.
Strona główna Blog Strona 384

Rodzinny wieloboista

vw_tiguan002

Można mieć samochód rodzinny, który nie tylko jest nowoczesny i bezpieczny, ale też elegancki i zgrabny, komfortowy, szybki i zwinny, a nawet dzielny terenowo. Słowem, „rodzinny” nie musi znaczyć „nudny”

Stare porzekadło mówi, że jeśli coś jest do wszystkiego, to tak naprawdę jest do niczego. No więc – by nie urazić miłośników mądrości ludowych – powiem delikatnie, że niekoniecznie. Dowodem jest właśnie opisywany tu dziś Volkswagen Tiguan. To kompaktowej wielkości SUV (czyli pojazd sportowo-użytkowy), a może raczej crossover (czyli taki „pomostowy”, łączący różne cechy, w tym i te, które wydają się przeciwstawne). Niewielkie relatywnie rozmiary nie przeszkodziły konstruktorom Volkswagena w zmieszczeniu pod karoserią iście gigantycznej kabiny i przepastnego bagażnika, które w dodatku można dość dowolnie konfigurować, nigdy wszakże nie tracąc podstawowej funkcjonalności, jaką jest komfortowe wożenie ludzi. W tym przypadku – nawet bardzo komfortowe. Bo ergonomia jest wyśmienita, każdy element wnętrza starannie przemyślano i uformowano oraz umieszczono tak, by był jak najłatwiejszy i najwygodniejszy w używaniu. Kokpit jest popisem możliwości projektantów, którzy ani na moment nie zapomnieli, że piękno i elegancja w przedmiocie użytkowym (samochodzie) są ściśle powiązane z łatwością obsługi. O tym samym pamiętali również ci, którzy wybierali materiały wykończeniowe oraz ci, którzy tworzyli poszczególne elementy sterujące funkcjami samochodu. Efekt jest niesamowity: logika i łatwość, intuicyjność obsługi są na poziomie nieosiągalnym dla absolutnej większości rywali. A poza tym jest tu i ładnie, i przyjemnie.

vw_tiguan021

Der neue Volkswagen Tiguan
Samochód jest też na najwyższym poziomie pod względem wyposażenia ochronnego oraz wspierającego kierowcę w bezpiecznym prowadzeniu. Znaleźć tu można wszystkie najnowocześniejsze rozwiązania, które pomagają zachować maksymalne bezpieczeństwo, także system kamer dookólnych, których obraz komputer przetwarza tak, jak sobie tego życzy kierowca, np. ukazując auto z lotu ptaka (przy manewrowaniu na parkingu pomoc genialna!), czy pobocze lub obszar za i przed autem (gdy wjedziemy w teren, gdzie Tiguan czuje się świetnie, będziemy patrzeć na przedpole „oczami opon”). A przy tym jest to samochód bardzo zwinny i szybki, świetnie się prowadzący, oferujący nabywcy ogromne możliwości wyboru sposobu napędzania – silniki o pojemnościach 1,4-2,0 l i mocach do 240 KM, manualne i automatyczne skrzynie biegów oraz napęd na przednią oś lub 4 koła.

Chmura publiczna w praktyce

portret (5 of 13)Jacek Piotrowski, dyrektor zarządzający sektora utilities w Sygnity S.A., opowiada, jak udaje mu się przekonać coraz więcej klientów do korzystania z oprogramowania w chmurze

Klienci chętnie korzystają z chmury publicznej?
Ci więksi wolą chmurę prywatną, do której mają po prostu większe zaufanie. Chmura publiczna to natomiast idealne rozwiązanie dla firm sektora SMB, bo oferuje porównywalne funkcjonalności, które są łatwo dostępne nie wymagając dużych nakładów kapitałowych na budowę infrastruktury. Co nie znaczy, że klient od razu się na nią decyduje.

Proszę o przykłady.
Od pewnego czasu na rynku utilities mamy wysyp niezależnych dostawców energii oraz innych mediów, którzy na ogół są właśnie firmami SMB. Ponieważ większość z nich nigdy nie zdecyduje się na zakup naszych sztandarowych rozwiązań branżowych, oferowanych dużym i raczej konserwatywnym grupom energetycznym, coraz więcej wybranych funkcjonalności zaczęliśmy przenosić do chmury publicznej. Mam tu na myśli np. rozliczanie i obsługę klientów, a przymierzamy się również do zaoferowania w taki sposób prognozowania wytwarzania przez OZE czy handel energią. Jak dotąd takie podejście okazało się strzałem w dziesiątkę.

Od czego zaczęliście?
Zaczynaliśmy od oferowania w chmurze publicznej systemów billingowych dla sprzedawców różnego rodzaju mediów, a pierwszym naszym klientem został wiodący, niezależny dostawca gazu. Klient chciał uniknąć dużych wydatków na budowę serwerowni i zasobów utrzymaniowych, stawiając na gotowe rozwiązania, ale od nas zażyczył sobie zobowiązania, że szybko uda się wdrożyć rozwiązanie prekonfigurowane. Ponieważ firma jest młoda, podobnie jak jej top management, nie ma żadnych zahamowań w stosowaniu technologii dostępnych w chmurze publicznej przez internet. To typowe dla większości tego typu firm, które koncentrują się na swojej podstawowej działalności, tzn. sprzedaży energii i mediów, a nie na budowaniu kompetencji w innych obszarach. Ponieważ my dysponujemy sprawnymi, lekkimi we wdrożeniu rozwiązaniami, a w toku mamy kilka kolejnych projektów wdrożeniowych, już teraz możemy nazwać siebie liderem w tym obszarze rynku.

Czy ma to oznaczać, że sektor energetyczny jest obecnie lepiej zinformatyzowany niż jeszcze 10 lat temu, kiedy to znacznie odstawał w tym zakresie od sektora telekomunikacyjnego?
Tak, aczkolwiek są to dwa dość odległe światy. Licznik telekomunikacyjny jest własnością i pozostaje w lokalizacji operatora, a energetyczny – klienta, a to ogromna różnica. Billing telekomunikacyjny, który w uproszczeniu polega na zliczaniu impulsów i przeliczaniu ich na pieniądze, jest dużo mniej skomplikowany od billingu energetycznego, wymagającego dodatkowych działań związanych z ewidencją, zlokalizowaniem, podłączeniem i obsługą urządzeń pomiarowych, zbieraniem danych i generowaniem informacji o płatnościach oraz drukowaniem faktur. Smart metering, czyli inteligentne opomiarowanie, być może trochę zbliża te światy do siebie, ale w Polsce potrzeba na to jeszcze kilku lat. Tak czy inaczej, stopień komplikacji jest znacznie większy w firmach energetycznych, ale wymagania wydajnościowe znacznie większe w telekomach.

A może się one zejdą, gdy telekomy na skalę masową zaczną sprzedawać energię?
To już się dzieje od pewnego czasu, ale do dziś nie udało się wypracować modelu biznesowego, który gwarantowałby im sukces. Sęk w tym, że chociaż operatorzy telko mają dobre dotarcie do dużej bazy klientów, to sprzedaż energii wymaga trochę innych kwalifikacji od handlowców i to, jak na razie, jest barierą nie do przeskoczenia. I będzie tak do czasu wytworzenia się typowych przedsiębiorstw multimedialnych, na kształt niemieckiego Stadtwerke, na co potrzeba jeszcze trochę czasu.

Ale sektor energetyczny to nie jedyny segment rynku, któremu oferujecie usługi w chmurze publicznej?
Oczywiście. W modelu usługowym nasz dział oferuje także rozwiązania dla przemysłu, sektora telekomunikacyjnego oraz transportu. Dużym powodzeniem cieszy się przykładowo nasza oferta dla sektora paliwowego, bo mamy atrakcyjne rozwiązania dla stacji benzynowych. Co ciekawe, nasze usługi chmurowe wcale nie są adresowane do działów IT czy tych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo cyfrowe, ale do dyrektorów działów biznesowych, którzy ponoszą odpowiedzialność za sprawną realizację procesów biznesowych.

Macie własne centrum danych?
Tak, ale jeśli chodzi o środowisko chmurowe korzystamy również z usług dostawców globalnych. Zdecydowaliśmy się na platformę Microsoft Azure. Naszym zdaniem to na dzisiaj chmura publiczna najlepiej przygotowana pod kątem bezpieczeństwa, niezawodności i skalowalności. A na tych cechach zależy najbardziej naszym potencjalnym klientom. Z drugiej strony, w tym właśnie środowisku jest sporo mechanizmów natywnych do optymalizacji działania aplikacji, a to ważne z punktu widzenia zespołu developerów i wydajności budowanych aplikacji, szczególnie że wszystkie one są przez nas tworzone w środowisku programistycznym .net, które jest promowane przez Microsoft.

Czy przejście do chmury jest obarczone jakimś ryzykiem?
To zrozumiałe, bo jest to zupełnie inne środowisko pracy, inny kanał dostępu oraz inny sposób komunikacji z dostawcą usługi. Dlatego trzeba uczciwi informować klientów, jakie mogą wystąpić zagrożenia i jak trzeba się do nich przygotowywać. Powszechnie wiadomo, że to właśnie utrata dostępu do danych spędza sen z powiek potencjalnych nabywców tego typu usług. Z drugiej strony, środowisko chmurowe jest znacznie łatwiejsze w użytkowaniu i mniej zależne od błędów pojedynczych ludzi, ponieważ odpowiedzialność dostawcy tego typu usług jest na znacznie wyższym poziomie niż któregokolwiek pracownika własnej firmy.

Czy na chmurze da się zarobić?
Sygnity nie jest startupem i ma stabilny strumień przychodów, ale oferowanie rozwiązań w chmurze pozwala zwiększyć portfel zamówień poprzez lepsze dotarcie do nowych klientów. Ta sytuacja umożliwia bezpieczne przejście, w długoterminowej perspektywie, do zmiany modelu działania. Chmura jest dla nas elementem wyjścia do szerszego grona klientów, którego wcześniej nie potrafiliśmy skutecznie zaadresować. Widząc w niej duży potencjał, wykorzystujemy go jednak ostrożnie, nie namawiając klientów na siłę, by z niej korzystali.

Za co cenią Sygnity klienci?
Za kompetencje branżowe rozwijane od 25 lat i nie mówię tu tylko o moim dziale, ale także o dwóch pozostałych, z których jeden odpowiada za sektor finansowo-bankowy, a drugi za sektor publiczny. Naszym głównym obszarem działania jest rozwój aplikacji dla biznesu, a to stabilny rodzaj działalności, w przeciwieństwie do sprzedaży sprzętu IT, która od czasu, gdy infrastrukturę IT zaczęto oferować jako usługę w modelu IaaS, istotnie umniejszyła swoje przychody.

Pokonać siebie

_WEL6787

Tomasz Boruc, właściciel firmy Life Clinic, czynny sportowiec o tym, jak łączyć pasję życiową z zarabianiem pieniędzy

Jak udaje się panu połączyć zarządzanie firmą z czynnym uprawianiem sportu, w którym odnosi pan międzynarodowe sukcesy?
Są to domeny, które wzajemnie się nie wykluczają, a nawet uzupełniają. Być dobrym sportowcem to kwestia wysoko zaawansowanego self-managementu. Aby osiągać sukcesy i pozostawać ciągle sprawnym, i co najważniejsze – zdrowym, trzeba łączyć ze sobą dziedziny związane z fizjologią, medycyną i organizacją czasu. To wszystko musi się zazębiać. Dzięki powiązaniu tych elementów udało mi się stworzyć platformę szkoleniowo- -usługową dotyczącą zdrowia i sportu kwalifikowanego i rekreacyjnego. Dzięki temu łączę rozwój zawodniczy z możliwością zarabiania pieniędzy.

Ma pan to co w życiu najpiękniejsze – możliwość zarabiania pieniędzy w oparciu o swoją pasję.
To fakt, przez wiele lat nie zastanawiałem się nad tym, ponieważ wydawało mi się to naturalne. Po długim czasie zauważyłem, jak wielu znajomych pracujących w korporacjach mi tego zazdrości.

Z wykształcenia jest pan trenerem i w pewnym sensie żołnierzem.
Jestem absolwentem warszawskiej AWF, na której studiowałem wychowanie fizyczne oraz kierunki trenerskie, natomiast warszawski WAT na wydziale Mechatroniki ukończyłem kierunk związany z bezpieczeństwem. W pierwszym okresie mojej działalności zawodowej, związanej właśnie z bezpieczeństwem, sport i sprawność fizyczna były niezbędne, aby zaliczyć bardzo wymagające testy. Potem dawały mi poczucie bezpieczeństwa i wielokrotnie ratowały życie.

_WEL6750
Jest pan utytułowanym karateką, wielokrotnym mistrzem Polski, Europy i świata. Kiedy zaczęła się pana przygoda z tym sportem.
Najpierw były zapasy. W związku z tym, że w podstawówce nie byłem chłopakiem mocno zbudowanym, postanowiłem się wzmocnić fizycznie, i rozpocząłem przygodę ze sportem, a konkretnie zapasami które dały mi sprawność i zwinność. Nie do końca były jednak tym, czego oczekiwałem. Pewnego dnia spotkałem trenera karate kyokushin, który zaprosił mnie na salę.

Spodobało się?
Zaczęło się trochę stresująco. Gdy dotarłem na salę, na treningu było ponad 100 osób i dużo się działo. Stałem przy drzwiach, bo nie można było wejść ze względu na tłok. Obok stał inny młody człowiek, zapytałem dlaczego nie wchodzi? Odpowiedział, że czeka na swoją kolej. Wszedł i po kilku sekundach wyleciał z hukiem, zdążył mi tylko przekazać: teraz ty. Szczęśliwie trener zdecydował, że tego dnia on był ostatni. Szczęśliwie, ponieważ po paru tygodniach wielu chłopaków się wykruszyło i zostałem przyjęty do sekcji.

Jak to wygląda dzisiaj?
Mam własny klub sportowy, będący częścią Polskiej Organizacji Karate Kyokushin Kaikan IKO Sosai której jestem współtwórcą i prezesem. To, z czego jestem szczególnie dumny, to nasze kontakty z Japonią. Jako jedyny posiadam oficjalne przedstawicielstwo Honbu Dojo z Toki,o którym zarządza córka Masutatsu Oyamy, Kuristina Oyama. Po ostatnich sukcesach naszych zawodników myślimy o rozszerzeniu działalności na Europę.. Był czas, że karate kyokushin w Polsce było bardziej popularne niż piłka nożna. Polacy zachłysnęli się wschodnimi sztukami walki i co najważniejsze, zaczęli odnosić wielkie sukcesy sportowe w tej dziedzinie. Twórca tego systemu walki Oyama działał równolegle z Brucem Lee i był bardzo sławny. Mało kto wie, że to on przygotowywał odtwórcę pierwszego Bonda pod kątem sztuk walki. Był charyzmatycznym i silnym człowiekiem, prowadził w Japonii jedną z najbardziej znanych szkół karate, do której trafiali na 3 lata miłośnicy tej sztuki z całego świata. Przygotowywał swoich adeptów zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Filozofia walki miała tam szczególne znaczenie. Jeśli jesteś w stanie kontrolować swoje ciało i będziesz niezłomny psychofizycznie, to z resztą nie będziesz miał problemu. Esencja kyokushin to walka, a jej początek to walka ze swoimi słabościami. Dalej pojawiał się przeciwnik, który był tylko elementem drogi dążenia do doskonałości.

I tak dochodzimy do biznesu.
Jeśli do tego, o czym mówiłem, dodamy jeszcze upór i konsekwencję w działaniu, to jesteśmy gotowi na sukces w biznesie. Karate, podobnie jak biznes, nie lubi „zapałek”, czyli ludzi, którzy przychodzą na salę ćwiczeń lub do firmy, zapalają się, a kiedy widzą, ile pracy wymaga sukces, gasną i odchodzą. W Japonii na egzaminach, które trwają nieraz kilka godzin, padasz na matę. Ale nikt nie ma ci tego za złe, oceniający sprawdzają, czy masz siłę, żeby wstać i walczyć dalej. To jest właśnie miara sukcesu – pokonać własne słabości, podnieść się i walczyć dalej. W biznesie jest dokładnie tak samo. I to kształtuje osobowość

Jest pan właścicielem firmy Life Clinic.
Jest to klinika rehabilitacji funkcjonalnej, obejmującej ortopedię, kardiologię, neurologię. Jak wszystko w moim życiu, jest oczywiście związana ze sportem. Kompleksowo przygotowujemy naszych klientów do aktywności fizycznej. Chodzi o to, aby osoby, które czują się sprawne fizyczne i chcą, na przykład, przebiec półmaraton lub maraton, przygotować do tego wydarzenia w taki sposób, by miały z tego tylko przyjemność i żadnych kontuzji lub uszczerbku na zdrowiu.

W ostatnich latach nastąpiła prawdziwa eksplozja popularności zdrowego stylu życia.
Z jednej strony zdrowie, piękno i samoakceptacja własnego wyglądu, z drugiej to, na co zwracają uwagę pracodawcy. Pracownik sprawny, zdrowy i dobrze wyglądający, emanujący siłą i skutecznością jest o wiele bardziej wydajny w organizacji. Wiele firm właśnie pod tym kątem ocenia swoich managerów. Co ciekawe, dzisiaj wyznacznikiem statusu i sukcesu jest już nie tylko dobry samochód, ale i wysportowany wygląd. Palenie to obciach. Mam klienta, któremu prezes korporacji zapowiedział, że jeśli się za siebie nie weźmie, to nie będą w niego inwestować, bo za rok będzie miał zawał. Trafił do mnie, ze swoich ponad 130 kilogramów stracił już 15. Walczymy dalej. Co najważniejsze, nie stosujemy żadnych cudownych diet. Podstawą jest dieta i codzienne ćwiczenia fizyczne.

Co pan radzi osobom, które stoją dzisiaj przed podjęciem decyzji zmienienia czegoś w swoim życiu. Robić to samemu, czy zwrócić się do specjalisty?
Najważniejsza jest świadomość konieczności zmiany. Oczywiście polecam wizytę u specjalisty, bo tylko on pomoże profesjonalnie dostosować rodzaj i intensywność ćwiczeń, ustali dietę oraz zajmie się rehabilitacją. Trzeba pamiętać, że ta ostatnia powinna być stosowana nie tylko po kontuzji, ale też jako profilaktyka, która przed nią uchroni. Należy zawsze mieć z tyłu głowy, że źle dostosowany lub prowadzony trening może być przyczyną kontuzji, która wyłączy nas z pracy.

img005

Tak właśnie zaczęła się konkurencja firm dbających o zdrowie z firmami ubezpieczeniowymi.
Rzeczywiście, na Zachodzie ludzie prowadzący firmy związane ze zdrowiem fizycznym przekonywały pracodawców, iż lepiej zapłacić im i zaoszczędzić na ubezpieczeniu, bo człowiek chory kosztuje i, co gorsza, nie pracuje, a zdrowy i zmotywowany jest doskonałym przykładem dla innych. Od strony biznesowej chcemy stworzyć podobny model, z tą jednak różnicą, że nie zamierzamy konkurować z firmami ubezpieczeniowymi, ale chcemy rozszerzyć ich ofertę. To jest następny kierunek, w którym chcemy rozwijać naszą firmę.

Kim dla pana jest health manager.
To jest właśnie kwintesencja tego, co staramy się robić. Poprzez kompleksową informację chcemy zaoszczędzić ludziom czas i dać im to, co dla nich będzie najlepsze i najbardziej efektywne.

Zaoszczędzić czas?
Żeby nie musieli szukać diety, ćwiczeń, sali i trenera. To my bardzo kompetentnie zrobimy za nich.

Czyli działacie jak doradcy finansowi. Powierz nam swoje pieniądze, a my odpowiednio inwestując sprawimy, że zarobisz.
Takie jest sedno sprawy, z tą tylko różnicą, że klient powierza nam swoje zdrowie.

Pana firma to jednak nie tylko dbałość o rozwój fizyczny, ale i kompleksowa, prowadzona przez najlepszych fachowców rehabilitacja.
Z doświadczenia wiem, że osoby po różnego rodzaju urazach i operacjach mają znikomą wiedzę na temat tego, jak wrócić do zdrowia w taki sposób, aby nie nabawić się kolejnych urazów. Jak wrócić do aktywności i do jakiej aktywności. Odpowiedzi na te pytania tylko pozornie są proste…

Inspiracją rozwoju Life Clinic był jeden z pana klientów.
Człowiek po koszmarnym wypadku samochodowym, który do końca życia miał jeździć na wózku. Groziła mu również amputacja jednej nogi. Dzisiaj normalnie chodzi, ćwiczy i cieszy się życiem. Oczywiście, żeby tak się stało, musiał wykonać tytaniczną pracę nie tylko fizyczną, ale i psychiczną. I tu wracamy do karate: jeśli pokonasz własne słabości i będziesz w pełni kontrolował swoje ciało i umysł, wszystko jest możliwe.

Co lubi Tomasz Boruc?

img007Ubrania „Większość czasu spędzam w strojach sportowych, najchętniej Addidas i Nike.”
Wypoczynek „Robię to co lubię, wyjazdy to również kierunek wschodni.”
Kuchnia azjatycka, japońska
Restauracja w Warszawie Tokyo na Tamce
Samochód Peugeot RCZ
Hobby filozofia dalekiego wschodu, analiza japońskich rynków biznesowych

W drodze do Przemysłu 4.0

Thinking businesswoman with gear mechanisms on her head

Koncepcja Przemysłu 4.0 łączy światy informacji i maszyn, co zapewnia szybką produkcję krótkich serii, a nawet pojedynczych produktów zgodnie z preferencjami zamawiającego.

Dziś to nie moda, tylko konieczność i… wyzwanie dla przemysł

Najważniejsze trendy współczesnych czasów – Internet Rzeczy (IoT – Internet of Things) oraz Przemysł 4.0 (Industry 4.0), a w tle automatyzacja jako ich nieodłączny element – są ze sobą silnie powiązane. Termin Przemysł 4.0 ogłoszono w 2011 r. podczas targów w Hanowerze. To trend odpowiadający zmieniającym się dynamicznie potrzebom rynku, polegający na niwelowaniu różnic pomiędzy sferą fizyczną a cyfrową. Przemysł 4.0, czyli czwarta rewolucja przemysłowa, oznacza wyższą wydajność, poprawę efektywności produkcji, obniżenie jej kosztów, większą szybkość i skalę produkcji, a także lepsze produkty i usługi dzięki gromadzeniu i przetwarzaniu informacji w czasie rzeczywistym. Koncepcja opiera się na trzech głównych elementach: Internet Rzeczy oraz systemy CPS (Cyber-Physical Systems), obsługa dużej liczby danych (Big Data) i zaawansowane analizy (BA/BI), odpowiednia infrastruktura komunikacyjna. Dzięki Industry 4.0 firmy będą produkowały taniej i szybciej, miasta staną się bardziej przyjazne, a jakość naszego życia powinna się poprawić. Od kilku lat przekonują o tym dostawcy rozwiązań IoT oraz firmy analityczne. Jak się jednak okazuje, do wzajemnej komunikacji maszyn i urządzeń polskie firmy na razie podchodzą dość sceptycznie.

Szczypta historii
Pierwszą rewolucję przemysłową zapoczątkowało wynalezienie silnika parowego (wiek pary), druga wiązała się z wdrożeniem technik masowej produkcji (wiek elektryczności), trzecia to wprowadzenie elektronicznych systemów i technologii IT automatyzujących procesy produkcyjne (wiek elektroniki, komputeryzacji, internetu) Czwarta rewolucja przemysłowa (lata 10. XXI w.: wiek zanikania bariery ludzie-maszyny) obejmuje techniki i zasady funkcjonowania łańcucha wartości, z użyciem systemów cyberfizycznych, Internetu Rzeczy i przetwarzania w chmurze, zgodnie ze współczesnym wykorzystywaniem automatyzacji, przetwarzania i wymiany danych (Big Data ) oraz technik wytwórczych. To w zasadzie kontynuacja trzeciej rewolucji. Wśród rozwiązań niezbędnych do jej przeprowadzenia wymienia się standaryzowane protokoły przesyłania danych dla zakładów produkcyjnych, oprogramowanie symulacyjne, oparte na współpracy portale ułatwiające inżynierię w czasie rzeczywistym.

Światowe trendy
Świat przemysłu zaczyna z powodzeniem adaptować technologie znane z rynku konsumenckiego, takie jak media społecznościowe, wizualizacja i analiza danych (wideo/SCADA), zarządzanie głosem, uczenie maszynowe (Machine Learning), cloud computing, Big Data/BI, IoT, a w nim: internet ludzi (sieci społecznościowe i biznesowe), internet rzeczy (inteligentna mobilność), internet usług (inteligentne sieci i logistyka), internet danych (inteligentne budynki i mieszkania). Ze względu na dynamicznie rosnącą liczbę źródeł danych, a także złożoność informacji ręczna klasyfikacja i analiza stają się nieopłacalne. Dzięki uczeniu maszynowemu, które polega na przewidywaniu trendów, zjawisk i szukaniu wzorców na podstawie analizowanych danych, można budować stale aktualizujące się modele pracy podzespołów, urządzeń czy nawet całych fabryk, aby np. z wyprzedzeniem identyfikować wczesne symptomy awarii lub przewidywać i optymalizować wydajność linii produkcyjnej.

Na początku 2016 r. bank inwestycyjny BofA Merrill Lynch opublikował raport specjalny na temat robotyzacji gospodarki (Robot Revolution – Global Robot & AI Primer). Zgodnie z nim, do roku 2025 roboty będą wykonywać 45 proc. zadań produkcyjnych (10 proc. obecnie). Roboty stają się nieodzowne w wielu sektorach, takich jak automatyka przemysłowa, motoryzacja i transport (pojazdy autonomiczne), obronność (drony), opieka zdrowia (roboty chirurgiczne), rolnictwo i górnictwo (maszyny autonomiczne) oraz sektor użytku osobistego i domowego (roboty czyszczące czy zapewniające rozrywkę). Wprowadzenie robotów oraz sztucznej inteligencji mogłoby zwiększyć produktywność w wielu sektorach nawet o 30 proc., doprowadzając do zmniejszenia kosztów produkcji o 18-33 proc. Analitycy spodziewają się, że światowy rynek robotów osiągnie do 2020 r. wartość 152,7 mld dol. W kwocie tej zawierać się będzie rynek systemów robotycznych (82,7 mld dol.) oraz analitycznych opartych na sztucznej inteligencji (70 mld dol.). Według badaczy, istnieje 50 proc. szans na stworzenie pełnej sztucznej inteligencji (uczące się maszyny) do 2040- 2050 r. oraz 90 proc. szans, że stanie się to do 2075 r. Eksperci spodziewają się, że systemy te przejdą do stadium superinteligencji w mniej niż 30 lat później.

Inteligentna fabryka
Urzeczywistnieniem Przemysłu 4.0 jest inteligentna fabryka (Smart Factory), w której systemy cyberfizyczne sterują procesami fizycznymi, tworzą wirtualne (cyfrowe) kopie świata realnego i podejmują zdecentralizowane decyzje, a przez Internet Rzeczy w czasie rzeczywistym komunikują się i współpracują ze sobą oraz z ludźmi. Z kolei usługi wewnętrzne i międzyoperacyjne oferowane są i użytkowane dzięki przetwarzaniu w chmurze. Jaka powinna być fabryka przyszłości? W 100 proc. zautomatyzowana, samooptymalizująca i komunikująca z wytworzonymi przez siebie produktami w celu ich ulepszania. Dostosowująca się natychmiast do informacji, jakie przesyła klient. To na razie pieśń przyszłości… ale wcale nie tak odległej. Inteligentna fabryka oferuje możliwość produkcji pojedynczych towarów na indywidualne zamówienie klienta.

To także szybka adaptacja do zmian i sytuacji awaryjnych, efektywne wykorzystanie zasobów i energii, budowanie nowych modeli współpracy z partnerami w ramach rozszerzania procesu produkcyjnego na dostawców i odbiorców. To efektywne współdzielenie wiedzy, kompetencji i innowacyjności pracowników niezależnie od czasu i miejsca, w którym się znajdują. W inteligentnej fabryce powszechnie stosowane są rozwiązania mobilne, m.in. smartfony, tablety, gadżety typu wearable, sprawdzające się w całym łańcuchu procesów – od kontaktu z klientem, przez obsługę produkcji i magazynu, po wysyłkę zamówień. Według danych Ericsson Mobility Report, w 2021 r. aż 28 mld różnego typu urządzeń będzie połączonych z siecią, a rozwiązania z zakresu IoT zdominują większość branż przemysłowych na świecie.

Korzyści z IoT
Internet of Things to czynnik napędowy budowania wartości biznesowej. W raporcie ze stycznia 2015 r. Accenture prognozowała, że Przemysł 4.0 może dostarczyć światowej gospodarce 14,2 trylionów dol. do 2030 r. w samej tylko Wielkiej Brytanii. Z kolei firma IDC zaprezentowała w kwietniu 2016 r. raport „Cyfrowa transformacja z perspektywy Internetu Rzeczy”. Zgodnie z nim, 75 proc. średnich i dużych przedsiębiorstw zainwestowało w IoT. Oczekuje się, że do 2020 r. ich wydatki na rozwiązania IoT wyniosą prawie 1,5 bln dol. (700 mld dol. w 2015 r.). Najwięcej na rozwiązania IoT wydadzą sektory: produkcyjny, transportowy, energetyki, użyteczności publicznej i sprzedaży detalicznej, w ramach których realizowanych będzie wiele różnych planów biznesowych. Przemysł 4.0 diametralnie zmieni sposób naszego życia i pracy. W przemyśle wytwórczym otwiera ogromne możliwości: od optymalizacji całych łańcuchów dostaw, przez analizę predykcyjną, która umożliwia identyfikację problemów przed ich wystąpieniem, po redukcję kosztów energii. Analitycy IDC Manufacturing Insights prognozują, że do 2020 r. w co najmniej połowie procesów w firmach będą stosowane automatyczne systemy gromadzenia danych, a w jednej czwartej będą dostępne funkcje autokorekty.

Firmy z sektora produkcyjnego liczą na obniżenie kosztów operacyjnych dzięki technologiom IoT. Będą mogły tworzyć inteligentne sieci maszyn, niezależnie komunikujące się i synchronizujące ze sobą, co zmniejszy konieczność interwencji operatora. Inteligentne systemy ułatwią wykrywanie niedociągnięć i podejmowanie działań naprawczych. Oferując takie narzędzia, jak analiza predykcyjna oraz wgląd w stan zapasów i łańcuch dostaw, Przemysł 4.0 pomoże zmniejszyć koszty związane ze spodziewanym ryzykiem, co jest jedną z najważniejszych korzyści.

Przemysł 4.0 w Polsce
Z badania przeprowadzonego w III kw. 2015 r. przez działającą w branży automatyki przemysłowej firmę ASTOR wśród 100 przedstawicieli polskich firm produkcyjnych (raport „W jakie technologie inwestują firmy produkcyjne w Polsce?”) wynika, że firmy te coraz chętniej sięgają po rozwiązania z zakresu automatyki i informatyki już 91 proc. z nich deklaruje częściowe lub całkowite zautomatyzowanie produkcji (w 2014 r. 80 proc. badanych), a 67 proc. postrzega się jako przedsiębiorstwa zinformatyzowane. Badanie ujawnia jednak, że polskie firmy czeka jeszcze sporo pracy. Tylko około 36 proc. ankietowanych deklaruje, że ich systemy sterowania maszyn są zintegrowane z oprogramowaniem przemysłowym na tyle, aby mogły automatycznie gromadzić dane. Podobne wnioski wypływają z danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej (publikacja raportu w maju 2016 r.). Choć o Internecie Rzeczy słyszał co czwarty przedstawiciel działającego w Polsce przedsiębiorstwa, z rozwiązania korzysta obecnie zaledwie 3 proc. firm. Największym odbiorcą IoT są duże przedsiębiorstwa – do wykorzystywania tej technologii przyznaje się 8 proc. dużych firm, zatrudniających powyżej 50 pracowników. Najmniejszym odbiorcą są firmy zatrudniające od 10 do 49 pracowników. W tej grupie zaledwie 2 proc. korzysta z rozwiązań M2M (Machine-to-Machine), ale nawet te, które wdrożyły IoT, stosują tę technologię w ograniczonym zakresie. Obecnie najwięcej firm wykorzystuje Internet Rzeczy w obszarze transportu i logistyki, np. do pomiaru zużycia paliwa czy powiadamiania o zdarzeniach drogowych. 29 proc. firm wykorzystuje IoT w obszarze handlu, a 1 proc. do monitoringu pojazdów i budynków oraz zarządzania ruchem. W przyszłości, według danych UKE, zmieni się niewiele. Okazuje się, że im bardziej zaawansowane rozwiązanie, tym mniejsza chęć do jego wdrażania. W monitoringu zarządzania ruchem, przestrzenią czy transportem publicznym zastosowanie widzi 13 proc. ankietowanych. Zaledwie 8 proc. firm deklaruje wykorzystanie IoT w przemyśle, co stawia pod znakiem zapytania realizację koncepcji Przemysłu 4.0. Miałaby ona szansę dzięki modernizacji fabryk i wdrożeniu nowoczesnych technologii w zakresie analizy danych (Big Data), systemów zarządzania cyklem życia produktów (PLM) czy popularyzacji robotów.

Bezpieczeństwo
Przedsiębiorstwa, które wykorzystują IoT zwracają uwagę, że technologia ta daje możliwość monitorowania istotnych parametrów (96 proc. wskazań w tej grupie) oraz zwiększa poczucie bezpieczeństwa (70 proc.) – wynika z badania UKE. Ale wśród największych zagrożeń związanych z IoT ankietowani wymieniali bezpieczeństwo. Aż 69 proc. badanych wskazało możliwość ataku na urządzenia IoT, 31 proc. – nieuprawniony dostęp do informacji oraz danych. Dla 28 proc. wdrożenie IoT oznacza mniejsze poczucie bezpieczeństwa. Jak wykazują eksperci, te obawy nie są bezpodstawne. Należy bowiem zapewnić bezpieczną i niezawodną
komunikację pomiędzy urządzeniami i maszynami. Dopiero wtedy możliwe będzie m.in. skrócenie czasu wprowadzania nowych produktów na rynek i obniżenie kosztów produkcji, a w konsekwencji wzrost konkurencyjności.

Przyszłość Przemysłu 4.0
W Europie Zachodniej czwarta rewolucja przemysłowa trwa już w najlepsze. Takie czynniki jak powszechny dostęp do internetu, mobilność urządzeń czy obniżenie kosztów przechowywania danych poszerzają i pogłębiają jej zasięg. My jesteśmy dopiero w drodze do Przemysłu 4.0.

 

2,8 mln km w 3 tygodnie rowerami i Škodami

Červený vůz Škoda Superb speciálně upravený pro ředitele Tour de France by představen 23. června českým novinářům v Paříži.

Červený vůz Škoda Superb speciálně upravený pro ředitele Tour de France by představen 23. června českým novinářům v Paříži.

Škoda jest już po raz 13. patronem i partnerem technicznym legendarnej Francuskiej Pętli: Tour de France. Tym razem do obsługi wyścigu rusza rekordowa flota 250 samochodów

121-letnia historia Škoda zaczęła się od rowerów i kolarstwa (panowie Laurin i Klement wytwarzali znakomite bicykle własnego patentu), nic więc dziwnego, że przez wszystkie lata swego istnienia marka ta jest związana z tym sportem. Škoda sponsoruje i wspiera zespoły kolarskie, zapewnia im fachową obsługę transportową i techniczną, jest w tym świecie jednym z najistotniejszych graczy. Nic dziwnego, że Škoda jest obecna również w największej i najsłynniejszej imprezie kolarskiej naszego globu – w legendarnym Tour de France. Także w tym roku – już po raz 13. – czeska marka będzie wyraźnie widoczna.

Jako oficjalny patron oraz partner techniczny wyścigu, Škoda dostarczy aż 250 samochodów, które przez 3 tygodnie trwania imprezy będą obsługiwać kolarzy, sędziów, techników, działaczy, służby ratownicze i wsparcia, logistykę, itp. Także najważniejszy samochód wyścigu – tzw. Czerwone Auto, a więc osobisty samochód Dyrektora Wyścigu – to Škoda. To limuzyna Superb, w której oprócz skomplikowanego, ale niezbędnego w pracy Dyrektora osprzętu technicznego (łączność etc.) zamontowany będzie ogromny otwierany dach, którego funkcją steruje się z tyłu kabiny. Dzięki temu Dyrektor także w czasie jazdy będzie mógł osobiście nadzorować wszystko, co się wiąże z imprezą i jej przebiegiem. Škoda jest w tym roku także oficjalnym partnerem „Najlepszego Sprintera” – logo czeskiej marki samochodowej znajdzie się na zielonej koszulce kolarza, który najlepiej radzi sobie w sprincie. W ubiegłych latach logo pojawiało się na białej koszulce najmłodszego kolarza.

20150706TDF0003

Oswajanie szampana

IMG_8852

Niełatwo dziś znaleźć swoją niszę na rynku, ale jest to możliwe, czego dowodzi sukces Domu Szampana, firmy od pięciu lat zajmującej się importem i promocją królewskiego trunku

Nie było to zadanie łatwe. Ciągle jeszcze w naszym kraju wino przegrywa w konkurencji z piwem i wysokoprocentowymi alkoholami. I zapewne jeszcze długo tak będzie. To kwestia tradycji i przyzwyczajeń kulinarnych. Wiele się jednak w tej dziedzinie zmieniło, zwłaszcza w ostatnich latach, gdy – wzorem Biedronki – kolejne duże sieci handlowe rozszerzyły swą winiarską ofertę pokazując, że dobre niekoniecznie znaczy drogie… Pokłosiem tych działań jest moda na wina musujące – jak włoskie prosecco, czy hiszpańska cava. A stąd już niewielki krok do tego co najlepsze, czyli szampana…

– Wspólnie z właścicielem firmy Marcinem Golikiem pracowaliśmy w branży finansowej – opowiada Monika Żołnierzak, dyrektor sprzedaży Domu Szampana. – A to wiązało się z licznymi stresami, zwłaszcza z odpowiedzialnością za pieniądze, które powierzali nam inwestorzy. Gdy gospodarka kwitnie, wygląda to świetnie, ale kryzys wszystko zmienia… W związku z tym postanowiliśmy się zająć biznesem, którego sukces zależałby od nas, a nie od czynników zewnętrznych. Na pomysł zajęcia się importem szampana wpadł Marcin. Gdy przeanalizowaliśmy wszystkie za i przeciw, doszliśmy do wniosku, że mamy szanse na sukces. Przed pięciu laty spożycie szampana w Polsce wynosiło około 240 tys. butelek, dziś sięga 340 tys. Duża w tym zasługa dwojga młodych przedsiębiorców. Udało im się opracować biznesplan omijający rafy walki z konkurentami, którzy już dawno wypracowali silną pozycję na rynku krajowym. Dlatego na wstępie nastawili się wyłącznie na szampana, świadomie rezygnując z importu win musujących. Ułatwiło to wejście do sklepów specjalistycznych i restauracji. Ze względu na wysoką cenę jednostkową – zaczynającą się od około 100 zł – szampan był postrzegany jako produkt o marginalnym znaczeniu. Jak się okazało w praktyce – niesłusznie.

– Nasz pierwszy pomysł marketingowy polegał na „oswojeniu szampana” – mówi Monika Żołnierzak. – Zaczęliśmy organizować w prestiżowych restauracjach prezentacje dla sommelierów. Nie ograniczaliśmy się do degustacji, równie ważna była dla nas kwestia foodpairing, czyli dopasowania dań do różnych gatunków szampana. Generalnie – zresztą nie bez racji – uważa się, że szampan jako jedyny pasuje do każdej potrawy i można go w związku z tym podawać począwszy od przekąsek, poprzez dania główne, aż do deserów. Warto jednak pamiętać, że ten szlachetny trunek ma wiele odmian – głęboko wytrawny smakuje zupełnie inaczej niż, na przykład, różowy. Nie zawsze sprawdza się więc połączenie z truskawkami lub gorzką czekoladą, choć to sposób podawania popularyzowany latami przez media… Dom Szampana chcąc dotrzeć do grupy koneserów podjął współpracę z magazynem „Wino”. Liczne degustacje i recenzje zaowocowały prestiżowymi, branżowymi nagrodami – dwoma złotymi i trzema srebrnymi medalami. W 2013 roku firma została wyróżniona tytułem Importera Roku. Kilka znanych restauracji wprowadziło do menu nie tylko całe butelki, ale też szampana sprzedawanego na kieliszki po około 25 zł. W siedzibie firmy zaczęli się pojawiać klienci indywidualni, którzy regularnie kupują całe kartony i to niekoniecznie koncentrując się na najtańszych butelkach.

– Rozszerza się grono naszych dostawców – dodaje Monika Żołnierzak. – Zaczynaliśmy od współpracy ze średnimi i małymi producentami, w czym pomogła nam firma Logos specjalizująca się w kojarzeniu partnerów biznesowych z Polski i Francji. Następnie nawiązaliśmy współpracę z potentatami, takimi jak LVMH i Pernod Ricard. Na marginesie – w Szampanii wielcy wytwórcy harmonijnie współpracują z małymi, choćby kontraktując u nich winogrona. Zgodnie z zasadą, że kropla drąży skałę, biznes po ponad dwóch latach inwestycji, zaczął zarabiać. Nie obyło się, rzecz jasna, bez niemiłych niespodzianek, jak np. zaskakująco długie terminy płatności w kluczowym dla biznesu sektorze HORECA, podczas gdy francuscy dostawcy oczekują zapłaty przy odbiorze… Dziś Dom Szampana jest liderem – należy do niego 80 proc. specjalistycznej rynkowej niszy. A to wystarcza, by planować kolejne przedsięwzięcia.

Czy czeka nas czwarty „rozbiór” OFE?

ManagerOnline

Co cztery lata mamy emocje związane z Euro (w sensie piłkarskim), olimpiadą czy z futbolowymi mistrzostwami świata. Również co cztery lata oferowane są nam emocje dotyczące zabezpieczenia emerytalnego

Co ciekawe, te ostatnie są dużo bardziej stonowane niż w przypadku emocji sportowych, choć przecież to od systemu emerytalnego w dużej mierze zależy, czy będziemy żyli długo i szczęśliwie. Pierwszy „rozbiór” OFE sięga roku 2005 – to wówczas właśnie w gorączce podwójnych wyborów (prezydenckich i parlamentarnych) ustępujący prezydent nie zgłosił weta wobec ustawy wyłączającej najgłośniejsze grupy zawodowe poza nowy system emerytalny. To było nie tylko powstanie wyrwy w finansach systemu, ale także symboliczne pęknięcie monolitu emerytalnego, jasne wskazanie, że może być inaczej, że można przy niej majstrować, że reforma emerytalna nie musi objąć wszystkich.

Cztery lata później ówczesny minister finansów zaproponował „tymczasowe” ograniczenie przekazywania składki do systemu emerytalnego z uwagi na kryzys finansowy. Decyzja ta miała kolosalne znaczenie ze względu na swój wymiar symboliczny. Po raz pierwszy okazało się, że można mniej naszych (jak się wówczas wydawało) pieniędzy przekazywać do systemu emerytalnego i świat się nie zawalił. Trzeci „rozbiór” OFE był naturalną konsekwencją drugiego – skoro wcześniej bez protestów można było „oszczędzić”, to dlaczego by nie pójść dalej i nie przejąć części oszczędności przyszłych emerytów. Tym bardziej, że – z makroekonomicznego punktu widzenia – przekładanie z jednej kieszeni (zadłużanie budżetu na potrzeby emerytur) do drugiej (inwestowanie OFE w obligacje Skarbu Państwa), rozsypując po drodze dużo pieniędzy (w formie opłat za zarządzanie), nie miało większego sensu. Ówczesny (ten sam zresztą, co poprzednio) minister finansów uznał, że jak najbardziej można i należy pójść dalej. Doszło do nacjonalizacji 51,5 proc. aktywów OFE, przy pełnej akceptacji rządu, Prezydenta RP i Trybunału Konstytucyjnego. O ile można zrozumieć ekonomiczny sens tej decyzji, o tyle styl był po prostu dewastujący. Przeprowadzenie przez Sejm ustawy zmieniającej system emerytalny zajęło zaledwie 4 dni, nie było sensownej debaty, a ciemny lud kupił hasło, że odbijamy jego pieniądze z „kasyna” i że dzięki tym zmianom przyszłe emerytury będą bezpieczniejsze. Po dokonanych zmianach struktura portfeli OFE bardziej przypomina fundusze hedgingowe niż emerytalne, a ograniczenie napływu nowych środków i drenowanie starych za pośrednictwem mechanizmu „suwaka” spowodowało, że OFE stały się przedsięwzięciami schyłkowymi, gatunkiem skazanym na stopniowe wymarcie, jeszcze przed wymarciem ich członków.

Po tych działaniach stało się jasne, że pieniądze z OFE można bezkarnie wykradać, przy aplauzie samych okradanych. Że nie ma oporu społecznego ani partii politycznej, która by chciała zaryzykować obronę systemu emerytalnego. W tej sytuacji czwarty (i ostatni) „rozbiór” OFE jest oczywistą oczywistością – nieznana pozostaje tylko data i forma tej operacji. Jeśli chodzi o datę, to – trzymając się dotychczasowych interwałów – należałoby obstawiać rok 2017. Nieco więcej wątpliwości można mieć co do formy, bo pojawiły się nowe okoliczności w sprawie. Przeprowadzona przez SEG analiza „Wpływ reformy OFE na polski rynek kapitałowy” (po trzecim rozbiorze OFE, tj. w roku 2013) opierała się na założeniu, że aktywa kilkunastu OFE zostaną po prostu skomasowane w jednym funduszu zarządzanym przez Skarb Państwa. Jak wówczas wyliczyliśmy, oznaczałoby to przekroczenie zaangażowania ZUS lub Skarbu Państwa poziomu 25 proc. wartości akcji w 72 spółkach giełdowych, z czego w 60 spółkach Skarb Państwa nie był do tego momentu istotnym akcjonariuszem, a w 36 spółkach stałby się głównym akcjonariuszem. Przy czym wówczas istniał jeszcze bezpiecznik w postaci określonych zachowań w przypadku nabywania znacznych pakietów akcji. Konkretnie chodziło o obowiązek zaoferowania odkupienia akcji od pozostałych akcjonariuszy (na co potrzebne by było 44 mld zł), albo zejście poniżej progu 33 proc. (co by się wiązało z podażą akcji o wartości 41 mld zł). Oba te rozwiązania były z ekonomicznego punktu widzenia na tyle irracjonalne, że niejako obalały wcześniejszy wniosek o zagrożeniu nacjonalizacją.

Życie okazało się jednak bogatsze od naszej wyobraźni. Dziś już żyjemy w takim otoczeniu prawnym, że w określonych okolicznościach wymogi dotyczące nabywania znacznych pakietów akcji nie obowiązują Skarbu Państwa. A zatem do takiej nacjonalizacji może dojść bardzo szybko – wystarczy sama konsolidacja OFE pod parasolem ZUS, FRD czy jakiegoś innego podmiotu. Na stole pojawiły się jednak inne koncepcje, nieco bardziej skomplikowane. Koncepcje te kręcą się wokół transferu środków z PTE do TFI, z opcją redystrybucji tych środków, aby wszyscy mieli po równo, jak za starych dobrych czasów. I aby wszyscy zachęceni tym „kapitałem początkowym” zaczęli teraz dobrowolnie oszczędzać na emeryturę. Według mnie, takie rozwiązanie nie realizuje żadnych sensownych celów. Obecnie rządzący nie potrzebują dalszej redystrybucji środków przy tak wysokim poziomie ryzyka. Możliwe są rozwiązania dużo prostsze. Rozwiązaniem takim jest po prostu przejęcie aktywów OFE. Warto podkreślić, że chodzi o przejęcie „tylko” 48,5 proc. aktywów, bo przecież 51,5 proc. zostało przejęte wcześniej i wówczas masowych protestów nie było. A wraz z przejęciem aktywów można przejąć spółki, zarządy, rady nadzorcze. Dlatego ja pozostanę raczej przy mojej wizji sprzed 3 lat. Mając jednocześnie wielką nadzieję, że byłem wówczas w błędzie.

Rodzinne dofinansowanie na przyszłość

Happy family with raised hands up isolated on white background
Happy family with raised hands up isolated on white background
Happy family with raised hands up isolated on white background

Program Rodzina 500+ to okazja dla banków i ubezpieczycieli na pozyskanie nowych klientów i nowych oszczędności

Niektóre z banków wprowadzają nowe oferty przeznaczone dla beneficjentów dofinansowania na dzieci, inne dostosowują swoje produkty. Trzeba jednak uważać, bo pomysły instytucji finansowych na zagospodarowanie pieniędzy z programu Rodzina 500+ nie zawsze są tak atrakcyjne, jak wynika to z reklam lub są atrakcyjne przez krótki czas. Na szczęście, nie dotyczy to wszystkich.

Od konta po lokatę
BOŚ zachęca do zakładania bezpłatnego EKOkonta bez Kosztów. Jeżeli na rachunek będą wpływały pieniądze ze świadczenia, można liczyć na 2-procentowe odsetki w skali roku. Niestety, promocyjnym oprocentowaniem objęte będą oszczędności tylko do wysokości 3 tys. zł. Pozostałe pieniądze nie będą już procentowały na przyszłość. W promocji nie mogą uczestniczyć osoby, które korzystały z poprzednich promocji: EKOkonto bez Kosztów + Karta z Nagrodą lub EKOkonto bez Kosztów + Bon sportowy. Mogą natomiast wziąć w niej udział ci, którzy posiadają inne rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe w BOŚ Banku. Muszą jednak zmienić rachunek, a to kosztuje – bank za zmianę pobierze 50 zł. Promocja będzie trwała do odwołania, a ewentualne jej zakończenie nie wpłynie na wysokość oprocentowania konta. Nowi klienci banku dodatkowo mogą skorzystać z promocyjnego oprocentowania na rachunku oszczędnościowym EKOprofit. Oszczędności do 50 tys. zł będą zarabiały 3,25 proc. w skali roku, a powyżej – 2,75 proc. Oferta ta obejmuje również osoby, które nie są beneficjentami rodzinnego programu, ale w ich przypadku wpływ na konto musi wynosić 1 tys. zł.

Na tle innych ofert bankowych to atrakcyjna propozycja. Warunkiem skorzystania z obu propozycji jest tylko posiadanie aktywnej karty debetowej do EKOkonta bez Kosztów. W BZ WBK osoby, które we wniosku Rodzina 500+ wskazały Konto Godne Polecenia z kartą i usługami BZWBK24, również mogą liczyć na atrakcyjną promocję „Rodzinnie czyli korzystnie!”. Wystarczy, że od lipca tego roku przez sześć kolejnych miesięcy na konto będzie wpływało 500 zł ze świadczenia rodzinnego, aby bank zasilił konto 50 zł za każdy miesiąc. Warto tu zaznaczyć, że wartość nagrody w sprzedaży premiowej jest zwolniona z podatku dochodowego. Promocja będzie trwała do 31 stycznia 2017 roku.

To nie jedyna korzyść. BZ WBK ma w zanadrzu jeszcze jedną promocję – „Rodzinne 10% na Twojej karcie!” – w której za zawarcie co najmniej 10 transakcji bezgotówkowych kartą do Konta Godnego Polecenia w każdym z trzech kolejnych miesięcy, można otrzymać 150 zł dodatkowej nagrody. Przy obu promocjach trzeba tylko pamiętać, że w trakcie ich trwania nie można odwołać wyrażanych na początku zgód marketingowych. Bank wymaga też posiadania telefonu komórkowego do kontaktu, co oznacza, że beneficjenci mogą być zasypywani dodatkowymi ofertami. Da się jednak z tym przetrwać a dodatkowe 450 zł się przyda. Dwie oferty dla beneficjentów programu Rodzina 500 plus – lokatę i konto – utworzył PKO BP. Na lokacie Kapitał dla Dziecka można gromadzić oszczędności przez 15 lat wpłacając od 100 zł do 500 zł. Za regularne oszczędzanie posiadacz lokaty będzie otrzymywał co pół roku premię odsetkową – 0,2 pkt. proc. do podstawowego oprocentowania lokaty, które jest uzależnione od wysokości stawki WIBOR 3M. Kapitalizacja odsetek naliczana jest co pół roku. Pieniędzy do programu nie można wpłacać z PKO Konta Dziecka, PKO Konta Pierwszego, kont Inteligo, ROR-u Depozyt. Trzeba założyć inne – Konto za Zero.

Oferta promocyjna Konto za Zero skierowana jest do klientów, którzy są beneficjentami programu Rodzina 500+ i nie mają rachunku osobistego w PKO BP. Jeśli na konto trafiać będą pieniądze ze świadczenia rodzinnego, bank nie naliczy opłaty za prowadzenia rachunku, która standardowo wynosi 6,90 zł. Korzystanie z karty debetowej do rachunku też może być darmowe: wystarczy, że jej posiadacz miesięcznie zapłaci nią za zakupy min. 200 zł (standardowo zwolnienie z opłaty następuje po przekroczeniu 300 zł). W przeciwnym przypadku bank potrąci 1,90 zł. Najmniej atrakcyjną ofertę ma Bank Pocztowy. Wprawdzie reklamuje konto 500+ oprocentowaniem 4 proc., ale jest ono gwarantowane tylko od 1 lipca do 30 września dla wpłat do 5 tys. zł. Powyżej tej kwoty wyniesie 0,4 proc.

Pakiety korzyści
Szeroką ofertę dla beneficjentów programu Rodzina 500+ ma mBank – Pakiet Rodzinny: e-konto standard, konto oszczędnościowe, konto dla nastolatków, promocyjną lokatę z funduszem. Konto jest bezpłatne, nie zapłaci się również za kartę, jeśli zawrze się co najmniej pięć transakcji bezgotówkowych w miesiącu. Na koncie oszczędnościowym eMax plus można natomiast liczyć na 2,5-procentowe odsetki w skali roku, ale tylko przez trzy miesiące i do wysokości 5 tys. zł. Później oprocentowanie będzie już symboliczne. Dla wpłat do 50 tys. złotych wyniesie 0,5 proc., od 50 tys. zł do 100 tys. zł – 0,65 proc., od 100 tys. zł – 0,8 proc. i powyżej 200 tys. zł – proc. Promocja będzie trwała do końca sierpnia, ale warunkowy wpływ świadczenia musi nastąpić jeszcze w lipcu. Do końca lipca trwa też promocja czteromiesięcznej lokaty z funduszem z oprocentowaniem od 2,5 do 3,5 proc. w skali roku. Wpłacać można od 4 tys. złotych Do wyboru jest 16 funduszy o różnej skali ryzyka, ale wysokość oprocentowania lokaty jest uzależniona od sposobu podziału oszczędności między depozyt ainwestycję, a nie wyboru samych funduszy.

Najniższe odsetki będą przysługiwały, jeżeli na lokacie pozostanie jedna czwarta pieniędzy. Na 3 proc. można liczyć przy podziale wpłaty pół na pół, a na maksymalne 3,5 proc., jeśli na lokacie pozostanie tylko jedna czwarta pieniędzy przeznaczonych na lokatę z funduszem, a reszta zostanie zainwestowana. Maksymalne wpłaty również są uzależnione od wyboru wariantu. Najmniej 150 tys. zł można ulokować przy wariancie Korzystna para I z najwyższym oprocentowaniem. Przy Korzystnej Parze II z oprocentowaniem 3 proc. wpłacać można do 300 tys. zł, a przy Korzystnej Parze III z najwyższymi procentami aż 450 tys. zł. Wśród funduszy do wyboru są i najbardziej agresywne, takie jak Noble Fund Akcji MiŚS, UniAkcje Wzrostu czy czerpiące dochody również z podziału zysku w spółkach, jak: NN Globalny Spółek Dywidendowych czy PZU Akcji Spółek Dywidendowych. Ale są też zrównoważone i stabilne oraz mniej i bardzie ryzykowne papierów dłużnych: KBC Obligacji Korporacyjnych i KBC Papierów Dłużnych. Jest nawet propozycja dla inwestorów najbardziej zachowawczych: Investor Zabezpieczenia Emerytalnego. Przed założeniem lokaty z funduszem trzeba tylko aktywować Supermarket Funduszy Inwestycyjnych. Pakiet produktów bankowych dla beneficjentów programu Rodzina 500 + ma też Alior Bank. W jego skład wchodzi Konto Rozsądne, przy którym oferuje 3 proc. zwrotu za zakupy spożywcze – maksymalnie 400 zł rocznie – Konto Oszczędnościowe, a nawet pożyczka gotówkowa.

Oprocentowanie na Koncie Oszczędnościowym wynosi 2,5 proc. przez 12 miesięcy, ale tylko do 6 tys. zł. Przy wyższych oszczędnościach oraz po okresie promocyjnym oprocentowanie ustalane będzie w oparciu o stawkę WIBID 1M z 10. dnia kalendarzowego danego miesiąca pomniejszoną o 0,5 pkt. proc. Promocja „Pożyczka z ratą 500 zł” będzie trwała do końca sierpnia. W tym czasie można się zadłużyć na maksymalnie 13 miesięcy. Oprocentowanie kredytu jest zerowe, prowizja natomiast wynosi 500 zł, co brzmi atrakcyjnie, ale jednocześnie oznacza, że przy maksymalnym zadłużeniu Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania wynosi 15 proc. Pożyczkę bez zaświadczeń o dochodach, po okazaniu wyciągu z ROR, mogą otrzymać osoby uzyskujące dochody m.in. z umowy o pracę (regularne wpływy za ostatnie 6 miesięcy) lub emeryturę (za 1 miesiąc). To oferta też oferta dla tych, którzy złożyli wniosek o Rodzinę 500+ w systemie bankowości internetowej Alior Banku.

Oferty z premią pieniężną
Deutsche Bank wprowadził do oferty dziesięcioletnią Lokatę db Plan 500+Premia, która przeznaczona jest dla wszystkich, którzy nie ukończyli 18 lat. Za długoterminowe oszczędzanie bank nagradza premią, która może wynieść 500 zł rocznie, czyli 50 tys. zł w ciągu całego okresu umowy. Premia będzie przysługiwała, jeżeli na rachunek – w ciągu poprzednich 12 miesięcy – wpłynęło 6 tys. zł, czyli równowartość 12 miesięcznych wpłat po 500 zł. Oprocentowanie lokaty jest zmienne i równe wartości stopy WIBID ON, ale tylko do momentu zgromadzenia 5 tys. zł. Premia wypłacana jest na db Konto Oszczędnościowe 500+ z takim samym oprocentowaniem. Nie można jednak jej wypłacić przed upływem pięciu lat, jeśli nie chce się stracić nagrody. Jest to zdecydowanie najlepsza oferta na rynku, a niedogodność niewielka, bo oszczędności mają sens tylko wtedy, jeśli się z nich nie rezygnuje przed terminem. Niektórym klientom może się też wydawać długi okres programu, ale na studia własnej pociechy warto zacząć odkładać wcześnie, wtedy Harvard czy Oxford będą stały otworem.

Bonusami za systematyczność nagradza także Crédit Agricole, ale jest mniej hojny. Program Systematycznego Oszczędzania Moja Rezerwa Finansowa jest przewidziany na pięć lat. Dopiero po tym czasie bank wypłaci premię w wysokości 1,1 tys. zł. Podobnie działa Nationale-Nederlanden w „Promocja 500+”. Wpłaty na ubezpieczenie muszą pochodzić z otrzymywanych wpływów z rodzinnego programu. Zachętą ubezpieczyciela jest roczny bonus, wynoszący – podobnie jak w Deutsche Banku – do 500 zł. Trzeba jednak wykupić ubezpieczenie: Sposób na Przyszłość, Ochronę Jutra lub W trosce o pewną przyszłość. Przynajmniej jedna osoba w jednym z wybranych ubezpieczeń musi być dzieckiem. Poza tym na bonus maksymalnej wartości mogą liczyć tylko klienci, którzy na ubezpieczenie przeznaczą cały wpływ w rządowego programu. Przy niższych wpłatach premia też będzie niższa. Pełne ubezpieczenie na życie, od chorób i wszystkich nieszczęść można jednak wykupić znacznie tańsze. Kto ma wątpliwości może przestudiować Ogólne Warunki Ubezpieczenia każdej z propozycji – kilkadziesiąt stron, z których niewiele wynika, a oszczędności można nie odzyskać – jak to w ubezpieczeniach inwestycyjnych bywa.

Do beneficjentów programu Rodzina 500+ uderza również Prudential. Premiopolisa Start w Życie ma być zabezpieczeniem na przyszłość dzieci między trzecim a szesnastym rokiem życia. Oszczędzać można w profilu konserwatywnym lub zrównoważonym. W pierwszym ubezpieczyciel co najmniej 70 proc. aktywów inwestuje w papiery dłużne Skarbu Państwa lub w inne papiery dłużne o wysokiej wiarygodności, a pozostałą część aktywów w inne instrumenty, takie jak akcje lub nieruchomości. W profilu zrównoważonym, którego strategia przewiduje lokowanie nie mniej niż 45 proc. aktywów w papiery dłużne Skarbu Państwa i inne papiery dłużne o wysokiej wiarygodności emitenta, a pozostałą część aktywów w inne instrumenty, takie jak akcje i nieruchomości. Umowę trzeba podpisać na co najmniej 10 lat, maksymalnie do 25. roku życia pociechy. Wpłacać można od 125 zł miesięcznie.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...