.
Strona główna Blog Strona 139

Huawei P50 Pro i składany Huawei P50 Pocket od dzisiaj dostępne w Polsce

Huawei wprowadził dzisiaj do sprzedaży w Polsce dwa nowe smartfony z flagowej serii P – Huawei P50 Pro, wyróżniający się zaawansowanymi możliwościami fotograficznymi oraz Huawei P50 Pocket, pierwszy smartfon marki, który można złożyć na pół w wygodną, kieszonkową formę.  Od dziś do 8 lutego trwa oferta przedsprzedażowa. Huawei P50 Pro, którego cena regularna wynosi 5 499 zł, w przedsprzedaży można kupić w zestawie ze słuchawkami Huawei FreeBuds 4 wykorzystując przy tym kupon rabatowy o wartości 500 zł. Z kolei Huawei P50 Pocket, którego regularna cena wynosi 6 499 zł, dostępny jest w zestawie ze słuchawkami FreeBuds Lipstick i również z możliwością wykorzystania kuponu rabatowego o wartości 500 zł.

Najnowsze smartfony w ofercie przedsprzedażowej ze słuchawkami dostępne są w sklepie internetowym huawei.pl, w sklepie Huawei Warszawa w centrum handlowym Westfield Arkadia oraz w sklepach Media Expert, RTV Euro AGD, Media Markt, x-kom, Neonet, Komputronik, w strefie marki na Allegro oraz w sieci Plus. W sieci Play klienci w okresie promocyjnym mogą kupić smartfony w prezencie ze smartwatchem Huawei Watch GT 3 (46 mm) Active albo Huawei Watch GT 3 (42 mm) Active. Oferta przedsprzedażowa może różnić się w zależności od partnerów – szczegóły dostępne są w sklepach, również na temat sposobu skorzystania z kuponu rabatowego o wartości 500 zł.

Huawei P50 Pro dostępny jest w dwóch wersjach kolorystycznych – złotej i czarnej, a Huawei P50 Pocket – w kolorze białym.

Dodatkowo wszyscy, którzy od dnia premiery do 30 marca zdecydują się na zakup Huawei P50 Pro lub Huawei P50 Pocket, otrzymają darmową, półroczną ochronę ekranu. Oferta obejmuje jednorazowe skorzystanie z bezpłatnej naprawy stłuczonego lub uszkodzonego wyświetlacza.

Huawei P50 Pro – najbardziej zaawansowany fotograficznie smartfon od Huawei

Smartfony z serii Huawei P50 wyróżniają się na rynku swoimi zaawansowanymi możliwościami fotograficznymi. Model P50 Pro wyposażony został w podwójny moduł fotograficzny, optykę Huawei XD oraz technologię True-Chroma. Najnowszy system aparatów Dual-Matrix Camera składa się z aparatu głównego 50 MP, aparatu monochromatycznego 40 MP, aparatu 13 MP z obiektywem ultraszerokokątnym oraz aparatu 64 MP z teleobiektywem, a także laserowego czujnika odległości
i diody doświetlającej.

Rewolucyjna optyka Huawei XD umożliwia rejestrowanie obrazu tak, jak ludzkie oko – pierwszy raz
w branży konstrukcja optyczna została wyposażona w możliwości przetwarzania obrazu, aby stworzyć kompleksowy system korekcji niedoskonałości i przywracania szczegółów. Pozwala to wzmocnić rejestrowany sygnał nawet o 25%.

W Huawei P50 Pro zastosowany został ulepszony procesor obrazu XD Fusion Pro z technologią True-Chroma, nowy system filtrów koloru oraz technologia Super HDR, dzięki czemu szczegóły są lepiej widoczne, detale uwypuklone, a kolory bardziej żywe.

Technologia przetwarzania obrazu True-Chroma zapewnia również najwyższą precyzję
w odwzorowaniu rzeczywistych kolorów. System wykorzystuje 10-kanałowy czujnik multispektralny, który obsługuje kalibrację ponad 2000 kolorów z szerokiej gamy P3 i zwiększa dokładność rejestrowanego światła otoczenia o 50%, a odcieni barw o 20%, dzięki czemu kolory są bardziej zróżnicowane i dokładnie odwzorowane.

Huawei P50 Pro wyposażony jest w zupełnie nowy system filtrów Super Color, umożliwiający matrycy kolorowej i monochromatycznej przepuszczanie większej ilości światła. W warunkach słabego oświetlenia, szczegóły są bardziej widoczne, a obraz jaśniejszy. Innowacyjna technologia Super HDR rejestruje o 28% więcej zakresu dynamicznego, zapewniając lepszą wydajność podświetlenia, podczas gdy światło i cienie są zoptymalizowane, tworząc bogatsze tekstury i płynniejsze przejścia tonalne.

Huawei P50 Pro obsługuje nawet 100-krotne przybliżenie fotografowanych obiektów oraz nagrywanie wideo 4K w pełnym zakresie ogniskowych. Nowe rozwiązanie stabilizacji obrazu AIS Pro ułatwia nagrywanie stabilnych filmów z ręki, nawet w powiększonym trybie poklatkowym 4K. Smartfon wyposażony jest również w przedni aparat do selfie 13 MP z ultraszerokim kątem.

Elegancki design, unikalne wrażenia z użytkowania

Huawei P50 Pro wyposażony jest w 6,6-calowy, zakrzywiony ekran OLED obsługujący pełną gamę kolorów P3. Wysoka częstotliwość odświeżania 120 Hz zapewnia płynniejszy obraz, a częstotliwość próbkowania dotykowego 300 Hz – szybszy czas reakcji wyświetlacza. Ekran smartfona obsługuje 1,07 miliarda kolorów, a technologia True-Chroma pozwala na wyświelanie kolorów z dokładnością porównywalną z profesjonalnymi wyświetlaczami. Smartfon wyróżnia się również specjalną technologią przyciemniania ekranu, która jest zaprogramowana na 1440 Hz, co pozwala na uzyskanie ponad 10 tysięcy indywidualnych punktów regulacji jasności. Smartfon ma lekką, kompaktową konstrukcję – jego grubość to zaledwie 8,5 mm, a waga – ok. 195 gramów. W Huawei P50 Pro zmieściły się również głośniki z dźwiękiem przestrzennym i mocnym basem.

Jeszcze szybszy, jeszcze mocniejszy

Huawei P50 Pro wspiera superszybkie ładowanie przewodowe (66 W SuperCharge) oraz bezprzewodowe (50 W SuperCharge). Zasilany pojemną baterią 4360 mAh i napędzany procesorem Snapdragon 888 w połączeniu z innowacyjnym oprogramowaniem EMUI 12, zapewnia jeszcze lepsze i płynniejsze działanie.

Huawei P50 Pocket – pierwszy smartfon Huawei składany na pół w kompaktową formę

Huawei P50 Pocket to pierwszy smartfon Huawei, który można złożyć symetrycznie na pół w wygodną, smukłą, kieszonkową formę. Smartfon wyróżnia się na rynku nie tylko unikalnym designem, ale podobnie jak w przypadku Huawei P50 Pro, również innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi i potężnym aparatem. Smartfon obsługuje zupełnie nowy poziom jakości obrazu i odwzorowania kolorów dzięki ulepszonemu rozwiązaniu Huawei XD Fusion Pro z technologią Ultra Spectrum Image. Mechanizm składania nowej generacji i konstrukcja Multi-Dimensional Lifting sprawia, że urządzenie jest smukłe, a ekran idealnie gładki po rozłożeniu. Ponadto technologia zawiasów wielowymiarowych zapewnia większą trwałość i wytrzymałość. Huawei P50 Pocket jest niezwykle kompaktowy – mierzy zaledwie 15,2 mm grubości po złożeniu i 7,2 mm grubości po rozłożeniu.

Huawei P50 Pocket oferuje duży, 6,9-calowy wyświetlacz o proporcjach 21:9, a dzięki wyświetlaczowi HDR obsługującemu pełną gamę kolorów P2, zapewnia wyjątkowe wrażenia wizualne. Wysoka częstotliwość odświeżania 120 Hz gwarantuje płynniejszy obraz, a częstotliwość próbkowania dotykowego 300 Hz – szybszy czas reakcji wyświetlacza. Ekran obsługuje 1,07 miliarda kolorów oraz technologię wyświetlania True Chroma. Mały, dotykowy ekran 60 Hz na obudowie zapewnia łatwy dostęp do wybranych usług, na przykład do odtwarzania muzyki, sprawdzania kalendarza, robienia zdjęć oraz zarządzania powiadomieniami. Smartfon wyposażony jest w tryb Super Privacy – po złożeniu Huawei P50 Pocket automatycznie wyłącza kamery, mikrofon i lokalizację, które są ponownie włączane dopiero po jego rozłożeniu.

Huawei P50 Pocket wyposażony jest w pojemną baterię 4000 mAh i obsługuje ładowanie Huawei SuperCharge 40 W, co z w połączeniu z procesorem Snapdragon 888 zapewnia szybkie i płynne działanie smartfona.

Nowa wizja fotografii mobilnej

Huawei P50 Pocket wyposażony jest w moduł fotograficzny Ultra Spectrum Camera Matrix – składa się z aparatu True-Chroma 40 MP, 13 MP obiektywu ultraszerokokątnego, aparatu Ultra Spectrum
o rozdzielczości 32 MP oraz 10-kanałowego czujnika wielozakresowego i lampy błyskowej. Aparat ma wbudowany procesor obrazu Huawei XD Fusion Pro, wspierany przez technologię przetwarzania obrazu True-Chroma. System ten wykorzystuje 10-kanałowy czujnik multispektralny, który obsługuje kalibrację ponad 2000 kolorów z szerokiej gamy P3 i zwiększa dokładność rejestrowania światła otoczenia o 50%, a odcieni barw o 20%. Obiektyw szerokokątny ma pole widzenia 120 stopni, co pozwala uwiecznić pejzaże, widoki oraz zapewnia klarowność makrofotografii.

Innowacyjna funckja Ultra Spectrum Fluorescence Photography pozwala uchwycić na zdjęciach elementy niewidoczne dla ludzkiego oka. Huawei P50 Pocket obsługuje nagrywanie wideo 4K w pełnym zakresie ogniskowych. Nowe rozwiązanie stabilizacji obrazu AIS Pro umożliwia również nagrywanie stabilnych ujęć z ręki, nawet w powiększonym trybie poklatkowym.

Ford Polska udostępnia cenniki E-Transita

Dilerzy Forda w Polsce rozpoczęli przyjmowanie zamówień na pierwszy w pełni elektryczny samochód dostawczy w historii marki – E-Transit. Ceny samochodu rozpoczynają się od 223 570 zł (cena detaliczna bez VAT).

Ford Polska oferuje swoim klientom E-Transita w 22 wariantach opartych na wersji wyposażenia Trend. Wszystkie są wyposażone w umieszczone pod podłogą akumulatory o pojemności użytecznej na poziomie 67 kWh.

Samochód jest dostępny w trzech rodzajach nadwozia – van, van brygadowy oraz podwozie z pojedynczą kabiną. Każda wersja jest dostępna w dwóch wersjach silnikowych o mocy 184 KM albo 269 KM. W obu przypadkach maksymalny moment obrotowy wynosi 430 Nm, a napęd przekazywany jest na tylne koła.

Jako van samochód dostępny jest w dwóch wariantach – 350 (dopuszczalna masa całkowita pojazdu 3 500 kg) i 425 (dopuszczalna masa całkowita pojazdu 4 250 kg). Do wyboru są również dwie wysokości dachu: H2 (średni) oraz H3 (wysoki), a także trzy możliwości rozstawu osi: L2 (średni), L3 (długi) oraz L4 (długi – wydłużone nadwozie). Ładowność samochodu wynosi od 720 kg w wersji 350 L3H2 aż do 1 630 kg w wersji 425 L3H2.

E-Transit van brygadowy jest dostępny wyłącznie w wersji o dopuszczalnej masie całkowitej 4 250 kg i rozstawie osi L3. Do wyboru pozostaje wysokość dachu – H2 i H3.

E-Transit podwozie z pojedynczą kabiną jest dostępny zarówno w wersji 350, jak i 425. Do wyboru jest także rozstaw osi – L3 i L4.

Zasięg dostępnych w Polsce wersji wynosi od 240 kilometrów dla wersji 350 L4H3 do 308 km dla wersji 425 L4H3.

Ceny modelu rozpoczynają się od 223 570 zł (cena detaliczna bez VAT) za wersję E-Transita podwozie z kabiną serii 350 L3 i silnikiem elektrycznym o mocy 184 KM. Cennik vana rozpoczyna się od 230 575 zł, a brygadowego vana od 242 460 zł.

Produkcja modelu rozpocznie się w lutym 2022 roku. Pierwsze modele trafią do Polski jeszcze w tym roku.

PANEK CarSharing gra z WOŚP

PANEK CarSharing, największy polski dostawca usługi wynajmu samochodów na minuty dołączył do największej orkiestry świata, w 30-tym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, przekazując na aukcje charytatywne dwa samochody z Grupy RETRO. Zaporożec 968 i Syrena 105L już w pierwszych godzinach aukcji osiągnęły ceny ponad 20 tysięcy złotych każdy, a ich wartość stale rośnie. Zwycięzcy licytacji będą mogli cieszyć się samochodami na własność.

PANEK S.A. jako firma od ponad 21 lat związana z motoryzacją nie mogła postąpić inaczej, niż przekazać na aukcję jeden ze swoich samochodów, zatem po słynnym Rolls-Royce Silver Shadow oraz Pontiacu Trans Am, zmodyfikowanych przez Braci Collins, Ferrari, które było dodatkiem do książki Radka Kotarskiego, a także autach zbudowanych przez TVN Turbo nadeszła pora na coś od PANEK CarSharing.

Pierwszy na aukcję trafił Zaporożec 968 – samochód dla prawdziwego mężczyzny, pojazd wyjątkowy, który poprowadzić może jedynie dobrze umięśniony Macho i ktoś, kto jest w stanie poprowadzić wypełnioną po brzegi wywrotkę marki KRAZ bez wspomagania kierownicy i układu hamulcowego. Ta perła motoryzacji Wschodu łączy w sobie wszystko to, co jest uosobieniem Zachodu, a więc smukłą linię nadwozia w stylu coupe jak w Mercedesie, tylny napęd jak w BMW i silnik umieszczony z tyłu jak w Porsche. Wszystko to zamknięte w niezniszczalnej radzieckiej konstrukcji.

„Uszaty”, jak jest pieszczotliwie nazywany przez mieszkańców Rosji i państw byłego Związku Radzieckiego to samochód na wskroś wyjątkowy. Niektórzy mówią, że jest kopią niemieckiego NSU Prinz, ale prawda jest taka, że choć można się dopatrzyć fizycznych podobieństw, to Zaporożec 968 jest projektem o wiele bardziej przemyślanym i dostosowanym do ciężkich warunków zimowych jakie panują na Północy Rosji, a także najlepszym kompanem na survivalowe wyprawy. Zaporożec wyposażony jest w dodatkowe ogrzewanie, dzięki któremu największe mrozy da się przetrwać w krótkiej koszulce, a po wjechaniu na zamarznięte jezioro i podniesieniu klapy w podłodze po stronie pasażera da się bez problemu łowić ryby w przeręblu. Które inne auto to potrafi? Dodatkowo lekki przód i tylny napęd pozwalają poczuć się zimą jak Tommi Makinen na fińskich OES-ach i to przy prędkości 50 km/h!

„To dla nas zaszczyt, że jako PANEK CarSharing możemy dołączyć do największej orkiestry świata w tym wyjątkowym 30-tym finale! PANEK S.A. jest polską firmą z polskim kapitałem, która od ponad 21 lat prowadzi swoją działalność na polskim rynku. Na aukcję 30. Finału WOŚP oddaliśmy już Zaporożca 968, który był ozdobą Grupy RETRO w usłudze PANEK CarSharing. Ogromne zainteresowanie tym pojazdem sprawiło, że postanowiliśmy pójść jeszcze dalej i zdecydowaliśmy się wystawić na aukcji kolejny pojazd, który jak żaden inny kojarzy się z polską motoryzacją.” – powiedział Konrad Panek, Marketing Manager w PANEK CarSharing. „Decyzja była szybka i nie podlegała dyskusji. Na aukcję WOŚP oddajemy Syrenę, samochód, który zmotoryzował powojenną Polskę i w swoich czasach był obiektem westchnień każdego, kto marzył o własnych czterech kołach. Kowalski nie miał w tamtych czasach wielkiego wyboru, aż do roku 1957, kiedy to Fabrykę Samochodów Osobowych w Warszawie opuściła Syrena – nowoczesny samochód małolitrażowy z drewnianą ramą przestrzenną obudowaną płytą pilśniową i dwucylindrowym, dwusuwowym silnikiem, którego protoplastą była strażacka motopompa.”- dodaje Konrad Panek.

Syrena 105 Lux, która trafiła na aukcję 30 finału WOŚP to jednak samochód z zupełnie innej epoki. Wyprodukowany w 1979 roku pocisk zbudowano w oparciu o stalową ramę i blaszane poszycie, a pod maską pracuje nie dwu-, a trzycylindrowy silnik o nieskomplikowanej konstrukcji i mocy 40 KM, gotowych wyrwać rubensowskie kształty Królowej Polskich Szos spod każdych świateł i rozpędzić je do prędkości 120 km/h! (podobno… i nie próbujcie tego w domu). Wszystko to przy akompaniamencie charakterystycznego i niepodrabialnego dźwięku wkręcającego się na obroty silnika. Jesteśmy pewni, że gdyby Richard Wagner żył w drugiej połowie XX wieku, to komponując „Cwał Walkirii” wzorowałby się na dźwięku rozpędzającej się Syreny.

Potwierdzeniem wyjątkowości Syreny 105L od PANEK CarSharing niech będzie fakt, że wystawiony na aukcję egzemplarz wyposażony jest w czterobiegową skrzynię biegów z drążkiem zmiany w podłodze (tylko w modelu 105 Lux, wcześniej przy kierownicy), a auto powstało w czasach, gdy w Imperialistycznej Europie Zachodniej produkowano takie samochody jak Mercedes W123, Volkswagen Golf i Renault 5, a w Polsce Polonez, Fiat 125p i 126p. To także prawdopodobnie jedyny egzemplarz na świecie odpalany nie z kluczyka, a za pomocą przycisku! Stan techniczny auta potwierdzony został ekspertyzą rzeczoznawcy, a przegląd techniczny ważny jest do stycznia 2023 roku.

PANKOWA Syrena 105 Lux podczas swojej obecności w usłudze CarSharingu przejechała 10 442 km i wypożyczona została 2937 razy przez 2118 użytkowników, a największy fan pokonał nią równe 100 kilometrów.

Z kolei Zaporożec 968 został wyprodukowany w 1976 roku, a pod jego maską pracuje 4-cylindrowy silnik w układzie V o pojemności 1196 cm3 i mocy 41 KM. Jego łączny przebieg to 70 591 km. Zaporożec jeżdżąc w barwach PANEK CarSharing przejechał łącznie 1428 kilometrów i wypożyczany był 359 razy. Jeden z użytkowników jeździł nim aż 13 razy i nawinął na koła 138 km.

Zachęcamy Państwa do publikacji informacji prasowej oraz licytacji. Wylicytowana kwota zasili konto trzydziestego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Aukcje samochodów od PANEK CarSharing kończą się w poniedziałek 31 stycznia.

Volkswagen Arteon Plug-in Hybrid – ekologiczny skok do klasy premium

Ktoś patrząc na niego mógłby powiedzieć, że to taki ładniejszy Passat. Wrażenie może być tym bardziej mylące, że jego poprzednik, model CC faktycznie był trochę ładniejszym i mniej praktycznym Passatem. Arteon pełni obecnie rolę flagowego okrętu, musi więc odznaczać się czymś bardzo wyjątkowym. Co ciekawe, producent wcale nie poszedł w kierunku absolutnego komfortu, a swojej szansy upatruje w sportowych genach.

tesował: Michał Garbaczuk

Tylko nie mów o mnie „Passat”

Zanim przejdę do wrażeń z jazdy, pozwólcie że przytoczę kilka liczb opisujących poszczególne wymiary Arteona i Passata w wersji sedan. Arteon jest dłuższy od Passata o 87 mm, szerszy o 39 mm i niższy o 56 mm. Ale to nie wszystko. W Arteonie większy jest także rozstaw osi (o 51 mm) oraz rozstaw kół (przednie o 9, tylne o 13 mm). Dopiero teraz mogę przejść do właściwego tekstu, bo widać, że mamy do czynienia z zupełnie odrębnym modelem.

Auto kierowane jest do osób, które szukają w motoryzacji elegancji i szyku za stosunkowo rozsądne pieniądze. W ujęciu flotowym auto będzie wybierane przez dyrektorów wyższego szczebla, a może nawet prezesów, podczas gdy kadra niższa poruszać się będzie Passatami i Golfami. Jednym słowem, Arteon w gamie Volkswagena pełni rolę flagowej limuzyny i o ile, jak wiemy, atak koncernu na klasę premium modelem Phaeton nie powiódł się, o tyle zgrabny liftback ma w sobie wszystkie cechy, które kojarzą się nam z pojęciem premium.

Arteon, którego miałem okazję testować pod koniec ubiegłego roku, to auto wyposażone w nowoczesną, hybrydową jednostkę napędową 1.4 TSI, wspomaganą silnikiem elektrycznym. Zestaw legitymuje się mocą  218 KM i momentem obrotowym aż 400 Nm, dostępnym w zakresie 1500-3500 obrotów na minutę. Silniki napędzają oś przednią za pomocą, automatycznej, dwusprzęgłowej skrzyni biegów DSG o 6 przełożeniach. Samochód okazuje się nad wyraz dynamiczny i zwinny, dlatego moim zdaniem taka konfiguracja bez problemu spełni oczekiwania nawet pana prezesa. Eleganckie linie nadwozia przeplatają się tu ze sportowymi akcentami wersji R-Line, a szyby w drzwiach pozbawione zostały ramek. Smukłe nadwozie sprawia wrażenie bardzo szerokiego, ale proporcje nie zostały zachwiane i auto na żywo prezentuje się bardzo okazale.

Znane wnętrze przyprawione szczyptą luksusu

Od razu powiem, że kabina niemieckiej limuzyny to miejsce, w którym mógłbym spędzać długie godziny i nie ważne, czy byłby to katastrofalny korek przed centrum handlowym na dzień przed wigilią Bożego Narodzenia, czy kilkusetkilometrowa podróż autostradą. W kabinie jest tak przytulnie i kojąco, że nawet najbardziej zestresowani pracownicy wielkich korporacji mogliby tu odzyskać spokój. Na uwagę zasługują wykończone skórą i Alcantarą fotele. Niby podobne do tych z Passata, ale jednak mają w sobie coś ekskluzywnego. Coś takiego, że po zakończonej jeździe mam ochotę jeszcze w nich chwilę posiedzieć. Podobnie jest z tyłu. Kanapa już swoim designem mówi, że najlepiej będzie, jak będą na niej podróżować dwie osoby. Miejsca na nogi jest tak dużo, że nie ma szans, by dziecko siedzące w foteliku, czy na podstawce dosięgnęło do oparcia przednich foteli, a dorośli podróżować mogą w pozycji półleżącej. Jeśli to was nie przekonało, informuję posłusznie, że można zamówić auto w jasnej konfiguracji wnętrza. Prezentuje się wtedy obłędnie… jakby bardziej luksusowo. Wybierając Arteona, nie będziecie mieli problemu ze spakowaniem się w podróż. Bagażnik ma pojemność 563 litrów i kształt prostopadłościanu. Bez problemu zapakujecie do niego wszystko, co tylko przyjdzie wam do głowy. Dodatkowo, w oparciu kanapy znajduje się otwór, dzięki któremu przewieziecie na przykład narty.

Sportowo, czy komfortowo?

Arteon ma odcinać się jednoznacznie od Passata i robi to także podczas jazdy. Adaptacyjne zawieszenie zdaje się unosić auto nad jezdnią. Od razu czuje się większą dbałość o komfort jazdy. Naturalnie daleko mu do francuskiego rozpasania, ale pod względem resorowania nie ma się czego wstydzić. W 90-ciu procentach przypadków korzystać będziecie z trybu Comfort. Dla super oszczędnych przewidziano tryb Eco, z kolei tryb Sport sprawdza się podczas dynamicznej jazdy krętymi drogami i co ciekawe nie tylko tymi dobrej jakości. Zawieszenie Arteona Plug-in Hybrid łączy w sobie sportowe zachowanie z niewiarygodnie wręcz perfekcyjnym tłumieniem wszelkich nierówności. Co więcej, świetnej recenzji nie popsuły nawet duże felgi z niskoprofilowymi oponami, a raczej paskami gumy naciągniętymi na obręcze ze stopów metali lekkich.

Jak napisałem wcześniej, kilkusetkilometrowa wyprawa nie jest żadnym wyzwaniem dla flagowej limuzyny Volkswagena i w zasadzie należałoby zaryzykować stwierdzenie, że właśnie do tego został ten samochód stworzony. Auto przyjemnie sunie lewym pasem autostrady, a w razie potrzeby nawet na niemieckich odcinkach bez ograniczeń prędkości nie będzie zbyt często spychane z lewego pasa. Prędkość maksymalna 222 km/h wystarczy każdemu. No chyba, że zajmujecie się przewożeniem organów do transplantacji w Nadrenii Północnej – Westfalii. Przyspieszenie do 100 km/h na poziomie 7,8 sekundy także uważam za więcej niż przyzwoite, tym bardziej, że odczucia podczas jazdy są bardziej niż zadowalające. Wysoki moment obrotowy świetnie wspomaga samochód podczas nabierania prędkości.

Warto poświęcić jeszcze kilka słów na temat hybrydy i jej zużycia paliwa. Silnik elektryczny czerpie prąd z baterii o pojemności 13 kW, które pozwalają pokonać w mieście dystans nawet 60 kilometrów. Oznacza to, że jeśli będziemy się regularnie ładować (patrz: codziennie), to będziemy w stanie osiągnąć praktycznie zerową emisję CO2. Z kolei w trasie, samochód z wyczerpaną baterią nie zużywa więcej niż 7 l/100 km. I tu pojawia się pewien sprytny sposób jazdy, a właściwie ustawienia komputera. W systemie można bowiem ustawić, aby bateria trzymała poziom naładowania na przykład na połowę. Podczas nabierania prędkości silnik bardzo chętnie korzysta wtedy ze zgromadzonej energii, a w odpowiedniej chwili sam uzupełnia sobie poziom prądu. W rezultacie będziecie w stanie ograniczyć zużycie paliwa nawet do wartości 4 – 4,5 l/100 km, a to już wartość wchodząca w zakres fabuły książek Science Fiction!

Wspomniałem wcześniej, że konstruktorzy pozbawili Arteona ramek wokół szyb drzwi. Bałem się trochę o hałas podczas szybszej jazdy, ale zupełnie niepotrzebnie. W ogóle, wyciszenie wnętrza jest bardzo dobrą stroną tego Volkswagena. Nie przenikają tu praktycznie żadne niepożądane dźwięki, czy szum opływającego powietrza. Duży plus po stronie projektantów.

Skok zaliczony

Rolą Arteona nie jest bycie „autem dla ludu”. Samochód ma być flagową limuzyną marki i z tego zadania wywiązuje się znakomicie. Jest ładny, świetnie wykończony i bardzo dobrze się prowadzi. W testowanej konfiguracji skradł moje serce i wiem, że wiele osób wybierze go właśnie z hybrydą pod maską. Cóż, coraz mniej jest w ofercie samochodów napędzanych mocnym V6, ale mnie to nie przeszkadza, bo Hybryda plug-in od Volkswagena jest cicha kiedy chcę i mocna, kiedy tego potrzebuję.

Nowa tożsamość – Alfa Romeo F1 Team ORLEN

Alfa Romeo F1 Team ORLEN oficjalnie prezentuje swoją nową nazwę i logo oraz przygotowuje się do zbliżającego się debiutu w pierwszych testach sezonowych, które odbędą się w lutym w Barcelonie.

Formuła 1 wkracza w nową, ekscytującą erę, naznaczoną nowymi przepisami, które stanowią ważny krok ku przyszłości, przy jednoczesnym zachowaniu silnych związków z niedawną przeszłością. Zmiana nazwy zespołu jest wyrazem nowego podejścia i silnej deklaracji woli ze strony marki Alfa Romeo, która mocno wspiera zespół i stojące przed nim ekscytujące wyzwania.

Dodanie do nazwy określenia „F1 Team” jest dużym powodem do dumy, ponieważ podkreśla przynależność do najbardziej ekskluzywnego klubu sportów motorowych na świecie. W rzeczywistości jest tylko dziesięć zespołów, które mogą poszczycić się tym prestiżowym znakiem. Silny związek pomiędzy markami Sauber i Alfa Romeo a rywalizacją jest nieodłącznym elementem ich DNA oraz historii pasji do osiągów.

Nowe podwozie, które zostanie zaprezentowane FIA, będzie miało również nową nazwę – zostanie zmienione z Alfa Romeo Racing na Alfa Romeo, co będzie wyrazem coraz ściślejszej więzi zespołu z Alfą Romeo, marką, która chlubnie zapisała się na kartach historii sportów motorowych.

Jean Philippe Imparato, dyrektor generalny marki Alfa Romeo: “Dodanie określenia F1 Team do nazwy naszego zespołu jest dla nas bardzo znaczącym elementem i napawa nas dumą: wyraża zaangażowanie Alfy Romeo w najbardziej ekskluzywne zawody motorowe, w których marka ta zapisała niezatarte karty w swojej historii. Z drugiej strony, reprezentuje on ducha spójności w zespole, w którym Alfa Romeo zamierza odgrywać wiodącą rolę. Z nową tożsamością, nowym logo, odnowionym składem kierowców i nowym samochodem, który zostanie wkrótce zaprezentowany, jesteśmy gotowi na nowy, ekscytujący sezon”.

Czas na stanowcze kroki w stronę komunikacji biznesu

Katarzyna Jarczewska – Partnerka i współwłaścicielka założonej w 1997 roku agencji reklamowej i PR, Media Forum. Ekspert ds. komunikacji, public relations, zarządzania sytuacjami kryzysowymi oraz strategii marketingowych przedsiębiorstw.

Działania komunikacyjne przedsiębiorstw szczególnie z segmentu MŚP wciąż stoją pod znakiem zapytania ze względu na rosnącą liczbę zakażeń i coraz bliższy scenariusz ponownego lockdownu. Z drugiej zaś strony rynek i konsumenci wydają się odnajdywać w nowej rzeczywistości, a co za tym idzie – nie rezygnować z produktów i usług krajowego biznesu. Co zrobić, aby wciąż utrzymać uwagę klientów? O tym opowie Katarzyna Jarczewska, współzałożycielka agencji marketingowej i PR-owej Media Forum.

Zapytam wprost – działania komunikacyjne powinny pójść w odstawkę?

Absolutnie nie. Bez sprawnego marketingu oraz public relations szczególnie w tak niestabilnej sytuacji nawet najlepiej zarządzany biznes (w sensie logistycznym, czy operacyjnym) nie utrzyma się na powierzchni. To tak, jakby korzystać z peleryny niewidki podczas konferencji branżowej, czy targów – nikt nie zauważy takiego biznesu, a z czasem dane przedsiębiorstwo pójdzie w zapomnienie.

Oczywiście logicznie taka strategia się spina, ale w obecnych czasach coraz większą rolę odgrywają emocje – zarówno w przypadku konsumentów, jak i samych przedsiębiorców.

I to jest czynnik, który należy wykorzystać. Klienci obawiają się ponownego zamknięcia m.in. gastronomii, a więc skutecznie zarządzane restauracje powinny już teraz chłodzić emocje, ale również wspierać swoją grupę docelową. Taki efekt można osiągnąć wyłącznie za pośrednictwem mediów tradycyjnych, internetowych oraz społecznościowych. Głos biznesu musi być usłyszany, jednak bez konkretnego komunikatu, już teraz – nawet we względnie spokojnym okresie – tacy przedsiębiorcy będą dynamicznie tracić na wartości rynkowej.

W porządku – dany biznes zorganizuje kampanię promocyjną, wizerunkową, sprzedażową. Co to tak naprawdę daje?

Przede wszystkim wcześniej wspomniany sygnał dla klientów pod tytułem “jesteśmy z Wami”. To wyjątkowo cenny kapitał w obecnych czasach, choć nie jedyny. Kolejnym plusem takiego podejścia jest integracja całego środowiska na linii biznes–konsument – niezależnie, czy mówimy o działalnościach typu B2B, czy B2C. Takie zacieśnienie więzi jest oczywiście wypadkową pierwszego czynnika, ale aby podtrzymać ją przy życiu, należy prowadzić działania komunikacyjne regularnie i na podstawie bardzo konkretnych analiz.

Jak przedsiębiorca, który nigdy nie miał do czynienia z analizą marketingową ma sobie poradzić z takim wyzwaniem?

Tutaj z odsieczą przychodzą doświadczone agencje. Przykładowo Media Forum działa na rynku aż 25 lat, więc w naszej karierze widzieliśmy bardzo dużo różnych przypadków. Mówi się, że pandemia koronawirusa to wydarzenie bezprecedensowe – i faktycznie w wielu punktach tak, ale w niektórych przypomina wcześniejsze kryzysy gospodarcze. Pamiętam kampanie prowadzone podczas kryzysu finansowego w latach 2007–2009. Wtedy również przedsiębiorcy mieli bardzo podobne wątpliwości i stawali przed bliźniaczymi wyzwaniami. Te doświadczenia wykorzystujemy również dzisiaj, dlatego tak chętnie klienci biznesowi przychodzą do Media Forum.

Czego klienci, którzy zwracają się o pomoc do Media Forum, obawiają się najbardziej?

Myślę, że koordynacji i sprzężenia wszystkich działań w jedną, logiczną strategię. Mówię tu o pogodzeniu dynamicznych zmian w sposobie prowadzenia biznesu z marketingiem i PR-em sprofilowanym pod czasy covidowe. Owe wątpliwości z kolei przemijają już po drugim, a czasami i po pierwszym spotkaniu, ponieważ nasz zespół oprócz bardzo konkretnego doświadczenia w dziedzinie komunikacji, może się pochwalić imponującym backgroundem sprzedażowym, menedżerskim, czy kadrowym.

Jesteście po prostu interdyscyplinarni.

I moim zdaniem to jedna z największych zalet Media Forum. W swojej karierze jeszcze nigdy nie trafiłam na tak wszechstronnych specjalistów, których poznałam w murach własnej agencji. Głęboko wierzę, że każdy rok dla naszego zespołu jest jeszcze bardziej rozwojowy, a takie doświadczenia, jak koronawirus tylko umacniają nasze wspólne kompetencje.

A jakie najczęściej nadzieje klienci pokładają we współpracy z Media Forum?

Przede wszystkim chcą wyjść naprzeciw oczekiwaniom swoich grup docelowych i co naturalne – są nastawieni na sprzedaż. O ile marketing, który jest jednym z fundamentów naszej działalności, faktycznie bezpośrednio prowadzi do wzmożenia częstotliwości transakcji, to już PR ma nieco inną funkcję. Public relations jest bardziej płynny, obejmuje o wiele więcej niuansów świata biznesowego i przekłada się na inne wartości – m.in. wcześniej wspomnianą więź z audytorium.

Tak jak zaznaczyliśmy, jest to wyjątkowy kapitał w 2021 roku.

Najpewniej w 2022, 2023, 2024, a nawet za 10 lat, czy 20 będzie to kapitał na wagę złota. Przez ponad dwie dekady na rynku zespół Media Forum zaobserwował tę prawidłowość i pomaga polskiemu biznesowi urzeczywistnić ową “inwestycję przyszłości”. Wartościowy i realny dialog z konsumentem nie jest możliwy bez skutecznego public relations – to musi sobie uzmysłowić szczególnie segment MŚP.

Właśnie do MŚP adresujecie swoją ofertę?

Nie tylko, ponieważ w swoim portfolio mamy projekty ze współprac również z korporacjami i koncernami międzynarodowymi, ale faktycznie – możemy się pochwalić wieloma kampaniami realizowanymi dla małych i średnich przedsiębiorstw. Takie działalności są o tyle wdzięczne do pozycjonowania w mediach, że z większą prostotą oraz autentycznością można przedstawić ich naturalnie płaską i egalitarną strukturę.

Wniosek nasuwa się prosty – MŚP powinny już teraz inwestować w działania komunikacyjne.

Powiem więcej – to ostatni moment na zdecydowane inwestycje w PR.

Dlaczego?

W tym miejscu dotykamy kwestii dynamicznych zmian technologicznych. Nie jest tajemnicą, że mniej prestiżowe tytuły prasowe zniknął z rynku lub przejdą głęboki proces digitalizacji. Media drukowane będą najpewniej domeną nisz – m.in. naukowców, prawników, lekarzy, wysoko wykwalifikowanych specjalistów i możliwe, że niektórych przedsiębiorców. O wiele szersze spektrum przekazu z kolei będzie miała sieć i tytuły scyfryzowane, chociaż na bezapelacyjnym podium znajdą się media społecznościowe.

Już teraz wiodą prym w działaniach promocyjnych.

Dokładnie, więc pomyślmy – jeśli dynamika rozwoju mediów społecznościowych utrzyma się przez kolejne lata (a wszystko na to wskazuje, że będzie jeszcze większa), biznes już teraz musi odnaleźć swoje miejsce w przestrzeni cyfrowej. Bez pogłębionego rekonesansu w roku 2021, przedsiębiorstwa w 2027 nie przebiją się przez konkurencję i kolejne platformy.

Opanowując prawidła obecnie dominujących na rynku platform społecznościowych, biznes będzie miał większą przewagę w obsłudze przyszłych?

Dokładnie tak. W tym procesie liczy się każda chwila, a najlepszym nauczycielem są agencje – m.in. takie, jak Media Forum.

Baobaby, słonie i diamenty, czyli bogactwa Botswany

Carter begins writing a bucket list, or things to do before he kicks the bucket – to pierwszy przykład jaki przywołuje internetowa wersja Cambridge Dictionary w odniesieniu do bucket list. Często słyszymy, że ktoś tworzy swoją bucket list wpisując na nią miejsca, które chciałby odwiedzić

Ta lista marzeń lub raczej naszych celów, to jednak coś znacznie więcej niż tylko lista miejsc do zobaczenia. To lista zjawisk, których chcemy jeszcze w naszym życiu doświadczyć. Jeszcze, czyli zanim nadejdzie moment, który Anglicy potocznie nazywają „kick the bucket” (stąd właśnie bucket list), a Polacy „kopnięciem w kalendarz”. Warto pozwolić sobie na głębszą refleksję co powinniśmy wpisać na naszą osobistą listę celów. I oby to było coś więcej niż lista kolejnych cudów przyrody, czy architektury.

Co prawda podróżowanie i poznawanie świata jest absolutnie fantastyczne, jednak pamiętajmy, że życie jest i powinno być bogatsze. Tymczasem zachęcam jednak do poznawania świata. Bądźmy podróżnikami, którym „z oczu nie spojrzenia płyną, a okręty, z serca lokomotywa wieczysta wylata, i jak łuk są ich myśli napięte, na wszystkie strony świata”. Te piękne słowa zapisał polski poeta, Stanisław Baliński, a ja przyjąłem je za swoje motto życiowe.

Jakiś czas temu jeden z twitterowych obserwatorów Jeremiego Clarksona (tego od programu „Top Gear”) tworząc swoją listę marzeń poprosił go o sugestie dotyczące najbardziej niezwykłego krajobrazu jaki widział. Clarkson na pierwszym miejscu wymienił… Kubu Island. Miejsce, o którym mało kto słyszał, a już na pewno w którym mało kto był. Ale też i nie ma w tym nic dziwnego, bo to kawał porośniętej baobabami wulkanicznej skały, zagubiony na wielkim solnisku Makgadikgadi Pan, w basenie Kalahari na terenie dzisiejszej Botswany (do 1966 noszącej swojsko brzmiącą nazwę Beczuana).

Makgadikgadi to niegdyś ogromne jezioro, które wyschło kilkadziesiąt tysięcy lat temu tworząc gigantyczne solnisko. Tereny te, niegdyś niesłychanie żyzne i obfitujące w zwierzynę, były zamieszkane przez przodków Homo sapiens już ponad 200 tys. lat temu. Znając pochodzenie pierwszych istot zaliczanych do rodzaju Homo, można przypuszczać, że nawet znacznie wcześniej, a tylko brakuje na to dowodów. Obecnie obszar ten to szereg poprzedzielanych terenami pustynnymi różnej wielkości solnisk o łącznej powierzchni większej niż słynna Salar de Uyuni w Boliwii. Okresowo nawadniany rzekami Nata (z Zimbabwe) i Boteti (z delty Okawango), przez część roku pokrywa się wodą i algami. Wtedy też ściągają tam liczne zwierzęta, głównie antylopy gnu i zebry oraz wiele gatunków ptaków.

To tam znajduje się jedna z dwóch wielkich populacji lęgowych flamingów różowych w południowej Afryce. Do Kubu Island można dotrzeć w porze suchej dobrym, terenowym samochodem. Ale i tak trzeba uważać, by nie utknąć w solnym błocie, co prawie mi się przydarzyło. Kubu Island to faktycznie miejsce niezwykłe. Majestatyczne baobaby na tym skalnym wzniesieniu pośród tysięcy kilometrów kwadratowych solnej bieli robią niesłychane wrażenie. A noc przy ognisku i z rozgwieżdżonym niebem nad głową to przeżycie niemal metafizyczne.

Ale Botswana ma do zaoferowania dużo więcej niż te niezwykłe solniska i Kubu Island. To też wspaniała, ogromna kotlina Kalahari oraz przede wszystkim kipiąca życiem Delta Okawango.

Kotlina Kalahari zajmuje obszar kilkukrotnie większy od Polski i jest niesłusznie nazywana pustynią. Jest to obszar pokryty sawanną i nawadniany wodami Okawango oraz okresowo deszczami. Dzięki temu w porze deszczowej Kalahari potrafi zamienić się w tętniące życiem, zielone pastwisko.

Rzeka Okawango tworzy natomiast największą atrakcję Botswany – Deltę Okawango. To największa na świecie delta śródlądowa. Okawango bierze swój początek w Angoli. Płynie częściowo przez Namibię, by w Botswanie stworzyć gigantyczne rozlewisko, zwane właśnie Deltą Okawango. Niezwykłość tej rzeki polega na tym, że nie uchodzi ona do morza czy oceanu, ale właśnie znika wewnątrz afrykańskiego lądu – najpierw tworząc deltę, a następnie znikając w Kotlinie Kalahari. Niegdyś kończyła swój bieg we wspomnianym jeziorze Makgadikgadi, ale jak już wiemy, jezioro wyschło wiele tysięcy lat temu.

Delta Okawango to królestwo świata zwierząt, uznane za jeden z siedmiu naturalnych cudów Afryki. Ciągle jest to cud natury, ale niestety poważnie zagrożony. W miejscowych skałach osadowych odnaleziono bowiem złoża ropy naftowej, a Namibia planuje budowę tamy na swoim odcinku Okawango. W maju 2020 roku wystąpiło tam też niespotykane dotychczas na tak wielką skalę wymieranie słoni – padło ich ponad 330 sztuk. Przyczyną były podobno toksyny wytwarzane przez glony rozmnażające się w wodzie. Na szczęście Botswana to wciąż dość bezpieczny dom dla 1/3 wszystkich słoni afrykańskich. Ich populacja w Botswanie ciągle rośnie i osiągnęła już ok. 130 tys. osobników. Podróżując po tym wspaniałym i jeszcze relatywnie mało turystycznie popularnym kraju bardzo łatwo się o tym przekonać, czego państwu szczerze życzę…

Botswana to też największy w Afryce producent diamentów. To tam znaleziono dwa z trzech najcięższych, dotychczas odkrytych diamentów. Ten najcięższy wydobyto w roku 1905 na terenie obecnej RPA (3106 karatów), zaś kolejne dwa (1111 oraz 1098 karatów) pochodzą z Botswany, przy czym ten ostatni został wydobyty ledwie kilka miesięcy temu. Znalezienia diamentu na terenie Botswany jednak nie życzę, bo bez licencji wydobywczej może to znalazcy przynieść więcej problemów niż radości…

Będąc w Botswanie trzeba zajrzeć na pogranicze Zimbabwe i Zambii, by zajrzeć w gardziel majestatycznych Victoria Falls. Ale o tym może innym razem.

 

Z podróżniczym pozdrowieniem

Adam Maciejewski

Artyści niesłusznie zapomniani

O znakomitych twórcach, o których nie pamiętają kolekcjonerzy i właściciele galerii, opowiada Maria Wolleberg-Kluza

Czyje prace powinienem zacząć kupować, zanim zyskają odpowiednią pozycję na rynku sztuki?

Zacznijmy od Mieczysława Wejmana, choć warto też wspomnieć o jego synu Stanisławie, bardzo dobrym grafiku… Zwykle tak bywa, że gdy dziecko artysty podąża tą samą drogą, pamięć o nim zostaje na dłużej. Szkoda, że nie stało się tak w tym przypadku. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na cykl M. Wejmana pokazujący rowerzystów. Nie byli to kolarze realistyczni, tylko kłębowisko kół, szprych i innych elementów. Świetna nowoczesna sztuka, przemyślana propozycja, zmuszająca do zastanowienia się nad znaczeniem metafory. Zostawił też po sobie bardzo ciekawe prace malarskie, dekoracyjne, raczej płaskie, uproszczone, nasuwające skojarzenia z Taranczewskim. Na malarstwo patrzył jak grafik. Układ płaszczyzn był dla niego ważniejszy niż dobór kolorów. Podobnie dzieje się w przypadku malujących rzeźbiarzy: niezależnie od pomysłu, zawsze skupiają się na bryle.

Czy znała pani osobiście Mieczysława Wejmana?

Tak, byłam u niego w domu w Radości pod Warszawą. Nie był już wówczas rektorem krakowskiej ASP. Na emeryturze przeniósł się do stolicy i zamieszkał w ładnie położonym domu pod lasem. Wiele uwagi poświęcał formom użytkowym, uważał, że muszą być nie tylko estetyczne, ale też ergonometryczne, żeby spełniać pewne funkcje użytkowe. Jego zdaniem, krzesło nie może być zbyt wygodne, bo to nie jest fotel… Potrafił mówić na takie tematy godzinami. Właściwie były to wykłady zawierające głębokie przemyślenia estetyczne, ale dotyczące ergonomii i innych dziedzin.

Dlaczego został zapomniany?

Zdarza się, że twórca podąża w innym kierunku, niż nowe trendy w sztuce. W przypadku M. Wejmana trudno o racjonalną interpretację. Na pewno nie szedł pod prąd, nie cofał się, to co robił, było prawdziwie nowoczesne. W dodatku rozumiał, jak działa rynek i środowisko. Gdyby dziś dobry galerysta odkrył na nowo M. Wejmana, na pewno wzbudziłby zainteresowanie jego dziełami.

Ma pani jego prace w swoich zbiorach?

Tak, podobnie, jak kolejnego zapomnianego artysty, o którym chciałabym opowiedzieć. To Henryk Musiałowicz, twórca przez pewien czas doskonale rozpoznawalny. Należał do pokolenia mojego ojca, żył ponad 100 lat, zmarł, niedawno, w 2015 roku. Także i on zostawił po sobie córkę zajmującą się grafiką i wystawiennictwem. Za życia miał liczne wystawy w Polsce i za granicą. Jego prace można było kupić w Galerii Piotra Nowickiego w Warszawie. Tworzył głównie czarno-czerwone obrazy, z grubą fakturą, na deskach, ale też formy przestrzenne, np. inspirowane Światowidem. Miał niewielką posiadłość w Ciemnym pod Radzyminem, w której urządził niezwykły, baśniowy świat. Pod koniec życia miał wspaniałą wystawę w Muzeum Powstania Warszawskiego. Pamiętam, że w tym ciemnym wnętrzu jego prace prezentowały się doskonale. Myślałam, że będzie to pamiętny sukces, tymczasem szybko o nim zapomniano. Może dlatego, że była to trudna sztuka, bliska egzystencjalizmowi, nie wyrażająca dosłownie określonych treści. Świetnie pamiętam Henryka Musiałowicza jako pełnego energii i uroku, pogodnego człowieka. Odwiedzałam go na rogu Jezuickiej i Brzozowej, na warszawskiej Starówce, gdzie miał pracownię. Kontrast pomiędzy osobowością artysty i jego dziełami był ogromny, myślę, że stanowiły odzwierciedlenie jego trudnych doświadczeń wojennych.

Na internetowych aukcjach można znaleźć sporo relatywnie niedrogich prac Eugeniusza Eibischa. Czyżby i on należał do grona niedocenianych?

Warto przypomnieć, że jego nazwisko pojawiło się przed wojną we francuskiej encyklopedii, jako jedynego malarza z kręgu École de Paris. Po wyjeździe kapistów został w Paryżu i tam przetrwał wojnę. Później wrócił do Polski. E. Eibisch wpisywał się w nurt postimpresjonistyczny, Bonnardowski. Był jednak bardziej kolorowy, co mogło się podobać. Generalnie nasi kapiści też byli bardziej kolorowi od Francuzów. Chociaż u nas niebo jest szare, to jednak koloru używali dużo i chętnie… Miałam przyjemność poznać go osobiście, ponieważ przychodził na moje wystawy. W tym okresie nie pracował już na Akademii, był na emeryturze. Bywałam u niego w domu, na tyłach Teatru Polskiego. Miał tam niewielką pracownię połączoną z mieszkaniem. Prowadził wówczas Fundację, którą nazwał imieniem swojej nieżyjącej żony Franciszki Eibisch. Wiele prac przekazał przed śmiercią do Muzeum Narodowego. Część dorobku zostawił swojemu uczniowi i kontynuatorowi, którego bardzo cenił – Aleksandrowi Turkowi. Pod koniec życia wiele uwagi poświęcała mu jedna ze znanych galerystek, która potem wprowadziła do obiegu dużo jego obrazów. Nie chcę tego komentować pod kątem moralnym, ale w sumie może to dobrze dla tego znakomitego malarza, że jego prace są dostępne, a kolekcjonerzy ciągle jeszcze mają szansę je kupić.

Ważne Informacje

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...