.
Strona główna Blog Strona 138

Ekspedycja Odporność

Jak dać sobie radę w niestabilnym i nieprzewidywalnym świecie? Kluczem jesteśmy my sami, system wartości, umiejętność definiowania celów i osiągania ich, a podstawą… odporność.

Autor: Marek Kamiński – podróżnik ekstremalny, innowator i filozof

Odporność psychiczna połączona z uważnością to jeden z fundamentów skuteczności osobistej i umiejętności osiągania długotrwałych celów w życiu i biznesie. Odporność osobista i organizacyjna to również umiejętność adaptacji do szybko zmieniającej się rzeczywistości i zmian, które nieraz wywracają do góry nogami nasze życie i biznes.

Czasy, w których żyjemy i które nadchodzą, to czasy bezprecedensowych, wyjątkowych zmian, które dotyczą każdego bez mała fragmentu naszego funkcjonowania: pracy, domu, stylu życia, technologii, medycyny, dostępu do informacji, rozrywki. Na naszych oczach następuje coraz większe przyspieszenie, za którym często nie nadążamy i zaczynamy się gubić w świecie, a nawet we własnym życiu.

Jak przetrwać?

Jak być zadowolonym i zdrowym? Jak sobie dać radę w niestabilnym i nieprzewidywalnym świecie? Kluczem do tego jesteśmy my sami, system wartości, umiejętność zdefiniowania celów i osiągania ich, a podstawą… odporność.

Nasza odporność i jej budowanie może być celem samym w sobie, który zaplanujemy na okres nadchodzących miesięcy. Można ją porównać do ekspedycji, w której po drodze zaliczamy kolejne kamienie milowe.

Gotowi? To czas ruszać w drogę! Zanim jednak w nią wyruszymy, warto mieć mapę i plan jak? i dokąd? chcemy dotrzeć.

Jeżeli naszym celem jest odporność, to nie jest to jedna umiejętność, ale raczej ich zestaw, który dotyczy umysłu, ciała, relacji ze światem i innymi ludźmi, emocji. Jest na przecięciu ważnych sfer naszego życia.

Porównanie budowania odporności osobistej, biznesowej i finansowej do ekspedycji ma głęboki sens, ponieważ dynamika tego procesu przypomina wyprawę. Na początku jest decyzja o wyzwaniu jakie podejmujemy potem, następnie sprawdzenie, co nam jest potrzebne do osiągnięcia celu, przygotowanie, planowanie, mapa drogi, treningi, know-how, aż w końcu wyruszenie na wyprawę. Później motywacja, aby wytrwać, radzenie sobie z porażkami, osiągnięcie celu – lub nie, to zależy od nas – poznanie samego siebie, inwentaryzacja, rachunek sumienia i wejście na nowy poziom odporności, aby ruszyć w dalszą drogę, a odporność będzie narzędziem do podejmowania następnych wyzwań.

Na krańcach świata

Ja sam budowałem swoją odporność na krańcach świata i na krańcach możliwości fizycznych i psychicznych człowieka, podczas wypraw na Biegun Północny i Południowy, samotnego trawersu Antarktydy, przejścia pustyni Gibsona w Australii, przepłynięcia jachtem Atlantyku, czy w końcu wyprawy „Razem na Bieguny” z Jankiem Melą na najbardziej niedostępne krańce naszej planety. Także samotna pielgrzymka z Kaliningradu do Santiago de Compostela 4000 km przez Europę dała mi głęboki wgląd w duszę człowieka.

Były to wyprawy zespołowe, samotne, lodową pustką czy czerwoną pustynią (w temperaturze od -60 stopni C do 50 stopni C), ale zawsze w głąb człowieka, jego woli przetrwania i relacji ze światem.

Te doświadczenia pozwoliły mi odkryć Metodę Biegun, czyli sztukę osiągania celów, na której zbudowałem procesy rozwojowe dla osób i firm w obszarze energii do zmian, mindsetu i skutecznego działania.

W Ekspedycji Odporność eksplorujemy nasz umysł, ciało i fundamenty naszego życia, czyli system wartości. Zadajemy sobie pytania: Kim jestem? Dokąd zmierzam? Jak podejmuję decyzje? Jak odżywiam ciało i umysł? Skąd się biorą moje cele? Jaki jest poziom mojego strachu i wewnętrznej harmonii? Jak radzę sobie z porażkami? Pytania nie są ważniejsze od bieżących odpowiedzi. Pytania pozostają często takie same, mimo iż prawidłowe odpowiedzi się zmieniają. Na podstawie odpowiedzi możemy budować plan i przez ćwiczenia zacząć trening w obszarze ciała, umysłu i relacji. Zaczynamy uczyć się tego, jak wykorzystać intuicję, jak budować wewnętrzną energię i radzić sobie z porażkami, jak wykorzystać potencjał porażki i sukcesu do dalszej drogi. Poznajemy też rytuały i praktyki, które służą rozwijaniu odporności.

Akceptacja, uważność, wdzięczność

Moją ulubioną praktyką jest akceptacja, uważność, wdzięczność. Akceptacja tego, co przynosi droga. Uważność na to, co jest tu i teraz, bo zawsze w chwili teraźniejszej możemy znaleźć klucz do przyszłości. I w końcu wdzięczność za to, co mamy i czego często nie jesteśmy w stanie zauważyć przez to, że przesłania nam niewdzięczność za to, czego nie mamy, a tak naprawdę nie wiadomo, dokąd mogłoby nas to doprowadzić.

Jeżeli moglibyśmy zapamiętać jedną praktykę budującą odporność, to przez jedną minutę codziennie bądźmy za coś wdzięczni.

Myśląc o tym, jestem wdzięczny za możliwość poznawania nowych ludzi i budowania ciekawych relacji w Trend House. Możemy być wdzięczni za małe i duże rzeczy, to zależy od nas.

Jest wiele dalszych obszarów eksploracji odporności, dlatego zapraszam do naszej Ekspedycji Odporność w Marek Kamiński Academy, gdzie można znaleźć bogate programy rozwojowe.

Bez odporności nie ma mowy o harmonijnym życiu i osiąganiu celów, które mogą być naszymi marzeniami, ale nieraz odporność i sztuka przeżycia jest celem i wartością samą w sobie.

WATERBERG – piękno i mrok

Po raz kolejny zapraszam do Afryki. Czemu ponownie właśnie tam? Pewnie dlatego, że to moja miłość pierwsza i największa (mam na myśli kontynenty oczywiście) i chciałbym się tą miłością podzielić z czytelnikami „Managera”

Wiele osób boi się Afryki i woli ją oglądać na ekranie tv lub smartfona. Oczywiście, ten strach często jest uzasadniony i nie będę przekonywał, że nic nam nie grozi gdy przemierzamy ten kontynent. Zagrożeń jest wiele, zarówno ze strony ludzi, jak i natury. Ale czy tam, gdzie na stałe mieszkamy, jesteśmy bezpieczniejsi? Różnie to bywa. Mnie więcej problemów spotkało w Polsce niż w trakcie nawet ryzykownych wypraw. Nasze poczucie bezpieczeństwa, jakiego na co dzień doświadczamy, jest w dużej mierze złudne. Znamy region, w którym mieszkamy i ludzi, którzy nas otaczają. Przyzwyczajamy się do tego. Tworzymy w naszych umysłach swoistą strefę komfortu. Ale w tej strefie czyhają liczne ryzyka. Przez to, że u siebie czujemy się komfortowo, przestajemy zauważać i lekceważmy zagrożenia. Wyjeżdżając gdzieś daleko, gdzie jest inaczej, starannie przygotowujemy się do nowych warunków, a na miejscu jesteśmy czujnymi obserwatorami i podejmujemy przemyślane decyzje. Dzięki temu zwykle dobrze zarządzamy naszym bezpieczeństwem. Spróbujmy zrobić sobie indywidualny własny bilans nieszczęść – wypadków, kradzieży, rozbojów, oszukaństwa lub niegodziwości jakiej doświadczyliśmy – i indywidualnie oceńmy, gdzie więcej złego nas spotyka.

Wspomniałem, że dla mnie Afryka jest pierwszą miłością. Zrodzoną z dziecięcych fascynacji przygodami Koziołka Matołka (tak, tak, był taki bohaterski koziołek), słuchanymi jeszcze na kasetach magnetofonowych, czy historiami Tomka Wilmowskiego na Czarnym Lądzie. Afryka długo była dla mnie niedostępnym obiektem pożądania. Aż do roku 1993, kiedy pierwszy raz trafiłem na prawdziwie czarny ląd – do Kenii. Tym razem jednak nie będzie o Kenii, ale o wspomnianym kilka miesięcy temu Waterbergu – niezwykłej urody płaskowyżu zlokalizowanym w centralnej części Namibii. W Afryce są dwa Waterbergi, ten drugi to pasmo górskie zlokalizowane ok. 1500 km na wschód od Namibii, w Republice Południowej Afryki. Oba są piękne, ale tym razem opowiem o tym namibijskim, który wyrasta 200 metrów ponad dość suchą i rozległą sawannę, ciągnąc się przez ok. 49 km z południowego zachodu na północy wschód. Szerokość płaskowyżu waha się między 8 a 16 km. Wysokość nad poziom morza to z kolei ok. 1700 metrów.

Nazwę Waterberg można przetłumaczyć jako wodną górę. Pochodzi ona ponoć od licznych źródeł wody zlokalizowanych na zboczach płaskowyżu. Nie bez znaczenia są też pewnie dość obfite opady deszczu w tym regionie. Dzięki temu niższe partie tej formacji skalnej porośnięte są bujną roślinnością, której soczysta zieleń wspaniale kontrastuje z pomarańczowym piaskowcem, z którego zbudowany jest płaskowyż. Roślinność doskonale rozwija się też na płaskim szczycie góry, dzięki czemu udało się tu utworzyć park narodowy licznie zamieszkały przez wspaniałe zwierzęta: możemy tu spotkać żyjące w spokoju bawoły afrykańskie, leopardy (pantery), żyrafy, nosorożce, gepardy, imponujące antylopy sobolowe i wiele innych. W spokoju, bo płaskowyż jest nie tylko dość trudno dostępny, ale przede wszystkim niemal nie odwiedzany przez ludzi.

Nieliczni turyści ograniczają się do wizyty na kilku kempingach zlokalizowanych u podnóża góry, ewentualnie do wejścia na jeden z punktów widokowych. Czasami jakaś grupka spragnionych mocniejszych wrażeń podróżników decyduje się na kilkudniowy trekking na rozległym szczycie, ale to wymaga uzyskania stosownego zezwolenia, gotowości spędzenia kilku dni w dziczy i akceptacji ryzyka spotkania się oko w oko ze szczęśliwym, aczkolwiek niekoniecznie zadowolonym z naruszania jego terytorium, zwierzakiem. Miałem okazję przekonać się osobiście, jak takie spotkanie wygląda i zapewniam, że wtedy można zrozumieć, jak naprawdę działa wysoka dawka adrenaliny, zwłaszcza kiedy nie ma żadnego Homo sapiens w pobliżu, a w dłoni ściskamy nie karabin, a aparat fotograficzny… Historię tę opowiem już wkrótce, razem z kilkoma innymi, z jakimi niekoniecznie chcielibyśmy mieć do czynienia w podróżach…

Waterberg to nie tylko wspaniała natura. To też niestety mroczna historia i ona również przyciąga pewną grupę odwiedzających, w szczególności Niemców, których przodkowie, w czasie wojny z ludami Herero i Nama, stoczyli u podnóża płaskowyżu 11 sierpnia 1904 roku zwycięską bitwę (Battle of Waterberg w przekazie niemieckim lub Ohamaraki Battle w przekazie Herero). Bitwa ta była punktem zwrotnym powstania Herero, które wybuchło w styczniu 1904 roku, by zatrzymać niemiecką ekspansję kolonialną na tych terenach. W początkowym okresie wojny powstańcy uzyskali sporą przewagę, ale, niestety, Niemcy sprowadzili do ówczesnej Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej (obecnie Namibia) 15-tysięczny korpus dowodzony przez okrutnego generała Lothara von Trothę. To on też dowodził niemieckimi oddziałami w bitwie pod Waterbergiem, która odmieniła losy powstania.

W bitwie wzięło udział ponad 1,5 tys. niemieckich żołnierzy oraz kilka tysięcy bojowników Herero dowodzonych przez przywódcę powstania Samuela Maharero. Powstańcom towarzyszyły całe rodziny; łącznie na tym obszarze przebywało wówczas ok. 50 tys. członków plemienia Herero. Wszyscy niemieccy żołnierze wyposażeni byli w nowoczesne karabiny, w tym także kilkanaście maszynowych. Dodatkowo dysponowali trzydziestoma działami. Powstańcy wyposażeni byli znacznie gorzej, a część z nich dysponowała tylko tradycyjną bronią zwaną kirri. Nie do końca wiadomo, czy była to celowa, czy przypadkowa taktyka, ale niemieckie oddziały okrążyły powstańców na południe od Waterbergu tworząc od strony pustyni Kalahari lukę, przez którą dziesiątkowane oddziały Herero zdołały się częściowo wymknąć i wspólnie z rodzinami uciec na pustynię Kalahari. Niemcy odcięli im dostęp do wody. Von Trotha dążył wtedy do całkowitej eksterminacji Herero. Wielu z nich zginęło z wycieńczenia na pustyni, wielu zostało zabitych (często zakłutych bagnetami, by oszczędzać amunicję), a silniejsi byli wykorzystywani do katorżniczej pracy, m.in. przy budowie linii kolejowej w południowej części obecnej Namibii.

Część bojowników zostało umieszczonych w obozie śmierci na słynnej Shark Island koło miasta Luderitz. Chyba najbardziej przerażającym faktem była jednak praktyka kilku niemieckich lekarzy prowadzących pseudonaukowe badania nad teorią ras, którzy na masową skalę wykorzystywali do swoich „badań” odcięte głowy Herero i Nama (innego plemienia, które również zbuntowało się przeciw Niemcom).

Jak widzimy, piękne miejsca, jakie stworzyła natura, czasami były świadkiem przerażających scen, których autorem był nie kto inny, jak Homo sapiens – najbardziej kreatywne, ale i najbardziej drapieżne zwierzę w historii naszej planety.

Waterberg ma też polski akcent. Ledwie 30 lat po opisanej bitwie, swój drugi etap podróży rowerem przez Afrykę (tym razem z Przylądka Igielnego do Algieru) rozpoczął słynny polski podróżnik, Kazimierz Nowak. Jego trasa biegła m.in. przez okolice Waterbergu. Upamiętnia to specjalna tabliczka zamontowana na ścianie recepcji NWR (Namibia Wildlife Resorts). Jego rowerowa podróż przez Afrykę (1931/1936) – najpierw z północy na południe, potem, już inną trasą, z południa na północ – to dzieło iście niezwykłe.

OPEL przedstawia nową Astrę Sports Tourer

Opel Astra Sports Tourer (2021)

Nowy Opel Astra Sports Tourer wyróżnia się wyszukaną stylistyką bez uszczerbku dla funkcjonalności w codziennym użytkowaniu. Kolejna generacja bestsellera klasy kompaktowej to pierwsze kombi marki Opel, które zostanie zelektryfikowane oraz które otrzymało charakterystyczne nowe oblicze marki Opel Vizor.

Ponadto sportowe kombi z Rüsselsheim będzie dostępne z opcjonalnym i stylowym dwukolorowym lakierem. Podobnie jak w przypadku wersji pięciodrzwiowej, która późnią wiosną zadebiutuje u dealerów, we wnętrzu Sports Tourera również zaszły skokowe zmiany. Po raz pierwszy kierowcy otrzymają w pełni cyfrowy kokpit Pure Panel – to kolejna generacja tego kompleksowo skomunikowanego i intuicyjnego w obsłudze interfejsu człowiek-maszyna (HMI). Kokpit Pure Panel, korzystający ze zintegrowanej platformy Snapdragon® firmy Qualcomm Technologies, oferuje ulepszoną grafikę, multimedia oraz funkcje komputerowego widzenia obrazu i sztucznej inteligencji (AI). Jest to bardziej zintegrowany, świadomy sytuacji i nieustannie adaptujący się system, który ewoluuje wraz z preferencjami kierowcy i pasażerów.

Opel Astra Sports Tourer (2021)

Śmiała i przejrzysta forma: Opel Vizor i dwukolorowe nadwozie podkreślają styl

Opel Astra Sports Tourer, podobnie jak pięciodrzwiowy hatchback, zwraca uwagę solidną i szeroką sylwetką. Ogólne kontury sportowego nadwozia dodatkowo wzmacniają to wrażenie. Ma w nim swój udział także nowe oblicze marki. Przód samochodu to Opel Vizor zaprojektowany specjalnie z myślą o najnowszej generacji kompaktowego modelu. Centralny zewnętrzny element stylistyczny jest zgodny ze wzornictwem Opel Compass, w którym osie pionowe i poziome – ostre przetłoczenie na masce silnika i światła do jazdy dziennej stylizowane na skrzydła – łączą się pośrodku z emblematem „Opel Blitz”. Obejmujący cały przód pojazdu Vizor nie tylko optycznie poszerza nową Astrę, ale też umożliwia płynną integrację nowych technologii, takich jak opcjonalne reflektory Intelli-Lux LED® z wąskimi kloszami czy przednia kamera systemu Intelli-Vision rejestrującego obraz w promieniu 360 stopni.

Szczególnie dynamicznie Astra Sports Tourer prezentuje się z boku. Mocno wyprofilowane nadkola dodają kombi muskularności. Nie zaburzają śmiałej i przejrzystej stylistyki, sugerując jednocześnie stabilność na drodze. Ciekawym detalem sprinterskiej sylwetki Sports Tourer są mocno pochylone do przodu słupki C. Z tyłu powtórzono wzornictwo Opel Compass. Oś pionową wyznaczają w tym przypadku centralnie umieszczone logo z błyskawicą oraz trzecie światło hamowania, zaś oś pozioma to mocno zwężone klosze tylnych lamp charakterystyczne dla wszystkich wersji Astry.

Opel Astra L

Codzienny bohater wzbudzający emocje: atrakcyjna stylistyka może być też funkcjonalna

Porywający styl i maksymalnie praktyczne walory użytkowe – nowa Astra Sports Tourer oferuje to, co najlepsze w obu tych obszarach. Celem projektantów kombi nowej generacji był samochód przyciągający wzrok, który zachowa największe atuty poprzednich wersji modelu, czyli sprawdzoną funkcjonalność w codziennym użytkowaniu.

Tak też się stało. Praktyczna i nowa Astra Sports Tourer, której wymiary zewnętrzne to 4642 x 1860 x 1480 mm (dł. x szer. x wys.) przy progu bagażnika znajdującym się na wysokości około 600 mm, wzmacnia reputację Opla jako lidera w segmencie samochodów kombi i jest kolejnym przykładem wysokich kompetencji marki w zakresie efektywnego projektowania takich modeli. Dla uzyskania niskiego progu załadunku tablicę rejestracyjną przeniesiono ze zderzaka (gdzie znajduje się ona w modelu pięciodrzwiowym) na klapę bagażnika. Ułatwia to załadunek bagażu lub sprzętu, zaś sama przestrzeń bagażowa ma całkowicie płaską podłogę. Za sprawą wyjątkowo krótkiego przedniego zwisu samochód jest o 60 mm krótszy od poprzedniej generacji, ale ma znacznie większy rozstaw osi, wynoszący 2732 mm (+70 mm). Nawet w porównaniu z nową Astrą hatchback to wciąż dodatkowe 57 mm, a zatem i większy komfort dla pasażerów w kabinie.

„Mimo kompaktowych wymiarów nowa Astra Sports Tourer wygląda na niewiele krótszą od Insignii – chociaż w rzeczywistości różnica jest całkiem spora. To wizualne wrażenie osiągamy, wykorzystując płynące, eleganckie linie, w połączeniu z kontrastującym kolorystycznie dachem, który pierwszy raz jest dostępny w kompaktowym kombi” – wyjaśnia Mark Adams. Opcjonalne dwukolorowe nadwozie jest nie tylko nowością w Astrze Sports Tourer, ale także innowacją w tym segmencie, która optycznie wysmukla i poszerza sylwetkę samochodu.

Opel Astra L

Pure Panel z kompletem opcji łączności i intuicyjną obsługą

Przejrzysta, śmiała i minimalistyczna stylistyka jest utrzymana także we wnętrzu. W pełni cyfrowy kokpit z panelem dotykowym jest zorientowany na kierowcę i przenosi użytkownika w zupełnie nowy świat. Interfejs człowiek-maszyna (HMI) oferuje zupełnie nowe wrażenia z intuicyjnej obsługi. Rozległy kokpit (opcjonalnie w wersji całkowicie przeszklonej) jest wyposażony w dwa 10‑calowe wyświetlacze, które wraz z nawiewem od strony kierowcy są płynnie zintegrowane w układzie poziomym. „Jednolita tafla szkła przykrywa cały Pure Panel, aż po jego krawędzie. Tworzy to wyjątkowo nowoczesną i postępową estetykę kokpitu” – mówi wiceprezes ds. projektowania w firmie Opel. Specjalna żaluzyjna warstwa zapobiegająca odbiciom światła w szybie przedniej umożliwiła rezygnację z daszku nad wyświetlaczami i ekranami dotykowymi stosowanego w większości pojazdów.

Opel Astra Sports Tourer (2021)

Podstawową zasadą przy projektowaniu kokpitu był „detoks na maksa”. Projektanci oraz inżynierowie firmy Opel dołożyli wszelkich starań, aby zapewnić kierowcy dostęp do wszystkich niezbędnych informacji i przydatnych opcji – jednak bez obciążania go nadmiarem danych czy funkcji. Dzięki ograniczeniu do minimum fizycznych elementów sterujących w postaci precyzyjnie ułożonych klawiszy, kokpit „Pure Panel” prezentuje optymalną równowagę między cyfryzacją a intuicyjną pracą, pozbawioną drażniących bodźców wizualnych oraz konieczności stosowania podmenu. Opel jeszcze nigdy nie był tak intuicyjny i łatwy w obsłudze, co pozwala kierowcy całkowicie skoncentrować się na prowadzeniu pojazdu i obserwowaniu sytuacji na drodze.

Dzięki platformie Snapdragon® w pełni cyfrowy kokpit Pure Panel oferuje intuicyjną pomoc sztucznej inteligencji, personalizację ustawień dla różnych użytkowników, wsparcie wirtualnego asystenta, reagowanie na polecenia wydawane naturalnym językiem oraz adaptacyjny interfejs człowiek-maszyna.

Opel Astra Sports Tourer (2021)

Nie ma również potrzeby stosowania kabli, ponieważ we wszystkich wersjach nowej Astry, w tym Sports Tourer, do systemów multimedialnych nowej generacji można podłączyć bezprzewodowo smartfony obsługujące standardy Apple CarPlay i Android Auto. Również w tym przypadku naczelną zasadą było stworzenie przejrzystego, w pełni funkcjonalnego i zaawansowanego technicznie rozwiązania, które nie wygląda chłodno ani bezosobowo, ale tworzy poczucie bezpieczeństwa.

Firma Opel już wkrótce rozpocznie przyjmowanie zamówień na nową Astrę Sports Tourer, udostępniając klientom możliwość skonfigurowania wymarzonego samochodu.

W magazynie – Rajski biznes

Wioletta Chiszberg z firmy SOUND MACHINES/SOMA EU opowiada o swojej niezwykłej przygodzie biznesowej na Zanzibarze

rozmawiał: Jarek Dotka

Prowadzi pani dużą firmę specjalizującą się w branży muzycznej. Z racji wyjątkowości sprzętu, który produkujecie, waszymi klientami są giganci z branży, tacy jak Depeche Mode, Madonna czy Radiohead, jesteście widoczni w reklamach Apple’a i słyszalni chociażby w ostatnim wydaniu gry Cyberpunk 2077. Skąd więc wziął się pomysł na hotel na Zanzibarze?

Był to kompletny przypadek. Siedziałam z kolegą, któremu do ręki wpadła pocztówka z Zanzibaru. Rzeczywiście widok był przepiękny. Zdjęcie jak z raju. Powiedział: chciałbym, mieszkać i żyć w tym miejscu. Po chwili ciszy wybuchnęliśmy śmiechem, ale po następnych kilku minutach zaczęliśmy się poważnie zastanawiać, a właściwie czemu nie i co trzeba by było zrobić, aby urzeczywistnić to marzenie. Pomyślałam, że idealnie byłoby mieć miejsce gdzieś na końcu świata, gdzie z jednej strony można by się spotykać z zarządem, najlepszymi pracownikami i klientami naszej firmy, z drugiej, z przyjaciółmi i rodziną.

Macie partnerów biznesowych w różnych częściach świata, więc tak naprawdę nie była to fanaberia, ale w dzisiejszych covidowych warunkach idealne miejsce, w którym można by się spotkać łatwiej niż w Europie.

To prawda, z naszymi partnerami z Rosji, USA czy Niemiec o wiele łatwiej logistycznie spotkać się na Zanzibarze niż w Polsce. Poleciałam więc, by sprawdzić, jakie są możliwości kupna lub wynajęcia odpowiedniej nieruchomości. To co zobaczyłam na miejscu, przerosło moje wyobrażenia. Poczułam się rzeczywiście jak w pocztówkowym raju. Co ważne, od czerwca do września na wyspie panuje zima, która jest dokładnie taka jak nasze lato. Dla Europejczyka idealne warunki do życia 24-28 stopni. Co nie mniej ważne, mieszkańcy są bardzo pomocni i otwarci na cudzoziemców. To co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to ich podejście do życia, które diametralnie różni się od naszego. Tam nikomu się nie spieszy, na wszystko jest czas. Najważniejsza jest radość z tego, co się robi. Ich porzekadło głosi: róbmy wolniej, ale dobrze…

W znalezieniu nieruchomości pomogli polscy księża.

To był rzeczywiście bardzo dobry kontakt i zapoczątkował współpracę ze wspaniałymi ludźmi. Gdy pojechałam do wskazanego ośrodka, miejsce kompletnie mnie oczarowało. Widziałam oczami wyobraźni mój dom i część dla gości. Wyobraźnia była mi bardzo potrzebna, bo budynki były w stanie do kompletnego remontu. Ale to nic, ważne było to, że ocean podchodził do samych budynków. Leżąc na hamaku rozpiętym między palmami można było dotykać fal.

Przygoda z Zanzibarem zaczęła się więc od generalnego remontu.

Postanowiliśmy wykorzystać największy atut tego miejsca, czyli jego ekskluzywność, przede wszystkim rajska plaża, piękna i pusta, leżąca na uboczu. Budynki zostały całkowicie odrestaurowane, powstało też kilka nowych. Obecnie w części hotelowej wszystko jest już gotowe na przyjazd gości. To 6 samodzielnych bungalowów, piętrowy budynek z 6 pokojami z widokiem na ocean oraz VIP house z 4 apartamentami, z których 3 mają po około 40 mkw. Oprócz tego wykańczamy jeszcze największy, 60-metrowy apartament z takim samym tarasem na górze. Na terenie ośrodka jest jeszcze nasz dom z najwyższym tarasem widokowym w okolicy.

Zapewne to jeszcze nie wszystko.

Mamy też bar, restaurację, dom medytacji oraz mega atrakcję dla ludzi związanych z muzyką, czyli studio muzyczne wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt naszej produkcji i kilku zaprzyjaźnionych firm. Od 1 lutego w naszej restauracji będzie pracował jeden z najlepszych kucharzy na wyspie, który wcześniej gotował m.in. dla prezydenta Zanzibaru.

Kto może gościć w waszym ośrodku?

Początkowo mieli to być klienci naszej firmy, czyli SOMA LABOLATORY. To kilkanaście tysięcy muzyków z całego świata. Niestety, covid pokrzyżował te plany. Zaczęliśmy się zastanawiać nad normalną sprzedażą poprzez sieci bookingowe, ale szybko z tego zrezygnowaliśmy, bo nie było to zgodne z naszą ideą wypoczynku przyjacielskiego lub biznesowego.

A na czym to polega?

W ośrodku jednorazowo może przebywać nie więcej niż 50 osób. Naszą ideą jest, aby była to grupa przyjaciół lub rodzina, goście, którzy bukując cały ośrodek chcą odpocząć w doskonałych warunkach, tylko w swoim towarzystwie. Druga grupa to ludzie biznesu. Ci ostatni mogą zaprosić najlepszych lub potencjalnych klientów, najbliższy management albo najlepszych pracowników. Jest to też idealne miejsce na negocjacje albo finalizowanie umów. Zależy nam na tym, aby goście czuli się komfortowo, a cały ośrodek był do ich dyspozycji. W związku z powyższym z pewnością nie będziemy konkurowali ceną,  tylko jakością i ekskluzywnością naszego miejsca.

Oprócz wysokiego standardu apartamentów wasz hotel wyróżnia się również pełną niezależnością i samowystarczalnością.

To bardzo ważne dla gości. Cały teren jest ogrodzony i ochraniany, łącznie z naszą plażą. Zanzibar jest bardzo bezpiecznym miejscem.

Na Zanzibarze Polacy prowadzą duże biznesy hotelowe. Czy jesteście z nimi związani?

Nie. Mamy mały ośrodek oferujący wysoki standard usług, spokój i pewien rodzaj intymności ceniony przez ludzi, którzy chcą uciec od zgiełku wielkich hoteli. To wyjątkowe miejsce, nie tylko ze względu na pogodę i wysoki standard usług. Wielką zaletę Zanzibaru stanowią piękne plaże, wspaniała przyroda i życzliwi, uśmiechnięci mieszkańcy. Trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce na wakacje.

Co lubi Wioletta Chiszberg?

Wypoczynek – „Preferuję kameralny wypoczynek w ciszy i spokoju, najchętniej z książką, a cisza Zanzibaru jest tu wielkim sprzymierzeńcem.”

Kuchnia – „Uwielbiam niezdrowe jedzenie. Na Zanzibarze urzekła mnie tamtejsza kuchnia.”

Hobby – „Pomagam bezdomnym zwierzętom, odnawiam stare meble, nadając im nową duszę. Kocham podróżować.”

Eksperci proponują nową organizację i koordynację edukacji dla dzieci z Ukrainy

Projekt tworzenia w polskich placówkach oświatowych tzw. szkół na uchodźstwie i klas adaptacyjno-przygotowawczych dla ukraińskich dzieci przygotowało wspólnie kilka krajowych organizacji edukacyjnych i gospodarczych. Są wśród nich Fundacja EduTank, Międzynarodowy Instytut Społeczeństwa Obywatelskiego, Izba Gospodarcza Europy Środkowej oraz EduTech Fund. Pierwsza taka klasa ruszyła w poniedziałek w warszawskiej szkole Edison.

Projekt niezależnych ekspertów zostanie przedstawiony w najbliższych dniach do konsultacji Ministerstwu Edukacji i Nauki, Ambasadzie Ukrainy oraz instytucjom i organizacjom związanym z sektorem edukacji. Jest odpowiedzią na rosnący z każdym dniem napływ uchodźców. Według szacunków, w pierwszej dekadzie marca do polskich szkół zapisanych było ponad 20 tys. ukraińskich dzieci, których liczba już za kilka miesięcy może sięgnąć nawet kilkuset tysięcy.

Aby sprostać temu wyzwaniu, musimy w przemyślany sposób zorganizować edukację ukraińskich dzieci, co wymaga dobrej współpracy wielu środowisk i instytucji, szybkich zmian systemowych oraz lepszej koordynacji tego procesu przez państwo. Nie możemy już dłużej działać ad hoc na zasadzie „idziemy na żywioł – jakoś to będzie”, gdyż takie podejście będzie miało fatalne skutki. Przedstawiamy wypracowaną przez nas, koncepcję tworzenia w polskich placówkach oświatowych szkół na uchodźstwie i klas adaptacyjno-przygotowawczych, licząc na rozpoczęcie pilnej dyskusji która wypracuje ostateczne najlepsze rozwiązania – powiedział Mateusz Komorowski, Prezes Międzynarodowego Instytutu Społeczeństwa Obywatelskiego.

Koncepcja, przygotowana na początku marca przez specjalistów z kilku organizacji, zakłada możliwość tworzenia we wszystkich placówkach oświatowych i organizacjach działających w obszarze edukacji – zarówno publicznych jak i niepublicznych – klas adaptacyjno-przygotowawczych oraz specjalnych Szkół na Uchodźstwie, kontynuujących nauczanie zgodnie z programem ukraińskim, a oprócz tego uczących polskiego oraz przybliżających polską kulturę i tradycje.

Celem klas adaptacyjnych ma być przede wszystkim nauka języka, umożliwiająca dalszą edukację w polskiej szkole, a także zapewnienie uczniom z wojenną traumą poczucia bezpieczeństwa, stworzenie warunków do odreagowania napięć i powrotu do normalnej kondycji psychicznej. Każdy z nich miałby zapewnione wsparcie psychologiczno-pedagogiczne, klasy prowadziły zajęcia z ukraińskiej lub polskiej podstawy programowej, a do nauczania polskiego wystarczyły kwalifikacje nauczyciela edukacji wczesnoszkolnej.

Projekt przewiduje również tworzenie przez samorządy lub inne organizacje zajmujące się edukacją, jak fundacje czy stowarzyszenia, specjalnych Szkół dla Uczniów ze statusem uchodźcy wojennego, które kontynuowałyby nauczanie według programu ukraińskiego. Ich kadra ma być rekrutowana spośród nauczycieli przyjeżdzających z Ukrainy, zatrudniana i wynagradzana na podstawie przepisów

stworzonych dla uchodźców, a rok szkolny kończyć się egzaminem z języka polskiego oraz raportem semestralnym, będącymi podstawą do kontynuowania edukacji w szkole w Polsce lub w Ukrainie.

Według ekspertów, potrzeba przede wszystkim lepszej koordynacji działań związanych z organizacja nauki ukraińskich dzieci, dziś rozproszonych i realizowanych przez wiele podmiotów. Jednym z nich będzie tworzona specjalna ogólnopolska platforma internetowa wspierająca m.in. zatrudnianie ukraińskich nauczycieli.

– Jej cel to zapewnienie niezbędnego personelu, identyfikacja potrzeb uczniów i możliwości wsparcia przez placówki edukacyjne. Za jej pośrednictwem nauczyciele ukraińscy szukający pracy oraz rodzice chcący posłać dzieci do szkoły w Polsce będą mogli uzyskać informacje, gdzie istnieją klasy dla uchodźców, jakie zajęcia organizują i jaką dysponują kadrą – powiedział Wojciech Dąbrowski, Prezes EduTech Fund i jeden z uczestników projektu.

Pierwsza z planowanych klas adaptacyjno-przygotowawczych ruszyła w poniedziałek 14 marca w warszawskiej szkole Edison Primary School. Naukę rozpoczęło w niej 11 uczniów z Ukrainy, których liczba prawdopodobnie się zwiększy. To element akcji wspierania przez Edisona uchodźców ze wschodu. Po wybuchu wojny szkoła postanowiła przeznaczyć dla nich jeden ze swoich budynków, które przekształcono w tymczasowy obiekt mieszkalny. Schronienie znalazło w nim 21 osób, w tym 16 dzieci, razem z mamami lub babciami. Dzięki zbiórce wśród rodziców uczniów i zewnętrznych ofiarodawców, która jest nadal kontynuowana, zgromadzono pierwsze niezbędne sprzęty, odzież i wyżywienie. Starszym dzieciom zapewniono edukację w szkole, natomiast młodszym pobyt w prowadzonym przy placówce dwujęzycznym przedszkolu.

Według Agnieszki Olszewskiej, założycielki szkoły Edison, a jednocześnie Prezeski Fundacji EduTank będącej jedna z inicjatorów nowego pomysłu na edukację ukraińskich dzieci, tworzenie klas, w których zaadaptują się one do nowego otoczenia jest warunkiem ich powrotu do normalności.

– Żeby mogły ponownie przyswajać wiedzę, rozwijać się intelektualnie i emocjonalnie, muszą znowu poczuć się bezpiecznie i dostać na starcie wsparcie fachowców. Dlatego bardzo duży nacisk, oprócz nauki języka polskiego, położymy na zajęcia ruchowe, sportowo-rekreacyjne, kulturalne i artystyczne, żeby jak najszybciej zapomniały o wojennych stresach. Tego typu klasy adaptacyjne to szansa na przywrócenie dzieci do normalnego życia i mam nadzieję, że zaczną powstawać także w innych miastach Polski – stwierdziła Agnieszka Olszewska, prezeska Fundacji EduTank.

Inicjatorzy projektu zapowiadają, że będą szukać dla niego wsparcia darczyńców, którym nie jest obojętny los dzieci i młodzieży z walczącej Ukrainy. – Są jednymi z najbardziej poszkodowanych ofiar barbarzyńskiej agresji Rosji i musimy zrobić wszystko, żeby zapewnić im znowu normalne życie i możliwość kontynuacji nauki – podkreślają.

BMW Group nabywa prawa do marki ALPINA

Od ponad pół wieku BMW i producent małych serii z Buchloe niedaleko Monachium ściśle i w zaufaniu współpracują na najwyższym poziomie. Teraz na skutek transformacji w przemyśle motoryzacyjnym zaczyna się nowy rozdział. BMW Group nabywając prawa do marki ALPINA, tworzy jeszcze większą różnorodność motoryzacyjną w swoim segmencie luksusowym. W tej sprawie porozumiały się BMW AG i ALPINA Burkard Bovensiepen GmbH + Co. KG. Zapewnia to długoterminową przyszłość marki ALPINA i firmy Burkard Bovensiepen GmbH und Co. KG.

Realizacja transakcji jest nadal uzależniona od spełnienia różnych warunków zawieszających, w szczególności od zgody właściwych organów antymonopolowych. Wieloletnia umowa o współpracy, która została ostatnio przedłużona o kolejne pięć lat pod koniec 2020 roku, wygasa w dniu 31.12.2025. Uzgodniono, że warunki finansowe nie zostaną ujawnione. Udziały w firmie nie są nabywane.

— Przemysł motoryzacyjny przechodzi obecnie głęboką transformację w kierunku zrównoważonej mobilności. Istniejące modele biznesowe muszą być regularnie kwestionowane. Zakład w Buchloe od ponad pół wieku pokazuje w imponujący sposób, jak z wielką dbałością o szczegóły realizować najwyższej jakości kulturę motoryzacyjną na czterech kołach. Ta pasja do fascynujących samochodów jest również motorem BMW Group. Dlatego rozpoczynamy teraz w naszym długoletnim partnerstwie nowy rozdział. Nabywając prawa do marki, będziemy kształtować długoterminową kontynuację tej tradycyjnej marki z myślą o przyszłości. Bardzo się cieszymy, mogąc powitać markę ALPINA w rodzinie BMW — powiedział Pieter Nota, członek zarządu BMW AG odpowiedzialny za klienta, marki i sprzedaż.

Andreas Bovensiepen, dyrektor zarządzający ALPINA Burkard Bovensiepen GmbH + Co. KG, wyjaśnia: — W porę dostrzegliśmy wyzwania w przemyśle motoryzacyjnym i teraz wyznaczamy właściwy kierunek dla ALPINA, a także dla naszej rodzinnej firmy BOVENSIEPEN. Teraz zaczyna się nowy rozdział. Atrakcyjność marki ALPINA i naszej firmy jest oczywiście ogromne. Celowo zdecydowaliśmy się nie sprzedawać marki ALPINA dowolnemu producentowi, ponieważ BMW i ALPINA współpracują z pełnym zaufaniem od dziesięcioleci. Z tego względu strategicznie słuszną decyzją jest to, że marka ALPINA będzie w przyszłości zarządzana właśnie przez BMW Group.

Współpraca będzie kontynuowana – ale w innej formie: do końca 2025 roku firma rodzinna Bovensiepen, wykorzystując swoją wiedzę inżynierską, będzie kontynuować rozwój, produkcję i sprzedaż pojazdów BMW ALPINA w ramach istniejącej współpracy. Służące za podstawę samochody BMW będą przez ALPINA gruntownie modyfikowane. Dotyczy to silnika i skrzyni biegów, układu jezdnego, aerodynamiki i wyposażenia wnętrza. Samochody BMW ALPINA będą prefabrykowane na liniach montażowych BMW, a ich ostateczny montaż będzie odbywał się w zakładzie w Buchloe. Będą tam również produkowane wnętrza zindywidualizowane zgodnie z życzeniami klientów.

Serwis, części zamienne i akcesoria do istniejącego i historycznego asortymentu pojazdów BMW ALPINA będą długoterminowo zagwarantowane w zakładzie w Buchloe. Współpraca w zakresie obsługi posprzedażnej będzie kontynuowana bez zmian. Ponadto w ramach strategicznej współpracy między obiema firmami rozszerzona zostanie prowadzona w Buchloe istniejąca działalność w zakresie usług rozwojowych dla BMW. Wchodzące w skład firmy rodzinnej przedsiębiorstwo winiarskie będzie nadal działać w niezmienionej postaci.

— BMW i ALPINA to idealne połączenie! Marka ALPINA, która dojrzewała przez ponad 50 lat w ścisłej współpracy z BMW, oferuje wszystko, co przyspiesza puls smakoszy motoryzacji na całym świecie. W mistrzowski sposób balansuje pomiędzy sportowym charakterem, luksusem i ekskluzywnością. Dlatego z przyjemnością przejmujemy prawa do marki ALPINA i będziemy ją wykorzystywać w przyszłej ofercie BMW — mówi Jens Thiemer, starszy wiceprezes ds. klientów i marki BMW.

— Będziemy kontynuować dzieło życia naszego ojca i inwestować w równie znaną nazwę BOVENSIEPEN. Dzięki naszemu doświadczeniu i wysokim standardom jakości będziemy w przyszłości wprowadzać na rynek kolejne przekonujące oferty mobilne — wyjaśnia dyrektor zarządzający Florian Bovensiepen: — Bez naszych kreatywnych, zdolnych i lojalnych pracowników nie bylibyśmy w stanie odnieść takiego sukcesu jako ALPINA. Wykorzystujemy siłę naszej firmy, naszego zespołu i naszych rodzin, aby dokonać tej reorientacji we właściwym momencie. Jednocześnie zdajemy sobie wraz z BMW Group sprawę z naszej odpowiedzialności społecznej wobec pracowników i dołożymy wszelkich starań, aby złagodzić wszelkie potencjalne skutki tej reorganizacji.

Emerytura po amerykańsku

O emerytach mówi się różnym kontekście, o ich postawach, rzadziej o problemach, z jakimi muszą się borykać, aby przeżyć. Nikt jednak nie skupia się nad ich losem, który zdaje się być zaprogramowany na marne dożycie…

Autor: Aureliusz Herczakowski

Właśnie, dożycie do czego? Do śmierci? Dla jednych emeryci są dobrzy, bo właściwie głosują, dla drugich źli, bo źle głosują, liczy się jedynie ich użyteczność. Ani jedni, ani drudzy nie dotykają jednak istoty problemu, co w konsekwencji prowadzi do tego, że seniorzy idą za tymi, którzy im więcej dają. A przecież są to wspaniali, zasługujący na dostojne życie ludzie, których jesteśmy spadkobiercami.

Raj ciepłolubnych

Kilka styczniowych dni spędziłem w USA u dziadków w Kings Point na Florydzie. To położone nieopodal Tampy osiedle domków charakteryzuje się tym, że zamieszkują je głównie ludzie starsi z całych Stanów Zjednoczonych. Nie jest to miejsce wyjątkowe, bo takich miejsc na terenie USA są tysiące. W Kings Point, jak mawia dziadek, mieszkają ciepłolubni. W kategoriach znanych mi emerytów to miejsce można z całą pewnością nazwać rajem, tutaj nikt tego tak nie nazywa, bo to zupełnie normalna sprawa. Wśród mieszkańców nie widać specjalnych różnic. Korzystają z tych samych atrakcji ośrodka, placów gier, z tych samych kortów, z tego samego pola golfowego i kilku basenów.

Jedyne różnice, które można tutaj dostrzec, to wystawność domów, które kosztują tu od 100 tys. do 500 tys. dol.  Ups… Już czuję, jak część czytelników zastanawia się nad przeprowadzką tutaj, po sprzedaniu mieszkania w Polsce. Przy okazji wspomnę, że nieruchomości na terenie USA mogą nabywać jedynie obywatele lub stali rezydenci, tak że zamiana mieszkania w Warszawie na domek na tym osiedlu musi uwzględniać także sprawy rezydencji.

Wracając do mieszkańców osiedla. Są wśród nich ludzie o różnej zasobności, ale każdy ma samochód i wózek golfowy. Ci bogatsi mają po prostu lepsze samochody, zaczynając od pięknych oldtimerów po Ferrari i Bentleye. W zależności od poczucia młodzieńczości, jedni jeżdżą motocyklami Harley Davidson, na terenie osiedla działa prężnie klub Harleyowców, drudzy mają w pobliskiej marinie piękne jachty warte kilka milionów dolarów. Ale nie to jest istotą tego miejsca. Otóż najważniejsze jest to, że stać na to człowieka, kto przepracował w USA kilkanaście lat.
System emerytalny oparty o social security, wynikający z ilości przepracowanych lat, zapewnia podstawę egzystencji na poziomie 25-100 tys. dol. rocznie, zgodnie z zasadą: dłużej pracujesz więcej masz. Reszta pieniędzy, z których korzystają tutejsi emeryci, pochodzi z funduszy inwestycyjnych, które, jak wiadomo, są mniej lub bardziej ryzykowne. Kto bardziej ryzykuje, zarabia więcej, zwolennik mniejszego ryzyka zyskuje mniej. Sama podstawowa emerytura nie wystarczyłaby, by zamieszkać na opisywanym osiedlu.

Beatlesowskie 64

Spójrzmy na singla w wieku beatlesowskim – 64 lata – który poza social security przez ostatnie 10 lat przed przejściem na emeryturę odkładał rocznie 10 tys. dol. Jest to możliwe, ponieważ średnie wynagrodzenie nauczyciela, policjanta, czy też urzędnika to około 50 tys. dol. rocznie. Procent składany bezpiecznego funduszu inwestycyjnego w ostatnich 10 latach wyniósł np. 230 proc.  Zatem singiel ma do dyspozycji 230 tys. dol. plus emeryturę z social security. Za tę kwotę na tym osiedlu uzyska dom o powierzchni 180-200 mkw., wyposażony w 3 sypialnie, 3 łazienki i 2 garaże. Nikt nie kupuje jednak domu za gotówkę… Rata kredytu wynosi około 1200 dol. miesięcznie.

Utrzymanie domu też nie jest specjalnie kosztowne. Za 600 dol. miesięcznie otrzymuje się pełną obsługę posesji: koszenie trawy, malowanie domu, wymianę dachu co 10 lat, dostęp do wszystkich atrakcji, które wymieniłem wcześniej. Za dodatkowe 50 dol. miesięcznie można wykupić ubezpieczenie serwisowe wszystkiego, co jest w domu i może się zepsuć – pralki, zmywarki, lodówki, etc. Koszty domu z utrzymaniem to więc około 2000 dol. miesięcznie. Jeśli jeszcze dodam, że w większości domki zamieszkują pary, które pracowały nie kilkanaście lat, ale np. 30 lat, to mamy do czynienia z regularnymi milionerami, którzy prowadzą wspaniałe życie, troszcząc się wyłącznie o swoje zdrowie i kondycję, bo resztę zapewnia im system. Nie dziwi zatem fakt, że średnia wieku dożycia mieszkańców osiedla jest wyższa od średniej o 9 lat i wynosi 88 lat.

Lazy days emeryta

Z mojego punktu widzenia wyglądało to tak: mam zwyczaj sypiania przy otwartym oknie, więc uczestniczyłem w życiu całej machiny osiedla już od godziny 4 rano, kiedy zaczynają prace automatyczne zraszacze trawy. Hałaśliwe bestie, więc większość mieszkańców śpi przy zamkniętych oknach korzystając z klimatyzacji lub ma wyłączone zraszacze przy swoich oknach. Temperatura, niestety, albo na szczęście, jest tutaj tropikalna. W nocy w styczniu utrzymuje się około 20oC  w dzień 27-30oC. Wiele jednak daje chłodny wiatr znad Zatoki Meksykańskiej, więc upał nie jest tak dotkliwy jak np. w Miami.

O godz. 6, tuż po wschodzie słońca, pojawiają się kosiarze, którzy, na szczęście, korzystają z kos i kosiarek akumulatorowych, bardzo cichych.

Około godz. 7 słychać na osiedlu lekki ruch wózków golfowych, to mieszkańcy jadą do siebie nawzajem na śniadanie lub do jednej z kilku restauracji lub barów na osiedlu. Po śniadaniu u naszych dziadków odbywa się godzinny rytuał czytania prasy przy kawce. Około 9 zaczyna się ruch na polach golfowych, kortach i placach do gry. Około godz. 11, kiedy upał już mocno doskwiera, większość wyrusza na zakupy lub spacery po klimatyzowanych molach. Inni wracają do domów, by oddać się swoim pasjom i tak wygląda to mniej więcej do godz. 14. Oczywiście w tym samym czasie na osiedlu trwają prace naprawcze i konserwacyjne dróg, chodników, etc.

Około godz. 14 rozpoczyna się pora lunchu i bez rezerwacji stolika w osiedlowych barach i restauracjach o lunchu można zapomnieć, więc ruszamy samochodem do pobliskiej Tampy popływać łodzią i znaleźć jakiś miły lokal, co udaje nam się bez większego trudu. Nawiasem mówiąc Tampa to przepiękne, bogate miasto – temat na inny artykuł. Około godz. 17 najedzeni dopływamy do portu, krótki spacer i powrót na osiedle, które już tętni życiem. Jako że jesteśmy w strefie tropikalnej, zmierzch trwa tu kilka minut i około 18 jest już ciemno, ale osiedlowe puby i kluby zaczynają działać pełną parą i życie towarzyskie kwitnie przy piwku, winie i mocniejszych trunkach. Da się usłyszeć wędkarskie i morskie opowieści, sprośne żarty, biesiadne śpiewy, a towarzyszą temu tańce.

Nasi dziadkowie są miłośnikami jazzu i niekoniecznie dobrze się odnajdują w klimatach country music, ale co ciekawe, w pobliżu osiedla są dwa renomowane kluby jazzowe, gdzie grywają prawdziwe supergwiazdy. Dodam, że na terenie osiedla są dwa teatry z dużymi scenami, na których realizowane są poważne koncerty. W najbliższym czasie zagrają: Barbra Streisand, Cher, Elton John… Osiedle wydaje swój ponadstustronicowy kwartalnik, w którym znajdują się zapowiedzi wszystkich imprez. Oczywiście jest też wydanie internetowe.

Dla mnie, jako miłośnika muzyki, najwspanialsze jest to, że w każdą środę zawodowi muzycy żyjący na tymże osiedlu jamują do muzyki Davisa, Coltrane’a, Rollinsa, a robią to na takim poziomie, że szczękę musiałem z podłogi podnosić. Około godz. 22 życie osiedla zamiera, słychać wracających z pubów wesołych mieszkańców. Około godz. 4 znowu włączają się zraszacze…

Tak zorganizowana, powtarzalna beztroska zapewnia uśmiech na twarzach wszystkich, z którymi witam się pozdrowieniem Happy New Year jadąc rankiem dziadkowym meleksem do włoskiej piekarni po świeże bagietki. Wspaniałe życie wśród zabawnych i pełnych humoru przyjaciół.
Mógłbym jeszcze wiele pisać o tym emeryckim raju. Myślę, że tych kilka zdań uświadamia jak naprawdę powinno wyglądać życie seniora w cywilizowanym kraju. Warto zauważyć, że ośrodek na takim poziomie i przy amerykańskich cenach to nierealne marzenie dla mieszkańca naszego kraju. Nie ma u nas luksusowych domów opieki w tej cenie, a wspomniane wyżej 600 dol. miesięcznej opłaty to połowa ceny pobytu w dwuosobowym pokoju o niskim standardzie w ponurym prywatnym domu starców. Za zachodnią granicą wprawdzie można znaleźć porządne ośrodki dla seniorów, ale opłaty to wielokrotność polskich stawek. Nasuwa się pytanie: jakim cudem w USA, gdzie przecież nikt nie dokłada do biznesu, powstały ośrodki zapewniające emerytom godne życie za rozsądne pieniądze, a w Europie nie jest to możliwe? Może to nisza, którą powinni okryć nasi inwestorzy?

Grupa AUTO1 sprzedała w zeszłym roku w Europie niemal 600 tys. samochodów używanych

Od momentu kiedy założyciele Grupy AUTO1, Christian Bertermann i Hakan Koç, stworzyli swój rewolucyjny koncept, rozpoczęła się transformacja procesów kupna i sprzedaży aut używanych w Europie. Ciekawostką jest, iż narodziny idei sprzedawania samochodów online zainicjował fakt, że któregoś dnia babcia Christiana poprosiła go o pomoc w sprzedaży starego Mercedesa 190D. To wydarzenie pomogło Christianowi oraz Hakanowi odkryć wiele problemów, z którymi borykają się sprzedawcy samochodów używanych. Od lutego 2021 r. Grupa AUTO1 jest notowana na giełdzie we Frankfurcie, a sama firma jest największym sprzedawcą aut używanych online w Europie, działającym w ponad 30 krajach i współpracującym z ponad 60 tys. dealerów. W 2020 r. firma osiągnęła przychód w wysokości 2,83 mld Euro. W czasie swojego istnienia Grupa AUTO1 dokonała także prawdziwego przełomu technologicznego na rynku aut używanych, za sprawą rewolucyjnych rozwiązań cyfrowych, dzięki którym dealerzy mogą digitalizować swoją działalność.

W Polsce Grupa AUTO1 zatrudnia obecnie ponad 400 pracowników i posiada cztery biura: w Lublinie, Katowicach, Szczecinie i Warszawie. Biuro w stolicy pełni też rolę siedziby głównej całego obszaru Centralnej i Wschodniej Europy, który obejmuje 11 (oprócz Polski) krajów: Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Czarnogórę, Czechy, Estonię, Litwę, Łotwę, Macedonię Północną, Serbię, Słowację i Ukrainę. Grupa AUTO1 rozpoczęła swoją działalność w Polsce osiem lat temu, uruchamiając jako pierwszą na polskim rynku markę AUTO1.com, skierowaną do segmentu biznesowego. Platforma internetowa AUTO1.com, dzięki której dealerzy, firmy leasingowe i wypożyczalnie samochodów mogą szybko i łatwo sprzedawać swoje samochody przez Internet, wywróciła rynek samochodów używanych do góry nogami. Ponadto, zainteresowani klienci mogą korzystać z całego rynku europejskiego oraz potencjału oferowanego przez markę konsumencką wirkaufendeinauto.de z 400 punktami odbioru (samochody sprzedawane przez klientów prywatnych). W AUTO1.com wszystko dzieje się 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, w całej Europie. Dzięki aukcjom na AUTO1.com polscy sprzedawcy uzyskali nieograniczony dostęp do rynków Europy Zachodniej. Pandemia COVID-19 sprawiła, że również Polacy szczególnie docenili zalety tej internetowej platformy sprzedaży samochodów.

– Mimo niedoboru nowych samochodów oraz silnych wahań kursów walut widzimy rosnące zainteresowanie wykorzystaniem naszej platformy sprzedaży polskich samochodów do partnerów z całej Europy. AUTO1.com posiada ponad 60.000 aktywnych partnerów, którzy codziennie poszukują aut dla swoich działalności gospodarczych. W tym roku wielu z nich po raz pierwszy zdecydowało się na pozyskanie samochodów z Europy Wschodniej. Dla polskich firm była to również pierwsza okazja do sprawdzenia alternatywnych form sprzedaży do klienta detalicznego. Wierzymy, że prostota tego rozwiązania, eliminacja ryzyk związanych z rękojmią – szczególnie w kontekście jej znaczącego rozszerzenia – spowoduje, że taka forma sprzedaży wpisze się na stałe do wachlarza stosowanych rozwiązań – powiedział Piotr Baranowicz, Vice President w Grupie AUTO1 na Europę Środkowo-Wschodnią.

Nowością w portfolio produktów AUTO1.com jest EVA app – innowacyjna, w pełni zintegrowana platforma wyceny samochodów używanych działającą w systemach Android i iOs oraz online. Od teraz dealerzy mogą nie tylko wyceniać swoje samochody na urządzeniach mobilnych, ale także zmieniać ceny, przyjmować oferty lub ponownie wprowadzać samochód na aukcję. Dzięki tym cechom aplikacja AUTO1 EVA jest określana najbardziej zaawansowaną aplikacją remarketingową w europejskim przemyśle motoryzacyjnym.

W Polsce coraz bardziej na popularności zyskuje także konsumencka marka Grupy AUTO1 – Autohero, salon internetowy, w którym klienci mogą kupić używany samochód, następnie zlecić jego dostawę, a na koniec dostarczyć je bezpośrednio do domu.

Wojciech Gryciuk

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...