.
Strona główna Blog Strona 399

Pół roku z Espace

EspaceJaki jest Renault Espace? Można wymienić wiele opisujących go słów: nowatorski, zaskakujący innowacyjnymi rozwiązaniami, przestrzenny, rodzinny, itd. Przede wszystkim jest to jednak znakomite auto, które w dodatku cechuje nadzwyczaj rozsądna relacja jakości do ceny

Jeździłem Espace przez sześć miesięcy i nigdy nie czułem się znudzony lub rozczarowany. Auto dostosowywało się do moich oczekiwań w przeróżnych sytuacjach. Przykłady? Dwa dni po odebraniu Espace z Renault Polska wybrałem się wraz z rodziną na długie wakacje do Umbrii. Nasza ekipa składała się z czterech osób dorosłych i dwojga dzieci. Jak się łatwo domyślić, mieliśmy do zapakowania sporo walizek. Konstruktorzy przewidzieli możliwość różnych konfiguracji automatycznie składanych foteli. Zdecydowaliśmy się ulokować wszystkie bagaże z tyłu, na miejscu jednego siedziska. Walizki przymocowaliśmy linką, którą bez trudu przeciągnęliśmy przez kilka fabrycznych uchwytów. Dzieci usiadły w drugim, a mniejsza z dorosłych pasażerek w trzecim rzędzie. Nikt nie narzekał na niewygodę lub brak miejsca na nogi. Wracając z Włoch dołożyliśmy do bagaży około 50 butelek znakomitej Valpolicelli Ripasso i nadal było nam wygodnie…

Trzy miesiące później przewoziłem Espace duże obrazy na wystawę artystów notowanych w Kompasie Młodej Sztuki. Tym razem w ciągu kilku sekund za pomocą specjalnych przycisków złożyłem wszystkie fotele, dzięki czemu otrzymałem przestrzeń bagażową, jakiej nie powstydziłby się rasowy dostawczak. Na co dzień woziłem Espace córki do szkoły. Choć w drugim rzędzie miały ogromną ilość miejsca, to i tak prosiły, żebym otworzył tylne fotele, które uznały za najbardziej atrakcyjne. Dlaczego – nie wiem, ponieważ wszystkie siedziska w tym modelu są znakomicie wyprofilowane. Z punktu widzenia kierowcy, Espace jest autem skłaniającym do ciągłych eksperymentów. Dlaczego? Użytkownicy mają do dyspozycji kilka trybów zmieniających sposób prowadzenia auta. Choć mogłem spersonalizować swoje preferencje, co zresztą zrobiłem już pierwszego dnia, to jednak później używałem dwóch ustawień: „Sport” lub „Komfort”. Pierwsze z nich znakomicie sprawdzało się w ruchu miejskim i na zatłoczonych wąskich drogach, a drugie na autostradach, tym bardziej że od razu uruchamiało masaż… Kiedy włączałem poszczególne tryby, automatycznie zmieniał się kolor podświetlania wnętrza, grafika ekranu szybkościomierza oraz centralnego tabletu. Mam wrażenie, że preferowany przez producenta jest tryb „Eco”, który zachęca kierowcę do oszczędnej jazdy, nagradza za osiągnięcia w tej dziedzinie, a nawet udziela porad. Czy jednak warto dla jednego litra na 100 km rezygnować z dynamicznej jady oraz ograniczać wydajność klimatyzacji w upalne dni? Jak radzi kapelan harleyowców ksiądz Eda Jaworski: „Jedenaste nie waryjuj”.

Moim zdaniem, lepiej cieszyć się dynamiczną jazdą. W testowanym przeze mnie topowym modelu Initiale Paris zamontowano oszczędny i wydajny silnik benzynowy 1,6 o mocy 200 KM, który rzadko palił więcej niż 8 l na 100 km. Dzięki turbinie motor szybko osiągał moc umożliwiającą szybki start na zielonym świetle. Kierowcy różnych usportowionych, tuningowanych aut ze zdziwieniem oglądali tylne światła wielkiego Renault. W tym miejscu warto dodać, że nowy Espace w zasadniczy sposób różni się od swoich poprzedników. Nie jest to już van, ale seksowny crossover, którego kształt sugeruje, że żadna droga nie będzie dla niego trudna. I jeszcze jedno: ten naprawdę duży samochód dzięki systemowi 4control, czyli czterem kołom skrętnym, jest w stanie znakomicie wpasować się w każdy zakręt. Ale to nie wszystko. 4control szalenie ułatwia parkowanie. W omawianej wersji można było skorzystać z pomocy automatycznego asystenta, który po dotknięciu odpowiedniej zakładki na środkowym wyświetlaczu sam parkował. I w dodatku robił to wyjątkowo szybko. Sześć miesięcy spędzonych z Espace skłania mnie do refleksji, że była to znajomość, którą warto kontynuować. Choć jestem nieuleczalnym fanatykiem kabrioletów, to jednak w tym przypadku rekompensowała mi to ogromna przeszklona połać dachu oraz możliwość głębokiego otwarcia szyberdachu.

 

 

U progu cyfrowej rewolucji

ManagerOnline

Nowe technologie i rozwiązania, jak mobilność, analityka Big Data, cloud computing czy media społecznościowe, na zawsze zmieniły reguły prowadzenia biznesu

Informatyka od lat wywiera duży wpływ na sposób prowadzenia oraz efektywność działalności biznesowej. Nowe technologie i rozwiązania IT nie tylko zapewniają przewagę konkurencyjną, ale także decydują o przyszłości każdej firmy.

Cyfrowa rewolucja

Z raportu „Cyfrowy wir: jak cyfrowa rewolucja redefiniuje branże” („Digital Vortex: How Digital Disruption is Redefining Industries”), ogłoszonego w czerwcu 2015 roku przez Światowe Centrum na Rzecz Cyfrowej Transformacji Biznesu wynika, że w ciągu najbliższych pięciu lat cyfrowa rewolucja wyprze z rynku około 40 proc. firm mających obecnie silną pozycję w swoich branżach. 75 proc. objętych badaniem managerów postrzega to zjawisko jako formę postępu, 72 proc. uważa, że zwiększa wartość dodaną oferowaną klientom, a 66 proc. – że ma pozytywny wpływ na rozwój jednostek. Jednocześnie aż 43 proc. respondentów nie dostrzega ryzyka związanego z cyfrową rewolucją, a tylko 25 proc. podejmuje aktywne działania, by przygotować się na związane z nią nowe wyzwania. Termin „cyfrowy wir” obrazuje zmiany, jakie cyfryzacja wywołuje we wszystkich branżach, nieuchronnie wciągając firmy w centrum tego zjawiska.

Badanie przeprowadzono wśród liderów biznesowych z 12 branż z 13 krajów. Branże najbardziej podatne na cyfrową zmianę w najbliższych pięciu latach to nowe technologie (w tym produkty i usługi), te „napędzane danymi” (data-driven industries), media I rozrywka, telekomunikacja, usługi finansowe, handel detaliczny. Firmy odnoszące największy sukces w cyfrowej gospodarce potrafią łączyć wiele źródeł wartości dla klientów, takich jak niski koszt, pozytywne wrażenia i wygodna platforma dostarczania produktów czy usług, i w ten sposób tworzą nowe modele biznesowe o ogromnym potencjale wzrostu.

Cyfryzacja biznesu

W rankingu Komisji Europejskiej polska gospodarka pod względem stopnia cyfryzacji biznesu zajmuje szóste miejsce od końca. Ze wskaźnikiem na poziomie 0,38 (przy maksymalnej wartości 1) plasujemy się na 23. pozycji na 28 państw UE, a to oznacza spadek o jedną pozycję w porównaniu z 2014 rokiem. Ale choć mogłoby się wydawać, że od europejskiego biznesu dzielą nas lata, sytuacja nie wygląda tak źle. Z badania Ipsos MORI, przeprowadzonego w 2015 roku na zlecenie Microsoftu, wynika, że cyfryzacja biznesu jednoznacznie kojarzy się w Polsce z pozytywnymi zmianami: znacząco podnosi efektywność pracy (31 proc. wskazań), usprawnia komunikację i pracę w grupach (37 proc.) oraz zapewnia lepszą obsługę klienta (38 proc.). Zmiana analogowego na bardziej cyfrowy i elastyczny styl pracy z każdego miejsca i urządzenia przynosi nie tylko pozytywne skutki dla pracowników, ale również większą sprawność i konkurencyjność samej firmy. W dobie totalnej digitalizacji życia brak aktywności we wdrażaniu nowych technologii to z biznesowego punktu widzenia działanie w dłuższej perspektywie skazane na porażkę. Przed firmą, która je wdroży, otwierają się drzwi do nowego świata – biznesu 2.0.

Cyfrowa firma

Firma Intel określa obecny klimat w biznesie jako wir zmian (Vortex of Change), w którym pojawia się nie tylko mnóstwo wyzwań, ale i wiele możliwości. Główny strateg Intela Jim Henrys zidentyfikował sześć cech cyfrowej firmy, które mogą posłużyć do uzyskania przewagi konkurencyjnej. Cyfrowa firma to taka, w której dane odgrywają kluczową rolę i która korzysta z zalet otaczającego ją inteligentnego świata, oferuje usługi dostępne na żądanie, zdobyła zaufanie klientów, działa w całkowicie zintegrowanym środowisku, a podstawą jej działania jest innowacyjny pomysł realizowany przez zespół skutecznie wdrażający innowacje i korzystający z technologii cyfrowych. Niestety, jak wynika z badania „Monitoring kondycji sektora MMŚP”, przeprowadzonego w 2015 roku na zlecenie Konfederacji Lewiatan, z grona 1111 przebadanych mikro- i małych przedsiębiorstw blisko co czwarta mikrofirma (26 proc.) i co dziesiąte małe przedsiębiorstwo (9 proc.) nadal nie korzystają z żadnych technologii informatycznych. W badaniu Lewiatana pojawiają się jednak również pewne akcenty optymistyczne. Prawie 60 procent firm cyfrowych, czyli takich, które wykorzystujących co najmniej trzy technologie informatyczne, wprowadziło na rynek w 2014 roku i planowało wprowadzić na rynek w 2015 roku nowe lub ulepszone produkty. W większości z nich (56,5 proc.)  udoskonalonym produktom towarzyszyły innowacje marketingowe, co świadczy o w pełni świadomym podejściu do wdrażania innowacji. Wprowadzanie na rynek nowych produktów wymaga bowiem nie tylko zmian w sposobie komunikowania się z rynkiem, ale również nowej strategii promocji, itp.

Społeczeństwo informacyjne

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego (pochodzcych z raportu „Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2015 roku”), dostęp do internetu miało w ubiegłym roku 92,7 proc. przedsiębiorstw. Najczęściej korzystały one z łączy szerokopasmowych (91,9 proc.) oraz mobilnych łączy szerokopasmowych (61,5 proc.). Prawie połowa dużych firm wykorzystywała media społecznościowe, a z usług w chmurze korzystała jedna czwarta dużych przedsiębiorstw. A jak wygląda kwestia bezpieczeństwa newralgicznych danych, aplikacji krytycznych, itd.? W ubiegłym roku w Polsce jedynie 12,6 proc. firm miała formalnie zdefiniowaną politykę bezpieczeństwa. Najczęściej stosowały ją podmioty zatrudniające co najmniej 250 osób (53,3 proc.). Najwyższy wskaźnik odnotowano w sekcji „działalność finansowa i ubezpieczeniowa” (7 ,2 proc.). Do najczęściej wymienianych zagrożeń respondenci zaliczali: zniszczenie lub uszkodzenie danych, ujawnienie poufnych danych oraz brak dostępu do usług ICT w wyniku ataku z zewnątrz.

Cyfrowa transformacja

Raport „Pokolenie informacji: cyfrowa transformacja biznesu” (badanie przeprowadzone w Polsce we wrześniu 2015 roku przez IDG na zlecenie EMC) stanowi rozwinięcie globalnego raportu „Information Generation: Transforming the Future, Today”, opublikowanego w lutym 2015 roku przez amerykańską centralę EMC. Dane raportu potwierdzają, że polscy managerowie podzielają opinie wyrażane przez ich kolegów ze świata. Aż 96 proc. szefów zagranicznych przedsiębiorstw i 95 proc. decydentów z polskich firm uważa, że takie innowacje, jak urządzenia mobilne, chmura obliczeniowa, analityka danych i sieci społecznościowe przyniosły nowe oczekiwania klientów i na zawsze zmieniły reguły prowadzenia biznesu.

Najważniejsza mobilność

Z obu tych badań wynika, że największy wpływ na zmianę sposobu prowadzenia biznesu na rynkach rozwijających się miały technologie mobilne. Według przedstawicieli dużych przedsiębiorstw i korporacji, w Polsce trzy najważniejsze trendy, które zaraz po urządzeniach mobilnych napędzały zmiany w ich firmach, to: chmura obliczeniowa (49 proc.), analityka danych, czyli Big Data (48 proc.) oraz sieci społecznościowe (29 proc.). Polscy respondenci do głównych trendów technologicznych, które będą miały wpływ na zmianę wewnętrznych sposobów funkcjonowania firm w perspektywie 5-10 lat, zaliczyli: cyberbezpieczeństwo (73 proc.), automatyzację (71 proc.), Big Datę (60 proc.) i hybrydowe środowiska chmurowe (73 proc.). Polscy managerowie wyrażają dużo większe obawy o bezpieczeństwo cyfrowe w porównaniu z wynikami globalnego badania. Okazuje się także, iż Polacy bardziej ufają nowym technologiom niż Amerykanie czy znani z entuzjazmu do nowinek Holendrzy. Zaledwie co dziesiąty polski manager uznał, że brak zaufania do technologii jest barierą utrudniającą biznesowe wykorzystywanie informacji gromadzonych przez przedsiębiorstwa. Tymczasem na brak zaufania wskazał co piąty ankietowany z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Wyniki wszystkich omawianych badań mimo wszystko budzą pewien optymizm. Choć mogłoby się wydawać, że od europejskiego i światowego biznesu dzielą nas lata, sytuacja wcale nie wygląda tak źle. Jest sporo do zrobienia, ale i sporo do zyskania.

Przykładowe pozytywne efekty cyfryzacji biznesu
• poprawa efektywności i wydajności pracy
• usprawnienie komunikacji i pracy w grupach
• możliwość pracy zdalnej
• lepsza obsługa klienta
• łatwy i szybki dostęp do aktualnych danych w czasie rzeczywistym oraz możliwość predykcji przyszłości (narzędzia klasy BI oraz Big Data)
• dostęp do danych z każdego miejsca
• gwarancja bezpieczeństwa danych krytycznych
• szybka reakcja na zapotrzebowanie rynku
• automatyzacja (standaryzacja) zarządzania procesami

Wratislavia-Biodiesel idzie na giełdę

WratislaviaWratislavia-Biodiesel jest jednym z liderów polskiego rynku biopaliw. Działalność operacyjna spółki w latach 2012-2015 pozwoliła jej na awans do grona największych dostawców biokomponentów do PKN Orlen. Historia działalności Wratislavii pokazuje jednak, że rynek, na którym działa, jest bardzo trudny i specyficzny

Na początku swojej działalności spółka nieprzerwanie wykazywała straty (w latach 2007-2010 łączna strata wyniosła ok. 55 mln złotych). Była to konsekwencja złego zarządzania przez ówczesny zarząd. W rezultacie w 2010 roku Wratislavia-BIO Sp. z o.o. zaprzestała prowadzenia dzialności operacyjnej. W drugiej połowie 2011 roku na stanowisko prezesa zarządu został powołany dr Grzegorz Ślak. Spółka nie prowadziła już wtedy działalności operacyjnej oraz wykazywała łączną stratę za rok 2010 i I półrocze 2011 roku w wysokości ok. 40 mln złotych. Nowy prezes rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę restrukturyzację. W jej wyniku w 2012 roku stworzono nowe miejsca pracy, a spółka zaczęła generować zysk.W latach 2012-2015, czyli w okresie, w którym realizowano procesy restrukturyzacyjne, spółka co roku osiągała dodatnie wyniki finansowe. W 2012 roku, a więc w momencie podpisania kontraktów rocznych na dostawy estrów metylowych do PKN Orlen oraz do Grupy Lotos, niezbędne okazało się jednak pozyskanie finansowania na działalność operacyjną. Z uwagi na osiągane w poprzednich latach straty instytucje finansowe nie były chętne do udzielania kredytów. W związku z tym podjęto decyzję o zaciągnięciu pożyczki z Funduszu Inwestycyjnego Atlantis na kwotę 28 milionów zł. Środki te pozwoliły na realizację wspomnianych kontraktów oraz wypracowanie zysku na poziomie ponad 27 milionów złotych.

Przełomowy 2013 rok
Kolejny rok Wratislavia rozpoczęła mając podpisany kontrakt na dostawy estrów metylowych do PKN Orlen, gwarantujący odbiory na poziomie co najmniej 80 000 ton estrów. W 2013 roku spółka w stu procentach zrealizowała kontrakt, co pozwoliło jej rozpocząć nowe negocjacje z lepszej pozycji przetargowej. Dzięki kolejnym umowom spółka umocniła pozycję największego dostawcy estrów metylowych do PKN Orlen. Rok 2013 był przełomowy także z innego powodu. W sierpniu udało się całkowicie spłacić kredyt inwestycyjny zaciągnięty w banku BGŻ. Przestał on być obsługiwany przez spółkę w 2010 roku, w momencie zaprzestania działalności operacyjnej. Wznowienie  obsługi nastąpiło dopiero w 2012 roku. Poprawiająca się kondycja finansowa Wratislavii spowodowała, że finansowanie pożyczką Atlantis przestało być atrakcyjne z uwagi na wysoki koszt pieniądza. Decyzją zarządu w listopadzie 2013 roku przeprowadzono emisję obligacji korporacyjnych, która pozwoliła na całkowitą spłatę pożyczki i zmniejszenie kosztów pozyskania środków finansowych. Rok 2014 upłynął na realizacji kolejnego dużego kontraktu na dostawy estrów metylowych do PKN Orlen. Dla spółki był to kolejny bardzo dobry okres pod względem osiąganych wyników finansowych. Zysk netto przekroczył wtedy poziom 22 milionów złotych. W roku 2015, oprócz tradycyjnego już kontraktu z PKN Orlen, Wratislavia- Biodiesel rozpoczęła dostawy do nowego podmiotu z Grupy Orlen – Orlen Litwa. Pozyskanie kontraktuz podmiotem zagranicznym potwierdziło,że firma jest już konkurencyjna nie tylko na rynku polskim, ale także europejskim. Dobra kondycja finansowa,zapewnione dostawy surowca oraz dobrze skalkulowana cena sprzedaży pozwoliła jej na bezproblemową realizację wszystkich kontraktów i zamknięcie roku obrotowego wynikiem około 23 milionów złotych. Spółka, osiągając stabilną pozycje rynkową, myśli o rozwoju poprzez innowacje i planuje budowę instalacji produkcyjnych, aby stać się liderem branży oleochemicznej w Polsce i Europie. Dostosowując się do coraz bardziej wyśrubowanych wymogów rynkowych Wratislavia-Biodiesel przygotowuje prospekt emisyjny, aby pozyskać kapitał z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w celu realizacji inwestycji o wartości ok. 135 mln złotych.

W drodze na giełdę
Strategią zarządu Wratislavii jest zbudowanie firmy europejskiej o profilu oleochemicznym, stale rozwijającej się, wytwarzającej produkty poszukiwane na rynkach krajowych i europejskich. Nowatorskim działaniem będzie budowa instalacji produkcyjnych, których do tej pory nie było na rynku polskim oraz budowa rynku dla produktów wytworzonych w tych instalacjach. Dzięki przeprowadzonemu procesowi inwestycyjnemu Wratislavia- Biodiesel ma duże szanse zostania liderem na rynku europejskim w produkcji takich biokomponentów, jak: estry metylowe wyższych kwasów tłuszczowych (biodiesel) dla olejów napędowych, bioetanolu dla benzyn motorowych, produkty  oleochemiczne (stearyna, alkohole tłuszczowe, gliceryna, destylowane kwasy tłuszczowe) dla przemysłu. Po zakończonych sukcesem biznesowym latach 2014-2015 wrocławska spółka, jako sprawdzony i godny zaufania partner, kontynuuje swoją działalność poprzez rozszerzanie współpracy z dotychczasowymi odbiorcami, a także aktywnie poszukuje źródeł dywersyfikacji. Po podpisaniu z PKN Orlen kontraktów na dostawy biokomponentów do Polski i na Litwę, które gwarantują stabilność przychodów, koncentruje się na przygotowaniu prospektu emisyjnego w celu wejścia na giełdę (IP0).

 

 

Koniec BRIC. Teraz Polska

ManagerOnline

Brazylia, Rosja, Indie i Chiny, czyli BRIC, miały w pokryzysowych czasach ciągnąć do przodu globalną gospodarkę. Dziś są postrzegane jako zagrożenie dla niej, a do roli jednego z liderów krajów rozwijających się typowana jest Polska

Brazylię, Rosję, Indie i Chiny na liderów grupy krajów rozwijających się, którzy w ciągu dekady mieli awansować do czołówki globalnej gospodarki, namaścił w 2001 roku Jim O’Neill, analityk banku inwestycyjnego Goldman Sachs. Jego prognoza okazała się trafna – wszystkie państwa wchodzące w skład BRIC znajdują się obecnie w dziesiątce największych globalnych gospodarek świata, choć przed 15 laty były w niej jedynie – i to dopiero na siódmym miejscu – Chiny. Każda z tych czterech gospodarek rozwijała się w tym okresie według odmiennego modelu i z różnych powodów, ale połączył je jeden wspólny element – surowce. Chiny i Indie są ich konsumentami, a Rosja i Brazylia – producentami. W uproszczeniu schemat wyglądał tak: dwa pierwsze państwa prowadziły intensywne programy inwestycyjne, co generowało wysoki popyt na surowce, dzięki czemu ich ceny utrzymywały się na wysokim poziomie. Ze względu na wielkość gospodarki oraz skalę i charakter inwestycji, decydujące znaczenie dla rynku surowców miał i ma popyt ze strony Chin – Państwo Środka zużywa około połowy metali przemysłowych i ponad 10 proc. ropy konsumowanych w skali globu.

Chiny przeznaczają na inwestycje równowartość ponad 40 proc. PKB, Indie ponad 30 proc. (dla porównania, w Polsce inwestuje się 20-21 proc. PKB). Na tym korzystały Brazylia i Rosja. Sponsorem tego mechanizmu byli najpierw konsumenci z krajów wysokorozwiniętych, a po kryzysie z lat 2008-2009 Chińczycy, którzy jeszcze mocniej postawili na inwestycje. Ale ten model się wyczerpał, bo dług w Chinach (publiczny i prywatny) wzrósł ze 160 proc. na koniec 2008 roku do około 240 proc. PKB na koniec 2015 roku. Chińskie firmy należą do najbardziej zadłużonych na świecie. Teraz Chińczycy mocniej stawiają na konsumpcję, co oznacza rozwój sektora usług, który nie potrzebuje tylu surowców, co przemysł. Tempo wzrostu PKB w Chinach spada. To m.in. dlatego na początku 2016 roku tona miedzi kosztowała mniej niż 4,5 tys. dolarów, a nie 10 tys. dolarów – jak w 2011 roku. Od szczytu w 2014 roku notowania gazu ziemnego spadły o dwie trzecie, a ropa naftowa potaniała o ponad 70 procent.

W przypadku surowców energetycznych równie duże znaczenie jak ograniczenie popytu przez Chiny mają czynniki podażowe – zwiększeni ich wydobycia z łupków przez Stany Zjednoczone czy utrzymanie na wysokim poziomie produkcji przez Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC). Niskie ceny surowców obnażyły słabość Rosji i Brazylii, które czasów surowcowego boomu nie wykorzystały na zreformowanie swoich gospodarek. Szczególnie bolesny jest upadek Brazylii. Największe państwo Ameryki Południowej typowane było na kolejną naftową potęgę po odkryciu bogatych złóż ropy pod dnem Atlantyku w 2007 roku. Ale brazylijskie El Dorado utonęło w wydatkach socjalnych fundowanych przez lewicowe rządy. Deficyt budżetowy w latach 2013-2016 to około 6 proc. PKB każdego roku. W 2011 roku dług publiczny wynosił 60 proc. PKB i spadał, na koniec 2015 roku sięgnął 70 proc. PKB i w kolejnych latach na rosnąć.

Rok 2016 ma być drugim kolejnym, w którym brazylijska gospodarka skurczy się o ponad 3 procent. Sny o naftowej potędze rozpływają się w gigantycznej aferze korupcyjnej, w której centrum znalazł się kontrolowany przez państwo koncern Petrobras. Kwota wręczonych łapówek miała sięgać 700 mln dolarów, a bezpośrednie straty koncernu szacowane są na 2 mld dolarów. Zapisem upadku Petrobrasu i całego kraju jest spadek giełdowych notowań tego flagowego okrętu brazylijskiej gospodarki o ponad 80 proc. w ostatnich trzech latach. Podobną ścieżką podążyła w ostatnich latach Rosja i jej Gazprom, największy producent gazu na świecie. Które państwa mają zastąpić dziś BRIC w roli liderów krajów rozwijających się? Według Global Business Policy Council, think tanku powiązanego z firmą doradczą A.T. Kearney, szybciej niż konkurenci i reszta świata do roku 2020 rozwijać się będzie siedem państw: Chiny, Malezja, Chile, Peru, Meksyk, Filipiny oraz… Polska. W odniesieniu do naszego kraju prognoza ta wydaje się kilka lat spóźniona…

Pomysł 12 zł za godzinę oceniony pozytywnie

    ManagerOnline

    Projekt ustawy o minimalnym wynagrodzeniu godzinowym w umowach cywilnoprawnych został pozytywnie przyjęty zarówno przez stronę związkową jak i pracodawców.

    Rząd skierował do Rady Dialogu Społecznego poprawiony projekt ustawy o minimalnym wynagrodzeniu godzinowym w umowach cywilnoprawnych, a ściślej rzecz ujmując dotyczący umów-zleceń. Projekt został pozytywnie przyjęty zarówno przez stronę związkową jak i pracodawców.

    Partnerzy społeczni uznali, że po wprowadzeniu niewielu korekt polegających na doprecyzowaniu niektórych zapisów, będzie on mógł być rekomendowany przez Radę Dialogu Społecznego do dalszych prac.

    Najważniejsze zapisy obejmują:
    • wprowadzenie vacatio legis dla wszystkich umów do 1 stycznia 2017;
    • doprecyzowanie zapisów ustawy dotyczących umów prowizyjnych, tak by odpowiadały uzasadnieniu do projektu ustawy;
    • poprawa zapisów dotyczących waloryzacji umów w toku zawartych w ramach zamówień publicznych oraz kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy.

    – Zdaniem nie tylko przedsiębiorców, ale również partnerów społecznych, zapis zezwalający inspektorom pracy kontrolowanie firm ‘o każdej porze dnia i nocy’ w polskim społeczeństwie bardzo źle się kojarzy, przywodząc na pamięć niechlubne dni z minionej epoki. Partnerzy społeczni zgadzają się z umożliwieniem prowadzenia kontroli w zakresie przestrzegania przepisów bhp oraz legalności zatrudnienia w czasie pracy firmy, nawet jeśli dotyczy to pory nocnej. Trudno jednak zaakceptować umożliwienie inspektorom pracy kontroli w porze nocnej dokumentów księgowych i osobowych przedsiębiorstwa. W tym miejscu pragnę nadmienić, że uprawnień takich nie ma nawet policja, która może zakłócić spokój nocny bez zgody sądu (po godzinie 22) tylko w szczególnych, określonych prawem sytuacjach – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Zespołu ds. Zamówień Publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego, ekspert Lewiatana.

    Konieczne też jest unormowanie waloryzacji stawki 12 zł w kolejnych latach oraz obligatoryjny zapis skutków ustawy dla rynku pracy, który mógłby być przeprowadzony np. po trzech latach jej funkcjonowania. Partnerzy społeczni zgodnie zwrócili uwagę na fakt, że rozwiązania polegające na zastępowaniu umowy o pracę umową–zlecenie powinno mieć charakter przejściowy. Celem kolejnych nowelizacji prawa powinno być stworzenie takich warunków prawnych, by zachęcać przedsiębiorców do zatrudnienia pracowników w oparciu o umowę o pracę – a nie tak, jak w uzasadnieniu do omawianego projektu ustawy, gdzie wskazano, że jej celem jest zniechęcenie do stosowania umów cywilno-prawnych.

    – Od lat praktycy zarządzania, tacy jak Tom Peters czy Jack Welch wskazują, że bodźce pozytywne są zdecydowanie lepiej odbierane przez społeczeństwo niż bodźce negatywne. Uważam, że – zamiast szukać nowych dróg – warto skupić się na rozwiązaniach, które zostały już odkryte i z powodzeniem sprawdzone w wieloletniej praktyce – dodaje Marek Kowalski.

    Każda gospodarka opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to pracownicy, a drugi to przedsiębiorcy. Prawidłowy rozwój gospodarki może zapewnić tylko i wyłącznie równowaga pomiędzy tymi filarami. Nie może jednak ona być narzucona ustawowo, ale wypracowana przez uczestniczących w niej graczy, tj. związki zawodowe i organizacje pracodawców.
    Źródło: Lewiatan

    Wyjątkowe miejsce – nietuzinkowy program

    Paintball-300x179Czy to konferencja, szkolenie, impreza integracyjna czy wyjazd motywacyjny – emocje muszą być. Gwarantuje to wyjątkowy program i miejsce

    Wybór miejsca na firmowy event zależy od tego, ile spotkanie czy szkolenie ma trwać, jak duża jest grupa uczestników, jakie są cele i założenia merytoryczne, jak jego uczestnicy mają spędzać czas poza zajęciami, jakie są firmowe obyczaje i budżet firmy. Jednak główną tendencją obserwowaną obecnie na rynku jest organizowanie ich poza siedzibą firmy, bo tylko wtedy pracownicy mogą się odciąć się od codziennych obowiązków.

    – Firmy oczekują od organizatorów eventów ofert na nowe lub nietypowe obiekty z bogatym zapleczem konferencyjno-bankietowym. A w organizowaniu programu eventów ograniczać ma nas jedynie wyobraźnia i, oczywiście, budżety – twierdzi Olga Krzemińska-Zasadzka, dyrektor zarządzająca Agencji POWER, wiceprezes Stowarzyszenia Branży Eventowej. Firmy stają się coraz bardziej wymagające pod względem doboru oferty i miejsca organizacji eventu. Ich potrzeby i preferencje są poddane szczególnej uwadze branży hotelarskiej. Zdaniem ekspertów z branży turystycznej, przyciągnięcie klienta, który już raz wybrał dany obiekt na imprezę integracyjną czy event, jest nie lada wyzwaniem. Aby sprostać oczekiwaniom firm sięgają więc po nowe trendy, takie jak choćby wellbeing, slow life czy slow food.

    Obsługa i udogodnienia

    – Dla uczestników spotkań biznesowych bardzo istotne jest miejsce, czyli obiekt wraz z jego otoczeniem, oraz nieoczywista forma wydarzenia – elementy zaskoczenia. Z drugiej zaś strony, pracodawcy i organizatorzy liczą na zadowolenie uczestników i najwyższą jakość usług przy profesjonalnym i elastycznym wsparciu ze strony hotel – mówi Grażyna Kowalczyk, dyrektor generalna Hotelu Narvil, Hotelarz Roku 2014. Przez ostatnie 10 lat oferta szkoleniowa hoteli i ośrodków konferencyjnych bardzo się ujednoliciła. Wszystkie oferują podobny standard wyposażenia: meble, wystrój, sprzęt techniczny. Dla organizatorów eventów oznacza to przewidywalność i wygodę, ale także… nudę. Dlatego na znaczeniu zyskują miejsca niestandardowe. W miastach są to rozmaite centra kultury, ośrodki sportowe, muzea, restauracje, które mają zaplecze szkoleniowo-konferencyjne. A poza miastem: dworki, pałacyk lub alternatywne ośrodki szkoleniowe.

    W poszukiwaniu wrażeń

    Na rynku widać tendencję do organizowania eventów, które mogą dostarczyć wielu wrażeń. Na przykład, Unity Line organizuje morskie podróże. Ich celem jest Skandynawia, a w drodze do niej uczestnicy bawią się podczas programu integracyjnego. Dla miłośników duńskiego klimatu firma przygotowała specjalną ofertę – podróż do Kopenhagi – obejmującą rejs promem oraz bilet na most Øresund. Pojawiła się też moda na łączenie powrotu do natury z podejściem slow life.
    – Nasi goście coraz chętniej korzystają z regat, możliwości zorganizowania konferencji na statku pływającym po Narwi, pikników, aktywności czy turniejów sportowych w samym hotelu – mówi Grażyna Kowalczyk. Również coraz silniejszy trend na slowfood i gotowanie daje kolejne możliwości obiektom konferencyjnym na rozwinięcie swojej dotychczasowej oferty biznesowej.
    – Mamy w ofercie niecodzienną możliwość organizacji spotkania biznesowego w Studiu Aruana. To wyjątkowe miejsce, składające się z przestrzeni kreacji, degustacji i relaksu, gdzie pod okiem szefa kuchni Witka Iwańskiego można ciekawie spędzić czas, rozkoszując się w smakach i zapachach – dodaje dyrektor hotelu Narvil.

    Wyjątkowe aktywności

    Wydarzenia firmowe są też idealnym momentem, aby uzupełnić elementy służbowe o chwile relaksu i wytchnienia, połączone z aktywnościami outdoorowymi.
    – Kombinacja sportu z umacnianiem więzi pomiędzy członkami firmy przekłada się na przyjazne relacje wśród pracowników. Nie od dziś wiadomo, że im personel bardziej lubi swoją pracę, tym osiąga lesze wyniki. Ważne jest, aby pracownicy podczas tych kilku dni pobytu na wyjeździe nie poruszali zagadnień związanych z pracą. Niech ten czas spożytkują w stu procentach na odpoczynek i grupową zabawę w odpowiednio dobranym kręgu i miejscu – mówi Olga Krzemińska-Zasadzka. Idealny event pozostawia po sobie pozytywne emocje. Od czego to zależy? Olga Krzemińska-Zasadzka uważa, że najważniejsze jest dokładne zbadanie potrzeb klienta, czyli oczekiwań firmy, oraz budżet pozwalający na rzetelną ich realizację. Tzw. efekt wow daje również kreatywne podejście do programu i nowatorskie rozwiązania. Zgodnie z zasadą: przez żołądek do serca, ważny jest też catering – nie tylko jego jakość, ale i ilość. No i realizacja – gdy dopięte są wszystkie szczegóły, gdy każdy trybik zadziała jak trzeba. Nie będzie też idealnego eventu bez zdyscyplinowanych, interaktywnych i zaangażowanych uczestników.

    Dobry fachowiec potrzebny od zaraz


    Czy absolwenci szkół zawodowych to przyszła elita rynku pracy, która z wyższością będzie patrzeć na bezradnych magistrów politologii, socjologii i ekonomii? Zmienia się system kształcenia, a i młodzież coraz przychylniej patrzy na szkoły tego typu

    Już 32 proc. polskich firm przyznaje się, że ma duże lub bardzo duże problemy ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników – wynika z ostatniego badania „International Business Report” wśród 10 tys. średnich i dużych przedsiębiorstw z 36 krajów świata (w tym 200 z Polski) przeprowadzonego przez Millward Brown dla firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton. To najwyższy odsetek od ponad sześciu lat. Gorzej jest tylko na Łotwie (52 proc.), w Estonii (38 proc.) i na Litwie (36 proc.). Tymczasem jeszcze do niedawna polscy pracodawcy, na tle kolegow z innych krajów Unii Europejskiej, nie wyróżniali się pod tym względem niczym szczególnym.

    Odsetek firm deklarujących takie kłopoty, wahający się od 15 do 20 proc., był zbliżony do średniej UE (22 proc.). Z szacunków na koniec 2015 roku wynika, że firmy potrzebowały ponad 400 tysięcy absolwentów szkół zawodowych i techników. Według Łukasza Kozłowskiego, analityka organizacji Pracodawcy RP, gdyby te osoby zostały zatrudnione, polski PKB urósłby o dodatkowe 1,4 proc.

    – Polski rynek pracy cierpi od lat na strukturalne niedopasowanie, tzn. chętnych do pracy jest wielu, ale ich kwalifikacje rzadko odpowiadają potrzebom pracodawcy – stwierdziła komentując wyniki badania Monika Smulewicz, dyrektor zarządzająca, partner w Grant Thornton.

    Na równi pochyłej

    Szczyt popularności szkolnictwa zawodowego w Polsce przypadł na rok 1980, przynajmniej jeśli chodzi o statystykę. W 10 864 różnych szkołach tego typu uczyło się wtedy aż 1,85 mln uczniów. Niestety, najczęściej spotykanym rodzajem szkoły epoki PRL była zasadnicza szkoła zawodowa, do której trafiało w niektórych latach nawet około 55 proc. absolwentów podstawówek. Co gorsze, ta właśnie szkoła była dla zdecydowanej większości uczącej się w niej młodzieży ostatnim szczeblem kształcenia. Głównymi jej wadami były: wąsko rozumiane specjalistyczne kształcenie, coraz bardziej oderwane od potrzeb gospodarki i bardzo skromny program edukacji ogólnej. Zmiany społeczno-polityczne, a przede wszystkim gospodarcze po 1989 roku powinny wymusić konieczność dostosowania do nich całego systemu szkolnictwa. Choć wydawało się to oczywiste, tak się jednak nie stało. I choć jednym z ważniejszym wydarzeń początków transformacji było uchwalenie w 1991 roku ustawy o systemie oświaty, szkolnictwo zawodowe zostało w niej potraktowane marginalnie.

    Dzwonek alarmowy nie włączył się także wtedy, kiedy rozpoczął się bardzo wyraźny spadek zarówno liczby szkół, jak i uczniów zainteresowanych takim kształceniem. O ile jeszcze w 1989 roku działało w Polsce 3,4 tys. samych zasadniczych szkół zawodowych, to 10 lat później już o tysiąc mniej. Nadziei na zamianę niekorzystnego trendu nie przyniosła również reforma z 1998 roku, przygotowana przez Mirosława Handkego, ministra edukacji w rządzie AWS. Zakończyła się sukcesem (wprowadzono m.in. nowy typ szkoły – gimnazjum), ale po raz kolejny szkoły zawodowe zostały potraktowane po macoszemu. Uznano, że najlepszym rozwiązaniem będzie odejście od dwutorowości kształcenia na poziomie ponadgimnazjalnym (ogólnokształcące vs. zawodowe) i pozostawienie w systemie tylko dwuletnich szkół zawodowych. Lata 1990-1999 to stopniowe wygaszanie i likwidacja zasadniczych szkół zawodowych, także z powodu restrukturyzacji  i zamykania przedsiębiorstw prowadzących szkoły przyzakładowe. Poza tym, ponieważ finansowanie szkół stało się głównym zadaniem samorządów  zawodówki znalazły się na straconej pozycji, jako znacznie droższe w utrzymaniu od liceów.

    Wszystko to odbywało się w pełnej zgodzie z oficjalną polityką, której jednym z założeń reformy Handkego było bowiem doprowadzenie do tego, aby 80 proc. uczniów zdawało maturę, a połowa z nich szła na studia. Nie da się ukryć, że tym zmianom towarzyszył wzrost aspiracji edukacyjnych społeczeństwa. Pokolenie powojennego wyżu demograficznego uwierzyło, że studia to inwestycja w dziecko, która się opłaci. Efekt? W latach 1990-2004odsetek studiujących na uczelniach wyższych wzrósł czterokrotnie. Do tych realiów szybko dostosował się rynek usług edukacyjnych. Powstały dziesiątki  szkół prywatnych oferujących dyplomy popularnych kierunków, takich jak zarządzanie, marketing bądź politologia. Rynek pracy został przesycony absolwentami szkół wyższych, a pozbawiony fachowców. W sumie tzw. reforma Handkego w praktyce doprowadziła do likwidacji szkolnictwa zawodowego. W pięcioleciu 2001-2005 z rynku zniknęło 3650 szkół (3056 średnich i 594 zasadniczych). W całym dziesięcioleciu 2001-2010 zamknięto ponad połowę stanu z roku szkolnego 2000/2001. Liczba uczniów szkół zawodowych w tym okresie zmniejszyła się aż o 718 tysięcy.

    Europejskie wzorce są inne

    Niestety, w okresie 25-lecia polskiej transformacji zniszczyliśmy szkolnictwo zawodowe, zwłaszcza średnie szkoły zawodowe 3-letnie i technika. W dodatku w to miejsce w zasadzie nie powstały wyższe szkoły zawodowe. A te, które powstały i nazwały się wyższymi szkołami zawodowymi, prawie wszystkie są do siebie podobne. Kształcą przede wszystkim w zakresie zarządzania i marketingu i właściwie nie gwarantują umiejętności zawodowych w stopniu, w jakim jest to w praktyce potrzebne – ocenia ten okres prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Jej opinia wcale nie była odosobniona.

    Eksperci raz po raz przywoływali przykłady sprawdzonych już w innych krajach Europy modeli kształcenia zawodowego. Choćby Niemcy, gdzie tylko 30 proc. młodych ludzi wybiera szkoły ogólnokształcące, a 70 proc. kieruje się do zawodowych; z kolei w bogatej Szwajcarii do szkół zawodowych idzie aż 80 proc. młodzieży. Edukacja jest tam poparta praktyką, a nowe kierunki kształcenia tworzone są w oparciu o zapotrzebowanie konkretnych branży i ogromne wsparcie setek firm. Osią istnienia szkół zawodowych powinno być bliskie związanie z pracodawcami, którzy później niemal automatycznie zatrudniają absolwentów. Tyle, że w świadomości wielu polskich pracodawców wciąż pokutuje przeświadczenie, iż to szkoły powinny wychodzić z inicjatywą takiej kooperacji. Szlak w Polsce nowym trendom przecierały duże koncerny zagraniczne. Nie czekając na uregulowania prawne zaczęły organizować i wspierać klasy, w których kształciły przyszłych specjalistów do swoich zakładów. Takie klasy utworzyły wtedy m.in.: MAN, Volkswagen, Hearing, Fenix, Intech, Bosch. Z pewnym opóźnieniem w ich ślady ruszyły też firmy polskie.

    Doskonałym przykładem takiego działania jest choćby realizowany od kilku lat program firmy PGNiG Termika. Kiedy zarząd spółki zauważył wzrost przejść na emeryturę pracowników z uprawnieniami, postanowił nawiązać współpracę z Zespołem Szkół nr 40 im. Starzyńskiego w Warszawie oraz Zespołem Szkół Technicznych im. Kościuszki w Radomiu. Dzięki tej koncepcji przywrócono zawód technika energetyka, a w 2012 roku firma zatrudniła pierwszych absolwentów.

    Światełko w tunelu

    Ostatnie lata przyniosły zdecydowaną zmianę podejścia systemowego do problemów kształcenia zawodowego. Wreszcie zdecydowano się na modyfikację przestarzałego modelu. Punktem zwrotnym w tym procesie może okazać się, podpisana w sierpniu 2015 roku, nowelizacja rozporządzenia w sprawie praktycznej nauki zawodu, która wprowadziła tzw. dualny system kształcenia zawodowego, oparty na modelu niemieckim (z powodzeniem stosowany również w Austrii, Danii, Holandii i Szwajcarii). W ciągu najbliższych dwóch, trzech lat ma on objąć ponad 100 tys. uczniów. Zakłada on jednoczesną naukę zawodu w szkołach oraz przedsiębiorstwach. W jego ramach duży nacisk kładzie się na zdobywanie praktycznych umiejętności (i to nie w warsztatach przyszkolnych, ale konkretnych firmach pod okiem fachowych opiekunów), a teoria ma charakter komplementarny. Co warte podkreślenia, młodzi ludzie zdobywają doświadczenie zawodowe w firmach, w których mogą później pracować. W ten sposób uzyskują rzeczywiście potrzebne kwalifikacje, a przedsiębiorstwo może ich przygotować do pracy w obowiązujących w nim standardach organizacyjnych. Do procesu unowocześniania szkolnictwa zawodowego zaangażowano specjalne strefy ekonomiczne, które mają się stać swego rodzaju koordynatorem nowego systemu.

    Nowelizacja ustawy o SSE, ze stycznia 2015 roku, wprowadziła dla spółek zarządzających strefami nowe zadanie, dotyczące tworzenia na ich terenie tzw. klastrów edukacyjnych. Miały one skupiać działające w SSE firmy, okoliczne szkoły zawodowe, starostwa powiatowe i inne podmioty zainteresowane rozwojem kształcenia zawodowego w regionie (izby gospodarcze i rzemieślnicze, kuratoria oświaty, inkubatory przedsiębiorczości, itp.). Jako pierwsza, jeszcze przed zatwierdzeniem prawnych uregulowań, klaster edukacyjny powołała w listopadzie 2014 roku SSE Małej Przedsiębiorczości w Kamiennej Górze. Miesiąc później podpisano porozumienie o utworzeniu Strefowego Klastra Edukacyjnego w Pomorskiej SSE. Obecnie klastry działają już we wszystkich 14 strefach. Pierwsze efekty? Może na razie niezbyt wielkie, ale od czegoś trzeba zacząć. Na przykład, w ramach utworzonego przez Wałbrzyską SSE Klastra Edukacyjnego „INVEST in EDU” (skupia blisko 80 podmiotów) we wrześniu 2015 roku ruszyły dwie klasy patronackie kształcące w zawodzie „operator obrabiarek skrawających”.

    Z taką inicjatywą wystąpiły działające w tej strefie firmy: Segepo-Refa ze Świebodzic, która podjęła współpracę z Zespołem Szkół nr 5 w Wałbrzychu, oraz GKN Driveline – z Zespołem Szkół Ponadgimnazjalnych w Oleśnicy. Uczniowie mają zwiększony dostęp do praktyk na rzeczywistych stanowiskach pracy, płatne staże wakacyjne, zwrot kosztów za podręczniki, a co najważniejsze – możliwość zatrudnienia po uzyskaniu dyplomu. Aż 10 klas patronackich realizujących autorskie programy kształcenia we współpracy ze szkołami m.in. w Legnicy, Chocianowie i Środzie Śląskiej stworzyły firmy z Dolnośląskiego Klastra Edukacyjnego (Wałbrzyska SSE). Co ciekawe, przed wieloma laty w tej strefie powstała idea powołania zawodu „technik mechatronik”, którą wspiera Volkswagen Motor Polska. Umowę o współpracy w kształceniu specjalistów w tym łączącym w sobie elektronikę, informatykę, mechanikę, automatykę i robotykę zawodzie podpisały niedawno także Zespół Szkół nr 3 w Ostrowcu Świętokrzyskim i CELSA „Huta Ostrowiec”. To już inicjatywa w ramach Świętokrzyskiego Klastra Edukacji Zawodowej ze Starachowickiej SSE. Przykłady można by mnożyć…

    Pomogą fundusze unijne

    Program zmian ma także zabezpieczenie finansowe. W tzw. nowej perspektywie unijnej (na lata 2014-2020) fundusze europejskie na ten cel będą pochodzić z dwóch źródeł. Blisko 90 mln euro z krajowego Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (POWER) wesprze zmiany systemowe. Z kolei środki z programów regionalnych (RPO) pomogą konkretnym szkołom rozwinąć współpracę z pracodawcami i uczelniami. Na działania zaplanowane w RPO przewidziano 930 mln euro. W założeniach środki z POWER będą inspirować pracodawców do tego, by aktywnie włączyli się w kształcenie zawodowe.

    Fundusze pozwolą stworzyć mechanizmy współpracy systemu szkolnictwa z biznesem i dzielić się dobrymi praktykami. Powstaną nowe rozwiązania zachęt dla pracodawców. Z tej puli pieniędzy opracowane zostaną również e-zasoby i e-podręczniki do kształcenia zawodowego. Wsparcie z RPO będzie miało bardziej indywidualny charakter. Środki będące w dyspozycji województw pomogą szkołom m.in. w przygotowywaniu programów nauczania we współpracy z pracodawcami, wspólnym prowadzeniu kwalifikacyjnych kursów zawodowych, staży i praktyk (także dla nauczycieli przedmiotów zawodowych) czy uruchomieniu nowych kierunków kształcenia. Dzięki funduszom z RPO ponad 220 tys. uczniów zostanie objętych programem staży lub praktyk. Wsparcie otrzyma też 20 tys. nauczycieli kształcenia zawodowego oraz instruktorów praktycznej nauki zawodu, a ponad 2 tys. szkół zostanie doposażonych w sprzęt i materiały dydaktyczne.

    – To od nas zależy, jak te fundusze wydamy. Albo dobrze, albo za pięć lat będziemy w tym samym miejscu – przekonywała ówczesna minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska. Pozytywnym czynnikiem jest także coraz bardziej wyraźna zmiana w podejściu absolwentów gimnazjów do szkół prowadzących kształcenie zawodowe. O ile w roku szkolnym 2006/2007 kształcenie w technikach i zasadniczych szkołach zawodowych wybierało 47,5 proc. absolwentów gimnazjów, to w roku 2014/2015 na ten krok zdecydowało się już 54,65 proc.

     

    Gospodarka według PiS


    Nie było drugiego takiego rządu, jak gabinet Beaty Szydło, którego polityka gospodarcza byłaby tak zajadle krytykowana już na samym starcie. Choć proponowane zmiany są kontrowersyjne to ich końcowy efekt dla gospodarki nie musi być negatywny. Nie odbiegają też standardem od tego, co proponowały poprzednie ekipy. Pod warunkiem, że nie wejdzie w życie pomysł obniżenia wieku emerytalnego

     

    Rodzina 500 plus to program rozdawnictwa publicznych pieniędzy. Nie dość, że doprowadzi do trwałego powiększenia deficytu budżetowego, to jeszcze otrzymane pieniądze rodzice roztrwonią. Jeśli dodamy do tego zapowiadane podniesienie kwoty wolnej od podatku i wprowadzone zmiany w funkcjonowaniu reguły ograniczającej dotychczas możliwość wzrostu wydatków publicznych, to czeka nas krach finansów publicznych. Podatek od bankowych aktywów ograniczy akcję kredytową i tym samym spowolni inwestycje.

    Ważne Informacje

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

    Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

    Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

    Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

    Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

    Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

    Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

    Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

    Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...