.
Strona główna Blog Strona 378

Renault wyznacza standardy

Dzięki ofensywie modelowej i elastycznej polityce sprzedaży Grupa Renault, w której skład wchodzi też Dacia, osiągnęła rekordowy wynik sprzedaży – w 2015 roku w Polsce sprzedała 41 433 nowe samochody, o 3633 więcej niż w roku poprzednim. W przypadku marki Renault był to wzrost o 14,9 proc., a Dacii o 1,3 proc. Udział obu marek w krajowym rynku wyniósł 10,13 proc.

Talisman – nowa klasa D

renault talisman grandtour_2

Renault zawsze należało do najważniejszych graczy w klasie D – oferowało samochody awangardowe stylistycznie, konstrukcyjnie, wyposażeniowo. Talisman nawiązuje do tej tradycji, a jednocześnie otwiera kolejny etap, proponując więcej niż to, co kojarzy się ze standardem klasy D. Talisman, zarówno jako limuz

yna, jak i Grandtour (czyli eleganckie kombi), to duży, komfortowy, bardzo nowoczesny samochód. Auto zostało zaprojektowane, podobnie jak cała nowa linia Renault, przez świetnego designera Laurensa van den Ackera, który udowodnił w praktyce słuszność starej zasady, że produkcja auta pięknego i brzydkiego kosztuje tyle samo… Najlepiej charakteryzują je dwa słowa: dynamika i prestiż. Tego rodzaju samochody chętnie wybierają przedstawiciele kadry zarządzającej, ale też rodziny, które cenią wygodę i bezpieczeństwo podróżowania.

Do tego eleganckiego, ale zarazem atletycznego nadwozia znakomicie pasuje luksusowe wnętrze, które zaprojektowano tak, by zapewniało pasażerom komfort, a jednocześnie dowodziło przynależności do awangardy stylistycznej i technologicznej. Zestaw zegarów jest cyfrowy i oferuje kierowcy możliwość konfiguracji zawartości i sposobu jej prezentacji. Sterowanie systemami pojazdu oraz multimediami odbywa się dzięki dotykowemu ekranowi na konsoli centralnej. Nowatorski system opracowany przez Renault – R-Link 2 – służy do zarządzania wieloma funkcjami, w tym multimediami, integrując jednocześnie nawigację i usługi online. Co szczególnie ważne – R-Link pozwala na personalizację samochodu za pośrednictwem Multi-Sense. Technologia ta umożliwia kontrolę silnika (w tym barwy dźwięku), automatycznej, dwusprzęgłowej skrzyni biegów EDC, twardości adaptacyjnych amortyzatorów, parametry systemu 4Control – zakres skrętu tylnej osi. Po prostu wystarczy wybrać tryb Komfort, Sport, Eko i Neutral lub Perso (czyli indywidualny). Na marginesie – 4Control, czyli system czterech kół skrętnych – to kolejne kapitalne rozwiązanie. Najprościej rzecz biorąc: podczas parkowania tylne koła skręcają w kierunku przeciwnym do skrętu przednich. Pozwala to wirtuozersko zaparkować nawet w trudno dostępnym miejscu. Z kolei w czasie normalnej jazdy koła tylne zaczynają skręcać w tym samym kierunku co koła przednie, co pozwala precyzyjnie i bezpiecznie pokonywać zakręty.

Nabywca Talismana może wybierać pomiędzy pięcioma różnymi wersjami wyposażenia, szczególnie elegancki i godny polecenia jest wariant Initiale Paris. Pod względem technicznym auto nie pozostawia nic do życzenia: zastosowano w nim najnowocześniejsze jednostki napędowe i systemy przeniesienia napędu, aktywne układy jezdne, resorowanie o zmiennej twardości. Nabywca ma do wyboru pięć silników: dwa benzynowe i trzy wysokoprężne. Auto może być wyposażone w silnik benzynowy: Energy TCe 150 lub Energy TCe 200 i w 7-biegową, automatyczną, dwusprzęgłową skrzynię biegów EDC. Do dyspozycji są też silniki wysokoprężne: Energy dCi 110 i Energy dCi 130 oraz Energy dCi 160.

Trzy razy nowy Mégane

nowe renault megane gt_1
Renault Mégane to od wielu lat jeden z najważniejszych graczy w segmencie C. Oferuje trzy podobne, ale jakże różne wersje: klasyczny sedan, rodzinny Grandtour i muskularny hatchback. Auto stanowi dobrą ilustrację strategii Renault – kolejny model powinien być o klasę lepszy. W związku z tym projektanci sięgnęli po składniki z górnej półki (m.in. wspominany wyżej system Multi-Sense). Linia nadwozia nie pozostawia wątpliwości, że auto stworzył ten sam projektant co Talismana. Nowy Mégane powstało na platformie CMF C/D (Common Module Family), wykorzystanej do zbudowania m.in. Talismana i Espace. Jest o 64 mm dłuższe i o 25 mm niższe od poprzednika. Rozstaw kół zwiększono aż o 47 mm. Pasażerowie zyskali więcej przestrzeni, a z zewnątrz auto jest bardziej masywne.

W przypadku tego samochodu nowatorski design harmonijnie łączy się z funkcjonalnością: duże, szeroko otwierane drzwi, wysoka kabina o imponującej szerokości i mnóstwo przemyślnych rozwiązań podnoszących komfort. Kokpit i wykończenie poszczególnych elementów nawiązuje do segmentu Premium. Podobnie jak w innych nowych modelach Renault także tu w tym centrum dowodzenia znajdują się cyfrowy, konfigurowalny zestaw zegarów nad kierownicą oraz wielki, funkcjonalny, centralny wyświetlacz systemu multimedialnego R-Link 2, który działa podobnie jak tablet. Do tego znakomitego obrazu świetnie pasują komfortowe fotele, dobrze trzymające podczas dynamicznej jazdy po zakrętach. Dopełnieniem praktycznych cech nowego Mégane jest największy bagażnik w segmencie. Do dyspozycji kierowcy jest cała paleta innowacyjnych systemów wspomagających prowadzenie i bezpieczeństwo, a wśród nich wyświetlacz przezierny Head-up, który pokazuje najważniejsze parametry jazdy w polu widzenia kierowcy. Zespół systemów ADAS, dostępnych i włączanych poprzez system multimedialny R-LINK 2, obejmuje następujące funkcje: aktywny tempomat, system kontroli pasa ruchu, system wspomagania nagłego hamowania, system informujący o zbliżaniu się do przeszkody, system ostrzegania o nadmiernej prędkości, funkcja rozpoznawania znaków drogowych i system kontroli martwego pola.

Dużo emocji budzi sportowa wersja GT. Poza zawieszeniem przygotowanym przez specjalistów z działu Renault Sport i niepodważalnymi wizualnymi atutami jako pierwszy model w tej klasie dysponuje układem 4Control. Mégane GT to jednak także cechy realnie wpływające na dynamikę jazdy, takie jak tryb startowy Launch Control i Multi Change Down, pozwalający na błyskawiczne redukcje przełożeń.

Innowacyjny Espace

SELECTION REVEAL DU 25 SEPTEMBRE 2014
W przypadku Renault Espace można wymienić wiele opisujących go określeń: nowatorski, zaskakujący innowacyjnymi rozwiązaniami, przestrzenny, rodzinny itd. Przede wszystkim jest to jednak znakomite auto, które w dodatku cechuje nadzwyczaj rozsądna relacja jakości do ceny. Espace to symbol możliwości twórczych i kompetencji konstrukcyjnych Renault – nikt przed tą francuską marką nie odważył się, nikt nie miał dość wiedzy, by stworzyć od zera tego rodzaju innowacyjne auto, łączące cechy ogromnego kombi, luksusowej limuzyny i busa, a przy tym osadzone na podwoziu całkowicie osobowym, zaprojektowanym od zera tak, aby zapewnić najwyższy komfort podróży. Piąte już wcielenie Espace to wzorcowy przykład idei nowoczesnego crossovera, który przekracza granice ponad podziałami segmentowymi, łącząc w sobie zalety reprezentantów poszczególnych klas.

Najnowszy Espace zachował wszystkie najważniejsze cechy poprzedników, takie jak funkcjonalność, przestronność, komfort przestrzenny i akustyczny, znakomite resorowanie. Wszystko to jednak przemyślano jeszcze raz, skonfrontowano z najnowszymi rozwiązaniami technicznymi i technologicznymi, przetworzono i po raz kolejny Renault zaprezentowało samochód wyprzedzający swój czas. Auto dostosowuje się do oczekiwań kierowcy w przeróżnych sytuacjach. Mogą nim np. pojechać na długie wakacje cztery osoby dorosłe i troje dzieci, zabierając parę walizek i nie narzekając na brak miejsca. Konstruktorzy przewidzieli możliwość różnych konfiguracji automatycznie składanych foteli. Dodatkowo jazdę uprzyjemniają ogromna przeszklona połać dachu oraz możliwość głębokiego otwarcia szyberdachu. Kiedy zachodzi taka potrzeba, luksusowy crossover można w ciągu kilku sekund zmienić – za pomocą specjalnych przycisków automatycznie składających fotele – w praktyczną bagażówkę o ładowności, jakiej nie powstydziłby się dostawczak. Z punktu widzenia kierowcy Espace jest autem skłaniającym do ciągłych eksperymentów.

System Multi-Sense daje kierowcy do dyspozycji pięć trybów zmieniających sposób prowadzenia auta. Może też spersonalizować swoje preferencje. Warto jednak zmienić tryby, np. Sport znakomicie sprawdza się w ruchu miejskim i na zatłoczonych wąskich drogach, a Komfort na autostradach, tym bardziej że od razu uruchamia masaż… Warto wspomnieć, że kiedy włącza się poszczególne tryby, automatycznie zmieniają się kolor podświetlania wnętrza, grafika ekranu szybkościomierza oraz centralnego tabletu. Tryb Eko, który zachęca kierowcę do oszczędnej jazdy, nagradza za osiągnięcia w tej dziedzinie, a nawet udziela porad. Podobnie jak w przypadku Talismana i tu najatrakcyjniej prezentuje się wersja Initiale Paris. Jest nie tylko niezwykle bogato wyposażona, lecz także zamontowano w niej dynamiczny i wydajny, nowoczesny silnik benzynowy 1,6 o mocy 200 KM. Dzięki turbinie silnik ten szybko osiąga moc umożliwiającą szybki start i dynamiczne wyprzedzanie. Także w przypadku Espace świetnie sprawdza się 4Control, w Initiale Paris można skorzystać z pomocy automatycznego asystenta parkowania, który po dotknięciu odpowiedniej zakładki na środkowym wyświetlaczu sam parkuje. I w dodatku robi to wyjątkowo szybko.

Cloud i analiza danych

Jakie wyzwania stoją przed firmami w dobie cyfrowej transformacji?
Wiążą się one z gwałtownym rozwojem cloud computingu oraz rosnącymi wymaganiami związanymi z analizą danych na potrzeby korporacyjnych aplikacji trzeciej platformy, czyli najnowszej generacji rozwiązań IT opartych na chmurze i katalogu usług. Cały czas rośnie przy tym rola chmury hybrydowej, dzięki której, używając dotychczasowych rozwiązań w chmurze prywatnej, można jednocześnie czerpać korzyści ze stosowania chmury publicznej. Budowa własnej infrastruktury IT to proces równie drogi co skomplikowany, dlatego wiele firm szuka elastycznych rozwiązań, które uproszczą proces integracji sprzętowej przeprowadzanej we własnym zakresie. Rozwiązania należy szukać w budowie infrastruktury konwergentnej – złożonej z kompatybilnych elementów sprzętowych i software’owych, gwarantujących określone możliwości – która, z jednej strony, ułatwia i przyspiesza dopasowanie oferty dostawców IT do potrzeb biznesu, a z drugiej, obniża całkowity koszt obsługi IT.SolidFire_4Node

Rewolucja w obszarze macierzy dotyczyła przede wszystkim sprzętu.
Nie tylko. Oprócz wielkiej zmiany w obszarze wykorzystania  technologii flash rewolucja dokonała się również w integracji infrastruktury z systemami analizy danych, będącej obecnie kluczowym elementem skutecznego zarządzania biznesem. Bardzo istotne są także obszary związane z monitorowaniem i zarządzaniem całym środowiskiem IT. Obserwujemy tutaj znaczące uproszczenia procesów, które są obecnie dostępne nie tylko dla firm z sektora MŚP, lecz także ogromnych przedsiębiorstw, niezależnie od ich wielkości. Jeden administrator jest w stanie zarządzać 500 PB danych, co przekłada się na np. 20 lat informacji o transakcjach zmagazynowanych na 20 masywnych urządzeniach, do czego kiedyś potrzeba było 10 osób. Dodatkowo dzięki analizie danych, które dotychczas były przechowywane, ale nie wykorzystywane, działy IT są dzisiaj w stanie przekazywać zarządom spółek kompletną informację zarządczą opartą na Big Data, czyli systemach analizy zebranych informacji na dużą skalę. W obszarach dotyczących zarówno klientów i trendów rynkowych, jak i wszystkich dokonywanych przez firmy transakcji. Ta rewolucja jest jeszcze głębsza i bardziej istotna. Działy IT przestają być bowiem działami wsparcia pojmowanymi jako centra kosztowe. Stają się partnerami biznesowymi, a ich znaczenie dla korporacji jest równie kluczowe, co działów sprzedaży i obsługi klienta.

Jak mogą w tym pomóc wasze rozwiązania?
Po zbudowaniu chmury prywatnej klient chciałby mieć możliwość stopniowego przenoszenia aplikacji do chmury publicznej, ale w maksymalnie elastyczny sposób. Wcale bowiem nie jest powiedziane, że po przeniesieniu zasobów do Microsoft Azure nie będzie chciał mieć ich za jakiś czas np. w chmurze Amazon Web Services. Co więcej, praktyka dowodzi, że w miarę rozwoju biznesu, po osiągnięciu pewnego poziomu skali, korzystniej jest zbudować własne centrum danych. To wiąże się jednak z następną migracją – tym razem z chmury publicznej do nowego środowiska, czyli z kolejnym skomplikowanym i kosztownym procesem. Inwestując w naszą technologię chmury hybrydowej – bazującej na rozwiązaniach NetApp Data Fabric – nie tylko unika się tego rodzaju problemów, lecz także zyskuje możliwość integrowania naszych rozwiązań dla danych z własną infrastrukturą IT. Niezależnie od tego, od jakich dostawców pochodzi. Gdy klient ma infrastrukturę od różnych dostawców, może skorzystać z naszego rozwiązania OnCommand Insight, które potrafi je wszystkie monitorować i analizować, optymalizując TCO całego IT. Chodzi tu nie tylko o identyfikowanie problemów i pomoc w ich usunięciu, lecz także o zarządzanie pojemnością, analizę trendów oraz planowanie i budżetowanie zakupów niezbędnych do rozbudowy sprzętowej. Rzecz jasna na naszym sprzęcie świetnie działają również wszystkie rozwiązania do analizy Big Data – kluczowego elementu rewolucji, o której mówiliśmy wcześniej.

Jakiś przykład?
Randstad, jedna z największych na świecie firm doradztwa personalnego, z pomocą NetApp zdecydowała się utrzymać swoje główne centrum danych w klasycznej architekturze, a zapasowe oparła na rozwiązaniach Amazon Web Services. W przypadku awarii podstawowej serwerowni wszystkie ważne systemy Randstadu sprawnie startują w chmurze. Co istotne, koszt funkcjonowania instancji chmurowej jest uzależniony od czasu jej działania. Nie byłoby to możliwe bez skutecznych mechanizmów po stronie utrzymywania i zabezpieczania danych oraz integracji z dostawcą chmury, i to właśnie w tym obszarze wykorzystana została technologia NetApp. W Polsce pierwsze firmy dopiero zaczynają się przymierzać do podobnej koncepcji.

120725portret 1183Elastyczność elastycznością, ale ostatnio bardzo ważna staje się też minimalizacja opóźnienia, z jaką mogą mieć dostęp do macierzy dyskowych np. aplikacje analityczne. Czy NetApp także na to ma gotową receptę?
Receptą są pamięci flash. Są one oferowane na rynku przez wiele firm, jednak nasza oferta – od czasu przejęcia firmy SolidFire z jej wyjątkowym rozwiązaniem all-flash – jest obecnie najbardziej kompleksowa na rynku. Dysponujemy pełnym portfolio produktów idealnie wpasowujących się w dowolne zastosowanie, gwarantując dostęp do danych z szybkością liczoną w gigabajtach na sekundę, opóźnieniem poniżej 1 milisekundy i wydajnością nawet 825 tys. IOPS. Innymi słowy, najszybciej, jak to możliwe, i w tej chwili najlepiej na rynku.

Rozwój rynku pamięci flash bazował początkowo na oczekiwanym przez klientów ogromnym wzroście wydajności, za który trzeba było odpowiednio zapłacić. Dlatego z początku rozwiązania flashowe wykorzystywane były niezwykle oszczędnie – wyłącznie do starannie wyselekcjonowanych zadań. Gdy ceny zaczęły spadać, na tej właśnie technologii zaczęto w całości opierać nowe centra danych. Dzięki metodom oszczędzania pojemności w postaci deduplikacji, kompresji i kompakcji w stosunku nawet 1:4, czyli osiągając 75 proc. odzysku. A wszystko to bez jakiegokolwiek spowolnienia dostępu do danych. Macierz flashowa o pojemności 25 TB stała się równorzędnym odpowiednikiem klasycznej macierzy o pojemności 100 TB, a inwestycja tego rodzaju potaniała czterokrotnie. Ta pierwsza nie tylko jest jednak tańsza i szybsza od macierzy klasycznej, lecz także zajmuje mniej miejsca oraz zużywa mniej prądu, dając w efekcie wymierne oszczędności.

Pamięci flashowe nie mają żadnych wad?
Ponieważ pojedyncza komórka flashowa ma ograniczoną liczbę zapisów, bardzo ważne jest, w jaki sposób oprogramowanie radzi sobie z ich równomiernym wykorzystaniem. Nasz software robi to bardzo dobrze, co pozwala nam na zaoferowanie klientom nawet siedmioletniej gwarancji na użytkowanie macierzy flashowych, bez ograniczeń co do charakterystyki operacji I/O. Na rynku IT oznacza to praktycznie wieczność, a także doskonały zwrot i bezpieczeństwo inwestycji.

Znajduje to wszystko potwierdzenie w waszych wynikach?
Nasze przychody ze sprzedaży pamięci flash w ostatnim roku finansowym przekroczyły 700 mln dol., przy rocznej dynamice wzrostu blisko 240 proc. Rośniemy w tym obszarze trzy razy szybciej niż cały rynek, co pozwoliło nam przesunąć się – w ciągu zaledwie jednego kwartału – z czwartego miejsca na świecie na drugie. Wyprzedziliśmy dotychczasowych iderów rynku: HP i IBM.

Także w Polsce?
Obserwujemy duże zainteresowanie pamięciami flash, które coraz częściej pojawiają się w zapytaniach klientów. Pod względem przychodów ogółem jesteśmy w Polsce na czwartej pozycji. Mimo spadków na rynku utrzymujemy wzrost sprzedaży. Z badań wynika, że rośniemy teraz szybciej niż konkurencja, mimo iż liczba przetargów w sektorze publicznym spadła do 40 proc. wartości sprzed roku.

Potencjał dla polskiej cybersuwerenności

Czy mówienie o cyfrowej suwerenności w dobie globalizacji, międzynarodowych korporacji i wszechobecnego Internetu to nie puste słowa?Nikodem_Bończa_Tomaszewski-Exatel_1
Obecnie motorem rozwoju technologicznego jest cyfryzacja. Dla biznesu i państwa, jako organizacji, sięgnięcie po narzędzia ICT to po prostu konieczność, jeśli chcą prawidłowo funkcjonować w realiach XXI wieku. Niestety, dyskusja na temat gospodarczych i politycznych aspektów cyfryzacji jest spłycana przez buzzwords, takie jak „interoperacyjność”, „chmura obliczeniowa”, „Big Data” i „cyberbezpieczeństwo”. W informacyjnym szumie zapominamy o tym, że technologie cyfrowe głęboko uzależniają nas od innych. Firmy zarządzają własną niezależnością jak jednym z rodzajów ryzyka biznesowego. Dla państwa problem jest jednak głębszy. Zastosowanie jakiegoś rozwiązania informatycznego może oznaczać de facto ograniczenie suwerenności.

Jak państwo może sobie w takiej sytuacji radzić?
Konieczna jest budowa dwubiegunowego ładu cyfryzacji. Z jednej strony państwo musi zbudować własne kompetencje i aparat IT. W kluczowych obszarach musi dysponować kadrami, własną infrastrukturą, danymi publicznymi, dostarczać publiczne e-usługi oraz zapewnić cyberbezpieczeństwo. Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że państwo nigdy nie zbuduje cybersuwerenności bez silnego kapitałowo i innowacyjnego prywatnego sektora informatycznego. W warunkach polskich oznacza to konieczność wsparcia przedsiębiorców ze strony państwa, szczególnie start-upów oraz małych i średnich przedsiębiorstw.

Firma Exatel pasuje do tej układanki?
Podstawą naszej działalności są usługi z zakresu telekomunikacji oraz bezpieczeństwa IT. Mamy rozległą i nowoczesną sieć transmisyjną. Dodatkowo korzystamy z bezpośredniego połączenia z największymi operatorami krajowymi i zagranicznymi. Unikalną cechą Exatela jest wieloletnie doświadczenie w obsłudze biznesu oraz administracji publicznej. Doskonale rozumiemy potrzeby i oczekiwania tych światów. Dlatego Exatel powinien stać się technologicznym pomostem między szeroko rozumianym sektorem publicznym i prywatnym, współtworząc ład nowoczesnej cybersuwerenności.

Open source zdobywa rynek

Na czym polega wasz biznes?Wknoblich-3656
Red Hat jest światowym liderem w dostarczaniu rozwiązań open source. Opierając się na społeczności skupionej wokół technologii otwartych, oferujemy bardzo zróżnicowanej bazie klientów: niezawodną i wysoce wydajną chmurę obliczeniową, system operacyjny Linux, oprogramowanie infrastrukturalne middleware, rozwój mobilnych aplikacji, pamięć masową zdefiniowaną przez oprogramowanie oraz technologie wirtualizacyjne.

Skąd to zainteresowanie open source’em?
Firmy nie chcą być przywiązane tylko do jednego dostawcy oprogramowania, jak to było kiedyś. Szukają lepszego wskaźnika ceny do wartości, czyli niższej ceny za tę samą wydajność oraz lepszej wydajności przy tej samej cenie. Chcą też używać otwartych standardów. Odpowiedzią na te oczekiwania jest właśnie oprogramowanie open source i dlatego tak szybko rośnie zainteresowanie nim. Niższa cena jest jednak tylko jednym z elementów przesądzających o jego wyborze. Równie ważne są: funkcjonalność, tempo wprowadzania innowacji oraz łatwość przenoszenia oprogramowania z jednej platformy na drugą. A wszystko to nie byłoby możliwe bez współpracy ze społecznością, która w open source jest zaangażowana od dziesięcioleci. Sztandarowym produktem open source jest prawdopodobnie Linux, który w tym roku obchodzi swoje 25-lecie. Na jego bazie mogą być tworzone aplikacje lepszej jakości przy tej samej cenie.

Czy to by znaczyło, że open source jest prekursorem IT?
Właśnie tak. Większość kluczowych technologii, takich jak chmura, Big Data, mobilność, wywodzi się z projektów opensource’owych. Przy czym najszybciej rosnącym projektem w tym obszarze jest platforma chmurowa OpenStack. W open source włączyły się takie firmy jak IBM, HP, Intel i Cisco, ale prawdopodobnie żadna nie jest bardziej zaangażowana niż Red Hat. To powoduje, że open source zaczyna odgrywać coraz większą rolę w rozwoju nowych trendów, takich jak Big Data i Hadoop. Z jednej więc strony użytkownicy korporacyjni nie chcą już inwestować w zamknięte oprogramowanie, ale z drugiej, inwestując w otwarte, chcą, by było one zestandaryzowane, bo to umożliwia interoperabilność i przenośność, nie mówiąc o uniknięciu konieczności wiązania się z jednym dostawcą technologii IT na zawsze.

Da się na tym zarobić?
Oczywiście. W roku fiskalnym 2004 nasze przychody wyniosły 126,1 mln dol. W roku fiskalnym 2015 było to już 400 mln dol. w obszarze EMEA i 1,79 mld dol. globalnie. Zatrudniamy ponad 9 tys. osób, a liczba naszych serwerów, które pracują pod naszą wersją Linuksa – Red Hat Enterprise Linux – jest liczona na dziesiątki tysięcy. Co ważne, od 57 kwartałów możemy pochwalić się nieprzerwanym wzrostem przychodów, w tym także w latach recesji 2008–2009.

Goldman Sachs uznał ostatnio Red Hat, wraz z Apple i Cisco, za trzy firmy, które będą miały najbardziej strategiczny wpływ na rozwój światowego rynku ICT w ciągu najbliższych trzech lat. Konkurencja zaczyna was szanować?
IBM lub Cisco już z nami współpracują, ale największy zwrot nastąpił w przypadku Microsoftu, który od zawsze był naszym głównym konkurentem. I nie tylko dlatego, że Windows jest w opozycji do Linuksa, lecz także dlatego, że ich platforma programowania .NET jest w opozycji do języka Java. I dlatego żadne oprogramowanie powstałe na naszej platformie przez długi czas nie mogło liczyć na certyfikację Microsoftu.

Wszystko zmieniło się w momencie, gdy Microsoft wszedł na rynek chmury publicznej, udostępniając platformę Azure, gdzie głównymi jego konkurentami nie jesteśmy my, tylko Amazon, Google oraz IBM. Od tego momentu Microsoft musiał zacząć z nami współpracować, gdyż jego potencjalni klienci, którzy używali wcześniej swoich aplikacji pod Linuksem, nie mogliby ich przenieść do środowiska Azure bez certyfikacji. I to nie my, tylko Microsoft zaczął zabiegać o certyfikację Red Hat Enterprise Linux na chmurze Azure. Amazon porozumiał się bowiem z nami w tej sprawie znacznie wcześniej.

Wróćmy do waszych przychodów, które rosną na skalę niespotykaną obecnie u innych firm. Z czego to się bierze?
Nasz model biznesowy bazuje na wartości dodanej. Klient nie płaci nam za użytkowanie programu, ale za certyfikację oraz nasze usługi wsparcia, które pomagają mu wykorzystać technologię open source. A ponieważ subskrypcja jest odnawialna, jeśli nie oferowalibyśmy wsparcia na najwyższym z możliwych poziomie, klienci po roku mogliby odstąpić od umowy i przestać nam płacić. Jeśli się tak nie dzieje, to oznacza, że jakość naszych usług jest bardzo wysoka.

Wymieni pan jakieś nazwy dużych klientów?
Wielu naszych klientów pochodzi z sektora telekomunikacyjnego oraz finansowego. Jednym z największych jest Verizon, ale obsługujemy też Telefónicę i Orange. W Polsce z naszych usług korzystają np. PKO BP i ING Services Polska. A liczba końcowych użytkowników, którzy korzystają z naszych platform, jest liczona na miliony.

A nad rozwojem jakich technologii obecnie pracuje Red Hat?
W pierwszej kolejności zajmujemy się rozwojem kontenerów dla Linuksa, bo to jest podstawa naszego biznesu. Dzięki umieszczeniu aplikacji w kontenerze staje się ona wyjątkowo łatwo przenośna i to nie tylko w modelu on-premise i na własnych komputerach, lecz także w chmurze. A to pozwala niezależnym dostawcom oprogramowania (ISV) znacznie łatwiej przenosić aplikacje z jednego środowiska do innego. Dużo uwagi poświęcamy rozwojowi zarówno środowiska otwartych chmur hybrydowych, żeby klient mógł w nim korzystać ze starego oprogramowania, działającego na klasycznych serwerach jak i środowiska zwirtualizowanego, oferowanego np. przez VMware. Do tego dochodzi możliwość posiadania własnej chmury prywatnej przy jednoczesnym korzystaniu w chmurze publicznej z zasobów ogólnie dostępnych. Rozwijamy też technologie przesyłu wiadomości, centrów danych i mobilności, bo, z naszego punktu widzenia, rozwiązania z tego zakresu uważamy za bardzo ważne. Nie wzbraniamy się też przed przejmowaniem firm trzecich. Ostatnio przejęliśmy firmę eNovance, która specjalizuje się w budowaniu chmury prywatnej na podstawie OpenStack

Kierunek: Administracja 2.0

Store files in an office

Rozwój społeczeństwa informacyjnego jest motorem cyfryzacji administracji publicznej. Choć w Polsce nadal wiele pozostaje do zrobienia, wydaje się, że informatyzacja sektora publicznego wreszcie wkracza w fazę przyspieszenia.

Cyfryzacja administracji w Polsce i Europie
Zgodnie z wynikami badań prowadzonych w skali globalnej przez Komisję Europejską nowoczesne technologie ICT są obecnie jednym z najistotniejszych stymulatorów wzrostu gospodarczego oraz poziomu zatrudnienia. Opóźnienia lub zaniechania w tym obszarze powodują powiększenie dystansu między Polską a grupą liderów zarówno w Europie, jak i na świecie. Według unijnego wskaźnika DESI (Digital Economy and Society Index) w obszarze cyfryzacji gospodarki Polska zajmuje dopiero 23. miejsce wśród 28 państw członkowskich UE. Cyfryzacja sektora publicznego też nie napawa optymizmem.

Według danych Eurostatu za 2014 rok, tylko co czwarty Polak kontaktuje się z administracją publiczną przez Internet, podczas gdy w całej UE prawie połowa obywateli korzysta z e-administracji, a w Danii, Finlandii i Szwecji ponad 80 proc. Zgodnie z przyjętą Europejską Agendą Cyfrową do 2020 roku Polska zobowiązana jest zapewnić wszystkim dostęp do szerokopasmowego Internetu. Cyfryzacja to nie tylko infrastruktura. To przede wszystkim odpowiednie systemy IT oraz… umiejętne wykorzystywanie wszystkich zaimplementowanych w nich funkcji. To także zaufanie do nowych technologii, wiara, że usprawnią pracę. Ta wiara powinna cechować zarówno osoby wykorzystujące systemy IT w codziennej pracy, jak i petentów pragnących tą drogą komunikować się z administracją.

Potrzeby rynku
Pod koniec 2014 roku na zlecenie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji (MAiC) przeprowadzono piątą edycję badania „Wpływ cyfryzacji na działanie urzędów administracji publicznej w Polsce”. Na podstawie informacji zebranych z ponad 1,6 tys. urzędów administracji samorządowej (urzędy gminne, powiatowe i marszałkowskie) oraz administracji państwowej (w tym rządowej) oszacowano, że np. 42 proc. badanych urzędów korzysta z systemu elektronicznego zarządzania dokumentacją (EZD), lecz tylko dla 7 proc. podmiotów EZD jest podstawowym sposobem dokumentowania przebiegu załatwiania spraw. Metoda tradycyjna, czyli prowadzenie dokumentacji wyłącznie w postaci papierowej, obowiązuje w jednej trzeciej urzędów, a w formie mieszanej (papierowej i elektronicznej) – w 60 proc. badanych jednostek. Jak widać, na tym polu jest jeszcze wiele do zrobienia.

Na szczęście z badań GUS prowadzonych w latach 2014–2015 wynika, że polscy obywatele i przedsiębiorcy w coraz większym stopniu wykorzystują Internet do załatwiania spraw urzędowych. Z roku na rok stopniowo zwiększają się dostępność, zakres i jakość elektronicznych usług administracji publicznej. Jak jednak wykazała kontrola NIK z kwietnia 2016 roku, platforma umożliwiająca załatwianie spraw urzędowych drogą elektroniczną – ePUAP – służy przede wszystkim do wymiany informacji między urzędami, a tylko w niewielkim stopniu wykorzystywana jest do świadczenia obywatelom e-usług. 96 proc. dokumentów stanowi korespondencja między organami administracji publicznej, natomiast sprawy skierowane przez obywateli i przedsiębiorców obejmują niecałe 4 proc.

W kontrolowanych przez NIK urzędach miast i gmin liczba e-usług zrealizowanych przez obywateli/przedsiębiorców w okresie od 1 stycznia 2014 do 30 czerwca 2015 roku wyniosła łącznie 987. Najczęściej korzystano z e-usług w zakresie złożenia pisma ogólnego, skargi, wniosku, zapytania do urzędu, złożenia deklaracji o wysokości opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi, dopisania do spisu wyborców oraz udostępnienia informacji publicznej. Czy tak niskie statystyki wynikają z niewielkich umiejętności odbiorców e-usług czy oferujących je urzędów? Zgodnie z wynikami badania MAiC 75 proc. urzędów wymaga od aplikujących na stanowiska merytoryczne kompetencji informatycznych. Urzędy coraz częściej dbają o rozwój umiejętności
cyfrowych pracowników – 51 proc. w 2014 roku szkoliło pracowników (44 proc. w 2013), a 27 proc. deklarowało, że nowi pracownicy podlegają obowiązkowi szkoleniowemu w tym zakresie. Jak długo jednak trzeba będzie czekać na rezultaty?

Inwestycje w zakresie IT
Firma EMC opublikowała w czerwcu 2016 roku wyniki badania przeprowadzonego podczas konferencji „Państwo 2.0” (25 lutego 2016), dotyczącego m.in. stosowania rozwiązań przetwarzania w chmurze oraz wykorzystywania funduszy unijnych w projektach IT w sektorze publicznym. W badaniu wzięli udział przedstawiciele administracji rządowej, samorządowej oraz urzędów państwowych, a także reprezentanci środowisk naukowych i jednostek badawczych. Ponad połowa respondentów (52 proc.) zadeklarowała, że wykorzystuje fundusze unijne w projektach IT, a 29 proc. stwierdziło, że się o nie ubiega. Wysoki poziom ich wykorzystania zadeklarowali przedstawiciele administracji rządowej (61 proc. wykorzystuje, 24 proc. ubiega się) oraz samorządu terytorialnego (45 proc. wykorzystuje i 32 proc. ubiega się). Obszary, w które inwestują, to bezpieczeństwo (32 proc.), transmisja danych (25 proc.), aplikacje (20 proc.), data center (18 proc.). Inwestycje w zakresie nowoczesnych technologii, takie jak chmura obliczeniowa (publiczna – 10 proc., prywatna – 8 proc.) i analityka wielkich zbiorów danych (8 proc.), cieszyły się znacznie mniejszym zainteresowaniem. Na podstawie zebranych informacji wysnuto wniosek, że wydatki na IT wymagają optymalizacji w celu lepszego wykorzystania dostępnych zasobów i… przygotowania administracji na spodziewane obniżenie unijnego finansowania w przyszłości.

Cyfrowe państwo
Tymczasem sprawność systemów IT administracji publicznej jest jednym z warunków stabilności państwa. W ciągu najbliższych dwóch lat instytucje zamierzają inwestować w najważniejsze (zgodnie z deklaracjami uczestników konferencji „Państwo 2.0”) obszary nowych technologii: – administracja rządowa w aplikacje (33 proc.) i bezpieczeństwo (32 proc.), – samorządy w transmisję danych (42 proc.), bezpieczeństwo (38 proc.) i data center (21 proc.), – inne urzędy w bezpieczeństwo (46 proc.), data center (33 proc.) i transmisję danych (21 proc.). Cieszy przywiązywanie tak dużej wagi do bezpieczeństwa IT oraz sprawnej transmisji danych, co jest warunkiem sine qua non upowszechniania e-usług wśród społeczeństwa.

W dokumencie Ministerstwa Cyfryzacji (MC) „Kierunki działań strategicznych ministra cyfryzacji w obszarze informatyzacji usług publicznych” (https://mc.gov.pl), w rozdziale poświęconym orientacji administracji państwa na usługi cyfrowe, czytamy: „Państwo musi skoncentrować się na zapewnieniu e-usług adekwatnych do realnych potrzeb, zgłaszanych przez obywateli i przedsiębiorców. […] Administracja musi wsłuchiwać się w głos klientów i dbać o ich wysoki poziom satysfakcji, tak jak robi to biznes w warunkach konkurencyjnego rynku. E-usługi nie mają przenosić papierowych procedur biurokratycznych w sferę cyfrową (e-pismo, e-wniosek), ale realnie upraszczać i maksymalnie automatyzować procesy załatwiania spraw”. To właściwa droga w kierunku cyfrowego państwa.

Trendy w sektorze publicznym Sektor publiczny w niewielkim tylko stopniu korzysta ze zdobyczy nowoczesnej informatyki – wynika z badania „Dojrzałość technologiczna sektora publicznego w Polsce” przygotowanego na zlecenie firmy EMC oraz Fundacji IT Leader Club Polska i upublicznionego w grudniu 2015 roku. Zaledwie 4 proc. badanych organizacji ma wysoki lub bardzo wysoki udział aplikacji chmurowych w swoim IT. Za to aż 68 proc. nie korzysta z aplikacji chmurowych w ogóle lub korzysta w stopniu nikłym, a dalsze 10 proc. deklaruje niski ich udział. Tymczasem zastosowanie chmury w sektorze publicznym zapewniłoby znaczące obniżenie kosztów, bardziej efektywne wykorzystywanie środków wydawanych na IT oraz przygotowanie infrastruktury na wypadek obniżenia finansowania inwestycji w przyszłości. A inne korzyści? Lepsze wykorzystanie czasu pracy specjalistów i sprzętu, łatwy dostęp do aplikacji oraz aktualnych danych w czasie rzeczywistym oraz możliwość predykcji przyszłości (narzędzia klasy BI oraz Big Data), większe bezpieczeństwo fizyczne danych krytycznych, większa odporność na awarie.

W tym samym badaniu okazało się, że największą popularnością cieszy się wirtualizacja (19–32 proc.), natomiast takie technologie jak Big Data, cloud computing i rozwiązania wysokiej dostępności są mniej popularne. 62 proc. organizacji nie ma rozwiązań Big Data ani nie planuje ich wdrażania. Aż 46 proc. użytkowników środowisk wirtualnych w niskim lub bardzo niskim stopniu używa rozwiązań zapewniających ciągłość ich pracy na wypadek awarii. A to także ważny aspekt bezpieczeństwa e-usług. Nie tylko zabezpieczenie przed przechwyceniem newralgicznych danych, lecz także ciągłość działania systemów, częste backupy i łatwy dostęp do bazy danych oraz archiwów. Przytoczone dane wprawdzie nie napawają optymizmem, ale wszystko jeszcze przed nami. Informatyzacja sektora publicznego wkracza bowiem w fazę przyspieszenia

Kiedyś dystrybutor, dziś integrator

ManagerOnline

Jest pan laureatem nagrody Manager Award 2016. Jury wysoko oceniło nie tylko pańskie umiejętności w dziedzinie zarządzania, lecz także udaną sukcesję w firmie, którą od końca lat 80. do 2006 roku kierował pański ojciec.
Nie była to kontynuacja bezpośrednia, przez kilka lat spółką zarządzali inni managerowie. Objąłem stanowisko prezesa w maju 2011 roku. Zdecydowałem się na ten krok, mając własną wizję firmy. Nie znaczy to, rzecz jasna, że chciałem odciąć się od dokonań moich poprzedników. Kilka lat wystarczyło jednak, by gruntownie zmieniło się otoczenie rynkowe i w związku z tym pojawiły się zupełnie nowe wyzwania przed Grupą Arcus. Cieszy mnie natomiast, że udało się zachować wartości, które zawsze charakteryzowały naszą firmę – bezpośrednie kontakty z klientami oraz rodzinne relacje wewnątrz zespołu.

Skoro już mowa o rodzinie, pański brat Rafał jest członkiem zarządu, ojciec Marek – przewodniczącym rady
nadzorczej.
Co więcej, do naszej rodziny należy kontrolny pakiet akcji, ale na tym kończą się tego rodzaju uwarunkowania. Arcus od 2007 roku jest obecny na GPW i w związku z tym musi spełniać wszystkie wymogi, jakie stawia się spółkom giełdowym. Jako prezes odpowiadam przed akcjonariuszami, dla których najważniejsze są wyniki finansowe i wartość akcji. Nawet nie mogę marzyć o takim zakresie wolności, jaki ma szef prywatnej firmy, który może realizować długofalowe wizje, nie zwracając uwagi na bieżące wyniki. Co więcej, nie byłbym wiarygodny, gdybym nie zdobył odpowiedniego wykształcenia, nie miał przygotowania zawodowego, zanim przejąłem stery firmy. Ukończyłem finanse i bankowość oraz zarządzanie i marketing na SGH. Karierę zawodową zaczynałem jako handlowiec dystrybuujący jednostki funduszy inwestycyjnych, później zostałem szefem spółki Inforsys. Mój brat – z wykształcenia prawnik – ma również bogate doświadczenia managerskie.

Co odróżnia kierowaną przez pana spółkę od typowej korporacji?
Jestem daleki od lekceważenia tych wszystkich elementów, które stanowią o sile i skuteczności wielkich firm, ale czasem ich zarządom brakuje woli zwycięstwa. Jestem zwolennikiem sprawnego zarządzania i szybkich decyzji. Kiedyś irytowało mnie, że na planowane efekty czasem trzeba czekać bardzo długo. Nauczyłem się jednak cierpliwości…

Jaki jest kluczowy element pańskiej strategii?
Najbardziej naturalna droga rozwoju Arcusa to zmiana roli: z dystrybutora na integratora IT. Połączenie możliwości spółek, które tworzą naszą Grupę, pozwala nam przygotować ofertę kompleksowego zarządzania przedsiębiorstwem – od naszej specjalności, czyli druku, przez systemy do zarządzania flotą, systemy CRM i ERP, Cloud, do elektronicznego obiegu dokumentów. Już dziś wielu naszych klientów korzysta z kilku tych elementów. A to potwierdza, że wybraliśmy właściwą drogę rozwoju.

W jakiej kondycji był Arcus, gdy został pan jego prezesem?
Nie chciałbym przeceniać swojej roli, ale spółce i grupie kapitałowej potrzebny był jasny plan rozwoju. Zaczynałem ze 100 pracownikami, dziś jest ich 250. Liczba naszych oddziałów handlowych zwiększyła się z sześciu do ośmiu. Nie lubię oglądać się za siebie, postawiłem więc na rozwój głównie poprzez akwizycje, co pozwoliło nam poszerzyć także portfolio. Słuszność wyboru tej drogi potwierdza dobry wynik na koniec 2015 roku – 3,7 mln zł zysku. Z mojego punktu widzenia szczególnie ważny jest jednak inny wskaźnik – liczba naszych klientów zwiększa się o 30–35 proc. rocznie, a umowy są zawierane z reguły na kilka lat. Warto też wspomnieć, że co roku wystawiamy o 30 proc. faktur więcej. To dobre wskaźniki, które pozwalają mi patrzeć na przyszłość firmy z optymizmem. Proces akwizycji nie został jeszcze zakończony, możliwość przejęcia kolejnej firmy specjalizującej się w telematyce, usługach portalowych lub business intelligence oznacza dla nas nowe produkty i kolejnych klientów. A to z kolei ma ogromny wpływ na to, jak postrzegają nas instytucje finansujące naszą bieżącą działalność.

Czy zakup firmy rodzinnej to dobry biznes?
Wiele zależy od tego, jaką rolę odgrywa w niej właściciel. Nierzadko jest to człowiek orkiestra, który ma osobiste kontakty z klientami, sam podejmuje wszystkie decyzje. Kiedy przestaje się angażować, cała organizacja zaczyna mieć problemy. Wiem, że zabrzmi to zaskakująco, ale bardzo ostrożnie traktuję możliwość przejęcia tego rodzaju firmy…

A jak ocenia pan wejście spółki na giełdę i wynikające z tego obowiązki?
Była to dobra decyzja. Firma zyskała nowe doświadczenia i środki, które stanowiły dla niej ważny impuls rozwojowy. Mam taki sam cel jak nasi akcjonariusze – każdy rok rozliczeniowy ma się kończyć wzrostem wartości firmy i akcji.

Nie wspomnieliśmy jeszcze o roli Arcusa na rynku telematyki i inteligentnych sieci, w tym telemetrii.
Nasza spółka jest jednym z pionierów tej branży w Polsce. Od dawna współpracujemy ze specjalistyczną firmą ADD z Mołdawii oraz z innymi przedstawicielami branży inteligentnych liczników energii elektrycznej. Obrazowo mówiąc, chodzi o to, by zdalnie – bez udziału inkasentów – sterować wszystkimi procesami związanymi z poborem energii. Dzięki temu dostawcy mogą – w zależności od popytu – regulować za pomocą promocji cenowych zużycie w określonych godzinach. Wydawałoby się, że to biznesowy samograj, ale tak nie jest. System przetargów powoduje, że czasem mamy mnóstwo pracy, a potem miesiącami czekamy na kolejne zlecenie, płacąc pensje wysoko wykwalifikowanym specjalistom.

Inteligentne liczniki są tylko częścią oferty „Smart” Grupy Arcus.
Nowością wśród rozwiązań inteligentnych jest ITC (Intelligent Traffic Counter), którego podstawową funkcjonalnością jest automatyczny pomiar natężenia ruchu drogowego. To funkcja szczególnie przydatna dla zarządców dróg: samorządów i GDDKiA. Umożliwia ona również podejmowanie różnego rodzaju decyzji inwestycyjnych na podstawie zebranych danych, analizę ruchu osób w centrach handlowych, analizę ruchu pojazdów na przejazdach kolejowych, analizę obciążenia linii komunikacji miejskiej lub linii kolejowych, a także pomiar potoków ludzkich podczas dużych imprez (festiwali, targów, manifestacji).

Co lubi Michał Czeredys?arc-0230

Zegarek Zenith El Primero
Pióro Montblanc
Ubrania Canali
Wypoczynek nad Bałtykiem, świetnie czuje się w Sopocie
Kuchnia hinduska
Restauracja Na Lato w Warszawie
Samochód BMW M550
Hobby sport, biega 40–50 km tygodniowo,przygotowuje się do półmaratonu

Warto marzyć

Jak podoba się panu Rio podczas olimpiady?OMEGA_RIO16_011813.jpga
Dziś akurat nieszczególnie, bo co chwila pada, ale widzieliśmy kilka konkurencji pływackich i to naprawdę fantastyczne oglądać nowe miasto, w którym są zarówno góry, jak i ocean. Nie mamy tego na Florydzie.

Które z dotychczasowych wydarzeń podobało się panu najbardziej?
Wczorajsza rywalizacja pływaków. Na torach panuje niezwykła dyscyplina. Szczególnie podobały mi się ujęcia kamery spodwody, na których widać było dokładnie ruchy rąk i nóg pływaków.

Czy był pan świadkiem jakichś ekscytujących chwil podczas dekoracji?
Dwa razy! To był ten gość, który pływa już od dawna… Phelps. Wspaniały facet.

Z zegarkiem OMEGA Speedmaster na ręce nie tylko stanął pan na Księżycu, lecz także spełnił inne marzenia. Jakie?
Po pierwsze, zdobycie góry. Przelot nad oceanem. Wejście na pokład łodzi podwodnej i przyjrzenie się z bliska wrakowi „Titanica”. Byłem też na biegunie północnym i od jakiegoś czasu próbuję się dostać na południowy.

Czy marzenia są kluczem do ludzkiej duszy?
Niezależnie od tego, skąd się wzięliśmy – czy z rajskiego ogrodu, czy zeszliśmy z drzew – rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Chcieliśmy się dowiedzieć, co jest po drugiej stronie tej wody. Kiedy już odkryliśmy, że świat nie jest płaski, mieliśmy ochotę oglądać więcej. A wtedy zaczęliśmy spoglądać w górę. Najpierw wymyśliliśmy śmigło, a teraz jesteśmy w stanie latać. Zbudowaliśmy rakietę na Księżyc. Poszło nam całkiem nieźle, lecz teraz spoglądamy jeszcze dalej.

Prawdopodobnie niewielu ludzi widziało Brazylię z pokładu statku kosmicznego. Jak nasza planeta wygląda z Kosmosu?
Wszystko jest małe, włącznie z chmurami. A chmury są naprawdę blisko. Nawet w nocy podczas burzy z piorunami. Wtedy jest ciemno i jak na dłoni widać błyskawice. To nie ma nic wspólnego z lotem na 40 tys. lub 50 tys. stóp. Aby się dostać na orbitę, pokonujesz znacznie dłuższy dystans. Widzisz fantastyczne rzeczy. Jednak podczas wszystkich lotów, zwłaszcza promem Apollo, pozostawaliśmy na orbicie przez półtora okrążenia wokół Ziemi. Potem opuściliśmy Ziemię i udaliśmy się w stronę Księżyca.

Dzień na Marsie trwa 24 godziny i 39 minut. Czy jeżeli faktycznie się tam osiedlimy, OMEGA będzie musiała na nowo wymyślić zegarek?
Nie. Wystarczy, że poproszą o pomoc kogoś tak niekonwencjonalnego jak ja. Jakiegoś innowatora, który spojrzy na dostępne elementy i wymyśli, jak je wykorzystać.

Czego uczą nas igrzyska olimpijskie? Ma to coś wspólnego z Kosmosem?
Igrzyska są wyjątkowym spotkaniem wszystkich krajów świata. Obecnie wiele z nich prowadzi programy kosmiczne. Sądzę, że powinniśmy je rozwijać wspólnie, a nie rywalizować ze sobą. Jednakże chcielibyśmy się ścigać na poziomie projektów, a następnie współpracować na poziomie operacyjnym.

OMEGA wiele mówi o rejestrowaniu marzeń. Co jest kluczem do ich spełnienia?
Niezależnie od tego, czy jesteś astronautą czy sportowcem. To samo napędza wszystkich, którzy walczą o swoje przekonania. To świadomość, czego są w stanie dokonać. Jaki może być ich indywidualny wkład. Gdy chcesz dać z siebie wszystko, przy odrobinie szczęścia będziesz w stanie przekuć to na przyszły sukces. Czy to będą dobre stopnie w szkole, czy zdobycie pracy albo lądowanie na Księżycu – wszyscy na coś pracujemy. Można to też ubrać w inne słowa. Odkrywamy albo umieramy.

Kosmiczny event
OMEGA House w Casa de Cultura Laura Alvim w Ipanema Beach został przekształcony 10 sierpnia w unikalną przestrzeń dla „kosmicznego” wieczoru, podczas którego pojawił się legendarny astronauta i ambasador marki – Buzz Aldrin. Podczas lądowania Apollo 11 na Księżycu w 1969 roku Buzz Aldrin postawił słynny krok na powierzchni Księżyca z modelem OMEGA Speedmaster na ręce, czyniąc z niego pierwszy zegarek noszony na Księżycu. 47 lat później pojawił się w Rio de Janeiro, by podzielić się z gośćmi swoimi wspomnieniami. Przy tak bogatym dziedzictwie w eksplorowaniu Kosmosu prezydent firmy Raynald Aeschlimann powiedział: „Nawet w zegarkach, które tworzymy dziś, obecna jest historia Kosmosu i Księżyca jako istotny element naszego DNA. Jest to kluczowe znaczenie dla historii naszej marki. Dzisiejszy wieczór to świetny sposób, by uczcić ten związek. To, że jest z nami legendarny astronauta, sprawia, że wszystko jest jeszcze bardziej wyjątkowe”.

200 mln widzów

Jak finansista stał się filmowcem?
Finansistą w ścisłym tego słowa znaczeniu nie byłem nigdy. Skończyłem co prawda finanse i bankowość w warszawskiej SGH, ale od zawsze pociągał mnie bardziej kreatywny biznes. Dlatego od początku studiów prowadziłem firmę zajmującą się grafiką użytkową. Byliśmy podwykonawcą agencji reklamowych do 2002 roku, kiedy sprzedałem tę firmę. Przygodę z nurkowaniem zacząłem od robienia zdjęć, następnie pojawił się magazyn o nurkowaniu, który wydawałem przez dziewięć lat. Równolegle z magazynem otworzyłem biuro podróży dla osób nurkujących. Nurkowanie więc stało się trzonem kilku biznesów. Biuro podróży istnieje do dziś.

Łączenie pasji z zarabianiem pieniędzy jest najszczęśliwszą kombinacją, jaka może się nam przytrafić.
Tak. Miałem dużo szczęścia w życiu, bo pierwsza praca też była moim hobby. Początek lat 90. był pod tym względem zupełnie niesamowity. Gdy umiało się coś robić, łatwo taką umiejętność się monetyzowało. Kreśliłem coś na komputerze i to wkrótce stawało się towarem…

Ktoś stojący z boku, oglądający efekty pana pracy, może zazdrościć panu wiecznych wakacji.
To zapraszam na plan filmowy. Dopiero na nim można się przekonać, że nie jestem na wakacjach. Każdy, kto ma doświadczenie wyniesione z pracy na planie zdjęciowym, produkcji jakiegokolwiek filmu, wie, jaka to jest ciężka harówka. Poza tym filmowanie dzikiej przyrody jest bardziej nieprzewidywalne i trudniejsze niż produkcje fabularne. Na planie moich filmów nie da się zaplanować światła ani przygotować aktorów. Duże stacje telewizyjne dysponują czasami budżetami na kilka miesięcy, pół roku, by czekać na to jedno ujęcie.

Praca na planie pańskich filmów przypomina spektakl, w którym ciągle się czeka na swoje wejście, ale też ma swoją specyfikę, m.in. poważne wymagania sprzętowe.
Z tą różnicą, że to ja czekam na swoich „aktorów”, aż łaskawie przypłyną i wpłyną w zasięg moich obiektywów. Swoją pracę traktuję bardzo poważnie, bo zainwestowałem sporo czasu i sprzętu. Jestem związany z firmą RED i używam takiej samej kamery co Peter Jackson podczas kręcenia „Hobbita”. Technika stała się na tyle przystępna, że mogę używać takiej kamery. Oczywiście, nie mam takiego budżetu jak on, ale świetny sprzęt trafił pod strzechy.

7A3S2571a
Co pana najbardziej kręci w tej pracy?
Wyzwania. Przed przystąpieniem do kolejnego projektu tworzymy scenariusz. Nie tak dokładny jak w fabule, ale zarysowy, nakreślający, co chcielibyśmy pokazać i jak. Poprzednia produkcja „Magia wielkiego błękitu” miała siedem odcinków, bo prezentowała materiał filmowy pochodzący z siedmiu kontynentów. Obecna będzie miała sześć odcinków. To są duże produkcje, obejmujące pięć–sześć godzin materiału. Z ujęć, które finalnie otrzymujemy, jak z plasteliny lepimy końcową opowieść. Aktorzy nie wypowiadają swoich kwestii, nie ma ani dialogów, ani monologów. Rekin może być więc przyjazny lub wrogi. Fajne w tej pracy jest to, że ostatni etap produkcji jest bardziej elastyczny, można go poddać odpowiedniej obróbce według wizji i koncepcji.

Produkujecie dla Discovery. To wielki zaszczyt i wyróżnienie?
Robiłem wcześniej zdjęcia dla „National Geographic”. Kiedy wydałem album „Wielki błękit”, doszedłem do wniosku, że zrobiłem wszystkie zdjęcia, które chciałem. I przyszła pora na większe wyzwanie. Discovery jest światową marką, bardzo znaną, i zgadzam się, że to jest zaszczyt dla niej pracować.

Kamera oddaje klimat i kolory podwodnego świata?
Obiektyw nie przekazuje barw i atmosfery do końca. Ten świat jest zdecydowanie lepszy w naturze. Podwodne środowisko jest, niestety, niewdzięczne dla optyki. Widoczność jest ograniczona do 20–30 metrów. Na dodatek na głębokości 30 metrów wszystko jest zielononiebieskie. Przekładając to na obraz filmowy, wszystko robi się płaskie i mało plastyczne. Na żywo wygląda znacznie lepiej.

Powodzenie produkcji przełożyło się na sukces finansowy?
Robimy drugą serię, mamy w planach trzecią i czwartą. Na podstawie naszych doświadczeń możemy stwierdzić, że to jest opłacalne. Trafiłem w dobrym czasie na odpowiednich ludzi, którzy pokierowali surowym materiałem, jakim dysponowałem, i razem zrobiliśmy finalny produkt nadający się do pokazania w 78 krajach. Moje filmy obejrzało na całym świecie ponad 200 mln ludzi. Moi wspólnicy ustalili, że nasze filmy są najczęściej oglądaną polską produkcją telewizyjną na świecie.

Szkoda, że widzowie Discovery nie mają świadomości, że to jest produkt polski…
Nie, nie mają. Mamy inną konwencję niż np. w serii „Błękitna Planeta”, gdzie jest narrator i można go utożsamiać z krajem pochodzenia. Nasze filmy są w tym świetle międzynarodowe. Narracja jest w lokalnych językach i każdy widz może się wczuć w rolę prowadzącego. Z punktu widzenia producenta  jest to duży plus. Osobiście znacznie lepiej czuję się, gdy pracuję za kamerą niż przed obiektywem.

Patrząc na warunki, w jakich pan działa, wydaje się, że jest to praca niebezpieczna.
Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Najczęściej mówi się o rekinach jako zwierzętach najbardziej niebezpiecznych. Przy każdej okazji staram się obalać ten mit. One nie polują na ludzi. Wypadki, owszem, się zdarzają, ale dotyczą one w 90 proc. surferów, których rekiny mylą z fokami. Prowadziłem magazyn o nurkowaniu i proszę mi wierzyć, że ofiar rekinów na świecie jest około 10 rocznie. Nie słyszałem o przypadku, aby rekin zaatakował pod wodą nurka. Dla nich jesteśmy nieznajomo wyglądającymi stworami emitującymi dziwne sygnały. Aby nakręcić scenę z ożywionymi rekinami, trzeba je często do tego zachęcić albo wręcz sprowokować.

Niebezpieczne pod wodą nie są jednak jedynie rekiny.
Tak, są zwierzęta groźniejsze od rekinów. Najbardziej niebezpieczne są małe jadowite stworzenia, meduzy i ośmiornice. Pociechą jest to, że one nie atakują, tylko się bronią. Z moich doświadczeń wynika jednak, że to nie zwierzęta stanowią niebezpieczeństwo, tylko prądy, które mogą ponieść nas 20 km od miejsca nurkowania, co niestety może się skończyć tragicznie.

7A3S1455aMa pan swoje ulubione akweny?
Uwielbiam rejony, które są położone z dala od cywilizacji, jak Papua-Nowa Gwinea, archipelag Galapagos, Antarktyka. To są miejsca unikalne, zarówno na lądzie, jak i pod wodą.

Bałtyk w tym kontekście to nudziarstwo.
Nie zgadzam się. Bałtyk jest superatrakcyjny dla tych, którzy lubią nurkować, aby oglądać wraki. Nasze morze to ogromne cmentarzysko podwodne, chimeryczne ze względu na pogodę i mroczne. Z uwagi na to, że Bałtyk ma słabe zasolenie, świetnie przechowały się w nim drewniane wraki, które są ogromną atrakcją dla nurków.

Pod wodą spędził pan już kilka miesięcy?
Dokładnie nie wiem ile, ale ze cztery, bo ponad 3 tys. godzin.

Najbliższe miesiące zapowiadają się pracowicie.
10 sierpnia lecę na Filipiny, by kręcićzdjęcia do kolejnej serii. Na plan filmowy wybieram się zawsze sam. Na miejscu wynajmuję łódź i lokalnego przewodnika. Zdjęcia trwają od wschodu słońca i często kończą się nocnym nurkowaniem. W Polsce, po powrocie, w postprodukcji bierze już udział większy zespół profesjonalistów, gwarantujący najwyższą jakość produktu.

Co lubi Darek Sepioło?

DS

Zegarek IWC, wspierający fundację Galapagos
Wypoczynek na nartach we włoskich Dolomitach
Kuchnia „Polska: schabowy, ziemniaki i mizeria. Staram się nie jeść tego, co fotografuję”.
Samochód audi
Hobby tożsame z pracą

Ważne Informacje

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...