.
Strona główna Blog Strona 370

Praca, czyli hobby

Praca, która jednocześnie jest hobby, to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogą się przydarzyć w życiu. Potwierdza to przykład Henryka i Macieja Trzosków, znanych warszawskich zegarmistrzów

Pierwszy z nich rozpoczął karierę zawodową w 1963 r. w Spółdzielni Pracy Zegarmistrzów, Złotników i Grawerów. Trafił do zakładu przy ul. Puławskiej 96 w Warszawie, w którym pracuje także dziś, choć to już jego prywatny biznes. Kiedy w okresie przełomu – w 1990 r. – spółdzielnia została sprywatyzowana, przejął lokal i zaadaptował go do swoich potrzeb. Jest to jeden z nielicznych tego rodzaju zakładów w Polsce, w którym można – siedząc na designerskiej kanapie i mając za plecami historyczne czasomierze – obserwować pracę zegarmistrzów przez wielką panoramiczną szybę.

– Od zawsze interesowały mnie dawne zegary, nie tylko stojące lub wiszące, lecz także potężne, wieżowe – opowiada Henryk Trzosek. – Toteż po dwóch latach doskonalenia umiejętności w 1965 r. zdecydowałem się przenieść do zakładu przy al. Niepodległości, który specjalizował się w tej dziedzinie. Miałem sporo szczęścia, ponieważ jako młody człowiek zetknąłem się z wybitnymi kolekcjonerami i ekspertami w dziedzinie sztuki zegarmistrzowskiej. Mój zapał docenił dyrektor Muzeum Narodowego prof. Stanisław Lorenz, który najpierw zlecił mi naprawę XIX- wiecznego czasomierza w formie rydwanu. Obdarzył mnie zaufaniem, ponieważ następne jego zlecenie dotyczyło kompleksowej konserwacji zegarów w Wilanowie. Wkrótce potem pojawiły się kolejne wyzwania, m.in. nadzór nad całą kolekcją zegarów w stołecznym Muzeum Archidiecezjalnym i ich remonty. Swoje imponujące zbiory przekazał placówce wybitny scenograf Stanisław Panfiłow – znajomy reżysera i scenarzysty Franciszka Fuchsa. Znajomość ta zaowocowała filmem dokumentalnym, w którym Henryk Trzosek naprawiał zegar organowy dla Jana Pawła II.

– Moja fascynacja dawnymi mechanizmami spowodowała, że przez wiele często przebywałem poza domem, ponieważ naprawiałem kilkadziesiąt zegarów wieżowych – dodaje zegarmistrz.
– Najciekawsze, z mojego punktu wiedzenia, są prace rekonstrukcyjne, w ramach których sam dorabiam wiele części, starając się naśladować technikę starych mistrzów. Każde wyzwanie może być interesujące, niezależnie od tego, czy dotyczy „jaja norymberskiego” z XVI w. czy „kwadransika” z XVIII stulecia, w którym brakuje jednej trzeciej elementów. Zlecenia dotyczące części, które trzeba odtworzyć, spływają nie tylko z całej Polski, lecz także z zagranicy. Zakład przy ul. Puławskiej znany jest w Nowym Jorku, Montrealu i Paryżu z czopów, które wykonuje się za pomocą specjalistycznej tokarki – czoparki. Warto wspomnieć, że wśród klientów firmy jest Pałac Prezydencki.

– Mając takiego ojca, mogłem wybrać tylko jeden zawód – stwierdza Maciej Trzosek. – Kiedy byłem mały, największą przyjemność sprawiało mi sprawdzanie, jak działają zabawki, każdą z nich musiałem rozkręcić… Po ukończeniu szkoły zegarmistrzowskiej zacząłem praktykować w rodzinnym zakładzie. Przez pewien czas dorabiałem części do historycznych czasomierzy, ale bardziej interesowały mnie nowatorskie rozwiązania i – używając branżowej terminologii – komplikacje wprowadzane przez słynne szwajcarskie manufaktury.

Działo się to w pierwszej połowie lat 90., gdy na krajowym rynku zaczęły się pojawiać zegarki czołowych firm. Chcąc zdobyć doświadczenie w tej dziedzinie, w 1996 r. zatrudniłem się w warszawskim La Boutique Swiss, w którym miałem okazję naprawiać zegarki m.in. takich marek, jak Patek Philippe, Vacheron Constantin, Piaget i Cartier. Warto w tym miejscu przypomnieć, że każdy, nawet najlepszy czasomierz, może się zepsuć, jeśli jest niewłaściwie użytkowany. Około 90 proc. uszkodzeń zegarków powstaje w efekcie uderzenia, nieumiejętnej obsługi lub zalania. Bywa, że naprawa skomplikowanego mechanizmu kosztuje nawet kilka tysięcy złotych. Mechaniczny zegarek sportowy
– wbrew nazwie – lepiej zdjąć przed meczem koszykówki lub bokserskim sparringiem. Podobnie jak w przypadku samochodu gwarancja producenta nie obejmuje uszkodzeń mechanicznych. Warto też dokładnie czytać instrukcje. Klasycznym przykładem błędu użytkownika jest np. cofanie wskazówek w zegarku z wiecznym kalendarzem. W przypadku IWC z mechanizmem Kurta Klausa naprawy dokonuje manufaktura, licząc sobie za to 1 tys. euro.

– Moim drugim miejscem pracy, w którym miałem stały kontakt ze wspaniałymi zegarkami, był Hermitage Boutique – dodaje Maciej Trzosek.

– Przepracowałem tam dziewięć lat, by w końcu trafić do Swatch Group. Chociaż nie narzekam na brak zajęć, regularnie wieczorami wpadam do rodzinnej firmy, by pomóc ojcu. Do moich rąk trafiają wspaniałe konstrukcje o ogromnej wartości rynkowej i kolekcjonerskiej. Każdy zegarek, nawet najdroższy, narażony jest na uszkodzenia… Obaj zegarmistrzowie pytani o hobby zgodnie odpowiadają: zegary i zegarki. Henryk Trzosek nosi na co dzień Breitlinga, prezent od syna. Z kolei Maciej Trzosek najbardziej ceni czasomierze z limitowanych serii, takie jak jego ulubiony Girard Perregaux, którego wyprodukowano zaledwie 260 egzemplarzy. Jak podkreśla, zegarki trzeba traktować z szacunkiem. Nie wyobraża sobie innego miejsca dla czasomierzy z automatycznym mechanizmem niż rotomat. Te z ręcznym naciągiem trzeba nakręcać przynajmniej raz w tygodniu. Nieużywane psują się, podobnie jak auta pozostawione na długi czas w garażu.

Uprzejmy wojownik

Myślenie stereotypowe może być czasem mylące. Na przykład Volvo od razu kojarzy się z bezpiecznym, zaawansowanym technicznie, prostym w formie samochodem, którym rano zawieziemy dzieci do szkoły. Czy takie auto może dać nam jednak radość z jazdy?

Volvo3Do naszej redakcji trafiło nowe Volvo V40 Cross Country. Samochód może się podobać, szczególnie wersja po liftingu, która z przodu stylistycznie zbliżyła się do flagowych modeli producenta – XC90 oraz najnowszych S90 i V90. Przekonstruowane przednie lampy otrzymały charakterystyczne LED-owe światła dzienne w kształcie litery T. Szwedzki producent przyzwyczaił nas już do prostoty swoich kokpitów, ale designerzy postarali się, aby było wykwintnie. Aluminium łączy się na desce rozdzielczej z ekskluzywnym drewnem. Do tego fotele i boczki drzwi wykończone miłą w dotyku skórą sprawiają wrażenie luksusu. To ciekawe uczucie, gdy wsiadamy do auta o dość małych rozmiarach, a przenosimy się do klubu dla dżentelmenów… Należy wspomnieć, że pozycja za kierownicą jest bardzo wygodna, a duże fotele pewnie trzymają w objęciach. Przyjemna w dotyku wielofunkcyjna kierownica dopełnia wrażenia, że Volvo, tak jak dobry gospodarz, dba o swoich gości. Odpalamy silnik i wieziemy dzieci do szkoły. Bezpiecznie, cicho, wręcz bezszelestnie.

A co z przyjemnością? Wystarczy mocniej wcisnąć pedał przyspieszenia i V40 Cross Country zmienia się z rodzinnego autobusu w wyścigowy bolid. Nasz egzemplarz wyposażony został w benzynowy, doładowany silnik T5 o mocy 245 KM i momencie obrotowym wynoszącym 350 Nm, dostępnym już od 1,5 tys. obrotów na minutę. Za przeniesienie napędu odpowiada automatyczna skrzynia biegów Powershift. Wszystko sprzężone z napędem na cztery koła, z opatentowanym systemem Instant Traction, który inteligentnie rozdziela moment obrotowy na koła mające najlepszą przyczepność. Ta mieszanka powoduje, że samochód wystrzeliwuje spod świateł jak oszalały, zostawiając wszystkich z tyłu. Na następnych możemy oglądać już zdziwione twarze motocyklistów. Pierwsza setka pojawia się na liczniku już po 6,1 s, a auto prze do przodu z niezmienną siłą, aż – powiedzmy – do dozwolonej prędkości autostradowej. Dynamiką dorównuje samochodom powszechnie określanym jako sportowe.

Niech nas nie zwiedzie napis „Cross Country” na listwie tylnego zderzaka. Nastawy zawieszenia są przyjemnie sprężyste, tak jak w cywilnych wersjach modelu, a zwiększony o 17 mm prześwit udało się uzyskać poprzez zastosowanie opon o wyższym profilu. Samochód jedzie w zakrętach jak przyklejony do nawierzchni i w żadnej sytuacji nie może być mowy o braku poczucia bezpieczeństwa. Do dyspozycji mamy ponadto systemy czynnego bezpieczeństwa, np. City Safety, wykorzystujący laserowe czujniki, aktywny tempomat oraz radary monitorujące martwe pole lub niezamierzoną zmianę pasa ruchu. Samochód dba o kierowcę do tego stopnia, że gdy wyczuje jego zmęczenie, zasugeruje przerwę na kawę stosownym dźwiękiem i napisem na ekranie: „Time for a brake”. Szkoda, że nie zawiezie nas sam do najbliższej włoskiej kawiarni, ale wiedząc o zaawansowanych pracach Volvo nad autami autonomicznymi, kolejne wcielenie V40 Cross Country pewnie będzie miało tę funkcję. Stare porzekadło mówi, że gdy coś jest do wszystkiego, to jest do niczego… W tym przypadku należy powiedzieć: jeśli coś jest do wszystkiego, to musi to być Volvo V40 Cross Country T5.

Trzy razy Renault

Na miejsce prezentacji trzech nowych modeli Renault wybrało pięciogwiazdkowy Heron Live Hotel w Gródku nad Dunajcem

Hotel stanowi doskonały przykład zmian, jakie zachodzą w tej branży w naszym kraju. Okazuje się, że warto zainwestować w luksusowy obiekt z dala od dużych aglomeracji. W takim miejscu można naprawdę odpocząć, korzystając z bogatej oferty SPA, żeglując i ciesząc oczy pięknem krajobrazu. Można tam pojechać z rodziną nowym kompaktowym minivanem Scénic. Jest to auto godne uwagi z wielu powodów. Warto przypomnieć, że właśnie Renault 20 lat temu stworzył koncepcję kompaktowego minivana, a pierwszy Scénic został okrzyknięty samochodem roku 1997. O sukcesie modelu najlepiej świadczy 5 mln sprzedanych egzemplarzy. Nowy model – w wersji krótkiej – zaprezentowano po raz pierwszy podczas Salonu Samochodowego w Genewie w marcu tego roku, dwa miesiące później miała miejsce premiera wersji przedłużonej. Na pierwszy rzut oka widać, że to auto na miarę XXI wieku. A jednocześnie pojazd zachowuje wszystkie cechy, które zadecydowały o sukcesie tego modelu: liczne możliwości aranżacji wnętrza, przestronność, ergonomię, liczne schowki, itp. Nie sposób nie zwrócić uwagi na… 20-calowe koła, jak w wystylizowanych pojazdach sportowych. Co więcej – to jedyny rozmiar stosowany dla całej gamy. W związku z tym producent oferuje odpowiednie opony 20-calowe w cenie standardowych. Gama silników obejmuje dwa benzynowe i sześć wysokoprężnych, w tym nowość: diesel wyposażony w technologię Hybrid Assist.

Renault2

Generalnie Renault wyposaża swoje auta w technologie typowe dla wyższych segmentów: liczne elementy wyposażenia zwiększające poziom bezpieczeństwa i komfortu oraz możliwości zmiany aranżacji wnętrza, rekordowo duża objętość bagażnika i schowków. Na marginesie – objętość bagażnika w dłuższym Scénicu jest największa w tym segmencie. System Multi-Sense umożliwia dostęp do pięciu stylów jazdy: neutral, sport, comfort, perso i eco. R-LINK 2 posiada pionowy ekran o przekątnej 8,7 cala. Z kolei system One Touch Folding, przejęty z nowego Espace, umożliwia złożenie jednym ruchem tylnych siedzeń w celu uzyskania płaskiej podłogi. Zarówno w wersji krótkiej, jak i przedłużonej nowy Scénic ma przyciągnąć nabywców trzech poprzednich generacji tego modelu, wiernych marce. Czwarta generacja zamierza także podbić serca nowych klientów, przyciągając ich uwagę designem i parametrami użytkowymi.

Goście prezentacji Renault w hotelu Heron – wśród których znalazła się spora grupa miłośników tej marki dobrze znanych z mediów (m.in. Katarzyna Glinka, Aleksandra Nieśpielak, Julia Pietrucha i Hirek Wrona) – mieli okazję przetestować jeszcze jedno nowe auto: Mégane Grand Coupé. Samochód ma wyrazistą, sportową sylwetkę. W odróżnieniu od typowych, dwudrzwiowych coupé, to jednak wygodny trójbryłowy sedan, w którym dobrze czuje się zarówno zwolennik dynamicznej jazdy, jak i jego rodzina… Grand Coupé został zaprojektowany równolegle z nowym Mégane, wprowadzonym na rynek na początku roku 2016, ale pojawi się w sprzedaży dopiero w grudniu. Auto ma rekordowo przestronne wnętrze i duży bagażnik. Bogate wyposażenie – podobnie jak przypadku Scénica – kojarzy się z wyższym segmentem. Smukła sylwetka dowodzi klasy designerów, którzy starannie dobrali proporcje między powierzchnią szyb i nadwozia: 1/3 do 2/3. Samochód ma największy w swoim segmencie rozstaw przednich i tylnych kół, wynoszący 1,57 m. Obręcze o rozmiarach do 18 cali podkreślają wizualnie stabilność auta. Montowane standardowo (w zależności od wersji) chromowane elementy ozdobne – jak np. grill przedni, boczne listwy, wstawki w zewnętrznych klamkach drzwi, końcówka wydechu – podkreślają zadziorny charakter samochodu. W wyższych wersjach wyposażenia dostępny jest duży, panoramiczny (otwierany w części przedniej) szklany dach. Nowe premiery potwierdzają, że zapowiadana przez prezesa Aliansu Renault- Nissan Carlosa Ghosna ofensywa modelowa francuskiego koncernu nie traci impetu. Przed nami kolejne premiery.

Nieprzemijające życzenia

Znów nadeszły te dni, gdy zostawiamy za sobą codzienne troski, aby spędzić czas  z rodziną i znajomymi, świętować i zastanowić się nad mijającym rokiem. To wspaniały okres pełen radości, śmiechu, muzyki i magii. To także czas ofiarowywania, dlatego OMEGA zebrała kilka ciekawych pomysłów na prezenty. Jak opisalibyście swoją „wyjątkową osobę” – elegancka i towarzyska, poszukiwacz przygód? Niezależnie od tego, jaka jest ta osoba i jaki prowadzi styl życia, istnieje produkt OMEGA idealny dla niej. A najlepsze jest to, że te wspaniałe przedmioty będą przynosić radość długo po tym, jak okres świąteczny dobiegnie końca. Poświęćcie chwilę, aby się z nimi zapoznać. A OMEGA życzy wam Wesołych Świąt.

Globemaster Annual Calendar Limited Edition  
Mieszczący się w kopercie z platyny próby 950 Globemaster z limitowanej edycji,  o średnicy 41 mm, posiada karbowany pierścień lunety i poddaną piaskowaniu tarczę „Pie Pan” z platyny o próbie 950, inspirowaną pierwszym modelem Constellation z 1952 roku. Na tarczy umieszczone są nazwy miesięcy. Posiada wykonaną z 18-karatowego białego złota gwiazdę Constellation i logo OMEGI oraz wskazówki i napisy pokryte zieloną emalią. Po uważnym przyjrzeniu się można dostrzec celownik umieszczony na środku tarczy, który jest odniesieniem do długiej tradycji tworzenia zegarków przez firmę OMEGA. Z tyłu obudowy znajduje się wykonany z 18-karatowego białego złota medalion z wizerunkiem obserwatorium, pokryty zieloną emalią. Zegarek ma zielony skórzany pasek. Napędza go OMEGA Co-Axial Master Chronometer Annual Calendar Calibre 8923, wyposażony w rewolucyjną technologię antymagnetyczną.

Speedmaster Dark Side of the MoonSpeedmaster Dark Side of the Moon
Ten zgrabny sportowy zegarek oddaje cześć astronautom z Apollo 8, będącymi pierwszymi, którzy ujrzeli ciemną stronę Księżyca. Wyjątkowy model ma ceramiczną tarczę wykonaną z tlenku cyrkonu, z wyjątkowymi wskazówkami w stylu „Moonwatch” z 18-karatowego białego złota oraz dwoma ceramicznymi mniejszymi tarczami, umieszczonymi przy godzinach 3 i 9. Matowa skala tachymetru – najbardziej wyróżniający się element serii Speedmaster – wykonana jest z azotku chromu i znajduje się na wypolerowanej ceramicznej lunecie, która jest umieszczona na ceramicznej obudowie o średnicy 44,25 mm. Z tyłu szafirowej obudowy znajdują się słowa „Dark Side of the Moon” – to hołd oddany dziedzictwu tego modelu Speedmaster oraz jego wspaniałemu projektowi. Zegarek ma nylonowy pasek, a napędza go OMEGA Co-Axial calibre 9300.

Constellation Petite SecondeConstellation Petite Seconde
Constellation Petite Seconde to pierwszy na świecie zegarek z certyfikatem Master Chronometer stworzony specjalnie dla kobiet. Obok słynnych pazurków Constellation, nowy Petite Seconde ma perłową tarczę z 10 diamentowymi znacznikami godzin, umieszczonymi w uchwytach z 18-karatowego złota. Ciekawą nowością w tym wyjątkowym zegarku jest tarcza sekundowa, umieszczona przy godzinie 9 i zawierająca cztery diamentowe indeksy. Aby to zrównoważyć, OMEGA przesunęła okienko z datą na godzinę 6. Piękna z zewnątrz i rewolucyjna w środku tarcza sekundowa opiera się na innowacyjnym mechanizmie, w którym jeden z trybów posiada elastyczne ząbki, dzięki którym wskazówka obraca się bez żadnych drgań. Niemagnetyczne koło zostało stworzone z wykorzystaniem procesu LIGA, który polega na tworzeniu komponentów od początku, zajmując się jedną mikroskopijną sekcją w danej chwili. Wyjątkowe nowe ruchy Master Chronometer są widoczne przez szafirowy dekiel.

De Ville Ladymatic Co-Axial 34 mm
Gdy model z serii Ladymatic pojawił się po raz pierwszy w 1955 roku, stał się jednym z najważniejszych elementów damskiej mody. Sześć dekad później nadal posiada wszystkie elementy tego wyjątkowego stylu i elegancji. W tym modelu stalowa obudowa została wzbogacona o wypolerowaną metalową bransoletę  z pofalowanymi brzegami, wykonaną z 18-karatowego złota Sedna™ i stali. Złoto Sedna™ znajduje się także na wskazówkach oraz 11 diamentowych znacznikach. Na oprawce otaczającej perłową tarczę umieszczone są diamenty, a dodatkowy diament „Brilliant OMEGA cut” znajduje się na jej szczycie. W zegarku De Ville Ladymatic Co-Axial 34 mm dni wyświetlane są w okienku daty umieszczonym przy godzinie 3. Całość napędzana jest mechanizmem OMEGA Co-Axial kaliber 8520.

Biżuteria

Naszyjnik Ladymatic
Ponadczasowy, wyjątkowy i wygodny naszyjnik Ladymatic wykonano z 18-karatowego czerwonego złota i diamentów, przez co jest wyjątkowo kobiecy  i elegancki. Dzięki falującym wzorom na nowo interpretuje obudowę zegarka Ladymatic, dzięki czemu dobrze komponuje się z zegarkiem, od którego pochodzi jego nazwa. Diamenty i karaty: 64 diamenty. Całkowita waga 0,400 ct.

Ladymatic Naszyjnik

 

Miejski obywatel w nowej odsłonie

Życie w betonowej dżungli zmusza nas do poszukiwania coraz to nowych, łatwiejszych sposobów dotarcia do celu. W salonie Škody znaleźliśmy taki, który może być również przyjemny

Škoda przyzwyczaiła nas do wersji specjalnych swoich popularnych modeli. Dobrze pamiętamy Fabię Monte Carlo i Sportline. Teraz przyszedł czas na najmniejszy model producenta z Mladá Boleslav. Paryżanie i londyńczycy już jakiś czas temu zauważyli, że duże limuzyny, SUV-y i auta rodzinne nie zawsze zdają egzamin w zatłoczonym mieście. Ciągłe szukanie miejsca parkingowego powoduje stres, jest czasochłonne, a nawet kosztowne, bo za wjazd dużym autem do centrum należy zapłacić. A chyba nie chodzi o to, żebyśmy do pracy dojeżdżali zdenerwowani. Firmy potrzebują managerów zrelaksowanych, wypoczętych i kreatywnych.

No dobrze… Ktoś powie, że i tak w korku stoimy wszyscy tak samo. Oczywiście, zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale czy można stać w nim odrobinę „bardziej”? W salonach Škody w całej Polsce można zamawiać już kolejną wersję specjalną sympatycznego modelu Citigo. Tym razem czeski producent proponuje nam auto w wersji Fun, która na pewno wniesie nieco radości w jesienne chłodne dni i monotonne dojazdy do pracy. Autko z powodzeniem zmieści dwie dorosłe osoby i dwoje dzieci, a nawet marketowe zakupy. Wersja 5-drzwiowa jest tak funkcjonalna, że na co dzień nie potrzeba niczego więcej. Ponieważ auto przeznaczono do jazdy po mieście, małe wymiary zewnętrzne są jego największym atutem. Ileż to razy szukając miejsca w centrum, znajdowaliśmy takie, które było 20 cm za wąskie lub za krótkie dla naszego samochodu? Mając do dyspozycji tego zwinnego malucha, zaparkujemy praktycznie wszędzie. Tam, gdzie nawet auto klasy kompakt będzie miało problemy, Citigo poradzi sobie doskonale.

Skoda2

Škoda Citigo Fun bazuje na podstawowej wersji Ambition, jednak wyróżniają ją niepowtarzalna stylizacja i dodatkowe wyposażenie. Maskę, drzwi i pokrywę bagażnika ozdobiono specjalną okleiną w industrialnym stylu. Dzięki takiej indywidualizacji na pewno znajdziemy swój samochód na parkingu. Auto wyróżnia się z tłumu także za sprawą jaskrawej kolorystyki nadwozia. Elementem szczególnym modelu Fun są przyciemniane klosze tylnych lamp oraz szyby. Nie zapomniano o 14-calowych felgach z lekkich stopów. Obydwa dostępne silniki to jednostki o pojemności 1 l. Różnią się mocą, ale spalają tyle samo paliwa – niecałe 4,5 l na każde 100 km. Są to tak małe ilości, że zaryzykuję stwierdzenie, iż w cenie biletu miesięcznego dostajemy prywatną kapsułę do przemieszczania się po mieście. Warto dodać, że mocniejszą, 75-konną wersję możemy wyposażyć w automatyczną skrzynię biegów ASG.

Producent zadbał o to, żebyśmy nie nudzili się we wnętrzu auta. Białe elementy deski rozdzielczej oraz przeszycia na fotelach umilają czas spędzony w drodze do pracy. Wzór tapicerki nawiązuje do okleiny karoserii. Całość dopełnia dobrze leżąca w dłoniach skórzana trójramienna kierownica. Citigo Fun robi dobre wrażenie i jest spójny stylistycznie. Za wrażenia dźwiękowe odpowiada zestaw audio z odtwarzaczem Swing, wyposażonym w Bluetooth, a na desce rozdzielczej w standardzie dostajemy uchwyt na smartfon. Nie namawiam do pozbycia się limuzyny ani SUV-a. Zwracam jedynie uwagę, że nie zawsze do centrum musimy jechać dużym autem. Warto rozważyć małą škodę jako drugie lub nawet trzecie auto w domu. Okazuje się bowiem, że na co dzień można być odrobinę „bardziej”. I do tego można mieć z tego fun – Škodę Citigo Fun.

Chmura hybrydowa i cyberbezpieczeństwo

Marek Kobielski_1Marek Kobielski, prezes zarządu Dimension Data Polska, opowiada o tym, jak media społecznościowe, mobilność, analityka, IoT i cyfrowa transformacja zmieniają otoczenie biznesowe. Dlatego CIO coraz częściej stają przed wyzwaniem zapewnienia czegoś więcej, niż tylko wsparcie biznesu za pomocą infrastruktury IT. Muszą oni trzymać rękę na pulsie i być katalizatorem innowacji oraz rozwoju.

Jakie jest podejście Dimension Data do jednego z najbardziej głośnych dziś tematów, jakim jest cyfrowa transformacja biznesu?
Prowadzone przez nas rozmowy krążą głównie wokół danych jako podstawy transformacji, chmury hybrydowej jako sposobu na elastyczność w dostępie do technologii, a także aplikacji, miejsc pracy nowego typu oraz cyberbezpieczeństwa. Aby cyfrowa transformacja była skuteczna, infrastruktura oraz usługi powinny być elastyczne i ewoluować wraz z ciągle zmieniającymi się potrzebami biznesowymi. Firmy muszą znaleźć sposób na takie wykorzystanie technologii, aby w dzisiejszych czasach biznes był w stanie skutecznie konkurować.

Czyli cyfrowa transformacja zależy od CIO?
Moim zdaniem, CIO to pionierzy zmian, często niedoceniani we własnych firmach. Od ich odwagi, innowacyjności, szybkości działania w niedalekiej przyszłości zależeć będzie sukces przedsiębiorstwa. Stąd ich rola w strukturach firm powinna rosnąć, a znaczenie podejmowanych przez nich decyzji jest fundamentalne dla przystosowania się do zmieniającego się cyfrowego otoczenia.

Jaką rolę państwa klienci przypisują danym?
Obecnie wszystko kręci się wokół doskonalenia sposobów wykorzystania informacji i przekształcenia ich w korzyść biznesową. Musimy wiedzieć, w jaki sposób będziemy eksplorować nasze dane oraz jaką wartość biznesową chcemy z nich uzyskać. Ustalić ich źródło, a także zdecydować, jakie połączenia sieciowe mają obsługiwać ich transmisję oraz gdzie dane te będą zlokalizowane. Ponadto – aby dostosować się do cyfrowej rzeczywistości generującej ogromne zapotrzebowanie na przesyłanie danych – wszyscy muszą korzystać z tzw. cyfrowych autostrad. Dimension Data uczestniczy w rozwoju infrastruktury szerokopasmowej dla firm, sektora publicznego oraz administracji lokalnej. Według nas możliwość wykorzystywania danych jest powiązana ze stworzeniem hybrydowego środowiska IT, które będzie łączyć ze sobą sieci, bezpieczeństwo i chmurę.

Jaką rolę państwa klienci przypisują danym?
Obecnie wszystko kręci się wokół doskonalenia sposobów wykorzystania informacji i przekształcenia ich w korzyść biznesową. Musimy wiedzieć, w jaki sposób będziemy eksplorować nasze dane oraz jaką wartość biznesową chcemy z nich uzyskać. Ustalić ich źródło, a także zdecydować, jakie połączenia sieciowe mają obsługiwać ich transmisję oraz gdzie dane te będą zlokalizowane. Ponadto – aby dostosować się do cyfrowej rzeczywistości generującej ogromne zapotrzebowanie na przesyłanie danych – wszyscy muszą korzystać z tzw. cyfrowych autostrad. Dimension Data uczestniczy w rozwoju infrastruktury szerokopasmowej dla firm, sektora publicznego oraz administracji lokalnej. Według nas możliwość wykorzystywania danych jest powiązana ze stworzeniem hybrydowego środowiska IT, które będzie łączyć ze sobą sieci, bezpieczeństwo i chmurę.

Czy może pan rozwinąć temat chmury i doświadczenia Dimension Data w tym obszarze?
Zamiast mówić o technologii, podam trzy bardzo różne przykłady projektów zrealizowanych przez naszą firmę i wykorzystujących chmurę. Podczas szczytu G20 w 2014 r. w Australii Dimension Data dostarczyła infrastrukturę ICT w modelu ITaaS. Dzięki temu australijski rząd  płacił wyłącznie za wykorzystanie infrastruktury i usług. Koszt był zaledwie ułamkiem tego, co trzeba by było wydać na tradycyjne modele dostarczania infrastruktury. Nie było także lokalnych zasobów ani do zarządzania, ani amortyzowania już po zakończeniu konferencji. Od 2015 r. Dimension Data zapewnia analitykę danych w czasie rzeczywistym każdego zawodnika startującego w najbardziej prestiżowym wyścigu Tour de France. Wiąże się to z przetwarzaniem 4–6 mln parametrów podczas każdego etapu wyścigu i dostarczaniem przy użyciu chmury informacji dostępnych jednocześnie na wielu kanałach. Widzowie mają znacznie większą satysfakcję z obserwowania wyścigu dzięki korzystaniu nie tylko ze specjalnej strony internetowej, która zanotowała 15 mln odsłon, lecz także aplikacji mobilnej (1,35 mln pobrań) oraz profilu Tour de France w serwisie społecznościowym, którego liczba polubień wzrosła w 2015 r. o prawie 28 proc. Trzeci przykład dotyczy innowacyjnego projektu ochrony nosorożców w prywatnym rezerwacie sąsiadującym z Parkiem Narodowym Krugera w RPA, który Dimension Data realizuje wspólnie z Cisco. Podstawą rozwiązania hybrydowego stała się infrastruktura cloud computing, obejmująca technologie sieciowe, Wi-Fi, Internet Rzeczy, sensory oraz analitykę danych, która   ludzi, a nie zwierząt.

Mówimy o wielu różnych skomplikowanych projektach związanych z transformacją przedsiębiorstw. Czy cyfrowy rozwój jest dziś przede wszystkim zależny od nakładów na inwestycje?
Na rynku polskim budżet jest nadal kluczowym czynnikiem wyboru danej oferty i technologii. Z jednej strony jest to zrozumiałe. Z drugiej jednak często nie rozpatrujemy, że kosztem może być zbyt ograniczona inwestycja, która nie daje wystarczających narzędzi do osiągnięcia celów biznesowych. Kosztem jest także nieodpowiednie przygotowanie inwestycji: zbyt ogólna analiza potrzeb biznesu, planów w zakresie obciążeń i wykorzystania zasobów lub gotowości organizacji do zmiany. Z naszych międzynarodowych doświadczeń wynika, że zdolność do szybszego wprowadzania innowacji technologicznych polega w głównej mierze na stworzeniu kultury innowacyjności. Można zainwestować w nową sieć i narzędzia, ale aby efektywnie je wykorzystać, ludzie muszą mieć chęć i możliwość do bycia kreatywnymi.

Dobry zespół to chyba też podstawa ochrony przed cyberzagrożeniami?
W ślad za wzrostem kompetencji hackerów i poziomu zaawansowania metod, którymi się posługują, rozwijać muszą się też kompetencje zespołu, który za tę obronę odpowiada. Wiedza o zagrożeniach jest fundamentem – umożliwia silniejszą i skuteczniejszą ochronę. Ponadto dbanie o bezpieczeństwo to proces, który nigdy się nie kończy i musi być poddawany ciągłej weryfikacji. W efekcie decyzja, jakie środki przeznacza się na bezpieczeństwo, będzie podejmowana ze świadomością ryzyka, na jakie organizacja się wystawia, zaniedbując inwestycje. Wśród największych obecnie zagrożeń związanych z bezpieczeństwem są: nieuprawnione transakcje bankowe (fraudy), ransomware, czyli szyfrowanie dysków dla okupu, a także wykradanie danych personalnych i tajemnic przedsiębiorstwa. Dynamika zmian w sferze bezpieczeństwa jest bardzo duża i dlatego nasza wiedza oraz oferta stale ewoluują.

W jakim kierunku jest rozwijana państwa oferta na rynku polskim?
Przede wszystkim skupiamy się na zdobywaniu doświadczenia i wiedzy w obszarze szeroko rozumianego bezpieczeństwa i centrów danych oraz angażujemy się w projekty z zakresu rozwiązań cloud computing. W 2015 r. zrealizowaliśmy projekt cloud contact center dla firmy Nutricia. Realizujemy też kontrakt na budowę chmury prywatnej dla jednej z firm energetycznych. Jako integrator szczególnie koncentrujemy się na rozwoju oferty serwisowej. Wchodzimy także w technologie, które są jeszcze unikalne na rynku polskim. Przykładem może być dostęp do usług bankowych z użyciem biometrii głosowej, który zrealizowaliśmy w BZ WBK.

Co daje państwu przynależność do Grupy Dimension Data?
Globalizacja daje dostęp do wiedzy i technologii w ramach całej korporacji. Dodatkowo część nowych klientów w Polsce to efekt kontraktów podpisywanych przez Dimension Data globalnie. Bycie częścią Grupy to także potencjał inwestycyjny

King of the Road

 Z chwilą pojawienia się naszego magazynu do salonów wjechał zupełnie nowy Porsche Panamera. Jako pierwsi mieliśmy okazję przetestować go na mazurskich drogach. I to w trzech wersjach silnikowych

Jesienny niedzielny poranek nie zachęcał do wstania z łóżka, jednak pod warszawskim hotelem Bristol czekały najnowsze egzemplarze jeszcze ciepłej Panamery. Kawa, krótki briefing, kluczyki i do samochodu. Normalnie wskoczyłbym za kierownicę i dałbym się poprowadzić nawigacji, ale nie z Porsche takie numery… Nowa Panamera jest jak najlepszy ogier w stadzie. Nie możesz tak po prostu sobie wsiąść i pojechać. Producent twierdzi, że to zupełnie nowy samochód. Niezmienione pozostały jedynie koncepcja sportowej limuzyny, znaczek na masce i nazwa modelu. Panamera zdecydowanie wyładniała i może się naprawdę podobać. Oczywiście, puryści dalej będą narzekać, że jedyne słuszne Porsche to model 911, ale dla kogoś, kto nie jest samolubem lub chociaż ma rodzinę, niemiecki producent przygotował coś wybitnie ekstra. Zresztą Panamera mocno upodobniła się do 911. Przód nadwozia wyraźnie przypomina flagowy model marki, tylne światła także są łudząco podobne. Porsche połączyło tylne lampy świecącą na czerwono listwą, co jeszcze dodało tylko sportowego charakteru. Boczna linia nadwozia, którą producent nazywa Fly Line, nie pozostawia złudzeń. Mamy do czynienia z najprawdziwszym Porsche.

Porsche_Panamera2Czas jednak wsiąść do środka. I tu kolejne zaskoczenie – wnętrze jest po prostu obłędne. Wysmakowane stylistycznie, zaawansowane technologicznie, sportowe i luksusowe jednocześnie. Porsche jest jednym z niewielu producentów, którzy potrafią połączyć wszystkie te cechy w jednym modelu samochodu. Zegary analogowe są dwa: pierwszy to obrotomierz, który tradycyjnie umieszczono pośrodku zegarów, a drugi – zegarek pakietu Sport Chrono na podszybiu. Za wskazania parametrów jazdy odpowiadają dwa 7-calowe ekrany po obu stronach obrotomierza oraz 12,3-calowy centralny wyświetlacz na desce rozdzielczej. Należy zaznaczyć, że przycisków na desce jest teraz mniej, a cały kokpit sprawia wrażenie bardziej skandynawskie, choć z ogromną dozą niemieckiej precyzji i dbałości o detale.

Dobrze, dobrze… Już ruszam… Najpierw powoli, by nie spłoszyć ogiera. Model, którym jechałem, to nowy 4S Diesel. Tak, tak – diesel. Jednak to nie jest już 3-litrowy V6 znany z wielu modeli Audi. To zupełnie nowa konstrukcja sprzężona z również nową 8-biegową skrzynią PDK i napędem na cztery koła. A teraz trochę cyferek, które opiszą ten silnik: 4 l, osiem cylindrów w układzie V, 422 KM i – uwaga – 850 Nm dostępne już od 1 tys. obrotów! Panamera z tym silnikiem to istna rakieta. Sposób, w jaki startuje z miejsca, jest trudny do opisania. To jak kopnięcie, którego siła przenosi kierowcę w przestrzeni na dalekie odległości. Przyspieszenie do setki to katalogowe 4,3 s (z pakietem Sport Chrono), a prędkość maksymalna to 285 km/h. Auto z adaptacyjnym zawieszeniem (amortyzatory mają aż trzy komory dla lepszej kontroli nad pojazdem) przepływa przez nierówności, nie tracąc nic z niewiarygodnej wręcz precyzji prowadzenia. Producent zapewnia, że spalanie przy spokojnej jeździe można utrzymać na poziomie 8,5 l, ale Panamerą nie da się jechać spokojnie. Spalanie na trasie do Mikołajek to niecałe 12 l na 100 km i uważam, że przy takim silniku to rewelacyjny wynik.

Krótki odpoczynek w pięknej scenerii hotelu na wodzie i zamiana aut. Teraz nawigacja prowadzi mnie do miejsca docelowego, czyli uroczego butikowego hotelu Masuria Arte w okolicach Kalinowa. Siedzę za kierownicą benzynowego modelu Panamera 4S. Spod maski dobiega znajomy ryk silnika V6. Ma pojemność 2,9 l i moc 440 KM. Do setki przyspiesza jak diesel, ale ze sportowym układem wydechowym brzmi tak, że nie chce się przestawać przyspieszać. Następnego dnia, a był to poniedziałek, do przetestowania pozostał już tylko on. Pan i władca lewego pasa, jego ekscelencja King of the Road – Porsche Panamera Turbo. Przed zajęciem miejsca za kierownicą należy się ukłonić i pod żadnym pozorem nie wolno go klepać po tylnej części nadwozia.

Porsche_Panamera

To, jakie emocje wywołuje jazda modelem Turbo, jest jeszcze trudniejsze do opisania niż w przypadku diesla.Obłęd w najczystszym wydaniu, dzika furia zamknięta w 5-metrowym nadwoziu. Samochód nie tylko powoduje gęsią skórkę i dreszcze na plecach. On wyciska łzy z oczu i ciśnie do gardła krzyk o treści, której nie mogę przelać na papier… Obcowanie z modelem Turbo wprawia w euforię, którą przerwać może jedynie pytanie pana przy dystrybutorze: „Do pełna?”. Jeśli 75-litrowy zbiornik okazałby się za mały, Porsche wyposaży nas nieodpłatnie w 90-litrowy, żebyśmy nie musieli zbyt często słuchać tego pytania. Panamera Turbo to auto, którym masz ochotę po prostu się przejechać… Wsiąść, odpalić silnik i zwyczajnie jechać. Za każdym razem chce się poczuć, jak przyspiesza (3,6 s do 100 km/h). Prędkość maksymalną 306 km/h będzie można jednak sprawdzić na jeszcze kilku odcinkach niemieckiej autostrady bądź w kontrolowanych warunkach na torze.

Uff… Nadszedł czas rozstania, bo nawigacja miłym kobiecym głosem oznajmiła, że dotarłem do celu. Została jeszcze część paliwa w zbiorniku, ale musiałem już oddać to niewiarygodne auto. I teraz sam nie wiem, czy lubić poniedziałki, czy ich nienawidzić? Lubić, bo przypominać będą ten dzień z Panamerą, czy nienawidzić, bo nie jest moja… Wszystkich, którzy mogą mieć podobny. dylemat, mogę zaprosić do salonów Porsche. King of the Road – nowe Porsche Panamera już tam czeka

Święto biznesu w Katowicach

Katowice3Około 7 tysięcy zarejestrowanych uczestników, kilkuset gości zagranicznych, ponad 80 sesji tematycznych i wydarzeń towarzyszących, 120 wystawców na Targach Biznes Expo

A poza tym: obrady z udziałem wicepremiera Piotra Glińskiego, Elżbiety Bieńkowskiej, Adama Bodnara, Jerzego Buzka i kilku dotychczasowych premierów Polski. Ministrowie, ambasadorzy, konsulowie, przedstawiciele Komisji Europejskiej, kilkunastu prezydentów miast, eksperci z kraju i zagranicy. Ludzie świata mediów, biznesu i nauki. Szósta edycja Europejskiego Kongresu MŚP była najlepszym dowodem na to, że język biznesu jest językiem uniwersalnym. Podczas trzech dni w Katowicach rozmawiano m.in. o teraźniejszości i przyszłości gospodarki Śląska, Polski i Europy.

Merytoryczne debaty
Podczas 3 dni kongresu odbyło się ponad 80 sesji, paneli, spotkań i wydarzeń towarzyszących, z których zdecydowana większość cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, a na wielu liczba chętnych przewyższała liczbę miejsc. Wśród najpopularniejszych były sesje o tematyce IT, zwłaszcza prowadzone przez technologicznych gigantów z USA: Facebooka i Google’a.

– Potwierdzeniem, że tematyka, którą zaproponowaliśmy podczas tegorocznego kongresu była trafiona, jest frekwencja. W wymiarze praktycznym dla przedsiębiorców, kongres był sukcesem. Wyjątkowa była sesja inauguracyjna, która z jednej strony dotykała spraw globalnych, a z drugiej, Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, który będą realizować mali i średni przedsiębiorcy. To, że rozmowa miała charakter merytoryczny, a nie polityczny, mimo że wziął w niej udział wicepremier Piotr Gliński i 4 byłych premierów, pozwala sądzić, że tworzymy na kongresie modelowe rozwiązania do dyskusji publicznej, której przecież w Polsce tak brakuje – powiedział Tadeusz Donocik, prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach, organizatora kongresu.

Pierwsza z debat polityczno-gospodarczych podczas sesji inauguracyjnej dotyczyła małej i średniej przedsiębiorczości w nowym środowisku międzynarodowym. Wzięli w niej udział m.in. Elżbieta Bieńkowska, komisarz UE ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości i MŚP, oraz Jerzy Buzek, europoseł. W drugiej debacie, poświęconej Planowi na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, wziął udział wicepremier Piotr Gliński oraz byli premierzy: Jan Krzysztof Bielecki, Jerzy Hausner, Janusz Piechociński, Janusz Steinhoff. Spotkanie poprowadził Kamil Durczok.

– Musimy wyjść z pułapki średniego rozwoju, musimy przeskoczyć te ograniczenia, które dotykają krajów takich, jak Polska. I w tym wszystkim sektor mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw jest szalenie istotny. On także znajduje miejsce w naszym programie, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju środki wsparcia – powiedział wicepremier Piotr Gliński. Podczas wystąpienia Gliński nawiązał do rządowego Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, nazywając go jednym z filarów obecnej polityki państwa, w którym bardzo ważne miejsce zajmują właśnie małe i średnie przedsiębiorstwa. Stwierdził też, że gospodarka jest podstawą rozwoju Polski.

Katowice2

Prawo i przedsiębiorcy
Wśród ponad 80 wydarzeń największym zainteresowaniem cieszyły się: panel o pomocy prawnej dla przedsiębiorców, sesje poświęcone: ekonomii współdzielenia, górnictwu z punktu widzenia małych i średnich przedsiębiorstw, metropoliom, smart city, bezpieczeństwu biznesu w świecie internetu i nowych technologii, firmom rodzinnym czy szkolnictwu zawodowemu. Równie wysoka frekwencja była na spotkaniu z Jarosławem Kuźniarem, Robertem Makłowiczem i Tomaszem Koniorem, na sesji poświęconej sektorowi kosmicznemu w Polsce, czy tej dotyczącej problemu jakości powietrza w miastach.

Kongresowi, jak co roku, towarzyszyły Targi Biznes Expo, które zgromadziły ponad 120 wystawców z Polski i zagranicy. Dużym zainteresowaniem, obok ofert wystawców z różnych branż, cieszyły się wykłady ekspertów z zakresu marketingu, sprzedaży i HR. Odwiedzający mogli również zasięgnąć porady na Targowej Wyspie Wiedzy i pozyskać nowe kontakty w Strefie Networkingu i B2B. Organizatorem wydarzenia była Regionalna Izba Gospodarcza w Katowicach, gospodarzem Miasto Katowice, zaś współgospodarzami wojewoda śląski, Województwo Śląskie, Województwo Małopolskie i Metropolia Silesia.

 

Ważne Informacje

Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

Stop the clock na rynku ESG

ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...