.
Strona główna Blog Strona 391

„Gazeta Bankowa” wyłoniła Najlepsze Banki 2016

14 czerwca br. w Hotelu Westin w Warszawie, podczas uroczystej gali zostali ogłoszeni zwycięzcy XXIV edycji konkursu „Najlepszy Bank” w dwóch kategoriach: bank komercyjny i bank spółdzielczy.

W ramach plebiscytu poza uhonorowaniem samych podmiotów rynkowych wyróżniliśmy także najskuteczniejszych prezesów, przyznając statuetkę Bankowego Menedżera Roku 2015.

Tegorocznym partnerem merytorycznym konkursu „Gazety Bankowej” była firma doradcza BDO. Andre Helin, prezes zarządu BDO, podczas swojego przemówienia podkreślił rekordową liczbę zgłoszeń do plebiscytu, jakie otrzymaliśmy w tej edycji. Konkurs został stworzony również we współpracy z niezależną kapitułą pod przewodnictwem prof. Adama Glapińskiego, prezesa zarządu Narodowego Banku Polskiego.

Punktem kulminacyjnym gali było uroczyste wręczenie statuetek i wyróżnień wyłonionym w konkursie bankom. Jako pierwsi nagrody odebrali przedstawiciele najlepszych instytucji w kategorii: Małe i Średnie Banki Spółdzielcze.

Najlepszy Bank 2016

w kategorii: Mały i Średni Bank Spółdzielczy

1.

Bank Spółdzielczy w Lipce

2.

Bank Spółdzielczy w Nasielsku

3.

Bank Spółdzielczy w Łukowie

 

Rekomendacje w tej kategorii oprócz głównych laureatów otrzymali również: Bank Spółdzielczy w Końskowoli, Kaszubski Bank Spółdzielczy, Bank Spółdzielczy w Szadku, Bank Spółdzielczy w Pszczółkach, Bank Spółdzielczy w Sośnicowicach, Bank Spółdzielczy w Ośnie Lubuskim, Bank Spółdzielczy w Poniatowej.

W kategorii Dużych Banków Spółdzielczych główne nagrody otrzymali:

Najlepszy Bank 2016

w kategorii: Duży Bank Spółdzielczy

1.

Bank Spółdzielczy w Płońsku

2.

Bank Spółdzielczy w Jordanowie

3.

Spółdzielczy Bank Ludowy w Złotowie

 

Rekomendacje w tej kategorii oprócz głównych laureatów otrzymali również: Ludowy Bank Spółdzielczy w Strzałkowie, Bank Spółdzielczy w Toruniu, Bank Spółdzielczy w Ostrowi Mazowieckiej, Rejonowy Bank Spółdzielczy w Malanowie, Powiatowy Bank Spółdzielczy w Sokołowie Podlaskim, Piastowski Bank Spółdzielczy w Janikowie, Bank Spółdzielczy we Wschowie.

Po wręczeniu nagród dla banków spółdzielczych, specjalnie dla zgromadzonych na sali gości, Wojciech Surmacz, redaktor naczelny „Gazety Bankowej” przeprowadził z prof. Glapińskim wywiad zatytułowany „Misja i nowe wyzwania dla Narodowego Banku Polskiego”. Prezes zarządu NBP podczas rozmowy szczególnie podkreślił nowy etap, na jaki wchodzi rynek bankowy.

Następnie uhonorowane zostały zwycięskie instytucje w kategorii: Małe i Średnie Banki Komercyjne.

Najlepszy Bank 2016

w kategorii: Mały i Średni Bank Komercyjny

1.

Volkswagen Bank Polska S.A.

2.

Idea Bank SA

3.

Bank Pocztowy S.A.

 

Ostatnie nagrody, jakie w tym konkursie przewidziane są dla instytucji, powędrowały do Dużych Banków Komercyjnych.

Najlepszy Bank 2016

w kategorii: Duży Bank Komercyjny

1.

ING Bank Śląski S.A.

2.

Bank Zachodni WBK S.A.

3.

Alior Bank S.A.

Podczas gali wręczone zostały również statuetki najlepszym z najlepszych sektora bankowego. Tytuł Bankowego Menedżera Roku 2015 w kategorii bank spółdzielczy zdobył Józef Mitura prezes zarządu Banku Spółdzielczego w Brodnicy. Spośród zarządzających bankami komercyjnymi wyróżniliśmy Wojciecha Sobieraja, szefa Alior Banku.


Galę zaszczycili swoją obecnością prezesi i członkowie zarządów banków oraz przedstawiciele najważniejszych instytucji finansowych w Polsce.

Relacja z gali dostępna jest już na stronie: www.gb.pl/najlepszy-bank-2016-pcompetition-13.html oraz pojawi się w sierpniowym wydaniu „Gazety Bankowej”, który na rynku będzie dostępny od 28 lipca.

Szczegółowe wyniki rankingu odnajdą Państwo w aktualnym wydaniu lipcowym dostępnym w salonach Empik i Inmedio, a także w wersji elektronicznej: www.gb.pl/e-wydanie-gb.html

 

Gala magazynu Manager – Globalna Polska

ManagerOnline

{youtube}https://www.youtube.com/watch?v=L1K36Uorxpw{/youtube}

Środowisko pracy jako narzędzie zarządzania

Postępująca digitalizacja świata zmienia sposób, w jaki pracujemy. Tendencje te odzwierciedla architektura biur, która koncentruje się nie tylko na kwestiach estetycznych, ale przede wszystkim wspomaga wydajność

Środowisko pracy powinno być więc rozumiane jako narzędzie zarządzania ukierunkowujące wysiłki pracowników na osiąganie celów. A firmy – jak wiadomo – mają różne plany w odniesieniu do wydajności, dobrego samopoczucia pracowników i dbałości o koszty.

– Jeśli środowisko pracy jest narzędziem zarządzania, muszą istnieć cele biznesowe, które są osiągane przy użyciu tego narzędzia – podkreśla Ari-Matti Purhonen, odpowiedzialny za działalność firmy Martela w Finlandii i Szwecji. – Ma to na celu stworzenie profilu środowiska pracy i pracowników, a następnie kształtowanie odpowiednich przestrzeni i obszarów, które będą służyć potrzebom firmy. Kiedy na początku XX wieku powstawały pierwsze lokale biurowe, ich forma stanowiła odwzorowanie hal produkcyjnych. Pracownicy siedzieli za biurkami ustawionymi – tak jak maszyny – w liniach prostych. A wydajność mierzono za pomocą zegarka. W ciągu ostatniego stulecia sposób, w jaki pracujemy, uległ znaczącym zmianom, ale niedostatecznie przełożyło się to na projektowanie środowiska pracy. Także i dzisiaj biura często przypominają fabryki sprzed stu lat. Według Ari-Matti Purhonena, zmiany w tej dziedzinie zachodzą zbyt wolno. – Dla osób zaangażowanych w obszary wiedzy, środowisko pracy jest bardzo ważne, ponieważ powinno pobudzać zdolność do tworzenia nowych wartości. Uważam, że stanowczo zbyt rzadko jest to brane pod uwagę. Dobrze funkcjonujące środowisko pracy składa się z obszarów symbolizowanych przez Cztery C: communication, concentration, collaboration, chilling out, czyli komunikacja, koncentracja, współpraca i relaks.

Komunikacja jest ważna zarówno w zarządzaniu, jak i interakcjach między pracownikami. Środowisko pracy musi więc obejmować obszary, które sprzyjają komunikacji. Nowoczesna organizacja pracy powinna też kłaść nacisk na zdolność do koncentracji, która przekłada się na wydajność, zwłaszcza w przypadku pracowników działających w obszarze wiedzy. Środowisko pracy powinno być wolne od zakłóceń, co może być trudne do osiągnięcia w biurach zaprojektowanych na otwartym planie. Gdy wymagająca koncentracji praca jest zakłócana, powrót do poprzedniego rytmu i osiąganie płynności może zająć wiele cennego czasu. Ari-Matti Purhonen podkreśla, że środowisko pracy powinno ułatwiać współpracę między ludźmi i różnymi wydziałami firmy. Tymczasem możliwość harmonijnego współdziałania stanowi problem wielu firm. Niewiele zadań może być wykonywanych przez jedną tylko osobę, właściwie zawsze jest konieczna współpraca. Powinna więc przebiegać bezproblemowo. Środowisko pracy powinno stanowić stymulator współpracy, m.in. proponując obszary, które będą skłaniać do wchodzenia we wzajemne relacje. Nikt nie jest w stanie pracować ze stuprocentową wydajnością przez cały dzień. Podobnie jak sportowcy, pracownicy muszą od czasu do czasu odpocząć. Dlatego też środowiska pracy powinny oferować możliwości relaksu.

– Mózg, a nie mięśnie to najważniejszy zasób pracownika w dzisiejszych czasach – dodaje Ari-Matti Purhonen. – A mózg nie może pracować z pełną mocą przez cały dzień. Środowisko pracy powinno mieć wydzielone miejsca, w których ludzie odpoczywają, aby mogli powrócić do swoich zadań i ponownie dawać z siebie wszystko. Zasada Czterech C powinna być realizowana w oparciu o potrzeby użytkowników. Nigdy nie powinna być wprowadzana mechanicznie. Kształtując miejsce pracy należy jasno określić cele: może to być np. poprawa współpracy lub lepsza koncentracja. Firmy często starają się utrzymywać koszty biura na możliwie jak najniższym poziomie, a propozycja wprowadzenia Czterech C może u nich powodować zdziwienie. Czy jednak koszty tworzenia właściwego środowiska pracy, które jest narzędziem zarządzania, muszą być duże?

– Badania wykazały, że stopień wykorzystania środowisk pracy jest często znacznie mniejszy niż sądzimy. Co więcej, praca w dzisiejszych czasach jest często mobilna: pracownicy odwiedzają klientów, pracują zdalnie i tak dalej. Oznacza to, że nowe, zmodernizowane biuro jest prawie zawsze mniejsze niż tradycyjne. A to powoduje oszczędności, które mogą być wykorzystane do pokrycia kosztów wprowadzanych zmian – podsumowuje Ari-Matti Purhonen.

Joy znaczy radość

Radość z użytkowania samochodu może mieć wiele odcieni. Škoda sprawia swym ostatnim programem, że nabycie nowego auta tej marki w specyfikacji Joy wiąże się właściwie z każdą odmianą radości

Sprawa jest prosta – modele w specyfikacji Joy wyróżniają się wyglądem (m.in. seryjnie alufelgi, przyciemniane szyby i czujniki parkowania) i wykończeniem wnętrza (wszywki z Alcantary w tapicerce foteli, niebieskie przeszycia). Ale także ich wyposażenie jest wyjątkowe – znajdziemy tu m.in. seryjnie radioodtwarzacz z kolorowym ekranem sterującym i łączem bezprzewodowym Bluetooth, klimatyzację i uchwyt na tablet dla pasażerów tylnej kanapy. Każdy model Joy ma seryjnie 6 poduszek powietrznych. Ale jest i druga strona tej przyjemności: nie jest ona droga. Po pierwsze, Joy jako modele specjalne mają także specjalnie skalkulowane ceny, a po drugie…

Po drugie, nie trzeba angażować swych środków, żeby cieszyć się Joyem. Bo Škody w tej specyfikacji są objęte specjalnym programem finansowym – podpisując 4-letnią umowę na finansowanie i wpłacając tylko 20 proc. wartości auta, przez następne 48 miesięcy spłacamy tylko 1 proc. wartości auta miesięcznie! Jak z tego wynika, 4-letnie użytkowanie nowoczesnego i świetnie wyposażonego auta (Fabia, Yeti lub Octavia) kosztować będzie klienta tylko 68 proc. jego wartości. Jest powód do radości? Ale może być jeszcze lepiej – Škoda proponuje także indywidualne, elastyczne podejście do klienta, przy czym możliwe jest podpisanie umowy nawet bez wkładu własnego.

Legenda ożywa

To jeden z najważniejszych modeli w historii Fiata. Ma zawalczyć o kompletną zmianę postrzegania marki – choć więc nie będzie modelem masowym, ciąży na nim ogromna odpowiedzialność. Na szczęście, ma wielkie szanse na sukces

Legendą model 124 Spider został równe 50 lat temu – w 1966 roku zaprezentowano samochód zaprojektowany przez Pininfarinę, który stylem, duszą i charakterem podbił serca milionów ludzi na świecie. W listopadzie ubiegłego roku zaprezentowano jego następcę – tym razem opierając go technicznie na konstrukcji Mazdy MX-5 czwartej generacji. Tylko nadwozie i zespół napędowy są produkcji Fiata, całość jest produkowana w japońskiej fabryce w Hiroszimie. Jednak auto ma wyrazisty, własny charakter i trudno się w nim dopatrzyć jakichkolwiek niewłoskich cech, jego uroda jest niezaprzeczalnie „italiana”. Nietrudno sobie wyobrazić, jak w tym aucie – jak i 50 lat temu – do zdjęć pozuje Sophia Loren…

Ten wyjątkowy roadster wchodzi właśnie oficjalnie do sprzedaży również na naszym rynku. Ceny zaczynają się od 110 tys. złotych przy bardzo obfitym wyposażeniu, które kosztem 7 tys. złotych można wzbogacić do poziomu luksusowego (wersja „Lusso”). Nie jest to zaporowa cena za niebywale ekskluzywny (w sensie egzotyczności luksusowej zabawki) samochód, którego własności jezdne – sądząc po możliwościach zaprezentowanych już przez Mazdę MX-5 (docenionej przez elitę fachowców, została Światowym Samochodem Roku 2016) – zagwarantują swym użytkownikom niesamowite doznania, prawdziwy aktywny relaks w połączeniu z gołym niebem nad głowami.

Niebo jest granicą

Rolls-Royce od przeszło wieku jest synonimem luksusu, ekskluzywności niedostępnej dla kogokolwiek spoza elity. Od kwietnia br. w Polsce jest już oficjalny salon tej marki, która swym klientom pozwala na wybredność jakiej sobie nawet nie wyobrażacie

Przed otwarciem salonu w Warszawie miałem zaszczyt odwiedzić fabrykę Rolls-Royce’a w Goodwood nad kanałem La Manche. Mieści się ona tuż obok legendarnego toru wyścigowego, na którym corocznie odbywa się Festiwal Szybkości, co razem sprawia, że każdy maniak motoryzacji doznaje natychmiast przyspieszenia tętna. Słysząc słowo „fabryka” mają Państwo, tak samo jak ja, wizję wielkiej, hałaśliwej hali pełnej automatów, robotów, wózków widłowych i transporterów, strumieni iskier ze spawarek i pokrzykujących na siebie tłumów ludzi. Pomijam już fakt, że to imaginacja sztucznie stworzona na potrzeby widzów filmów dokumentalnych – w nowoczesnych fabrykach samochodów jest dość cicho, nikt nie biega, nie ma nieporządku, choć widać wyraźnie pośpiech, presję czasu i ekonomii. Nawet jednak tak spokojny obraz nie ma nic wspólnego z tym, co ukazuje się oczom obserwatora w fabryce RR w Goodwood. I z pewnością nie ma mowy o jakimkolwiek pokazowym przedstawieniu, bo fabrykę tę wciąż zwiedzają ludzie, codziennie co najmniej po kilkunastu – klienci uwielbiają najpierw zobaczyć, jak wygląda podejście robotników do pracy. Oraz do ich samochodów…

A podejście jest takie, jak to określa zasada, że pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł. Pracują tu wyłącznie ludzie potrafiący wykonywać trudne prace, wymagające sprawności manualnej oraz intelektualnej. Nie ma mowy o bezmyślnym, mechanicznym w sensie powtarzalności wykonywaniu wciąż tych samych czynności. Nie. Tu każdy produkt jest inny. Nie istnieje coś takiego, jak „seryjny Rolls-Royce”, bo Rolls-Royce nie jest po prostu środkiem transportu. To nie jest pojazd, którym się człowiek przemieszcza z punktu A do punktu B. Samochód, który oferuje się klientowi, to raczej poemat o samochodzie. Mówi się o modelu, o silniku, charakterze (limuzyna, superlimuzyna, coupé lub kabriolet), i tyle. Karoseria, napęd, koła. Resztę definiuje klient. A jak definiuje? W ogromnej większości to, co sobie wymarzył (a także KTO sobie co wymarzył) jest tajemnicą handlową. Oczywiście, klient ma zawsze rację, lecz wbrew obiegowym opiniom, nie wszystko jest możliwe. Ale bezproblemowo akceptowane są zlecenia np. opracowania koloru nadwozia według wzoru, którym jest, przykładowo, „pukiel włosów” – sierść ulubionego setera irlandzkiego (autentyk, klient z USA). Takie zlecenia realizowane są swoim tempem (nawet i pół roku), bywają drastycznie kosztowne, ale dla tych, którzy je składają, w pełni opłacalne. Bo taki specjalny kolor można zastrzec (uzyskać do niego prawa autorskie) i nazwać wedle uznania, co zwykle uznaje się za warte wydatku (odrębnego od reszty samochodu) na poziomie co najmniej 180 tys. złotych. Tyle bowiem kosztuje procedura, obejmująca m.in. wizyty klienta w fabryce lub podróże specjalnych kurierów-handlowców, prezentujących wyniki prac nad zleceniem. Oczywiście, lakier to tylko początek. Materiały wykończeniowe w kabinie to kolejna serenada księżycowa na temat najwyższej klasy rzemiosła, umiejętności i wiedzy. Rolls-Royce z góry zaznacza, że przyjmie każde zlecenie, które będzie… legalne.

Można więc np. mieć skórę węża czy krokodyla (istnieją specjalne hodowle), ale już z nosorożca czy słonia – nie. Na przykład, na życzenie klienta po trwających rok badaniach uzyskano specjalną, zupełnie nową odmianę jedwabiu, którym pokryto fotele i boczki drzwiowe. Materiał zdobiły ręcznie malowane motywy roślinne i zwierzęce w stylu tradycyjnego malarstwa japońskiego… Podobnie jest z drewnem, metalami, kompozytami: wszystko, co najlepsze, ale przede wszystkim to, czego sobie życzy klient. Bo każdy inaczej pojmuje luksus. I właśnie na tym polega ekskluzywność, którą w tej marce nazywa się „bespoke”. Bespoke to po prostu najwyższy wymiar personalizacji. Warto jednak zaznaczyć jedną, być może niewyobrażalną kwestię: wbrew obiegowym opiniom, Rolls-Royce nie oferuje opancerzonych samochodów. Ale poza tym – sky is the limit!

 

Klasa E = wyzwanie

Każda nowa klasa E jest automatycznie najważniejszym tematem motoryzacyjnym świata. Ale jeszcze żaden model stuttgarckiej marki nie miał w sobie tak gigantycznego potencjału niszczącego dla wszystkich potencjalnych rywali

Nowa limuzyna segmentu dyrektorskiego jest o wiele bardziej obła niż jej poprzedniczka, wpisuje się jednoznacznie w język designu stworzony dla klasy S. Teraz elegancji sedana towarzyszy nowy rodzaj dostojeństwa – świadomość, że nie trzeba nikomu niczego udowadniać. Linie nowej klasy E są miękkie, czego efektem jest wyśrubowana aerodynamika, wyrażająca się we współczynniku Cx na poziomie 0,23, czym może się pochwalić niewiele pojazdów eksperymentalnych! Taki poziom dopracowania karoserii skutkuje obniżeniem poziomu hałasu, ale i stawia wyzwanie przed inżynierami układu jezdnego i silnika, bo to, co wychodzi spod ich ręki, zostaje natychmiast poddane najostrzejszej ocenie jako wysuwające się akustycznie na pierwszy plan.

Silniki (część z nich to jednostki zupełnie nowe) pracują niemal niesłyszalnie, także ich mocowanie do karoserii jest perfekcyjne i nie pozwala na przenoszenie drgań na konstrukcję auta. Zaś układ jezdny został po prostu dopracowany bez zarzutu: w testowanym egzemplarzu oparto go na opcjonalnym resorowaniu pneumatycznym, które ma niewielkie problemy tylko z krótkimi nierównościami poprzecznymi, a i to wyłącznie jeśli najedzie się na nie jednocześnie oboma kołami jednej osi. Nawet jest to czysta perfekcja, także dźwiękowo. Poza tym nawet przy autostradowych 180 km/h kierowca może bez podnoszenia głosu swobodnie rozmawiać z każdym z pasażerów tylnej kanapy. Kabina jest ogromna i bardzo komfortowa, choć – co może zaskoczyć np. tych, którzy uważają każdego Mercedesa E za archetyp taksówki – wyraźnie czteroosobowa. Naturalnie, jest i środkowy pas, ale samo uformowanie kanapy jest jednoznaczne. Miejsce kierowcy jest wyposażone nie tylko w znakomity fotel (już seryjny jest po prostu wspaniały, a Mercedes oferuje kilka odmian), ale też perfekcyjne użytkowo, ergonomicznie. Pozycja jest wspaniała, regulacja pozwala wygodnie zasiąść każdemu kierowcy o wzroście w zakresie od 150 do 210 cm.

Zdarzają się też błędy wynikające z choroby nowości, które powinny zostać szybko wyeliminowane. Trudno o pełen zachwyt nad wspaniałymi materiałami, jakimi wykończono pięknie narysowany kokpit, jeśli już podczas regulacji temperatury klimatyzacji pod naciskiem palca (lekkim, to wszak po prostu przełącznik!) konsola środkowa trzeszczy… A przypominam: kabina jest fenomenalnie wyciszona, więc takie rzeczy dostrzega się natychmiast! Poza tym kokpit nowej limuzyny jest fascynująco piękny, w przeciwieństwie do klasy S nie musi go nawet psuć ogromny tablet zastępujący klasyczny zestaw zegarów (niestety, wszystkie testowe egzemplarze wyposażono w to akcesorium). Można tu mieć klasyczne zegary – są wyposażeniem seryjnym. Nowa klasa E jest też pierwszym modelem stuttgarckiej marki, w którym zastosowano nowy system multimedialny, wreszcie z interfejsem w pełni logicznym i zrozumiałym nie tylko dla fanów marki. Jest – mówiąc w największym uproszczeniu – właściwie równie intuicyjny i sprawny, a w dodatku można nim sterować z wielu poziomów, w tym swego rodzaju dżojstikiem – niesamowicie wygodnym – na kierownicy. Szkoda tylko, że szybkość działania nie jest już tak imponująca. Błyskawicznymi reakcjami i zachowaniami cechuje się za to 9-stopniowa skrzynia automatyczna.Jest gotowa na każde skinienie kierowcy („skinienie”, nie „ruch stopy”, bo reaguje dosłownie natychmiast także na naciskanie łopatek pod kierownicą), zawsze pracuje na odpowiednim przełożeniu, a nawet po włączeniu trybu pracy „Sport” nie trzyma silnika niepotrzebnie na wysokich obrotach. To zupełne novum i w klasie E, i w ogóle w marce. Tak trzymać!

To samo warto powiedzieć o pracy układu jezdnego, który umie nie tylko transportować swych pasażerów jak na puchowej poduszce, ale też z wielką zwinnością pokonywać zakręty i z chęcią uczestniczyć w nawet dość brutalnych zabawach na krętych drogach. W efekcie zawieszenie nowej klasy E trudno ocenić inaczej niż jako perfekcyjną kombinację luksusu klasy S i spontaniczności oraz zwinności klasy C. Wspaniałe osiągnięcie! Jeśli chodzi o wyposażenie – w tym ochronne – Mercedes znów wysuwa się na czoło producentów. Zarówno specyfikacja seryjna, jak i lista opcji robią ogromne wrażenie. A wszyscy inni, którzy aspirują do klasy Premium w segmencie dyrektorskim, muszą swe aspiracje przemyśleć.

Boom na cyfryzację

O cyfrowej transformacji oraz roli nowych technologii w procesie zmian opowiada Ronald Binkofski, dyrektor generalny Microsoft w Polsce

Jaki wpływ na biznes ma proces cyfrowej transformacji?
Ogromny. De facto definiuje na nowo perspektywę rozwoju biznesu. Wystarczy wspomnieć takie przykłady, jak choćby Skype, Uber, Airbnb, cały świat cyfrowej reklamy, albo aplikacje oferujące streaming muzyki czy wideo. To wszystko nowe biznesy, które opierają się na usługach cyfrowych. Co ciekawe, na taki kierunek zmian zaczynają też stawiać nawet najbardziej tradycyjne branże produkcyjne,dostrzegając w narzędziach cyfrowych najprostszą szansę na udoskonalenie swojego modelu działania. Zdaniem Gartnera, 50 proc. wszystkich organizacji dokona cyfrowej transformacji z końcem tego roku, a do 2019 roku liczba ta wzrośnie do 83 proc.

Czy cyfryzacja jest obarczona dużym ryzykiem?
Większe ryzyko może stanowić pozostanie w świecie analogowym. Żeby stać się bardziej konkurencyjnymi, część firm decyduje się na krok w kierunku cyfryzacji tak szybko, jak to jest tylko możliwe. Wystarczy spojrzeć na polski sektor bankowy i telekomunikacyjny, gdzie skala wykorzystania cyfrowych narzędzi do kreowania nowych modeli biznesowych, usprawnienia marketingu i podniesienia efektywności procesów jest bardzo duża. Powodzenie cyfrowej transformacji w dużej mierze zależy od osoby lidera oraz potrzeby, która ten proces naturalnie przyspiesza. Nie bez znaczenia dla procesu cyfryzacji jest również dojrzałość organizacji, tzn. w jakim stopniu firma i jej zespół akceptuje to, co ma przynieść zmiana. Rzecz jasna, niezbędni są ambasadorowie transformacji, którzy – jak w przypadku każdej zmiany – będą prezentować korzyści z niej wynikające i przygotowywać zespół na jej przyjęcie. Proces cyfrowych zmian powinny wymuszać potrzeby użytkowników, dlatego zawsze należy zaczynać transformację od ich precyzyjnego rozpoznania. Microsoft dysponuje kompleksowym zestawem narzędzi i rozwiązań oraz know-how, ale to oczekiwania odbiorców – naszych klientów – wyznaczają kierunek transformacji.

Ale co ją różni od innych zmian w organizacji?
Zdecydowanie jej dynamika. W świecie wirtualnym nie ma bowiem takich ograniczeń, jak w świecie rzeczywistym. Cyfryzacja biznesu może następować bardzo dynamicznie i do tego często nie wymaga dużych nakładów inwestycyjnych. To przede wszystkim zmiana mentalna dotycząca sposobu prowadzenia biznesu. Wymaga określonych narzędzi i usług oraz ich akceptacji zarówno ze strony pracowników, jak i pracodawcy, który umożliwia bardziej mobilny styl pracy. Managerowie powinni zrozumieć, że pracownik może być w pełni produktywny realizując swoje zadania poza biurem, a to nie jest dzisiaj jeszcze powszechne. Oczywiście, im zmiany są bardziej innowacyjne, tym większe ryzyko samego procesu cyfryzacji. Inaczej wygląda to przecież w małej firmie, która zamienia papierowy obieg dokumentów na elektroniczny, a inaczej w dużym przedsiębiorstwie, gdzie zmiana obejmuje tysiące pracowników i wiele procesów biznesowych. Z drugiej strony, na rynku jest coraz więcej narzędzi, które spełniają wymagania odbiorców poszukujących sposobów na usprawnienie pracy. Dobrym przykładem są cyfrowe transformacje małych firm, gdzie sami pracownicy byli ambasadorami zmiany. W niektórych przypadkach to właśnie oni przekonywali właścicieli firm do tego, że zmiana stylu ich pracy i funkcjonowania jest konieczna i będzie korzystna dla biznesu.

To w jaki sposób przedsiębiorstwa powinny myśleć o technologii, by wykorzystać jej potencjał do zapewnienia sobie wzrostu?
Najbardziej oczywiste sposoby skutecznego wykorzystania technologii dotyczą wewnętrznej organizacji pracy i optymalizacji jej procesów. Nawet w małej firmie poprawa współpracy między pracownikami oraz komunikacji z klientami dzięki wykorzystaniu technologii mobilnych i chmurowych zapewnia wymierne korzyści. Dodatkowo internet tworzy ogromne szanse globalnego rozwoju, ekspansji na nowe rynki przy niewielkich nakładach finansowych. Niegdyś wymagało to znacznych inwestycji, a dzisiaj granice terytorialne właściwie nie istnieją, jeśli dobrze spozycjonujemy naszą ofertę online. Najwięcej korzyści można jednak uzyskać dzięki drastycznemu obniżeniu bariery wejścia w technologie chmurowe, co pozwala testować nowe rozwiązania software’owe bardzo małym nakładem środków, bez konieczności inwestowania w infrastrukturę. IT i cyfrowa transformacja nie są jednak celem samym w sobie, tylko narzędziem, które otwiera organizację na nowe pomysły i możliwości. Takie podejście pozwala też łatwiej pokonać opory mentalne całej organizacji przed cyfrową zmianą.

Systemy IT pozwalają firmom gromadzić ogromne ilości danych, ale w Polsce tylko 8 proc. marketerów z nich skutecznie korzysta. Jak za ich pomocą polepszyć wydajność biznesu?
Na razie Internet of Things i mechanizmy Big Data rozwiązują problem gromadzenia danych, ale w mniejszym stopniu ich przetwarzania i wyciągania odpowiednich wniosków. Oczywiście, dostępne są rozwiązania klasy Business Intelligence, które od strony technologii doskonale radzą sobie z takimi projektami. Nadal jednak wydaje się, że dysponujemy dużo większą ilością danych niż jesteśmy w stanie ich mądrze spożytkować. Pomysłów na ich wykorzystanie jest dużo, ale dopiero czas pokaże, które z nich sprawdzą się w praktyce. Wiele zależy od tego, w jaki sposób uda się ustrukturyzować Big Data pochodzące z różnych obszarów zastosowań, by można było wypracować standardy ich porozumiewania się między sobą. Dla przykładu, producent wind ThyssenKrupp stworzył kompleksowy system wymiany informacji, który gromadzi w chmurze obliczeniowej dane pochodzące z tysięcy czujników zainstalowanych w windach na całym świecie. Zbierając gigantyczne zasoby informacji, sensory śledzą na bieżąco poprawność funkcjonowania urządzeń. Dzięki ich analizie firma może przewidywać awarie i prognozować naturalne zużycie elementów po to, by wysłać ekipę serwisową zanim wystąpią takie incydenty. Podstawę działania systemu zapewnia chmura Microsoft Azure, która gwarantuje dużą skalowalność i elastyczność.

No właśnie, jak w takim razie Microsoft wspiera proces cyfrowej transformacji, gdzie widzicie największy potencjał?
W chmurze obliczeniowej. Co ważne, jako jedyni mamy kompleksową ofertę, w której skład wchodzi SaaS (aplikacje jako usługa), IaaS (infrastruktura jako usługa) oraz PaaS (platforma jako usługa). W chmurze publicznej są dostępne nasze aplikacje biznesowe, takie jak Office 365, Dynamics CRM, ale także OneDrive do przechowywania plików. Do tego oferujemy platformę Microsoft Azure, na której można postawić bazy danych oraz wirtualne serwery, a także uruchamiać aplikacje w środowiskach testowych i produkcyjnych. Od ubiegłego roku Office 365 jest dostępny na komputerach Mac, a od marca br. nasza baza danych SQL Server działa na Linuksie. To też ogromna zmiana technologiczna, bo od teraz linuksowe serwery mogą być hostowane na Azure. Microsoft jest głównym graczem na rynku polskim jeśli chodzi o chmurę i liderem w chmurze publicznej. Rośniemy szybciej niż rynek, a klienci wybierają chmurę Microsoftu w jej różnych wariantach, w zależności od tego, czego potrzebują na swojej drodze cyfrowej transformacji.

A jak to wygląda z punktu widzenia Polski, czy rzeczywiście mamy do czynienia z cyfrową transformacją, czy raczej się do niej przygotowujemy?
Polska pod względem cyfryzacji gospodarki i społeczeństwa informacyjnego znajduje się dopiero na 22. miejscu na 28 krajów Unii Europejskiej. Dlatego też ważne jest dla mnie, żeby Microsoft wspierał cyfryzację polskiego społeczeństwa i gospodarki. Robimy to na wielu polach. Na tę kwotę składają się konkretne działania w obszarze edukacji, upowszechniania kompetencji cyfrowych, ale też stymulujące rozwój polskich startupów. Udostępniamy im bezpłatnie technologie, dzielimy się wiedzą, tym najbardziej obiecującym pomagamy pozyskiwać finansowanie, przyznajemy im też granty technologiczne w wysokości 120 tys. dolarów w usługach chmurowych Microsoft Azure.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...