.
Strona główna Blog Strona 39

Zimowe okno otwarte w Netia TV

Na okres świąteczno-noworoczny Netia przygotowała prezent dla abonentów swoich usług TV. Do 6 stycznia 2025 roku nawet 22 kanały telewizyjne zostały udostępnione bez dodatkowych opłat w tzw. oknie otwartym.

Dzięki promocyjnemu „odkodowaniu”, w zależności od aktualnie posiadanego pakietu telewizyjnego (promocją objęci są abonenci TV, posiadający ofertę Elastyczna TV oraz SML), abonenci Netii zyskają dostęp do nawet 22 kanałów. Najdłuższe wieczory przełomu roku umilą im m.in. kanały z filmami i serialami (np. kanały AXN), dla dzieci (np. kanały Disney’a), jak również kanały przyrodnicze i popularnonaukowe (np. gama kanałów BBC) i inne.

W kolejności alfabetycznej lista udostępnionych bez dodatkowych opłat kanałów przedstawia się następująco: 13Ulica HD (EPG 131), AMC (EPG 134), AXN Black (EPG 124), AXN HD (EPG 122), AXN Spin HD (EPG 123), AXN White (EPG 125), BBC  First HD (EPG 48), BBC Brit HD (EPG 56), BBC Earth HD (EPG 49), BBC Lifestyle HD (EPG 89), BBC Cbeebies (EPG 101), CBS Reality HD (EPG 135), Disney Channel HD (EPG 110), Disney Junior (EPG 106), E! Entertainment HD (EPG 85), Film Cafe HD (EPG 149), FX HD (EPG 128), Kino Polska HD (EPG 140), Kino Polska Muzyka (EPG 240), Kino TV HD (EPG 168), National Geographic HD (EPG 46), SCI FI HD (EPG 132).

Aktualnie w ofercie telewizyjnej Netii dostępnych jest 237 kanałów, w tym 167 w HD lub 4K oraz 4 serwisy PPV w HD). Dzięki aplikacji Netia GO ulubioną rozrywkę można śledzić w dowolnym miejscu i czasie, na dowolnym urządzeniu – Smart TV, komputerze, smartfonie lub tablecie.

Relacja z XII edycji Executive Innovation Forum

27 i 28 listopada 2024 roku w hotelu The Westin Warsaw odbyła się XII edycja konferencji „Executive Innovation Forum”. W trakcie dwudniowego forum ponad 300 uczestników miało możliwość wysłuchania pięciu debat panelowych oraz sześciu prezentacji eksperckich. Dyskusje skupiały się na najważniejszych trendach i wyzwaniach związanych z nowymi technologiami i innowacjami biznesowymi, w tym m.in. kulturą innowacji, digitalizacją, zastosowaniem AI w praktyce, cyberzagrożeniami oraz rozwojem ekosystemów innowacji. Zwieńczeniem wydarzenia była wieczorna Gala, podczas której wręczono nagrody dla najbardziej innowacyjnych firm i liderów – „Diamenty Innowacji”.

Zgodnie z wieloletnią tradycją tego wydarzenia, na wstępie zgromadzonych gości powitali wspólnie Pani Beata Radomska, CEO Executive Club oraz Pan prof. dr hab. inż. Michał Kleiber, Przewodniczący Rady Executive Club.
Merytoryczną część konferencji otworzyło wystąpienie Pana prof. Tomasza Sobierajskiego, Ośrodek Badań Socjomedycznych, Uniwersytet Warszawski, który wygłosił prezentację „Innowacje na receptę – zarządzanie zdrowiem pracowników kluczem do sukcesu”.
Profesor zaprezentował społeczno-psychologiczne spojrzenie na temat innowacji. Jego zdaniem, głównym czynnikiem hamującym nasze działania, także w kwestii innowacyjności, jest strach. Według badań, aż 85% managerów unika innowacyjnych projektów ze strachu. Obawiamy się negatywnego wpływu na karierę w przypadku porażki, niepewności i utraty kontroli wkraczając na nieznany grunt oraz krytyki ze strony otoczenia. Naturalną reakcją jest wybór bezpieczniejszej opcji. Zdaniem prelegenta konieczna jest głęboka zmiana mentalna, już na etapie edukacji, kiedy wpajane jest nam, że kreatywność często spotyka się z krytyką. Niezbędne jest również zadbanie o fizyczne i mentalne zdrowie pracowników, m.in. poprzez skuteczne programy profilaktyki.
Kolejnym punktem programu był pierwszy tego dnia panel dyskusyjny, pod nazwą „Innowacyjne organizacje”. Prelegenci panelu zgodnie przyznali, że wypracowanie kultury innowacji jest niezbędne, by innowacyjność w organizacji kwitła. Nie może się ona opierać na jednorazowych zrywach kreatywnych jednostek, lecz na dobrze przemyślanej strukturze. Kultura innowacji nie powinna także ograniczać się do samej organizacji, ale musi mieć zastosowanie w całym łańcuchu wartości. W tym celu konieczna jest synchronizacja kilku czynników – kreatywności ludzi, innowacyjnych narzędzi oraz nowoczesnych struktur i procedur organizacyjnych. Niezwykle ważną dla innowacyjności kwestią jest też ochrona własności intelektualnej i przemyślenie formy, w jakiej będziemy ją udostępniać innym.
Dyskutanci zauważyli również, że na co dzień często nie uświadamiamy sobie własnej innowacyjności. Pracownicy spotykają się z wieloma wyzwaniami, szukają nowych rozwiązań i z sukcesem je wdrażają. Kluczem jest usystematyzowanie tych działań i wyniesienie ich na wyższy poziom – w ramach własnych zespołów badawczych lub we współpracy z zewnętrznymi centrami B+R. Zdaniem debatujących musimy oduczyć się sztywnego stosowania procedur. Jeśli coś działało do tej pory, to nie zawsze znaczy, że nie należy tego zmieniać. Zawsze można zrobić coś lepiej.
Bezpośrednio po zakończeniu krótkiej przerwy networkingowej nadszedł czas na prezentację Pana Piotra Frankowskiego, Dyrektora Zarządzającego, Ayming Polska, zatytułowaną „Jak napędzić innowacyjność biznesu? Wnioski z najnowszego raportu Ayming Polska”.
Raport Ayming opracowany został na podstawie ankiety przeprowadzonej w gronie kadry zarządzającej 300 firm wprowadzających innowacyjne produkty, usługi i rozwiązania. Przedstawione wyniki nie prezentują się zbyt optymistycznie. Polska zajmuje 25. na 29 miejsc w Europejskim Rankingu Innowacyjności. Na badania i rozwój przeznacza 1,46% PKB, co jest 14. wartością wśród krajów UE. Choć skala nakładów systematycznie rośnie, wciąż nie jest wystarczająca do dogonienia liderów. Większość firm wciąż badania i rozwój finansuje ze środków wewnętrznych. Z ulg B+R korzysta tylko 23% firm. Problemem jest brak informacji o dostępnych narzędziach oraz brak zasobów, by z nich skorzystać.
Następnie przyszła kolej na drugi panel konferencji, pod tytułem „Cyfrowa transformacja biznesu”. Podstawą cyfryzacji jest dostęp do danych – wszelkie procesy automatyzacji mają sens jedynie, jeśli zapewnimy systemom wartościowe, dobrze usystematyzowane dane. Do analizy skuteczności cyfryzacji powinniśmy korzystać z niewielkiej liczby kryteriów, ale takich, które będą stale i często mierzone.
Wśród prelegentów panował konsensus co do faktu, że odgórne wprowadzanie cyfrowych rozwiązań w strukturach firmy często spotyka się z oporem pracowników, dlatego tak ważne jest zaangażowanie ich w powstawanie nowych rozwiązań. Procesu cyfryzacji nie można sztucznie przyspieszać. Przygotowanie pracowników i organizacji jest niezbędnym krokiem, by transformacja była skuteczna i dała realne korzyści biznesowe. Nierzadko też pracownicy są nie tyle przeciwni zmianie i transformacji, co nie mają odpowiednich kompetencji cyfrowych do realizacji odgórnych poleceń. Należy zapewnić pracownikom wolność do kreowania innowacji, ale trzeba także zająć się tymi, którzy ich nie chcą. Sytuacja, w której będą oni aktywnie wyrażać swoje niezadowolenie, może być dla organizacji niebezpieczna. Przykład postawy wobec zmiany powinien płynąć od liderów.
Eksperci byli jednak zgodni, że transformacja cyfrowa to przede wszystkim ogromne korzyści. To nie technologia zastępuje człowieka, lecz człowiek, dzięki technologii, m.in. sztucznej inteligencji, może znacznie więcej. Cyfryzacja powinna tworzyć człowieka wspomaganego technologią, a nie zastępować kontakt z ludźmi.
Wznowienie konferencji po przerwie lunchowej należało do Pani Agnieszka Witaszek, Partner, SSW Law & Beyond, która wygłosiła prezentację „AI w HR – co warto wiedzieć?”.
AI już teraz ma szerokie zastosowanie w obszarze HR. Wykorzystywana jest przy rekrutacji, ocenie wydajności, rejestrowaniu czasu pracy, predykcji ścieżki kariery, dopasowywaniu indywidualnych szkoleń i monitoringu pracy. Wciąż jednak stosowanie AI wzbudza wątpliwości, szczególnie w kwestii zatrudnienia, w tym równego traktowania i wyboru najwłaściwszych kandydatów. Zdaniem prelegentki wdrażanie AI w tej dziedzinie jest trudne, ze względu na mnogość regulacji i ich źródeł. Szansą na uporządkowanie legislacji jest wdrożenie przyjętego niedawno przez UE tzw. AI Act.
Następnie organizatorzy zaprosili uczestników na panel poruszający niezwykle aktualną dla przedsiębiorców kwestię – „AI w biznesie”. Na wstępie uczestnicy dyskusji zaznaczyli, że trudno jest omawiać temat AI w biznesie w oderwaniu od całego procesu digitalizacji. AI to zestaw bardzo różnych narzędzi, stanowiących części składowe złożonych systemów informatycznych, nie osobny system. Często nie jesteśmy nawet świadomi, że korzystamy z AI, właśnie jako elementu szerszego systemu. Codziennie przekazujemy dostęp do naszych danych cyfrowych, w zamian za benefity i ułatwienia, które dzięki temu mogą być dla nas generowane.
Prelegenci podkreślali również, że sztucznej inteligencji nie należy rozpatrywać wyłącznie w czarno-białych barwach. Nie jest tak, że stanowi ona złoty środek na wszelkie problemy, ani jednoznaczne zagrożenie dla ludzkości. To zarówno ogromny potencjał, jak i zagrożenia i od nas zależy, które będą dominować. Warto pamiętać, że samo AI nie będzie przewagą konkurencyjną – firma i tak musi mieć pomysł, produkt, usługę, która się sprzeda. AI może w tym jedynie pomóc. Proste, mechaniczne rozwiązania będą stopniowo przejmowane przez systemy sztucznej inteligencji. Ludziom pozostaną zadania bardziej kreatywne, a konieczne nakłady pracy będą się stopniowo zmniejszać. Ważna jest jednak pewna kontrola nad działaniem AI, szczególnie w kwestii tego, jakie dane są wykorzystywane, jakie narzędzia i skąd one pochodzą.

Dzień 2

Drugi dzień konferencyjnych debat otworzyło wystąpienie Pana Karela Obluka, General Partner, Evolution Equity Partners, który wygłosił prezentację pod hasłem „When Cyber Strikes the Boardroom”.
Zdaniem mówcy podstawą bezpieczeństwa cyfrowego jest świadomość zagrożeń i odpowiednie wyszkolenie nie tylko pracowników, ale także samych członków zarządu. W przypadku cyberataków, nie powinniśmy się zastanawiać „czy” zostaniemy zaatakowani, lecz „kiedy”. Nie może być to wewnętrzna sprawa działu IT, lecz ważny element strategii biznesowej całej firmy. Atak cybernetyczny nie oznacza bowiem jedynie braku dostępu do konkretnego systemu, lecz często oznacza całkowite zastopowanie działalności firmy i olbrzymie straty. Formy cyberataków stają się coraz bardziej różnorodne. Dotyczą już nie tylko przejęcia systemów informatycznych, ale choćby wykorzystania technologii deep fake. Podsumowując, prelegent zaznaczył, że cyberbezpieczeństwo to inwestycja, nie koszt. Chroni nas nie tylko przed stratami finansowymi, ale również wizerunkowymi czy relacyjnymi.
Następnie zaplanowano case study, zaprezentowane przez Pana Krzysztofa Pacierpnika, Prokurenta i Dyrektora Działu Sprzedaży, SEEN Technologie, pod tytułem “14MWt ciepła bez spalania paliwa. Innowacyjny Projekt Odzysku Ciepła Kondensacji zrealizowany przez SEEN Technologie w Krakowie”.
Prelegent opowiedział o projekcie i budowie Układu Odzysku Ciepła ze spalin w Zakładzie Termicznego Przekształcania Odpadów (ZTPO) w Krakowie. Skonstruowany Układ pochłonął ok. 4% wartości inwestycji, przekładając się jednocześnie na 25% wzrost odzysku ciepła. Obiekt produkuje dzięki temu więcej energii, przy mniejszym poborze paliwa, energii i wody z sieci. Jednocześnie ogranicza emisję CO2 i innych zanieczyszczeń.
Następnie przyszedł czas na pierwszy panel dyskusyjny tego dnia, pt. „Cyberbezpieczeństwo”.
Określając ramy dyskusji, paneliści podkreślili, że cyberbezpieczeństwo opiera się na trzech podstawowych filarach – narzędziach, procedurach oraz szkoleniach. Narzędzia to przede wszystkim specjalistyczne systemy IT, programy zabezpieczające dane oraz przejście na pracę w chmurze. Prelegenci zwrócili uwagę na braki wykwalifikowanej kadry, wyszkolonej w rozpoznawaniu i ograniczaniu skutków ataków. Dla wielu firm ogromnym problemem jest wrażliwa, przestarzała infrastruktura technologiczna, podatna na cyfrowe ataki. Dużym problemem przedsiębiorstw jest również niezwracanie uwagi na aktualizację swoich zabezpieczeń. Raz postawiony system nie będzie szczelny przez wieczność.
Skala cyberataków i tempo wzrostu ich liczby wymusza automatyzację zabezpieczeń. Żadna firma nie może sobie pozwolić na odpowiednią liczbę specjalistów, by szybko reagować na każdy z nich. Większość z nich musi być weryfikowana i blokowana przez AI, pozostawiając jednak ostateczną decyzję w rękach człowieka. Działalność przestępców jest bowiem dobrze dofinansowana i często inwestują oni wyłudzone środki w dalszy rozwój stosowanych technologii. Bezpośrednie żądanie okupu za odblokowanie danych staje się mało opłacalne w porównaniu do działania w ukryciu i stałego dostępu do danych w spenetrowanym systemie.
Kolejnym punktem programu było case study zaprezentowane przez Pana prof. dr hab. inż. Andrzeja Czyżewskiego, Kierownika, Katedra Systemów Multimedialnych na Wydziale Elektroniki, Informatyki i Telekomunikacji, Politechnika Gdańska. Tytuł prezentacji to „Komercjalizacja innowacji akademickich. Wybrane zastosowania uczenia maszynowego w przemyśle, administracji i w medycynie”.
Profesor skupił się na wybranych, z sukcesem wdrażanych projektach innowacyjnych, opracowanych przez naukowców z Politechniki Gdańskiej. Wymienił choćby pionierskie narzędzie do audiowizualnej analizy mowy w warunkach ograniczonej słyszalności, wykorzystujące uczenie maszynowe, a także inteligentne pióro biometryczne analizujące ruchy ręki przy pomocy sieci neuronowych – używane zarówno jako identyfikator biometryczny, jak i do diagnozowania chorób neurologicznych. W obszarze infrastruktury z kolei opracowano inteligentny znak drogowy – analizujący na bieżąco ruch drogowy i dostosowujący wyświetlane informacje – oraz inteligentną platformę oświetleniową, wyposażoną w kamery w lampach analizujące ruch drogowy i dostosowujące oświetlenie. Innowacją dla sądownictwa jest zaś sonda akustyczna zbierająca dźwięk z szerokiego obszaru i rozróżniająca poszczególnych mówców, która pozwala na automatyzację protokołów sądowych.
Na koniec konferencji zaplanowany został specjalny panel pod hasłem „Debata liderów innowacji – Ekosystemy Przyszłości”.
W opinii prelegentów, korporacje, uczelnie i start-upy uczą się od siebie wzajemnie. Początkowo, duże firmy nie były w stanie zdiagnozować, jakie wyzwania są dla nich kluczowe i czego właściwie oczekują od współpracy badawczej. To się na szczęście zmienia. Kluczowe w opracowywania innowacji jest bowiem wychodzenie od potrzeb biznesu, nie kreowanie innowacji oderwane od realiów. Często pomysł, nawet bardzo dobry, okazuje się nie odpowiadać zapotrzebowaniu rynku. Dlatego wewnątrz organizacji kluczowe nie jest tworzenie działów innowacji, ale grup roboczych do analizowania lub rozwiązania konkretnych problemów.
Zdaniem dyskutujących, największym problemem współpracy dużego biznesu, start-up’ów i nauki jest brak funduszy, brak otwartości oraz świadomości tego, czego można dokonać wspólnie. Jednostkom naukowym i badawczym z kolei często brakuje biznesowego podejścia – oferowania swoich usług, inicjowania projektów i przedstawiania ich biznesowych korzyści. Paneliści byli zgodni, że konieczne jest odbiurokratyzowanie polskiej nauki. Mamy obsesję na punkcie dokumentacji, która często przesłania sam projekt. Dużym problemem dla efektywnej współpracy jest też legislacja europejska czy niewielkie zaangażowanie publicznych zamawiających oraz brak spójnej polityki rozwoju technologicznego.

Zapis konferencji można obejrzeć na YouTube pod tymi linkami:
DZIEŃ 1
DZIEŃ 2
Wojciech Gryciuk

 

Należy stawiać na prawdziwych fachowców

Wojciech Trojanowski, członek zarządu firmy Strabag, o sytuacji na polskim rynku budowalnym i skutkach długotrwałego braku pieniędzy z KPO

W pana branży wyczuwalny jest ostatnio niepokój, czy da się w sensowny sposób zagospodarować pieniądze pochodzące z KPO.

Z perspektywy roku, począwszy od trzeciego kwartału 2023 r. do dzisiaj, bardzo wiele się w tym zakresie zmieniło. W tym czasie mieliśmy zmiany na poziomie politycznym i administracyjnym, na szczeblu centralnym i samorządowym. Cieszymy się, że pieniądze z KPO zostały odblokowane i jest szansa na ich wykorzystanie. Zgodnie z informacjami rząd toczy rozmowy w sprawie przesunięcia chociażby rozliczenia pozyskanych środków oraz wydłużenia horyzontów i wykorzystania tych pieniędzy w przyszłości. Jestem umiarkowanym optymistą, pomimo przerwy, która miała miejsce w przetargach zarówno na krajowe drogi ekspresowe, jak i część projektów lokalnych.

Jak długo trwa już ta przerwa?

W ubiegłym roku było dość dużo przetargów organizowanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Ograniczona liczba przetargów trwa od początku tego roku. Po podpisaniu umowy przez okres około dwóch lat potrzebny jest czas na zaprojektowanie konkretnej inwestycji. Proszę zauważyć, że realne wydatkowanie środków odbywa się zawsze co najmniej dwa lata później od momentu przetargu. Nie ukrywam, że z naszego doświadczenia po zmianach na szczeblu centralnym zawsze następuje spowolnienie w ogłaszaniu przetargów. Liczyliśmy się z tym, bo to było także sygnalizowane przez GDDKiA. Widzimy też przerwę na rynku inwestycji kolejowych realizowanych przez PKP PLK. Tu luka inwestycyjna trwała przez ostatnie dwa lata. Mówiąc delikatnie, sytuacja wykonawców i producentów kolejowych jest bardzo zła. Przetargi już zaczynają się pojawiać, ale widać ogromną konkurencję. Do jednego projektu składanych jest nawet po kilkanaście ofert. Pozornie tak duża konkurencja wydawać się może pozytywna z punktu widzenia inwestora. Jest to jednak pozorny zysk. Obserwujemy ogromną determinację i walkę cenową, a to, jak wiemy z doświadczenia, w okresie realizacji dobrze się nie kończy. Są bowiem granice, nie da się budować poniżej kosztów. Skutkować to może perturbacjami na budowach i negatywnie wpływa na firmy wykonawcze i same projekty. Branża ma bardzo duży potencjał wykonawczy i oczekujemy na intensyfikację inwestycji w kolejnych kwartałach. Wszyscy czekamy na zapowiadane przetargi w tym zakresie.

Obecny poziom inwestycji w polskiej gospodarce wynosi 17 proc. PKB. Porównując to do celów sprzed dziewięciu lat, gdy Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju mówiła o poziomie 25 proc. PKB, to naprawdę jest mało. Mamy ciągle wiele do nadrobienia. Uważam, że minimalny poziom inwestycji to 20 proc. Natomiast poprzez intensyfikację zarówno publicznych, jak i prywatnych inwestycji powinniśmy osiągnąć cel 25 proc. PKB. Tu jest kilka elementów do spełnienia. Z jednej strony konieczna jest sprawność sektora publicznego w zakresie organizacji inwestycji. Zawsze mówi się o wydatkowaniu środków, ale trzeba je wydatkować mądrze. Inwestycje publiczne powinny być mnożnikiem inwestycji prywatnych. Mam tu na myśli nie tylko inwestycje komunikacyjne, ale również inwestycje w energetykę i ochronę środowiska. Mamy bardzo duże potrzeby w dziedzinie inwestycji w służbie zdrowia oraz w zakresie obronności. Mimo że ten rok pod względem nowych przetargów nie wygląda dobrze, to z umiarkowanym optymizmem patrzę na nadchodzące lata. Mam nadzieję, że w trzecim kwartale tego roku to się zmieni.

Czy to oznacza, że obecna sytuacja będzie miała wpływ na rynek za dwa lata?

Pozyskane przed dwoma laty inwestycje są obecnie w fazie realizacji. Nasz przyszły portfel zamówień zależy od dzisiejszych przetargów. W najbliższych kilku latach zakończy się budowa podstawowego układu dróg ekspresowych i autostrad. Nie oznacza to, że przestaniemy je budować. Co więcej, modernizacji będą podlegać odcinki oddane kierowcom przed 2010 r. Pojawiają się także projekty odcinków tras, które mają powstać w kolejnej dekadzie. Patrzę dosyć optymistycznie na projekty PKP PLK, plany inwestycyjne Centralnego Portu Komunikacyjnego, duże inwestycje prywatne. Strabag jest też ważnym partnerem inwestycji samorządowych. Mimo drobnego spowolnienia ciągle dużo budujemy dla regionów. Mamy ogromy potencjał – jesteśmy jedyną firmą w Polsce, która posiada oddziały we wszystkich 16 województwach. Nie obawiam się, że zabraknie nam pracy.

Macie w portfolio wiele bardzo dużych i ważnych kontraktów, ale także dużo mniejszych…

Naszą filozofią jest niezachłystywanie się dużymi, spektakularnymi inwestycjami, ale długofalowe inwestowanie i zwiększanie konkurencyjności na polskim rynku. Naszym celem jest budowanie dla wszystkich sektorów gospodarki i bycie dobrym pracodawcą. Firmą innowacyjną, ale także firmą która dąży do neutralności klimatycznej.

W czasie pandemii nie było zwolnień pracowników?

Nie zwalnialiśmy naszych pracowników z powodu trwającej pandemii. Branża budowlana była jedną z niewielu, które stosując wszelkie zabezpieczenia i zalecenia związane z bezpieczeństwem i zdrowiem pracowników, działały sprawnie w tym bardzo trudnym dla wszystkich okresie. Wspólnie z naszymi inwestorami udało nam się w bezpieczny sposób zorganizować pracę na placach budów. Wprowadziliśmy również pracę zdalną w części administracyjnej. To jedna z niewielu branż, która codziennie pracowała i codziennie generowała wartość dodaną dla gospodarki.

Jak wyglądają inwestycje Strabagu poza Polską?

Strabag jest liderem na rynku budowlanym w Niemczech i Austrii oraz większości państw Europy Środkowo-Wschodniej. Zwróciłbym jeszcze uwagę na Wielką Brytanię i Kanadę. Staramy się rozwijać tam, gdzie są odpowiednie warunki w ramach działania kontraktowego czy dostępnego finansowania. W Kanadzie istniejemy od lat w budownictwie tunelowym. Poza Europą jesteśmy od lat obecni w Chile, USA i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Czy Strabag myśli o zaangażowaniu się w odbudowę Ukrainy?

Każda firma odpowie twierdząco na takie pytanie. Ale aby się zaangażować, muszą być spełnione podstawowe warunki. Musimy być pewni, że to rejon bezpieczny dla naszych pracowników, muszą być skończone działania wojenne, zapewnione standardy kontraktowe zgodne z zasadami compliance. Z pewnością to jest rynek nam bliski pod względem geograficznym, sąsiadujący przecież z Polską. Myślę jednak, że na razie daleko jeszcze do spełnienia tych podstawowych kryteriów. Widzimy też paradoksalnie, że przypadku odbudowy Ukrainy pojawi się zagrożenie dla budownictwa w Polsce. Ogromny popyt, który może być wygenerowany w Ukrainie, może skutkować dużym brakiem zasobów w Polsce, odpływem pracowników z naszego rynku, dużą inflacją sektorową, choćby w zakresie materiałów budowlanych. Już dzisiaj producenci materiałów budowlanych w Polsce mają duży eksport na Ukrainę. Samo odbudowywanie Ukrainy wygeneruje ogromny popyt, a możliwości produkcyjne na Ukrainie raczej się zmniejszają niż zwiększają.

Zdecydowaliście się płacić pensje pracownikom, którzy wyjechali walczyć o wolną Ukrainę…

Tak, to prawda. W tej chwili życie rozwiązało samo ten problem. To była sytuacja przejściowa, która wprawdzie trwała prawie dwa lata, ale ci ludzie w większości już wrócili do domów albo na nowo podjęli pracę w Polsce.

Jakie spektakularne inwestycje prowadzi obecnie Strabag?

Powiem inaczej – najbardziej spektakularną inwestycją jest nasza kadra. To zespół blisko 7 tys. osób, które pracują na wszystkich naszych budowach i w biurach grupy w Polsce. Czasem dużo trudniej pracuje się na budowach, które nie wydają się efektowne. Dla mnie efektowny jest każdy metr drogi, który budujemy, każdy metr kwadratowy stawianego budynku, z którego ktoś będzie korzystał. Jednym z projektów, którym chcę się jednak pochwalić, będący obecnie w fazie odbiorów, jest nowy gmach ambasady RP w Berlinie. Budynek znajduje się na Unter den Linden, kilkaset metrów od Bramy Brandenburskiej, czyli głównej arterii w samym centrum miasta. To nasza wizytówka w stolicy Niemiec, za której realizację podpowiedziany jest zespół Strabagu.

To trudny projekt?

Tak, wymaga dużej mobilizacji od naszego zespołu. Ambasada to dla nas także bardzo duże wyzwanie, bo wiąże się z budowaniem według polskiego prawa przetargowego na warunkach niemieckiego prawa budowlanego. To kontrakt podpisany jeszcze w okresie pandemii. W trakcie jego realizacji mocno nas dotknęły perturbacje związane z wojną w Ukrainie, przede wszystkim wzrost kosztów budowy. Dzięki dobrej współpracy ze stroną publiczną udało nam się przynajmniej częściowo znaleźć kompromisy w tym zakresie. Jako szef firmy jestem bardzo dumny z tego projektu. Chciałbym podziękować całemu zespołowi polskich inżynierów i podwykonawców, którzy pracują przy tym projekcie już od czterech lat. Była to dla nas bardzo cenna lekcja. Myślę, że końcowy efekt jest niezwykle satysfakcjonujący.

A warszawskie realizacje?

Jeżeli chodzi o budownictwo kubaturowe, w Warszawie ciekawym projektem jest modernizacja i budowa nowego budynku Narodowego Banku Polskiego przy ulicy Świętokrzyskiej. Stojący od lat 70. stary budynek został wyburzony. To bardzo ważny projekt, wymagający dużej umiejętności logistycznej, bo odbywa się przecież w samym centrum Warszawy. Mamy już doświadczenie w tym rejonie miasta, chociażby przy budowie hotelu Motel One na Tamce czy biurowca Central Point usytuowanego nad skrzyżowaniem linii metra, na rogu ulic Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. Staramy się, żeby ta budowa była wykonana przy jak najmniejszych utrudnieniach dla mieszkańców. W marcu tego roku w Warszawie oddaliśmy (w terminie!) linię tramwajową na ulicy Kasprzaka na rozbudowującej się Woli, łączącą tę dzielnicę z centrum. Wybudowaliśmy także plac Pięciu Rogów, a obecnie, w fazie ukończenia, jest plac Na Rozdrożu wraz z nowymi zejściami i windami prowadzącymi na przystanki Trasy Łazienkowskiej.

Co Strabag buduje dla przemysłu?

Ciekawym projektem jest budowa największej i jedynej w tej chwili w Polsce walcowni profili stalowych w Siemianowicach, której inwestorem jest Cognor SA. Budujemy pompę ciepła dla przepompowni ścieków na zlecenie FORTUM we Wrocławiu, gdzie odzyskiwać będziemy 5 proc. energii cieplnej dla miasta. Nasz zespół jest także odpowiedzialny za budowę nowoczesnego ośrodka badawczego światłowodów w Lubartowie oraz centrum badawczo-rozwojowego BSH w Rzeszowie.

Widać was także na inwestycjach infrastrukturalnych w całym kraju.

Jesteśmy też dumni z projektów prowadzonych dla infrastruktury samorządowej. Budujemy w zasadzie w każdym z województw, mamy wiele realizacji drogowych i drogowo-mostowych. Trwają obecnie prace na budowie trzeciego co do wielkości mostu w kraju na rzece San w Stalowej Woli. Budujemy nowy most na Odrze w woj. śląskim w ciągu drogi wojewódzkiej 421 w pobliżu Raciborza. Rozpoczęliśmy prace na budowie czterech obwodnic w okolicach Łap w woj. podlaskim. Realizujemy też wiele ważnych krajowych inwestycji drogowych. Budujemy pięć odcinków drogi ekspresowej S19, w województwach podlaskim, lubelskim i podkarpackim. Pracujemy na obwodnicy Chełma w ciągu drogi S12. Jesteśmy odpowiedzialni za powstanie dwujezdniowej obwodnicy Pułtuska na drodze DK oraz kolejnego odcinka autostrady A2 pod Siedlcami, gdzie po raz pierwszy w Polsce stosujemy beton niskoemisyjny! Prowadzimy także prace na odcinku S1 pod Bieruniem oraz na S6 w ciągu obwodnicy Słupska. W projektowaniu jest kolejny odcinek S8 w woj. dolnośląskim. Przygotowujemy się do bardzo ciekawego zadania, jakim jest rozbudowa lotniska we Wrocławiu.

Macie tak wiele projektów w różnych branżach!

Bardzo się cieszę z dywersyfikacji realizowanych przez nas projektów. Współpracujemy z wieloma deweloperami w ramach budownictwa kubaturowego, gdzie oferujemy cały szereg usług. Realizujemy obiekty infrastruktury edukacyjnej, sektora zdrowotnego, obiekty hydrotechniczne. Dzięki tej dywersyfikacji naszych projektów mamy powody do dumy. Myślę, że Polska będzie dużym placem budowy jeszcze przez wiele lat. Mamy cały czas świadomość istnienia ciągłych braków w infrastrukturze. Cały czas uważam, że inwestycje publiczne i prywatne muszą być kołem zamachowym polskiej gospodarki. Musimy zwiększać PKB, zwiększać nasz potencjał produkcyjny i usługowy. Trzeba więcej inwestować, więcej produkować. Wciąż potrzeba stabilnej polityki gospodarczej, stabilnego prawa, pewności w zakresie rozwiązań podatkowych i administracyjnych.

Tego oczekujemy też od nowej władzy. Jeśli chodzi o sprawność inwestycji publicznych, twierdzę, że nie wystarczy organizować przetargi, nie wystarczy mieć pieniądze na sfinansowanie tych inwestycji, ale należy zadbać też o obszar administracji. Musi być dostępna kadra, która jest w stanie tę inwestycję procedować w zakresie pozwoleń i stosowanych dokumentów w zakresie procedur budowlanych, ochrony środowiska czy gospodarki wodnej. Przed nami duże inwestycje. I wielkie wyzwania: porty, elektrownie atomowe, CPK… Chciałbym zachęcić stronę publiczną do dyskusji o bardziej partnerskich umowach, w której ważnym aspektem byłoby właśnie podejście do przetargów. Uważam, że wybór ofert nie powinien się opierać tylko na takich kryteriach jak cena, termin wykonania czy rodzaj stosowanych materiałów. Powinien się liczyć sam wykonawca i jego rzetelność, zespół pracujących dla niego ludzi, jego fachowość. A na cenę realizacji spoglądnąć należy na samym końcu. W przypadku wieloletnich wielomiliardowych kontraktów trzeba stawiać na partnerstwo, zaufanie i odpowiednie zespoły.

rozmawiał Piotr Cegłowski

Robot z ludzką duszą

Andrzej Dąbrowa i Dominik Dubrowski – pomysłodawcy i szefowie platformy FlowDog umożliwiającej obniżenie kosztów, przyśpieszenie działań, poprawę kontroli i zwiększenie efektywności, a także zapewniającej porządek w procesach zarządzania

Czy to, co panowie wymyślili, można nazwać biznesem na pilota? Dajecie narzędzie z guzikami, klient je naciska i procesy zarządzania dzieją się same?

Dominik Dubrowski: Tak i nie. W dobie sztucznej inteligencji platformy Business Process Management nie są niczym nowym. Firmy zlecają im coraz więcej działań, powierzają coraz trudniejsze zadania, oczekują rozwiązywania coraz poważniejszych problemów, które wymagają zaangażowania dużych zespołów specjalistów. Tymczasem platforma załatwia to wszystko od ręki. Szybko i skutecznie. Oczywiście można to porównać do operowania pilotem wybierającym programy, ale pilot jest zaledwie wykonawcą poleceń. Platforma działa inaczej.

Myśli?

Andrzej Dąbrowa: Niesamodzielnie. Ale tak – myśli tak, jak chcemy, aby myślała. Tak, jak ją zaprogramujemy dla siebie. Dla naszej organizacji. Wtedy staje się prawdziwym, sprawdzonym i niezawodnym partnerem zarządzania. Załatwia nasze sprawy, optymalizuje nasze procesy, robi dla nas dokładnie to, czego od niej oczekujemy.

D.D.: FlowDog tym właśnie różni się od innych podobnych platform webowych, że jest elastyczny i potrafi idealnie dopasować się do potrzeb klienta.

Wszyscy tak mówią.

A.D.: Ale nie wszyscy robią. My zaczynamy od wnikliwego, wręcz drobiazgowego rozpoznania potrzeb i problemów, a następnie – korzystając z możliwości FlowDoga – proponujemy rozwiązania szyte na miarę.

Na przykład?

D.D.: Zwrócił się do nas międzynarodowy producent mieszanek, premiksów, koncentratów i pasz specjalnych dla bydła, drobiu i trzody chlewnej. Firma olbrzymia, zatem codziennie przyjeżdżało do niej mnóstwo ciężarówek po odbiór towaru. I robił się kocioł. Nie wiadomo na jakich zasadach jednych wpuszczano szybciej, innych później. Czas oczekiwania na wjazd dłużył się w nieskończoność, a jak już kierowcy wjeżdżali, to spotykali się z usterkami logistycznymi, które potęgowały ich irytację, bo krążyli po placu jak we mgle. W sieci pokazywało się wiele negatywnych komentarzy i generalnie wszyscy byli niezadowoleni. Odbiorcy narzekali na bałagan, pracownicy spedycji i magazynów, a nadmiar obowiązków, a zarząd na jedno i drugie. Trzeba było to szybko uleczyć.

A.D.: Zainstalowaliśmy intuicyjne terminale, w których rejestrują się kierowcy przyjeżdżający po towar. Dzięki temu pracownik z obsługi wie, kto czeka w kolejce, po co konkretnie przyjechał i kiedy go wpuścić, żeby wszystko szło gładko i optymalnie. Poruszanie się ciężarówek po terenie zakładu odbywa się bez przeszkód, dzięki systemowi „biletów”, które usprawniają nawigację. Są zintegrowane z systemem wewnętrznym, który wysyła zamówienia i nie trzeba ich wypisywać ręcznie. Mało tego: mogą być korygowane i w tej samej sekundzie przekazywane do wag, które informują, kto co odebrał i w jakiej ilości. O ginięciu towaru z powodu nieładu organizacyjnego już nie ma mowy. System rejestruje każdy kilogram, automatycznie odczytując numer rejestracyjny ciężarówki wjeżdżającej na wagę.

FlowDog dobrze się czuje w logistyce?

D.D.: Bardzo dobrze. Tworzy nowoczesne, o niebo lepsze od excelowych, bazy klientów. A w nich wszystkie informacje zdolne odpowiedzieć na każde pytanie o status, potrzeby i terminy. Platforma potrafi precyzyjnie zlecać transporty i skrupulatnie kontrolować wykonywanie zadań przez kierowców. A potem automatycznie i bezbłędnie fakturować. Bez kilogramów papierów wymagających kosztów ich drukowania i magazynowania.

Gdybyście panowie mieli wyliczyć podstawowe korzyści z używania FlowDoga na palcach jednej ręki…

A.D.: Obniżenie kosztów, przyśpieszenie działań, poprawa kontroli, zwiększenie efektywności, porządek w procesach zarządzania.

D.D.: To wszystko korzyści wymierne i odczuwalne szybko po wdrożeniu naszego systemu. Dla mnie jednak największym pożytkiem jest zindywidualizowany charakter FlowDoga. Można kupić najdroższy i najpiękniejszy garnitur topowej marki, ale nigdy nie dorówna on garniturowi szytemu na miarę. Idealnie dopasowanemu i uwzględniającemu wszystkie, nawet najdrobniejsze potrzeby klienta. Nie tylko przygotowujemy taki „osobisty” produkt, ale też służymy doradztwem, jak go dobrać, używać i połączyć w całość z innymi korzyściami, jakie daje platforma: na przykład pełne możliwości raportowe.

Dwa niewygodne pytania do podziału: Czy FlowDog jest drogi i jak szybko się starzeje?

D.D.: Koszty dobrze przygotowanego wdrożenia są pokrywane z nawiązką przez otrzymane oszczędności, co każdemu jesteśmy w stanie udowodnić. Dzięki modułowej budowie systemu i przejrzystej konstrukcji cennika klient dobiera rozwiązania, jakie są mu najbardziej potrzebne i z góry wie, ile za nie zapłaci.

A.D.: Gwarantuję swoim dwudziestoletnim doświadczeniem w branży, że dostarczamy systemy, które będą niezawodnie działać przez długie lata. Solidne i wyposażone w możliwości łatwej i taniej aktualizacji, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Dla kogo jest FlowDog? Dla każdego?

A.D.: Teoretycznie tak. Choć najlepiej rozwija skrzydła w dużych przestrzeniach, czyli w dużych organizacjach, gdzie funkcjonuje mnóstwo procesów. Zaufały nam między innymi renomowane sieci sklepów wielkopowierzchniowych Leroy Merlin, której zbudowaliśmy nowoczesny system reklamacji, czy OBI – z bardzo szerokim zestawem procesów od zautomatyzowanego prowadzenia kalendarza projektantów po obsługę oferty montażu i instalacji. Pracujemy dla dużych firm logistycznych, ale również medycznych, gdzie FlowDog z poziomu systemu zarządza chociażby terminami wizyt i zabiegów, dostępnością usług oraz tworzeniem wniosków refundacyjnych. Nie wspominając o budowie bazy indywidualnych potrzeb zdrowotnych pacjenta.

A dla kogo jest FlowDog w firmie? Jakimi kompetencjami trzeba się legitymować, aby obsługiwać system?

D.D.: To łatwiejsze niż można przypuszczać. Po pierwsze zapewniamy klientowi stałego analityka i wdrożeniowca. Po drugie szkolimy i doradzamy w zakresie obsługi aplikacji. Z rozbudowanym systemem poradzi sobie każdy, kto potrafi ułożyć coś z klocków lego. Zwłaszcza że działamy podobnie: budujemy różne moduły, ale tak, żeby klient je rozumiał i potrafił się nimi posługiwać sprawnie i swobodnie.

A.D.: Dodałbym, że dostęp FlowDoga możliwy jest z każdego urządzenia z przeglądarki, bez konieczności dodatkowych instalacji. Dajemy nowoczesny, intuicyjny interfejs użytkownika i elastyczność w zarządzaniu uprawnieniami różnych grup użytkowników.

Skąd nazwa?

A.D.: O, były do niej rożne przymiarki, bo projekt ma długą historię. Technologicznie pracował nad nim Tomek Brzozowski, twórca dwóch największych platform telekomunikacyjnych w Polsce. Kiedy połączyliśmy siły i dołączyłem ze swoim doświadczeniem w architekturze systemów informatycznych, najpierw powstała platforma o dość zagadkowym kryptonimie, który potem przemianowaliśmy na FlowDog. Flow, bo automatyzujemy procesy biznesowe i tworzymy ich płynność. Dog, bo to synonim przyjaźni i bliskości. Dla nas relacje międzyludzkie są kluczowe i najważniejsze. Nawet jeśli wprowadzamy do organizacji robota supersprawnego w zarządzaniu procesami, to profilujemy go tak, aby myślał i czuł jak człowiek. Dlatego FlowDog jest aplikacją dopasowaną do biznesu, a nie wymagającą, aby biznes dopasował się do niej.

rozmawiał Piotr Grabosz

Świat wielkich i małych innowacji

    Jerzy Brodzikowski, General Manager warszawskiego Kampusu Innowacji CIC, mówi o tym, jak firma, zaczynając od współdzielonej przestrzeni biurowej, zbudowała globalną społeczność zgromadzoną w różnych częściach świata

    Jak wyglądały początki Cambridge Innovation Center?

    Na początku wspomnę, że raczej nie używamy już pełnej nazwy, pozostając przy akronimie CIC – podobnie zresztą postępuje wiele znanych firm. Jest to spowodowane faktem, że wyszliśmy już dawno z naszej macierzy, czyli z Cambridge. Co więcej, słowa Cambridge nie należy kojarzyć z Anglią, ale z miejscowością pod Bostonem w Stanach Zjednoczonych, gdzie działają dwa słynne amerykańskie uniwersytety – Harvard i MIT. Twórca CIC to Tim Rowe – nadal jest naszym CEO – który po kilku latach przepracowanych w konsultingu, w 1999 roku stwierdził, że chce założyć własny biznes, ale żeby to zrobić, potrzebował biura, na które nie było go stać. Namówił więc kilku znajomych, żeby wspólnie wynająć lokal. Zdecydował się na budynek w zaniedbanej wówczas części miasta Cambridge przy Kendall Square. Największą – obok relatywnie niskich kosztów najmu – zaletą tego miejsca była atrakcyjna lokalizacja obok wspomnianych wtedy świetnych uniwersytetów. Dziś jest to bardzo dobry adres, przy którym skupiają się największe firmy technologiczne świata, a prężna działalność CIC przyspieszyła proces pozytywnej technologicznej gentryfikacji tej części miasta.

    Co zadecydowało o sukcesie pomysłu Tima Rowea?

    Od 25 lat CIC buduje lepszy świat poprzez innowacje, łącząc ze sobą ludzi reprezentujących różne sektory biznesu – zarówno tego dużego, jak i małego – organizacje pozarządowe oraz fundusze inwestycyjne. Zaczynaliśmy od współdzielonej przestrzeni biurowej, by z biegiem lat zbudować globalną społeczność zgromadzoną w różnych częściach świata, w przestrzeniach biurowych klasy premium zajmowanych przede wszystkim przez innowacyjne firmy technologiczne i organizacje wspierające przedsiębiorczość. Jesteśmy obecni na trzech kontynentach – we wschodnich i centralnych Stanach Zjednoczonych, w Amsterdamie, Berlinie i Warszawie oraz w Tokio. Niedługo zostaną uruchomione kolejne placówki w japońskiej Fukuoce i południowokoreańskim Seulu, gdzie będziemy otwierali laboratorium terapii genowej.

    Po okresie pandemii rozwijamy się bardzo dynamicznie, ponieważ konsekwentnie realizowana strategia pomogła nam w dobrej kondycji przetrwać ten trudny czas dla wielu operatorów przestrzeni biurowych. Jako jedni z pierwszych zrozumieliśmy potencjał drzemiący w pracy hybrydowej, ponieważ w naszej branży jesteśmy jednym z najstarszych światowych graczy. Większość firm zajmujących się elastycznymi przestrzeniami biurowymi nie ma nawet dziesięciu lat. Koncepcja Tima Rowea odniosła sukces, ponieważ CIC od początku było w awangardzie tego, co działo się w sektorze technologicznym. W tym kontekście CIC wyróżnia zdolność do tworzenia partnerstw, umiejętność czytania trendów, a co za tym idzie – do adaptacji do nowej rzeczywistości.

    Kim byli pierwsi ważni klienci CIC?

    Chyba najbardziej znanym klientem byli twórcy systemu Android, którzy później zostali wykupieni przez Google. Kolejny to HubSpot – jedna z największych marketingowych platform internetowych. Tak naprawdę współpracowaliśmy ze wszystkimi znaczącymi graczami technologicznymi, m.in. z Appleem, Microsoftem itd. To doświadczenie ma pozytywny wpływ na rozwój CIC w Warszawie. Amerykańskie firmy, które podejmują działalność w Polsce, korzystają z naszej pomocy, ponieważ mają dobre doświadczenia z Bostonu – taki przykład stanowi BOX. Korporacja ta jest jednym z największych najemców w Varso Place w Warszawie – CIC Warsaw również się tutaj znajduje – a jednym z powodów, dla których się tutaj znaleźli, jest fakt, że kiedyś korzystali z naszych usług w Bostonie. Wśród warszawskich klientów są m.in. Autodesk, SAP, OVHcloud, Palo Alto Networks, Endeavor Polska, Ashoka, Tidio, EcoBean, kilka funduszy inwestycyjnych, jak InnoEnergy czy Altamira. Współpracuje z nami ponad 170 organizacji.

    Uruchomiliście działalność w czasie, kiedy biura były zamykane i traciły najemców.

    Był to 29 czerwca 2020, środek pandemii. Podjęliśmy ryzyko, dopasowując model działalności do potrzeb przestrzeni biurowej przyszłości, właśnie takiej przygotowanej na pracę hybrydową, która już od jakiegoś czasu funkcjonowała w niektórych firmach technologicznych. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że udało nam się zbudować społeczność i miejsce, w którym ludzie chcą być, nawiązywać kontakty, uczyć się, no i oczywiście pracować. Prowadzimy też fundację Venture Café, która co tydzień w czwartki organizuje największe, otwarte dla wszystkich spotkania technologiczno-innowacyjne w naszej części Europy – nazywają się Thursday Gathering (Zgromadzenia Czwartkowe). Gromadzą one średnio co tydzień ponad 300 osób, które dyskutują na tematy technologiczne, społeczne i ekonomiczne, mające realny wpływ na nasze życie.

    Jaka jest powierzchnia kampusu?

    Jest to 8,5 tys. m kw., z czego 6,5 tys. m kw. zajmują przestrzenie zamknięte dla klientów CIC, czyli biura, coworkingi oraz przestrzenie wspólne, a około 2 tys. m kw. przeznaczamy na eventy, z czego około 500 m kw. stanowi darmowy coworking o nazwie District Hall, do którego może przyjść każdy zainteresowany innowacjami i przedsiębiorczością.

    Co kryje się za słowami „Kampus Innowacji”?

    Fizyczna platforma – ulokowana w samym centrum Warszawy – łącząca ludzi mających potrzebę działania w sektorze przedsiębiorczości, innowacji i technologii. W naszych przestrzeniach biurowych i coworkingowych codziennie pracuje około tysiąca osób. W ciągu roku odbywa się w CIC również około tysiąca różnych wydarzeń gromadzących od 10 do nawet 400 osób. Większość z nich to działania komercyjne organizowane przez podmioty zewnętrzne, ale też głównie związane z technologiami i innowacjami. Sami organizujemy łącznie około 120 wydarzeń dla naszych klientów, ale też otwartych dla wszystkich, takich jak właśnie Thursday Gatheringi. Mamy również u siebie studio podcastowe i platformę poświęconą współdziałaniu człowieka i sztucznej inteligencji, którą prowadzi start-up CampusAI. Naszym oczkiem w głowie jest też dość nowy dla nas sektor – consulting. Staramy się wejść w sektor rozwoju i internacjonalizacji firm przy wykorzystaniu potencjału naszych oddziałów, które rozsiane są po całym świecie.

    Nie jest tajemnicą, że proponowane przez was stawki za wynajem powierzchni są wysokie, choć niedaleko stoją znacznie tańsze puste biura klasy premium…

    Cena to zawsze kwestia względna – nasze zalety, takie jak standard usług, wyjątkowa społeczność, wydarzenia, które u nas mają miejsce, ale też bardzo dobra lokalizacja zawsze się obronią. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że w dziedzinie aktywowania społeczności technologicznej i ekosystemu innowacyjnego jesteśmy liderem w naszej części Europy. Wartość dodana, jaką oferujemy, powoduje, że zawsze mamy duże obłożenie. Wszak do CIC przychodzi się nie tylko do pracy, ale też po to, żeby czegoś się nauczyć lub poznać ciekawych ludzi. W naszej branży jesteśmy w awangardzie zmiany. To, co się u nas dzieje, można nazwać agoryzacją lub coworkizacją przestrzeni elastycznych, w ramach których biuro przestaje być miejscem pracy, a staje się przestrzenią dyskusji, edukacji, nauki i łączenia ludzi. Do czasu pandemii firmy, planując biura, zakładały ogromne ilości przestrzeni biurowych dla swoich pracowników. Praca w formule zdalnej i hybrydowej zmieniła ten schemat. Firmy zrozumiały, że wystarczą im mniejsze powierzchnie wykorzystywane rotacyjnie, za to z większą ilością przestrzeni wspólnych i przestrzeni do wydarzeń. Nasz model, który jeszcze kilka lat temu uważany był za nowatorski, po pandemii okazał się niezmiernie funkcjonalny. Co więcej – umieliśmy odpowiedzieć na zagadnienie zgłaszane przez większość pracowników, którzy woleliby zostać w domu, bo biuro nie oferowało im nic innego niż właśnie biurko, które również mogli mieć w domu – w CIC zawsze dzieje się coś ciekawego i warto tu przyjść, żeby być częścią czegoś większego. To jest prawdziwa wartość dodana.

    Naszymi klientami jest wiele firm zagranicznych, które mają w Polsce jednego lub dwóch przedstawicieli, ponieważ albo dopiero planują ekspansję do naszego kraju i korzystają z naszego centrum jako miejsca startowego, albo dają swoim pracownikom możliwość przynależenia do czegoś więcej niż tylko do firmy, gdzie pracują zdalnie. Chętnie korzystają oni z 50 salek do spotkań. Powiem żartem – mamy też prawdopodobnie najlepszą kawę w przestrzeniach biurowych, paloną specjalnie dla nas. W kuchniach na dwóch piętrach zapewniamy różne smakołyki. Mamy też dwa game roomy – fizyczny i wirtualny oraz wellness center, jak również miejsce dla osób z małymi dziećmi. Obok dużych eventów, o których wspomniałem wcześniej, organizujemy mnóstwo drobnych wydarzeń – np. after hours na dachu budynku Varso Place.

    Jak wyglądała pańska kariera, zanim trafił pan do CIC?

    Zawsze podkreślam, że pochodzę z Gdańska – miasta wolności. Miałem świetne dzieciństwo w tym najbardziej progresywnym mieście w Polsce. Dopisało mi szczęście, ponieważ mój ojciec dostał pracę w USA, a ja mogłem spędzić tam siedem lat, kończąc szkołę średnią, a potem studiując na Florida International University w Miami. Zdecydowałem się na inżynierię komputerową, by po 1,5 roku zmienić kierunek na PR i komunikację społeczną. Najważniejszym elementem mojej ówczesnej edukacji był też dodatkowy program interdyscyplinarny o nazwie Honours College, skupiający najbardziej ambitnych studentów, gdzie zagłębialiśmy się w tematy takie jak filozofia, politologia czy socjologia. Nauczyłem się tam patrzenia poza spektrum własnego widzenia. Na studia dostałem stypendium wystarczająco wysokie, by ukończyć naukę w Stanach bez długu. Dzięki temu mogłem podjąć decyzję o powrocie do Polski. Był to rok 2007. Po przyjeździe, już w Warszawie, podjąłem studia magisterskie w Collegium Civitas na wydziale stosunków międzynarodowych. Rok później, korzystając z programu Erasmus, wyjechałem do Paryża do Sciences Po, najbardziej elitarnej uczelni politologicznej Francji, którą ukończyło kilku prezydentów tego kraju. Miałem tam zostać pół roku, ale zaprzyjaźniłem się z dwójką moich profesorów, którzy zaproponowali mi asystenturę i staż w jednym z think tanków przy uczelni. Po kolejnym powrocie do kraju planowałem pracę w dyplomacji. Stało się jednak inaczej – zaproponowano mi posadę managerską w dużej organizacji handlowej, a jako alternatywę darmowy staż w nieistniejącym już think tanku DemosEuropa, prowadzonym przez wybitnego politologa Pawła Świebodę. Skorzystałem z drugiej oferty. Po trzech bezpłatnych miesiącach zostałem asystentem projektu. Bardzo mi się podobała ta praca – przez dwa lata organizowałem wydarzenia związane ze zmianami klimatu oraz polityką międzynarodową. Dzięki temu miałem okazję kontynuować moją edukację w dziedzinie politologii i robić coś, co uważałem za wartościowe. Kolejny etap mojej drogi to Instytut Lecha Wałęsy, gdzie pracowałem jako dyrektor administracyjny i prowadziłem też bardzo ciekawe projekty, jak np. międzynarodowy konkurs Solidarity Shorts na etiudę filmową o Solidarności. Po dwóch latach zostałem dyrektorem ds. międzynarodowych, dzięki czemu zacząłem latać po świecie z prezydentem Wałęsą. To było niesamowite doświadczenie, miałem okazję obserwować jego znakomite zagraniczne wystąpienia, które są prawdziwą promocją pozytywnej historii naszego kraju. Smutne jest to, że wiele osób w Polsce krytycznie patrzy na Lecha Wałęsę, tylko przez pryzmat formy jego wypowiedzi, gubiąc esencję tego, o czym mówi.

    Podobno skłonność do narzekania to element naszego charakteru narodowego…

    Jeszcze gdy studiowałem w Warszawie, Amerykanin, który odwiedził nas na uczelni, zwrócił uwagę, że zamiast cieszyć się tego, że żyjemy dziś we wspaniałym kraju, z którego nie warto emigrować, ciągle skupiamy się na błędach, jakie zostały popełnione przed 1989 rokiem, zapominając, że od tego czasu osiągnęliśmy fantastyczny sukces. A tylko to się liczy. Trzy tygodnie temu po raz pierwszy od kilku dobrych lat miałem okazję posłuchać wystąpienia Lecha Wałęsy na żywo na Forum Inwestycyjnym w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Powiedział tam coś, co przypomniało mi o jego niepozornej wybitności. Dyskusja, w której brał udział, odnosiła się do oceniania tego, co wydarzyło się w przeszłości lub też odgadywania tego, co wydarzy się w przyszłości. Wałęsa stwierdził wtedy, że najważniejsze jest to, by zrozumieć czasy, w których żyjemy, i skupić się na tym, co jest teraz. Niby prosta wypowiedź, jednak niezwykle precyzyjnie opisująca podstawy filozofii jednakowo stoickiej, wschodniej, jak i współczesnego mindfullnessu. Myślę, że to w właśnie takie wypowiedzi, w odpowiednim kontekście, powinny zapadać nam w pamięć.

    Wróćmy do pańskiej kariery.

    Po pracy w organizacjach pozarządowych stwierdziłem, że czas zająć się inną formą działalności. Przez niecałe pół roku prowadziłem dom mediowy należący do mojego znajomego. Była to swojego rodzaju klapa – szczególnie w ustalaniu wspólnych celów – która jednak wiele mnie nauczyła. Potem zdecydowałem się zejść piętro niżej w hierarchii organizacyjnej, żeby nauczyć się czegoś nowego i podjąłem pracę jako community manager w Tech Hubie przy Campusie Googlea. Przez rok wspólnie z dwiema koleżankami budowaliśmy pierwszą społeczność technologiczną w naszym kraju. Po roku trafiłem do HB Reavis, gdzie szybko zostałem managerem operacyjnym i team leaderem w przestrzeniach coworkingowych HubHub. Doświadczenia te spowodowały, że postanowiłem zaaplikować na stanowisko General Managera do powstającego w Warszawie CIC. Był to najbardziej ambitny projekt tego typu, jaki powstawał w Polsce, więc bardzo ucieszyło mnie, że zostałem wybrany na to stanowisko.

    Co uważa pan za szczególnie ważne w pracy i życiu?

    Żeby być świadomym, kim się jest, gdzie się jest i po co się jest. Śmieję się, że jestem hipergeneralistą. Ciekawi mnie wiele rzeczy – od zawsze – dzięki czemu tak dobrze funkcjonuję w zadaniach interdyscyplinarnych. Dążę do tego, żeby być kimś więcej niż erudytą, specjalizując się też w dziedzinach praktycznych, takich jak sprzedaż , opieka nad klientem, przywództwo, zarządzanie, technologie czy start-upy. Wiąże się to z moimi głównymi zadaniami w CIC, które oscylują w obszarach hospitality, real estate i customer service. Mam relatywnie nieduży, ale świetnie funkcjonujący zespół: sprzedażowy, operacyjny, programingowy, marketingowy i eventowy.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

    Ankieta „Managera

    Najważniejsze wartości, jakie pan wyznaje?

    Integrity, czyli po polsku całość, integralność – czyli uczciwość z samym sobą i swoim otoczeniem. Używam tu słowa angielskiego, które ma szersze znaczenie niż właśnie polska „całość”. Warto wiedzieć, kim jesteś, aby zrozumieć, czego od ciebie potrzebuje świat i życie.

    Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałby się pan spotkać na długą rozmowę?

    Jestem agnostykiem, ale myślę, że chciałbym poznać Jezusa.

    O czym dyskutuje pan pozazawodowo?

    O wszystkim, uwielbiam rozmowy o filozofii, społeczeństwie, gospodarce, o ideach politologicznych (niekoniecznie o polityce), o technologii i jej wpływie na społeczeństwo, ale też o kinematografii czy muzyce. Staram się doceniać wszystko, co jest piękne, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz.

    Książka, którą chciałby pan polecić czytelnikom?

    Najważniejszą książką ostatnich 10 lat jest dla mnie „Sapiens. Od zwierząt do bogów” Yuvala Noaha Harrariego. Jest to książka, która zmieniła moje spojrzenie na ludzkość i pomogła mi lepiej zrozumieć, dlaczego zbudowaliśmy właśnie taki świat, w jakim żyjemy.

    Pana prywatne pasje?

    Lubię sport – od prostych ćwiczeń ogólnorozwojowych do koszykówki, tenisa, kitesurfingu i narciarstwa. Wszędzie jeżdżę na rowerze miejskim, niemniej ostatnio trochę go zdradziłem na rzecz skutera, który w okresie letnim jest fantastycznym środkiem transportu w Warszawie. Uwielbiam uczyć się wszystkiego. Ostatnio skupiam się na psychologii i rozwoju osobistym.

    Najważniejsza chwila pańskiego życia?

    Decyzja o powrocie do Polski z USA, wbrew wielu, ale zgodnie ze sobą samym.

    Bucket list?

    Jako czterdziestolatek czuję się całkiem spełniony – w obecnym momencie. Chciałbym jednak, przynajmniej raz, odwiedzić każdy kontynent. I najważniejsze: żyć tak, żeby, na końcu, siebie nie zawieść.

    Dassault Systèmes: gospodarka generatywna – twórzmy więcej niż zużywamy

    Sabine Scheunert, Managing Director Eurocentral w Dassault Systèmes, opowiada o kolejnym kroku w rozwoju gospodarczym, jakim jest gospodarka generatywna, która ma na celu tworzenie produktów, które działają bardziej jak żywe organizmy – wyobraźmy sobie materiały, które mogą się same leczyć lub produkty, które rosną zamiast być wytwarzane

    „Gospodarka generatywna” jest ewolucją „gospodarki doświadczeń” i „gospodarki o obiegu zamkniętym”, koncepcji wprowadzonych w latach 90. Ale co to oznacza i jaką rolę w tej transformacji odgrywa Dassault Systèmes?

    W Dassault Systèmes opracowaliśmy platformę 3DEXPERIENCE, pomagając firmom przejść od koncentrowania się wyłącznie na produktach do skupienia się na całym doświadczeniu. Dziś liczy się nie tylko produkt, ale także sposób jego użytkowania. Łącząc to podejście z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym – gdzie redukcja odpadów i ponowne wykorzystanie zasobów są kluczowe – otrzymujemy „gospodarkę generatywną”. W tym nowym modelu firmy działają zgodnie z zasadą „twórzmy więcej niż zużywamy”.
    Nasze rozwiązania umożliwiają firmom projektowanie produktów, które mają pozytywny wpływ zarówno na środowisko, jak i na społeczeństwo, takich jak materiały biodegradowalne lub energooszczędne technologie. Ta zmiana ma kluczowe znaczenie dla zaspokojenia potrzeb rosnącej globalnej populacji przy jednoczesnej ochronie planety.

    Czym dokładnie jest gospodarka generatywna?

    Gospodarka generatywna to kolejny krok w rozwoju gospodarczym. W 2012 roku stwierdziliśmy, że „same produkty już nie wystarczą”, aby zbudować zrównoważoną gospodarkę. Doprowadziło to do powstania idei gospodarki doświadczeń. W 2020 r. podkreśliliśmy potrzebę przejścia „od rzeczy do życia”, koncentrując się na tworzeniu żywych systemów, a nie tylko na rozwoju produktów. Teraz gospodarka generatywna ma na celu tworzenie produktów, które działają bardziej jak żywe organizmy – proszę wyobrazić sobie materiały, które mogą się same leczyć lub produkty, które rosną zamiast być wytwarzane.

    Dassault Systèmes od lat stoi na czele tej transformacji. Na przykład opracowaliśmy pierwszy na świecie wirtualny model ludzkiego serca, który jest wykorzystywany do symulacji operacji i zabiegów medycznych. Technologia ta może potencjalnie zmniejszyć zapotrzebowanie na testy na zwierzętach i badania kliniczne, przyspieszając innowacje w obszarze służby zdrowia i poprawiając wyniki pacjentów.

    Celem gospodarki generatywnej jest zmniejszenie konsumpcji przy jednoczesnym zapewnieniu większej wartości dla społeczeństwa. Obecny model oparty na konsumpcji nie jest zrównoważony, ponieważ zabiera więcej z planety niż oddaje. Gospodarka generatywna pomaga tworzyć systemy, które dają więcej niż konsumują.

    Jaka jest różnica między wirtualnym a cyfrowym bliźniakiem?

    Cyfrowe bliźniaki są już szeroko stosowane w branżach takich jak motoryzacja i lotnictwo. Wykorzystują dane z przeszłości w celu przewidywania przyszłych wyników. Jednak wirtualne bliźniaki, tak jak je definiujemy, idą o krok dalej. Nie są to tylko statyczne modele, to raczej modele, które ewoluują w czasie i zapewniają bardzo dokładne odwzorowanie rzeczywistości. Dzięki sztucznej inteligencji wirtualne bliźniaki mogą symulować różne scenariusze, pomagając przewidzieć, co stanie się w różnych warunkach.
    Podam przykład. Nasz klient stanął w obliczu wycofania produktu z rynku z powodu usterki. Tradycyjny proces zdiagnozowania i naprawienia problemu zająłby około roku. Dzięki technologii wirtualnego bliźniaka od Dassault Systèmes proces ten został skrócony do mniej niż dwóch tygodni, co pozwoliło firmie szybciej wrócić na rynek, oszczędzając czas, koszty i zasoby.

    W jaki sposób technologia wirtualnych bliźniaków wspiera gospodarkę generatywną?

    W gospodarce generatywnej technologia wirtualnych bliźniaków odgrywa kluczową rolę. Na przykład mobilność wykracza obecnie poza pojazdy i obejmuje całe środowiska, takie jak jakość powietrza i infrastruktura. Podobnie w opiece zdrowotnej, zrozumienie złożonych chorób, takich jak nowotwory, wymaga analizy całego systemu biologicznego, a nie tylko pojedynczych komórek.
    Łącząc rzeczywiste dane z wirtualnymi modelami, firmy mogą tworzyć innowacyjne produkty i rozwiązania, które są zarówno wydajne, jak i zrównoważone. Technologia wirtualnego bliźniaka umożliwia firmom symulowanie i testowanie swoich pomysłów przed ich fizycznym stworzeniem, zapewniając optymalne wyniki. To sprawia, że jest to potężne narzędzie do rozwoju gospodarki generatywnej.

    Dlaczego firmy powinny korzystać z tej technologii?

    Dla firm, które chcą pozostać konkurencyjne i przodować w swoich branżach, wdrożenie technologii wirtualnego bliźniaka nie jest już opcjonalne – jest niezbędne. Zdolność do symulacji, przewidywania i wprowadzania innowacji w oparciu o rzeczywiste dane określi, które firmy pozostaną w czołówce innowacji. Firmy, które nie zaadaptują się do tej zmiany, ryzykują pozostaniem w tyle, ponieważ wdrożenie modelu gospodarki generatywnej będzie kluczowym czynnikiem przyszłego sukcesu.
    Dassault Systèmes umożliwia tę transformację, pomagając firmom z różnych branż – od opieki zdrowotnej po produkcję – wykorzystywać wirtualne bliźniaki do tworzenia bardziej zrównoważonych, regeneracyjnych systemów. Ci, którzy wdrażają tę technologię, nie tylko mogą ulepszać swoje produkty, ale także zapewniają długoterminowy sukces w szybko zmieniającym się świecie.

    W jaki sposób gospodarka generatywna odnosi się do wyzwań związanych ze zrównoważonym rozwojem?

    Sektor przemysłowy przechodzi znaczącą transformację w celu zwiększenia odpowiedzialności za środowisko i osiągnięcia neutralności klimatycznej. Organizacje stoją przed wyzwaniem utrzymania przewagi konkurencyjnej poprzez wzmacnianie innowacyjności i wydajności operacyjnej, przy jednoczesnym przestrzeganiu terminów regulacyjnych i zasad zrównoważonego rozwoju oraz oddzieleniu wzrostu gospodarczego od zużycia zasobów. Technologia wirtualnych bliźniaków, wykorzystująca dane naukowe, radzi sobie z tą złożonością, łącząc data science, wiedzę branżową oraz modelowanie i symulację wspomagane przez sztuczną inteligencję.
    Pomogliśmy już organizacjom przekształcić ich procesy projektowania i produkcji, a teraz wspieramy je w płynnym łączeniu wirtualnego i rzeczywistego środowiska w celu wspierania gospodarki generatywnej. Przemysł musi przejść metamorfozę i na nowo odkryć, w jaki sposób tworzymy, produkujemy i wykorzystujemy bardziej zrównoważone rozwiązania. W ramach koncepcji gospodarki generatywnej możliwe staje się tworzenie wielu cykli życia, przekształcając odpady w zasoby dla nowych produktów.
    Nasza technologia wirtualnego bliźniaka umożliwia organizacjom symulację i optymalizację procesów, dzięki czemu spełniają one cele zrównoważonego rozwoju, a jednocześnie wzmacniają innowacyjność. Łącząc wszystkie aspekty cyklu życia produktu – od projektowania i inżynierii po produkcję i wycofanie z eksploatacji – ułatwiamy tworzenie systemów regeneracyjnych, które minimalizują ilość odpadów i maksymalizują wydajność. To holistyczne podejście jest niezbędne do osiągnięcia zrównoważonego rozwoju i sprostania wyzwaniom środowiskowym naszych czasów.

    Rozmawiał Wojciech Gryciuk

    Już wkrótce poznamy laureatów prestiżowego konkursu Diamenty Innowacji

    27-28 listopada, w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się konferencja Executive Innovation Forum. W gronie wybitnych ekspertów i przedsiębiorców będziemy dyskutować o najnowszych trendach oraz o tym, jak zmieniają one oblicze polskiego biznesu. Celem konferencji jest pokazanie, że firmy, które budują kulturę innowacji i potrafią przekształcać pomysły w nowe produkty, usługi i technologie, osiągają ogromną konkurencyjną przewagę. Konferencja stanowi również idealną okazję do zaprezentowania swoich osiągnięć i innowacyjnych pomysłów.

    Tegoroczne wydarzenie odbędzie się pod honorowym patronatem wielu znaczących instytucji, w tym m.in. Ministerstwa Cyfryzacji, Ministerstwa Rozwoju i Technologii, Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej. To niepowtarzalna okazja do wymiany doświadczeń, zdobycia najnowszej wiedzy i nawiązania wartościowych kontaktów biznesowych z osobami, które mają realny wpływ na kształtowanie innowacyjnego biznesu w Polsce.

    Swoją obecność potwierdzili także przedstawiciele takich firm jak: Pfizer, projekt edukacyjny Zdrowie Człowiek Profilaktyka, Bank Gospodarstwa Krajowego, SEEN Technologie, Budimex, Algotech, Ayming, Biuro Informacji Kredytowej, Britenet, EIB, Engave, HMD, JCC SOLUTIONS, Kancelaria JWP Rzecznicy Patentowi, SSW oraz NCBiR.

    Zwieńczeniem pierwszego dnia konferencji będzie gala wręczenia „Diamentów Innowacji”, którymi uhonorowani zostaną wybitni managerowie, liderzy biznesu oraz przedsiębiorstwa, które opracowują i efektywnie wdrażają nowe technologie i innowacje. W tegorocznej edycji zobaczymy firmy, które dzięki swoim innowacyjnym projektom zmieniają branże, wyznaczają nowe standardy i tworzą przyszłość.

    Poniżej finaliści w poszczególnych kategoriach:

    Innowacja Roku: Finanse
    BIK, PKO Bank Polski, PKO Faktoring, PKO Leasing, VeloBank

    Innowacja Roku: Budownictwo
    Bolix, Budimex, Dalux, Mostostal Puławy

    Innowacja Roku: Energetyka
    Antamion, EDF Renewables Polska, Enea, Equinor Polska, Tauron Polska

    Innowacja Roku: Farmacja
    BIOGEN Poland, Janssen Polska, Novartis Poland, Pfizer Polska

    Innowacja Roku: Technologia
    Ascron, Budimex, CosmetoSAFE Consulting, Frizo, Strix Poland, XY-Sensing

    Innowacja Roku: Dekarbonizacja
    Atmoterm, Northvolt Polska, Orange Polska, Orlen

    Innowacja Roku: Produkt
    BinderLess, Budimex, Emka, FibriTech, KFA Armatura Kraków, mLeasing

    Mecenas Start-upu Roku
    Allegro, Amazon Web Services, Google Poland, Grupa PZU

    Innowacyjna Firma Roku
    BioCam, CCC, DHL e-Commerce Polska, SiDLY, Vigo Photonics, Wiśniowski

    Zostaną też wręczone nagrody w kategorii CEO Roku i Business Charity Award.

    Więcej o programie konferencji oraz możliwość rejestracji na wydarzenie na stronie https://executiveclub.pl/executive-forum/

     

     

     

    Syndrom obrotowych drzwi

      Joanna, dlaczego oni wiecznie do mnie przychodzą? Pracuję po godzinach, bo w pracy nie mam czasu… na pracę. Wiecznie rozwiazuję tylko czyjeś problemy… O co chodzi?

      To norma. Z badań wynika, że około 80 proc. czasu pracy liderów, to rozwiązywanie problemów pracowników. To powoduje, że liderzy są często przepracowani i wypaleni. Przepracowanie i przemęczenie powoduje, że mają problem z podejmowaniem deczyji, odkładają te trudniejsze na później, leczą się na prokrastynację lub obwiniają, że nie mają czasu się z niej leczyć, ignorują własne potrzeby work-life balanceu, czasem zdarza się, że przepadają im ważne terminy. Lista zadań do zrobienia nigdy się nie skraca. Urlop jest katorgą, a powrót z niego oznacza dwa razy dłuższy dzień pracy. Ci liderzy szukają szkoleń z efektywności, asertywności i delegowania. Czasem trafiają do gabinetu psychiatrycznego lub terapeutycznego po lekarstwo na wypalenie. Czasem muszą zrobić długą przerwę na zwolnienie lekarskie. Czasem tracą pracę.

      Tylko czy tak musi być? Czy można temu zaradzić i na co zwracać uwagę? Jest kilka czynnników, które wg mnie wskazują, że tobie liderze powinny zapalić się lampki ostrzegawcze.

      Twoi ludzie przychodzą z najdrobniejszymi problemami

      „Czy jest sposób na to, żeby w tej firmie było więcej zszywaczy? Zszywacze się skończyły, bo administracja zapomniała zamówić, a tak przy okazji, to mleko w firmowej lodówce skisło”.

      Moja ulubiona metafora, którą zwykłam opisywać te sytuacje, to blanchardowskie „wrzucanie małpy”. Wyobraź sobie, że przychodząc z każdym takim (błahym) pytaniem, pracownik podrzuca małpę do twojego gabinetu. A ty – jak dobry opiekun w zoo – musisz ją wykarmić. I zadbać, aby przeżyła. Żeby jeszcze można było ją odesłać/sprzedać do innego zoo. Taka małpa przez cały czas mieszka w twoim gabinecie…. Małpa spędza dzień na zabawie w twoim gabinecie, skacze po szafkach, zjada twój lunch, a ten, kto ją przyniósł, po prostu wychodzi uspokojony, że zostawił zwierzątko w najlepszych rękach. Ile takich małp skacze po twoim gabinecie dzisiaj?

      Lekarstwo: Kiedy przychodzi do ciebie człowiek z małpą, upewnij się, że wyjdzie z nią z twojego gabinetu. Jak to zrobić? Uprzejmie, stanowczo i konsekwentnie.

      Skąd to się bierze? Na szybko przychodzą mi na myśl dwa powody. Pierwszy, to taki, że nie nauczyłeś ludzi mikrozarządzania – trochę sam/sama prosząc się o to, żeby te małpy przynosili. Czasem wynika to z potrzeby pokazania, kto jest najważniejszym kierownikiem zoo, ale to nie twój przypadek, prawda?

      Drugi powód jest taki, że twoi ludzie potrzebują uwagi i bycia widzianym. Często nie chodzi o to, że ktoś przynosi do ciebie małpę ani nie chodzi o rodzaj małpy, ale o to, żeby zobaczyć, przez kogo małpa jest do ciebie, liderze, przyniesiona. Pochwalić trud kolejnej zdobyczy. Pokazać się jako niezbędny pracownik.

      Oczywiście, powody bywają różne, ale wykluczenie tych dwóch to wg mnie przynajmniej połowa sukcesu.

      Pracownicy narzekają

      Narzekanie jest polskim sportem narodowym. Ale także:

      Complaining is one of the egos favorite strategies forstrengthening itself.

      Narzekanie jest jedną z ulubionych metod wzmacniania ego.

      Narzekają, bo ich świat realny nie jest taki jak ten wymarzony. Narzekają, bo (wydaje im się), że to jedyny sposób, w jaki potrafią zdobyć twoją uwagę i być przez chwilę ważni. Narzekają, bo są zestresowani i nie są w stanie przepracować stresu samodzielnie.

      Narzekają, żeby znaleźć winnych swojej sytuacji, bo przecież oni nie mają na nią żadnego wpływu (syndrom ofiary). Narzekają, bo poza brakiem wpływu „cierpią” z powodu braku kontroli (utracona władza i pozycja). Narzekają, bo to już stało się ich nawykiem, bo zbyt długo przebywali z kimś, kto narzekaniem regulował swoje emocje, stresy, brak kontrolii wpływu.

      Czy w takim razie należy pozwalać pracownikom narzekać? Tak, ale w konrtolowanych warunkach, ponieważ narzekanie ma pewne pozytywne aspekty.

      Pracownicy narzekają, bo to być może jedyny sposób, aby w ogóle mieli jakikolwiek dostęp do swoich emocji (w świecie, gdzie nie wolno mówić o emocjach) i przetrawili to, co dla nich najtrudniejsze (zamiast „siedzieć ze zgniłym kartoflem w ręce”. Narzekanie uwalnia takie zgniłe kartofle i pozwala je wyrzucić do kosza na śmieci). Co więcej, dzięki takiemu społecznie akceptowalnemu przetwarzaniu emocji ludzie mogą te emocje bezpiecznie współdzielić społecznie (do czego jesteśmy stworzeni) i mogą budować więzi i relacje z członkami swojej społeczności. Dzięki nagłaśnianiu problemu przez narzekanie ludzie nadają mu formę, strukturę i definicję, co pozwala ten problem zrozumieć i szybciej rozwiązać.

      Ty zadbaj tylko o to, aby było na to miejsce przez 10 minut dziennie. I tylko od 13:20 do 13:40.

      Pracownicy nie umieją się między sobą dogadać – w działach lub międyzwydziałowo

      Silosy informacyjne to zmora każdej organizacji powyżej 70 osób. Marketing narzeka na sprzedaż, nikt nie potrafi się dogadać z księgowością, a deweloperzy w ogóle nie gadają. A ty wiesz o tym najlepiej, liderze, że tak jest w twojej organizacji, bo każdy brak komunikacji lub blokada są komunikowany do ciebie… z żądaniem „zrób coś z tym”. Czasami jest to syndorm rodzeństwa, które nie potrafi się ze sobą dogadać. Czasami to brak kontaktów, relacji, efekt rotacji, braku wiedzy o podziale kompetencji. Ale ty jako lider zawsze wiesz, do kogo zadzwonić i z kim porozmawiać albo przynajmniej kogo zapytać.

      Lekarstwem jest praca u podstaw, któnależy wykonać, przełamując nieśmiałość, stereotypy lub zaleczając przetrwałe konflikty, o których każdy już zapomniał, jaki miały początek.

      Ludzie czekają, czyli brak proaktywności

      Proaktywność w nieśmiertelnej książce Coveya 7 nawyków skutecznego zarządzania jest pierwszym nawykiem jaki należy zbudować dla osiągania „mistrzostwa osobistego”. Proaktywność jest zżerana przez strach, niską samoocenę (to po stronie pracownika) oraz brak doceniania proaktywności i samodzielności po stronie liderów. Szczególnie w przypadku młodych liderów docenianie jest jedną z najtrudnieszych sztuk do opanowania, a dodatkowo docenianie pracownika za samodzielnosć może oznaczać, że szybko wyrośnie im konkurent(ka) zagrożenie dla świeżo nabytego stanowiska. Któż by kopał pod sobą takie dołki?

      Jak temu zaradzić? Uczyć, wychowywać, modelować.

      Jeśli którakolwiek z tych lampek ostrzegawczych jest częścią twojej rzeczywistości, zachęcam cię przede wszystkim do refleksji i poszukania odpowiedzi na to, jak możesz działać inaczej i czego do tego potrzebujesz. Być może potrzebujesz innego lidera lub mentora, aby zderzyć z nim taką refleksję i poszukać rozwiązań, zanim dopadnie cię wypalenie totalne.

      Refleksja, z którą chcę ciebie zostawić, drogi liderze, jest taka, że czekanie na informacje, niechciane maile, brak koordynacji działań w ramach organizacji, silosy międzywydziałowe i narzekanie klientów może kosztować twoją firmę 30 tys. dolarów rocznie na pracownika. Stać cię na to? Ja nazwyam to syndromem obrotowych drzwi. A ta liczba i badania pochodzą z 2007 roku.

      Siedemnaście lat temu jako liderka zespolu miałam takie właśne problemy, a teraz słyszę je znów na sesjach mentoringowych od młodych liderów. Sądzę, że to sygnał, że najwyższy czas zmienić sposób i podjeście do szkolenia i wychowywania liderów. Lider nie rodzi się liderem. Lider wykluwa się w kolejnych próbach bohatera. Lider rozwija się poprzez rozpoznanie bojem. Na szczęście nowe techologie i ich coraz lepsze dostępność pozwalają nam na to, aby rozpoznanie bojem odbywało się w laboratoryjnych warunkach, a nie metodą prób i błędów na żywym organizmie organizacji. Postęp technologiczny pozwala, aby do rozwoju liderów podchodzić procesowo. Bo Liderzy na jednym szkoleniu mogą się nauczyć jednej rzeczy. Potem muszą to wdrożyć w realnym świecie. Dlatego kluczem do rozwoju liderów jest stały, konsekwenty proces oparty na mikrodawkach wiedzy dostosowanych do każdego z nich w zindywiduwalozowany sposób. Ja proponuję wykorzystać do tego narzędzia AI i VR. A ty liderze? Będziesz dalej uczył się z książek i na nudnych szkoleniach? Nowe technologie, które mają nam ułatwiać rozwijanie kompetencji przywdóczych, są tuż za rogiem. Stay tuned.

      Joanna Andryszczak-Lewandowska

      Ważne Informacje

      Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

      Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

      Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

      Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

      Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

      Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

      Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

      Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

      Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...