.
Strona główna Blog Strona 349

Świeża krew

Włoski producent znany jest z samochodów miejskich i klasy kompaktowej. O ile maluchy są cenione na rynku i od wielu lat znajdują nabywców jako auta nowe i używane, o tyle większe modele nie zawsze miały takie szczęście

Po całkiem udanym Bravo drugiej generacji Fiat postanowił powrócić do nazwy modelu, której używał w latach 90. ubiegłego wieku. Czy to dobre posunięcie? Czas pokaże. Po jazdach testowych wiemy, że producent powraca na rynek w dobrym stylu. Do naszej redakcji trafił model Tipo Station Wagon, czyli odmiana kombi znanego od roku kompaktu. Auto wyposażone zostało w znany silnik benzynowy 1.4 T-Jet 120 KM, z manualną, sześciobiegową skrzynią biegów. Od chwili, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy na targach Fleet Market w listopadzie ubiegłego roku, zapragnąłem poznać je bliżej. W Polsce samochód będzie się rozpychał łokciami przede wszystkim na ciasnym rynku aut flotowych. Wygląda jednak na to, że Włosi dobrze odrobili lekcje i przygotowali handlowcom ciekawe miejsce pracy. Tipo to zupełnie nowa jakość w koncernie FCA. Auto jest zgrabne, zwarte i naprawdę może się podobać. Z zewnątrz stylistycznie blisko mu do konstrukcji niemieckich, ale linii nadwozia nie można odmówić lekkości. Mówimy w końcu o włoskiej szkole projektowania samochodów. Łagodne linie karoserii pozwalają przypuszczać, że będzie się ładnie starzeć i przez długi czas pozostanie świeże…

Wnętrze jest również bardzo schludne, na desce rozdzielczej króluje duży ekran systemu multimedialnego Uconnect 7” HD LIVE. Dotykowy panel wyświetlacza dobrze reaguje na polecenia i jest czytelny. Urządzenie możemy połączyć z naszym smartfonem i cieszyć się muzyką udostępnianą przez jeden z serwisów internetowych. Nawigacja TomTom to bardzo dobry wybór, a Fiat gwarantuje bezpłatne uaktualnienie map przez trzy lata od daty zakupu auta. Do tego kamera cofania i w zasadzie mamy wszystko, czego potrzeba w nowoczesnym aucie. Są oczywiście wspomaganie kierownicy z funkcją City i automatyczna klimatyzacja. Mięsista, pokryta skórą kierownica wielofunkcyjna dobrze leży w dłoniach, a zegary są czytelne. Smaku dodają im metaliczne obwódki. Fotele są duże i wygodne. Ponieważ mamy do czynienia z autem typu kombi, kilka słów należy się bagażnikowi. 550 litrów powinno zadowolić każdego użytkownika. Nieważne, czy będzie to ojciec rodziny, czy handlowiec. Bagażnik pomieści wszystko co trzeba. Producent zastosował podwójną podłogę, a przegrodę można łatwo zdemontować, zwiększając jednocześnie głębokość powierzchni ładunkowej. Czas ruszyć w drogę.

Nasze jazdy przypadły na jeden z ostatnich ataków zimy i muszę przyznać, że nie zaskoczyła nas żadna drogowa sytuacja. Samochód zadziwiająco dobrze się prowadzi, a kabina jest dobrze wyciszona. Nawet przy wyższych prędkościach karoseria nie generuje szumów, a to zdecydowanie dobrze wpływa na komfort jazdy. Silnik 1.4 T-Jet to znana i sprawdzona jednostka. Wersja 120-konna montowana była już w modelu Bravo. Czas pokazał, że jest to bardzo udana konstrukcja i nie sprawia użytkownikom wielu kłopotów. Dodatkowo nie jest skomplikowana konstrukcyjnie, dzięki czemu bezproblemowo uzyskuje przebiegi sięgające 300 tys. km. Dynamika jest na przyzwoitym poziomie, silnik jest elastyczny i chętnie wkręca się na obroty. Skrzynia precyzyjnie zmienia przełożenia. Wszystko naprawdę sprawia dobre wrażenie i potwierdza tylko, że warto było czekać na Tipo cztery miesiące. Do tego cennik dla silnika 1.4 T-Jet 120 KM otwiera się kwotą 62,5 tys. zł za wersję wyposażenia POP. Nasze auto z praktycznie kompletnym wyposażeniem wycenione zostało na około 82 tys. zł. A takie ceny wróżą nowemu Tipo Station Wagon sukces rynkowy.

Sukces zobowiązuje

Octavia to jeden z najważniejszych modeli dla Škody. Jest najbardziej wszechstronnym samochodem w ofercie czeskiego producenta. Spełnia wymagania większości potencjalnych klientów

Najnowsza wersja po kompleksowym face liftingu – ze względu na fantastyczną relację jakości do ceny – w drodze do serc i portfeli wyraźnie wyprzedza konkurentów. Rzekłbym, że jest to auto w sam raz dla każdej rodziny: wygodne, dość duże, z porządnym bagażnikiem, dobrze wyposażone i – co równie ważne – doskonale wpisujące się w najnowsze tendencje wzornicze. Nie sposób nie wspomnieć, że na rewelacyjny design miał decydujący wpływ słowacki projektant Jozef Kabaň. Wprawdzie mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale niedawne przejście designera do BMW to strata trudna do powetowania. Niezwykle zdolny Słowak spowodował, że pod względem wzorniczym Škoda została jednym z liderów koncernu VW. O gustach nie należy dyskutować, jednak specjaliści z branży i dziennikarze nie mogą się powstrzymać od porównywania jeszcze do niedawna bardzo konserwatywnej Škody z najjaśniej świecącymi gwiazdami rynku motoryzacyjnego. Warto przypomnieć, że Octavia to bestseller od startu modelu nowej generacji w 1996 r. Czeski producent znalazł już ponad 5 mln klientów, którzy zdecydowali się na to auto. Roczna podaż modelu trzeciej generacji osiągnęła poziom 432 tys. na całym świecie, co stanowi ponad 40 proc. całej sprzedaży Škody. Europejczycy kupili 244 935 Octavii – o 2,8 proc. więcej niż rok wcześniej. W Unii Europejskiej wersja Combi w 2015 r. była najlepiej sprzedającym się tego rodzaju samochodem. W sierpniu 2016 r. Octavia zajęła piąte miejsce wśród wszystkich aut oferowanych w Europie. Rodzina modelowa ma wielu członków: do sedana i kombi doszła uterenowiona Octavia Scout, nadzwyczaj ekonomiczna G-TEC zasilana gazem ziemnym oraz usportowiona RS.

W najnowszej wersji auto ma nowy przód z szerszą atrapą chłodnicy, który przez podział reflektorów głównych na dwa został jeszcze poszerzony, otwory wlotów powietrza charakteryzuje struktura plastra miodu. Na życzenie mogą zostać zamontowane reflektory w pełnej technice LED z funkcją adaptacyjnego oświetlenia drogi AFS. Wnętrze już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie większego i bardziej funkcjonalnego. Dyskretne światłowody w drzwiach podświetlają wnętrze na jeden z 10 możliwych do wybrania kolorów. Nowość stanowi infotainment (czyli wyświetlacz) nowej generacji. Pojemnościowe ekrany reagują na lekki dotyk. Kolejne plusy to: nawigacja Columbus (z ekranem o przekątnej 9,2 cala), hotspot WLAN i, na życzenie, moduł LTE do szybkiej transmisji danych. Nie zabrakło też schowka na telefon z indukcyjnym ładowaniem. Ten ostatni, tak przecież ważny element jest z niezrozumiałych względów niedostępny w znacznie droższych autach… Kolejne nowości to: wspomaganie cofania z przyczepą, predykcyjna ochrona pieszych, wykrywanie pojazdów w martwej strefie, Blind Spot Detect i asystent wyjazdu tyłem z parkingu, Rear Traffic Alert.


Paletę silników tworzą cztery TSI, cztery TDI i jeden CNG; łączą one dużą moc z małym zużyciem paliwa. Ich moc zaczyna się od 63 kW (86 KM), a kończy na 135 kW (184 KM). Szczególnie ekonomiczny napęd zapewnia benzynowy 1,4 l G-TEC o mocy 81 kW (110 KM), który jest przystosowany do zasilania gazem ziemnym. Oprócz ręcznych skrzyń biegów niemal dla wszystkich silników oferowana jest sześcio- lub siedmiostopniowa automatyczna skrzynia biegów DSG, do 1,8 TSI i 2,0 TDI Škoda oferuje też napęd 4 × 4. Ciekawym elementem wyposażenia jest opcjonalne zawieszenie adaptacyjne DCC – za jego pomocą kierowca może wybrać jedną z trzech charakterystyk pracy amortyzatorów. Na deser kilka słów o modelach RS. Są to dwie wersje silnikowe: benzynowa 2,0 TSI i wysokoprężna 2,0 TDI. Octavia RS dobrze prezentuje się dzięki nowej ostrej stylistyce z ekspresyjnym przodem, czarną atrapą chłodnicy, dużymi wlotami powietrza, spoilerami i grubymi końcówkami rur wydechowych. We wnętrzu znajdują się fotele sportowe RS z obiciami ze skóry i tkaniny (opcjonalnie z alcantary), szlachetne wstawki dekoracyjne i podświetlenie wnętrza o nastawianym kolorze światła. W Octavii RS 2,0 TSI moc silnika zwiększono do 169 kW (230 KM), prędkość maksymalna wynosi 250 km/h. Z kolei silnik 2,0 TDI o mocy 135 kW (184 KM) zadziwia oszczędnością – na 100 km zużywa średnio tylko 4,4 litra oleju napędowego.

Biuro na miarę

    Maurizio Sangalli, włoski przedsiębiorca i manager, współwłaściciel m.in. OmniOffice, Verona Building, PHD Development i Mc Stone Consulting, o tym, dlaczego zdecydował się prowadzić biznes w Polsce

    Wybierając się do pana, zastanawiałem się, w jakim będziemy rozmawiali języku – po włosku czy po angielsku. Tymczasem okazuje się, że mówi pan znakomicie po polsku, rzekłbym, że barwniej i z większym wdziękiem niż niejeden Polak…
    Jako młody człowiek planowałem, że zamieszkam w Nowym Jorku, nawet przepracowałem tam kilka miesięcy, ale mój prawdziwy dom jest w Krakowie. Znaczna część moich aktywności biznesowych dotyczy również Warszawy.

    Najwyraźniej droga, która zawiodła pana do naszego kraju, nie była prosta.
    Pochodzę z Mediolanu, tam też ukończyłem studia ekonomiczne na prywatnym Uniwersytecie Bocconi, gdzie następnie przez dwa lata pracowałem jako asystent. Kariera na uczelni wydawała mi się zbyt przewidywalna, więc znalazłem zatrudnienie w nowojorskiej siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych. To niezwykłe miasto pokochałem wcześniej – jako student przebywałem tam pół roku w ramach wymiany międzyuczelnianej. Podobnie jak inni idealistycznie nastawieni młodzi ludzie wierzyłem, że mam szansę uczynić świat lepszym. Wkrótce okazało się jednak, że bardzo się myliłem. Około 80 proc. czasu pochłaniały mi niesłużące niczemu czynności biurokratyczne. Rozczarowany zacząłem szukać innego zajęcia. Zastanawiałem się nad przejściem do szacownej instytucji finansowej – Banca Mediolanum.

    Oznaczało to życie we Włoszech.
    A ja byłem ciekawy świata. Zdecydowałem się przyjąć propozycję pracy od ostatniego prawdziwie rodzinnego wielkiego koncernu spożywczego Ferrero, który postanowił wysłać mnie do Warszawy. Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, muszę stwierdzić, że była to dobra decyzja. Wiele się w tej pracy nauczyłem; zaczynałem jako asystent, by potem sprawować funkcje kierownicze. Działo się to na przełomie wieków, w okresie bardzo dynamicznych zmian w Polsce, dających młodym managerom szanse na rozwój. Wyglądało to zupełnie inaczej niż we Włoszech, gdzie na wysokie stanowiska zwykle awansuje się po pięćdziesiątce. Co więcej, był to znakomity okres, by zrezygnować z pracy w korporacji i założyć własny biznes.

    Jaką pan podjął wówczas decyzję?
    Spotkałem przedstawicieli firmy konsultingowej aktywnej w Anglii i Szwajcarii. Jeden z jej wspólników namówił mnie, żebym pomógł im w prowadzeniu biura w Warszawie. Początkowo wszystko wyglądało znakomicie: jednak po jakimś czasie, jak czasami bywa, zaczęło nas więcej dzielić, niż łączyć. Doszedłem do wniosku, że to doskonały praktyczny sprawdzian moich umiejętności managerskich. Dzięki temu po trzech latach uruchomiłem własną firmę Mc Stone Consulting. Postawiłem przede wszystkim na współpracę z firmami włoskimi, którym świadczyłem różne usługi, nie tylko konsultingowe. Gdy było trzeba, podejmowałem się bezpośredniego zarządzania jako prezes lub pełnomocnik właścicieli. W związku z tym, że najbardziej ciekawią mnie nowe wyzwania, po kolejnych trzech latach zadałem sobie pytanie: Co dalej?

    Zaczął pan myśleć o powrocie do Włoch?
    Nic z tych rzeczy – po trzech dniach spędzonych w Mediolanie zwykle wpadam w depresję. Ciągle słyszę narzekania, że nic nie da się zrobić. W waszym kraju wygląda to zupełnie inaczej. Jestem pełen podziwu dla Polaków, którzy są mistrzami w dziedzinie kreatywnego kombinowania. Mówię o tym bez cienia ironii. To znakomita cecha, stanowiąca jeden z motorów szybkiego rozwoju Polski. Ten sposób działania jest mi bliski, więc i ja znalazłem szansę dla siebie.

    Co to było?
    Nie rezygnując z konsultingu, zacząłem inwestować w nieruchomości. Wspólnie z Piotrem Woźnym, specjalistą w tej dziedzinie, założyłem OmniOffice. To jednak nie wszystko – przejąłem jedną trzecią udziałów krakowskiej firmy deweloperskiej Verona Building, aby w tej firmie, razem ze wspólnikami, rozwinąć żagle, realizując nowe cele, takie jak np. budowa w Warszawie czy Gdańsku. Kolejna moja aktywność na rynku budowlanym to PHD Development, spółka, którą prowadzę razem z Arkadiuszem
    Bielą. Zajmuje się ona przede wszystkim renowacją kamienic w centrum miast, szczególnie w Krakowie.

    Bardzo ciekawa jest formuła działania OmniOffice.
    Dzięki nam – za relatywnie nieduże kwoty – właściciele niewielkich firm, małych kancelarii czy start-upów mogą korzystać z najlepszych w Polsce biurowców, podobnie jak wielkie koncerny.

    Jestem przekonany, że wiele osób przeczyta te słowa z niedowierzaniem.
    Wbrew pozorom nasz koncept jest prosty: wynajmujemy duże powierzchnie w prestiżowych lokalizacjach i następnie je redystrybuujemy. Firmy, które korzystają z naszych usług, nie muszą kupować mebli biurowych, lodówek, ekspresów do kawy itp. Otrzymują do dyspozycji kompleksowo wyposażone pokoje, rzecz jasna z dostępem do Internetu. Mogą też korzystać z różnej wielkości sal konferencyjnych i pomocy recepcjonistek. Dzięki temu, używając zaledwie jednego pokoju lub dwóch, mogą się czuć jak współgospodarze wielkiego biura. Co równie ważne, unikają niepotrzebnych wydatków związanych z utrzymaniem własnego biura, w którym np. sala konferencyjna zajęta jest zaledwie przez kilka godzin tygodniowo. Jeden z naszych znaków firmowych to wyposażenie biur w prawdziwe włoskie ekspresy kolbowe do kawy.

    Jedna z waszych najnowszych lokalizacji to bardzo efektowny budynek Q22 przy al. Jana Pawła II 22 w Warszawie.
    Dysponujemy w nim niebagatelną powierzchnią 3,4 tys. mkw., z czego skomercjalizowaliśmy już 2 tys. mkw.Generalnie rzecz biorąc, nastawiamy się na najbardziej prestiżowe lokalizacje, czego Q22 stanowi doskonały przykład.

    Pracował pan we Włoszech, w USA i Polsce. Czy istnieją uniwersalne cechy wyróżniające dobrego managera?
    Na pierwszym miejscu należy postawić budowanie zespołu. To podstawowy warunek sukcesu. Kolejnym bardzo istotnym czynnikiem jest umiejętne planowanie, uwzględniające rozwój biznesu.

    A co wyróżnia Polaka jako pracownika?
    Wbrew obiegowym opiniom nie widzę istotnych różnic między północną a południową częścią Europy. Polacy są kreatywni i pracowici, odczuwają potrzebę rozwoju osobistego i biznesowego, umiejętnie korzystają z szans, jakie dało im wprowadzenie gospodarki rynkowej. Mają też naturalny zmysł elegancji. Postępują racjonalnie – gdy ktoś nie widzi już dla siebie perspektyw rozwoju, wyjeżdża za granicę, bo w UE może czuć się jak u siebie w domu. Ta dynamika bardzo mi się podoba. Mam przykre wrażenie, że – w odróżnieniu od waszego kraju – Włochy nie mogą wyjść z kryzysu, ponieważ rozwój przedsiębiorczości blokują liczne nieżyciowe przepisy dotyczące np. zatrudnienia. Dlatego właśnie mieszkam w Polsce.

    Co lubi Maurizio Sangalli?

    Zegarki Vacheron Constantin i IWC
    Ubrania Pal Zileri
    Wypoczynek wiosną lub późną jesienią Karaiby, Kambodża lub wyspy w Tajlandii. Przynajmniej raz na dwa lata odwiedza Toskanię i Umbrię
    Kuchnia włoska
    Restauracja „Aqua e Vino” w Krakowie i „Ai Beati” niedaleko Werony
    Samochód Maserati i Jaguar XF
    Hobby kończy kurs pilotażu, myśli o zakupie Cessny

    Niebezpieczne CV

    Wieland Alge wiceprezes i dyrektor generalny na kraje EMEA, Barracuda Networks

    Jeden z naszych klientów otrzymał pięć CV w postaci plików .doc, które zawierały bardzo niebezpieczne zagrożenia typu APT. Po ich otwarciu uruchamiało się makro, które przystępowało do złośliwych działań. Za każdym razem źródłem ataku był inny adres e-mail, a celem – inny, i to szeregowego szczebla, pracownik. Hakerzy wcale nie muszą bowiem infiltrować wrażliwych kont, np. tych należących do starszej kadry kierowniczej, zamiast tego szukają najsłabszego ogniwa w zabezpieczeniach systemu. Oto dwa typowe sposoby działania cyberprzestępców:

    – Po zainfekowaniu jednego konta hakerzy wysyłają nowe zagrożenie na inne, używając adresu e-mail pierwotnie zainfekowanego pracownika.
    – Hakerzy infekują konto i śledzą, kto w firmie zajmuje się przelewami, fakturami itd. Następnie wykorzystują te informacje, aby przypuścić ukierunkowany atak phishingowy w celu wyłudzenia określonych informacji lub nakłonienia ofiary do określonych działań.
    Wiadomości e-mail były napisane potocznym językiem, a ich autorzy podszywali się pod pracownika pytającego kolegę o opinię na temat dossier potencjalnego kandydata. We wszystkich przypadkach pracownicy otworzyli wiadomość e-mail, ponieważ mylnie sądzili, że przesłano im prawdziwe życiorysy. Jak się przed tym chronić? Oto kilka porad:
    • Nie klikaj żadnych łączy w wiadomości e-mail. Wpisz adres bezpośrednio w przeglądarce.
    • Nie otwieraj podejrzanych załączników, nawet jeśli wydaje się, że przesłał je ktoś, komu ufasz.
    • Regularnie aktualizuj antywirusy, system i inne oprogramowanie.
    • Nie ujawniaj poufnych informacji osobistych lub firmowych w wiadomości e-mail.
    • Jeśli nie jesteś pewien, czy wiadomość e-mail jest autentyczna, sprawdź to, kontaktując się z daną osobą lub firmą telefonicznie

    Ochrona tożsamości

    Ireneusz Wiśniewski dyrektor zarządzający F5 Networks

    Cyberprzestępcy najczęściej próbują wykorzystać luki w zabezpieczeniach. Hakują loginy i hasła z zamiarem kradzieży tożsamości lub infiltrują systemy sieciowe, aby zdobyć inne istotne dane. Z kolei korzystanie z zaszyfrowanej komunikacji zawierającej złośliwe oprogramowanie lub inne bardziej zaawansowane techniki może narazić na ataki zarówno użytkowników, jak i całe firmy. Niedawno aż 400 mln kont założonych na AdultFriendFinder zostało zhakowanych. Podobnie stało się z kontami z serwisu Ashley Madison.

    Stało się tak dlatego, gdyż portale te nie były wyposażone w wystarczająco elastyczne sposoby uwierzytelniania w zależności od miejsca pobytu, używanego urządzenia i czasu, w którym dany użytkownik próbowałby uzyskać dostęp do usługi. Takie jak np. inteligentne uwierzytelniania serwera proxy. Usługa ta zapewnia scentralizowane logowanie, wiele sposobów ustalenia tożsamości użytkownika, a następnie przechodzi do jednoczesnego uwierzytelniania go w różnych aplikacjach.

    Wiedzieć to jedno, stosować w praktyce to drugie. Dzisiaj cyberprzestępstwo to kwestia kilku kliknięć, więc należy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby chronić się przed nieprzyjacielem. Warto zrozumieć, że dane uwierzytelniające naszą tożsamość, takie jak te zawarte w paszporcie, szczegóły na temat naszego zdrowia czy numery kont bankowych są wyjątkowe i muszą być strzeżone. Nie mniej ważne jest też to, komu udostępniamy nasze dane i w jaki sposób są one wykorzystywane. Warto się dwa razy upewnić, czy firma, której pozwalamy korzystać z tych informacji, rzeczywiście istnieje. Jeżeli pojawią się jakiekolwiek wątpliwości, to trzeba pamiętać, że każdy ma prawo do odmowy udostępnienia danych personalnych.

    Cyberbezpieczeństwo: nowe trendy na rok 2017

    hacker at work with graphic user interface around

    Ponieważ zagrożenia zwiększają się zarówno pod względem wielkości, jak i poziomu skomplikowania, potencjalne szanse na bycie zaatakowanym stają się coraz bardziej prawdopodobne

    Ataki DDoS na amerykańską firmę Dyn pod koniec października 2016 r. spowodowały zablokowanie na kilka godzin stron internetowych wielu jej klientów, w tym Twittera, Netfliksa i Reddita. Serwery firmy Dyn zostały wtedy zbombardowane zapytaniami, wskutek czego wszystkie wolne zasoby zostały zajęte, a strony sparaliżowane. Wysoka skuteczność tego typu ataków jest spowodowana jednoczesnym ich przeprowadzaniem z wielu miejsc, najczęściej za pomocą tzw. botów, czyli programów udających ludzkie zachowanie.

    Kolejny głośny atak tego samego typu, o rekordowej wielkości 620 GB, został niedawno przeprowadzony na stronę internetową amerykańskiego dziennikarza Briana Krebsa. Niestety, został pobity zaledwie tydzień później, kiedy to hakerzy zaatakowali firmę hostingową OVH, tworząc sieć botnet zawierającą 150 tys. inteligentnych urządzeń i przeprowadzając atak 1 TB. A wszystko to oznacza, że biznes nie może spać spokojnie. Trzeba być wyjątkowo czujnym i na bieżąco śledzić najnowsze trendy w tym obszarze. Poniżej kilka najważniejszych, z którymi mogą się zetknąć także polskie firmy, i to w najbliższych miesiącach.

    Zagrożenie ze strony IoT
    Ataki DDoS stają się coraz łatwiejsze w dobie rosnącej popularności Internet of Things, np. sensorów masowo instalowanych w różnego rodzaju urządzeniach w celu pozyskiwania przydatnych w biznesie danych, których bezpieczeństwo pozostawia wiele do życzenia. Luki w ich zabezpieczeniach powodują, że stają się one łatwym celem dla cyberprzestępców, coraz częściej posługujących się prostymi urządzeniami, takimi jak np. kamery przemysłowe. Wspomniany wcześniej przypadek firmy Dyn stanowi instrukcję dla kolejnych hakerów, będących w stanie za pomocą kilku kliknięć wykorzystać moc tego typu urządzeń i spowodować ogromne spustoszenia, które mogą ograniczyć działanie firmowych stron internetowych i innych istotnych procesów.

    GDPR to rewolucja
    Mimo że nowa dyrektywa GDPR o ochronie danych osobowych wejdzie w życie dopiero w maju 2018 r., każda firma już dzisiaj powinna je mieć na uwadze, zważywszy na to, jak długo może zająć dostosowanie się do nowych wytycznych. Z uwagi na to, że kary są surowe, maksymalnie 4 proc. globalnego rocznego przychodu, przedsiębiorcy muszą jak najszybciej doprowadzić do ładu swoją infrastrukturę. Elementy związane z ochroną danych osobowych, które nie będą umieszczone w GDPR, takie jak prawo do bycia zapomnianym czy prawo przenoszalności danych, mogą spowodować spore utrudnienia. Dzieje się tak, gdyż dla wielu organizacji zakres, w jakim mają one dane na temat swoich klientów, jest nieznany pod względem zarówno wolumenu, jak i lokalizacji. Największym wyzwaniem stojącym przed organizacjami jest zrozumienie, za jaki wolumen danych są one odpowiedzialne. W momencie, gdy w przyszłości doświadczą wycieku danych, będą narażone na straty finansowe oraz utratę budowanej przez wiele lat reputacji.

    Chmura wygodna, ale czy bezpieczna
    Wiele organizacji wybiera chmurę i przenosi do niej całą swoją infrastrukturę, gdyż ma nadzieję na rozwój biznesu. Niestety, wciąż istnieje wiele wątpliwości związanych z kwestiami bezpieczeństwa rozwiązań chmurowych. Czy firmy używające rozwiązań chmurowych wiedzą, jak w bezpieczny sposób korzystać z tego rozwiązania? Czy zdają sobie sprawę, kto tak naprawdę ma dostęp do ich informacji, biorąc pod uwagę to, że dane nie leżą już na serwerach wewnętrznych? Firmy technologiczne pomagają organizacjom w zabezpieczeniu procesu przenoszenia danych do chmury. Przykładem mogą być rozwiązania Cloud Access Security Broker (CASB). Wprowadzają one polityki bezpieczeństwa przedsiębiorstwa do usług zawartych w chmurze, dając zespołom IT kontrolę nad tym, kto może mieć do nich dostęp, i zapewniając jednocześnie odpowiedni poziom zaszyfrowania firmowych danych.

    Logowanie się do aplikacji
    Organizacje, które w wysokim stopniu opierają swoją działalność na aplikacjach, powinny zwrócić szczególną uwagę na użytkownika końcowego oraz ochronę jego danych logowania. Obecnie coraz częściej mamy do czynienia z pracownikiem mobilnym, który korzysta z wielu aplikacji na różnych urządzeniach i w różnych miejscach. Każdy słaby punkt w tej układance, na przykład zainfekowany telefon komórkowy, może okazać się dla cyberprzestępców kluczem do wrót królestwa. Jeśli wspomniany przestępca będzie w stanie uzyskać informacje o poszczególnych pracownikach i ich danych logowania, dostęp do wszystkich innych danych nie będzie dla niego problemem. Przesuwając zainteresowanie i zasoby z trochę staromodnych zabezpieczeń firewallowych na zabezpieczenia na poziomie aplikacji i świadomości samych użytkowników, organizacja może skutecznie zwiększyć swoje bezpieczeństwo.

    Problemy z zarządzaniem dostępem
    Wzrost popularności chmury doprowadził do powstania nowego ekosystemu, tworzonego przez dostawców usług zewnętrznych. Obecnie pracownicy mogą uzyskać dostęp do różnych portali online, od sprzedaży do usług finansowych czy zarządzania urlopami – wszędzie na podstawie tej samej autoryzacji użytkownika. Gdy pracownik opuszcza firmę, powstaje obawa, że będzie on miał nadal dostęp do wewnętrznych systemów organizacji na podstawie indywidualnych danych do logowania, jeśli nie zostaną one wykasowane na czas. W związku z tym przedsiębiorstwa powinny inwestować w technologie, które pozwalają na uwierzytelnianie użytkownika za każdym razem, gdy loguje się on do systemu wewnętrznego. Nakładając na siebie odpowiedzialność za dane pracowników, korporacje mogą wzmocnić swoją pozycję stróża i przyczynić się do lepszej ochrony przed różnego rodzaju oszustwami.

    Rosnący rynek gwarancji

      Andrzej Puta, dyrektor Biura Gwarancji Ubezpieczeniowych w Euler Hermes o ekspansji polskich firm, kapitale i inwestycjach wymagających wsparcia gwarancji

      Czego obecnie potrzebują i poszukują polskie firmy w kwestii wsparcia w zakresie gwarancji?
      Największą branżą korzystającą z gwarancji, także w przypadku Euler Hermes, jest budownictwo. Jest to oczywiście sektor, w którym jest dużo inwestycji publicznych korzystających z dotacji unijnych, co tłumaczy duże zapotrzebowanie. Nie zawsze jednak było tak dobrze – w ostatnich dwóch–trzech latach krajowy rynek infrastrukturalny przeżywał regres, więc wiele firm wyspecjalizowanych w budownictwie kolejowym, przemysłowym, drogowym etc. szukało zleceń na rynkach zagranicznych, głównie w Niemczech i Skandynawii, a nawet w Stanach Zjednoczonych. Także w tych kontraktach zleceniodawcy wymagali gwarancji trudnych do zdobycia dla firm dopiero wkraczających na dany rynek.

      Można więc powiedzieć, że polskie firmy budowlane dołączyły do eksporterów m.in. maszyn, konstrukcji czy środków transportu?
      Tak, gdyż również wspomniane sektory przy sprzedaży spotykają się z wymogiem przedstawienia różnego rodzaju gwarancji – wadialnych czy usunięcia wad i usterek. Sektor ubezpieczeniowy nie ma generalnie w tym zakresie szerokiej oferty. Euler Hermes, jako część Grupy Allianz, to wiodące w Polsce towarzystwo ubezpieczeniowe oferujące gwarancje zagraniczne, jedyne tak dobrze dostosowane do lokalnego prawa i np. systemu wymiany walutowej dzięki temu, że jego oddziały funkcjonują w kilkudziesięciu państwach świata. Co ważne, w wielu krajach, np. w USA i regionie Zatoki Perskiej, na korzyść naszą i naszego klienta działa przynależność Euler Hermes do Grupy Allianz, największej grupy ubezpieczeniowej na świecie. To rozwiewa wiele wątpliwości – liczy się nie tylko oferta eksportera, lecz także wsparcie i sposób jej realizacji (w tym usługi towarzyszące), zwłaszcza w przypadku nieznanego dostawcy z dalekiego kraju.

      Rynek gwarancji eksportowych rośnie więc wraz ze wzrostem polskiego eksportu?
      Tak, w przypadku Euler Hermes obecnie odpowiada już za 25 proc. wartości wystawionych gwarancji, co – jestem pewien – jest wartością rekordową w naszym kraju. Decydująca jest już wspomniana nasza – czy to bezpośrednia, czy przy pomocy naszych partnerów – obecność w bardzo wielu krajach. Gwarancja jest więc wystawiana nie tylko zgodnie z lokalnymi wzorami, w języku zamawiającego, lecz także przy uwzględnieniu lokalnej specyfiki biznesowej. Jesteśmy w stanie zweryfikować, które z wymaganych przez zamawiającego wymogów są standardowe, a które wykraczają poza przyjęte normy i wynikają jedynie z chęci wykorzystania niewiedzy dostawcy z zagranicy. Jako jedyni w Polsce spoza sektora bankowego przy udzielaniu gwarancji eksportowych mamy dostęp do systemu bankowego SWIFT, a to duże ułatwienie dla naszych klientów na całym świecie. Mamy też duże doświadczenie w obsłudze międzynarodowych  grup kapitałowych. Gdy jakaś polska firma otwiera swój pierwszy oddział w innym kraju, od nikogo na miejscu nie dostanie gwarancji, tylko od nas. W ten sposób wspieramy otwieranie oddziałów polskich firm, pomagamy budować ich historię zleceń i kompetencji na innych rynkach.

      A jak – wracając na rodzimy rynek – przedstawia się obecnie popyt na gwarancje? Jak się one zmieniają?
      Są one potrzebne wszędzie tam, gdzie jest dużo inwestycji i kapitału. Czyli oprócz gwarancji związanych z infrastrukturą, które w naszym przypadku wartościowo stanowią zapewne ponad 50 proc. portfela, korzystają z nich także branża metalowa, dostawcy środków transportu, farmacja. Są to zarówno gwarancje przetargowe – wadialne, jak i należytego wykonania kontraktu czy usunięcia wad i usterek. Wracając do budownictwa, obecna perspektywa budżetu UE może być ostatnią z tak dużym poziomem dofinansowania dla inwestycji i w związku z tym zmienią się zarówno rynek infrastrukturalny, jak  i wykorzystywane na nim zabezpieczenia.  Na znaczeniu zyskiwać będą projekty realizowane w ramach partnerstwa publiczno- prywatnego, a rynek gwarancji będzie musiał dostosować swoją ofertę do nowego układu na rynku inwestycji – i my już to robimy.

      Na co zwracają uwagę firmy poszukujące gwarancji? Jak wybrać najlepszą?
      Istotne są na pewno: cena, zakres, akceptowalność przez zamawiającego – beneficjenta. Mogę mówić o naszej ofercie – jest ona konkurencyjna cenowo, nie wiąże się z blokowaniem części środków klienta, jak jest w przypadku np. gwarancji bankowych. Ważna jest długość okresu, na jaki udzielane są gwarancje – my, dostosowując się do wymogów rynku, wystawiamy je nierzadko na kilkanastoletni okres (na co np. banki rzadko się decydują). Dostosowujemy też naszą ofertę do lokalnych wymogów: np. w Niemczech wymagane są gwarancje bezterminowe, i takie też wystawiamy. Dla beneficjenta gwarancja musi być płatna na pierwsze wezwanie – i tutaj liczy się dotychczasowa praktyka wystawcy w tym zakresie, bezdyskusyjne wypłacanie dochodzonych sum. My tak postępujemy i nie spotkaliśmy się w związku z tym z brakiem akceptacji wystawionej przez nas gwarancji. Istotna jest też kwestia sprawności i szybkości obsługi – nierzadko na wystawienie gwarancji mamy nawet nie dni, ale godziny. Udostępniliśmy więc klientom system online, dzięki któremu mogą szybko wnioskować i otrzymywać niezbędne gwarancje.

      Czy rynek budowlany w najbliższych latach nadal będzie największym rynkiem dla wystawców gwarancji? Jak ocenia pan zmiany na nim zachodzące?
      Rynek budowlany jest obecnie bardziej transparentny, przewidywalny w kwestii szacowania ryzyka w porównaniu z sytuacją sprzed kilku lat. Wpłynęły na to nowe regulacje dotyczące zaliczkowania zakupu surowców, waloryzacji ich cen w trakcie trwania realizacji kontraktu etc. Pozwoli to wykonawcom lepiej się przygotować i znieść koszt spodziewanego wzrostu cen surowców, co było piętą achillesową kontraktów zawieranych przed Euro 2012. Większej transparentności, a więc i szacowaniu ryzyka z nimi związanego służy także szeroko obecnie stosowana formuła „Projektuj i buduj”, skracająca czas na procedury przetargowe (jedna zamiast dwóch) i eliminująca także spory na linii projektant–wykonawca.

      Wasza strategia i podejście do sektora budowlanego zostały docenione – otrzymaliście bardzo prestiżowe wyróżnienie  Diament Infrastruktury i Budownictwa dla Podmiotu Wspierającego Roku.
      Jest mi niezmiernie miło, że kapituła nagrody wręczanej na konferencji pod honorowym patronatem Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa dostrzegła naszą otwartość na relacje biznesowe w sektorze infrastruktury i budownictwa. W czasie, gdy przeżywał on kryzys, gdy wiele podmiotów wycofywało się bądź zamrażało swoją aktywność, my pozostaliśmy otwarci na potrzeby naszych klientów. Nawet w trudniejszych czasach realizowane są bowiem kontrakty i wymagają one zabezpieczenia, uznaliśmy więc, że odpowiednie szacowanie ryzyka jest lepszym wyjściem niż pozostawienie swoich partnerów. Razem z nimi weszliśmy również na rynki międzynarodowe, wspierając gwarancjami ekspansję polskich firm budowlanych, co pomoże ustabilizować cały sektor i uniezależnić jego przyszłość od dotacji unijnych.

      Rygorystyczny GDPR

      Dariusz Bocheńczak Country Manager Commvault Polska

      Rozporządzenie GDPR (General Data Protection Regulation) przyjęte przez Unię Europejską to najbardziej rygorystyczna regulacja spośród wszystkich przyjętych dotychczas przepisów w dziedzinie ochrony danych osobowych. Rok 2017 to rok zmian w polskim prawie, które przystosują przepisy lokalne do rozporządzenia GDPR. To też rok, w którym firmy powinny dokładnie zaplanować kwestie związane z przygotowaniem się do nowych regulacji, zarówno pod względem prawnym, jak i informatycznym. Tak poważne zmiany przepisów wymuszają znaczne inwestycje w rozwój struktury systemów IT. Pierwszym krokiem w tym kierunku powinna być konsolidacja zarządzania danymi. Proces ten ułatwia i usprawnia zarządzanie danymi, w tym zarządzanie zgodnością z przepisami. Z kolei managerom pozwoli uzyskać informacje, które mogą znacznie wspomóc ich w podejmowaniu trafnych decyzji biznesowych.

      Skuteczne zarządzanie zgodnością z przepisami danych strukturalnych wymaga centralizacji zarządzania danymi, jest jednak dość proste. Prawdziwe wyzwanie stanowi zarządzanie zgodnością z przepisami w kontekście zapewnienia kontroli nad danymi nieustrukturyzowanymi, takimi jak dokumenty, e-maile, pliki graficzne itd. Duży problem stanowi też zapewnienie bezpieczeństwa danych powstałych na urządzeniach końcowych, takich jak komputery osobiste, laptopy, tablety i smartfony. Liczba takich urządzeń i ich użytkowników bywa bardzo duża i generuje ogromne ilości danych. Oferowana przez Commvault platforma zawiera moduły umożliwiające dochowanie zgodności z regulacjami. Nasz autorski motor przeszukiwania umożliwia szybkie i skuteczne wyszukiwanie informacji rezydujących w zasobach firmy. Rozwiązanie to stanowi podstawę w zapewnieniu zgodności z GDPR.

      Ważne Informacje

      Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

      W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

      23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

      21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

      Stop the clock na rynku ESG

      ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

      Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

      Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

      AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

      Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

      Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

      Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...