.
Strona główna Blog Strona 348

Szukając własnej drogi

W poprzednich artykułach zaprezentowałem główne zasady budowania marki osobistej oraz narzędzia, które pomagają nam poznać samych siebie

Bogatsi o tę wiedzę możemy przystąpić do wyznaczenia swojej wizji i misji oraz określenia wartości, jakimi kierujemy się w swoim życiu i na podstawie których zamierzamy budować naszą markę. To bardzo ważne, by szczerze określić swoje wartości, ponieważ marka osobista oparta na sztucznych lub nieakceptowanych wewnętrznie wartościach nie będzie autentyczna i prędzej czy później będzie tylko wizerunkiem, w dodatku sztucznie wykreowanym.

Moja wizja
Określenie swojej wizji jest wyznaczeniem punktu, do którego chcemy dotrzeć w założonym czasie. Nasz „wewnętrzny GPS” należy dobrze ustawić, żebyśmy wiedzieli, gdzie dokładnie zmierzamy, i byśmy po drodze nie zbaczali z drogi. Znane jest powiedzenie Seneki: „Gdy nie wiesz, do którego portu płyniesz, żaden wiatr nie jest dobry” i ta sentencja doskonale opisuje istotę określania swojej wizji. Wyznaczając swoją wizję, najlepiej wyjść od pytania: „Dlaczego?”. To, zdawać by się mogło, proste pytanie, jednak często odpowiedź na nie stwarza problemy. Ile jest sytuacji, gdy tak naprawdę nie wiemy, dlaczego coś robimy lub ktoś każe nam coś zrobić. Takie pytania o sens pewnych procesów często pojawiają się w korporacjach, gdzie wewnętrzne procedury regulują wiele obszarów, których nie rozumieją do końca pracownicy. Wyzwaniem wówczas dla managerów jest przekonanie pracowników do sensu realizowanych działań. Takie same mechanizmy działają na poziomie indywidualnym, wiele osób wie, co i jak robi, jednak trudno jest im często odpowiedzieć na pytanie, dlaczego i po co to robią. Każdy z nas pewnie znalazł się w takiej sytuacji.

Dlatego właśnie należy  sformułować wizję własnej działalności, by wiedzieć dokładnie, dlaczego mamy robić to, co robić chcemy. Nie bez przyczyny o Elonie Musku, twórcy Tesli mówimy, że to wizjoner. Jest on bowiem doskonałym przykładem tego, jak dobrze określona wizja wpływa na jakość pracy, ale także postrzegania osoby przez środowisko zewnętrzne. Zwykle wyznaczamy sobie cele cząstkowe, dzięki którym osiągamy pojedyncze sukcesy. A czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad celem głównym twojego życia? Może to właśnie odpowiednia chwila na taką refleksję. Często boimy się myśleć, że możemy wiele osiągnąć, stawiając sobie na siłę ograniczenia. Nie bójmy się wielkiego myślenia. Prawdziwi wizjonerzy to marzyciele, którzy nie boją się wielkości własnych wizji. Elon Musk, gdyby nie był marzycielem i miał, dosłownie, przyziemne pomysły, nie stworzyłby SpaceX ani nie planowałby podboju kosmosu, a Mark Zuckerberg nie zrewolucjonizowałby podejścia ludzi do komunikacji i budowania wirtualnych społeczności, tworząc Facebooka.

Zjedz słonia po kawałku
Wiele osób ma problem z tym, że mając wizję i określone wielkie cele, nie wie, jak strategicznie do tego podejść, jak realizować mniejsze cele, w tym przypadku dobrze zastosować metodę, którą określa znane porzekadło „Jak zjeść słonia? Po kawałku” i którą wszystkim polecam. Kluczem do sukcesu jest dzielenie swoich wielkich celów na mniejsze zadania i konsekwentne ich realizowanie. W opozycji do tych, którzy mają wizję, są osoby, które skupiają się na realizacji codziennych, małych celów, zapominając o wyznaczeniu sobie długofalowej wizji, która nadawałaby ich działaniom głębszy sens. Takie osoby często mają problem z „wchodzeniem w ślepe zaułki”, które ich przez to ograniczają. Na swoich szkoleniach często robię proste ćwiczenie – proszę, aby uczestnicy przedstawili się tak, jakby przenieśli się w przyszłość o pięć lat i osiągnęli już swój cel. Wtedy pytam ich, jak się czują. Dla większości samo mówienie o swoich wymarzonych celach w aspekcie dokonanym jest już niesamowitym doświadczeniem, które dodaje siły i wiary we własne możliwości. Dlaczego pięć lat? Ponieważ to akurat nie za długi i nie za krótki czas na osiągnięcie efektów. To dlatego nawet firmy czy instytucje zwykle w swoich planach uwzględniają właśnie taki okres na realizację założonej wizji. Wiele osób stosuje też technikę wizualizacji, która pomaga nam wyobrazić sobie swoje cele. Nie będę oczywiście radził realizacji tego, jak do swoich marzeń podszedł znany youtuber i mówca motywacyjny Łukasz Jakóbiak, który tworząc fałszywą scenografię, „zwizualizował” swoją wizytę w programie Ellen DeGeneres, czym wzbudził sporo kontrowersji.

Zdefiniuj swoje wartości i misję
Drugim istotnym obszarem w określeniu swojej roli jest wyznaczenie misji. Misja to nic innego jak tylko deklaracja naszej roli w życiu, czyli tego, kim chcemy być, co chcemy osiągnąć, w jaki sposób chcemy to osiągnąć. By to było jednak możliwe, trzeba dokładnie zdefiniować wartości, jakie przyświecają naszemu życiu. Rodzina, praca, zdrowie, szczęście, odwaga, Bóg, mądrość, sprawiedliwość, wolność, sukces, lojalność, uczciwość. To tylko kilka wartości, które ludzie najczęściej wskazują. Podczas szkoleń zwykle proszę uczestników o stworzenie swojej listy wartości i nadanie im ważności. Wiele osób przyznaje, że pierwszy raz w usystematyzowany sposób podchodzi do wartości, które wyznają, i może zastanowić się, co tak naprawdę jest dla nich najważniejsze. Zatem zastanów się, jakimi wartościami ty na co dzień się kierujesz, i nadaj im hierarchię ważności. Jeśli dysponujesz już swoją listą wartości, to czas przejść do zdefiniowania swojej misji. Mówiąc wprost, misja to nasza filozofia życiowa, która wskazuje, co w życiu jest dla nas ważne, co daje nam poczucie spełnienia, i odpowiada na pytanie, po co to robimy. Są różne podejścia do tworzenia własnej misji, a jednym z nich jest szukanie metafor życia. I tak dla niektórych: „Życie to nieustanna wędrówka”, dla innych „Życie jest jak gra, albo ty ustalasz reguły, albo stajesz się pionkiem w cudzej grze”, a dla jeszcze innych „Życie jest jak zdobywanie szczytów”. Porównań może być wiele, ważne jest natomiast to, by porównanie było zgodne z wartościami, jakimi się kierujemy.

Jedni nie wyobrażają sobie innej pracy niż na etacie, chcąc mieć poczucie stabilizacji, ochrony i względnego spokoju. Dla innych z kolei największą wartością jest wolność i chęć samodzielnego decydowania o swoich wyborach. Takie osoby dużo częściej decydują się na założenie własnego biznesu i realizowanie siebie w oparciu o to, co w życiu jest dla nich ważne. To też element kreowania własnej misji. Richard Branson, na którego przykład powoływałem się w poprzednich artykułach, jest wierny swojej osobistej misji, ale także misji, którą określił dla wszystkich swoich przedsiębiorstw. Dzięki temu firmy skupione w ramach marki Virgin traktowane są jako wspólna idea, a nie tylko przedsiębiorstwa. Tą ideą jest znajdowanie sposobów, które pomagają ludziom spędzić przyjemnie czas – najlepiej w miejscach, gdzie się tego nie spodziewają.

Z pewnością nasza misja w miarę zdobywania nowych doświadczeń będzie się rozwijać i ewoluować. Warto jednak rozpocząć od jej zdefiniowania na poziomie ogólnym, który stanowić będzie punkt wyjścia do rozwijania. Są osoby, które uważają, że nie ma sensu tworzyć długofalowych wizji ze względu na nieprzewidywalność obecnej rzeczywistości. Na zjawisko nieprzewidywalności i kruchości obecnego systemu zwraca uwagę Nassim Nicholas Taleb w swoich książkach „Antykruchość” i „Czarny łabędź”. Oczywiście życia nie można zaplanować w 100 proc., zawsze zdarzają się nieprzewidziane sytuacje lub okoliczności, ale musimy wiedzieć, jak właśnie wtedy należy się zachować i co zrobić, jak elastycznie podejść do tego, co nam się przydarzyło. W tym właśnie pomaga wizja oparta na wartościach, które wyznajemy. Tak właśnie działa nasz wewnętrzny GPS – wiemy, dokąd zmierzamy, ale nigdy nie możemy być pewni, co nas spotka po drodze. Czy to jednak oznacza, że nie warto planować ani ruszać we własną drogę?

Kiedy trzeba zawołać fachowca

    Grzegorz Kaczor, prezes firmy Fachmistrz, mówi o tym, jak szybko i bezstresowo poradzić sobie z drobnymi naprawami w domu i firmie

    Zacznijmy od cytatu z piosenki Jonasza Kofty: „Bo dobry Bóg już zrobił, co mógł, teraz trzeba zawołać fachowca”. Czy to właśnie zainspirowało pana, by podjąć dodatkowe zajęcie? Z wykształcenia jest pan przecież ekonomistą i specjalistą w jednej z czołowych firm branży doradczej.
    Rzeczywiście, od ponad 10 lat pracuję głównie dla największych podmiotów z sektora energetycznego. Pomysł, by stworzyć Fachmistrza, dojrzewał we mnie od dawna. Każdy, kto mieszka w swoich czterech kątach, własnych czy wynajętych, od czasu do czasu boryka się z drobnymi problemami technicznymi: wadliwą instalacją elektryczną, cieknącym kranem lub zepsutą zmywarką. To, co z pozoru wydaje się drobnostką, może kompletnie zdezorganizować życie rodzinne. Najpierw staramy się sami coś zrobić, żeby nie wypaść głupio przed żoną i dziećmi. Niestety, z reguły to tylko strata czasu i w efekcie podkopanie naszego autorytetu.

    Zaczynamy więc szukać fachowca.
    Zwykle w Internecie lub podpytujemy znajomych. Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, że ten, kto pierwszy pojawi się na stronach WWW, wcale nie musi być najlepszy, np. w hydraulice, lecz jedynie zainwestował w pozycjonowanie w wyszukiwarkach i dostępnych bazach danych fachowców. Tym sposobem chce się wypromować i zarobić „na szybko”. Z zasady nie ufam takim rankingom internetowym. Szczególnie w dużych miastach rzetelni oraz kompetentni fachowcy są anonimowi i na ich znalezienie musimy poświęcić dużo czasu i energii.

    I tu pojawił się pomysł Fachmistrza.
    Stworzyliśmy swego rodzaju hub dla kompetentnych fachowców wielu specjalizacji (hydraulika, elektryka, ślusarstwo, dekarstwo, AGD, złote rączki, naprawy IT, kominiarstwo etc.) skoncentrowanych wokół usług dla domu i firmy. Naszym celem było zapewnienie klientowi jednego punktu dostępu do rozwiązania jego problemów technicznych w domu, dlatego powstało specjalne call center, gdzie konsultant Fachmistrza dobiera klientowi odpowiedniego fachowca z naszej bazy. Dzięki temu klient ma poczucie komfortu, szybko znajdując godnego
    zaufania fachowca gwarantującego wysoki standard obsługi.

    Fachmistrz działa trochę tak jak korporacja taksówkowa.
    Rzeczywiście, to trafna analogia. Dawniej to, z kim i czym pojedziemy, było dziełem przypadku. Korporacje zapewniły nam wyższy standard i bezpieczeństwo świadczenia usługi. Skutecznie też wyeliminowały oszustów. Pomyśleliśmy, że nasz biznes powinien  działać na tej samej zasadzie – zapewniać jeden punkt kontaktu, eliminować przypadkowość i dawać poczucie bezpieczeństwa.

    Czyli powstała korporacja dobrych fachowców?
    Dokładnie. Najważniejsze, że przyjęty przez nas model daje wymierne korzyści obu stronom: fachowcy nie muszą tracić czasu na poszukiwanie kolejnych zleceń i mogą się skupić na tym, co robią najlepiej. Z kolei klienci doceniają komfort i prostotę rozwiązania, wracają do nas, gdy mają kolejne problemy w domu czy firmie, i polecają nas znajomym.

    Zaczął pan od sprawdzenia w Internecie swojej konkurencji?
    Oczywiście, szukałem podobnej usługi w Polsce i za granicą. Co ciekawe, nie było niczego porównywalnego do Fachmistrza. Znalazłem wiele podmiotów, które rekomendują fachowców wąskiej specjalizacji, ale firmy działającej w tak kompleksowy sposób jak nasza jeszcze na rynku nie było.

    Czym się wyróżniacie?
    Gwarantujemy klientowi indywidualne podejście, a jednocześnie zapewniamy jednolity standard w zakresie cen i jakości obsługi.

    A jak pozyskaliście bazę fachowców?
    Nie było to łatwe, ponieważ dobrzy fachowcy potrafią być wrażliwi i dość nieufni. Z reguły są to małe, czasami nawet jednoosobowe firmy zajmujące się wybraną działalnością, np. hydrauliką lub AGD. Dla nich często dużą trudność stanowi nie tylko pozyskanie klientów, lecz także spore koszty promocji usług w Internecie. Z kolei dla nas najtrudniejsze było przekonanie ich, że współpracując z nami, zarobią więcej. Dzięki naszym staraniom w ciągu kilkunastu miesięcy udało się stworzyć bazę fachowców, którym mogliśmy zaufać i których możemy polecić klientom Fachmistrza. Wciąż nad nią pracujemy – nieustająco poddajemy ocenie jakość świadczonych usług.

    Nie obawia się pan, że klient weźmie bezpośredni kontakt od fachowca, żeby następnym razem was ominąć?
    To jest trochę tak jak z taksówką. Oczywiście, możemy wziąć numer od taksówkarza i mieć pozakorporacyjny przejazd, ale to się z reguły nie sprawdza. W czasie, gdy będzie nam najbardziej potrzebny, akurat pojedzie z innym klientem. Poza tym z reguły psują nam się różne urządzenia. Rzeczonego fachowca od pralki możemy następnym razem potrzebować za trzy–cztery lata, a w tym czasie będziemy mieć problem z kluczem w drzwiach czy instalacją elektryczną.

    Po fazie organizacyjnej w 2014 r. przeszliście do działania. Czy pomysł chwycił?
    Początkowo szło dość mozolnie. Proszę pamiętać, że pomysł na Fachmistrza był nowatorski i z początku musieliśmy przekonać naszych klientów, że takie rozwiązanie jest bezpieczne. W końcu zadowoleni klienci zaczęli nas polecać. Na chwilę obecną zrealizowaliśmy już kilkadziesiąt tysięcy zleceń w skali 10 największych polskich miast. Z czasem rozwinęliśmy współpracę z klientami biznesowymi nie tylko w zakresie obsługi ich nieruchomości (biura, sklepy etc.), lecz także świadcząc usługi w ich łańcuchu wartości na rzecz ich klientów.

    W jaki sposób rozliczacie się z klientem?
    Może płacić kartą lub gotówką. Klient poznaje przybliżony koszt realizacji usługi przed jej wykonaniem – publikujemy szczegółowy cennik na stronie WWW, poza tym nasz konsultant również informuje o szacunkowym koszcie.

    Wykonujecie również bardziej skomplikowane zadania.
    Oczywiście, mając dostęp do szerokiej gamy fachowców, możemy „szyć na miarę” rozwiązania dla naszych klientów. Możemy kompleksowo wykonać prace w odebranym od dewelopera domu lub mieszkaniu klienta, zakładając mu instalację wodną lub elektryczną, a nawet oddać pomieszczenia gotowe do zamieszkania. Dzięki nam nie ma kłopotu z terminowością ani rzetelnością wykonania zlecenia. We współpracy z klientami biznesowymi nasza elastyczność jest jeszcze większa – często wraz z klientem uzgadniamy indywidualne procesy obsługi i rozliczeń.

    Jakie macie plany na przyszłość?
    Z biegiem czasu widzimy coraz większy potencjał tego rynku. Sam segment B2C szacujemy na ponad 4 mld zł, więc spokojnie mamy gdzie się rozwijać przez kolejne kilka lat. Planujemy koncentrowanie się na rozwoju sieci w kolejnych miastach, ugruntowywaniu świadomości naszego modelu funkcjonowania i poszukiwaniu nowych pomysłów współpracy z klientami biznesowymi. W kolejnym kroku rozważymy ekspansję za granicę.

    Dynamika przede wszystkim

    Czeski producent nie zasypia gruszek w popiele ani nie daje odetchnąć konkurencji. Dopiero co wprowadzona Škoda Kodiaq doczekała się właśnie odmiany SportLine. Wersja dla tych bardziej fit ujrzała światło dzienne podczas tegorocznego Geneva International Motor Show

    Wersja SportLine otrzymała od designerów nowe detale stylistyczne. Na pierwszym planie rzucają się w oczy: czarne wykończenie grilla i relingi dachowe. Czarne są również obudowy lusterek i ramki szyb bocznych. Przestylizowane detale świetnie korespondują z czarnymi elementami błotników oraz listwy progowej. Razem z przyciemnionymi tylnymi szybami całość tworzy bardzo poważny, muskularny, ale i gustowny oraz sportowy wygląd. Listwy ochronne na drzwiach polakierowano w kolorze nadwozia. Krótki zwis przedniego zderzaka, przedłużona optycznie przez tylny słupek nadają sylwetce lekkości.

    Całościowy obraz auta dopełniają specjalnie zaprojektowane do tej wersji 19-calowe felgi ze stopów metali lekkich. Jeśli taki rozmiar nie wystarczy, to klient będzie mógł zamówić wariant 20-calowy. Sylwetka prezentuje się drapieżnie, a zarazem nowocześnie i dynamicznie. Jeśli jesteśmy przy dynamice, Škodę Kodiaq SportLine będzie można zamówić z jednym z czterech silników (dwa benzynowe TSI oraz dwa wysokoprężne TDI) o mocach od 150 do 190 koni mechanicznych. Testowane przez nas „cywilne” wersje auta pozwalają być spokojnym o dynamikę. Mocy i momentu obrotowego nie zabraknie. Należy przypomnieć, że mamy do czynienia z SUV-em mierzącym 4,7 metra. Na pokład zabrać możemy siedmiu pasażerów i spory bagaż.

    Jeśli chodzi o wyposażenie, to Kodiaq SportLine bazuje na wersji wyposażeniowej Ambition. Producent wzbogacił wnętrze o sportowe fotele, wykonane częściowo z alcantary. Fotel kierowcy ma regulację elektryczną z pamięcią ustawień, aby każdy z kierowców mógł szybko zająć wygodną pozycję za kierownicą. Układ jezdny pojazdu wyposażono w opcję zmiany stylu jazdy Driving Mode Select. Do dyspozycji mamy ustawienia Eco, Comfort, Normal, Sport, Individual i Snow. Każdy z trybów wpływa na zachowanie układu kierowniczego, zawieszenia, silnika i skrzyni biegów oraz klimatyzacji. Auto wyposażone zostało we wszystkie innowacje zastosowane w systemach Infotainment. Objętościowe ekrany dotykowe dostały teraz nowy kryształowy design. Flagowy system nawigacji Columbus będzie miał duży wyświetlacz o przekątnej 9,2 cala, hotspot Wi-Fi oraz moduł LTE. Standardowy jest również system eCall, który automatycznie łączy się ze służbami ratowniczymi, jeśli auto uczestniczy w wypadku drogowym. Mobilne usługi online zapewnione przez Škoda Connect stanowią idealne uzupełnienie pokładowych systemów informacyjno-rozrywkowych, nawigacji, wiadomości, rozrywki i pomocy drogowej. Można je z łatwością konfigurować za pomocą własnego komputera lub poprzez specjalną aplikację na smartfon.


    Marka Škoda kojarzyła się do tej pory z produkcją samochodów dla osób pragmatycznych, szukających auta do przemieszczania się z punku A do B. Model Kodiaq SportLine zrywa definitywnie z tym stereotypem. Bardzo udany model, przybrany w elementy stylistyczne nadające sylwetce nowy look, wyrafinowana technologia oraz wyposażenie, którego nie powstydziłby się żaden producent aut klasy Premium, pozwalają na postawienie tezy, że producent zagospodarował niszę, w jakiej znajdują się wszyscy kierowcy, którzy nie chcą tylko wozić dzieci do szkoły czy jechać grzecznie na wakacje. SportLine to wersja dla tych, którzy chcą poczuć radość z jazdy, a po zamknięciu się tylnych drzwi na szkolnym parkingu od razu przestawiają się z trybu Eco na Sport. Bardzo cieszy to, że producent z Mladá Boleslav stara się przyciągnąć różne typy kierowców. Dzięki takim zabiegom rynek otrzymuje kolejną ciekawą propozycję, a jak uczą poprzednie doświadczenia Škody, specjalna wersja Kodiaqa trafi na podatny grunt

    UC elektronicznym ID człowieka

    Paweł Rychcik starszy kierownik produktu Netia SA

    Różne metody komunikacji wspierającej użytkownika i dającej mu wybór najwygodniejszego sposobu kontaktu z rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami są dziś dostępne w każdej dziedzinie życia. Dla firm, które chcą czerpać z tego korzyści, ważne jest zintegrowanie tradycyjnych metod, takich jak telefonia, ze współczesnymi narzędziami, takimi jak FB i website. Nadążenie za trendami w komunikacji przy standardowym modelu telko jest trudne i być może w perspektywie czasu skazane na porażkę z uwagi na adaptację wielopokoleniowych systemów ze światem IP. Aby nadążyć i wykorzystywać dzisiejsze media, należy zmienić środowisko pracy na takie, które zapewnia największą elastyczność oraz wprowadzanie zmian w jak najszybszym tempie. Nawiązuję tutaj do chmury, która umożliwia wirtualizację każdego rozwiązania, a poprzez API integruje się niemalże z każdym systemem. Chmurowe rozwiązania mają przewagę nad adaptacją istniejących rozwiązań i ich rozbudową, gdyż raz napisany interfejs, łączący chmurę z lokalizacją, obsłuży setki wdrożonych rozwiązań u wielu klientów. Efekt jest piorunujący, czas wdrożenia nowej metody komunikacji wraz z zarządzaniem treściami skraca się z miesięcy do kilku tygodni. To są realne oszczędności oraz skutecznie skrócony time2market. Cały czas mamy do czynienia ze zmianą pokoleniową użytkowników, których naturalnym i pierwszym wyborem komunikacji jest Unified Communications, w dowolnie definiowany sposób: FB, S4B, komunikatory itd. UC jest najbardziej spersonalizowanym narzędziem komunikacji, gdyż jest elektronicznym ID człowieka. Przykładem podejścia Omnichannel jest rozwiązanie NOWA NETIA, które dostarcza użytkownikowi dowolną usługę telefoniczną – komunikator, który działa na każdym urządzeniu (smartfon, PC) wraz z dotychczasowym numerem.

    Od Unified Communications do Omnichannel

    Marketing Data mangement platform and Omnichannel concept image. Omnichannel element icons on Double exposure of modern department store, sillhouette of business man standing using smart phone and laptop computer. Cool tone

    Podobnie jak kiedyś technologie zintegrowanej komunikacji miały ujednolicić różne nośniki wymiany informacji międzyludzkiej, tak dzisiaj mamy już dostępne narzędzia do uspójnienia treści w komunikacji z klientami we wszystkich dostępnych kanałach

    Koncepcja Omnichannel sprawia, że klient odnosi wrażenie, iż rozbudowane korporacje zachowują się w stosunku do niego tak, jak jego osobisty opiekun, który dobrze go zna i jest jego najlepszym doradcą. Najlepiej mu podpowie, kiedy powinien odnowić kontrakt, korzystnie kupić nowy produkt albo zmienić plan taryfowy. Taki agent wie też dobrze, kiedy lepiej nie dzwonić, żeby nie przeszkadzać.

    Dzisiaj wiedza korporacji obsługującej klienta może być budowana wielokrotnie skuteczniej niż poprzez miłe, ale sporadyczne kontakty przedstawicieli handlowych czy doradców, którzy na domiar złego coraz częściej się zmieniają. Oczywiście, kontakty międzyludzkie będą zawsze przyjemniejsze, ale twardy biznes patrzy na liczby, skuteczność i koszty. Zgodnie z opublikowanymi w 2015 r. badaniami dr. Michała Kosińskiego z Uniwersytetu Stanforda „Computer-based personality judgments are more accurate than those made by humans” intuicyjna ocena emocjonalna przegrywa z analityką danych. Analiza 200 polubień na Facebooku daje dużo lepszą informację o osobowości człowieka niż opinie rodziny i przyjaciół, a to dzięki odpowiednim algorytmom statystycznym.

    Walka o satysfakcję klienta
    Jeżeli postawimy sobie za cel maksymalne wykorzystanie informacji pozyskanych przy każdym kontakcie z klientem o jego decyzjach i zachowaniach oraz dołożymy jeszcze do tego dane dostępne w serwisach społecznościowych i na blogach, to jesteśmy na najlepszej drodze, żeby polubił naszą firmę i ofertę. Jeśli tego się nie zrobi, to klient zapewne polubi naszą konkurencję, która potrafiła to wykorzystać, tak jak np. Amazon.com w starciu z tradycyjnymi księgarniami na początku, a obecnie wchodzący na kolejne rynki detaliczne. Według raportu „2017 Digital Trends – Econsultancy in association with Adobe” z lutego 2017 r. większość firm nadal chętnie inwestuje w poprawę satysfakcji klienta, żeby się wyróżnić na rynku. Najwięcej respondentów stwierdziło, że optymalizacja procesu rozwoju relacji klienta z firmą jest dla nich najważniejszą szansą rozwoju biznesu w tym roku (71 proc. wskazań). Zachowanie chronologii i spójności w komunikacji z klientem na każdym etapie i w różnych kanałach jest kluczowe.

    Jednocześnie okazuje się, że firmy mają problem ze zrozumieniem i z komercyjnym wykorzystaniem rosnącej ilości informacji pozyskiwanych w trakcie kontaktów z klientem. Mimo że 40 proc. stawia doświadczenie klientana pierwszym miejscu, to tylko 11 proc. prowadzi marketing oparty na tych danych. Wygląda na to, że z powodu braku odpowiednich mechanizmów analitycznych istotna część firm jest zmuszona przerzucić zadanie wyszukania najlepszej oferty na samych klientów, uznając, że udostępnienie samej cyfrowej platformy do interakcji jest już i tak dużym osiągnięciem.

    Multichannel vs. Omnichannel
    Po części to prawda. Tak jak w przypadku Unified Communications, wdrożenie komunikacji z klientem przez wiele kanałów, czyli tzw. Multichannel, stanowiło przełom w sprzedaży i obsłudze klienta. Klienci mają swoje preferencje co do sposobów kontaktu z firmą, a czasem po prostu nie mają wyboru. Na przykład jadąc metrem, mogą analizować naszą ofertę na smartfonie, a trudniej byłoby im w tym czasie prowadzić rozmowę z konsultantem przez telefon. Problem polega na tym, żeby po wyjściu z metra mogli wejść do punktu obsługi, gdzie wybrana wcześniej na smartfonie oferta wyświetliłaby się automatycznie na ekranie sprzedawcy razem z danymi adresowymi pracochłonnie wpisanymi podczas jazdy metrem. To następstwo zdarzeń i synchronizacja danych powstałych w relacjach klienta z firmą stanowi kwintesencję różnicy między Multichannel a Omnichannel.  naszą firmę przedstawiciel handlowy (prawdziwy lub wirtualny) jest dostępny zawsze i wszędzie, gotowy do kontaktu w momencie najbardziej dogodnym dla klienta. Jeżeli jest dobry, to pamięta, jakich wyborów dokonywaliśmy i jakie oferty nas interesowały. Jeżeli jest bardzo dobry, to również wie, co najlepiej nam zaproponować oraz jaki jest najlepszy moment i forma, żeby nam to przekazać.

    Nie wszystko złoto, co się świeci
    A jak to wygląda w rzeczywistości? Według globalnego badania Accenture Global Consumer Pulse Survey z 2013 r., obejmującego również Polskę, 91 proc. klientów jest poirytowanych tym, że wielokrotnie musi się kontaktować z firmą w tej samej sprawie, a 89 proc. tym, że musi powtarzać tę samą informację wielu pracownikom przez wiele kanałów. Co jeszcze ciekawsze, chociaż mniej irytujące, to fakt, że 33 proc. klientów narzeka na to, że są niespójnie traktowani w różnych kanałach kontaktu. Żeby dolać oliwy do ognia: 73 proc. jest sfrustrowanych tym, że nie ma możliwości kontaktowania się z firmą w preferowany przez siebie sposób.

    Jeżeli nałożymy na to jeszcze badania Accenture CMO Insights z 2014 r., z których wynika, że 80 proc. firm o najwyższej efektywności, w opinii ich szefów marketingu (CMO), zapewnia spójne doświadczenia klienta we wszystkich kanałach komunikacji, to możemy się zastanawiać, skąd pochodzą wymienione wcześniej frustracje klientów. Pewną wskazówką może być to, że w tej samej ankiecie wykazano, iż tylko 49 proc. spośród badanych CMO ma zaufanie do własnych zespołów analityków danych. Możemy też przypuszczać, bo tego tam nie badano, że dużym firmom, o złożonej architekturze systemów IT, trudniej o synchronizację informacji przetwarzanych w różnych systemach i modelach danych z różnymi trybami i jakością ich aktualizacji. Na domiar złego „kompleksowe” czy „zintegrowane” systemy wdrażane przed laty często są trudne w modyfikacji i wymagają kłopotliwych negocjacji z ich dostawcami. Zdarza się, że banalny pozornie problem weryfikacji adresów, gdy należałoby osobno weryfikować nazwę ulicy i numer domu w systemie, który zapisuje te dane w jednym polu, jest trudny do rozwiązania. W sytuacji, gdy został wdrożony wiele lat temu i jest otoczony relacjami z wieloma innymi systemami, może to stanowić wyzwanie techniczno-organizacyjno-budżetowe. Szczególnie dotkliwe są sytuacje, kiedy aktualizacja danych w różnych systemach poddawana jest zupełnie innym procesom aktualizacji i walidacji. Są takie organizacje, w których nawet  prosta zmiana systemu wymagała wielomilionowego budżetu ze względu na rozbudowane procesy testowania całego środowiska.

    Długa droga
    Czy to oznacza, że duże organizacje są skazane na ewolucję, tak jak gwiazdy: od czerwonego olbrzyma do białego karła, a w niektórych przypadkach nawet czarnej dziury? Niekoniecznie. Dostępne dzisiaj technologie mogą zmienić ich sytuację, w przeciwieństwie do trwałych praw astrofizyki. Po pierwsze, pojawiły się systemy zarządzania danymi podstawowymi, tzw. Master Data Management (MDM), które pozwalają uporządkować sytuację i zdefiniować najbardziej wiarygodne źródła informacji. Oczywiście, są one również obarczone ryzykiem błędu i trzeba mieć świadomość, że im więcej błędów, tym bardziej jesteśmy narażeni na prowadzenie chybionych działań w stosunku do klienta, który, zamiast dokupić u nas dodatkowy produkt, postanowi zrezygnować ze wszystkiego i odejść do konkurencji. Szacunkowe dane Accenture mówią o tym, że koszty zmiany dostawcy usług, np. detalicznych, bankowych, telekomunikacyjnych czy telewizji kablowej i satelitarnej, wyniosły w USA 1,6 bln dol. w 2014 r. W dodatku 68 proc. klientów po zmianie nie jest skłonnych do powrotu. Wdrożenie dobrego MDM i zaplanowanie ewolucji środowiska komunikacji z klientem od Unified Communications czy Multichannel do Omnichannel wymaga strategii na kilka lat. To niewątpliwie zniechęca do transformacji i skłania do maksymalnego wykorzystania istniejącej infrastruktury komunikacji z klientem. Rodzi się pytanie, jak długo będzie nas na to stać, gdy obok pojawiają się firmy o dużym wzroście, które są bardziej otwarte na nowe środki komunikacji marketingowej, tak jak np. Play stale zyskujący udział w rynku telekomunikacyjnym kosztem dużo większych niegdyś operatorów.

    Co robić
    Coraz większe bogactwo interakcji z klientem jest szansą na poprawę skuteczności sprzedaży i zwiększenie marży, z której na razie tylko niewiele firm na naszym rynku potrafi odpowiednio skorzystać. Co więcej, coraz trudniej jest zbudować wewnętrznie sprawny zespół analityków danych, którzy obecnie należą do najbardziej poszukiwanych specjalistów. To wymusza głębsze sięgnięcie po zasoby zewnętrzne i wykorzystanie partnerów. Dodatkowo pomaga niezależne spojrzenie na istniejący w firmie model danych, do którego wszyscy już tak się przyzwyczaili, że trudniej im myśleć o pokonywaniu jego ograniczeń. Dobrym testem jest przeprowadzenie chociażby wybranych operacji w chmurze, która wymusi reformę standardów wymiany danych i często ułatwi wdrożenie nowych kanałów komunikacyjnych. Dzisiaj każda duża firma detaliczna musi spojrzeć na rynek w ten sposób, żeby dostrzec nowe możliwości wykorzystania najnowszych technologii do zwiększenia udziału w rynku. Raporty firm analitycznych wskazują co roku wyższy wpływ zarządzania relacjami z klientem na zwiększanie skuteczności sprzedaży. Środowisko Omnichannel niewątpliwie stanowi jego podstawę. Niektóre organizacje zapewne tego nie wykorzystają, ale z całą pewnością istnieje już grupa firm, które stopniowo będą przejmować ich rolę w kontakcie z klientem. A klient ocenia relację wyłącznie ze swojej perspektywy. Firma, która zapewni mu poczucie spójności w komunikacji, komfort i zrozumienie, będzie konkurentem trudnym do pokonania

    Koniec zawodówek!

    zdjęcia biznesowe i fotografia korporacyjna

    Szkoły branżowe zastąpią „zawodówki”. Będzie można nauczyć się w nich nowych profesji poszukiwanych na rynku pracy, m.in. pracy magazyniera – logistyka, technika robót wykończeniowych czy operatora maszyn i urządzeń hutniczych. Szkoły mają wykształcić przedstawicieli aż 213 zawodów. Czy w czasach, kiedy brakuje fachowców to dobra zmiana? Czego nowe szkoły będą uczyły?

    Za sprawą rozporządzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej, od 1 września 2017 roku pojawią się trzyletnie szkoły branżowe, wprowadzając przy tym nową kwalifikację zawodów w szkolnictwie zawodowym. Natomiast z rynku coraz częściej będą znikać prace niewymagające wysokich kwalifikacji oraz polegające na powtarzalnych czynnościach, które mogą zostać zastąpione przez maszyny.

    Celem zmian w systemie edukacji jest unowocześnienie podstawy programowej szkolnictwa zawodowego w związku z szybkim postępem technicznym zaobserwowanym w ciągu kilku ostatnich lat.Ma to również związek z tym, iż maszyny zaczynają coraz częściej wypierać człowieka z miejsca pracy. Światowe firmy, jak DHL czy Amazon, już rozpoczęły wprowadzanie automatyzacji, co widać w miejscach produkcji czy w callcenter – wystarczy nagrać odpowiednią wiadomość. Jednak, by nie dopuścić do tego, by to roboty zastąpiły ludzką pracę, a jedynie były pomocnikiem, należy coraz bardziej rozszerzać swoją wiedzę i kompetencje. Między innymi, do tego właśnie będą przygotowywały szkoły branżowe, by nauczyć młodego człowieka pracy w konkretnym zawodzie,
    a zapotrzebowanie na rynku na fachowców jest ogromne.

    – Na rynku obserwujemy bardzo duży deficyt osób z tzw. fachem w ręku, jak krawcowe, fryzjerzy czy szewcy. To właśnie o takich pracowników walczą pracodawcy. Obecnie szkoła branżowa będzie miała w swojej ofercie taką samą podstawę programową, jak liceum czy technikum, więc z pewnością młodzi ludzie nie opuszczą murów szkoły z brakami wiedzy. Dodatkowo, kształcone będą kompetencje społeczne, czyli znajomość podstaw BHP, języka obcego, ale również zajęcia z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, komunikacji z innymi ludźmi, np. potencjalnymi klientami oraz z organizacji małych zespołów, co pomoże uczniom w przyszłości otworzyć własny zakład – twierdzi Natalia Bogdan, Prezes Jobhouse.

    Zaangażowanie pracodawców

    Pracodawca może jedynie pracownika doszkolić, a nie nauczyć wszystkiego od zera czy go wychować. Dlatego zostali oni włączeni w proces tworzenia programu dla szkół branżowych, gdyż to właśnie oni będą w przyszłości zatrudniali tych absolwentów. W programie znajdą się zajęcia z zarządzania czasem oraz kompetencje tzw. miękkie, które m.in. pokażą, jak pracować zespołowo. Dodatkowo, chcąc jak najbardziej dostosować kierunki zawodów do potrzeb rynku, a przede wszystkim postępu technologicznego, część zawodów zostało poddanych modyfikacji, np. zawód technik cyfrowych procesów graficznych zostanie zastąpiony przez technika grafiki i poligrafii cyfrowej, który podlega pod Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W ramach przeglądu podstaw programowych powstało również sześć nowych zawodów pomocniczych. Ich celem ma być pomoc w odnalezieniu się na rynku pracy osobom z różnymi dysfunkcjami, którzy w ograniczonym stopniu będą mogli wykonywać „lekkie” prace np. w charakterze asystenta krawca czy stolarza.

    Struktura szkoły branżowej

    Szkoły branżowe będą dwustopniowe: pierwszy stopień, który ruszy 1 września, w trakcie któregoprzez trzy lata uczniowie będą zdobywali wiedzę, a tym samym zawód,zakończą naukę egzaminem zawodowym i uzyskują branżowe zasadnicze wykształcenie. Drugi stopień, trwający dwa lata, zapewni drożność kształcenia zawodowego w systemie szkolnym. Dzięki temu absolwenci szkoły branżowej I stopnia będą kontynuowali kształcenie w systemie szkolnym. Oznacza to możliwość uzyskania przez nich dyplomu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe w zawodzie nauczanym na poziomie technika oraz otrzymanie świadectwa dojrzałości. Dodatkowo po uzyskaniu świadectwa dojrzałości będą mogli kontynuować naukę na studiach wyższych.

     

    Infrastruktura Polska & Budownictwo

      Zakończyła się VIII edycja konferencji „Infrastruktura Polska & Budownictwo” pod honorowym patronatem Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, podczas której przedstawiciele pierwszoplanowych spółek sektorów debatowali o najważniejszych kwestiach dotyczących branży

      W konferencji udział wzięli między innymi: Jerzy Szmit, wiceminister infrastruktury i budownictwa, który uroczyście zainaugurował konferencję; Krzysztof Kondraciuk, generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad; Przemysław Gorgol, dyrektor Centrum Unijnych Projektów Transportowych; Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa; Dariusz Blocher, prezes Zarządu Budimexu SA; Geoff Haley, założyciel i dyrektor generalny International Project Finance Association, którego przemówienie poprzedziło drugi panel. Głównym tematem pierwszego panelu były kwestie związane z zamówieniami publicznymi. Panel moderował Jan Roliński, adwokat, starszy partner w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr, a dyskutowano o możliwościach poprawy sytuacji wykonawców oraz o pozytywnych zmianach systemowych, o których opowiedział wiceminister infrastruktury i budownictwa Jerzy Szmit. Paneliści, wśród których była między innymi przedstawicielka Urzędu Zamówień Publicznych dr Izabela Fundowicz, mówili również o efektywnym wykorzystaniu środków UE, odpowiednim wdrażaniu kryteriów pozacenowych w przetargach oraz konieczności
      wprowadzenia możliwości elektronicznego składania ofert i komunikacji z zamawiającym.

      Paneliści byli zgodni: nowelizacja ustawy Prawo zamówień publicznych była dobrym krokiem, relacje wykonawcy z zamawiającym poprawiają się, a kwestią kluczową jest odpowiednie korzystanie z innych aspektów wyboru odpowiedniego wykonawcy. W kolejnym panelu skupił się na kwestii dotyczącej dróg, w szczególności tych inwestycji, które zostały już ukończone. Stanisław Żmijan, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Infrastruktury, zaapelował o korzystanie z dostępnych alternatywnych środków finansowania oraz o długofalowe myślenie i zastanowienie się, gdzie znaleźć środki potrzebne do realizacji projektów. Zdaniem posła choćby częściowa realizacja Programu Drogowego znacznie wpłynie na rozwój gospodarczy.

      Dyrektor Krzysztof Kondraciuk mówił o potrzebie prostych konstrukcji, które przyniosą wymierne korzyści i pozwolą na oszczędność na obiektach inżynierskich, wspomniał również o wysokich kosztach środowiskowych niektórych inwestycji. Uczestnicy panelu drogowego zwracali także uwagę na niejasne kryterium pomiaru, jakim jest jakość, oraz na potrzebę silnej konkurencji jako czynnika stymulującego rozwój. Stołeczna infrastruktura była osią debaty w trzecim panelu, moderowanym przez Macieja Ziomka, Senior Managera w dziale doradztwa transakcyjnego EY. Wśród podejmowanych tematów była konsekwentna polityka długofalowa jako priorytet dla transportu zbiorowego, o której mówił Mieczysław Reksnis, dyrektor Biura Drogownictwa i Komunikacji w Urzędzie m.st. Warszawy. W panelu mówiono także o sposobach usprawnienia przepustowości w komunikacji miejskiej, głównych obawach przed PPP, takich jak kultura prawna, która nie pozwala zaufać negocjacjom, oraz o planach rozbudowy metra warszawskiego jako o czynniku nie tylko wspierającym rozwój infrastruktury transportowej, lecz także aktywizującym deweloperów i inwestorów. Warszawa porównana została do filozofii infrastruktury londyńskiej, wskazano również na potrzebę łączenia kolei z systemem komunikacji miejskiej. Stan rozwoju kolei uznano za optymistyczny, choć ogromny skok jeszcze daleko przed nami. Debatę podsumował moderator stwierdzeniem, że kluczowe są: długoterminowe planowanie sposobu finansowania inwestycji, długoterminowe kontrakty, które pozwalają operatorom zapewnić środki, oraz monokultura – integracja różnych środków komunikacji w jeden spójny system.

      Wydarzenia wzbogaciły wystąpienia indywidualne Mieczysława Reksnisa oraz Dariusza Kostaniaka, członka Zarządu ds. Inwestycji Metra Warszawskiego Sp. z o.o. Ostatni panel poświęcony był budownictwu. Moderator Marek Michałowski, przewodniczący Rady Nadzorczej Budimexu SA, zaproponował debatę nad sytuacją polskiego mieszkalnictwa – choć jesteśmy w czołówce pod względem cen i liczby budowanych mieszkań, trudno prognozować na dalsze lata, biorąc pod uwagę niewiadomą liczbę ludności. Maciej Runkiewicz, członek Zarządu Kajima Poland, zauważył, że Polska jest krajem bardzo otwartym na zagraniczny kapitał, a Maciej Kopański z ENGIE Polska wspomniał  dużym rynku budowlanym z dużą swobodą w kształtowaniu działalności firm, stąd zagraniczne firmy matki chętnie otwierają siedziby w Polsce. Omawiano również kwestie środowiskowe jako element potrzebny w polskim budownictwie, choć technologie uznano za bardzo drogie, a efekty nie przychodzą szybko. Paneliści podkreślali także konieczność wdrażania innowacji oraz aktywności na polskim rynku wewnętrznym w obliczu rosnącej świadomości przedsiębiorców. Punktem kulminacyjnym była wieczorna gala, na której rozdano Diamenty Infrastruktury i Budownictwa, uroczyście zainaugurowana wystąpieniem Włodzimierza Szymczaka, prezesa Europejskiej Rady Inżynierów Budownictwa 2014–2016.

      Nieoczekiwany odjazd prezesa

      Dr. Rüdiger Grube Vorstandsvorsitzender Deutsche Bahn AG; Chairman of the Management Board and CEO Deutsche Bahn AG Nutzungsrecht: Frei
      Dr. Rüdiger Grube

      Rüdiger Grube, prezes Deutsche Bahn, zrezygnował ze stanowiska ze skutkiem natychmiastowym. Poszło, jak to często bywa, o kontrakt i pieniądze. Sam zainteresowany poinformował, według Spiegel Online, że rada zaproponowała mu kontrakt na trzy lata, ale bez podwyżki wynagrodzenia. Ostatecznie managerowi zaoferowano kontrakt dwuletni, więc zdecydował się odejść. Sprawa nie byłaby warta wzmianki, gdyby nie chodziło o koleje należące do najpotężniejszych w Europie, zatrudniające ponad 300 tys. osób (195 tys. w Niemczech), z przychodami rzędu 40 mld euro i ponad miliardowym zyskiem netto, codziennie przewożące w Europie niemal 12 mln pasażerów. Grupa DB to grupa spółek zajmujących się nie tylko przewozami pasażerskimi kolejowymi i autobusowymi, lecz także logistyką i różnorodnymi usługami. Ekspediuje codziennie ponad 24 tys. pociągów, i to bez uwzględnienia należącej do grupy brytyjskiej Arrivy. Rüdiger Grube tą potęgą zarządzał od maja 2009 r. Przedtem był m.in. członkiem zarządu i szefem rozwoju korporacji w Daimlerze (wcześniej DaimlerChrysler). W motoryzacyjnej spółce pracował od 1995 r. Wcześniej nadzorował lotnictwo w Daimler Benz Aerospace, stał na czele biura zarządu Deutsche Airbus, zajmował eksponowane stanowiska w Messerschmitt-Bölkow-Blohm. Był CEO DB Mobility Logistics, pełnił ważne funkcje w takich firmach jak European Aeronautic Defence & Space, Hyundai i Mitsubishi.

      Ważne Informacje

      Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

      Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

      AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

      Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

      Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

      Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

      Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

      Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

      Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

      Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

      Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...