.
Strona główna Blog Strona 121

Rewolucja supermarketów

    Stanisław Kluza, prezes Quant Tank, wykładowca SGH, były szef KNF, minister finansów i prezes BOŚ, rozmawia z Piotrem Cegłowskim o pozytywnym wpływie na gospodarkę dużych zorganizowanych sieci detalicznych.

     

    W kwietniu w Szkole Głównej Handlowej odbyła się konferencja poświęcona wpływowi handlu detalicznego na rozwój społeczno-gospodarczy Polski.

    Zorganizował ją Quant Tank, a patronowała jej SGH. Konferencja stanowiła uwieńczenie monografii naukowej pod tym samym tytułem, której byłem kierownikiem naukowym. Na problem ten spojrzeliśmy z różnych perspektyw – makroekonomicznej, mikroekonomicznej i społecznej. Konferencja i monografia ujawniły wiele istotnych prawd, których o handlu detalicznym dotychczas nie wiedzieliśmy.

    Proszę o nich opowiedzieć.

    Pierwsza, szczególnie istotna konstatacja jest następująca: sieci handlu detalicznego przez ostatnie 20 lat miały bardzo duży wpływ na stabilizowanie cen i obniżanie inflacji w Polsce. Ilustruje to opracowanie Andrzeja Lewińskiego i Tomasza Pruska, którzy pokazali, jak formy zorganizowanego handlu detalicznego stabilizują procesy cenowe. Inne badania, które wydają mi się bardzo ciekawe, dotyczyły rozwoju handlu detalicznego w kontekście obniżania ubóstwa w Polsce, rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw oraz branż kreatywnych, ograniczania szarej strefy i regulacji rynku pracy. Trzeba też pamiętać, że sektor ten generuje poważne wpływy w ramach CIT i PIT oraz podatku od nieruchomości i odprowadza duże kwoty do ZUS.

    Patrząc z perspektywy mediów, wygląda to zgoła inaczej – sieci handlowe to dyżurny chłopiec do bicia.

    Niesłusznie. Szkoda, że nikt nie mówi o tym, jak handel detaliczny wpływa na ograniczanie inflacji. Duże sieci zawierają z dostawcami kontrakty z poważnym wyprzedzeniem. Producenci, dla których generalnie jest to korzystne, muszą jednak bardzo sprawnie kalkulować swoje koszty. Przy dużych wolumenach są to kontrakty zawierane na pół roku, czasami nawet na rok do przodu. Spotkałem się z pojedynczymi przykładami, kiedy były to nawet dwa lata. Dotyczy to przede wszystkim artykułów podstawowych, takich jak cukier czy olej rzepakowy. Na giełdach towarowych ceny tego typu produktów mogą odnotowywać znaczne wahnięcia, co jednak nie przekłada się na ofertę supermarketów. Stosują one politykę stabilnych cen, co nie jest możliwe w przypadku mniejszych placówek handlowych zaopatrujących się w hurtowniach, które nie posiadają bufora wynikającego z długoterminowych kontraktów z producentami. Drobni sprzedawcy muszą zabezpieczać się przed ryzykiem cenowym, nie stać ich na zawężanie marży. Z kolei duzi sprzedawcy mogą sobie pozwolić na to, by utrzymując określony poziom cen, de facto obniżać inflację.

    Szybki rozwój sieci handlu detalicznego w Polsce przez ostatnie 20 lat sprowokował wiele dyskusji i protestów.

    Tymczasem jak wykazały omawiane badania, proces ten pozytywnie wpłynął na stabilizowanie cen, czyli obniżanie ich zmienności, z czym łączyło się zawężanie marż, czego konsekwencją było obniżanie oczekiwań inflacyjnych. Stabilizacja cenowa, stanowiąca efekt działania sieci zorganizowanych handlu detalicznego, miała dobry wpływ na rynek. W niektórych okresach mówiło się nawet, że polityka pieniężna jest już taka nudna, a stopy procentowe – takie niskie, że przydałoby się trochę inflacji.

    No cóż, teraz mamy jej w nadmiarze i wcale nie jest lepiej…

    Kolejny ciekawy wniosek wynikający z badań dotyczy pozytywnych aspektów konkurencji pomiędzy największymi sieciami w dziedzinie możliwie jak najniższych cen produktów podstawowych. Kryje się za tym prosty zabieg marketingowy – chęć przyciągnięcia poprzez niskie ceny produktów najbardziej podstawowych do zakupów w określonej sieci, ponieważ wyraźnie więcej się zarabia na towarach nieco wyższej klasy lub premium. Paleta produktów bazowych, private label, czyli marek własnych, to np. bułki, chleb, mleko świeże w plastikowych butelkach. Jest sprzedawana z bardzo niskimi lub zbliżonymi do zera marżami. Z perspektywy gospodarstw domowych – biednych lub niezamożnych – taka właśnie polityka sieci handlowych przesunęła wymiar społeczny granicy ubóstwa w Polsce. Spoglądając wstecz, możemy dziś kupić zdecydowanie więcej różnego rodzaju produktów. Wynika to również ze wzrostu gospodarczego i wielu innych czynników, ale w tej układance mają swój udział również sieci handlu detalicznego. Oferując naprawdę tanio najbardziej podstawowe, niezbędne do życia produkty, przesuwają granicę ubóstwa kosztowego, związanego z tym, ile możemy kupić, korzystając z minimalnego zasobu finansowego. Ważna sprawa to również wymiar ubóstwa dochodowego. Są w Polsce regiony, w których bezrobocie jest strukturalne – od zawsze wysokie. Abstrahując od procesów demograficznych, które nam obniżyły te wskaźniki, swój udział w obniżaniu poziomu bezrobocia mają również sieci handlu detalicznego. To one jako pierwsze, a jednocześnie najszerzej rozwinęły coś, co można nazwać elastycznymi formami zatrudnienia. Duży komponent bezrobocia strukturalnego czy systemowego polega na tym, że wiele osób nie może z różnych powodów pracować na cały etat. Tymczasem w placówkach handlu detalicznego sporo pracowników zatrudnionych jest na pół etatu. Niektórzy pracują tylko wieczorem, inni rano. W grupie tej jest sporo emerytów i samotnych matek, które mają liczne obowiązki domowe.

    Musi mieć to wpływ na poziom zatrudnienia w makroskali.

    Szacujemy, że w zorganizowanych sieciach handlu detalicznego w Polsce pracuje 250–300 tys. osób, pomijając warzywniaki, kioski, małe outlety czy cukiernie. Nie zgadzam się z argumentacją dotyczącą zagrożeń, jakie duże sieci mogą stwarzać dla rynku pracy. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Mówiąc o strukturalnym bezrobociu, często mamy na myśli osoby o bardzo niskim poziomie kompetencji, które nie są w stanie znaleźć pracy. Sieci handlu detalicznego dają tym ludziom szansę na godne życie. Prowadzą stały nabór, nie tylko dają zatrudnienie, lecz także uczą, jak podnosić swoją wartość na rynku pracy. Firmy te wprowadzają wysokie standardy i uczą kultury w relacjach z przełożonymi i klientami. Robią coś, czego, niestety, nie uczymy w polskich szkołach na poziomie podstawowym lub zawodowym. Podnoszą na wyższy poziom jakość kapitału ludzkiego na rynku pracy. Często chodzi o najprostsze sprawy – umiejętność przywitania się, stosunek do higieny własnej i miejsca pracy. Dzięki dużym sieciom do przeszłości przechodzi patologia, taka jak np. praca na czarno za 1,5 tys. miesięcznie, skoro legalnie można zarobić ponad dwa razy więcej, mając ochronę zdrowotną i emerytalną. Wzrosły oczekiwania co do minimalnego wynagrodzenia na rynku osób najmniej zarabiających, przez co wyciągnięto je z szarej strefy. Legalne zatrudnienie to ważna sprawa dla państwa w kontekście systemu emerytalnego i zabezpieczenia społecznego.

    A szara strefa w handlu to nieewidencjonowane obroty.

    Czy może pan sobie wyobrazić, że kasa w sklepie sieciowym nie wyda paragonu? Placówki takie obowiązuje pełna ewidencja obrotu. Wydaje nam się to dziś normalne, ale to też zasługa rozwoju zorganizowanych sieci handlu detalicznego.

    Kogo bolą sankcje?

      Sankcje nakładane na Rosję to dziś jeden z dyżurnych tematów. Jaki mogą mieć wpływ na przebieg wojny w Ukrainie? Czy rzeczywiście dokuczą najeźdźcom? Istnieje tylko jedna odpowiedź na to pytanie: sankcje mogą być skuteczne pod warunkiem, że będą wprowadzane konsekwentnie i kompleksowo przez wszystkie kraje Unii Europejskiej i USA.

      Nie wdając się w skomplikowane rozważania, wypada stwierdzić, że organizatorom sankcji najbardziej brakuje właśnie konsekwencji. Każde z państw ma na uwadze własne interesy, politycy świetnie zdają sobie sprawę, że poparciem społecznym dla Ukrainy, a następnie dla rządzących, może zachwiać brak paliwa, ogrzewania i ciepłej wody. Niekonsekwentne sankcje są jednak lepsze niż żadne. Totalną klęskę poniosła niemiecka polityka Wandel im Handel, której celem była demokratyzacja krajów autorytarnych przez nawiązanie z nimi ścisłych relacji handlowych. Jej pomysłodawcy najwyraźniej opacznie zrozumieli hasło z 1989 r., że z komunizmem wygrały nie armie, ale jeansy i coca-cola. Zachodni wzór kulturowy rzeczywiście był atrakcyjny dla społeczeństw sowieckiej strefy wpływów, ale o przegranej komunizmu zadecydowała niesprawność socjalistycznej gospodarki planowej.

      Co gorsza, zwolennicy Wandel im Handel postanowili udostępnić rosyjskim elitom wszystko, co wcześniej symbolizowało hasło „Jeansy i coca-cola”, nie oczekując niczego w zamian. Jak słusznie zauważył komunistyczny klasyk: kapitalista to człowiek, który gotów jest sprzedać sznurek na własny stryczek. Putinowscy funkcjonariusze na potęgę zaczęli więc kupować na
      Zachodzie nieruchomości, dzieła sztuki, luksusowe jachty i samochody, kreując obraz nowych Ruskich, którzy wszystko mogą. Prawosławne święta Bożego Narodzenia były prawdziwymi żniwami dla producentów wymyślnych przedmiotów zbytku. Kurorty narciarskie przyjmowały tysiące przybyszy ze Wschodu, dla których nic nie było zbyt kosztowne. Hotelowe sklepy oferowały luksusowe zabawki, których nie kupiłby nikt o zdrowych zmysłach, np. zegarki za miliony euro. Korzystało z tego również Zakopane, choć gościło drugi sort nowych Ruskich.

      Słowem, Europa Zachodnia stała się czymś w rodzaju parku rozrywki dla oligarchów. Ostatnio relatywnie niewielka grupa ludzi szczególnie wyróżnionych przez reżim Putina w widowiskowy sposób traci swe dobra. Czytamy o zabranym jednemu czy drugiemu miliarderowi jachcie. Czy jednak to wystarczy, by ukarać całą klasę nowych Ruskich, służących wiernie dyktatorowi? Z pewnością nie. Sankcje wymierzone w tę grupę są wybiórcze. Obrazowo mówiąc, grabie, które czyszczą tę stajnię Augiasza, mają zbyt szeroko rozstawione zęby… Przemykają między nimi tysiące funkcjonariuszy systemu, którzy zachowują swoją uprzywilejowaną pozycję. A dla najbogatszych, obracających miliardami dolarów, utrata jachtu lub willi to prztyczek.

      Ostentacyjna pogarda nowych Ruskich dla ideałów Zachodu ukazuje słabość świata, w którym wszystko jest na sprzedaż. Właśnie dlatego tak ważny jest dziś system konsekwentnie stosowanych sankcji zarówno w makroskali, jak i personalnych, które spowodują, że wspólnicy zbrodniarza nie będą się czuli dobrze i bezpiecznie na terenie Unii. Na razie sankcje działają wybiórczo: rodziny oligarchów nadal mieszkają w swoich zachodnioeuropejskich rezydencjach, zagrożone majątki są transferowane, a w Internecie nadal brylują obecne i byłe żony rosyjskich miliarderów. A kibice klubu Chelsea udzielają moralnego wsparcia swojemu idolowi Romanowi Abramowiczowi.

      Znacznie bardziej konsekwentni w dziedzinie zwalczania nowych Ruskich są Amerykanie. Polowanie odbywa się na różnych poziomach, inspektorzy skarbówki skutecznie wyszukują beneficjentów rzeczywistych firm zawiązanych z rosyjskim biznesem. Poważnym ciosem w rosyjską propagandę stanowiło zamknięcie telewizji Russia Today, czyli RT America, której gwiazdą i współwłaścicielem był syn słynnego reżysera, zdobywcy Oscara Olivera Stone’a, a przy okazji piewcy Castro, Cháveza i Putina… O upadku stacji zadecydowały działania oddolne: operatorzy sieci kablowych zerwali współpracę z RT America. We wtorek 15 marca amerykańskie media, wyprzedzając urzędową reakcję, uderzyły w wielką gwiazdę telewizji Fox News Tuckera Carlsona, który kłamliwie uzasadniał rosyjską rację stanu tak przekonująco, że codziennie cytowały go putinowskie media.

      W trzecim tygodniu wojny Rosjanie ze Stanford w USA postanowili zademonstrować swe poparcie dla Putina, naklejając na samochodach duże litery Z, takie same jak na rosyjskich czołgach. Już pierwszej nocy nieznani sprawcy spalili dwa luksusowe auta oznaczone w taki właśnie sposób, a następnego dnia organizacja obywatelska solidaryzująca się z Ukrainą opublikowała listę nazwisk i adresów właścicieli samochodów z literą Z. A potem poinformowała o tym pracodawców zwolenników Putina. Jak się łatwo domyślić, natychmiast zaczęli oni zdrapywać symboliczne Z, co uwieczniono na filmach krążących w Internecie.

      Sankcje wymierzone w nowych Ruskich to jedna strona medalu. Znacznie mniej
      widowiskowe, ale nieporównywalnie ważniejsze są pełnowymiarowe sankcje gospodarcze. Stany Zjednoczone wprowadziły zakaz importu rosyjskiej ropy, gazu i energii. Wielka Brytania poinformowała, że do końca 2022 r. całkowicie zrezygnuje z importu ropy naftowej z Rosji. Przywódcy Unii Europejskiej, która uwikłała się w wiele interesów z Rosją, byli mniej stanowczy, ale i tak zastosowali sankcje obejmujące: sektor finansowy, energię i transport, produkty podwójnego zastosowania, kontrolę i finansowanie eksportu, politykę wizową, a także zakaz transakcji z putinowskim Bankiem Centralnym. Z systemu SWIFT wykluczono siedem rosyjskich banków, które zostały odłączone od międzynarodowego obrotu finansowego. Unia zakazała też inwestowania w projekty współfinansowane przez Rosyjski Fundusz Inwestycji Bezpośrednich i dostarczania banknotów euro do Rosji. Wszystko to spowoduje, że kraj Putina w szybkim tempie może zamienić się w pariasa w stylu Korei Północnej. Oczywiście, o ile sankcje będą stosowane konsekwentnie…

      Efekty sankcji od razu odczuli młodzi Rosjanie, którzy nie wyobrażali sobie życia bez burgerów, bez wizyt w McDonald’s, iPhone’ów i Netfliksa. Popularna moskiewska influencerka postanowiła przypodobać się władzy i opublikowała filmik, na którym widowiskowo niszczy markowe produkty zachodnich firm. Nakręciła go… najnowszym modelem iPhone’a. Cudem udało się jej zaprezentować to wiekopomne dzieło, ponieważ dzień później kremlowskie władze zablokowały dostęp do Facebooka,Twittera i YouTube’a. W kogo najbardziej uderzą sankcje? W pierwszej kolejności w najbiedniejszych Rosjan, ogłupionych agresywną propagandą Putina. Już dziś w sklepach brakuje podstawowych towarów: racjonowany jest cukier i makaron. Starszym czytelnikom skojarzy się to z systemem kartkowym z lat 80. Wtedy też ograniczenia zaczęły się od cukru, żeby w szybkim tempie objąć mięso, alkohol, papierosy i inne towary. Pewnie niedługo tak będzie wyglądało życie mieszkańców glinianego imperium Putina.

      Naturalnym odruchem czysto ludzkiej solidarności byłaby chęć ulżenia ich losowi. Zanim jednak zaczniemy się litować nad Rosjanami, spójrzmy na zniszczoną przez nich Ukrainę. To ona potrzebuje pomocy, dziś militarnej, a miejmy nadzieję, że już wkrótce – gospodarczej, która pozwoli naszym sąsiadom na odbudowę, transformację systemową i dołączenie do Unii Europejskiej.

       

      Piotr Cegłowski

      ESG: szansa i zagrożenie

      Problematyka ESG gości w każdym wydaniu Managera. W związku z tym postanowiliśmy zorganizować debatę ekspertów poświęconą postrzeganiu ESG przez instytucje finansowe oraz inwestorów.

      Dyskusja panelowa, której zapis przedstawiamy, odbyła się 9 czerwca w Cambidge Innovation Center w Warszawie. Wzięli w niej udział: mec. Aleksandra Polak z kancelarii B2RLaw, Paweł Strączyński, członek zarządu Pekao SA, prof. Maciej Rudnicki, prorektor Akademii Polonijnej, dyr. Edmund Cumber z PKO BP, dyr. Michał Miszułowicz, dyrektor ds. Współpracy z Sektorem Innowacji z Banku BNP Paribas i Tomasz Pawlikowski z Sustainable Brands. Dyskusję prowadziła dr. Luiza Wyrębkowska z B2RLaw.

      Luiza Wyrębkowska: ESG, o którym dziś będziemy mówić to jeden z najważniejszych tematów dla polskiego biznesu. Szczególnie interesujący jest kontekst rynków finansowych, ponieważ mamy tu do czynienia z całym szeregiem wyzwań związanych z wdrażaniem ESG.

      Aleksandra Polak: Zacznijmy od tego, że Unia Europejska nadal nie zabrania prowadzenia i finansowania działalności, która nie jest zrównoważona środowiskowo. To, co dotąd zrobiła, to wymóg na poziomie ujawnień albo raportowania w obszarze tego, w jakim zakresie działalność albo produkty inwestycyjne są zrównoważone. Wymienię najważniejsze regulacje. Pierwsze rozporządzenie (Sustainable Finance Disclosure Regulation, SFDR) dotyczy ujawnienia kwestii zrównoważonego rozwoju w sektorze finansowym – na poziomie podmiotu, czyli instytucji finansowej i na poziomie produktowym. Wiec można powiedzieć, że UE wymaga ujawnień w zakresie wdrożenia zagadnień ESG do polityki inwestycyjnej. Kolejnym aktem prawnym jest dyrektywa dotycząca raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju przez przedsiębiorstwa (Corporate Sustainability Reporting Directive, CSRD).To nowa regulacja, która bardzo rozszerza i podmiotowy i przedmiotowy zakres raportowania, ponieważ od 2024 roku kwestie zrównoważonego rozwoju będą musiały już raportować wszystkie spółki zatrudniające więcej niż 250 osób, niezależnie od tego czy są publiczne czy nie, oraz wszystkie spółki notowane na rynku regulowanym, nawet małe i średnie. Jest to znaczne rozszerzenie podmiotowe, a dodatkowo zmienia się też architektura raportowania. Teraz podmioty będą musiały raportować na temat wszystkich 3 elementów ESG, czyli kwestie środowiskowe, kwestie społeczne i dotyczące ładu zarządczego. Co bardzo ważne, uwzględniony został też element strategii. Trzeba wskazać, w jakim zakresie model biznesowy jest odporny na ryzyka środowiskowe, w jakim zakresie spółka wpływa na środowisko ale i też, w jakim zakresie środowisko może wpłynąć na działalność spółki. Żeby dane były czytelne, porównywalne i rzetelne, raporty będą otagowane cyfrowo i będą podlegały audytowi biegłych. Raportowanie będzie zgodne z jednolitym unijnym standardom.

      Holistyczny punkt widzenia

      Maciej Rudnicki: To bardzo trudne zadanie – spojrzeć na ESG z holistycznego punktu widzenia. Gdybyśmy spojrzeli na podstawy aksjologiczne tej problematyki i na źródła zachowania człowieka, to można tak pół żartem pół serio powiedzieć, że u zarania dziejów człowiek zachował się w bardzo niezrównoważony sposób samodzielnie opuszczając raj jako krainę szczęśliwości… A zatem można stwierdzić, że człowiekowi nie należy przypisywać aspektu racjonalnego zrównoważenia, podobnie jak firmom, czy też korporacjom. W związku z tym, że historia człowieka polega na niezrównoważonych wyborach, to jak spojrzymy historycznie na rozwój biznesu, gospodarki czy ekonomii, to w wielu procesach rozwojowych człowiek w swoich zachowaniach dochodził do nieracjonalnych granic. A to skutkowało  pojawieniem się norm nakazu albo zakazu. Wszystko, co jest związane zarówno ze zrównoważonym rozwojem jak i ESG, jest naznaczone tego typu procesami. Zwróćmy uwagę jak się rozwijał przemysł w Europie przed I Wojną Światową czy po II Wojnie Światowej. Był to rozwój oparty głównie na przemyśle ciężkim. Bardzo ingerujący w środowisko naturalne. Gdyby w pewnej chwili nie pojawiły się – na poziomie poszczególnych państw czy też w ramach wspólnot europejskich, a później w Unii Europejskiej, aż w końcu ogólnoświatowym – określone normy, to w naturalny sposób rozwój by się zatrzymał. Kto myślący tylko o zysku, miałby na względzie ochronę środowiska. Jest wiele przykładów, że przemysł ciężki drenował środowisko aż do osiągnięcia granic skrajnej zyskowności. Z tego względu normy ESG są potrzebne, związane legislacyjne ze zrównoważonym rozwojem, aktualną sytuacją globalną, klimatyczną, społeczną, socjalną oraz odpowiedzialnością za planetę. Dotyczą one również standardu życia i bezpieczeństwa socjalnego. Przykładem może być wykorzystywania pracy nieletnich dopuszczane w niektórych państwach. Ta legalność stoi w kontrze do naszej, europejskiej filozofii. Podsumowując – na linii czasu historii świata zrównoważenie ciągle ściera się z niezrównoważeniem, czyli racjonalność z nieracjonalnością. Jesteśmy w dramatycznej sytuacji, bo musimy osiągnąć balans nie tylko środowiskowy, ale i gospodarczy, czyli mniej zysku, a więcej odpowiedzialności.

      Banki ratują planetę?

      Luiza Wyrębkowska: Czy możecie się państwo zgodzić z twierdzeniem, że na instytucjach finansowych spoczywa dzisiaj ciężar odpowiedzialności za ratowanie planety, gdyż  jakkolwiek górnolotnie to brzmi, to właśnie one będą oczekiwały od swoich klientów dostosowania się do wymogów ESG.

      Aleksandra Polak: Mówiliśmy o tym, że Unia nie nakazuje działalności zrównoważonej, ale przepisy są bardzo sprytnie skonstruowane na poziomie ujawnień i zakładają, że instytucje finansowe wezmą na siebie ciężar transformacji związanej z ESG. Co ciekawe, z moich obserwacji wynika, że polskie spółki zaczynają się interesować ESG często po kontaktach z bankami. Na szczęście polskie banki nie podchodzą ortodoksyjnie do przepisów i nie odmawiają finansowania, jeśli spółka jeszcze nie integrowała ESG, sugerując podmiotom gospodarczym jak najszybsze dostosowanie do nowych norm i uwzględnienia ich w strategii. Podsumowując – w mojej ocenie to właśnie banki jako pierwsze będą instytucjami zwracającymi uwagę firm na nowe standardy związane ESG.

      Paweł Strączyński: Bardzo się cieszę, że będę mógł podzielić się z państwem tym co w zakresie ESG i zrównoważonego rozwoju już robi, bądź w najbliższym czasie zamierza robić bank Pekao SA. Tak jak wspomniała pani mecenas, nie ma zakazu inwestowania lub angażowania się w projekty niezrównoważone. Z drugiej jednak strony, mamy wolę akcjonariuszy i inwestorów, którzy wywierają wpływ na działanie spółki i kierunki jej rozwoju. Mam tutaj na myśli zwłaszcza akcjonariuszy większościowych, bo to oni decydują, w jakim kierunku bank, będzie się rozwijał i w jaka będzie jego oferta. Znaczącym wydarzeniem była oczywiście repolonizacja, czyli przejęcie kontrolnego pakietu akcji przez podmioty związane ze skarbem państwa, czyli PZU i PFR. Oznacza to, że – tak jak w przypadku naszego głównego konkurenta – PKO BP oraz Alior Banku – sposób w jakim kierunku jest prowadzona polityka energetyczna państwa, wywiera wpływ na to jak są rozwijane strategie banku. W czerwcu zeszłego roku przyjęliśmy strategię ESG, w której określiliśmy główne cele, które chcemy osiągnąć do roku 2024. A to oznacza zaangażowanie się bezpośrednio w projekty zrównoważone na kwotę co najmniej 8 miliardów złotych, zorganizowanie finansowania, czy stanie się częścią konsorcjów, które takie finansowanie organizują na kwotę co najmniej 22 miliardów złotych. Określiliśmy, że nasze zaangażowanie w projekty zrównoważone bezpośrednie lub pośrednie powinno wynosić na koniec 2024 roku co najmniej 30 miliardów zł. Oprócz tego określiliśmy, że udział aktywów zaangażowanych w projekty wysokoemisyjne do końca roku 2024 zejdzie poniżej 1%. To są kowenanty, które są wpisane wprost w naszej strategii. Ostatnie 3 miesiące, może jeszcze nie diametralnie, ale zmieniły już sposób patrzenia na transformację energetyczną. Jest ona absolutnym driverem jeśli chodzi o osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju. Chciałbym zwrócić tez uwagę na znaczenie miksu energetycznego. Polska jest krajem Unii Europejskiej który, w przeliczeniu na osobę, ma jeden z największych współczynników emisji. Wynika to między innymi z tego, że nie była u nas rozwijana energetyka jądrowa. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy nasi sąsiedzi dysponują elektrowniami jądrowymi. Polska jest w tym zakresie absolutnym ewenementem. Jesteśmy krajem, który w 80 – 85% wytwarza energię tylko i wyłącznie w oparciu o źródła wysoko emisyjne. Wiele osób twierdzi, że transformacja energetyczna w Polsce powinnna być procesem gwałtownym, wręcz rewolucyjnym. Nie zgadzam się z takim podejściem, bo ryzyko jest duże, a efekt niepewny. My uważamy, że zmiany powinny zachodzić w sposób ewolucyjny, czyli zrównoważony. Nie możemy działań transformacyjnych, jeśli chodzi o energetykę polską, prowadzić w sposób nieprzemyślany i niezrównoważony, bo – po pierwsze – narazimy bezpieczeństwo energetyczne kraju, po drugie – zagrozimy rozwojowi gospodarczemu, a po trzecie może stać się to pośrednią przyczyną wzrostu inflacji i bezrobocia. Podsumowując – budowy elektrowni na węgiel byśmy już dzisiaj nie finansowali, ale chcę podkreślić, że nie oznacza to, że wycofujemy się z finansowania projektów wysoko emisyjnych, ale tylko podczas transformacji energetycznej zgodnej ze strategią państwa.

      Po pierwsze nie szkodzić

      Michał Miszułowicz: Wrócę do pytania – czy na bankach powinien spoczywać ciężar ratowania planety? Chyba nie mają innego wyjścia, bo są w centrum krwiobiegu gospodarczego. Wszystko, co się dzieje w gospodarce, w ten czy inny sposób przechodzi przez bank, który dodatkowo jest lewarem pozwalającym na dokonywanie inwestycji, transformacji czy rewolucji przemysłowych. Bez udziału sektora bankowego w gospodarce niewiele się dzieje. Dlatego, mimo, że ESG oznacza dodatkowe obowiązki i koszty, to wydaje mi się, że nasz sektor jest dobrym miejscem do przyłożenia wagi tej miary. Nie wiem, czy naszą rolą jest ratowanie planety, może bardziej stajemy się kustoszem, który pilnuje, żeby więcej nie szkodzić. Wycofaliśmy się z finansowania sektora węglowego, przykładamy dużą wagę do zazieleniania naszych aktywów, natomiast widzimy, że sam kij – mówiąc kolokwialnie – kiepsko się spisuje. Warto zaznaczyć, że odcinanie kolejnych gałęzi biznesu nie motywuje pozytywnie do bycia zielonym. Mało tego – poprzez ograniczenie akcji kredytowej moglibyśmy utracić naszą pozycję rynkową. Dlatego od 2009 roku Bank BNP jest dystrybutorem różnych programów unijnych, które wspomagają przedsiębiorców i przedsiębiorstwa w transformacji efektywności energetycznej, jaki i termomodernizacji, ponieważ ogrzewanie również jest bardzo dużym, specyficznym dla Polski problemem, zwłaszcza na tle Unii. Tak więc banki są dobrym miejscem do wprowadzania ESG a taksonomia – czyli mierzenie ESG – jest tylko przykrym obowiązkiem.

      W tym roku ogłosiliśmy Strategię GOBeyond na lata 2022-2025. To pierwsza strategia Banku BNP Paribas agregująca cele biznesowe z aspektami zrównoważonego rozwoju. To symboliczne pokazanie, że aspekty ESG są dla nas driverem biznesowym. Strategia zakłada, że do 2025 roku bank osiągnie ROE na poziomie ok. 12%, a zrównoważone aktywa będą stanowiły 10% portfela. Filar POSITIVE Strategii GOBeyond gwarantuje, że wszelkie działania banku mają pozytywny wpływ na otoczenie społeczne, biznesowe i środowisko. Filar ten ma pomóc w umocnieniu pozycji banku jako lidera zrównoważonych finansów (łączna wartość kredytów udzielonych przez bank na projekty wspierające zrównoważony rozwój to już 6,6 mld zł), rozwijającego ofertę dedykowanych produktów i usług dla wszystkich linii biznesowych. Bank skoncentruje się na rozwijaniu oferty z pozytywnym wpływem środowiskowym i społecznym oraz produktów połączonych z oceną i wynikami w zakresie ESG. Dla klientów korporacyjnych bank planuje stworzenie centrum kompetencyjnego aktywnie wspierającego ich w zrównoważonej transformacji. Jako instytucja inkluzywna, dostępna dla wszystkich i zaangażowana w kwestie społeczne, bank będzie również konsekwentnie prowadził aktywne działania w obszarze wspierania różnorodności, wdrażania strategii równościowych i przeciwdziałania dyskryminacji, szczególnie poprzez realizowane projekty i podejmowane inicjatywy wspierające różnorodne grupy wrażliwe ze względu na wiek, pochodzenie, narodowość, płeć, sprawność fizyczną itd. To nasze holistyczne spojrzenie na aspekty ESG.

      Edmund Cumber: Nasz bank również przykłada dużą wagę do tych problemów. Podobnie jak Pekao SA, chcemy zmniejszyć zaangażowanie w sektory wysokoemisyjne, ale nie zrywamy z tym zaangażowaniem. Rozumiemy, że to musi być proces ewolucyjny, transformacja. Nie finansujemy nowych projektów które by sprzyjały zwiększeniu emisji, a tylko takie, które emisje redukują. Stąd coraz więcej kredytów na inwestycje w energetykę odnawialną. Przykładem mogą być farmy wiatrowe i fotowoltaiczne. Ciągle jednak jesteśmy zaangażowani w sektor węglowy, choć nie chcemy tego zwiększać. Obecnie każdy kredyt, jaki rozpatrujemy, jest u nas umownie pokolorowany. To pokazuje nam, czy sprzyjająca transformacji, jest neutralny czy też niesprzyjający. Chcemy, aby tych ostatnich systematycznie ubywało w naszym portfelu, tym bardziej, że na spotkaniach z inwestorami na walnych zgromadzeniach i na spotkaniach inwestorskich takie pytania są nam zadawane. Nie chcemy, żeby inwestorzy oskarżali nas, że lekceważymy problematykę ESG. Natomiast największym problemem jest metodologia, jak oceniać cele i podejście do transformacji. Nie ma bowiem jednoznacznych i ostrych kryteriów oceny, jak dana instytucja podchodzi do ESG. Jest to raczej kwestia uznaniowa.

      Ważny element wyceny

      Luiza Wyrębkowska: 1 czerwca 2022 r. policja weszła do siedziby Deutsche Bank i spółek z grupy. W związku z tym spadła cena emisyjna akcji, a do dymisji podał się CEO. Pojawia się pytanie – skąd tak silna reakcja na zarzuty nieprawdziwych danych w zakresie zrównoważonego rozwoju, przy ciągle jednak nieostrych kryteriach oceny wdrażania ESG.  Czy w Polsce taka akcja też byłaby możliwa? Czy w ogóle wyobrażacie sobie państwo, że do siedziby waszych banków wchodzi policja i prokuratura w związku z ESG?

      Aleksandra Polak: Od strony formalno-prawnej byłoby to możliwe również w Polsce. Nie potrzeba do tego żadnych nowych regulacji. Policja zainteresowała się tą sprawą, ponieważ czynniki ESG są bardzo ważnym elementem wyceny i oceny ryzyka portfela inwestycyjnego. Dla przykładu – jeśli zwiększy się cena energii albo będzie mniejszy dostęp do wody, czy załamie się łańcuch dostaw, może to mieć przełożenie na marże, koszty, płynność i w konsekwencji na wyniki finansowe. Dodatkowo często się mówi, że kryteria finansowe odnoszą się do przeszłości, a czynniki ESG pozwalają przewidzieć co wydarzy się w przyszłości. Tak więc mogą one być lepszą projekcją tego co czeka spółkę niż wyniki historyczne. Jeśli, by się okazało, że instytucja finansowa podawała swoim klientom nieprawdziwe informacje na temat ryzyk związanych z kwestiami zrównoważonego rozwoju, można by to porównać z podawaniem zafałszowanych wyników dotyczących rentowności, a to byłoby po prostu oszustwo. Za tym poszłyby kary administracyjne, odpowiedzialność członków organów związana z brakiem absolutorium czy odwołaniem zarządu i w końcu odpowiedzialność cywilna wobec klientów.

      Tomasz Pawlikowski: Uważam, że właśnie instytucje finansowe ponoszą w tej chwili największą odpowiedzialność za transformację, mając wpływ na taksonomiczne aspekty ESG, czyli na to, jak środki pozyskiwane przez podmioty gospodarcze będą wykorzystywane. W Sustainable Brands wierzymy, że marki stanowią centralne miejsce przemiany i z punktu widzenia wizerunku jakiejkolwiek firmy, która poddaje się transformacji, największym ryzykiem jest powierzchowne i cyniczne traktowanie tego wymiaru. Powinniśmy mówić o holistycznej przemianie i nietraktowaniu jej, jako kolejnego instrument do powiększenia portfela. Uważam, że my wszyscy musimy się liczyć z tym, że powoli wchodzimy z konsumpcjonizmu w dobę konserwacjonizmu. Istnieje ryzyko, że wiele firm, które będą wyłącznie kierowały się tylko taksonomiczną częścią ESG, a nie traktowały go jak zmiany świadomości organizacji i jej funkcjonowania na wszystkich poziomach, pozostaniemy na cynicznym poziomie jakiegoś wskaźnika, który będzie nam umożliwiał jedynie pozyskiwanie finansowania. W pewnym sensie nie stoimy już przed dylematem – czy zarabiać lub ratować planetę, ale czy ratować gatunek ludzki.

      Ewolucja czy rewolucja?

      Maciej Rudnicki: Chcę podzielić się kilkoma refleksjami, może troszeczkę oderwanymi od siebie, ale mieszczącymi się w duchu naszej dyskusji. Po pierwsze – widzę pewną racjonalność w zachowaniu banku polegającym na nie odchodzeniu w trybie rewolucyjnym od finansowania wysokoemisyjnych projektów finansowych w przypadku naszego kraju. Proszę zauważyć, że jest to uzasadnione sekwencją czasową naszego wstąpienia do Unii Europejskiej oraz tym, co się działo przed powstaniem Unii, kiedy jeszcze królowały różnego rodzaju wspólnoty. Po II Wojnie Światowej miały one de facto integrować wydobycie węgla i produkcję stali, czyli naturalne przemysły, o które walka zawsze powodowała wojny w Europie. Chodziło o to, żeby w państwach, które były sobie wrogie, zintegrować te przemysły, by znalazły się w jednej wspólnocie. Nastawiano się wtedy na rozwój przemysłu ciężkiego, który w negatywny sposób oddziaływał na środowisko. Ograniczyły to dopiero wprowadzane ewolucyjnie dyrektywy UE. Wchodząc do Unii byliśmy już poddani wysokim kosztom dostosowania się do norm środowiskowych. W czasie, kiedy pracowałem w Ministerstwie Środowiska, w okresie przedakcesyjnym, twardo negocjowaliśmy z Komisją Europejską koszty, które Polska musiała ponieść przed akcesją oraz w pierwszych latach. Były dramatycznie wysokie. Udało nam się jednak, w drodze negocjacji, osiągnąć satysfakcjonujący nas kompromis. To, że Polsce zabrakło okresu nie skrępowanego niczym rozwoju, spowodowało trudności w płynnym dogonieniu gospodarek rozwiniętych krajów zachodnich. Z tych samych powodów kraje te przechodzą o wiele łagodniej transformację związaną z ESG. Rzecz następna – ostatnio studiowałem zachowanie się funduszy inwestycyjnych, głównie amerykańskich, określających się jako fundusze zrównoważonego rozwoju.  Inwestują w projekty finansowe i firmy, które stosują zasady zrównoważonego rozwoju oraz ESG. Okazuje się, że kilka największych funduszy zdecydowanie zwiększyło swoją ekspozycję finansową między rokiem 2018 a 2021. Najbardziej ekspansywne i największe amerykańskie fundusze, typu Black Rock, zaczynają osiągać bardzo dobre wyniki finansowe. Nawiązując do wypowiedzi mojego przedmówcy, zachodzi podejrzenie o cynizm polegający na inwestowaniu w ESG nie dlatego, że tak trzeba, ale ze zwykłej chęci zarabiania.  Potwierdza to wypowiedź prezesa funduszu, który stwierdził, że nie inwestujemy w ESG, ponieważ jesteśmy ekologami, a po prostu twardymi kapitalistami i nam się to opłaca. Jeżeli się okaże się, że inwestowanie w zrównoważony rozwój jest po prostu opłacalne to pojawia się pytanie czy nie stracimy tego holistycznego celu, że na końcu dnia jednak musimy zacząć żyć w kompletnie inaczej zorganizowanym świecie. Obawiam się, że cynizm doprowadzi do opóźnionej katastrofy, czyli spowoduje pewne przytrzymanie, uśpienie naszej czujności i szybkie dojście sytuacji, z której nie będzie już odwrotu.

      Tomasz Pawlikowski: Miejmy na uwadze, że nie jesteśmy w jakiejś bańce oderwanej od środowiska, w którym funkcjonujemy. Mam na myśli środowisko konsumentów – to oni kształtują marki. Jest takie pojęcie brand equity kształtowane przez odbiorców. W ostatnim czasie ich świadomość dramatycznie rośnie w Stanach Zjednoczonych. W tej chwili 93% konsumentów deklaruje chęć wspierania tylko marek, które w rzeczywisty sposób nie tylko wykazują się chęcią, ale też działaniami w kierunku transformacji zrównoważonego rozwoju.

      Zmiana czy greenwashing?

      Luiza Wyrebkowska: Czy państwa banki weryfikują klientów w kontekście greenwashingu?

      Michał Miszułowicz: Informacje, które są podawane w dokumentach są oczywiście weryfikowane. Greenwashing jest bardziej popularny w marketingu i działaniach wizerunkowych niż w finansach. Za wprowadzenie w błąd w przypadku danych finansowych albo okolicznych grożą konkretne sankcje karne. W przypadku greenwashingu marketingowego możliwe są głównie problemy wizerunkowe, które wiele firm ciągle bagatelizuje. W naszych dywagacjach zapomnieliśmy o jednej pozytywnej stronie tego zjawiska. Generowanie wartości przez przedsiębiorstwo dotyczy nie tylko dziedziny finansów – jak do tej pory w kapitalizmie, ale też powinno być rozpatrywane poprzez pozytywny wpływ na społeczeństwo i środowisko. To właśnie w tych kategoriach powinniśmy rozpatrywać przyszłość ESG, czyli przez rozwijanie działalności, która ma pozytywny wpływ i co równie ważne – mierząc efektywność przedsiębiorstwa nie tylko w kontekście finansowym.

      Edmund Cumber: Nie spotkałem się z greenwashingiem u naszych klientów. Wydaje mi się, że oni nie mają aż takich bodźców, żeby nas oszukiwać w ten sposób. Owszem te największe spółki raportują swój stosunek do ESG, ale to nie jest jeszcze aż tak silnie postrzegane naszych klientów korporacyjnych.  Bardziej to dotyczy zachodnich funduszy inwestycyjnych.

      Paweł Strączyński: W kontekście greenwashingu należy pozytywnie spojrzeć na akcję w DB. Co ważne – policja i prokuratura podjęły w tej sprawie samodzielne działania. Przypomnę, że koncerny niemieckie, jeśli chodzi o podawanie nieprawdziwych informacji – nie tylko na temat ESG – mają wieloletnie doświadczenie. Zwróćmy uwagę na to że w przypadku Volkswagena, to Amerykanie odkryli fałszerstwo i gdyby nie oni, to w Europie sprawa zostałaby zamieciona pod dywan. Mam jeszcze refleksję na temat kapitalizmu. Podstawą dla jego rozwoju jest dzieło Adama Smitha „Studia nad bogactwem narodu”. Myślę, że wiele osób zapomina, iż przed ukazaniem się tej pracy, Smith napisał też dzieło filozoficzne o moralności. Jeżeli więc będziemy interpretowali biblię kapitalizmu w oderwaniu od moralności, na którą Smith zwracał szczególną uwagę, to wyciągniemy fałszywe wnioski. W mojej ocenie jedynie interpretowanie tych obu dzieł łącznie pokaże nam jaka powinna właściwa droga rozwoju kapitalizmu. A powinna ona uwzględniać moralność.

      Trzy litery, wiele interpretacji

      Luiza Wyrębkowska: Proszę państwa o komentarz do słów inwestora, który jest guru dla wielu osób na całym świecie. Elon Musk powiedział, że ESG to oszustwo wykorzystywane przez fałszywych bojowników o sprawiedliwość społeczną. Z drugiej strony podkreślić należy, że Tesla to projekt ekologiczny, a Musk inwestuje we wszelkiego rodzaju inicjatywy proklimatyczne.

      Aleksandra Polak: Czy innym są impact investment i pozytywny wpływ na klimat a czym innym ryzyka i ratingi ESG. Pojawiły się ą zarzuty, że zrównoważona fabryka Tesli w Kalifornii nie przestrzega przepisów bhp. Pojawiły się też zarzuty dotyczące dyskryminacji na tle rasowym i etnicznym, a także dotyczące samego stylu zarządzania spółką – braku transparentności oraz komunikacji między prezesem a inwestorami. Dlatego Tesla została usunięta z indeksu S&P 500 ESG.

      Luiza Wyrębowska: I tak docieramy do problemu „S” i „G”, ze skrótu ESG, określającego wskaźniki Środowiskowe (Environmental), Społeczne (Social) i Ład Korporacyjny (Corporate Governance).

      Maciej Rudnicki: Kwestie związane z „E” są dość dobrze rozłożone na czynniki pierwsze, które są identyfikowalne zarówno jako ryzyka, zagrożenia jak i korzyści. „S” wydaje się najbardziej szerokim i najmniej rozpoznanym zakresem, a jednocześnie także najtrudniejszym do uchwycenia. Jest to też kwestia metodyki badającej stopień spełniania tego kryterium. „S” musi być lepiej odbudowane prawnie.

      Edmund Cumber: Rzeczywiście, nie ma tych jednoznacznych kryteriów, zwłaszcza w social governance. W przypadku danych dotyczących środowiska można relatywnie łatwo ocenić, czy dana inwestycja je zatruwa, ale już znacznie trudniej – czy jest społecznie odpowiedzialna.

      Uniwersalne normy prawne

      Maciej Rudnicki: Warto zauważyć, że trudno też o globalne rozwiązania prawnie. Jeżeli w danym kraju system prawny dopuszcza pracę osób nieletnich, a systemy prawne Unii Europejskiej tego nie akceptują, jak ustalić normę prawa międzynarodowego? Czy można postawić zarzut polegający na tym, że ktoś czerpie zysk z pracy nieletnich w zakładzie umiejscowionym w państwie, gdzie ten proceder jest legalny? Zwracam uwagę, że Europa miała już taki problem po II Wojnie Światowej. W procesach norymberskich oskarżano zbrodniarzy hitlerowskich, którzy bronili się twierdząc, że ustawy – nomen omen – norymberskie dopuszczały eliminację poszczególnych nacji, więc oni wykonywali rozkazy, działali legalnie, więc na jakiej podstawie się ich oskarża? Społeczność międzynarodowa musiała wiece zgodzić się, że istnieje system ogólny, który zakazuje jednej nacji eksterminować inną. A zatem jak w aktualnym systemie prawnym wydać negatywną decyzję finansową w stosunku do kogoś, kto czerpie zysk z pracy dzieci w państwie, gdzie to jest legalnie dopuszczalne? A w dodatku to państwo jest członkiem ONZ…

      Tomasz Pawlikowski: Znowu dotykamy problemu moralności. To jest wewnętrzny kompas, którym się powinny kierować organizacje. W tym kontekście warto ponownie odnieść się zwrócić do działalności Elona Maska. Uprawia on purpose-washing, który funkcjonuje inaczej niż greenwashing. Polega na pokazywanie swojej firmy jako organizacji zrównoważonego rozwoju na podstawie jednego elementu, wpisanego do DNA. Jest to, moim zdaniem, bardzo szkodliwe, bo posługuje się mechanizmem, że jeśli coś jest dozwolone, to mnie rozgrzesza. Natomiast co do samego greenwashingu – nie powinniśmy być całkowicie przeciwni stosowaniu go w marketingu, czy w innych działaniach z jednego tylko powodu. Jeśli dana organizacja wchodzi na drogę zrównoważonego rozwoju, oznacza to, że podejmuje ważne zobowiązanie rozłożone na lata. Ciekawy przykład to Nestle, które wyznaczyło sobie cel zakończenia procesu budowy regeneracyjnej marki do 2035 roku. Tak poważna zmiana nie następuje natychmiast. Wymaga inwestycji i zmian modelu biznesowego. Po drodze zdarzają się różne, ciekawe rzeczy, które czasami odbiorcy o odbierają jako greenwashing. A one są tylko przejawami pozytywnych działań. Ale jeśli te dobre przedsięwzięcia mają przykryć fałszywą intencję, to już oczywiście jest greenwashing.

      Nie tylko kompas moralny

      Luiza Wyrębkowska: Unia Europejska widzi, że sam dziś kompas moralny nie wystarcza. Stąd projekt dyrektywy dotyczącej taksonomii społecznej, która za chwilę wejdzie w życie i zdziwi wiele osób. Ale też zdecydowanie pomoże…

      Aleksandra Polak: Odnosząc się kwestii norm, które są potrzebne i kompasu moralnego, UE wydała 24 lutego projekt dyrektywy dotyczącej due diligence (należytej staranności przedsiębiorstw), która odnosi się m.in. do wspomnianej wcześniej sytuacji, co zrobić, jeśli unijna spółka kupuje czy produkuje w kraju, w którym pracują dzieci. Do tej pory spółki mówiły, że działając w zgodzie z przepisami krajów trzecich. Teraz Unia stwierdza, że największe spółki europejskie prowadząc działalność produkcyjną za granicą, mają tam przestrzegać unijnych zasad ochrony pracowników. Może się jednak okazać, że spółki unijne nie będą chciały inwestować w lepsze warunki pracy w krajach trzecich czy więcej płacić lokalnym pracownikom. Być może bardziej opłacalne będzie utrzymywanie produkcji na terenie Unii. A to z kolei sprawi, że skrócą się łańcuchy dostaw. Pandemia, a teraz wojna Rosji przeciwko Ukrainie też pokazały, że zakłócenia łańcuchów dostaw silnie dotykają nasze gospodarki. Pojawia się tu pytanie – czy rzeczywiście celem zmian prawnych jest ochrona praw człowieka, może de facto chodzi o ochronę unijnej gospodarki.

      Luiza Wyrębkowska: Wróćmy proszę do interpretacji elementów składowych ESG…

      Paweł Strączyński: Dokładnie tak, jak mówili moi przedmówcy, tak, jeśli chodzi o „E” – wszystko, co jest kwantyfikowalne, jest dużo prostsze. Dyskutować można tylko nad kwestią konstrukcji pewnych wskaźników. Z kolei „G” a szczególnie „S” są to są to procesy kompletnie nie kwantyfikowalne. Niełatwo wyznaczyć konkretne działania z zakresu „Social”. W dziedzinie taksonomii społecznej trudno też określić uniwersalne normy. I tak znów wracamy do kwestii filozoficznych, ale nie uciekniemy od nich, bo ich świat zmierza w tym kierunku. Ale jak przyjąć standardy w dziedzinie „S”, co do których wszyscy będą zgodni? Być może właściwszym kierunkiem byłoby tworzenie pewnych uniwersalnych norm społecznych, które obowiązywałyby na danym obszarze. W przypadku Unii jest to stosunkowo łatwe chociaż – proszę zwrócić uwagę – nieproste, co ilustruje spór dotyczący praworządności. W ujęciu ogólnoświatowym, uwzględniając różnice kultur, trudno mi sobie wyobrazić narzucenie firmom zakaz nabywania produktów od fabryk, w których pracują dzieci. Proszę rozważyć jakie skutki taki zakaz spowodowałby w Bangladeszu, Indiach czy w Wietnamie. Tam ubogie rodziny często żyją dzięki pracy dzieci. Słowem – jest to kwestia wyboru mniejszego lub większego zła. Idealnego rozwiązania chyba nie znajdziemy… Zastanówmy się też nad „E”. Dobry przykład szczegółowego rozwiązania w tej sferze stanowi Carbon Tax. Jest on odzwierciedleniem oczekiwań w dziedzinie emisji CO2. Jeśli ktoś tych norm nie spełnia, musi na granicy Unii dopłacić extra tax. Jest to słuszne, ponieważ nie obejmiemy np. Chin europejskim ESG. Dopłata, o której mówię, jest przejawem pewnego rodzaju protekcjonizmu, ale to jednak właściwy kierunek. Ostatnie 30 lat absolutnego otwarcia rynku unijnego i handlu ogólnoświatowego, doprowadziły do tego, że w Europie produkcja się zwinęła. Pozostały tylko bardzo wysoko specjalistyczne usługi. Okazało się, że wystarczy epidemia i wojna na granicy, a już wszystko siada. A to wywołało dylematy – czy można kupować od Rosji? Jako bank Pekao SA udzieliliśmy jednoznacznej odpowiedzi – nie będziemy angażowali się ani po stronie zakupowej, ani sprzedażowej w żadnym przedsięwzięcia dotyczące podmiotów, które nie wycofały się z Rosji. Jesteśmy na tyle odpowiedzialnym bankiem, że stać nas na rezygnację z zysku z niechcianych przedsięwzięć i nie interesuje nas zupełnie stopa zwrotu. Gdyby wszystkie instytucje finansowe postąpiły tak jak my, nie byłoby w ogóle tematu, czy ktoś zostaje w Rosji i na Białorusi.

      Michał Miszułowicz: Zatoczyliśmy koło, więc teraz powinienem przypomnieć, że w dziedzinie „E” Bank BNP Paribas już dawno podjął decyzję o niefinansowaniu sektora węglowego, bez względu na koszty tej decyzji. Jeśli chodzi o „S” to jest nieuchwytny element. Oczywiście, przeciwdziałamy wykluczeniu, propagując równość kobiet i mężczyzn. Promujemy też mniejsze lokalne akcje integracji banku z lokalnymi społecznościami. Nie jest to centralnie sterowane. Każdy dyrektor lub lokalny ambasador banku w terenie, który zna tą swoją społeczność, wie, co jest dla niej najlepsze, wie co należy to zrobić. Generalnie w dziedzinie „S” nie ma jednej słusznej drogi. Można odwołać się do dekalogu, który wyraźnie mówi: nie zabijaj. To granica, której nie wolno przekroczyć. Żeby być porządnym człowiekiem, czy odpowiedzialną firmą, nie można np. zatrudniać dzieci, ale też trzeba robić coś więcej. To absolutne minimum, a filmy powinny przecież konkurować o maksimum, co mogą zrobić, jaki mogą wygenerować wartość społeczną. Wydaje mi się, że z elementem „G” jest najprościej, ponieważ wszyscy mamy wdrożone procedury i różne elementy nadzoru. Z to „S” przenosi nas na grunt socjologii i filozofii. Znalezienie światowego wspólnego mianownika dla „S” będzie bardzo trudne, bo jak np. pogodzić nasze zasady z bankowością szariatu.

      Punkt zwrotny

      Luiza Wyrębkowska: W uzupełnieniu dodam, że aktualnie w Nowym Jorku trwa CEO Summit największych amerykańskich firm, zorganizowany przez Uniwersytet Yale. Szefowa Citigroup zwróciła uwagę, że przy ESG brakuje jeszcze jednego „S”.  Dodatkowe „S” powinno oznaczać security. Rozumiane bardzo szeroko bezpieczeństwo łączące się z kwestiami środowiskowym, społecznymi, jak i ładu korporacyjnego. Zapewne będzie się na ten temat dużo jeszcze dyskutowało… Na koniec poprosiłabym państwa krótkie podsumowanie naszej dyskusji, prosząc o dokończenie zdania: ESG to szansa, problem…

      Aleksandra Polak: Moim zdaniem, ESG to szansa dla firm. Adresowanie ryzyka związanego z kwestiami środowiskowymi, społecznymi czy ładu zarządczego może dać pozytywne skutki – obniżenie kosztów, lepsze zarządzanie ryzykiem wewnętrznym i zewnętrznym, lepsza relacja z pracownikami, klientami i dostawcami. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że co jakiś czas jakiś pojawia się kryzys lub recesja. Może rozwój zrównoważony sprawi, że takie ryzyko zostanie zminimalizowane Będziemy mniej zaskakiwani inflacją lub podwyżką stóp procentowych czy też załamaniem łańcucha dostaw. Dla większości spółek zysk może być długoterminowy i stabilny, co oznacza nasza bezpieczeństwo dla gospodarek, pracowników i dla rodzin. Ważne, żeby tej szansy nie zmarnować nadmiernymi  obowiązkami, zbyt rozbudowanymi, niejasnymi przepisami i procedurami.

      Tomasz Pawlikowski: ESG może być fantastycznym punktem zwrotnym dla całej tej sfery gospodarki, która myśli o tym, że świat powinien rozwijać w sposób zrównoważony. Dzisiejsza dyskusja pokazuje, że żyjemy w świecie interpretacji. Nie chcę jak mantrę powtarzać zdań o kompasie moralnym, ale tak naprawdę to on sprawia, że te interpretacje będą dobre dla świata, albo będą dla niego niedobre, jeżeli będą kierowały się wyłącznie interesem fiskalnymi i merkantylnym.

      Michał Miszułowicz: Wydaje mi się, że ESG to jest zarówno szansa, jak i zagrożenie. Szansa – merytorycznie, bo nareszcie jest położony nacisk na nas te sprawy ważne i one zaczynają być mierzalne, a zagrożenie ze względu na możliwość przerostu biurokracji. Słowem: merytorycznie – szansa, biurokratycznie – zagrożenie.

      Maciej Rudnicki: Nasza dyskusja jest dowodem na to, że kluczową kwestię stanowi aksjologia, pewnego rodzaju też system wartości, z którego wychodzimy. Z ESG jest trochę tak, jak z typowym syndromem osoby, która się zachowa uczciwie lub nie. Osoby wychowane zgodnie z zasadami, przechodząc obok witryny jubilerskiej, nie wpadną na pomysł, żeby ją łokciem wybić i zabrać zegarek. I nie dlatego, że są przepisy, które karzą za kradzież. Z kolei złodziej, zabierze zegarek, ponieważ nie boi przepisów się karzących za taki czyn. To jest kwestia systemu wartości… ESG można traktować instrumentalnie. Ci, którzy wyznają cyniczne dążenie do zysku, na pewno będą z chęcią z tego instrument korzystali, jeżeli tylko znajdą sposób żeby zwiększał ich zyski. A ci, którzy stoją na stanowisku, że ten świat musi być lepszy, będą ESG traktować z całą powagą, ponieważ są do tego głęboko przekonani.

      Edmund Cumber: Zgadzam się, że jest to szansa, ale nie pozbawiona problemów, jak stosować te kryteria ESG, żeby były w miarę zrównoważone i sprawiedliwe i jednakowo rozumiane przez wszystkich. A z tym jest ogromny problem, więc trzeba podchodzić to tego w rozsądny sposób, żeby nie wylać dziecka z kąpielą.

      Paweł Strączyński: Zgadzam się ze słowami prof. Rudnickiego. Powiem żartem, że zabrał mi prawie właściwie całą wypowiedź… ESG postrzegam to jako ogromną szansę, ale również wielkie zagrożenie. Proceduralnie to będzie kwestia kosztów, powiększenie się działów compliance. Małe firmy mogą mieć z tym ogromny problem. Może się powtórzyć sytuacja z RODO. Nagle okazało się, że trzeba zatrudnić osobę, która zajmuje się tylko tymi sprawami. Dla mnie zagrożeniem, bo o szansach już wszyscy mówiliśmy, jest to jaki system wartości zostanie przyjęty i uznany za uniwersalny. Z tym będzie największy problem. Moje obawy, dotyczą kierunku, w jakim rozwija się Unia Europejska. Nie chciałbym, żeby zaczęły obowiązywać standardy typu: jeżeli ktoś nie zgadza się – jak w Chinach – z linią partii, to np. może zostać odcięty od dostępu do pieniędzy. Pamiętajmy, że gdzieś w tle czai się ogromna pokusa, a zarazem narzędzie wielkiej władzy.

      Luiza Wyrębkowska: Mam nadzieję, że korzyści jednak przeważą i zniwelują ryzyka. Dziękuję państwu za udział w dyskusji.

      PARTNEREM MERYTORYCZNYM PANELU BYŁ PKO BANK POLSKI

      Uczestnicy panelu

      Aleksandra Polak, adwokat, partner w kancelarii B2R/Law, specjalistka w dziedzinie fuzji i przejęć spółek IT oraz wdrażaniu ESG.

      Luiza Wyrębkowska radca prawny, wykładowca akademicki, Counsel w B2R/Law, kieruje praktyką compliance kancelarii, zajmuje się wdrożeniami ESG

      Paweł Strączyński, członek zarządu Pekao SA, były prezes Pełnił funkcję Tauron Polska Energia S.A. oraz był członkiem RZ Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.

      Prof. Maciej Rudnicki, prorektor Akademii Polonijnej, specjalista prawa finansowego i wdrożeń ESG, były Wiceminister Środowiska

      Edmund Cumber dyrektor Departamentu Finansowania Projektów Inwestycyjnych PKO BP, organizował finansowanie wielkich projektów, jak np. autostrady, elektrownie, huty.

      Michał Miszułowicz, dyrektor. ds. współpracy z Sektorem Innowacji w Banku BNP Paribas, organizator polskich edycji BNP Paribas International Hackathon oraz MIT Innovators under 35.

      Tomasz Pawlikowski, członek Global Advisory Board Sustainable Brands, zarządzał prestiżowymi agencjami, w tym Publicis, Optimedia, Leo Burnett i Saatchi & Saatchi.

      Prawdziwa przedsiębiorczość w praktyce

      Nazwa – Wizja Rozwoju – budzi pozytywnie skojarzenia z planami, jakie udało się zrealizować inicjatorom pomorskiego Forum. Stworzyli ważną konferencję gospodarczą na północy kraju, podczas gdy wcześniej wszystkie duże kongresy o charakterze ogólnopolskim odbywały się na południu – w Krynicy, Katowicach, czy też w Jesionce.

      Podczas jednego z nich premier Mateusz Morawiecki zapytał żartobliwie, czy północ nie zazdrości południu tych ważnych wydarzeń? Słowa te zainspirowały do działania ówczesną posłankę kadencji 2015-19 Małgorzatę Zwiercan i wykładowcę akademickiego dr. inż. Andrzeja Michalaka. Choć zadanie, jakie sobie wyznaczyli, było karkołomne, okazało się realne.

      Inspiracja premiera

      Od strony organizacyjnej dużą aktywnością wykazało się środowisko Solidarności Walczącej. Prace ruszyły jesienią 2017 roku. Było bardzo mało czasu, by przygotować pierwsze Forum zaplanowane na połowę kolejnego roku. Szybko sformowano kompetentny zespół, który zajął się poszczególnymi zadaniami. Powołano fundację celową Wizja Rozwoju, której fundatorką została Małgorzata Zwiercan, pełniąca dziś funkcję komendantki OHP. Organizatorzy porozumieli się z władzami Gdyni, że Forum odbędzie się w obiektach Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Niewątpliwie silny impuls do działania stanowiło dla nich pozyskanie patronatu Prezesa Rady Ministrów i świadomość, że na północy Polski jest wiele firm, na które mogą liczyć – porty, stocznie, przemysł morski, paliwowy i chemiczny.

      Choć agendę opracowano w rekordowym tempie, dobrze się sprawdza do dziś – zapewne dlatego, że powstawała w ramach konsultacji z szerokim gronem ekspertów. Pierwszego – z dwóch dni kongresu – odbywa się gala połączona z wręczeniem nagród gospodarczych w siedmiu kategoriach reprezentujących główne działy polskiej gospodarki oraz specjalnego wyróżnienia organizatorów Forum. Kapituła wyłaniająca kandydatów zwraca się do urzędów marszałkowskich i wojewódzkich, organizacji przedsiębiorców i uczelni prosząc o wskazanie najbardziej wyróżniających się podmiotów. Następnie analizuje zebrane informacje i wybiera po 3 podmioty, nominowane do nagród w poszczególnych kategoriach. Zwycięzcy otrzymują prestiżowe Nagrody Gospodarcze Forum Wizja Rozwoju.

      Panele i hackathon

      Sztandarowymi blokami tematycznymi pierwszej edycji były energetyka i gospodarka morska. Warto wyjaśnić, że na każdy blok składało się kilka zagadnień, które prezentowano podczas godzinnych paneli. Co ciekawe – już w 2018 roku podczas Forum pojawił się wątek srebrnej, czyli senioralnej gospodarki. Problematyka ta, o czym często się zapomina, dotyczy kilku milionów Polaków. Ale pamiętają o nich twórcy pomorskiej konferencji.

      Jednocześnie organizatorzy stawiają na tematykę nowoczesnych technologii. Podczas konferencji rozgrywany jest hackathon, czyli 24-godzinny maraton projektowania, podczas którego informatycy stają przed zadaniem rozwiązania określonego problemu. Z roku na rok ranga hackathonu rośnie, pojawiają się na nim coraz lepsze zespoły informatyków.

      Podczas paneli wiele mówi się nie tylko o znaczeniu wdrażania nowoczesnych technologii do przemysłu, ale też o odkryciach dokonywanych na polskich uczelniach. Ale nowe idee rodzą się nie tylko w środowisku akademickim, coraz częściej na Forum pojawiają się twórcy pionierskich start-upów, dla których stanowi to możliwość zaprezentowania swoich pomysłów przedstawicielom dużych firm.

      Należy podkreślić, że już w pierwszej edycji wzięło udział około 400 ekspertów i 80 moderatorów. Nie trzeba dodawać, jak duże było to wyzwanie organizacyjne.

      Efekt skali

      Skalę Forum z 2018 roku dobrze ilustruje sprawnie zrealizowany plan stu debat na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. W kolejnym roku różnego typu wydarzeń było jeszcze więcej i byłoby tak dalej, gdyby nie to, że wiosną 2020 roku wybuchła pandemia…

      Już podczas pierwszej edycji pojawiło się tylu gości, że nie zmieściliby się w obiektach PPNT, gdyby władze miasta Gdynia nie wyraziły zgody na skorzystanie z położonej w pobliżu hali widowiskowo sportowej.

      Nic więc dziwnego, że organizatorzy zaczęli się zastanawiać, nad zmianą lokalizacji. Zwrócili się w tej sprawie do komendanta gdyńskiej Akademii Marynarki Wojennej prof. Tomasza Szubrychta, który wyraził zgodę na zorganizowanie kolejnego Forum na terenie uczelni. Machina przygotowań ruszyła ponownie.

      Panele planowano według przyjętego klucza. W każdym z nich brał udział przedstawiciel ministerstwa, który zajmuje się określoną tematyką i posiada wiedzę, na temat planów legislacyjnych. Kolejni uczestnicy paneli to przedstawiciele świata nauki, biznesu i mediów. I tak powstał model, który dobrze funkcjonował w czasie kolejnych edycji. Również niektóre tematy paneli wracały – np. kwestia, jak Polska gospodarka wpisuje się w silną sieć powiązań geopolitycznych. Choć nikt nie mógł przewidzieć wojny w Ukrainie, regularnie pojawiał się problem uniezależnienia Polski i Europy od gazu z Rosji. Inne ciekawe wątki dotyczyły inwestycji infrastrukturalnych takich jak Via Carpatia. Okazuje się, że dzięki niej przeładunki w portach niemieckich, np. w Hamburgu, mogą zmniejszyć awet o 20% na rzecz Gdańska i Gdyni.

      Sposób na pandemię

      Niestety, organizacja trzeciego i czwartego forum oznaczała zderzenie z obiektywnymi trudnościami, jakie wygenerował COVID. Z planowanej końcówki czerwca trzeba je było przesunąć na sierpień. Organizacja konferencji nie była łatwa, wymagała spełnienia przeróżnych zaleceń sanitarnych. Goście poruszali się w maseczkach, dezynfekowali ręce itp. Podobnie, czwartą edycję przeniesiono na koniec sierpnia. Gala odbyła się w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Ze względu na ograniczenia sanitarne uczestnicy siedzieli daleko od siebie w dużej przestrzeni, w większości wyłączonej z możliwości użytkowania.

      Nietrudno się domyślić, że podczas obrad dużo uwagi poświęcono działaniu przedsiębiorstw w warunkach lock downu i temu, jak spółki postrzegały swoją przyszłość, przede wszystkim w kontekście utrzymania miejsc pracy oraz inwestycji.

      Warto podkreślić, że w 2020, jak 2021 roku bardzo silnie podczas Forum został zaakcentowany temat morskiej energetyki wiatrowej. Zaprezentowano ideę tego arcyważnego projektu, jak również regulacje prawne i zagadnienia techniczne związane z instalacją wiatraków na morzu. Po raz pierwszy można było bardzo szeroko i dokładnie zapoznać się z przygotowaniami do inwestycji, która zapewni Polsce znaczący udział energii z odnawialnych źródeł.

      W tym roku temat morskiej energetyki wiatrowej poszerzony zostanie o zabezpieczenie samej inwestycji, z czym wiąże się ochrona naszych granic na Bałtyku. Głównym tematem piątego Forum będzie szeroko rozumiane bezpieczeństwo – począwszy od żywności, a kończąc na obronie kraju.

      Niekwestionowany sukces, jaki odnieśli twórcy najważniejszej konferencji na północy kraju, pokazuje, co oznacza prawdziwa przedsiębiorczość w praktyce. Nie trzeba milionowych nakładów, żeby stworzyć od podstaw sprawnie działający mechanizm ekonomiczny, pod warunkiem, że ma się dobry pomysł oraz chęć i umiejętności, żeby go zrealizować.

      Partnerem Generalnym Forum Wizja Rozwoju jest PKN Orlen. Partnerem Strategicznym jest Bank Gospodarstwa Krajowego. Partnerzy Główni: Totalizator Sportowy Sp. z o. o., Energa S.A. Grupa Orlen, Grupa LOTOS S.A. oraz Fundacja KGHM Miedź S.A., która jest Partnerem Głównym i Partnerem Hackhatonu. Partnerzy +: PGNiG, PKP Polskie Linie Kolejowe, PFR Polski Fundusz Rozwoju S.A., KGHM Polska Miedź S.A., Węglokoks S.A.

       

      Szkolenie polskiej służby zdrowia. Umiejętności miękkie bardziej potrzebne niż reformy?

         

        Zarówno publiczna, jak i prywatna służba zdrowia w Polsce z perspektywy wielu pacjentów pozostawia wiele do życzenia. Choć dyskusja o diametralnej reformie usług medycznych rozbrzmiewa w debacie publicznej od ponad dekady, na horyzoncie wciąż brak konkretnych rozwiązań. Część ekspertów jednak upatruje pewnego remedium w podejściu step-by-step. Czy szkolenie w zakresie kompetencji miękkich faktycznie jest w stanie zmienić polską służbę zdrowia?

        Tak oceniamy usługi medyczne

        Nie jest tajemnicą, iż Polacy z dużą dozą sceptycyzmu podchodzą do krajowej służby zdrowia. Według ubiegłorocznych badań przeprowadzonych przez ARC Rynek i Opinia prawie połowa, bo aż 46 proc. respondentów deklaruje, iż korzysta z usług medycznych zarówno z sektora publicznego, jak i prywatnego. Dla porównania aż 39 proc. uczestników ankiety decyduje się tylko na placówki państwowe, a 11 proc. – wyłącznie placówki prywatne. Jak zaznaczają eksperci, takie proporcje odzwierciedlają ogólną kondycję krajowych usług medycznych. O wiele większe pokłady zaufania mamy do zakładów prywatnych (61 proc.), aniżeli tych w ramach NFZ (24 proc.).

        Co więcej, sytuacja jest na tyle niepokojąca, iż w sytuacji poważnej choroby aż 44 proc. Polaków rozważałoby leczenie poza granicami kraju. Według respondentów wysoką jakością usług medycznych mogą się pochwalić Niemcy (42 proc. odpowiedzi), Stany Zjednoczone (33 proc.) oraz Norwegia (17 proc.). Mowa tu zarówno o placówkach prywatnych, jak i publicznych i choć wyżej wymienione państwa charakteryzują się całkowicie innym podejściem systemowym – według niektórych ekspertów wspólnym mianownikiem przekładającym się na wysoką jakość świadczonych usług jest wysoko wykwalifikowana kadra. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o kompetencje stricte medyczne.

        – Na Zachodzie służba zdrowia zdaje sobie sprawę z wagi szkoleń kompetencji miękkich. Sektor medyczny to wyjątkowo wymagająca psychicznie branża, a szczególnie po bezprecedensowym przeciążeniu systemu podczas największych fal pandemii pamiętamy, jak bardzo kadry odczuwały skutki przepracowania. To z kolei przekłada się na jakość świadczonych usług, które ze względu na charakter pracy – a więc ratowania ludzkiego życia – powinny być na jak najwyższym poziomie. Państwa, takie jak Niemcy, czy Norwegia wspierają medyków zarówno pod względem merytorycznym, jak i mentalnym – zauważa Kinga Nowacka, założycielka i dyrektorka Centrum Edukacji i Biznesu (CE&B).

        Kompetencje bardziej niż potrzebne

        Między innymi ze względu na brak funduszy, a także wyraźne luki w polskim systemie opieki zdrowotnej w debacie publicznej często pomija się psychologiczne aspekty przygotowania do pracy w sektorze medycznym. Zdecydowaną większość branży stanowią lekarze, ratownicy medyczni oraz pielęgniarki. Opierając się wyłącznie na przykładzie ostatniej grupy, należy zauważyć, iż jest ona wyjątkowo narażona na wypalenie zawodowe, chroniczny stres, a także niski poziom motywacji. Według definicji brytyjskiej Rady Pielęgniarek i Położnych kompetencje tego personelu powinny przekładać się na realizację praktyki zawodowej w sposób bezpieczny, efektywny i bez konieczności nadzoru innej osoby. W polskich warunkach jednak sytuacja często wygląda zgoła odmiennie.

        – Prowadząc brokering szkoleniowy i współpracując z sektorem medycznym, zauważyłam głębokie luki w przygotowaniu personelu do pracy pod wpływem ogromnego stresu, co jest esencją tej branży. Nie chodzi wyłącznie o lekarzy, ratowników, czy pielęgniarki, ale także kadrę kierowniczą – dyrektorów i dyrektorki, którzy dotąd nie wiedzieli, jak skutecznie motywować swój zespół. Ponadto, warto pamiętać, że nie tylko ogół stresu przekłada się na niskie morale specjalistów, ale również brak przygotowania do pracy z różnymi typami pacjentów może skutkować brakiem podmiotowości względem chorych. To należy zmienić już teraz – podkreśla Kinga Nowacka Centrum Edukacji i Biznesu.

        Problemem jest nie tylko niski poziom przeszkolenia z zakresu kompetencji miękkich, ale także dalszy rozwój zawodowy. Jak zauważają naukowcy z Uniwersytetu w niemieckim Erfurcie, podstawą talent-developmentu kadry medycznej są prócz szkoleń zabiegowych, jest także nauka języków obcych i kontaktu z innymi kulturami. Obecnie w Polsce mieszka coraz więcej obcokrajowców, a w przeważającej mierze są to osoby ukraińsko- i rosyjskojęzyczne. Ze względu na obecność w obcym państwie, a także sytuację geopolityczną tego typu pacjenci mogą odczuwać silne traumy. Właśnie dlatego w Polsce potrzebujemy przeszkolenia medyków z kompetencji miękkich bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

        Początek wielkich zmian?

        – Codziennie personel medyczny przygląda się cierpieniu i bezradności chorych, co w połączeniu z ogromnymi wadami krajowego systemu przekłada się na wyjątkowo niską jakość usług. Spójrzmy jednak na kadry, jako po prostu ludzi. Borykają się z ogromnymi problemami w środowisku, gdzie nie można pozwolić sobie na słabość. Dlatego jestem ogromną zwolenniczką szkolenia medyków z zakresu radzenia sobie ze stresem, czy jeszcze lepszego kontaktu z pacjentami. Reforma całej służby zdrowia to ogromny, wieloletni projekt, ale fundamenty mentalne możemy zbudować już teraz – komentuje Kinga Nowacka z CE&B.

        Empatia, asertywność, optymizm, a także kreatywność i wytrwałość. To tylko niektóre cechy, którymi powinna charakteryzować się zarówno kadra medyczna, jak i zespół menedżerski placówki medycznej. Wydawana przez Międzynarodową Organizację Normalizacji norma ISO 9001 (PN-EN ISO 9001:2015) stanowi, iż właśnie wiedza i kompetencje interpersonalne stanowią fundament jakości prowadzonej organizacji. Szczególnie w tak istotnej dla społeczności branży, jaką są usługi medyczne, te wartości powinny być przestrzegane wyjątkowo konsekwentnie. Tym samym szkolenia pracowników służby zdrowia powinny stać się normą zarówno w placówkach prywatnych, jak i publicznych. Tym samym jest to szansa na kolejny rozdział w historii o polskiej służbie zdrowia.

        – Często sporą znaczącą przeszkodą do przeprowadzenia szkoleń kadry medycznej jest brak czasu oraz środków. Oba problemy rozwiązuje brokering szkoleniowy, czyli holistyczny outsourcing nie tylko samych kursów, ale również logistyki wydarzenia. Ponadto jest to wyjście przystępne podatkowo i cenowo w porównaniu z organizacją tego typu projektów przez działy wewnętrzne. Tym samym oszczędzamy środki i czas, co w służbie zdrowia jest największym kapitałem – puentuje Kinga Nowacka, założycielka i dyrektorka Centrum Edukacji i Biznesu (CE&B).

         

         

        Czas na sukcesję

          Prof. dr hab. Adam Mariański o potrzebie wprowadzenia ustawy umożliwiającej tworzenie w Polsce fundacji rodzinnych i problemach, jakie generuje źle zaplanowana sukcesja.

          Napisał pan książkę poświęconą problematyce sukcesji w firmach rodzinnych „Budując dla pokoleń”.

          Jest to efekt moich prawie trzydziestoletnich doświadczeń, zarówno w dziedzinie sukcesji, jak i w pracy z firmami rodzinnymi, z których problemami mam do czynienia na co dzień. Wiele z nich ma kłopot z sukcesją biznesu. Niestety, w Polsce kwestia ta często jest nieprawidłowo rozumiana i stąd potrzeba wyjaśnienia, jak należy do tego podejść. Nie chodzi tu o jednorazowe działanie typu: podaruję dzieciom udziały i to rozwiąże mój problem. To znacznie bardziej złożone zagadnienie – jak zaplanować budowę firmy rodzinnej na pokolenia? Stąd tytuł książki podkreślający rolę pokoleń, które będą kontynuowały i rozwijały pracę założycieli biznesu.

          Dlaczego w swojej praktyce prawnej zajął się pan właśnie problematyką firm rodzinnych? Skąd ten pomysł?

          Zaczęło się od mojego doktoratu, który dotyczył sukcesji podatkowej, czyli między innymi spadkobrania. Także później praca, którą realizowałem w różnych obszarach, najczęściej dotyczyła firm rodzinnych. Oczywiście współpracuję również z korporacjami, ale specyfika tych działań jest inna.

          Na czym polega ta odmienność?

          Praca z firmami rodzinnymi wymaga znajomości relacji i problemów wewnątrz zarówno firmy, jak i rodziny. Kwestia sukcesji pojawiła się w naturalny sposób. Firmy, które powstały na początku lat 90., dzisiaj są, albo powinny być, w procesie sukcesji. Większość z nich, niestety, na razie nie zadbała o uporządkowanie przekazywania zarządzania biznesem kolejnym pokoleniom. A to oznacza kłopoty. Poświęciliśmy tym sprawom kilkaset seminariów i spotkań, które prowokowały ciekawe dyskusje, a jednocześnie pojawiały się kolejne zagadnienia.

          Słowem, sukcesja to znacznie więcej niż zwykłe dziedziczenie?

          Oczywiście. Jeżeli założycielowi zależy na tym, żeby jego firma dalej istniała, a rodzina nie była targana wewnętrznymi problemami, musi precyzyjnie zaplanować cały ten proces. Sukcesja – w drodze przekazania udziałów lub też spadku – to zwykle najprostsza droga do konfliktu. Jeżeli nawet nie w pierwszym pokoleniu, to w kolejnym… Wyobraźmy sobie, że ktoś ma troje dzieci i dziewięcioro wnucząt, a każda z tych osób ma określone roszczenia majątkowe. Nie może to pozostać bez negatywnego wpływu na firmę.

          Kiedyś to było proste. Założyciel wybierał następcę i mówił: kiedyś wszystko będzie twoje.

          Dziś wygląda to inaczej. Należy jasno ustalić, kto i na jakich zasadach będzie zarządzał biznesem. Przy okazji pojawiają się skomplikowane zagadnienia dotyczące sposobu wynagradzania członków rodziny pracujących na rzecz firmy i tych, którzy tego nie robią. Nierzadko zdarza się, że któryś ze spadkobierców chce tylko korzystać z pieniędzy, grając w golfa lub zajmując się sztuką. Trzeba więc ustalić, kto i w jakim zakresie może decydować o majątku rodzinnym. Należy też przewidzieć, na jakich warunkach firma będzie zatrudniała członków rodziny. Czy mogą w niej pracować ich małżonkowie i partnerzy? To bardzo istotne, ponieważ coraz więcej związków się rozpada, a rozwody nie pozostają bez wpływu na sytuację w firmie.

          Sporo na ten temat wiadomo dzięki doniesieniom medialnym.

          Także z tego powodu sukcesja powinna być dobrze zaplanowana i przeprowadzona. Zazwyczaj dopiero rozmowa z prawnikiem specjalizującym się w tej dziedzinie uświadamia właścicielom firm i ich dzieciom problemy, które trzeba przedyskutować, żeby w przyszłości nie okazały się nierozwiązywalne. Zwykle wymaga to ustępstw zainteresowanych stron. Czasami przygotowania do sukcesji firmy wielopokoleniowej mogą zająć nawet kilka lat. Generalnie, nigdy nie udaje się rozwiązać wszystkich tych problemów w ciągu jednego spotkania. Często właściciele przychodzą do kancelarii i mówią: mamy już prawie wszystko zaplanowane. A to „prawie” oznacza dopiero początek długiej dyskusji i planowania procesu.

          Jak to wygląda w praktyce?

          Zaczynamy od przygotowania mechanizmów dalszego działania, czyli konstytucji rodzinnej, która reguluje mechanizmy funkcjonowania firmy i rodziny w kolejnych pokoleniach. Oczywiście te mechanizmy mogą być różne, ale bez wątpienia najlepszy z nich to fundacja rodzinna. Zapobiega on niespodziewanym, wstrząsającym firmą działaniom, takim jak procesy o zachowek, o wypłatę dywidendy i różnych świadczeń. Fundacja rodzinna zapewnia integralność biznesu w kolejnych pokoleniach. Załóżmy, że w drugim lub trzecim pokoleniu będzie 30 współwłaścicieli, mogą oni mieć sprzeczne interesy. Zatrudnieni w firmie, będą chcieli otrzymywać wyższe wynagrodzenie, żeby wypłacać mniejsze dywidendy. Ci, którzy nie pracują – odwrotnie. Jeżeli współwłaściciel mieszka np. w Australii, to jego jedynym marzeniem jest to, żeby co roku dostawać przelew na konto. Nie interesuje się on w ogóle funkcjonowaniem firmy. Inny przykład to potencjalny konflikt dotyczący sprzedaży kontrolnego pakietu udziałów konkurencji, która planuje przejęcie firmy. Możliwe są też inne negatywne scenariusze, w których nieporozumienia w gronie udziałowców prowadzą w konsekwencji do upadłości.

          Może to spowodować również destrukcję rodziny.

          Każdy spór o pieniądze może zepsuć relacje nawet wśród najbliższego rodzeństwa, którego związek wydawał się niezniszczalny. Zdarza się, że jeden z synów założyciela wiąże się z partnerką, która wywiera na niego wpływ tak duży, że doprowadza do rozpadu więzi z rodzeństwem…

          Zdarza się, że większość rodziny nie chce pracować w swojej firmie.

          Wiele potężnych europejskich czy światowych firm to rodzinne biznesy, o czym mało kto wie. Dotyczy to m.in. Volkswagena, L’Oreal i BMW, w których pakiet kontrolny ma rodzina. Do najstarszych należy amerykańska Fundacja Rockefellerów. Tam, gdzie rodzina ma dominujący udział, jej przedstawiciele pojawiają się publicznie rzadko, zwykle w sytuacjach kryzysowych, jak np. podczas afery grupy VW z emisją spalin. Odwołują radę nadzorczą lub zarząd, lecz na co dzień nie ingerują w działania managerów, dopóki realizują oni zaplanowane cele i nie stwarzają problemów etycznych. Niektórzy założyciele polskich firm muszą się pogodzić ze świadomością, że ich dzieci nie będą chciały zarządzać firmą. A to oznacza, że trzeba je przygotować do roli właścicielskiej, ucząc, w jaki sposób mogą nadzorować biznes, którym będą kierowali profesjonalni managerowie. Kontrolowanie, sprawdzanie, nadzorowanie to ważne umiejętności. Trzeba wiedzieć, jak czytać chociażby sprawozdanie finansowe.

          Firmy rodzinne podobno lepiej sobie radzą…

          System ten dobrze się sprawdza, o czym świadczą przykłady biznesów działających od bardzo dawna, np. japońska firma, która od 600 lat buduje domy w tym systemie tradycyjnym. W Polsce nie mamy w tej sferze doświadczeń ze względów historycznych. Warto jednak przypomnieć, że w okresie rzeczypospolitej szlacheckiej sukcesja była bardzo prosta: najstarszy syn dostawał całą ordynację, reszta dzieci musiała zdobyć wykształcenie lub nastawić się na karierę w armii albo administracji.

          Od transformacji systemowej w naszym kraju upłynęło ponad 30 lat.

          A to oznacza, że coraz częściej będziemy słyszeć o kolejnych przykładach sukcesji. Na świecie średni czas istnienia firmy rodzinnej to 24 lata. Wiele polskich firm powinno być już przekazane następcom i to faktycznie, a nie tylko formalnie. Kiedy syn jest prezesem, ale naprawdę dalej rządzi ojciec, to pozorna sukcesja. Musi być to ustalony proces – na jakich zasadach kto zarządza, kto odpowiada za biznes. Nie może być takich śmiesznych sytuacji, które sam obserwowałem, kiedy na przykład na galę wpada zdenerwowany ojciec, bo się spóźnił i jest obrażony, ponieważ syn pełniący funkcję prezesa odebrał nagrodę. Zdarza się, że słyszę: mój syn jest prezesem, córka zarządza firmą. Najczęściej okazuje się, że to tylko teoria, bo ojciec dalej rządzi, ponieważ uważa, że robi to lepiej. W każdej rodzinie i firmie mamy do czynienia z innym przypadkiem. Nie ma jednego wzorca, do każdej sprawy musimy podchodzić indywidualnie. Są jednak pewne standardy postępowania, czyli wspomniana wcześniej konstytucja rodzinna. To podstawa. Potem trzeba zbudować odpowiednią strukturę biznesową, a na końcu coś, co zabezpiecza, czyli fundację rodzinną. I tu pojawia się problem, bo fundacji rodzinnych ciągle jeszcze w Polsce nie można zakładać.

          W mediach pojawiły się informacje, że powstaje projekt ustawy regulujący tę kwestię.

          Byłem zaangażowany w prace nad tym projektem. Miał wejść do pakietu związanego z Polskim Ładem. Jak to czasem bywa, okazało się, że są ważniejsze i bardziej pilne sprawy. Wielka szkoda, ponieważ ze względu na brak stosownych rozwiązań prawnych fundacje rodzinne zakłada się za granicą. To, że trzeba korzystać z innych jurysdykcji, jest niekorzystne z punktu widzenia wpływów podatkowych dla naszego kraju. Na marginesie, przy okazji zdementuję nieprawdziwe informacje, że fundacje zagraniczne nie mają sensu, bo obecnie trzeba płacić podatek od przeniesienia do nich udziałów. Gdzie najlepiej założyć fundację? Jest kilka jurysdykcji w Europie, to zależy od potrzeb właściciela, z której skorzysta. I nie chodzi tu o żadne raje podatkowe ani unikanie opodatkowania, ale o zabezpieczenie majątku dla przyszłych pokoleń. Oczywiście, korzyści podatkowe z tego tytułu mają kraje umożliwiające tworzenie takich pakietów. Dochodzą do tego obsługa prawna, administracja, zarządzanie fundacją. Cóż, tam, gdzie jest ten kapitał, są też wpływy podatkowe. Szybkie wprowadzenie stosownych rozwiązań prawnych w naszym kraju jest więc ważne z punktu widzenia polskiej gospodarki. Co więcej, jeśli nie zabezpieczymy firm w procesie sukcesyjnym, to mogą być narażone na upadek lub inne destrukcyjne działania. Najnowszy, w miarę kompromisowy, projekt ustawy – z 15 października zeszłego roku – może stanowić dobrą podstawę do uchwalenia ustawy. Nie daje żadnych specjalnych korzyści podatkowych, zakłada standardowe opodatkowanie. Zgodnie z projektem transfer ze spółki do fundacji byłby nieopodatkowany, ale wypłata dla beneficjenta byłaby traktowana jak dywidenda ze spółki. Kolejny argument za szybkim wprowadzeniem ustawy stanowi to, że nie wszyscy mają ochotę zakładać fundacje zagraniczne. Proponowałem nawet, żeby w ustawie znalazł się zapis umożliwiający przeniesienie do Polski bez opodatkowania aktywów z fundacji zagranicznej. Jest to ważne, ponieważ niektórzy założyli fundację za granicą tylko dlatego, że nie mogli tego zrobić w kraju.

          Na koniec proszę o przykłady udanych i źle przeprowadzonych sukcesji.

          O swoich klientach rzecz jasna nie mogę mówić, ale warto przypomnieć sprawy omawiane przez media. Negatywny przykład dotyczy sytuacji, w której wybuchł konflikt rodzinny w chwili pojawienia się nowej partnerki właściciela firmy, na co bardzo źle zareagowały jego była żona i dzieci. Towarzyszyły temu akcje rodem z filmu sensacyjnego. Inny przykład dotyczy dzieci jednego z najbogatszych Polaków. Wprawdzie założył on w Austrii fundację, ale prawnicy popełnili błędy, które umożliwiły dwójce spadkobierców podział firmy. Pozytywny przykład planowania rodzinnego to firma LPP, której fundacja – ulokowana na Malcie – ma na celu zabezpieczenie majątku przed rozproszeniem i destrukcją.

          rozmawiał Piotr Cegłowski

          Najnowsze piekarniki parowe i płyty kuchenne firmy Samsung

          Tym, co wyróżnia nowe piekarniki parowe firmy Samsung jest technologia Dual Cook Steam™, która pozwala na jednoczesne przygotowanie zdrowych dań na parze i potraw w piekarniku przy użyciu różnych ustawień – trybu, czasu i temperatury – bez mieszania się zapachów. Modele z nowego portfolio rewolucjonizują nie tylko codzienne gotowanie, ale także dostosowują się do najbardziej nieszablonowych projektów wnętrz.

          Zdrowsze pieczenie na parze….

          Premierowa linia energooszczędnych piekarników do zabudowy firmy Samsung to m.in. Dual Cook oraz Dual Cook Flex™ z opcjami parowymi. Urządzenia wyposażono w zupełnie nowe rozwiązania, zapewniające wyjątkowe efekty pieczenia. Dual Cook Steam™ pozwala na korzystanie z komory piekarnika w 8 różnych konfiguracjach, które umożliwiają przygotowanie smacznych, różnorodnych dań przy pomocy termoobiegu, grilla oraz kilku trybów parowych, w tym funkcji gotowania na parze w specjalnym naczyniu. Co więcej, producent wprowadził dodatkowo nowe funkcje, poprawiające jakość smaku przyrządzanych potraw. Wśród nich znajdziemy:

          • Air Sous Vide – bardziej precyzyjne pieczenie produktów zapakowanych próżniowo w niskiej temperaturze przez długi czas, przy zachowaniu większej ilości wartości odżywczych, poprawy smaku potrawy oraz naturalnej struktury dania.
          • Air Fry – efekt chrupiących i soczystych dań smażonych w głębokim tłuszczu w wersji light, upieczonych za pomocą gorącego powietrza na specjalnej tacy z dodatkiem niewielkiej ilości tłuszczu.

          Komfort gotowania zwiększa możliwość łączenia się z urządzeniem za pomocą aplikacji SmartThings. Wspomaga ona proces przyrządzania potraw oraz rekomenduje przepisy, a także umożliwia zdalne sterowanie piekarnikiem. Jest również wyposażona w nowatorskie rozwiązanie w postaci kamery AI Pro Cooking, dzięki której można nie tylko zdalnie zajrzeć do piekarnika, ale również nakręcić 10-sekundowy film poklatkowy z całego procesu pieczenia. Ponadto kamera AI Pro Cooking rozpozna produkt umieszczony w komorze piekarnika i na tej podstawie zaproponuje ustawienia trybu pieczenia.

          ….i design

          W piekarnikach Dual Cook Steam™ można przygotować dwie potrawy w tym samym czasie, przy różnych ustawieniach temperatury i trybu pieczenia. Można także korzystać z całego piekarnika – w celu przygotowania dużych dań lub tylko z jego jednej komory, oszczędzając przy tym energię (nawet do 20% w porównaniu do pieczenia w całej komorze). Piekarniki różnią się także rodzajem wyświetlacza oraz kolorystyką, dzięki czemu konsument może dobrać model do swoich indywidualnych potrzeb i oczekiwań. Przyciemnione szkło okna piekarnika, czarny satynowy uchwyt i kilka rodzajów wykończenia idealnie wkomponuje się w każdą zabudowę meblową. Dzięki możliwości wyboru koloru wykończenia, piekarniki z nowej linii stają się integralną częścią naszego wnętrza. Wśród premierowych urządzeń znajdziemy również te bezuchwytowe, z automatycznie otwieranymi drzwiami Sense to Open – aby je otworzyć, wystarczy dotknąć przycisk na panelu sterowania. Piekarniki wyposażono ponadto w komfortowe udogodnienia, takie jak płynnie i cicho zamykające się drzwi, funkcję czyszczenia pyrolitycznego, katalitycznego oraz parowego, a także nowoczesny i intuicyjny w obsłudze panel z wyświetlaczem LCD. Premierową linię piekarników tradycyjnych uzupełniają piekarniki kompaktowe z funkcją mikrofali.

          Płyty indukcyjne

          Do premierowych produktów Samsung należą również płyty indukcyjne. Wśród nich wyróżniają się płyty typu SlimFit o zmniejszonej grubości, które możemy wbudować w cienkie, nawet dziesięciomilimetrowe blaty kuchenne w opcji nablatowej bądź zamontować tak, aby tworzyły z blatem jedną spójną powierzchnię. Strefy Flex Zone w wersji klasycznej i rozszerzonej umożliwiają maksymalne wykorzystanie powierzchni płyty i dopasowanie jej do wielkości i kształtu naczyń. Dodatkowo, poza tradycyjnymi wariantami w czarnym szkle, płyty indukcyjne dostępne są w kilku wersjach kolorystycznych – do wyboru mamy białe z białym panelem lub białe z beżowym panelem.

          Dzięki nowym urządzeniom kuchennym Samsung – w tym piekarnikom i płytom indukcyjnym – marka oferuje konsumentom jeszcze większą wygodę – rozwiązania  umożliwiające przygotowywanie zdrowszych potraw, ale także doskonały design z możliwością połączenia urządzeń w domowym ekosystemie Samsung i zarządzanie nimi z pozycji smartfona za pomocą aplikacji SmartThings z rozszerzeniem SmartThings Cooking.

          Wojciech Gryciuk

          Więcej na wideo https://www.youtube.com/watch?v=cCgc1I7I8lc, a także na stronie www.samsung.com.

          Wojna i co dalej?

            Giennadij Radczenko, przedstawiciel Stowarzyszenia Przedsiębiorców Ukraińskich, opowiada o konsekwencjach wojny dla biznesu, szansach na odbudowę kraju i rozkwicie patriotyzmu.

            Reprezentuje pan w Polsce Stowarzyszenie Przedsiębiorców Ukraińskich.

            Jest to organizacja, która powstała sześć lat temu i działa bardzo aktywnie. Skupia 900 firm różnej wielkości, z jednym tylko wyjątkiem – założyciele ustalili regułę, że stowarzyszenie nie będzie przyjmowało przedsiębiorstw powiązanych z oligarchami. Nasz głos jest wyraźnie słyszalny, co cieszy, ponieważ wcześniej rząd brał pod uwagę wyłącznie postulaty Amerykańskiej Izby Handlowej i European Business Association. Nigdy nie występujemy w interesie poszczególnych przedsiębiorców, tylko całego środowiska. Jak już wspomniałem, w naszym gronie nie ma firm, które powstały w wyniku prywatyzacji majątku państwowego. Model, który wspieramy, doskonale sprawdził się również w Polsce. Najlepsze, najbardziej kreatywne firmy to dzieło ich założycieli. Doskonały tego przykład stanowi Nowa Poszta – spółka podobna do InPostu. 20 lat temu dwie osoby zaczęły ten biznes od zera, od małego samochodu, którym osobiście rozwoziły paczki. A teraz jest to firma, która rocznie dostarcza 360 mln przesyłek. Jej klientem jest każdy statystyczny Ukrainiec. Dziś sporo się o niej mówi, ponieważ jej kurierzy z narażeniem życia rozwożą przesyłki do miejsc, w których toczą się walki. Wspólnie z kilkoma firmami Nowa Poszta wynajęła w Polsce magazyny, tworząc hub pomocy charytatywnej.

            Na czym polega pańska rola w stowarzyszeniu?

            Jestem przewodniczącym, a zarazem koordynatorem Komitetu Przemysłu i Infrastruktury skupiającego 10 największych firm. Zarządzają nimi przedsiębiorcy, którym zależy, żeby zmienić Ukrainę i klimat wokół lokalnego biznesu. Największym problemem w naszym kraju, do wybuchu wojny, był system oligarchiczny i związane z nim nienaturalne monopole obejmujące różne dziedziny gospodarki. Podkreślam słowa – do czasu wojny, ponieważ po jej zakończeniu musimy przyjąć model spełniający zachodnioeuropejskie standardy.

            Duża część infrastruktury, którą Rosjanie zniszczyli, była nienowoczesna, często postsowiecka. Co dalej? UE i USA deklarują olbrzymią pomoc na odbudowę Ukrainy.

            Oczywiście, czeka nas olbrzymi wysiłek związany z odbudową kraju. Eliminacja patologii związanej z działalnością oligarchów i właściwe wykorzystanie środków, jakie będziemy mieli do dyspozycji, powinny pozwolić na budowę nowoczesnej gospodarki, która będzie spełniała nie tylko normy związane z ESG. Powinniśmy promować nowe standardy związane z wymogami zrównoważonej gospodarki, co zapewni nam dobrą pozycję na konkurencyjnym rynku. Warto pamiętać, że nie będziemy w tej dziedzinie startowali od zera. Na Ukrainie funkcjonują zakłady na wysokim poziomie. Odnosimy sukcesy w branży farmaceutycznej i spożywczej. Ale nie tylko. Firma Ajax produkuje systemy alarmowe wysoko cenione w USA i UE. Inny przykład to ukraińskie dystrybutory do piwa, które działają w 16 proc. barów na całym świecie.

            Obecnie, z dala od domu, czym się pan zajmuje?

            Jestem aktywny na wielu polach – m.in. organizuję w Warszawie ukraińskie radio internetowe. Jako przedstawiciel stowarzyszenia pomagam jednemu z jego członków w przeniesieniu biznesu do Polski z terenu objętego działaniami zbrojnymi. Jest to firma, która funkcjonuje od 1989 r., a wszystko zaczęło się od pomysłu jej twórcy – inżyniera specjalizującego się w formach do wtryskarek. Jest to działalność wymagająca wysokich kwalifikacji personelu i precyzyjnych urządzeń. Jej produkty – obrazowo mówiąc – charakteryzuje zegarmistrzowska dokładność. Ich odbiorcy to koncerny samochodowe, którym dostarcza plastikowe elementy do sprzętu audio. Chcąc realizować dotychczasowe kontrakty, właściciel podjął decyzję o przeniesieniu części sprzętu do waszego kraju i uruchomieniu produkcji. Pojawił się jednak poważny kłopot. Obowiązek mobilizacyjny zatrzymał kluczowych pracowników w Ukrainie. To poważny problem, który wymaga rozwiązania na szczeblu rządowym, ponieważ zablokowanie firm nastawionych na eksport do Unii Europejskiej byłoby poważnym błędem strategicznym. Rosjanie zniszczyli już m.in. magazyn jednej z największych ukraińskich firm farmaceutycznych. Straty wyniosły 50 mln dol. Można by ich uniknąć, gdyby produkcja została przeniesiona za granicę. Inny przykład to firma z Charkowa produkująca na cały świat chłodziarki do supermarketów. Jestem przekonany, że trzeba zrobić wszystko, by ochronić przed zniszczeniem dorobek ukraińskich przedsiębiorców. Nie wolno zapominać, że wojna toczy się na trzech frontach – zbrojnym, propagandowym, ale też gospodarczym. Każdy z nich jest ważny.

            Rosjanie chyba już zrozumieli, że zwycięstwo militarne i okupacja Ukrainy są niemożliwe?

            W związku z tym nastawili się na niszczenie naszego kraju. Wojna wymaga od nich zaangażowania gigantycznych sił, co i tak nie przynosi spodziewanych efektów. Jest więc duża szansa, że wkrótce wycofają się z Ukrainy. Ale na tym nie koniec. Trzeba zmusić Rosję do głębokich przeobrażeń, ponieważ ten kraj – z ponad 80 procentowym poparciem społeczeństwa dla wojny – nie daje gwarancji długofalowego powodzenia inicjatyw pokojowych. W niedalekiej przyszłości może to oznaczać olbrzymi problem nie tylko dla Ukrainy, lecz także dla Europy. To nie tylko kwestia Putina i jego rządów. Problem jest znacznie głębszy, dotyczy 140 mln ludzi wierzących w absurdalną propagandę z Kremla. Dopóki się to nie zmieni, dopóty potrzebna jest pełna blokada ekonomiczna Rosji.

            Wspaniale pan mówi po polsku.

            Wiele osób pyta, czy mam polskie korzenie. Urodziłem się w Moskwie, ale nie czuję się związany z Rosją. Znam ten kraj, więc mam moralny obowiązek krytycznie odnosić się do Rosji i jej polityki.

            Proszę opowiedzieć o kamieniach milowych swojej kariery.

            Z wykształcenia jestem dziennikarzem i przez jakiś czas pracowałem w tym zawodzie. Z narażeniem życia relacjonowałem przebieg katastrofy w Czarnobylu, choć moją specjalność stanowił sport. Po przełomie systemowym mój kolega został pierwszym ministrem współpracy gospodarczej z zagranicą. Namówił mnie, żebym dołączył do niego jako szef gabinetu. Po czym przez siedem lat pracowałem w przedstawicielstwie Mitsubishi Corporation, co stanowiło dla mnie doskonałą szkołę działania korporacji. Następnie los rzucił mnie na dwa cudowne lata do Pragi, gdzie byłem radcą handlowym w ambasadzie. Po powrocie do Ukrainy zostałem wiceprezesem telewizji narodowej. Nawiązując do niedawnych wydarzeń, żartem powiem, że wygrałem Eurowizję 2004. Telewizja nie miała wówczas pieniędzy i chciała zrezygnować z udziału w tym konkursie. Powiedziałem współpracownikom: macie dwa tygodnie na to, żeby znaleźć środki i kogoś, kto zaśpiewa. No i trafiła się Rusłana, która doskonale sobie poradziła. Uczestniczyłem też w organizacji programu z największym ratingiem na Ukrainie, czyli pierwszej debaty prezydenckiej. Mieliśmy 99 proc. oglądalności. Następnie przez 12 lat pracowałem dla Nestle w Ukrainie jako szef komunikacji. Kolejna moja funkcja managerska to wiceprezes ukraińskiego odpowiednika Orlenu. A potem już emerytura i własna działalność w agencji eventowej.

            Na czym polega patriotyzm?

            Mam rodzinę w Rosji, ale poza tym nic z tego nie wynika. Jestem Ukraińcem. Na Ukrainie jest mój dom, który osiem lat temu zaatakowali Rosjanie, zajmując Krym. Nie mogło to pozostać bez wpływu na mój sposób myślenia o ojczyźnie. Patriotyzm ukraiński kształtuje się na naszych oczach. Dwa dni przed wybuchem wojny mój kolega stwierdził, że jeśli Rosja zaatakuje Charków, to 80 proc. mieszkańców będzie witać jej żołnierzy. Życie pokazało, jak bardzo się mylił. W rosyjskojęzycznym Chersoniu i innych miastach na wschodzie bezbronni ludzie, ryzykując życie, protestowali przeciw okupantom. Patrząc wstecz – bardzo ważny był 2004 r. w Kijowie, kiedy 1,5 mln ludzi wyszło na ulice i kwestionowało sfałszowane wybory prezydenckie. I wygrali. Po dziesięciu latach znów doszło do protestów okupionych stu ofiarami. Ponownie zakończonych sukcesem. Nawet oligarchowie, którzy stanowią ogromny balast dla kraju, wsparli wysiłek wojenny Ukrainy. Nie tego spodziewali się Rosjanie. Pomimo wojennej tragedii patriotyczne przebudzenie budzi wielkie nadzieje.

            rozmawiał Piotr Cegłowski

            Ważne Informacje

            Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

            Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

            Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

            Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

            XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

            XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

            Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

            Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

            Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

            Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

            III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

            Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...