.
Strona główna Blog Strona 376

Unia Europejska na zakręcie

Britain European Union decision as a brexit leave concept and UK leaving vote or Euro zone crisis as a pencil with the british flag erasing a star of the Europe icon as a 3D illustration.

Jeżeli w odległej galaktyce istnieje cywilizacja bardziej rozwinięta od naszej i Ziemię obserwują stamtąd piekielnie inteligentne zielone ludziki z antenkami na głowach – a taka możliwość wydaje się całkiem realna – to dlaczego nie nawiązują kontaktu?

Odpowiedź jest prosta: nie chcą mieć nic wspólnego z wariatami, którzy swoją małą planetę o niewielkich i skończonych zasobach podzielili na dwie setki państw i państewek pozostających w nader skomplikowanych relacjach. Istnieją także bardziej naukowe dowody na to, że polityczne rozdrobnienie globu jest tylko etapem i właśnie się on kończy, choć z punktu widzenia długości ludzkiego życia takie zakończenie może potrwać jeszcze wiele pokoleń i mieć kilka stadiów pośrednich. Globalizacja jest jednak faktem, lepiej widać to w gospodarce. Zmiany polityczne są bardziej skomplikowane. Wciąż trwa tendencja do powstawania nowych organizmów państwowych, tak jak po rozpadzie ZSRR, Jugosławii i w następstwie korekt arbitralnych podziałów postkolonialnych. Od co najmniej pół wieku istnieje jednak i nabiera znaczenia tendencja przeciwstawna. Państwa łączą się i zawierają luźniejsze bądź ściślejsze sojusze. Najdalej ze wszystkich zaszedł projekt pod nazwą Unia Europejska, wnoszący nową jakość do sposobów wyrównywania i zacierania różnic między historycznie ukształtowanymi jednostkami politycznymi.

Unia Europejska wciąż znajduje się w fazie startowej, a przy tym jest eksperymentem i to na żywych organizmach. Po zapaści gospodarczej w 2008 r. i falach niekontrolowanego napływu imigrantów zapoczątkowanych w roku 2014 modne stało się mówienie o jej kryzysie. To uproszczenie. UE nie jest w kryzysie, ale na wczesnym etapie rozwoju. Wiele sytuacji zdarza się w niej po raz pierwszy. To dlatego nie ma odpowiedzi na wiele pytań, a inne nie zostały jeszcze w ogóle postawione.

Trzy drogi
Unia Europejska ma przed sobą trzy warianty na przyszłość, a politycy wydają się niezdecydowani w kwestii wyboru drogi. Pierwszy wariant to rozpad, wolniejszy lub nagły. Jednak brak Unii trudno uznać za przyszłość Unii, pozostają zatem dwie możliwości: trwanie w obecnym kształcie lub radykalne reforma. Zniknięcie lub zaniknięcie UE wydaje się najmniej prawdopodobne. Nie przyniosłoby nikomu korzyści. Oznaczałoby odrzucenie dotychczasowego dorobku i przesunięcie całego kontynentu na margines mapy politycznej świata. A ponieważ życie nie znosi pustki, miejsce Europy szybko zająłby inny twór o ambicjach globalnego gracza. Żaden z krajów europejskich nie ma bowiem w XXI w. potencjału, by grać w światowej ekstraklasie w pojedynkę.

Paradoksalnie, rozpad Unii Europejskiej nie jest także na rękę Stanom Zjednoczonym, które z Unią łączy tak wiele powiązań ekonomicznych, politycznych i kulturowych, że dla reszty świata stanowią łącznie symboliczny Zachód. Ten Zachód bez Unii byłby znacznie słabszy w politycznych grach. Najbardziej prawdopodobne wydaje się więc trwanie Unii Europejskiej w dzisiejszej postaci, być może z relatywnie niewielkimi zmianami, takimi jak Brexit. W takim kierunku UE porusza się bowiem prawem bezwładu. Obecne przywództwo polityczne nie potrafi wypchnąć Unii z kolein, którymi się porusza. Być może dlatego, że jest to przywództwo słabe w wymiarze intelektualnym,
a być może z obawy przed drogą w nieznane.

Ten najbardziej prawdopodobny scenariusz nie jest jednak najlepszy. Unia jest dzisiaj w swoich sprawach wewnętrznych sprawna na minimalnym poziomie, a w skali światowej stanowi twór bardziej statystyczny niż liczącą się siłę. Trzeci ze wspomnianych wariantów, czyli Unia gruntownie zreformowana, to konstrukcja wysoce teoretyczna, wręcz życzeniowa. Jeśli jest gdzieś omawiana, to jedynie na seminariach akademickich. Politycy wolą trzymać się od niej z daleka.Droga dwukierunkowa Gdy mowa o „niewielkich” zmianach, jakich być może dozna UE w wariancie stabilizacyjnym, trzeba zdawać sobie sprawę, że ich rozmiar opisywany jest w skali Unii jako całości. Optyka pojedynczych państw lub regionów jest inna.

Brexit jest w istocie niezbyt wielkim przeżyciem dla UE. Wystarczy przypomnieć, że zakochana w swojej imperialnej przeszłości Wielka Brytania przystępowała do ślubu z Europą z ociąganiem i wykłóciła sobie wówczas słynny rabat brytyjski. Sprawia on, że Wyspy nie są znaczącym płatnikiem do unijnego budżetu, a jako kraj bardzo bogaty, niewiele z tego budżetu czerpią. Obecność Wielkiej Brytanii w UE ma raczej znaczenie par excellence honorowe i takiż jest realny wymiar Brexitu. Jednak dla samych Brytyjczyków decyzja ta na pewno jest wstrząsem.

Sposób wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii też będzie swego rodzaju eksperymentem, może nawet potrzebnym jako doświadczenie na przyszłość. Zderzają się tu dwa stanowiska. Francja chciałaby, aby Brexit był szybki i gwałtowny, jego tryb miałby stanowić karę dla wiarołomnych Anglików. Niemcy za to optują za rozstaniem łagodnym, aksamitnym, po którym Wielka Brytania znalazłaby się na pozycji podobnej do tej, jaką dzisiaj ma Norwegia, formalnie poza UE, ale z wieloma powiązaniami. Inną możliwością zmian w modelu „Unia taka, jaką znamy” jest wyłonienie się wewnętrznego kręgu, zwanego też unią w Unii, twardym jądrem albo Unią dwóch prędkości. Dla takich państw jak Polska oznacza to wielkie ryzyko przesunięcia do drugiej ligi. Jest to trudne na drodze formalnej z racji obowiązujących regulacji traktatowych, ale łatwiejsze do przeprowadzenia – i groźniejsze – w sposób nieformalny.

W końcu każdy może się spotykać z kim chce i nie ma obowiązku zapraszania na każde spotkanie wszystkich sąsiadów. Trwanie Unii Europejskiej bez gruntownych reform, jedynie z poprawkami dokonywanymi ad hoc, często pod presją bieżących wydarzeń, oznaczać też będzie pozostawienie bez odpowiedzi zasadniczych pytań o członkostwo Turcji i Ukrainy, przyszłość Partnerstwa Wschodniego. Historia zaś uczy, że ważne problemy pozostawione same sobie potrafią się zemścić.

Rzeczywistość skrzeczy
Gorzej, bo w modelu „jakoś toczymy się dalej” znika z pola widzenia kwestia zupełnie fundamentalna, jaką jest wybór dalszej drogi integracji kontynentu. Chodzi o trzy grupy problemów. Pierwsza to sprawność codziennego funkcjonowania, zwykłego administrowania bieżącymi sprawami w warunkach dużej odrębności systemów prawnych krajów członkowskich. W niektórych sferach rządy krajowe mają wielką swobodę i uprawiają tak radosną twórczość legislacyjną, że obywatele mają prawo pytać: Gdzie jest ta Unia? Chodzi niekiedy o sprawy pozornie drobne, ale uciążliwe dla ludzi. W innych sferach administracja unijna przejawia nadgorliwość, a niektóre jej dyrektywy przeszły do legendy. W ich myśl ślimak jest rybą, marchew owocem, a banan miał mieć zdefiniowaną krzywiznę (krytyka tej ostatniej regulacji była tak wielka, że ostatecznie ją wycofano). Wypomina się też Unii drobiazgowość – dyrektywa w sprawie przewozu cukierków karmelkowych ma 26 tys. słów (tekst, który państwo właśnie czytają, ma niespełna 2 tys.).

Większy ciężar gatunkowy mają relacje krajów członkowskich i tryb poziomego ustalania stanowisk. Autorzy traktatów musieli tu pogodzić ogień z wodą: zapewnić dużym krajom odpowiednią pozycję, a małym poczucie, że nie tracą podmiotowości. Udało się to, powiedzmy, umiarkowanie. W czasie spokojnym koła jakoś się kręcą, ale w sytuacjach kryzysowych Unia jest niemal bezradna. Najważniejsze jest jednak, że w Unii Europejskiej zanikła refleksja nad dalekosiężną, perspektywiczną strategią rozwojową. Pytanie o głębszą integrację polityczną, potocznie mówiąc o Stany Zjednoczone Europy, jest dzisiaj dużym nietaktem. Można to jeszcze zrozumieć, gdyż są takie pytania, których lepiej nie zadawać, jeśli z góry nie zna się na nie odpowiedzi. Łaska nastrojów społecznych na pstrym koniu jeździ i w tym momencie zwolenników pełnej integracji nie ma zbyt wielu. Źle natomiast, że milczą w tej sprawie elity polityczne i intelektualne. W zapomnienie, oby chwilowe, poszło też hasło „Europa regionów”. W tej koncepcji chodzi o zwiększenie znaczenia i uprawnień regionów (u nas – województw) kosztem władz państwowych. Rzecz w tym, że o ile państwa członkowskie UE bardzo się różnią (od Malty do Niemiec), o tyle jednostki regionalne są bardziej porównywalne.

Miejsce w szyku
Wspomniana tu obawa przed powstaniem wewnątrz UE grupy państw ściślej powiązanych jest realna. Koncepcja ta odżyła po brytyjskim referendum i ma służyć zacieśnianiu więzów państw o zbliżonym poziomie rozwoju i dłuższej, wywodzącej się jeszcze z EWG, tradycji integracyjnej. Ponieważ nie ma raczej szans na generalną rekonstrukcję traktatów unijnych, pojawił się pomysł podwójnego budżetu, co dotyczyłoby okresu 2021–2027, czyli kolejnej tzw. perspektywy. Obok ogólnego budżetu całej UE pojawiłby się drugi, dla krajów, które przyjęły euro. Dla państw spoza strefy euro zostałoby najpewniej znacząco mniej pieniędzy.

W czystej teorii ratunkiem dla takich krajów jak Polska byłoby szybkie przyjęcie euro. Jest to jednak rozwiązanie pozorne. Bardzo wiele czynników ekonomicznych każe zwlekać z przyjęciem wspólnej waluty. Bardzo istotna jest też wola polityczna, której akurat najzwyczajniej brak. Prezydent Andrzej Duda powiedział niedawno, że Polska przyjmie euro, gdy Polak będzie zarabiał tyle, ile Niemiec. Czyli, mówiąc mniej elegancko, nigdy. To zapewne przesada, ale dobrze oddaje nastawienie polityków sprawujących dziś władzę. Sceptycyzm wobec Unii, a zwłaszcza jej dalszej integracji, jest akurat w Europie dość powszechny. Wynika z populizmu, niekiedy wręcz nacjonalizmu, jaki doszedł do głosu w niektórych państwach. Kapitalne znaczenie dla decyzji o przyszłości będą miały wyniki najbliższych wyborów we Francji i w Niemczech. Innymi słowy – nie należy spodziewać się żadnych przełomowych decyzji przed tymi wyborami. Na tym tle widzieć trzeba niedawne (połowa września) orędzie o stanie UE przedstawione w Parlamencie Europejskim przez Jeana-Claude’a Junckera, szefa Komisji Europejskiej.

Juncker odwołał się do wartości jako fundamentu UE. Przypomniał, że u podstaw koncepcji zjednoczonej Europy leży pokój rozumiany najszerzej, nie tylko jako brak wojny, lecz także jako poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości społecznej. Obecna fala populizmu jest więc zaprzeczeniem idei europejskiej. W obliczu tych wyzwań Unia chce do 2022 r. powiększyć fundusz inwestycji strategicznych do 630 mld euro, co ożywić ma wzrost gospodarczy i dać nowe miejsca pracy. Juncker powrócił też do kwestii braku armii europejskiej – chyba największego zaniedbania twórców Unii. Zaproponował, by zacząć ją tworzyć od powołania wspólnej straży granicznej. A w ciągu najbliższego roku Unia musi udowodnić, że jest w stanie ochronić i podtrzymać „europejski styl życia”. Deputowani usłyszeli też, że w dzisiejszych warunkach „Unia Europejska jest za mało unią”, a interesy narodowe nadto często wysuwają się na pierwszy plan. Szkopuł w tym, że Jean-Claude Juncker jest znany jako zwolennik zacieśniania integracji w ramach UE. Trudno oczekiwać, by przekonał tych, którzy mają inne zdanie i chcą „więcej Europy”. W sporze o przyszłość wyszło więc na remis.

Powrót do źródeł
Podwaliny koncepcji Unii Europejskiej tworzy pięć zasad: jednolity rynek oraz swobodny przepływ ludzi, towarów, usług i kapitału. Wszystkie te zasady pozostają w mocy i nie są negowane. Niezadowolenie budzą jedynie niektóre sposoby ich realizowania. Trudno w tej sytuacji mówić o generalnym kryzysie. Jednak z pewnością UE doznaje skutków serii kryzysów cząstkowych. W szczególności często łamana jest niepisana, szósta zasada unijnej jedności, która mówi, że mechanizm idei europejskiej opiera się na dobrej woli. Są tymczasem liczne przykłady, że państwa członkowskie UE nie robią tego, do czego się zobowiązały. Szczyty unijne przyjmują wzniosłe i górnolotne deklaracje, które pozostają na papierze. Komisja Europejska ma, wbrew pozorom, bardzo ograniczone możliwości reagowania na zaniechania. Karać może tylko w przypadkach konkretnych, mierzalnych wykroczeń. Za brak dobrej woli ukarać nie sposób, brak na to paragrafu Stalin pytał cynicznie: „A ile papież ma dywizji?”. W pewnym sensie Komisja Europejska występuje dziś w roli papieża. Nierzadko pozostają jej tylko perswazja i argumentacja moralna. A obywatele nie muszą znać w szczegółach zasad działania UE, bo są one bardzo skomplikowane. Kierują się prostymi ocenami efektów działania, a te są bardzo rozmaite. Dzisiejszy stan Unii Europejskiej to nie kryzys, ale przesilenie w chorobie. Wstępnymi warunkami wyzdrowienia są chęć i wiara w możliwość poprawy. A także w to, że można być i Europejczykiem, i patriotą własnego kraju.

Z Eulera Hermesa do D.A.S.

Rafał Hiszpański _Prezes D.A.S

Rafał Hiszpański po kilku latach spędzonych za sterami spółek TU Euler Hermes oraz Euler Hermes Services przeszedł na stanowisko prezesa firmy D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej. Tu zastąpił Mariusza Olszewskiego, który zarządzał firmą przez ostatnie 13 lat. Sam ma szerokie doświadczenie w branży ubezpieczeniowej. Z Eulerem Hermesem był związany w latach 2012–2016, a wcześniej pracował jako dyrektor zarządzający w Towarzystwie Ubezpieczeń i Reasekuracji Warta. Zdaniem Larsa von Lackuma, członka rady nadzorczej ERGO International (do której to grupy należy D.A.S.) know-how Rafała Hiszpańskiego przyczyni się do rozwoju spółki w Polsce. D.A.S. powstał w Niemczech w 1928 r. Spółki działające pod tą marką ubezpieczają 9 mln klientów w 15 krajach Europy oraz w Kanadzie, Korei i Stanach Zjednoczonych. D.A.S. TUOP to jedyne w Polsce towarzystwo ubezpieczeniowe proponujące wyłącznie ubezpieczenia ochrony prawnej. Oferuje m.in. ubezpieczenie ochrony prawnej życia prywatnego, ubezpieczenie ochrony prawnej firmy lub wolnego zawodu oraz ubezpieczenie ochrony prawnej pojazdu. W 2015 r. towarzystwo zrealizowało ponad 82 proc. wszystkich wypłat, jednocześnie wypłacając ponad 53 proc. wszystkich odszkodowań i świadczeń z zakresu ubezpieczeń ochrony prawnej. Rafał Hiszpański jest absolwentem prawa Uniwersytetu Warszawskiego oraz zarządzania SGH.

Nie daj się okraść

ManagerOnline

Ludzkość z problemem kradzieży zmaga się praktycznie od zawsze i od zawsze tworzone są różnego rodzaju normy i procedury, które miałyby kradzieżom zapobiegać

Niestety, mają one ograniczoną skuteczność, gdyż rozwijająca się gospodarka mnoży liczbę i wartość obiektów pożądania, pobudzając kreatywność tych, którzy nie chcą lub nie mogą ich osiągnąć w uczciwy sposób. Dodatkowym wyzwaniem jest rosnący poziom skomplikowania własności, co powoduje, że niekiedy zamiast kraść batonik w sklepie, łatwiej i bezpieczniej będzie ukraść firmę te batoniki produkującą.

Zasadniczo procedury przeciwdziałające nadużyciom tworzone są „od końca”, tj. od styku firmy z otoczeniem zewnętrznym. Odnosząc się do przykładu z batonikiem, będą to różnego rodzaju środki (kamery, ochrona, tajniacy po cywilnemu wśród klientów), które mają zapewnić, że żaden batonik nie zostanie skonsumowany lub wyniesiony ze sklepu bez uiszczenia należnej kwoty. Z czasem okazało się, że batoniki mogą znikać z niewyjaśnionych okolicznościach pomimo tych środków zaradczych i kolejnym krokiem była analiza nadużyć, na jakie mogą się skusić pracownicy sklepu, firmy transportowej lub ochroniarskiej. Jeszcze kolejnym krokiem analizy są ewentualne nadużycia na samych szczytach władzy w spółkach. Niby trudno to sobie wyobrazić, bo przecież władze co do zasady nie przymierają głodem, ale są powody, dla których tak się dzieje. Apetyt przecież rośnie w miarę jedzenia, a poczucie bezkarności wzrasta wraz z przesuwaniem się w górę. Dlatego tak ważne są różnego rodzaju procedury w spółkach, prawdziwie niezależni audytorzy wewnętrzni czy członkowie rad nadzorczych, rzetelne badanie sprawozdań finansowych dokonywane przez zewnętrzną firmę, etc.

To rozpoczęte „od końca” tworzenie różnego rodzaju procedur i przesuwanie ich coraz bliżej „początku” powoduje, że w ramach przedsiębiorstwa (a zwłaszcza spółki giełdowej) coraz trudniej jest coś ukraść. Dlatego kreatywność przesuwa się jeszcze wyżej, w kierunku prób kradzieży całych spółek. Z pozoru wydaje się to niemożliwe, ale życie uczy, że istnieje aż za wiele możliwości, aby tego dokonać. Najbardziej prymitywną formą kradzieży spółki będzie jej przejęcie siłowe, w czysto fizycznym znaczeniu tego słowa. Z pozoru wydaje się to jak opowieść z Dzikiego Zachodu, ale takie rzeczy mogą się jak najbardziej zdarzyć w Polsce w XXI w. Na jakiej bowiem podstawie wezwana policja ma określić, czy bardziej uprawnione do kierowania spółką są osoby w środku, czy na zewnątrz siedziby? Najczęściej uzna, że należy „bronić” spółki przed akurat w danym momencie „atakującymi”, a zatem zamrozi status quo i na merytoryczne rozstrzygnięcie sprawy przyjdzie długo czekać, niekiedy aż do upadłości spółki, zwłaszcza jeśli są jakieś wątpliwości natury prawnej.

Nieco bardziej wyrafinowane są różnego rodzaju przejęcia spółek poprzez zdublowanie ich organów – zarządów, rad nadzorczych czy nawet walnych zgromadzeń akcjonariuszy. Wykorzystując pewne luki w dokumentach korporacyjnych spółek można narobić sporo zamieszania. Przebieg takiej batalii jest najczęściej mniej krwawy niż w przypadku przejęcia fizycznego, co nie znaczy, że mniej szkodliwy dla spółki. O rozstrzygnięciu decyduje bardziej jakość kancelarii prawnej niż firmy ochroniarskiej, co wygląda bardziej cywilizowanie, ale może trwać dużo dłużej i generować wyższe koszty. Oczywiście spółki z dużym doświadczeniem (najczęściej te po mniej lub bardziej przykrych przejściach) dbają o to, żeby nic złego im się nie przytrafiło.

W sferze dokumentów korporacyjnych wszystko mają doskonale poukładane, procedury antykryzysowe wdrożone, co powoduje, że koszty „ataku prawnego” są zbyt wysokie – łatwiej i taniej będzie uderzyć słabszego. Nie oznacza to jednak bynajmniej, że mogą spać spokojnie, bo pojawiają się możliwości kradzieży spółki w zupełnym oderwaniu od jej sytuacji własnościowej czy korporacyjnej, a co najgorsze – bez jakiejkolwiek wiedzy spółki. Idąc bowiem w górę władz spółki mamy do czynienia z coraz bardziej nieprawdopodobnymi, ale jak najbardziej możliwymi scenariuszami. Kto kieruje spółką? Zarząd. Kto wybiera zarząd? Rada nadzorcza. Kto wybiera radę nadzorczą? Akcjonariusze. A kto wybiera akcjonariuszy? Do niedawna myśleliśmy, że nikt, bo przecież ktoś jest lub nie jest akcjonariuszem. Były wprawdzie różnego rodzaju walne zgromadzenia, w których utrudniano lub uniemożliwiano udział różnym grupom akcjonariuszy, ale wówczas można było blokować realizację uchwał takiego WZA. Życie pokazało jednak, że do walnego zgromadzenia akcjonariusze spółki w ogóle nie są potrzebni. Bo przecież nie jest ważne, jak oni zagłosują na walnym, ale to, co zarejestruje Krajowy Rejestr Sądowy. Czyli – idąc tym tropem – wystarczy wysłać do KRS wniosek o dokonanie zmian w składzie władz spółki (będący rzekomo rezultatem uchwał podjętych przez walne) i można przejąć spółkę. Po dokonaniu zmian w KSR można w świetle prawa podpisywać wszelkie dokumenty w imieniu spółki, zawierać kontrakty, zatrudniać pracowników, a w szczególności dobrać się do pieniędzy i dokonywać przelewów.

Oczywiście jest to zbyt brawurowe, abym mógł sam to wymyślić, dlatego spieszę poinformować, iż nie jest to dziełem mojej fantazji, ale opisem rzeczywistego przypadku, który wydarzył się w jednej ze spółek giełdowych kilka miesięcy temu. Skoro jednak coś takiego się zdarzyło, to można puścić wodze wyobraźni i naszkicować kolejny etap ewolucji w kradzieży spółek. Po co bawić się w fikcyjne protokoły z walnego, czekać na dokonanie zmian w KRS, etc. Wystarczy przecież znaleźć dziurę w systemie informatycznym, włamać się i zmieniać tam w stosownych momentach dane władz spółki na potrzeby różnych ciekawych transakcji. Wiem, że czytelnikom „Managera” wydaje się to niemożliwe i mam nadzieję, że mają rację.

Fundamenty sukcesu

Przemyslaw Krych gryffin fot. borys skrzynski www.artzoom.pl 2016-09-12

Przemysław Krych, założyciel i partner zarządzający Griffin Real Estate, o rozwoju, europeizacji,perspektywach polskiego rynku nieruchomości i pozyskiwaniu kapitału z zagranicy.

Historia firmy, którą pan zarządza, oraz pańska kariera to doskonały temat na case study sukcesu w biznesie. Jak to się zaczęło?

W dużej mierze to dzieło przypadku; splot okoliczności, do jakiego mogło dojść tylko na początku lat 90. Pod koniec lat 80. studiowałem prawo na poznańskim Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Na piątym roku zostałem etatowym asystentem, rok później równolegle rozpocząłem aplikację sądową. Jestem prawnikiem w czwartym pokoleniu, wszystko więc wskazywało na to, że uczelnia będzie moim miejscem pracy przez wiele lat. Tak się jednak nie stało. W 1991 r. zostałem doradcą prawnym w Invest-Banku, żeby rok później przejść do Banku Handlowego, gdzie objąłem stanowisko dyrektora Departamentu Wierzytelności Trudnych. Warto wspomnieć, że w tamtym okresie BH był krajowym liderem w dziedzinie bankowości korporacyjnej. Jako bardzo młody człowiek odpowiadałem za aktywa o wartości 3 mld dol. Prowadziłem liczne bankowe postępowania ugodowe oraz przejęcia zadłużonych firm. W 1995 r. zostałem szefem Departamentu Inwestycji Kapitałowych, a potem członkiem komitetu zarządzającego banku. W 1998 r. zaangażowałem się w proces akwizycji Banku Pekao SA, która została zablokowana z powodów politycznych. Zniechęcony, postanowiłem poszukać innego zajęcia.

Mając takie doświadczenia, nie musiał pan długo szukać pracy…
To prawda, przez kolejne dwa lata zarządzałem w regionie CEE funduszem Franklin Templeton. W 2001 r. podjąłem decyzję, że czas zająć się własnym biznesem. I znów pomógł mi przypadek. Wcześniej poznałem wybitnego finansistę, a zarazem bardzo sympatycznego człowieka – Dave’a H. Williamsa, byłego CEO & Chairmana Alliance Capital, firmy z Wall Street zarządzającej funduszami powierniczymi, w której zaczynał od 4 mln dol., a odchodząc, zostawił biznes z aktywami wartymi 800 mld dol. Obecnie aktywa tej firmy znacząco przekraczają 1 bln dol. Jeszcze w Alliance Dave inwestował w Hiszpanii. Postanowiłem zainteresować go Polską, zwracając uwagę na liczne podobieństwa w rozwoju obu tych krajów – przechodzących z dyktatury do demokracji i wolnego rynku. Trafiłem w dziesiątkę i tak powstała firma zarządzająca funduszami pod nazwą Cornerstone Partners. Znajomość z Dave’em H. Williamsem była jedną z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły mi się w karierze.

Pierwsza duża transakcja nowego funduszu – zakup Luxmedu – okazała się spektakularnym sukcesem.
Dziś jest to spółka warta grubo pona 400 mln euro. Kiedy dokonywaliśmy transakcji, dysponowała jedną kliniką w Warszawie, a jej przychody wynosiły 37 mln zł. Na marginesie, Luxmed sprzedawaliśmy… dwukrotnie. Najpierw największemu funduszowi private equity w Europie Środkowej i Wschodniej Mid Europa, z którym zainwestowaliśmy razem ponownie już z „innej kieszeni”, a następnie międzynarodowej, działającej na rynku opieki zdrowotnej grupie Bupa. W pierwszych latach działalności inwestowaliśmy też w energetykę konwencjonalną oraz odnawialną, w firmy inżynieryjne i infrastrukturalne.

Dzisiaj jest pan kojarzony przede wszystkim z nieruchomościami i to pod marką Griffin.
Po raz kolejny odwołam się do roli przypadku w biznesie. Przez dłuższy czas władze województwa pomorskiego usiłowały sprzedać firmę Neptun Film, która dysponowała 51 starego typu kinami jednoekranowymi generującymi straty, ale mieszczącymi się w bardzo dobrych lokalizacjach. Uznaliśmy, że to znakomita oferta, tym bardziej że kina po remoncie można było zamienić w obiekty handlowe itp. Nie zdążyliśmy podjąć w związku z tym portfelem żadnych działań deweloperskich, ponieważ zgłosił się do nas inny fundusz, proponując odkupienie tego biznesu, w dodatku za bardzo atrakcyjną kwotę. Nikt przecież nie odmawia, gdy otrzymuje „tomorrow price today”. Pogląd ten podzielili też moi inwestorzy i zaproponowali, abym poza private equity zajął się też nieruchomościami.

Skąd wzięła się nazwa Griffin?
Wejście do budynku przy ul. Fredry w Warszawie, gdzie mieliśmy biuro, pilnowały stalowe gryfy. Nazwa pojawiła się więc sama… W pierwszym okresie działalności dysponowaliśmy kapitałem 150–200 mln euro dzięki pieniądzom pozyskanym od inwestorów z Abu Zabi, Kataru, Kuwejtu, Wielkiej Brytanii. W 2010 r. nawiązaliśmy bliską współpracę z kalifornijskim funduszem Oaktree, nasze aktywa szybko wzrosły do 3–4 mld euro. Nasz sukces na rynku nieruchomości wziął się m.in. z tego, że dysponowaliśmy odpowiednim kapitałem na właściwym rynku. Proszę zauważyć, że nieruchomości to jedyny segment w Polsce, który funkcjonuje na europejskich zasadach, czego najlepszy przykład stanowią czynsze liczone w euro. Jeżeli wreszcie wejdziemy do strefy euro, to czeka nas rozkwit na rynku nieruchomości, który, jak wiadomo, napędza całą gospodarkę…

Największy stres inwestora to perspektywa rewelacyjnego biznesu, którego nie jest w stanie sfinansować.
Nie mamy tego rodzaju problemów. Ten, kto ma pieniądze, kupuje dużo, tanio i z dobrze skalkulowanym ryzykiem. Dotyczy to różnych branż, nie tylko nieruchomości. Kupiliśmy np. Echo Investment, Meble Emilia i sieć Smyk. Widząc ciekawą lukę na rynku, jesteśmy w stanie szybko reagować. Dobry przykład to domy studenckie. W tym celu budujemy od zera lub przeprowadzamy adaptacje, np. w hotelu Polonez w Poznaniu. Obecnie dysponujemy 1,2 tys. pokojów, a w najbliższych latach zamierzamy ich mieć około 7 tys.

Na jakich zasadach funkcjonuje zarządzany przez pana biznes?
Szybki rozwój spowodował, że musieliśmy posegmentować naszą działalność. Griffin jest firmą zajmującą się zarządzaniem różnymi platformami. Mamy ich w tej chwili w portfelu siedem: dwie deweloperskie (Echo Investment w swojej części komercyjnej i mieszkaniowej); cztery oferujące stałą stopę zwrotu (dwie komercyjne platformy typu REIT, platformę akademikową i platformę mieszkań na wynajem); zarządzamy też największą niebankową instytucją pożyczkową na rynku nieruchomości. Pozyskaliśmy już znakomitego inwestora do Echo Polska Properties (pierwszego i największego polskiego REIT-a komercyjnego), jest to południowoafrykański fundusz REIT – Redefine Properties. Razem z nim wprowadziliśmy EPP na giełdę w Johannesburgu, uzyskując wycenę przekraczającą 900 mln euro. Myślimy o wejściu na jedną z międzynarodowych giełd z aktywami z naszego portfela nieruchomościowego, organizując z nich kolejny REIT komercyjny. Z kolei wspomniany wcześniej Student Depot – biznes domów akademickich – mógłby zadebiutować na GPW. Zebraliśmy już około 100 mln euro, które inwestujemy w mieszkania na wynajem pod marką R4R. Nasz fundusz pożyczkowy Griffin Property Finance to największa tego typu niebankowa instytucja w regionie CEE. Stawiamy też na dalszy rozwój Echo Investment, która to spółka zajmuje pozycję numer jeden w swojej branży. Rzecz jasna planujemy też kolejne akwizycje. Z okazji 10-lecia Griffina uruchomimy gruntownie zrewitalizowaną warszawską Halę Koszyki.

Czy Polska to rzeczywiście jedno z ciekawszych miejsc w dziedzinie inwestycji w nieruchomości?
Często rozmawiam na ten temat z inwestorami z zagranicy. W USA, Kanadzie i Australii wszystko, co warto było kupić, dawno temu zostało sprzedane, a rynek deweloperski nie nadąża z dostarczaniem nowego produktu. Natomiast w Europie Zachodniej, zwłaszcza w dużych miastach, ceny osiągnęły niewyobrażalnie wysoki poziom. Nasz kraj, dzięki członkostwu w UE i NATO oraz dynamicznie rozwijającej się gospodarce, to znakomite miejsce do inwestycji. Jedno jest pewne – dobre nieruchomości podrożeją. A to najlepszy sygnał dla inwestorów.

Bardzo wcześnie zaczął pan przygodę z biznesem. Co jest najważniejsze w zarządzaniu?
Najlepiej, gdy dobre przygotowanie napotyka okazję… To gwarancja sukcesu. Poza tym trzeba mieć cierpliwość, umiejętność wyczekania najlepszej chwili, by podjąć określoną decyzję. Jeżeli nie ma się tej cechy, nawet najlepsza znajomość światowych trendów może wywieść na manowce. Sam się o tym boleśnie przekonałem, podejmując decyzję o inwestycjach na rynku ukraińskim. Po pomarańczowej rewolucji uległem wrażeniu, wzmacnianemu zresztą przez media i polityków, że to kraj, który będzie podążał podobną drogą co Polska. W praktyce okazało się, że rynek ten został kompletnie zepsuty przez skorumpowanych oligarchów. Wracając do pytania o zarządzanie – podstawowy warunek sukcesu to zmotywowany zespół i dobre relacje międzyludzkie. Jestem zwolennikiem inwestowania w pracowników z perspektywą wieloletniej współpracy. Jedyne, czego nie toleruję, to nielojalność.

Co lubi Przemysław Krych?

Przemyslaw Krych gryffin fot. borys skrzynski www.artzoom.pl 2016-09-12

Zegarek na co dzień od 26 lat zwykle zakłada ten sam zegarek Jaeger-LeCoultre. Lubi też sportowego Hublota
Pióro przedwojenne Montegrappa, odziedziczone po dziadku
Ubrania Brunello Cucinelli: wysoko ceni tę firmę, więc ogranicza się do jednego sklepu z ubraniami
Wypoczynek kilka lat temu odkrył żeglarstwo, cztery razy w roku bierze udział w regatach. Przepłynął m.in. w 11 dni Atlantyk, pozbawiony dostępu do mediów, co – jak żartuje – stanowiło dla niego kurację odwykową od Internetu i telefonu… Zimowy urlop zawsze spędza, jeżdżąc na nartach
Kuchnia włoska, japońska, polska
Restauracje La Rosetta w Rzymie i El Puerto de Santa María w Cascais koło Lizbony – obie poleca ze względu na ryby i owoce morza. W Warszawie: Michel Moran i Mateusz Gessler
Samochód Range Rover
Hobby „świadoma konsumpcja sztuki”. Kolekcjonuje: impresjonistów, postimpresjonistów i fowistów. W swojej kolekcji ma też fotografie – m.in. dzieła Helmuta Newtona, Annie Leibovitz, Henriego Cartiera-Bressona i Richarda Avedona

IT dla logistyki

hand presses on world map with digital tablet,warehouse worker loading goods by forklift for Logistic Import Export background (Elements of this image furnished by NASA)

Logistyka obejmuje procesy planowania, realizowania i kontrolowania przepływu surowców, materiałów i wyrobów gotowych. A to pole do popisu dla systemów IT, szczególnie w wersji 2.0

Uproszczoną definicję terminu „logistyka” przedstawia reguła 7R, w Polsce tłumaczona na 7W – właściwe: produkt, ilość, stan, miejsce, czas, klient i cena. Działania logistyczne najczęściej obejmują obsługę klienta, prognozowanie popytu, realizowanie zamówień, przepływ informacji, kontrolę zapasów w magazynie, procesy zaopatrzeniowe, pakowanie, obsługę zwrotów, gospodarowanie odpadami, transport i składowanie.

Potrzeby rynku
Z badań firmy Zebra Technologies z 2015 r. wynika, że w ciągu pięciu najbliższych lat siedmiu na 10 decydentów przyspieszy inwestycje w zakresie technologii magazynowych w celu zwiększenia dokładności realizacji zamówień, ograniczenia braków towaru oraz skrócenia czasu dostaw. Impulsem do inwestycji technologicznych są coraz wyższe oczekiwania klientów i coraz bardziej konkurencyjny rynek. Poniżej najważniejsze wnioski z badania:

● Ponad 40 proc. respondentów wskazało krótsze czasy dostaw jako kluczowy obszar wymagający inwestycji.

● 51 proc. ankietowanych oczekiwało w 2015 r. większych inwestycji w systemy lokalizacyjne czasu rzeczywistego, które śledzą zapasy i aktywa w skali całego magazynu, ale liczba ta rośnie do 76 proc. respondentów pytanych o rok 2020.

● Kadra kierownicza spodziewa się, że w ciągu następnych pięciu lat wzrośnie liczba przychodzących towarów oznaczonych kodem kreskowym. Twierdzi tak 66 proc. respondentów pytanych o rok 2015 i 82 proc. pytanych o rok 2020.

● 72 proc. spodziewa się rozpocząć do roku 2020 korzystanie ze sterowanych za pomocą komend głosowych rozwiązań do kompletacji zamówień (w 2015 r. korzystało z takich rozwiązań zaledwie 30 proc.).

● Do 2020 r. respondenci planują przeprowadzić inwestycje w takie procesy i narzędzia jak: zwiększenie liczby wysyłanych towarów (76 proc.), wyposażenie personelu w technologie (73 proc.), skanowanie kodów kreskowych (68 proc.), tablety (66 proc.) oraz Internet Rzeczy (62 proc.). Rosnące znaczenie Internetu Rzeczy (IoT) potwierdzają wyniki innego sondażu, przeprowadzonego przez Forrester Consulting w październiku 2015 r. na zlecenie Zebra Technologies. Zgodnie z nim 69 proc. przedsiębiorstw transportowo-logistycznych w Europie i USA rozszerza, modernizuje lub planuje wdrożyć technologie związane z IoT, w tym nowe usługi bezprzewodowe (wideokonferencje i strumieniowe transmisje wideo), a także aplikacje i usługi specyficzne dla branży, umożliwiające lokalizowanie aktywów i ludzi.

Systemy IT w logistyce
Oprogramowanie wykorzystywane w obszarze logistyki gwarantuje niezawodność łańcucha dostaw, pomagając m.in. optymalizować pracę magazynu. Automatyzuje przebieg pracy, zarządza eksploatacją i konserwacją pojazdów transportowych, pomaga oszczędzać zużywaną przez nie energię, identyfikuje pracowników oraz przewożone towary. Koszt wdrożenia takiego systemu zwraca się po kilku latach, a w dalszej perspektywie korzystanie z niego przynosi wymierne zyski. Systemy IT w logistyce wspomagają zarządzanie przedsiębiorstwem (ERP), zarządzanie całym łańcuchem dostaw (SCM), zarządzanie flotą (optymalizacja oraz monitoring transportu), w tym rozliczanie kosztów rozbudowanej sieci transportowej (TMS). Wykorzystywane są również systemy zapewniające kontroling logistyczny (telewizja przemysłowa), zaawansowaną analitykę (BI), a także systemy GIS oraz EDI. Z kolei systemy klasy WMS, definiowane jako programy do zarządzania ruchem w magazynach – od przyjęcia towaru przez składowanie do jego wydania – służą do koordynowania prac magazynowych.

Niezbędne są przede wszystkim dostawcom usług logistycznych, codziennie obsługującym dużą liczbę zróżnicowanych przesyłek od wielu nadawców i kierowanych do wielu odbiorców. Stany magazynowe zapisywane są np. według określonych lokalizacji, partii i dat przydatności. Bez wykorzystania systemu automatycznej identyfikacji (kody kreskowe) i mobilnych urządzeń obsługa magazynu jest niezwykle trudna. Dlatego systemy WMS zawierają moduły na terminale radiowe oraz na tablety wyposażone w czytnik kodów kreskowych podłączany przez Bluetooth. Warto podkreślić stosowanie w systemach WMS rozwiązań głosowych (Voice Picking, Pick by Voice) i technologii RFID, szczególnie w przypadku produktów o dużej wartości. Do sterowania automatyką w magazynie najczęściej używa się systemu klasy MFC (Material Flow Control). Instalacje automatyki magazynowej zazwyczaj wyposażone są w autorskie, opracowane fabrycznie systemy sterowania przepływem materiałów, zaprogramowane w ścisłym powiązaniu z konkretnym rozwiązaniem automatycznym i sterownikami PLC.

Przykładowe korzyści z IT
Do wymiernych korzyści ze stosowania systemów IT w logistyce należą: sprawna i szybka obsługa zamówień, realizacja większej liczby zleceń przy utrzymaniu tego samego poziomu zasobów ludzkich i środków transportu, redukcja pomyłek oraz zmniejszenie poziomu wymaganych zapasów, co oznacza obniżanie kosztów zamrożenia kapitału obrotowego oraz skrócenie czasu magazynowania – szczególnie ważne w przypadku towarów o terminach przydatności do spożycia (branża spożywcza, farmaceutyczna, chemiczna). Niebagatelną korzyścią jest również zwiększenie bezpieczeństwa pracy. Hasłem przewodnim Światowych Targów Logistyki CeMAT 2016 w Hanowerze były inteligentne rozwiązania dla łańcuchów dostaw. Na przykład technologia sygnalizacji świetlnej wykorzystująca łączność Bluetooth może pomóc pracownikom w szybkiej i precyzyjnej lokalizacji produktów przeznaczonych do kompletacji. Z kolei strumień danych z sensorów oraz etykiet RFID i kodów kreskowych umożliwia monitorowanie poziomów jednostek asortymentowych i automatyzację zamówień w przypadku spadku stanów magazynowych poniżej określonego poziomu. Nowoczesne rozwiązania IT umożliwią jeszcze szybsze rejestrowanie danych i ich precyzyjną analizę.

Nowe trendy w logistyce
Według ekspertów rynku systemy IT dla logistyki będą się rozwijały w kierunku zwiększenia automatyzacji procesów poprzez zastosowanie robotyki i automatyki w magazynie. Eksperci zapowiadają też wzrost popularności modelu sprzedaży SaaS, co odciąży infrastrukturę IT i pomoże zmniejszyć koszty inwestycji. Coraz większe znaczenie będą miały technologie dostarczające dane, takie jak automatyka przemysłowa, telematyka oraz geopozycjonowanie dla pracowników i sprzętu wykorzystywanego w magazynach. Natomiast wykorzystanie Internetu Rzeczy gwarantuje otrzymywanie w czasie rzeczywistym szczegółowych informacji, na podstawie których łatwiej podejmować decyzje mające na celu poprawę wyników. Zapisywanie, przetwarzanie i czerpanie informacji z tych danych wymaga jednak zastosowania nowych lub udoskonalonych systemów analitycznych (Big Data). Odpowiedzią na to mogą być aplikacje oparte na technologii chmury (cloud computing), które obniżają koszty i umożliwiają przetwarzanie ogromnych ilości danych.

Technologie mobilne: Oferta urządzeń mobilnych dla sektora logistyki jest bardzo bogata. Należą do nich m.in. komputery przenośne (smartfony, tablety), terminale (głosowe, wózkowe), czytniki i drukarki kodów paskowych oraz RFID, drukarki etykiet, paragonów, pokwitowań, faktur i raportów serwisowych. Są to urządzenia wodoodporne i pyłoodporne, działające w ekstremalnej temperaturze i trudnym środowisku pracy, mające dużą wytrzymałość, oferujące szybkie przetwarzanie danych. Z kolei rozwiązania ubieralne (wearable) – noszone na głowie (hełmy), przyczepiane do pasków, w formie zegarków na rękę – zapewniają korzystanie ze sprzętu mobilnego bez użycia rąk (sterowanie za pomocą komend głosowych). Zostały opracowane z myślą o zarządzaniu zapasami i terminalami przeładunkowymi oraz kompletacji zamówień i rozmieszczaniu towarów w sektorze magazynowym itp.

W branży logistycznej jako najważniejsze atuty stosowania urządzeń mobilnych wymieniane są:
• śledzenie przesyłek od przyjęcia przez sortowanie i transport aż do doręczenia klientowi – poprzez odczyt kodu kreskowego na każdym etapie,
• optymalizacja tras przewozu poszczególnych towarów i zarządzanie flotą,
• ograniczenie ilości dokumentacji papierowej dzięki wykorzystaniu strumienia danych z etykiet i inteligentnych czujników,
• poprawa skuteczności doręczeń, wyeliminowanie pomyłek, zmniejszenie liczby reklamacji.

Standardem w branży logistycznej mają szansę stać się komputery mobilne wyposażone w moduł GPS. Umożliwiają one dokładne lokalizowanie towarów oraz dynamiczne planowanie tras pojazdów floty i zarządzanie nimi w czasie rzeczywistym. Rzeczywistość rozszerzona: Raport trendów „Rzeczywistość rozszerzona w logistyce”, opracowany w 2014 r. przez zespół ds. badania trendów działu DHL Customer Solutions & Innovation, opisuje możliwości zastosowania technologii rzeczywistości rozszerzonej (Augmented Reality – AR) na różnych etapach łańcucha dostaw. Autorzy raportu przedstawili możliwe zastosowania dla branży logistyki, m.in. usprawniony odbiór w magazynach dzięki wyposażeniu pracowników w ekrany mocowane do głowy, które zapewnią skuteczne odszukanie właściwej trasy i właściwego przedmiotu, co będzie skutkować zmniejszeniem liczby pomyłek.

W obszarze transportu usprawnienia mogą dotyczyć wyposażenia samochodów dostawczych w ekrany w przedniej szybie, na których wyświetlane są dane o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym, a także inne cenne informacje, np. temperatura przestrzeni ładunkowej oraz ostrzeżenia, co pozwoli zwiększyć poziom koncentracji kierowcy. Z kolei pracownicy w paczkowni wyposażeni w inteligentne akcesoria otrzymują ważne informacje o każdej paczce (zawartość, waga i miejsce docelowe), co pozwala usprawnić załadunek i zmniejszyć liczbę szkód w transporcie. AR może także usprawnić usługi konserwacji i napraw, jeśli pracownicy będą wyposażeni w inteligentne gogle prezentujące instrukcje krok po kroku. Jak widać, rozwiązania IT na dobre zadomowiły się w logistyce i będą wykorzystywane w coraz większym zakresie. Logistyka 2.0 w polskich firmach to kwestia nie tak odległej przyszłości

Biznes nad Adriatykiem

DSC_1363Prowadzenie działalności gospodarczej przez Polaków w Chorwacji nie jest trudne z uwagi na członkostwo obu krajów w Unii Europejskiej. Podstawą prawną działalności gospodarczej w Chorwacji są ustawy o spółkach handlowych i o rzemiośle. Firmy mogą zakładać zarówno osoby prawne, jak i fizyczne

Do osób prawnych mogących prowadzić działalność gospodarczą zalicza się: spółki akcyjne, spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, spółki jawne, filie i pośredników handlowych. Spółkę należy wpisać do Rejestru Sądowego podlegającego odpowiednim sądom gospodarczym.

Osoby fizyczne, chcąc prowadzić działalność gospodarczą, muszą zostać wpisane do Rejestru Rzemieślników i podlegają ustawie o rzemiośle. Wszystkie niezbędne informacje i formularze można uzyskać na stronie www.hitro.hr, a pracownicy serwisu pomogą w rejestracji działalności. Koniecznych wpłat należy dokonać w filiach Agencji Finansowej (FINA), a ich wysokość zależy od rodzaju działalności. Przed rejestracją trzeba sprawdzić, czy nazwa firmy nie jest zajęta. Musi być ona w języku chorwackim lub w języku obcym, jeśli słowa na nią się składające są powszechnie znane w Chorwacji. Użycie nazwy „Chorwacja” wymaga specjalnego zezwolenia Ministerstwa Sprawiedliwości.

Firmy zagraniczne są traktowane identycznie jak firmy chorwackie, jednak mogą liczyć na dwa dodatkowe przywileje: gwarancję ochrony inwestycji w przypadku zmiany przepisów oraz gwarancję swobodnego transferu zysków. Zagraniczni inwestorzy mogą: zakładać firmy wspólnie z podmiotami chorwackimi, inwestować w banki i ubezpieczenia, otrzymywać koncesje na eksploatację surowców naturalnych. Dokumenty firmowe, takie jak faktury VAT, muszą zawierać: nazwę i adres firmy zgodny z rejestracją, numer rejestracyjny oraz nazwę sądu, w którym dokonano rejestracji, numer konta bankowego wraz z nazwą i adresem banku, wysokość kapitału zakładowego, wyszczególnionych członków zarządu.

DSC_1359Wszystkie te informacje musi również zawierać strona internetowa przedsiębiorstwa. Największe polskie firmy, które działają w Chorwacji, to: Globe Trade Centre SA (GTC), właściciel centrum handlowego Avenue Mall w Zagrzebiu; Asseco SEE Group SA, lider na rynku oprogramowania i usług informatycznych dla bankowości i telekomunikacji; OT Logistics posiadający 20,81 proc. udziałów portu Rijeka. W wyniku dokapitalizowaniu spółki port Rijeka ma szansę stać się największym portem na Adriatyku, dzięki czemu będzie świetnym korytarzem między Kanałem Sueskim a Europą. Press Glass SA wybudowałfabrykę szkła fasadowego w Varaždinie, LPP SA – właściciel marek: Reserved, Cropp, House, Mohito, Esotiq, Promostars – planuje otwarcie kilkunastu salonów w największych centrach handlowych Chorwacji. Inter Cars SA to natomiast największy w Chorwacji dystrybutor części samochodowych, a Grupa CCC otworzyła tu sieć handlową sprzedającą buty. Liczba i wielkość polskich firm inwestujących w Chorwacji pokazuje, że jest to świetne miejsce do rozwoju.

Nie tylko polskie firmy inwestują w Chorwacji. W naszym kraju funkcjonuje kilka chorwackich przedsiębiorstw. Pliva Kraków to inwestor w polskim przemyśle farmaceutycznym (Krakowskie Zakłady Farmaceutyczne Polfa). Grupa Orbico jest jedną z największych europejskich firm FMCG. Polskie konsorcjum ZUE i chorwacki Dalekovod Polska podpisały z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi umowę, której przedmiotem jest m.in. wykonanie metodą kompleksową dwutorowej napowietrznej linii elektroenergetycznej o napięciu 400 kV przebiegającej na linii Kozienice – Ołtarzew, wyposażonej w trakty światłowodowe. Na rzecz poprawy współpracy gospodarczej między Polską a Chorwacją działa Polsko-Chorwacka Izba Przemysłowo-Handlowa. Do jej najważniejszych zadań należą: pomoc chorwackim i polskim partnerom w kontaktach zagranicznych, szerzenie informacji o polskiej i chorwackiej kulturze, organizowanie misji gospodarczych, forum i konferencji. W izbie działa kilkanaście podmiotów z Polski i Chorwacji. Ostatnim ważnym wydarzeniem było promowanie współpracy polsko-chorwackiej na Forum Gospodarczym w Katowicach, gdzie organizowano wiele spotkań B2B przedsiębiorców i uczelni z obu krajów. Kolejnym ważnym aspektem jest wymiana towarowa i usługowa między Polską a Chorwacją.

W Chorwacji są też bardzo dobre uniwersytety, które gwarantują możliwości rozwoju. Najlepsza uczelnia wyższa to University of Zagreb. Kolejnymi znanymi uczelniami są: University of Rijeka, który w rankingu uczelni zajmuje 1447. miejsce, oraz University of Split zajmujący 1772. pozycję. System edukacji jest bardzo podobny do polskiego (trzyletnie studia licencjackie i dwuletnie studia magisterskie). Bardzo ważne dla studentów z Polski jest to, że niektóre uczelnie mają wydzielone miejsca wyłącznie dla studentów zagranicznych. Aby studiować w Chorwacji, należy zdobyć pozwolenie na pobyt w celach edukacyjnych. Można je uzyskać w konsulacie Chorwacji

 

Z Seleny do Boryszewa

ManagerOnline

Jarosław Michniuk objął stanowisko prezesa grupy Boryszew, zajmującej się przetwórstwem metali nieżelaznych i produkcją komponentów dla motoryzacji. Nowy prezes zamienił fotele: przed przejściem do Boryszewa zarządzał spółką Selena FM. Na tym stanowisku pracował od 2011 r., a firma święciła triumfy na rynku chemii budowlanej. Jarosław Michniuk, absolwent Politechniki Warszawskiej (przetwórstwo tworzyw sztucznych), karierę rozpoczął na początku lat 80. jako inżynier ds. procesu w Polskich Nagraniach. Później był technologiem w Instytucie Technologii Elektronowych i w zakładach ZEUS w Toruniu. W okresie przemian ustrojowych w Polsce rozpoczął współpracę z koncernem chemicznym BASF, gdzie zaczynał jako przedstawiciel handlowy i szybko piął się po szczeblach kariery. Był managerem produktu, później dyrektorem i członkiem zarządu BASF Polska, w którym odpowiadał za sprzedaż tworzyw sztucznych BASF i Basell. Dalsze awanse to pozycje dyrektora sprzedaży tworzyw styrenowych w Europie Środkowo-Wschodniej, dyrektora marketingu w Europie, p.o. Group Vice President w Ameryce Północnej (Meksyk) oraz Senior Vice President ds. tworzyw styrenowych w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie. Po latach spędzonych w BASF stanął na czele Seleny FM, a od października zarządza grupą Boryszew.

Janusz Górski czuwa nad logistycznym klastrem

janusz górski dbschenker

Międzynarodowa spółka logistyczna DB Schenker połączyła dotychczasowe cztery regiony w Europie w jeden „Region Europa”. Cały region podzielono na 10 klastrów, do których należą organizacje z poszczególnych krajów. Cel tej reorganizacji to zwiększenie efektywności procesów i zapewnienie lepszej obsługi klientów. Polska przewodzi klastrowi Europy Północno-Wschodniej, do którego należą: Litwa, Łotwa, Estonia oraz Ukraina i Białoruś. Na czele klastra stanął Janusz Górski, CEO North & East Europe oraz prezes spółki Schenker w Polsce. Manager na czele polskiego Schenkera stoi od roku 2004. W przeszłości pracował w Pekaesie i firmie Rondine Ruffoni. Od 1993 r. był prezesem Spedpolu. Absolwent Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej doprowadził do fuzji Spedpolu oraz Schenkera i w ciągu dwóch lat przekształcił firmę w globalnego operatora i lidera na polskim rynku w kompleksowych rozwiązaniach logistycznych. Miłośnik jogi i nordic walkingu, należy do najbardziej znanych managerów logistyki w Polsce. DB Schenker ma niemal 66 tys. pracowników w 2 tys. lokalizacji na całym świecie. W 2015 r. firma wygenerowała przychody sięgające 15,5 mld euro. Działa w transporcie lądowym – tygodniowo realizuje prawie 32 tys. usług dla ładunków drobnicowych, w lotniczym i oceanicznym – 1,2 tys. lotów czarterowych rocznie, a także w logistyce kontraktowej z przestrzenią magazynową liczącą ponad 7,7 mln mkw. w prawie 50 krajach.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...