.
Strona główna Blog Strona 35

Robot z ludzką duszą

Andrzej Dąbrowa i Dominik Dubrowski – pomysłodawcy i szefowie platformy FlowDog umożliwiającej obniżenie kosztów, przyśpieszenie działań, poprawę kontroli i zwiększenie efektywności, a także zapewniającej porządek w procesach zarządzania

Czy to, co panowie wymyślili, można nazwać biznesem na pilota? Dajecie narzędzie z guzikami, klient je naciska i procesy zarządzania dzieją się same?

Dominik Dubrowski: Tak i nie. W dobie sztucznej inteligencji platformy Business Process Management nie są niczym nowym. Firmy zlecają im coraz więcej działań, powierzają coraz trudniejsze zadania, oczekują rozwiązywania coraz poważniejszych problemów, które wymagają zaangażowania dużych zespołów specjalistów. Tymczasem platforma załatwia to wszystko od ręki. Szybko i skutecznie. Oczywiście można to porównać do operowania pilotem wybierającym programy, ale pilot jest zaledwie wykonawcą poleceń. Platforma działa inaczej.

Myśli?

Andrzej Dąbrowa: Niesamodzielnie. Ale tak – myśli tak, jak chcemy, aby myślała. Tak, jak ją zaprogramujemy dla siebie. Dla naszej organizacji. Wtedy staje się prawdziwym, sprawdzonym i niezawodnym partnerem zarządzania. Załatwia nasze sprawy, optymalizuje nasze procesy, robi dla nas dokładnie to, czego od niej oczekujemy.

D.D.: FlowDog tym właśnie różni się od innych podobnych platform webowych, że jest elastyczny i potrafi idealnie dopasować się do potrzeb klienta.

Wszyscy tak mówią.

A.D.: Ale nie wszyscy robią. My zaczynamy od wnikliwego, wręcz drobiazgowego rozpoznania potrzeb i problemów, a następnie – korzystając z możliwości FlowDoga – proponujemy rozwiązania szyte na miarę.

Na przykład?

D.D.: Zwrócił się do nas międzynarodowy producent mieszanek, premiksów, koncentratów i pasz specjalnych dla bydła, drobiu i trzody chlewnej. Firma olbrzymia, zatem codziennie przyjeżdżało do niej mnóstwo ciężarówek po odbiór towaru. I robił się kocioł. Nie wiadomo na jakich zasadach jednych wpuszczano szybciej, innych później. Czas oczekiwania na wjazd dłużył się w nieskończoność, a jak już kierowcy wjeżdżali, to spotykali się z usterkami logistycznymi, które potęgowały ich irytację, bo krążyli po placu jak we mgle. W sieci pokazywało się wiele negatywnych komentarzy i generalnie wszyscy byli niezadowoleni. Odbiorcy narzekali na bałagan, pracownicy spedycji i magazynów, a nadmiar obowiązków, a zarząd na jedno i drugie. Trzeba było to szybko uleczyć.

A.D.: Zainstalowaliśmy intuicyjne terminale, w których rejestrują się kierowcy przyjeżdżający po towar. Dzięki temu pracownik z obsługi wie, kto czeka w kolejce, po co konkretnie przyjechał i kiedy go wpuścić, żeby wszystko szło gładko i optymalnie. Poruszanie się ciężarówek po terenie zakładu odbywa się bez przeszkód, dzięki systemowi „biletów”, które usprawniają nawigację. Są zintegrowane z systemem wewnętrznym, który wysyła zamówienia i nie trzeba ich wypisywać ręcznie. Mało tego: mogą być korygowane i w tej samej sekundzie przekazywane do wag, które informują, kto co odebrał i w jakiej ilości. O ginięciu towaru z powodu nieładu organizacyjnego już nie ma mowy. System rejestruje każdy kilogram, automatycznie odczytując numer rejestracyjny ciężarówki wjeżdżającej na wagę.

FlowDog dobrze się czuje w logistyce?

D.D.: Bardzo dobrze. Tworzy nowoczesne, o niebo lepsze od excelowych, bazy klientów. A w nich wszystkie informacje zdolne odpowiedzieć na każde pytanie o status, potrzeby i terminy. Platforma potrafi precyzyjnie zlecać transporty i skrupulatnie kontrolować wykonywanie zadań przez kierowców. A potem automatycznie i bezbłędnie fakturować. Bez kilogramów papierów wymagających kosztów ich drukowania i magazynowania.

Gdybyście panowie mieli wyliczyć podstawowe korzyści z używania FlowDoga na palcach jednej ręki…

A.D.: Obniżenie kosztów, przyśpieszenie działań, poprawa kontroli, zwiększenie efektywności, porządek w procesach zarządzania.

D.D.: To wszystko korzyści wymierne i odczuwalne szybko po wdrożeniu naszego systemu. Dla mnie jednak największym pożytkiem jest zindywidualizowany charakter FlowDoga. Można kupić najdroższy i najpiękniejszy garnitur topowej marki, ale nigdy nie dorówna on garniturowi szytemu na miarę. Idealnie dopasowanemu i uwzględniającemu wszystkie, nawet najdrobniejsze potrzeby klienta. Nie tylko przygotowujemy taki „osobisty” produkt, ale też służymy doradztwem, jak go dobrać, używać i połączyć w całość z innymi korzyściami, jakie daje platforma: na przykład pełne możliwości raportowe.

Dwa niewygodne pytania do podziału: Czy FlowDog jest drogi i jak szybko się starzeje?

D.D.: Koszty dobrze przygotowanego wdrożenia są pokrywane z nawiązką przez otrzymane oszczędności, co każdemu jesteśmy w stanie udowodnić. Dzięki modułowej budowie systemu i przejrzystej konstrukcji cennika klient dobiera rozwiązania, jakie są mu najbardziej potrzebne i z góry wie, ile za nie zapłaci.

A.D.: Gwarantuję swoim dwudziestoletnim doświadczeniem w branży, że dostarczamy systemy, które będą niezawodnie działać przez długie lata. Solidne i wyposażone w możliwości łatwej i taniej aktualizacji, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Dla kogo jest FlowDog? Dla każdego?

A.D.: Teoretycznie tak. Choć najlepiej rozwija skrzydła w dużych przestrzeniach, czyli w dużych organizacjach, gdzie funkcjonuje mnóstwo procesów. Zaufały nam między innymi renomowane sieci sklepów wielkopowierzchniowych Leroy Merlin, której zbudowaliśmy nowoczesny system reklamacji, czy OBI – z bardzo szerokim zestawem procesów od zautomatyzowanego prowadzenia kalendarza projektantów po obsługę oferty montażu i instalacji. Pracujemy dla dużych firm logistycznych, ale również medycznych, gdzie FlowDog z poziomu systemu zarządza chociażby terminami wizyt i zabiegów, dostępnością usług oraz tworzeniem wniosków refundacyjnych. Nie wspominając o budowie bazy indywidualnych potrzeb zdrowotnych pacjenta.

A dla kogo jest FlowDog w firmie? Jakimi kompetencjami trzeba się legitymować, aby obsługiwać system?

D.D.: To łatwiejsze niż można przypuszczać. Po pierwsze zapewniamy klientowi stałego analityka i wdrożeniowca. Po drugie szkolimy i doradzamy w zakresie obsługi aplikacji. Z rozbudowanym systemem poradzi sobie każdy, kto potrafi ułożyć coś z klocków lego. Zwłaszcza że działamy podobnie: budujemy różne moduły, ale tak, żeby klient je rozumiał i potrafił się nimi posługiwać sprawnie i swobodnie.

A.D.: Dodałbym, że dostęp FlowDoga możliwy jest z każdego urządzenia z przeglądarki, bez konieczności dodatkowych instalacji. Dajemy nowoczesny, intuicyjny interfejs użytkownika i elastyczność w zarządzaniu uprawnieniami różnych grup użytkowników.

Skąd nazwa?

A.D.: O, były do niej rożne przymiarki, bo projekt ma długą historię. Technologicznie pracował nad nim Tomek Brzozowski, twórca dwóch największych platform telekomunikacyjnych w Polsce. Kiedy połączyliśmy siły i dołączyłem ze swoim doświadczeniem w architekturze systemów informatycznych, najpierw powstała platforma o dość zagadkowym kryptonimie, który potem przemianowaliśmy na FlowDog. Flow, bo automatyzujemy procesy biznesowe i tworzymy ich płynność. Dog, bo to synonim przyjaźni i bliskości. Dla nas relacje międzyludzkie są kluczowe i najważniejsze. Nawet jeśli wprowadzamy do organizacji robota supersprawnego w zarządzaniu procesami, to profilujemy go tak, aby myślał i czuł jak człowiek. Dlatego FlowDog jest aplikacją dopasowaną do biznesu, a nie wymagającą, aby biznes dopasował się do niej.

rozmawiał Piotr Grabosz

Świat wielkich i małych innowacji

    Jerzy Brodzikowski, General Manager warszawskiego Kampusu Innowacji CIC, mówi o tym, jak firma, zaczynając od współdzielonej przestrzeni biurowej, zbudowała globalną społeczność zgromadzoną w różnych częściach świata

    Jak wyglądały początki Cambridge Innovation Center?

    Na początku wspomnę, że raczej nie używamy już pełnej nazwy, pozostając przy akronimie CIC – podobnie zresztą postępuje wiele znanych firm. Jest to spowodowane faktem, że wyszliśmy już dawno z naszej macierzy, czyli z Cambridge. Co więcej, słowa Cambridge nie należy kojarzyć z Anglią, ale z miejscowością pod Bostonem w Stanach Zjednoczonych, gdzie działają dwa słynne amerykańskie uniwersytety – Harvard i MIT. Twórca CIC to Tim Rowe – nadal jest naszym CEO – który po kilku latach przepracowanych w konsultingu, w 1999 roku stwierdził, że chce założyć własny biznes, ale żeby to zrobić, potrzebował biura, na które nie było go stać. Namówił więc kilku znajomych, żeby wspólnie wynająć lokal. Zdecydował się na budynek w zaniedbanej wówczas części miasta Cambridge przy Kendall Square. Największą – obok relatywnie niskich kosztów najmu – zaletą tego miejsca była atrakcyjna lokalizacja obok wspomnianych wtedy świetnych uniwersytetów. Dziś jest to bardzo dobry adres, przy którym skupiają się największe firmy technologiczne świata, a prężna działalność CIC przyspieszyła proces pozytywnej technologicznej gentryfikacji tej części miasta.

    Co zadecydowało o sukcesie pomysłu Tima Rowea?

    Od 25 lat CIC buduje lepszy świat poprzez innowacje, łącząc ze sobą ludzi reprezentujących różne sektory biznesu – zarówno tego dużego, jak i małego – organizacje pozarządowe oraz fundusze inwestycyjne. Zaczynaliśmy od współdzielonej przestrzeni biurowej, by z biegiem lat zbudować globalną społeczność zgromadzoną w różnych częściach świata, w przestrzeniach biurowych klasy premium zajmowanych przede wszystkim przez innowacyjne firmy technologiczne i organizacje wspierające przedsiębiorczość. Jesteśmy obecni na trzech kontynentach – we wschodnich i centralnych Stanach Zjednoczonych, w Amsterdamie, Berlinie i Warszawie oraz w Tokio. Niedługo zostaną uruchomione kolejne placówki w japońskiej Fukuoce i południowokoreańskim Seulu, gdzie będziemy otwierali laboratorium terapii genowej.

    Po okresie pandemii rozwijamy się bardzo dynamicznie, ponieważ konsekwentnie realizowana strategia pomogła nam w dobrej kondycji przetrwać ten trudny czas dla wielu operatorów przestrzeni biurowych. Jako jedni z pierwszych zrozumieliśmy potencjał drzemiący w pracy hybrydowej, ponieważ w naszej branży jesteśmy jednym z najstarszych światowych graczy. Większość firm zajmujących się elastycznymi przestrzeniami biurowymi nie ma nawet dziesięciu lat. Koncepcja Tima Rowea odniosła sukces, ponieważ CIC od początku było w awangardzie tego, co działo się w sektorze technologicznym. W tym kontekście CIC wyróżnia zdolność do tworzenia partnerstw, umiejętność czytania trendów, a co za tym idzie – do adaptacji do nowej rzeczywistości.

    Kim byli pierwsi ważni klienci CIC?

    Chyba najbardziej znanym klientem byli twórcy systemu Android, którzy później zostali wykupieni przez Google. Kolejny to HubSpot – jedna z największych marketingowych platform internetowych. Tak naprawdę współpracowaliśmy ze wszystkimi znaczącymi graczami technologicznymi, m.in. z Appleem, Microsoftem itd. To doświadczenie ma pozytywny wpływ na rozwój CIC w Warszawie. Amerykańskie firmy, które podejmują działalność w Polsce, korzystają z naszej pomocy, ponieważ mają dobre doświadczenia z Bostonu – taki przykład stanowi BOX. Korporacja ta jest jednym z największych najemców w Varso Place w Warszawie – CIC Warsaw również się tutaj znajduje – a jednym z powodów, dla których się tutaj znaleźli, jest fakt, że kiedyś korzystali z naszych usług w Bostonie. Wśród warszawskich klientów są m.in. Autodesk, SAP, OVHcloud, Palo Alto Networks, Endeavor Polska, Ashoka, Tidio, EcoBean, kilka funduszy inwestycyjnych, jak InnoEnergy czy Altamira. Współpracuje z nami ponad 170 organizacji.

    Uruchomiliście działalność w czasie, kiedy biura były zamykane i traciły najemców.

    Był to 29 czerwca 2020, środek pandemii. Podjęliśmy ryzyko, dopasowując model działalności do potrzeb przestrzeni biurowej przyszłości, właśnie takiej przygotowanej na pracę hybrydową, która już od jakiegoś czasu funkcjonowała w niektórych firmach technologicznych. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że udało nam się zbudować społeczność i miejsce, w którym ludzie chcą być, nawiązywać kontakty, uczyć się, no i oczywiście pracować. Prowadzimy też fundację Venture Café, która co tydzień w czwartki organizuje największe, otwarte dla wszystkich spotkania technologiczno-innowacyjne w naszej części Europy – nazywają się Thursday Gathering (Zgromadzenia Czwartkowe). Gromadzą one średnio co tydzień ponad 300 osób, które dyskutują na tematy technologiczne, społeczne i ekonomiczne, mające realny wpływ na nasze życie.

    Jaka jest powierzchnia kampusu?

    Jest to 8,5 tys. m kw., z czego 6,5 tys. m kw. zajmują przestrzenie zamknięte dla klientów CIC, czyli biura, coworkingi oraz przestrzenie wspólne, a około 2 tys. m kw. przeznaczamy na eventy, z czego około 500 m kw. stanowi darmowy coworking o nazwie District Hall, do którego może przyjść każdy zainteresowany innowacjami i przedsiębiorczością.

    Co kryje się za słowami „Kampus Innowacji”?

    Fizyczna platforma – ulokowana w samym centrum Warszawy – łącząca ludzi mających potrzebę działania w sektorze przedsiębiorczości, innowacji i technologii. W naszych przestrzeniach biurowych i coworkingowych codziennie pracuje około tysiąca osób. W ciągu roku odbywa się w CIC również około tysiąca różnych wydarzeń gromadzących od 10 do nawet 400 osób. Większość z nich to działania komercyjne organizowane przez podmioty zewnętrzne, ale też głównie związane z technologiami i innowacjami. Sami organizujemy łącznie około 120 wydarzeń dla naszych klientów, ale też otwartych dla wszystkich, takich jak właśnie Thursday Gatheringi. Mamy również u siebie studio podcastowe i platformę poświęconą współdziałaniu człowieka i sztucznej inteligencji, którą prowadzi start-up CampusAI. Naszym oczkiem w głowie jest też dość nowy dla nas sektor – consulting. Staramy się wejść w sektor rozwoju i internacjonalizacji firm przy wykorzystaniu potencjału naszych oddziałów, które rozsiane są po całym świecie.

    Nie jest tajemnicą, że proponowane przez was stawki za wynajem powierzchni są wysokie, choć niedaleko stoją znacznie tańsze puste biura klasy premium…

    Cena to zawsze kwestia względna – nasze zalety, takie jak standard usług, wyjątkowa społeczność, wydarzenia, które u nas mają miejsce, ale też bardzo dobra lokalizacja zawsze się obronią. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że w dziedzinie aktywowania społeczności technologicznej i ekosystemu innowacyjnego jesteśmy liderem w naszej części Europy. Wartość dodana, jaką oferujemy, powoduje, że zawsze mamy duże obłożenie. Wszak do CIC przychodzi się nie tylko do pracy, ale też po to, żeby czegoś się nauczyć lub poznać ciekawych ludzi. W naszej branży jesteśmy w awangardzie zmiany. To, co się u nas dzieje, można nazwać agoryzacją lub coworkizacją przestrzeni elastycznych, w ramach których biuro przestaje być miejscem pracy, a staje się przestrzenią dyskusji, edukacji, nauki i łączenia ludzi. Do czasu pandemii firmy, planując biura, zakładały ogromne ilości przestrzeni biurowych dla swoich pracowników. Praca w formule zdalnej i hybrydowej zmieniła ten schemat. Firmy zrozumiały, że wystarczą im mniejsze powierzchnie wykorzystywane rotacyjnie, za to z większą ilością przestrzeni wspólnych i przestrzeni do wydarzeń. Nasz model, który jeszcze kilka lat temu uważany był za nowatorski, po pandemii okazał się niezmiernie funkcjonalny. Co więcej – umieliśmy odpowiedzieć na zagadnienie zgłaszane przez większość pracowników, którzy woleliby zostać w domu, bo biuro nie oferowało im nic innego niż właśnie biurko, które również mogli mieć w domu – w CIC zawsze dzieje się coś ciekawego i warto tu przyjść, żeby być częścią czegoś większego. To jest prawdziwa wartość dodana.

    Naszymi klientami jest wiele firm zagranicznych, które mają w Polsce jednego lub dwóch przedstawicieli, ponieważ albo dopiero planują ekspansję do naszego kraju i korzystają z naszego centrum jako miejsca startowego, albo dają swoim pracownikom możliwość przynależenia do czegoś więcej niż tylko do firmy, gdzie pracują zdalnie. Chętnie korzystają oni z 50 salek do spotkań. Powiem żartem – mamy też prawdopodobnie najlepszą kawę w przestrzeniach biurowych, paloną specjalnie dla nas. W kuchniach na dwóch piętrach zapewniamy różne smakołyki. Mamy też dwa game roomy – fizyczny i wirtualny oraz wellness center, jak również miejsce dla osób z małymi dziećmi. Obok dużych eventów, o których wspomniałem wcześniej, organizujemy mnóstwo drobnych wydarzeń – np. after hours na dachu budynku Varso Place.

    Jak wyglądała pańska kariera, zanim trafił pan do CIC?

    Zawsze podkreślam, że pochodzę z Gdańska – miasta wolności. Miałem świetne dzieciństwo w tym najbardziej progresywnym mieście w Polsce. Dopisało mi szczęście, ponieważ mój ojciec dostał pracę w USA, a ja mogłem spędzić tam siedem lat, kończąc szkołę średnią, a potem studiując na Florida International University w Miami. Zdecydowałem się na inżynierię komputerową, by po 1,5 roku zmienić kierunek na PR i komunikację społeczną. Najważniejszym elementem mojej ówczesnej edukacji był też dodatkowy program interdyscyplinarny o nazwie Honours College, skupiający najbardziej ambitnych studentów, gdzie zagłębialiśmy się w tematy takie jak filozofia, politologia czy socjologia. Nauczyłem się tam patrzenia poza spektrum własnego widzenia. Na studia dostałem stypendium wystarczająco wysokie, by ukończyć naukę w Stanach bez długu. Dzięki temu mogłem podjąć decyzję o powrocie do Polski. Był to rok 2007. Po przyjeździe, już w Warszawie, podjąłem studia magisterskie w Collegium Civitas na wydziale stosunków międzynarodowych. Rok później, korzystając z programu Erasmus, wyjechałem do Paryża do Sciences Po, najbardziej elitarnej uczelni politologicznej Francji, którą ukończyło kilku prezydentów tego kraju. Miałem tam zostać pół roku, ale zaprzyjaźniłem się z dwójką moich profesorów, którzy zaproponowali mi asystenturę i staż w jednym z think tanków przy uczelni. Po kolejnym powrocie do kraju planowałem pracę w dyplomacji. Stało się jednak inaczej – zaproponowano mi posadę managerską w dużej organizacji handlowej, a jako alternatywę darmowy staż w nieistniejącym już think tanku DemosEuropa, prowadzonym przez wybitnego politologa Pawła Świebodę. Skorzystałem z drugiej oferty. Po trzech bezpłatnych miesiącach zostałem asystentem projektu. Bardzo mi się podobała ta praca – przez dwa lata organizowałem wydarzenia związane ze zmianami klimatu oraz polityką międzynarodową. Dzięki temu miałem okazję kontynuować moją edukację w dziedzinie politologii i robić coś, co uważałem za wartościowe. Kolejny etap mojej drogi to Instytut Lecha Wałęsy, gdzie pracowałem jako dyrektor administracyjny i prowadziłem też bardzo ciekawe projekty, jak np. międzynarodowy konkurs Solidarity Shorts na etiudę filmową o Solidarności. Po dwóch latach zostałem dyrektorem ds. międzynarodowych, dzięki czemu zacząłem latać po świecie z prezydentem Wałęsą. To było niesamowite doświadczenie, miałem okazję obserwować jego znakomite zagraniczne wystąpienia, które są prawdziwą promocją pozytywnej historii naszego kraju. Smutne jest to, że wiele osób w Polsce krytycznie patrzy na Lecha Wałęsę, tylko przez pryzmat formy jego wypowiedzi, gubiąc esencję tego, o czym mówi.

    Podobno skłonność do narzekania to element naszego charakteru narodowego…

    Jeszcze gdy studiowałem w Warszawie, Amerykanin, który odwiedził nas na uczelni, zwrócił uwagę, że zamiast cieszyć się tego, że żyjemy dziś we wspaniałym kraju, z którego nie warto emigrować, ciągle skupiamy się na błędach, jakie zostały popełnione przed 1989 rokiem, zapominając, że od tego czasu osiągnęliśmy fantastyczny sukces. A tylko to się liczy. Trzy tygodnie temu po raz pierwszy od kilku dobrych lat miałem okazję posłuchać wystąpienia Lecha Wałęsy na żywo na Forum Inwestycyjnym w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Powiedział tam coś, co przypomniało mi o jego niepozornej wybitności. Dyskusja, w której brał udział, odnosiła się do oceniania tego, co wydarzyło się w przeszłości lub też odgadywania tego, co wydarzy się w przyszłości. Wałęsa stwierdził wtedy, że najważniejsze jest to, by zrozumieć czasy, w których żyjemy, i skupić się na tym, co jest teraz. Niby prosta wypowiedź, jednak niezwykle precyzyjnie opisująca podstawy filozofii jednakowo stoickiej, wschodniej, jak i współczesnego mindfullnessu. Myślę, że to w właśnie takie wypowiedzi, w odpowiednim kontekście, powinny zapadać nam w pamięć.

    Wróćmy do pańskiej kariery.

    Po pracy w organizacjach pozarządowych stwierdziłem, że czas zająć się inną formą działalności. Przez niecałe pół roku prowadziłem dom mediowy należący do mojego znajomego. Była to swojego rodzaju klapa – szczególnie w ustalaniu wspólnych celów – która jednak wiele mnie nauczyła. Potem zdecydowałem się zejść piętro niżej w hierarchii organizacyjnej, żeby nauczyć się czegoś nowego i podjąłem pracę jako community manager w Tech Hubie przy Campusie Googlea. Przez rok wspólnie z dwiema koleżankami budowaliśmy pierwszą społeczność technologiczną w naszym kraju. Po roku trafiłem do HB Reavis, gdzie szybko zostałem managerem operacyjnym i team leaderem w przestrzeniach coworkingowych HubHub. Doświadczenia te spowodowały, że postanowiłem zaaplikować na stanowisko General Managera do powstającego w Warszawie CIC. Był to najbardziej ambitny projekt tego typu, jaki powstawał w Polsce, więc bardzo ucieszyło mnie, że zostałem wybrany na to stanowisko.

    Co uważa pan za szczególnie ważne w pracy i życiu?

    Żeby być świadomym, kim się jest, gdzie się jest i po co się jest. Śmieję się, że jestem hipergeneralistą. Ciekawi mnie wiele rzeczy – od zawsze – dzięki czemu tak dobrze funkcjonuję w zadaniach interdyscyplinarnych. Dążę do tego, żeby być kimś więcej niż erudytą, specjalizując się też w dziedzinach praktycznych, takich jak sprzedaż , opieka nad klientem, przywództwo, zarządzanie, technologie czy start-upy. Wiąże się to z moimi głównymi zadaniami w CIC, które oscylują w obszarach hospitality, real estate i customer service. Mam relatywnie nieduży, ale świetnie funkcjonujący zespół: sprzedażowy, operacyjny, programingowy, marketingowy i eventowy.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

    Ankieta „Managera

    Najważniejsze wartości, jakie pan wyznaje?

    Integrity, czyli po polsku całość, integralność – czyli uczciwość z samym sobą i swoim otoczeniem. Używam tu słowa angielskiego, które ma szersze znaczenie niż właśnie polska „całość”. Warto wiedzieć, kim jesteś, aby zrozumieć, czego od ciebie potrzebuje świat i życie.

    Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałby się pan spotkać na długą rozmowę?

    Jestem agnostykiem, ale myślę, że chciałbym poznać Jezusa.

    O czym dyskutuje pan pozazawodowo?

    O wszystkim, uwielbiam rozmowy o filozofii, społeczeństwie, gospodarce, o ideach politologicznych (niekoniecznie o polityce), o technologii i jej wpływie na społeczeństwo, ale też o kinematografii czy muzyce. Staram się doceniać wszystko, co jest piękne, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz.

    Książka, którą chciałby pan polecić czytelnikom?

    Najważniejszą książką ostatnich 10 lat jest dla mnie „Sapiens. Od zwierząt do bogów” Yuvala Noaha Harrariego. Jest to książka, która zmieniła moje spojrzenie na ludzkość i pomogła mi lepiej zrozumieć, dlaczego zbudowaliśmy właśnie taki świat, w jakim żyjemy.

    Pana prywatne pasje?

    Lubię sport – od prostych ćwiczeń ogólnorozwojowych do koszykówki, tenisa, kitesurfingu i narciarstwa. Wszędzie jeżdżę na rowerze miejskim, niemniej ostatnio trochę go zdradziłem na rzecz skutera, który w okresie letnim jest fantastycznym środkiem transportu w Warszawie. Uwielbiam uczyć się wszystkiego. Ostatnio skupiam się na psychologii i rozwoju osobistym.

    Najważniejsza chwila pańskiego życia?

    Decyzja o powrocie do Polski z USA, wbrew wielu, ale zgodnie ze sobą samym.

    Bucket list?

    Jako czterdziestolatek czuję się całkiem spełniony – w obecnym momencie. Chciałbym jednak, przynajmniej raz, odwiedzić każdy kontynent. I najważniejsze: żyć tak, żeby, na końcu, siebie nie zawieść.

    Dassault Systèmes: gospodarka generatywna – twórzmy więcej niż zużywamy

    Sabine Scheunert, Managing Director Eurocentral w Dassault Systèmes, opowiada o kolejnym kroku w rozwoju gospodarczym, jakim jest gospodarka generatywna, która ma na celu tworzenie produktów, które działają bardziej jak żywe organizmy – wyobraźmy sobie materiały, które mogą się same leczyć lub produkty, które rosną zamiast być wytwarzane

    „Gospodarka generatywna” jest ewolucją „gospodarki doświadczeń” i „gospodarki o obiegu zamkniętym”, koncepcji wprowadzonych w latach 90. Ale co to oznacza i jaką rolę w tej transformacji odgrywa Dassault Systèmes?

    W Dassault Systèmes opracowaliśmy platformę 3DEXPERIENCE, pomagając firmom przejść od koncentrowania się wyłącznie na produktach do skupienia się na całym doświadczeniu. Dziś liczy się nie tylko produkt, ale także sposób jego użytkowania. Łącząc to podejście z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym – gdzie redukcja odpadów i ponowne wykorzystanie zasobów są kluczowe – otrzymujemy „gospodarkę generatywną”. W tym nowym modelu firmy działają zgodnie z zasadą „twórzmy więcej niż zużywamy”.
    Nasze rozwiązania umożliwiają firmom projektowanie produktów, które mają pozytywny wpływ zarówno na środowisko, jak i na społeczeństwo, takich jak materiały biodegradowalne lub energooszczędne technologie. Ta zmiana ma kluczowe znaczenie dla zaspokojenia potrzeb rosnącej globalnej populacji przy jednoczesnej ochronie planety.

    Czym dokładnie jest gospodarka generatywna?

    Gospodarka generatywna to kolejny krok w rozwoju gospodarczym. W 2012 roku stwierdziliśmy, że „same produkty już nie wystarczą”, aby zbudować zrównoważoną gospodarkę. Doprowadziło to do powstania idei gospodarki doświadczeń. W 2020 r. podkreśliliśmy potrzebę przejścia „od rzeczy do życia”, koncentrując się na tworzeniu żywych systemów, a nie tylko na rozwoju produktów. Teraz gospodarka generatywna ma na celu tworzenie produktów, które działają bardziej jak żywe organizmy – proszę wyobrazić sobie materiały, które mogą się same leczyć lub produkty, które rosną zamiast być wytwarzane.

    Dassault Systèmes od lat stoi na czele tej transformacji. Na przykład opracowaliśmy pierwszy na świecie wirtualny model ludzkiego serca, który jest wykorzystywany do symulacji operacji i zabiegów medycznych. Technologia ta może potencjalnie zmniejszyć zapotrzebowanie na testy na zwierzętach i badania kliniczne, przyspieszając innowacje w obszarze służby zdrowia i poprawiając wyniki pacjentów.

    Celem gospodarki generatywnej jest zmniejszenie konsumpcji przy jednoczesnym zapewnieniu większej wartości dla społeczeństwa. Obecny model oparty na konsumpcji nie jest zrównoważony, ponieważ zabiera więcej z planety niż oddaje. Gospodarka generatywna pomaga tworzyć systemy, które dają więcej niż konsumują.

    Jaka jest różnica między wirtualnym a cyfrowym bliźniakiem?

    Cyfrowe bliźniaki są już szeroko stosowane w branżach takich jak motoryzacja i lotnictwo. Wykorzystują dane z przeszłości w celu przewidywania przyszłych wyników. Jednak wirtualne bliźniaki, tak jak je definiujemy, idą o krok dalej. Nie są to tylko statyczne modele, to raczej modele, które ewoluują w czasie i zapewniają bardzo dokładne odwzorowanie rzeczywistości. Dzięki sztucznej inteligencji wirtualne bliźniaki mogą symulować różne scenariusze, pomagając przewidzieć, co stanie się w różnych warunkach.
    Podam przykład. Nasz klient stanął w obliczu wycofania produktu z rynku z powodu usterki. Tradycyjny proces zdiagnozowania i naprawienia problemu zająłby około roku. Dzięki technologii wirtualnego bliźniaka od Dassault Systèmes proces ten został skrócony do mniej niż dwóch tygodni, co pozwoliło firmie szybciej wrócić na rynek, oszczędzając czas, koszty i zasoby.

    W jaki sposób technologia wirtualnych bliźniaków wspiera gospodarkę generatywną?

    W gospodarce generatywnej technologia wirtualnych bliźniaków odgrywa kluczową rolę. Na przykład mobilność wykracza obecnie poza pojazdy i obejmuje całe środowiska, takie jak jakość powietrza i infrastruktura. Podobnie w opiece zdrowotnej, zrozumienie złożonych chorób, takich jak nowotwory, wymaga analizy całego systemu biologicznego, a nie tylko pojedynczych komórek.
    Łącząc rzeczywiste dane z wirtualnymi modelami, firmy mogą tworzyć innowacyjne produkty i rozwiązania, które są zarówno wydajne, jak i zrównoważone. Technologia wirtualnego bliźniaka umożliwia firmom symulowanie i testowanie swoich pomysłów przed ich fizycznym stworzeniem, zapewniając optymalne wyniki. To sprawia, że jest to potężne narzędzie do rozwoju gospodarki generatywnej.

    Dlaczego firmy powinny korzystać z tej technologii?

    Dla firm, które chcą pozostać konkurencyjne i przodować w swoich branżach, wdrożenie technologii wirtualnego bliźniaka nie jest już opcjonalne – jest niezbędne. Zdolność do symulacji, przewidywania i wprowadzania innowacji w oparciu o rzeczywiste dane określi, które firmy pozostaną w czołówce innowacji. Firmy, które nie zaadaptują się do tej zmiany, ryzykują pozostaniem w tyle, ponieważ wdrożenie modelu gospodarki generatywnej będzie kluczowym czynnikiem przyszłego sukcesu.
    Dassault Systèmes umożliwia tę transformację, pomagając firmom z różnych branż – od opieki zdrowotnej po produkcję – wykorzystywać wirtualne bliźniaki do tworzenia bardziej zrównoważonych, regeneracyjnych systemów. Ci, którzy wdrażają tę technologię, nie tylko mogą ulepszać swoje produkty, ale także zapewniają długoterminowy sukces w szybko zmieniającym się świecie.

    W jaki sposób gospodarka generatywna odnosi się do wyzwań związanych ze zrównoważonym rozwojem?

    Sektor przemysłowy przechodzi znaczącą transformację w celu zwiększenia odpowiedzialności za środowisko i osiągnięcia neutralności klimatycznej. Organizacje stoją przed wyzwaniem utrzymania przewagi konkurencyjnej poprzez wzmacnianie innowacyjności i wydajności operacyjnej, przy jednoczesnym przestrzeganiu terminów regulacyjnych i zasad zrównoważonego rozwoju oraz oddzieleniu wzrostu gospodarczego od zużycia zasobów. Technologia wirtualnych bliźniaków, wykorzystująca dane naukowe, radzi sobie z tą złożonością, łącząc data science, wiedzę branżową oraz modelowanie i symulację wspomagane przez sztuczną inteligencję.
    Pomogliśmy już organizacjom przekształcić ich procesy projektowania i produkcji, a teraz wspieramy je w płynnym łączeniu wirtualnego i rzeczywistego środowiska w celu wspierania gospodarki generatywnej. Przemysł musi przejść metamorfozę i na nowo odkryć, w jaki sposób tworzymy, produkujemy i wykorzystujemy bardziej zrównoważone rozwiązania. W ramach koncepcji gospodarki generatywnej możliwe staje się tworzenie wielu cykli życia, przekształcając odpady w zasoby dla nowych produktów.
    Nasza technologia wirtualnego bliźniaka umożliwia organizacjom symulację i optymalizację procesów, dzięki czemu spełniają one cele zrównoważonego rozwoju, a jednocześnie wzmacniają innowacyjność. Łącząc wszystkie aspekty cyklu życia produktu – od projektowania i inżynierii po produkcję i wycofanie z eksploatacji – ułatwiamy tworzenie systemów regeneracyjnych, które minimalizują ilość odpadów i maksymalizują wydajność. To holistyczne podejście jest niezbędne do osiągnięcia zrównoważonego rozwoju i sprostania wyzwaniom środowiskowym naszych czasów.

    Rozmawiał Wojciech Gryciuk

    Już wkrótce poznamy laureatów prestiżowego konkursu Diamenty Innowacji

    27-28 listopada, w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się konferencja Executive Innovation Forum. W gronie wybitnych ekspertów i przedsiębiorców będziemy dyskutować o najnowszych trendach oraz o tym, jak zmieniają one oblicze polskiego biznesu. Celem konferencji jest pokazanie, że firmy, które budują kulturę innowacji i potrafią przekształcać pomysły w nowe produkty, usługi i technologie, osiągają ogromną konkurencyjną przewagę. Konferencja stanowi również idealną okazję do zaprezentowania swoich osiągnięć i innowacyjnych pomysłów.

    Tegoroczne wydarzenie odbędzie się pod honorowym patronatem wielu znaczących instytucji, w tym m.in. Ministerstwa Cyfryzacji, Ministerstwa Rozwoju i Technologii, Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej. To niepowtarzalna okazja do wymiany doświadczeń, zdobycia najnowszej wiedzy i nawiązania wartościowych kontaktów biznesowych z osobami, które mają realny wpływ na kształtowanie innowacyjnego biznesu w Polsce.

    Swoją obecność potwierdzili także przedstawiciele takich firm jak: Pfizer, projekt edukacyjny Zdrowie Człowiek Profilaktyka, Bank Gospodarstwa Krajowego, SEEN Technologie, Budimex, Algotech, Ayming, Biuro Informacji Kredytowej, Britenet, EIB, Engave, HMD, JCC SOLUTIONS, Kancelaria JWP Rzecznicy Patentowi, SSW oraz NCBiR.

    Zwieńczeniem pierwszego dnia konferencji będzie gala wręczenia „Diamentów Innowacji”, którymi uhonorowani zostaną wybitni managerowie, liderzy biznesu oraz przedsiębiorstwa, które opracowują i efektywnie wdrażają nowe technologie i innowacje. W tegorocznej edycji zobaczymy firmy, które dzięki swoim innowacyjnym projektom zmieniają branże, wyznaczają nowe standardy i tworzą przyszłość.

    Poniżej finaliści w poszczególnych kategoriach:

    Innowacja Roku: Finanse
    BIK, PKO Bank Polski, PKO Faktoring, PKO Leasing, VeloBank

    Innowacja Roku: Budownictwo
    Bolix, Budimex, Dalux, Mostostal Puławy

    Innowacja Roku: Energetyka
    Antamion, EDF Renewables Polska, Enea, Equinor Polska, Tauron Polska

    Innowacja Roku: Farmacja
    BIOGEN Poland, Janssen Polska, Novartis Poland, Pfizer Polska

    Innowacja Roku: Technologia
    Ascron, Budimex, CosmetoSAFE Consulting, Frizo, Strix Poland, XY-Sensing

    Innowacja Roku: Dekarbonizacja
    Atmoterm, Northvolt Polska, Orange Polska, Orlen

    Innowacja Roku: Produkt
    BinderLess, Budimex, Emka, FibriTech, KFA Armatura Kraków, mLeasing

    Mecenas Start-upu Roku
    Allegro, Amazon Web Services, Google Poland, Grupa PZU

    Innowacyjna Firma Roku
    BioCam, CCC, DHL e-Commerce Polska, SiDLY, Vigo Photonics, Wiśniowski

    Zostaną też wręczone nagrody w kategorii CEO Roku i Business Charity Award.

    Więcej o programie konferencji oraz możliwość rejestracji na wydarzenie na stronie https://executiveclub.pl/executive-forum/

     

     

     

    Syndrom obrotowych drzwi

      Joanna, dlaczego oni wiecznie do mnie przychodzą? Pracuję po godzinach, bo w pracy nie mam czasu… na pracę. Wiecznie rozwiazuję tylko czyjeś problemy… O co chodzi?

      To norma. Z badań wynika, że około 80 proc. czasu pracy liderów, to rozwiązywanie problemów pracowników. To powoduje, że liderzy są często przepracowani i wypaleni. Przepracowanie i przemęczenie powoduje, że mają problem z podejmowaniem deczyji, odkładają te trudniejsze na później, leczą się na prokrastynację lub obwiniają, że nie mają czasu się z niej leczyć, ignorują własne potrzeby work-life balanceu, czasem zdarza się, że przepadają im ważne terminy. Lista zadań do zrobienia nigdy się nie skraca. Urlop jest katorgą, a powrót z niego oznacza dwa razy dłuższy dzień pracy. Ci liderzy szukają szkoleń z efektywności, asertywności i delegowania. Czasem trafiają do gabinetu psychiatrycznego lub terapeutycznego po lekarstwo na wypalenie. Czasem muszą zrobić długą przerwę na zwolnienie lekarskie. Czasem tracą pracę.

      Tylko czy tak musi być? Czy można temu zaradzić i na co zwracać uwagę? Jest kilka czynnników, które wg mnie wskazują, że tobie liderze powinny zapalić się lampki ostrzegawcze.

      Twoi ludzie przychodzą z najdrobniejszymi problemami

      „Czy jest sposób na to, żeby w tej firmie było więcej zszywaczy? Zszywacze się skończyły, bo administracja zapomniała zamówić, a tak przy okazji, to mleko w firmowej lodówce skisło”.

      Moja ulubiona metafora, którą zwykłam opisywać te sytuacje, to blanchardowskie „wrzucanie małpy”. Wyobraź sobie, że przychodząc z każdym takim (błahym) pytaniem, pracownik podrzuca małpę do twojego gabinetu. A ty – jak dobry opiekun w zoo – musisz ją wykarmić. I zadbać, aby przeżyła. Żeby jeszcze można było ją odesłać/sprzedać do innego zoo. Taka małpa przez cały czas mieszka w twoim gabinecie…. Małpa spędza dzień na zabawie w twoim gabinecie, skacze po szafkach, zjada twój lunch, a ten, kto ją przyniósł, po prostu wychodzi uspokojony, że zostawił zwierzątko w najlepszych rękach. Ile takich małp skacze po twoim gabinecie dzisiaj?

      Lekarstwo: Kiedy przychodzi do ciebie człowiek z małpą, upewnij się, że wyjdzie z nią z twojego gabinetu. Jak to zrobić? Uprzejmie, stanowczo i konsekwentnie.

      Skąd to się bierze? Na szybko przychodzą mi na myśl dwa powody. Pierwszy, to taki, że nie nauczyłeś ludzi mikrozarządzania – trochę sam/sama prosząc się o to, żeby te małpy przynosili. Czasem wynika to z potrzeby pokazania, kto jest najważniejszym kierownikiem zoo, ale to nie twój przypadek, prawda?

      Drugi powód jest taki, że twoi ludzie potrzebują uwagi i bycia widzianym. Często nie chodzi o to, że ktoś przynosi do ciebie małpę ani nie chodzi o rodzaj małpy, ale o to, żeby zobaczyć, przez kogo małpa jest do ciebie, liderze, przyniesiona. Pochwalić trud kolejnej zdobyczy. Pokazać się jako niezbędny pracownik.

      Oczywiście, powody bywają różne, ale wykluczenie tych dwóch to wg mnie przynajmniej połowa sukcesu.

      Pracownicy narzekają

      Narzekanie jest polskim sportem narodowym. Ale także:

      Complaining is one of the egos favorite strategies forstrengthening itself.

      Narzekanie jest jedną z ulubionych metod wzmacniania ego.

      Narzekają, bo ich świat realny nie jest taki jak ten wymarzony. Narzekają, bo (wydaje im się), że to jedyny sposób, w jaki potrafią zdobyć twoją uwagę i być przez chwilę ważni. Narzekają, bo są zestresowani i nie są w stanie przepracować stresu samodzielnie.

      Narzekają, żeby znaleźć winnych swojej sytuacji, bo przecież oni nie mają na nią żadnego wpływu (syndrom ofiary). Narzekają, bo poza brakiem wpływu „cierpią” z powodu braku kontroli (utracona władza i pozycja). Narzekają, bo to już stało się ich nawykiem, bo zbyt długo przebywali z kimś, kto narzekaniem regulował swoje emocje, stresy, brak kontrolii wpływu.

      Czy w takim razie należy pozwalać pracownikom narzekać? Tak, ale w konrtolowanych warunkach, ponieważ narzekanie ma pewne pozytywne aspekty.

      Pracownicy narzekają, bo to być może jedyny sposób, aby w ogóle mieli jakikolwiek dostęp do swoich emocji (w świecie, gdzie nie wolno mówić o emocjach) i przetrawili to, co dla nich najtrudniejsze (zamiast „siedzieć ze zgniłym kartoflem w ręce”. Narzekanie uwalnia takie zgniłe kartofle i pozwala je wyrzucić do kosza na śmieci). Co więcej, dzięki takiemu społecznie akceptowalnemu przetwarzaniu emocji ludzie mogą te emocje bezpiecznie współdzielić społecznie (do czego jesteśmy stworzeni) i mogą budować więzi i relacje z członkami swojej społeczności. Dzięki nagłaśnianiu problemu przez narzekanie ludzie nadają mu formę, strukturę i definicję, co pozwala ten problem zrozumieć i szybciej rozwiązać.

      Ty zadbaj tylko o to, aby było na to miejsce przez 10 minut dziennie. I tylko od 13:20 do 13:40.

      Pracownicy nie umieją się między sobą dogadać – w działach lub międyzwydziałowo

      Silosy informacyjne to zmora każdej organizacji powyżej 70 osób. Marketing narzeka na sprzedaż, nikt nie potrafi się dogadać z księgowością, a deweloperzy w ogóle nie gadają. A ty wiesz o tym najlepiej, liderze, że tak jest w twojej organizacji, bo każdy brak komunikacji lub blokada są komunikowany do ciebie… z żądaniem „zrób coś z tym”. Czasami jest to syndorm rodzeństwa, które nie potrafi się ze sobą dogadać. Czasami to brak kontaktów, relacji, efekt rotacji, braku wiedzy o podziale kompetencji. Ale ty jako lider zawsze wiesz, do kogo zadzwonić i z kim porozmawiać albo przynajmniej kogo zapytać.

      Lekarstwem jest praca u podstaw, któnależy wykonać, przełamując nieśmiałość, stereotypy lub zaleczając przetrwałe konflikty, o których każdy już zapomniał, jaki miały początek.

      Ludzie czekają, czyli brak proaktywności

      Proaktywność w nieśmiertelnej książce Coveya 7 nawyków skutecznego zarządzania jest pierwszym nawykiem jaki należy zbudować dla osiągania „mistrzostwa osobistego”. Proaktywność jest zżerana przez strach, niską samoocenę (to po stronie pracownika) oraz brak doceniania proaktywności i samodzielności po stronie liderów. Szczególnie w przypadku młodych liderów docenianie jest jedną z najtrudnieszych sztuk do opanowania, a dodatkowo docenianie pracownika za samodzielnosć może oznaczać, że szybko wyrośnie im konkurent(ka) zagrożenie dla świeżo nabytego stanowiska. Któż by kopał pod sobą takie dołki?

      Jak temu zaradzić? Uczyć, wychowywać, modelować.

      Jeśli którakolwiek z tych lampek ostrzegawczych jest częścią twojej rzeczywistości, zachęcam cię przede wszystkim do refleksji i poszukania odpowiedzi na to, jak możesz działać inaczej i czego do tego potrzebujesz. Być może potrzebujesz innego lidera lub mentora, aby zderzyć z nim taką refleksję i poszukać rozwiązań, zanim dopadnie cię wypalenie totalne.

      Refleksja, z którą chcę ciebie zostawić, drogi liderze, jest taka, że czekanie na informacje, niechciane maile, brak koordynacji działań w ramach organizacji, silosy międzywydziałowe i narzekanie klientów może kosztować twoją firmę 30 tys. dolarów rocznie na pracownika. Stać cię na to? Ja nazwyam to syndromem obrotowych drzwi. A ta liczba i badania pochodzą z 2007 roku.

      Siedemnaście lat temu jako liderka zespolu miałam takie właśne problemy, a teraz słyszę je znów na sesjach mentoringowych od młodych liderów. Sądzę, że to sygnał, że najwyższy czas zmienić sposób i podjeście do szkolenia i wychowywania liderów. Lider nie rodzi się liderem. Lider wykluwa się w kolejnych próbach bohatera. Lider rozwija się poprzez rozpoznanie bojem. Na szczęście nowe techologie i ich coraz lepsze dostępność pozwalają nam na to, aby rozpoznanie bojem odbywało się w laboratoryjnych warunkach, a nie metodą prób i błędów na żywym organizmie organizacji. Postęp technologiczny pozwala, aby do rozwoju liderów podchodzić procesowo. Bo Liderzy na jednym szkoleniu mogą się nauczyć jednej rzeczy. Potem muszą to wdrożyć w realnym świecie. Dlatego kluczem do rozwoju liderów jest stały, konsekwenty proces oparty na mikrodawkach wiedzy dostosowanych do każdego z nich w zindywiduwalozowany sposób. Ja proponuję wykorzystać do tego narzędzia AI i VR. A ty liderze? Będziesz dalej uczył się z książek i na nudnych szkoleniach? Nowe technologie, które mają nam ułatwiać rozwijanie kompetencji przywdóczych, są tuż za rogiem. Stay tuned.

      Joanna Andryszczak-Lewandowska

      Spokojny networking na morzu

      Autor: Rafał Wiśniewski

      W dzisiejszym świecie, zdominowanym przez szybkie tempo i intensywne spotkania, coraz większą wartość zyskuje alternatywne podejście do networkingu – takie, które stawia na spokojne, autentyczne relacje. Spokojny networking, szczególnie w otoczeniu oferowanym przez Klub Biznesu na Morzu, pozwala uczestnikom oderwać się od codziennych obowiązków i pośpiechu, aby w pełni skupić się na poznawaniu nowych osób w atmosferze komfortu i otwartości. Jest to podejście, które łączy przyjemność luksusowego wypoczynku z efektywnym budowaniem kontaktów biznesowych, tworząc fundament pod długotrwałe i wartościowe relacje.

      W Klubie Biznesu na Morzu wprowadziliśmy alternatywę – spokojny networking, który odbywa się w odprężającej atmosferze sprzyjającej swobodnej wymianie myśli. Podczas rejsów uczestnicy mają okazję poznać się naprawdę dobrze, bez presji czasu czy konieczności udowadniania swoich kompetencji w krótkiej chwili. Spokojny networking daje możliwość wielokrotnego spotykania się z tymi samymi osobami na przestrzeni kilku dni, co tworzy naturalne warunki do stopniowego rozwijania relacji.

      Przebywanie na pokładzie luksusowego statku daje uczestnikom czas, by nie tylko poznawać się lepiej, ale też dzielić swoimi historiami, wizjami i doświadczeniami w otwartym i przyjaznym środowisku. Wspólne spędzanie czasu – od rozmów przy posiłkach po udział w warsztatach i panelach dyskusyjnych – pozwala na stworzenie głębszych więzi, niż byłoby to możliwe podczas jednorazowego spotkania w formalnej atmosferze. Co istotne, w Klubie Biznesu na Morzu nie ma przypadkowych osób. Uczestnikami są sprawdzeni przedsiębiorcy i osoby decyzyjne, rekomendowane przez innych członków klubu. Taka selekcja zapewnia wyjątkową jakość kontaktów i sprzyja powstawaniu relacji o dużej wartości.

      Zaletą takiego podejścia jest możliwość autentycznego budowania zaufania, które stanowi fundament wartościowych kontaktów biznesowych. Kiedy relacje są oparte na zaufaniu, uczestnicy mają większą otwartość na podejmowanie wspólnych inicjatyw oraz na kreatywne podejście do rozwiązywania wyzwań biznesowych. Często to właśnie dzięki takiej, stopniowo rozwijającej się relacji, rodzą się długoterminowe partnerstwa i współprace, które nie tylko wspierają rozwój firm, ale również wzbogacają życie prywatne uczestników.

      Dodatkowym atutem spokojnego networkingu jest możliwość skupienia się wyłącznie na bieżących rozmowach, bez rozpraszania myśli codziennymi obowiązkami czy problemami. W oderwaniu od codziennych spraw, uczestnicy mają jasny, otwarty umysł i są bardziej skłonni do chłonięcia nowych pomysłów, wiedzy oraz do planowania przyszłości – zarówno zawodowej, jak i osobistej.

      Podsumowanie – Dlaczego Warto Postawić na Spokojny Networking?

      Spokojny networking, szczególnie w otoczeniu oferowanym przez Klub Biznesu na Morzu, pozwala uczestnikom nawiązać relacje w atmosferze spokoju i komfortu, która sprzyja autentyczności i otwartości. W porównaniu do tradycyjnych spotkań networkingowych, spokojny networking daje szansę na budowanie prawdziwego zaufania i współpracy, które w dłuższej perspektywie przynoszą znacznie większe korzyści.

      Rejsy te oferują wyjątkową przestrzeń do wymiany wiedzy, inspiracji i doświadczeń, które wzbogacają życie zawodowe i prywatne uczestników. To nie tylko okazja do zdobycia nowych kontaktów, ale też doświadczenie, które pozwala rozwijać się w sposób bardziej zrównoważony i głęboki, budując relacje oparte na autentycznym zrozumieniu i wzajemnym wsparciu.

      Klub Biznesu na Morzu to nie tylko luksusowy wypoczynek, ale przede wszystkim efektywna forma networkingowa, która sprzyja rozwojowi zawodowemu i osobistemu uczestników. Łączenie komfortu, dedykowanych warsztatów i konferencji z możliwością nawiązywania wartościowych kontaktów w nieformalnej atmosferze czyni je unikalnym narzędziem do budowania trwałych relacji biznesowych. Egzotyczne trasy i zwiedzanie nowych miejsc dodają tej formie dodatkowego uroku i wartości, co czyni ją atrakcyjną dla przedsiębiorców poszukujących innowacyjnych sposobów na rozwój swojego biznesu. https://roseti.pl

      Jak osiągać sukces w pracy?

      Rozmowa z Marleną Skibą, strategiem, ekspertem ds. rozwoju firm i efektywności ludzi, mentorem, autorką wydanej właśnie książki „Mistrzowie skuteczności. Problemy w pracy? Zobacz, jak możesz je rozwiązać!

      W swojej książce porusza pani wiele tematów z codziennego funkcjonowania firm. 232 Epizody. Pisze pani o zyskach i obrotach, rentowności i o tym, kiedy wypada upomnieć się o swoje pieniądze, ale i o emocjach, uczciwości, niskim poczuciu własnej wartości, rozmowach o podwyżce, o wstydzie z porażek. Poruszany jest praktycznie każdy aspekt naszego życia zawodowego…

      Tak, gdyż jest to książka biznesowa, ale napisana zupełnie inaczej. To opowieść o człowieku w biznesie, o jego sukcesach, porażkach i o tym, co do tych niepowodzeń doprowadziło, a co najważniejsze – jak się z nich można wydźwignąć. Książka zawiera konkretne, prawdziwe codzienne problemy, z którymi mierzą się ludzie. Chciałam, aby czytało się ją z przyjemnością. Dlatego nie jest napisana jak podręcznik do zarządzania czy ekonomii, to raczej zbiór felietonów. Przedstawiam trudne sytuacje w prosty, przejrzysty sposób.

      Dla kogo jest ta książka?

      Zarówno dla pracowników jak i managerów. Każdy znajdzie coś dla siebie, gdyż to 400 stron pełnych konkretnych, różnorodnych przykładów, przedstawiających wzięte z życia, trudne i konfliktowe sytuacje oraz sposoby ich rozwiązania. Książka mówi nie tylko o tym, jak przezwyciężyć problemy, ale też jak ich uniknąć. Jest dla osób, które potrzebują wsparcia, dla pracowników szeregowych, managerów, prezesów i właścicieli. Dla jednych będzie przypomnieniem, dla innych odświeżeniem informacji, a dla pozostałych całkiem nową wiedzą.

      Ta książka to owoc ilu lat doświadczeń?

      Ponad 20. Jestem strategiem i mentorem. Od wielu lat jestem dyrektorem zarządzającym w firmie konsultingowej, pracując dla managerów i właścicieli bardzo różnych biznesów. Obserwuję rynek, potrzeby firm i pracujących w nich ludzi. Widzę, co działa dobrze, ponieważ codziennie pracuję w multisektorowym środowisku i nadzoruję wdrażanie opracowanych przeze mnie rekomendacji. W tej książce są wyzwania małych i wielkich firm. W pewnym momencie uderzyło mnie, że niezależnie od wielkości firmy problemy są takie same. Ten sam problem istnieje w firmie malutkiej, rodzinnej, średniej czy wielkiej korporacji. Niezależnie od szkoleń, które się w nich przeprowadza.

      Dużo mówi pani o uczciwości, o szacunku dla drugiego człowieka. Jak sprawić, żeby człowiek był człowiekiem dla swoich współpracowników?

      Trzeba być uczciwym, kompetentnym i odpowiedzialnym. Opisuję w książce, co zrobić, aby szanować człowieka, wspierać odpowiednimi decyzjami, jasnymi komunikatami. Jeśli mówimy niejasno, na skróty, rzucamy jakieś uwagi mimochodem, możemy być pewni, że nasi współpracownicy popełnią błędy, a to spowoduje zupełnie niepotrzebną krytykę i w rezultacie frustrację.

      Czym kierowała się pani, wybierając konkretne przypadki?

      Część zagadnień pojawiła się w książce dlatego, że występują najczęściej. Część zaś dlatego, że są tak kuriozalne, że gdybym nie zetknęła się z nimi, nie uwierzyłabym, że mogłyby zaistnieć. Wszystkie pojawiły się w książce ze względu na to, że przynoszą negatywne skutki, a wydarzają się stale. Pokazuję je, by uświadomić ludziom, dlaczego należy je wyeliminować z życia zawodowego i jak to zrobić.

      Która z tych historii jest dla pani najciekawsza, najbliższa?

      W zależności od tego, z czym mierzymy się w danej sytuacji, każda z nich będzie ciekawa, bo opisuje niezwykle różnorodne sploty zdarzeń, trudów i radości. Dlatego też bardzo cenne jest to, że w książce „Mistrzowie skuteczności” będziemy mogli odnaleźć bardzo wiele historii odzwierciedlających naszą rzeczywistość, ponieważ odpowiada ona na pytania, które sobie zadajemy codziennie:

      1. Dlaczego mi się coś nie udaje?

      2. Skąd mam tyle problemów w pracy?

      3. Dlaczego nie mogę się dogadać z szefem?

      4. Czemu ciągle ktoś na mnie warczy?

      5. Dlaczego ponoszę tyle porażek?

      6. Skąd tyle złych emocji w pracy?

      7. Dlaczego jestem przepracowany/a?

      Często przywołuje pani staropolskie przysłowia…

      Zauważyłam, że w moich nagraniach na YouTubie często przywołuję zarówno przysłowia, jak i porzekadła, gdyż bywają piękną puentą, podsumowującą obszerne zagadnienia w kilku słowach. Zdecydowałam więc, że to świetny pomysł, aby wykorzystać je także w książce.

      Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?

      Czytając ją, niejeden pracownik pomyśli: „Te dwie spółki zerwały negocjacje nagle i w epizodzie X widzę, co do tego doprowadziło. A u mnie w firmie jest identyczna sytuacja, być może dokładnie taka sama, dlatego mój kontrahent nagle przestał ze mną rozmawiać. Wiem już, co mam zrobić, aby to zmienić”.

      Niejeden prezes, czytając kolejny epizod, pomyśli: „Co? To dlatego ci wszyscy pracownicy składali wypowiedzenia? U nas mamy identyczne problemy, to z tego powodu nie chcą u nas pracować?”.

      I niejedna pani manager pomyśli: „Ciągle nie mam na nic czasu, tak jak ta Zosia z epizodu Y, i dopiero teraz to do mnie dotarło”.

      Zatem każdy epizod to otwieranie oczu na fakty, konkrety, możliwości zmian. Bo jeśli dowiem się, dlaczego coś mi się nie udaje, to łatwiej będzie mi to zmienić, niż ciągle się zastanawiać, co to spowodowało, i nadal tkwić w niekorzystnej sytuacji.

      Jak więc zostać mistrzem skuteczności?

      Chociażby unikając błędów, które inni już popełnili. Ja opowiedziałam o 232, ale oczywiście jest ich dużo, dużo więcej. Każdy z nas może być mistrzem skuteczności, potrzebujemy tego bardzo na co dzień, aby być skutecznym, efektywnym, zadowolonym z wyników. Warto sięgnąć po książkę „Mistrzowie skuteczności” i tam znaleźć odpowiedź na to pytanie. n

      rozmawiała Barbara Grabowska

      Marlena Skiba

      Strateg, ekspert ds. rozwoju firm i efektywności ludzi, mentor. Jest absolwentką MBA na University of Minnesota i Carlsson School of Management oraz SGH i Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. Jest praktykiem. Przez ponad 13 lat pracowała w korporacjach (m.in. Epstein Engineering Export, Xerox, Tele 2),

      a od wielu lat pracuje dla korporacji oraz dla mniejszych firm i firm rodzinnych, pomagając im skutecznie się rozwijać. Na co dzień pracuje z managerami z różnych branż i nadzoruje wdrażanie zmian. Codziennie więc widzi, co działa lepiej i dlaczego – i tą wiedzą dzieli się z czytelnikami w książce „Mistrzowie skuteczności. Problemy w pracy? Zobacz, jak możesz je rozwiązać”.

      Ankieta „Managera

      Marlena Skiba

      Najważniejsze wartości, jakie pani wyznaje?

      Być człowiekiem. Uczciwym człowiekiem. A potem profesjonalizm, odpowiedzialność i oczywiście głęboka wiara w Boga.

      Pani prywatne pasje?

      Uwielbiam podróże, kocham poznawać nowe miejsca, ludzi. Wszystko, co nowe, jest dla mnie ekscytujące.

      O czym najchętniej dyskutuje pani pozazawodowo?

      O wszystkim. Ponieważ kocham życie i mam rozległe zainteresowania, czasami śmieję się, że mam wyjątkowo pojemne komórki na „lubienie”, to o życiu, o muzyce, o teatrze, o rozwoju, o pasjach, o wyzwaniach codziennych, o przyjaźni, o tym, co dla człowieka jest ważne.

      Książka, którą chciałaby pani polecić czytelnikom?

      Dzisiaj akurat moją. Z czystym sumieniem. Gorąco polecam.

      Gra improwizacji

      Pierwsza gra fabularna – kultowa dziś Dungeons & Dragons – została wydana w latach 70. w USA. Od tego czasu powstała niezliczona ilość edycji, dodatków oraz książek z fabułami dziejącymi się w jej świecie.

      Teraz na rynek ma wejść nowy dodatek do gry, z nowymi postaciami i światami, autorstwa grupy nastolatków z Warszawy. To projekt Aydahar, nazwany kazachskim słowem oznaczającym smoka.

      W grze fabularnej, czyli RPG, odgrywamy role w wybranej historii, która prowadzona jest przez Mistrza Gry. Zebrana grupa ludzi bierze udział w rozgrywce, tworząc swoje postacie i prowadząc je w wymyślonym świecie.

      Początkowo Dungeons & Dragons pomyślana była jako gra towarzyska na spotkania przyjaciół, rodzaj planszówki bez planszy, z kanciastymi, charakterystycznymi kostkami i podręcznikami z gotowymi scenariuszami rozgrywek. To one nadawały rytm rozgrywce, a spisane zasady do zaaplikowania w grze pomagały poruszać się w wyimaginowanym świecie, podejmować decyzje w zależności od sytuacji, ewolucji akcji, zdobytych przez gracza umiejętności czy charakterystyki postaci, w którą uczestnik się wcielił. Akcja toczyła się na zasadzie rozmów i deklaracji uczestników rozgrywki. Nowe światy i scenariusze rozgrywek proponują miłośnikom Dungeons & Dragons Aleksandra i Bartosz Jaśkowscy, Antoni Kowalski i Jan Sikora z Warszawy. Mają od 15 do 17 lat.

      – Wszystko zaczęło się wiosną zeszłego roku – opowiada Bartosz. – Zauważyłem, że powstał kickstarter zajmujący się z wielkim sukcesem tą samą dziedziną. Celujemy w społeczność, która interesuje się Dungeons & Dragons. Ma ponad 20  milionów zwolenników na całym świecie. Pomyślałem, że to niezły target i zacząłem pisać zarys projektu. Potem dołączyła do mnie siostra i koledzy. Porównując opisywanie nowych światów gry do filmu, można powiedzieć, że scenariusz filmowy jest fabułą filmu, my zaś kreujemy świat, w którym osadzony jest film – w nim to gracze tworzą scenariusze. Gra rozgrywa się w ich umysłach poprzez wspólne opowiadanie i tworzenie historii. Każda rozgrywka jest zupełnie nieprzewidywalna, przez co bardzo ekscytująca. Mistrz Gry przedstawia sytuację, np. napad bandytów na karawanę wiozącą jedwab. Gracze decydują, jak zachowają się w takiej sytuacji.

       – Tworzymy rozszerzenie do gry fabularnej Dungeons & Dragons. Gra polega na narzuconych odgórnie zasadach – tłumaczy Aleksandra. – To połączenie gry z książkami, współopowiadanie historii poprzez różne decyzje graczy. Nasze rozszerzenie pozwala grać w nowym, wykreowanym przez nas świecie inspirowanym Diuną, Imperium Osmańskim, czy Bliskim Wschodem. Stworzyliśmy unikatowy klimat tej gry. Ja zajmuję się tworzeniem ilustracji, współpracując z różnymi artystami z mediów społecznościowych.

      W Polsce nie istnieje rodzimy projekt tego typu. Aby zbadać powodzenie projektu, wykorzystuje się metodę lejka, czyli stworzenie listy przedsprzedażowej, odsiewając z potencjalnie zainteresowanych użytkowników gry tych, którzy nowe rozszerzenie rzeczywiście kupią. Produkt ma być promowany w internecie na stronach związanych z grą Dungeon & Dragons dzięki stworzonym filmom przedstawiającym możliwości nowego rozszerzenia. Tego typu projekty wspierane są zwykle w modelu crowdfundingu. Osoby zainteresowane danym projektem wspierają jego powstanie. Wszystko działa na zasadzie zaufania, gdyż ludzie przekazują pieniądze na projekt, mając nadzieję, że powstanie w przyszłości i spełni ich oczekiwania.

      Start nowej przygody dla miłośników Dungeons & Dragons prawdopodobnie już w grudniu.

      Produkt końcowy – ponad 260-stronnicowy podręcznik do gry – będzie zawierał  historie i opisy światów, dodatkowe zasady gry (tzw. mechaniki), opisy sytuacji oraz boga

      Ważne Informacje

      Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

      Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

      Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

      Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

      XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

      Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

      Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

      Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

      Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

      III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

      Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...