.
Strona główna Blog Strona 108

Wino z Mazowsza

    Oskar i Wiktor Gowinowie z mazowieckiej Winnicy Dwórzno opowiadają o tym, jak biznes ten działa w naszym kraju, a także ile nakładów i pracy kosztowała ich realizacja marzenia o dobrym mazowieckim winie. 

     

    Zacznijmy od złośliwego żartu. Kiedyś usłyszałem, że produkcja wina w Polsce jest równie sensowna jak hokej na lodzie w Sudanie…

    Wiktor Gowin: W naszym kraju działa już 400 producentów, którzy dysponują 600 ha winnic. W kontekście światowego winiarstwa to oczywiście niewiele, ponieważ średniej wielkości winnica hiszpańska ma 300 ha. Chociaż różnica w skali jest kolosalna, wcale to nie znaczy, że nasze rodzime winiarstwo jest gorsze. Wręcz przeciwnie. To dobra wiadomość dla konsumentów, ponieważ produkuje się u nas wyłącznie jakościowe wina rzemieślnicze. Właśnie dlatego polskiego wina nie da się kupić za 20 zł w supermarkecie.

    Oskar Gowin: W tym miejscu trzeba wyjaśnić, czym różnią się kilkuhektarowe winnice rodzinne od przemysłowych, nastawionych na produkcję liczoną na miliony litrów, gdzie wszystko robi się maszynowo, a chcąc uzyskać określony efekt, sztucznie podrasowuje się wina. U nas nie funkcjonuje francuski system apelacji, zgodnie z którym wina powstają według określonego wzorca. Polscy winiarze stawiają na różnorodność stylistyczną i nie boją się eksperymentów. W naszej niewielkiej winnicy mamy 14 różnych etykiet. Nie zależy nam na powtarzalności określonego smaku, w każdym sezonie proponujemy coś nowego.

    Jest to świetny chwyt marketingowy, ponieważ zrobiliście zaletę z czegoś, z czym trudno byłoby zgodzić się europejskim winiarzom kultywującym tradycje. Co wyróżnia Winnicę Dwórzno na tle krajowej konkurencji?

    O.G.: Polskie winnice układają się w literę U – w pobliżu granic kraju. Największa działa pod Szczecinem, małe zagłębie winiarskie ulokowane jest koło Zielonej Góry, kolejne na Dolnym Śląsku, w okolicach Krakowa, na Podkarpaciu i niedaleko Sandomierza. W centralnej Polsce działa zaledwie kilku producentów wina. Nasza – ze swoimi 9 ha winorośli – należy do krajowej pierwszej dziesiątki. Produkujemy 30 tys. butelek rocznie. Uprawiamy też maliny, jagody kamczackie i czarne porzeczki, z których robimy wina owocowe. Nasz wielki atut to świetna lokalizacja – godzinę drogi od centrum Warszawy.

    Jak to się zaczęło?

    W.G.: Działamy w miejscu, z którym nasza rodzina jest związana od pokoleń. Po śmierci prababci ojciec postanowił założyć tu profesjonalne gospodarstwo rolne. Miał do dyspozycji niewielki areał, więc dokupił sporo gruntów – w sumie 50 ha. Przez wiele lat zajmował się uprawą malin. Nasza obecna wytwórnia winiarska była wcześniej mroźnią owoców. Jeden z pracowników, agronom, robił z malin smaczne wino. Był pierwszą osobą, która opowiedziała nam o procesie produkcji. Dowiedzieliśmy się wtedy, że są różne rodzaje drożdży, że fermentację można prowadzić w różnych temperaturach, uzyskując określony poziom kwasowości i wytrawność. Tak nas zainspirował tymi technikaliami, że postanowiliśmy posadzić winorośl i przystąpić do produkcji wina gronowego.

    O.G.: Inny z pracowników, kiedy to usłyszał, zapytał, czy zamierzamy również uprawiać banany… Z niedowierzaniem zareagował nasz ojciec. Pomimo tych wątpliwości w 2012 r.  obsadziliśmy winoroślą pierwszą dwuhektarową parcelę. W tym roku obchodzimy więc 10 lecie istnienia winnicy. Na pierwsze własne wino musieliśmy jednak trochę poczekać, ponieważ od posadzenia krzewu do zabutelkowania wina mijają przynajmniej 4 lata. Tak więc od 6 lat produkujemy własne wino, w czym wspomaga nas znakomity enolog Piotr Stopczyński.

    Z czego musieli panowie zrezygnować, żeby zająć się winem?

    O.G.: Brat studiował finanse i podyplomowo enologię, a ja dziennikarstwo i rolnictwo. Pracowałem w „Super Expressie” i Gazecie.pl. Obaj bez żalu zrezygnowaliśmy z pracy dla dużych firm. Idea stworzenia winnicy całkowicie nas pochłonęła. Odwiedziliśmy wiele zagranicznych i polskich winnic, ukończyliśmy kursy sommelierskie.

    W.G.: Pracowałem jako analityk w banku, ale kusił mnie własny biznes. Działał też przykład ojca, który jest stuprocentowym przedsiębiorcą. Początki naszego winiarskiego biznesu nie były łatwe. Najpoważniejszy problem stanowiło osiągnięcie właściwej jakości. Kiedy nam się to już udało, stwierdziliśmy, że sama produkcja to za mało, uzupełniliśmy portfolio o enoturystykę.

    O.G.: Oprócz uprawy winorośli i produkcji wina zajmujemy się szeroko pojętymi eventami z winem. W związku z bliskością Warszawy oprócz całorocznego zwiedzania winnicy organizujemy również liczne imprezy w lecie, np. Pikniki Jazzowe lub Święto Wina we wrześniu, na które przyjeżdżają tysiące gości. W zimie odbywają się u nas imprezy tematyczne, m.in. zwiedzamy winnicę z pochodniami, organizujemy kuligi lub morsujemy w kadziach po winie. Trudnimy się też organizacją imprez dla firm w grupach od 5 do nawet 300 osób. W efekcie na miejscu sprzedajemy około 80 proc. naszej produkcji.

    Mazowiecki klimat nie sprzyja uprawie winorośli?

    W.G.: Nie jest tak źle, choć pielęgnacja winnicy wymaga wielu starań. Sprzyja nam przyroda. Pofałdowanie terenu, duże rozlewiska i lasy powodują, że mamy tu do czynienia ze swoistym mikroklimatem. Największym zagrożeniem dla winnicy jest zimne powietrze, które spływa w dół, gdzie mamy plantację czarnej porzeczki. W paradoksalny sposób, na słabych glebach, z którymi tu mamy do czynienia, winorośl rozwija się w odpowiedni sposób. Naszym celem nie są obfite plony, ale najwyższa jakość winogron, których miąższ powinien być aromatyczny i skoncentrowany. Winiarze mówią o stresowaniu winorośli, czyli utrudnianiu jej wegetacji w taki sposób, żeby krzew wypuszczał jak najgłębsze korzenie, dzięki czemu wyciąga z gleby cenne minerały. Wszystko to wymaga wiele pracy ręcznej, polegającej m.in. na modelowaniu i przycinaniu pędów. Uprawiamy odmiany winorośli odporne na mrozy. Nasze krzewy są w stanie przetrwać temperaturę rzędu minus 20 stopni. Najwięcej problemów mamy z wiosennymi przymrozkami. W związku z tym zdecydowaliśmy się zainstalować system natrysku, jak nasi sąsiedzi sadownicy. Nad rzędami winorośli rozciągnęliśmy rurki skraplające krzewy, co zapobiega ścięciu przez mróz komórek roślinnych. Zdarzyło się, że raz nie włączyliśmy tego systemu, co spowodowało stratę 70 proc. plonów w ciągu jednej nocy. Są też czynniki pogodowe, na które nie mamy żadnego wpływu, takie jak np. grad. Nasza działalność jest więc obarczona dużym ryzykiem.

    A co z innymi zagrożeniami, np. chmarami głodnych ptaków?

    W.G.: Szczególnie niebezpieczne dla naszych upraw są szpaki, które przemieszczają się w dużych grupach. Zdarza się, że robią nalot, powodując wielkie zniszczenia w krótkim czasie. Nie tylko zjadają winogrona, lecz także je dziobią, z uszkodzonych gron wycieka sok, a owoce gniją. Winiarze odstraszają je za pomocą nagrań dźwiękowych drapieżnych ptaków i armatek hukowych. Nie zawsze jest to jednak skuteczne. Przypadkiem znaleźliśmy lepszy sposób. Jeden z pracowników – Krzysztof Ptaszek – znalazł dwa młode jastrzębie, które wypadły z gniazda. Uratował je, wykarmił, przez rok chodził z nimi po polach. Kiedy je wypuścił, założyły gniazdo w pobliżu i skutecznie odstraszają szpaki. Problemy sprawiają też inne zwierzęta. Jest ich dużo, ponieważ działamy w czystym ekologicznie terenie. Największe zniszczenia powodują dziki.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

    25 lat i 5 generacji technologii hybrydowej Toyoty

    25 lat temu zadebiutowała Toyota Prius, pierwszy seryjny samochód z napędem hybrydowym. Teraz wraz z Corollą Cross i Corollą z rocznika 2023 na rynek wchodzi piąta generacja napędu hybrydowego, która przewyższa poprzednie rozwiązania pod względem dynamiki, kultury pracy i wydajności. Obecnie hybrydy to najważniejszy napęd w gamie Toyoty, który odpowiada za ponad połowę sprzedaży marki w Polsce i w Europie.

    Od 1997 roku Toyota opracowała 5 generacji napędu hybrydowego, a jej gama samochodów hybrydowych rozrosła się do ponad 40 modeli z niemal wszystkich segmentów. Łączna sprzedaż hybryd produkcji Toyoty przekroczyła 20 milionów pojazdów, a ostatnie 10 milionów opuściło salony w ciągu pięciu lat. Na całym świecie samochody te pokonują łącznie ponad 0,5 miliarda kilometrów dziennie.

    Hybrydy Toyoty w Polsce

    W Polsce sprzedaż hybryd rozpoczęła się w 2004 roku i do dziś przekroczyła 190 000 aut. Pierwszym modelem z tym napędem dostępnym w polskich salonach był Prius 2. generacji. Trzecia generacja hybrydowego liftbacka, która na całym świecie stała się synonimem ekologicznego samochodu, trafiła na rynek w 2009 roku, a rok później dołączył do niego Auris wyposażony w ten sam napęd. Premiera Aurisa Hybrid wyznacza początek nieprzerwanego wzrostu sprzedaży hybryd Toyoty w Polsce, który trwa do dziś. W 2012 roku wraz z Yarisem Hybrid napęd hybrydowy po raz pierwszy na polskim rynku wykroczył poza segment C.

    Kolejny model Priusa wprowadził na światowe rynki w 2015 roku napęd hybrydowy czwartej generacji opracowany w nowej architekturze TNGA. Od tego momentu gama hybryd Toyoty w Polsce zaczęła się szybko rozrastać. W 2016 roku zadebiutował crossover Toyota C-HR, który powstał na tej samej co Prius platformie TNGA-C i otrzymał ten sam napęd hybrydowy 1.8 122 KM. Wraz z tym modelem Toyota po raz pierwszy poszerzyła swoją ofertę w Europie o kompaktowego SUV-a, jednocześnie wprowadzając od tego segmentu technologię hybrydową.

    Rekordowa popularność Corolli Hybrid

    Modelem, który zmienił reguły gry na polskim rynku, stała się Corolla 12. generacji. Debiutujące w 2019 roku auto powstało na platformie TNGA-C i otrzymało dwa napędy hybrydowe czwartej generacji do wyboru – układ 1.8 122 KM i nowy napęd Hybrid Dynamic Force 2.0 184 KM. Corolla Hybrid zastąpiła hybrydowego Aurisa i stała się pierwszym modelem z niskoemisyjnym napędem, którego roczna sprzedaż w Polsce przekroczyła 10 000 egzemplarzy. W 2021 roku, trzecim roku obecności na rynku, Corolla stała się najpopularniejszym samochodem w Polsce, a jej hybrydowe wersje pokonały barierę 16 000 egzemplarzy.

    Elektryczny napęd na cztery koła

    W 2016 roku w salonach pojawił się jeszcze jeden obok Toyoty C-HR hybrydowy SUV – RAV4 Hybrid. Wraz z nim zadebiutował w Europie hybrydowy napęd na cztery koła E-FOUR, obecnie znany jako AWD-i. RAV4 2016 korzystał z układu hybrydowego trzeciej generacji, który w odmianie E-FOUR miał dodatkowy silnik elektryczny przy tylnej osi, uruchamiany automatycznie w warunkach słabszej przyczepności. W 2019 roku do salonów weszła kolejna generacja RAV4, która obok architektury TNGA otrzymała napęd hybrydowy czwartej generacji, zarówno w układzie FWD, jak i AWD-i.

    Nowy model i nowa technologia

    Tegoroczna premiera Corolli Cross wprowadza na rynek napęd hybrydowy piątej generacji oraz trzecią generację układu AWD-i. To pierwszy raz, kiedy kolejna odsłona technologii hybrydowej Toyoty debiutuje w innym modelu niż Prius. Corolla Cross otrzymała 197-konny układ Hybrid Dynamic Force oparty na silniku 2.0. W przyszłym roku do kompaktowego crossovera dołączy Corolla jako drugi model napędzany hybrydą najnowszej generacji. Najpopularniejszy samochód na świecie będzie oferował dwie wersje napędowe – układ z silnikiem 2.0 197 KM oraz napęd 1.8 140 KM.

    Obecnie gama modelowa Toyoty w Polsce składa się z ośmiu modeli hybrydowych, w tym pięciu SUV-ów z wszystkich segmentów – od miejskiego Yarisa Cross po 7-osobowego Highlandera. Cztery z nich są dostępne z napędem AWD-i.

    Konstrukcja napędu hybrydowego Toyoty

    Podstawowe zasady konstrukcji i działania pełnego napędu hybrydowego, opracowanego przez Toyotę, pozostają niezmienne od samego początku. Układ hybrydowy to połączenie silnika benzynowego i elektrycznego, generatora oraz akumulatora trakcyjnego. Całością steruje komputer za pośrednictwem przekładni planetarnej, która stanowi serce układu. Przekładnia składa się z kilku kół zębatych. Jest zwarta, lekka i nie zawiera sprzęgieł ani pasów. Układ poszczególnych zębatek jest kluczowy dla funkcjonalności napędu hybrydowego Toyoty i jest objęty patentem.

    Początki napędu hybrydowego – przełomowa technologia

    Choć podstawowe założenia budowy układów hybrydowych Toyoty są stałe, w ciągu 25 lat technologia ta została tak bardzo rozwinięta, że jej wydajność wzrosła o ponad 50%. Prius pierwszej generacji, choć jako sedan segmentu B wyglądał skromnie, pod maską krył bardzo zaawansowaną technologię. Prawdziwym przełomem w konstrukcji zelektryfikowanych napędów okazała się opatentowana przez Toyotę przekładnia planetarna, dzięki której samochód hybrydowy może ruszyć bez uruchomienia silnika benzynowego, korzystać w pełnym zakresie prędkości auta z wąskiego przedziału najbardziej efektywnych obrotów silnika spalinowego oraz ładować baterię zarówno podczas jazdy, jak i postoju. Przekładnia pierwszego Priusa zarządzała pracą silnika benzynowego 1.5 o mocy 58/72 KM, silnika elektrycznego o mocy 40/44 KM, generatora i baterii niklowo-wodorkowej przy użyciu falownika zamieniającego prąd zmienny na stały i odwrotnie.

    Druga generacja – konwerter Boost

    W drugiej generacji napędu hybrydowego zwykły falownik został zastąpiony konwerterem Boost, który nie tylko zmienia prąd między stałym a zmiennym, ale zwiększa napięcie. Jest to rewolucyjna zmiana, która pozwoliła zastosować baterię trakcyjną nawet o 3-krotnie mniejszym napięciu nominalnym niż napięcie silników elektrycznych. Zmniejszono także liczbę ogniw baterii z 228 do 168, co pozwoliło ograniczyć jej wielkość i umieścić pod podłogą. Współcześnie przy wysokich cenach surowców potrzebnych do wytwarzania baterii konwerter Boost znacząco obniża koszty produkcji hybryd. Prius drugiej generacji nadal był napędzany silnikiem 1,5 l, ale jego moc wzrosła do 79 KM, a większy silnik elektryczny generował 68 KM mocy.

    Trzecia generacja – skrzynia redukcyjna

    Począwszy od trzeciej generacji hybryd, z przekładnią planetarną współpracuje skrzynia redukcyjna, która pozwala wydajniej korzystać z silnika elektrycznego. Dzięki niej maksymalny moment obrotowy silnika elektrycznego był dostępny w znacznie większym zakresie obrotów niż w poprzednich generacjach. Hybrydy trzeciej generacji korzystały z udoskonalonej baterii niklowo-wodorkowej, lecz z jednym wyjątkiem. Minivan Prius + miał we wnętrzu trzy rzędy siedzeń, dlatego bateria nie mogła mieścić się pod tylną kanapą, jak w pozostałych modelach. Zamiast tego zastosowano mniejszy i lżejszy akumulator litowo-jonowy, zamontowany w podłokietniku.

    Standardowy napęd zastosowany w Priusie, a potem Aurisie otrzymał większy silnik 1,8 l, a moc całego układu wzrosła do 136 KM. Trzecia generacja zyskała też kilka innych wariantów o różnych wielkościach i mocach ze względu na to, że gama hybryd Toyoty na świecie została znacznie rozbudowana o modele z różnych segmentów. W Polsce oferta modeli z układem hybrydowym trzeciej generacji obejmowała obok Priusa i Aurisa z segmentu C także miejskiego Yarisa Hybrid i średniej wielkości SUV-a RAV4 Hybrid.

    Czwarta generacja – zupełnie nowa konstrukcja TNGA

    Napęd hybrydowy opracowany w technologii TNGA został gruntownie przebudowany, a każdy element jest mniejszy, lżejszy i bardziej wydajny od poprzednika. Hybrydy 4. generacji są o 41% bardziej wydajne od pierwszego modelu Priusa. Sprawność cieplna silnika benzynowego wzrosła do rekordowych 41%. Silniki elektryczne są mniejsze i lżejsze, a ich uzwojenie zmieniono na segmentowe, co zwiększa jego przekrój i umożliwia większe natężenia prądu. To przekłada się na większą moc i moment obrotowy, a jednocześnie ogranicza straty i ryzyko zwarcia. W porównaniu z pierwszym Priusem, hybrydy 4. generacji dysponują silnikami elektrycznymi o niemal trzykrotnie większej maksymalnej prędkości obrotowej (wzrost z 6 000 obr./min do 17 000 obr./min). Dzięki temu prędkość maksymalna samochodu w trybie EV wzrosła z 50 km/h do 130 km/h.

    W napędzie 4. generacji konstruktorzy umieścili silniki MG1 i MG2 na dwóch równoległych osiach, co pozwoliło zmniejszyć szerokość przekładni o 47 mm i jej masę o 20%. W tym rozwiązaniu można zastosować mniejszy silnik elektryczny, a i tak otrzymamy wysoki moment obrotowy na kołach. Wyższa efektywność baterii trakcyjnych pozwala zwiększyć ilość przyjmowanej i oddawanej energii w jednostce czasu o 30%. Obniżenie napięcia w baterii oraz mniejsze natężenie prądu sprawiają, że cały układ jest mniej obciążony, przez to bardziej efektywny.

    Piąta generacja – większa dynamika i przyjemność z prowadzenia

    Piąta generacja hybryd Toyoty wprowadza większą moc, lepsze osiągi oraz przyjemniejsze wrażenia z jazdy przy zachowaniu tej samej pojemności silnika benzynowego. Nowa Corolla z rocznika 2023, która wraz z faceliftingiem otrzymuje nową generację układów napędowych dla wszystkich trzech rodzajów nadwozia, stanowi dobrą podstawę do porównania obu technologii hybrydowych opracowanych w architekturze TNGA. Łączna moc napędu hybrydowego piątej generacji z silnikiem 1.8 wynosi 140 KM*, co jest wzrostem aż o 18 KM. Nowa hybryda rozpędza się od 0 do 100 km/h o 1,7 sekundy szybciej (9,2 sek.)*, notując emisję CO2 na podobnym poziomie (102 g/km)*. W przypadku układu z silnikiem 2.0 całkowita moc wzrosła do 196 KM*, a czas rozpędzania się od 0 do 100 km/h skrócił się o prawie pół sekundy do poziomu 7,5 s*. Wstępne pomiary wskazują, że nowy mocniejszy napęd będzie emitował od 107 g/km CO2* w cyklu mieszanym, o 3 g/km mniej niż aktualny, 184-konny napęd 2.0.

    Wszystkie elementy układu napędowego zostały udoskonalone – są około 20-30 procent mniejsze od tych w czwartej generacji, a wydajność napędu wzrosła o ponad 10%. Nowa bateria litowo-jonowa jest mniejsza i o 14% lżejsza od baterii litowo-jonowej stosowanej w napędach hybrydowych czwartej generacji, a jednocześnie ma o 14% większą moc i nowy układ chłodzenia. W porównaniu z baterią niklowo-wodorkową jej masa spadła o 18 kg. Silniki elektryczne zostały zaprojektowane od nowa. W układzie napędowym 1.8 moc silnika elektrycznego MG2 wzrosła aż o 23 KM, zaś w układzie 2.0 o 5 KM. Nowy jest także falownik o większej wydajności, jednostka sterująca PCU, która ograniczyła straty energii o 6%, oraz układy smarowania i rozprowadzania oleju, które wykorzystują olej o niskiej lepkości, zmniejszając straty mechaniczne.

    Współczesne hybrydy w miejskich warunkach są w stanie poruszać się nawet przez 70-80% czasu jazdy wyłącznie na silniku elektrycznym. Wykazują się rekordowo niskim spalaniem i emisją CO2 oraz substancji toksycznych. Hybrydy przyczyniają się także do radykalnego obniżenia emisji niespalinowych – dzięki hamowaniu z wykorzystaniem rekuperacji zostało znacząco ograniczone ścieranie klocków hamulcowych. Jednocześnie prostota konstrukcji hybrydowego układu napędowego gwarantuje wysoką niezawodność.

    Toyota przyjmuje zamówienia na GR Yarisa 2023

    Toyota GR Yaris cieszy się ogromną popularnością na całym świecie, ale nie każdy ma okazję stać się posiadaczem auta, ponieważ jego produkcja jest ściśle limitowana. Właśnie nadarza się okazja, by zamówić jeden z wyjątkowych pojazdów, bowiem dealerzy Toyoty rozpoczynają przyjmowanie zamówień na nową pulę 100 egzemplarzy.

    GR Yaris jest uważany za jeden z najbardziej udanych sportowych samochodów w historii Toyoty. Model homologacyjny rajdowego GR Yarisa Rally1 powstał dzięki wiedzy i doświadczeniu zespołu TOYOTA GAZOO Racing, który zdominował tegoroczny sezon WRC, zdobywając tytuły mistrza świata producentów, kierowców i pilotów. Seryjny GR Yaris został tak skonfigurowany, by mógł odnosić sukcesy w lokalnych rajdach i wyścigach.

    GR Yaris zadebiutował na rynku dwa lata temu jako drugi po GR Suprze globalny model z linii bezkompromisowych sportowych samochodów GR (Gazoo Racing). Jego produkcja w wyspecjalizowanej fabryce GR Factory w Japonii ruszyła 24 października 2020 roku.

    Do tej pory do Polski trafiło w kilku seriach łącznie 1 078 egzemplarzy GR Yarisa, które błyskawicznie znalazły nabywców. Niemal wszystkie (97% aut) to pojazdy z wyposażeniem Dynamic i pakietem Sport, dzięki któremu auto jest jeszcze lepiej przygotowane do wyczynowej jazdy. Pakiet Sport zawiera mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu LSD Torsen z przodu i z tyłu, zawieszenie dostrojone do jazdy po torze oraz kute felgi aluminiowe 18” z oponami Michelin Pilot Sports 4s. Najpopularniejszym kolorem nadwozia sportowego Yarisa jest lakier Pearl White, który wybrało 38% kupujących.

    Dzięki staraniom polskiego oddziału Toyoty GR Yaris powraca na nasz rynek za sprawą limitowanej puli 100 egzemplarzy. Salony marki rozpoczynają przyjmowanie zamówień 23 listopada 2022 roku.

    GR Yaris został zaprojektowany zupełnie od początku, niezależnie od Yarisa czwartej generacji. Auto powstało w architekturze TNGA na unikalnej płycie podłogowej, zbudowanej z przedniej części platformy GA-B Yarisa i tylnej części GA-C Corolli. To umożliwiło wyposażenie go w unikalny sportowy napęd na cztery koła GR-FOUR, który rozdziela moc między przednią a tylną oś w proporcjach odpowiednich do jazdy sportowej, jazdy po torze lub do codziennego poruszania się po publicznych drogach.

    Samochód przyspiesza od 0 do 100 km/h w 5,2 s za sprawą trzycylindrowego silnika 1,6 l turbo o mocy 261 KM, który współpracuje z manualną, 6-stopniową skrzynią biegów. Inżynierowie TOYOTA GAZOO Racing poświęcili wiele uwagi ograniczeniu masy pojazdu i aerodynamice nadwozia. Dzięki temu samochód waży tylko 1280 kg, a jego stosunek masy do mocy wynosi 4,9 kg/KM. To wszystko sprawia, że GR Yaris jest nie tylko bardzo dynamiczny, ale daje niezwykłą radość z prowadzenia dzięki świetnym właściwościom jezdnym.

    Beata Drzazga otrzymała Nagrodę Indywidualną z rąk Prezydenta Andrzeja Dudy

      W czwartek 17 listopada, na Uniwersytecie Rzeszowskim podczas VII edycji „Kongresu 590”, Prezydent Andrzej Duda wręczał Nagrody Gospodarcze Prezydenta RP. Nagrodę Indywidualną od Prezydenta dla osoby wyróżniającej się wybitnymi zasługami dla rozwoju polskiej gospodarki i przedsiębiorczości otrzymała Beata Drzazga – założycielka i prezes kilku firm, w tym największej w Polsce firmy medycznej świadczącej usługi opieki długoterminowej BetaMed S.A.

      Beata Drzazga pierwszą z kilku firm – BetaMed S.A. założyła w roku 2001 i rozbudowała do 91 filii świadczących usługi opieki długoterminowej aż w 11 województwach w Polsce. W firmie znajduje zatrudnienie ponad 3250 osób, które pielęgnują osoby dorosłe oraz dzieci tak w ich domach jak i w klinice BetaMed w Chorzowie. Stworzyła miejsce, w którym chciała pokazać jak powinno się traktować pacjentów. Wraz ze swoimi pracownikami zbudowała miejsce dla ludzi cierpiących.  Empatyczne podejście personelu BetaMed S.A. szybko  spowodowało, że usługi firmy znane są z dobrej jakości w całej Polsce. Siłą BetaMedu jest nadrzędna życiowa wartość jej założycielki i pracowników – EMPATIA. Ta wartość od zawsze motywowała ją do działania i budziła coraz to nowe pokłady przedsiębiorczości. Dziś Beata Drzazga jest również właścicielką i prezesem BetaMed International w Las Vegas, a jako uczestnik i współorganizator misji gospodarczych pomiędzy Nevadą a Polską, została uhonorowana tytułem Pierwszego Ambasadora Biznesu Nevady. Dzięki jej staraniom w czasie trwania misji podpisana została współpraca między Polską, a Nevadą. Zafascynowana sztuczną inteligencją współorganizuje w Dolinie Krzemowej konferencje nowych technologii. W Polsce założyła również 5 lat temu klinikę laseroterapii Drzazga Clinic, gdzie zakupiła najbardziej nowoczesny sprzęt do wszelkich zabiegów laseroterapii. W Katowicach 16 lat temu otworzyła dom mody ekskluzywnej Dono da Scheggia, który organizuje pokazy mody na świecie. Laureatka jest kobietą wszechstronnie wykształconą i wyróżnioną setkami ilości nagród za działalność gospodarczą i filantropijną. Od roku pełni funkcję dziekana wydziału Medycznego Akademii Górniczej w Katowicach, gdzie wykłada o komunikacji i empatii w opiece nad pacjentem.

      Jestem zaszczycona tym, że otrzymałam nagrodę właśnie indywidualną za pracę na wielu polach mojej działalności. Otrzymałam setki nagród, ale ta daje mi odczucie wyjątkowego wyróżnienia! Po pierwsze, jest ona przyznawana przez Prezydenta, po drugie do tej kategorii wybierana jest tylko jedna osoba i po trzecie jest to nagroda dla osoby, a nie dla firmy. Od zawsze staram się, aby usługi wszystkich moich firm wyróżniały się nienaganną jakością, i w ten sposób dbam nie tylko o swój wizerunek jako pracodawcy i marki, ale przede wszystkim wizerunek polskiego przedsiębiorcy. Od kilku lat moją misją jest przekonywanie innych przedsiębiorców do tego, że miarą sukcesu jest wypracowanie go z innymi, a nie ich kosztem. Namawiam wszystkich, aby nie patrzyli tylko na pieniądze, bo po drodze są przede wszystkim ludzie. Głoszę, że ważny jest szacunek, pokora i miłość do ludzi. Uważam, że największym sukcesem jest to, że odnosimy sukcesy, ale zawsze pozostajemy sobą.

      Celem przyznawanych przez Prezydenta Polski nagród gospodarczych, przyznawanych już od 20 lat przez byłych Prezydentów Polski, jest wspieranie krajowych przedsiębiorców i wyróżnienie tych najlepszych. W tym roku nagrody zostały rozdane w siedmiu kategoriach, ale Nagroda Indywidulana przypadła tylko jednej osobie – Beacie Drzazga, która podobnie jak przedstawiciele nagrodzonych firm, przestrzegając zasad odpowiedzialnego biznesu przyczynia się do rozwoju polskiej gospodarki, daje wiele miejsc pracy i promuje jej pozytywny wizerunek na świecie.

       

       

      PANEK CarSharing z promocją Black Weeks -50% na pakiety dobowe i tygodniowe

      Operator usługi wynajmu samochodów na minuty, godziny i dni PANEK CarSharing wprowadził promocję na zakup pakietów dobowych i tygodniowych. Akcja wpisuje się w światowy trend czasowego oferowania swoich usług w obniżonych cenach Black Weeks, a obniżka cen sięga 50%.

      Black Weeks i kulminacyjny Black Friday są jedną z najpopularniejszych form promocji produktów i usług na świecie. Oferenci prześcigają się w wymyślaniu szalonych promocji, a wśród najbardziej odważnych w tym sezonie znalazł się PANEK CarSharing, który obniżył ceny swoich pakietów dobowych i tygodniowych o połowę, co spowodowało, że obecnie oferuje najtańszą usługę wynajmu samochodów na polskim rynku w ujęciu dobowym. Oferta dotyczy pakietów w grupach ECONOMY, STANDARD i COMFORT, a samochód można wynająć już od kwoty 59,50 zł/dobę. W akcji bierze udział 2500 pojazdów, które dostępne są w strefach na terenie całego kraju.

      „Celem akcji promocyjnej jest nie tylko popularyzacja usługi carsharingu wśród Polaków. Zależy nam na dotarciu z ofertą do naszych stałych użytkowników, którym w ten sposób chcemy podziękować za korzystanie z usług wypożyczalni PANEK. Celujemy również w aktywizację klientów, którzy mają zarejestrowaną usługę wynajmu samochodów na minuty, godziny i dni, ale do tej pory jeszcze nie z niej nie skorzystali. Mamy nadzieję, że nasza oferta Black Weeks skłoni cześć z nowych użytkowników do przetestowania nas po okazyjnej cenie. Według statystyk, aż 30% użytkowników PANEK CarSharing korzysta z pakietów czasowych, głównie dobowych. To bardzo wygodna opcja, gdzie samochód jest do dyspozycji przez cały dzień, a rozliczenie podróży następuje wyłącznie na podstawie przejechanych kilometrów” – tłumaczy Leszek Leśniak, Dyrektor Zarządzający PANEK CarSharing. „Obserwujemy systematyczny wzrost liczby użytkowników, którzy okazjonalnie korzystają z auta, szczególnie w sytuacjach awaryjnych, ale także tych, którzy korzystają z samochodów jedynie weekendowo, realizując przejazdy wakacyjne, lub przemieszczając się pomiędzy miastami w celach zarobkowych. Tak często dzieje się w przypadku dużych aglomeracji i mniejszych miast oddalonych od nich o 100 do 200 km. Przykładem mogą być przejazdy z Lublina do Warszawy na początku tygodnia i z powrotem do Lublina w piątki.” – dodaje Leszek Leśniak.

      Należy podkreślić, że carsharing jest obecnie najbezpieczniejszą formą przemieszczania się ze wszystkich, wykorzystujących do tego samochody. To użytkownik jest kierowcą pojazdu i sam decyduje o bezpieczeństwie własnym i swoich pasażerów. Pakiety dobowe w PANEK CarSharing są idealnym rozwiązaniem dla każdego, kto potrzebuje samochodu na określony czas oraz doskonałą alternatywą dla tradycyjnych wypożyczalni samochodów. Aby skorzystać z auta wystarczy pobrać na swój smartfon aplikację dostępną w Sklepie Play i na AppStore i zarejestrować się w usłudze postępując zgodnie z przewodnikiem instalacji w aplikacji. Wystarczy podać swoje podstawowe dane, zrobić zdjęcie prawa jazdy oraz selfie potwierdzające tożsamość oraz wybrać jedną z kilku opcji płatności (karta płatnicza, przedpłata, portfel elektroniczny). Można również zarejestrować się w usłudze w jednym z 16 punktów PANEK w całym kraju.

      Serum młodości

        Dr n. med. Rafał Kuźlik, współwłaściciel kliniki SaskaMed, mówi o rewolucyjnej metodzie medycznego wykorzystywania osocza bogatopłytkowego (PRP).

        SaskaMed stale rozwija zakres usług, oprócz medycyny estetycznej ważne miejsce zajmuje również chirurgia. Czekacie na supernowoczesnego robota dotworzenia osocza bogatopłytkowego.

        W Polsce wykorzystanie tego urządzenia jest jeszcze rzadkością, natomiast na Zachodzie wyznacza już ono nowe standardy w leczeniu.

        Może pan nam przybliżyć, do czego konkretnie jest wykorzystywane?

        Pobraną od pacjenta krew przygotowuje, odpowiednio ją preparując. Dzieje się to całkowicie automatycznie bez ingerencji człowieka. W ten sposób powstaje osocze bogatopłytkowe całkowicie pozbawione frakcji ubogopłytkowych.

        Do czego się je wykorzystuje?

        Jest to preparat własny, autologiczny, więc bardzo bezpieczny. Zawiera płytki krwi, które po podaniu do organizmu aktywują się i powodują jego regenerację.

        Czyli coś w rodzaju serum młodości?

        No, właściwie można by to tak nazwać. Preparat działa regenerująco, na przykład poprawia gojenie ran, poprawia jakość skóry i włosów. Generalnie regeneruje tkanki, do których zostanie zaaplikowany, i ma bardzo szerokie zastosowanie. Wyjątkowość tego preparatu polega na tym, że jest on całkowicie naturalny. Leczymy się czymś, co w całości pochodzi z naszego organizmu, więc nie ma obaw o odrzucenie lub powikłania. Ma również wyjątkowe działanie w domenie związanej z naszą seksualnością.

        Na czym ono polega?

        Na przywróceniu prawidłowych odczuć seksualnych w przypadku kobiet i leczeniu zaburzeń erekcji u mężczyzn.

        W jaki sposób preparat jest aplikowany pacjentom?

        Miejscowo. Na przykład kobietom cierpiącym na zaburzenia odczuć związanych z orgazmem podaje się w łechtaczkę i okolice przedniej ściany pochwy. Mężczyznom w penisa. Lepsze ukrwienie tkanek, które jest wynikiem zabiegu, powoduje zwiększenie odczuwania, a co za tym idzie – przyjemności z seksu. Oczywiście, zabiegi wykonywane są w znieczuleniu miejscowym. Chciałbym jednak podkreślić, że podanie osocza nie spowoduje natychmiastowego 100 procentowego efektu. Na to trzeba poczekać i dać organizmowi szansę na regenerację i odtworzenie komórek. Chcę jeszcze raz podkreślić, że zastosowanie osocza daje bardzo wysokie prawdopodobieństwo osiągnięcia oczekiwanego rezultatu, a co najważniejsze, w porównaniu z preparatami wytworzonymi sztucznie nie powoduje żadnych skutków ubocznych. Oczywiście zabieg daje  efekt na kilka miesięcy, po tym czasie można go powtórzyć. Doskonały efekt daje w przypadku przywrócenia lub wzmocnienia orgazmu u kobiet.

        Czy można używać osocza również w ramach medycyny estetycznej twarzy?

        Jak najbardziej. Osocze powoduje regenerację komórek skóry i daje bardzo dobry efekt. Co najważniejsze, bez ryzyka powikłań. Skóra nie dość, że nabiera elastyczności, to jeszcze wolniej się starzeje. Ważna jest też świadomość, że zabiegi, które wykonujemy, nie dzieją się w próżni. U kobiet świadomych swego ciała, dbających o odpowiednią dietę, pielęgnację skóry, efekty systematycznego użycia osocza będą bardziej widoczne. Uprzedzając pytanie: nie ma odpowiedniego wieku do rozpoczęcia kuracji osoczem – to sprawa indywidualna, leżąca w sferze świadomości własnego ciała. Im szybciej zaczniemy o siebie dbać, tym efekt będzie lepszy.

        Wykonujecie również zabiegi liposukcji.

        Tak, ale oczywiście nie pełną, całego ciała w trakcie jednego zabiegu, bo to wymaga warunków szpitalnych w znieczuleniu ogólnym. My wykonujemy liposukcję częściową, na przykład ud lub brzucha czy ramion w znieczuleniu miejscowym.

        Kiedyś mówiło się, że są to kontrowersyjne i niebezpieczne zabiegi.

        Jedynym powikłaniem, oczywiście przy prawidłowo wykonanej liposukcji, bo o takiej mówimy, mogą być zatory tłuszczowe. W tym przypadku tkanka tłuszczowa może dostać się do naczyń krwionośnych i dalej do płuc, powodując zator. W opisanych przypadkach działo się tak tylko w przypadku zabiegów w znieczuleniu ogólnym, natomiast ani razu w trakcie znieczulenia miejscowego, ponieważ pacjent mimo tego, że nie czuje bólu, cały czas jest świadomy i kontroluje swój organizm, a naczynia krwionośne są obkurczone dzięki stosowanemu roztworowi do znieczulenia.

        Niektórzy, a zwłaszcza mężczyźni, liczą na to, że liposukcja da piorunujący efekt zmiany wyglądu.

        Wyjaśnijmy sobie najpierw, że liposukcja nie jest lekiem na odchudzanie. To nie jest tak, że ważę 150 kg, zrobię sobie liposukcję i będę ważył 90 i wyglądał jak Apollo. Tak to nie działa. Odsysanie tłuszczu można wykonać u pacjentów, którzy są do tego odpowiednio przygotowani.

        To znaczy?

        Przygotowali do tego organizm odpowiednią dietą i ćwiczeniami fizycznymi, czyli zrzucili wagę metodami naturalnymi. W takim przypadku liposukcją dokonujemy tylko korekty sylwetki, nadając jej pożądanej smukłości. Usuwamy tłuszcz, którego nie dało się zgubić metodami naturalnymi. W takich przypadkach nie musimy stosować plastyki, czyli wycinania zbędnych płatów skóry. Wystarczą jedynie zabiegi ujędrniające i napinające zwiotczałą skórę, na przykład radiofrekwencja lub fale uderzeniowe.

        Problemem sporej grupy mężczyzn, którzy nie uprawiają sportu, są tzw. damskie piersi. Czy w tym przypadku liposukcja też może być użyteczna?

        Jak najbardziej, ale najpierw musimy sprawdzić, czy zaburzenia wyglądu klatki piersiowej mają podłoże związane jedynie z otłuszczeniem, czy na przykład hormonalne. Jeśli to drugie, to trzeba się upewnić, że nie wynika ono z zaburzeń funkcjonowania prostaty. Jeśli nie hormonalne, to postępowanie jest standardowe, czyli dieta, ćwiczenia i liposukcja. Ewentualny nadmiar skóry, której nie da się usunąć, wycinamy i formujemy kształtną klatkę piersiową. Trzeba jednak pamiętać, że to, jak wyglądamy, nie zależy od lekarza, tylko przede wszystkim od nas samych.

        Bolt inwestuje dodatkowe 10 mln zł w jakość i bezpieczeństwo przejazdów

          Bolt wprowadza szereg zmian operacyjnych, które mają na celu podniesienie bezpieczeństwa i jakości przejazdów. Firma przeznaczy dodatkowe 10 mln zł na otwarcie kilkunastu Punktów Obsługi Kierowców oraz rozwój technologii i procesów weryfikacji współpracujących kierowców. W efekcie na platformie Bolt usługi będą mogli świadczyć tylko kierowcy, którzy dostosują się do zmian.  

          Strategiczna inwestycja w jakość i bezpieczeństwo

          Bolt przeznaczy 10 mln zł na wprowadzenie zmian, które mają na celu podniesienie jakości i bezpieczeństwa przejazdów taksówkami. W ten sposób firma wyznacza nowy standard dla branży w Polsce. Jest to kontynuacja ustawicznych działań firmy, które zmierzają do podnoszenia poziomu bezpieczeństwa i jakości świadczonych usług. Część przedstawionych rozwiązań stanowi wynik rozmów z przedstawicielami instytucji administracji publicznej, w czasie których zespół Bolt wsłuchiwał się w sugestie i oczekiwania ekspertów.

          • Rola lidera na rynku przewozu osób zobowiązuje. Bezpieczeństwo i komfort naszych użytkowniczek i użytkowników od zawsze były naszym priorytetem. Z uwagą dostosowaliśmy naszą codzienną pracę do wymogów centralnych i lokalnych administracji oraz dokonaliśmy znaczących inwestycji w obszarze bezpieczeństwa, regularnie wprowadzając nowe rozwiązania. Postanowiliśmy jednak pójść krok dalej, strategiczna inwestycja pozwoli nam wprowadzić prawdziwą zmianę – wyznaczyć nowy standard dla wszystkich firm z obszaru usług transportu taxi mówi Paweł Kuncicki, Country Manager Bolt w Polsce.

          Zaostrzona weryfikacja aut na platformie

          Podstawową zmianą wynikającą z nowych standardów jest obowiązkowe oznakowanie samochodów, co będzie weryfikowane przez wymóg dostarczenia zdjęcia. Dla użytkowniczek i użytkowników oznacza to, że wszystkie pojazdy na platformie Bolt będą oznakowane jako taksówki, co pozwoli uniknąć jakichkolwiek pomyłek.

          Punkty Obsługi Kierowców w całej Polsce

          Bolt uruchomi również Punkty Obsługi Kierowców. Pierwszy punkt zostanie otwarty już na początku przyszłego roku w Warszawie. Kolejnych 11 powstanie w największych polskich miastach. W punktach kierowcy będą musieli przedstawić konieczne dokumenty, a specjalnie przeszkolony zespół Bolt będzie je szczegółowo weryfikował przed dodaniem do platformy.

          Obowiązkowe identyfikatory kierowców taxi i badania psychologiczne

          Kolejnym wyróżnikiem nowych standardów będzie weryfikacja przez zespół Bolt dodatkowych dokumentów każdego partnerskiego kierowcy. Potwierdzeniem, że partnerzy stosują się do nowych wymagań będzie dostarczenie kopii identyfikatora kierowcy taxi, który musi się znaleźć w widocznym dla pasażerek i pasażerów miejscu w aucie wykonującym przejazd z aplikacją Bolt. Ponadto Bolt będzie weryfikował czy dany kierowca przebył odpowiednie badania psychologiczne i medyczne.

          • Poprzez zaostrzenie wymogów wobec partnerskich kierowców i flot potwierdzamy, że Bolt traktuje poważnie swoje zobowiązania wobec polskich władz i lokalnej społeczności. Tylko zaufanie użytkowniczek i użytkowników pozwoli nam realizować naszą misję poprawy jakości sektora transportu taxi w Polsce mówi Paweł Kuncicki, Country Manager Bolt w Polsce.

          Kierowcy oraz floty mają czas na dostarczenie dokumentów do końca grudnia.

          ***

          Bolt to europejska superaplikacja, której misją jest uczynienie mobilności miejskiej bardziej przystępną, bezpieczną i zrównoważoną.

          Bolt ma 100 milionów klientek i klientów w 45 krajach w Europie i Afryce. Celem firmy jest przyspieszyć rezygnację z prywatnych aut na rzecz współdzielonej mobilności, oferując lepsze rozwiązania dla różnych potrzeb, w tym przewozy, car-sharing i wypożyczalnię hulajnóg oraz dostawę jedzenia i artykułów spożywczych.

          Nowe rozwiązanie dla osiągania wyższych zysków w e-commerce

            Ostatnie lata to punkt zwrotny dla światowej branży e-commerce. Również sprzedaż online za granicę – czyli cross-border e-commerce – to duża szansa na wzrost przychodów i większe zyski dla wielu polskich przedsiębiorców. Aby rozwijać biznes międzynarodowy i chronić profity, warto poważnie podejść do rozliczeń i odpowiednio zarządzać ryzykiem walutowym. Jedno z ciekawszych rozwiązań to lokalne rachunki walutowe w krajach, w których sprzedajemy online. Takie rozwiązanie z polskim serwisem od fintechu Ebury jest dostępne już na 10 rynkach.

            Jak każdy model biznesowy, również handel elektroniczny ma swoją specyfikę w zakresie potrzeb i wymogów dotyczących zarządzania finansami. Dobrym przykładem są chociażby możliwości inkasa środków w krajach, których sprzedajemy towary lub oferujemy usługi.

            Brak możliwości otrzymania środków w walucie kraju, w którym sprzedajemy – we własnym sklepie internetowym lub na marketplace – to realny problem, za którym idą niemałe straty. Wiedzą o tym przedsiębiorcy, sprzedający towary za pośrednictwem internetu kontrahentom w innych krajach, czyli w kanale cross-border e-commerce. Wynika to z reguł i automatycznych procesów stosowanych przez operatorów płatności oraz platformy marketplace. Są one źródłem dodatkowych, zbędnych kosztów dla firm.

            Posiadanie własnego konta w funtach brytyjskich w Wielkiej Brytanii, euro we Francji lub dolarach amerykańskich w Stanach Zjednoczonych zdecydowanie poprawia komfort, szybkość i efektywność kosztową prowadzenia działalności.

            Sprzedawca musi wskazać do rozliczeń konto walutowe i uzgodnić walutę, w jakiej będzie otrzymywać wpływy z marketplace. Gdy konto nie znajduje się w kraju, w którym stosuje się daną walutę, środki i tak zostaną przewalutowane przez operatora płatności, co dla przedsiębiorcy jest zawsze niekorzystne i zmniejsza jego zyski wyjaśnia Maciej Michalski, lider zespołu e-commerce w Ebury Polska. – Dlatego wyszliśmy z rozwiązaniem dotychczas trudno dostępnym w Polsce, które ma ułatwić rozliczenia i ochronić zyski sprzedającego. Nasze lokalne rachunki walutowe działają już na 10 rynkach, w tym w Wielkiej Brytanii, krajach strefy euro, na Węgrzech i w USA, a konta są dostępne na jednej wspólnej platformie z polskojęzycznym serwisem operacyjnym i wsparciem naszych specjalistów.

            Skąd się bierze dodatkowe przewalutowanie u operatorów płatności?

            Dla pośredników w operacjach bankowych kluczowy jest specyficzny numer rachunku np. IBAN, czyli numer rachunku bankowego wyrażony w standardzie międzynarodowym i powiązany z krajem, w którym założone jest dane konto. W przypadku banków z siedzibą w Polsce jest więc poprzedzony skrótem „PL” – nawet jeżeli rachunek jest prowadzony w walucie obcej. Systemy rozliczeniowe rozpoznają ten numer najczęściej jako rachunek w złotych w Polsce i zamiast wybranej waluty, która została przelana na konto firmy (np. euro), otrzymamy złote przeliczone po niekorzystnym kursie.

            Część handlujących w kanale e-commerce niechętnie wymienia całość przychodów na złote. Gdyby pozostawiono im wybór, to mieliby szansę na wymianę walut po korzystniejszych kursach i w najdogodniejszym dla siebie momencie, jak pokazuje przykład naszych klientówpodkreśla ekspert Ebury.

            W wyniku wysokiego spreadu walutowego (czyli różnicy między cenami kupna i sprzedaży waluty) kwoty, które wpływają na konto w złotych po automatycznej operacji przewalutowania – wykonanej przez platformę e-commerce bądź operatora systemu płatniczego – mogą być nawet do kilku proc. niższe w stosunku do tych wymienionych po najlepszym rynkowym kursie.

            Wirtualny IBAN i obsługa w Polsce rozwiązaniem bolączki cross-border e-commerce

            Aby uniknąć przewalutowania, można co prawda spróbować założyć konto bezpośrednio w kraju sprzedaży, np. w Kanadzie albo na Węgrzech, i dzięki temu otrzymywać środki w lokalnej walucie. Jest to jednak czasochłonny i kosztowny proces, zwykle niedostępny m.in. dla małych i średnich polskich przedsiębiorstw.

            Z pomocą przychodzi wirtualny numer rachunku IBAN – rozwiązanie połączone z lokalnymi kontami walutowymi, które udostępnia Ebury jako regulowana instytucja płatnicza. Taki rachunek posiada wszelkie funkcjonalności rachunku bankowego i stanowi korzystne narzędzie rozliczeniowe dla sprzedawców elektronicznych.

            Wirtualny IBAN zapewnia firmom sprzedającym lub kupującym online za granicą bezpieczne otrzymanie zapłaty w walucie danego kraju. Umożliwiają to numery IBAN poprzedzone skrótami przypisanymi na rynku bankowym do konkretnych państw, a co za tym idzie – krajowych walut.

            Globalny fintech Ebury obecnie umożliwia założenie konta i dokonywanie transakcji online bez kosztownego przewalutowania już na 10 rynkach i w takich walutach jak:

            • Wielka Brytania (w funtach brytyjskich, GBP),
            • Węgry (w forintach, HUF),
            • strefa euro (w euro, EUR) – IBAN belgijski, niderlandzki, francuski oraz hiszpański (każdy z nich uprawnia do przeprowadzania transakcji w całej UE bez przewalutowania),
            • Bułgaria (w lewach bułgarskich, BGN),
            • Australia (w dolarach australijskich, AUD),
            • Nowa Zelandia (w dolarach nowozelandzkich, NZD),
            • Kanada (w dolarach kanadyjskich, CAD),
            • Stany Zjednoczone (w dolarach amerykańskich, USD),
            • Hongkong (w dolarach hongkońskich, HKD),
            • Polska (w złotych polskich, PLN) – konto dostępne również dla zagranicznych podmiotów sprzedających produkty polskim klientom.

            Założone konta walutowe są zebrane na jednej wspólnej platformie. Jej polskojęzyczny serwis wyróżnia Ebury na polskim rynku – co ważne, również cały proces rejestracji klientów, ich obsługa, jak i dokumentacja są dostępne w języku polskim. Klienci mogą dodatkowo także uzyskać od fintechu finansowanie zakupów towarów, którymi handlują.

            Polscy przedsiębiorcy będą szukać możliwości zwiększenia eksportu i dywersyfikacji przychodów podkreśla Jakub Makurat, Country Manager Ebury na Polskę, Czechy, Słowacja i kraje bałtyckie. – Zapewniamy im istotny element know-how, czyli rozwiązania, które umożliwiają sprawne rozliczenia, spełniające wszystkie wymagania prawne na danym rynku eksportowym. Będziemy rozwijać usługi w tym zakresie, bo rynek cross border e-commerce ma w Polsce ogromny potencjał rozwoju. Jak sądzę – pod względem wartości i tempa wzrostu jeszcze większy niż e-commerce na rynku krajowym.

            ***

            O Ebury:

            Ebury to globalna instytucja płatnicza, mająca status instytucji pieniądza elektronicznego. Zespół fintechu, liczący ponad 1 400 specjalistów, pracuje w 32 oddziałach oraz biurach zlokalizowanych w 21 krajach na czterech kontynentach. Fintech specjalizuje się w usługach finansowych dla sektora MSP i dużych przedsiębiorstw. Pomaga eksporterom i importerom rozwijać biznes na rynkach zagranicznych, eliminując bariery w obszarze rozliczeń, finansowania handlu, transakcji walutowych oraz zarządzania ryzykiem kursowym.

            Ebury umożliwia transakcje dla firm w ponad 130 walutach (m.in. chiński juan, czeska i szwedzka korona, lira turecka, rupia indyjska, real brazylijski, tajski bat, meksykańskie peso). Prowadzi także konta dla firm w lokalnych walutach w ponad 20 krajach, w tym w Hong Kongu, Kanadzie, Australii, na Węgrzech oraz w Wielkiej Brytanii.

            Ebury jest członkiem Izby Gospodarki Elektronicznej, gdzie działa w grupie roboczej ds. cross-border e-commerce. Firma organizuje liczne inicjatywy edukacyjne dotyczące poszerzania wiedzy przedsiębiorców rozwijających handel zagraniczny online.

            Ważne Informacje

            Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

            Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

            AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

            Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

            Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

            Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

            Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

            Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

            Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

            Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

            Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...