.
Strona główna Blog Strona 400

Hossa na złocie

Popyt inwestycyjny netto (różnica między popytem i podażą) na złoto (w postaci sztabek i monet) wzrósł w 2015 roku o 8 proc., do 878 ton. Najchętniej w złoto inwestują Chińczycy

Od września 2011 roku do grudnia 2015 roku kurs złota spadł o ponad 40 proc., do 1055 dolarów za uncję. Choć nie był to okres wolny od obaw o stan globalnej gospodarki, to w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia dla swoich pieniędzy inwestorzy konsekwentnie wybierali papiery dłużne: amerykańskie, niemieckie, japońskie czy szwajcarskie. Co więc takiego zmieniło się na rynkach finansowych, że w końcu zwrócili uwagę także na złoto?

Polityka monetarna banków centralnych

Jednym z ważniejszych czynników stojących za zmianą trendu jest prowadzona przez wiele banków centralnych polityka ujemnych stóp procentowych, za sprawą której papiery dłużne emitowane przez rządy mają rentowność zbliżoną do zera lub wręcz ujemną. Grupa państw, którym inwestorzy muszą w istocie płacić za pożyczanie im pieniędzy, jest coraz większa i obejmuje między innymi Szwecję, Szwajcarię, Danię, Holandię, Austrię, Francję, Niemcy czy Japonię.

– Złoto nie daje żadnych dochodów i to jest jedna z głównych inwestycyjnych wad tego metalu. Ale w środowisku ujemnych stóp procentowych, kiedy kupując obligacje rządowe inwestorzy muszą liczyć się z konfiskatą części kapitału, ta wada złota staje się jego zaletą. Dopóki polityka banków centralnych się nie zmieni, dopóty złoto wydaje się atrakcyjną lokatą kapitału – mówi Maciej Kołodziejczyk, zarządzający funduszami w Investors TFI. Na razie zmiany polityki monetarnej trudno oczekiwać. Analitycy banku inwestycyjnego JP Morgan oszacowali, że stopy procentowe mogą spaść jeszcze zaskakująco dużo, nawet do -4,5 procent. Z punktu widzenia dalszych wzrostów cen złota to sytuacja bardzo korzystna, bo choć w powszechnym przekonaniu kruszec ten zabezpiecza wartość w okresach wysokiej inflacji, to w istocie najwięcej zyskuje w czasach, kiedy realne stopy procentowe są ujemne. Czyli wtedy, kiedy inwestorzy nie są w stanie zarabiać na rządowych obligacjach.

Wprawdzie w grudniu 2015 roku na rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp procentowych zdecydował się amerykański Fed i początkowo wydawało się, że w tym roku podniesie stopy nawet cztery razy, jednak obecnie wśród inwestorów i analityków panuje przekonanie, że w rzeczywistości podwyżka będzie jedna, może dwie. Przewodnicząca Fed Janet Yellen z jednej strony deklaruje, że cykl będzie kontynuowany, z drugiej zaś wdaje się w spekulacje, czy z prawnego punktu widzenia jest możliwe prowadzenie polityki ujemnych stóp procentowych także w USA. Ta niepewność związana z kierunkiem polityki monetarnej zatrzymała hossę na dolarze. Perspektywa podwyżek stóp procentowych i związane z nimi wyższe zyski z inwestycji w amerykańskie papiery dłużne były jednym z głównych czynników napływu kapitału do USA. Na przełomie stycznia i lutego kierunek ruchu się zmienił i w ciągu dwóch tygodni notowania dolara względem koszyka głównych walut spadły o 4 procent. To największy ruch w dół od maja ubiegłego roku.

– Historycznie dolar był zawsze silnie ujemnie skorelowany z cenami złota. Dlatego osłabienie dolara względem koszyka walut to jeden z głównych powodów wzrostu cen złota – mówi Tomasz Hońdo, starszy analityk Quercus TFI.

Zniechęceni inwestorzy

Odwrotna korelacja wynika z dwóch powodów – złoto rywalizuje z dolarem o miano bezpiecznej przystani, a dodatkowo jego notowania wyrażone są w dolarze. A więc jeśli kurs amerykańskiej waluty spada, nabywcy posługujący się innymi walutami mogą za tę samą kwotę kupić więcej złota. Ta zależność nie zawsze jest ścisła, ale w ostatnich latach sprawdza się bardzo dobrze – ostatnia hossa na rynku złota (obejmująca lata 2001-2011) przebiegała w rytm słabnącego dolara i zakończyła się niemal dokładnie w tym samym momencie, w którym amerykańska waluta zaczęła zyskiwać na wartości. W trakcie 4-letniej bessy przynajmniej kilkukrotnie wydawało się, że kurs złota wraca do trendu wzrostowego, ale te nadzieje szybko gasły. Wysoka dynamika ruchu w górę sugeruje, że tym razem może być inaczej.

– Startujemy z relatywnie niskich poziomów. Jeszcze niedawno na rynku kontraktów terminowych na ten kruszec po raz pierwszy od lat odnotowano przewagę krótkich pozycji o charakterze spekulacyjnym, co świadczyło o bardzo negatywnym postrzeganiu złota. W takich warunkach łatwo o zmianę nastrojów – mówi Tomasz Hońdo. Rosnące wraz ze spadkiem cen zniechęcenie do złota dobrze obrazuje też zachowanie funduszy typu ETF, których zadaniem jest odzwierciedlenie zachowania kursów określonych klas aktywów czy giełdowych indeksów. W szczycie hossy w 2011 roku największy tego typu fundusz dedykowany złotu zgromadził ponad 1300 ton kruszcu o wartości ponad 70 mld dolarów. Według danych na koniec III kwartału 2015 roku, w zasobach SPDR Gold Shares było już niecałe 650 ton złota. To klasyczny mechanizm – w szczycie hossy wszyscy uważają, że notowania rosnąć będą w nieskończoność, na dnie bessy nikt już nie wierzy, że dane aktywa mogą kiedykolwiek przynieść zyski.

Uzupełnienie portfela

Za istotną zmianą trendu na rynku złota przemawia szerokość odwrotu inwestorów od ryzykownych aktywów, która przybiera na sile od połowy ubiegłego roku. Do spadających cen metali przemysłowych dołączyły wtedy akcje notowane na rynkach wschodzących, w kolejnych etapach w bessie znalazły się także obligacje korporacyjne, nieruchomości komercyjne w USA, wreszcie akcje notowane na rynkach rozwiniętych. Inwestorzy bardzo sceptycznie oceniają także kondycję sektora bankowego, który ma kłopoty z wypracowywaniem zysków w czasach, kiedy globalnej gospodarce zagraża ryzyko deflacji – oznacza to spadek stóp procentowych na rynku międzybankowym, do których odnosi się oprocentowanie kredytów.To przekłada się na spadek przychodów, którego banki nie mogą sobie zrekompensować ujemnym oprocentowaniem depozytów. Inwestorzy spekulują też, że banki nie mówią wszystkiego o swoim zaangażowaniu na rynku instrumentów pochodnych i związanym z tym ryzykiem. Paul Achleitner, prezes znajdującego się w ogniu wyprzedaży Deutsche Banku (akcje tej jednej z największych instytucji finansowych w Europie potaniały w ciągu pierwszych sześciu tygodniu 2016 roku o ponad 30 procent), zmuszony został do zapewnienia, że jego firma wykupi wszystkie zapadające w tym roku obligacje.

– Spekulacje na temat ewentualnego załamania w sektorze finansowym, nawet jeśli prawdopodobieństwo takiego zdarzenia nie jest duże, sprzyja wzrostowi kursu złota – mówi Michał Kołodziejczyk. Zakładając, że zmiana trendu na złocie ma trwały charakter, trudno oszacować, jak dużo mogą wzrosnąć notowania szlachetnego metalu. Ponieważ złoto nie daje żadnego dochodu, nie można – na przykład, jak na rynku akcji – stwierdzić, że bieżące wskaźniki wyceny są niższe od historycznych średnich o 30 proc. i na tej podstawie oszacować potencjalną skalę wzrostu kursu. Wiadomo, że w ostatnich 45 latach notowania złota rosły średniorocznie o 8 proc., ale jednocześnie z roku na rok zmiany cen charakteryzowały się wysoką zmiennością. Zdarzyć może się zatem wszystko.

– Złoto wydaje się ciekawym uzupełnieniem zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego ze względu na historycznie niską korelację z akcjami – w tym roku ta reguła także się potwierdza – mówi Tomasz Hońdo

Jak nie zagubić dobrostanu?

Od czasu kiedy wprowadzono pojecie wellness, minęło ponad pół wieku. Ico najważniejsze, jest ono nadal aktualne, awzasadzie nabrało jeszcze większego znaczenia.

Z definicji wellness oznacza styl życia, którego celem jest zwiększenie potencjału każdego z nas, poprzez osiąganie harmonii pomiędzy ciałem, umysłem i duchem. Siedzący tryb życia oraz rosnąca presja czasu i zadań do wykonania potęgują stres. Świadomy i umiarkowany wysiłek fizyczny, niezbyt restrykcyjna dieta, obcowanie z naturą, zrównoważone działania we wszystkich sferach życia, staną się bezcenną profilaktyką przywracającą dobrostan. W poszukiwaniu harmonii W ten nurt wpisuje się Hotel SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie. Położony z dala od miejskich aglomeracji, otoczony Parkiem Krajobrazowym i niczym nie skażoną przyrodą, pozwala obcować z naturą. Sprzyja wsłuchaniu się w potrzeby ciała i całego organizmu oraz poświęcenie mu całej uwagi. Na miejscu goście mogą zadbać o poprawę kondycji i wzmocnić organizm. Sauny, masaże i aromaterapia. To prawdziwa uczta dla ducha i ciała.

Zabiegi te pieszczą wszystkie zmysły i pozwalają całkowicie się zrelaksować. A cykliczne seanse w saunie sprzyjają relaksacji, oczyszczeniu organizmu z toksyn, poprawie krążenia oraz złagodzeniu napięcia mięśniowego i nerwowoego. Fitness i inne formy cwiczen fi zycznych. Ruch poprawi krążenie, rozciągliwość mięśni, ruchomość stawów i wzmocni sylwetkę. Lista proponowanych zajęć jest interesująca, od step i aqua areobiku, strech&relax zaczynając, a na TRX, TBC, Body Shape, BungyPump i Fitt Ball kończąc. Joga. Pozwala na wszechstronny rozwój fizyczny, psychiczny i duchowy. Skutecznie poprawia samopoczucie, pozwala pozbyć się stresu, wyciszyć, spojrzeć w głąb siebie. Kąpiele spa i zabiegi pielęgnacyjne. Nie tylko dbają o urodę i zdrowy wygląd, ale również sprzyjają odprężeniu. Eksperci kosmetologii pomogą dobrać odpowiednią kurację do indywidualnych potrzeb.

Na łonie natury Okolice wokół Hotelu SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie znane są z ich malowniczości, zachwycających pejzaży, czystych lasów, przyjemnych i dobrze oznakowanych szlaków. Idealnie nadają się, aby spędzić każdą wolną chwilę na świeżym powietrzu spacerując, maszerując z kijami do nordic walking, wybierając się na rowery lub jogging, czy udając się na terenową jazdę konną. Tuż przy hotelu znajduje się kort tenisowy, a pół godziny jazdy samochodem – pole golfowe. Także do okolicznych jezior nie jest daleko, a wówczas, mamy do wyboru kajaki, żaglówki lub narty wodne. Czasami codzienne problemy, intensywny tryb życia utrudniają nam osiągnięcie równowagi. Wtedy warto udać się w takie miejsce, w którym będziemy mogli skupić się na swoich potrzebach, a zespół ekspertów pomoże nam ją odzyskać.

 

Białe i niebieskie kołnierzyki

Koszula to niezwykle ważny element męskiej garderoby. Specjaliści twierdzą, że to właśnie ona decyduje o tym, jak jesteśmy postrzegani

Kiedy kogoś poznajemy, odruchowo patrzymy na twarz i przód koszuli – podkreśla Janusz Bielenia, właściciel Studia Szycia na Miarę „Bielenia”.
– W związku z tym istotną rolę pełni również krawat, ale mało kto go dziś zakłada. Na marginesie, w tej niechęci do krawatów, charakterystycznej dla naszego kraju, jest trochę przesady. W Europie Zachodniej lub USA nie wypada pójść na kolację lub spotkanie biznesowe w rozpiętej pod szyją koszuli. To przejaw braku szacunku… Coraz więcej osób zamawia koszule na miarę. To słuszna decyzja, zwłaszcza gdy trzeba zatuszować niedoskonałości sylwetki. Możliwy jest też wariant pośredni, popularny w Hiszpanii, polegający na tym, że kupione w sklepie koszule zanosi się do krawca, który je dopasowuje, nie zapominając, rzecz jasna, o dodaniu monogramu. Warto dodać, że kiedyś starannie wyszyte inicjały właściciela nie miały charakteru prestiżowego, ale po prostu pozwalały stwierdzić, czy praczka nie pomyliła koszul.

Generalnie koszule dzieli się na trzy kategorie. Rolę oficjalną pełnią gładkie, najlepiej białe, jasnoróżowe lub bladoniebieskie. Jest to związane z obowiązującym jeszcze pół wieku temu podziałem na białe kołnierzyki, czyli – najogólniej mówiąc – przedstawicieli inteligencji oraz blue collars, czyli robotników. Najbardziej uniwersalne są koszule białe. Na podobnej zasadzie jak szampan, który pasuje do każdego dania, mogą być stosowane zawsze i wszędzie. Fanatykiem takich koszul był wybitny, zmarły pięć lat temu, malarz Roman Opałka. Kiedy intensywnie pracował nad nowym projektem, kupował kilkanaście białych koszul. Codziennie zakładał nową, a starą wyrzucał do śmieci. Druga ze wspomnianych wyżej kategorii to koszule w paski, które – odpowiednio dobrane – mogą również pełnić rolę formalną, co jednak wymaga sporego wyczucia i doświadczenia. Najtrudniej poprawnie zestawić z innymi elementami stroju koszule reprezentujące trzecią kategorię, czyli kraciaste. Podstawowa zasada brzmi: kratka koszuli musi być co najmniej trzy razy gęstsza niż marynarki, do której planujemy ją założyć.

– Widziałem kiedyś zdjęcie księcia Walii, który miał na sobie sześć różnych kratek i choć zabrzmi to zaskakująco, wyglądał znakomicie – stwierdza Janusz Bielenia.

– Nie mając wielopokoleniowego doświadczenia w dziedzinie komponowania garderoby, warto pamiętać o kilku prostych zasadach. Stanowczo nieeleganckie jest używanie poszetki wykonanej z tego samego materiału co koszula. Należy przypomnieć, że podobna reguła dotyczy również właściwego zestawienia butów i paska. Koszula formalna, w odróżnieniu od casualowej, musi mieć twardy kołnierzyk i mankiety. Zapominają o tym polscy celebryci, którzy upodobali sobie ostatnio formę „eleganckiego obwiesia”, polegającą na noszeniu trochę wygniecionej, wypuszczonej na wierzch koszuli łącznie z marynarką i sportowymi butami. Litościwie mówiąc – nie jest to wzór godny naśladowania. Nie ma nic wspólnego z włoskim stylem, który dopuszcza rezygnację z marynarki w upalne dni. Eleganci z Rzymu i Mediolanu noszą wtedy koszule lniane lub batystowe o specjalnym kroju, zbyt krótkie, by chować je pod paskiem. Idąc na kolację karnie przebierają się w ciemne garnitury i klasyczne koszule.

Zanim odwiedzi się krawca, by zamówić odpowiednie dla siebie koszule, warto zastanowić się nad formą kołnierzyka i mankietów. Najpopularniejsze są szerokie kołnierzyki włoskie, które mieszkańcy Italii nazywają… francuskimi.Styl brytyjski reprezentuje bardziej rozbudowany z przodu kent, a amerykański – zapinany na guziki button down. Do takich właśnie koszul Amerykanie chętnie zakładają krawaty, choć Włosi uważają, że jest to nieeleganckie. Doskonałe usztywnienie kołnierzyka stanowią specjalne fiszbiny; lepiej, gdy są one wkładane, a nie wszyte, ponieważ w tym drugim przypadku brzegi szybko przecierają się w praniu. Mankiety oficjalne, czyli french cuff, powinny być zapinane na spinki. Nieźle sprawdza się połączenie dziurek do spinek z guzikami – pozostawiające użytkownikowi swobodę wyboru. Ciekawe rozwiązanie stanowią nakładki na guziki, które w bardzo atrakcyjnej formie od lat oferuje Montblanc.

Zwykle mankiet zapinany jest na jeden guzik, ale może być ich też 2 lub 3 (to opcja dla osób o bardzo długich rękach). W prawidłowo uszytej koszuli lewy makiet powinien być o około 1 cm szerszy niż prawy – żeby ładnie układał się na zegarku. Jakie są cechy charakterystyczne szytej na miarę wysokiej klasy koszuli? Boczne szwy muszą być cienkie, w odróżnieniu od grubych, maszynowych. Z kolei szwy rękawa i konstrukcji nie powinny się ze sobą „spotykać”. Nie może też zabraknąć dodatkowych guzików pozwalających elegancko zakasać rękawy. I – rzecz  jasna – wysokiej klasy materiał; najlepiej bawełna egipska, znacznie czystsza od tureckiej lub amerykańskiej.

Oszczędność bywa głupotą

Siła jest niczym, jeśli nie ma punktu zaczepienia. Gdyby gekon nie miał przyssawek na łapkach, na nic zdałaby się jego zwinność, lekkość i sprawność. Podobnie jest z oponami samochodowymi

Proponuję ćwiczenie intelektualne. Przyjrzyjcie się państwo „Managerowi”, który macie właśnie przed sobą. Kiedy patrzycie na ten artykuł, czyli na tzw. rozkładówkę, jest to płachta w formacie A3, a więc prostokąt o rozmiarach, w przybliżeniu, 30×40 cm. Zachowajcie to w pamięci, zaraz do tego wrócimy. Spójrzmy teraz na samochód. W dzisiejszych czasach, gdy auta są wykonywane z bardzo odpornych i sztywnych materiałów, gdy na ich pokładzie znajdują się setki kilogramów izolacji termicznych i akustycznych oraz elementów wyposażenia podnoszących komfort i bezpieczeństwo, gdy większość zdolna jest do rozpędzenia się do 200 km/godz., nawet te najmniejsze modele ważą ponad tonę.

Masa wprawiona w ruch
Przeciętny samochód klasy kompaktowej to minimum 1300 kg, a bardzo sportowe pojazdy praktycznie nie schodzą poniżej 1600 kg. Z kolei auta klasy wyższej potrafią przekraczać dwie tony, a duże SUV-y ważą powyżej 2300 kg. Do tego dochodzi ciężar pasażerów i bagaży. To ogromne masy i ogromne siły bezwładności, kiedy zostaną wprawione w ruch. W ruch wprawiają je coraz bardziej wydajne, ale i coraz mocniejsze silniki. Auta wyposażane są także w coraz lepsze, coraz bardziej skuteczne hamulce. Rozwój techniki i technologii skutkuje tym, że samochody są w stanie bezpiecznie pokonywać zakręty z prędkościami nawet dwukrotnie większymi od ich poprzedników zaledwie sprzed 20 lat. A inteligentna elektronika umie sprawić, że nawet gdy kierowca poważnie przesadzi z prędkością, sytuację da się uratować bez strat. Oczywiście, wszystko to opiera się na możliwościach, jakie daje kontakt z podłożem. Przyczepność opon. To one sprawiają, że potworne silniki nie zmienią swej mocy tylko w dym i hałas, że auto ruszy niczym z katapulty i że fenomenalne hamulce będą w stanie je zatrzymać, a wspaniałe zawieszenie i genialny układ kierowniczy pozwolą przejechać zakręt z przeciążeniami, jakie do niedawna zapewniała tylko najbardziej agresywna karuzela. A teraz – zgodnie z zapowiedzią – wróćmy do początkowego akapitu. Spójrzcie państwo jeszcze raz na nasz magazyn. 30×40 cm. Podzielcie w myśli ten spłachetek papieru na cztery części. Już? Dokładnie tak wygląda powierzchnia przylegania wszystkich czterech opon nowoczesnego samochodu, powiedzmy, klasy kompaktowej: Golfa, Octavii, Aurisa, Astry… Jeśli będziemy rozważać mocniejsze, większe auta, powierzchnia ta będzie się rozrastać, ale maksymalnie najwyżej o niecałą połowę więcej od rozłożonego „Managera”. Tak właśnie będzie wyglądać odcisk opon (powierzchnia przylegania) w najpotężniejszych SUV-ach czy supersportowych bolidach.

Cała prawda o oponach

A teraz uświadomcie sobie, że opisane zadania stawiane przed oponami to nie wszystko. Bo podłożem nie musi być asfalt, bo nawierzchnia może być mokra, może być zabłocona albo zaśnieżona, pokryta szronem czy wprost „czarnym lodem”, a więc gołoledzią. I ze wszystkim tym muszą sobie poradzić cztery kawałki gumy, dźwigające na sobie 1000, albo i 2300 kg. Żeby nie było zbyt łatwo, pomyślcie, że przecież opona ma bieżnik, a w nim rowki, które służą do wyciskania spod auta wody, błota czy śniegu, by zapewnić bezpośredni kontakt z podłożem. Rowki to co najmniej 1/4 bieżnika, więc tyle trzeba odjąć od płachty papieru, którą do tej pory widzicie jako powierzchnia przylegania. A przecież oprócz tego ogumienie musi być ciche i nie stawiać nadmiernych oporów toczenia… Naprawdę, oszczędzanie na oponach to największy dowód braku wyobraźni, jaki można spotkać. Najlepsze opony nie są drogie dlatego, że mają ładną nazwę czy że ktoś je nazywa popularnym mianem „premium”. Nie, są drogie, bo ich producenci wykorzystali całą swą wiedzę, by uczynić je wszechstronnie znakomitymi. Tym się różnią od produktów oponopodobnych – które są tanie, ale w zamian wszechstronnie beznadziejne. Najlepiej się o tym przekonać czytając testy porównawcze opon. Warto wydać kilkanaście złotych za dostęp do nich na stronach ADAC, TÜV czy GTÜ. One nie kłamią. Sprzedawcy często mają po prostu towar, który trzeba wypchnąć z magazynu. Kupując opony, zawsze o tym pamiętajcie.

Pół roku z Espace

EspaceJaki jest Renault Espace? Można wymienić wiele opisujących go słów: nowatorski, zaskakujący innowacyjnymi rozwiązaniami, przestrzenny, rodzinny, itd. Przede wszystkim jest to jednak znakomite auto, które w dodatku cechuje nadzwyczaj rozsądna relacja jakości do ceny

Jeździłem Espace przez sześć miesięcy i nigdy nie czułem się znudzony lub rozczarowany. Auto dostosowywało się do moich oczekiwań w przeróżnych sytuacjach. Przykłady? Dwa dni po odebraniu Espace z Renault Polska wybrałem się wraz z rodziną na długie wakacje do Umbrii. Nasza ekipa składała się z czterech osób dorosłych i dwojga dzieci. Jak się łatwo domyślić, mieliśmy do zapakowania sporo walizek. Konstruktorzy przewidzieli możliwość różnych konfiguracji automatycznie składanych foteli. Zdecydowaliśmy się ulokować wszystkie bagaże z tyłu, na miejscu jednego siedziska. Walizki przymocowaliśmy linką, którą bez trudu przeciągnęliśmy przez kilka fabrycznych uchwytów. Dzieci usiadły w drugim, a mniejsza z dorosłych pasażerek w trzecim rzędzie. Nikt nie narzekał na niewygodę lub brak miejsca na nogi. Wracając z Włoch dołożyliśmy do bagaży około 50 butelek znakomitej Valpolicelli Ripasso i nadal było nam wygodnie…

Trzy miesiące później przewoziłem Espace duże obrazy na wystawę artystów notowanych w Kompasie Młodej Sztuki. Tym razem w ciągu kilku sekund za pomocą specjalnych przycisków złożyłem wszystkie fotele, dzięki czemu otrzymałem przestrzeń bagażową, jakiej nie powstydziłby się rasowy dostawczak. Na co dzień woziłem Espace córki do szkoły. Choć w drugim rzędzie miały ogromną ilość miejsca, to i tak prosiły, żebym otworzył tylne fotele, które uznały za najbardziej atrakcyjne. Dlaczego – nie wiem, ponieważ wszystkie siedziska w tym modelu są znakomicie wyprofilowane. Z punktu widzenia kierowcy, Espace jest autem skłaniającym do ciągłych eksperymentów. Dlaczego? Użytkownicy mają do dyspozycji kilka trybów zmieniających sposób prowadzenia auta. Choć mogłem spersonalizować swoje preferencje, co zresztą zrobiłem już pierwszego dnia, to jednak później używałem dwóch ustawień: „Sport” lub „Komfort”. Pierwsze z nich znakomicie sprawdzało się w ruchu miejskim i na zatłoczonych wąskich drogach, a drugie na autostradach, tym bardziej że od razu uruchamiało masaż… Kiedy włączałem poszczególne tryby, automatycznie zmieniał się kolor podświetlania wnętrza, grafika ekranu szybkościomierza oraz centralnego tabletu. Mam wrażenie, że preferowany przez producenta jest tryb „Eco”, który zachęca kierowcę do oszczędnej jazdy, nagradza za osiągnięcia w tej dziedzinie, a nawet udziela porad. Czy jednak warto dla jednego litra na 100 km rezygnować z dynamicznej jady oraz ograniczać wydajność klimatyzacji w upalne dni? Jak radzi kapelan harleyowców ksiądz Eda Jaworski: „Jedenaste nie waryjuj”.

Moim zdaniem, lepiej cieszyć się dynamiczną jazdą. W testowanym przeze mnie topowym modelu Initiale Paris zamontowano oszczędny i wydajny silnik benzynowy 1,6 o mocy 200 KM, który rzadko palił więcej niż 8 l na 100 km. Dzięki turbinie motor szybko osiągał moc umożliwiającą szybki start na zielonym świetle. Kierowcy różnych usportowionych, tuningowanych aut ze zdziwieniem oglądali tylne światła wielkiego Renault. W tym miejscu warto dodać, że nowy Espace w zasadniczy sposób różni się od swoich poprzedników. Nie jest to już van, ale seksowny crossover, którego kształt sugeruje, że żadna droga nie będzie dla niego trudna. I jeszcze jedno: ten naprawdę duży samochód dzięki systemowi 4control, czyli czterem kołom skrętnym, jest w stanie znakomicie wpasować się w każdy zakręt. Ale to nie wszystko. 4control szalenie ułatwia parkowanie. W omawianej wersji można było skorzystać z pomocy automatycznego asystenta, który po dotknięciu odpowiedniej zakładki na środkowym wyświetlaczu sam parkował. I w dodatku robił to wyjątkowo szybko. Sześć miesięcy spędzonych z Espace skłania mnie do refleksji, że była to znajomość, którą warto kontynuować. Choć jestem nieuleczalnym fanatykiem kabrioletów, to jednak w tym przypadku rekompensowała mi to ogromna przeszklona połać dachu oraz możliwość głębokiego otwarcia szyberdachu.

 

 

U progu cyfrowej rewolucji

ManagerOnline

Nowe technologie i rozwiązania, jak mobilność, analityka Big Data, cloud computing czy media społecznościowe, na zawsze zmieniły reguły prowadzenia biznesu

Informatyka od lat wywiera duży wpływ na sposób prowadzenia oraz efektywność działalności biznesowej. Nowe technologie i rozwiązania IT nie tylko zapewniają przewagę konkurencyjną, ale także decydują o przyszłości każdej firmy.

Cyfrowa rewolucja

Z raportu „Cyfrowy wir: jak cyfrowa rewolucja redefiniuje branże” („Digital Vortex: How Digital Disruption is Redefining Industries”), ogłoszonego w czerwcu 2015 roku przez Światowe Centrum na Rzecz Cyfrowej Transformacji Biznesu wynika, że w ciągu najbliższych pięciu lat cyfrowa rewolucja wyprze z rynku około 40 proc. firm mających obecnie silną pozycję w swoich branżach. 75 proc. objętych badaniem managerów postrzega to zjawisko jako formę postępu, 72 proc. uważa, że zwiększa wartość dodaną oferowaną klientom, a 66 proc. – że ma pozytywny wpływ na rozwój jednostek. Jednocześnie aż 43 proc. respondentów nie dostrzega ryzyka związanego z cyfrową rewolucją, a tylko 25 proc. podejmuje aktywne działania, by przygotować się na związane z nią nowe wyzwania. Termin „cyfrowy wir” obrazuje zmiany, jakie cyfryzacja wywołuje we wszystkich branżach, nieuchronnie wciągając firmy w centrum tego zjawiska.

Badanie przeprowadzono wśród liderów biznesowych z 12 branż z 13 krajów. Branże najbardziej podatne na cyfrową zmianę w najbliższych pięciu latach to nowe technologie (w tym produkty i usługi), te „napędzane danymi” (data-driven industries), media I rozrywka, telekomunikacja, usługi finansowe, handel detaliczny. Firmy odnoszące największy sukces w cyfrowej gospodarce potrafią łączyć wiele źródeł wartości dla klientów, takich jak niski koszt, pozytywne wrażenia i wygodna platforma dostarczania produktów czy usług, i w ten sposób tworzą nowe modele biznesowe o ogromnym potencjale wzrostu.

Cyfryzacja biznesu

W rankingu Komisji Europejskiej polska gospodarka pod względem stopnia cyfryzacji biznesu zajmuje szóste miejsce od końca. Ze wskaźnikiem na poziomie 0,38 (przy maksymalnej wartości 1) plasujemy się na 23. pozycji na 28 państw UE, a to oznacza spadek o jedną pozycję w porównaniu z 2014 rokiem. Ale choć mogłoby się wydawać, że od europejskiego biznesu dzielą nas lata, sytuacja nie wygląda tak źle. Z badania Ipsos MORI, przeprowadzonego w 2015 roku na zlecenie Microsoftu, wynika, że cyfryzacja biznesu jednoznacznie kojarzy się w Polsce z pozytywnymi zmianami: znacząco podnosi efektywność pracy (31 proc. wskazań), usprawnia komunikację i pracę w grupach (37 proc.) oraz zapewnia lepszą obsługę klienta (38 proc.). Zmiana analogowego na bardziej cyfrowy i elastyczny styl pracy z każdego miejsca i urządzenia przynosi nie tylko pozytywne skutki dla pracowników, ale również większą sprawność i konkurencyjność samej firmy. W dobie totalnej digitalizacji życia brak aktywności we wdrażaniu nowych technologii to z biznesowego punktu widzenia działanie w dłuższej perspektywie skazane na porażkę. Przed firmą, która je wdroży, otwierają się drzwi do nowego świata – biznesu 2.0.

Cyfrowa firma

Firma Intel określa obecny klimat w biznesie jako wir zmian (Vortex of Change), w którym pojawia się nie tylko mnóstwo wyzwań, ale i wiele możliwości. Główny strateg Intela Jim Henrys zidentyfikował sześć cech cyfrowej firmy, które mogą posłużyć do uzyskania przewagi konkurencyjnej. Cyfrowa firma to taka, w której dane odgrywają kluczową rolę i która korzysta z zalet otaczającego ją inteligentnego świata, oferuje usługi dostępne na żądanie, zdobyła zaufanie klientów, działa w całkowicie zintegrowanym środowisku, a podstawą jej działania jest innowacyjny pomysł realizowany przez zespół skutecznie wdrażający innowacje i korzystający z technologii cyfrowych. Niestety, jak wynika z badania „Monitoring kondycji sektora MMŚP”, przeprowadzonego w 2015 roku na zlecenie Konfederacji Lewiatan, z grona 1111 przebadanych mikro- i małych przedsiębiorstw blisko co czwarta mikrofirma (26 proc.) i co dziesiąte małe przedsiębiorstwo (9 proc.) nadal nie korzystają z żadnych technologii informatycznych. W badaniu Lewiatana pojawiają się jednak również pewne akcenty optymistyczne. Prawie 60 procent firm cyfrowych, czyli takich, które wykorzystujących co najmniej trzy technologie informatyczne, wprowadziło na rynek w 2014 roku i planowało wprowadzić na rynek w 2015 roku nowe lub ulepszone produkty. W większości z nich (56,5 proc.)  udoskonalonym produktom towarzyszyły innowacje marketingowe, co świadczy o w pełni świadomym podejściu do wdrażania innowacji. Wprowadzanie na rynek nowych produktów wymaga bowiem nie tylko zmian w sposobie komunikowania się z rynkiem, ale również nowej strategii promocji, itp.

Społeczeństwo informacyjne

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego (pochodzcych z raportu „Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2015 roku”), dostęp do internetu miało w ubiegłym roku 92,7 proc. przedsiębiorstw. Najczęściej korzystały one z łączy szerokopasmowych (91,9 proc.) oraz mobilnych łączy szerokopasmowych (61,5 proc.). Prawie połowa dużych firm wykorzystywała media społecznościowe, a z usług w chmurze korzystała jedna czwarta dużych przedsiębiorstw. A jak wygląda kwestia bezpieczeństwa newralgicznych danych, aplikacji krytycznych, itd.? W ubiegłym roku w Polsce jedynie 12,6 proc. firm miała formalnie zdefiniowaną politykę bezpieczeństwa. Najczęściej stosowały ją podmioty zatrudniające co najmniej 250 osób (53,3 proc.). Najwyższy wskaźnik odnotowano w sekcji „działalność finansowa i ubezpieczeniowa” (7 ,2 proc.). Do najczęściej wymienianych zagrożeń respondenci zaliczali: zniszczenie lub uszkodzenie danych, ujawnienie poufnych danych oraz brak dostępu do usług ICT w wyniku ataku z zewnątrz.

Cyfrowa transformacja

Raport „Pokolenie informacji: cyfrowa transformacja biznesu” (badanie przeprowadzone w Polsce we wrześniu 2015 roku przez IDG na zlecenie EMC) stanowi rozwinięcie globalnego raportu „Information Generation: Transforming the Future, Today”, opublikowanego w lutym 2015 roku przez amerykańską centralę EMC. Dane raportu potwierdzają, że polscy managerowie podzielają opinie wyrażane przez ich kolegów ze świata. Aż 96 proc. szefów zagranicznych przedsiębiorstw i 95 proc. decydentów z polskich firm uważa, że takie innowacje, jak urządzenia mobilne, chmura obliczeniowa, analityka danych i sieci społecznościowe przyniosły nowe oczekiwania klientów i na zawsze zmieniły reguły prowadzenia biznesu.

Najważniejsza mobilność

Z obu tych badań wynika, że największy wpływ na zmianę sposobu prowadzenia biznesu na rynkach rozwijających się miały technologie mobilne. Według przedstawicieli dużych przedsiębiorstw i korporacji, w Polsce trzy najważniejsze trendy, które zaraz po urządzeniach mobilnych napędzały zmiany w ich firmach, to: chmura obliczeniowa (49 proc.), analityka danych, czyli Big Data (48 proc.) oraz sieci społecznościowe (29 proc.). Polscy respondenci do głównych trendów technologicznych, które będą miały wpływ na zmianę wewnętrznych sposobów funkcjonowania firm w perspektywie 5-10 lat, zaliczyli: cyberbezpieczeństwo (73 proc.), automatyzację (71 proc.), Big Datę (60 proc.) i hybrydowe środowiska chmurowe (73 proc.). Polscy managerowie wyrażają dużo większe obawy o bezpieczeństwo cyfrowe w porównaniu z wynikami globalnego badania. Okazuje się także, iż Polacy bardziej ufają nowym technologiom niż Amerykanie czy znani z entuzjazmu do nowinek Holendrzy. Zaledwie co dziesiąty polski manager uznał, że brak zaufania do technologii jest barierą utrudniającą biznesowe wykorzystywanie informacji gromadzonych przez przedsiębiorstwa. Tymczasem na brak zaufania wskazał co piąty ankietowany z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Wyniki wszystkich omawianych badań mimo wszystko budzą pewien optymizm. Choć mogłoby się wydawać, że od europejskiego i światowego biznesu dzielą nas lata, sytuacja wcale nie wygląda tak źle. Jest sporo do zrobienia, ale i sporo do zyskania.

Przykładowe pozytywne efekty cyfryzacji biznesu
• poprawa efektywności i wydajności pracy
• usprawnienie komunikacji i pracy w grupach
• możliwość pracy zdalnej
• lepsza obsługa klienta
• łatwy i szybki dostęp do aktualnych danych w czasie rzeczywistym oraz możliwość predykcji przyszłości (narzędzia klasy BI oraz Big Data)
• dostęp do danych z każdego miejsca
• gwarancja bezpieczeństwa danych krytycznych
• szybka reakcja na zapotrzebowanie rynku
• automatyzacja (standaryzacja) zarządzania procesami

Wratislavia-Biodiesel idzie na giełdę

WratislaviaWratislavia-Biodiesel jest jednym z liderów polskiego rynku biopaliw. Działalność operacyjna spółki w latach 2012-2015 pozwoliła jej na awans do grona największych dostawców biokomponentów do PKN Orlen. Historia działalności Wratislavii pokazuje jednak, że rynek, na którym działa, jest bardzo trudny i specyficzny

Na początku swojej działalności spółka nieprzerwanie wykazywała straty (w latach 2007-2010 łączna strata wyniosła ok. 55 mln złotych). Była to konsekwencja złego zarządzania przez ówczesny zarząd. W rezultacie w 2010 roku Wratislavia-BIO Sp. z o.o. zaprzestała prowadzenia dzialności operacyjnej. W drugiej połowie 2011 roku na stanowisko prezesa zarządu został powołany dr Grzegorz Ślak. Spółka nie prowadziła już wtedy działalności operacyjnej oraz wykazywała łączną stratę za rok 2010 i I półrocze 2011 roku w wysokości ok. 40 mln złotych. Nowy prezes rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę restrukturyzację. W jej wyniku w 2012 roku stworzono nowe miejsca pracy, a spółka zaczęła generować zysk.W latach 2012-2015, czyli w okresie, w którym realizowano procesy restrukturyzacyjne, spółka co roku osiągała dodatnie wyniki finansowe. W 2012 roku, a więc w momencie podpisania kontraktów rocznych na dostawy estrów metylowych do PKN Orlen oraz do Grupy Lotos, niezbędne okazało się jednak pozyskanie finansowania na działalność operacyjną. Z uwagi na osiągane w poprzednich latach straty instytucje finansowe nie były chętne do udzielania kredytów. W związku z tym podjęto decyzję o zaciągnięciu pożyczki z Funduszu Inwestycyjnego Atlantis na kwotę 28 milionów zł. Środki te pozwoliły na realizację wspomnianych kontraktów oraz wypracowanie zysku na poziomie ponad 27 milionów złotych.

Przełomowy 2013 rok
Kolejny rok Wratislavia rozpoczęła mając podpisany kontrakt na dostawy estrów metylowych do PKN Orlen, gwarantujący odbiory na poziomie co najmniej 80 000 ton estrów. W 2013 roku spółka w stu procentach zrealizowała kontrakt, co pozwoliło jej rozpocząć nowe negocjacje z lepszej pozycji przetargowej. Dzięki kolejnym umowom spółka umocniła pozycję największego dostawcy estrów metylowych do PKN Orlen. Rok 2013 był przełomowy także z innego powodu. W sierpniu udało się całkowicie spłacić kredyt inwestycyjny zaciągnięty w banku BGŻ. Przestał on być obsługiwany przez spółkę w 2010 roku, w momencie zaprzestania działalności operacyjnej. Wznowienie  obsługi nastąpiło dopiero w 2012 roku. Poprawiająca się kondycja finansowa Wratislavii spowodowała, że finansowanie pożyczką Atlantis przestało być atrakcyjne z uwagi na wysoki koszt pieniądza. Decyzją zarządu w listopadzie 2013 roku przeprowadzono emisję obligacji korporacyjnych, która pozwoliła na całkowitą spłatę pożyczki i zmniejszenie kosztów pozyskania środków finansowych. Rok 2014 upłynął na realizacji kolejnego dużego kontraktu na dostawy estrów metylowych do PKN Orlen. Dla spółki był to kolejny bardzo dobry okres pod względem osiąganych wyników finansowych. Zysk netto przekroczył wtedy poziom 22 milionów złotych. W roku 2015, oprócz tradycyjnego już kontraktu z PKN Orlen, Wratislavia- Biodiesel rozpoczęła dostawy do nowego podmiotu z Grupy Orlen – Orlen Litwa. Pozyskanie kontraktuz podmiotem zagranicznym potwierdziło,że firma jest już konkurencyjna nie tylko na rynku polskim, ale także europejskim. Dobra kondycja finansowa,zapewnione dostawy surowca oraz dobrze skalkulowana cena sprzedaży pozwoliła jej na bezproblemową realizację wszystkich kontraktów i zamknięcie roku obrotowego wynikiem około 23 milionów złotych. Spółka, osiągając stabilną pozycje rynkową, myśli o rozwoju poprzez innowacje i planuje budowę instalacji produkcyjnych, aby stać się liderem branży oleochemicznej w Polsce i Europie. Dostosowując się do coraz bardziej wyśrubowanych wymogów rynkowych Wratislavia-Biodiesel przygotowuje prospekt emisyjny, aby pozyskać kapitał z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w celu realizacji inwestycji o wartości ok. 135 mln złotych.

W drodze na giełdę
Strategią zarządu Wratislavii jest zbudowanie firmy europejskiej o profilu oleochemicznym, stale rozwijającej się, wytwarzającej produkty poszukiwane na rynkach krajowych i europejskich. Nowatorskim działaniem będzie budowa instalacji produkcyjnych, których do tej pory nie było na rynku polskim oraz budowa rynku dla produktów wytworzonych w tych instalacjach. Dzięki przeprowadzonemu procesowi inwestycyjnemu Wratislavia- Biodiesel ma duże szanse zostania liderem na rynku europejskim w produkcji takich biokomponentów, jak: estry metylowe wyższych kwasów tłuszczowych (biodiesel) dla olejów napędowych, bioetanolu dla benzyn motorowych, produkty  oleochemiczne (stearyna, alkohole tłuszczowe, gliceryna, destylowane kwasy tłuszczowe) dla przemysłu. Po zakończonych sukcesem biznesowym latach 2014-2015 wrocławska spółka, jako sprawdzony i godny zaufania partner, kontynuuje swoją działalność poprzez rozszerzanie współpracy z dotychczasowymi odbiorcami, a także aktywnie poszukuje źródeł dywersyfikacji. Po podpisaniu z PKN Orlen kontraktów na dostawy biokomponentów do Polski i na Litwę, które gwarantują stabilność przychodów, koncentruje się na przygotowaniu prospektu emisyjnego w celu wejścia na giełdę (IP0).

 

 

Koniec BRIC. Teraz Polska

ManagerOnline

Brazylia, Rosja, Indie i Chiny, czyli BRIC, miały w pokryzysowych czasach ciągnąć do przodu globalną gospodarkę. Dziś są postrzegane jako zagrożenie dla niej, a do roli jednego z liderów krajów rozwijających się typowana jest Polska

Brazylię, Rosję, Indie i Chiny na liderów grupy krajów rozwijających się, którzy w ciągu dekady mieli awansować do czołówki globalnej gospodarki, namaścił w 2001 roku Jim O’Neill, analityk banku inwestycyjnego Goldman Sachs. Jego prognoza okazała się trafna – wszystkie państwa wchodzące w skład BRIC znajdują się obecnie w dziesiątce największych globalnych gospodarek świata, choć przed 15 laty były w niej jedynie – i to dopiero na siódmym miejscu – Chiny. Każda z tych czterech gospodarek rozwijała się w tym okresie według odmiennego modelu i z różnych powodów, ale połączył je jeden wspólny element – surowce. Chiny i Indie są ich konsumentami, a Rosja i Brazylia – producentami. W uproszczeniu schemat wyglądał tak: dwa pierwsze państwa prowadziły intensywne programy inwestycyjne, co generowało wysoki popyt na surowce, dzięki czemu ich ceny utrzymywały się na wysokim poziomie. Ze względu na wielkość gospodarki oraz skalę i charakter inwestycji, decydujące znaczenie dla rynku surowców miał i ma popyt ze strony Chin – Państwo Środka zużywa około połowy metali przemysłowych i ponad 10 proc. ropy konsumowanych w skali globu.

Chiny przeznaczają na inwestycje równowartość ponad 40 proc. PKB, Indie ponad 30 proc. (dla porównania, w Polsce inwestuje się 20-21 proc. PKB). Na tym korzystały Brazylia i Rosja. Sponsorem tego mechanizmu byli najpierw konsumenci z krajów wysokorozwiniętych, a po kryzysie z lat 2008-2009 Chińczycy, którzy jeszcze mocniej postawili na inwestycje. Ale ten model się wyczerpał, bo dług w Chinach (publiczny i prywatny) wzrósł ze 160 proc. na koniec 2008 roku do około 240 proc. PKB na koniec 2015 roku. Chińskie firmy należą do najbardziej zadłużonych na świecie. Teraz Chińczycy mocniej stawiają na konsumpcję, co oznacza rozwój sektora usług, który nie potrzebuje tylu surowców, co przemysł. Tempo wzrostu PKB w Chinach spada. To m.in. dlatego na początku 2016 roku tona miedzi kosztowała mniej niż 4,5 tys. dolarów, a nie 10 tys. dolarów – jak w 2011 roku. Od szczytu w 2014 roku notowania gazu ziemnego spadły o dwie trzecie, a ropa naftowa potaniała o ponad 70 procent.

W przypadku surowców energetycznych równie duże znaczenie jak ograniczenie popytu przez Chiny mają czynniki podażowe – zwiększeni ich wydobycia z łupków przez Stany Zjednoczone czy utrzymanie na wysokim poziomie produkcji przez Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC). Niskie ceny surowców obnażyły słabość Rosji i Brazylii, które czasów surowcowego boomu nie wykorzystały na zreformowanie swoich gospodarek. Szczególnie bolesny jest upadek Brazylii. Największe państwo Ameryki Południowej typowane było na kolejną naftową potęgę po odkryciu bogatych złóż ropy pod dnem Atlantyku w 2007 roku. Ale brazylijskie El Dorado utonęło w wydatkach socjalnych fundowanych przez lewicowe rządy. Deficyt budżetowy w latach 2013-2016 to około 6 proc. PKB każdego roku. W 2011 roku dług publiczny wynosił 60 proc. PKB i spadał, na koniec 2015 roku sięgnął 70 proc. PKB i w kolejnych latach na rosnąć.

Rok 2016 ma być drugim kolejnym, w którym brazylijska gospodarka skurczy się o ponad 3 procent. Sny o naftowej potędze rozpływają się w gigantycznej aferze korupcyjnej, w której centrum znalazł się kontrolowany przez państwo koncern Petrobras. Kwota wręczonych łapówek miała sięgać 700 mln dolarów, a bezpośrednie straty koncernu szacowane są na 2 mld dolarów. Zapisem upadku Petrobrasu i całego kraju jest spadek giełdowych notowań tego flagowego okrętu brazylijskiej gospodarki o ponad 80 proc. w ostatnich trzech latach. Podobną ścieżką podążyła w ostatnich latach Rosja i jej Gazprom, największy producent gazu na świecie. Które państwa mają zastąpić dziś BRIC w roli liderów krajów rozwijających się? Według Global Business Policy Council, think tanku powiązanego z firmą doradczą A.T. Kearney, szybciej niż konkurenci i reszta świata do roku 2020 rozwijać się będzie siedem państw: Chiny, Malezja, Chile, Peru, Meksyk, Filipiny oraz… Polska. W odniesieniu do naszego kraju prognoza ta wydaje się kilka lat spóźniona…

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...