.
Strona główna Blog Strona 122

Eurocast znacząco zwiększy produkcję do końca roku

Trwają prace nad wdrożeniem nowej linii produkcyjnej zakupionej od włoskiej firmy Luigi Bandera. Pozyskany w ubiegłym roku ekstruder poddawany jest niezbędnym testom, a w halach firmy Eurocast przebiega proces montażu niezbędnego do instalacji maszyny wyposażenia okołoprodukcyjnego .

Urządzenie nabyte przez Eurocast w październiku 2021 roku przeznaczone jest do produkcji folii sztywnej APET.

 – Ta inwestycja została przeprowadzona w celu zwiększenia potencjału nowoczesnego parku maszynowego znajdującego się w posiadaniu naszej spółki, a także rozwinięcia działalności firmy na nieobsługiwane dotąd obszary rynku w Polsce i za granicą podkreśla Krzysztof Wiśniewski, prezes zarządu Eurocast.

Nowa linia zostanie w pełni uruchomiona w IV kwartale 2022 roku. Pozwoli to Eurocast na zwiększenie skali produkcji folii sztywnych o 8 000 ton w skali roku. Aktualnie montowana maszyna wytwarzać będzie folie o grubości od 150 do 1500 mikrometrów i maksymalnej szerokości 1500 mm.

Opracowane przez Eurocast folie Castfol APET posiadają certyfikat całkowitej recyklowalności uzyskany od Institute cyclos-HTP z Aachen w Niemczech. Opakowania te tworzy się z poliestru, który stosowany jest m.in. przy produkcji butelek do wody. Wyroby z recyklowalnych folii Castfol APET po pierwszej fazie użytkowania całkowicie nadają się do ponownego przetworzenia, a wykonane z nich produkty wtórne posiadają porównywalne właściwości, co powstałe z tych samych materiałów produkty pierwotne.

***

Eurocast Sp. z o.o.

Spółka powstała w 1997 r. i zajmuje się produkcją szerokiego asortymentu wielowarstwowych, nowoczesnych folii giętkich z polipropylenu i polietylenu oraz folii sztywnych PET, przeznaczonych do produkcji opakowań do żywności i opakowań medycznych, a także różnych zastosowań w przemyśle. Świadczy również usługi metalizacji i laminacji. Obecnie fabryka zajmuje powierzchnie magazynowo-produkcyjne o wielkości 14000 m kw. i zatrudnia ponad 200 pracowników. Ponadto, spółka posiada rozbudowaną sieć agentów/dystrybutorów na terenie całej Europy.

www.eurocast.com.pl

Agencja z 25-letnim doświadczeniem. Z nami PR to najlepsza inwestycja komunikacyjna

    Na rynku działa wiele agencji public relations, jednak to te z największym doświadczeniem i różnorodnym portfolio dostarczają klientom realną wartość dodaną. Do grona jednych z najstarszych zespołów zajmujących się PR-em i komunikacją należy Media Forum – warszawska agencja, którą współtworzy Katarzyna Jarczewska. 

    25 lat biznesowych doświadczeń

    Agencja Media Forum jest obecna na rynku od 1997 roku. Szybko butikowa agencja reklamowa zmieniła się w interdyscyplinarny zespół współpracujący z największymi markami w kraju. Katarzyna Jarczewska – jedna z założycielek agencji – zauważyła również kiełkujące w polskich realiach nowatorskie podejście do komunikowania biznesu – public relations. Mówimy tu o późnych latach 90. i wczesnych 2000., kiedy to PR był wyłącznie ciekawostką prosto z Zachodu.

    – Wraz z zespołem uważnie obserwowaliśmy branżę reklamową m.in. w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. To właśnie stamtąd czerpaliśmy inspiracje i najlepsze praktyki najbardziej znanych agencji. Dzięki temu mogliśmy realizować jeszcze lepsze projekty dla naszych klientów w Polsce. Z czasem usługami Media Forum zaczęły się interesować również międzynarodowe korporacje, ale to wdrażanie ofert PR-owych było dla nas największym game-changerem – wspomina Katarzyna Jarczewska, współzałożycielka i Head of Client Service w Media Forum.

    PR szyty na miarę

    Rozmawiając z Katarzyną Jarczewską o sekretach agencji, współzałożycielka Media Forum odpowiada krótko – uczciwy i transparentny biznes nie ma tajemnic. Zespół jest nastawiony na ciągły rozwój, wdrażanie nowych rozwiązań i odważne podejście do powierzonych zadań. Klienci agencji to zarówno małe, średnie, jak i duże przedsiębiorstwa – prawdziwi liderzy w swoich branżach i według relacji wielu z nich – ich sukces to w dużej części zasługa sprawnej komunikacji marketingowej i PR-owej.

    – Każdy biznes z osobna, który współpracuje z Media Forum, jest równie istotny, niezależnie od stażu na rynku czy skali działania. Wszyscy są traktowani wyjątkowo podmiotowo, a nasz zespół od podstaw uczy się prawideł danej branży. Ktoś by powiedział, że jeśli prowadzimy działania komunikacyjne od ćwierć wieku, powinniśmy już znać niektóre rynki na wylot. Tak, faktycznie mamy ogromne doświadczenie, jednak nie spoczywamy na laurach. Stawiamy na cyklicznie odświeżaną wiedzę ekspercką, a nie utarte schematy – podkreśla Katarzyna Jaczewska.

    Inwestycja w przyszłość

    Czym właściwie jest PR w wydaniu Media Forum? Jak podają członkowie zespołu, pod szerokim pojęciem public relations kryje się szereg usług, dzięki którym przedsiębiorcy mogą dotrzeć do nowych klientów, umocnić więź z obecnymi, a także na stałe zagościć w polskim środowisku biznesowym. Agencja zajmuje się m.in. kontaktem z mediami, redakcją materiałów prasowych, współprowadzi szkolenia z wystąpień medialnych, a wisienką na torcie jest tzw. pozycjonowanie eksperckie. To jedna z najpopularniejszych usług Media Forum, ponieważ wpisuje się w wyjątkowo pożądany personal branding.

    – Pozycjonowanie eksperckie to w dużym skrócie wsparcie przedsiębiorców w komunikowaniu ich wiedzy, doświadczeń i know-how. Podczas tego procesu kontaktujemy się z największymi mediami w kraju, umawiamy spotkania, publikacje, nagrania i występy na żywo. W przeważającej części przypadków efekty widać już po relatywnie krótkim czasie – dana marka jest o wiele bardziej rozpoznawalna, cytowana, a w rezultacie – wspierana przez inwestorów czy klientów indywidualnych. To ogromna szansa dla polskiego biznesu, której nie można zmarnować – puentuje Katarzyna Jarczewska z Media Forum.

    Takie agencje jak Media Forum to z perspektywy przedsiębiorców najlepszy punkt wyjścia do poważnych działań komunikacyjnych. Doświadczenie, sprawdzone know-how oraz realne osiągnięcia to tylko niektóre cechy flagowe zespołu z warszawskiego Wilanowa. Dla klientów z kolei – są to gwarancje perspektywicznych projektów i po prostu świetnej współpracy.

    Broń Elona Muska

      Jaka firma najwięcej zyskała wizerunkowo na wojnie w Ukrainie? Niewątpliwie SpaceX Elona Muska, który po raz kolejny udowodnił, że jest nie tylko wizjonerem kreującym nowe technologie, lecz także genialnym marketingowcem umiejącym wykorzystać każdą okazję…

      W pierwszych dniach wojny Musk podjął decyzję o przekazaniu Ukrainie pięciu tysięcy terminali Starlink, zapewniających łączność z Internetem w każdym miejscu. W taki właśnie sposób odpowiedział na prośbę, jaką przedstawiciele władz Ukrainy skierowali do niego na Twitterze. Podziękował mu wicepremier Mychajło Fiodorow, który – podobnie jak inni członkowie ekipy prezydenta Zełenskiego – świetnie rozumie, że w warunkach wojny nowej generacji media są nie mniej ważne niż rakiety, czołgi i samoloty. W odróżnieniu od niektórych europejskich polityków, którzy deklarują szeroką pomoc, lecz mają ogromne problemy z realizacją obietnic, amerykański guru biznesu zadziałał natychmiast – pierwsze terminale dotarły do Kijowa już 1 marca. Równie szybko podjęli decyzję w tej sprawie managerowie koncernu PKN ORLEN, który sfinansował zakup kolejnej transzy terminali. I była to odpowiednia decyzja we właściwym czasie, ponieważ Starlink doskonale sprawdził się w trudnych wojennych realiach, zapewniając Ukrainie łączność ze światem, ale też możliwość uodpornienia się na rosyjskie cyberataki. Nie jest tajemnicą, że nie istnieje lepszy test sprzętu wojskowego niż sprawdzian na polu walki. Zasada ta sprawdziła się doskonale również w przypadku – z założenia cywilnego – Starlinka. Wręcz trudno uwierzyć, że jeszcze do niedawna system ten miał więcej przeciwników niż zwolenników.

      Najbardziej nieprzejednanymi wrogami pomysłu Muska są astronomowie. Dlaczego? Starlink systematycznie się rozrasta. W 2027 r. system ma składać się z 12 tys. małych satelitów komunikacyjnych ulokowanych na niskiej orbicie okołoziemskiej na trzech wysokościach – 340 km, 550 km i 1150 km. Cóż, niewątpliwie w poważny sposób utrudni to obserwację nieba. Dla porównania wcześniej Ziemię okrążało 6500 satelitów, a SpaceX umieścił ich już 2100.

      Satelity te łatwo zaobserwować. Elon Musk w celach promocyjnych wykorzystał tak zwane łańcuchy, składające się z kilkudziesięciu obiektów. Kiedy na niebie po raz pierwszy pojawił się gwiezdny sznur, poinformowały o tym światowe media. Oznacza to, że nocne niebo już nigdy nie będzie takie samo jak dotąd.

      Niektórzy naukowcy mówią o syndromie Kesslera, czyli rosnącym zaśmiecaniu orbity. Warto przypomnieć, że właśnie w taki sposób określa się scenariusz, w jakim gęstość różnych obiektów na niskiej orbicie okołoziemskiej będzie tak duża, że pojawi się poważne ryzyko kaskadowych kolizji. Każdy, nawet najdrobniejszy element rozbitego satelity może doprowadzić do kolejnych zderzeń, powodując efekt domina. A to z kolei stworzy zagrożenie dla funkcjonowania całego systemu komunikacji satelitarnej. Trudno powiedzieć, czy ten katastroficzny scenariusz może się wydarzyć. Na razie jedno jest pewne – największy problem, z jakim boryka się świat, nie dotyczy kosmosu, tylko agresywnej polityki Rosji. A łączność internetowa to priorytet dla obrońców Ukrainy.

      Druga grupa przeciwników SpaceX używa argumentów ekonomicznych. Gigantyczna inwestycja Muska musi zacząć zarabiać. A to oznacza, że orbitalny Internet musi być znacznie droższy niż tradycyjny. Rzeczywiście, ceny nie są niskie.

      Chcąc korzystać ze Starlinka, należy kupić zestaw do odbioru, który wyceniono na 500 dol. Miesięczny abonament to 99 dol. Umożliwia to odbiór Internetu z prędkością od 50 do 150 Mbps. Dla wymagających użytkowników firma przygotowała ofertę Premium, gwarantującą znacznie szybszą transmisję danych – na poziomie 500 Mbps – za 500 dol. co miesiąc. Wariant ten wymaga zastosowania droższego odbiornika – za 2500 dol. Polskie ceny są bardzo podobne: miesięczny abonament kosztuje 449 zł, sprzęt – 2269 zł, a za dostawę trzeba zapłacić 276 zł.

      Użytkownikiem Starlinka może zostać każdy, kto zdecyduje się na taki wydatek. Instalacja jest bardzo prosta. W skład zestawu odbiorczego wchodzą: antena, podstawa do jej zamocowania, router Wi-Fi, kable i zasilacz. Antenę trzeba umieścić na zewnątrz, a dołączony router umożliwia podłączenie wielu urządzeń. Ze względu na specyficzne wymagania użytkowników z Ukrainy SpaceX wprowadził dwie ważne zmiany w oprogramowaniu. Pierwsza, z pozoru banalna, ale bardzo ważna w warunkach wojennych, to możliwość zasilania odbiornika z gniazdka zapalniczki w samochodzie. Druga dotyczy możliwości odbioru Internetu w jadącym aucie, co oznacza zmianę filozofii funkcjonowania Starlinka, ponieważ standardowo odbiornik działa tylko stacjonarnie, w miejscu wybranym przez użytkownika, który nie ma możliwości samodzielnej zmiany lokalizacji. W praktyce Starlink sprawdza się znakomicie. Pierwszy polski użytkownik zestawu podzielił się swoimi doświadczeniami z internautami. Korzystając z podstawowej wersji sprzętu, uzyskał prędkość transmisji na poziomie 200–250 Mbps. Co ciekawe, służba celna poprosiła go o wypełnienie deklaracji potwierdzającej, że Starlink nie jest bronią ani towarem podwójnego zastosowania cywilno- militarnego… Przesadnie czujni celnicy mieli jednak trochę racji – biorąc pod uwagę wykorzystanie sprzętu na Ukrainie, trzeba stwierdzić, że SpaceX opracował potężną broń w walce propagandowej.

      Zgodnie z planami w USA Starlink ma umożliwić dostęp do Internetu 60 mln użytkowników mieszkających z dala od miast. System rozwiąże problem z dostępem do sieci także w innych częściach globu. Ponad 40 proc. mieszkańców naszej planety nie ma łączności z globalną siecią. Gigantyczna inwestycja SpaceX może to zmienić. Przedsięwzięcie pokazuje, jak wielką siłą dysponują dziś korporacje, które mogą sobie pozwolić na realizację projektów niewykonalnych dla państwa średniej wielkości.

      Na marginesie, wojna na terytorium Ukrainy wzmocniła pozycję Elona Muska nie tylko w dziedzinie kosmicznego Internetu. Produkcja elektrycznych samochodów marki Tesla otrzymała silny impuls rozwojowy za sprawą rosnących cen benzyny. Wygląda na to, że analitycy, którzy mówili o przeszacowaniu wartości akcji firm Muska, szybko zmienią zdanie.

      Czas na miasta 15-minutowe

        Pandemia koronawirusa wywróciła nasze życie do góry nogami, przenosząc ludzi z biur do domów i modyfikując zwyczaje mieszkaniowe. Na rynku nieruchomości spopularyzowały się zjawiska, które burzą dotychczasowe wyobrażenie o budowie domów, osiedli, a nawet całych miast. I wygląda na to, że zostaną z nami na dłużej. Oto najważniejsze trendy w tym sektorze.

        Mieszkania, kawiarnie, piekarnie, restauracje, sklepy spożywcze, ale także żłobki, przedszkola, ośrodki kultury, centra handlowe, parki, pumptracki, a nawet małe biurowce. Przestrzeń mieszkaniowa, handlowa, rozrywkowa i biurowa w jednym miejscu. A najlepiej w odległości kilkunastominutowego spaceru.

        Miasta 15-minutowe

        Tak w skrócie przedstawia się koncepcja miasta 15-minutowego, której autorem jest Carlos Moreno, kolumbijsko-francuski urbanista związany z Uniwersytetem w Sorbonie. Zgodnie z jego teorią „mieszkaniec nowoczesnego miasta nie powinien być przykuty do siedzenia swojego samochodu”. A najlepiej, gdyby auto w ogóle nie było mu potrzebne. Żeby to się stało możliwe, musiałby mieć wszystkie elementy niezbędne do wysokojakościowego życia – takie jak mieszkanie, praca, dostęp do zaopatrzenia, edukacji, rozrywki i kultury – w zasięgu ręki. Chodzi nie tylko o wygodę, lecz także o koszty – finansowe (mniejsze wydatki na energię, paliwo czy parkingi, które odpowiadają przeciętnie za 30 proc. kosztu mieszkania), ekologiczne (mniejsze zanieczyszczenie powietrza) i czasowe (według Deloitte i Targeo mieszkańcy najbardziej zakorkowanych polskich miast spędzają w nich nawet ponad osiem godzin miesięcznie). A także tworzenie więzi społecznych i rozwój lokalnej przedsiębiorczości. Widoczny w czasie pandemii wzrost przywiązania do lokalności sprzyja rozprzestrzenianiu się trendu miasta 15-minutowego i motywuje deweloperów do inwestowania w projekty nieruchomościowe typu mixed-use, a więc łączące wiele funkcji jednocześnie. Trend, który zdążył się spopularyzować w aglomeracjach pokroju Barcelony, Paryża czy Szanghaju, dotarł także nad Wisłę. Niektóre polskie miasta już teraz są nieźle predysponowane do funkcjonowania w nowej rzeczywistości. Jak wyliczyli naukowcy z Centrum Polityk Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego, w Krakowie aż 66 proc. mieszkańców żyje na obszarach, które spełniają minimalne warunki 15-minutowości.

        Co-living kwitnie

        Tworzeniu więzi społecznych sprzyjają nie tylko miasta 15-minutowe, lecz także coraz popularniejsze zjawisko co-livingu, czyli współdzielenia mieszkań. Nie chodzi jednak o tworzenie komuny, wynajmowanie lokalu ze współlokatorami czy życie w akademiku, lecz o korzystanie z prywatnej, często wysokojakościowej przestrzeni, do której dobudowana jest część współdzielona – na przykład salon, kuchnia, siłownia, ogród, biblioteka, pokój gier, sauna czy pralnia. Wspólne mogą być także usługi dla mieszkańców, takie jak konsjerż, sprzątanie, naprawianie usterek czy dostęp do serwisów streamingowych. Co-living jest już całkiem rozpowszechniony m.in. w Stanach Zjednoczonych i Azji, ale widać także jego rosnące znaczenie w Europie, między innymi w Londynie, Berlinie czy Amsterdamie. Ten trend jest częścią spopularyzowanej w ostatnich latach ekonomii współdzielenia, na której wyrosły takie firmy, jak Uber, Airbnb czy BlaBlaCar. Przy okazji sprzyja widocznemu od dziesięcioleci zjawisku, jakim jest przenoszenie się ludności ze wsi do miast – tylko na chwilę zahamowanego w początkowej fazie pandemii. Komisja Europejska szacuje, że do 2050 r. odsetek ludności świata żyjącej w miastach ma wzrosnąć z 55 do 68 proc., a co-living przynajmniej częściowo odpowiada na wyzwanie kurczącej się przestrzeni do życia. Przyjęło się sądzić, że współdzielenie mieszkań zarezerwowane jest dla ludzi młodych, ale to nieprawda. W co-livingowym trendzie powstają również chociażby domy dla seniorów, których – biorąc pod uwagę tendencje demograficzne (szybko starzejące się społeczeństwo) w kolejnych latach będzie tylko przybywać.

        Luksus jest w cenie

        W czasie pandemii dobrze się mają także lokalizacje klasy premium. To w prostej linii efekt zmiany charakteru pracy, czyli przejścia na model zdalny lub hybrydowy. Dawniej mieszkania dla wielu osób pełniły przede wszystkim funkcję sypialni, dziś są swoistym centrum dowodzenia. Askoro tak, rosną względem nich oczekiwania. Aby uzyskać status premium, mieszkanie musi spełnić kilka wymogów. Przede wszystkim powinno znajdować się w dobrej lokalizacji (najlepiej w centrum miasta, blisko starówki albo w sąsiedztwie parków lub wody), mieć odpowiednio dużą powierzchnię i wysoki standard wnętrz. Mile widziana jest również atrakcyjna przestrzeń zewnętrzna – jak pokazały badania firmy Domondo, aż 70 proc. Polaków wykorzystuje ją do relaksu, a 60 proc. do uprawy roślin i warzyw. Do tego dochodzą udogodnienia w postaci monitoringu, lobby z recepcją czy przestrzeni rekreacyjnej z siłownią, sauną lub basenem. Mogłoby się wydawać, że mimo chęci życia w wysokim standardzie pandemiczna niepewność powinna nieco wstrzymać luksusowe wydatki Polaków. Nic bardziej mylnego. Na początku ubiegłego roku EY opublikował raport, przygotowany we współpracy z Tacit Investment, z którego wynika, że w połowie 2020 r. wartość rynku nieruchomości premium w Polsce wyniosła 1,8 mld zł – to oznacza wzrost o 35 proc. rok do roku. A przy okazji zaprognozował, że ceny nieruchomości luksusowych w Polsce i na świecie będą dalej rosły w tempie 7 proc. rocznie.

        Inteligentne domy

        Pandemia to czas wielkiej transformacji cyfrowej i przyspieszenia adopcji trendów technologicznych. Również tych związanych z nieruchomościami i budownictwem. A to sprzyja rozwojowi inteligentnych domów, czyli wyposażonych w instalacje oświetleniowe, ogrzewanie czy systemy klimatyzacyjne, którymi można sterować za pośrednictwem smartfona, tabletu lub głośników typu Amazon Alexa czy Google Home. Firma International Data Corporation szacuje, że w trzecim kwartale 2021 r. światowy rynek inteligentnych urządzeń domowych wzrósł o 10,3 proc. rok do roku – zaledwie na przestrzeni trzech miesięcy w domach pojawiło się prawie 222 mln inteligentnych urządzeń. Jak wynika z analizy serwisu Oferteo, w 2021 r. aż 30 proc. osób budujących domy zdecydowało się na wdrożenie w nich przynajmniej jednego rozwiązania klasy smart home. Większość osób (80 proc.) zdecydowała się na to z uwagi na wygodę albo ze względu na zainteresowanie nowymi technologiami (64 proc.). Natomiast największymi barierami w implementacji tego typu rozwiązań okazały się niewiedza (17 proc. badanych w ogóle nie słyszało o takich udogodnieniach) oraz zbyt wysoka cena rozwiązań typu smart home (51 proc.). Koszty budowy inteligentnego domu warto jednak rozważać w perspektywie długoterminowej. Szacuje się bowiem, że systemy opierające się na inteligentnej automatyce pozwalają obniżyć koszty utrzymania gospodarstwa domowego nawet o 8 proc. w skali roku.

        Jeśli budować, to eko

        Z badań Banku Ochrony Środowiska wynika, że ponad 80 proc. Polaków traktuje priorytetowo walkę z zanieczyszczeniami powietrza i środowiska. Odzwierciedlenie tych oczekiwań widać także w branży nieruchomości, w której coraz większą popularnością cieszą się zielone domy. Oczywiście, ekologiczne budownictwo jeszcze nie jest standardem, ale to tylko kwestia czasu, kiedy zdominuje rynek. Pod koniec ubiegłego roku Komisja Europejska zaproponowała dostosowanie przepisów dotyczących charakterystyki energetycznej budynków do Europejskiego Zielonego Ładu – zgodnie z propozycjami KE od 2030 r. wszystkie nowe budowle na terenie Unii Europejskiej powinny być zeroemisyjne, a miliony starych miałyby zostać poddane modernizacji. Byłaby to jednoznaczna motywacja do zmiany dla deweloperów, którzy jeszcze nie postawili na trend eko. Motywować nie trzeba samych mieszkańców, którzy wyraźnie oczekują życia w zgodzie z naturą, także w wymiarze nieruchomościowym. To dlatego w budynkach pojawiają się pompy ciepła, woda odzyskiwana jest z deszczówek, a na dachach roi się od instalacji fotowoltaicznych. Oczywiście nie chodzi tylko o ekologię, ale również o pieniądze – rosnące ceny mediów, w tym prądu i gazu, skutecznie zachęcają do zwrotu w kierunku zielonego budownictwa.

        Autor:
        Joanna Ostapiuk

        Imperium zła

          Używany w odniesieniu do Rosji, postrzeganej w wymiarze prymitywnego i nieludzkiego systemu władzy, opartego na aparacie bezpieczeństwa, armii i korupcyjno-oligarchicznej gospodarce, ignorującej podstawowe prawa człowieka, zasadę pokojowego współistnienia narodów i uderzającej w fundamenty współczesnej cywilizacji, termin „imperium zła” ma już prawie czterdziestoletnią tradycję

          Użył go po raz pierwszy prezydent USA Ronald Reagan w przemówieniu wygłoszonym na dorocznej konwencji Narodowego Zgromadzenia Ewangelików w Orlando na Florydzie 8 marca 1983 r. Reagan politykę wobec Rosji określił w perspektywie walki dobra ze złem, nawiązując do literackich obrazów ze słynnej powieści C.S. Lewisa „Listy starego diabła do młodego”. Aktualnie imperium zła odrodziło się w barbarzyńskiej agresji Rosji na Ukrainę, co spotyka się ze zdecydowaną reakcją większości demokratycznych państw. Jednym z wymiarów reakcji wobec Rosji jako agresora jest ostracyzm biznesowy.

          Światowa lista Sonnenfelda – metodologia i kategoryzacja

          Od 24 lutego 2022 r. z Rosją przestało współpracować ponad tysiąc największych światowych firm. Profesor Jeffrey Sonnenfeld, prorektor Yale School of Management w USA (jednej z najlepszych szkół biznesowych na świecie), podjął się próby redefiniowania pojęcia społecznej odpowiedzialności biznesu w erze deglobalizacji. Profesor określany jest także, ze względu na swoją wpływową pozycję głównego organizatora dorocznych szczytów zarządzających największymi firmami w USA oraz na zaangażowanie w proces CSR, sumieniem prezesów największych światowych spółek. Celem Sonnenfelda jest próba uczynienia z Rosji biznesowego pariasa, podobnie jak to było na przełomie lat 80. oraz 90. w odniesieniu do Republiki Południowej Afryki. Chociaż to liderzy opozycji tacy jak Nelson Mandela czy Desmond Tutu w ogromnym stopniu przyczynili się do upadku apartheidu w RPA, pamiętać należy także o tym, jak istotną rolę odegrało wycofanie się zachodnich przedsiębiorstw z tego kraju. Profesor Sonnenfeld realizuje swój cel przez stworzenie oraz ciągłą aktualizację listy przedsiębiorstw pozostających w Rosji oraz ją opuszczających. Zespół ekspertów specjalizujących się w analizie finansowej, ekonomii, księgowości, strategii oraz zarządzaniu korporacyjnym agreguje dane z systemów informacji biznesowych, takich jak MSCI, Bloomberg, FactSet czy S&P Capital IQ, mediów biznesowych ze 166 krajów, informacji prasowych publikowanych przez firmy oraz rosyjskich rejestrów sądowych i podatkowych. Dodatkowo listę wspiera sieć ponad 150 whistleblowerów, informatorów oraz managerów spółek. Lista Sonnenfelda dzieli firmy na kategorie według amerykańskiej skali szkolnej: od oceny „A” – przedsiębiorstwa dokonujące chirurgicznego cięcia i zamykające wszystkie operacje biznesowe w Rosji, do oceny „F” – przedsiębiorstwa ignorujące społeczne i biznesowe apele o wyjście z Rosji i pozostające tam nadal.

          Według najnowszych badań zespołu prof. Sonnenfelda wyjście z Rosji przekłada się na wynik finansowy spółek mierzony kursem akcji. Inwestorzy zdają się bardziej przekonani do długoterminowego inwestowania w spółki, które Rosję opuściły. Cena akcji firm z kategorii „A”, które wyszły zupełnie z Rosji, wzrosła średnio o 3,6 proc. pomiędzy 23 lutego a 19 kwietnia, z kolei akcje firm, które kontynuują business as usual w Rosji, spadły o 6,8 proc. Z przeprowadzonych badań wynika także, że akcje mniejszych i średniej wielkości spółek są bardziej wrażliwe niż spółek największych. Ponadto bojkoty konsumenckie, oparte m.in. na informacjach pochodzących z listy Sonnenfelda, mogą realnie przekładać się na wyniki finansowe firm. Zespół analityków PKO BP już w marcu podał na Twitterze, że „bojkot sieci handlowych, które nie wycofały się z Rosji, to więcej niż tylko hasła w mediach społecznościowych. Dane o płatnościach kartami PKO BP pokazują, że sieci, które pozostały aktywne w Rosji, mają niższą dynamikę obrotów niż konkurencja”.

          Listy sankcyjne w Polsce

          Na koniec kwietnia 2022 r. minister spraw wewnętrznych i administracji wydał 52 decyzje w sprawie wpisu na listę osób i podmiotów, wobec których stosowane są środki, o których mowa w ustawie z dnia 13 kwietnia 2022 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę oraz służących ochronie bezpieczeństwa narodowego. Odpowiedzialność za przestrzeganie sankcji spoczywa na podmiotach zarówno publicznych, jak i prywatnych. W praktyce część sankcji z uwagi na ich charakter jest stosowana wyłącznie przez podmioty publiczne, takie jak np. Straż Graniczna, w której kompetencjach jest egzekwowanie zakazu wjazdu określonych osób  na terytorium Polski, a tym samym UE. Inne typy sankcji są stosowane przez podmioty prywatne, np. sankcje polegające na zakazie handlu określonymi towarami lub nieświadczeniu określonych usług, np. finansowych czy technicznych. Do momentu wejścia w życie wymienionej ustawy nieprzestrzeganie sankcji groziło głównie stratami wizerunkowymi i potencjalnie mogło się łączyć z bojkotem towarów. Od 14 kwietnia 2022 r. ustawa wprowadziła dotkliwe kary pieniężne wobec osób lub podmiotów, które w stosunku do osób lub podmiotów wpisanych na listę nie stosują się do jej postanowień.

          Wobec jakich firm wydano decyzję o wpisaniu na listę MSWiA? Umieszczenie na liście sankcyjnej wstrzymało działalność m.in. sieci Go Sport, spółki handlującej węglem KTK Polska, PhosAgro Polska, Maga Foods, firm z branży IT Axioma, 1C-Poland, Kaspersky Lab. Ustawa przewiduje także zakaz wprowadzania lub przemieszczania towarów z Rosji albo Białorusi. W przypadku stwierdzenia jego naruszenia naczelnik urzędu celno-skarbowego dokonuje zajęcia towaru i występuje o orzeczenie jego przepadku na rzecz Skarbu Państwa, a szef KAS nakłada karę pieniężną w wysokości do 20 mln zł. Można postawić więc pytanie, czy potrzebna jest nam lista Sonnenfelda, skoro  zarówno Polska, jak i inne państwa wprowadzają własne listy sankcyjne. W naszej ocenie jak najbardziej tak. Lista Sonnenfelda to coś więcej niż tylko zestawienie i określona kategoryzacja firm – to pierwszy w Polsce tak widoczny element zarządzania w oparciu o ESG (ang. Environmental, Social, Governance) w obszarze „Social”.

          Filozofowie, teolodzy, politycy, biznesmeni w mniej lub bardziej oficjalnych rozmowach stawiają tezę, że na naszych oczach zmienia się świat i tworzy się jego zupełnie nowa mapa, obejmująca nowy porządek wsprawach zarówno politycznych, jak i gospodarczych. Biznes i zarządzanie oparte na zrównoważonym rozwoju, nie tylko w tradycyjnym odniesieniu do ochrony środowiska, lecz także w sferze praw człowieka, stanowi pewien drogowskaz, który może pomóc wszystkim w tym nowym porządku właściwie definiować własną pozycję oraz pozycję innych. To, że Rosja, atakując bezpodstawnie Ukrainę, mordując ludność cywilną, narusza w drastyczny sposób prawa człowieka, nie budzi żadnych wątpliwości. Dlatego zerwanie wszelkich kontaktów handlowych i gospodarczych z Rosją jako imperium zła nie powinno stanowić jedynie gestu dobrej woli, lecz powinno być obowiązkiem moralnym i prawnym dla wszystkich przedsiębiorców.

           

          Maciej Rudnicki – prof. nadzw. dr hab. nauk prawnych, radca prawny, specjalista z zakresu prawa finansowego, prorektor Akademii Polonijnej, w latach 1997–2001
          poseł i wiceminister środowiska

          Luiza Wyrębkowska – dr nauk prawnych, radca prawny w kancelarii B2RLaw Jankowski,
          Stroiński, Zięba i Partnerzy. Kieruje praktyką compliance kancelarii. Adiunkt na Wydziale Nauk Społecznych Mazowieckiej Uczelni Publicznej

          Jakość, naturalna elegancja i łączenie tradycji z nowoczesnością. Te wartości to absolutny top współczesnego zarządzania

            Po najcięższych doświadczeniach pandemii polski biznes zweryfikował swoją dotychczasową kulturę organizacyjną i sprzedażową. Krajowi przedsiębiorcy zauważyli, że droga do celu nigdy nie wiedzie przez wątpliwe kompromisy. Tegoroczne lato z kolei to szansa na umocnienie najlepszych przymiotów innowacyjnych firm oraz produktów, które robią absolutną furorę w sezonie wakacyjnym.

            Innowacja na miarę XXI wieku

            Już w 2016 roku kataloński przedsiębiorca Francesc Güell opublikował artykuł o siedmiu cechach prawdziwie innowacyjnego biznesu. Według autora kluczowe okazują się: kreacja wiedzy i idei, ciągła nauka, traktowanie tworzenia innowacji jako procesu, otwartość na zmiany, podejście prozadaniowe, zarządzanie agile i chyba najważniejsze – generowanie wartości poprzez zróżnicowanie, design i tworzenie spójnej filozofii brandu. Szczególnie ten ostatni aspekt jest wyjątkowo interesujący w perspektywie post-covidowej. O ile Güell pisał o swoim podejściu do kreowania innowacyjnej kultury organizacyjnej jeszcze trzy lata przed bezprecedensową pandemią koronawirusa, to zaprezentowane przez niego prawidła mają dzisiaj większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej.

            Rok przed Güell na łamach “Harvard Business Review” pojawił się z kolei artykuł prof. Gary’ego Hamela z London Business School, autora m.in. głośnej książki “Humanocracy: Creating Organizations as Amazing as the People Inside Them” oraz Nancy A. Tennant, ówczesnej wicedyrektorki ds. innowacji w Whirlpool Corporation. W swoich rozważaniach autorzy kładli wyraźny nacisk na mindset samych pracowników, ale również uważną obserwację rynku i realnych trendów. M.in. tego typu priorytety według Hamela i Tennant mają zagwarantować biznesowi prawdziwie innowacyjny sznyt. Czy w Polsce mamy do czynienia z podobnym podejściem?

            Jakość polskiego biznesu

            Już na samym początku lat 2000., a więc w momencie, gdy krajowa kultura biznesowa dopiero stawiała fundamenty pod swoją przyszłą formę, prof. Andrzej Jazdon wydał książkę pt. “Doskonalenie zarządzania jakością”. Był to jeden z poważniejszych tytułów na polskim rynku, podejmujący próbę rozprawienia się z problematyką prowadzenia firmy, która realnie w centrum zainteresowania stawiałaby satysfakcję klienta. Według autora jakość należy rozpatrywać na czterech poziomach. Pierwszym są cechy techniczne danego produktu, a więc m.in. skład – im bardziej naturalny i transparentny, tym większą jakością się charakteryzuje, a nawet wyróżnia na rynku.

            Drugim są cechy użytkowe, a więc nieco bardziej abstrakcyjne przymioty, takie jak niezawodność, trwałość, czy bezpieczeństwo np. użytkowania szklanej butelki lub opakowania, w którym dany produkt się znajduje. Trzecią grupą cech są z kolei cechy estetyczne, czyli design, proporcje, kolorystyka i staranność wykonania. Ostatnim poziomem cech są w końcu cechy ekonomiczne, związane ze społecznym kosztem wytwarzania danego produktu oraz wszelkimi kosztami eksploatacji. Staranne zagospodarowanie wszystkich wyżej wymienionych aspektów przekłada się na prawdziwie jakościową ofertę wręcz każdego biznesu, niezależnie od branży. Właśnie uniwersalizm zasad prof. Jazdona uczynił jego schemat odpornym na wszelką dynamikę rynkową, której byliśmy świadkami od wczesnych lat 2000. Pytanie brzmi jednak następująco – czy polski biznes faktycznie przykłada uwagę do tego typu wartości?

            Polska duma rynku alkoholowego

            Zastanawiając się nad wyborem odpowiedniego przykładu firmy, która spełniałaby warunki współcześnie rozumianej organizacji innowacyjnej, a także uniwersalne przymioty działalności stawiającej na jakość, wybór był tylko jeden. BZK Alco, czyli jeden z największych producentów alkoholi w kraju to przypadek wyjątkowy. Nie jest tajemnicą, iż przedstawiciele tak specyficznej branży często mają pod górkę w porównaniu z innymi reprezentantami rynku spożywczego, a szczególnie segmentu FMCG. Jednakże spółka znana już z takich marek, jak “Wokulski”, “SHE”, czy “Dzika Kaczka” nie daje za wygraną i z miesiąca na miesiąc coraz odważniej cementuje swoją dominację w istotnych kategoriach branży.

            Jedną z przestrzeni, w której BZK Alco nie ma sobie równych, jest m.in. nisza właśnie wyjątkowo jakościowych produktów premium. Najlepszym tego przykładem jest marka  “Mickiewicz”. Aksamitna wódka w niezwykle eleganckiej szronionej butelce to prawdziwy popis najlepszych praktyk na krajowym rynku. Jak zaznaczają sami przedstawiciele BZK Alco, podczas prac to właśnie niezastąpiony zespół najlepszych specjalistów czuwał nad całym procesem testowania i modyfikacji receptury.

            Przedstawiciele BZK Alco podkreślają, iż kluczem do sukcesu tego produktu jest zaawansowany proces siedmiokrotnej destylacji spirytusu, który daje gwarancję niezwykłej delikatności i łagodności smaku, a także aromatu tej wódki. Ponadto, produkcja “Mickiewicza” to prawdziwy popis łączenia najlepszej jakości składników – krystalicznie czystej wody z siedmiokrotnie destylowanym spirytusem, co przekłada się na wyraźnie wybijający się stopień jakości i innowacyjności produktu w skali całego rynku alkoholowego w Polsce.

            Tryb ciemny? Druga odsłona wyjątkowego projektu BZK Alco

            “Mickiewicz” oprócz swojej wersji premium zaskakuje jeszcze jedną formą. Mowa o wariancie leżakowanym. Wariant ten cechuje się aksamitnym i gładkim smakiem, który został zamknięty w smukłej, miedziano-czarnej butelce. Sam proces produkcyjny bazuje na 7-tygodniowym leżakowaniu w metalowych zbiornikach i okresowym mieszaniu, które umożliwiają kontakt z powietrzem i harmonizację płynu. Z perspektywy konsumentów jest to wręcz najszczersza emanacja podejścia jakościowego, ale również naturalnej elegancji oraz sprawnego (i niewymuszonego) łączenia tradycji z nowoczesną myślą gorzelniczą.

            Leżakowany “Mickiewicz” wraz z pierwotną wersją produktu to duet, który wyjątkowo sprawnie wpisuje się w zestaw wartości innowacyjnego biznesu, a z perspektywy klientów w sezonie letnim – jest absolutnym faworytem do miana alkoholu roku. Nie tylko sprawdzi się jako baza do drinków, ale również perfekcyjnie odnajdzie się w roli prezentu lub głównej atrakcji na nieco bardziej oficjalnych bankietach.

            Polscy przedsiębiorcy oprócz brania przykładu z BZK Alco powinni także spróbować samych owoców prac całego zespołu, ponieważ tylko wtedy zobaczą najprawdziwszą egzemplifikację starań przełożenia najlepszych wzorców biznesowych z Zachodu na krajowe podwórko. “Mickiewicz” to nie tylko bezprecedensowy popis polskiej myśli gorzelniczej, ale również azymut do dalszych starań polskich przedsiębiorców. Za to z pewnością warto trzymać kciuki.

             

             

             

            Atomowe oszustwo

              Wojna na Ukrainie pokazała, co naprawdę kryje się za kulisami europejskich dyskusji o elektrowniach atomowych. A jednocześnie wyszło na jaw, że skrajni ekolodzy z niemieckiej Partii Zielonych to skryci sojusznicy Kremla lub pożyteczni idioci, jak Lenin zwykł nazywać zagranicznych zwolenników rewolucji bolszewickiej

              Nasi zachodni sąsiedzi postanowili wyłączyć w tym roku swoje ostatnie elektrownie atomowe. Miała je zastąpić energia wytwarzana z gazu płynącego Nord Stream 2. Projekt gorąco wspierali Zieloni, chociaż doskonale wiedzieli, że spalanie węglowodorów ma fatalny
              wpływ na klimat. Dlaczego nikt głośno nie zaprotestował? Jeśli nie jest jasne, o co chodzi, zawsze w grę wchodzą pieniądze. Jak duże – powinny to ustalić niemieckie służby specjalne. Pierwszy sygnał, że już się coś w tej sprawie dzieje, stanowi medialna kampania wymierzona w byłego kanclerza Gerharda Schrödera, opłacanego przez Gazprom totumfackiego Putina. Śmiejemy się z amerykańskich zwolenników teorii spiskowej QAnon, a zapominamy, że wirus antyatomowości należy dokładnie do tej samej kategorii. Jego wyznawcy głoszą niechęć do czystej energii atomowej, a jednocześnie wspierają spalanie gazu ziemnego, z czym – kierując się przesłankami logicznymi – powinni walczyć. Najwyraźniej, ich zdaniem, rosyjski gaz jest krystalicznie czysty i nie ma wpływu na globalne ocieplenie. W oczach mediów zwolennicy QAnon są groźnymi szaleńcami wdzierającymi się do Kapitolu, a antyatomowi Zieloni – również nierzadko uciekający się do przemocy – to miłe dzieciaki walczące o lepszy świat. Na szczęście nie cała Europa podziela
              antyatomowe uprzedzenia. Epicentrum stanowią Niemcy wspierane przez Austrię i Luksemburg. Na przeciwnym biegunie sytuują się: Francja, Anglia, Słowacja, Węgry i Litwa. Z dobrodziejstw energii atomowej korzystają też pozostałe kraje naszego kontynentu, z wyjątkiem Włoch i Polski, którą… otaczają ze wszystkich stron cudze elektrownie atomowe. Ale to niedługo ma się zmienić.

              Putin doskonale zdaje sobie sprawę, że nowoczesne instalacje atomowe w Europie to cios w interesy Kremla. Dlatego podczas konfliktu na Ukrainie co rusz wyciąga kartę atomową i straszy Unię uszkodzeniem którejś z ukraińskich elektrowni, a to stanowi wodę na młyn Zielonych. Na przekór teoriom spiskowym w stylu QAnon należy szeroko tłumaczyć, że energetyka atomowa stanowi najbardziej stabilne źródło niskoemisyjnej energii i niezbędnej elektryczności. Z raportu „Net Zero by 2050” Międzynarodowej Agencji Energii wynika, że w połowie XXI w. źródła odnawialne mają dostarczać 90 proc. elektryczności, a resztę zapewnią elektrownie atomowe, co oznacza podwojenie zainstalowanej w nich mocy. Raporty specjalistycznych ośrodków badawczych dowodzą, że energetyka atomowa jest najmniej emisyjnym źródłem energii i przynosi wiele innych korzyści środowiskowych.

              Skąd więc niechęć Niemiec do atomu wyrażona słowem „Atomausstieg”? Podobno stanowi ona wynik nacisków lokalnych ruchów społecznych, które zyskały wielu zwolenników po katastrofach w Czarnobylu i Fukushimie. To jednak jedna strona medalu. W tle czają się Rosjanie ze swoją ofertą gigantycznych dostaw gazu. Warto przypomnieć, że w 1998 r. niemiecka Partia Zielonych utworzyła koalicję z socjaldemokratami, a kanclerzem został Gerhard Schröder z SPD, bliski współpracownik Putina. I tak zaczęła się oficjalna kampania przeciw energii atomowej.

              Niemcy nie dość, że sami sobie strzelili w stopę przez likwidowanie własnych elektrowni atomowych, to jeszcze prowadzą kampanię misyjną w innych krajach. Protestują przeciw planowanej budowie polskiej elektrowni jądrowej. Rząd federalny w ubiegłym roku, za pośrednictwem ambasady w Warszawie, postanowił przedstawić nam alternatywę dla energii jądrowej. Niezależnie odezwał się w tej sprawie rząd Brandenburgii, który ostrzegł przed rzekomym negatywnym oddziaływaniem elektrowni atomowych na środowisko. Działania te szybko wsparli polscy i niemieccy Zieloni. W lipcu ubiegłego roku zorganizowali wspólną akcję przeciwko energii atomowej w naszym kraju. Poseł Tomasz Aniśko z rodzimej Partii Zielonych i kandydatka do Bundestagu Anna Emmendörffer zakwestionowali plany budowy elektrowni jądrowych w Polsce. Protest miał charakter rekreacyjny, odbywał się z wykorzystaniem małego statku, który pływał po Odrze między Frankfurtem a sąsiadującymi z nim Słubicami.

              Nie wszyscy niemieccy wyborcy zgadzają się z Zielonymi. W połowie listopada ubiegłego roku pod Bramą Brandenburską w Berlinie odbył się protest przeciwko likwidacji elektrowni atomowych. Wsparły go organizacje z całej Europy, w tym polska FOTA4Climate. Protestujących poparł amerykański klimatolog i astrofizyk James Hansen, który przypomniał, że sześć reaktorów generuje więcej energii niż wszystkie panele fotowoltaiczne w Niemczech. Niedzielne wydanie prestiżowego dziennika „Die Welt” podało informację, że połowa obywateli Niemiec opowiada się przeciw zamknięciu działających elektrowni jądrowych. Co ważne, większość europejskich krajów nie podziela  prezentowanej przez niemiecki rząd nietolerancji dla atomu. Spektakularny zwrot nastąpił w Holandii, gdzie władze ogłosiły, że zamierzają zbudować 10 reaktorów jądrowych. Plany te, jak łatwo się domyślić, wywołały negatywną reakcję Dolnej Saksonii. Także Francja zapowiedziała inwestycje w reaktory modułowe – SMR – na które przewidziano miliard euro. Technologia ta ma szansę stać się francuskim produktem eksportowym.

              A co na to rodzimi Zieloni? Pomorski oddział partyjnej młodzieżówki krytycznie ocenił lokalizację elektrowni jądrowej w Choczewie, ale zaznaczył: „Nie jesteśmy pełnymi przeciwnikami atomu”. Może oznaczać to zmianę, ponieważ dotąd partia zajmowała takie samo stanowisko co niemieccy Zieloni. Na koniec dobra wiadomość: w lutym tego roku rząd podjął decyzję w dziedzinie „Polityki energetycznej Polski do 2040 r.” zakładającej budowę sześciu bloków jądrowych w dwóch elektrowniach do 2043 r., pierwszy ma ruszyć w 2033 r. Miejmy nadzieję, że planowana rezygnacja z węglowodorów z Rosji przyspieszy ten proces i za kilka lat w rodzimy pejzaż wpiszą się monumentalne chłodnie kominowe.

              A to przypomina mi dyskusję ze znajomymi na temat najlepszego miejsca na budowę wymarzonego domu, na przykład nad Bałtykiem lub w Tatrach. Trzeźwo patrzący na świat inżynier zaskoczył wszystkich: „Chciałbym zamieszkać w pobliżu elektrowni atomowej. Trudno sobie wyobrazić bardziej zadbaną i bezpieczną lokalizację. Wiem, co mówię, bo kolega z Francji ma dom w takim właśnie miejscu”.

              Nie boimy się przyszłości

              Amazon Web Services ma w swoim portfolio rozwiązania dla wielu branż. Jedna z nich rozwija się w ostatnich latach niezwykle dynamicznie. O wyzwaniach stojących przed dostawcami rozwiązań informatycznych w kontekście wymiany danych i jazdy automatycznej opowiada Mike Tzamaloukas – General Manager, Amazon Web Services Automotive

              Rozmawiał: Michał Garbaczuk

              Tworząc unikalne rozwiązania AWS staje się kreatorem innowacyjności swoich klientów, szczególnie w obszarze transformacji cyfrowej. Jakie usługi dla branży motoryzacyjnej zostały ogłoszone w tym roku podczas ostatniej, jubileuszowej konferencji Re:Invent w Las Vegas?

              Jedną z naszych usług dla rynku motoryzacyjnego jest AWS IOT Fleet Wise, którą kierujemy konkretnie do klientów z branży motoryzacyjnej w zakresie gromadzenia danych. Ostatnio ogłosiliśmy również, a mamy na tym polu długą historię, szereg różnych usług związanych z „parasolem motoryzacyjnym”, które są w pewnym sensie rozszerzeniami pozwalającymi dostarczać dane do automatów. Na przykład, możemy wprowadzić GreenGrass w pojazdach, nie martwiąc się o łączność między samochodem a chmurą. Wprowadziliśmy także IOT Core. To nie jest nowy produkt i oferujemy go od wielu lat, ale niedawno po raz pierwszy zaprezentowaliśmy to rozwiązanie dedykowane branży motoryzacyjnej na taką skalę. Nawiasem mówiąc, AWS IOT Fleet Wise współpracuje z IOT Core w tandemie. Z kolei Fleet Wise skupia się przede wszystkim na tym, jak ułatwić i poprawić wydajność przesyłania danych.

              W jakiej pozycji w stosunku do rynku motoryzacyjnego ustawia się AWS? Dostarczacie rozwiązania klientom kreując na nie popyt, czy tworzycie je w oparciu o zapotrzebowanie zgłaszane przez branżę?

              Amazon i AWS prezentują swoistą obsesję na punkcie klientów. Wszystko, co robimy, zaczyna się od zadania sobie pytania: „Na czym polega problem klientów? Jak mamy go rozwiązać? Jak sprawić, by nasze rozwiązanie było lepsze niż to, co znaliśmy do tej pory?” Rozmawiamy więc z producentami samochodów i oczywiście, zbieramy opinie na temat dostarczanych im usług oraz kluczowych obszarów ich zainteresowania, zastanawiamy się, w jakim obszarze najbardziej potrzebują pomocy. Aby odpowiedzieć na to pytanie, przedstawię krótko nasze podejście: zawsze najpierw jest klient, od którego staramy się pozyskać informacje, a następnie, na podstawie wywiadu tworzymy rozwiązanie, którego potrzebuje klient i wprowadzamy innowacje w jego imieniu. Zawsze też podnosimy poprzeczkę, by stworzyć coś, czego sobie nawet nie wyobrażali.

              To jakie są najnowsze trendy w motoryzacji i jaka jest w tym rola zespołu IOT?

              Przemysł motoryzacyjny oczywiście zmierza w kierunku łączności, autonomii, elektryfikacji i łatwości serwisowania. Poszczególne elementy oferty AWS są dostosowane do konkretnych projektów. Wraz z AWS IOT Fleet Wise, staramy się przede wszystkim skupić na tych trendach, by radzić sobie z potrzebą wydajnego i prostego zbierania danych o pojazdach. Ta usługa sprawi, że wprowadzanie do chmury małych i dużych zbiorów danych, danych pofragmentowanych i danych ze znacznikami czasu będzie proste, inteligentniejsze i wydajniejsze.

              I pomoże producentom motoryzacyjnym wykonać kolejny krok?

              Popatrzmy na to w następujący sposób. Nowoczesne samochody mają dziś kilka tysięcy części i w każdej chwili coś może pójść nie tak. To, jak szybko producenci będą mogli zebrać informacje o awarii lub nieprawidłowościach, oraz to, w jakiej formie będą mogli odbierać informacje z samochodu, zaważy o tym, jak w przyszłości będą mogli ulepszać swoje systemy autonomiczne. Producenci potrzebują dostępu do określonych ilości danych, określonych typów danych, aby mogli tworzyć lepsze samochody.

              Jak ważna jest łączność dla przyszłości samochodów i jaka jest przyszłość przemysłu motoryzacyjnego? Czy przyszłością są samochody autonomiczne, samochody sterowane oprogramowaniem?

              Nie jesteśmy producentami samochodów, dlatego nie chciałbym wskazywać kierunku, w jakim będzie się rozwijać branża, ale jako dostawca rozwiązań sieciowych możemy podejrzewać, co czeka nas w przyszłości. W AWS chcemy przede wszystkim pomóc twórcom szybciej zrealizować ich marzenia. Ale gdybym miał wam przedstawić moją interpretację tego, czym interesują się producenci samochodów, zdecydowanie patrzą w kierunku autonomiczności. Szukają bardziej dostępnej i niezawodnej łączności. Za kilka lat wejdziemy w świat pół-autonomicznej i w pełni autonomicznej jazdy. Bierzemy też udział w powszechnym procesie przechodzenia motoryzacji na elektromobilność. Kluczowym ma być rok 2030. W tym roku większość producentów chce mieć już w swojej ofercie wyłącznie pojazdy napędzane silnikami elektrycznymi. To dla nas ogromne wyzwanie nie tylko pod względem zapewnienia mobilności samych samochodów, ale też pod kątem przesyłania danych pomiędzy pojazdami, a infrastrukturą ładowania, systemami bankowymi itd.

              AWS umożliwia flotom samochodów łatwiejszy dostęp do danych, ale też narzędzia pozwalające radzić sobie z nimi. Potrafimy zebrać odczyty z szybkich czujników, takich jak kamera, lidar, radar oraz grupować informacje dotyczące całej floty w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Wierzymy, że dzięki tym możliwościom producenci samochodów mogą tworzyć rozwiązania, które sprawią, że jazda będzie łatwiejsza, szybsza i lepsza.

              Samochody stają się coraz bardziej cyfrowe i wydaje się, że już niedługo bez połączenia z siecią nie będą w stanie poruszać się po drogach. Jak ważne są zasoby w chmurze dla ich funkcjonalności i użyteczności?

              Chmura jest z pewnością jednym z czynników umożliwiających analizę zebranych danych, swoistym katalizatorem wartości sektora łączności. Tak więc chmura może być wykorzystywana przez twórców do wprowadzania określonych aplikacji i oprogramowania, które w przeszłości stanowiły integralną i niezmienną część wewnętrznego systemu pojazdu. Przenosząc część z nich do chmury zyskujemy dostęp w czasie rzeczywistym do zupełnie nowych możliwości i funkcjonalności wpływających na bezpieczeństwo i komfort podróżowania. Dobrym tego przykładem jest nawigacja satelitarna, która dziś nie musi przechowywać na dysku w samochodzie wszystkich map, a jedynie te, z których w danej chwili korzysta. Efektem tego jest znacznie mniejsza ilość danych w samochodzie, podczas gdy pełna, szczegółowa mapa dostępna jest w chmurze.

              Czy jest możliwe przejęcie informacji przekazywanych do chmury i wymianę pomiędzy infrastrukturą drogową a pojazdami? Jeśli tak, w jakim stopniu to się dzieje?

              V2X i różne kombinacje sieci lokalnych, które są tworzone między pojazdami a infrastrukturą drogową, znacznie rozwinęły się w ciągu ostatnich 2-3 lat w Stanach Zjednoczonych, a i w Europie widzimy poważne przyspieszenie tego procesu. Producenci samochodów z pewnością są w fazie testów nowoczesnych rozwiązań w tym zakresie, które za kilka lat staną się standardem w branży motoryzacyjnej, tak jak dziś radary monitorujące drogę przed pojazdem. Jednym z takich rozwiązań jest system zbierający dane od pojazdów zbliżających się do skrzyżowania. W idealnym scenariuszu zakładamy, że pojazdy nie będą musiały się zatrzymywać na czerwonym świetle, bo system sam będzie sterować zmianą sygnalizacji analizując aktualną sytuację wokół skrzyżowania. Jest wiele dobrych powodów, dla których to może i powinno się udać, a AWS jest dumny z tego, że może współpracować z producentami samochodów, miastami i innymi podmiotami zarządzającymi, od samego początku. Jesteśmy po to, żeby stworzyć przyjazny ekosystem potrzebny do tego rodzaju możliwości.

              Dzięki wymianie danych ruch mógłby być bezpieczniejszy?

              Mógłby być nie tylko bezpieczniejszy, ale też podróżowalibyśmy o wiele sprawniej. Wyobraźmy sobie, jaki jest najdoskonalszy sposób pokonywania skrzyżowania? Idealny sposób przekraczania skrzyżowania nie jest tak naprawdę statyczną drogą. Dzisiaj infrastruktura składa się z sygnalizacji świetlnej i czujnika przed skrzyżowaniem dla tej sygnalizacji. Jednak ten czujnik nie wie nic poza tym, że pojazd zbliża się do skrzyżowania. Nie ma pojęcia co to za pojazd, być może uprzywilejowany. A gdyby zebrać takie informacje dla każdego pasa, dane z pobliskich skrzyżowań, to na którym pasie się znajduje dany pojazd, czy ma zamiar jechać w lewo, w prawo, prosto… Można założyć scenariusz, że samochody będą mogły przecinać swoje trasy nawet przy dużych prędkościach, a wszystko byłoby kontrolowane przez lokalną sieć. Na tym etapie mogę zdradzić, że jako AWS uczestniczymy w testach, które wykonywane w kontrolowanych warunkach na zamkniętych torach testowych.

              Czy, żeby ten system zadziałał musimy wyrzucić kierowcę z samochodu? Od dawna mówi się, że najsłabszym ogniwem logistycznego łańcucha jest kierowca.

              Nie do końca, myślę, że wrażenia z jazdy na pewno się zmienią i myślę, że w większości przypadków będziemy musieli się do tego przyzwyczaić. Prawdopodobnie, jako dziennikarz miałeś okazję prowadzić samochód, który nie ma lusterek zewnętrznych, a jedynie kamery. Jakie było twoje pierwsze wrażenie?

              To było bardzo dziwne uczucie, kiedy spoglądając za szybę nie było tam nic, z kolei obraz widoczny był na ekranach w innych miejscach, niż te w które odruchowo kierujemy wzrok.

              Ja miałem dokładnie tak samo i przyzwyczajenie się do tego zajęło mi trochę czasu. Jeszcze więcej czasu zajmie nam pewnego dnia dostosowanie się do braku kierownicy, ale przecież cały czas poddawani jesteśmy procesowi adaptacji.

              Czyli przejmowalibyśmy sterowanie tylko w razie potrzeby i samochód sam nas o to poprosi?

              Tak, dokładnie.

              Badania mówią, że dziś 70% amerykańskich kierowców boi się samochodów autonomicznych. Czeka nas zatem wiele pracy, aby rozwiać wszelkie niejasności w tym zakresie. Misją dziennikarza jest mozolne wyjaśnianie, że technologia jest stworzona dla naszego bezpieczeństwa i naszego życia, ale nawet ja mam wciąż wątpliwości, jaki scenariusz wybierze auto w konkretnej sytuacji. Jeśli system będzie miał pewność, że zdarzy się wypadek, to samochód zdecyduje się uderzyć w drzewo, inny samochód, czy w człowieka? Wybierze „mniejsze zło”?

              MIT ma tzw. „silnik moralny”. Trzy lata temu w AWS stworzyliśmy coś, co dokładnie odpowiada na twoje pytanie. Jak stworzyć sztuczną inteligencję, która rozwiązuje problemy związane z sytuacjami życia lub śmierci. Wspomniałeś, że 70% Amerykanów boi się samochodów autonomicznych. Nie znam dokładnej liczby, ale zastanawiam się, jaki jest procent takich kierowców w Chinach. Może to być 0. Próbuję tutaj powiedzieć, że różne kraje mają różne postrzeganie technologii i tego, jak szybko wejdzie ona do głównego nurtu. Na przykład w Stanach Zjednoczonych zajęło to dziesięciolecia, zanim ponad 50% populacji korzystało z kart kredytowych. W Chinach przejście od płatności gotówkowych do samych płatności telefonicznych zajęło mniej niż 10 lat.

              Dawno, dawno temu pojazd miał tylko silnik spalinowy, cztery koła i trochę gołego metalu, ale dzisiejsze samochody są już poważnymi centrami danych. Samochody z lat 2022-23 będą wyposażone w 2-3 wysokowydajne komputery i skomplikowany infotainment, zwłaszcza jeśli mówimy o pojazdach 3 poziomu autonomiczności. Wyposażymy je w lidar, szereg kamer itp. Jak więc sobie poradzić z diagnostyką, kiedy czasem sztuczna inteligencja podejmuje decyzje, które nie są łatwe do wytłumaczenia lub opisania w rzeczywistości? Ludzie będą wybierać cel podróży, a pojazd będzie musi podejmować miliony decyzji w każdej sekundzie. Właśnie te rzeczy są powodem, dla którego zbudowaliśmy usługę AWS IOT Fleet Wise. Aktualnie wdrażamy procesy, dzięki którym, klienci mogą potencjalnie skorzystać z rozszerzonego i bardziej wydajnego gromadzenia danych AWS.

              Przyszłość zapowiada się więc bardzo ciekawie.

              Chcę podkreślić kilka rzeczy dotyczących tego, co widzimy w przyszłości. Wierzymy, że gdy producenci samochodów przyjrzą się nadchodzącym kilku latom i pojazdom, które zamierzają produkować, będziemy musieli znaleźć rozwiązania, które pomogą nam nie tylko rozumieć, ale też ulepszać pojazdy jeżdżące po naszych drogach.

               

              Ważne Informacje

              Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

              Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

              Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

              Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

              XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

              XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

              Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

              Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

              Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

              Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

              III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

              Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...