.
Strona główna Blog Strona 39

Pułapki Unijnych Dotacji – Jak Uniknąć Błędów i Skutecznie Rozliczać Projekty?

Autor: Rafał Wiśniewski

Jako ekspert ds. funduszy unijnych, od lat wspieram przedsiębiorstwa w pozyskiwaniu i rozliczaniu środków z Unii Europejskiej. W swojej pracy zauważam, że mimo dużych możliwości, jakie dają dotacje unijne, wiele firm napotyka na trudności już na etapie realizacji projektów. W tym artykule chciałbym opowiedzieć o najczęstszych problemach oraz o tym, jak ich unikać, aby skutecznie zrealizować projekt i nie narażać się na konieczność zwrotu środków.

 Najczęstsze źródła problemów z dotacjami unijnymi

Jednym z największych wyzwań, z którymi borykają się firmy, jest niedoszacowanie kosztów projektu. Dotacje unijne zazwyczaj pokrywają jedynie część wydatków, a brak wystarczających zasobów finansowych po stronie przedsiębiorstwa może prowadzić do poważnych problemów w trakcie realizacji projektu. Warto pamiętać, że niewłaściwe oszacowanie budżetu może nie tylko spowodować brak środków na dokończenie inwestycji, ale także doprowadzić do konieczności zwrotu dotacji, jeśli projekt nie zostanie zrealizowany zgodnie z planem.

 Drugą pułapką jest przyjmowanie zbyt ambitnych celów. Zdarza się, że firmy, aby zwiększyć swoje szanse na uzyskanie dotacji, definiują cele, które są trudne do osiągnięcia. Choć mogą one wydawać się realistyczne na etapie wnioskowania, ich realizacja bywa często niemożliwa. W takich przypadkach przedsiębiorstwo może mieć trudności z osiągnięciem założonych rezultatów, co ostatecznie prowadzi do problemów z rozliczeniem projektu.

Brak zgodności projektu ze strategią firmy

 Częstym błędem, jaki obserwuję, jest niedopasowanie projektu do strategii rozwoju firmy. Przedsiębiorcy często decydują się na realizację projektów, które nie odpowiadają ich rzeczywistym potrzebom, tylko dlatego, że są dostępne środki unijne. To prowadzi do sytuacji, w której firma realizuje projekt bez rzeczywistego zrozumienia jego wartości dla swojej działalności. W dłuższej perspektywie może to spowodować destabilizację firmy i utratę środków finansowych.

Dobrze przemyślany projekt musi być zgodny z długoterminową strategią firmy. Jeśli nie wnosi realnej wartości do rozwoju przedsiębiorstwa, realizacja takiego projektu może przysporzyć więcej problemów niż korzyści. Angażowanie zasobów ludzkich i finansowych w obszary, które nie są kluczowe dla firmy, może wpłynąć na jakość jej podstawowej działalności i spowodować opóźnienia w realizacji innych, ważniejszych zadań.

 

Konsekwencje błędów w rozliczeniach projektów 

Jednym z najpoważniejszych skutków niewłaściwego rozliczania projektów unijnych jest konieczność zwrotu dofinansowania. Jeżeli instytucje finansujące odkryją nieprawidłowości, takie jak niewłaściwe wydatkowanie środków, niezgodność z harmonogramem lub brak osiągnięcia zakładanych wskaźników, mogą zażądać zwrotu części lub całości środków. Co więcej, firmy, które popełniają błędy w rozliczeniach, mogą zostać pozbawione możliwości ubiegania się o przyszłe dotacje.

Aby uniknąć tych problemów, kluczowe jest skrupulatne planowanie i budżetowanie projektów już na etapie wniosku. Ważne jest, aby wszystkie koszty były realistycznie oszacowane, a projekt opierał się na solidnych fundamentach. Zasada, którą zawsze powtarzam moim klientom, brzmi: „Lepiej zaplanować więcej, niż być zaskoczonym kosztami na późniejszym etapie”.

Jak uniknąć błędów w dokumentacji i rozliczeniach?

Dokumentacja jest kluczowym elementem w procesie rozliczania funduszy unijnych. Firmy muszą pamiętać o systematycznym monitorowaniu postępów projektu oraz o dokładnym dokumentowaniu wydatków. Każda faktura, umowa czy potwierdzenie płatności muszą być zgodne z wymogami instytucji unijnych.

Jednym z najczęstszych problemów, jakie napotykają firmy, są błędy w raportach. Opóźnienia w składaniu dokumentacji czy niezgodność z wymaganiami instytucji kontrolujących mogą skutkować nałożeniem kar finansowych. Dlatego ważne jest, aby już na samym początku mieć jasny plan działania oraz system monitorowania postępu prac.

 

Czy warto korzystać z pomocy doradców?

 Wielu przedsiębiorców decyduje się na współpracę z doradcami przy realizacji projektów unijnych. Jest to dobry krok, zwłaszcza dla firm, które nie mają doświadczenia w obsłudze tego typu projektów. Profesjonalny doradca może pomóc w przygotowaniu wniosku, nadzorowaniu budżetu oraz monitorowaniu realizacji projektu. Dzięki temu firma minimalizuje ryzyko popełnienia błędów.

Jednak warto pamiętać, że wybór odpowiedniego doradcy jest kluczowy. Często spotykam się z firmami, które wybierają doradców jedynie na podstawie ceny, a nie doświadczenia i kompetencji. Tanie usługi mogą prowadzić do niskiej jakości przygotowania wniosku i problemów na późniejszych etapach realizacji projektu.

Pamiętajmy jednak, że ostateczna odpowiedzialność za realizację projektu spoczywa na firmie. Nawet najlepszy doradca nie zapewni sukcesu, jeśli firma nie będzie aktywnie zaangażowana w realizację projektu i jego monitorowanie.

Podsumowanie

Pozyskiwanie i rozliczanie funduszy unijnych to proces wymagający dużej staranności i zaangażowania. Kluczem do sukcesu jest realistyczne planowanie, zgodność projektu ze strategią firmy oraz skrupulatna dokumentacja. Warto także rozważyć współpracę z profesjonalnym doradcą, który pomoże uniknąć błędów. Ostatecznie jednak to firma musi być w pełni odpowiedzialna za realizację projektu, aby nie narazić się na ryzyko zwrotu środków czy utratę płynności finansowej.

Rafał Wiśniewski jest prezesem firmy Roseti Polska Sp. z o.o., specjalizującej się w pozyskiwaniu dotacji oraz funduszy na rozwój działalności firm z różnych branż. Od lat zajmuje się profesjonalnym prowadzeniem i rozliczaniem dotacji unijnych, dbając, aby proces ten przebiegał bezproblemowo dla beneficjentów. Od 2017 roku Rafał Wiśniewski organizuje również rejsy dla przedsiębiorców w ramach Klubu Biznesu na Morzu. Klub ten stanowi dynamicznie rozwijającą się społeczność, gdzie przedsiębiorcy mogą nawiązywać zarówno relacje towarzyskie, jak i biznesowe podczas rejsów.

 

Przyszłość medycyny estetycznej: Innowacje, trendy i wyzwania

Medycyna estetyczna rozwija się w zawrotnym tempie, przekształcając się w dziedzinę, która stawia na coraz większą personalizację oraz zrównoważony rozwój. Chciałabym przybliżyć najnowsze trendy, wyzwania oraz przyszłość kosmetologii, która ewoluuje, aby sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów i jednocześnie odpowiadać na współczesne potrzeby związane z dbaniem o zdrowie i urodę.

Obecnie jednym z najważniejszych kierunków w medycynie estetycznej jest personalizacja zabiegów. Coraz więcej klientów oczekuje indywidualnie dostosowanego planu pielęgnacyjnego, który uwzględnia ich specyficzne potrzeby, typ skóry, styl życia oraz estetyczne cele. Współczesna medycyna estetyczna zaczyna się od szczegółowej konsultacji, podczas której specjalista przeprowadza dokładną analizę skóry z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. Dzięki temu możliwe jest stworzenie spersonalizowanego planu zabiegowego, który nie tylko odpowiada na potrzeby klienta, ale także maksymalizuje efektywność terapii.

Coraz większe znaczenie zyskuje również holistyczne podejście do klienta, które integruje aspekty zdrowia fizycznego i psychicznego. Klienci nie szukają już jedynie krótkoterminowych efektów estetycznych, ale coraz częściej zwracają uwagę na swoje ogólne samopoczucie. W odpowiedzi na te potrzeby, medycyna estetyczna coraz częściej łączy zabiegi kosmetyczne z poradami dietetycznymi, technikami relaksacyjnymi oraz programami ćwiczeń fizycznych. W ten sposób można nie tylko poprawić wygląd, ale również wpłynąć na ogólną kondycję organizmu i jakość życia.

Personalizacja zabiegów idzie w parze z rosnącym zainteresowaniem naturalnymi i ekologicznymi produktami. Klienci coraz częściej wybierają kosmetyki, które są wolne od szkodliwych substancji chemicznych, a jednocześnie skutecznie dbają o skórę i są bezpieczne dla środowiska. W medycynie estetycznej coraz większy nacisk kładzie się na stosowanie wysokiej jakości naturalnych i organicznych produktów, które mogą być dostosowane do indywidualnych potrzeb skóry.

Prowadzenie kliniki medycyny estetycznej w dzisiejszych czasach wiąże się z wieloma wyzwaniami. Przede wszystkim konieczne jest ciągłe inwestowanie w nowoczesne technologie oraz podnoszenie kwalifikacji personelu. Nowoczesne urządzenia i zaawansowane metody zabiegowe są niezbędne, aby sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów. Personalizacja usług i holistyczne podejście wymagają nie tylko technologii, ale także wykwalifikowanego personelu, który potrafi dostosować terapię do specyficznych potrzeb każdego klienta.

Kolejnym wyzwaniem jest budowanie silnej marki i skutecznej strategii marketingowej, zwłaszcza w obliczu rosnącej konkurencji na rynku medycyny estetycznej. Wysoki standard obsługi klienta, profesjonalizm oraz skuteczność zabiegów to czynniki, które przekładają się na zadowolenie i lojalność klientów, co jest kluczowe dla sukcesu każdej kliniki.

Wśród najpopularniejszych zabiegów, które zdobywają coraz większe uznanie wśród klientów, znajdują się mezoterapia igłowa, botoks oraz korekcja powiek. W ostatnich latach dynamicznie rozwijają się również technologie nieinwazyjne, takie jak lasery frakcyjne, radiofrekwencja (RF) czy zabieg INDBIA. Te technologie umożliwiają skuteczne leczenie blizn, przebarwień, zmarszczek oraz lifting skóry, bez konieczności przechodzenia przez inwazyjne operacje. Klienci coraz częściej wybierają zabiegi, które pozwalają na szybki powrót do codziennych aktywności, oferując jednocześnie długotrwałe efekty.

W przyszłości medycyna estetyczna będzie ewoluować w kierunku jeszcze większej personalizacji oraz integracji z nowymi technologiami. Sztuczna inteligencja i biotechnologia staną się kluczowymi narzędziami, które pozwolą na precyzyjne dopasowanie terapii do indywidualnych potrzeb pacjentów. AI będzie mogła analizować stan skóry, przewidywać reakcje na różne produkty oraz monitorować postępy w leczeniu, co z pewnością przyczyni się do jeszcze większej skuteczności zabiegów.

Rosnący nacisk na zrównoważony rozwój skłoni przemysł kosmetyczny do jeszcze większego wykorzystania naturalnych składników i ekologicznych rozwiązań. W przyszłości kosmetyki będą coraz częściej produkowane z naturalnych, organicznych składników, a firmy będą dążyć do minimalizacji wpływu na środowisko, na przykład poprzez wprowadzenie opakowań wielokrotnego użytku czy procesów produkcji o niskim śladzie węglowym.

Nowe technologie, takie jak wirtualna rzeczywistość (VR) i rozszerzona rzeczywistość (AR), mogą zrewolucjonizować sposób, w jaki pacjenci i profesjonaliści postrzegają i przeprowadzają zabiegi estetyczne. VR i AR będą mogły być wykorzystywane do symulacji efektów zabiegów, co pomoże pacjentom lepiej zrozumieć, jakie rezultaty można osiągnąć. Dodatkowo, te technologie mogą wspierać szkolenia oraz edukację w dziedzinie medycyny estetycznej, podnosząc jakość świadczonych usług.

Na koniec warto podkreślić, że edukacja pacjentów i ich rosnąca świadomość zdrowotna będą odgrywać kluczową rolę w przyszłości medycyny estetycznej. Nowoczesne aplikacje i narzędzia cyfrowe umożliwią pacjentom lepszy dostęp do informacji, co pozwoli im na bardziej świadomą i skuteczną pielęgnację skóry oraz zdrowia.

Medycyna estetyczna stoi przed wieloma wyzwaniami, ale także niesie ze sobą ogromne możliwości. Rozwój technologii, coraz większy nacisk na indywidualizację terapii oraz rosnące zainteresowanie zdrowym stylem życia i ekologią sprawiają, że przyszłość tej branży rysuje się niezwykle obiecująco.

AGNIESZKA PACUŁT-WIŚNIEWSKA– właścicielka renomowanej Kliniki Medycyny Estetycznej Roseti Med&Beauty. Od lat pasjonuje się kosmetologią, łącząc nowoczesne technologie z holistycznym podejściem do pielęgnacji. Jej klinika zdobyła uznanie dzięki wysokim standardom obsługi, indywidualnemu podejściu do klienta oraz wykorzystaniu naturalnych i ekologicznych produktów. Agnieszka Pacułt- Wiśniewska nieustannie dąży do doskonalenia swoich umiejętności, uczestnicząc w licznych szkoleniach i konferencjach branżowych.

Europejczycy z wyboru

Aleksander Kwaśniewski, Prezydent RP w latach 1995-2005, opowiada o referendum akcesyjnym do Unii Europejskiej, współczesnych zagrożeniach bezpieczeństwa Polski i konieczności pokonania antagonizmów dzielących nasze społeczeństwo

Jest pan uważany za architekta wejścia Polski do Unii Europejskiej i NATO. Czy podczas referendum akcesyjnego obawiał się pan, że Polacy oszaleją i zabraknie jednego lub dwóch procent, żeby wynik był ważny?

Były to 2 dni referendalne – sobota i niedziela. W tle czaiły się obawy, ponieważ w naszym kraju referenda mają pechową historię. Zaczęło się od sfałszowanego powojennego referendum ze słynnym „3 razy tak”. W 1997 roku mieliśmy referendum konstytucyjne z frekwencją na poziomie ponad 40 proc. Na szczęście wówczas pułap 50 proc. jeszcze nie obowiązywał. Warto przypomnieć, że w referendum ogłoszonym w 2015 roku przez prezydenta Bronisława Komorowskiego frekwencja była katastrofalnie niska, na poziomie niecałych 8 proc. Obserwując przebieg głosowania 7 i 8 czerwca 2003 roku wspólnie ze współpracownikami, byliśmy więc pełni napięcia. Pojechałem głosować w sobotę, żeby dać dobry przykład, ale na niewiele to się zdało, bowiem pierwszego dnia frekwencja wyniosła 15 proc. Na szczęście w niedzielę wyraźnie się zwiększyła. Byłem na gorącej linii z premierem Leszkiem Millerem, który też się niepokoił. Ze względu na ciszę wyborczą nie mogliśmy pójść do telewizji i powiedzieć: „Ludzie, głosujcie”, bo mogłoby to zostać uznane za złamanie ciszy wyborczej, co wykorzystaliby przeciwnicy Unii. Staraliśmy się stosować bardziej eleganckie metody. Gdy dowiadywaliśmy się, gdzie i o której będzie głosował ktoś z grona znanych postaci świata kultury, nauki i sportu, informowaliśmy o tym telewizję. Po latach Leszek Miller przyznał się, że dał ministrowi spraw wewnętrznych dyspozycję, by nie zatrzymywać do kontroli samochodów jadących do dużych miast, bo sporo ludzi mogło nie zdążyć do punktów wyborczych. Najpierw dominowała więc nerwowość, która oczywiście ustąpiła miejsca wielkiej satysfakcji, wręcz euforii, kiedy okazało się, że frekwencja jest bliska 60 proc., a na tak głosowało blisko 80 proc. obywateli. Tak więc za zgodą narodu, z najsilniejszym z możliwych – referendalnym mandatem Polska weszła do Unii Europejskiej, co uważam za decyzję historyczną i niezwykle dla nas korzystną.

Jak długo trwały przygotowania do wejścia Polski do Unii i gdzie pojawiały się największe problemy?

Proces ten należy wiązać z początkiem transformacji, a nawet wcześniej, z liberalnymi decyzjami rządu Mieczysława Rakowskiego i ze słynną ustawą o przedsiębiorczości zainicjowaną przez ministra Mieczysława Wilczka. W ten sposób powstały podwaliny wybuchu małej i średniej przedsiębiorczości. Kolejny krok to wielkie zmiany demokratyczne 1989-1990, które dały Polsce suwerenność, więc mogliśmy wreszcie, nie patrząc na Moskwę, decydować o naszej przyszłości. Takie właśnie decyzje zapadły w 1991 roku i zaowocowały podpisaniem umów z Unią Europejską. Rozmowami kierował minister Krzysztof Skubiszewski, który argumentował na rzecz zbliżenia z Unią Europejską, przypominając, że Polska ma tylko dwie drogi: jedna z nich prowadzi do Moskwy, z którą już zerwaliśmy, a druga do Brukseli. Dokumenty dotyczące umowy w imieniu rządu polskiego podpisał wicepremier Leszek Balcerowicz.

Dlaczego właśnie on?

Premierem był wtedy Jan Olszewski, kandydat prawicy, który zgodnie z ówczesną konstytucją pracował przez krótki czas z poprzednim rządem. Nie chciał podpisywać umowy z Brukselą, więc wysłał tam Balcerowicza. Z kolei oficjalne zgłoszenie o chęci członkostwa bodajże podpisał premier Waldemar Pawlak. Najwięcej pracy spadło na rząd Jerzego Buzka, którego przedstawiciele negocjowali potężną umowę obejmującą kilkadziesiąt obszarów. Sfinalizował to, łącznie z najbardziej stresującą końcówką podczas szczytu w Kopenhadze, rząd Leszka Millera. Przypominam o tym, ponieważ na wstępie nazwał mnie pan architektem akcesji. Byłem jednym z polityków zaangażowanych w ten historyczny proces. Był to wielki, wspólny wysiłek. W tym przypadku, co rzadko się w Polsce zdarza, udało się uzyskać ponadpartyjne porozumienie. Rządy się zmieniały, ale kierunek był ten sam. Wiele zawdzięczamy czworgu negocjatorom. Warto wspomnieć ich nazwiska. Negocjacje rozpoczął Jan Kułakowski, bliski przyjaciel Tadeusza Mazowieckiego, działacz europejskich chadeckich związków zawodowych, który mieszkał przez lata w Brukseli. Kontynuował je Jacek Saryusz Wolski, kompetentny znawca spraw europejskich. Wtedy był proeuropejski, dzisiaj wypowiada się zupełnie inaczej. Potem pojawił się wybitny dyplomata Jan Truszczyński, późniejszy wieloletni ambasador przy UE. Negocjacje ukończyła profesor Danuta Hübner. Były to osoby prezentujące różne poglądy polityczne, ale liczył się wspólny cel. I to było niezwykłym atutem Polski.

Warto przypomnieć kto był przeciw.

Liga Polskich Rodzin, Samoobrona oraz istotna część Kościoła Katolickiego. Kampania referendalna była burzliwa, a antyeuropejskie siły używały dokładnie takich samych argumentów, jak dzisiaj, że sprzedajemy Polskę, że kiedyś byliśmy zależni od Moskwy, a teraz będziemy w rękach Brukseli, że to jest utrata suwerenności i tak dalej. Przeciwnicy akcesji organizowali agresywne awantury podczas spotkań przedreferendalnych. Uspokoiło się to, gdy przemawiający z okazji 25-lecia pontyfikatu schorowany papież Jan Paweł II powiedział najważniejsze słowa: „Europa potrzebuje Polski, a Polska potrzebuje Europy”. Pomimo to i tak 20 proc. Polaków zagłosowało na nie…

Niestety, na nowo odżyła silna antyeuropejska retoryka.

Jest to groźne, ponieważ przejęły ją partie silniejsze niż kiedyś Liga Polskich Rodzin i Samoobrona. Główną rolę gra PiS wspierany przez eurosceptyków. To groźny proces. Gdy się wypuści z butelki dżina antyeuropejskości, trudno go tam wpędzić z powrotem, co potwierdza przykład Wielkiej Brytanii. Brexit nie wziął się znikąd. Pierwsze krytyczne opinie na temat Unii zaczął wyrażać premier David Cameron. A to ośmieliło tych, którzy jeszcze silniej w nią uderzali, jak Nigel Farage czy Boris Johnson. Niespodziewanie brytyjskie referendum wygrali zwolennicy opuszczenia wspólnoty. Dzisiaj Wielka Brytania cierpi z tego powodu.

Na liście korzyści, jakie daje naszemu krajowi członkostwo w Unii szczególnie ważną rolę pełni bezpieczeństwo. Antyunijni politycy zapominają o tym, twierdząc, że wystarczają nam gwarancje NATO.

Do NATO weszliśmy w 1999 roku, co było niezwykle pozytywne z punktu widzenia negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Dlaczego? Wejście do NATO było jak zdanie egzaminu dojrzałości, ponieważ kandydować do paktu może kraj demokratyczny, praworządny, z cywilną kontrolą nad armią, chroniący prawa człowieka i mniejszości, respektujący europejskie wartości. Większość krajów Unii należy do NATO. Dobrze, że jesteśmy w obu strukturach, bo od czasu agresji rosyjskiej na Ukrainę możemy czuć się pewnie, jako element większej całości.

Unia się rozwija. Ścierają się w niej różne tendencje – federalizacyjne i wręcz odwrotne.

Na obecnym etapie mówienie o Federacji Europejskiej czy też o Stanach Zjednoczonych Europy jest przedwczesne. Dobry klimat do takich rozważań był parę lat temu, w okresie, który nazywam erą optymizmu. W ostatnich latach mamy do czynienia tylko ze złymi wiadomościami, najpierw pojawił się kryzys finansowy, a potem problemy migracyjne, Brexit i pandemia. A teraz mamy agresję rosyjską i wojnę w Gazie. Dobrych wiadomości było stanowczo za mało. Mówienie o federacji jest przedwczesne, ale czy można pójść w tą stronę, którą proponuje Orban lub PiS? Nie, bo byśmy wrócili do roku siedemdziesiątego, a przecież żyjemy 50 lat później. Na naszych oczach zmienia się architektura geopolityczna świata. Nie ma już zimnej wojny i Związku Radzieckiego. Chiny chcą zostać światowym numerem jeden. Ameryka zamierza jednak bronić swojej pozycji. Rosja usiłuje realizować imperialne plany. Za chwilę będzie głośno o Indiach, najludniejszym kraju świata, który również ma swoje ambicje. Unia Europejska musi znaleźć dla siebie nowe miejsce w zmieniającym się świecie, biorąc poważny udział w tym procesie. Żadne, nawet najsilniejsze państwo europejskie nie jest w stanie grać samodzielnej roli w tym nowym układzie. Musimy działać wspólnie, bo razem mamy największą gospodarkę na świecie, pół miliarda ludzi i całkiem nieźle opracowaną politykę społeczną. Trzeba więc wzmacniać Unię, jeśli nawet nie idąc w stronę federalizmu, to tworząc więcej wspólnotowych polityk w kwestiach, w których oczywiste jest, że pojedynczo nie damy sobie rady.

Jakie to są kwestie?

Po pierwsze, bezpieczeństwo, ale też energetyka, przeciwdziałanie zmianom klimatycznym, spójna polityka migracyjna. Kolejna sprawa to konkurencyjność Europy, co pociąga za sobą nakłady na nowe technologie, wsparcie dla firm, które mogą konkurować z amerykańskimi i chińskimi koncernami. Wiąże się z tym kilka problemów praktycznych, które oddziałują na opinię publiczną. Unia jest już dużym ciałem, nawet po wyjściu Wielkiej Brytanii to 27 krajów. Jeżeli wstąpią do niej Ukraina i kolejni kandydaci, może być ich ponad 30. Trzeba więc zastanowić się, jak będzie funkcjonował system podejmowania decyzji. Część kluczowych rezolucji powinna być dalej oparta o prawo weta, inne mogą zależeć od decyzji większości. Nie powinno się też nadużywać argumentu suwerenności, bo suwerenność absolutna to absurd. Może ona dotyczyć człowieka, który nie liczy się z niczym wokół, nie ma żadnych zobowiązań i może realizować swoje ego tak, jak chce. Mam za sobą 45 lat udanego małżeństwa i wiem, że to jeden wielki kompromis, czyli świadome ograniczenie suwerenności. Jesteśmy z żoną najlepszymi przyjaciółmi, ale rezygnujemy z niektórych elementów suwerenności, bo taką podjęliśmy decyzję. Mamy w każdej sprawie prawo weta właśnie po to, żeby nasza wspólnota mogła działać, bo jest dla nas wartością. Taka sama zasada sprawdza się w relacjach międzypaństwowych. Wyjątkowo mnie irytuje jakiekolwiek porównywanie Unii Europejskiej do bloku wschodniego i ZSRR. Związek Radziecki nie pytał, czy Polska, Czechosłowacja i Węgry chcą być w jego strefie wpływów. Stalin dogadał się w tej sprawie z Rooseveltem i Churchillem. Natomiast do Unii Europejskiej, po długim okresie negocjacji, weszliśmy z własnej woli, potwierdzając to w referendum. Co więcej, Unia Europejska pokazała, że można z niej wyjść. Brytyjczycy zdecydowali się na Brexit, co nie było łatwym procesem, ale się zdarzyło. Kiedy Węgrzy w 1956 roku stwierdzili, że nie chcą być w Układzie Warszawskim, zostali spacyfikowani przez wojska radzieckie, a Budapeszt spłynął krwią młodych ludzi. Na tym właśnie polega różnica. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to znaczy, że jest człowiekiem wyjątkowo złej woli albo małego rozumu.

Dla wielu krajów biedniejszych od Polski bardzo ważna jest perspektywa wejścia do Unii.

Turcja miała taką szansę, obiecywali jej to politycy zachodnioeuropejscy. Wielu Turków mocno się w to zaangażowało, ale nastąpiła era prezydenta Erdogana, który odchodzi od wartości demokratycznych i europejskich. Wykorzystuje też niespełnioną obietnicę Unii Europejskiej jako argument przeciwko nam. Myślę, że chce uczynić z Turcji regionalne mocarstwo, które będzie silne i wpływowe. Bardzo wielu Gruzinów chciałoby wejść do Unii, ale utrudniają to starania Rosji, która nie chce tego kraju wypuścić ze swojej sfery wpływów. Kolejny niekorzystny element to antydemokratyczne działania władz gruzińskich. Generalnie widać, że demokracja jest w niełatwej sytuacji. Świat został skonfrontowany ze zbyt wieloma trudnościami w krótkim czasie. I to spowodowało, że zachwiała się wiara, iż demokracje są wystarczająco dobrze przygotowane, żeby radzić sobie z kryzysami. Wykorzystują to siły antydemokratyczne, populistyczne i nacjonalistyczne. Tym bardziej, że pojawiła się alternatywa dla demokracji. Chiny ze swoim państwowym kapitalizmem i całkiem sprawną gospodarką, pokazują wielu krajom, może nie w Europie, ale na pewno w Afryce czy w Azji, że to jest atrakcyjna droga. Sugestia brzmi, po co wam demokracja, skoro i tak możecie się rozwijać. Model ten w wielu miejscach zyskuje na popularności.

Sukcesy gospodarcze niejako automatycznie kojarzyliśmy z demokratyzacją.

I słusznie, bo chiński skok gospodarczy byłby niemożliwy bez reform Deng Xiaopinga i jego bezpośrednich następców. Zaowocowały nie tylko wprowadzeniem państwowego kapitalizmu, ale też poszerzeniem swobód obywatelskich, np. w podróżowaniu i szerszym dostępie do informacji. Reżim chiński najbardziej obawia się, że w pewnej chwili społeczeństwo wymknie mu się spod kontroli. W Chinach dokonał się niezwykły skok, ponieważ w ostatnich 30-40 latach klasa średnia powiększyła się o kilkaset milionów ludzi. Na razie klasa ta cieszy się lepszym standardem życiowym, ale w końcu upomni się o więcej praw politycznych.

Czy zgodzi się pan, że choć staliśmy się Europejczykami z wyboru, to jednak – w odróżnieniu do Niemiec czy też Francji – odczuwamy deficyt postawy propaństwowej.

To głębszy problem. Nasz kraj miał niełatwą historię. Był rozdrapywany przez sąsiadów, źle zarządzany, oddawany z rąk do rąk czasie wojny. W czasach PRL-u był czymś obcym dla wielu ludzi. Pozytywne zmiany zaczęły się 35 lat temu. Dość czasu, by wzmocnić postawę propaństwową. Widzę wielki postęp w tej dziedzinie na poziomie lokalnym, samorządowym. Natomiast na szczeblu państwowym wiele jeszcze zostało do zrobienia, ale musi to wynikać z działania władz. Jeżeli głównym pomysłem jest polaryzowanie społeczeństwa, to zawsze z postawami propaństwowymi będzie ciężko. Ważny argument PiS wobec oponentów brzmi: „To my jesteśmy patriotami, a wy zdrajcami”. Dzisiaj słyszymy ze strony premiera coś odwrotnego, że to my chcemy dobrze, a wy jesteście pachołkami Rosji. Dopóki będziemy mieli do czynienia z tak silnym podziałem społeczeństwa, postaw państwowotwórczych nie będzie. W dobrze rządzonym państwie są rzeczy, o jakie się kłócimy, ale również te, które wyłączamy ze sporu, jak agresja na Ukrainę i i kolejne odsłony agresywnej imperialnej polityki rosyjskiej. Być może wreszcie spowoduje to otrzeźwienie, bo niebezpieczny czynnik zewnętrzny zawsze jakoś Polaków jednoczy. Powtórzę, impuls musi jednak wyjść od rządzących. Mam duże pretensje do prezydenta Andrzeja Dudy, że zgodnie z duchem konstytucji nie potrafi funkcjonować ponad podziałami politycznymi. To pierwszy prezydent tak bardzo zaangażowany po jednej stronie politycznego sporu. Korzystając ze swojej pozycji, powinien zaprosić na spotkanie Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska. Testem dla prezydenta będzie, czy mu nie odmówią,  choć wiem, że  sami nie darzą się sympatią. Na takim spotkaniu mogliby porozmawiać o kwestiach zasadniczych. Jeżeli prezydent nie ma dość siły, to niestety osłabia zarówno swój urząd, jak również nie buduje myślenia ponad podziałami.

rozmawiał Piotr Cegłowski

Ankieta „Managera

Aleksander Kwaśniewski

Najważniejsze wartości, jakimi się pan kieruje w życiu.

Mam swoje motto, trochę żartobliwe. Mówię, że robię co mogę, a jak nie mogę, to też robię. Cenię aktywność, niegodzenie się na bierność, niepoddawanie się w żadnej sytuacji. Mam nadzieję, że to, czym się zajmowałem, zawsze służyło dobru wspólnemu. Niewiele rzeczy robiłem w życiu, które miały tylko mi sprawić przyjemność. Chciałem, żeby to miało zasięg społeczny.

Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałby się pan spotkać na długą rozmowę?

Miałem dużo szczęścia, ponieważ dzięki pełnionej funkcji mogłem spotkać wiele niezwykłych osób. Czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym były dla mnie rozmowy z królową Elżbietą II i papieżem Janem Pawłem II. Dotyczy to również nieżyjących polskich polityków i długich z nimi dyskusji – Mieczysława Rakowskiego, Wojciecha Jaruzelskiego, Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka. Bardzo ważną dla mnie postacią był generał Józef Kuropieska. Gdyby nie istniały żadne ograniczenia i mógłbym się cofnąć w czasie, chciałbym mieć szansę porozmawiania z ludźmi, którzy decydowali o losie milionów – z Napoleonem, Katarzyną Wielką, Stalinem, założycielami Stanów Zjednoczonych – Washingtonem i Jeffersonem.

Pańskie prywatne pasje.

Kiedyś zbierałem pióra, ale w przypadku każdej kolekcji pojawia się problem – gdzie ją przechowywać, bo brakuje mi miejsca. Nie umiem tylko opanować mojej słabości do kupowania książek. Jak pan widzi, jest ich pełno w moim gabinecie.

Interesuję się historią, bo płynie z niej mnóstwo ważnych nauk. W gruncie rzeczy zgadzam się, że nihil novum sub sole…

Niestety, po operacji kręgosłupa przestałem grać w tenisa, ale nadal jeżdżę na nartach.

Najważniejsza chwila pana życia?

Było ich kilka. Wiem, że zabrzmi to banalnie, ale wygrana w wyborach prezydenckich całkowicie zmieniła moje życie i mojej rodziny. Miałem wtedy 41 lat. Wielką satysfakcję sprawiło mi przyjęcie konstytucji w referendum, tym bardziej, że wcześniej byłem szefem Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. Kolejna przełomowa data to wejście do NATO. Pamiętam stres, gdy w Madrycie przedłużały się obrady sojuszu i pojawiła się obawa, że dzieje się coś złego. W końcu wyszedł Javier Solana i krzyknął: „Jesteście w NATO”. Trzy lata po stresie związanym z referendum akcesyjnym, przeżyłem chwilę wzruszenia widząc, jak – zgodnie z porozumieniem w Schengen – otwierane są szlabany graniczne. Jako młody człowiek bardzo dużo podróżowałem i pamiętałem straszliwe trudności związane z paszportem i z wizami.

W życiu prywatnym – wielkim wydarzeniem było dla mnie spotkanie przyszłej żony, małżeństwo i narodziny córki.

Bucket list.

Zbliżam się do siedemdziesiątki. Nigdy nie myślałem, że czas biegnie tak szybko. W tym wieku najważniejsza jest dobra kondycja. Ze swojego doświadczenia wiem, że aby chorować,  trzeba mieć końskie zdrowie i sporo pieniędzy… W dziedzinie polityki chciałbym, żeby świat nie zwariował. To znaczy, żebyśmy nie weszli w etap nowego obłędu wojennego, a większość wysiłk
ó
w będzie polegała na tym, by bronić się przed zniszczen

LOT 20 lat w Unii

Po dwudziestu latach od wejścia do Unii Europejskiej krajobraz na unijnym niebie zmienił się znacząco. W 2004 roku z lotnisk EU25 skorzystało 650 milionów pasażerów, w roku 2023 było ich ponad miliard. Otwarte niebo dało Europejczykom łatwość podróżowania i zmieniło jego sposoby – kiedyś każdy kraj miał swojego narodowego przewoźnika, dziś w regionie CEE zostało ich kilku, a LOT jest jedyną linią lotniczą regionu działającą w systemie hubowym, łącząc naszą część Europy i Bałkany z Europą Zachodnią, Ameryką Północną i Azją. Mając za sobą często niełatwą historię, LOT rozwija się dziś najbardziej dynamicznie w swojej historii. Realizując ogłoszoną w ubiegłym roku strategię, LOT pozyskuje nowe, niskoemisyjne samoloty typu Boeing 737 MAX 8 czy Embraery nowej generacji, które pozwalają uruchamiać nowe połączenia. W  ostatnim czasie narodowy przewoźnik zaczął latać do Taszkentu, Rijadu oraz powrócił do Aten, a także zwiększył liczbę rejsów do portów obecnych już w swojej siatce połączeń – od września np. LOT będzie latał do Brukseli aż cztery razy dziennie. Istotnym segmentem jest również rozwój przewozów towarowych – LOT Cargo uzyskuje kolejne specjalistyczne certyfikaty CEIV pozwalające przewozić np. leki czy ogniwa litowo-jonowe lub ich komponenty. Istotną częścią strategii przewoźnika jest program Destination ECO. W jego ramach LOT wdrożył szereg inicjatyw: poszukiwanie alternatywnych, zrównoważonych paliw lotniczych, optymalizację załadunków, operacji lotniczych i tankeringu, redukcję zużycia przedmiotów wykonanych z materiałów niebiodegradowalnych. Odpowiedzialność społeczna to również inwestycja w najważniejszy zasób każdej organizacji – talenty. W tym obszarze LOT przykłada ogromną wagę do współpracy ze środowiskami naukowymi i akademickimi. W tym roku narodowy przewoźnik po raz trzeci organizuje konkurs na pracę dyplomową, a do programu stażowego przewoźnika na ponad 50 dostępnych miejsc aplikowało ponad 3700 studentów.

Wyrazem odpowiedzialności społecznej jest również promowanie polskich firm czy kultury – najlepszym tego przykładem jest nowy film prezentujący zasady bezpieczeństwa na pokładzie, który został nagrany w Galerii Sztuki XIX Wieku Muzeum Narodowego w Warszawie.

Po pandemicznej przerwie od roku 2022 przewoźnik powrócił na ścieżkę rentownego wzrostu, zapowiadając za 2023 r. zysk na poziomie 1 mld PLN, przewożąc ponad 10 mln pasażerów. Biorąc pod uwagę wyniki z lat 2016-2019 oraz na stale rosnącą liczbę podróżujących, można na ten filar i na przyszłość LOT-u patrzeć z optymizmem.

Andrzej Mroziński

Gdzie są te ładowarki? Polska musi przyspieszyć realizację celów AFIR

Infrastruktura ładowania w Polsce nie rozwija się wystarczająco szybko – to nie tylko obiegowa opinia, lecz mierzalne status quo wypełnienia obowiązków wynikających z Rozporządzenia AFIR. Wyznaczony na rok 2025 obowiązek instalacji stref ładowania dla elektrycznych samochodów osobowych i dostawczych wzdłuż sieci bazowej TEN-T został do tej pory zrealizowany w mniej niż 9%. Przyspieszenie wymaga aktywnego zaangażowania wszystkich interesariuszy, którzy spotkają się i zaadresują wyzwania stojące przed branżą podczas zbliżającego się Kongresu Nowej Mobilności w Łodzi

Od wymogów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR) nie ma odwrotu ani ucieczki – każdy kraj członkowski musi je wypełnić w etapach do 2035. Z tego względu jest to kluczowy czynnik stymulujący rozbudowę infrastruktury ładowania w Unii Europejskiej

AFIR wyznacza kilka głównych kategorii celów:

– Moc stacji ładowania dostosowana do parku pojazdów (1,3 kW / 1 BEV; 0,8 kW / 1 PHEV)

– Rozmieszczenie ładowarek wzdłuż sieci TEN-T (bazowej i kompleksowej) dla pojazdów osobowych i lekkich dostawczych

– Rozmieszczenie ładowarek wzdłuż sieci TEN-T (bazowa i kompleksowa) dla pojazdów ciężarowych

W krótkoterminowej perspektywie, pod względem mocy infrastruktury ładowania, sytuacja nie wygląda źle. – Uwzględniając prognozy PSNM w zakresie rozwoju floty EV i aktualną, łączną moc stacji ładowania funkcjonujących w naszym kraju (tj. ok. 293 MW), wyznaczone na rok 2025 obowiązki w tym zakresie wypełniliśmy już w 86%. – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

– Rozbudowa infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych w Polsce jest dziś kluczowa nie tylko z punktu widzenia wypełniania celów wynikających z rozporządzeń unijnych. To element niezbędny do przyspieszenia rozwoju floty samochodów elektrycznych – osobowych i ciężarowych – jeżdżących po polskich drogach. Oferta samochodów elektrycznych rozszerza się z miesiąca na miesiąc, a wśród propozycji pojawia się coraz więcej aut używanych – obecnie można przeglądać aż 33% więcej ogłoszeń dotyczących sprzedaży takich modeli niż rok wcześniej. Widzimy jednak, że za tą wyraźnie rosnącą podażą, nie nadąża popyt – wg raportu OTOMOTO Insights, w sierpniu tego roku używany samochód elektryczny wystawiony przez profesjonalnego sprzedawcę czekał na swojego nabywcę nawet 77 dni – a to o 28 dni więcej niż rok wcześniej. Aby pobudzić zainteresowanie i skłonić poszukujących samochodu dla siebie do zakupu elektryka musimy stworzyć warunki pozwalające swobodnie użytkować te samochody – i właśnie dlatego rozbudowa sieci ładowania jest tak ważna – mówi Piotr Grzemski, Senior Head of Business Development, OTOMOTO

Należy jednak pamiętać, że wynika to także z relatywnie nielicznej floty samochodów z napędem elektrycznym względem realizowanych inwestycji w infrastrukturę ładowania. W lipcu po polskich drogach jeździło 63,5 tys. osobowych aut elektrycznych, a ich udział w pierwszych rejestracjach nowych w Polsce wyniósł 2,7 proc. Pod tym względem jesteśmy niestety drudzy od końca w UE.

Biorąc pod uwagę spodziewany, bardzo dynamiczny rozwój floty BEV w kolejnych latach, rozbudowa infrastruktury powinna zdecydowanie przyspieszyć. Przykładowo, w roku 2030 łączna moc stacji powinna wzrosnąć ponad 5-krotnie, zaś do roku 2035 – w więc za niecałe 12 lat – ponad 12-krotnie. Aktualny poziom realizacji obowiązków w kontekście 2030 i 2035 r. wynosi odpowiednio 19% i zaledwie 8% – dodaje Jan Wiśniewski.

Huby ładowania: już w 2027 r. będą musiały mieć moc 600 kW – minimum!

Osobną kwestią pozostaje rozmieszczenie stref ładowania co maksymalnie 60 km wzdłuż sieci bazowej TEN-T, czyli głównych korytarzy transportowych w Europie. Mowa o tzw. hubach ładowania, które obecnie powinny mieć moc co najmniej 400 kW, a już w 2027 r. minimum 600 kW. W tym przypadku cel jest skrajnie odległy: poziom realizacji wynosi obecnie 8,5% na 2025 rok i 3% na 2027, a jeśli spojrzeć na wymagania dla stref dedykowanych pojazdom ciężarowym w sieci kompleksowej TEN-T w 2030 r., to dziś spełniamy… okrągłe 0%.

Polska posiada po Niemczech i Hiszpanii trzecią najdłuższą sieć transeuropejskich korytarzy transportowych. Tymczasem ogólnodostępne ładowarki dla ciężarówek elektrycznych (eHDV) funkcjonują obecnie tylko w dwóch lokalizacjach w Polsce. Poza odpowiednio wysoką mocą (obecnie 350 kW, docelowo – 1 MW) muszą oferować też wystarczająco duże miejsce postojowe dla ciągnika siodłowego z naczepą i dogodny podjazd. Do 2030 roku powinno powstać co najmniej 166 stref ładowania o mocy co najmniej 3600 kW dla elektrycznych pojazdów ciężarowych.

Sieć ładowania rozwija się coraz szybciej. Ale wciąż za wolno

Czy to znaczy, że rozwój infrastruktury w naszym kraju „leży”, a inwestorzy nie wykazują się inicjatywą? Wręcz przeciwnie – w ciągu trzech ostatnich miesięcy łączna moc stacji ładowania w Polsce wzrosła o 60 MW, czyli o ponad 25 proc. W lipcu został przekroczony próg 1000 ogólnodostępnych stacji ładowania o mocy ponad 50 kW, z czego 279 stanowią ładowarki oferujące więcej niż 150 kW. To także efekty subsydiów na rozwój infrastruktury ładowania i tankowania wodoru, które ruszyły w 2022 roku – za 900 mln ma do 2028 roku powstać ok. 17 tys. stacji ładowania. Na te dedykowane pojazdom ciężkim jest osobny budżet w wysokości 2 mld zł.

Aleksander Rajch, Członek Zarządu PSNM, uważa jednak, że stacje ładowania wzdłuż sieci TEN-T są rozbudowywane w zbyt wolnym tempie i przyczynę widzi w niekorzystnym otoczeniu regulacyjnym. Jeżeli Polska ma mieć szansę, by wypełnić unijne obowiązki, na obecnym etapie kluczowe jest nie tylko wprowadzenie zmian prawnych oraz uruchomienie niezbędnych instrumentów wsparcia (m.in. programu obejmującego przyłącza dla stacji wysokich mocy), ale również zapewnienie przez decydentów odpowiedniej koordynacji działań z najważniejszymi interesariuszami, w szczególności operatorami ogólnodostępnych stacji ładowania, OSD, jak również Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad – tłumaczy Rajch.

Kongres Nowej Mobilności – tu branża podejmie dyskusję o wyzwaniach wokół AFIR-u i przyszłości infrastruktury dla pojazdów elektrycznych

Ważną platformą dla dyskusji nad wyzwaniami stojącymi przed rozwojem infrastruktury ładowania w Polsce i regionie CEE będzie Kongres Nowej Mobilności, który odbędzie się 24-26 września w Łodzi. Udział potwierdziło ponad 400 międzynarodowych prelegentek i prelegentów reprezentujących cały łańcuch wartości sektora nowej mobilności – w tym także przedstawicieli sektora energetyki, producentów i operatorów sieci ładowania oraz administracji centralnej i samorządowej.

 

Wątki dotyczące rozwoju infrastruktury dla pojazdów zeroemisyjnych (stacji ładowania i tankowania wodoru) będą podejmowane w ramach sześciu z siedmiu ścieżek tematycznych kongresu: Poland Drives e-Mobility, Urban New Mobility Summit, eHDV Forum, New Mobility Industry Forum, Hydrogen Technologies Forum.

Podczs Kongresu Nowej Mobilności wystąpi m.in. Eddy Liegeois, dyrektor zespołu sieci transportowych w Dyrekcji Generalnej ds. Mobilności i Transportu w Komisji Europejskiej. Będzie on uczestniczył w trzech punktach programu, m.in. wygłosi keynote na temat niezbędnych składników sukcesu e-mobilności, a także wspólnie z sekretarzami generalnymi ChargeUp Europe, stowarzyszenia AVERE oraz CEO Volkswagen Group Polska weźmie udział w panelu „New Mobility with the New Mandate – Policy Guidelines for European Union”.

Konieczność rozwoju nowego standardu złącza ładowania dedykowanego ciężarówkom zostanie omówiona podczas „fireside chatu” zatytułowanego Megawatt Charging for Trucks Along European Freight Routes”. Zaraz po tym eksperci z organizacji Regulatory Assistance Project oraz takich firm jak Scania, Shell czy operatorów sieci Fastned i Milence odpowiedzą na pytanie „How to Really Develop eHDV Charging? Tariffs, Plannig, Realistic Perspective”.

Z kolei podczas panelu „Next Steps After Subsidies for the eHDV Charging Infrastructure” przedmiotem debaty będą między innymi narzędzia biznesowe, prawne oraz rynkowe, które mogą skutecznie stymulować rozwój infrastruktury ładowania dla elektrycznych pojazdów ciężarowych.

To tylko wybrane zagadnienia Kongresu. Pełen program Kongresu Nowej Mobilności i bilety są dostępne na stronie https://kongresnowejmobilnosci.pl/. Wszystkie punkty programu będą tłumaczone symultanicznie na język polski i angielski.

Lean Management: Klucz do Efektywnego Zarządzania Procesami

    Autor: Beata Drzazga

    W dzisiejszym, dynamicznie zmieniającym się środowisku biznesowym, Lean Management jest nie tylko strategią, ale także filozofią, która zmienia sposób funkcjonowania organizacji na całym świecie. W czasach, gdy konkurencja rośnie, a oczekiwania klientów są coraz wyższe, metoda ta oferuje narzędzia i podejście umożliwiające firmom osiągnięcie trwałego sukcesu poprzez optymalizację procesów i koncentrację na tworzeniu wartości dodanej.

    Fundamenty Lean Management
    Podstawą tego podejścia jest eliminacja wszelkich zbędnych działań i zasobów, które nie przynoszą wartości dla klienta. Konieczna jest ciągła analiza i optymalizacja procesów, aby osiągnąć maksymalną efektywność. Organizacje, które skutecznie wdrażają ten system zarządzania, nieustannie poszukują sposobów na doskonalenie swoich działań – nie tylko w produkcji, ale również w usługach i zarządzaniu.

    W praktyce Lean Management opiera się na kilku kluczowych zasadach, takich jak:

    1. Ciągłe doskonalenie (Kaizen) – filozofia zakładająca, że nawet najmniejsze ulepszenia mogą prowadzić do znaczących korzyści w dłuższym okresie. Kaizen angażuje wszystkich pracowników, od najwyższego szczebla zarządzania po liniowych pracowników.
    2. Eliminacja zbędnych działań – w tym podejściu chodzi o usunięcie wszystkiego, co nie dodaje wartości klientowi. Może to obejmować nadmierne zapasy, zbędne ruchy, przestoje w produkcji, czy też nadmiar dokumentacji.
    3. Zaangażowanie pracowników – to oni najlepiej znają procesy i mają największy wpływ na identyfikowanie obszarów do poprawy. W firmach, które wdrożyły ten system, pracownicy są zachęcani do aktywnego udziału w procesie doskonalenia.
    4. Dostarczanie wartości klientowi – każda decyzja w ramach tej filozofii jest podejmowana z myślą o jak najlepszym zaspokojeniu potrzeb klienta. To podejście sprawia, że firmy są bardziej konkurencyjne, ponieważ oferują produkty i usługi wyższej jakości, szybciej i taniej.

    Korzyści z wdrożenia Lean Management

    Optymalizacja procesów prowadzi do zwiększenia efektywności operacyjnej. Dzięki eliminacji zbędnych działań, organizacje obniżają koszty operacyjne, co bezpośrednio wpływa na poprawę wyników finansowych.

    Kolejnym istotnym aspektem jest poprawa jakości produktów i usług. Dzięki Lean Management firmy mogą szybciej i bardziej precyzyjnie reagować na potrzeby klientów, co jest kluczowe dla budowania lojalności i przewagi konkurencyjnej. Firmy, które skutecznie wdrożyły tę koncepcję, dostarczają klientom to, czego potrzebują, w krótszym czasie i przy niższych kosztach.

    Lean Management ma także pozytywny wpływ na kulturę organizacyjną. Pracownicy zaangażowani w procesy doskonalenia czują większą odpowiedzialność za sukces firmy, co prowadzi do wzrostu ich motywacji i satysfakcji z pracy.

    Lean Management w sektorze usług
    Choć metoda ta wywodzi się z sektora produkcyjnego, z powodzeniem można ją zastosować także w usługach. W firmach usługowych, gdzie kluczowym zasobem są ludzie, Metoda Lean pozwala na optymalne wykorzystanie zasobów ludzkich oraz lepszą organizację pracy. Dzięki temu, firmy usługowe mogą znacząco poprawić jakość swoich usług, jednocześnie redukując koszty operacyjne.

    W sektorze medycznym, na przykład, Lean Management może skrócić czas oczekiwania pacjentów na usługi oraz poprawić jakość opieki. Lepsze zarządzanie zasobami i procesami pozwala personelowi medycznemu skupić się na tym, co najważniejsze – pacjentach.

    Wyzwania we wdrażaniu Lean Management
    Chociaż metoda ta oferuje wiele korzyści, jej wdrożenie nie jest pozbawione wyzwań. Zmiana kultury organizacyjnej oraz przyzwyczajeń pracowników może napotykać na opór. Ważne jest, aby proces wdrażania był dobrze zaplanowany i wspierany przez wszystkie szczeble organizacji.

    Kolejnym wyzwaniem jest utrzymanie ciągłego doskonalenia w dłuższym okresie. To nie jednorazowy projekt, ale ciągły proces wymagający zaangażowania i dyscypliny. Organizacje muszą regularnie analizować swoje działania i być otwarte na zmiany.

    Podsumowanie
    Lean Management to nie tylko narzędzie zarządzania, ale przede wszystkim filozofia, która fundamentalnie zmienia podejście do prowadzenia biznesu. Dzięki jej wdrożeniu, organizacje mogą osiągnąć znaczącą poprawę efektywności operacyjnej, budując jednocześnie trwałą przewagę konkurencyjną. Korzyści są widoczne zarówno w lepszych wynikach finansowych, jak i w wyższej satysfakcji klientów oraz pracowników.

    Inwestowanie w system optymalizacji procesów to krok pozwalający organizacjom w pełni wykorzystać swój potencjał i lepiej dostosować się do wymogów współczesnego rynku. To droga do sukcesu, która wymaga zaangażowania, ale przynosi wymierne i trwałe rezultaty.

    Beata Drzazga przedsiębiorca, twórca, filantrop, założyciel wielu firm w Polsce i za granicą: BetaMed S.A, Dono da Scheggia, Drzazga Clinic, Global Impact, Betamed International w Las Vegas, firmy w Miami i Hiszpanii. Ekspert w zarządzaniu, ceniona prelegentka na konferencjach ekonomicznych i medycznych, autorka tekstów biznesowych dla przedsiębiorców, inspiruje i doradza innym w prowadzeniu biznesu, zajmuje się także działalnością charytatywną, współautorka prac naukowych z dziedziny ochrony zdrowia, Dziekan Wydziału Medycznego Akademii Górnośląskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach. Założyciel Beata Drzazga Foundation.

    Substancje psychoaktywne pod lupą

    Przyczyny sięgania po substancje psychoaktywne są różne i mogą być w dużej mierze związane z wiekiem. Wszystkie z nich mają niestety negatywny wpływ na osobę uzależnioną

    Wśród czynników naukowych możemy wyróżnić: pedagogiczne (spowodowane nieprawidłowym procesem socjalizacji, wychowanie w dysfunkcyjnej rodzinie), medyczne (wpływ substancji na ludzki organizm, wywołują euforię, ale również stany depresyjne, lęki), hormonalne (składniki, które zawarte są w substancjach psychotropowych powodują wzrost dopaminy, z czasem potrzebne są coraz większe dawki w celu osiągnięcia tego efektu, co wcześniej), genetyczne (dziecko uzależnionych rodziców znajduje się w grupie ryzyka i jest bardziej podatne na uzależnienia), socjologiczne (sposób na relaks, odstresowanie się, odprężenie), psychiatryczne (pojawia się w momencie, gdy u danej osoby występują zaburzenia psychiczne).

    Aczkolwiek najczęściej uzależnienia pojawiają się wywołane przez wszelkie zmiany cywilizacyjne, rozwój technologii, przyspieszenie tempa życia, konsumpcyjne podejście, poczucie presji społeczeństwa. Wśród młodzieży okres dojrzewania jest trudnym czasem, momentem buntów i lekceważenia wszystkiego przed czym ostrzegali rodzice. Sięganie po środki odurzające może być próbą ucieczki, a także młodzieńczą chęcią doznania nowych wrażeń, szukaniem własnego ja. Przyczyn sięgania po środki psychoaktywne przez młodzież można wyliczać jeszcze wiele: niedostateczna wiedza o działaniu i wpływie na organizm, niepowodzenia szkolne, brak zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka (miłości, akceptacji, poczucia bezpieczeństwa), kompleksy, chęć zaimponowania innym i przypodobania się grupie, z ciekawości, z nudy, z powodu zaniżonego poczucia własnej wartości, z powodu nieśmiałości, z uwagi na nieumiejętność radzenia sobie z sytuacjami trudnymi, z powodu trudnej sytuacji rodzinnej, z powodu braku asertywności. Często młodzi ludzie wpadają w ten nałóg kierowani chęcią przeżycia czegoś nowego, niezwyczajnego lub po prostu w ich mniemaniu środki psychoaktywne mają im pomóc w likwidacji barier przystosowawczych. Niejednokrotnie presja grupy rówieśniczej jest motywem sięgania po tego typu środki, bo przyjmowanie danej substancji jest przepustką dającą możliwość uczestniczenia w danej grupie, możliwością przeżycia dobrej zabawy.

    Konsekwencje emocjonalne i psychiczne

    Uzależnienie prowadzi również do poważnych konsekwencji emocjonalnych i psychicznych. Nastolatek może doświadczać chronicznego stresu, lęku, depresji i innych zaburzeń psychicznych, które mogą utrzymywać się przez całe dorosłe życie.

    Do najpopularniejszych zalicza się: alkohol, nikotynę, narkotyki. Oprócz tego mogą to być: środki uspokajające, nasenne, a nawet przeciwbólowe, zawierające pseudoeferydę, opiaty, kannabinole, substancje halucynogenne i inne używki, lotne rozpuszczalniki. Obserwując rynek środków uzależniających, do najczęściej używanych należą niewątpliwie: alkohol, nikotyna i narkotyki. Stanowią one główne zagrożenie życia społecznego na całym świecie, w tym również w Polsce.

    W związku z powyższym niniejszy raport dotyczy trzech grup substancji psychoaktywnych: alkoholu, nikotyny oraz innych niż alkohol i tytoń substancji psychoaktywnych, zarówno legalnych jak leki przeciwbólowe i nasenne czy substancje wziewne oraz szerokiej gamy substancji nielegalnych, czyli narkotyków. Ponadto z uwagi na aktualną debatę nad wpływem e-papierosów na zdrowie człowieka raport przedstawia również stanowisko literatury w tym zakresie poparte wynikami badań, ekspertyz i analiz.

    Alkohol odpowiada za 9 proc. chorób

    Według najnowszego raportu Światowej Organizacji Zdrowia, dotyczącego stanu zdrowia na świecie, alkohol znajduje się na trzecim miejscu wśród czynników ryzyka dla zdrowia populacji. Jest odpowiedzialny za ponad 9 proc. całkowitego obciążenia chorobami i urazami. Ponad 60 rodzajów chorób i urazów ma właśnie związek z alkoholem. Europejczycy piją najwięcej alkoholu, zostawiając daleko w tyle nacje z pozostałych kontynentów. Obecnie 12,1 litra spożytego czystego spirytusu przypada na jednego dorosłego mieszkańca Europy. Na całym świecie alkohol jest przyczyną zgonów 1,8 mln ludzi rocznie.

    W Polsce liczba osób uzależnionych od alkoholu i nadmiernie pijących sięga od 4 do 5 mln, a osób wymagających leczenia od 1 mln do 1,2 mln. Ok. 20 proc. z tej liczby stanowią kobiety.

    Niestety alkohol jest najbardziej rozpowszechnioną substancją psychoaktywną używaną przez młodzież. Picie i upijanie się młodych ludzi stanowi duży problem, bardzo często uzależnienie spowodowane jest zbyt wczesnym spróbowaniem alkoholu. W badaniu przeprowadzonym w roku 2021, podobnie jak we wcześniejszych pomiarach, napoje alkoholowe okazały się najbardziej rozpowszechnioną substancją psychoaktywną wśród młodzieży szkolnej, po którą sięgano częściej niż po papierosy czy narkotyki.

    Przed pandemią COVID-19 w kwestii spożycia alkoholu w Polsce obserwowano zjawisko westernalizacji, czyli upowszechnienia się zachodniego modelu picia, który wypierał model wschodni. Zgodnie z tym trendem Polacy pili sporo, ale coraz częściej sięgali po „lżejsze” trunki, takie jak wino i piwo, natomiast zmniejszało się spożycie alkoholi „cięższych”, przede wszystkim wódki. Co zmieniła w tym zakresie pandemia COVID-19? W trakcie pandemii trend się odwrócił. Według danych OECD z 2021 r. w większości krajów OECD doszło do spadku całkowitego wolumenu pitego alkoholu – pijemy więc mniejsze ilości czystego spirytusu. Równolegle zwiększyła się częstotliwość sięgania po alkohol wśród osób, które już wcześniej piły w sposób ryzykowny. Jako populacja pijemy mniej, ale osoby, które już wcześniej piły, zaczynają pić coraz więcej.

    Wschodni model konsumpcji

    Kim w tym kontekście jest tzw. binge-drinker? To osoba wypijająca co najmniej 6 jednostek alkoholu przy jednej okazji. Przed pandemią zjawisko binge-drinkingu dotyczyło 2,3 proc. pijących. W trakcie pandemii odsetek ten wzrósł do 2,9 proc. i obecnie znajduje się właśnie na tym poziomie. To wzrost o jedną trzecią populacji osób, które codziennie piją na umór. Jest to więc z całą pewnością problem społeczny, którego nie należy bagatelizować.

    Wniosek jest więc taki, że konsumpcja alkoholu przesuwa się w stronę modelu wschodniego: Polacy piją coraz więcej mocnych alkoholi. Jest to trend niepokojący zważywszy, że według WHO alkohol znajduje się na trzecim miejscu wśród czynników ryzyka dla populacji. Co roku bezpośrednio i pośrednio w Polsce umiera ok. 10-12 tys. osób, w 2019 roku odnotowano ponad 1000 zgonów z powodu zatruć alkoholem, ponad 8 tys. zgonów z powodu chorób wątroby oraz ponad 3 tys. z powodu zaburzeń psychicznych związanych z używaniem alkoholu. Picie alkoholu przed okresem dojrzewania i w jego trakcie może znacznie wpłynąć na rozwój zarówno psychiczny, jak i fizyczny, utrudniać uczenie się, a także zaburzać prawidłowe relacje interpersonalne.

    Dane z doniesień naukowych wskazują, że spożywanie alkoholu ma niekorzystny wpływ na rozwój nadciśnienia tętniczego. Wiadomo również, że spożycie alkoholu jest związane z niebezpieczeństwem wystąpienia migotania przedsionków zarówno de novo, jak i kolejnego napadu AF.

    Badania pokazały również, że regularne picie już niewielkich ilości alkoholu ma dla mózgu podobne konsekwencje, jak starzenie się organizmu. 50-latek pijący średnio dwa piwa dziennie ma mózg o 10 lat starszy niż niepijący rówieśnicy – wykazały analizy naukowców z University of Pennsylvania.

    Inne badania przeprowadzone przez zespół z University of Oxford (Wlk. Brytania) wskazały, że alkohol, spożywany nawet w umiarkowanych ilościach, odpowiada za podwyższony poziom żelaza w mózgu, co zwiększa ryzyko choroby Alzheimera lub Parkinsona.

    Komu grozi demencja alkoholowa?

    Nadużycie alkoholu może również doprowadzić do demencji przypominającej np. chorobę Alzheimera. Demencja alkoholowa objawia się zaburzeniami pamięci krótkotrwałej, w czym przypomina chorobę Alzheimera oraz inne postacie otępienia. Może wywoływać zaburzenia równowagi oraz trudności w przyswajaniu nowych informacji, a także agresywne zachowania. Powodem jest zanikanie komórek mózgu wywołane nadużywaniem alkoholu.

    Prowadzone przez wielu naukowców badania udowodniły, że spożywanie alkoholu jest przyczynowo związane z wieloma nowotworami.

    O tym, że alkohol stwarza zagrożenie dla zdrowa ludzi wiadomo od dawna. Jednak najnowsze badania wskazują, że alkohol jest bardziej szkodliwy niż sądzono.

    Literatura i praktyka kliniczna psychiatrów wskazują na kolejny niebagatelny wpływ alkoholu na zdrowie człowieka, tj. potwierdzają dwukierunkową zależność: osoby z zaburzeniami depresyjnymi częściej niż te z populacji ogólnej sięgają po alkohol, z kolei pacjenci nałogowo pijący alkohol częściej doświadczają stanów depresyjnych.

    Szczególne zagrożenie niesie ze sobą nadużywanie alkoholu wśród młodzieży. Naukowcy z University of Illinois w Chicago, na łamach pisma „Translational Psychiatry” opisali szkodliwy skutek picia alkoholu w młodości. Badacze odkryli, że wysokie spożycie alkoholu w młodym wieku wywołuje szkodliwe zmiany epigenetyczne (zachodzące w komórkach modyfikacje, mające wpływ na aktywność genów) w ciele migdałowatym. To rejon mózgu, który uczestniczy w przetwarzaniu emocji, w tym strachu.

    Kolejne badania, tym razem opublikowane na łamach „Lancet Psychiatry” potwierdziły, że uzależnienie od alkoholu w okresie dojrzewania ma związek z późniejszym ryzykiem depresji.

    W polskim społeczeństwie nadmierne picie alkoholu jest jedną z najważniejszych przyczyn złej kondycji zdrowotnej. Jednakże w odróżnieniu od innych substancji uzależniających, alkohol powoduje szczególnie wiele zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania, zarówno w wyniku przewlekłego nadużywania, jak i spożycia jednorazowej dawki. Niebagatelny jest też jego wpływ na funkcjonowanie społeczne: rodzinne, zawodowe, emocjonalne i zdrowotne. W Polsce rozmiary problemów alkoholowych są obecnie tak wielkie, iż można traktować je jako epidemię społeczną, która w sposób bezpośredni bądź pośredni dotyczy większości Polaków.

    Do poważnej refleksji skłania fakt, że kilka milionów ludzi w Polsce regularnie nadużywa alkoholu, mimo że wiedzą, iż prowadzi to do śmiertelnej choroby oraz do dramatycznej degeneracji ich osobistego życia, a co za tym idzie do ogromnego cierpienia ich najbliższej rodziny. Uzależnienie od alkoholu bez wątpienia stanowi jedno z największych zagrożeń dla człowieka. Wieloletnie badania i obserwacje zjawiska konsumpcji alkoholu przez nieletnich dowodzą, że mimo działań profilaktycznych i obowiązujących zakazów problem stale narasta.

    Nikotyna uzależnia i niszczy

    Palenie papierosów wpływa negatywnie zarówno na stan zdrowia, jak i ma znaczący wpływ na rozwój wielu chorób i bardzo często prowadzi do uzależnienia. W znacznym stopniu upośledza odporność oraz wydolność fizyczną organizmu, co powoduje zwiększenie niewydolności układów i organów. Dotyczy to przede wszystkim serca, płuc, trzustki, nerek, żołądka, krtani, pęcherza moczowego i układu oddechowego.

    Bardzo niebezpieczne jest palenie papierosów przez kobietę w ciąży. Największe skutki palenia tytoniu ponosi wówczas dziecko. Dzieci matek palących rodzą się przedwcześnie, z niższą wagą urodzeniową, astmą, zapaleniem ucha środkowego lub z zakażeniem dróg oddechowych. Palenie papierosów jest niebezpieczne podczas przyjmowania leków. Przykładem może być przyjmowanie leków antykoncepcyjnych, co wraz z paleniem tytoniu może prowadzić do udaru. Palenie papierosów powoduje również przewlekły, subkliniczny stan zapalny całego organizmu.

    Palenie tytoniu niszczy organizm człowieka zarówno od wewnątrz, jak i na zewnątrz, powodując np. szybsze starzenie się skóry. Osoby palące tytoń są znacznie częściej narażone na nowotwory.

    450 lat nałogu

    W palącym się papierosie można wyróżnić główny strumień dymu oraz boczny, tzw. niefiltrowany. To na niego narażeni są bierni palacze. Strumień główny powstaje w chwili zaciągnięcia się papierosem i jest wchłaniany przez palacza. Strumień boczny pochodzi z żarzenia się końca papierosa i ulatnia się przez cały czas palenia papierosa. Strumień boczny nie jest filtrowany. Zawiera większe stężenie substancji toksycznych niż strumień główny. Poza tym cząstki w strumieniu bocznym są mniejsze, przez co łatwiej są wchłaniane. Dlatego palenie bierne jest takim samym zagrożeniem, jak palenie czynne. W skład dymu tytoniowego wchodzi 6 tysięcy substancji chemicznych, z których wiele zostało zidentyfikowanych, jako związki toksyczne, zaś 40 z nich ma udowodnione działanie rakotwórcze.

    Tytoń pali się w Europie od prawie 450 lat, ale dopiero w latach pięćdziesiątych XX w. zaczęły pojawiać się doniesienia o możliwych negatywnych skutkach. Palenie tytoniu zostało uznane przez Światową Organizację Zdrowia za epidemię i narastający problem zdrowotny, społeczny, kulturowy i ekonomiczny wszystkich społeczeństw na świecie. Co roku palenie tytoniu w różnej postaci zabija 5,2 miliona osób, w Unii Europejskiej (UE) 650 tys., w Polsce ok. 70 tys.

    Palenie papierosów to w Polsce bardzo duży problem. Jest to choroba cywilizacyjna, która dotyka znacznej części naszej populacji, w tym też niestety młodych ludzi. Palenie powoduje przedwczesne zgony, a mówimy tu głównie o chorobach układu oddechowego, chorobach krążeniowo-naczyniowych i onkologicznych.

    W Polsce palacze wypalają niewiarygodną liczbę ponad 50 miliardów papierosów rocznie, czyli 137 milionów papierosów dziennie. Co istotne, mimo że palenie papierosów jest klasyfikowane jako choroba – zaburzenie o podłożu psychicznym, to jednak w Polsce nie ma skutecznych systemowych rozwiązań dotyczących terapii uzależnień od nikotyny.

    Wielu palaczy nie potrafi mimo chęci i wielu prób zerwać z nałogiem. Aż 85 proc. uzależnionych ma nieudane próby abstynencji w ciągu trzech lat obserwacji. Zaprzestają palenia, ale na ogół na kilka lub najwyżej kilkanaście miesięcy, mimo zażywania pomocnych w tym leków. Dlatego też z dużymi nadziejami część środowiska przeciwników palenia tytoniu powitała pojawienie się elektronicznego urządzenia dozującego nikotynę (ang. Electronic Nicotine Delivery System, e-papieros), zwanego popularnie papierosem elektronicznym, jako narzędzia mogącego wspomóc proces rzucenia palenia i zastępującego osobom uzależnionym od nikotyny wyroby tytoniowe.

    Prawda o e-papierosach

    E-papieros został stworzony z myślą o jego zastosowaniu jako alternatywne źródło nikotyny, wobec konwencjonalnych wyrobów tytoniowych. Powszechnie jest traktowany jako produkt mniej szkodliwy niż tradycyjne papierosy z uwagi na swoje cechy i właściwości. Podstawowa różnica pomiędzy papierosem tradycyjnym a e-papierosem, mająca ogromny wpływ na ocenę szkodliwości e-papierosa, to brak procesu spalania tytoniu. Proces ten, zachodzący w papierosach tradycyjnych i podczas konsumpcji wyrobów tytoniowych do palenia, jest przyczyną pojawienia się w dymie tytoniowym prawie 6 tysięcy związków chemicznych w tym wielu rakotwórczych substancji smolistych. Natomiast generowanie aerozolu w e-papierosie polega na odparowaniu w temperaturze około 200-250 st. C roztworu glikolu propylenowego lub gliceryny lub też mieszaniny tych cieczy zawierających nikotynę jakości farmakopealnej (identycznej ze stosowaną w wyrobach nikotynowej terapii zastępczej NTR) oraz związki aromatyzujące. Brak procesu spalania powoduje, że liczba związków inhalowanych przez użytkownika e-papierosa jest znikoma w stosunku do tego, co inhaluje palacz tytoniu i wynosi od kilku do kilkunastu, a zależy to głównie od dodatków smakowo-zapachowych.

    Dlatego dokonując porównania szkodliwego wpływu na zdrowie dymu tytoniowego i aerozolu generowanego z e-papierosa, warto zwrócić uwagę na jeden z wielu aspektów szkodliwości dymu tytoniowego, a mianowicie jego własności rakotwórcze. Ogromne zróżnicowanie ilości inhalowanych związków z dymem tytoniowym i z aerozolem generowanym z e-papierosa (około 6 tysięcy versus kilkanaście) jest pierwszym elementem rzutującym na ocenę szkodliwości obu produktów. Podstawową korzyścią jaką odnoszą osoby uzależnione od nikotyny przechodzące z papierosów konwencjonalnych na e-papieros jest zdecydowane zmniejszenie liczby inhalowanych związków rakotwórczych w stosunku do liczby znajdującej się w dymie tytoniowym.

    Badania wykazały, że efektywność dostarczania nikotyny z e-papierosów jest niższa, co przekłada się na niższy poziom nikotyny w krwioobiegu po użyciu e-papierosa w stosunku do poziomu, jaki obserwujemy po wypaleniu papierosa. Należy pamiętać, że nikotyna jest stosowana od wielu lat w preparatach farmaceutycznych. Ujęta została w klasyfikacji anatomiczno-terapeutyczno-chemicznej (ATC) porządkującej leki i inne środki wykorzystywane w medycynie pod numerem N07BA01. Nikotyna wchodzi w skład preparatów z grupy Nikotynowej Terapii Zastępczej, a jej zadaniem jest łagodzenie objawów abstynenckich po odstawieniu papierosów konwencjonalnych.

    Kolejną istotną różnicą pomiędzy papierosem a e-papierosem jest kwestia palenia biernego. Bierne narażenie na dym tytoniowy wynika z przenikania do otoczenia bocznego strumienia dymu z tlącego się papierosa oraz dymu wydychanego przez osobę palącą. W sumie składa się to na tzw. środowiskowy dym tytoniowy (ang. Environmental Tobacco Smoke, ETS).

    Różne smaki zagrożenia

    Należy podkreślić, że głównym źródłem narażenia biernego jest boczny strumień dymu. Tego typu zjawisko nie występuje podczas używania e-papierosa, co z góry determinuje ograniczoną możliwość skażenia środowiska wokół osoby używającej e-papierosa. Ponadto wyniki badań potwierdzają, że ryzyko narażenia na palenie bierne w przypadku używania e-papierosa jest znikome w odniesieniu do tego, co niesie za sobą palenie tytoniu.

    Producenci nowych marek e-papierosów eksponują możliwość wyboru spośród wielu modeli i substancji smakowych, co zwiększa ich atrakcyjność. Tak ogromna liczba różnych typów e-papierosów oraz dodatków smakowych niesie za sobą implikacje związane z bezpieczeństwem ich stosowania. Sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, iż zgodnie z obowiązującymi w Polsce regulacjami prawnymi, tzw. ustawa tytoniowa, Biuro do spraw Substancji Chemicznych nadzorowane przez Ministerstwo Zdrowia nie przeprowadza weryfikacji składu chemicznego płynów przeznaczonych do papierosów elektronicznych i dokonuje ich rejestracji wyłącznie na podstawie notyfikacji importera/producenta. Stąd obserwujemy istny zalew smakowych e-papierosów w tym jednorazowych wyrobów chińskich. Ważne jest zatem, aby każde urządzenie typu e-papieros oraz każdy smak zostały przebadane, aby określić ich wpływ na zdrowie.

    W Europie liderami w walce z papierosami są dwa kraje: Szwecja, która ma ok. 5 proc. palaczy, oraz Wielka Brytania, gdzie żyje 13 proc. palaczy, odsetek liczony z ogółu społeczeństwa. Te dwa państwa lata temu postawiły na politykę minimalizacji społecznych i zdrowotnych szkód związanych z paleniem tytoniu oraz promowanie wśród palaczy mniej szkodliwych produktów alternatywnych. Dla przykładu władze Wielkiej Brytanii w ramach programu „Swap to stop” (ang. zamień, żeby przestać) rozdały palaczom milion e-papierosów, dzięki czemu do roku 2030 odsetek palaczy ma spaść poniżej 5 proc. Podobną strategię redukcji szkód związanych z medycznymi i społecznymi skutkami uzależnień przyjął także rząd Czech. W ankiecie przeprowadzonej w Wielkiej Brytanii na 1000 palaczach stwierdzono, że 36 proc. próbuje zmniejszyć liczbę wypalanych papierosów tradycyjnych, jednocześnie zwiększając częstotliwość korzystania z e-papierosów. Blisko 75 proc. z nich jest przekonanych, że pomoże im to odnieść sukces na drodze do rzucenia palenia. Z ankiety wynika również, że prawie 1,5 miliona obecnych użytkowników aromatyzowanych e-papierosów w Wielkiej Brytanii może powrócić do palenia zwykłych papierosów, gdyby rząd wprowadził zakaz ich sprzedaży.

    Nie dla młodzieży

    Reasumując należy stwierdzić, że e-papierosy nie są całkowicie bezpieczne, ale bez wątpienia są mniej szkodliwe od papierosów konwencjonalnych. Nie oznacza to jednak, że można bagatelizować zagrożenia wynikające z używania e-papierosów. Nie minęło jednak wystarczająco dużo czasu od pojawienia się e-papierosów na rynku, aby znać długotrwałe skutki ich palenia, w związku z tym konieczne jest prowadzenie ciągłych badań monitorujących wpływ e-papierosów na zdrowie i życie ludzi. Jest to o tyle istotne, że w ostatnich latach e-papierosy stają się coraz modniejsze.

    W związku z rosnącą popularnością e-papierosów istnieje rzeczywista potrzeba rozwiązania problemu ich używania wśród młodzieży. Z jednej strony, aby ograniczyć inicjację i konsumpcję produktów nikotynowych niezbędna jest profesjonalna i kompleksowa edukacja zdrowotna ze strony nauczycieli oraz rodziców i opiekunów. Należy zacząć od zwiększania świadomości już od najmłodszych lat, czyli wśród dzieci. Specjaliści oceniają, że „edukacja antytytoniowa w szkołach powinna być częścią uniwersalnego, ogólnokrajowego programu”. Z drugiej strony, aby skutecznie chronić dzieci i młodzież przed dostępem do wyrobów nikotynowych, konieczna jest zmiana obowiązujących regulacji prawnych, w tym zaostrzenie ograniczeń nakładanych na sprzedawców tych wyrobów. Jednym ze skutecznych narzędzi byłoby nałożenie na sprzedawców obligatoryjnego obowiązku weryfikacji wieku upoważniającego do nabycia wyrobów tytoniowych, a następnie skuteczne egzekwowanie stosowania kar wobec sprzedawców detalicznych, którzy sprzedają papierosy elektroniczne dzieciom. Tego typu działania mogą stanowić dużo lepszy sposób niż zakaz używania aromatyzowanych płynów do e-papierosów.

    Warto też regularnie monitorować zarówno konsumpcję wszystkich produktów nikotynowych w różnych grupach demograficznych, jak i strategie oraz programy służące ograniczeniu używania tych produktów czy leczeniu uzależnienia od tytoniu.

    Narkotyki – podstępni mordercy

    Do szerokiej grupy innych niż alkohol i tytoń substancji psychoaktywnych należą takie substancje legalne, jak leki przeciwbólowe i nasenne czy substancje wziewne oraz szeroka gama substancji nielegalnych. Pod pojęciem substancji nielegalnych rozumiemy tu substancje, których produkcja i obrót są czynami zabronionymi przez prawo. W języku publicystyki substancje te często nazywane są narkotykami.

    Związki chemiczne zawarte w narkotykach mogą prowadzić do uszkodzenia jelita grubego, nerek, trzustki i wątroby. Powodują zmiany w obrębie szpiku kostnego, co wpływa na obniżenie odporności. Można zaobserwować również negatywny wpływ narkotyków na mózg, układ krążenia, a także jamę ustną i skórę. Jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych związanych z narkotykami są choroby zakaźne. kcyjnych użytkowników narkotyków.

    Ponadto osoby uzależnione od substancji narkotycznych często cierpią z powodu depresji, stanów lękowych, psychozy oraz zaburzeń nastroju, osobowości i snu. Spożywanie narkotyków prowadzi do degradacji intelektualnej, spowalnia procesy kognitywne i wywołuje zaburzenia pamięci, powodując trudności w nauce. Spożywanie tego typu środków psychoaktywnych przez młodzież wiąże się z ryzykiem występowania nie tylko szkód zdrowotnych prowadzących nawet do śmierci, przyczynia się także do nasilania zachowań antyspołecznych, osłabia hamulce społeczne, nasila agresję, powoduje najczęściej absencję szkolną, nieprawidłową realizację obowiązku szkolnego oraz konflikty z rówieśnikami, rodzicami i nauczycielami.

    Przyczyny popadania w uzależnienie od substancji narkotycznych wśród dzieci i młodzieży są bardzo zróżnicowane. Często powodem sięgnięcia po narkotyki są ciekawość, nuda lub namowy ze strony znajomych. Zażywanie substancji narkotycznych przez młodych ludzi może być również sposobem na radzenie sobie z problemami i rozładowanie wewnętrznego napięcia bądź próbą zwrócenia na siebie uwagi otoczenia.

    Degradacja intelektualna

    Najczęściej zażywane przez uczniów były marihuana i haszysz, czyli przetwory konopi indyjskich.

    Do przyjmowania ich „kiedykolwiek w życiu” przyznało się w 2021 roku 36 proc. badanych, co oznacza spadek (o 6 punktów procentowych) w stosunku do rekordowego roku 2016. W ciągu 12 miesięcy poprzedzających ostatni pomiar marihuanę lub haszysz zażywał co piąty uczeń (19 proc., w 2018 roku – 20 proc.), a w ciągu ostatnich 30 dni – co dziesiąty (10 proc., w 2018 roku – 9 proc.). Zażywanie leków uspokajających i nasennych bez przepisu lekarza kiedykolwiek w życiu zadeklarował co piąty uczeń (20 proc., w 2018 roku – 22 proc.), w ciągu ostatnich 12 miesięcy – blisko co dziesiąty badany (11 proc., w 2018 roku – 14 proc.), a w ciągu ostatnich 30 dni – niemal co dwudziesty (5 proc., 6 proc. w 2018 roku). W przypadku używania leków uspokajających i nasennych bez przepisu lekarza odnotowano spadek używania. Po marihuanie i haszyszu najbardziej rozpowszechnioną nielegalną substancją jest amfetamina. W roku 2021 do eksperymentów z tą substancją przyznało się 6 proc. uczniów. W ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie amfetaminę zażywało 3 proc., a w ciągu ostatnich 30 dni – 2 proc. Odsetek badanych, którzy sięgali po ecstasy, wyniósł 4 proc. W przypadku „dopalaczy” w Polsce odnotowany został spadek używania tych substancji. Odsetek badanych, którzy z nimi eksperymentowali, wyniósł 2,6 proc. W ciągu ostatniego roku oraz miesiąca poprzedzającego badanie „dopalaczy” używało po 0,3 proc. uczniów. Są to najniższe wskaźniki od początku prowadzenia badań – to jest od roku 2008.

    Profilaktyka to przyszłość

    Styl życia jest najważniejszym czynnikiem decydującym o zdrowiu i jakości życia człowieka. W okresie dzieciństwa i młodości nabywane są zachowania zdrowotne rzutujące na styl życia w wieku dorosłym. Dlatego też ważne jest podejmowanie wysiłków promujących zachowania służące zdrowiu. Działania takie winny być podejmowane przez władze publiczne i kierowane zarówno do nastoletniej młodzieży, jak i ich rodziców. Profilaktyka to przyszłość. Pod warunkiem, że będzie to profilaktyka dobrze zaprojektowana, czyli oparta na dowodach i realizowana przez specjalistów. Działania profilaktyczne przynoszą efekty dopiero po dłuższym czasie, stąd wynika fakt, że decydenci niechętnie przekazują na nie pieniądze.

    Główne cele działań z zakresu profilaktyki powinny obejmować:

    • dążenie do zmniejszania poziomu używania substancji psychoaktywnych przez dzieci i młodzież poprzez propagowanie zdrowego stylu życia; wzrost kompetencji rodziców do prowadzenia profilaktyki domowej oraz ich zaangażowanie w działania profilaktyczne w szkołach w ramach programu wychowawczo-profilaktycznego;

    • wzrost kompetencji profilaktycznych nauczycieli w zakresie podejmowania działań opartych na skutecznych strategiach profilaktycznych lub z wykorzystaniem rekomendowanych programów profilaktycznych (evidence-based practice);

    • podejmowanie przez szkołę lub placówkę własnych działań profilaktycznych wynikających z diagnozy czynników ryzyka i czynników chroniących, poddanych wewnętrznej ocenie skuteczności;

    • systematycznego podnoszenie jakości działań profilaktycznych w szkołach i placówkach, we współpracy z jednostką samorządu terytorialnego w ramach rozwiązywania problemów uzależnień w środowisku lokalnym.

    Jeszcze raz należy podkreślić, że kształtowanie prawidłowych zachowań zdrowotnych wśród młodych ludzi może być jednym z najważniejszych elementów poprawy stanu zdrowia populacji w XXI wieku. Postawy i zachowania względem zdrowia, jakie młodzież utrwali będą decydowały o ich stylu życia w wieku dojrzałym.

    Hasło „lepiej zapobiegać niż leczyć” jest słuszne w kwestii naszego zdrowia, jak i również w przypadku wychowywania i kształtowania młodego pokolenia.

    Raport powstał w Instytucie Zdrowia Akademii Polonijnej w Częstochowie pod kierunkiem prof. nzw. dr. hab. Macieja Rudnickiego, rektora Akademii Polonijnej oraz prof. AP dr Renaty Zacharczuk, prorektor Akademii Polonijnej.

    Polskie firmy stawiają na zagraniczną ekspansję w cyfrowym wydaniu

    75 proc. polskich przedsiębiorstw jeszcze w tym roku będzie starało się zwiększyć swoje przychody poprzez sprzedaż online na rynkach zagranicznych. Plany związane z otwarciem sklepów stacjonarnych deklaruje co drugie z nich (51 proc.) – wynika z badania Adyen Retail Report. Raport ujawnia także najpopularniejsze kierunki ekspansji

    Z badania wynika, że aż 75 proc. polskich firm zamierza podjąć działania związane z ekspansją online na rynkach międzynarodowych w 2024 roku. Dodatkowo aż 51 proc. potwierdza swoje plany dotyczące otwarcia sklepów stacjonarnych. Jest to duży wzrost w stosunku do wyników zeszłorocznych, gdy podobne ambicje deklarowało ogółem tylko 45 proc. przedsiębiorstw, a o „fizycznych placówkach” myślało zaledwie 29 proc.

    Najpopularniejszymi krajami, w których polskie firmy planują prowadzić swoją działalność, są obecnie Niemcy (38 proc.), Wielka Brytania (29 proc.) i Stany Zjednoczone (26 proc.). Dla przedsiębiorców jednym z kluczowych wyzwań jest dostosowanie się do wymogów danego rynku i oczekiwań nowych odbiorców. Aż 84 proc. badanych firm stwierdziło, że akceptacja lokalnych preferencji płatniczych w kraju, w którym rozwijają usługi, pomogłaby im zbudować markę oraz zaufanie wśród lokalnych konsumentów.

    Zapewnienie szybkiego i niezawodnego systemu przetwarzania płatności, zgodnego z lokalnymi przepisami i standardami płatniczymi, jest niezwykle ważne. Z kolei z perspektywy konsumentów preferencje dotyczące płatności w sposób istotny wpływają na doświadczenia zakupowe, a ostatecznie przekładają się także na wynik finansowy firmy. Okazuje się, że 55 proc. konsumentów na całym świecie, jeśli nie może zapłacić za produkt, usługę online lub w sklepie tak, jak chce, zwykle porzuca koszyk (w Polsce aż 62 proc.). To wyraźny sygnał dla firm, w szczególności tych, które planują podbój zagranicznych rynków, aby zapewniły obecnym oraz przyszłym klientom kompleksowe i zgodne z przepisami rozwiązania.

    Tymczasem z raportu wynika, że ponad połowa firm (54 proc.) nie wie jeszcze, czy będzie mogła zaakceptować wszystkie lokalne preferencje płatnicze. Ekspansja zagraniczna, oprócz dostosowania checkoutu do lokalnych preferencji czy spełnienia lokalnych wymagań regulacyjnych, to także ryzyko nabudowania dużej złożoności operacyjnej. A to dopiero początek. Aż 2/3 przedsiębiorstw (67 proc.) twierdzi, że kiedy już rozszerzy działalność na arenie międzynarodowej, będzie potrzebować Unified Commerce, aby dzięki danym lepiej zrozumieć, kim są ich nowi klienci.

    Wojciech Gryciuk

    Badanie przeprowadzono między 15 stycznia a 1 lutego br. na grupie badawczej 38 tys. konsumentów oraz 13 tys. przedsiębiorstw handlowych z 26 krajów na całym świecie: Wielkiej Brytanii, Singapuru, Hongkongu, Japonii, Australii, ZEA, Francji, Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Niemiec, Polski, Belgii, Holandii, Brazylii, Norwegii, Danii, Szwecji, USA, Kanady, Malezji, Meksyku, Austrii, Szwajcarii, Chin oraz Indii.

    Grupa badawcza w Polsce to 1 tys. konsumentów oraz 500 przedsiębiorstw handlowych.

    Ważne Informacje

    Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

    Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

    Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

    Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

    Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

    Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

    Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

    Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

    III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

    Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...