.
Strona główna Blog Strona 384

Zdaniem lidera

    _MG_6180Nowa Škoda Superb zdobyła przed miesiącem nagrodę Manager Quality, co dowodzi, że jest modelem szczególnie chętnie wybieranym przez kadrę zarządzającą.
    Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak autoreklama, ale właśnie ten model w stu procentach zasłużył na takie wyróżnienie. Poprzedni Superb był ceniony za doskonałą relację jakości do ceny i komfort podróżowania na poziomie klasy Premium. Nowy model jest jednak wyjątkowy – nie tylko praktyczny, ale też niezwykle efektowny. Znakomity projektant Jozef Kabaň – autor nowego designu marki – stworzył samochód, który wpisał się w oczekiwania klientów i dealerów. Limuzyn, które cieszą się równie dużym zainteresowaniem jak wersja kombi, moglibyśmy sprzedać w tym roku dwa razy więcej niż planowaliśmy; łącznie (limo + kombi) ponad 10 tys. Sukces przekłada się, niestety, na dość długi czas oczekiwania, który w przypadku najbardziej luksusowej wersji Laurin & Klement wynosi około 6 miesięcy. A właśnie ta wersja znajduje najwięcej nabywców, bo aż 45 proc.

    Czemu trudno się dziwić. Kupując znakomity pod każdym względem samochód reprezentujący segment D, dostajemy – mówiąc żartobliwie – „więcej auta” i o zdecydowanie lepszych osiągach, zwłaszcza w wersji TSI 220 KM, niż w markach Premium.
    Nowy Superb ma ogromy wpływ na wizerunek Škody. Obserwuję to wśród moich znajomych. Kilku z nich zrezygnowało z zakupu samochodów marek uważanych w naszym kraju za prestiżowe właśnie na rzecz Škody Superb. Bardzo mnie to cieszy, bo to świetne rokowanie na przyszłość, zyskujemy nowych klientów. Podobnie wygląda to w skali globalnej, gdzie nowy model sprzedaje się dwa razy lepiej niż poprzedni. A przed nami kolejne premiery aut zaprojektowanych przez Josefa Kabaňa. Na wrześniowych targach w Paryżu zostanie zaprezentowany Kodiaq, w 95 proc. tożsamy z pokazanym w Genewie modelem konceptualnym Vision S, który zebrał mnóstwo pochwał. Będzie to efektowny SUV z trzecim, wysuwanym rzędem siedzeń. W drugiej połowie przyszłego roku pojawi się też zupełnie nowy Yeti, bardzo dobrze przyjęty na wewnętrznym pokazie dla polskich dealerów Škody. Na tym nie koniec nowości – na rok 2017 przewidziano lifting Citigo i Rapida, który w dodatku otrzyma nowe wnętrze, oraz Octavię z kompletnie zmienionym przodem.

    Škoda od lat jest liderem polskiegorynku.
    Po raz pierwszy uzyskaliśmy ten tytuł w 2007 roku i – z krótką przerwą na 2008 rok – utrzymujemy go do dzisiaj. Podobnie dzieje się nie tylko w Polsce, ale też w Czechach, na Węgrzech i Słowacji. W naszym kraju przewaga Škody nad konkurentem zajmującym drugie miejsce jest tak wyraźna, że i w tym roku z pewnością zachowamy tytuł lidera. Chciałbym podkreślić, iż udaje się nam to bez wdawania się w zgubną w dłuższej perspektywie czasu wojnę cenową z naszymi najbliższymi konkurentami. Oni za chwilę będą sprzedawać ponad połowę rocznego wolumenu z rabatami, które do tej pory kojarzone były wyłącznie z akcjami wyprzedaży starego rocznika stosowanymi w pierwszym kwartale roku. Nasza polityka w tym zakresie jest konsekwentna: nie stosujemy agresywnej polityki rabatowej, w zamian za to oferujemy jednak naszym klientom bardzo atrakcyjne formy finansowania. Dzięki świadomej polityce cenowej nasze samochody mają stabilne i wysokie wartości rezydualne, co oznacza, że osiągają wysokie ceny na rynku wtórnym. Jest to warunek niezbędny do przygotowania naprawdę dobrej oferty najmu dla klientów flotowych, jak również atrakcyjnego kredytu z ratą balonową na końcu kontraktu. Obecnie promujemy kredyty i leasingi z miesięczną opłatą abonamentową równą 1 proc. wartości samochodu przy niewielkiej wpłacie własnej. Dzięki tej formie rozliczeń zyskaliśmy znaczną grupę nowych klientów, wśród których jest wielu drobnych przedsiębiorców. Generalnie rzecz biorąc – podobnie jak w Europie Zachodniej i USA – coraz więcej osób rezygnuje z klasycznego zakupu, na rzecz różnych form użytkowania auta, dzięki czemu co 3-4 lata można zmieniać auto na nowe, unikając problemów z odprzedażą. Pokazuje to, jak ważna staje się reguła: płacę tylko za użytkowanie samochodu. Własność staje się kwestią drugorzędną. Klient po zakończeniu 3- lub 4-letniego kontraktu może wybrać jedną z trzech opcji: oddać samochód bankowi, spłacić wartość końcową lub rozłożyć ją na dogodne raty miesięczne.

    Wspomniana przed chwilą wysoka wartość rezydualna ma ogromne znaczenie w przypadku zakupów flotowych.
    Co tu kryć – klienci flotowi doskonale potrafią liczyć i wiedzą, że wysoki rabat to tylko jeden z elementów składowych końcowej ceny użytkowania pojazdu. Za Škodą przemawia wiele argumentów, m.in. niskie koszty serwisu. Ważna jest też charakterystyczna dla marki międzysegmentowość, co oznacza, że zawsze oferujemy więcej niż konkurenci w danym segmencie. Ostatnio zdecydowaliśmy się wzbogacić ofertę o 4-letni pakiet bezpłatnych przeglądów, który jest zawarty w cenie naszych wszystkich modeli.

    Mówi pan o Škodzie z takim zaangażowaniem, jakby to była pańska firma…
    Trudno, żeby wyglądało to inaczej, skoro podjąłem tu pracę 17 lat temu, zaraz po uzyskaniu dyplomu. Studiowałem na wydziale maszyn roboczych i pojazdów Politechniki Poznańskiej. Tematem mojej pracy magisterskiej były silniki spalinowe. I nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ fascynowały mnie sporty motorowe. Moje pierwsze auto przystosowane do wyścigów w klasie H , Fiata 126p z motocyklowym gaźnikiem, rozwijającego szybkość 160 km/h, przygotowałem sam korzystając z części i rad poznańskiego kierowcy wyścigowego Zbigniewa Szwagierczaka. Zawsze bardziej ciągnęło mnie jednak do rajdów samochodowych niż do wyścigów, 4 razy zostałem mistrzem KJS Okręgu Poznańskiego właśnie na Fiacie 126p. Moje kolejne auta, którymi startowałem to Audi Quattro, które świetnie radziło sobie na nawierzchniach szutrowych, później Audi S2, którym udało mi się wygrać kilka zimowych imprez amatorskich. Mam też ogromny sentyment do Subaru Imprezy z 1995 roku, które w tej chwili traktuję jednak bardziej kolekcjonersko. Na marginesie – pieniądze, które umożliwiły mi zakup pierwszego Fiata 126p uzyskałem ze stypendium sportowego jako… mistrz Polski juniorów w trójskoku.

    Jak wyglądała pańska kariera w Škodzie? Co jest dla pana szczególnie ważne w dziedzinie zarządzania?
    Zaczynałem od rozliczania gwarancji w dziale serwisu. Po dwóch latach zostałem specjalistą planowania sprzedaży i produkcji. Mój ówczesny przełożony – Łukasz Zadworny, który obecnie kieruje marką VW – zaproponował mi w 2008 roku stanowisko szefa sprzedaży. Przed rokiem zostałem szefem marki. Wiedzę na temat zrządzania zdobywałem w praktyce. Dziś wiem z całą pewnością, że najważniejszy jest zespół, do którego można mieć zaufanie. Mam dużo szczęścia, ponieważ pracuję z ludźmi kreatywnymi i skutecznymi, którzy w znakomity sposób umieją korzystać ze swobody jaką im pozostawiam.

    Co lubi Tomasz Porawski?_MG_5896

    Ubrania Vistula
    Wypoczynek
    niewielki dom w okolicach Murowanej Gośliny, 40 km od Poznania. Chętnie wyjeżdża do Włoch, a ostatnio także na Wyspy Kanaryjskie
    Kuchnia
    śródziemnomorska
    Restauracja
    „Francuski Łącznik” na poznańskim Sołaczu
    Samochód
    oczywiście Škoda Superb
    Hobby
    sporty motorowe, jazda na rowerze i nartach. Dużo uwagi i czasu poświęca muzyce, zwłaszcza jazzowi. Kiedyś muzyka Wojciecha Waglewskiego zachęciła go do poszukiwań w najróżniejszych stylach muzycznych i tak zostało do dziś. Sporo czyta – głównie biografie i reportaże

    LOTTO na fali wznoszącej

      Lotto_znak_fix

      Potężna, dysponująca dziś 15 tys. punktów sprzedaży, spółka powstała w roku 1956 by gromadzić środki, z których władze planowały finansować remonty i budowy obiektów oraz urządzeń sportowych. Później do zadań Totalizatora Sportowego doszło przekazywanie funduszy na szeroko rozumianą kulturę narodową. Obecnie jest on jednym z najważniejszych filarów wspierających te dwie dziedziny życia społecznego. Każdego roku przekazuje na nie setki milionów złotych.

      8,5 mld złotych na sport
      Przez 60 lat dzięki Totalizatorowi Sportowemu wybudowano, wyremontowano lub zmodernizowano prawie wszystkie obiekty sportowe w Polsce. W ramach ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych, w 1994 r. nałożono na spółkę obowiązkową 20-procentową dopłatę do stawek gier liczbowych. W 2003 roku kolejna ustawa zwiększyła procent dopłat do 25 i zobowiązała spółkę do przekazywania środków nie tylko na budowę infrastruktury sportowej, sport dzieci i młodzieży oraz niepełnosprawnych, ale także na wspieranie kultury narodowej. Z kolei zgodnie z ustawą o grach hazardowych z 2009 roku spółka została zobligowana do przekazywania środków na Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych. Podział pieniędzy z dopłat wygląda następująco: Fundusz Rozwoju Fizycznej – 77 proc. wpływów, Fundusz Promocji Kultury – 20 proc., oraz Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych – 3 proc. Oznacza to w praktyce, że każdy z graczy kupując produkty LOTTO wspiera polski sport, kulturę narodową, a także walkę z uzależnieniami.

      Funduszem Rozwoju Kultury Fizycznej dysponuje Ministerstwo Sportu i Turystyki, które za jego pośrednictwem dofinansowuje projekty samorządów lokalnych, a także realizuje inwestycje o szczególnym znaczeniu dla polskiego sportu. Od 2000 roku na Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej (FRKF) spółka przekazała ok. 8,5 miliarda złotych. Dzięki tym środkom wyremontowano, zmodernizowano czy też wybudowano kilka tysięcy obiektów sportowych: sal gimnastycznych, krytych pływalni, stadionów, boisk, sztucznych lodowisk, torów wioślarskich i kolarskich czy kortów tenisowych. Z pieniędzy Totalizatora Sportowego powstały np. obiekty Centralnego Ośrodka Sportu i Akademii Wychowania Fizycznego, trasy narciarskie i nartorolkowe w Zakopanym, instalacja sztucznego mrożenia rozbiegu i trybun ziemnych Wielkiej Krokwi, czy też stałe, zadaszone lodowisko w gminie Skarżysko- -Kamienna.

      Niezależnie od dopłat przekazywanych na FRKF, spółka wspiera ważne dla polskiego sportu organizacje, kluby i wydarzenia. Sponsoring Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej trwa od 1994 roku. Działania te przynoszą wymierne korzyści obu stronom: LOTTO było najbardziej rozpoznawalnym sponsorem Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej Londyn 2012, wyprzedziło inne marki osiągając 57 proc. rozpoznawalności. Nie inaczej było po znakomitych dla Polski XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Soczi 2014, największym wygranym został Totalizator Sportowy, którego markę kojarzyło z ideą olimpijską aż 75 proc. badanych. W lipcu 2013 roku Totalizator Sportowy został Sponsorem Strategicznym Reprezentacji Polski Koszykarzy oraz oficjalnym sponsorem Tauron Basket Ligi. O wiele dłużej, bo od 22 lat, firma współpracuje z Regionalnym Towarzystwem Wioślarskim z Bydgoszczy. Co ciekawe, od 1993 roku, czyli od chwili podjęcia współpracy z wioślarzami z Bydgoszczy, LOTTO Bydgostia jest nieprzerwanie Mistrzem Polski.

      Fundacja LOTTO Milion Marzeń stworzyła program Kumulacja Aktywności, który przy wsparciu i udziale wybitnych sportowców promuje sport i aktywność fizyczną wśród młodzieży. W ramach programu byli mistrzowie sportu otrzymują granty na realizację kilkumiesięcznych cykli zajęć adresowanych do uczniów gimnazjów.
      W 2014 roku spółka zainaugurowała kolejny projekt sportowy, w tym przypadku związany ze sportami ekstremalnymi, a mianowicie LOTTO Extreme. Pierwszą osobą, która podjęła współpracę z LOTTO Extreme był pilot szybowcowy Sebastian Kawa.

      Nie tylko sport
      Jednym z pierwszych ważnych przedsięwzięć na rzecz kultury, podejmowanych przez Totalizator od lat, było włączenie się w 1971 roku w odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie. Spółka wspiera działania w tej dziedzinie bezpośrednio, wykorzystując własne środki, jak też przekazując pieniądze z dopłat do gier liczbowych i loterii pieniężnych. Łączna wartość przekazanych od 2003 roku funduszy z dopłat to niemal 1,8 mld zł. Dzięki tym środkom można było zrealizować między innymi: Festiwal Malta 2012 w Poznaniu, Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Plus Camerimage w Toruniu, 10. Festiwal Planete+ Doc, 19. Międzynarodowy Festiwal Jazz Na Starówce, dofinansowano projekty dotyczące rozbudowy kolekcji muzealnej, np. w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, oraz remont i przebudowę Zamku Królewskiego oraz Pałacu Czartoryskich w Krakowie.

      Niezależnie od środków z dopłat, Totalizator bezpośrednio wspiera realizację projektów szczególnie istotnych dla polskiej kultury. Wśród nich były multimedialne pokazy „Muzeum Utraconego”, 20. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena, XX Jubileuszowa Gala FRYDERYK 2014, festiwal filmów niezależnych OFF PLUS CAMERA czy 17. Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Nie sposób nie wspomnieć o zaangażowaniu spółki w akcje na rzecz potrzebujących i pokrzywdzonych przez los. Zyski z Zakładów Specjalnych LOTTO przekazywano m.in. na budowę Centrum Zdrowia Dziecka, zakup sprzętu medycznego i karetek dla szpitali, pomoc powodzianom, dzieciom niepełnosprawnym i wychowankom domów dziecka. Spółka przeznaczyła znaczne środki m.in. na działalność oświatowo-kulturalną, rehabilitację społeczną i zawodową prowadzoną przez Fundację Dzieciom Zdążyć z Pomocą, organizację obozów żeglarskich dla dzieci z rodzin rolniczych, pomoc w organizacji akcji letniej Dzieci Lwowskie Gośćmi Piastowskiej Ziemi Dolnośląskiej. W 2010 roku została powołana Fundacja Totalizatora Sportowego, która rozdysponowała znaczącą pomoc m.in. na rzecz poszkodowanych w powodziach.

      Wielkie zmiany
      Totalizator Sportowy nie zawsze był spółką z o.o. Zgodnie z wymogami zmieniającego się rynku, 16 grudnia 1997 roku Państwowe Przedsiębiorstwo Totalizator Sportowy zostało przekształcone w Spółkę Skarbu Państwa z ograniczoną odpowiedzialnością Spółka postawiła na konsekwentny rozwój sieci, nowe produkty i innowacyjne rozwiązania. Godny odnotowania jest program kolektur wzorcowych i salonów sprzedaży. Kolektury te usytuowane są w centrach handlowych oraz innych miejsca o wysokim potencjale sprzedażowym. Z kolei salony sprzedaży są reprezentacyjnymi punktami sprzedaży Totalizatora Sportowego i osiągają wysokie wyniki sprzedaży. Ciekawą ewolucję przeszedł system losowania. Przez szesnaście lat od czasu powstania Totalizatora Sportowego losowania odbywały się z udziałem publiczności. Organizowano je m.in. w salach kinowych, na stadionach sportowych, w domach kultury. Przełom nastąpił 11 marca 1973 roku, kiedy po raz pierwszy zorganizowano losowanie z udziałem kamer TVP, a 19 grudnia tego samego roku wprowadzono bębnową maszynę losującą.

      Od lipca 2010 roku wszystkie losowania odbywają się w nowoczesnym studiu telewizyjnym, będącym własnością Totalizatora Sportowego, a we wrześniu 2014 roku uruchomiono nowy format Studia LOTTO. Program realizowany jest z zastosowaniem najnowszych technik telewizyjnych, systematycznie pojawiają się też goście – osobistości świata muzyki, filmu, sportu. Głównym strategicznym celem spółki jest stały rozwój biznesu, poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań, które pozwolą wyprzedzać potrzeby rynku loteryjnego. Spółka z nadzieją patrzy na coraz bardziej zaawansowane technologie, dzięki którym będzie mogła wprowadzić kolejne produkty. Korzystając ze swoich 60-letnich doświadczeń, LOTTO stawia na rozwój.

      Korzenie loterii

      -Przekazy historyczne dotyczące loterii sięgają czasów biblijnych. Zgodnie z Księgą Liczb (Lb26), ziemia Kanaan została podzielona pomiędzy Izraelitów w drodze losowania: „Losem ma być rozdzielone dziedzictwo pomiędzy rody liczne i mniejsze”.
      -Pierwsza loteria przypominająca obecne gry losowe została zorganizowana około roku 200 p.n.e., za czasów chińskiej Dynastii Han. Jej celem była zbiórka pieniędzy na budowę Wielkiego Muru. Co ciekawe, mechanizm owej gry był pierwowzorem obecnych w Polsce gier Multi Multi i Keno.

      -W Europie historia loterii sięga czasów starożytnego Rzymu. Według źródeł historycznych, Oktawian August zorganizował loterię, z której środki przeznaczono na odbudowę Rzymu. -W średniowieczu często organizowano loterie w celu zbiórki pieniędzy na cele społeczne. Przykładem może być loteria, która odbyła się w 1466 roku w belgijskiej Brugii. Organizatorką była wdowa po sławnym malarzu Janie van Eycku. Chciała w ten sposób uczcić 25. rocznicę śmierci swojego męża, a jednocześnie uzbierać pieniądze dla najbiedniejszych.Nagrodę stanowiły płótna autorstwa wielkiego malarza.

      -W Wielkiej Brytanii loterie organizowane były już za czasów panowania Elżbiety I, od roku 1566. Dzięki zgromadzonym za pomocą loterii środkom udało się zbudować m.in. British Muzeum.

      -W Stanach Zjednoczonych częstym celem zbiórki pieniędzy w drodze loterii była edukacja; najbardziej prestiżowe amerykańskie uniwersytety: Harvard, Columbia, Princeton i Yale wybudowano z pieniędzy pochodzących z loterii.

      -W Polsce pierwsza loteria klasyczna odbyła się w 1748 r. W roku 1768 r. Sejm zezwolił na przeprowadzenie pierwszej
      loterii liczbowej.

      -Gra polegająca na typowaniu kilku z 49 dyscyplin sportowych, którą współczesny świat zna pod nazwą Lotto, wymyślona została na przełomie lat 20. i 30. w Anglii. Przyporządkowanie wówczas kolejnym liczbom najpopularniejszych dyscyplin sportowych zyskało popularność na całym świecie. W drugiej połowie lat pięćdziesiątych gra liczbowa trafiła do Polski.

      Wizja rozwoju napędza biznes

      IMG_3110Firma, którą stworzył pan od zera, dysponuje dziś 1400 samochodami i rozwija się w błyskawicznym tempie, kreując standardy obowiązujące w branży…
      Nie zawsze wyglądało to tak dobrze. Myślę, że wiele osób zniechęciłyby problemy, z którymi zetknąłem się zaczynając działalność.

      Pański przykład dowodzi, że wytrwałość popłaca. Od czego pan zaczynał?
      Kiedy ukończyłem Wydział Organizacji i Zarządzania na Politechnice Wrocławskiej, znalazłem pracę w urzędzie miejskim, ale to mi nie wystarczało. Podjąłem decyzję, by spróbować sił uruchamiając własny sklep spożywczy. Działo się to w 1996 roku w moim rodzinnym Lubinie. Codziennie wstawałem bardzo wcześnie, by przywieźć wszystko co trzeba z okolicznych hurtowni. Wszystkie wolne chwile, choć permanentnie brakowało mi czasu, poświęcałem zdobywaniu wiedzy na temat inwestycji kapitałowych. W tamtym okresie giełda kwitła, a ja szybko zacząłem zarabiać znacznie większe pieniądze niż w sklepie. Wyliczyłem, że godzina spędzona przed komputerem przynosi mi większy zysk niż miesiąc pracy w urzędzie. Zdecydowałem się skoncentrować wyłącznie na inwestycjach. Podjąłem studia w poznańskiej Wyższej Szkole Bankowej. Wydawało mi się wówczas, że znalazłem właściwą drogę, ale nastąpił krach na rynkach finansowych, a ja z dnia na dzień straciłem wszystko, co udało mi się zarobić…

      To prawdziwy wstrząs.
      Dla mnie był to impuls do działania. Zrozumiałem, że tym razem muszę stworzyć firmę, której los będzie zależał tylko ode mnie. I tak zacząłem pożyczać duże samochody typu VAN, którymi woziłem do Niemiec osoby, które podejmowały tam pracę. Była to dobra szkoła biznesu i życia, dzięki której mogłem poznać zasady funkcjonowania tego rynku. I tak wpadłem na pomysł, by uruchomić własną wypożyczalnię aut. Po przygodzie z giełdą nie miałem środków, więc postanowiłem skorzystać z programu aktywizacji bezrobotnych. Przygotowałem biznesplan, prosząc o kredyt, który umożliwi mi spłatę pierwszej raty leasingowej. Najwyraźniej pomysł się spodobał, ponieważ otrzymałem dofinansowanie, które pozwoliło mi na zakup auta. Było to Daewoo Lanos, na którym umieściłem reklamy i zacząłem szukać klientów.

      I tak zaczęła się historia sukcesu?
      Moje pierwsze doświadczenia były, delikatnie mówiąc, zniechęcające. Jak się szybko okazało, moje pierwsze auto upatrzyli sobie przemytnicy, którzy kilkakrotnie porzucili je za granicą. Druga kategoria ówczesnych klientów to… złodzieje. Dorabiali kluczyki, by potem ukraść samochód. Na marginesie, w ciągu pierwszych czterech lat 11 razy sam musiałem podejmować prywatne śledztwo, by odzyskać pojazd, ponieważ policja nie chciała się tym zajmować. Co gorsze, po jakimś czasie mój pierwszy Lanos dachował. Kupiłem Nubirę, którą rozbił klient. Słowem – czarna seria.

      Nie poddałem się jednak, na zakup trzeciego samochodu pożyczyłem pieniądze od matki. I wtedy odwróciła się karta – pojawiły się pierwsze zapytania z firm assistance szukających aut zastępczych dla swoich klientów. To był sygnał, na który czekałem, prawdziwa szansa na rozwój działalności. Skorzystałem z niej natychmiast rozszerzając ofertę na cale woj. lubuskie oraz Dolny Śląsk. Nie stać mnie było wówczas na otwarcie biur, więc – zgodnie z umową – podstawiałem samochody pod wskazane adresy. Miałem coraz więcej zleceń, zainwestowałem w kolejne pojazdy, zatrudniłem dwóch kierowców. Do 2003 roku walczyłem o uzyskanie rentowności, dopiero później udało mi się stworzyć stabilne podstawy działalności.

      Managerowie często podkreślają, że biznes to ludzie.
      Słusznie. Do dziś pracują razem ze mną osoby, z którymi budowałem firmę, jak np. Elżbieta Marżało, kierownik działu fakturowania, Leszek Leśniak, kierownik działu operacyjnego, czy Barbara Formusiak, dyrektor zarządzająca. Bardzo mnie cieszy, że spora grupa moich wieloletnich współpracowników zdecydowała się przeprowadzić z Lubina do Warszawy, gdy skala biznesu wymagała utworzenia centrali w stolicy.

      Ilu pracowników pan zatrudnia?
      Obecnie 180 i na tym nie koniec. W 2007 roku zdecydowałem się rozszerzyć działalność na całą Polskę. Dwa lata później przekształciłem firmę w spółkę akcyjną. W 2012 roku uruchomiliśmy wypożyczalnię na Okęciu, a w ciągu kolejnych dwóch lat na wszystkich krajowych lotniskach. Siłę firmy stanowi umiejętność szybkiego dostosowywania się do zmieniających się warunków. Jak wspomniałem, pierwszy ważny impuls rozwojowy to kontrakty z firmami assistance. Dziś to niewielki procent obrotów. Znaczna część naszych przychodów to efekt realizacji umów OC gwarantujących auto zastępcze. Ubezpieczalnie dość długo się przed tym broniły, ale 3 lata temu zapadł wyrok Sądu Najwyższego regulujący tę kwestię. Bardzo mnie cieszy dynamiczny wzrost liczby klientów indywidualnych, generujących coraz wieksze obroty. Rosną również zamówienia od klientów flotowych.

      Jak postrzega pan przyszłość wypożyczalni samochodów?
      Jestem optymistą. Coraz bardziej upowszechnia się opinia, że nie trzeba mieć auta na własność, by z niego korzystać. W Europie Zachodniej wiele osób korzysta z pożyczonych pojazdów, głównie w weekendy i podczas wakacji lub dojeżdżając do pracy. Zwykle wygodniej im korzystać z komunikacji publicznej ze względu na problemy z parkowaniem i korkami. Jestem przekonany, że przyszłość to auta elektryczne. Szkoda, że nasze władze nie stworzyły systemu stymulującego rozwój w tej dziedzinie, jak np. w Norwegii. Wspólnie z innymi członkami Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów mamy nadzieję, że wreszcie coś zmieni sie w tej dziedzinie.

      Oznacza to współpracę z konkurentami?
      Tak, gdzie chodzi o nasz wspólny interes – oczywiście, że tak. Nasz biznes napędza jasna wizja rozwoju, a nie chęć ścigania się z innymi firmami. Dla mnie najważniejszy jest dwucyfrowy wzrost przychodów z roku na rok – od 30 do 50 proc. i plan wejścia na GPW za 2 lata. Kolejny ważny projekt to wyjście na rynki zagraniczne – dalekie, takie jak Argentyna lub Hongkong, bo w Europie w naszej branży zrobiło się naprawdę ciasno. Jeśli chodzi o konkurentów – wręcz cieszy mnie to, gdy wprost kopiują nasze rozwiązania. Dzięki temu, że nie jesteśmy sami na rynku – ciągle musimy poszerzać i ulepszać ofertę. Około 30 proc. naszych samochodów ma automatyczne skrzynie biegów, zdecydowaliśmy się wprowadzić do wypożyczalni nie tylko samochody prestiżowych marek – jak np. BMW 7, ale też auta typu SUV oraz specjalistyczne pojazdy dostawcze, w tym chłodnie, kontenery, plandeki oraz izotermy.

      Co uważa pan za klucz do sukcesu firmy?
      Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że decydującą rolę pełni zespół. Zamiast korporacyjnego dystansu, stawiam na rodzinną atmosferę. Skoro już o rodzinie mowa – to w pracy wspiera mnie żona, która zajmuje się marketingiem i PR. Syn, który skończył szkołę średnią, pracuje jako kierowca. Jestem przekonany, że nie wolno traktować przedmiotowo pracowników, ponieważ to zabija ich kreatywność i chęć działania. Właśnie dlatego postanowiłem kształcić się w dziedzinie mentoringu. Przez pierwszych 10 lat pracy nie byłem ani jednego dnia na urlopie. Od 6 lat wyjeżdżam na coraz dłuższe wakacje. Kiedy zdecydowałem się na trwającą 2,5 miesiąca podróż po Australii i Nowej Zelandii, nie wydarzył się nic złego.

      IMG_2850Co lubi Maciej Panek?

      Zegarek Garmin Fenix 3 Sapphire HR Elevate
      Ubrania
      Strellson
      Wypoczynek
      czynny, za każdym razem jeździ gdzie indziej
      Kuchnia
      oryginalna tajska, ostra
      Restauracja
      „Na Lato” na Rozbrat w Warszawie
      Samochód
      obecnie Lexus NX, którego właśnie wymienia na Volvo XC90
      Hobby
      podróże, komponowanie muzyki, fotografia

      Całe życie w siodle

        IMG_3325Pokonując w pierwszym etapie osiemnastu, a w drugim czterech kontrkandydatów wygrał pan w doskonałym stylu konkurs na stanowisko prezesa Stadniny Koni Janów Podlaski. Teraz stoją przed panem niełatwe wyzwania, a każda pańska decyzja zapewne będzie szeroko komentowana przez media…


        Zdaję sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Podjąłem się tego zdania, ponieważ przyszłość polskiej hodowli koni jest dla mnie sprawą pierwszoplanową. To mój zawód i pasja życiowa, której poświęciłem 45 lat. Stadnina w Janowie Podlaskim dysponuje najlepszym materiałem genetycznym na świecie. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek. Hodowane tu konie prezentują specyficzny polski typ araba, który bardzo podoba się za granicą.

        Przypomnę, że stadnina w przyszłym roku będzie obchodziła 200. rocznicę powstania. Pomimo wielu przeciwności losu przetrwała kataklizmy I i II Wojny Światowej, radziła sobie w warunkach poprzedniego ustroju. To kapitał, którego nie wolno roztrwonić. Na marginesie – jestem zaangażowany w prace Rady ds. Hodowli Koni przy Ministerstwie Rolnictwa, która pracuje nad długofalową strategią w tej dziedzinie. W 1989 roku państwo było właścicielem 31 stadnin i 11 stad ogierów. Do dziś przetrwało ich w sumie 18. Pozostałe padły ofiarą procesu transformacji – zostały sprywatyzowane lub zaprzestały działalności, a ich majątek wyprzedano. Trzeba zatrzymać ten proces, a przede wszystkim zachować najcenniejsze klacze matki i ogiery. Należy pamiętać o tym, że hodowla koni wymaga czasu i cierpliwości, a tym samym sporych nakładów. Rotacja pokoleń jest dość długa, koń osiąga dojrzałość w wieku 7 lat.

        Jakie są pańskie plany dotyczące Janowa Podlaskiego?
        Należy pamiętać, że jest to nie tylko hodowla koni arabskich, ale wielkie przedsiębiorstwo rolne dysponujące 1,7 tys. ha. Najważniejsze zadania na dziś to pełna kontrola wszystkich procesów i profilaktyka dotycząca przede wszystkim zagadnień weterynaryjnych. Wbrew obiegowej opinii, nieprawdziwe jest określenie „zdrowy jak koń”. Zwierzęta te czasami chorują, a główną przyczynę problemów stanowi bardzo wrażliwy przewód pokarmowy. W tej dziedzinie nic nie może zastąpić dbałości i prawdziwego zaangażowania ze strony pracowników. Stadnina dysponuje ponad 300 końmi czystej krwi arabskiej. Tylko niewielka część może trafić na najbliższą wielką aukcję, która odbędzie się w połowie sierpnia. Przy okazji warto wspomnieć, że udział w niej zapowiedziało już wielu potencjalnych nabywców. Po raz pierwszy pojawi się grupa klientów z Chin, które z roku na rok stają się coraz ciekawszym rynkiem.

        A co z pozostałymi arabami, o których pan wspomniał?
        Chcąc rozwijać biznes nie wolno pozostawać w tyle za nowymi trendami, wyznaczanymi w Europie Zachodniej i USA. W klasycznych wyścigach startuje zaledwie około 20 proc. populacji arabów. Pozostałe powinny być w szerszym niż dotychczas zakresie wykorzystywane w rajdach długodystansowych, szczególnie popularnych w krajach arabskich. Konie, które dobrze sprawdzają się w tej dyscyplinie, osiągają dobre ceny i łatwo znajdują nabywców. Rośnie też moda na reining, czyli ujeżdżanie w stylu westernowym. W Janowie już dwukrotnie zorganizowano Sportowe Mistrzostwa Europy Koni Arabskich z wieloma konkurencjami, w tym także reiningiem. Ostatnio dwa janowskie ogiery prezentowaliśmy pod amazonkami w pokazie „Pas de Deux” na plaży w Kołobrzegu w czasie zawodów z Cavaliada. Trochę w cieniu wielkich aukcji arabów z takimi rekordami, jak zeszłoroczne 1,4 mln euro za Pepitę, pozostaje janowska hodowla małopolskich koni półkrwi angloarabskiej. Zdobywa ona wiele nagród branżowych. Ostatnio klacz Karioka została czempionem pokazu narodowego w Białce, a Atakama otrzymała tytuł „Best in Show” w Radomiu. Wracając do pytania o perspektywy Janowa: wiążą się one nie tylko z końmi, ale też hodowlą bydła, która ma na koncie wiele sukcesów, wysoce dochodową sprzedaż mleka czy też produktów rolnych.

        Niewielu managerom, tak jak panu, udaje się łączyć zainteresowania i pracę.
        To prawda. Bakcylem jazdy konnej zaraziłem się kończąc szkołę podstawową od starszego brata, który zapisał się do Akademickiego Klubu Jeździeckiego w Lublinie. W szkole średniej każdą wolą chwilę spędzałem w stajni. Ulegając matce zdecydowałem się na studia medyczne, które jednak przerwałem, by – za namową prof. Ewalda Sasimowskiego – przenieść się do Akademii Rolniczej na zootechnikę. W ciągu jednego roku zaliczyłem trzy lata studiów, łącząc to w dodatku z pracą w zakładzie Hodowli Koni. W 1985 roku uzyskałem doktorat, a w 1997 roku habilitację. W roku 2007 odebrałem z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego nominację profesorską. Od 39 lat jestem związany z tą samą uczelnią, która zdążyła zmienić nazwę na Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie. Specjalizuję się w hipologii, prowadzę bania nad końmi różnych ras, szczególnie interesują mnie jednak konie sportowe. Łączy się to z moją aktywnością jeździecką i sędziowską. Zdobyłem wiele nagród i wyróżnień w konkursach jeździeckich. Chcąc poszerzyć swe kompetencje w tej dziedzinie, dodatkowo ukończyłem studia trenerskie na AWF w Warszawie. Kolejny etap mojej kariery sportowej stanowi sędziowanie w licznych konkursach w kraju i za granicą. Odwiedziłem w tym celu 40 krajów na 4 kontynentach. Szczególnie inspirująca była dla mnie podróż do Nowej Zelandii, gdzie zaprosił mnie nie widziany od 34 lat kolega z Holandii, którego poznałem jako szef AKJ w 1975 roku…

        Czy pańscy studenci radzą sobie równie dobrze?
        Przede wszystkim nie mają problemów ze znalezieniem pracy, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Prowadzą własne stajnie, zajmują się hodowlą ub treningiem. Zainteresowanie końmi rośnie z roku na rok. Przez długi czas prowadziliśmy jedną 30-osobową grupę, ale musieliśmy podjąć decyzję o dwukrotnym zwiększeniu liczby studentów – tylu było chętnych. Przy okazji chciałbym zauważyć, że stanowczo za mało mówi się w mediach o pozytywnym wpływie jeździectwa na kształtowanie charakterów młodzieży. Młodzi ludzie, którzy mają kontakt z końmi uczą się zwykle zacznie lepiej niż ich rówieśnicy, nie szukają zabronionych używek. Mają odpowiednie podejście zarówno do zwierząt, jak i ludzi. Obaj moi synowie oczywiście jeżdżą konno. Wspólnie założyliśmy ośrodek jeździecki w Pólku pod Lublinem. Starszy ukończył weterynarię, więc opiekuje się 21 końmi, a młodszy, jako specjalista w dziedzinie finansów, zajmuje się biznesową stroną przedsięwzięcia.

        Skoro już mówimy o biznesie, co uważa pan za najważniejsze w kierowaniu tak dużą i prestiżową spółką, jak Stadnina Koni w Janowie Podlaskim?
        Przez cale lata łączyłem zadania dydaktyczne z zarządzaniem i pracą społeczną. Jestem głęboko przekonany, że w każdej firmie, zwłaszcza takiej jak janowska stadnina, decydującą rolę pełnią wysoko wyspecjalizowani pracownicy. W tej branży często doświadczenia zawodowe przekazywane są z dziadka na ojca, z ojca na syna. Planując uzupełnienie kadr nawiązaliśmy współpracę z lokalnym Technikum Hodowli Koni.

        Co lubi Sławomir Pietrzak?IMG_3307

        Ubrania Na wykładach pojawia się w klasycznych garniturach. Po pracy zminia strój na sportowy – chętnie firmy Nike lub Adidas
        Wypoczynek
        przez prawie 40 lat pracy zaledwie dwa dni spędził nudząc się na plaży. Wyjeżdża często za granicę jako sędzia na zawodach hippicznych. Ostatnio szczególnie spodobało mu się Chile
        Kuchnia
        tradycyjna, polska
        Restauracja
        „Corleone” w Lublinie, której właścicielem jest Tomasz Wójtowicz, legendarny siatkarz
        Hobby
        jeździectwo i tenis. Jak sam mówi, ogląda po nocach turnieje wielkoszlemowe

        Manager Award 2016

        manager-198

        W środę 22 lipca wieczorem można było tam spotkać wielu znakomitych managerów, których osiągnięcia przekładają się na dobre wyniki polskiej gospodarki. Do prowadzenia gali zaprosiliśmy Karolinę Szostak, dziennikarkę Polsatu, której na scenie towarzyszyła Żaneta Dotka, prezes Wydawnictwa Business Magazine Manager i piszący te słowa.

        manager-105Grand Prix Manager Award wyróżniony został Zygmunt Berdychowski, prezes Instytutu Studiów Wschodnich, pomysłodawca i główny organizator, przewodniczący rady programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy – najważniejszej imprezy biznesowej Europy Środkowo-Wschodniej. Co roku we wrześniu w Krynicy można spotkać prezydentów, premierów, ministrów, przedstawicieli władzy i opozycji, szefów największych firm. Nie tylko z Polski, ale też z krajów ościennych. Zygmunt Berdychowski jest założycielem Instytutu Studiów Wschodnich, który od 1993 r. organizuje krynickie Forum. Nie sposób też przecenić roli Zygmunta Berdychowskiego dla popularyzacji regionu nowosądeckiego i Krynicy. W latach 2006-2010 był radnym Gminy Chełmiec, a 2010-2014 radnym Sejmiku Województwa Małopolskiego z listy PO. Kolejna aktywność laureata Grand Prix to popularyzacja zdrowego stylu życia. Jest inicjatorem festiwalu biegowego w Krynicy, ale też aktywnym alpinistą, zdobywcą Mount Everestu.

        Jako druga na podium pojawiła się Krystyna Boczkowska prezes Zarządu Robert Bosch Sp. z o.o. Wielokrotnie wymieniana w gronie najbardziej wpływowych i przedsiębiorczych kobiet w Polsce. Od ponad 20 lat współodpowiedzialna za sukces firmy Robert Bosch w Polsce. Marcin Słomkowski, prezes Inchcape Motor Polska Adam Wysokiński, wiceprezes Zarządu A.B. Berren-Handlowy Sp. z o.o. Marian Kmita, dyrektor do spraw sportu w Telewizji Polsat, Karolina Szostak i Tomik Grewiński, współwłaściciel firmy Kayax Współpracę z koncernem rozpoczęła w styczniu 1992 roku. Po 6 latach objęła funkcję członka zarządu, od 2006 roku jest prezesem zarządu. Aktywnie działa w Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo- Handlowej, w której pełni funkcję wiceprezydenta Zarządu. Od 2011 roku działa w Kongresie Kobiet jako członkini Rady Programowej, a od 2014 roku angażuje się w działalność Fundacji Liderek Biznesu. Szczególnie cenna jest praca Krystyny Boczkowskiej na rzecz szkolnictwa zawodowego w naszym kraju.

        Kolejna nagroda przypadła dwóm osobom: Kayah i Tomikowi Grewińskiemu z Kayax Production & Publishing Sp. z o.o. Wybitna wokalistka i świetny perkusista stworzyli spółkę, która nie tylko osiąga doskonałe wyniki, ale też prowadzi działalność o charakterze CSR, wspierając utalentowanych młodych artystów. Kayax to pierwsza w Polsce firma w branży muzycznej pracująca w modelu 360 stopni, która zajmuje się artystami na wszystkich poziomach ich działalności, od reprezentowania ich interesów na zasadach managementu, przez promocję, marketing, PR, booking koncerty, reprezentowanie praw autorskich, aż po wydawanie ich płyt. Założycielami wytwórni płytowej są Kayah oraz jej wieloletni manager – Tomik Grewiński. Wśród artystów reprezentowanych przez Kayax są m.in. takie znakomitości, jak Artur Rojek, Maria Peszek, Monika Brodka, Urszula Dudziak, Zakopower, Marek Dyjak, Skubas.

        manager-70

        Krzysztof Kalicki, prezes Zarządu Deutsche Banku Polska jest nie tylko niezwykle skutecznym managerem, ale może się też pochwalić wyjątkowo długim stażem na stanowisku prezesa Deutsche Banku Polska, w którym pracuje od 1998 roku, od 2003 roku jako prezes zarządu. Bez jego udziału nic nie może się wydarzyć w sektorze bankowym – jest aktywnym uczestnikiem wszystkich dyskusji dotyczących tej branży. Od lat godzi funkcje managerskie z pracą wykładowcy akademickiego, profesora w Akademii Leona Koźmińskiego, a jednocześnie autora niemal stu publikacji z dziedziny finansów i bankowości. Jest też wiceprezesem zarządu Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

        manager-125

        Grzegorz Zalewski, dyrektor generalny Terytorium East, prezes Renault Polska, związany jest z tą firmą od… 1991 roku. Ma – nie po raz pierwszy – powody do zadowolenia. W ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce 41 433 nowe samochody marek Renault i Dacia. Jest to wynik o 3633 aut lepszy w porównaniu z 2014 rokiem. Udział Grupy Renault w rynku samochodów osobowych i dostawczych wyniósł 10,13 proc. Sprzedaż Renault wzrosła o 14,9 proc., a Dacii o 1,3 proc.. Z kolei Alfred Watzl i Wojciech Trojanowski, członkowie Zarządu STRABAG Sp. z o.o., wspólnie zarządzają Strabag Sp. z o.o. Alfred Watzl odpowiedzialny jest za pion techniczny, wcześniej przez 9 lat zarządzał Budownictwem Ogólnym i Inżynieryjnym Strabag. Wojciech Trojanowski, odpowiadający za pion finansowy Spółki, przez 6 lat piastował stanowisko dyrektora finansowego i członka Zarządu Budownictwa Infrastruktury Strabag. Grupa Strabag w Polsce zatrudnia ponad 5 tysięcy pracowników, w tym wysoko wykwalifikowaną kadrę inżynierów i specjalistów z zakresu nowych technologii budowlanych. Strabag słusznie kojarzony jest z prestiżowymi inwestycjami, jak na przykład autostrady A2 i A4, Galeria Katowicka na stacji PKP Katowice, Galeria Kaskada w Szczecinie, most przez Wisłę w Toruniu. Spółka osiąga bardzo dobre wyniki nawet wtedy, gdy inne przedsiębiorstwa branży budowlanej przeżywają poważne problemy. To efekt doskonałego planowania i znajomości rynku – czyli świetnego, w tym przpadku kolektywnego, zarządzania. Ten znakomity wynik to efekt długofalowej strategii, którą dodatkowo wzmacnia ofensywa modelowa Renault. W ciągu ostatnich miesięcy wprowadzono Talismana reprezentującego klasę D oraz nowe Mégane i Espace. Znakomicie sprzedają się też Kadjar i Captur.

        Co więcej – Renault znalazło się w pierwszej piątce wśród producentów sprzedających auta do firm. Największy kontrakt, na blisko 800 samochodów, zrealizowany został dla Orange. W sprzedaży flotowej najbardziej popularnymi modelami okazały się Clio, Clio Grandtour oraz Mégane Grandtour. Piotr Sukiennik, General Manager FM Logistic Polska, zarządza polskim oddziałem międzynarodowej Grupy FM. Firma, którą zarządza, znajduje się obecnie na trzecim miejscu w rankingach spółek logistycznych pod względem wysokości obrotów i na pierwszym jeśli chodzi o logistykę kontraktową. W ub. roku firma otrzymała Nagrodę Ministra Pracy i Polityki Społecznej oraz tytuł „Odpowiedzialny Pracodawca – Lider HR 2015”, a także nagrodę „TESCO European Grocery Haulier Of The Year 2015”. FM Logistic zostało przyznane również jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w branży – Srebrne Godło w konkursie „Operator Logistyczny Roku 2015”. FM Logistic zatrudnia obecnie blisko 3 tysiące pracowników, posiada 9 platform logistycznych i 17 hubów przeładunkowych na terenie całej Polski. Michał Czeredys, prezes Zarządu Arcus SA, co warto podkreślić, syn założyciela Arcusa Marka Czeredysa, pokazał na czym polega udana sukcesja. Podjął zarządzanie spółką, którą przez kilka lat kierowali wynajęci managerowie. Przeprowadził firmę przez proces restrukturyzacji i optymalizacji, dzięki czemu w 2015 roku Arcus SA osiągnął zysk. Podjął też skuteczną rywalizację z międzynarodowymi koncernami na polskim rynku informatycznym. Należy też podkreślić upór i wytrwałość Michała Czeredysa w walce o prawa firm wykonawców na rynku zamówień publicznych. W związku z tym w 2014 roku Michał Czeredys został zaliczony przez Bloomberg BusinessWeek do grona 20 najlepszych prezesów zarządzających firmami działającymi w Polsce.

        manager-199

        Marian Kmita, dyrektor do spraw sportu w Telewizji Polsat spółka z o.o od ponad 20 lat zaangażowany jest w rozwój polskiego sportu, najpierw jako szef redakcji sportowej Programu 1 TVP, a od roku 1999 w największej polskiej telewizji prywatnej Polsat. Przez 16 lat rywalizując z zagraniczną konkurencją stworzył grupę kanałów sportowych, które od 2008 roku są najchętniej oglądane przez kibiców w Polsce. Ma poważny udział w sukcesie polskich siatkarzy zwieńczonym Mistrzostwem Świata. Wsparcie polskiej piłki ręcznej czy rodzimych sportów walki również przyczyniło się do największych światowych sukcesów naszych reprezentantów. Jako szef redakcji sportowej w Polsacie obalił mit, że mundial nie może być z powodzeniem transmitowany przez stację prywatną. Relacja z Mistrzostw Europy w roku 2008 pozostaje do tej pory największą i niedoścignioną polska produkcją sportową. Jego pomysły na pokazywanie sportu w telewizji wykraczają poza europejskie normy, czego dowodem są relacje z meczów siatkówki i koszykówki uznanych za najlepsze i najbardziej profesjonalne przekazy. Podobnie było wcześniej z meczami żużlowymi, a ostatnio z eliminacjami do piłkarskich Mistrzostw Europy, które wyprodukowała Telewizja Polsat pod okiem dyrektora Mariana Kmity.

        Marcin Słomkowski, prezes Inchcape Motor Polska, kieruje polskim oddziałem europejskiego potentata motoryzacyjnego – firmy Inchcape PLC, posiadającym ponad 250 salonów samochodowych w 26 krajach. Związany jest z branżą motoryzacyjną od ponad 12 lat. Był współtwórcą oraz wieloletnim wiceprezesem Stowarzyszenia Dealerów BMW w Polsce. Jest orędownikiem nowatorskich rozwiązań w biznesie. Zarządzana przez niego sieć Inchcape Motor jest laureatem szeregu nagród motoryzacyjnych – jak np. cztery tytuły Dealera Roku BMW w Polsce oraz tytuł najlepszego salonu samochodowego w Polsce w 2015 roku. Dzięki doskonałym wynikom sprzedażowym i finansowym w roku 2012 Marcin Słomkowski uhonorowany został przez BMW Polska tytułem Managera Roku. Łączy pracę z hobby – podróżuje po świecie na motocyklu marki BMW.

        manager-169

        Loukas Notopoulos, prezes Vivus Finance Sp. z o.o., wprowadził spółkę na polski rynek w lipcu 2012 roku. W ciągu niecałych czterech lat przeprowadził rewolucję w consumer finance i stał się przykładem, jak w branży FinTech rozwinąć się od startupu do dochodowej organizacji. Vivus rewolucję zawdzięcza wykorzystywanej technologii – pożyczki udziela nawet w 3 minuty, a wykorzystuje do tego między innymi ocenę wiarygodności klienta opartą o Big Data. Efektywne zarządzanie sprawiło, że do dzisiaj z usług Vivusa skorzystało ponad 1,2 mln klientów, a łączna kwota pożyczek przekroczyła 3 miliardy złotych. Popularność rozwiązań Vivusa doprowadziła do uproszczenia oferty pożyczek gotówkowych w całej branży. Swoją pozycję na rynku Vivus zbudował inwestując w innowacje. To jedna z pierwszych firm, które zauważyły potrzebę wdrażania rozwiązań FinTechowych w codziennym funkcjonowaniu. Pozwoliło to przekroczyć kilka barier w dziedzinie konserwatywnie pojmowanych u nas finansów.

        manager-164

        Adam Wysokiński, wiceprezes Zarządu A.B. Berren-Handlowy Sp. z o.o., związany jest tą spółką od 16 lat. Pełni funkcję wiceprezesa Zarządu i dyrektora zarządzającego. Jest odpowiedzialny za całokształt działań marketingowych firmy oraz pozyskiwanie i rozwijanie relacji ze strategicznymi partnerami handlowymi z kraju i zagranicy. Pracuje z partnerami biznesowymi z niemalże całego świata. Jest ekspertem rynku farmaceutycznego i kosmetycznego, lobbystą medialnym i znawcą marketingu, autorem kilkudziesięciu ogólnopolskich kampanii reklamowych, public speakerem, konsultantem biznesowym. Przemawiał na licznych konferencjach naukowych i seminariach. Jako certyfikowany trener specjalizuje się w dziedzinie programowania neurolingwistycznego. Był inicjatorem ponad 20 różnych konferencji poświęconych zagadnieniom sprzedaży, marketingu, wywierania wpływu i przywództwa.

        Piotr Ostaszewski, manager branży energetycznej, który osiągnął znakomite efekty jako prezes Energii dla Firm. Jest drugim w dziejach Manager Award managerem, który odebrał nagrodę w okresie, gdy zmieniał pracę. Godny podkreślenia jest fakt, że od kilkunastu lat rozwija z sukcesem powierzane mu przedsiębiorstwa. Znany jest z tego, że swoim entuzjazmem i energią zaraża współpracowników. Jak sam podkreśla, nie ma dla niego słowa „niemożliwe”. Najlepszym tego przykładem jest wspomniana Energia dla Firm. Zarządzana przez niego spółka z powodzeniem podjęła konkurencję z gigantami energetycznymi i stała się najszybciej rozwijającym się sprzedawcą prądu w Polsce.

        Tomasz Boruc, właściciel Kliniki Rehabilitacji Funkcjonalnej Life Clinic, jest nie tylko przedsiębiorcą, ale też autorem badań naukowych z zakresu nadzoru i weryfikacji metod szkoleniowych wojska oraz służb specjalnych. Tworzył procedury m.in. dla Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych oraz Kancelarii Sejmu. Wykładowca przedmiotu: zapobieganie terroryzmowi. Jest czynnym zawodnikiem, zdobywcą wielu medali, wicemistrzem świata karate w formule full contact w Tokio w roku 2014. Ponad 20 lat doświadczeń wykorzystał do stworzenia systemu usług zdrowotnych dla osób aktywnych fizycznie oraz zawodowo związanych ze sportem. Jego Life Clinic – Klinika Rehabilitacji Funkcjonalnej – to platforma dla rozwoju Healthy Lifestyle Manager, który jest marką profesjonalistów zarządzających wielopłaszczyznowo zdrowiem nie tylko managerów.

        Nagrodę Specjalną Manager Quality zdobyła Škoda Superb. „Drżyj konkurencjo“ – tak brzmiał tytuł jednego z pierwszych tekstów o nowej generacji Škody Superb, opublikowanego w połowie ub. roku. Był to tytuł proroczy, samochód w ciągu kilku miesięcy zmienił układ sił w segmencie D. Nowy Superb jest większy, przestronniejszy i co tu kryć – znacznie ładniejszy od poprzednika. Imponuje możliwościami technologicznymi. Projektantem auta był słowacki designer, Jozef Kabaň, twórca m.in. Bugatti Veyrona. Wprowadził stylistykę marki Škoda na nowy, nieosiągalny wcześniej poziom. Podobnie jak w poprzednich generacjach, czescy inżynierowie zadbali o to, by na tylnej kanapie było tyle miejsca, co w autach klasy Premium. To ważna sprawa, ponieważ Superb jest ulubionym pojazdem szefów firm oraz kościelnych dostojników. Zaledwie dwa miesiące od premiery rynkowej nowa Škoda Superb została autem z najlepszą i najbardziej stabilną wartością rezydualną wśród samochodów klasy średniej w Europie. Słowem – jest to kolejny niezwykle udany model Škody, utrwalający jej pozycję jako lidera sprzedaży w naszym kraju.

        Po wspólnym zdjęciu laurealtów rozpoczęła się licytacja na rzecz Bartka – udziału w aukcji zachęcała Sylwia Za wymagającego specjalistycznej opieki ciężko chorego dziewięciolatka, którego „Manager” wspomaga od 4 lat. Do udziału w aukcji zachęcała Sylwia Zarzycka, założycielka Fundacji Między Niebem a Ziemią. Goście gali byli hojni – zebraliśmy 11,8 tys. zł. Nie sposób nie wspomnieć też o partnerach Manager Award. Byli to: Panek SA, Bazarnik, Wittchen, SaskaMed, Fundacja Marka dla Polski, Quadrilion, Dark Horse oraz nowa spółka w ramach naszej grupy, IBC Manager, specjalizująca się w ubezpieczeniach. Patronat Honorowy nad Galą objęło Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Odpowiednie na gorący letni wieczór menu przygotował Norbert Sokołowski.

        Mieszkaniowe dylematy

        Hand with a house keyWiadomo choćby z literatury, że przed wojną dobrze nie było i tysiące kilkupokoleniowych rodzin gnieździło się w lokalach bez wygód, a samodzielny pokój ze zlewem w korytarzu i wychodkiem w podwórzu był niemal luksusem. Wojna przyniosła straszliwe zniszczenia – zakładów przemysłowych, urządzeń komunikacyjnych, zabytków, ale przede wszystkim domów mieszkalnych. Straty samej Warszawy w tej mierze szacuje się na 80 procent. Pierwsze lata po wojnie to nie było zapewnianie ludziom mieszkań. To było zapewnianie dachu nad głową, jakiegokolwiek. Owo „jakiekolwiek” stało się, niestety, standardem i później weszło niejako do kanonu mieszkalnictwa, nazywanego już wówczas polityką mieszkaniową. Jakoś nikt nie zauważył (a jeśli zauważył, to siedział cicho), że „polityka mieszkaniowa” jest pojęciem absurdalnym. Jest to tym dziwniejsze, że próbuje się uprawiać ją jeszcze dzisiaj. To prawdziwy chichot komuny zza grobu. Bo przecież tam, gdzie idzie o podstawowe potrzeby ludzkie, nie ma miejsca na politykowanie. Nie istnieje polityka obuwnicza ani polityka jazdy autobusem.

        Polityka to, w myśl klasycznej definicji, wykonywanie założonych celów. Celem ma być w tym wypadku zabezpieczanie potrzeb mieszkaniowych. Ale… jak to jest z tymi potrzebami? I tu wracamy do dogmatu o braku mieszkań. O ile sam brak jest oczywisty, to okazuje się, że podawane są bardzo różne liczby obrazujące ten deficyt. Najczęściej pada liczba 700-750 tysięcy. Przeciwny biegun to aż 8,3 miliona (szacunek Lion’s Banku). Różnica, jak widać, niemała. Pomiędzy tymi skrajnymi wartościami lokują się inne oceny. Na przykład, branżowa firma Home Broker stwierdziła, że w Polsce brak 2,4 mln lokali mieszkalnych.

        Jest jeszcze ciekawa obserwacja autora specjalistycznego bloga, że według wyników ostatniego spisu powszechnego mieszkań jest w Polsce więcej niż gospodarstw domowych. Stąd tylko krok do zakwestionowania dogmatu o deficycie. Ale to raczej żart statystyczny. Jak z tego widać, jedyną pewną rzeczą jest chaos pojęciowy. Żadna z tych, tak bardzo przecież odległych, liczb nie wzięła się przecież znikąd. Za każdą stoi jakiś sposób sporządzenia rachunku. Szokujące ponad 8 mln Lion’s Banku powstało z zastosowania metodologii Eurostatu i porównania warunków polskich do zachodnioeuropejskich. A te są, z naszego punktu widzenia, bajeczne. Przykładowo, Eurostat w ogóle nie uznaje za mieszkania ta popularnych w Polsce kawalerek. Według zachodnich norm, nawet samotna osoba powinna bowiem mieć do dyspozycji co najmniej dwa pokoje: sypialny i dzienny. Ogólną zasadą jest tam: jeden pokój plus tyle, ile osób w rodzinie. O łazience i kuchni lepiej nawet nie wspominać.

        Te ponad 8 milionów brakujących mieszkań wynikło z porównania z obecną średnią Unii Europejskiej. To wyliczenie i tak dla Polski łaskawe. Gdyby bowiem chcieć osiągnąć poziom Danii, Norwegii czy Holandii, potrzeba dodatkowo 13,8 mln lokali, czyli podwojenia tego, co jest. To nie koniec, 15 mln mieszkań brakuje, aby każdy Polak miał warunki takie, jakie już ma Irlandczyk. A doścignięcie najwyższego w UE poziomu belgijskiego oznacza konieczność budowy prawie 18 mln mieszkań. Zejdźmy na ziemię. Najczęściej przywoływana liczba 700 tysięcy brakujących mieszkań to wynik analiz rynkowych. Czyli: ile dałoby się sprzedać. Ale uwaga, chodzi o optykę firm deweloperskich i budowlanych. A te chcą budować i sprzedać nie tylko ostatecznym klientom-mieszkańcom, ale także gminom, na potrzeby socjalne. Nadto, mieszkanie mieszkaniu nierówne.

        Są luksusowe, wielopokojowe lokale. Są gomułkowskie komunałki i gierkowskie M-ileś o bardzo różnym poziomie. Są wreszcie mieszkania delikatnie nazywane substandardowymi zapuszczone pomieszczenia w walących się kamienicach na warszawskiej Pradze, w centrum Łodzi i w setkach małych miasteczek. Takowych jest około 1,5 miliona i powinny być co rychlej opróżnione. Pamiętać też trzeba, że circa 25 procent narodu to mieszkańcy wsi, miasteczek i przedmieść, którzy „jednorodzinne” domy stawiali i stawiają sobie sami i pozostają całkiem poza problemem. W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Mieszkać czy mieć mieszkanie?

        To jest w polskich realiach pytanie iście szekspirowskie. A może raczej freudowskie przejęzyczenie? Cała nieszczęsna polityka mieszkaniowa państwa rządzi się od dawna pojęciem-kluczem: mieć mieszkanie. W potocznym i powszechnym rozumieniu oznacza to tylko jedno –własność. W PRL-u, gdzie własność była niesłuszna ideologicznie, próbowano to maskować rozmaitymi formalnymi dziwolągami, takimi jak spółdzielcze prawo własnościowe. Ale zawsze chodziło i chodzi o to samo: użytkownik mieszkania ma za nie zapłacić.

        W zapomnienie poszedł system dominujący w Polsce przed wojną, a i dzisiaj powszechny w świecie. W tym systemie człowiek zamożny budował sobie kamienicę, w niej rezerwował dla swojej rodziny reprezentacyjne mieszkanie na pierwszym piętrze, a pozostałe przeznaczał na wynajem. Najemcami mieszkań od frontu byli adwokaci, lekarze, profesorowie i lepsi urzędnicy. Od podwórza i w oficynach wynajmowali lokale urzędnicy niższej rangi, robotnicy-majstrowie i sklepikarze. Rodziny przez pokolenia mieszkały w wynajętych mieszkaniach i nikomu nie przynosiło to ujmy. Peerelowski socjalizm postawił to wszystko na głowie. Najpierw upaństwowiono co tylko się dało i łaskawie, po uważaniu, przydzielano obywatelom. Podjęto nawet spory wysiłek inwestycyjny, w wielu miastach powstały rozmaite „osiedla robotnicze” i zakładowe. W ten sposób powstał i głęboko ugruntował się mit, że państwo „daje” mieszkania. Pewien odsetek rodaków wierzy do dzisiaj, że państwo ma im mieszkanie dać Kolejnym próbom uporządkowania sytuacji za pomocą rynkowych czynszów zawsze przeciwdziała słuszny gniew społeczny.

        Z czasem państwo znudziło się tą działalnością. Ktoś przypomniał sobie o XIX-wiecznej idei spółdzielczości i na te twory przerzucono odpowiedzialność za dach nad głowami Polaków. W wymiarze czysto statystycznym osiągnięcia spółdzielni mieszkaniowych nie były złe, tyle że stały się one z czasem krypto-państwowymi urzędami i ugrzęzły w marazmie. Po 1989 roku spółdzielnie wygasiły działalność inwestycyjną i stały się zwykłymi administracjami domów. Cały ciężar tworzenia podaży mieszkań wziął na siebie wolny rynek. Model jest taki, że deweloper inwestuje i buduje, a chętny kupuje i płaci. Jeśli nie ma wystarczających zasobów (99 procent przypadków) to bank udziela mu kredytu. Jest to w dzisiejszej Polsce właściwie jedyny sposób pozyskania mieszkania. Wynajem na rynku prywatnym to obecnie domena studentów i tzw. słoików. Umowy są zawierane na rok, dwa. Nie istnieje wynajem dla rodziny na dziesięciolecia. Przydział od państwa – dzisiaj gminy – to marzenie najbiedniejszych. Kolejka jest kilometrowa, a standard gminnych lokali należy do najniższych; pojedyncze nowe domy komunalne to białe niedźwiedzie na pustyni śniegowej, służące burmistrzom za tło zdjęć w kolejnej kampanii. Ogólnie, rynek najmu to dzisiaj zaledwie 4 procent mieszkań, podczas gdy lokale własnościowe to około 85 procent ogółu.

        Tymczasem system kupowania na kredyt jest najgorszy z możliwych. To złośliwa loteria. Wygrana oznacza zadłużenie rodziny na kilkadziesiąt lat, co skutecznie blokuje jej możliwości rozwoju – kształcenia dzieci, wypoczynku, mobilności. A przegrana? O przypadkach takich, jakie dotknęły posiadaczy kredytów we frankach szwajcarskich, nawet nie chce się mówić. Problem istnieje, nic zatem dziwnego, że kolejne rządy obiecywały go rozwiązać (podczas kampanii wyborczej, doda złośliwiec). Rozmaite programy dopłat dla młodych i jeszcze młodszych były może i skuteczne, ale lokowały się gdzieś po bokach. Były poza tym za proste. Budżet wykładał trochę pieniędzy i tyle. System pozostał ten sam. Na tym tle najnowsza koncepcja „Mieszkanie plus” jest zaskakująco oryginalna.

        Przyjęto bowiem przytomne założenie, że większość rodzin w Polsce ma za niskie przychody, by kupić mieszkanie na rynku, ale za wysokie, by liczyć na lokal socjalny od gminy. Ta grupa, według autorów jest to 40 procent Polaków, jest adresatem programu. Ma on się opierać na trzech filarach: Narodowym Funduszu Mieszkaniowym, w którym skupione będą należące do Skarbu Państwa grunty, wspieraniu budownictwa społecznego i spółdzielczego oraz na Indywidualnych Kontach Mieszkaniowych, na których ludzie będą mogli oszczędzać na kupno albo remont swojego mieszkania. Istotna jest deklaracja, że rząd będzie odchodził od wspierania „własności mieszkaniowej”. I tu jest główna różnica między programem „Mieszkanie plus” a poprzednimi formami wspierania budownictwa mieszkaniowego. Dawne „Rodzina na swoim” i „Mieszkanie dla Młodych” koncentrowały się na dopłatach do kredytów hipotecznych, które jednak każdy musiał zaciągnąć i spłacać sam. Pomysł oczywiście nie wziął się znikąd. Jego praźródłem jest system kas mieszkaniowych. Takowe działają w Niemczech od 150 lat (i tego skopiować raczej się nie da), ale także w Czechach, kraju o podobnej historii politycznej ostatniego półwiecza.

        Narodowy Fundusz dostałby od państwa w wianie na początek kilka miliardów złotych. Ponadto Fundusz mógłby emitować obligacje i zaciągać kredyty. Ich zabezpieczeniem mają być grunty, które przekażą do niego aportem nie tylko państwowe instytucje i spółki, ale także samorządy, spółdzielnie, a nawet firmy komercyjne. Ci, którzy przekazaliby funduszowi grunty, dostaliby w zamian certyfikaty inwestycyjne, które zapewniałyby kilkuprocentowy, pewny zysk. Ma to prowadzić do budowy dodatkowych kilkudziesięciu tysięcy mieszkań rocznie. Ostatnio buduje się co rok niewiele ponad 130 tysięcy lokali. Przyrost byłby więc istotny. O ile ekonomicznie plan „Mieszkanie plus” jakoś się spina, to istnieją jednak inne zagrożenia. Główne to biurokracja i zwykła nieudolność. Grozi ona, gdy stanowiska w nowych instytucjach obsiądą nominaci z klucza politycznego, a taka możliwość niestety istnieje. Można lubić rząd firmowany przez PiS, można i nie lubić, ale ogłaszane przezeń programy należy oceniać merytorycznie. Ten akurat trzyma się kupy.

        Na straży polskich finansów

        glapinski

        W wyborze Adama Glapińskiego na prezesa Narodowego Banku Polskiego żadnej niespodzianki nie było. Ekonomista, absolwent Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (dziś Szkoła Główna Handlowa). Magistrem został w roku 1972, pod koniec lat 70. obronił doktorat na temat metodologicznych podstaw marksistowskiej teorii ekonomii, a habilitował się wiele lat później, dopiero w 2004 roku na SGH. Wykładał za granicą w Kolorado, Missouri i Kansas, a także w Dubrowniku. Był posłem z ramienia Porozumienia Centrum, fundamentu PiS. Działał w Solidarności, udzielał się jako minister budownictwa i gospodarki przestrzennej w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Lepiej znany jako, przez niedługi czas, prezes Polkomtela. Uznawany za zdolnego ekonomistę, rekomendowany przez Marka Belkę, byłego prezesa NBP, do zarządu banku, ma teraz stać na straży polskich finansów. Podkreśla, że niezależność banku centralnego od rządu to sprawa kluczowa. Zarówno Marek Belka, jak i Sławomir Skrzypek, Leszek Balcerowicz czy Hanna Gronkiewicz-Walc byli związani z konkretnymi ugrupowaniami, ale zwykle potrafili uchronić NBP od zakusów polityków. Miejmy więc nadzieję, że Adam Glapiński będzie kontynuatorem tej tradycji. Tym bardziej, że poprzednicy cieszyli się szacunkiem w Europie za umiejętne prowadzenie działalności banku centralnego. Z jednej strony wypracowywali zyski i wnosili je do budżetu, a drugiej, realizowali cele niezależnie od oczekiwań kolejnych rządów

        Maks Kraczkowski w PKO BP

        Kraczkowski duze

        Premier Beata Szydło stwierdziła, że poseł PiS jest „bardzo dobrze przygotowany do pracy w instytucjach finansowych”. Maks Kraczkowski jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. Od 26. roku życia mocno związany z polityką i gospodarką. Człowiekiem cenionym za przemyślane, merytoryczne wypowiedzi i działania na forum sejmowym, gdzie był przewodniczącym i wiceprzewodniczącym Komisji Gospodarki, a także członkiem m.in. Komisji Ustawodawczej. Związany z PiS, gdzie pełnił funkcję sekretarza Zarządu Głównego, sekretarza Rady Politycznej tej partii i wiceszefa partyjnej Komisji Etyki. Warto wspomnieć, że głosował – inaczej niż członkowie klubu PiS – za objęciem SKOK-ów nadzorem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego jako jeden z dwóch członków PiS. Stwierdził wtedy, że „nie ma pieniędzy prawicowych i lewicowych”. Późniejsze wydarzenia związane ze SKOK pokazały, że miał rację… Jego wybór na wiceprezesa PKO BP wiazał się z odejściem z parlamentu. PKO BP to bank kontrolowany przez Skarb Państwa i prawdopodobnie jedyna taka firma, w której nie wymieniono prezesa. Na czele zarządu od roku 2009 stoi Zbigniew Jagiełło.

        Ważne Informacje

        Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

        Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

        Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

        Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

        Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

        Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

        Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

        Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

        Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

        XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

        XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...