.
Strona główna Blog Strona 359

Farmaceutyczna inżynieria

    Young female tech or scientist loads liquid sample into test tube with plastic pipette. Shallow DOF, focus on the hand with the tube.

    Branża farmaceutyczna należy do najbardziej innowacyjnych, przoduje też w wydatkach na badania i rozwój. Wciąż pojawiają się nowe lub ulepszone leki, dzięki którym terapie są coraz skuteczniejsze

    Polskie firmy farmaceutyczne przeznaczają na inwestycje, badania i rozwój większą część zysków, a współpraca z ośrodkami naukowymi przynosi coraz lepsze efekty. Zdecydowane zmiany nastąpiły po opracowaniu przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, na zlecenie Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, „Strategii rozwoju krajowego przemysłu farmaceutycznego do roku 2030”. Zgodnie z nią przemysł farmaceutyczny ma się stać czołowym przemysłem wysokich technologii. Cele strategiczne wyznaczone w projekcie zakładają umocnienie pozycji lidera na rynku leków generycznych, podnoszenie poziomu innowacyjności, spójną i stabilną politykę lekową oraz zmniejszanie ujemnego salda w handlu zagranicznymi lekami. technika – telemedycyna i bioinformatyka. Rola IT oraz przetwarzanie informacji i analizy danych w pracach badawczo-rozwojowych są nie do przecenienia. Deloitte w raporcie „Healthcare and Life Sciences Predictions 2020: A bold future?” przewiduje, że w ciągu najbliższych lat farmację czeka cyfrowa rewolucja. O jej rozpoczęciu świadczy np. opracowanie algorytmu komputerowego przez amerykańskich naukowców, który oblicza dawki leku według danych klinicznych pacjentów, takich jak stan wątroby, wydolność nerek i waga, oraz tworzy pliki gotowe do użytku w drukarce 3D.

    Nanocząsteczki i polimery

    Szybko rozwijającą się dziedziną wykorzystywaną w farmacji jest nanotechnologia, która znalazła zastosowanie np. w badaniach nad sposobem bardzo precyzyjnego podawania leków, ale nie tylko. Wciąż trwają badania nad poprawą wchłaniania się substancji czynnych i wydłużaniem okresu półtrwania leku. Nanotechnologia pomogła też naukowcom Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk w opracowaniu antybakteryjnych materiałów, które niszczą bakterie, a jednocześnie nie są szkodliwe dla zdrowia. Mniej zakażeń w szpitalach, przyspieszenie gojenia ran, krótszy czas hospitalizacji oraz lepszą higienę odzieży sportowej mają zapewnić pokrycia nanokompozytowe.

    – Nowa metoda wytwarzania nanokompozytowych pokryć antybakteryjnych jest uniwersalna i może służyć do modyfikowania powierzchni różnych materiałów. Po zmodyfikowaniu materiały wykazują właściwości antyseptyczne, a jednocześnie pozostają bardzo przyjazne dla ludzkich komórek – wyjaśniają dr Katarzyna Wybrańska i prof. Marcin Fiałkowski z Instytutu Chemii Fizycznej PAN.

    Pokrycie może być używane nie tylko w medycynie, lecz także w życiu codziennym, jak podkreślają naukowcy, np. w materiałach używanych do produkcji skarpetek, wkładek do butów i bielizny oraz odzieży sportowej. Zwłaszcza że wytwarzanie nanokompozytowych pokryć nie jest ani kosztowne, ani pracochłonne. Pokrycia powstają w roztworach związków boru zawierających koloidalne nanocząstki złota.

    – Po wprowadzeniu czynnika wywołującego polimeryzację na powierzchni zanurzonego w koloidzie przedmiotu w ciągu kilkunastu minut osadzają się nanokompozyty złota. Łączenie z podłożem ma charakter chemiczny, charakteryzuje się więc znaczną trwałością – tłumaczą naukowcy.

    Złoto nie należy wprawdzie do najtańszych materiałów, ale rekompensować to może trwałość nanokompozytowych pokryć, które nie niszczą się w praniu. To tylko jeden z przykładów badań nad opatrunkami nowej generacji. Wciąż trwają prace nad plastrami z inteligentnymi polimerami, hydrożelami. W technologiach i urządzeniach do profesjonalnej terapii ran chronicznych oraz terapii bólu specjalizuje się m.in. poznańska firma MedVentures, w której pracuje grupa biotechnologów, biologów molekularnych i genetyków. Naukowcy zajmują się również badaniami nad klonowaniem molekularnym oraz inżynierią białkową genów, kodujących czynniki stymulujące gojenie się ran.

    Innowacje i biznes

    MedVentures to niejedyna firma pracująca w parku technologicznym. W Gdańskim Parku Naukowo-Technologicznym nową jednostkę powołała Polpharma. Jej celem jest wspieranie rozwoju i komercjalizacji projektów badawczych z dziedziny biotechnologii, medycyny i profilaktyki zdrowia. Gdansk Life Sciences Center ma pomagać i doradzać twórcom innowacyjnych pomysłów z uczelni i instytutów badawczych z całej Polski. Ułatwi też ich realizację w swoich laboratoriach na zasadzie non profit.

    – Biznes i nauka powinny wspólnie dążyć do zamiany innowacyjnych pomysłów w konkretne rozwiązania, które mogą być wprowadzone na rynek. Jako lider polskiego rynku farmaceutycznego działający w sektorze biotechnologii chcemy dzielić się naszym doświadczeniem oraz możliwościami naszych laboratoriów, wspomagając wdrożenia projektów przynoszących realną korzyść społeczeństwu – podkreśla Jerzy Starak przewodniczący Rady Nadzorczej Polpharmy, jednej z najbardziej innowacyjnych firm w Polsce. Polpharma ma siedem ośrodków rozwojowych dostarczających 30–40 rozwiązań rocznie. Specjalizuje się w lekach generycznych. W Starogardzie Gdańskim stworzyła jeden z największych ośrodków rozwojowych w Europie Środkowo-Wschodniej, wyposażony w nowoczesny sprzęt analityczny i urządzenia do produkcji w skali laboratoryjnej i półtechnicznej. Ma też wielki potencjał, ponieważ dwa najważniejsze trendy w rozwoju branży farmaceutycznej to rozwój rynku leków generycznych, związany ze starzeniem się społeczeństw, zwłaszcza w Europie, oraz wykorzystanie biotechnologii jako narzędzia do produkcji leków.

    Bio ma przyszłość

    W Polsce działalność z zakresu biotechnologii prowadzi 70 firm. W lekach biopodobnych i biotechnologicznych specjalizuje się m.in. Polpharma Biologics – oddział Polpharmy – oraz Mabion. Ostatnia ze spółek kończy badania nad farmaceutykiem MabionCD20, który będzie stosowany w leczeniu nowotworów krwi i RZS (reumatoidalnego zapalenia stawów). Jest to produkt biopodobny do preparatu MabThera/Rituxan. W lekach onkologicznych specjalizuje się również Selvita. Spółka świadczy także usługi badawczo-rozwojowe dla sektora chemicznego oraz biotechnologii i farmacji. Jej dwa najbardziej zaawansowane projekty to: SEL24 i SEL120 stosowane w leczeniu nowotworów hematologicznych. Pierwszy ma już zgodę na rozpoczęcie badań klinicznych. Selvita pracuje też nad platformą immunoonkologiczną, której celem jest opracowanie nowych unikalnych terapii epigenetycznych oraz projektów onkologicznych celujących w metabolizm nowotworów. Inne firmy też nie próżnują.

    Dobre, bo polskie

    Adam Sikorski, wizjoner biznesu, współzałożyciel Unimotu, właściciel PZL Sędziszów, prezes stowarzyszenia Polska Grupa Motoryzacyjna, zrzeszającego polskie firmy branży motoryzacyjnej, opowiada o biznesie i patriotyzmie gospodarczym

    Z managerskiego punktu widzenia jest pan człowiekiem sukcesu. Firmy, którymi pan kieruje, osiągają spektakularny wzrost obrotów i – co najważniejsze – zysków. Jak to się zaczęło?
    Prywatny biznes był zawsze naszym rodzinnym marzeniem. Mój tata, od kiedy pamiętam, był związany z motoryzacją. Był dyrektorem w Polmozbycie. Marzeniem moim i mojego śp. brata Piotra było otwarcie warsztatu samochodowego. W tamtych latach była to jedna z niewielu możliwości prowadzenia własnego biznesu. Chcąc zrealizować to marzenie, trochę na przekór mamie, a za namową ojca, wybraliśmy technikum samochodowe zamiast liceum.

    Po technikum rozpoczął pan studia.
    Tak, ale ze względu na to, że praca pochłonęła mnie całkowicie, a brat był na studiach dziennych, zdecydowałem się na przerwanie nauki. Mama wypominała mi to wówczas przy każdej Wigilii. Na studia wróciłem i ukończyłem je po ponad 10-letniej przerwie, choć nie musiałem tego robić. Bardzo jednak chciałem, bo wychodziłem z założenia, że muszę wzmocnić swoje „fundamenty”. Brakowało mi tej „cegiełki” w murze mojego osobistego rozwoju. Kontynuując naukę, ukończyłem również studia MBA i DBA.

    Kiedy zaczynał pan wspólnie z bratem i przy wsparciu ojca tworzyć Unimot, był pan zaledwie 20-latkiem.
    Byłem świeżo po maturze, a brat był na trzecim roku studiów. Oczywiście, mieliśmy wielkie wsparcie rodziców. Pomysł biznesu był taty, a to, że powinniśmy to robić razem, czyli rodzinnie, przeforsowała mama. Wiedziała, że jesteśmy z bratem bardzo różni, ale nie stanowi to przeszkody, tylko jest naszą siłą. Dzięki temu, że się wzajemnie uzupełnialiśmy, stanowiliśmy bardzo mocny i zgrany zespół. My zaufaliśmy rodzicom, a oni nam.

    Unimot zaczynał jako hurtownia.
    Od tego się zaczęło, handlowaliśmy na początku olejami silnikowymi. Wstawaliśmy o godz. 4 lub 5 rano i ruszaliśmy w drogę, by odwiedzać stacje benzynowe i warsztaty samochodowe. Tak jak większość polskich przedsiębiorców z lat 90. zaczynaliśmy sami. Z czasem pojawili się magazynier i kierowcy. Po kilku latach przedstawiciele handlowi. Dzisiaj mamy opinię bardzo dynamicznie rozwijającej się grupy, lidera rynku. Trzeba jednak pamiętać, że na ten sukces złożyły się 24 lata ciężkiej organicznej pracy. Uważam, że bardzo ważną częścią składową naszego sukcesu była chęć ciągłej zmiany. Byliśmy z bratem młodzi i otwarci na wszystko, co nowe i przydatne w prowadzeniu biznesu. Część pomysłów była nasza, ale sporo rzeczy podpatrzyliśmy, zaadaptowaliśmy i rozwinęliśmy w naszych warunkach.

    Miał pan szczęście do ludzi, których spotykał pan na swojej biznesowej drodze.
    To prawda, kusi, żeby powiedzieć: „To wszystko ja”, ale wiem, że bez zaufanych i mądrych współpracowników nasza firma nie byłaby tu, gdzie jest dzisiaj.

    Jaki styl zarządzania pan preferuje? Lubi pan kontrolować wszystko czy pozwala pan w sprawach kluczowych podejmować managerom samodzielne decyzje?

    Mój pomysł na zarządzanie ewoluował. Inny był, gdy sam sobie byłem szefem, a zmienił się wówczas, gdy pojawili się pracownicy. Panuje przekonanie, że wiele firm rodzinnych w latach 90. było zarządzanych jak folwark. Myślę, że na drodze ewolucji nasza firma również przeszła przez ten etap. Czy to źle? Myślę, że nie. W chwili mocnego, dynamicznego rozwoju potrzeba mocnego lidera, przywódcy. Liczą się szybkie decyzje, ale też spersonalizowana odpowiedzialność.

    Jaki wpływ na pana podejście do biznesu miał wyjazd do Szwajcarii?
    Bardzo duży, otwieraliśmy tam, praktycznie od zera, naszą nową placówkę. Musiałem współpracować z miejscowymi managerami i było to bardzo ciekawe doświadczenie. Po pierwsze, o ile w Polsce w branży motoryzacyjnej moje nazwisko było znane, o tyle w Szwajcarii byłem anonimowy. Po drugie, stanowiłem swego rodzaju ciekawostkę, byłem polskim przedsiębiorcą zatrudniającym Szwajcarów. Inne też było podejście szeregowych pracowników, którzy otrzymując polecenie, zawsze szczegółowo wypytywali mnie o to, co mają zrobić, dlaczego w taki sposób i w jakim celu. Byłem przyzwyczajony do polskich realiów, więc początkowo mnie to irytowało, szybko jednak zrozumiałem, że pracownicy lepiej poinformowani  i traktowani jak partnerzy sumienniej podchodzą do powierzonych im zadań. Tam opcja „rób i nie dyskutuj” w ogóle się nie sprawdzała. Po roku doskonale nam się współpracowało, dlatego postanowiłem przenieść te doświadczenia na polski grunt. Zauważyłem, że wielu managerów, kompletując zespół, dobiera sobie ludzi podobnych do siebie. Oczywiście, komunikacja jest wtedy łatwiejsza, ale biznes jest trochę jak rwąca rzeka. W łodzi, która symbolizuje firmę, nie mogą być sami sternicy, ponieważ żeby przetrwać, potrzebne jest zróżnicowanie i specjalizacja. To właśnie ta różnorodność jest wartością dodaną i uzupełnia zespół, daje ogląd sytuacji na 360 stopni. Zawsze lepsza, choć czasami irytująca, jest konstruktywna wymiana poglądów od bezproduktywnego przytakiwania. Dzięki tym doświadczeniom po powrocie ze Szwajcarii w 2014 r. dokonałem zmian i roszad w zespole. John Maxwell, mój guru leadershipu, porównał kiedyś managera do kierowcy autobusu, którego zadanie nie ogranicza się jedynie do zaproszenia pasażerów na pokład, ale polega również na posadzeniu ich na odpowiednich miejscach. Mój obecny styl zarządzania wypracowywałem przez ostatnie trzy lata.

    Kiedy narodził się pomysł przejęcia zakładów w Sędziszowie?
    W 2010 r., przeglądając prasę biznesową, przeczytałem, że Ministerstwo Skarbu planuje prywatyzację zakładów w Sędziszowie i szuka inwestora. Znałem tę firmę z końcówki lat 80. i początku 90. jako lidera na rynku filtracji, bardzo znaną i cenioną markę. Była to ostatnia z wielkich kiedyś fabryk związanych z polską motoryzacją. Postanowiliśmy ten pomysł w rodzinie przedyskutować, tym bardziej że zawsze ciągnęło nas do produkcji. Handel jest dobry, ale opiera się przede wszystkim na logistyce, nie wytwarzając nic materialnego. Produkcja to już zupełnie inna rzecz.

    Było to ogromne wyzwanie.
    Tak, pod względem zarówno organizacyjnym, jak i finansowym oraz – jak się okazało – także społecznym. Firma już wcześniej była prywatyzowana, niestety, w sposób kompletnie nieudany. W latach 90. zatrudniała 2,5 tys. ludzi w 15-tysięcznym Sędziszowie Małopolskim. Wszystko w tym mieście związanebyło z fabryką: zatrudnienie, szkoła przyzakładowa, ośrodek zdrowia. Po kilku restrukturyzacjach, w chwili, gdy weszliśmy do gry, pozostało tam 350 pracowników. Co ciekawe, podchodząc do tego wyzwania, nie obawiałem się straty środków finansowych, ale tego, że jeśli nam nie wyjdzie, to zawiedziemy ludzi, którzy nam uwierzyli. To byłaby wielka porażka, a przy tym katastrofalna sytuacja dla załogi i miasta. Przestrzegano mnie zwłaszcza przed działającymi w firmie związkami zawodowymi. Gdy porozmawialiśmy z tymi ludźmi, okazało się, że na uratowaniu firmy zależy im tak samo jak nam. Obecnie współpraca jest wręcz modelowa, mimo że jesteśmy prywatną firmą. Zatrudniamy 250 pracowników, w większości na umowach o pracę. Odrabiamy straty i odzyskujemy rynek. Dzisiaj z dumą mogę powiedzieć, że na rynku filtracji w Polsce jesteśmy liderem. Największym kapitałem firmy są ludzie, pracownicy i inżynierowie, którzy kontynuują tradycję doskonałej jakości filtrów. To dzisiaj stanowi o sile brandu PZL Sędziszów.

    Produkujecie również filtry na rynek posprzedażowy i poserwisowy. Czy ich jakość jest taka sama jak oryginałów brandowanych markami samochodów?
    W przypadku naszego zakładu, jeśli na taśmie produkujemy określoną partię oryginałów, to obniżanie jakości materiałów czy zmiany w technologii dla zamienników byłyby zbyt kosztowne i nieopłacalne w produkcji. Mogę z pełnym przekonaniem zapewnić, że jakość produkowanych przez nas zamienników jest taka sama jak oryginalnych produktów.

    Ukoronowaniem pana działań w branży motoryzacyjnej jest Polska Grupa Motoryzacyjna.
    W Szwajcarii zdałem sobie sprawę z tego, co oznacza patriotyzm gospodarczy, a ściślej gospodarcza mądrość i rozsądek. Szwajcarzy uświadomili mi, że każdy frank wydany na szwajcarski produkt tworzy miejsca pracy i kreuje innowacyjność. Oczywiście, nie przepłacą za produkt krajowy, ale jeśli będzie tej samej jakości co ten z importu i w podobnej cenie, to wybiorą swój. Podobnie rzecz się ma w usługach. Porównywalne tendencje są we Francji, w Niemczech i USA. Dlaczego w Polsce miałoby być inaczej? Przemysł motoryzacyjny w Polsce generuje 60 mld przychodów, a wartość eksportu to 30 mld. Super, ale za tymi wynikami stoją firmy w większości zagraniczne. Tylko 6 proc. z nich znajduje się w polskich rękach. Po konsultacjach z polskimi przedsiębiorcami z branży uznałem, że trzeba ten trend odwrócić i zacząć o tym głośno mówić. Uświadamiać, że to, kto jest właścicielem, ma ogromne znaczenie. Musimy pamiętać, że w chwilach kryzysów kapitał wraca do kraju swojego pochodzenia. Nie miejmy złudzeń, Niemcy czy Włosi chętniej uratują  fabrykę w swoim kraju niż w Polsce. Musimy mieć świadomość, że dzisiaj biznes jest swego rodzaju wojną. Rzadko jest tak, że do danego kraju wchodzi tylko jedna firma z innego kraju, zwykle jest ich więcej. Za nimi ciągną banki, instytucje ubezpieczeniowe, a dzieje się to wszystko przy wsparciu dyplomacji.

    Myśli pan o marce PGM?
    Tak, ale zanim wyjdziemy na zewnątrz, musimy najpierw wewnątrz stowarzyszenia określić, co chcemy zrobić, jaki mamy potencjał, jakie są priorytety i kompetencje. A następnie pokazać, że współpracujemy i mówimy jednym głosem w rzeczywistym, biznesowym życiu. Kolejnym etapem będzie legislacja ułatwiająca nam działanie, na przykład poprzez łatwiejszy dostęp do przetargów publicznych. Nie może być dłużej tak, że polski producent w przetargu jest odrzucany, chociaż ma produkt konkurujący jakością i ceną, tylko dlatego, że specyfikacja przetargowa zawiera zapis, iż użyty może być „produkt, który jest zapisany w instrukcji obsługi danego pojazdu”, czyli, na przykład, niemiecki lub francuski. Dbajmy o własny interes, zwłaszcza jeśli wydajemy publiczne pieniądze. Takie przykłady można mnożyć, więc przed nami jeszcze daleka droga do wyrównania szans polskich przedsiębiorców. Pierwszy krok został już jednak zrobiony.

    PGM to między innymi nowoczesność, konkurencyjność, innowacyjność, finansowanie, grupy producenckie – czyli dobre, bo polskie!
    Dokładnie tak, produkty naszych członków są już w tej chwili nowoczesne i konkurencyjne. Teraz trzeba je wspomóc zespołami badawczymi, których praca przełoży się na innowacyjność. Siła, jaka tkwi w grupie, z pewnością wpłynie na korzystniejsze warunki finansowania i silniejszą pozycję członków w grupach zakupowych. Według naszych szacunków dzięki tym ostatnim firmy będą mogły zaoszczędzić dodatkowe 5–10 proc. w stosunku do obecnie ponoszonych kosztów.

    Dlatego warto dołączyć do PGM?
    Oszczędności to tylko jedna z korzyści, jakie interesują firmy, które chcą zostać członkami PGM. Coraz więcej firm chce dołączyć do naszego stowarzyszenia. To nas oczywiście bardzo cieszy. Zwłaszcza że wszystko dzieje się bardzo dynamicznie, a organizacja jest dopiero w fazie rozwoju. Nasz kalendarz spotkań z każdym dniem jest coraz pełniejszy, co pokazuje, że jest zainteresowanie ze strony zarówno potencjalnych członków, jak i decydentów, z którymi też nawiązujemy kontakty. Podsumowując: działając wspólnie, możemy skuteczniej artykułować nasze interesy w kontaktach z partnerami biznesowymi, ale też z decydentami. Sądzę, że takie inicjatywy jak PGM są właściwym kierunkiem rozwoju polskich przedsiębiorstw.

    Co lubi Adam Sikorski?

    Zegarek „Na co dzień noszę Apple Watch, bo uważam, że jest bardzo praktyczny. Mam jeszcze bardzo dobry szwajcarski zegarek, ale zakładam go na wyjątkowe okazje. Jak już wspominałem, jestem patriotą, więc jest to połączenie polskiego geniuszu i szwajcarskiej precyzji, czyli Patek Philippe – najbardziej luksusowa marka w historii stworzona przez Polaka”.
    Wypoczynek „Południe Francji, zwłaszcza Cannes i Monaco. Generalnie lubię podróże, ponieważ umożliwiają spotykanie i poznawanie nowych ludzi”.
    Kuchnia południe Europy – Hiszpania i Włochy
    Samochód „Służbowo jeżdżę mercedesem viano głównie dlatego, że mogę do niego zabrać kilku współpracowników i wykorzystać czas spędzony w samochodzie na rozmowy. Prywatnie jeżdżę fiatem 500 abarth, bo jest szybki i można nim wszędzie zaparkować”.
    Hobby „Mam uprawnienia pilota, ale ostatnio rzadko latam. Bardzo lubię rower, nurkowanie i aktywny wypoczynek. Cenię dobrą literaturę. Ostatnio czytam dużo książek z zakresu leadershipu. Uważam, że to, iż ludzie czasami mnie nie rozumieją, wynika z tego, że nie potrafię do nich dotrzeć w odpowiedni sposób. Uczyć trzeba się przez całe życie”.

    Pieniądze z paszportem

      Business, Technology, Internet and network concept . Young business man working on the tablet of the future , select the virtual screen : investment strategy

      W połowie grudnia, na przestrzeni dosłownie kilku dni, światło dzienne ujrzały dwie ważne informacje o inwestycjach zagranicznych

      Państwowa Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych ogłosiła: „Inwestorzy zagraniczni nie żałują, że postawili na Polskę”. „PAIiIZ: Najlepszy wynik w historii” – brzmiały gazetowe tytuły po prezentacji materiałów przez agencję. Wynik ten dotyczy oceny wystawionej Polsce przez obecne tu zagraniczne firmy. Na możliwe 5 pkt Polsce przyznano 3,72, w istocie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Zdaniem pytanych firm klimat inwestycyjny jest najlepszy od lat, wysoko oceniono stabilność ekonomiczną i łatwość zaopatrzenia, nieco niżej system podatkowy i efektywność sądów (badanie dotyczyło roku 2014).

      W tym samym czasie w innych tytułach przeczytać było można, że „zagraniczne firmy znikają z Polski” i że spada liczba zakładanych w naszym kraju firm zagranicznych. O ile w latach 2014–2015 takich nowych firm powstawało znacznie powyżej 600 rocznie, o tyle w roku 2016 inwestorzy powołali tylko 243 nowe podmioty gospodarcze. Nasila się za to zjawisko zamykania istniejących przedsiębiorstw. Maleją także kapitały obecne na warszawskiej giełdzie, w lwiej części zagraniczne. Dowodzą tego poziomy indeksów giełdowych. O ile w 2013 r. indeks WIG20 znacząco przekraczał 2,6 tys. pkt, o tyle w minionym roku spadł nawet w okolice 1,6 tys. pkt. Czyli inwestorzy głosują nogami. Paradoksalnie, obie informacje, choć pozornie sprzeczne, wręcz schizofreniczne, są prawdziwe. Agencja badała firmy zagraniczne trwale zakorzenione w Polsce i z tego tytułu niejako pierwotnie dobrze do niej nastawione. Firmy pakujące walizki leżą na przeciwległym biegunie. To w większości takie, którym biznes nie wyszedł i nie wiadomo z jakiej przyczyny – z winy kraju gospodarza czy może z powodu własnych błędów i naturalnego ryzyka biznesowego. Inwestycje zagraniczne w Polsce są bowiem na tyle masowe, że zachodzić wśród nich mogą równolegle różne zjawiska.

      Inwestycje cudzoziemskich przedsiębiorców są bowiem sferą, w której występują wszystkie możliwe kolory obok siebie, od bieli do czerni. Oficjalnie mówi się o „bezpośrednich inwestycjach zagranicznych” (BIZ). Zgodnie z formalną definicją jest to „międzynarodowy transfer kapitału w celu utworzenia w innym kraju podmiotu zależnego i sprawowania nad nim kontroli”. Definicja ta jest bardzo pojemna. I nie odnosi się w ogóle do elementarnego założenia każdego biznesu, zgodnie z którym celem działalności gospodarczej jest osiąganie zysku. Czyli w teorii jest zasadne tworzenie deficytowych firm zagranicznych. Istnieje też ściślejsza definicja, wedle której od inwestora zagranicznego wymaga się tworzenia nowych miejsc pracy i płacenia podatków na miejscu. BIZ zwykło się dzielić na dwa rodzaje. Pierwszy to greenfield, czyli budowa od podstaw obiektu na „zielonej łące” udostępnianej przez kraj przyjmujący inwestycję. Jego odmianą jest brownfield, czyli częściowe wykorzystanie przez inwestora już istniejących budynków i instalacji. Drugi rodzaj to inwestycje portfelowe, czyli zakup większościowych lub mniejszościowych pakietów akcji czy udziałów krajowych firm poprzez giełdę lub bezpośrednio. Tego typu inwestor może zachowywać się w przedsiębiorstwie aktywnie lub biernie.

      Inny podział to struktura wielkościowa BIZ. Na pierwszy rzut oka inwestor miliardowy jest lepszy od milionowego, a ten od wnoszącego setki tysięcy i tak dalej. Jest tu jednak kilka zasadzek. Główna wynika ze struktury branżowej inwestycji. Różna jest bowiem kapitałochłonność poszczególnych branż. Budowa nowoczesnej fabryki jest kosztowniejsza niż uruchomienie hurtowni spożywczej czy otworzenie gazety. Tymczasem fabryka może działać na skalę powiatową, a gazetę zna cały kraj. I która inwestycja jest ważniejsza? Inny czynnik: za poważne zwykło się traktować inwestycje większe niż 1 mln dol. (czy euro). Tak to jednak wygląda z warszawskiej perspektywy. Dla niejednego miasta czy powiatu większe jest znaczenie inwestycji za 300 tys. dol. u siebie niż wielkoskalowa inicjatywa w sąsiednim województwie. Te kilkadziesiąt miejsc pracy, nawet marnie płatnych, to dla małego miasteczka duża rzecz. Wynika z tego, że liczenie inwestycji zagranicznych „na sztuki” nie ma większego sensu. Znacznie bardziej istotne są: bilanse przypływów i odpływów kapitału zagranicznego, jego geograficzne rozprzestrzenienie na mapie kraju, zaistnienie takich firm w życiu lokalnych społeczności lub izolowanie się za wysokim płotem itp. W takim kontekście trzeba odnotować kilka faktów i zjawisk. Niezależnie od okresowych fluktuacji nastrojów inwestycyjnych Polska otworzyła się i od ponad ćwierćwiecza pozostaje otwarta na napływ zagranicznych kapitałów. W pierwszym okresie, dzięki niskiemu poziomowi startu, wyniki bywały rekordowe, a obecność zagranicznych funduszy miała kluczowe znaczenie dla przełamania kompletnej zapaści gospodarczej odziedziczonej po PRL i odzyskania przez Polskę wypłacalności na rynkach światowych.

      Polska jest obecna w światowych statystykach inwestycji, oczywiście na miejscu z grubsza odpowiadającym jej wielkości i ogólnemu potencjałowi. To ważne zastrzeżenie, bo jak konkurować z gigantami? Przykładowo w latach 2012–2013 miejscem, w którym ulokowano najwięcej bezpośrednich inwestycji zagranicznych, były Chiny (liczone razem z Hongkongiem) z kwotą 199 mld dol., wyprzedzające USA, gdzie napływ inwestycji wyniósł 159 mld dol. Na trzecim miejscu po raz pierwszy w historii ulokowała się Rosja, z wielkością inwestycji rzędu 94 mld dol. Ale uwaga, w tych samych latach na czwartym miejscu lokalizacji inwestycji w skali całego globu uplasowały się… Wyspy Dziewicze, które rzekomo wchłonęły 82 mld dol. Rzecz jasna, nikt nie zbudował tam tysięcy fabryk; być może stoją one i w Polsce. Wyspy są tylko rajem podatkowym; po raz kolejny trzeba odwołać się do zastrzeżeń wobec suchych statystyk. Na podobnej zasadzie jednym z większych inwestorów w Polsce są firmy cypryjskie.

      Wróćmy jednak do realiów. Pod względem atrakcyjności inwestycyjnej nasz kraj lokuje się na piątym miejscu w Europie, za Niemcami, Wielką Brytanią, Francją i Holandią. Z raportu firmy Ernst & Young wynika, że w 2014 r. Polska i Rosja zanotowały największy przyrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Europie. W Polsce przybyło wówczas 211 dużych bezpośrednich inwestycji zagranicznych, co oznacza 60-procentowy wzrost w skali rocznej. Trzeba wszakże wziąć pod uwagę, że akurat rok 2013 był dla Polski słabszy w pozyskiwaniu inwestorów; takie to uroki statystyki. Zdecydowana większość wspomnianych wyżej nowych podmiotów to inwestycje firm, które wcześniej nie prowadziły działalności w Polsce, pozostałe to reinwestycje, czyli zaangażowanie wcześniej wytworzonych zysków. Te reinwestycje stanowią jednak problem teoretyczny i statystyczny. Fabryka postawiona przez cudzoziemca przynosi zyski i właściciel powołuje za te pieniądze kolejne przedsiębiorstwo. Czy to jest nadal inwestycja zagraniczna? Czy tak wytworzony kapitał jest zagraniczny czy już nie? Żeby było weselej, różne organy (samorządowe, podatkowe) mogą patrzeć na sprawę inaczej, więc problem nie jest tylko akademicki. Twarde dane to liczba nowych miejsc pracy wygenerowanych przez inwestycje zagraniczne. W 2015 r. sięgnęła ona niemal 20 tys., co plasuje Polskę na drugim miejscu w Europie, po Wielkiej Brytanii.

      W 2016 r. (dane na koniec I półrocza) w Polsce działało prawie 50 tys. firm z kapitałem zagranicznym. Spośród 2256 największych (czyli ponad 1 mln euro zaangażowania) inwestorów zagranicznych najwięcej było spółek niemieckich – 482. W ujęciu wartościowym największych inwestorów w Polsce firmy niemieckie od lat wymieniają się jednak na pierwszym miejscu z holenderskimi. To kolejny urok formalnej statystyki, kilka wielkich korporacji uznawanych za światowe ma siedzibę w Holandii. Co ciekawe, w polskich oficjalnych zestawieniach publikowanych przez organy rządowe pada nazwa Niderlandy. Dlaczego? Najpewniej chodzi o pospieszne i niechlujne tłumaczenie; formalna nazwa Holandii to Królestwo Niderlandów. Statystyki mają tu jeszcze więcej ułomności. Jeśli inwestor pojawił się w roku 1995 i wówczas podjął zobowiązania, formalności dopiął w 1997 r., budowę rozpoczęto rok później, produkcję zaś w 1998 r., a pełny rozmiar osiągnęła w 2000, to kiedy ująć jego zaangażowanie finansowe w statystykach? Nikt nie chce się przyznać, ale nie było wówczas uniwersalnego sposobu. Dlatego nie należy się dziwić, ale w miarę jednolite dane o inwestycjach zagranicznych w Polsce dotyczą roku 2000 i lat późniejszych. Wcześniej ogłaszano jedynie szacunki i to opracowywane w kilku ośrodkach niezależnie od siebie i różniące się liczbami.

      Według stanu obecnego w ujęciu branżowym wśród inwestycji zagranicznych w Polsce dominują motoryzacja i elektronika. Największe wartościowo inwestycje po 2000 r. poczyniły: Volkswagen (800 mln euro), LG Philips (430 mln euro) i Fiat (350 mln euro). Pod względem liczby nowych miejsc pracy największe są inwestycje: Amazona (6 tys. stanowisk w trzech obiektach), LG Philips (około 3,2 tys.), Della i IBM (po 3 tys.). Ciekawe, że inwestycja Amazona jest niewielka w ujęciu wartościowym, sięga łącznie 40 mln euro w trzech lokalizacjach; to zwykłe magazyny szumnie nazywane centrami logistycznymi. Dla pełnego obrazu: obok inwestycji istnieją także deinwestycje, co znaczy, że obce firmy wycofują się z Polski. Jest to zjawisko skomplikowane, każda decyzja ma inne przyczyny, a błędy nie muszą leżeć tylko po stronie kraju gospodarza. Dlatego nie każda decyzja o zamknięciu interesu oznacza porażkę i stratę Polski. Odnotowujemy tylko, że trzecia część wykreślonych z rejestru firm zagranicznych to spółki handlowe (co można uznać za wręcz korzystne) oraz że znikają z rynku tzw. wehikuły, czyli firmy tworzone przez światowych graczy dla doraźnych celów, zwykle uniknięcia podatków. Owe wehikuły nie tworzyły miejsc pracy, nie zasilały budżetu i można je pożegnać bez żalu.

      Zanim jednak zagraniczny podmiot pojawi się w Polsce i wyłoży pieniądze, musi zajść sporo zdarzeń. Niektórzy mieli już do czynienia z naszym krajem i wiedzą, choćby z grubsza, do których drzwi pukać. Inni patrzą na mapę i szukają korzystnych lokalizacji. Jedni i drudzy powinni być we właściwy sposób zachęceni i poprowadzeni, niekiedy za rękę. To problem fundamentalny dla zbiurokratyzowanej polskiej administracji. Obsługą – by tak technicznie to nazwać – inwestorów zagranicznych zajmuje się kilka instytucji działających niezależnie od siebie. Są to udzielne resortowe księstwa zazdrośnie strzegące swoich włości. Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych jest takową tylko z nazwy, jej klientela to zaledwie 20 proc. obecnych w Polsce cudzoziemskich inwestorów. Swoje poletka uprawiają resorty spraw zagranicznych i gospodarki, PARP, ARP i większe banki. Nawet samorządy co większych województw aspirują do samodzielności w kontaktach z inwestorami, tworzą nawet placówki zagraniczne. Taka sytuacja jest znana i wszyscy są przeciw, ale przenosimy się na arcypolskie poletko „nie da się”. Kolejne rządy przeprowadzały głębokie reformy, kilkakrotnie zmieniano rozmaite struktury, lecz były to tylko kolejne obroty karuzeli. Obecna władza zdaje się dostrzegać problem i po raz kolejny chce się z nim zmierzyć. Powstał Polski Fundusz Rozwoju, do którego zadań należy także scalenie oferty i ujednolicenie współpracy z firmami chętnymi do inwestycji w Polsce. Czy tym razem zamiar przełoży się na skutki? Dorobek reformatorski obecnego rządu jest różnie oceniany, ale bezwzględnie waży niemało, więc szansa istnieje.

      Panika przed cyfrowymi start-upami

      START!

      Cztery przedsiębiorstwa na pięć czują się zagrożone przez debiutujące firmy z branży cyfrowej – wynika z najnowszego badania Dell Technologies

      78 proc. przedsiębiorstw uważa, że debiutujące firmy z branży cyfrowej stanowią lub będą stanowić dla nich zagrożenie. Dla innowacyjnych przedsiębiorstw to dodatkowy bodziec do rozwoju, dla pozostałych może to oznaczać problemy. 45 proc. globalnych przedsiębiorstw uczestniczących w badaniu obawia się, że w ciągu najbliższych trzech–pięciu lat ich oferta stanie się przestarzała z powodu konkurencji debiutujących firm, które powstały w erze cyfrowej. Niektóre firmy czują się przytłoczone tempem zmian. W ciągu ostatnich trzech lat 52 proc. ankietowanych przedsiębiorstw doświadczyło w swoich branżach poważnych zakłóceń wywołanych przez technologie cyfrowe i „Internet wszystkiego”, a 48 proc. globalnych firm nie wie, jak będą wyglądać ich branże za trzy lata. Takie wnioski płyną z niezależnego badania, które firma Vanson Bourne przeprowadziła wśród 4 tys. liderów średnich i dużych przedsiębiorstw w 16 krajach i 12 branżach.

      Cyfrowy kryzys?
      Postępy przedsiębiorstw w cyfrowej transformacji są w najlepszym razie nierównomierne. Niektóre firmy ledwie ją rozpoczęły, wiele wprowadza ją stopniowo. Zdecydowana mniejszość doprowadziła cyfrową transformację prawie do końca. Tylko jedna trzecia ankietowanych firm spełnia na dobrym poziomie kryteria związane z najważniejszymi atrybutami cyfrowego przedsiębiorstwa. O ile w wielu firmach tylko niektóre jednostki organizacyjne myślą i działają cyfrowo, o tyle zdecydowana większość (73 proc.) badanych przyznaje, że cyfrowa transformacja mogłaby mieć u nich większy zasięg.

      Około 60 proc. firm nie jest w stanie spełnić głównych oczekiwań klientów, takich jak zwiększenie bezpieczeństwa i przyspieszenie dostępu do usług oraz informacji przez cały tydzień i całą dobę. Prawie dwie trzecie (64 proc.) stwierdza, że nie wykorzystuje informacji analitycznych w czasie rzeczywistym. W efekcie tylko 5 proc. badanych firm można uznać za nadążające za wymogami cyfrowej transformacji biznesu, a kolejne 15 proc. za mające właściwy plan w tym zakresie i ustalony harmonogram wdrożeń. 34 proc. firm, nawet jeśli mają taki plan, jest bardzo ostrożnych i realizuje go małymi krokami, 32 proc. na razie obserwuje rynek i dopiero przymierza się do stworzenia planów w tym zakresie, a 15 proc. w ogóle nie interesuje się tą tematyką.

      Cyfrowy plan ratunkowy
      Ze względu na ryzyko poważnych problemów firmy zaczynają wdrażać odpowiednie rozwiązania. W celu przyspieszenia cyfrowej transformacji:
      • 73 proc. respondentów uważa, że musi potraktować priorytetowo scentralizowaną strategię wdrażania technologii cyfrowych,
      • 66 proc. zamierza zainwestować w infrastrukturę informatyczną oraz kadry kierownicze wyspecjalizowane w technologiach cyfrowych,
      • 72 proc. rozszerza swoje możliwości w zakresie rozwoju programowania.

      Najważniejsze inwestycje w technologie informatyczne planowane przez firmy na najbliższe trzy lata, według kolejności określonej przez respondentów, to:
      1. Infrastruktura konwergentna.
      2. Technologie o bardzo dużej wydajności, np. Flash.
      3. Rozwiązania analityczne, wielkie zbiory danych, tzw. big data, i przetwarzanie danych, np. Data Lakes.
      4. Technologie Internet of Things.

      Ponadto część firm utworzyła cyfrowy system analizy zysków i strat (36 proc.), współpracuje z debiutującymi firmami, aby wdrożyć otwarty model innowacji (35 proc.), wydzieliła część swojej organizacji w celu przeprowadzenia cyfrowej transformacji lub zamierza pozyskać potrzebne do tego innowacje i wykwalifikowane kadry poprzez fuzje oraz przejęcia (28 proc.). Tylko 17 proc. firm mierzy swoje sukcesy na podstawie liczby składanych przez siebie wniosków patentowych, a 46 proc. włącza technologie cyfrowe w cele wszystkich działów i pracowników.

      Przewaga dzięki technice

      PiotrMęclewski

      Piotr Męclewski

      Fleet Sales Country Manager, Porsche Inter Auto Polska, Dealer Volkswagen, Skoda, Audi, Porsche, Bentley, Lamborghini

      Historia napędu quattro sięga lat 80., kiedy to na trasie Algarve Rally ’80 wystartowało pierwsze audi z napędem na cztery koła quattro. To zmieniło oblicze motoryzacji. Dziś legendarny napęd dostępny jest w sprzedawanych przez nas ponad 170 wersjach Audi. W przypadku tego napędu moc silnika rozkłada się zależnie od warunków na wszystkie cztery koła. Pierwotnie planowany jako platforma testowa dla opon zimowych, od 36 lat napęd quattro jest dostępny dla klientów Audi. To rozwiązanie wyznacza najwyższy standard w zakresie trakcji i bezpieczeństwa, przesuwając granice przyczepności w każdych warunkach drogowych. W efekcie kierowca audi z napędem na cztery koła dysponuje lepszą dynamiką, dojedzie dalej i szybciej. Niezależnie od tego, czy to oblodzona droga, ciasny zakręt czy skocznia narciarska, napęd quattro dostępny w Audi zapewnia spokój kierowcy i bezpieczeństwo jego pasażerom. Każdy nasz klient odbywający porównawcze jazdy testowe z napędem quattro lub bez niego docenia napęd na cztery koła i tylko budżet przeznaczony na zakup samochodu jest czasami powodem wyboru modelu bez tego napędu.

      Porsche Holding z siedzibą w Salzburgu to właściciel największej w Europie sieci dealerskiej samochodów. To do niego należy Porsche Inter Auto (PIA). Z końcem 2012 r. koncern zainwestował w rynek polski. PIA przejęło aż 15 salonów samochodowych znajdujących się na terenie całego kraju. Oprócz napędu quattro w Audi napęd na cztery koła dostępny jest również w innych markach (Bentley, Porsche, Lamborghini) oferowanych przez Porsche Inter Auto, w tym oczywiście w wielu modelach Volkswagena (4Motion) oraz Škody (4 x 4).

      Sportowe krawiectwo na miarę

      TomaszKaminski

      Tomasz Kamiński, inżynier, którego pasją stały się design i projektowanie, produkcja ubrań sportowych, o nowatorskim pomyśle, który wprowadził w życie

      Jest pan inżynierem, jednak postawił pan na biznes niezwiązany z wykształceniem.
      Tak, to prawda, jednak moje inżynierskie wykształcenie zawsze bardzo mi pomagało. Zaczynałem jako serwisant urządzeń druku wielkoformatowego. Lubiłem wszystko, co związane z drukiem, więc w 2007 r., po merytorycznej dyskusji z żoną, założyłem firmę specjalizującą się w druku wielkoformatowym. Do pomocy zaangażowałem również brata. Trochę jak w „Ziemi obiecanej”: ja nie miałem nic, on nie miał nic, czyli razem mieliśmy tyle, aby firma mogła zacząć działać.

      Podobnie jak tamci bohaterowie mieliście to, co najważniejsze, czyli pomysł na produkcję i sprzedaż.
      Na początku było nam trudno, ale dzięki dobrym cenom i jakości zaczęliśmy pozyskiwać coraz więcej klientów. Z czasem zatrudniłem pracowników i kupiłem nowe maszyny. W tym wszystkim wspierała mnie żona, która dodatkowo zajmowała się dziećmi. Dzisiaj razem prowadzimy sporą drukarnię obsługującą bardzo poważnych klientów. Wygraliśmy, bo konsekwentnie trzymaliśmy się motta naszej firmy: „Zrealizujemy każdy twój pomysł”. Rynek jest bardzo konkurencyjny, zdecydowaliśmy się oprzeć nasz rozwój na jakości i kompleksowej obsłudze.

      Czyli full service?
      Tak. Projekty, logotypy, skład DTP, druk wielkoformatowy (banery, siatki), druk cyfrowy i offsetowy (wizytówki, ulotki, streszczenia), kubki, koszulki, naklejki, kalendarze i inne gadżety – wszystko w jednym miejscu od A do Z. Razem z montażem wielkoformatowych wydruków lub siatek. Dzisiaj z 13 współpracownikami jesteśmy praktycznie samowystarczalni.

      Mimo to postanowił pan rozwinąć biznes.
      Już taki jestem, że ciągle szukam czegoś nowego. Ustawienie jednej działalności i oddanie jej pod opiekę mojej żonie spowodowało, że zacząłem myśleć o czymś nowym – o sporcie. Jak zwykle pomysł wykreowała potrzeba. Miałem pływać na skuterze i nartach wodnych, ponieważ byłem początkujący, postanowiłem chociaż profesjonalnie wyglądać.

      Wybrał się pan do sklepu z piankami.
      Uderzyło mnie to, jak skromna jest oferta kolorystyczna, ale to nie był koniec. Gdy zacząłem przymierzać, okazało się, że jeśli góra jest dobra, to dół nie pasuje. Mowy nie było, żeby się czymś oryginalnym wyróżnić, a ja zawsze pod tym względem byłem indywidualistą.

      I tak został pan projektantem.
      Brzmi poważnie, ale tak właśnie było. Przecież cena różnych rzeczy tylko w niewielkim procencie wynika z jakości materiału. Najważniejsze są design i związana z nim niepowtarzalność. Nie chciałem kopiować najlepszych, postawiłem na własne pomysły i kolory. W większości sklepów sportowych dominuje jeden kolor, bardzo często czarny, szary lub granatowy, albo są bijące po oczach żółte, róże i zielenie.

      Cóż, gdyby różnorodność była łatwa do osiągnięcia, wszyscy by to robili…
      Na szczęście na początkowym etapie nie, refleksja przyszła na etapie tworzenia biznesplanu. Zdałem sobie sprawę, że indywidualność może być bardzokosztowna i to na poziomie zarówno producenta, jak i klienta. Podjąłem jednak decyzję i, tak jak poprzednio, konsekwentnie się jej trzymałem. Zaczęły się inwestycje w krawcową, konstruktora i maszyny. Mężczyznom może to się wydać zabawne, ale dzisiaj już wiem, co to jest owerlok, stebnówka, renderka trzyigłowa, co to jest ścieg drabinkowy, jakie są różnice między nićmi i czym różni się tkanina od dzianiny. Po kilku miesiącach dotarło do mnie, że wyprodukowanie to dopiero połowa sukcesu, druga, najważniejsza część to sprzedaż. Czyli oryginalny design.

      Skąd czerpał i czerpie pan pomysły na wzory?
      Oczywiście zatrudniłem dobrych grafików, miałem wizję, którą oni przerabiali na obraz z założeniem, że niczego nie kopiujemy ani nie naśladujemy. Postawiliśmy na multikolorową oryginalność i duże znaki graficzne. Do tego dołożyłem również wysokiej klasy materiały. Dzisiaj w większości stroje dla sportowców wykonane są z materiałów poliestrowych, które co prawda dobrze się piorą, szybko schną, ale nie są najprzyjemniejsze w noszeniu i słabo oddychają, o zapachu już nie wspomnę. Zacząłem więc najpierw rozmawiać z użytkownikami, a później, znając ich uwagi, z producentami materiałów. Udało mi się przekonać kilku do produkcji i tak pozyskałem kilkuwarstwowe materiały z poliestru, elastanu i bawełny należące do najlepszych na rynku. Co ważne, produkowane są w łódzkim zagłębiu przez polskie firmy. Sportowi giganci odzieżowi nie korzystają z takich materiałów i nici. Można powiedzieć, że jest pan sportowym krawcem na miarę. Brzmi zabawnie, ale to prawda. Jestem w stanie dopasować strój sportowy do dowolnego wymiaru. Zaczynamy od tego, że klient wybiera materiał. Jeśli ma gotowy wzór, to przekazujemy go studiu graficznemu, gdzie po przygotowaniu trafia na wzór koszulki i spodenek. Na tym etapie klient potwierdza wygląd i kolorystykę. Następny etap to produkcja. Co ważne, cena nie zależy od liczby egzemplarzy. Możemy przygotować stroje dla całej rodziny z takim samym wzorem. Ostatnim hitem jest drukowanie rysunków dzieci na koszulkach rodziców. Wkrótce poszerzę ofertę również o pianki do pływania. Moi klienci przestaną być skazani na czerń.

      Ubiera pan polskich żeglarzy, pana ofertą zainteresowani są zawodnicy sportów walki, ale to nie wszystko.
      Tak, już wkrótce w moich strojach będą chodzili pracownicy dużej korporacji i to zarówno ci związani z obsługą na recepcji, jak i pozostali, pracujący z klientami. Decydentów przekonały nie tylko niepowtarzalne wzornictwo, doskonałej jakości materiały, lecz także dowolnej wielkości logo firmy oraz imię, nazwisko i specjalność wdrukowane w koszulkę. Proszę sobie wyobrazić kuriera, który na koszulce ma dokładnie ten sam wzór co na samochodzie, którym przyjechał, plus imię, nazwisko i telefon do firmy.

      Nigdy nie jest jednak tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej.
      To prawda, mam kapitalny produkt i muszę walczyć ze stereotypami, że to, co dobre, musi być drogie. O tym klient przekona się, gdy założy moje rzeczy i zapyta o cenę. Przekona się, że ogranicza go tylko wyobraźnia.

      Lider sprzedaży po kuracji odmładzającej

      Skoda2

      W marcu przyszłego roku do salonów spod znaku indiańskiej strzały trafi odmłodzona wersja najlepiej sprzedającego się samochodu na polskim rynku. Škoda Octavia, bo o tym modelu mowa, będzie walczyć o utrzymanie pozycji lidera na coraz bardziej wymagającym rynku

      Jeszcze do niedawna można było usprawiedliwić opinie, że jest konserwatywna, że jej linia nadwozia nie porywa, że nie wyróżnia się z tłumu i że kopiuje rozwiązania modeli niemieckiego koncernu, do którego należy. Opinie, które broń Boże nie są zarzutami, ale raczej odbiciem oczekiwań klientów decydujących się na wybór Škody. Klienci marki decydują się na Octavię właśnie dlatego, że poprzez swoją konserwatywność długo pozostaje świeża, jej linie nie starzeją się szybko, a solidna technika koncernu matki daje poczucie zaufania i pozwala ze spokojem patrzeć w przyszłość, nie martwiąc się o trwałość podzespołów. Octavia w ciągu swojej 20-letniej historii zawsze była postrzegana jako auto solidne, wygodne i trwałe. Pozycję rynkowego lidera cementują wreszcie dobrze skalkulowana cena i ogólna wszechstronność pojazdu.

      No właśnie, tak było do niedawna, bo odmieniona Octavia odważnie wyciąga rękę ku młodym, aktywnym klientom. Od przyszłego roku, wchodząc do salonu Škody, możemy spodziewać się niespodzianki. Do genialnego Superba dołączają SUV Kodiaq i zupełnie odmieniona Octavia. Wygląd auta zmienił się znacznie w porównaniu z poprzednikiem. Samochód otrzymał nowy, szeroki grill, który dodaje mu powagi. Kompletną rewolucją są jednak reflektory. Zostały rozdzielone na dwie części. Stylistycznie nawiązują do większego Kodiaqa, jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że auto przypomina teraz pewien model niemieckiego producenta. I to jest dla stylistów komplement. Dodatkowo reflektory główne mogą zostać wyposażone w technologię Full LED z funkcją adaptacji świateł AFS. Konstruktorzy Škody wykorzystali najlepsze wzory Volkswagena, ponieważ Octavia została naszpikowana najnowocześniejszymi rozwiązaniami.

      Liczba gadżetów dostępnych na liście opcji jest imponująca. Na pokładzie mamy systemy aktywnego bezpieczeństwa: Front Assist, analizujący zachowanie pieszych, Blind Spot Detection monitorujący obszar, którego nie widzimy w lusterkach, a także Rear Traffic Alert gwarantujący bezpieczny wyjazd tyłem z miejsca parkingowego. Miłośnikom caravaningu z pomocą przychodzi asystent, który sam będzie kontrolował pozycję przyczepy. Te cudeńka dostępne były do niedawna w najwyższych modelach Volkswagena i Audi! Odmłodzona Octavia porusza się ścieżką o nazwie „Simply Clever”.

      Do dyspozycji mamy personalizowany kluczyk, który raz na zawsze zakończy rodzinne wojny o ustawienia fotela i lusterek. Na dzieci czekają z tyłu składane stoliki w oparciach przednich siedzeń, a poruszanie się po przepastnym bagażniku kombi ułatwi nam przenośna latarka. Do 610-litrowego kufra tej rodzinnej wersji dostaniemy się również dzięki czujnikowi ukrytemu pod zderzakiem. Także wnętrze przeszło kurację odmładzającą. Multimedia otrzymały nowy ekran i dotykowe sterowanie, a w chłodne dni nasze dłonie ogrzeje podgrzewana kierownica. Zupełnie nowy jest system Škoda Connect. Podzielony został na części Infotainment Online i Care Connect, pozwalający wezwać pomoc w razie wypadku.

      A jak wygląda sprawa napędu? Tu, jak zwykle, producent rozpieszcza nas wyborem silników. Gama jednostek składa się z pięciu benzynowych TSI oraz czterech silników wysokoprężnych o mocach od 85 do 184 KM. Prawie wszystkie możemy mieć z dwusprzęgłową skrzynią automatyczną DSG, a topowe wersje 1.8 TSI oraz 2.0 TDI mogą być wyposażone w napęd 4 x 4. Po raz pierwszy w Škodzie za zmianę charakterystyki auta odpowiadać może system Dynamic Chassis Control (DCC). Nastawy zawieszenia i układu kierowniczego możemy regulować w zakresie Comfort, Normal i Sport. Tak wiele zmian obejmujących lifting Škody Octavii pokazuje, że czeski producent nie zamierza spocząć na laurach i stara się stale udoskonalać swoje produkty. Idąc z duchem czasu, wyposaża swoje auta w najnowsze technologie. A wszystko to ku uciesze klientów.

      Skoda3

      Powstało Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej

      Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej (NCEŻ) powstało z inicjatywy Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ)  w ramach projektu ,,Zapobieganie nadwadze i otyłości oraz chorobom przewlekłym poprzez edukację społeczeństwa w zakresie żywienia i aktywności fizycznej”, znanego szerzej pod nazwą Zachowaj Równowagę, realizowanego w ramach Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy (SPPW). W ciągu 6 lat realizacji tego projektu Instytut zdobył szereg cennych doświadczeń w zakresie edukacji społeczeństwa w obszarze żywienia  i zdrowego stylu życia, w tym także aktywności fizycznej. Wypracowane zostały dzięki temu skuteczne metody działań edukacyjnych oraz nowoczesne narzędzia dedykowane różnym grupom odbiorców: dzieciom i młodzieży, szkołom, osobom zagrożonym nadwagą lub otyłością i osobom już otyłym, kobietom w ciąży, a także osobom dokonującym zakupów w gospodarstwach domowych. To właśnie na bazie tych doświadczeń zrodziła się idea utworzenia Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej i na nich zostały zbudowane jego fundamenty. Można więc śmiało powiedzieć, że NCEŻ będzie nie tylko kontynuacją kończącego się już projektu Zachowaj Równowagę, lecz także jego godnym zwieńczeniem. Stworzone przy wsparciu finansowym Szwajcarów NCEŻ, będzie następnie  finansowane przez Ministerstwo Zdrowia w ramach Narodowego Programu Zdrowia.

      Prelegenci – dr n.med. Agnieszka Jarosz , prof. dr hab. n. med. Mirosław Jarosz

      Dlaczego warto zaufać ekspertom Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej?

      Renoma i doświadczenie

      Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej jest częścią Instytutu Żywności i Żywienia. Tworzą je wykwalifikowani pracownicy IŻŻ (m.in. naukowcy, lekarze i dietetycy). Działalność NCEŻ, którego celem jest prowadzenie szeroko pojętej edukacji społecznej, bazuje na autorytecie naukowym i praktycznych doświadczeniach IŻŻ będącego już od ponad 50 lat wiodącą jednostką naukowo-badawczą w dziedzinie jakości zdrowotnej żywności, żywienia oraz leczenia przewlekłych chorób niezakaźnych związanych z nieprawidłowym żywieniem. Eksperci Instytutu na co dzień prowadzą badania dotyczące m.in. składu i wartości odżywczej żywności, a także stanu odżywienia  i sposobu żywienia Polaków. Ponadto, opracowują dla polskiej populacji normy i zasady zdrowego żywienia oraz stylu życia. Mają też codzienny kontakt z pacjentami wymagającymi leczenia (w ramach Poradni Chorób Metabolicznych, Kliniki Chorób Metabolicznych i Gastroenterologii, Ogólnopolskiego Centrum Dietetyki) i tworzą zalecenia dla pacjentów z chorobami żywieniowozależnymi (np. otyłość, nowotwory, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, osteoporoza).

      Solidne podstawy

      Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej bazuje na doświadczeniach i wnioskach z realizacji ogólnopolskiego projektu Zachowaj Równowagę, który okazał się wielkim sukcesem i przyniósł liczne, wymierne efektyNa przykład, w biorących udział w projekcie szkołach udało się uzyskać wiele korzystnych zmian  w zachowaniach żywieniowych dzieci i młodzieży: o 19 proc. wzrosła liczba dzieci jedzących śniadania, o 14 proc. spadła liczba dzieci codziennie spożywających słodycze, a o 20 proc. spadł odsetek dzieci sięgających codziennie po słodkie napoje. Jednocześnie o 50-60 proc. udało się zwiększyć ich sprawność fizyczną. To spowodowało, że  w szkołach objętych programem częstość występowania nadwagi i otyłości spadła o 1 proc., w tym w szkołach podstawowych, aż o 3 proc.. Inny przykład: osoby dorosłe objęte kompleksową opieką specjalistów, w czasie  12-tygodniowych programów redukcji masy ciała, dzięki pracy nad swoim sposobem żywienia i aktywnością fizyczną, schudły łącznie 9 ton. Blisko 95 proc. uczestników tych programów zdołało zrzucić zbędne kilogramy (średnio o 5 kg). Na tym nie koniec. Szacuje się, że w ramach projektu Zachowaj Równowagę udało się dotrzeć aż do 8 milionów konsumentów ─ z informacjami i materiałami edukacyjnymi dotyczącymi umiejętności czytania etykiet, co dało im szansę na zmianę sposobu dokonywania zakupów na bardziej świadomy. Ponadto, aż 87 proc. edukowanych w ramach projektu kobiet ciężarnych osiągnęło prawidłowy przyrost masy ciała w ciąży, a 80 proc. udało się uniknąć wystąpienia nadwagi 6 miesięcy po porodzie. Bezcennym rezultatem była także prawidłowa masa urodzeniowa u ok. 80 proc. dzieci pacjentek biorących udział w projekcie oraz większa świadomość matek na temat zasad zdrowego stylu życia. Wiedza płynąca z tych doświadczeń będzie procentować dalej dzięki rozpoczęciu działalności NCEŻ.

      Wiarygodność

      Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej jest źródłem wiarygodnych i rzetelnych informacji bazujących na aktualnych badaniach naukowych (polskich i światowych) oraz wiedzy, doświadczeniu i codziennej praktyce zawodowej ekspertów IŻŻ.

      Przystępność

      Celem Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej jest umożliwienie wszystkim dostępu do wiarygodnych  i podanych w przystępny sposób, praktycznych informacji na temat żywności, żywienia i zdrowego stylu życia. Działalność NCEŻ ma pomóc Polakom zachować formę i uzyskać optymalny stan zdrowia, poprzez wdrożenie do codziennego życia zasad zdrowego żywienia i aktywności fizycznej. Na stronie internetowej NCEŻ można znaleźć wiele praktycznych informacji oraz skorzystać z porad doświadczonych lekarzy, dietetyków i naukowców. Do dyspozycji wszystkich zainteresowanych są tam m.in. aplikacje na smartfony, filmy video, a także broszury czy konkretne propozycje jadłospisów. Eksperci NCEŻ wyjaśniają też na stronie, jak i dlaczego warto czytać  i porównywać etykiety produktów spożywczych oraz w jaki sposób zmniejszyć ryzyko rozwoju chorób dietozależnych, które dotykają coraz większą liczbę Polaków. Doradzają także, jak zadbać o prawidłową dietę dzieci, młodzieży, dorosłych i seniorów.

      prof. dr hab. n. med. Mirosław Jarosz

      W ramach Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej dostępne są liczne, nowoczesne narzędzia, które sprawią, że z wiedzy i doświadczeń ekspertów NCEŻ będzie mógł skorzystać każdy – niezależnie od wieku, wykształcenia i miejsca zamieszkania. Przykładem tego są np.:

      Została zaprojektowana w taki sposób, aby stała się przystępnym źródłem rzetelnej wiedzy na temat żywienia i zdrowego stylu życia dla wszystkich Polaków. Na portalu każdy znajdzie interesujące informacje i porady. Strona dedykowana jest osobom w różnym wieku i różnej sytuacji życiowej, dzieląc przydatne wskazówki i rekomendacje na działy m.in. dla kobiet w ciąży, seniorów, rodziców, a także dla młodzieży czy nauczycieli. Na stronie internetowej NCEŻ praktyczne porady znajdą zarówno osoby zdrowe jak i chore. Jeśli na jakieś pytanie nie będzie odpowiedzi – z przyjemnością zajmą się nim eksperci NCEŻ – wystarczy wysłać pytanie poprzez formularz kontaktowy znajdujący się na stronie NCEŻ.

      • Aplikacja Asystent Zdrowego Żywienia – nowe narzędzie walki z epidemią otyłości

      Została ona stworzona z myślą o tym, by zadbać o siebie i zdrowo się odżywiać. Aplikacja ma wiele funkcji ułatwiających dokonywanie codziennych zdrowych wyborów żywieniowych, np. kalkulator wartości odżywczej żywności czy funkcję poszerzania bazy produktów, co zachęca do zwrócenia uwagi na czytanie etykiet. Jest także słowniczek pojęć żywieniowych oraz konkretne porady żywieniowe. Dodatkowo aplikacja proponuje konkretne jadłospisy i zestawy ćwiczeń pozwalających spalić określoną ilość kalorii. Aplikacja została urozmaicona żywieniowym quizem, który pozwala na samokontrolę stanu wiedzy użytkownika – jednocześnie każda odpowiedź opatrzona jest komentarzem, który pomaga utrwalić wiedzę żywieniową. Aplikacja dostępna jest na urządzenia mobilne z systemem Android oraz iOS.

      • Aplikacja Zdrowa Mama dedykowana kobietom w ciąży oraz kobietom planującym ciążę

      Aplikacja podpowie każdej zainteresowanej kobiecie jak powinna się żywić, aby dostarczyć wszystkich niezbędnych składników sobie i swojemu dziecku. Ważnymi elementami merytorycznymi są treści dotyczące ciążowych kontrowersji i mitów żywieniowych, czy suplementacji, które niejednokrotnie mogą sprawiać ciężarnym problem w momencie pozyskiwania informacji z różnych, często niespójnych źródeł. Aplikacja zwraca uwagę na rolę aktywności fizycznej w czasie ciąży, proponuje przydatny słowniczek pojęć żywieniowych i ciążowych, a także planner zakupów. Najważniejszym elementem aplikacji jest kalkulator przyrostu masy ciała, który w przejrzysty sposób wizualizuje kolejne tygodnie ciąży pod kątem przybierania na wadze. Pomaga on w stosowaniu prawidłowego żywienia przez matkę, co bezpośrednio przekłada się na rozwój i zdrowie dziecka. Aplikacja dostępna jest na urządzenia mobilne z systemem iOS oraz Android.

      • Kalkulatory bazujące na aktualnych normach oraz tabelach składu i wartości odżywczej żywności, opracowywanych przez Instytut Żywności i Żywienia (np. kalkulator BMI, kalkulator wartości odżywczej żywności)
      • Wywiady z ekspertami NCEŻ

      To cykl nagrań wideo, w których eksperci (m.in. doświadczeni naukowcy, lekarze i dietetycy), dzielą się z widzami aktualną wiedzą na temat zasad żywienia zarówno osób zdrowych, jak i chorych. Eksperci odpowiadają na wiele nurtujących każdego z nas pytań dotyczących żywności i żywienia oraz ich wpływu na zdrowie. Dzięki wywiadom  z ekspertami można dowiedzieć się, jaki styl życia należy prowadzić aby zachować zdrowie i zmniejszyć ryzyko zachorowania na różne choroby cywilizacyjne. Osoby już dotknięte chorobami będą z kolei mogły znaleźć  w wywiadach informacje o tym, w jaki sposób powinny się żywić, aby zmniejszyć odczuwane dolegliwości oraz wspomóc leczenie.

      • Wideo porady dla kobiet w ciąży i po porodzie

      Wideo porady dadzą wszystkim kobietom dostęp do rzetelnych i sprawdzonych porad najlepszych ekspertów, bez ograniczeń czasowych i wynikających z miejsca zamieszkania. Kobiety w ciąży dowiedzą się, ile powinny przybrać na wadze w poszczególnych trymestrach, co jeść, a czego unikać, jak radzić sobie z nieprzyjemnymi dolegliwościami pojawiającymi się w ciąży, jakie ćwiczenia wykonywać, aby utrzymać dobrą formę i nie zaszkodzić dziecku. Świeżo upieczone mamy dowiedzą się, ile kalorii powinny dostarczyć swojemu organizmowi w okresie karmienia piersią, a ile po jego zaprzestaniu, jak prawidłowo komponować posiłki w okresie laktacji  i macierzyństwa, jakie produkty powinny wyeliminować w okresie karmienia piersią, jak zaplanować i jak powrócić do formy sprzed ciąży.

      • Quizy edukacyjne pozwalające sprawdzić własną wiedzę i skorygować błędne informacje

      Eksperci NCEŻ są przekonani, że konsekwentna edukacja społeczna w zakresie żywienia i zdrowego stylu życia jest kluczem do uzyskania trwałej, pozytywnej zmiany w zakresie postaw i nawyków żywieniowych, która  w konsekwencji doprowadzi do poprawy stanu zdrowia Polaków. Wystarczy chcieć sobie pomóc, stąd hasło kampanii „Weź zdrowie w swoje ręce”.

      Ważne Informacje

      Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

      Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

      Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

      Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

      Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

      Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

      Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

      Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

      Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...