.
Strona główna Blog Strona 121

Lifestyle Management

O zdrowiu i wellbeingu, rozwoju organicznym i akwizycjach, historii i teraźniejszości Medicover mówi John Stubbington, COO Healthcare Services, Medicover.

Rozmawiał: Adam Dariusz Maciejewski

Dziś Medicover to duża, rozpoznawalna firma obecna w 14 krajach na świecie z przychodami ok. 1,4 mld euro w 2021. A jak wyglądały początki?

Sięgają 1993 roku, kiedy szwedzki przedsiębiorca, właściciel firmy świadczącej usługi medyczne w Kenii (Africa Air Rescue) Bengt Beckmann założył ABC MEDICOVER. Można powiedzieć, że firma powstała…z potrzeby serca. Beckmann stwierdził, że w Polsce brakuje prywatnej opieki medycznej w standardzie Premium, a do takiego wniosku doprowadziła go historia jego żony, Marii Sapiehy, której ojciec – Polak doświadczał braku adekwatnej opieki w trakcie choroby. Niebawem do nowo powstałego biznesu dołączył przyjaciel rodziny, Jonas af Jochnick (założyciel Oriflame), jak i Fredrik Rågmark (obecnie CEO Medicover). Pierwsze biuro i centrum medyczne powstały w Warszawie w 1995 roku. Wówczas załoga liczyła 70 osób, a warto wspomnieć, że aż 10 z nich nadal pracuje w Medicover. W ciągu pierwszych czterech lat otworzyliśmy swoje centra w sześciu kolejnych miastach Polski, a także pozyskaliśmy pierwszego ogólnopolskiego klienta. Reszta to historia, łącznie prawie 28-letnia, o której można by mówić wiele. W tym czasie Medicover rozwinął dwie dywizje – Healthcare Services (w tym: centra medyczne, szerokoprofilowe szpitale, apteki, kliniki leczenia niepłodności, centra stomatologiczne, salony optyczne, centra zdrowia psychicznego, a także kluby fitness i siłownie) oraz Diagnostic Services (w tym: laboratoria i punkty pobrań krwi). Powiem więc ogólnie, że dziś, będąc znacznie bardziej rozwiniętym organizmem, nadal jesteśmy na drodze rozwoju. Medicover zatrudnia blisko 39 tysięcy pracowników w 14 krajach świata, w których prowadzimy działalność operacyjną, zapewniając dostęp do szerokiego portfolio usług z zakresu zdrowia i wellbeingu. Nasze największe rynki to: Polska, Niemcy, Rumunia i Indie, siedziba Medicover mieści się w Sztokholmie, a od 2017 roku jesteśmy notowani na tamtejszej giełdzie Nasdaq Stockholm.

Imponująca i ciekawa historia rozwoju o której wie pewnie niewielka część waszych klientów. Notowanie na giełdzie to potwierdzenie stabilności oraz transparentności biznesu. Raporty giełdowe publikujecie na stronie internetowej. Jako osoba blisko związana z rynkiem giełdowym, a jednocześnie zainteresowana rozwojem prywatnej służby zdrowia, jestem ich regularnym czytelnikiem. Tym bardziej, że może to być również ciekawy cel inwestycyjny. Sądząc po waszej wycenie giełdowej – ok. 1 mld USD przy wskaźniku C/Z powyżej 36 – jesteście spółką bardzo dobrze ocenianą przez inwestorów i wciąż wysoce perspektywiczną. W tym kontekście szczególnie interesująca wydaje się Wasza silna ekspansja w już – od roku 2022 – najbardziej zaludnionym kraju świata, czyli w Indiach.

Indie są drugim co do wielkości rynkiem dla dywizji Healthcare Services, gdzie zatrudniamy ponad 7 200 pracowników. Działalność w tym wyjątkowym kraju rozpoczęliśmy w 2016 roku od usług leczenia niepłodności, ponieważ jest to rynek o ogromnym zapotrzebowaniu w tym segmencie. Równolegle, chcemy oferować ten sam standard opieki zdrowotnej, co na rynkach zachodnich – inwestujemy więc w szpitale wielospecjalistyczne. Zaczynaliśmy tam od dziewięciu szpitali w 2017 roku, a obecnie prowadzimy ich ponad 20 (z czego dwa to specjalistyczne centra onkologiczne), a także dwa centra radiologiczne i 19 klinik leczenia niepłodności w Delhi i Hyderabadzie. Medicover nadal zwiększa swoją obecność w stanach Andra Pradesh, Maharashtrai Telangana. W ciągu roku dołączyło do nas pięć szpitali. Nasze całkowite indyjskie portfolio liczy obecnie ponad 40 wysokiej klasy placówek medycznych (świadczących usługi szpitalne i usługi leczenia niepłodności). A ponieważ Indie to kraj, który „nigdy nie śpi”, plany rozbudowy tej sieci są ambitne.

Skupiacie się na zdrowiu i wellbeingu – jak definiujecie te pojęcia?

Nasz wpływ na klientów określamy następująco: „Pomagamy Ci w utrzymaniu zdrowia i dobrego samopoczucia, abyś mógł cieszyć się życiem”. Dlatego w naszym portfolio znajdują się usługi z zakresu profilaktyki i opieki ambulatoryjnej, specjalistycznej opieki zdrowotnej, innowacyjne usługi stomatologiczne, zaawansowane procedury in vitro, ale i rozwiązania z zakresu wellness, w tym szeroka oferta sportowa i dietetyczna. Oferujemy ponadto pakiety sportowo-rekreacyjne oraz nowoczesny, intuicyjny system do budowania zaangażowania pracowników – Medicover Benefits. W naszym podejściu stawiamy na coś, co określiłbym mianem lifestyle managementu. Zdrowie nie jest wąskim obszarem, sprowadzonym wyłącznie do medycyny. To cały styl życia w zdrowiu. Takie podejście, w którym zdrowie jest częścią wellbeingu, wyznajemy i chcemy promować względem naszego otoczenia.

Medicover i sport chyba wciąż dla wielu pozostaje nieoczywistym połączeniem, prawda?

Świadomość Polaków na temat wpływu sportu i aktywności fizycznej na zdrowie jest coraz większa i coraz częściej oczekują oni wysokiej jakości usług z tego zakresu. Śledzimy ten trend od lat i konsekwentnie budujemy swoją pozycję w świecie sportu, począwszy od akwizycji operatora pakietów sportowych dla firm OK System w 2018 roku, a skończywszy na przejęciach blisko stu klubów fitness i siłowni w ciągu tylko ubiegłego roku. W 2021 roku, w miejsce marki OK System, powołaliśmy markę Medicover Sport, która dziś oferuje pracownikom objętym programem benefitowym dostęp do 4400 obiektów sportowych i rekreacyjnych, w tym do wielu należących do nas klubów i siłowni. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy do portfolio Medicover dołączyło wiele nowoczesnych obiektów działających pod markami: Just GYM, Holmes Place, FITARENA, Quanfit, Fit Forma, Calypso Fitness Club (na zasadzie franczyzy), McFIT. Można więc mówić o naszym spektakularnym wejściu do świata sportu. I to nie jest nasze ostatnie słowo!

Medicover dużo inwestuje, nie tylko w nowe dla siebie obszary. Równolegle rozwijacie też swoje stricte healthcare’owe portfolio.

Nasza strategia rozwoju jest dwutorowa – zakłada rozwój organiczny, jak i rozwój poprzez wspomniane akwizycje. I rzeczywiście, jakkolwiek wychodzimy poza tradycyjnie pojmowane ramy „healthcare”, to nadal inwestujemy w nasze usługi ambulatoryjne czy szpitalne. Otwieramy nowe, wielospecjalistyczne centra medyczne w dużych miastach Polski – ostatnio w  Gdyni, Warszawie i Krakowie. Aktualnie mamy zakontraktowaną dalszą obecność lub pojawienie się z ofertą centrum medycznego w wielu prestiżowych, biznesowych lokalizacjach w całym kraju.

W ramach rozwoju usług szpitalnych w ciągu ostatniego roku dokonaliśmy szeregu inwestycji, które pozwalają wzmacniać pozycję firmy i tym samym podnosić poziom opieki zdrowotnej. Były to przejęcia szczecińskiego Domu Lekarskiego – sieci centrów medycznych i dwóch oddziałów szpitalnych, warszawskiej kliniki CM MML, jednej z nielicznych klinik w kraju i Europie, która specjalizuje się w pełnoprofilowej diagnostyce i leczeniu schorzeń w obrębie głowy i szyi oraz górnych dróg oddechowych. Podpisaliśmy również umowę przejęcia Grupy CDT Medicus – prywatnego dostawcy usług medycznych z okręgu legnicko-głogowskiego – co było jedną z największych inwestycji w historii Medicover. Dzięki niej portfolio naszej firmy poszerzyło się o wysokiej klasy centra medyczne – dwa szpitale i kilkanaście poradni specjalistycznych. Innym, perspektywicznym projektem jest pozyskanie jednego z największych w Polsce podmiotów świadczących usługi medyczne i badania kliniczne – Nasz Lekarz.

Medicover posiada również sieć 36 nowoczesnych salonów optycznych, działających w największych miastach Polski pod markami – Medicover Optyk i Lynx Optique, z których drugą przejęliśmy w tym roku.

Wróćmy do ekspansji zagranicznej. Czym, poza Indiami, możecie się ostatnio pochwalić z tego obszaru?

W ubiegłym roku dywizja Healthcare Services, Medicover rozpoczęła działalność z zakresu leczenia niepłodności na nowych dla nas rynkach – w Danii i Norwegii. Oba rynki są dla nas bardzo perspektywiczne i z ekscytacją patrzymy na nasz rozwój w tych krajach. W 2022 roku pojawiliśmy się również w Niemczech za sprawą inwestycji w obszarze usług stomatologicznych. Medicover Stomatologia podpisała umowę, na bazie której zainwestuje w 100 proc. udziałów MeinDentist, niemieckiej sieci znanych w Berlinie i Poczdamie klinik stomatologicznych. Traktujemy to jako ważny krok w stronę międzynarodowej ekspansji i budowania europejskiej marki Medicover Stomatologia. Ta marka rośnie dynamicznie od lat i jest wiodącym podmiotem konsolidującym rynek usług dentystycznych w Polsce.

Konsolidacja i standaryzacja w obszarze stomatologii to chyba coś, czego dotychczas w Polsce brakowało?

Aktualnie w rodzinie Medicover Stomatologia mamy blisko 90 centrów stomatologicznych w Polsce i Niemczech. W 2021 roku podjęliśmy decyzję, by każde nowo otwierane centrum funkcjonowało w koncepcie „Rytuału Uśmiechu”, łączącym wysoką jakość leczenia, wyjątkowy design miejsca z nowym standardem obsługi pacjenta. Zgodnie z założeniami, które postawiliśmy sobie na 2021 rok, liczba naszych gabinetów przekroczyła 300. Równolegle, obok otwierania centrów stomatologicznych pod marką Medicover Stomatologia, dokonujemy akwizycji lokalnych liderów z rynku dentystycznego. Dzięki temu do naszego portfolio dołączyły takie kliniki, jak: Impladent – warszawski lider implantologii, Poliklinika Stomatologiczna „Pod Szyndzielnią” w Bielsku-Białej wraz z kliniką Ortodoncja Becker w Bielsku-Białej i Katowicach, którzy są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych klinik stomatologicznych na rynku. W ofercie klinik pacjenci znajdą usługi z zakresu nowoczesnej diagnostyki, ortodoncji, w tym leczenia Invisalign, chirurgii, implantologii i stomatologii estetyczne. Innym przykładem jest klinika Ortho Esthetica – jedna z wiodących na rynku podwarszawskich klinik stomatologicznych, lider leczenia ortodontycznego w regionie. Nasza ostatnia krajowa inwestycja to przejęcie opolskiego lidera – Ambasady Uśmiechu. To pierwsze nasze centrum stomatologiczne w tym regionie. Jedna z publikacji prasowych mówiła o tym, że „Medicoverowi uśmiechają się zęby” i pozostaje mi tylko powiedzieć, że z uśmiechem patrzymy na przyszłość tego biznesu.

Taka optymistyczna perspektywa faktycznie może wywołać uśmiech i lepsze samopoczucie. Może coś jeszcze ciekawego ma pan w zanadrzu ?

Oczywiście – zdrowie psychiczne. Jest to dla nas jeden z fundamentów szeroko pojętego zdrowia i wellbeingu. Dlatego efektywnie rozwijamy się w tym obszarze. Wpływa na to również fakt, że od kilku lat obserwujemy rosnące potrzeby naszych pacjentów w ramach opieki psychologiczno-psychiatrycznej, sytuację na polskim rynku świadczeń zdrowotnych z zakresu psychologii i psychiatrii oraz rosnącą, niestety, liczbę osób cierpiących na zaburzenia psychiczne.

Dlatego w grudniu 2021 roku powołaliśmy markę Mind Health, pod którą rozwijamy naszą sieć centrów zdrowia psychicznego w całej Polsce. Aktualnie jest to 8 centrów w dużych miastach. W tym obszarze równolegle stawiamy na akwizycje. W kwietniu tego roku do naszego portfolio dołączyło m.in. pięć nowoczesnych centrów terapii wraz z pierwszym w Polsce kompleksowym prywatnym szpitalem psychiatrycznym, działających wówczas pod uznaną marką Allenort. Dokonując tej konsolidacji liczymy na efekt synergii i na wzmocnienie naszej pozycji w świecie mental health. Chcemy być przygotowani do tego, by odpowiedzialnie i kompleksowo móc leczyć chorych w każdym wieku i poprawiać stan zdrowia psychicznego pacjentów w Polsce.

Problemy z obszarze zdrowia psychicznego to poważne wyzwanie dzisiejszych czasów.
A mówiąc o wyzwaniach, trudno nie zapytać o ogólną kondycję prywatnego sektora ochrony zdrowia w Polsce. Jakie z tych systemowych wyzwań dotyka Medicover najbardziej?

Dotyczą nas te same wyzwania, co pozostałych graczy na rynku prywatnej opieki zdrowotnej. Pojawienie się nowej, bardzo zakaźnej jednostki chorobowej COVID-19, rosnące braki w zakresie dostępności kadry medycznej, wysoka inflacja, jak i wzrost zapotrzebowania na zaawansowane badania diagnostyczne po pandemii to czynniki, które determinują dostępność usług, jak i kondycję całego sektora ochrony zdrowia. Mimo tych wszystkich wyzwań, w Medicover dążymy do zachowania najwyższego standardu świadczonych usług. Udrażniamy system poprzez rozwiązania z zakresu e-zdrowia, np. poprzez telemedycynę (teleporady, czaty z lekarzami). Docelowo chcemy również zwiększać rolę pielęgniarek i pielęgniarzy. W ostatnich miesiącach wdrożyliśmy usługi pielęgniarki specjalistycznej, gdzie personel medyczny ma znacznie szerszy zakres obowiązków, np. przeprowadza badanie, wystawia skierowanie na podstawowe badania lub szybkie testy diagnostyczne. Wdrażamy rozwiązania typu Medicover Express, dedykowane pacjentom z infekcjami sezonowymi i umożliwiające szybką dostępność do lekarza internisty. Ponadto w sezonach infekcyjnych modyfikujemy godziny funkcjonowania wybranych centrów medycznych, aby sprostać zwiększonym potrzebom naszych pacjentów.

A jak sami pacjenci postrzegają jakość i dostępność usług w Medicover?

Patrząc na wskaźniki badań satysfakcji pacjentów, widzimy, że jakość i dostępność w centrach Medicover znacznie się poprawiła. Oferujemy więcej usług, lepszą dostępność, szereg rozwiązań
z zakresu e-zdrowia oraz więcej nowoczesnej i zaawansowanej diagnostyki.

Realizujecie holistyczne podejście do opieki zdrowotnej. A jak z waszym podejściem do zrównoważonego rozwoju świata, którego człowiek jest elementem?

Podejście Medicover bezpośrednio przyczynia się do realizacji trzech Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ (SDGs) określanych jako: #3 Dobre zdrowie i dobrobyt, #8 Godna praca i wzrost gospodarczy, #4 Wysokiej jakości edukacja, Przyczyniamy się również do realizacji dwóch celów wspierających: #13 Działania w dziedzinie klimatu, #16 Pokój, sprawiedliwość i silne instytucje.

Wszystkie szczegóły można znaleźć w naszym Raporcie Rocznym 2021.

Na koniec pytanie o przyszłość. W którym kierunku będzie podążała grupa Medicover?

Każdy rok przynosi coraz nowsze wyzwania i szanse. Działając w duchu naszego hasła przewodniego: „Wszystko dla Twojego zdrowia”, chcemy tak kompleksowo, jak tylko się da, adresować potrzeby pacjentów w obszarze szeroko pojmowanego zdrowia. Dotychczasowe rezultaty i dynamika, które osiągnęliśmy, pokazują, że jesteśmy na właściwej ścieżce.

 

Co lubi John Stubbington?

Ulubiony sport: piłka nożna

Podróż marzeń: Zambia, jej wodospady i dzika przyroda

Ulubiona grupa muzyczna: The Stone Roses z Manchesteru

Prywatne, nie korporacyjne, motto: codziennie staraj się być lepszym chociaż o 0,1%

 

RAMKA

Raporty giełdowe Healthcare Services, Medicover można je znaleźć na globalnej witrynie korporacyjnej pod adresem https://www.medicover.com/financial-information/reports-and-presentations.

 

Beata Drzazga: Jak odsłonić pokłady kreatywności?

Beata Drzazga, businesswoman, prelegentka i doradca biznesowy, poznała od podszewki rynek amerykański, czyli kolebkę światowej przedsiębiorczości. Zatrudnia ponad 3,2 tys. osób, prowadząc firmy na dwóch kontynentach. Opowiada o swoich amerykańskich doświadczeniach, a także o tym, jak pomaga i młodym, i doświadczonym przedsiębiorcom, którzy chcą wejść ze swoimi projektami na wyższy poziom oraz rewidować i analizować swoją obecność w biznesie.

Kilka projektów naraz, regularne podróże, codzienna odpowiedzialność za ogromne biznesy. Odczuwa pani zmęczenie?
Bywa, ale to pozytywne zmęczenie. Na co dzień robię to, co kocham, a więc prowadzę kilka firm, m.in. jestem założycielem i prezesem BetaMed S.A., posiadam własną klinikę laseroterapii Drzazga Clinic, a także salon mody Dono da Scheggia. Udzielam się naukowo, występuję na konferencjach. Ostatnio byłam w Singapurze na naukowej i technicznej konferencji, często bywam w Stanach Zjednoczonych, np. w Dolinie Krzemowej, gdzie uczestniczę w konferencjach naukowych nt. nowych technologii i sztucznej inteligencji. Obecnie zastanawiam się nawet nad inwestowaniem w start-upy oraz AI. Na różnych spotkaniach poznaję niesamowitych naukowców, m.in. wspaniałego polskiego inżyniera i przedsiębiorcę Janusza Bryzka, który jest twórcą i ojcem sensorów wykorzystywanych na całym świecie np. w oponach aut, stworzył dziewięć wielkich firm i je sprzedał oraz otwiera kolejne. Od kilkudziesięciu lat jest bardzo szanowany w USA i na świecie. W Stanach Zjednoczonych jest nawet ulica nazwana od jego nazwiska „Bryzek Way”. Poznałam także niesamowitego Polaka, profesora na uczelni Stanford, Piotra Moncarza, oraz wielu innych biznesmenów i absolutnie inspirujących przedsiębiorców. Wymieniamy się wspólnie naszymi doświadczeniami i wiele się od siebie uczymy. Nauka jest jedną z moich największych pasji. Pewnie dlatego zdecydowałam się prowadzić własne sesje i szkolenia.

Przez długie lata prowadziła pani biznes w Stanach Zjednoczonych i zna pani tamtejsze warunki jak mało kto. Jak sobie radzą w biznesie Amerykanie?
Podobnie jak my. Amerykanie mają przedsiębiorczość we krwi, ale faktycznie w czasie pandemii też było naprawdę różnie, jak u nas. Najważniejsze są osobowość, mentalność i pozytywne nastawienie. Takie osoby szybciej patrzą w przyszłość, zostawiając niepowodzenia za sobą. Ja właśnie mam taki charakter. Wielu ludzi w Polsce także. To pomaga pokonywać różne kryzysy w biznesie. Biznes bowiem to nie są tylko piękne i spokojne dni. Dlatego też chcę tego uczyć przedsiębiorców, by nabrali takiego właśnie podejścia do prowadzenia biznesu.

Ma pani na koncie spore zasługi w wymianie doświadczeń między polskim i amerykańskim biznesem. Dzięki pani staraniom i uczestnictwie w misjach gospodarczych między Polską a Nevadą przedsiębiorcy mogli zobaczyć i sporo się nauczyć od osób prowadzących swoje firmy. Dostała pani tytuł Ambasadora Biznesu Nevady od gubernatora stanu Briana Sandovala.
Wspominam ten okres bardzo dobrze. Łączyliśmy polskich przedsiębiorców z uczelniami w Reno oraz właścicielami biznesów właśnie z Nevady. Blisko współpracowałam z Izbą Amerykańsko-Polską w Nevadzie, gdzie byłam jej członkiem. Współpracowałam z honorowym konsulem Polski w Las Vegas Johnem Petkusem, który prowadził tę Izbę i organizował misje gospodarcze wraz z gubernatorem Brianem Sandovalem, a także jego prawą ręką Chrisem Sanchezem, dyrektorem ds. rozwoju gospodarczego Nevady.
Dzięki tym misjom gospodarczym między Polską a Nevadą podpisana została współpraca. Tam też z rąk gubernatora otrzymałam tytuł pierwszego Ambasadora Biznesu Nevady. W późniejszym czasie w Polsce również podpisano współpracę z Nevadą w Katowicach między Śląskiem a Nevadą oraz m.in. z Lublinem. Sam gubernator Brian Sandoval wraz z dyrektorem Chrisem Sanchezem oraz konsulem Johnem Petkusem odwiedzili moją klinikę BetaMed S.A., widzieli piękne warunki i wyjątkowe podejście do pacjenta. Miło mi było, kiedy sam gubernator powiedział: „Beata, powinnaś taką klinikę i z taką miłością otworzyć w Nevadzie”.
Z gubernatorem i Chrisem Sanchezem leciała cała grupa biznesmenów, włącznie ze mną, z misją gospodarczą do Chile i Peru. Misja ta miała na celu nawiązanie współpracy z biznesem w tych krajach, aby Nevada mogła dalej się rozwijać.

„AMERYKANIE UCZĄ SIĘ PRZEDSIĘBIORCZOŚCI OD NAJMŁODSZYCH LAT, TERAZ CZAS NA POLSKĘ”

Dla mnie jako przedsiębiorcy w tej misji zorganizowano ze strony Nevady rozmowy ze szpitalami i z placówkami medycznymi, aby można było wymienić się doświadczeniami i możliwością współpracy. To dało mi też kolejną, nową perspektywę widzenia rynków na świecie.

A jak to się zaczęło w Polsce?
Po drodze miałam niemało przeszkód. Finansowanie na start? Prawie żadne. Know-how? Biznes poznawałam na własnej skórze: uczyłam się, testowałam, wdrażałam. Mój zespół zaczynał się dosłownie od dwóch, może trzech osób. Obecnie zatrudniamy już ponad 3,2 tys. Branżę medyczną znałam z własnych doświadczeń zawodowych, a wiedzę z zakresu zarządzania czy marketingu zgłębiałam w trakcie studiów. Do tego dochodziły również obowiązki domowe i rodzinne, m.in. jako mama sama wychowująca dwoje dzieci. To wszystko mnie bardzo wzmacniało, cieszyło i dodawało skrzydeł. Lubię wyzwania.

Teraz chce pani tę wiedzę przekazywać dalej.
Tak, uwielbiam dzielić się historiami, które realnie motywują do działania. Nie mówię wyłącznie o kobietach – prowadzę szkolenia dla każdego. Doradzanie to dla mnie odpowiedź na nurtujące pytania większości przedsiębiorców. Jest to źródło ogromnej inspiracji poparte realnymi przykładami z życia. Często powtarzam, że nie sztuką jest naczytać się setek książek motywacyjnych, grunt to wdrożyć te nauki w życie i usłyszeć to od kogoś, kto tego doświadcza i przez to wciąż przechodzi. Dlatego też chcę natchnąć Polki i Polaków do działania.

To ciekawe, że wspomina pani o sztuce. O niej Jamie Foxx, amerykański aktor, którego miała pani szansę poznać osobiście, kiedyś powiedział, że „wszystko może cię zainspirować, a masz szansę wzrastać, obserwując innych ludzi – obserwując, jak oni wykonują swoją pracę”.
I całkowicie podpisuję się pod tymi słowami. Miałam okazję wiele razy spotkać Jamiego Foxxa. Jest moim bardzo dobrym znajomym. Zapraszał mnie i moich przyjaciół na wiele koncertów i wyjazdów. Byliśmy u niego wielokrotnie w domu. Zaprosił mnie na plener planu filmu „Django”, gdzie na żywo obserwowałam pracę aktorów, w tym Samuela L. Jacksona czy reżysera Quentina Tarantino. Dużo czasu spędzaliśmy na rozmowach. Właśnie obserwując innych, można zobaczyć, jak się żyje, jak być pozytywnym. Ja to właśnie mam. Stąd taka energia, którą mam, i ona pozwalała na to, że się dobrze rozumieliśmy. Znowu ta mentalność odgrywa ogromną rolę. Właśnie w ten sposób budowałam swoje biznesy zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych. Pamiętam mój projekt z Miami – BetaNest Electronics: dwa sklepy z elektroniką, które były ogromną szkołą biznesu. Tutaj z kolei musiałam walczyć z inną mentalnością pracowników z Ameryki Południowej, którzy owszem, byli bardzo pozytywni, ale nie przywiązywali wagi do tego, że biznes to ogromne poświęcenie.

W USA przedsiębiorczość wspierana jest jednak na wielu płaszczyznach…
…a wszystko zaczyna się od szkoły. Zgadza się. Dla przykładu, w amerykańskich liceach nastolatkowie mogą wybierać spośród kilku, a nawet kilkunastu kursów związanych z ekonomią, marketingiem, zarządzaniem czy przedsiębiorczością. Nierzadko już nastolatkowie rozpoczynają własne biznesy po zajęciach. Tego faktycznie u nas brakuje. Tam i państwo, i szkoły wspierają tę przedsiębiorczość. Wychodzę jednak z prostego założenia: Amerykanie uczą się przedsiębiorczości od najmłodszych lat, teraz czas na Polskę.

Dlaczego pani chciałaby mieć bezpośredni wkład w rozwój polskiej przedsiębiorczości?
Przede wszystkim dlatego, że w Polakach drzemią ogromne pokłady kreatywności oraz wyjątkowa chęć ciężkiej pracy. Polacy jak już posiadają swoją wielką pasję, to są niemożliwi w biznesie. Mocni, zaradni – zarówno kobiety, jak i mężczyźni tworzą coś wielkiego. Potrzeba nam jednak nieco więcej odwagi, a już działającym na rynku przedsiębiorcom – wewnętrznej siły. Kluczem jest zmiana mentalności. Musimy sobie zadawać pytania, jakim chcemy być szefem, a jakim właściwie jesteśmy. Osobiście czuję ogromną satysfakcję z doskonalenia więzi z własnym zespołem. Bardzo mi zależy na naturalnej relacji z każdym pracownikiem, a znajdowanie nowych rozwiązań, aby motywować jeszcze skuteczniej, to moja prawdziwa pasja. Właśnie z takim nastawieniem należy tworzyć jakikolwiek biznes. Nastawieniem nie tylko proklienckim, lecz także po prostu proludzkim. Aby darzyć każdego szacunkiem i szanować indywidualne potrzeby. To klucz do prowadzenia efektywnej firmy. Chciałabym, aby pamiętali o tym nie tylko młodzi, ale przede wszystkim już aktywni przedsiębiorcy.

Odnosi pani wrażenie, że to jednak kobiety w tych kwestiach sprawdzają się lepiej?
Nie. Kobiety i mężczyźni, jeśli już są przedsiębiorcami, działają podobnie. Może kobiety dodają więcej empatii oraz wyczucia. Idą jednak równie mocno i nie boją się decydować. Chcę jednak zaznaczyć: wbrew pozorom i pewnym stereotypom kobiety również nie poddają się emocjom. A jeśli już, to szybko dzięki temu biznes może być z bardziej ludzkim podejściem.

„W POLAKACH DRZEMIĄ OGROMNE POKŁADY KREATYWNOŚCI ORAZ WYJĄTKOWA CHĘĆ CIĘŻKIEJ PRACY. KIEDY JUŻ POSIADAJĄ SWOJĄ WIELKĄ PASJĘ, SĄ NIE DO ZATRZYMANIA”

Często osoby, które chcą otworzyć biznes, boją się zrobić pierwszy krok.
Percepcja biznesu zależy od osobowości danego przedsiębiorcy i możliwości na rynku oraz popytu. Ludzie, którzy chcą być przedsiębiorcami, ale patrzą wyłącznie na stopę zwrotu i we wszystkim widzą tylko możliwe do wystąpienia negatywne scenariusze, mają trudności z otworzeniem biznesu. Dlatego tak istotne są konsultacje – czasami potrzebujemy opinii osoby całkowicie z zewnątrz, aby zrozumieć własne błędy czy zachowania oraz móc odpowiedzieć na pytanie, czy powinniśmy zaczynać biznes, czy nie. Pracując z przedsiębiorcami, widzę, jak bardzo potrzebujemy oparcia i racjonalnego kierunkowania własnej energii. Polecam to zarówno młodym, jak i doświadczonym przedsiębiorcom.

Często własna firma staje się pułapką.
Tak, widziałam to w Stanach, ale i fala przepracowania jest również ogromna w Polsce. Czasami szczera pasja prowadzi do zamknięcia się w ramach swoich projektów – w takich przypadkach również doradzam, a osoby, z którymi pracuję, widzą realną poprawę, nabierają zdrowego dystansu i widzą swoje błędy z innej perspektywy.

Czy pani już się złapała na pracoholizmie?
Faktycznie bywało blisko, ale potrafię i staram się zachować umiar. Oczywiście zdaję sobie sprawę z pewnych ograniczeń, które niesie ze sobą prowadzenie własnej działalności, ale to moja zdrowa pasja. Bardziej by mnie ograniczała praca etatowa, z którą miałam już do czynienia. Teraz czuję o wiele większą odpowiedzialność – nie tylko za swoich pracowników, lecz także ich rodziny. Mimo wszystko czuję wolność. To klucz do zrozumienia swojego zespołu – będąc pracodawcą, muszę pamiętać, że jestem odpowiedzialna nie tylko za zatrudnionych. Mam jednak również ogromne poczucie sprawczości. To ode mnie i moich współpracowników zależy kierunek, w którym będą się rozwijać nasze marki. Największym szczęściem przedsiębiorców jest właśnie zgrany zespół, który z satysfakcją dokłada swoją cegiełkę do budowy firmy. Proszę mi wierzyć – to bezcenne uczucie. To ludzie tworzą firmę. Ja mam wspaniałych pracowników, zarządzających filiami oraz sam personel medyczny. Ludzie, z którymi zarządzam firmą, są bardzo ze mną zgrani. To również wizjonerzy. Są odpowiedzialnymi i lojalnymi pracownikami. Żadne przedsiębiorstwo nie istniałoby bez takich zgranych ludzi.

Plany na najbliższą przyszłość?
Najogólniej – rozwijać się i pomagać rozwijać się innym. Doświadczenie to jeden z największych kapitałów, jaki można przekazać. Mam to szczęście, że teraz mogę w jeszcze większym stopniu pomagać przedsiębiorcom niezależnie od wielkości ich biznesu, ale zwłaszcza tym, którzy zaczynają lub małym biznesom. Liczy się po prostu człowiek i jego chęć działania oraz to, czy nie jest czymś zagłuszany. Moją niesamowitą radością jest pomaganie przedsiębiorcom, pokazywanie, jak mają rozłożyć skrzydła.

Rozmawiał Stefan Przygocki.

Między intencją a działaniem

    Marki i sprzedawcy detaliczni powinni wykorzystywać wspólne możliwości, by wzmacniać przynoszące im korzyści partnerstwo, które może wywierać znaczący wpływ na zmianę zachowań i preferencji konsumentów.

    Wiele lat minęło od czasów, kiedy każdy znał z imienia i nazwiska „swojego” rzeźnika, krawca lub sklepikarza. Dziś otaczają nas megamarkety, zakupy online i anonimowe pudełka z żywnością zostawiane pod drzwiami, co trudno kojarzyć z zasadami sustainability. Badania Brands for Good pokazują, że aż 96 proc. amerykańskich konsumentów chciałoby, aby marki pomagały im prowadzić bardziej zrównoważony styl życia. Nie dziwi więc, że w ciągu ostatnich czterech lat tradycyjna sprzedaż rosła siedmiokrotnie szybciej niż masowa.

    W trybie autopilota

    Chociaż klienci dążą do tego, by żyć, kupować i zachowywać się w sposób bardziej zrównoważony, to jednak ich dobre intencje nie zawsze przekładają się na to, co proponują im handlowcy. Podejmując w sklepach decyzje, wbrew własnym interesom często działają w trybie autopilota, wybierając tylko to, co wygodne i znane. Mogą to zmienić marki i sprzedawcy, łącząc siły, by inspirując i edukując wejść w rolę lidera zmian. Dzięki własnym badaniom, Brands for Good zidentyfikowało dziewięć najbardziej wpływowych zrównoważonych zachowań, które marki i konsumenci mogą podjąć wspólnie, aby wesprzeć kulturę zrównoważonego życia, a także pogłębić zaangażowanie konsumentów w działania marek. Koncentrując się na tych dziewięciu zasadach, marki i sprzedawcy mogą zyskać przewagę konkurencyjną pomagając kupującym w podejmowaniu decyzji, które przyniosą  korzyści naszej planecie i społeczeństwu oraz pomogą ochronić i zachować zasoby naturalne.

    Chwila prawdy

    Luka między intencją a działaniem w środowisku detalicznym, czas, gdy klienci są w „trybie zakupowym” to chwila prawdy, w której kupujący decydują, co kliknąć, co wziąć do ręki, a co dodać do koszyka. Jeśli więcej marek i detalistów będzie w stanie zamienić swe obowiązki wynikające z ESG na prawdziwe partnerstwo napędzające innowacje handlowe, przełoży się to na lepsze marże i lojalność klientów. Na przykład, marka Brita firmy Clorox, produkująca wytrzymały, filtrowany dzbanek do wody, będący alternatywą dla wody butelkowanej, współpracowała z regionalnym sprzedawcą detalicznym Meijer i firmą recyklingową TerraCycle. Cel partnerstwa stanowiło zwiększenie sprzedaży poprzez zaangażowanie kupujących i ich społeczności do udziału w programie recyklingu filtrów i w konkursie na „Ogród z recyklingu” dla lokalnej szkoły. Program został zaprezentowany w internecie i w sklepach. Zachęcił konsumentów do zachowań zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju, ale też spowodował wzrost sprzedaży i udziału w placówkach detalicznych, który przekroczył oczekiwania zarówno marki, jak i detalistów. Przykładem realizacji zrównoważonego zachowania „Be Energy Smart” jest kampania marki Tide należącej do Procter & Gamble, zachęcająca do używania zimnej wody podczas prania ubrań. Zmniejsza to zużycie energii nawet o 90 proc. Oprócz szerokiej kampanii medialnej, marka zdecydowała się na aktywizację sprzedaży detalicznej w ramach partnerstwa z firmami Hanes i Walmart. Pierwsza z nich umieściła na swoich ubraniach i opakowaniach slogan popularyzujący pranie w zimnej wodzie. Powyższe przykłady to tylko zarys potencjału, jaki mogą osiągnąć marki i detaliści, współpracując ze sobą w dziedzinie zrównoważonego rozwoju. SB Brands for Good współpracuje z Grounded World i wybranymi partnerami korporacyjnymi, w tym Target, CVS Health, The Clorox Company, Procter & Gamble i General Mills, żeby stworzyć drugą edycję serii Excellence in Execution – Retail Activation for Good.

    Nowoczesna komunikacja PR elementem inwestycji biznesu.

    Cyfryzacja, zmiana pokoleniowa i coraz bardziej wymagający rynek. Nawet w niedalekiej przyszłości prowadzenie biznesu będzie całkowicie innym wyzwaniem, aniżeli kilka lat temu. Dynamiczna transformacja społeczno-gospodarcza wymaga od przedsiębiorców jeszcze szerszego spojrzenia zarówno na swoich klientów, jak i inwestorów, kontrahentów, czy sam zespół. W tym procesie z kolei kluczem jest naturalny oraz regularny dialog. O ile w teorii brzmi to, jak truizm, praktyka pokazuje, jak bardzo polscy przedsiębiorcy zmagają się z wypracowaniem realnych relacji biznesowych. O sposoby na budowanie wizerunku firmy, trendy w branży komunikacyjnej oraz przyszłość public relations zapytaliśmy Katarzynę Jarczewską – współzałożycielkę i partnerkę zarządzającą agencji Media Forum.

    “Gdybym miał tylko dwa dolary, jeden wydałbym na PR”…
    … jeden z moich ulubionych cytatów Billa Gatesa. Tak naprawdę świetnie podsumowuje wartość i znaczenie public relations w prowadzeniu biznesu.

    Jaka jest więc wartość public relations w oczach przedsiębiorców?
    W skrócie? Ogromna – szczególnie w przypadku właścicieli firm na rynku amerykańskim oraz zachodnioeuropejskim. Oczywiście współczesny PR powstał właśnie w Stanach Zjednoczonych, więc tamtejsi przedsiębiorcy wiedzą, jak istotna jest sprawna komunikacja. Równie świadome są organizacje w Wielkiej Brytanii – jednym z największych rynków PR na świecie, a także we Francji, gdzie głęboko zakorzeniona jest kultura odbioru mediów, czy też w Niemczech, a więc kraju z ogromnym dorobkiem m.in. prasowym. Nie wspominam już o krajach skandynawskich, takich jak Szwecja, czy Norwegia, gdzie notuje się jeden z największych wskaźników czytelnictwa. Główną wartością, jaką daje PR, jest dotarcie do odpowiednich grup za pośrednictwem adekwatnych mediów. Właśnie kultura medialna we wcześniej wspomnianych krajach pokazuje, jak ogromny popyt generują potencjalni klienci danych biznesów. Celem PR–u jest dotarcie do tych osób.

    W Polsce mamy nieco na bakier z czytelnictwem. Czy jest więc sens inwestowania w PR?
    Oczywiście, że jest. Zgadzam się, statystycznie Polacy czytają niewiele, ale pamiętam świetny raport PBC o markach luksusowych. Okazuje się, że o ile ogółem konsumpcja prasy jest na niskim poziomie, to ten typ mediów jest jednym z najczęściej wybieranych przez wąską, ale wyjątkowo majętną i świadomą grupę. Mowa tu o osobach z dochodami powyżej 5 tys. zł. Czytanie prasy to pewien element kapitału kulturowego. Jeśli czytelnictwo prasy może wynosić od 6 do około 7 proc. w skali kraju, to w grupie najbogatszych sięga nawet do 15 proc. Ponadto aż 67 proc. respondentów, którzy są regularnymi klientami marek luksusowych, czyta przynajmniej 4 tytuły prasowe.

    Dlatego też klienci Media Forum nadal chcą pojawiać się na łamach prasy? Dokładnie. Szczególnie popularną formą jest tzw. pozycjonowanie eksperckie, a więc w największym skrócie – sprawna komunikacja know–how danego klienta w mediach, tworząc przy tym autorytet eksperta w określonej dziedzinie. Jest to pewna sztuka, która wymaga współpracy z naprawdę doświadczonym zespołem. My, jako Media Forum czujemy się w tego typu wyzwaniach naprawdę dobrze, ponieważ zajmujemy się podobnymi projektami od 25 lat. Teraz widzę, że klienci interesują się pozycjonowaniem eksperckim oraz prasą w ogóle w stopniu porównywalnym, a czasami nawet wyższym niż kilka lat temu. Kluczem jest jednak doskonałe rozumienie rynku mediów oraz wcześniej zbudowane relacje z poszczególnymi redakcjami. To właśnie w naszej pracy najbardziej cenią sobie klienci Media Forum.

    Budowanie pozycji eksperta to jednak niejedyna potrzeba przedsiębiorców w aspekcie public relations.
    Zgadza się. Według ubiegłorocznego raportu Międzynarodowej Organizacji Konsultantów ds. Komunikacji (ang. The International Communications Consultancy Organisation – przyp. red.) istnieje 5 największych potrzeb przedsiębiorców w kwestii prowadzenia działań PR. Pierwszą, którą deklaruje aż 56 proc. badanych to obszary związane ze zrównoważonym rozwojem oraz zmianami klimatycznymi. W swoim portfolio mamy kilka naprawdę dużych obszarów z tej tematyki – docenionych zarówno przez samego zleceniodawcę, klientów oraz gremia konkursowe. Druga z kolei, reprezentowana przez 46 proc. ankietowanych przedsiębiorców to różnorodność i inkluzywność w miejscu pracy oraz ogólnym odbiorze społecznym. Związana jest z tym potrzeba budowania nowoczesnej reputacji (41 proc. ankietowanych – przyp. red.), która obejmuje m.in. silną chęć budowania atmosfery bezpieczeństwa, a także dbałości o zdrowie zespołu oraz klientów (33 proc. – przyp. red.).

    W jaki sposób przedsiębiorcy mogą to osiągnąć, stawiając na usługi PR?
    Przede wszystkim, inwestując w holistyczną strategię. W Media Forum samo planowanie jest jednym z najważniejszych jak nie najważniejszym etapem całej pracy z klientem. W pierwszej kolejności prowadzimy wywiady indywidualne z przedstawicielami danej organizacji, wyodrębniamy priorytety i weryfikujemy realne szanse wdrożeniowe za pomocą badań fokusowych. Właśnie moment, w którym rozmawiamy z potencjalną grupą docelową, jest kluczowy, aby precyzyjnie określić konkretne potrzeby klientów, spójność z wizją przedsiębiorcy oraz kolejne działania.

    Jakich narzędzi używacie?
    Działamy na dwóch poziomach. Z jednej strony korzystamy z tradycyjnych narzędzi PR, czyli media relations, informacji prasowych, prowadzimy projekty employer brandingowe, a także współorganizujemy eventy oraz nagrania. Z drugiej strony wykorzystujemy także narzędzia tzw. e–PR, czyli implementowanie klasycznych rozwiązań w środowisku cyfrowym. Tym samym nie ograniczamy się do prasy drukowanej, ale obowiązkowo pozycjonujemy klientów Media Forum na łamach największych portali internetowych w kraju. Ponadto współorganizowaliśmy już webinary live, a także prowadziliśmy działania z zakresu influencer marketingu. Bez sprawnej komunikacji przedsiębiorca nie ma szans na współczesnym rynku.

    Z drugiej zaś strony pojawiają się głosy, że PR to synonim manipulacji.
    Oczywiście istnieje taki stereotyp, ale podstawą jest właśnie współpraca ze sprawdzonymi agencjami. Czytałam dosyć ciekawe badania Związku Firm Public Relations, według którego aż 84 proc. polskich specjalistów PR musiało tłumaczyć rodzinie lub znajomym, czym właściwie się zajmują. Faktycznie pojawiają się opinie, iż public relations to propaganda, manipulacja lub po prostu oszustwo, jednak jako zespół Media Forum od 25 lat pokazujemy, że można uprawiać ten zawód w sposób etyczny i zgodnie ze wszelkimi standardami.

    Pani zdaniem percepcja PR–u w polskim społeczeństwie zmienia się na lepsze
    Zdecydowanie tak. Ankieta ZFPR pokazuje, że aż 84 proc. respondentów ma skojarzenia z branżą zdecydowanie pozytywne lub “raczej pozytywne”. Co więcej, większość respondentów (59 proc. – przyp. red.) uważa, że wizerunek społeczny public relations w Polsce jest dobry lub bardzo dobry. Jako kraj idziemy w bardzo dobrym kierunku, a polscy przedsiębiorcy coraz częściej dostrzegają realną wartość płynącą z inwestycji w PR.

    Przedsiębiorcy z jakich branż szczególnie widzą benefity płynące z inwestycji w PR?
    Szczerze mówiąc – wszystkie. Jednakże biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia społeczno-gospodarcze, faktycznie istnieje pewna grupa, dla których PR był wręcz kluczowy, aby wzmocnić swoje organizacje lub odbić się od dna. Mowa tutaj o sektorze nowych technologii – szczególnie fintechach oraz szeroko pojętym świecie start-upów. Z drugiej strony turystyka po doświadczeniach lockdownów musiała inwestować w sprawną komunikację i realny dialog z klientami. Ci z kolei obawiali się podróżowania, dlatego branża musiała nawiązać z nimi nowy, jeszcze skuteczniejszy kontakt. PR był również kluczowy dla branży retailowej oraz HoReCa. Z tymi sektorami Media Forum współpracuje już od wielu lat i widzieliśmy, jak istotne były działania komunikacyjne jednakowo przed wprowadzeniem ograniczeń w prowadzeniu działalności, w trakcie oraz zaraz po. Bez holistycznej strategii te biznesy po prostu by upadły.

    PR uratował polski biznes?
    Nie samodzielnie, ale mieliśmy w tym spory udział.

     

     

    Historie kreowane przez marki

      Marketerzy coraz częściej wykorzystują film jako medium, żeby tworzyć narracje, które zmieniają serca i umysły, a jednocześnie napędzają pozytywną zmianę zachowań konsumentów. Całe nasze życie jest kształtowane przez różne narracje. Historie, których słuchaliśmy w dzieciństwie pobudzały naszą wyobraźnię, a jednocześnie uczyły o przeszłości, pomagając budować nowe doświadczenia, ukazując możliwe warianty przyszłości. Mamy dziś do czynienia z mieszanką narracji wpływających na naszą kulturę. Potrzebne jest nam inspirujące przywództwo, aby zjednoczyć masy – to właśnie tutaj mogą wkroczyć marki. Marketerzy nie są tylko strażnikami marki, są współtwórcami naszej społecznej narracji, a przekaz marki ma zdolność do napędzania zmian kulturowych. Marki są opowiadaczami historii, pomagającymi konsumentom w drodze do zrównoważonego życia. Nigdy wcześniej siła opowiadanych przez nas historii nie była tak ważna i nie kryło się za nią tyle możliwości.

      Subiektywna ocena

      Ocena wpływu opowieści musi być subiektywna, jeśli nie ma możliwości zmierzenia jej skuteczności. Branża marketingowa dysponuje wieloma narzędziami do mierzenia wszelkiego rodzaju wpływu reklamy na markę i potencjału sprzedaży, ale do tej pory nie powstało branżowe narzędzie do mierzenia, czy reklama może skłonić ludzi do podjęcia działań w ramach celowych inicjatyw oraz czy komunikacja może wpłynąć na samą markę. Sustainable Brands, we współpracy z partnerami korporacyjnymi inicjatywy SB Brands for Good, w tym Procter & Gamble, PepsiCo, Visa i Nestlé, opracowała narzędzie, które odpowiada na tę potrzebę i jest dostępne dla marek ze wszystkich branż. Ad Sustainability Awareness Platform, czyli ASAP, mierzy zdolność reklamy do napędzania działań konsumentów w odniesieniu do Dziewięciu Zrównoważonych Zachowań, a także jej wpływ na ogólną przychylność wobec określonej marki. Dzięki badaniom Sustainable Brands, tych dziewięć zachowań zostało zidentyfikowanych jako te, które marki i konsumenci mogą podjąć wspólnie, aby stworzyć pozytywną zmianę i napędzić kulturę zrównoważonego życia.

      Wskazówki od liderów

      Wnioski płynące z użycia narzędzia ASAP, w połączeniu z radami znanych liderów ujawniają, że skuteczny storytelling może być tworzony poprzez komunikaty reklamowe w wersji filmowej w sposób, który cechuje autentyczność, wiarygodność i trafność. A to pozwala markom kreować pozytywne zmiany zachowań, zwiększając przychylność ze strony konsumentów. Nadszedł więc czas, aby marki wyszły poza próby zmiany postaw ludzi, a zamiast tego skupiły się na wypracowaniu trwałej zmiany zachowań konsumentów. Badania SB Brands for Good pokazują, że jedną z głównych przeszkód w prowadzeniu bardziej zrównoważonego życia jest brak wiedzy. Jest to ogromna szansa dla marek, aby stać się liderami w tym zakresie poprzez inspirację i edukację na temat sposobów, w jakich ludzie mogą się zjednoczyć i zachęcić do działania. Na przykład, podczas tworzenia jakiejkolwiek komunikacji, czy to jednorazowej reklamy, czy też w pełni zintegrowanej kampanii, uwzględnienie wyraźnego wezwania do działania jest najlepszym sposobem na przejście od orędownictwa do napędzania realnych działań konsumentów. Konsumenci są otwarci na uczenie się i przyjmowanie nowych zachowań. Faworyzują marki, które umieją im pokazywać atrakcyjne wzorce.

      Narracje budzą emocje

      Marki, które są liderami i umieją zachęcić konsumentów do bardziej zrównoważonego życia, zyskują przewagę konkurencyjną. Badania pokazują, że konsumenci chętniej niż kiedykolwiek dotąd słuchają o zrównoważonych inicjatywach marek, wspierając te, które robią najwięcej dobrego dla ludzi i planety. Marki mogą wspólnie wywierać wpływ, który poprowadzi społeczeństwo ku zrównoważonej przyszłości, rozwijając przekaz reklamowy za pomocą materiałów wideo.

      O sprawach poruszonych w niniejszym artykule traktuje seria SB Brands For Good Excellence in Execution. Jest to zbiór podręczników pokazujących jak tworzyć przełomowe kreacje w różnych obszarach marketingu, zawierających listę najlepszych praktyk i bibliotekę inspirujących przykładów. Poradniki zostały stworzone przez partnerów korporacyjnych inicjatywy SB Brands for Good, którzy chcieli podzielić się swoimi najbardziej wartościowymi studiami przypadków i przemyśleniami na temat tego, co uznali za optymalne rozwiązania kreatywne strategii marketingowych.

      Robert Samczyk z MS INDUSTRY: Polski biznes ma ogromny potencjał w całej Europie

        Polskie firmy z branży odzieżowej w tym obuwniczej, nowych technologii, a także sektora przemysłowego coraz pewniej goszczą na rynkach międzynarodowych, poszerzając swoje wpływy na całym kontynencie. Powoli do tego grona wchodzą także przedsiębiorstwa zajmujące się transportem, z czego jednym z najciekawszych przykładów są spółki relokacyjne.

        Te z kolei operują w bardzo specyficznej przestrzeni, która jest uzależniona głównie od stopnia urbanizacji oraz industrializacji danego kierunku. Stąd też nie dziwi fakt, że tego typu firmy w pierwszej kolejności stawiają na rynek niemiecki. Jak wynika z badań Instytutu Biznesu Rodzinnego, ponad 50 proc. transgranicznych akwizycji firm krajowych przebiega właśnie na linii Polska–Niemcy (choć nie jest to ostatni przystanek w planach ekspansyjnych). Na czym polega potencjał krajowych przedsiębiorców na Starym Kontynencie? O to zapytaliśmy Roberta Samczyka, Dyrektora Generalnego MS INDUSTRY.

        Jeszcze w 2018 roku Szef Polsko-Niemieckiej Izby Handlowo-Przemysłowej Michael Kern poinformował, że w Niemczech funkcjonuje około 1 tys. polskich firm, które zatrudniają blisko 10 tys. pracowników, a ich ówczesne obroty sięgały 6,5 mld euro. Czy krajowi przedsiębiorcy nie widzą alternatywy do debiutu zagranicznego wobec Niemiec?

        Nie jestem pewien, czy w ogóle powinniśmy rozpatrywać ekspansję, jako proces niejako “zaszufladkowany” w kontekście samych Niemiec. Faktycznie, znaczna część firm stawia na zachodniego sąsiada w większym stopniu, niż np. na południe Europy, ale nie ma się czemu dziwić. Nieco bardziej przyjazny ekosystem podatkowy, prostsza biurokracja oraz niezwykły potencjał rynku zbytu to czynniki, które naprawdę zachęcają do spróbowania swoich sił właśnie w Niemczech. To także całkiem bezpieczny kierunek w momencie potencjalnego kryzysu – koszty nie są aż tak wysokie, jak np. w Irlandii, czy Skandynawii, a prawo upadłościowe jest dosyć transparentne i daje sporo możliwości.

        Pytanie całkowicie na marginesie – skąd Pan zna tak dokładnie realia zagraniczne?

        Ciągle się uczę [śmiech]. Od wielu lat współpracuję z naprawdę znakomitymi ekspertami, ale również sam obserwuję zmieniającą się rzeczywistość gospodarczą. Jest to nieodłączna część bycia przedsiębiorcą, menedżerem i członkiem tak ambitnego zespołu, jakim jest MS INDUSTRY.

        Abstrahując jednak od widma ewentualnej porażki, to znaczna część polskich przedsiębiorców w Niemczech pozytywnie ocenia swoją obecność na tamtejszym rynku. Według tych samych badań PNIHP dokładnie 68,6 proc. polskich podmiotów gospodarczych opisuje swoją sytuację, jako dobrą lub bardzo dobrą, 28,6 proc. – zadowalającą, a wyłącznie 2,8 proc. firm jest niezadowolonych.

        Trudno się dziwić. Tak jak wspominałem, działalność w Niemczech jest świetną okazją do przetestowania własnego know-how, a sam kierunek nie należy do najbardziej wymagających. Swego czasu bardzo podobnie było w Wielkiej Brytanii – proste prawo gospodarcze, relatywnie niskie podatki i składki oraz przede wszystkim bardzo chłonny rynek zbytu wyjątkowo sprzyjały polskim przedsiębiorcom.

        Słuszna uwaga – “swego czasu”. Po wyjściu ze struktur unijnych Zjednoczone Królestwo serwuje debiutantom skomplikowaną batalię urzędniczą.

        Zgadza się. Do tego dochodzi również ogromny cios gospodarczy. W marcu 2021 roku podano, iż przez wyjazd migrantów oraz pandemię brytyjska gospodarka skurczyła się o 10 proc., czyli najwięcej od roku 1709. Nasze Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii informowało z kolei, że na Wyspach łącznie powstało 60 tys. firm założonych przez Polaków, ale nie łudźmy się, że taką pulę w szybkim tempie uzupełnią kolejni debiutanci (tym bardziej podmioty większe – pokroju MS INDUSTRY – niż działalności jednoosobowe). Już o wiele większy potencjał widzę w Irlandii.

        Choć jest to rynek o wiele mniejszy.

        Ale wciąż otwarty. Ponadto, w dobie Brexitu Dublin był już przygotowany na przyjmowanie gospodarczych rezydentów UK z Unii. Systemy obu państw są bardzo podobne, a potencjalna działalność międzynarodowa nie jest większą przeszkodą w świetle prawa irlandzkiego. Tym samym można urzędować gdzieś w Cork, ale przykładowo zajmować się spedycją w Czechach, Słowacji, Francji, czy Hiszpanii.

        No właśnie – a co z Południem?

        Przypadek Czech wydaje mi się wyjątkowo interesujący, ponieważ gospodarczo nasz sąsiad sytuuje się bardzo podobnie do Polski (formalnie o kilka oczek wyżej), bliskość geograficzna i kulturowa powinna przemawiać za zacieśnieniem współpracy, ale realne działanie wydaje się bardzo przeciągać w czasie. Jeszcze 8 lat temu Czeski Urząd podawał, że obroty handlowe obu państw w okresie od stycznia do października były wprawdzie niższe o 0,9 proc. r.d.r. i wyniosły 12,7 mld euro. Takie niewielkie wahania następowały również w kolejnych latach, bez stabilizacji na jakimkolwiek pułapie. W tamtym okresie z kolei wartość polskiego eksportu do Czech wzrosła o 1,5 proc. i wyniosła 6 mld 655 mln euro. Obroty za rok 2019 to już całkowicie inna liga – 22,2 mld euro, w tym polski eksport przekroczył 14 mld.

        Polskich przedsiębiorców raczej kusi Zachód?

        Niekoniecznie. Polski biznes ma ogromny potencjał w całej Europie. Opierając się wyłącznie na własnych doświadczeniach z branży relokacyjnej, mogę stwierdzić, że właśnie Czechy, ale również Słowacja, Węgry, czy Austria to bardzo ciekawe kierunki do realizowania zleceń. Sektor transportowy jest na tyle specyficzny, że bardzo często musi dostosować się do całkowicie innego państwa operacyjnego, więc nie należy się “przyzwyczajać”, ale być wyjątkowo mobilnym. Jako MS INDUSTRY działamy dwutorowo, a więc z jednej strony realizujemy zlecenia w kraju dla największych producentów na świecie takich jak BOSCH, BREMBO czy COCA-COLA, a z drugiej — współpracujemy z klientami zagranicznymi. Pracowaliśmy m.in. w zakładach w Niemczech ( OPEL, BMW, MAGNA ), ale również dla Holendrów VoestAlpine czy też Brugman. Dla przykładu od pierwszego z holenderskich klientów zabieraliśmy prasę z cała linią produkcyjną, gdzie sama prasa ważyła 95 ton. Następnie była transportowana do innego kraju, gdzie była rozładowana, zmontowana i uruchomiona.

        Wiemy już, że MS INDUSTRY przoduje na rodzimym rynku, ale czy ma potencjał do uzyskania tytułu lidera całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej?

        Z pewnością! Zagospodarowaliśmy konkretną niszę i stawiamy przede wszystkim na jakość oferowanych usług. Jesteśmy zespołem ekspertów z wieloletnim doświadczeniem w branży i właśnie dzięki temu budujemy naszą wiarygodność w oczach zarówno kontrahentów krajowych, jak i zagranicznych. Brzmi to może, jak truizm, ale również inne firmy, które odnoszą sukcesy w Europie, wyznają tak wydawałoby się proste, ale wyjątkowo skuteczne wartości. Plan, kreatywność, jakość, wiedza i doświadczenie – tym, jako Polacy, wygrywamy na kontynencie. Ponadto posiadamy najbardziej innowacyjny i niszowy sprzęt w kraju i jako nieliczni w Europie np. suwnicę hydrauliczną udźwigu 1100 ton, których jest raptem 6 na Starym Kontynencie 🙂 oraz 3 żurawie JMG w pełni elektryczne, sterowane z pilota o udźwigu 60 ton, dodatkowo jeszcze kilka innych urządzeń.

        Cyberbezpieczeństwo według Oracle

        Dlaczego cyberprzestępczość rośnie w tak ogromnym tempie?

        Proszę przypomnieć sobie film „Gang Olsena”. Chociaż przestępcy bardzo długo planowali napad na bank, to i tak z powodu tylko jednego błędu cała szajka trafiła do więzienia. W cyberświecie jest inaczej, bo próg wejścia w cyberprzestępczość jest tu znacznie niższy, a złamanie prawa trudniejsze do wykrycia. Nie trzeba też specjalnego planowania, bo atak DDoS na dowolną firmę można kupić w sieci za śmieszne pieniądze. To cena, jaką się płaci za coraz większe uzależnienie od internetu i nieprzerwanego dostępu do informacji. Do samych ataków typu ransomware, czyli blokujących możliwość korzystania z systemu, dochodzi obecnie co 11 sekund, chociaż jeszcze sześć lat temu zdarzało się co dwie minuty.

        Ostatnio w mediach było głośno o markach bojkotowanych przez konsumentów, które padły atakiem cyberprzestępców. A jakieś inne przykłady?

        Akurat działania, o których dowiaduje się opinia publiczna z reguły nie wyrządzają markom większej krzywdy. Bardziej bolesny, szczególnie dla e-commerce, może być atak, który powoduje wyłączenie strony WWW, a jeszcze bardziej dotkliwy może okazać się wyciek danych osobowych, co w 2020 r. zdarzało się o 141 proc. częściej niż rok wcześniej. Dlaczego tak się dzieje? No cóż, w tym samym roku firmy zapłaciły kary z tytułu nieprzestrzegania regulacji GDPR w wysokości 183 mln EUR i chociaż to coraz istotniejszy problem w kontekście cyberzagrożeń, media piszą o tym sporadycznie.

        A przecież cyberprzestępcy nie mają problemu, by dostać się do systemów największych firm. Jak to możliwe?

        Bo im bardziej przenosimy się do cyfrowego świata, tym rośnie liczba ryzyk, z którymi musi mierzyć się statystyczne przedsiębiorstwo. Są instytucje nadzorowane, które o bezpieczeństwo dbają bardziej i takie, które mają sporo niedociągnięć. W pierwszej połowie 2020 roku 80 proc. zgłaszanych ataków wykorzystywało luki i błędy zgłaszane i rejestrowane od roku 2017!

        Przeniesienie do świata online powinno więc skutkować zwiększeniem nakładów na szeroko rozumiane bezpieczeństwo. Czy tak się jednak nie dzieje?

        Sęk w tym, że podchodzi się do tego tematu w sposób bardzo wybiórczy, patrząc na bezpieczeństwo przez pryzmat technologicznych zabezpieczeń. Tymczasem firmy muszą się borykać z błędnymi konfiguracjami, niewłaściwym zarządzaniem dostępem do informacji, lukami w systemach, przechowywaniem niezaszyfrowanych danych itp. Jeśli do tego dodamy to, że ponad 90 proc. włamań czy wycieków danych zaczyna się od błędu ludzkiego, a do sieci ludzkość podłączyła już ponad 80 mld  urządzeń, to stwarza to spory margines błędu.

        To co w takiej sytuacji powinno się zrobić?

        Zmierzać w kierunku automatyzacji i uproszczenia. Aplikacje w firmach korzystają dzisiaj z wielu źródeł informacji: pogodowych, geolokalizacyjnych, transakcyjnych, graficznych, video, czy nawet mediów społecznościowych. Nic dziwnego, że zapanowanie nad całym takim ekosystemem od strony bezpieczeństwa jest niezmiernie trudne. Skoro jednak, jak w przypadku e-commerce, informacje dotyczące produktów, zamówień, raportowania czy rekomendacji dla klientów znajdują się dzisiaj w wielu miejscach, to dlaczego nie umieścić ich w jednej bazie danych?

        Są firmy, które to zrobiły?

        Tak. Wielu z naszych klientów zastąpiło już kilkanaście baz danych migrując do nowych wersji Oracle Database, które zaprojektowaliśmy jako wspólną platformę do zarządzania danymi o różnych formatach. Oprócz składowania informacji taka konwergentna baza pozwala na obróbkę danych przestrzennych, dokumentów graficznych czy przechowywanych w specyficznych formatach właściwych dla dokumentacji. To ważne, bo w świecie przetwarzania danych od zawsze dużym wyzwaniem, oprócz wolumenu, jest właśnie format.

        No dobrze, ale co można dzięki temu ujednoliceniu uzyskać?

        Dobrym przykładem jest firma kurierska DPD. W czasie pandemii firma dostarcza ok. 150 tys. paczek dziennie. Każda paczka to co najmniej pięć skanów kodu od momentu odebrania do momentu jej dostarczenia. Oznacza to, że każdego dnia firma przetwarza ok. 1 mln rekordów i 250-300 GB danych. Dzięki integracji baz danych i instalacji maszyny Oracle Exadata, proces przetwarzania istotnie przyśpieszono. Wdrożenie samej tylko nowej wersji bazy danych przyśpieszyło obliczenia aż 5-krotnie. Dodatkowo przetwarzanie operacji w jednej bazie danych pozwala też udostępnić ją pięciu innym oddziałom DPD w regionie Europy Środkowej.

        A co w kontekście bezpieczeństwa daje wspominana wcześniej automatyzacja? Automat wypada lepiej niż człowiek?

        Tak, bo to bardzo logiczny kierunek rozwoju technologii. Firmy już od dawna mierzą się z problemem dostępności kadr IT i to nie tylko w Polsce. Automatyzacja w jakiejś mierze ten problem rozwiązuje, zresztą podobnie jak kwestie błędu ludzkiego.

        W najnowszej wersji platformy Exadata X8 Oracle wprowadził funkcje automatycznego uczenia, w tym Automatic Indexing, która dostraja bazę danych do zmieniających się wzorców użytkowania. Proces zwiększa jej wydajność, eliminując jednocześnie konieczność ręcznego strojenia. Exadata X8 została również wyposażona w nowe automatyczne funkcje monitorowania wydajności, które łączą w sobie sztuczną inteligencję, najlepsze procedury oraz wiele lat testów w warunkach rzeczywistych.

        Za innowacje trzeba jednak zapłacić, często słono.

        Niekoniecznie, bo nowe rozwiązania zwykle oznaczają zmniejszenie kosztów ich eksploatacji. Przykładowo instalacja Konwergentnej Bazy Danych Oracle daje użytkownikowi ogromne oszczędności, ponieważ nie musi on instalować oddzielnej bazy dla każdego rodzaju danych. Obsługuje ona zarówno dane przestrzenne do rozpoznawania lokalizacji, JSON do przechowywania dokumentów, IoT do integracji urządzeń, technologie in-memory do analizy w czasie rzeczywistym, jak i oczywiście tradycyjne dane relacyjne. Zapewniając obsługę wszystkich tych typów danych, baza tego typu może obsługiwać wszelkiego rodzaju obciążenia: od IoT, przez blockchain, po analizy i uczenie maszynowe. Poradzi sobie także z dowolnym modelem programistycznym, jak mikrousługi, eventy, REST CI/CD itd.

        Innym przykładem jest wspominana już wcześniej maszyna bazodanowa Oracle Exadata. Jest to produkt zaliczany do klasy „systemów sprzętowo-programowych”, o tak wielkiej mocy obliczeniowej i pojemności, że pozwala skonsolidować w jednym urządzeniu wiele oddzielnych baz danych. Dlatego Exadata staje się powoli standardem w tych firmach, które operują wielkimi wolumenami danych. Korzystają z niej m.in. cztery spośród pięciu największych globalnych firm w sektorze bankowości, telekomunikacji i handlu detalicznego. A w sumie używa jej 77 proc. firm z listy Fortune Global 100.

        Już teraz miliony Polaków są beneficjentami danych przetwarzanych na maszynach Exadata. Robimy przelewy, rozliczamy transakcje kartowe, paliwowe czy kupujemy przez Internet i śledzimy przesyłki. Nowością dla nas jest sprzedaż do sektora produkcyjnego, gdzie na naszej maszynie jest kontrolowany proces produkcyjny i eliminowane są usterki.

        To wszystko to efekt przywiązywania przez Oracle naprawdę wielkiej wagi do wdrażania mechanizmów bezpieczeństwa w swojej technologii?

        Oczywiście! Wszyscy liderzy Oracle w swoich wystąpieniach podkreślają, że kwestie bezpieczeństwa danych są od samego początku działalności Oracle wbudowane w DNA firmy. Nasz flagowy produkt, Oracle Database, jest wyposażony w cały wachlarz funkcji, które dbają o bezpieczeństwo danych użytkownika tam składowanych. Oprócz wymienionych już wcześniej, do najważniejszych należą: szyfrowanie, anonimizowanie, maskowanie, ograniczanie dostępu do wycinka danych, śledzenie czynności na bazie i monitoring całego systemu.

        Rozmawiał Wojciech Gryciuk

          Płatek do płatka, czyli aplikacja Stokrotki

          Każdy program lojalnościowy, który buduje relacje sieci handlowej z klientem to wartość sama w sobie. Jest ona ważna dla obu stron. Dzięki przemyślanym rozwiązaniom, klienci chętnie korzystają z programu w czasie zakupów, a sieć zyskuje możliwość docenienia kupujących za pomocą nagród czy promocji.

          – Zależało nam na tym, żeby stworzyć nowy kanał komunikacji, dzięki któremu będziemy mogli dotrzeć do większej liczby klientów i być bliżej ich potrzeb. Chcieliśmy przygotować rozwiązanie dające wiele możliwości korzystania z tańszych zakupów i przedstawiające naszą ofertę w nowej atrakcyjnej formie. Naszym priorytetem było stworzenie aplikacji, która dzięki ciekawym rozwiązaniom i propozycjom zakupowym będzie przez klientów chętnie wykorzystywana – mówi Piotr Łukasiak, Dyrektor ds. Rozwoju Procesów Handlowych Stokrotki.

          Aplikacja oznacza korzyści

          Wybór mógł więc być tylko jeden. Stokrotka podjęła decyzję o przygotowaniu i wdrożeniu aplikacji, a do realizacji projektu wybrała agencję reklamową Keino, Loyalty Point i Appchance. Na wstępie trzeba było postawić pytanie – jak przekonać klientów do używania aplikacji Stokrotki?

          Aplikacja Stokrotki zawsze oznacza korzyści. Sieci zależało na dotarciu z ofertą do różnych grup klientów. Dlatego wśród ofert można znaleźć propozycje dotyczące zarówno przekąsek, napojów, jak i podstawowych produktów spożywczych czy artykułów sezonowych.

          Role typowych dla promocji punktów pełnią w przypadku rozwiązania Stokrotki – jakżeby inaczej – płatki. Zebrane płatki umożliwiają zakup produktów w wyjątkowo niskich cenach – nawet za 1 grosz. W aplikacji dostępne są też produkty objęte specjalnymi cotygodniowymi ofertami promocyjnymi i kupony jednorazowe pozwalające na tańszy zakup wybranych artykułów. Korzyścią wynikającą z wdrożenia aplikacji było też przedstawienie za pomocą kolejnego kanału komunikacji ważnej informacji o dostępności w Stokrotce wysokiej jakości produktów w atrakcyjnych cenach.

          Z pomocą pracowników

          Poprzednie przedsięwzięcia sieci Stokrotki pokazały, jak ważne i wartościowe jest zaangażowanie pracowników różnych szczebli w działania projektowe i promocyjne. Słowem – trudno przecenić rolę prawidłowej komunikacji wewnętrznej. Jak to zrobić skutecznie? Wprowadzenie aplikacji poprzedziły szkolenia – dla pracowników przygotowano materiały edukacyjne, uruchomiono też platformą e-learnignową. Nic jednak nie zastąpi praktycznego kontaktu z aplikacją, pracownicy dostali więc dostęp do niej przedpremierowo. Przez dwa miesiące testowali oni nowe rozwiązanie, zgłaszając wartościowe sugestie.

          Praca nad aplikacją wymagała: sformułowania celów, przeprowadzenia analizy, implementacji, testowania, na szerokiej komunikacji kończąc. Za to rozbudowane zadanie odpowiadało kilka firm – we współpracy ze Stokrotką prace wykonali: agencja reklamowa Keino, Loyalty Point i Appchance. Zakres działań pierwszej z nich obejmował opracowanie platformy komunikacyjnej kampanii marketingowej, planowanie i zakup mediów oraz produkcję materiałów do kampanii.

          Najlepiej oceniana aplikacja

          W sierpniu tego roku Stokrotka rozpoczęła kampanię promocyjną swojej aplikacji – bazującą na ocenach klientów. W ciągu kilku miesięcy od wprowadzenia aplikacji na rynek pobrało ją już prawie milion użytkowników, a rozwiązanie zostało najlepiej ocenianą aplikacją wśród ogólnopolskich sieci spożywczych.

          Wyróżnienie w konkursie Golden Arrow

          Aplikacja Nasza Stokrotka została doceniona w konkursie Golden Arrow 2022, którego jury – złożone z marketerów i przedstawicieli specjalistycznych agencji – od 2006 roku nagradza projekty stanowiące punkt odniesienia dla całej branży. Wyróżnienie zdobyły firmy, które wspólnie pracowały nad projektem.

          Warto dodać, że główny cel konkursu stanowi promowanie najlepszych praktyk w korzystaniu z narzędzi marketingowych i premiowanie przełomowych rozwiązań. Do konkursu zapraszane są agencje reklamowe full service, agencje marketingu zintegrowanego, BTL, eventowe, interaktywne, domy mediowe oraz wszystkie firmy (niezależnie od branży), które zrealizowały pełną i spójną kampanię marketingową lub uczestniczyły w jej realizacji.

          Ważne Informacje

          Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

          W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

          23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

          21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

          Stop the clock na rynku ESG

          ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

          Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

          Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

          AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

          Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

          Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

          Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...