.
Strona główna Blog Strona 383

W drodze do Przemysłu 4.0

Thinking businesswoman with gear mechanisms on her head

Koncepcja Przemysłu 4.0 łączy światy informacji i maszyn, co zapewnia szybką produkcję krótkich serii, a nawet pojedynczych produktów zgodnie z preferencjami zamawiającego.

Dziś to nie moda, tylko konieczność i… wyzwanie dla przemysł

Najważniejsze trendy współczesnych czasów – Internet Rzeczy (IoT – Internet of Things) oraz Przemysł 4.0 (Industry 4.0), a w tle automatyzacja jako ich nieodłączny element – są ze sobą silnie powiązane. Termin Przemysł 4.0 ogłoszono w 2011 r. podczas targów w Hanowerze. To trend odpowiadający zmieniającym się dynamicznie potrzebom rynku, polegający na niwelowaniu różnic pomiędzy sferą fizyczną a cyfrową. Przemysł 4.0, czyli czwarta rewolucja przemysłowa, oznacza wyższą wydajność, poprawę efektywności produkcji, obniżenie jej kosztów, większą szybkość i skalę produkcji, a także lepsze produkty i usługi dzięki gromadzeniu i przetwarzaniu informacji w czasie rzeczywistym. Koncepcja opiera się na trzech głównych elementach: Internet Rzeczy oraz systemy CPS (Cyber-Physical Systems), obsługa dużej liczby danych (Big Data) i zaawansowane analizy (BA/BI), odpowiednia infrastruktura komunikacyjna. Dzięki Industry 4.0 firmy będą produkowały taniej i szybciej, miasta staną się bardziej przyjazne, a jakość naszego życia powinna się poprawić. Od kilku lat przekonują o tym dostawcy rozwiązań IoT oraz firmy analityczne. Jak się jednak okazuje, do wzajemnej komunikacji maszyn i urządzeń polskie firmy na razie podchodzą dość sceptycznie.

Szczypta historii
Pierwszą rewolucję przemysłową zapoczątkowało wynalezienie silnika parowego (wiek pary), druga wiązała się z wdrożeniem technik masowej produkcji (wiek elektryczności), trzecia to wprowadzenie elektronicznych systemów i technologii IT automatyzujących procesy produkcyjne (wiek elektroniki, komputeryzacji, internetu) Czwarta rewolucja przemysłowa (lata 10. XXI w.: wiek zanikania bariery ludzie-maszyny) obejmuje techniki i zasady funkcjonowania łańcucha wartości, z użyciem systemów cyberfizycznych, Internetu Rzeczy i przetwarzania w chmurze, zgodnie ze współczesnym wykorzystywaniem automatyzacji, przetwarzania i wymiany danych (Big Data ) oraz technik wytwórczych. To w zasadzie kontynuacja trzeciej rewolucji. Wśród rozwiązań niezbędnych do jej przeprowadzenia wymienia się standaryzowane protokoły przesyłania danych dla zakładów produkcyjnych, oprogramowanie symulacyjne, oparte na współpracy portale ułatwiające inżynierię w czasie rzeczywistym.

Światowe trendy
Świat przemysłu zaczyna z powodzeniem adaptować technologie znane z rynku konsumenckiego, takie jak media społecznościowe, wizualizacja i analiza danych (wideo/SCADA), zarządzanie głosem, uczenie maszynowe (Machine Learning), cloud computing, Big Data/BI, IoT, a w nim: internet ludzi (sieci społecznościowe i biznesowe), internet rzeczy (inteligentna mobilność), internet usług (inteligentne sieci i logistyka), internet danych (inteligentne budynki i mieszkania). Ze względu na dynamicznie rosnącą liczbę źródeł danych, a także złożoność informacji ręczna klasyfikacja i analiza stają się nieopłacalne. Dzięki uczeniu maszynowemu, które polega na przewidywaniu trendów, zjawisk i szukaniu wzorców na podstawie analizowanych danych, można budować stale aktualizujące się modele pracy podzespołów, urządzeń czy nawet całych fabryk, aby np. z wyprzedzeniem identyfikować wczesne symptomy awarii lub przewidywać i optymalizować wydajność linii produkcyjnej.

Na początku 2016 r. bank inwestycyjny BofA Merrill Lynch opublikował raport specjalny na temat robotyzacji gospodarki (Robot Revolution – Global Robot & AI Primer). Zgodnie z nim, do roku 2025 roboty będą wykonywać 45 proc. zadań produkcyjnych (10 proc. obecnie). Roboty stają się nieodzowne w wielu sektorach, takich jak automatyka przemysłowa, motoryzacja i transport (pojazdy autonomiczne), obronność (drony), opieka zdrowia (roboty chirurgiczne), rolnictwo i górnictwo (maszyny autonomiczne) oraz sektor użytku osobistego i domowego (roboty czyszczące czy zapewniające rozrywkę). Wprowadzenie robotów oraz sztucznej inteligencji mogłoby zwiększyć produktywność w wielu sektorach nawet o 30 proc., doprowadzając do zmniejszenia kosztów produkcji o 18-33 proc. Analitycy spodziewają się, że światowy rynek robotów osiągnie do 2020 r. wartość 152,7 mld dol. W kwocie tej zawierać się będzie rynek systemów robotycznych (82,7 mld dol.) oraz analitycznych opartych na sztucznej inteligencji (70 mld dol.). Według badaczy, istnieje 50 proc. szans na stworzenie pełnej sztucznej inteligencji (uczące się maszyny) do 2040- 2050 r. oraz 90 proc. szans, że stanie się to do 2075 r. Eksperci spodziewają się, że systemy te przejdą do stadium superinteligencji w mniej niż 30 lat później.

Inteligentna fabryka
Urzeczywistnieniem Przemysłu 4.0 jest inteligentna fabryka (Smart Factory), w której systemy cyberfizyczne sterują procesami fizycznymi, tworzą wirtualne (cyfrowe) kopie świata realnego i podejmują zdecentralizowane decyzje, a przez Internet Rzeczy w czasie rzeczywistym komunikują się i współpracują ze sobą oraz z ludźmi. Z kolei usługi wewnętrzne i międzyoperacyjne oferowane są i użytkowane dzięki przetwarzaniu w chmurze. Jaka powinna być fabryka przyszłości? W 100 proc. zautomatyzowana, samooptymalizująca i komunikująca z wytworzonymi przez siebie produktami w celu ich ulepszania. Dostosowująca się natychmiast do informacji, jakie przesyła klient. To na razie pieśń przyszłości… ale wcale nie tak odległej. Inteligentna fabryka oferuje możliwość produkcji pojedynczych towarów na indywidualne zamówienie klienta.

To także szybka adaptacja do zmian i sytuacji awaryjnych, efektywne wykorzystanie zasobów i energii, budowanie nowych modeli współpracy z partnerami w ramach rozszerzania procesu produkcyjnego na dostawców i odbiorców. To efektywne współdzielenie wiedzy, kompetencji i innowacyjności pracowników niezależnie od czasu i miejsca, w którym się znajdują. W inteligentnej fabryce powszechnie stosowane są rozwiązania mobilne, m.in. smartfony, tablety, gadżety typu wearable, sprawdzające się w całym łańcuchu procesów – od kontaktu z klientem, przez obsługę produkcji i magazynu, po wysyłkę zamówień. Według danych Ericsson Mobility Report, w 2021 r. aż 28 mld różnego typu urządzeń będzie połączonych z siecią, a rozwiązania z zakresu IoT zdominują większość branż przemysłowych na świecie.

Korzyści z IoT
Internet of Things to czynnik napędowy budowania wartości biznesowej. W raporcie ze stycznia 2015 r. Accenture prognozowała, że Przemysł 4.0 może dostarczyć światowej gospodarce 14,2 trylionów dol. do 2030 r. w samej tylko Wielkiej Brytanii. Z kolei firma IDC zaprezentowała w kwietniu 2016 r. raport „Cyfrowa transformacja z perspektywy Internetu Rzeczy”. Zgodnie z nim, 75 proc. średnich i dużych przedsiębiorstw zainwestowało w IoT. Oczekuje się, że do 2020 r. ich wydatki na rozwiązania IoT wyniosą prawie 1,5 bln dol. (700 mld dol. w 2015 r.). Najwięcej na rozwiązania IoT wydadzą sektory: produkcyjny, transportowy, energetyki, użyteczności publicznej i sprzedaży detalicznej, w ramach których realizowanych będzie wiele różnych planów biznesowych. Przemysł 4.0 diametralnie zmieni sposób naszego życia i pracy. W przemyśle wytwórczym otwiera ogromne możliwości: od optymalizacji całych łańcuchów dostaw, przez analizę predykcyjną, która umożliwia identyfikację problemów przed ich wystąpieniem, po redukcję kosztów energii. Analitycy IDC Manufacturing Insights prognozują, że do 2020 r. w co najmniej połowie procesów w firmach będą stosowane automatyczne systemy gromadzenia danych, a w jednej czwartej będą dostępne funkcje autokorekty.

Firmy z sektora produkcyjnego liczą na obniżenie kosztów operacyjnych dzięki technologiom IoT. Będą mogły tworzyć inteligentne sieci maszyn, niezależnie komunikujące się i synchronizujące ze sobą, co zmniejszy konieczność interwencji operatora. Inteligentne systemy ułatwią wykrywanie niedociągnięć i podejmowanie działań naprawczych. Oferując takie narzędzia, jak analiza predykcyjna oraz wgląd w stan zapasów i łańcuch dostaw, Przemysł 4.0 pomoże zmniejszyć koszty związane ze spodziewanym ryzykiem, co jest jedną z najważniejszych korzyści.

Przemysł 4.0 w Polsce
Z badania przeprowadzonego w III kw. 2015 r. przez działającą w branży automatyki przemysłowej firmę ASTOR wśród 100 przedstawicieli polskich firm produkcyjnych (raport „W jakie technologie inwestują firmy produkcyjne w Polsce?”) wynika, że firmy te coraz chętniej sięgają po rozwiązania z zakresu automatyki i informatyki już 91 proc. z nich deklaruje częściowe lub całkowite zautomatyzowanie produkcji (w 2014 r. 80 proc. badanych), a 67 proc. postrzega się jako przedsiębiorstwa zinformatyzowane. Badanie ujawnia jednak, że polskie firmy czeka jeszcze sporo pracy. Tylko około 36 proc. ankietowanych deklaruje, że ich systemy sterowania maszyn są zintegrowane z oprogramowaniem przemysłowym na tyle, aby mogły automatycznie gromadzić dane. Podobne wnioski wypływają z danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej (publikacja raportu w maju 2016 r.). Choć o Internecie Rzeczy słyszał co czwarty przedstawiciel działającego w Polsce przedsiębiorstwa, z rozwiązania korzysta obecnie zaledwie 3 proc. firm. Największym odbiorcą IoT są duże przedsiębiorstwa – do wykorzystywania tej technologii przyznaje się 8 proc. dużych firm, zatrudniających powyżej 50 pracowników. Najmniejszym odbiorcą są firmy zatrudniające od 10 do 49 pracowników. W tej grupie zaledwie 2 proc. korzysta z rozwiązań M2M (Machine-to-Machine), ale nawet te, które wdrożyły IoT, stosują tę technologię w ograniczonym zakresie. Obecnie najwięcej firm wykorzystuje Internet Rzeczy w obszarze transportu i logistyki, np. do pomiaru zużycia paliwa czy powiadamiania o zdarzeniach drogowych. 29 proc. firm wykorzystuje IoT w obszarze handlu, a 1 proc. do monitoringu pojazdów i budynków oraz zarządzania ruchem. W przyszłości, według danych UKE, zmieni się niewiele. Okazuje się, że im bardziej zaawansowane rozwiązanie, tym mniejsza chęć do jego wdrażania. W monitoringu zarządzania ruchem, przestrzenią czy transportem publicznym zastosowanie widzi 13 proc. ankietowanych. Zaledwie 8 proc. firm deklaruje wykorzystanie IoT w przemyśle, co stawia pod znakiem zapytania realizację koncepcji Przemysłu 4.0. Miałaby ona szansę dzięki modernizacji fabryk i wdrożeniu nowoczesnych technologii w zakresie analizy danych (Big Data), systemów zarządzania cyklem życia produktów (PLM) czy popularyzacji robotów.

Bezpieczeństwo
Przedsiębiorstwa, które wykorzystują IoT zwracają uwagę, że technologia ta daje możliwość monitorowania istotnych parametrów (96 proc. wskazań w tej grupie) oraz zwiększa poczucie bezpieczeństwa (70 proc.) – wynika z badania UKE. Ale wśród największych zagrożeń związanych z IoT ankietowani wymieniali bezpieczeństwo. Aż 69 proc. badanych wskazało możliwość ataku na urządzenia IoT, 31 proc. – nieuprawniony dostęp do informacji oraz danych. Dla 28 proc. wdrożenie IoT oznacza mniejsze poczucie bezpieczeństwa. Jak wykazują eksperci, te obawy nie są bezpodstawne. Należy bowiem zapewnić bezpieczną i niezawodną
komunikację pomiędzy urządzeniami i maszynami. Dopiero wtedy możliwe będzie m.in. skrócenie czasu wprowadzania nowych produktów na rynek i obniżenie kosztów produkcji, a w konsekwencji wzrost konkurencyjności.

Przyszłość Przemysłu 4.0
W Europie Zachodniej czwarta rewolucja przemysłowa trwa już w najlepsze. Takie czynniki jak powszechny dostęp do internetu, mobilność urządzeń czy obniżenie kosztów przechowywania danych poszerzają i pogłębiają jej zasięg. My jesteśmy dopiero w drodze do Przemysłu 4.0.

 

2,8 mln km w 3 tygodnie rowerami i Škodami

Červený vůz Škoda Superb speciálně upravený pro ředitele Tour de France by představen 23. června českým novinářům v Paříži.

Červený vůz Škoda Superb speciálně upravený pro ředitele Tour de France by představen 23. června českým novinářům v Paříži.

Škoda jest już po raz 13. patronem i partnerem technicznym legendarnej Francuskiej Pętli: Tour de France. Tym razem do obsługi wyścigu rusza rekordowa flota 250 samochodów

121-letnia historia Škoda zaczęła się od rowerów i kolarstwa (panowie Laurin i Klement wytwarzali znakomite bicykle własnego patentu), nic więc dziwnego, że przez wszystkie lata swego istnienia marka ta jest związana z tym sportem. Škoda sponsoruje i wspiera zespoły kolarskie, zapewnia im fachową obsługę transportową i techniczną, jest w tym świecie jednym z najistotniejszych graczy. Nic dziwnego, że Škoda jest obecna również w największej i najsłynniejszej imprezie kolarskiej naszego globu – w legendarnym Tour de France. Także w tym roku – już po raz 13. – czeska marka będzie wyraźnie widoczna.

Jako oficjalny patron oraz partner techniczny wyścigu, Škoda dostarczy aż 250 samochodów, które przez 3 tygodnie trwania imprezy będą obsługiwać kolarzy, sędziów, techników, działaczy, służby ratownicze i wsparcia, logistykę, itp. Także najważniejszy samochód wyścigu – tzw. Czerwone Auto, a więc osobisty samochód Dyrektora Wyścigu – to Škoda. To limuzyna Superb, w której oprócz skomplikowanego, ale niezbędnego w pracy Dyrektora osprzętu technicznego (łączność etc.) zamontowany będzie ogromny otwierany dach, którego funkcją steruje się z tyłu kabiny. Dzięki temu Dyrektor także w czasie jazdy będzie mógł osobiście nadzorować wszystko, co się wiąże z imprezą i jej przebiegiem. Škoda jest w tym roku także oficjalnym partnerem „Najlepszego Sprintera” – logo czeskiej marki samochodowej znajdzie się na zielonej koszulce kolarza, który najlepiej radzi sobie w sprincie. W ubiegłych latach logo pojawiało się na białej koszulce najmłodszego kolarza.

20150706TDF0003

Oswajanie szampana

IMG_8852

Niełatwo dziś znaleźć swoją niszę na rynku, ale jest to możliwe, czego dowodzi sukces Domu Szampana, firmy od pięciu lat zajmującej się importem i promocją królewskiego trunku

Nie było to zadanie łatwe. Ciągle jeszcze w naszym kraju wino przegrywa w konkurencji z piwem i wysokoprocentowymi alkoholami. I zapewne jeszcze długo tak będzie. To kwestia tradycji i przyzwyczajeń kulinarnych. Wiele się jednak w tej dziedzinie zmieniło, zwłaszcza w ostatnich latach, gdy – wzorem Biedronki – kolejne duże sieci handlowe rozszerzyły swą winiarską ofertę pokazując, że dobre niekoniecznie znaczy drogie… Pokłosiem tych działań jest moda na wina musujące – jak włoskie prosecco, czy hiszpańska cava. A stąd już niewielki krok do tego co najlepsze, czyli szampana…

– Wspólnie z właścicielem firmy Marcinem Golikiem pracowaliśmy w branży finansowej – opowiada Monika Żołnierzak, dyrektor sprzedaży Domu Szampana. – A to wiązało się z licznymi stresami, zwłaszcza z odpowiedzialnością za pieniądze, które powierzali nam inwestorzy. Gdy gospodarka kwitnie, wygląda to świetnie, ale kryzys wszystko zmienia… W związku z tym postanowiliśmy się zająć biznesem, którego sukces zależałby od nas, a nie od czynników zewnętrznych. Na pomysł zajęcia się importem szampana wpadł Marcin. Gdy przeanalizowaliśmy wszystkie za i przeciw, doszliśmy do wniosku, że mamy szanse na sukces. Przed pięciu laty spożycie szampana w Polsce wynosiło około 240 tys. butelek, dziś sięga 340 tys. Duża w tym zasługa dwojga młodych przedsiębiorców. Udało im się opracować biznesplan omijający rafy walki z konkurentami, którzy już dawno wypracowali silną pozycję na rynku krajowym. Dlatego na wstępie nastawili się wyłącznie na szampana, świadomie rezygnując z importu win musujących. Ułatwiło to wejście do sklepów specjalistycznych i restauracji. Ze względu na wysoką cenę jednostkową – zaczynającą się od około 100 zł – szampan był postrzegany jako produkt o marginalnym znaczeniu. Jak się okazało w praktyce – niesłusznie.

– Nasz pierwszy pomysł marketingowy polegał na „oswojeniu szampana” – mówi Monika Żołnierzak. – Zaczęliśmy organizować w prestiżowych restauracjach prezentacje dla sommelierów. Nie ograniczaliśmy się do degustacji, równie ważna była dla nas kwestia foodpairing, czyli dopasowania dań do różnych gatunków szampana. Generalnie – zresztą nie bez racji – uważa się, że szampan jako jedyny pasuje do każdej potrawy i można go w związku z tym podawać począwszy od przekąsek, poprzez dania główne, aż do deserów. Warto jednak pamiętać, że ten szlachetny trunek ma wiele odmian – głęboko wytrawny smakuje zupełnie inaczej niż, na przykład, różowy. Nie zawsze sprawdza się więc połączenie z truskawkami lub gorzką czekoladą, choć to sposób podawania popularyzowany latami przez media… Dom Szampana chcąc dotrzeć do grupy koneserów podjął współpracę z magazynem „Wino”. Liczne degustacje i recenzje zaowocowały prestiżowymi, branżowymi nagrodami – dwoma złotymi i trzema srebrnymi medalami. W 2013 roku firma została wyróżniona tytułem Importera Roku. Kilka znanych restauracji wprowadziło do menu nie tylko całe butelki, ale też szampana sprzedawanego na kieliszki po około 25 zł. W siedzibie firmy zaczęli się pojawiać klienci indywidualni, którzy regularnie kupują całe kartony i to niekoniecznie koncentrując się na najtańszych butelkach.

– Rozszerza się grono naszych dostawców – dodaje Monika Żołnierzak. – Zaczynaliśmy od współpracy ze średnimi i małymi producentami, w czym pomogła nam firma Logos specjalizująca się w kojarzeniu partnerów biznesowych z Polski i Francji. Następnie nawiązaliśmy współpracę z potentatami, takimi jak LVMH i Pernod Ricard. Na marginesie – w Szampanii wielcy wytwórcy harmonijnie współpracują z małymi, choćby kontraktując u nich winogrona. Zgodnie z zasadą, że kropla drąży skałę, biznes po ponad dwóch latach inwestycji, zaczął zarabiać. Nie obyło się, rzecz jasna, bez niemiłych niespodzianek, jak np. zaskakująco długie terminy płatności w kluczowym dla biznesu sektorze HORECA, podczas gdy francuscy dostawcy oczekują zapłaty przy odbiorze… Dziś Dom Szampana jest liderem – należy do niego 80 proc. specjalistycznej rynkowej niszy. A to wystarcza, by planować kolejne przedsięwzięcia.

Czy czeka nas czwarty „rozbiór” OFE?

ManagerOnline

Co cztery lata mamy emocje związane z Euro (w sensie piłkarskim), olimpiadą czy z futbolowymi mistrzostwami świata. Również co cztery lata oferowane są nam emocje dotyczące zabezpieczenia emerytalnego

Co ciekawe, te ostatnie są dużo bardziej stonowane niż w przypadku emocji sportowych, choć przecież to od systemu emerytalnego w dużej mierze zależy, czy będziemy żyli długo i szczęśliwie. Pierwszy „rozbiór” OFE sięga roku 2005 – to wówczas właśnie w gorączce podwójnych wyborów (prezydenckich i parlamentarnych) ustępujący prezydent nie zgłosił weta wobec ustawy wyłączającej najgłośniejsze grupy zawodowe poza nowy system emerytalny. To było nie tylko powstanie wyrwy w finansach systemu, ale także symboliczne pęknięcie monolitu emerytalnego, jasne wskazanie, że może być inaczej, że można przy niej majstrować, że reforma emerytalna nie musi objąć wszystkich.

Cztery lata później ówczesny minister finansów zaproponował „tymczasowe” ograniczenie przekazywania składki do systemu emerytalnego z uwagi na kryzys finansowy. Decyzja ta miała kolosalne znaczenie ze względu na swój wymiar symboliczny. Po raz pierwszy okazało się, że można mniej naszych (jak się wówczas wydawało) pieniędzy przekazywać do systemu emerytalnego i świat się nie zawalił. Trzeci „rozbiór” OFE był naturalną konsekwencją drugiego – skoro wcześniej bez protestów można było „oszczędzić”, to dlaczego by nie pójść dalej i nie przejąć części oszczędności przyszłych emerytów. Tym bardziej, że – z makroekonomicznego punktu widzenia – przekładanie z jednej kieszeni (zadłużanie budżetu na potrzeby emerytur) do drugiej (inwestowanie OFE w obligacje Skarbu Państwa), rozsypując po drodze dużo pieniędzy (w formie opłat za zarządzanie), nie miało większego sensu. Ówczesny (ten sam zresztą, co poprzednio) minister finansów uznał, że jak najbardziej można i należy pójść dalej. Doszło do nacjonalizacji 51,5 proc. aktywów OFE, przy pełnej akceptacji rządu, Prezydenta RP i Trybunału Konstytucyjnego. O ile można zrozumieć ekonomiczny sens tej decyzji, o tyle styl był po prostu dewastujący. Przeprowadzenie przez Sejm ustawy zmieniającej system emerytalny zajęło zaledwie 4 dni, nie było sensownej debaty, a ciemny lud kupił hasło, że odbijamy jego pieniądze z „kasyna” i że dzięki tym zmianom przyszłe emerytury będą bezpieczniejsze. Po dokonanych zmianach struktura portfeli OFE bardziej przypomina fundusze hedgingowe niż emerytalne, a ograniczenie napływu nowych środków i drenowanie starych za pośrednictwem mechanizmu „suwaka” spowodowało, że OFE stały się przedsięwzięciami schyłkowymi, gatunkiem skazanym na stopniowe wymarcie, jeszcze przed wymarciem ich członków.

Po tych działaniach stało się jasne, że pieniądze z OFE można bezkarnie wykradać, przy aplauzie samych okradanych. Że nie ma oporu społecznego ani partii politycznej, która by chciała zaryzykować obronę systemu emerytalnego. W tej sytuacji czwarty (i ostatni) „rozbiór” OFE jest oczywistą oczywistością – nieznana pozostaje tylko data i forma tej operacji. Jeśli chodzi o datę, to – trzymając się dotychczasowych interwałów – należałoby obstawiać rok 2017. Nieco więcej wątpliwości można mieć co do formy, bo pojawiły się nowe okoliczności w sprawie. Przeprowadzona przez SEG analiza „Wpływ reformy OFE na polski rynek kapitałowy” (po trzecim rozbiorze OFE, tj. w roku 2013) opierała się na założeniu, że aktywa kilkunastu OFE zostaną po prostu skomasowane w jednym funduszu zarządzanym przez Skarb Państwa. Jak wówczas wyliczyliśmy, oznaczałoby to przekroczenie zaangażowania ZUS lub Skarbu Państwa poziomu 25 proc. wartości akcji w 72 spółkach giełdowych, z czego w 60 spółkach Skarb Państwa nie był do tego momentu istotnym akcjonariuszem, a w 36 spółkach stałby się głównym akcjonariuszem. Przy czym wówczas istniał jeszcze bezpiecznik w postaci określonych zachowań w przypadku nabywania znacznych pakietów akcji. Konkretnie chodziło o obowiązek zaoferowania odkupienia akcji od pozostałych akcjonariuszy (na co potrzebne by było 44 mld zł), albo zejście poniżej progu 33 proc. (co by się wiązało z podażą akcji o wartości 41 mld zł). Oba te rozwiązania były z ekonomicznego punktu widzenia na tyle irracjonalne, że niejako obalały wcześniejszy wniosek o zagrożeniu nacjonalizacją.

Życie okazało się jednak bogatsze od naszej wyobraźni. Dziś już żyjemy w takim otoczeniu prawnym, że w określonych okolicznościach wymogi dotyczące nabywania znacznych pakietów akcji nie obowiązują Skarbu Państwa. A zatem do takiej nacjonalizacji może dojść bardzo szybko – wystarczy sama konsolidacja OFE pod parasolem ZUS, FRD czy jakiegoś innego podmiotu. Na stole pojawiły się jednak inne koncepcje, nieco bardziej skomplikowane. Koncepcje te kręcą się wokół transferu środków z PTE do TFI, z opcją redystrybucji tych środków, aby wszyscy mieli po równo, jak za starych dobrych czasów. I aby wszyscy zachęceni tym „kapitałem początkowym” zaczęli teraz dobrowolnie oszczędzać na emeryturę. Według mnie, takie rozwiązanie nie realizuje żadnych sensownych celów. Obecnie rządzący nie potrzebują dalszej redystrybucji środków przy tak wysokim poziomie ryzyka. Możliwe są rozwiązania dużo prostsze. Rozwiązaniem takim jest po prostu przejęcie aktywów OFE. Warto podkreślić, że chodzi o przejęcie „tylko” 48,5 proc. aktywów, bo przecież 51,5 proc. zostało przejęte wcześniej i wówczas masowych protestów nie było. A wraz z przejęciem aktywów można przejąć spółki, zarządy, rady nadzorcze. Dlatego ja pozostanę raczej przy mojej wizji sprzed 3 lat. Mając jednocześnie wielką nadzieję, że byłem wówczas w błędzie.

Rodzinne dofinansowanie na przyszłość

Happy family with raised hands up isolated on white background
Happy family with raised hands up isolated on white background
Happy family with raised hands up isolated on white background

Program Rodzina 500+ to okazja dla banków i ubezpieczycieli na pozyskanie nowych klientów i nowych oszczędności

Niektóre z banków wprowadzają nowe oferty przeznaczone dla beneficjentów dofinansowania na dzieci, inne dostosowują swoje produkty. Trzeba jednak uważać, bo pomysły instytucji finansowych na zagospodarowanie pieniędzy z programu Rodzina 500+ nie zawsze są tak atrakcyjne, jak wynika to z reklam lub są atrakcyjne przez krótki czas. Na szczęście, nie dotyczy to wszystkich.

Od konta po lokatę
BOŚ zachęca do zakładania bezpłatnego EKOkonta bez Kosztów. Jeżeli na rachunek będą wpływały pieniądze ze świadczenia, można liczyć na 2-procentowe odsetki w skali roku. Niestety, promocyjnym oprocentowaniem objęte będą oszczędności tylko do wysokości 3 tys. zł. Pozostałe pieniądze nie będą już procentowały na przyszłość. W promocji nie mogą uczestniczyć osoby, które korzystały z poprzednich promocji: EKOkonto bez Kosztów + Karta z Nagrodą lub EKOkonto bez Kosztów + Bon sportowy. Mogą natomiast wziąć w niej udział ci, którzy posiadają inne rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe w BOŚ Banku. Muszą jednak zmienić rachunek, a to kosztuje – bank za zmianę pobierze 50 zł. Promocja będzie trwała do odwołania, a ewentualne jej zakończenie nie wpłynie na wysokość oprocentowania konta. Nowi klienci banku dodatkowo mogą skorzystać z promocyjnego oprocentowania na rachunku oszczędnościowym EKOprofit. Oszczędności do 50 tys. zł będą zarabiały 3,25 proc. w skali roku, a powyżej – 2,75 proc. Oferta ta obejmuje również osoby, które nie są beneficjentami rodzinnego programu, ale w ich przypadku wpływ na konto musi wynosić 1 tys. zł.

Na tle innych ofert bankowych to atrakcyjna propozycja. Warunkiem skorzystania z obu propozycji jest tylko posiadanie aktywnej karty debetowej do EKOkonta bez Kosztów. W BZ WBK osoby, które we wniosku Rodzina 500+ wskazały Konto Godne Polecenia z kartą i usługami BZWBK24, również mogą liczyć na atrakcyjną promocję „Rodzinnie czyli korzystnie!”. Wystarczy, że od lipca tego roku przez sześć kolejnych miesięcy na konto będzie wpływało 500 zł ze świadczenia rodzinnego, aby bank zasilił konto 50 zł za każdy miesiąc. Warto tu zaznaczyć, że wartość nagrody w sprzedaży premiowej jest zwolniona z podatku dochodowego. Promocja będzie trwała do 31 stycznia 2017 roku.

To nie jedyna korzyść. BZ WBK ma w zanadrzu jeszcze jedną promocję – „Rodzinne 10% na Twojej karcie!” – w której za zawarcie co najmniej 10 transakcji bezgotówkowych kartą do Konta Godnego Polecenia w każdym z trzech kolejnych miesięcy, można otrzymać 150 zł dodatkowej nagrody. Przy obu promocjach trzeba tylko pamiętać, że w trakcie ich trwania nie można odwołać wyrażanych na początku zgód marketingowych. Bank wymaga też posiadania telefonu komórkowego do kontaktu, co oznacza, że beneficjenci mogą być zasypywani dodatkowymi ofertami. Da się jednak z tym przetrwać a dodatkowe 450 zł się przyda. Dwie oferty dla beneficjentów programu Rodzina 500 plus – lokatę i konto – utworzył PKO BP. Na lokacie Kapitał dla Dziecka można gromadzić oszczędności przez 15 lat wpłacając od 100 zł do 500 zł. Za regularne oszczędzanie posiadacz lokaty będzie otrzymywał co pół roku premię odsetkową – 0,2 pkt. proc. do podstawowego oprocentowania lokaty, które jest uzależnione od wysokości stawki WIBOR 3M. Kapitalizacja odsetek naliczana jest co pół roku. Pieniędzy do programu nie można wpłacać z PKO Konta Dziecka, PKO Konta Pierwszego, kont Inteligo, ROR-u Depozyt. Trzeba założyć inne – Konto za Zero.

Oferta promocyjna Konto za Zero skierowana jest do klientów, którzy są beneficjentami programu Rodzina 500+ i nie mają rachunku osobistego w PKO BP. Jeśli na konto trafiać będą pieniądze ze świadczenia rodzinnego, bank nie naliczy opłaty za prowadzenia rachunku, która standardowo wynosi 6,90 zł. Korzystanie z karty debetowej do rachunku też może być darmowe: wystarczy, że jej posiadacz miesięcznie zapłaci nią za zakupy min. 200 zł (standardowo zwolnienie z opłaty następuje po przekroczeniu 300 zł). W przeciwnym przypadku bank potrąci 1,90 zł. Najmniej atrakcyjną ofertę ma Bank Pocztowy. Wprawdzie reklamuje konto 500+ oprocentowaniem 4 proc., ale jest ono gwarantowane tylko od 1 lipca do 30 września dla wpłat do 5 tys. zł. Powyżej tej kwoty wyniesie 0,4 proc.

Pakiety korzyści
Szeroką ofertę dla beneficjentów programu Rodzina 500+ ma mBank – Pakiet Rodzinny: e-konto standard, konto oszczędnościowe, konto dla nastolatków, promocyjną lokatę z funduszem. Konto jest bezpłatne, nie zapłaci się również za kartę, jeśli zawrze się co najmniej pięć transakcji bezgotówkowych w miesiącu. Na koncie oszczędnościowym eMax plus można natomiast liczyć na 2,5-procentowe odsetki w skali roku, ale tylko przez trzy miesiące i do wysokości 5 tys. zł. Później oprocentowanie będzie już symboliczne. Dla wpłat do 50 tys. złotych wyniesie 0,5 proc., od 50 tys. zł do 100 tys. zł – 0,65 proc., od 100 tys. zł – 0,8 proc. i powyżej 200 tys. zł – proc. Promocja będzie trwała do końca sierpnia, ale warunkowy wpływ świadczenia musi nastąpić jeszcze w lipcu. Do końca lipca trwa też promocja czteromiesięcznej lokaty z funduszem z oprocentowaniem od 2,5 do 3,5 proc. w skali roku. Wpłacać można od 4 tys. złotych Do wyboru jest 16 funduszy o różnej skali ryzyka, ale wysokość oprocentowania lokaty jest uzależniona od sposobu podziału oszczędności między depozyt ainwestycję, a nie wyboru samych funduszy.

Najniższe odsetki będą przysługiwały, jeżeli na lokacie pozostanie jedna czwarta pieniędzy. Na 3 proc. można liczyć przy podziale wpłaty pół na pół, a na maksymalne 3,5 proc., jeśli na lokacie pozostanie tylko jedna czwarta pieniędzy przeznaczonych na lokatę z funduszem, a reszta zostanie zainwestowana. Maksymalne wpłaty również są uzależnione od wyboru wariantu. Najmniej 150 tys. zł można ulokować przy wariancie Korzystna para I z najwyższym oprocentowaniem. Przy Korzystnej Parze II z oprocentowaniem 3 proc. wpłacać można do 300 tys. zł, a przy Korzystnej Parze III z najwyższymi procentami aż 450 tys. zł. Wśród funduszy do wyboru są i najbardziej agresywne, takie jak Noble Fund Akcji MiŚS, UniAkcje Wzrostu czy czerpiące dochody również z podziału zysku w spółkach, jak: NN Globalny Spółek Dywidendowych czy PZU Akcji Spółek Dywidendowych. Ale są też zrównoważone i stabilne oraz mniej i bardzie ryzykowne papierów dłużnych: KBC Obligacji Korporacyjnych i KBC Papierów Dłużnych. Jest nawet propozycja dla inwestorów najbardziej zachowawczych: Investor Zabezpieczenia Emerytalnego. Przed założeniem lokaty z funduszem trzeba tylko aktywować Supermarket Funduszy Inwestycyjnych. Pakiet produktów bankowych dla beneficjentów programu Rodzina 500 + ma też Alior Bank. W jego skład wchodzi Konto Rozsądne, przy którym oferuje 3 proc. zwrotu za zakupy spożywcze – maksymalnie 400 zł rocznie – Konto Oszczędnościowe, a nawet pożyczka gotówkowa.

Oprocentowanie na Koncie Oszczędnościowym wynosi 2,5 proc. przez 12 miesięcy, ale tylko do 6 tys. zł. Przy wyższych oszczędnościach oraz po okresie promocyjnym oprocentowanie ustalane będzie w oparciu o stawkę WIBID 1M z 10. dnia kalendarzowego danego miesiąca pomniejszoną o 0,5 pkt. proc. Promocja „Pożyczka z ratą 500 zł” będzie trwała do końca sierpnia. W tym czasie można się zadłużyć na maksymalnie 13 miesięcy. Oprocentowanie kredytu jest zerowe, prowizja natomiast wynosi 500 zł, co brzmi atrakcyjnie, ale jednocześnie oznacza, że przy maksymalnym zadłużeniu Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania wynosi 15 proc. Pożyczkę bez zaświadczeń o dochodach, po okazaniu wyciągu z ROR, mogą otrzymać osoby uzyskujące dochody m.in. z umowy o pracę (regularne wpływy za ostatnie 6 miesięcy) lub emeryturę (za 1 miesiąc). To oferta też oferta dla tych, którzy złożyli wniosek o Rodzinę 500+ w systemie bankowości internetowej Alior Banku.

Oferty z premią pieniężną
Deutsche Bank wprowadził do oferty dziesięcioletnią Lokatę db Plan 500+Premia, która przeznaczona jest dla wszystkich, którzy nie ukończyli 18 lat. Za długoterminowe oszczędzanie bank nagradza premią, która może wynieść 500 zł rocznie, czyli 50 tys. zł w ciągu całego okresu umowy. Premia będzie przysługiwała, jeżeli na rachunek – w ciągu poprzednich 12 miesięcy – wpłynęło 6 tys. zł, czyli równowartość 12 miesięcznych wpłat po 500 zł. Oprocentowanie lokaty jest zmienne i równe wartości stopy WIBID ON, ale tylko do momentu zgromadzenia 5 tys. zł. Premia wypłacana jest na db Konto Oszczędnościowe 500+ z takim samym oprocentowaniem. Nie można jednak jej wypłacić przed upływem pięciu lat, jeśli nie chce się stracić nagrody. Jest to zdecydowanie najlepsza oferta na rynku, a niedogodność niewielka, bo oszczędności mają sens tylko wtedy, jeśli się z nich nie rezygnuje przed terminem. Niektórym klientom może się też wydawać długi okres programu, ale na studia własnej pociechy warto zacząć odkładać wcześnie, wtedy Harvard czy Oxford będą stały otworem.

Bonusami za systematyczność nagradza także Crédit Agricole, ale jest mniej hojny. Program Systematycznego Oszczędzania Moja Rezerwa Finansowa jest przewidziany na pięć lat. Dopiero po tym czasie bank wypłaci premię w wysokości 1,1 tys. zł. Podobnie działa Nationale-Nederlanden w „Promocja 500+”. Wpłaty na ubezpieczenie muszą pochodzić z otrzymywanych wpływów z rodzinnego programu. Zachętą ubezpieczyciela jest roczny bonus, wynoszący – podobnie jak w Deutsche Banku – do 500 zł. Trzeba jednak wykupić ubezpieczenie: Sposób na Przyszłość, Ochronę Jutra lub W trosce o pewną przyszłość. Przynajmniej jedna osoba w jednym z wybranych ubezpieczeń musi być dzieckiem. Poza tym na bonus maksymalnej wartości mogą liczyć tylko klienci, którzy na ubezpieczenie przeznaczą cały wpływ w rządowego programu. Przy niższych wpłatach premia też będzie niższa. Pełne ubezpieczenie na życie, od chorób i wszystkich nieszczęść można jednak wykupić znacznie tańsze. Kto ma wątpliwości może przestudiować Ogólne Warunki Ubezpieczenia każdej z propozycji – kilkadziesiąt stron, z których niewiele wynika, a oszczędności można nie odzyskać – jak to w ubezpieczeniach inwestycyjnych bywa.

Do beneficjentów programu Rodzina 500+ uderza również Prudential. Premiopolisa Start w Życie ma być zabezpieczeniem na przyszłość dzieci między trzecim a szesnastym rokiem życia. Oszczędzać można w profilu konserwatywnym lub zrównoważonym. W pierwszym ubezpieczyciel co najmniej 70 proc. aktywów inwestuje w papiery dłużne Skarbu Państwa lub w inne papiery dłużne o wysokiej wiarygodności, a pozostałą część aktywów w inne instrumenty, takie jak akcje lub nieruchomości. W profilu zrównoważonym, którego strategia przewiduje lokowanie nie mniej niż 45 proc. aktywów w papiery dłużne Skarbu Państwa i inne papiery dłużne o wysokiej wiarygodności emitenta, a pozostałą część aktywów w inne instrumenty, takie jak akcje i nieruchomości. Umowę trzeba podpisać na co najmniej 10 lat, maksymalnie do 25. roku życia pociechy. Wpłacać można od 125 zł miesięcznie.

Brexit nie wszystkim zaszkodził

Union Jack flag on human hand

Union Jack flag on human hand

Podwyższona zmienność rynków finansowych jeszcze potrwa, ale nie oznacza to, że nie da się inwestować z zyskiem

Na rynku panuje dezorientacja. Zamieszanie wokół Brexitu spowodowało znaczne osłabienie złotego. W ciągu kilku dni po czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii złoty stracił do euro 2,2 proc. i 5,7 proc. do dolara. Inwestorzy też nerwowo reagują na informacje napływające ze sfer rządowych.
– Wielka Brytania jest piątą gospodarką świata i niepewność dotycząca przyszłości tego kraju musiała odbić się na zachowaniu rynków. Skutki potencjalnego Brexitu są wciąż trudne do oszacowania. Wiele zależy od sposobu i tempa negocjacji prowadzonych przez Wielką Brytanię z krajami Unii, ale również z innymi partnerami, z którymi miała ona, dzięki Unii Europejskiej, uregulowane relacje handlowe – podkreśla Rafał Bogusławski, strateg Amundi Polska TFI.

Ekspert spodziewa się jednak, że najbliższe miesiące nie przyniosą dużych zmian w polityce banków centralnych.
– Środowisko niskich stóp procentowych nadal będzie nam towarzyszyło. Jednocześnie możemy oczekiwać podwyższonej zmienności na rynkach finansowych, spowodowanej zarówno wydarzeniami gospodarczymi, ale przede wszystkim politycznymi – prognozuje Rafał Bogusławski.
– Gdy emocje opadną, dla koniunktury na globalnych rynkach akcji kluczowa będzie kondycja światowej gospodarki. Kluczową niewiadomą pozostaje przyszłe tempo wzrostu chińskiej gospodarki – przypomina Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.

Siła przyzwyczajenia
W przypadku niepokoju panującego na rynkach finansowych za pewny papier uchodzą lokaty bankowe i obligacje skarbowe, choć najlepszym wyjściem jest dywersyfikowanie portfela. Okazuje się, że Polakom nie przeszkadzają nawet niskie stopy procentowe, które obniżają zyski z depozytów.
– Zdaniem Polaków, potencjalnie najbardziej zyskowne inwestycje to nadal nieruchomości i lokaty. Taki właśnie obraz wyłania się z sondażu przeprowadzonego kolejny już rok z rzędu przez Deutsche Bank. Przyzwyczajenie do tradycyjnych form lokowania pieniędzy jest więc wciąż zadziwiająco mocne, bez względu na to, czy wybór ten jest faktycznie najlepszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji – mówi Monika Szlosek, dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank Polska. Ekspertka wylicza, że mimo niskich stóp procentowych na przestrzeni ostatnich lat, popularność lokat rośnie. Trend ten potwierdzają badania opinii prowadzone co roku przez Deutsche Bank. O ile w 2011 r. ankietowani zapytani o najbardziej zyskowną formę inwestycji tylko w 1,2 proc. przypadków wskazywali na lokaty terminowe, to w 2013 r. odsetek ten wzrósł do 8,2 proc., a w najnowszym badaniu z kwietnia 2016 r. wyniósł już 8,7 proc.

– Była to druga najczęściej wybierana w sondażu odpowiedź, zaraz po nieruchomościach, które rokrocznie wygrywają w rankingu najbardziej dochodowych inwestycji w opinii Polaków (blisko 50 proc. wskazań). Fundusze inwestycyjne plasują się na 8. miejscu (3,1 proc.), obok obligacji, walut i złota – wylicza dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Banku. Monika Szlosek przypuszcza, że pewien konserwatyzm Polaków w podejściu do inwestowania wynika i z niechęci do ryzyka uwarunkowanej historycznie, i z niezbyt dużej wiedzy o produktach rynku kapitałowego. Tymczasem decydując się na inwestycyjny zakup nieruchomości należy brać pod uwagę wiele czynników, a także pamiętać, że w odróżnieniu od rachunku oszczędnościowego, z którego w każdym momencie możemy wycofać kapitał, czy jednostek funduszy, które można spieniężyć w dowolnej chwili, ziemia, mieszkanie lub dom są znacznie trudniejsze do sprzedaży.
– Elastyczność jest właśnie tą istotną cechą, która może zachęcać do inwestowania w fundusze. Warto także mieć na uwadze odpowiednią dywersyfikację portfela, a więc korzystać z różnorodnych produktów inwestycyjnych, bazujących na różnych klasachaktywów. Dzięki temu w przypadku,  gdy jeden z produktów zanotuje stratę, drugi ma szansę przynieść zysk. Ważną kwestią jest także, aby inwestycji takich jak zakup jednostek TFI nie traktować krótkoterminowo i pozwolić zainwestowanym w nie pieniądzom na długofalowe budowanie kapitału. Mówiąc o długoterminowych inwestycjach, mamy na myśli perspektywę w horyzoncie od minimum 5-7 po kilkanaście-kilkadziesiąt lat, w zależności od produktu – mówi ekspertka. Inwestorzy też są tego zdania. Aktywa TFI rosną już od czterech miesięcy. Na koniec maja zgromadzono w nich 260,1 mld zł.

Płynna inwestycja
Andrzej Lis z Altus TFI i Waldemar Wołos, dyrektor Departamentu Rozwoju Nowych Produktów Union Investment TFI, przekonują, że w okresie dużej zmienności na rynkach, atrakcyjną alternatywą są fundusze absolute return, które mogą przynieść 6-7 proc. zysku rocznie. Strategie absolute return, czyli absolutnej stopy, to inwestowanie nie tylko w tradycyjny sposób w akcje i obligacje, ale zajmowanie również długich lub krótkich pozycji, czyli wykorzystywanie technik inwestowania krótkoterminowego oraz dźwigni finansowej. Celem zarządzających jest wypracowywanie zysku bez względu na koniunkturę na rynku. ALTUS Absolutnej Stopy Zwrotu Rynku Polskiego zyskał w ciągu ostatnich 12 miesięcy 5,2 proc. To niemal trzy razy więcej niż średnia z depozytów rocznych. Fundusz przy dobrej koniunkturze giełdowej może inwestować wszystkie aktywa w akcje, w trakcie dekoniunktury może jednak w 80 procentach postawić na papiery dłużne. Rafał Bogusławski osobom, które akceptują pewien poziom ryzyka, poleca fundusz inwestycyjny Amundi Globalnych Perspektyw.

– Zakłada on strategię aktywnej alokacji i może inwestować w szerokie spektrum instrumentów finansowych, reprezentujących różne regiony geograficzne. Celem funduszu jest osiągnięcie 5-procentowej średniorocznej stopy zwrotu powyżej stopy procentowej EONIA w horyzoncie pięciu lat. Realizację tego celu umożliwić ma dobór odpowiednich instrumentów do portfela funduszu i zmiana alokacji, w zależności od sytuacji rynkowej – tłumaczy strateg Amundi. Przed wyborem funduszu warto sprawdzić, jak zachowywał się on w chwilach największej zmienności na rynkach. W ciągu dwóch pierwszych roboczych dni po referendum w Wielkiej Brytanii (24 i 27 czerwca), cena jednostki kolejno wzrosła o blisko 0,3 proc. i spadła o niecałe 0,1 proc.
– Zmiany niewielkie, jeżeli weźmiemy pod uwagę skalę ruchów, które wykonały rynki w ciągu tych dwóch dni. Indeks DAX, grupujący największe niemieckie spółki, stracił blisko 10 proc. Indeks Nikkei, grupujący japońskie akcje, spadł prawie 8 proc. Tymczasem, co może zaskakiwać, FTSE 100, w skład którego wchodzą spółki brytyjskie, spadł niecałe 7 proc. Spółkom brytyjskim pomógł słaby funt, bowiem inwestorzy zaczęli oczekiwać poprawy warunków dla eksportu i to ograniczyło skalę przeceny – wyjaśnia Rafał Bogusławski.

Ekspert zwraca uwagę, że na drugim biegunie znalazły się aktywa postrzegane jako bezpieczna przystań, a więc przede wszystkim amerykańskie obligacje skarbowe. – Indeks odzwierciedlający zachowanie amerykańskich obligacji z terminem zapadalności około 20 lat wzrósł w ciągu tylko tych dwóch dni o 5,3 proc. To pokazuje, że nawet w sytuacji dużych wahań na rynkach można znaleźć aktywa, które zyskują, choć oczywiście więcej jest takich, które tracą. Amundi Globalnych Perspektyw ma za zadanie dobierać do portfela właśnie takie aktywa, które w warunkach gwałtownych zmian pozwalają ograniczać ryzyko i nadal pracować na pozytywną stopę zwrotu – wyjaśnia działanie funduszy absolutnej stopy zwrotu Rafał Bogusławski. Strateg ma również propozycję dla inwestorów, którzy cenią bezpieczniejsze rozwiązania. Fundusz Amundi Płynnościowy charakteryzuje strategia, która pozwala zdecydowanie ograniczyć ryzyko, a jednocześnie umożliwia uzyskanie stopy zwrotu przekraczającej oprocentowanie lokat krótkoterminowych. Fundusz inwestuje wyłącznie w instrumenty dłużne, a niska opłata za zarządzanie, wynosząca 0,3 proc., nie zjada zysków inwestora. Ograniczanie ryzyka w tym funduszu dało efekty również w ostatnich dniach. W dniu ogłoszenia wyników referendum fundusz stracił zaledwie 0,11 punktu procentowego i część tej straty odrobił już w następnej wycenie. W skali 12 miesięcy stopa zwrotu funduszu przekracza 2 proc.

Ujarzmione ryzyko
Zanim więc inwestor podejmie decyzję jaką strategię wybierze, musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jakie akceptuje ryzyko. Jeżeli żadne, to wszystkie oszczędności powinien włożyć w obligacje lub lokaty. Jeżeli jest skłonny choć trochę zaryzykować – powinien rozważyć kupno jednostek funduszy inwestycyjnych. Oczywiście, według własnych preferencji, bo nawet fundusze papierów dłużnych niosą ryzyko, zwłaszcza wtedy, gdy pieniądze wycofa się w nieodpowiednim momencie. To samo dotyczy rynku pieniężnego. Fundusze też – poza gotówkowymi i pieniężnymi – nie są dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy planują wypłacić pieniądze za kilka tygodni, bo prowizje mogą znieść ewentualne zyski. Na dłużej, czyli na kilka lub kilkanaście miesięcy, można zainwestować w fundusze ochrony kapitału lub papierów dłużnych. W krótkim czasie ciężko jest pomnożyć oszczędności w widoczny sposób. Jeżeli jednak koniunktura na rynku akcji jest wyjątkowo sprzyjająca, warto pokusić się o wybór funduszu inwestującego niewielką część portfela, np. 20 proc., na giełdzie. W miarę wzrostu poziomu akceptowanego ryzyka i wydłużenia horyzontu inwestycji można wybierać między funduszami stabilnego wzrostu, zrównoważonymi i akcyjnymi. To szansa, że w środowisku niskich stóp procentowych uzyska się wyższą stopę zwrotu niż z tradycyjnych lokat i obligacji.

Nie ma wątpliwości, że szanse na najwyższą stopę zwrotu dają jednostki funduszy akcyjnych. Specjaliści rekomendują je jednak przede wszystkim jako inwestycje długoterminowe, ponieważ jeżeli nawet w tym czasie trafimy na bessę, będzie czas na odrobienie strat i to z nawiązką. Nie warto więc panikować i umarzać jednostek pod wpływem impulsu i dekoniunktury.
– Zmienność stóp zwrotu funduszy akcyjnych jest tym bardziej dotkliwa z punktu widzenia inwestora, im krótszy jest horyzont inwestycyjny. W połowie z badanych przez nas miesięcznych okresów fundusze akcji polskich o uniwersalnej strategii ponosiły stratę. Statystyka wyglądała tym korzystniej, im dłuższy był potencjalny horyzont. W przypadku funduszy akcyjnych TFI z reguły sugerują przynajmniej 5-letni okres inwestycji. Spośród zbadanych przez nas 60-miesięcznych stóp zwrotu już ponad 70 proc. okresów zakończyło się dodatnimi wynikami – wyjaśnia Kamil Koprowicz z Analiz Online.
– Statystyka wygląda jeszcze lepiej w przypadku 10-letnich stóp zwrotu. W żadnym z badanych przez nas okresów klienci TFI nie odnotowali straty. Cierpliwość jest więc bardzo opłacalną cechą na rynku akcji – dodaje. Dla jednych pokusa sporych zysków jest wystarczająco duża, żeby ponieść ryzyko, inni wolą mniejsze, ale pewniejsze profity.

Niestety, określenie swojego profilu, czasu inwestycji i celu, to nie wszystko. Zdarza się bowiem, że fundusze należące do jednej grupy przynoszą bardzo różne zyski. Wiele zależy bowiem nie tylko od umiejętności zarządzającego, ale i polityki inwestycyjnej.
– Jak uczy doświadczenie ostatnich lat, fundusze aktywnej alokacji, mimo obietnic osiągania zysku w każdych warunkach rynkowych, nie wszystkie radzą sobie najlepiej w czasach wysokiej zmienności tendencji. Nie oznacza to całkowitego skreślenia funduszy inwestycyjnych z naszej listy. Wręcz przeciwnie, warto korzystać z funduszy specjalistycznych, dających dostęp do różnych rynków czy instrumentów, na których trudniej działać inwestorowi indywidualnemu. Ale wyboru zarówno momentu dokonania zakupu i sprzedaży, jak i konkretnego rynku, na którym będziemy szukać szczęścia, lepiej dokonywać samemu – radzi Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker. Z polityką inwestycyjną wiąże się również charakter inwestycji. Są takie fundusze, które zawsze lokują pieniądze w bardzo stabilnych spółkach, o mocnych podstawach fundamentalnych lub systematycznie wypłacając dywidendy. Są i takie, które decydują się na inwestycje bardziej ryzykowne, wykorzystując rynkowe pięć minut mniejszych firm. Żeby wybrać najodpowiedniejszy fundusz trzeba więc poświęcić trochę czasu i zapoznać się z przyjętą przez fundusz strategią opisaną w prospekcie informacyjnym, a przynajmniej przestudiować jego kartę.

Wielu inwestorów przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych kieruje się też historycznymi wynikami, mimo że nie są gwarancją powtórzenia ich w przyszłości. Żeby mieć pewność co do trafności swojego wyboru, warto jednak sprawdzić, czy dany fundusz wypracował dobre wyniki również w czasie pogarszającej się koniunktury. Czy wzrost wartości jego jednostek jest stabilny, czy może być tylko przypadkowy. W ocenie może pomóc wiele wskaźników, np. odchylenie standardowe lub wskaźnik Sharpe’a. Dzięki odchyleniu standardowemu możemy zorientować się, jaka jes miara ryzyka danego funduszu. Im odchylenie jest mniejsze, tym fundusz zarządzany jest bezpieczniej. Jeżeli przy tym osiąga zadowalające nas wyniki, możemy spokojnie kupić jego jednostki. Na razie warto jednak przeczekać bezpiecznie i zobaczyć, jak będzie się rozwijała sytuacja na rynkach. Klienci banków pośredniczących również w inwestycjach funduszowych tak właśnie robią.
– Z naszych obserwacji wynika, że w związku z dużą zmiennością na rynku, klienci preferują bezpieczne produkty oszczędnościowe i produkty inwestycyjne uważane za bezpieczne, jak np. fundusze rynku pieniężnego, a przede wszystkim takie, które zapewniają łatwy dostęp do ulokowanych pieniędzy. Nawet bardziej doświadczeni inwestorzy obecnie niezbyt chętnie inwestują w bardziej ryzykowne aktywa w długim terminie, raczej wolą zachować płynność i czekać na atrakcyjne okazje inwestycyjne – przyznaje Monika Szlosek.

Kobiety zdobywają rynek

    00.00.2015 Warszawa Fot. Jakub Szymczuk /FOTO GOSC

    00.00.2015 Warszawa Fot. Jakub Szymczuk /FOTO GOSC

    Wydany przez Grant Thornton w 2015 roku obszerny raport „Women in business” nie pozostawia złudzeń. Kobiety jako pracownicy w wielu polach sprawdzają się lepiej niż mężczyźni

    A mimo to średni udział kobiet na najważniejszych stanowiskach managerskich wynosi w krajach Unii Europejskiej 26 proc. Na tle tej liczby Polska nie ma się czego wstydzić. Zajmuje trzecie miejsce na świecie i pierwsze w Europie. Aż 37 proc. najważniejszych stanowisk w polskich spółkach zajmują kobiety. A są firmy, w których sytuacja wygląda jeszcze lepiej. Przykładem takiej firmy jest Vivus Finance, lider fintech.

    – Dla mnie jest to sytuacja zupełnie naturalna, że w Vivusie większość pracowników to kobiety – mówi Loukas Notopoulos, prezes zarządu Vivusa.
    – Nie mamy oczywiście parytetów, ale kiedy w 2012 roku zakładałem Vivusa było nas sześcioro – ja i piątka moich współpracowniczek. W tej chwili te proporcje wynoszą mniej więcej 60 do 40 proc. na korzyść kobiet. Co ciekawe, większość moich najbliższych współpracowników, zajmujących w Vivusie najwyższe stanowiska to kobiety. A jak kobiety radzą sobie w zarządzaniu firmą? Doskonale, zwłaszcza w Polsce. Przez długi czas świetnie wykształcone i przygotowane do pracy kobiety, ze względu na dawne uwarunkowania kulturowe i stereotypy, uczestniczyły w generowaniu PKB tylko w ograniczonym zakresie. Dziś możemy mówić wręcz o ofensywie dobrze wykształconych kobiet w polskim sektorze finansowym.

    – Nie tylko w sektorze finansowym – wyjaśnia Loukas Notopoulos. – I nie tylko w sektorze nowoczesnych technologii, w którym działamy. Uważam, że kobiety są świetnie przygotowane, by robić karierę. Od zawsze przyzwyczajone są do wykonywania wielu zadań jednocześnie. Mężczyźni multitaskingu się uczą, dla kobiet jest naturalny. A w dynamicznym środowisku wielozadaniowość to klucz, który otwiera kolejne ścieżki kariery i przekłada się na pracę zawodową. Kobiety każdy nowy obowiązek taktują jako możliwość rozwoju. I okazję, żeby nauczyć się czegoś nowego. Przez wiele lat postrzegano kobiety w biznesie przez pryzmat przekonań równie krzywdzących, co nieuczciwych. Najważniejszym z nich był stereotyp o tym, że kobieta swój sukces zawdzięczać może co najwyżej atrakcyjności fizycznej. Lub szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Akurat w tym względzie wiele nauczyliśmy się od firm zachodnich. Zawsze najważniejszą wyrocznią są twarde dane. Kobietom nie pomaga też panujący w Polsce kult skromności.

    Polacy nie chwalą się sukcesami, za to obwiniają się o porażki. Amerykanie od dawna wiedzą, że nic się nie udaje przypadkiem. Wszystkie sukcesy, a przynajmniej ich zdecydowaną większość, zawdzięczamy umiejętnościom. I kobiety właśnie zaczęły być postrzegane przez pryzmat umiejętności. Jeszcze kilka lat temu bariery dla kobiet chcących zrobić karierę zaczynały się już na etapie rozmowy rekrutacyjnej. Podczas rozmów rekrutacyjnych kobietom zadawano pytania dotyczące ich stanu cywilnego, ciąży, planowanych w przyszłości dzieci. Niezgodne z prawem? To prawda, mimo wszystko takie pytania padały. Rodzicielstwo w oczach pracodawcy w znacznym stopniu ograniczało dyspozycyjność kandydata. Ale mimo wszystko mity, przeinaczenia i uprzedzenia giną w konfrontacji z danymi finansowymi. Coraz większy odsetek kobiet w zarządach najdynamiczniej rozwijających się przedsiębiorstw jasno pokazuje, czego nauczył się rynek.

    – Liczby ilustrujące wyniki finansowe czy skład personalny firmy nie kłamią – przekonuje prezes Vivusa. – Sukces nigdy nie wypływa z jednej rzeczy, jest sumą wielu czynników. Dużą wagę przywiązujemy do rozmów kwalifikacyjnych, których w czteroletniej historii Vivusa przeprowadziliśmy kilka tysięcy, przejrzeliśmy ponad 10 tys. CV. Ja sam wziąłem udział w rekrutacji ponad 600 osób. Nigdy nie interesowało mnie, czy przede mną siedzi kobieta, czy mężczyzna. Ktoś ode mnie starszy, czy młodszy. Najważniejsze są umiejętności kandydata. Jego nastawienie. To od tego zależy, jaki wkład wniesie jako pracownik. Oczywiście, bardzo ważne są wyniki, ale ważne jest, żeby ludzie byli zadowoleni. Wyznaję filozofię, że kultura korporacyjna jest kręgosłupem organizacji. I z tego faktu wypływają wymierne korzyści.

    Badania przeprowadzone przez Grant Thornton pokazują, że liczba barier stawianych w polskim biznesie kobietom spada, a w dodatku wyprzedzamy pod tym względem większość świata – łącznie ze zdecydowanie najbardziej dojrzałymi rynkami, takimi jak Niemcy czy Stany Zjednoczone. Taki trend może przynieść tylko pozytywne skutki.
    – Zdobyliśmy tytuł Innowatora Roku, m.in. za współpracę z siecią RUCH – mówi prezes Vivusa. – Zajęło nam rok, aby przekonać prezesów Ruchu, że produkt finansowy można sprzedawać w kioskach Ruchu. Ale nie zrobiłem tego sam. Gdyby nie nasza dyrektor marketingu – kobieta – być może nie udałoby się nam dotrzeć do tak szerokiego grona klientów. Patrzę na naszą firmę i widzę setki i tysiące małych i dużych usprawnień, za którymi stoją kobiety. Czas skończyć ze stereotypem, że płeć może warunkować przydatność zawodową.

    Ekologiczne deski

      !cid_D2F1FA59-9615-4C44-93EF-1692C52A2BF4@home

      Kompozyty WPC stanowią połączenie drewna i tworzyw sztucznych. Materiał wyglądem przypomina drewno, różni się jednak od niego właściwościami. Raz zabarwiony utrzymuje kolor przez długie lata. Stanowi kwintesencję nowoczesnej technologii w połączeniu z wymogami ekologii i ochrony środowiska. Znakomicie sprawdza się w miejscach, w których drewno szybko się niszczy – na tarasach, balkonach, balustradach i elewacjach. Świetnie nadaje się też do budowy ogrodzeń.

      – W 2008 roku wspólnie polecieliśmy na targi budowlane do Guangzhou – opowiada Marcin Dziedzic, współwłaściciel EcoTeak. – Wybraliśmy się tam planując znalezienie atrakcyjnych produktów, które warto by sprowadzać z Chin do Polski. Był to nasz wspólny pomysł na biznes. Wcześniej prowadziłem agencję reklamową, która obsługiwała branżę budowlaną, a Łukasz Bąk pracował w Szwecji w firmie logistycznej. Był z nami również Paweł Ruczyński, specjalizujący się w pośrednictwie importowym, z którym do dziś współtworzymy EcoTeak. Choć byliśmy debiutantami w tej dziedzinie, to jednak nam się udało. Prezentowane na targach kompozyty WPC miały tyle zalet, że szybko porozumieliśmy się z producentem i złożyliśmy pierwsze zamówienie…

      Zaczęło się skromnie – od strony internetowej, nazwy oraz logo i zamówienia pierwszej partii materiału. Po kilku miesiącach potrzebny był już magazyn na składowanie importowanych desek tarasowych. Firma skoncentrowała się na trzech grupach produktowych kompozytu drewna: są to tarasy, elewacje oraz ogrodzenia. Pierwsi klienci pojawili się szybko, ponieważ rozpoczął się właśnie boom na ciekawe i nowoczesne materiały wykończeniowe. Po niewielkiej promocji w internecie wspólnicy zrealizowali pierwsze zamówienia. Młodzi przedsiębiorcy inwestowali zyski budując strukturę firmy, zatrudniając pierwszych sprzedawców, organizując dział obsługi i marketingu oraz współpracy partnerskiej dla firm z branży budowlanej.

      Poszukując większego rynku postawili na Trójmiasto, otwierając salon firmowy w Rumii koło Gdyni, który jest głównym salonem sprzedaży detalicznej. Motorem sukcesu jest wykwalifikowana kadra sprzedawców i konsultantów obsługujących klientów. Kołobrzeg do dziś funkcjonuje jako biuro administracyjne firmy, m.in. obsługując większe inwestycje. Ważnym elementem rozwoju jest wciąż powiększająca się dystrybucyjna sieć punktów sprzedaży w całej Polsce (obecnie około 130) – salony wyposażenia wnętrz, firmy i hurtownie budowlane, do których EcoTeak dostarcza elementy ekspozycji, próbki produktów, katalogi, itp. Polityka w tym zakresie zakłada selekcjonowanie najlepszych partnerów posiadających wypracowaną markę oraz renomę na rynku lokalnym. Firma nie tylko dobrze wystartowała, ale nadal dynamicznie się rozwija. Jest w swojej dziedzinie krajowym liderem i najważniejszym importerem. Postawiła także na eksport.

      – Zdobyliśmy wielu klientów w Niemczech, na Litwie i Łotwie, w Czechach i Szwecji, znakomite wyniki osiągamy również w Wielkiej Brytanii poprzez firmę-córkę EcoTeak Co. Ltd – dodaje Paweł Ruczyński. Spółka zajmuje się nie tylko produkcją i sprzedażą, ale również kompleksowym wykonawstwem. Realizuje zarówno duże projekty inwestycyjne na zlecenie firm deweloperskich, jak i prywatne zamówienia.

      – Mamy w ofercie importowany kompozyt WPC, ale także nasz, krajowy – wyjaśnia Łukasz Bąk, odpowiedzialny za techniczne i technologiczne rozwiązania w EcoTeak. – W 2016 roku zdecydowaliśmy się uruchomić produkcję w Polsce na bazie własnego know-how. Takie posunięcie znacznie skróciło terminy realizacji zamówień, które w coraz większym tempie zaczęły do nas spływać z całego kraju. Stworzyliśmy unikalną mieszankę na bazie PVC, a dzięki nowej technologii barwników i stabilizatorów koloru, które bez problemu wiążą się ze wszystkimi komponentami, uzyskaliśmy masę jednolicie zabarwioną, mniej podatną na amplitudę temperatury oraz całkowicie odporną na europejskie warunki pogodowe.

      Odpowiednio zmielone komponenty pozwoliły na zachowanie struktury zbliżonej do drewna, jednocześnie nie rysującej się i odpornej na zewnętrzne czynniki mechaniczne. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, produkujemy deski pod wymiar. Jakość naszych materiałów potwierdzona jest wieloma badaniami i certyfikatami oraz sprawdzana poprzez regularne testy i badania. Warto dodać, że polski Kompozyt Drewna EcoTeak powstaje w oparciu o odpady drzewne, w odróżnieniu od chińskich, wykorzystujących bambus. Nasz materiał posiada też wyższą klasę palności (Bfl-s1), co znacznie zwiększa możliwości zastosowania produkowanych przez nas profili w branży budowlanej i wykończeniowej. Aż 80 proc. naszych klientów kupuje kompozyty produkowane w kraju.

      W ciągu sześciu lat EcoTeak wypracował status sprawnie działającej organizacji biznesowej. Jego silny atut to profesjonalna obsługa, która w tej branży ma ogromne znaczenie. Bardzo ważne jest również to, że od początku firma nastawiła się na realizację niestandardowych projektów dopasowanych do wymagań klientów. Współpraca z biurami projektowymi, bezpośrednie doradztwo techniczne oraz tworzenie indywidualnych instrukcji projektowych daje jej przewagę konkurencyjną w branży. Dużą wagę przywiązuje też do działań marketingowych, profesjonalnej strony internetowej i bogatej oferty katalogowej. EcoTeak konsekwentnie rozbudowuje ofertę, śledząc najnowsze trendy w branży. Jak jednogłośnie podkreślają wspólnicy – rok 2017 w branży upłynie pod znakiem EcoTeak. Nie pozostaje więc nic innego, jak wierzyć w powodzenie misji i dopingować zaangażowaniu spółki w rozwój krajowej przedsiębiorczości.

      Co lubi Marcin Dziedzic?!cid_ED44FB6A-026A-45A7-A129-067E77354F8F@home

      Wypoczynek Grecja i Norwegia
      Kuchnia
      azjatycka
      Restauracja
      „Nakamal” w Kołobrzegu
      Samochód
      Audi
      Hobby
      biegi ekstremalne, crossfit

      Co lubi Łukasz Bąk?!cid_77F11C98-24EB-4B84-8EE0-7D2B3C3C42C6@home

      Wypoczynek Ameryka Środkowa
      Kosmetyki Armani D’Aromes
      Kuchnia orientalna
      Samochód Audi
      Hobby dobra książka, spadochroniarstwo

      Co lubi Paweł Ruczyński?!cid_669066C8-D266-4A90-AF3A-5C5C6A1DF316@home

      Wypoczynek Morze Śródziemne
      Kuchnia
      włoska
      Restauracja
      Moon Gdynia
      Samochód
      VW
      Hobby
      alpinistyka

      Ważne Informacje

      Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

      Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

      Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

      Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

      Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

      Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

      Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

      Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

      Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...