w Europie zaczęła wdrażać hurtownie danych, a opracowane przez jej zespół analityczne rozwiązania branżowe dla sektora bankowego, ubezpieczeniowego i telekomunikacyjnego stały się hitem wśród klientów firmy na całym świecie zapoczątkowując ich wysyp dla różnych segmentów rynku. Mimo że wcześniej pracowała w USA i Europie, gdy tylko miała możliwość, wróciła do Polski co okazało się to strzałem w dziesiątkę. Chociaż wielokrotnie proponowano jej awans w strukturach pionowych SAS, nigdy nie była tym zainteresowana, bo na swoim czuje się najlepiej.

Nina Terentiew – Członek Zarządu, Dyrektor ds. Programowych, Telewizja Polsat Sp. z o.o.
Nagroda za bezprecedensowe osiągnięcia managerskie w zarządzaniu działami programowymi polskich telewizji. Funkcje managerskie Nina Terentiew od lat łączy z pracą dziennikarską. Jej programy XYZ czy też „Bezludna wyspa” to ikony polskiej telewizji. W publicznej telewizji spędziła 32 lata. Przez ostatnich siedem lat w telewizji Polsat osiągnęła rekordowe wyniki oglądalności.

Wojciech Bortkiewicz – Dyrektor Marketingu Stock Polska
W firmach produkujących alkohol pozycja szefa marketingu jest kluczowa. Wojciech Bortkiewicz odpowiada za marketing głównych marek Stiock Polska oraz rozwój nowych produktów na rynku polskim i międzynarodowym. W 2007 roku wprowadził na rynek Czystą de Luxe Żołądkową Gorzką, która – na przekór zapowiedziom analityków – szybko stała się najlepiej sprzedającą się wódką czystą dając producentowi pozycję lidera na rynku alkoholi mocnych utrzymywaną do tej pory. A to wymaga doskonałej strategii marketingowej wspierającej sprzedaż produktów.W 2012 roku Stock Polska który osiągnął 34,8 proc. udziałów w rynku wódki.

Grażyna Piotrowska Oliwa – wiceprezydent Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej
GPO była jedną z murowanych kandydatek do Manager Award. W imponującym stylu poprawiła wyniki PGNiG – firmy ponoszącej straty na sprzedaży gazu, a w dodatku znajdującej się w sporze z regulatorem i głównym dostawcą-Gazpromem.
Dzisiaj PGNiG po zakończonych sukcesem negocjacjach z Gazpromem i unormowaniu kwestii regulacyjnych, wartość akcji PGNiG SA wzrosła o ponad 40 procent osiągając historyczne szczyty.
Niestety czasem polityka wygrywa z biznesem. Najważniejsze jednak jest to, że odchodząc z PGNiG Grażyna Piotrowska-Oliwa zostawiła firmę w doskonałej kondycji.

Nagroda Managers Quality
Montblanc

Izabela Gałęza dyrektor zarządzająca marką Montblanc

Informacja o tej nagrodzie była przedstawiana na łamach magazynu MANAGER w numerze gwiazdkowym. Stanowi ona wyróżnienie dla firmy szczególnie wysoko cenionej przez managerów.
„W każdym z wywiadów na naszych łamach pytamy managerów jakie cenią zegarki, pióra, firmy odzieżowe, samochody, restauracje. Mając w bazie około 400 wywiadów pokusiliśmy się o podsumowanie. W dziedzinie przyborów piśmienniczych niepodważalnym liderem jest Montblanc, który został też wysoko oceniony jako producent zegarków, biżuterii i wyrobów ze skóry. W ten sposób Montblanc uplasował się na pierwszym miejscu wśród wszystkich firm, które wybierają managerowie” – uzasadnia wybór Żaneta Gaca, doradca zarządu magazynu MANAGER.

Organizator: Wydawnictwo Business Magazine Manager Sp. z o.o.
Data: 23.05.2013
Miejsce: Centrum Konferencyjne Muranów mieszczące się w Muzeum Historii Żydów Polskich

Patronat merytoryczny: Giełda Papierów Wartościowych

Patronat honorowy:

Partner strategiczny:

Partnerzy:

Patronaty medialne: Radio PIN, Gazeta Bankowa, inwestycje.pl

Partnerzy: PRownia – Sztuka Relacji s.c.

Jury MANAGER AWARD 2013

ManagerOnline

Nagrody MANAGER AWARD 2013 zostaną przyznane przez prestiżowe grono najlepszych managerów w Polsce – laureatów zeszłorocznej Gali, pod przewodnictwem prezesa Krajowej Izby Gospodarczej – Andrzeja Arendarskiego. Odznaczenia są wręczane w uznaniu za wybitne osiągnięcia polskich managerów na rynkach krajowym i międzynarodowym w kilku kategoriach: produkcja, handel i usługi, nowe technologie, innowacje, ekologia, kultura i społeczna odpowiedzialność biznesu.

Skład jury 2013:
Przewodniczący:
Andrzej Arendarski – doktor nauk humanistycznych, współzałożyciel i prezes Krajowej Izby Gospodarczej od chwili jej powstania. Przewodniczący Polsko-Amerykańskiej Fundacji Doradztwa dla Małych Przedsiębiorstw. Przewodniczy Komitetowi Polskiej Nagrody Jakości, jury Konkursu Mister i Junior Eksportu. 1 stycznia 2008 r. objął stanowisko Wiceprezesa EUROCHAMBRES – Stowarzyszenia Europejskich Izb Przemysłowo-Handlowych z siedzibą w Brukseli, czym umocnił pozycję polskich przedsiębiorców na arenie międzynarodowej. W latach 2002 – 2003 jako prezes Tel-Energo S.A. oraz NOM Sp. z o.o. działał na rzecz liberalizacji polskiego rynku telekomunikacyjnego. W 1992 r. został powołany nas stanowisko Ministra Współpracy Gospodarczej z Zagranicą w rządzie Hanny Suchockiej. W latach 1989-1993 r. był posłem na Sejm RP. W latach osiemdziesiątych działał strukturach demokratycznej opozycji (działał w niezależnych strukturach oświatowych i wydawniczych, a także współtworzył Towarzystwo Gospodarcze w Warszawie oraz Akcję Gospodarczą). Ekspert ekonomiczny i działacz gospodarczy. Jest członkiem wielu organizacji i stowarzyszeń krajowych i zagranicznych, których celem jest wspieranie rozwoju gospodarczego. Jest wykładowcą uniwersyteckim i autorem licznych publikacji na łamach wielu opiniotwórczych tytułów. Teorię potrafi łączyć z praktyką. Cieszy się szacunkiem wielu osobistości życia ekonomicznego i politycznego, zarówno w kraju jak i za granicą. Jest odznaczony wieloma wysokimi odznaczeniami krajowymi i zagranicznymi, m. in. Krzyżem Komandorskim i Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a także Orderem Uśmiechu.
Członkowie:
Piotr Cegłowski – redaktor naczelny magazynu MANAGER
Magdalena Jethon – dyrektor Programu 3 Polskiego Radia

Jacek Pawlak – prezes Toyota Motor Poland

Maciej Szymański – prezes grupy EM&F

Marek Cywiński – dyrektor zarządzający Kapsch Telematic Services

Jarosław Zagórowski – prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej
Paweł Prządka – prezes PGE Obrót S.A.

Igor Chalupec – prezes Icentis Capital
Dariusz Blocher – prezes Budimex SA
Anna Rulkiewicz – prezes grupy LUX MED

Romuald Szejd – twórca i dyrektor, ale też reżyser i aktor Teatru Scena Prezentacje

 

Piotr Wawrzeński

Rozmowa z Piotrem Wawrzeńskim, prezesem Radia dla Ciebie

– Mając 28 lat wygrał pan konkurs na prezesa publicznej rozgłośni. To ewenement.
– Pomimo młodego wieku nie jestem nowicjuszem w branży. Pracuję jako dziennikarz już od 10 lat, a od 4 lat jestem wykładowcą na wydziale dziennikarstwa. Poza tym mój przykład nie jest odosobniony. Kamil Durczok został dyrektorem radia w Katowicach w wieku 24 lat.

– Zaczynał pan w Lublinie.
– Przez pewien czas łączyłem obowiązki wykładowcy akademickiego z pracą dziennikarską. I tak  zostało do dziś, chodź praca w radiu dominuje. Pomimo nawału obowiązków, piszę doktorat na temat prawnych regulacji rynku audiowizualnego.

– Jak zaczęła się pańska kariera na kierowniczych stanowiskach?
– W 2001 roku otrzymałem nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za materiały w „Kurierze Lubelskim”. Był to „Indeks dla aktywnych”, czyli trzyletnie stypendium w Wyższej Szkole Dziennikarskiej im. M. Wańkowicza. W takcie studiów na Wydziale Prawa i Administracji UMCS nie traciłem czasu. Udało mi się zdobyć prestiżową nagrodę Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych za reportaż o uchodźcach, wydawałem w Lublinie studencką gazetę. Pracowałem w lokalnej telewizji. Prowadziłem szkolenia z zakresu media relations, marketingu politycznego oraz kursy dla osób planujących założyć własną działalność gospodarczą. W 2006r.  po zdaniu egzaminu w Ministerstwie Skarbu Państwa zostałem członkiem Rady Nadzorczej Radia Lublin. Rok później trafiłem do Rady Nadzorczej TVP.

– Było to głośno komentowane w mediach, tym bardziej, że pańską kandydaturę zgłosił Tomasz Borysiuk, dziennikarz kojarzony z Samoobroną.
– Z przerażeniem czytałem, co wtedy o mnie pisano. Jedna z gazet z zaciekłością atakowała mnie, pomijając całą dotychczasową działalność naukową i dziennikarską. Na pierwszym miejscu zostało odnotowane to, że prowadziłem szkolenia z marketingu politycznego dla kandydatów w wyborach, co miało miejsce kilka lat temu. Zależnie od intencji autora, nazywano mnie człowiekiem prawicy lub lewicy. A ja zawsze byłem i jestem apolityczny. W czasie wyborów do Parlamentu Europejskiego kierowałem pionem informacyjnym Polskiego Radia, w tym czasie nie było żadnych zastrzeżeń co do obiektywizmu i rzetelności. Nie da się robić dobrych mediów, nastawiając się na zawężoną do jednej orientacji grupę odbiorców.

– Próby przypodobania się określonym partiom spowodowały, że w ostatnich latach upadło kilka gazet. Wydawcy zapomnieli o prostej prawdzie, że zwolenników określonej opcji nigdy nie zadowolą, zawsze będzie im za mało określonych treści. Tracili więc czytelników sympatyzujących z innymi opcjami, nic nie zyskując w zamian.
– Zasada ta działa również w radiu. Pamiętałem o tym będąc szefem Informacyjnej Agencji Radiowej, jak również po przejściu do rozgłośni, którą obecnie kieruję. Sądzę, że wszystko, co później robiłem stanowi doskonałe potwierdzenie tej tezy. Miałem wyjątkową szansę, by zaproponować pakiet reform Radia dla Ciebie i sprawdzić rozwiązania te w praktyce. Stając przed komisją konkursową zaproponowałem kierunek rozwoju RDC. Moja kandydatura przeszła jednogłośnie.

– Od czego pan zaczął?
– Radio dla Ciebie to rozgłośnia regionalna, która musiała poszukać własnej drogi na rynku, na którym działa wielu silnych konkurentów. Zdecydowaliśmy się postawić na materiały regionalne i audycje prowadzone przez dziennikarzy, którzy od dawna znani są słuchaczom Polskiego Radia. W szybkim tempie udało nam się uzyskać rekordowy wzrost słuchalności – 93,5 proc i tym samym zostać liderem wśród rozgłośni regionalnych. Nic się nie dzieje bez przyczyny – jest to efekt naszej ciężkiej pracy. Przeprowadziliśmy wiele akcji promocyjnych. Znakomite efekty przyniosła trasa koncertowa na Mazowszu. W barterze zamieściliśmy reklamy na 120 autobusach. W Kolejach Mazowieckich rozdaliśmy 30 tys. ulotek, a na ekranach w składach ukazało się ponad 200 tys. naszych spotów. Nasze reklamy barterowe pojawiły się w Panoramie Firm oraz w wysokonakładowych gazetach – w „Fakcie”, „Polsce The Times” i „Przeglądzie Sportowym”.

– Czy przełożyło się to na zyski?
– Oczywiście, że tak. Po zmianie struktury organizacyjnej, w której powstała agencja reklamy przychody reklamowe uległy podwojeniu.  Do naszej agencji reklamowej pozyskaliśmy znakomitych handlowców z konkurencyjnej, prywatnej rozgłośni. Ale to nie wszystko. Pozyskaliśmy środki z funduszy europejskich, m.in. na edukację przedszkolną i integrację Romów. Oczywiście, wiązało się to z uruchomieniem specjalnych pasm programowych, które musieliśmy tak przygotować, by były atrakcyjne nie tylko dla zleceniodawców, ale przede wszystkim dla słuchaczy. Zdobywamy środki także w inny sposób. Nasze radio nagrywa na zlecenie płyty i książki audio. Organizujemy też szkolenia poś­więcone komunikacji z mediami.

– Zdaniem niektórych radiowych managerów, na antenie najlepiej sprawdzają się pajacujący prezenterzy i najprostsza muzyka pop.
– Ci, którzy tak twierdzą, muszą jakoś uzasadnić niski poziom merytoryczny. Nasi słuchacze z racji naszej historii mają wysokie wymagania. Uważam, że w dłuższej perspektywie lepiej sprawdza się profesjonalizm, z którym nierozerwalnie łączy się szacunek dla słuchaczy. Nasze poranne audycje prowadzi Paweł Homa, którego ściągnąłem z „Trójki”. Nie boimy się ambitnej muzyki, prowadzimy np. „Filharmonię RDC”. Na antenie jest coraz więcej polskiej muzyki, całe sobotnie popołudnie to rodzime hity.

– Jako pierwsi wprowadziliście elementy telewizji do radia.
– Na naszej stronie internetowej www.rdc.pl działa streaming, dzięki któremu słuchacze mogą zobaczyć, co dzieje się w naszym studiu. Dzięki temu wydłuża się nasz kontakt z osobami, które słuchają radia w samochodzie, ale po przyjeździe do domu odruchowo włączają telewizor. Mamy kamery w studiu i w naszym wozie satelitarnym. Nadajemy również radio w systemie cyfrowym DAB+, w nowoczesnych odbiornikach radiowych są ekrany dla streamingu.

– Rozgłośnia państwowa ma wsparcie w postaci abonamentu, co niewątpliwie bardzo ułatwia zarządzanie.
– Gdybyśmy sami nie potrafili zadbać o środki, nasza oferta programowa byłaby uboga. Abonament z roku na rok spada. Coraz większą część budżetu stanowią wpływy komercyjne. Mamy 70 osób na etatach, pięć związków zawodowych i radę pracowników. W takiej sytuacji trzeba być dyplomatą, żeby przeprowadzić rozwiązania, które są korzystne dla firmy, ale kolidują w ich rozumieniu, z interesami niektórych pracowników.

– Jak to działa w praktyce?
– W czasie wprowadzenia radiowego kanału video dostałem list protestacyjny od rady pracowników. W ich ocenie skoro jesteśmy rozgłośnią radiową nie powinniśmy wkraczać w domenę telewizji. Tendencją rynku jest konwergencja mediów. Ludzie ze związków z dużym stażem, są z natury nastawieni negatywnie do wszelkich zmian. Gdy rozbudowałem agencję reklamy o czterech handlowców, narzekali że oni zajmują powierzchnię biurową. Dziś po roku gdy wpływy reklamowe zostały zwiększone o ponad 100 proc., przekonali się że było to dobre posunięcie.

– Tak młody manager musi w jakiś sposób nadrabiać braki doświadczenia.
– Chętnie korzystam z rad moich starszych współpracowników, wybitnych dziennikarzy Polskiego Radia oraz ludzi nauki. Rzekłbym, że w pewnych sytuacjach wręcz opieram się na ich doświadczeniu. Staram się też poszerzać wiedzę managerską, ukończyłem studia podyplomowe w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi i seminarium producenckie w łódzkiej Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera.

– Wielu młodych managerów cechuje skłonność do osiągania celów za wszelką cenę.
– W takiej instytucji jak radio publiczne trzeba działać rozważnie i z wyczuciem. Próba wprowadzenia brutalnego rygoru, mogłaby się fatalnie odbić na poziomie merytorycznym. Na szczęście nie muszę też drastycznie ograniczać zatrudnienia, ponieważ płynność finansową zapewniają nam rosnące wpływy z reklam.

– Jakie przesłanie miała konferencja na temat mediów zorganizowana przez Pana na Uniwersytecie Warszawskim w ramach Związku Pracodawców Mediów Publicznych?
– Jedną z pierwszych moich inicjatyw w ZPMP było zorganizowanie konferencji na temat przyszłości mediów publicznych. W połowie stycznia na Uniwersytecie Warszawskim menadżerowie, dziennikarze i ludzie mediów dyskutowali na temat przyszłości mediów publicznych. Rok temu zostałem  jednogłośnie wybrany przez regionalne rozgłośnie jako ich przedstawiciel do zarządu Związku Pracodawców Mediów Publicznych. Jeszcze zanim trafiłem do Radia dla Ciebie, w IAR odpowiadałem za kontakty z rozgłośniami regionalnymi, znam ich specyfikę i problemy. Taka platforma dyskusji na temat kierunku rozwoju mediów była potrzebna.

Co lubi Piotr Wawrzeński?

Zegarki – Maurice Lacroix
Pióra – Parker
Ubrania – styl klasyczny, Vistula i Sunset Suits
Wypoczynek – aktywna turystyka np. w krajach skandynawskich. Ulubione miejsca – Tatry i Lwów
Kuchnia – śródziemnomorska
Restauracja – Sephia w Warszawie
Samochód – Skoda Octavia
Hobby – historia XX wieku, nordic walking

Wojciech Szyszko

Rozmowa z Wojciechem Szyszko, dyrektorem zarządzającym Kia Motors Polska

– W latach 60. produkty japońskie uważano za znacznie gorsze od europejskich lub amerykańskich. Dziś wygląda to zupełnie inaczej – znaczek „Made in Japan” to gwarancja niezawodności. Podobny proces można obserwować w przypadku wyrobów koreańskich.
– Mam nadzieję, że za kilka lat dogonimy w tej konkurencji Japończyków. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wyroby koreańskie są z roku na rok lepsze. Firmy, takie jak Samsung czy LG, podbiły rynek produktów elektronicznych i AGD. Także w dziedzinie motoryzacji nastąpił imponujący postęp. Dotyczy to nie tylko jakości, ale też designu, jaki cenią Europejczycy. Było to prawdziwe wyzwanie dla twórców, by stworzyć projekty, które będą akceptowane w skali globalnej – w Europie, USA i w Azji.

– Kia, jak i siostrzany Hyundai, odnoszą znaczące sukcesy na całym świecie. Co tu dużo mówić – wasze auta prezentują się równie dobrze, jak samochody prestiżowych producentów.
– O tym, jak ważne są to dla nas sprawy, najlepiej świadczy bardzo wysoka pozycja, jaką zajmuje w firmie jej CEO, a od niedawna jeden z trzech prezesów, Peter Schreyer – wybitny projektant, który wcześniej pracował dla Audi. Zwiastunem zmian zachodzących w naszej firmie była premiera Sorento w 2003 roku. Potem nastąpiły kolejne premiery, które miały ogromny wpływ na poziom sprzedaży naszej marki. Zmienił się znacząco profil klientów. Coraz częściej nasze auta kupują ludzie młodzi, dynamiczni, podążający za modą. Dla nich ważne jest to, że, jako jedyna firma motoryzacyjna, organizujemy w Polsce własny cykl wyścigów Kia Lotos Race. Widzą też nasze zaangażowanie marketingowe w dziedzinie piłki nożnej oraz windsurfingu. Kilkanaście lat temu fani motoryzacji żartowali, że naszymi autami jeżdżą głównie „kapelusznicy”, czyli stateczni panowie, dla których najważniejsza jest wygoda i niezawodność.

– Jak rozwijał się biznes pańskiej firmy w naszym kraju?
– Od 1995 roku rolę importera pełniło PB Motors, dwa lata później uruchomiliśmy polskie przedstawicielstwo, czyli Kia Motors Polska. W 1998 roku Kia została przejęta przez koncern Hyundai, co przyspieszyło rozwój technologiczny obu firm. Kolejnym kamieniem milowym była budowa naszej fabryki na Słowacji, która – co tu kryć – zaoferowała lepsze warunki niż Polska. Miało to bezpośredni wpływ na planowanie sprzedaży. Wcześniej zdarzały się opóźnienia spowodowane strajkami w Korei. Muszę wyjaśnić, że koreańskie związki zawodowe są bardzo silne i nierzadko sięgają po ostateczne środki podczas negocjacji z pracodawcami.

– Co stanowiło kamień milowy dla firmy Kia w Polsce?
– Niewątpliwie premiera modelu cee’d w 2006 roku. Jest to samochód, który fantastycznie sprzedaje się w całej Europie. Łączy mnóstwo zalet – jest nowoczesny, świetnie zaprojektowany, tani i, co równie ważne, ma siedmioletnią gwarancję. Nie trzeba chyba przekonywać, że tak długi czas gwarancji to najprostszy i najlepszy dowód jakości tego samochodu. W zeszłym roku pojawił się jeszcze lepszy cee’d, drugiej generacji. Auto zebrało pokaźną kolekcję wyróżnień przyznawanych przez media motoryzacyjne i, podobnie jak poprzednik, wygrało już wiele testów porównawczych z konkurencją niemiecką, francuską czy japońską.

– W październiku ub. roku branżę zelektryzowała wiadomość,  że Kia wyprzedziła w sprzedaży niepokonanego dotąd lidera, czyli Škodę.
– W skali całego 2012 roku zajęliśmy znakomite drugie miejsce w dziedzinie sprzedaży dla osób fizycznych. W zależności od miesiąca, z udziałem rynkowym na poziomie blisko 6 proc. lokujemy się w Polsce na szóstej lub siódmej pozycji wśród wszystkich importerów. Kilka lat temu mogliśmy tylko marzyć o takich wynikach. W 2004 roku sprzedaliśmy w naszym kraju 4 tys. aut, a w roku ubiegłym 17,3 tys. Same tylko trzy wersje modelu cee’d pozwalają nam sprzedać rocznie od 4,5 tys. do 6 tys. aut. Kolejny nasz przebój rynkowy to SUV – Sportage – który kupiło 5 tys. osób.

– Większość aut policyjnych na polskich drogach to darmowa reklama firmy Kia…
– Był to jeden z powodów, dla których tak bardzo zależało nam na wygraniu tego dużego i prestiżowego przetargu. Mówiąc ściśle – policja zorganizowała aż 8 przetargów, z czego 7 udało nam się wygrać. Sprzedaliśmy dzięki temu aż 4,8 tys. samochodów. Choć mieliśmy bardzo poważnych konkurentów, odnieśliśmy sukces dzięki bardzo starannemu przygotowaniu naszej oferty. Wiedzieliśmy o tym, że szczególnie ważne będą nie tylko ceny aut i specjalistycznego oprzyrządowania, ale też terminy dostaw. Dzięki bliskości słowackiej fabryki łatwo mogliśmy spełnić ostatni z wymogów, w odróżnieniu od konkurentów, którzy uzależnieni byli od decyzji zagranicznych centrali. Kiedy wygraliśmy trzeci z kolei przetarg, producenci policyjnego oprzyrządowania zgodzili się na poważne rabaty. A to z kolei pozwoliło nam na jeszcze większą elastyczność cenową. Na marginesie, wymóg dwuletniej gwarancji bez limitu kilometrów nie stanowił dla nas żadnego problemu. Oferujemy przecież gwarancję siedmioletnią.

– Kieruje pan polskim oddziałem firmy Kia od 2004 roku. Czym zajmował się pan wcześniej?
– Jestem absolwentem politechniki, na której przez kilka lat byłem asystentem. Potem przez 4 lata pracowałem w Zakładach Włókien Chemicznych w Tomaszowie. W 1990 roku trafiłem do Mitsubishi, dla którego budowałem sieć dealerską. W 1995 roku zostałem dyrektorem oddziału, żeby 9 lat później przejąć zarządzanie Kia Motors Polska. Działo się to w okresie, gdy koncern zadecydował, że dyrektorami zarządzającymi w poszczególnych krajach zostaną europejczycy. Obecnie koledzy nazywają mnie dowcipnie „dziekanem korpusu dyrektorów”, ponieważ spośród 12 osób mianowanych 9 lat temu, tylko ja dalej zajmuję swoje stanowisko.

– Co uważa pan za najważniejsze elementy pracy managera?
– Właściwy dobór współpracowników. Nie potrafiłbym pracować z ludźmi, do których nie miałbym zaufania. Kolejny element to stabilność zarządzania. Jest to szczególnie ważne dla naszych dealerów, którzy muszą czuć wsparcie importera. Jest to jeden z najistotniejszych elementów sukcesu, jaki udało nam się wypracować. I jeszcze jedno – manager powinien jasno określać cel, do którego dąży z zespołem. W naszym przypadku jest to awans z siódmej pozycji do polskiego „Top five”.

Co lubi Wojciech Szyszko?

Zegarki – IWC, ma trzy modele tej firmy
Pióra – Montblanc, używa tego samego długopisu od 20 lat. Kiedy musiał wymienić wysłużony element, pomimo nietypowego, dziś już nie produkowanego, bordowego koloru, nie miał najmniejszych problemów z naprawą
Wypoczynek – narty w Aspen, w Kolorado lub w Alpach
Kuchnia – włoska
Restauracja – chwali warszawskie bary sushi, zwłaszcza „Miseczkę Oshi”
Samochód – Kia Cadenza
Hobby – łodzie podwodne. Aż połowę jego biblioteki stanowią książki na ten właśnie temat. Interesuje się też kolejkami górskimi. Planuje zagraniczne podróże w taki sposób, żeby przejechać się nietypowym rollercoasterem. Za najciekawsze uważa: kolejkę w Japonii z siedzeniami, które pełnią rolę pojedynczych wagoników oraz zbudowaną na wieży kopalnianej pod Johannesburgiem, gdzie wagoniki z całym impetem wjeżdżają… pod ziemię

Sophie Passard

Rozmowa z Sophie Passard, Dyrektorem Generalnym Marek Peugeot i Citroën w Polsce

– Od jakiego czasu jest pani w Grupie PSA Peugeot Citroën?
– Do Polski przyjechałam w połowie października, ale z Grupą PSA związana jestem od 25 lat. Od dwóch lat zajmuję się dwiema markami, Citroënem i Peugeotem. Do Peugeot trafiłam przez przypadek. Zawsze chciałam być dziennikarką ekonomiczną… Zdecydowałam się jednak na pracę w Peugeot, ponieważ pochodzę ze wschodniej Francji, z regionu „rodzinnego” tej marki, gdzie każdy ma w rodzinie kogoś, kto w niej pracuje, więc zdecydowałam, że troszeczkę w Peugeot popracuję i ja. I tak już zostało. Dlaczego? Bo dostałam szansę na rozwój, robienie różnych rzeczy w ramach jednego przedsiębiorstwa: HR, handel, obsługa klienta, marketing, zarządzanie… W pracy ciągle coś nowego się działo. To wzbudza duże poczucie lojalności względem firmy.

Pierwszym wielkim wyzwaniem było prowadzenie punktu sprzedaży i serwisu, bardzo odpowiedzialne zadanie, byłam jedyną kobietą na takim stanowisku. Potem był wyjazd do Meksyku, praca w obcej kulturze, z obcym językiem, na zupełnie innym, trudnym rynku, współpraca z meksykańskimi koncesjonerami, którzy są bardzo „macho”… Ostatnio wskutek reorganizacji firmy dostałam propozycję wyjazdu do Chorwacji. Pierwszy raz weszłam w świat Citroëna. To również było duże wyzwanie: praca na rzecz dwóch marek, które jednocześnie muszą pozostać odrębne.

– Największa różnica między funkcjonowaniem Peugeota i Citroëna?
– Przede wszystkim metody pracy, narzędzia raportowania, narzędzia informatyczne. Inna kultura organizacyjna. Trzeba je zharmonizować, połączyć i uprościć. Obie firmy mają głębokie tradycje. Ludzie w obu firmach są bardzo związani ze swoim organizacjami. Teraz pracują razem, są nadal rywalami, ale jednocześnie tworzą jedną firmę. To również duże emocje.

– Jak, pani zdaniem, kształtuje się w chwili obecnej rynek motoryzacyjny? Czy kryzys jest odczuwalny?
– W Europie kryzys jest, niestety, zauważalny. Niektóre rynki prawie całkowicie się załamały i nadal podupadają. Nawet na liczących się europejskich rynkach, jak np. we Francji, sprzedaż aut spada. Najgorzej sytuacja wygląda w krajach Europy Południowej, które są ważnymi rynkami zbytu dla obu marek Grupy PSA. Trochę lepiej jest w Wielkiej Brytanii czy Niemczech. W pewnym momencie myśleliśmy, że najgorsze już za nami, ale sprzedaż, niestety, wciąż spada. Kryzys odczuwają również małe rynki, jak Chorwacja, gdzie sprzedaż z początkiem roku spadła o 45 proc., a już w zeszłym roku nie było dobrze. Spadek gospodarczy jeszcze się nie skończył. Wydaje mi się, że w Polsce mniej odczuwa się kryzys. Rynek utrzymuje się na relatywnie stałym poziomie, około 300 tysięcy sprzedawanych aut rocznie. Podobny przewidywany jest na rok 2013. Perspektywy są dobre, chociaż w obecnej chwili sytuacja nieco się waha.

– Jaką strategię przyjmuje się w takiej sytuacji?
– W Polsce, na rynku, którego kondycja jest raczej niezła, nie należy zmieniać przyjętej strategii. Trzeba być agresywnym. Mamy to szczęście, że Grupa PSA nie zatrzymała inwestycji i wciąż wprowadza na rynek nowe produkty: w tym roku to będzie 17 nowych modeli obu marek – dziewięć w Europie, z czego osiem w Polsce. Chcemy dalej konsolidować rynek i pomagać w działalności naszym koncesjonerom, aby wspierać ich w tych trudnych czasach i by mogli nadal budować nasz dobry wizerunek.

Z jednej strony, wprowadzamy nowe modele, a z drugiej, bardzo staramy się utrzymać jak najwyższą jakość. Chodzi tu przede wszystkim o wysoką jakość usług, które oferujemy naszym klientom. Bardzo się to ostatnio poprawiło. Kiedy przyjechałam do Polski objąć stanowisko dyrektora generalnego właśnie opracowano wyniki ankiety na temat jakości usług oferowanych w Polsce przez koncerny samochodowe. Na samym szczycie uplasowały się trzy francuskie marki.

– Polacy bardzo często nie myślą o producentach samochodów jako o markach: Citroën, Peugeot, Volvo, Honda, ale o samochodach niemieckich, francuskich, japońskich w ogólności. Dla pani francuski samochód to synonim czego?
– Francuska marka oznacza dla mnie elegancję, luksus, symbol statusu. Myślę, że to w naszej świadomości się nie zmienia, ale zmienia się za to w odniesieniu do samochodów. Ale zmienia na lepsze. Zachowujemy to, co dobre, czyli elegancję i prestiż, jednocześnie gubiąc nieco element nieosiągalnego luksusu. To nadal samochód premium, ale osiągalny. Chciałabym, żeby taki obraz francuskiego samochodu utrzymał się w świadomości naszych klientów w Polsce.

– Osiem nowych modeli w ciągu jednego roku? To dużo w porównaniu z konkurencją?
– To naprawdę bardzo, bardzo dużo! Ale to rezultat inwes­tycji, jakie poczyniła grupa PSA Peugeot Citroën w ostatnich latach. Wprowadzamy właśnie na rynek Peugeot 301 i Citroëna C-Elysée, które są samochodami ze średniej półki i z którymi wiążemy duże nadzieje na rynku polskim. Zwłaszcza Peugeot będzie bardzo aktywny w tym roku: wzbogacimy naszą ofertę o nową odmianę modelu 208, który cieszy się dużym zainteresowaniem w Europie i w Polsce – wersję GTi, którą robimy ukłon w stronę naszej chwalebnej sportowej przeszłości i słynnego Peugeot 205 GTi.

W maju wypuścimy na rynek miejski crossover 2008, pow­stały na bazie 208 wyjątkowy samochód w bardzo ostatnio popularnym segmencie rynku. A pod koniec roku pojawi się Peugeot 308, samochód kompaktowy o dużym potencjale rynkowym. Jeżeli chodzi o Citroëna, w tym roku zadebiutuje na rynku model DS3 Cabrio – kolejna odmiana DS3, występującego w około milionie (!) personalizacji, w tym w ekskluzywnej Ultra Prestige czy sportowej Racing o mocy 200 KM. W drugiej połowie roku pojawi się z kolei druga generacja C4 Picasso, który będzie stanowił kontynuację chlubnej tradycji Citroëna w segmencie minivanów, tym razem w rewolucyjnym designie i z zastosowaniem najnowszych technologii. Będzie się działo!

– Peugeot Polska rozpoczął ten rok wielkim sukcesem sprzedażowym. Czym można wytłumaczyć tak wspaniałe wyniki?
– To prawda, mamy powody do radości. W styczniu Peugeot sprzedał w Polsce 1 953 sztuk samochodów, to 6,54 proc. udziału w rynku i czwarta pozycja w rankingu najlepiej sprzedających się marek w Polsce. Ten sukces związany jest przede wszystkim z popularnością Peugeot 208 i kontraktem podpisanym z Pocztą Polską na 1 228 samochodów dostawczych. W styczniu zrealizowaliśmy pierwszą dostawę tych samochodów – ponad 500 aut.

– Powstanie Grupy PSA Peugeot Citroën to już zamierzchłe dzieje, obie firmy od dawna działają wspólnie. A jak to wygląda od strony organizacyjnej?
– Obie firmy połączyły się w 1974 roku, przy czym dwie marki pozostają odrębne. Decyzja podyktowana była ówczes­nym kryzysem i koniecznością inwestowania w nowe modele. Powstała Grupa PSA Peugeot Citroën przejęła część wysokokosztowych zadań, takich jak badania i rozwój nowych modeli. Citroën i Peugeot zawsze były odrębnymi firmami, jednak pewne elementy stały się wspólne (zwłaszcza płyty podłogowe – najdroższy element nadwozia – oraz podzes­poły mechaniczne: silniki, skrzynie biegów, itp.), co widać w kolejnych modelach. Taka decyzja jest zawsze podyktowana kwestiami ekonomicznymi, ale wiadomo, że nie jest to łatwe, zwłaszcza kiedy obie firmy mają podobne produkty i działają geograficznie na tych samych terenach. Niedawno zakończyło się dalsze scalanie firm, poprzez połączenie działów finansowych, obsługi klienta oraz serwisu.

– Jaki powinien być, według pani, nowoczesny samochód, samochód, który jest w stanie uwieść klienta?
– Musi przede wszystkim odpowiadać na jego potrzeby. Każdy klient oczekuje czegoś innego i tych oczekiwań jest sporo. Naszym zadaniem jest odczytać te potrzeby, sklasyfikować i przedstawić plan działania. Nie można tworzyć produktów, które odpowiadają aktualnym potrzebom, ale takie, które wybiegają w przyszłość. Należy pamiętać, że proces tworzenia nowego modelu to nadal trzy, cztery lata. Trzeba więc przewidywać trendy i budować takie samochody, które w przyszłości odpowiedzą na oczekiwania klientów. Mamy różne grupy odbiorców. Tych, którzy zawsze poszukują modeli klasycznych, dla których trzeba produkować samochody duże, niezawodne, najwyższej jakości, eleganckie i prestiżowe, ale bez dużej ostentacji. Są modele dla ludzi młodych, dla kobiet, modele, które powinny się czymś wyróżniać. Jest też grupa klientów, która kocha supernowoczesne samochody, dla których trzeba przygotować produkty niszowe – modele ze starannie dopracowanym wnętrzem, wyposażonym w najnowocześniejsze technologie, służące przede wszystkim komunikacji. Nasza grupa przywiązuje do tego dużą wagę, mamy bardzo rozbudowany dział zajmujący się nowymi technologiami.

– W waszej spółce powstaje też bardzo dużo samochodów koncepcyjnych…
– To prawda. Samochód koncepcyjny to bardzo ważne narzędzie dla istnienia koncernu samochodowego. To przede wszystkim narzędzie do testowania nowych rozwiązań, nowych możliwości. Grupa PSA Peugeot Citroën zawsze dużo inwestowała w rozwiązania innowacyjne – wystarczy wspom­nieć o silniku wysokoprężnym z bezpośrednim wtryskiem paliwa, filtrze cząstek stałych, zeszłorocznej premierze hybrydy opartej na silniku diesla Hybrid4 czy najnowszej technologii HYbrid Air. Mamy też wiele innowacji na polu nowych technologii związanych z łącznością i dostępem do Internetu.

Eksperymentujemy też z zastosowaniem nowych materiałów. Samochód koncepcyjny to również możliwość pracowania nad nowym designem. Citroën bardziej kojarzy się z nowymi technologiami, a Peugeot z nowoczesnym designem właśnie. Zresztą, samochody koncepcyjne obu firm zawsze zadziwiały swoim wyglądem, niespotykanym stylem. Często te rozwiązania stosuje się potem w modelach seryjnych. Przykładem może być 308 RCZ, który był tak wspaniałym propotypem, że po dwóch latach trafił do seryjnej produkcji jako Coupé RCZ. Design jest naszą bardzo mocną stroną, mamy świetnych projektantów, jest wśród nich i Polak, Adam Bazydło. Nasi projektanci opracowują nie tylko samochody, ale i rowery, skutery, motorówki, samoloty czy… pianina. To bardzo ważne dla naszego wizerunku.

– Jaka jest wasza strategia marketingowa?
– Wciąż bardzo ważne są dla nas tradycyjne media – prasa, telewizja, radio – chociaż przywiązujemy coraz większą wagę do Internetu i mediów  społecznościowych. Nie można dzisiaj istnieć poza Internetem. Trzeba się starać być nowatorskim również na tym polu. Staramy się.

– Jakie są dla was dzisiaj najważniejsze rynki?
– Historycznie na pewno Europa. Ze względu na tradycję, ale i wielkość tego rynku. W Europie nadal sprzedajemy najwięcej aut, niemniej kluczowym elementem naszej strategii jest internacjonalizacja. W prasie zarzuca się nam często, że nie przykładamy do tego większej wagi, ale w rzeczywistości rynki pozaeuropejskie są naszym celem już od dłuższego czasu. Chiny oczywiście, gdzie jesteśmy obecni od 1992 roku. Sprzedaż naszych samochodów w tym kraju znacznie wzrosła w zeszłym roku, o ponad 9 proc. Ważna jest Ameryka Południowa, a zwłaszcza Brazylia, gdzie w 2001 roku otworzyliśmy fabrykę. Trzecim rynkiem jest Rosja, z fabryką w Kałudze otwartą w 2008 roku. Rozwijamy też wschodnie rynki europejskie, o czym świadczą dwie fabryki: w Czechach w Kolinie i na Słowacji w Trnavie.

– To już tradycja, że Francuzi są we władzach spółki w Polsce?
– To raczej zaszczyt… Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, by byli to w przyszłości Polacy. Stanowisko dyrektora generalnego marek Peugeot i Citroën w Polsce, które objęłam, jest w spółce zupełnie nowe, stworzone w zeszłym roku. Wcześniej byli odrębni dyrektorzy generalni dla obu marek. Peugeota reprezentuje Francuz, a Citroëna – Polak. W całej grupie pracuje wielu Polaków. Wielu wyjeżdża do Francji. Moim pierwszym wrażeniem z pracy w Polsce było spostrzeżenie, że pracuję z prawdziwymi profesjonalistami, w dodatku wspaniale znającymi język francuski.

– Ile samochodów Peugeot i Citroën sprzedaje się obecnie w Polsce?
– Dużo, ale niewystarczająco. Około 30 tysięcy rocznie, mamy wspólnie 10 proc. rynku. To niezły wynik. Według mnie, moglibyśmy sprzedawać więcej, istnieje tu jeszcze pewien margines. Peugeot sprzedaje nieco więcej niż Citroën. Myślę, że mamy w sobie potencjał, zwłaszcza patrząc na wprowadzane wciąż nowości oraz modele, które są odnawiane. Peugeot cieszy się olbrzymią popularnością na rynku B2B, głównie dzięki profesjonalistom w naszej ekipie, silnym koncesjonerom i dobrze rozbudowanej sieci. Ten sam rynek wzmacnia się, jeśli chodzi o Citroëna. Nie bez znaczenia jest fakt, że w zeszłym roku stworzyliśmy wspólną dyrekcję odpowiedzialną za sprzedaż do firm. Prognozy na ten rok są bardzo dobre.

– A jak wygląda sieć koncesjonerów w Polsce?
– Przede wszystkim, koncesjonerzy są równomiernie rozmieszczeni na terenie całej Polski. Mamy dzisiaj 46 dealerów Peugeot, nieco więcej Citroëna. Oprócz tego są oddzielne punkty sprzedaży oraz autoryzowane serwisy. Razem ponad 80 punktów dla każdej marki. Jak wynika z ankiety, o której wspomniałam, oferują one bardzo wysoką jakość usług, co jest dla nas niezmiernie ważne. O tym, że klienci to doceniają, świadczą chociażby wyniki sprzedaży. Polski klient jest bardzo wymagający, a konkurencja na rynku bardzo silna. W Polsce obecne są praktycznie wszystkie marki i to z bardzo szeroką ofertą oraz agresywnymi cenami. Pokładamy jednak nadzieję w naszych wspaniale przygotowanych dystrybutorach, którzy świetnie sobie radzą w tych trudnych warunkach. 10 proc. rynku dla naszych marek to, jak mówiłam, bardzo dobry rezultat.

– A jak kształtuje się liczba klientów indywidualnych i firm?
– Rynek B2B jest dla nas bardzo ważny. Firmy stanowią  65 proc., w Peugeot 70 proc. naszych klientów.  Mamy nawet specjalne ośrodki dedykowane klientom biznesowym.

– Jakie są państwa plany na przyszłość?
– Oczywiście, sprzedawać więcej, ale nie byle jak. Sprzedawać lepiej. Żeby liczyła się nie tylko cena, ale oferta całościowa, która odpowiada potrzebom naszych klientów. Żeby sprzedawać im samochody, jakich potrzebują, oferować im profesjonalną obsługę, również obejmującą kwestie finansowe i ubezpieczeniowe. Dawać im bezpieczeństwo. A to więcej niż sama cena.

Co lubi Sophie Passard?

Ubrania – zależy od humoru, ostatnio w Polsce odkryła markę Simple
Buty – „wygodne, gdy mi odpowiadają kupuję od razu kilka takich samych par.”
Zapach – klasyczne, obecnie Chanel nr 5 i Poison Diora
Wakacje – Lazurowe Wybrzeże, dalekie podróże, francuskie wyspy: Polinezja,  Reunion, Gwadelupa. Część wakacji aktywna, druga leniwa. Zimą narty
Kuchnia – francuska i włoska
Samochód – „Uwielbiam Jamesa Bonda, więc to Aston Martin, a jeśli chodzi o firmę Peugeot to 406 Coupé produkowany w zakładach Pininfarina. Kobieta pięknie w nim wygląda. Podobnie jak w sportowym Peugeot RCZ. Z modeli Citroëna linia DS, jeżdżę teraz modelem DS5 – wszyscy się za nim oglądają!”
Hobby – tenis i książki

Ales Bartunek

Rozmowa z Alesem Bartunkiem, dyrektorem generalnym IBM Polska i Kraje Bałtyckie

– Każdego roku IBM opracowuje listę pięciu największych innowacji, które w ciągu najbliższych lat zmienią nasze życie. Według was teraz to komputer, który zachowuje się jak człowiek, myśli, czuje, słyszy, smakuje, wącha…
– Mówi pan o „5 in 5”, naszej corocznej liście innowacyjnych rozwiązań. W tym roku skoncentrowaliśmy się na komputerze, który będzie umiał posługiwać się ludzkimi zmysłami. Liczba 5 w zestawieniu „5 in 5” odnosi się do pięciu ludzkich zmysłów. Laboratoria IBM pracują nad nowymi technologiami analitycznymi, opracowując specjalne receptory, czujniki oraz oprogramowanie, które pozwolą komputerowi odczuwać tak, jak człowiek.

– Słynny Watson jest już komputerem, który potrafi odpowiadać na pytania na podstawie gromadzonych informacji, zadawać pytania, myśli podobnie jak człowiek, podejmuje decyzje…
– Tak, ale tutaj chodzi o zmysły. Jeżeli weźmiemy pod uwagę węch, to uważamy, że odpowiedni receptor mógłby być wbudowany w komputer czy telefon komórkowy, żeby wykrywać chemiczne molekuły i składniki zapachów, analizować skład powietrza, dokonywać ekspertyzy i diagnozować stan zdrowia danej osoby. Na podstawie analizy zapachów można stwierdzić, że coś złego dzieje się w naszym organizmie. Następnie, po postawieniu diagnozy, można doradzić odpowiednią dietę czy zmianę sposobu postępowania. Możemy zas­tosować niezwykle czułe czujniki, które mogłyby rozpoznać znacznie więcej zapachów niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić.

– To przywodzi mi na myśl psy szukające narkotyków na lotniskach…
– Wrażliwość i skala tych czujników jest porównywalna z węchem psa, a może jest nawet większa. Same czujniki to jednak nie wszystko. Konieczna jest wiedza potrzebna do analizy zebranych informacji. Analiza zaś powinna prowadzić do wniosków i diagnoz, które będą miały znaczenie dla człowieka. Tak to właśnie wygląda w przypadku komputera Watson, który zwyciężył w telewizyjnym teleturnieju Jeopardy!, w Polsce zwanym jako Va Ban­que, w którym uczestnicy zadają pytania do postawionych tez.

– A jak to ma działać w przypadku wzroku?
– Widzenie w przypadku komputera odnosi się do umiejętności rozpoznawania przedmiotów. Taką zdolność mają tylko istoty żywe. Może być ona wykorzystana na różne sposoby. Może to być inteligentny system parkowania, sortowania konkretnych przedmiotów, itp. Wyposażenie komputera w taką umiejętność jest bardzo trudne. Komputery nie mają bowiem wbudowanego kontekstu, nie mają doświadczenia. Mogą „patrzeć” na krzesło i widzieć je, nie wiedząc, że jest to krzesło. Potrzebne jest oprogramowanie z ogromną bazą danych wyposażoną w taką wiedzę. Słowem – komputer musi zostać odpowiednio „wytrenowany”.

– A dotyk?
– To bardzo interesujące zagadnienie, rodzaj naukowego science-fiction nawet dla mnie. Przewidujemy, że komputery będą mogły pozwalać człowiekowi odczuwać wrażenia dotykowe poprzez urządzenia naręczne. Specjalne czujniki będą pozwalały wyczuwać strukturę materiału, którego dotykają. To może trudno sobie wyobrazić, ale taka technologia już istnieje. Interesującą sprawą, nad którą pracują laboratoria, jest kwestia odczucia, jakie się ma przytulając kogoś. Przytulanie kogoś, kogo się zna, to bardzo skomplikowane uczucie, ważną rolę odgrywają tu emocje. To wymaga zastosowania specjalnych sensorów, treningów i technologii.

– Jeszcze słuch i smak…
– Słuch jest obszarem najlepiej zbadanym. Istnieje już wiele specjalistycznych technologii. Komputery są już w stanie rozpoznawać mowę. Stosowanych jest wiele aplikacji sterowanych głosem, znajdują zastosowanie w call center, w nawigacji, w samochodach, itp. Następnym etapem będzie możliwość głosowego otwierania stron internetowych i nawigacji w sieci oraz komunikowania internetowych treści i przekazywaniu informacji użytkownikowi. To wspaniałe rozwiązanie dla ludzi niewidzących. Będą mogli surfować po Internecie prowadzeni przez syntetyczny głos.

– A co ze smakiem?
– To również bardzo skomplikowany system receptorów. Żeby rozpoznawać smak potrzebne jest doświadczenie, umiejętność rozumienia smaków, świadomość, czy coś jest dobre czy nie, zdolność analizy, czy coś jest świeże lub zepsute. Odpowiednie oprogramowanie doprowadzi do sytuacji, w której komputer będzie w stanie nam doradzić, jaki produkt jest dla nas zdrowy, a którego powinniśmy unikać. I to również w kontekście wiedzy o tym, co lubimy, albo do czego jesteśmy przyzwyczajeni chociażby ze względów kulturowych.

– Czyli kiedyś przewodnik gastronomiczny Michelina będzie przygotowywany przez komputery…
– Nie sadzę. Komputery pozostaną komputerami, a ludzie ludźmi. Człowiek jest unikalną istotą ze swoimi uczuciami, emocjami, umiejętnością uczenia się. Gwiazdki Michelina przyznawane są na bazie indywidualnych odczuć, subiektywnych ocen znawców. To smak, podanie potraw, wystrój restauracji…

– Dwa miesiące temu widziałem w Los Angeles wystawę poświęconą twórczości Stanleya Kubricka. Wielka sala w LACMA mieściła dekoracje z „Odysei kosmicznej 2001”. To niezwykłe, że wasz Watson przewyższa zbuntowany komputer HAL z tego filmu. Skąd biorą się inspiracje waszych obecnych projektów?
– Niewątpliwie filmy inspirują. Sam jestem wielkim fanem science-fiction, i to od dziecka. Zawsze fascynowała mnie przysz­łość i ludzka wyobraźnia. Komputery robią tak wiele rzeczy lepiej niż ludzie. Prześcigają nas, jeśli chodzi o precyzję działania, przetwarzania danych, poprawiają jakość naszego życia na wielu polach. Nie sądzę jednak, żeby możliwy był bunt maszyn, jakiekolwiek przejawy agresji w stosunku do ludzi.

– IBM rejestruje co roku mnóstwo nowych patentów. Jesteście pod tym względem liderem w branży?
– Zdecydowanie tak. IBM istnieje na rynku od ponad 100 lat. W 2011 roku obchodziliśmy jubileusz. Powodem, dla którego nasza firma przetrwała tak długi czas i pozostaje liderem w branży IT, jest fakt, że od lat przeznacza pokaźny budżet na innowacje. Badania i nowe technologie są w centrum naszych zainteresowań. Mamy wspaniałe laboratoria, w których nieprzerwanie prowadzone są badania. Najważniejsze jest jednak podejście do innowacyjności naszego zespołu zarządzającego. Efekty badań są natychmiast wcielane w życie. W tym IBM naprawdę jest dobry. Świadczy o tym liczba patentów, które znajdują zastosowanie w realnym życiu. IBM jest też firmą, która otwiera swoje laboratoria na całym świecie. Liczba patentów to jedynie czubek góry lodowej, jaką jest wkład naszej firmy w badania w branży IT. To ogrom pracy naszych specjalistów rozsianych po całym globie.

– Kiedyś komputer PC i IBM to były synonimy, co znakomicie ilustruje rolę waszej firmy w tej dziedzinie. Jakie patenty IBM były, pana zdaniem, kluczowe?
– Rzeczywiście, kiedy zacząłem pracę w IBM także i ja byłem przekonany, że PC równa się IBM. Innowacje w IBM? Na przykład, we wczesnych latach 60. – System/360. W jego ramach zaprojektowano cały szereg modeli komputerów do zastosowań uniwersalnych, wybrano małą długość przetwarzanej porcji informacji – jednostką tą był bajt, zdefiniowany przez projektantów IBM najpierw jako grupa bitów charakterystyczna dla danej dziedziny zastosowań, a potem sformalizowany w dokumentacji firmy jako 8 bitów. Komputer nazwano System/360, bo miała to być cała rodzina komputerów, zaś liczba 360 oznaczała system trzeciej generacji na lata sześćdziesiąte. Thomas Watson Jr., syn założyciela firmy, zainwestował 5 mld dol. w opracowanie tej maszyny, która stała się sukcesem rynkowym. IBM 360 zapoczątkował rodzinę kompatybilnych maszyn, spopularyzował pracę na odległość – terminale podłączone przez linie telefoniczne. Do roku 1968 sprzedano 14 tys. takich komputerów.

To pierwszy system, który był początkiem technologii IBM mainframe. Innymi innowacjami były prace związane z produkcją układów scalonych. W laboratoriach IBM dokonano ważnych odkryć w technologii krzemowej, ostatnio były to chipy optyczne czy nanofotoniczne. To badania opierające się na podstawowych prawach fizyki, wykorzystujące do maksimum atomową strukturę krzemu. To zwiększanie prędkości, pojemności i wydajności chipów. Obecnie innowacje IBM związane są z metodami analizy oraz przetwarzania danych, cyberbezpieczeństwa, urządzeń mobilnych, sieci społecznościowych  i rozwiązań cloud computing. W 2012 roku pracownicy IBM zarejestrowali 6 478 patentów. Zapewniło to nam, po raz dwudziesty z rzędu, pierwszą pozycję na liście najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw.

– Nie ma dla was konkurencji?
– Tu nie chodzi o rywalizację, ale ciągłe podnoszenie pop­rzeczki. To jednak fakt, że plasujemy się na szczycie firm sektora IT.

– Czy ludzie słusznie obawiają się komputerów, myśląc, że w przyszłości zabiorą im pracę?
– Nie chodzi o starcie człowieka z komputerem, ale o pracę człowieka z komputerem. Komputery będą przejmowały coraz więcej zadań wykonywanych przez człowieka, przede wszystkim związanych z mechaniką, np. w produkcji samochodów. Człowiek będzie miał więcej do zrobienia na polu innowacji. I to dobra droga. Pamiętajmy, że komputery nie potrafią pracować same, potrzebują człowieka, w dodatku bardzo dobrze wykształconego, który nie tylko go programuje, ale też monitoruje i naprawia. Powiem żartem – komputer raczej nie stanie na czele IBM… Istnieje jednak obszar, którym jestem absolutnie zafascynowany – to komputery pracujące w chirurgii. To wspaniały przykład tego, jak komputer może pomóc człowiekowi swoją precyzją, ekspertyzą, bezbłędnością w działaniu. Operacje przeprowadzane w asyście komputera są po prostu bezpieczniejsze.

– Innowacja to kluczowe pojęcie w filozofii IBM. Jak wprowadzać innowacje w mniejszych firmach?
– Sądzę, że w Polsce ludzie są gotowi do innowacji i mogą być naprawdę dobrzy na tym polu. Brakuje jednej rzeczy, w której doświadczenie IBM mogłoby im pomóc: jak sprawić, by te innowacje naprawdę działały, jak wcielać je w życie, przenosić z kreatywnego środowiska, w którym powstają, do biznesu. W tym polskim firmom przydałaby się pomoc IBM. Managerowie powinni wiedzieć, jak używać pewnych procesów i rozwiązań, by poprawić kondycję i funkcjonowanie firm. Na przykład, jak efektywnie wykorzystywać media społecznościowe? Okazuje się, że w Polsce firmy wykorzystują ich potencjał w niewielkim stopniu. W USA robi to połowa firm, a w Polsce zaledwie kilka procent. Tymczasem to wspaniałe narzędzie w handlu, marketingu, reklamie.

– Wiele mówi się obecnie o powodzi danych i związanymi z tym zagrożeniami.
– Żyjemy w obliczu lawinowego przyrostu danych. Wszystko wokół nas produkuje nowe informacje. Są wśród nich informacje nieuporządkowane. Jak z nich korzystać? Jak sortować te, które mogą być dla nas cenne? W dodatku firmy starają się przysyłać nam reklamy ukierunkowane, setki e-maili, które mogą sparaliżować nasze działania. IBM opracowuje specjalne systemy zabezpieczające przed tego typu spamami.

Bezpieczeństwo i prywatność – na to stawiamy i prowadzimy badania na tym polu. Niestety, te kwestie są jeszcze nieuregulowane przez prawo, a urządzenia mobilne, których używamy i ich aplikacje mogą dostarczać wiele wiadomości na nasz temat. Trzeba, by te aplikacje pomagały nam, a nie szkodziły. IBM to nie tylko synonim innowacyjności, ale i systemów bezpieczeństwa, i ochrony prywatności. Stawiamy to na pierwszym miejscu przy opracowywaniu nowego oprogramowania czy aplikacji. Myślę jednak, że korzyści z danych dostarczanych przez komputery są większe niż ewentualne zagrożenia.

– Nie sposób nie wspomnieć też o zmianach w informatycznej chmurze…
– To kolejny obszar, w którym IBM jest innowacyjny. Pracujemy nad sposobem, w jaki moc obliczeniowa komputerów jest dostarczana naszym klientom. Liczba aplikacji klienckich obsługiwanych w chmurze przez IBM jest naprawdę imponująca. Na zagadnieniach cloud computingu koncentruje się znaczna część naszej strategii na przyszłość. Również w przypadku Polski. Była ona pierwszym krajem w Europie Centralnej i Wschodniej, gdzie zorganizowaliśmy warsztaty poświęcone pracy w chmurze dla ponad 500 studentów rocznie, powstał tu też pierwszy w tym regionie Wirtualny sklep IBM SmartCloud Enterprise, oferujący moc obliczeniową w postaci usługi za pośrednictwem naszej strony internetowej – już od 250 zł miesięcznie.

– Jak układała się pańska kariera, zanim trafił pan do Polski?
– Jestem absolwentem czeskiego uniwersytetu technicznego w Pradze, inżynierem lotnictwa. Zaraz po studiach, w latach 80. przez 6 lat pracowałem w zawodzie, odwiedziłem kiedyś nawet służbowo polskie zakłady lotnicze. Potem, kiedy upadł komunizm, uznałem, że otwierają się przede mną nowe możliwości i zacząłem się zastanawiać, co powinienem robić. Spędziłem rok jako asystent do spraw oprogramowania w jednym z czeskich banków. Potem dostałem ofertę pracy w małej firmie zajmującej się sprzedażą sprzętu komputerowego i oprogramowania. Byłem sprzedawcą, szkoleniowcem i konsultantem.

Z czasem zostałem dyrektorem zarządzającym tej firmy. Pracowałem następnie dla kilku amerykańskich firm z branży IT mających swoje przedstawicielstwa w Czechach. W końcu w 1998 roku trafiłem do IBM, najpierw jako manager sprzedaży sektora publicznego. W 2003 roku zostałem dyrektorem generalnym czeskiego oddziału IBM. Moja inżynierska edukacja i praca w tej niewielkiej firmie bardzo mi pomogły w dalszej karierze. Nauczyłem się zasad zarządzania i prowadzenia biznesu, mimo że podlegało mi 25 osób. Przed przybyciem do Polski pracowałem w strukturach regionalnych IBM w Europie Środkowo-Wschodniej, ostatnio pełniąc również obowiązki dyrektora generalnego IBM Turcja.

– Mówił pan, że uczył się zarządzania w małej firmie, a jak zarządza się tak dużą firmą, jak IBM Polska?
– Jestem managerem zorientowanym na wyniki. Zawsze wyz­naczam standardy osiągnięć organizacji, którą zarządzam i staram się ich przestrzegać. Zakładam, że każdy ma prawo do błędu, ale tylko raz… Na błędach możemy się uczyć, lecz nie wolno ich powtarzać. Wierzę też, że ludzie są z natury utalentowani, pracowici i reprezentują sobą wiele możliwości, dlatego chętnie deleguję wiele zadań, żeby pobudzić ich do działania i nauczyć ich czegoś, poprawić ich umiejętności, doświadczenie.

– Jaki preferuje pan styl zarządzania?
– Myślę, że jestem otwarty i przewidujący. Manager na każdym szczeblu powinien zachęcać współpracowników do tego, by nauczyli się brać odpowiedzialność za swoje działania. Bardzo ważna jest również dla mnie praca zespołowa i relacje w zespole.

Co lubi Ales Bartunek?

Zegarek – IWC, Omega, Breitling
Wypoczynek – Istambuł, Praga, góry, najlepiej Wysokie Tatry
Kuchnia – lubi próbować nowych potraw
Restauracja – gospoda „Kogo” w Pradze, na Starym Mieście
Samochody – BMW X5
Hobby – samoloty i latanie (niestety, z instruktorem). Zbiera modele samolotów. Najmilej wspomina lot czeskim L29 Delfin i podniebne akrobacje. Jeździ motorem
Honda Blackbird

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...