.
Strona główna Blog Strona 104

Nowoczesna myśl biznesowa w relokacji

    Tysiące ton, dziesiątki tysięcy kilometrów, setki zrealizowanych kontraktów. Relokacja maszyn przemysłowych, a także całych parków technologicznych to nie lada wyzwanie. Firmy, które specjalizują się w tego typu projektach to absolutny crème de la crème nowoczesnej myśli biznesowej. Właśnie one mogą pochwalić się imponującymi wynikami, choć sama branża uchodzi raczej za niszową. Może właśnie w niewielkiej konkurencji rynkowej, a przy jednocześnie wysokim progu wejścia tkwi sekret sukcesu branży relokacyjnej? O to i wiele więcej zapytaliśmy Roberta Samczyka, założyciela spółki MS INDUSTRY.

    Blisko dwa lata na rynku i MS INDUSTRY już podbija polski rynek relokacyjny.

    Faktycznie już teraz możemy pochwalić się najnowocześniejszym parkiem maszynowym w całym kraju i jednym z najbardziej innowacyjnych i niszowych w Europie, a dynamika rozwoju przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Zaczęliśmy w 2020 roku, a więc w momencie ogromnej niepewności z perspektywy przedsiębiorców. Niemniej jednak pandemia nas nie dotknęła, a na potencjalnie kryzysogenne wyzwania odpowiedzieliśmy bardzo konkretnie. Przykładowo na uderzenie w branżę automotive, a więc jeden z kluczowych rynków dla naszej firmy, zareagowaliśmy bardzo szybko, nawiązując współpracę z pozostałymi branżami produkującymi m.in papier, tekturę, opakowania plastikowe czy też materiały budowlane, które podczas pandemii radziły sobie bardzo dobrze.

    Właśnie dzięki zapleczu sprzętowemu, które nie jest spotykane na rodzimym rynku, zespół MS INDUSTRY zdeklasował konkurencję?

    Bardzo się cieszę, że zaznaczył pan istotę zespołu, ponieważ właśnie nasi specjaliści i specjalistki stanowią największą siłę napędową MS INDUSTRY. Ponadto wykonując usługi na najwyższym poziomie są najlepszą wizytówką firmy oraz głównym powodem, dla którego

    Klienci do nas wracają. Ich doświadczenie, wiedza oraz zaangażowanie w połączeniu z unikatowym parkiem maszynowym pozwalają nam na podejmowanie nawet najbardziej skomplikowanych wyzwań w dziedzinie montażu oraz relokacji maszyn. Jeżeli chodzi o sprzęt, który mamy – dla przykładu na rynku polskim funkcjonują wyłącznie trzy specjalistyczne dźwigi pewnego producenta, który gwarantuje skuteczność pracy nawet na najciaśniejszych powierzchniach przemysłowych. Umożliwiają montaż elementów o wadze do 60 ton z zachowaniem szczególnej ostrożności. Z ogromną dumą mogę powiedzieć, że właśnie te trzy dźwigi na stałe należą do zaplecza MS INDUSTRY.

    Niektóre modele Waszego sprzętu robią niesamowitą furorę nawet w kręgach niezwiązanych z branżą relokacyjną.

    Też słyszałem wyjątkowo pozytywne głosy osób spoza naszej niszy. Dobrymi przykładami są w pełni elektryczny dźwig o maksymalnym udźwigu do 60 ton oraz elektryczna suwnica hydrauliczna ENERPAC SL400 z przesuwem bocznym o udźwigu do 400 ton — całkowity unikat w skali kraju. Właśnie taki sprzęt pozycjonuje nas w absolutnej czołówce firm w Polsce. Biorąc pod uwagę niektóre czynniki, jesteśmy spółką na pierwszym miejscu podium. Niedawno zakupiliśmy również suwnicę hydrauliczną również firmy ENERPAC, tym razem jest to model SBL1100 o udźwigu 1100 ton – jedno z sześciu tego typu urządzeń w Europie.

    Park maszyn MS IINDUSTRY może się także pochwalić sprzętem nieco mniejszych gabarytów?

    Oczywiście, że tak – to właśnie tego typu pojazdy są podstawą naszej pracy. W tej kategorii mogę jednym tchem wymienić wózek widłowy RMF – niepozorny, acz z udźwigiem 8 ton, wręcz idealny do mniejszych elementów fabrycznych i magazynowych. Nieco mniejszy udźwig, bo 7–tonowy ma wózek HYSTER, który wyposażony jest w hydrauliczny żurawik imitujący prace dźwigu. Idealnie sprawdza się przy pracach z urządzeniami o mniejszej wadze i gabarytach. Moją absolutną dumną wśród urządzeń mobilnych jest jednak HOIST FR 40/60 – choć na pierwszy rzut oka niewielki, potrafi transportować elementy o łącznej wadze do 27 ton.

    Do czego dokładnie wykorzystywany jest Wasz sprzęt?

    Do montażu i demontażu ogromnych maszyn przemysłowych – głownie pras hydraulicznych i mechanicznych w branży automotive, instalacji nowopowstałych zakładów produkcyjnych oraz wysokospecjalistycznych usług dla przemysłu. Specjalizujemy się zarówno w przenoszeniu pojedynczych maszyn lub linii produkcyjnych, jak i relokacji całych parków technologicznych oraz fabryk. Jednym z wyjątkowo perspektywicznych filarów działalności jest także robotyzacja i automatyzacja stanowisk produkcyjnych – w tej niszy także widzimy sporo szans na rynku polskim i zagranicznym.

    Nisza to słowo-klucz w kontekście sukcesu Waszej firmy?

    Faktycznie branża relokacyjna jest wyjątkowo wymagająca, a ogromną wartością jest właśnie opanowanie do perfekcji naszej własnej niszy. Myślę, że bez odpowiedniego kapitału – głownie ludzkiego – ale przede wszystkim know-how żaden zespół nie ma większych szans na dłuższa karierę na rynku.

    Kto może stać się klientem MS INDUSTRY?

    Współpracujemy z największymi koncernami na świecie, ale z naszych usług skorzystają także właściciele mniejszych zakładów produkcyjnych. Obie grupy klientów są w podobnym stopniu usatysfakcjonowane z realizacji naszego zespołu i chętnie wracają właśnie do nas z kolejnymi zleceniami.

    Słyszałem, że sama skala zleceń często zniechęca początkujących przedstawicieli branży relokacyjnej.

    To prawda, dlatego też tak istotny jest mój własny background w branży – począwszy od stanowiska specjalisty, poprzez awans na szczebel menedżerski, a skończywszy na zasiadaniu w zarządach dużych spółek oraz własnej działalności. Z drugiej zaś strony pracuję z absolutnie fantastycznym zespołem, który sprostał już niejednemu wyzwaniu. Bardzo dobrym przykładem jest nasze zlecenie wykonywane dla dużego producenta automotive w Niemczech. Nie dość, że sama kwestia administracji i aspektów prawnych ze względu na działalność międzynarodową jest już pewnym wyzwaniem samym w sobie, to gabaryty sprzętu, który przyszło nam przenosić, dla laików są całkowicie abstrakcyjne. Cała maszyna ważyła blisko 1000 ton a jej najcięższy element 360 ton. Zlecenie polegało na jej demontażu, wyprowadzeniu z hali, transporcie do innego kraju oraz ponownym montażu i uruchomieniu. Bez odpowiedniej wiedzy i doświadczenia pracowników oraz bez specjalistycznego sprzętu powyższa usługa nie byłaby możliwa do wykonania. Ponadto duże koncerny współpracują tylko z firmami, które posiadają odpowiednie zaplecze sprzętowe, kadrowe oraz bardzo dobre referencje.

    Czy są to zlecenia, które opiewają na kilka milionów złotych?

    Bywa i tak. Pamiętajmy, że relokacja to przedsięwzięcie wielopoziomowe i interdyscyplinarne. Chodzi nie tylko o sam proces przenoszenia fabryki lub elementu z punktu A do punktu B. Przede wszystkim to cały plan logistyczny, administracyjny i prawny. Współpracują z nami monterzy, spedytorzy, kierowcy, ale również całe zaplecze administracyjne. Równie istotna jest jakość komunikacji, więc i ta kwestia wchodzi w ostateczny kosztorys. Innymi słowy, relokacja nie jest tania, ale z pewnością warta swojej ceny. Mogę się wypowiadać wyłącznie w imieniu MS Industry, ale to właśnie my możemy zagwarantować sprawność realizacji i bezpieczeństwo całego procesu. Te dwa aspekty są kluczowe z perspektywy Klienta.

    Jakie plany na kolejne lata szykuje zespół MS INDUSTRY?

    Nie możemy zdradzać szczegółów, ale już teraz na oku mamy kolejne zlecenia krajowe i międzynarodowe zarówno dla małych, średnich, jak i globalnych graczy. Do tej pory współpracowaliśmy m.in. z takimi koncernami jak OPEL, BMW, MAGNA, BOSCH, BREMBO czy każdego dobrze znana COCA COLA. Te kontakty wykorzystujemy również w dłuższej perspektywie, a satysfakcja naszych klientów idzie dalej w świat. Właśnie dzięki rekomendacjom nasze osiągnięcia cieszą się tak ogromnym zainteresowaniem.

    Satysfakcja z efektu to jedyna wartość dodana z perspektywy klientów MS INDUSTRY?

    Nie. Nasze wyniki to suma kilku czynników. Przede wszystkim współpracujemy z naszymi klientami od początku do końca, na bieżąco informując o poszczególnych etapach realizacji. Właśnie tzw. Customer Experience jest jednym z najmocniejszych elementów informacji zwrotnej, przekazywanej naszemu zespołowi przez zleceniodawców. Oczywiście priorytetem jest finalizacja projektu, ale równie ważna jest cała ścieżka współpracy w międzyczasie. Myślę, że o tym przedsiębiorcy powinni pamiętać zawsze – niezależnie od branży. Tylko w ten sposób – dzięki holistycznemu podejściu do naszej misji – możemy liczyć na imponujące wyniki.

    Biznes bez półśrodków

      Jedyną metodą na osiągnięcie sukcesu we współczesnym biznesie jest całkowite zaangażowanie – mówi założyciel i prezes firmy BetaMed SA, doradca i mentor biznesowy – Beata Drzazga.

      Dla wielu biznesów nadeszły trudne czasy. Konkurencja jest coraz ostrzejsza, klienci coraz bardziej wymagający, a kapitał trudno dostępny. Nie wiadomo jak się rozwijać, często jedyną rzeczą, jaką możemy zrobić jest zwiększenie zaangażowania.

      Oczywiście. Często nie jesteśmy w stanie zrobić nic innego. Obniżanie cen może nie zadziałać. Z kolei obniżanie jakości, oprócz tego, że jest nieskuteczne, jest również niedopuszczalne. Dlatego najprostszym i jedynym wyjściem może się stać zwiększenie zaangażowania w realizację celów, które sobie stawiamy. Dodajmy, że nawet niedoskonały plan może przynieść świetne rezultaty, tym bardziej, że obserwując efekty naszej pracy uczymy się, modyfikujemy cele i metody. Na końcu możemy osiągnąć zupełnie inny cel, ale ten cel może być również bardzo satysfakcjonujący.

      Najważniejsze jest to, żeby być aktywnym, wykorzystywać okazje i zdobywać nowe kwalifikacje, a zaangażowanie nie może być chwilowe i nie można go mylić ani z entuzjazmem ani z pracoholizmem. W zależności od sytuacji trzeba wiedzieć, kiedy można sobie zrobić przerwę, a kiedy nie można zwolnić. Firma jest jak śnieżna kula, którą trzeba kontrolować, jeżeli ją zostawimy samą sobie to w końcu się rozpadnie. Zakładając firmę trzeba mieć świadomość tego, że będzie ona wymagać zaangażowania ogromnej ilości czasu, szczególnie wtedy kiedy zmienia się sytuacja zewnętrzna. Sama, gdy projektowałam klinikę BetaMed mówiłam moim współpracownikom, że wszystkie nasze plany są wstępne, a rynek, klienci i pacjenci je zweryfikują, że wszystko pójdzie w lepszą stronę niż chcieliśmy na początku. I tak się stało.

      Chyba każdy doświadczył tego, że podtrzymanie zaangażowania bywa bardzo trudne. Tymczasem Pani zbudowała organizację zatrudniającą ponad 3200 pracowników mimo tego, że cały czas musiała Pani stawiać czoła krajowej i międzynarodowej konkurencji. To się nie mogło odbyć bez zaangażowania.

      To prawda. Nie jest łatwo konkurować z firmami o ogromnej skali działalności i znaczącej przewadze kapitałowej. Globalni gracze mają do dyspozycji coraz nowsze technologie, które pozwalają im skutecznie konkurować z lokalnymi przedsiębiorstwami na lokalnych rynkach. Z łatwością mogą też kopiować udane strategie biznesowe.

      Jeżeli naszą przewagę chcemy budować na zwiększeniu zaangażowania, musimy pamiętać o tym, że musi się to odbywać co najmniej na dwóch poziomach. Po pierwsze konieczne jest zwiększenie zaangażowania właścicieli. To oni decydują o tym, co firma będzie robić. Bez codziennego, systematycznego udziału właścicieli w wytyczaniu celów operacyjnych i kontroli stopnia realizacji poszczególnych projektów, szanse na zwycięstwo spadają. Po drugie, musimy zwiększyć zaangażowanie pracowników. Ale to nie musi być łatwe bo ludzie są różni. Aby ich zachęcić do lepszej współpracy, musimy im pokazać swoją własną pasję i dać im odczuć, że bez ich pomocy nie damy rady. Powinniśmy też wspólnie się cieszyć z udanych projektów, dzielić się zyskami oraz tym, że firma jest coraz większa. Pracownicy muszą czuć, że praca to nie wyzysk, trzeba być w porządku i właściwie ich wynagradzać. Trzeba też dostrzegać grupę najbardziej oddanych pracowników i nagradzać ich premiami.

      Utrzymanie zaangażowania wymaga energii i motywacji. Skąd ją powinniśmy czerpać?

      Jeżeli zatrudniamy ludzi, którzy mają podobną pasję jak my, to energię będziemy czerpać z tej pasji. Pracownicy są zawsze zmotywowani tym, że się ich szanuje i dobrze wynagradza, ale dużą mobilizację może też stanowić wspólny cel. Jeżeli chcemy, żeby ktoś zbudował łódź, nie powinniśmy uczyć go jak ją budować, tylko powinniśmy sprawić, żeby pokochał morze. Pracownicy są coraz bardziej oddani, gdy udaje się im osiągać postawione przed nimi cele. Wtedy jest ich znacznie łatwiej motywować. Z kolei w sytuacji gdy pracownicy tracą motywację, bardzo ważny jest bezpośredni kontakt. Ważne staja się cechy przywódcze – inspiracja, umiejętność pociągnięcia ludzi za sobą, podzielenia się entuzjazmem i optymizmem. Jeżeli tego zabraknie firma zaczyna wchodzić w stagnację, a ludzi trzeba za wszelką cenę chronić przed stagnacją i wypaleniem.

      Najlepiej jest jeżeli motywacja pochodzi z wewnątrz i jest wsparta samodyscypliną i zaangażowaniem w osiąganiu celów. To jest niezbędna cecha przedsiębiorcy. Prowadząc działalność gospodarczą nie będziemy otrzymywać zadań od szefa, bo szefa nie mamy. To my jesteśmy pierwszą osobą, na którą wszyscy patrzą w razie kryzysu.

      Jednak pamiętajmy, że motywacja może również pochodzić z zewnątrz. Dlatego niektórzy przedsiębiorcy chętnie korzystają z usług mentorów biznesowych – osób, które same odniosły sukces i wiedzą, jakie pułapki czekają na niedoświadczonych przedsiębiorców. Ja z chęcią doradzam młodym przedsiębiorcom, jak wyjść z trudnych sytuacji. Ale zawsze mówię, że tych rad nie należy przyjmować bezkrytycznie. Każda firma jest inna i jej właściciel powinien podejmować decyzje samodzielnie. Natomiast w sesjach z mentorem najlepiej szukać inspiracji.

      Czy można sformułować jakieś proste rady dla tych, którzy chcą być bardziej konsekwentni?

      To, jak skutecznie potrafimy osiągać cele, wynika z kilku czynników. Po pierwsze potrzebujemy wiary w siebie, po drugie wytrwałości w pokonywaniu przeszkód po trzecie potrzebujemy zaangażować zasoby, takie jak czas, środki finansowe i wiedza. Dodajmy jeszcze jeden drobiazg – utrzymanie zaangażowania jest znacznie łatwiejsze wtedy, kiedy robimy to, co kochamy, a nie to, co musimy. To znaczy, że nasza praca powinna być naszą pasją.

      Pamiętajmy też o tym, że zwiększenie zaangażowania nie musi oznaczać spędzania w biurze 16 godzin dziennie. Często wystarczy uporządkować nasze projekty i zadania. W tym celu możemy skorzystać z aplikacji służących do organizacji pracy – wiele z nich udostępnia podstawowe funkcjonalności za darmo.

      W mojej pracy mentora biznesowego zauważyłam ciekawą prawidłowość. Przedsiębiorcy doskonale wiedzą, że za sukcesy i realizację celów należy nagradzać pracowników. Natomiast często zapominają o tym, że powinni nagradzać również siebie. Po zapłaceniu wszystkich rachunków, podatków i wynagrodzeń dla pracowników często najzwyczajniej brakuje im na to energii. Tymczasem osiąganie celów musi nam się dobrze kojarzyć – z nagrodą i samorealizacją, a nie z odhaczeniem kolejnego zadania na nigdy niekończącej się liście. Osobom skoncentrowanym na karierze często wydaje się, że czas spędzony z rodziną czy na uprawianiu sportu oddala ich od osiągnięcia celów biznesowych, że czas na takie rzeczy przyjdzie później. Jednak to jest błąd. Zachowanie równowagi pomiędzy pracą i życiem prywatnym nie tylko daje nam więcej satysfakcji, ale również pozwala nam pracować wydajniej.

      Dobrze jest też spojrzeć na naszą firmę z innej perspektywy. Ja na przykład czerpię bardzo dużo energii z wyjazdów do Miami, gdzie prowadzę kilka firm. Podoba mi się pozytywne podejście i latynoska energia, którą czuć wszędzie na Florydzie. Po powrocie zawsze zupełnie inaczej patrzę na problemy. Mam mnóstwo nowych pomysłów, dzięki którym firmy się szybciej rozwijają. Dzięki temu możliwe jest wyprzedzenie konkurencji bez wpadania w pracoholizm.

      Ale na pewno zgodzi się Pani ze stwierdzeniem, że nawet jeżeli posłuchamy tych wszystkich rad – i tak nie będzie łatwo. Co nam najbardziej przeszkadza w osiąganiu celów?

      Potrzeba bycia konsekwentnym i bardzo obowiązkowym, może być przyczyną frustracji, możemy źle przeżywać nasze porażki. Dlatego bardzo ważne jest, aby stawiać sobie cele osiągalne. Cele niemożliwe do osiągnięcia demoralizują, powodują, że przyzwyczajamy się do porażek i je akceptujemy. Natomiast jeżeli nasze cele będą łatwiejsze do osiągnięcia, zostawimy sobie margines na to, żeby nas coś mile zaskoczyło. Wtedy pojawiają się wisienki na torcie – nie ma nic bardziej motywującego niż przekraczanie własnych oczekiwań.

      Musimy też pamiętać, że podczas realizacji naszych projektów będziemy potrzebowali dużo odwagi. Przecież każdy biznesowy projekt jest powiązany z ryzykiem. W przypadku niepowodzenia tracimy zaangażowane zasoby i czas. Osobom, które chcą rozpocząć działalność gospodarczą zadaję często pytanie – czy jesteś zaradny, obowiązkowy i odważny? Czy nie przeraża cię ryzyko, czy będziesz w stanie zaakceptować własne błędy i uczyć się z nich? Oczywiście z odwagą nie można przesadzać. Błędem jest zaciąganie milionowych pożyczek na samym początku działalności. To nie jest odwaga, to jest niedojrzałość.

      I ostatnia rzecz – w biznesie prawie żadnego celu nie osiągniemy sami. Firma to są ludzie. Dlatego musimy dbać o naszych pracowników i kontrahentów. Oni też musza odczuwać satysfakcję. Z osiągnięcia celów powinniśmy się cieszyć wspólnie.

       

      Beata Drzazga
      Ekspert Manager Report

      Przedsiębiorca i doradca biznesowy. Założyciel i prezes BetaMed S.A. największej firmy medycznej w Polsce pod kątem opieki długoterminowej, świadczącej również usługi z zakresu opieki nad pacjentami pod respiratorami oraz posiadającej poradnię specjalistyczną, POZ i inne. Właścicielka salonu mody Dono da Scheggia, kliniki laseroterapii Drzazga Clinic, BetaMed International oraz BetaInvest Miami LLC. W latach 2010 – 2017 właściciel BetaNest Electronics, firmy prowadzącej dwa sklepy elektroniczne w Miami.

      Ekspert w zarządzaniu, prelegentka na wielu konferencjach ekonomicznych i medycznych w Polsce i zagranicą, inspiruje i doradza innym w prowadzeniu biznesu. Współautorka prac naukowych z dziedziny ochrony zdrowia. Dziekan ds. Rozwoju Wydziału Medycznego Akademii Górnośląskiej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach.

      Nowy Nissan X-Trail, czyli „Tu jest jakby luksusowo”

      Nissan X-Trail to jeden z tych modeli, o których można już powiedzieć, że są kultowe. Pierwsza generacja tego popularnego SUV-a pojawiła się na rynku w 2001 roku i szybko zyskała zwolenników, podobnie jak druga, która choć nowocześniejsza, w dalszym ciągu zachowywała kanciasty, terenowy design. Wraz z trzecią generacją Nissan podążając za upodobaniami klientów stał się bardziej miękki i komfortowy, w dalszym ciągu oferując ponadprzeciętne własności terenowe. Czwarta, najnowsza odsłona japońskiego SUV-a, w porównaniu z poprzednikami, jest autem luksusowym.

      Tekst i zdjęcia: Michał Garbaczuk

      Jakość i elegancja

      Przód auta swoją stylistyką mocno nawiązuje mniejszego modelu Qashqai. Normalnie to mniejsze modele czerpią z flagowców, ale tym razem nawiązanie do miejskiego crossovera nie jest przypadkowe. To Qashqai jest dla Nissana siłą napędową i najważniejszym modelem w gamie. To po niego ustawiają się kolejki i dla niego tworzone są listy społeczne oczekujących na swoje egzemplarze. Model X-Trail kierowany jest do klientów, którzy jakimś cudem nie chcą jeździć samochodem z segmentu premium, a takich jest wbrew pozorom wielu. Poza tym wśród klientów Nissana znajdziemy także tak zwanych aspirujących, którzy nie chcą rezygnować ze swojej ulubionej marki, ale oczekują od auta czegoś więcej niż tylko możliwości przemieszczania się z miejsca na miejsce. To nie znaczy, że Qashai jest zły. Jak mawia klasyk, miliony klientów nie może się mylić. X-Trail oferuje jednak więcej w każdym wymiarze oraz daje to wyjątkowe poczucie, przeskoku do kolejnej, wyższej ligi.

      Zgodnie z zasadami segmentu premium Nissan X-Trail został narysowany miękkim ołówkiem, linie są zdecydowane, ale nie brakuje im elegancji, a proporcje nadwozia z dość długą maską i wielkimi kołami zdają się wskazywać, że mamy  do czynienia z porządnym autem. Z kolei kształt tylnych świateł nawiązuje nieco do poprzedniej generacji modelu, dlatego fani bez problemu odnajdą w nich swojego ulubieńca.

      Miękkość i przytulność

      Po otwarciu drzwi zostajemy zaproszeni do zupełnie innego świata, niż tego, który znaliśmy do tej pory. Tutaj segment premium mamy już w całej okazałości i Nissan pokazał, że wie doskonale, jak dotrzeć do klientów z nieco grubszym portfelem. Wszystkie plastiki są miękkie i przyjemne w dotyku, skóra znalazła się nawet na desce rozdzielczej i tunelu środkowym, a fotele otrzymały eleganckie przeszycia w romby. Najbardziej spodobała mi się konfiguracja z szampańskim lakierem nadwozia i jasnym, beżowym wnętrzem z czarnymi wstawkami. Całość jest po prostu smaczna i doskonale wygląda.

      Wrażenie zrobiła na mnie ergonomia kabiny. Miejsce kierowcy sprawia wrażenie, jakbym znał je od lat, a pozycja za kierownicą jest świetna. Sama kierownica jest mięsista i dobrze leży w dłoniach, a dodatkowo na dole została spłaszczona dla wygodniejszego wsiadania, a dodatkowo wygląda przyjemnie sportowo. Niczego złego nie można również powiedzieć na temat miejsca pasażera. Fotel da się ustawić perfekcyjnie, a szeroki podłokietnik centralny pozwala przyjąć ultra wygodną pozycję. I tutaj kolejne nawiązanie do segmentu premium, otóż podłokietnik otwiera się na dwie strony pozwalając wygodnie sięgnąć do drobiazgu bez niewygodnego podnoszenia go do góry. Tylna kanapa ma regulację kąta oparcia i jest przesuwana wzdłużnie. Wszystko po to, żeby zapewnić minimum komfortu osobom siedzącym w trzecim rzędzie. Tak, tak, nowy Nissan X-Trail może być aż 7-osobowy, co czyni z niego najprawdziwszy rodzinny autobus!

      System multimedialny jest czytelny i łatwy w obsłudze, a nawigacja satelitarna to znany i lubiany przez użytkowników TomTom. W X-Trailu mamy go w rozbudowanej wersji ze śledzeniem ruchu drogowego, informacjami o korkach i serwisem online, w tym TomTom Pogoda. Bagażnik, w zależności od wersji może mieć pojemność nawet 585 l, ale nawet w opcji z dodatkowymi fotelami pozwoli 5 osobom spakować się na wakacyjny wypad. W konfiguracji z siedmioma pasażerami będzie trzeba zainwestować w box dachowy.

      Elektrycznie, ale inaczej

      Zupełną nowością jest za to napęd nowego Nissana X-Trail i tu opcje są trzy. Podstawową wersją silnikową jest miękka hybryda bazująca na benzynowym, turbodoładowanym motorze o pojemności 1,5 l, mocy 163 KM i oznaczeniu VC-Turbo MHEV. Napęd na przednie koła przenoszony jest za pośrednictwem bezstopniowej skrzyni automatycznej Xtronic. Prawdziwą rewolucję znajdziemy jednak w aucie oznaczonym symbolem e-Power. To hybryda, która zapewnia wrażenia jazdy samochodem elektryczny, silnik spalinowy służy jedynie jako generator prądu dla silnika elektrycznego i nie bierze udziału w napędzaniu kół. Dostępna jest wersja z napędem na przednią oś oraz na obie osie. I właśnie takim autem, o oznaczeniu e-4orce miałem okazję jeździć po drogach i bezdrożach Słowenii. Napęd na wszystkie koła realizowany jest przy udziale dwóch silników elektrycznych o mocy: 150 kW na przedniej osi i 100 kW na tylnej. Łączna moc systemu to 157 kW, czyli 213 KM i pozwala osiągnąć pierwsze 100 km/h w równe 7 sekund. Auto natychmiast reaguje na polecenia prawej stopy i w każdej chwili jest gotowe katapultować się z miejsca. Wrażenia dźwiękowe są przy tym dość nieoczywiste i trzeba się do nich przyzwyczaić, bowiem silnik spalinowy pracujący jako agregat prądotwórczy nie osiąga obrotów tak, jak by chciały tego nasze uszy. Na szczęście kabina jest świetnie wyciszona, a motor spalinowy dobrze odizolowany. Jedynie podczas gwałtownego przyspieszania komputer sterujący nakazuje „agregatowi” zwiększyć obroty, żeby dać kierowcy namiastkę sportowej jazdy.

      IV generacja Nissana X-Trail jest z pewnością ostatnią, która wykorzystuje silnik spalinowy, a w opcji e-Power traktuje go wyłącznie jako dostawcę prądu dla napędu elektrycznego. Najnowszy SUV japońskiego producenta stanowi więc łącznik pomiędzy tym, co znaliśmy do tej pory, a tym, co czeka nas w elektromobilnej przyszłości. Jako samochód stał się jednak nie tylko portalem do przyszłości, ale także do świata luksusu, bowiem odczucia z jazdy, komfort i atmosfera panująca w kabinie, nie odstępuje niczym od tego, do czego przyzwyczaił nas segment samochodów premium.

      Od workation do biznesowej nomadki

        Praca zdalna nie jest dla każdego. Jednak ci, którzy znakomicie się w niej odnajdują i doświadczyli jej dobrodziejstw, coraz częściej są otwarci na wprowadzenie jej na stałe do swojej aktywności zawodowej. Co więcej, opcja pracy z każdego miejsca daje możliwości poznawania świata, o jakich wcześniej mogliśmy tylko marzyć.

        Znana szczególnie z pięknych zdjęć na Instagramie wizja spędzania czasu z laptopem na rajskiej plaży staje się realna. Workation, czyli połączenie pracy i wypoczynku, a dokładniej wykonywanie pracy w miejscu kojarzonym z wypoczynkiem, to trend, który zyskuje na popularności także w Polsce. Rosnącą popularność tego rozwiązania widzę chociażby podczas rozmów z przedsiębiorcami, m.in. klubowiczami Trend House, którego jestem członkiem. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu praca z hamaka wydaje się spełnieniem marzeń. W badaniu przeprowadzonym przez Grand Thorton aż 75 proc. respondentów zadeklarowało, że chciałoby pracować w ten sposób, ale nie zawsze jest to możliwe i nie zawsze będzie to efektywne.

        Rzecz jasna, taki system pracy sprawdzi się jedynie w firmach, które nie wymagają fizycznej obecności pracownika w biurze. Tam, gdzie jednak jest szansa na jego wprowadzenie, może on przynieść wiele korzyści dla organizacji. Umożliwienie pracownikowi łączenia pracy i wypoczynku może być elementem strategii doceniania pracownika, a w przypadku ponoszenia przez pracodawcę kosztów takiego wyjazdu – swego rodzaju benefitem.

        Workation – nowy benefit?

        Coraz więcej firm ma świadomość, że podstawą efektywności pracownika jest jego dobra forma psychiczna i fizyczna. Niestety, przewidziane prawem pracy dni urlopowe to często za mało, aby osiągnąć stan odpowiedniej równowagi. Firmy sprawdzają więc różne rozwiązania, aby zadbać o wellbeing pracownika, np. skracanie godzin pracy w ciągu dnia czy skracanie tygodnia roboczego. Workation to jedno z nich. Od lat sprawdzonym benefitem był firmowy wyjazd w nagrodę, tzw. incentive travel.

        Z takich wyjazdów korzystają praktycznie wszystkie branże, nagradzając zarówno klientów, jak i pracowników. Gdy rozpoczęliśmy organizacje wyjazdów na workation, naszymi klientami były na początku głównie firmy z branży gamingowej. Po poluzowaniu obostrzeń pandemicznych dołączyły także inne branże, zarówno firmy, w których na co dzień pracuje się zdalnie, jak i takie, w których pracownicy pracują w różnych lokalizacjach i zwykle widują się tylko online.

        Wprowadzenie workation firmowego oraz indywidualnego to często wyjście naprzeciw realizacji marzeń pracowników. Bez konieczności rezygnacji z aktywności zawodowej mogą oni na dłużej zamieszkać w ulubionym mieście czy po godzinach pracy uczyć się nurkowania. Ten benefit ma jedną dużą zaletę dla pracowników: oderwanie od rutyny i zmiana otoczenia, pobudzają bowiem kreatywność, inspirują do szukania nowych rozwiązań i pomysłów. To często dużo lepsza forma rozwoju dla zespołu niż stacjonarne szkolenie z kreatywności. Dodatkowo praca w wakacyjnych warunkach niejako wymusza umiejętność elastycznego dostosowywania się do zmian, a to z kolei wzmacnia odporność na stres. Oczywiście, umożliwienie pracownikom takiej formy łączenia pracy z wypoczynkiem może także nieść ze sobą pewne zagrożenia, ale są one zbieżne z typowymi wyzwaniami związanymi z pracą zdalną, jak np. trudność z oddzieleniem pracy od życia prywatnego, utrzymaniem wysokiej samodyscypliny i motywacji czy synchronizacją z resztą zespołu. Workation znakomicie wpisuje się w pojęcie work-life integration i teorię, że praca i życie prywatne powinny się bezkonfliktowo przenikać, zamiast wyraźnie rozdzielać.

        Praca w ciągłej podróży

        Osoby, które sprawdziły workation i potwierdziły, że to wymarzona dla nich forma pracy, mogą pójść o krok dalej i zostać nomadą: cyfrowym czy biznesowym. To nie jest decyzja, która przychodzi łatwo, ale taki system pracy może dać dużo satysfakcji. Jestem tego najlepszym przykładem. Postanowienie, aby stać się biznesową nomadką, dojrzewało we mnie od kilku lat. Miałam cel, by za trzy lata dokonać takiej zmiany. Jednak gdy po zakończeniu pandemii mój zespół oświadczył, że nie chce wracać do pracy w biurze, stwierdziłam, że w takiej sytuacji mogę już dziś zacząć realizować moje marzenie. Oczywiście, tak jak w przypadku workation to nie jest model pracy dla wszystkich branż i zawodów, a także nie dla wszystkich typów osobowości, ale staje się on coraz popularniejszy. Zauważyłam, że to znakomite rozwiązanie dla osób, które są żądne nowych doświadczeń, cenią sobie wolność i mają wysoki poziom motywacji wewnętrznej. Takie połączenie sprawia, że wywiązują się z powierzonych im zadań bez względu na miejsce, w którym aktualnie przebywają.

        Wyróżnia się dwa typy nomadów cyfrowych: takich, którzy są związani pracą na etacie dla jednej firmy, oraz freelancerów i właścicieli firm. Rzeczywistość pokazuje jednak, że między tymi grupami jest duża dysproporcja. Według raportu sporządzonego przez Hatalska.com jedynie 9 proc. digital nomadów to osoby pracujące dla jednej firmy. Aż 91 proc. osób spośród badanej grupy to nomadzi biznesowi, czyli osoby pracujące na własny rachunek i prowadzące swoją działalność gospodarczą. W ramach nomadzkiego modelu pracy można znaleźć także różne style prowadzenia takiego podróżniczego trybu życia: część osób poświęca na podróże jedynie kilka miesięcy, ale są też tacy, którzy spędzają tak większość roku. Zależy to zarówno od osobistych preferencji, jak i charakteru wykonywanej pracy. Niektórzy pracują jedynie zdalnie, ja z kolei łączę zarządzanie firmą online z doglądaniem naszych realizacji w różnych krajach świata. W tym roku byłam już w kilku krajach, gdzie realizujemy śluby za granicą, osobiście składając gratulacje kilku naszym młodym parom. Łączę także przyjemność kosztowania oryginalnych potraw z dzieleniem się nimi z innymi. Znalazłam nowe miejsca, do których będziemy zabierać osoby na wyjazdy firmowe, w tym na najlepsze kalmary na świecie oraz na poławianie i pałaszowanie ostryg. Podjęcie decyzji o byciu biznesowym nomadem wymaga odpowiedniego przygotowania, szczególnie jeśli mamy rodzinę i dzieci w wieku szkolnym. Chociaż dla wielu to połączenie wydaje się nierealne, z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie ma rzeczy niemożliwych. Bycie w podróży oznacza także rzadsze kontakty z rodziną czy przyjaciółmi, dlatego warto przemyśleć, jak o nie zadbać. Pomimo wszelkich trudności tryb życia biznesowego nomady to idealne rozwiązanie dla osób ponad wszystko ceniących sobie wolność i niezależność, dla których ciekawość świata to największa motywacja i motor napędowy działań. Poznawanie nowych kultur i tradycji, nauka języków obcych czy możliwość nawiązywania ciekawych relacji – zarówno biznesowych, jak i prywatnych – to tylko część zalet, które wynagradzają wszelkie niedostatki trybu życia biznesowego nomady! Jeśli zastanawiacie się, od czego zacząć, zapraszam do kontaktu. Chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami i wnioskami!

         

        Victoria Iwanowska
        Właścicielka agencji eventowej [vi:], CEO ŚlubZaGranicą.Pl oraz biura podróży Victoria Travel. Obecnie biznesowa nomadka – pokazuje, jak prowadzić swoją firmę, podróżując po całym świecie. Inspiruje ludzi do działania i pomaga im w realizacji marzeń, swoim własnym przykładem pokazując, że nie ma rzeczy niemożliwych. O swoich doświadczeniach chętnie opowiada w mediach społecznościowych, a także podczas webinarów i w ogólnopolskich mediach. Wypowiadała się m.in. dla portalu Gazeta.pl, Onet.pl, „Harvard Business Review”, TVN czy dla magazynu „Forbes”.

         

        Marka osobista to fundament sukcesu w biznesie

          Katarzyna Jarczewska – Partnerka i współwłaścicielka założonej w 1997 roku agencji reklamowej i PR, Media Forum. Ekspert ds. komunikacji, public relations, zarządzania sytuacjami kryzysowymi oraz strategii marketingowych przedsiębiorstw.

          Zacznijmy od najważniejszego pytania. Jak w dzisiejszych czasach skutecznie pozyskiwać nowych klientów? Niektórzy przedsiębiorcy gubią się w natłoku dostępnych technologii, a przecież błędne wydatki marketingowe mogą stanowić poważny czynnik ryzyka w działalności firmy.

          Pytanie o to, jak pozyskać nowych nabywców, to tak naprawdę pytanie o to, jak stworzyć wartość, za którą będą gotowi zapłacić. Punktem wyjścia powinno być więc zrozumienie w jaki sposób ta wartość powstaje, a następnie zaprojektowanie wokół niej całego procesu komunikacji.  Postrzegana przez klienta wartość może wynikać z takich czynników jak stosunek jakości do ceny, przełomowość technologii czy unikalne doświadczenia w czasie procesu zakupu online.

          Zrozumienie procesu powstawania wartości pozwoli nam na stworzenie spójnej koncepcji, czyli zintegrowanego podejścia do komunikacji marketingowej. Polega ono na prawidłowym zdefiniowaniu przesłania, znalezieniu sposobu na podkreślenie przewagi konkurencyjnej, zaadresowaniu przekazu do właściwej grupy docelowej oraz stworzeniu szytej na miarę treści, która będzie pasować do wybranych kanałów komunikacji. Te zasady są czymś oczywistym, jednak ich wdrożenie to sformalizowany proces wymagający konsekwentnej, codziennej pracy. Efektem powinno być ograniczenie kosztów działalności i zwiększenie przychodów.

          Zintegrowana komunikacja marketingowa to nie jest coś, o czym myślą właściciele małych i średnich przedsiębiorstw.

          W pełni się zgadzam. Małe i średnie przedsiębiorstwa mają ograniczone zasoby i muszą się skoncentrować na swojej podstawowej działalności. Tworzenie strategii marketingowych to przykład działań, które zawsze były domeną korporacji. Jednak już od kilkunastu lat sytuacja się zmienia. Najważniejsze jest chyba to, że radykalnie spadł koszt i wzrosła dostępność narzędzi analitycznych. Duża ich część jest darmowa, a większość pozostałych jest dostępna za cenę taniego abonamentu. To znaczy, że również małe i średnie firmy mogą zacząć szukać swoich przewag poprzez wdrażanie strategicznych działań marketingowych.

          Proces cały czas wymaga jednak dość dużej wiedzy, więc warto go zlecić wyspecjalizowanej agencji, która będzie działać sprawnie i szybko, dzięki temu przedsiębiorca nie będzie musiał uczyć się na własnych błędach. A przecież we współczesnej gospodarce szybkie osiąganie celów jest bardzo istotne, konkurencja nie śpi i może bardzo szybko kopiować skuteczne pomysły.

          Przejdźmy do szczegółów. Jak agencja może pomóc w stworzeniu skutecznego przekazu marketingowego?

          Zaangażowanie agencji jest najczęściej konieczne ponieważ mówimy o skomplikowanym i pracochłonnym procesie wymagającym dużej wiedzy i doświadczenia. Przesłanie powinno być łatwe do zrozumienia, zapamiętania i powtórzenia, podkreślać wartość, którą zamierzamy dostarczyć grupie docelowej, zawierać istotną informację, która wywoła reakcję nabywców. Wiadomość, którą chcemy przekazać powinna być jasna, zwięzła i wiarygodna.

          Czy mówimy tu o procesie artystycznej kreacji, czy o używaniu narzędzi analitycznych?

          Musimy pogodzić się z tym, że rola artystycznej kreacji w tworzeniu przekazu marketingowego będzie maleć. Na szczęście nie do zera – przynajmniej na razie. Oparcie się w większym stopniu na narzędziach analitycznych pozwala na minimalizację kosztów i maksymalizację efektów.

          Koncentracja przekazu na postrzeganych przez klientów przewagach pozwala na osiągnięcie natychmiastowego efektu sprzedażowego, a właśnie tego w zdecydowanej większości przypadków oczekują nasi klienci. Jednak równie istotne jest to, że taki komunikat pomaga budować przewagę długoterminową poprzez takie działania jak promocja marki czy nagradzanie lojalności konsumentów.

          Kolejne kroki, o których Pani mówiła to zaadresowanie przekazu do właściwej grupy docelowej i stworzenie szytej na miarę treści.

          To jest ten etap, na którym jesteśmy w stanie zaoferować naszym klientom największe korzyści. Procesy segmentacji rynku, wybór grupy docelowej czy tworzenie treści przekazu można obecnie w bardzo dużym stopniu automatyzować i optymalizować. W przypadku konsekwentnego stosowania podejścia opartego na zintegrowanej komunikacji marketingowej zawsze myślimy o odległym horyzoncie czasowym. Ale to wcale nie oznacza, że będziemy musieli czekać latami na efekty naszych działań. Jest dokładnie na odwrót – zintegrowane podejście do komunikacji to wyjście naprzeciw potrzebom klienta. Piękno narzędzi strategicznych polega na tym, że nie tylko działają w długim okresie, ale również dają natychmiastowe przełożenie na sprzedaż.

          Media Forum już od dawna specjalizuje się w tworzeniu marki osobistej. To temat, o którym ostatnio bardzo dużo się mówi. Dlaczego?

          Dlatego, że to narzędzie świetnie nadaje się do promocji nowoczesnych przedsięwzięć o wysokim stopniu ryzyka. Jeżeli prawdopodobieństwo upadku biznesu w początkowej fazie działalności jest tak wysokie, to rozsądniej jest inwestować w markę osobistą niż w markę przedsiębiorstwa. Pozostanie ona wtedy użyteczna w kolejnym przedsięwzięciu. Dzięki marce osobistej łatwiej jest się podnieść po porażce. A w świecie najnowszych technologii porażki to codzienność. Najbardziej wartościowe światowe marki, takie jak Apple czy Tesla, to przedsięwzięcia oparte w ogromnym stopniu na marce osobistej swoich założycieli. Ale przecież ani Steve Jobs, ani Elon Musk, nie mieli łatwej drogi w biznesie. Ponosili klęski, ale zawsze z łatwością pozyskiwali inwestorów dla swoich kolejnych przedsięwzięć.

          Tworzeniem marki osobistej zainteresowani są już nie tylko właściciele firm czy członkowie zarządów. Naszymi klientami stają się menedżerowie coraz niższego szczebla, specjaliści i przedstawiciele wolnych zawodów.  Osobna grupa klientów to założyciele startupów technologicznych – najbardziej dynamiczna i innowacyjna część gospodarki. Dla tych klientów, budowa marki osobistej to przede wszystkim narzędzie służące pozyskiwaniu finansowania działalności. Reasumując marka osobista to po prostu ważny element strategii przedsiębiorstwa, zwiększający jego wartość i pomagający zbudować przewagę konkurencyjną.

           

          Czy należy bać się sygnalisty?

            Odpowiedź na tak postawione pytanie wcale nie jest prosta. Kim jest sygnalista?To osoba, która anonimowo bądź pod własnym imieniem i nazwiskiem zgłasza naruszenia prawa i nieprawidłowości, do jakich dochodzi w jej miejscu pracy, to jest w różnego rodzaju firmach, ale także w urzędach, zarówno tych najniższego szczebla, jak i tych najważniejszych.

            W dniu 23 października 2019 r. przyjęta została Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii. Dyrektywa jest pierwszym aktem unijnym odnoszącym się do informowania o nadużyciach w organizacjach, czyli do tzw. whistleblowingu (dmuchanie w gwizdek). Dyrektywa ma na celu wyznaczenie ram sygnalizowania o nieprawidłowościach i wdrożenie systemu ochrony sygnalistów przed działaniami odwetowymi. Wdrożenie w UE wspólnych minimalnych standardów ochrony sygnalistów ma doprowadzić do poprawy egzekwowania prawa UE oraz zapobiegania szkodom wyrządzanym interesowi publicznemu. Zakresem dyrektywy zostały objęte takie dziedziny prawa UE, jak np. zamówienia publiczne, bezpieczeństwo produktów, bezpieczeństwo transportu, ochrona środowiska, ochrona zdrowia publicznego, ochrona konkurencji i konsumentów, prywatność i ochrona danych osobowych. Państwa członkowskie zyskały także możliwość rozszerzenia zakresu ochrony na inne obszary, które nie zostały wymienione w dyrektywie. Każde z27 państw członkowskich UE miało czas do 17 grudnia 2021 r. na transpozycję jej przepisów do swoich krajowych systemów prawnych i instytucjonalnych. Według Whistleblowing Monitor, serwisu, który monitoruje postępy we wdrażaniu dyrektywy o ochronie sygnalistów, obecnie jedynie 10 krajów członkowskich przyjęło przepisy. Są to: Chorwacja, Cypr, Dania, Francja, Irlandia, Litwa, Łotwa, Malta, Portugalia i Szwecja. Pozostałe państwa mają opóźnienie w transpozycji dyrektywy, a Węgry, jako jedyny kraj, nie rozpoczęły żadnych działań związanych z wprowadzeniem odpowiednich przepisów krajowych. W dniu 7 lipca 2022 r. na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji opublikowana została nowa, trzecia już wersja projektu ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa, czyli tzw. ustawy o sygnalistach. Projektowana ustawa, mocno już spóźniona, ma na celu stworzenie sprawnego systemu ochrony sygnalistów, czyli osób decydujących się dokonać zgłoszenia o naruszeniach prawa, nieprawidłowościach występujących w miejscu pracy. Czy uda się zbudować taki system i wdrożyć w kulturę organizacyjną różnych podmiotów – prywatnych, publicznych oraz organów publicznych – czas pokaże. Ewidentnie polski ustawodawca ma problem z wdrożeniem tych rozwiązań, a świadczy o tym chociażby już ponad 8-miesięczne opóźnienie w tym zakresie.

            Zgodnie z dyrektywą, a także polskim projektem ustawy sygnalista ma prawo dokonać zgłoszenia naruszenia prawa, które stanowi zagrożenie dla interesu publicznego. Może to zrobić wewnętrznie, kanałami, które do tego celu powinna mu udostępnić firma, w jakiej pracuje. Może także dokonać zgłoszenia zewnętrznego przez kanały udostępnione przez właściwe organy, w tym, według projektu ustawy, poprzez RPO, a także dokonać ujawnienia publicznego, np. w mediach. Wszystkie te kanały powinny sygnaliście zapewnić poufność, a także chronić tożsamość wszystkich osób wymienionych w zgłoszeniu. Osoby odpowiedzialne za weryfikację zgłoszeń powinny również, w terminie nie dłuższym niż 3 miesiące, przekazać sygnaliście informację zwrotną dotyczącą zgłoszenia.

            Czas na powrót dopytania postawionego na wstępie, czy pracodawca powinien bać się nowych regulacji dotyczących sygnalistów. Jeśli prowadzi swoją firmę w sposób etyczny, szerzej można powiedzieć – zgodnie z filozofią ESG, to absolutnie nie powinien niczego się obawiać. Procedura zgłaszania nieprawidłowości stanowić będzie kolejny element całościowego systemu zarządzania etycznego, w filozofii ESG wpisze się w ramy „G” obok kodeksu etyki, procedur wyboru dostawców, polityk anty mobbingowych i anty dyskryminacyjnych. Sygnalista bez wątpienia stanowić będzie cenne źródło informacji. Przekazując informację o nieprawidłowościach, taka osoba narusza w pewnym sensie „normę lojalności” wobec współpracowników, wybierając interes firmy, interes publiczny ponad interes prywatny. Większy problem dla organizacji, weryfikujący jej dojrzałość, pojawia się wówczas, gdy sygnalista informuje np. o nieprawidłowościach, naruszeniach prawa, których dopuszcza się cały zarząd bądź któryś z jego członków. Pokusa „zamiecenia sprawy pod dywan”, a jak się nie uda, to pozbycia się sygnalisty z  organizacji, jest wówczas ogromna. Dlatego właśnie wdrożenie do polskich przepisów prawa regulacji UE w tym zakresie powinno nastąpić jak najszybciej, tak aby sygnaliści otrzymali należną im ochronę.

            Warto zauważyć, że UE nie jest prekursorem, jeśli chodzi o wykorzystywanie informacji i ochronę sygnalistów. Prym w tym zakresie bez wątpienia wiodą Stany Zjednoczone. Regulacje dotyczące sygnalistów zostały tam włączone m.in. do ustawy Sarbanesa-Oxleya, ustawy Dodda-Franka, poprawek dla sygnalistów IRS Qui Tam oraz ustawy o ochronie sygnalistów. Co ciekawe, w ciągu ostatnich kilku lat Stany Zjednoczone ustanowiły szereg przepisów dotyczących przyznawania nagród pieniężnych, powiązanych z sankcjami nałożonymi przez rząd na podmioty dopuszczające się naruszeń w wyniku ujawnienia nieprawidłowości. Przepisy te obejmują szeroki zakres nadużyć, w tym oszustwa przy kontraktach rządowych, oszustwa związane z papierami wartościowymi, pranie pieniędzy. Aby zakwalifikować się do nagrody, sygnalista musi dobrowolnie przekazać rządowi oryginalne informacje, które przyczyniają się do przeprowadzenia skutecznego postępowania egzekucyjnego wobec podmiotu naruszającego przepisy. Nagrody dla sygnalistów to często bardzo duże sumy pieniędzy. Na przykład, SEC (Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd) przyznała kilka nagród na ponad 30 mln dol., a zdarzyły się nawet takie na ponad 100 mln dol.

            Czy należałoby się obawiać, gdyby podobne regulacje zostały wprowadzone do polskiego prawa? Wydaje się, że nie, gdyż jak powiedział Ludwig von Mises (twórca austriackiej szkoły ekonomii i jeden z czołowych obrońców kapitalizmu) – przysługa, jaką pieniądze dają społeczeństwu, jest niezależna od ich ilości. A Wiliam Bourdon, francuski prawnik, który przez ponad 40 lat pomagał dziesiątkom sygnalistów, ofiarom naruszeń praw człowieka i więźniom politycznym, powiedział: „Informatorzy są szczytem piramidy przeciwko nadużyciom władzy”.

             

            Maciej Rudnicki prof. nadzw. dr hab. nauk prawnych, radca prawny, specjalista z zakresu prawa finansowego, prorektor Akademii Polonijnej, w latach 1997–2001 poseł i wiceminister środowiska.

            Luiza Wyrębkowska dr nauk prawnych, radca prawny w kancelarii B2RLaw Jankowski, Stroiński, Zięba i Partnerzy. Kieruje praktyką compliance kancelarii. Adiunkt na Wydziale Nauk Społecznych Mazowieckiej Uczelni Publicznej.

            Strefa Lokalna AWS w Warszawie

            Nowa Strefa Lokalna AWS (Local Zone) umożliwia klientom i użytkownikom końcowym korzystanie z rozwiązań chmurowych oraz hybrydowych z bardzo niskimi czasami opóźnień, liczonymi w jednocyfrowych milisekundach. Wśród pierwszych klientów są People Can Fly, Ringier Axel Springer Polska i ZnanyLekarz.

            Strefy Lokalne AWS to rodzaj infrastruktury, w których usługi AWS, takie jak np. moce obliczeniowe, pamięć masowa, bazy danych czy usługi kontenerowe znajdują się bliżej lokalnych klientów, umożliwiając wdrażanie aplikacji, które wymagają jednocyfrowych milisekundowych opóźnień. Klienci mogą uruchamiać rozwiązania wymagające niskich opóźnień w Strefach Lokalnych, jednocześnie płynnie łącząc się z resztą swoich usług działających w tzw. regionach AWS (Regions).

            AWS posiada obecnie 21 stref lokalnych na całym świecie i planuje uruchomienie kolejnych 29 stref. Polska jest jednym z 26 krajów, w których ogłaszane są nowe strefy lokalne AWS. W Europie będą to m.in. Austria, Belgia, Czechy, Dania, Finlandia, Niemcy, Grecja, Portugalia. Te nowe lokalizacje dołączą do 17 Stref Lokalnych AWS w Stanach Zjednoczonych. Więcej informacji na tej stronie.

            Milisekundowe opóźnienia i chmura hybrydowa

            Lokalizacja infrastruktury chmurowej ma znaczenie w przypadku aplikacji, które wymagają jednocyfrowych milisekundowych opóźnień lub dane muszą pozostać w określonych granicach geograficznych ze względów regulacyjnych. Większość usług AWS jest uruchamiana w regionie AWS, czyli lokalizacji geograficznej, w której AWS grupuje centra danych w celu obsługi klientów. Jednak, gdy region nie jest wystarczająco blisko, aby spełnić wymagania dotyczące niskich opóźnień lub rezydencji danych, klienci potrzebują infrastruktury AWS bliżej swojego źródła danych lub bliżej użytkowników końcowych. Tradycyjnie wiele firm utrzymywało swoje obciążenia zależne od lokalizacji na lokalnych serwerach lub w zarządzanych centrach danych – wymagało to zakupu, obsługi i utrzymania infrastruktury IT, a także korzystania z innego zestawu interfejsów API i narzędzi dla środowisk lokalnych i AWS, co generowało niepotrzebne koszty i złożoność operacyjną.

            Uruchomienie nowej Strefy Lokalnej AWS w Warszawie daje klientom możliwość łatwego wdrażania aplikacji zlokalizowanych blisko użytkowników końcowych. Posiadanie lokalnych stref AWS w pobliżu dużych skupisk ludzi pozwala na osiągnięcie niskich opóźnień np. w grach online, realizacji transmisji strumieniowej na żywo, czy korzystania z rzeczywistości rozszerzonej i wirtualnej. Strefa lokalna może także pomóc klientom działającym w sektorach regulowanych, takich jak opieka zdrowotna, usługi finansowe czy sektor publiczny, które mogą mieć preferencje lub wymagania dotyczące przechowywania danych w określonych granicach geograficznych.

            AWS zarządza i obsługuje strefy lokalne, co oznacza, że ​​klienci nie muszą ponosić kosztów i wysiłku związanego z zakupem, obsługą i utrzymaniem infrastruktury w różnych miejscach w celu obsługi swoich aplikacji. Lokalne Strefy AWS mogą również pomóc organizacjom w migracji dodatkowych obciążeń do chmury AWS, wspierając strategię migracji do chmury hybrydowej i upraszczając operacje IT. Klienci mogą łączyć się z lokalnymi strefami AWS za pośrednictwem połączenia internetowego, jak również mogą korzystać z AWS Direct Connect w celu uzyskania bezpiecznych, prywatnych połączeń sieciowych zarówno ze strefą lokalną, jak i dowolnym regionem AWS.

            Wsparcie innowacyjnych usług

            – Dzisiejsze uruchomienie nowej strefy lokalnej AWS w Warszawie przybliża chmurę do klientów AWS. Mogą oni wdrażać obciążenia wrażliwe na opóźnienia, upraszczać migracje do chmury hybrydowej, a w niektórych przypadkach spełniać lokalne wymogi dotyczące rezydencji danych” – mówi Przemek Szuder, Dyrektor Generalny AWS CEE. – Zaprojektowaliśmy strefy lokalne tak, aby wspierać szerokie możliwości użycia – od serwisów transakcyjnych, które muszą szybko reagować na wahania rynku, po interaktywne wydarzenia na żywo i gry. Klienci z różnych branż mogą teraz dostarczać innowacyjne usługi swoim użytkownikom, a wszystko to przy użyciu znanej infrastruktury AWS, usług, interfejsów API i narzędzi.”

            Strefa lokalna AWS w Warszawie to najnowszy dodatek do infrastruktury AWS w Polsce, obejmujący lokalizację brzegową Amazon CloudFront oraz lokalizację AWS Direct Connect.

            Korzyści dla klientów płynące z otwarcia Strefy Lokalnej AWS w Warszawie

            Założone w 2002 roku studio People Can Fly jest pionierem gier akcji w Europie i jednym z trzech najbardziej doświadczonych polskich producentów gier klasy AAA. People Can Fly jest znane z wydania takich gier jak: Painkiller (2004 r.), Bulletstorm (2011 r.), Gears of War: Judgment (2013 r.) i Outriders (2021 r.).

            – Tworzenie gier AAA w dobie jakości obrazu 4K wymaga zaawansowanych technologii i bardzo niskich opóźnień. Jest to też kluczowe dla efektywności w przypadku pracy zdalnej” – stwierdza Grzegorz Janicki, Szef Działu IT w People Can Fly. „Każdego dnia chmura AWS pomaga nam skalować się globalnie i wykorzystywać nowe możliwości technologiczne. Uruchomienie strefy lokalnej AWS w Warszawie to coś, na co czekaliśmy z niecierpliwością, ponieważ oferuje ona szybki, bezpieczny dostęp do usług AWS, które z kolei pomagają nam zapewnić dostęp z minimalnym opóźnieniem do naszych aplikacji działających lokalnie.”

            Ringier Axel Springer Polska to wiodący wydawca medialny docierający codziennie do 40 milionów osób, posiadający w swoim portfolio takie marki jak Fakt, Forbes, Newsweek i Przegląd Sportowy, a także najpopularniejszy polski portal internetowy Onet.pl.

            – W tym roku Ringier Axel Springer Polska zakończył pełną migrację systemów i aplikacji do chmury AWS. Obecnie serwisy takie jak Onet, Sympatia, Skąpiec, jak również międzynarodowe media korzystające z platformy Ring Publishing są obsługiwane z regionu AWS Europe (Frankfurt) z wykorzystaniem lokalnej sieci Content Delivery Network (CDN) w Warszawie
            i innych europejskich lokalizacjach – podkreśla Krzysztof Studziński, Principal Cloud Engineer, Ringier Axel Springer Polska. – W branży mediów i rozrywki każda milisekunda ma znaczenie. Według naszych obliczeń 0,5 sekundy dodatkowego opóźnienia może skutkować nawet o 20 proc. mniejszym ruchem. Wierzę, że strefa lokalna AWS w Warszawie pozwoli nam na skrócenie czasu opóźnień operacji brzegowych do jednocyfrowych milisekund, co przełoży się na jeszcze lepsze doświadczenia naszych użytkowników.”

            Serwis ZnanyLekarz, będący częścią grupy Docplanner, tworzy cyfrowe aplikacje i rozwiązania dla lekarzy, klinik, szpitali i pacjentów.

            – Docplanner skorzysta z nowej strefy lokalnej AWS w Warszawie, aby jeszcze mocniej rozwijać oprogramowanie w Polsce – dodaje Łukasz Barulski, Engineering Manager
            w Docplanner. „Niskie opóźnienia, które umożliwia Lokalna Strefa w Warszawie, pomogą zbliżyć nasze zdalne zespoły programistów do użytkowników końcowych i zdecydowanie przyspieszą dostarczanie nowych funkcjonalności. Wszystko po to, aby odbiór usług z zakresu opieki zdrowotnej stał się jeszcze bardziej bliski człowiekowi.

            Ważne Informacje

            Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

            Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

            Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

            Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

            XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

            XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

            Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

            Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

            Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

            Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

            III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

            Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...