.
Strona główna Blog Strona 123

Guten Tag Schleife

    Model GTS w gamie Porsche Cayenne nie jest ani najdroższy, ani najszybszy. Stoi gdzieś pośrodku, ale dzięki temu jest w stanie dać kierowcy zarówno komfort wersji podstawowych, jak i emocje modelu Turbo. Ma w sobie coś takiego, co przyciąga jak magnes i sprawia, że jest wyjątkowy.

    Prawie pięciometrowe nadwozie SUV-a Coupé prezentuje się bardzo okazale. Wygląda mocarnie i agresywnie, a patrząc na niego z tyłu, odniosłem wrażenie, że mam do czynienia z 911, tylko takim dobrze dopasionym. Dopełnieniem sylwetki są 22-calowe koła w czarnym odcieniu oraz czarne i karbonowe dodatki, jak osłony lusterek, przyciemniane klosze lamp i wloty powietrza w zderzaku. Tył zdobią wydatny spojler dachowy oraz cztery czarne końcówki układu wydechowego. Wnętrze utrzymane jest również w ciemnych barwach i praktycznie wszystkie elementy obszyte zostały zamszem i Alcantarą. Nie ma tu mowy o świecących dodatkach, a jedynym odróżniającym się akcentem są listwy drzwi i deski rozdzielczej wykonane z polerowanego włókna węglowego. Cała reszta to wykwintna matowa czerń, od kierownicy przez fotele, boczki i uchwyty do podsufitki. Ten ultrasportowy wizerunek sprawia, że kierowca poczuje się tu niezwykle luksusowo.

    Jak napisałem wcześniej, Porsche Cayenne GTS Coupé nie jest ani najszybszy, ani najdroższy, ale dane techniczne i tak robią wrażenie. Czterolitrowy, podwójni doładowany, 8-cylindrowy motor generuje 460 KM i 620 Nm momentu obrotowego. O ile maksymalna moc pojawia się przy 6000 obrotów, o tyle maksymalny moment obrotowy dostępny jest już od Guten Tag Model GTS w gamie Porsche Cayenne nie jest ani najdroższy, ani najszybszy. Stoi gdzieś pośrodku, ale dzięki temu jest w stanie dać kierowcy zarówno komfort wersji podstawowych, jak i emocje modelu Turbo. Ma w sobie coś takiego, co przyciąga jak magnes i sprawia, że jest wyjątkowy 1800 obr./min i pcha auto do przodu z brutalną siłą. Pierwsze 100 km/h pojawia się już po 4,5 sekundy, co jak na auto o masie ponad 2100 kg jest wynikiem imponującym. Przyspieszaniu towarzyszy seria grzmotów i charczących dźwięków przyprawiających o dreszcze. Cayenne GTS wyposażony został w specjalnie zaprojektowany do tego modelu aktywny układ wydechowy, który odpowiada za podnoszenie się włosów na rękach i tężenie mięśni karku. Wrażenia słuchowe są tak hipnotyzujące, że odruchowo chce się więcej i więcej. Prychanie, kichanie, strzały, grzmoty i wibrujący hałas gwoździ w aluminiowym wiadrze to składowe tej ścieżki dźwiękowej. Po przejechaniu kolejnego kilometra, niczym sommelier smakujący wykwintne wino, stajecie się ekspertami w odgadywaniu kolejnych nut pisanych przez cztery tuby połyskujących organów.

    Producent twierdzi, że 160 km/h pojawi się na prędkościomierzu po 10,9 sekundy, a 200 km/h po 17,6 sekundy. Zabawa kończyć się ma po osiągnięciu przez tego czerwonego diabła szalonych 270 km/h! Niestety, nie było mi dane sprawdzić tych parametrów, ale muszę przyznać, że i tak zabawa w granicach polskiego prawa jest przednia i ciężko przestać. W grzecznej jeździe zdecydowanie nie pomaga pokrętło wyboru trybu jazdy, które nawet ustawione w trybie Comfort gwarantuje spektakularne wrażenia. Prawy kciuk jednak niepostrzeżenie obsuwa się na środek pokrętła, gdzie znajduje się przycisk, który na 20 sekund uwalnia całą siłę drzemiącą w czterolitrowym motorze. Robiłem to raz za razem i w ogóle mi się to nie nudziło. Wyobrażam sobie, że po kilkudziesięciu tysiącach kilometrów w wielu egzemplarzach będzie w całym samochodzie.

    W nomenklaturze Porsche symbol „GTS” oznacza sportowe osiągi, a lekkość prowadzenia i precyzję zapewnić mają zawieszenie i układ jezdny. Nie inaczej jest w przypadku Cayenne. Zawieszenie zostało obniżone względem „cywilnych” wersji o 20 mm, a specjalnie zaprojektowany system Torque Vectoring Plus pilnuje, by auto pokonywało zakręty jak wymierzone cyrklem na lekcjach z rysunku technicznego. Wyważenie samochodu i precyzja układu kierowniczego sprawiają, że za kierownicą Cayenne GTS poczujecie się jak w samochodzie wyścigowym i o wiele mniejszym, niż to jest w rzeczywistości. Lekkość, z jaką auto pokonuje kolejne łuki, jest imponująca, a stabilność wręcz wzorowa. Auto wyposażone zostało w system aktywnej stabilizacji przechyłów nadwozia, któremu wtórują trzykomorowe, pneumatyczne amortyzatory tłumiące wszelkie nierówności nawierzchni.

    Jak bardzo dobre jest to auto, przekonają się pewnie nieliczni. Fascynujące jest jednak to, że w każdej chwili ten dziki zwierz potrafi schować pazury i zmienić się w potulnego misia. Układ wydechowy można wyciszyć jednym przyciskiem na ekranie, a wyczynowy latający dywan, ale komfortowego SUV-a. Ten diabeł przyozdobiony czarnymi dodatkami jest w stanie obrócić każdą głowę: i tę młodą, i tę starszą, męską i kobiecą. Samochód jest po prostu piękny i prowadzi się dokładnie tak, jak wygląda.

    Autor:
    Michał Garbaczuk

    Czy AI może być etyczna?

      W 1950 r. uważany za ojca sztucznej inteligencji (AI) brytyjski matematyk Alan Turing zaproponował test, który miał określić zdolność maszyny do posługiwania się językiem naturalnym i pośrednio dowodzić opanowania umiejętności myślenia w podobny sposób do ludzkiego. Test został opublikowany w ramach jego pracy „Computing Machinery and Intelligence” i zaczyna się słowami: Proponuję rozważyć pytanie – czy maszyny mogą myśleć? 

      Pomimo wielu prób, na przestrzeni 72 lat nie znaleźliśmy odpowiedzi na to pytanie, a sam test przeszedł tylko jeden program, który udawał 13-letniego Eugene’a Goostmana (2014 rok). Wciąż nie można uznać tego wydarzenia za przełom. Eugen był przez pewien czas udostępniony online, co umożliwiło sprawdzenie jego możliwości przez większe grono użytkowników. W ich opinii, program zdał test, ponieważ przedstawiał poziom rozmowy trzynastolatka.

      Lawina rozwiązań AI

      Druga dekada XXI wieku zaowocowała wysypem rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Przyczyniły się do tego rozwiązania chmurowe, coraz niższy koszt technologii, gotowe frameworki zdejmujące z programistów obowiązek znajomości matematyki będącej bazą do budowy AI i coraz większy dostęp do wiedzy. Świadczy o tym rosnąca lawinowo liczba publikacji dotyczących sztucznej inteligencji. Dzisiaj określenie sztuczna inteligencja jest odmieniane przez wszystkie przypadki, podobnie jak manager w korporacji. Odpowiedź na pytanie, czym jest, zależy od osoby pytanej. Najczęściej można usłyszeć, że sztuczna inteligencja to: program komputerowy, który może przynieść korzyści firmie na przykład dzięki usprawnieniu określonych procesów, technologia, której wprowadzenie doprowadzi do utraty pracy przez wielu ludzi lub sztuczny mózg, który unicestwi ludzkość, używając do tego celu chociażby zasobów broni atomowej, do której dostęp uzyska dzięki swojej przewadze intelektualnej lub po świadomym udostępnieniu jej przez osoby zarządzające potencjałem jądrowym. W rzeczywistości Sztuczna Inteligencja powinna być rozumiana jako dziedzina nauki albo hipotetyczna inteligencja zbudowana w ramach procesu technicznego, a nie w naturalny sposób. Wśród osób zajmujących się budową SI panuje głębszy podział, na trzy poniżej wymienione kategorie.

      ANI – płytka inteligencja

      Pierwszą z nich jest ANI (Artificial Narrow Intelligence), czyli tzw. płytka inteligencja. Są to Sztuczne Sieci Neronowe (SSN), które buduje się w celu rozwiązania określonego problemu. Obecnie tylko takie modele są dostępne komercyjnie. Pomimo określenia „płytka”, ANI są w wielu dziedzinach efektywniejsze i szybsze od człowieka. Obniżą koszty każdej firmy, która posiada odpowiednio duży zbiór danych,  na którym mogą się uczyć. Zidentyfikują powtarzające się wzorce w dużych zbiorach danych i wyświetlą prognozy np. cen, sprzedaży, itp. Jeżeli nauczy się je identyfikować zabarwienie emocjonalne tekstu, czy głosu, to skutecznie wykonają zadanie i wyciągną na ich podstawie wnioski. Niestety, ponieważ mechanizm działania stanowią równania matematyczne, płytka inteligencja napisana w celu rozwiązania problemu biznesowego nie zrozumie aspektu moralnego działania, ponieważ nie zna konceptu dobra i zła. Wykona zadanie, choćby miało to oznaczać negatywne konsekwencje dla ludzi. Jaskrawym tego przykładem była firma Amazon, która zwolniła 63-letniego weterana wojennego z USA. Model SSN miał zastrzeżenia co do czasu dostarczania przez niego paczek. Z kolei japońska firma ubezpieczeniowa „Fukoku Mutual Life Insurance”, zwolniła 34 pracowników uzasadniając swoją decyzję szacowanym 30-procentowym wzrostem efektywności, podobnie jak firma Xsolla, która usunęła 150 osób po analizie ich pracy. Tego typu przypadki mnożą się z roku na rok, a zarządy firm tłumaczą się, jakby powtarzali mantrę: przychody, koszty i efektywność. Można przypuszczać, że gdyby dzisiaj stworzono odpowiednio wielki model SSN do rozwiązania któregokolwiek z problemów ludzkości, jak np. zmiana klimatu, zasilono go wszystkimi istniejącymi danymi i nauczono efektywnego rozwiązywania tego typu problemów, jednak bez „nauczenia moralności”, to prawdopodobnie wynik/rekomendacja wzbudziłby przerażenie 90 procent ludzkości.

      Artificial Super Intelligence

      Czy można rozwiązać ten problem? Odpowiedź brzmi: można, jednak będzie to wymagało wielkiego wysiłku dużej grupy osób specjalizujących się w najważniejszych dziedzinach naszego życia, nie tylko nauki. Rozwiązaniem będzie budowa moralnej sztucznej inteligencji lub jednej z dwóch pozostałych podkategorii Sztucznej Inteligencji. Należą do nich: AGI (Artificial General Intelligence), sztuczna inteligencja posiadająca zdolności poznawcze ludzkiego mózgu i ASI (Artificial Super Intelligence), sztuczna inteligencja o możliwościach znacznie przekraczających ludzkie. Powyższy podział jest umowny, a specjaliści dyskutują o tym, gdzie jest granica między typami, w kontekście posiadania uczuć i wyrażania emocji. Rozważania te pozostają nadal w sferze teorii, ponieważ znając aktualne możliwości Sztucznych Sieci Neuronowych, osiągniecie ludzkiego poziomu poznawczego z całą zgromadzoną wiedzą może spowodować, że AGI w bardzo szybkim tempie rozwinie się do poziomu ASI. Mając to na uwadze w dalszej części artykułu będziemy używali pojęcia Superinteligencja.

      Compassion AI

      Rozwój Superinteligencji prowadzi nieuchronnie do powstania inteligentnego i samoświadomego umysłu, który dotychczas był domeną jedynie gatunku ludzkiego. Wobec takiego stanu rzeczy pozostaje zasadne postawienie pytania o aspekty, które dotychczas były jedynie inherentnymi cechami przypisanymi człowiekowi. Jednym z nich jest pytanie o system wartości i wynikająca z niego etyka. W przypadku systemów ANI to pytanie odnosi się w praktyce nie do zbudowanych systemów Sztucznej Inteligencji, ale do osób, które te systemy wykorzystują. Dzisiejsze modele SSN funkcjonują w oparciu o zasady, które definiuje się podczas jej tworzenia. Nie posiadają własnej woli, ani żadnego z jej atrybutów, które przypisuje się samodzielnej jednostce, takiej jaką jest istota ludzka. Sztuczną inteligencję można wykorzystywać w interesie szeroko pojętej społeczności, na przykład w obszarze diagnostyki medycznej lub w biznesie, gdzie wspiera określone obszary zastosowań. W tych dziedzinach wykorzystanie ANI nie prowadzi do powstania dylematów moralnych, jest to tylko kolejne z jej szerokiego spektrum zastosowań. Wątpliwości odnośnie do etyki zastosowań AI pojawiają się za to tam, gdzie jest ona wykorzystywana jako narzędzie ukierunkowane na wykorzystanie informacji wbrew interesom jednostek, określonych grup, lub wręcz w celu podporządkowania sobie społeczeństwa. Na przykład jako narzędzia wsparcia marketingu społecznego, masowych zwolnień lub totalnej inwigilacji społeczeństwa. Przykładem może być powszechne wykorzystywanie systemu
      rozpoznawania twarzy w Chinach, co staje się równoznaczne z permanentną kontrolą obywateli. O ile jeszcze można zaakceptować takie działania w pewnym, ograniczonym zakresie, chociażby do zapewnienia bezpieczeństwa na lotniskach, o tyle skala i zakres zastosowań rozciągnięty na całą sferę życia publicznego jest nie do przyjęcia, przynajmniej w demokratycznych państwach prawa, budujących społeczeństwo obywatelskie. Problemy etyczne użycia AI są dziś aktualne i będą stawały się coraz istotniejsze wraz z rozwojem możliwości Sztucznej Inteligencji oraz z jej coraz powszechniejszym zastosowaniem.

      Etyka superinteligencji

      Zupełnie odmiennie przedstawia się zagadnienie etyki w odniesieniu do Superinteligencji. Ponieważ jednak rozpatrujemy tu de facto sztuczny umysł, to dziś tym zagadnieniem zajmują się w większym stopniu filozofowie i psycholodzy niż inżynierowie. W doskonały sposób ujął to szwedzki filozof Nick Bostrom, który w swojej książce zatytułowanej „Superinteligencja. Scenariusze, strategie, zagrożenia” podjął próbę zarówno przewidywania sposobu stworzenia Superinteligencji, jak i odpowiedzi na pytanie o jej system wartości i ewentualną możliwość kształtowania psychiki takiego sztucznego umysłu w myśl zasad etycznych wyznawanych przez współczesnych ludzi. Rozważamy zagadnienia przyszłe. Nic zatem dziwnego, że temat Superinteligencji był i jest podejmowany również w literaturze science-fiction. To doskonały sposób na przelanie na papier wizji pisarskich, które, jak historia pokazuje, nie raz sprawdziły się z zaskakującą dokładnością. Temat podjął swego czasu Stanisław Lem, który w wydanej w 1981 roku książce „Golem XIV” nie tylko opisał Superinteligencję, ale przyjął wyzwanie przewidzenia tego, co ma ona ludziom do powiedzenia. Na ile jego prognozy się sprawdzą przekonamy się, kiedy Superinteligencję zbudujemy. Współczesną próbą powrotu do zagadnienia SI w literaturze science-fiction podjął Bohdan Szymczak w książce „Pusta Ziemia” z 2018 roku. W tym przypadku mamy do czynienia ze spojrzeniem autora związanego przez lata zawodowo z informatyką i zapewne z tego powodu jego wizja sztucznego umysłu jest bardziej techniczna niż ta Lemowska, ale jednocześnie zagadnienie interakcji społeczności ludzkiej i Superinteligencji jest bardziej rozbudowane. Autor pokazuje społeczeństwo przyszłości, którego obraz został ukształtowany poprzez wprowadzenie do życia społecznego Superinteligencji, która ostatecznie zaczęła w nim odgrywać dominującą rolę. Jest to futurologia, w której przyszłość kształtuje umysł przewyższający niewyobrażalnie ludzkie możliwości i choćby z tego powodu wykazujący zasady etyki wykluczające działania skierowane przeciwko człowiekowi. Według autora wielki umysł musi kierować się najwyższymi normami moralnymi, ale pytanie o to, na ile te normy są zgodnie z ludzkim systemem wartości pozostaje otwarte.

      Fundacja GAIA

      W odpowiedzi na stale pogłębiające się problemy ludzkości, wybitni przedstawiciele
      swoich dziedzin założyli fundację Global Artificial Intelligence Association, której kolebką był Trend House – miejsce skupiające społeczność biznesu, technologii i nauki. GAIA od ponad roku prowadzi działalność mającą na celu popularyzację nauki i budowę współodczuwalnej sztucznej inteligencji stanowiącą pierwszy krok w budowie modelu Artificial General Intelligence, która dorówna ludzkim procesom poznawczym, a dzięki swoim możliwościom przedstawi sposoby rozwiązywania globalnych i lokalnych problemów z zachowaniem najwyższych standardów etycznych znanych i nieznanych człowiekowi.

       

      Autor: Dr inż. Michał Paluch

      CEO firmy AI Architects Sp. z o.o. specjalizującej się w budowie sztucznej inteligencji i portali internetowych. Od 12 lat związany z produkcją oprogramowania. W komercyjnych projektach przeszedł przez wszystkie szczeble kariery, by w 2017 roku połączyć komercyjne doświadczenie z pasją do rozwiązywania problemów z pomocą sztucznej inteligencji i założył spółkę oferującą firmom innowacyjne rozwiązania. Jest autorem nagradzanego silnika do zautomatyzowanej budowy sztucznej inteligencji: AI Engine.

      Nissan elektryzuje crossoverem-coupé ARIYA oraz crossoverem Qashqai z napędem e POWER

      W Sztokholmie odbyły się pierwsze jazdy testowe wyczekiwanym modelem ARIYA oraz nowym Nissanem Qashqai z napędem e‑POWER, w których wzięli udział przedstawiciele europejskich mediów. To ważny krok na drodze ku zrównoważonej przyszłości.

      Jazdy zorganizowano w Szwecji, która jest jednym ze światowych liderów pod względem popularności samochodów elektrycznych. Zaproszeni goście mieli okazję wypróbować dwa najważniejsze modele w elektryfikacyjnej ofensywie Nissana.

      Po marcowej zapowiedzi wprowadzenia sześciu nowych zelektryfikowanych modeli w Europie, ARIYA i Qashqai e‑POWER są dowodem pozycji marki Nissan jako lidera segmentu crossoverów i eksperta w dziedzinie elektryfikacji. Pojazdy te zauważalnie się od siebie różnią, zaspokajając potrzeby europejskich klientów na różnych etapach ich gotowości do jazdy samochodem elektrycznym.

      „Razem z naszymi klientami wyruszamy w fascynującą podróż ku elektryfikacji. Nasza unikatowa technologia e‑POWER wspiera kierowców w procesie przejścia na motoryzację bezemisyjną, a ARIYA jest filarem, na którym opierać się będzie nasza w pełni elektryczna przyszłość” — powiedział Guillaume Cartier, prezes Nissana w regionie AMIEO.

      Stawiając klienta w centrum strategii elektryfikacji i budowy zelektryfikowanej przyszłości, Nissan nie idzie na żadne kompromisy, jeśli chodzi o wrażenia za kierownicą.

      Nowy Qashqai z napędem e‑POWER zapewnia niezrównaną przyjemność z jazdy jak w samochodzie elektrycznym, jednak bez konieczności doładowywania akumulatora. Unikatowe rozwiązanie, w którym koła napędzane są wyłącznie za pomocą silnika elektrycznego, oferuje nowy poziom przyjemności z prowadzenia samochodu.

      Nissan ARIYA idzie o krok dalej i proponuje nowe podejście do samochodu elektrycznego klientom już zdecydowanym na tego typu napęd. Pojazd dostarcza niezapomnianych wrażeń z jazdy i jest ucieleśnieniem japońskiego DNA Nissana – oferuje dynamiczne osiągi oraz może pochwalić się jednym z najbardziej przestronnych wnętrz w segmencie.

      Modele te stanowią zapowiedź kolejnego kroku w realizacji programu Ambition 2030, czyli długofalowej wizji firmy, która zakłada przede wszystkim zwiększanie możliwości w zakresie mobilności. Wpisują się również w cel Nissana, jakim jest osiągniecie 75% udziału pojazdów zelektryfikowanych w całkowitej sprzedaży w Europie do roku obrotowego 2026.

      W miarę przyspieszania procesu elektryfikacji na całym świecie, Nissan stara się wspierać klientów na tej drodze proponując ekscytującą i zróżnicowaną ofertę crossoverów ze zelektryfikowanymi napędami.

      Więcej informacji na temat gamy zelektryfikowanych modeli Nissana znajduje się na stronie www.nissan.pl.

      Strategia komunikacji jako fundament budowy marki

        Katarzyna Jarczewska – Partnerka i współwłaścicielka założonej w 1997 roku agencji reklamowej i PR, Media Forum. Ekspert ds. komunikacji, public relations, zarządzania sytuacjami kryzysowymi oraz strategii marketingowych przedsiębiorstw.

        Holistyczna strategia komunikacyjna to absolutny kamień milowy dla każdego biznesu. Zarówno młode firmy, jak i doświadczone spółki powinny przywiązywać szczególną uwagę do sposobu, w jaki są odbierani przez obecnych i potencjalnych klientów, a także kontrahentów, inwestorów, czy ogółem – społeczeństwo. Aby to osiągnąć, polski biznes musi inwestować w działania PR-owe oraz marketingowe, jednak konsekwentnie realizując wcześniej ułożony plan. Jak go zaprojektować, a następnie wdrożyć?

        Krok 1. Poznaj swoich klientów

        Holistyczna strategia komunikacyjna nie może się obejść bez pogłębionej analizy grupy docelowej danego biznesu. W tym celu bardzo często tworzy się tzw. Persony (ang. Buyer Persona) oraz Ścieżki Klienta (ang. Customer Journey). Co się pod nimi kryje?

        Pierwsze reprezentują statystycznego konsumenta lub odbiorcę dóbr firmy, która zleca badanie. Persona opisuje m.in. demografię klienta lub klientki, osobowość, a więc np. otwartość na zmiany, a także motywacje, kryteria decyzyjne w procesie zakupowym, czynniki sukcesu (ang. Success Factors) oraz bariery decyzyjne (ang. Perceived Barriers). Jest to o tyle istotny etap opracowywania strategii komunikacyjnej, że dzięki temu zespół marketingu i PR-u ma wgląd w zachowania grupy docelowej, a także jej konkretne preferencje – m.in. aktywność w ramach mediów społecznościowych, czy źródła wpływu na decyzje zakupowe.

        Ścieżka Klienta z kolei to dokładny opis drogi, jaką pokonuje Persona od momentu usłyszenia o danym produkcie lub usłudze, poprzez poznanie danej oferty, porównanie jej z konkurencją, wybór usługodawcy lub dostawcy produktu, pierwszy zakup, a następnie lojalność względem brandu. Co istotne, najlepsi analitycy rynkowi na każdym etapie wyodrębniają m.in. media, jakie wpływają na decyzje Persony, a także pytania, jakie klient lub klientka zadaje w określonym momencie. Są to wyjątkowo istotne czynniki, wpływające na dalsze planowanie strategii.

        Jak jednak wyodrębnić Personę oraz Ścieżkę Klienta? Nie robi się tego na chybił trafił lub intuicyjnie. Podstawą są metody naukowe, a konkretniej – metody ilościowe i jakościowe. W przypadku pierwszych popularną formą są kwestionariusze ankiety, których odpowiedzi w kolejnych etapach są analizowane i dzielone na dane grupy. Po określeniu tzw. klastrów, przechodzimy do wywiadów indywidualnych lub badań fokusowych. Te drugie od kilku lat z powodzeniem są realizowane przez zespół Media Forum. Dzięki temu nasi klienci mają gwarancję rzetelnych danych o swojej grupie docelowej.

        Krok 2. Poznaj samego siebie

        Jeśli już znamy grupę zainteresowaną ofertą firmy lub mogącą być potencjalną grupą docelową, kolejnym etapem jest pogłębiona analiza priorytetów danego biznesu. Mowa nie tylko o obecnym profilu działalności, ale również planach na najbliższe lata, ambicjach zespołu, a także realnych mocach przerobowych zespołu.

        Profil działalności danego biznesu Media Forum określa za pośrednictwem wywiadów indywidualnych nie tylko z samym zarządem, ale również poprzez analizę źródeł – dotychczasowych publikacji w mediach, czy opinii na forach lub grupach. W przypadku określenia przyszłych priorytetów kluczowe jest poznanie nie tylko perspektywy zespołu menedżerskiego, ale również specjalistów z poszczególnych działów. Takie podejście pomaga również w dookreśleniu ambicji teamu oraz rzeczywistych szans wdrożenia strategii komunikacyjnej.

        Krok 3. Stwórz prototypy

        W momencie, gdy znamy grupę docelową, a także sam biznes, kolejnym krokiem jest stworzenie pierwszych zarysów konkretnych działań komunikacyjnych. Ich nieodłączną częścią jest strategia publikacyjna treści, a także identyfikacja wizualna oraz spójność między danymi elementami.

        W przypadku PR-u oraz realnie wartościowego marketingu, wszystkie propozycje projektów muszą odpowiadać zarówno potrzebom Persony, jej preferencjom na każdym etapie Ścieżki Klienta, jak i rzeczywistym priorytetom samej firmy. Bez harmonii między tymi trzema obszarami, rozwijanie jakiejkolwiek strategii mija się z celem, a wydane przez zarząd pieniądze idą w przysłowiowe błoto.

        Współpracując ze swoimi klientami, Media Forum projektuje tzw. Tone of Voice treści, który odpowiada charakterystyce grupy docelowej, Reasons to Believe (tzw. RTBs), czyli powody, dlaczego akurat taki sposób komunikacji odpowiada na realne potrzeby Persony, a także dostarcza pierwsze prototypy – np. logotypy dla marki. Te z kolei są o tyle istotne, że stanowią przedmiot kolejnego kroku, który ma na celu ostateczną weryfikację dotychczasowych prac.

        Krok 4. Testuj

        Wyżej wspomniane prototypy treści (np. postów, czy publikacji w mediach), a szczególnie logotypy brandu są przedmiotem kolejnych pogłębionych badań w ramach grup fokusowych. W ten sposób nie tylko mamy możliwość obserwacji pierwszych reakcji grupy docelowej na propozycje Media Forum, ale także weryfikację własnych usterek.

        Zgadza się – najbardziej rzetelne i po prostu uczciwe agencje przyznają się do własnych błędów, które najczęściej są źródłem najlepszych inspiracji na przyszłość. Etap testowania to właśnie moment na potknięcia, pogłębianie wiedzy na temat Persony oraz ulepszanie prototypów, aby docelowo – stały się efektywnym narzędziem do odpowiadania na potrzeby klientów.

        Media Forum ma już 25 lat doświadczenia w realizowaniu holistycznych strategii komunikacyjnych i to właśnie etap testowania jest jednym z najbardziej wartościowych kroków całego procesu. Nie bagatelizujmy potencjalnego ryzyka i nie ograniczajmy się do własnej intuicji – tylko wiarygodne dane pokażą nam, czy dane podejście działa, czy nie.

        Krok 5. Wdrażaj

        Ostatni etap, a więc krok w kierunku implementacji to crème de la crème całego planowania. To właśnie teraz wracamy do kluczowych wniosków z poprzednich badań i określamy sposób wdrażania naszych projektów. Jednym z najlepiej sprawdzających się koncepcji jest m.in. pozycjonowanie eksperckie. Taka metoda pozwala na wielotorowe działania publikacyjne w celu personal brandingu.

        W tej kategorii zespół Media Forum wypromował już setki ekspertów z różnych dziedzin, co poskutkowało zarówno wzrostem sprzedaży, jak i (przede wszystkim) – uwiarygodnieniem danego biznesu na rynku. Jest to kluczowy element całej układanki, ponieważ bez zaufania, dalsze próby dynamizacji przychodów mijają się z celem.

        Etap wdrażania to również test współpracy na linii klient-agencja lub firma-zespół ds. komunikacji i marketingu. To właśnie dlatego tak istotne jest poznanie realnych sił całej organizacji z kroku drugiego. Spoglądając na rynkową konkurencję widzę, jak bardzo ten aspekt jest pomijany i do jakich skutków prowadzi.

        Bez etapu wdrożeniowego nie można prowadzić skutecznej strategii social media, kampanii reklamowej, czy działań optymalizacyjnych SEO. Jednakże wyznając zasadę step by step, możemy osiągnąć naprawdę dużo.

         

        Pakiet dla inwestora na rynku nieruchomości

          Wysoka inflacja mobilizuje do poszukiwania sposobów na ochronę kapitału. Cenionym aktywem w dalszym ciągu są mieszkania. Od 2011 roku nieruchomości w największych polskich miastach podrożały średnio aż o 60 proc.

          W tym samym czasie skumulowany wskaźnik inflacji wyniósł „tylko” 30 proc. Przykładowo, wartość nominalna 50-metrowego mieszkania w jednej z budowanych, gdańskich inwestycji w ciągu roku wzrosła o ponad 100 tysięcy złotych. Zachętą dla inwestorów są też rekordowe wyniki na rynku najmu.

          Analizując ceny mieszkań, domów oraz gruntów można dostrzec długofalowy wzrost nie tylko w Polsce. W USA, w ciągu ostatnich 60 lat ich średnie wartości transakcyjne wzrosły ponad 20-krotnie. Tymczasem ogólny poziom cen, mierzony wskaźnikiem inflacji konsumenckiej CPI, wzrósł niespełna 10 razy. Chociaż polski rynek ma znacznie krótszą historię, można zauważyć, że skala zmian w naszym kraju i w Stanach Zjednoczonych jest analogiczna. Od 2011 roku nieruchomości w największych polskich miastach podrożały średnio o 60 proc., podczas gdy skumulowany wskaźnik inflacji wyniósł 30 proc.

          Wzrost cen w ostatnich latach można obserwować analizując ceny wybranych inwestycji deweloperskich. Pięćdziesięciometrowe mieszkanie w trójmiejskiej inwestycji LINEA w ciągu roku zyskało na wartości nominalnej ok. 100 tysięcy złotych.

          Co będzie dalej? Podpowiedzi udziela analiza historycznych trendów. W przeszłości wzrost cen mieszkań był niemal idealnie skorelowany ze wzrostem wynagrodzeń. Zakładając, że taka zależność utrzyma się także w przyszłości, oznaczałoby to, że ceny nieruchomości będą kontynuować wzrostowy marsz. Posiłkując się najnowszymi projekcjami NBP możemy przewidywać, że wartość wspomnianego mieszkania do końca 2024 roku sięgnie ok. 780 tys. zł (w porównaniu z ceną ofertową w I kwartale 2021 roku w wysokości 480 tys. zł. LINEA to etapowana inwestycja, która zakłada realizację zarówno mieszkań, jak i domów miejskich, lokali usługowych oraz dużego, zielonego terenu rekreacyjnego. Dla inwestora lokującego kapitał w nieruchomości tego typu, może być to dużo bardziej atrakcyjna metoda na zysk niż np. zakup obligacji skarbowych.

          Rośnie atrakcyjność rynku najmu

          Znaczącym impulsem dla inwestorów kupujących nieruchomości jest aktualna sytuacja na rynku najmu. Wiele wskazuje na to, że dotychczasowy poziom zwrotu w największych polskich miastach (5-6 proc.) w najbliższym czasie istotnie wzrośnie. Wpływ na to ma m.in. zwiększony popyt, stymulowany nie tylko przez przybywających do naszego kraju Ukraińców, ale też osoby, których zdolność kredytowa została ograniczona po kolejnych podwyżkach stóp procentowych. W większości polskich miast już teraz widzimy wzrost stawek najmu, a także malejącą liczbę ogłoszeń. Między lutym a kwietniem 2022 roku oczekiwane stawki najmu zwiększyły się od kilkunastu do kilkudziesięciu procent, a liczba ogłoszeń zmniejszyła się o ponad połowę.

          Obserwując rozwój sytuacji można zastanawiać się, czy w długoterminowej perspektywie polski rynek nieruchomości nie ulegnie przeobrażeniu na wzór bogatszych europejskich krajów. Co to oznacza? Przede wszystkim rosnący udział osób wynajmujących mieszkania. Aktualna struktura naszego rynku znacznie różni się od zachodniego. Ok. 85 proc. Polaków posiada własną nieruchomość, nabytą za gotówkę lub na kredyt. W Niemczech ten odsetek wynosi niewiele ponad 50 proc. Co ciekawe, najniższy wskaźnik posiadania mieszkań wykazują kraje o najwyższym PKB, a najwyższy wskaźnik te o najmniejszym dochodzie.

          Taniej nie będzie

          Efektem wysokiej inflacji jest wzrost nie tylko cen konsumpcyjnych, ale również produkcyjnych, czyli kosztów jakie deweloperzy ponoszą przy budowie. Coraz droższe materiały, grunty i robocizna nie pozostawiają firmom deweloperskim dużej przestrzeni do ewentualnych obniżek cen, nawet jeśli widoczny jest spadek popytu. Dlatego bardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się ograniczenie podaży. Deweloperzy zrezygnują więc z realizacji niektórych planowanych wcześniej projektów. Może to powodować dalsze wzrosty cen transakcyjnych. Przyglądając się danym z ostatnich miesięcy można zauważyć, że ten scenariusz powoli już się realizuje. Do najniższego poziomu od lat spadła liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w tym roku. Wysoka liczba wydanych pozwoleń na budowę jednak nie uwzględnia jeszcze obecnej sytuacji geopolitycznej. W najbliższym czasie te projekty zapewne zostaną „zamrożone”.

          Inwestor kupuje pakietowo

          Zmiany, które obserwujemy w ostatnim czasie na rynku nieruchomości mogą prowadzić do widocznej koncentracji mieszkań w rękach inwestorów. Już teraz na rynku pierwotnym widoczny jest wzrost zakupów pakietowych, czyli kilku mieszkań w ramach jednej transakcji. Znaczący wpływ na tę sytuację ma m.in. odpływ klientów z segmentu najtańszych nieruchomości, czyli z tzw. rynku ekonomicznego, gdzie dominowały zakupy w całości finansowane z kredytów. Wzrost stóp procentowych zmusił te osoby do rezygnacji z zakupu mieszkania, przez co zasili oni rynek najmu. W tej sytuacji deweloperom pozostało otworzyć się na inwestorów planujących zakupy pakietowe. Tego typu transakcje dają klientom większe możliwości negocjacji cen. Nowe, kupione w pakiecie mieszkania, które są świeżo wykończone, cieszą się też największym powodzeniem na rynku najmu. Aktualnie największe zapotrzebowanie jest widoczne w segmencie rynku popularnego, w dzielnicach dobrze skomunikowanych ze ścisłym centrum lub z biznesowym city. To w tych obszarach można uzyskać najwyższą rentowność. Dla wielu to obecnie atrakcyjny sposób na zarabianie, zwłaszcza w czasach mało opłacalnych lokat bankowych. Pakietowe zakupy nieruchomości i ich wynajem stanowi ciekawe rozwiązanie dla inwestora.

          HoppyGo czyli auto po sąsiedzku działa już rok w Polsce

          Czy Polacy pokonali próg nieufności i chętnie oddają swoje auta w wynajem? Ilu użytkowników zebrała aplikacja? Jakie pojazdy najchętniej wynajmujemy i ostatecznie – czy można na tym zarobić? Platforma współdzielenia samochodów HoppyGo podsumowuje rok na polskim rynku.

          Wiosną ubiegłego roku polscy kierowcy głównie w Warszawie, ale też kilku innych największych polskich miastach po raz pierwszy mogli skorzystać z usługi „sąsiedzkiego wynajmu samochodu”. Umożliwiła im to platforma wynajmu peer-to-peer HoppyGo, która lokalnie łączy właścicieli samochodów z użytkownikami zainteresowanymi wypożyczeniem.

          Była to pierwsza tego typu usługa, przełamująca bariery mentalne i społeczne wśród użytkowników. – Zderzyliśmy z sobą dwie postawy: kierowców, którzy od czasu do czasu potrzebują samochodu, ale nie chcą posiadać go na własność. Ci poszukują pojazdu na wynajem na jeden, kilka, kilkanaście dni, bądź dłużej. Oraz właścicieli pojazdów, którzy mając samochód rzadko go wykorzystują i chcą potraktować go jako dodatkowe źródło przychodów – wyjaśnia Robin Švaříček CEO HoppyGo.  Podczas gdy popyt na
          krótkoterminowe wypożyczenie pojazdu w Polsce wykazuje rosnący pozytywny trend, HoppyGo musiało zawalczyć o dobrą ofertę samochodów dostępnych na wynajem. Czy to się udało? Pierwszy rok pokazał, że tak. Wypożyczających z pewnością przekonał nie tylko łatwy wynajem aut za pomocą aplikacji, ale także różnorodność dostępnych typów i modeli aut. Właścicieli z kolei – m.in. możliwość dodatkowego zarobku i fakt, że platforma tworzy społeczność ludzi, którzy mają okazję się spotkać podczas przekazania samochodu, porozmawiać, zobaczyć kim jest kierowca, który odbiera od nich pojazd.

          Dla kogo?

          Platforma HoppyGo ma obecnie ponad 17 tys. zarejestrowanych użytkowników i kilkaset dostępnych
          samochodów, których ciągle przybywa. – Po roku pracy już wiemy, że stworzyliśmy aktywną społeczność, której korzystanie z aplikacji i współdzielenie aut przynosi obopólne korzyści. Ta społeczność rozwija się miedzy innymi poprzez wiarygodne, bo z pierwszej ręki polecenia  – mówi Robin Švaříček.

          Kim są kierowcy korzystający z aplikacji? To z reguły zorientowani na użytkowanie, a nie posiadanie ludzie, dla których ważna jest łatwość użytkowania i dostępność gwarantowane przez aplikację w telefonie, ale też myślą przez pryzmat ekologii – stawiają na zrównoważony rozwój i wykorzystywanie istniejących
          zasobów, w tym wypadku samochodów. Średni wiek zarejestrowanych na platformie wypożyczających to trzydziestokilkulatkowie.

          Właściciele zarejestrowanych w aplikacji pojazdów również po części kierują się względami środowiskowymi, jednak ważniejszym argumentem jest dla nich aspekt ekonomiczny. Duży wpływ na ich decyzje o optymalizacji przychodów ma obecna sytuacja gospodarcza nie tylko w Polsce. Kluczowym racjonalnym powodem wynajmu własnego samochodu jest chęć zarobienia dodatkowych środków na pokrycie kosztów utrzymania pojazdu (m.in. drożejącej benzyny, przeglądów, napraw czy ubezpieczenia). Właściciel wynajmuje samochód, którego nie używa na co dzień lub posiada co najmniej dwa auta w swoim gospodarstwie domowym. Każdy wynajem za pośrednictwem HoppyGo jest ubezpieczony.

          Obawy kontra rzeczywistość

          Polacy są stosunkowo mocno przywiązani do własności. Co prawda trend ten zmienia się wraz z urbanizacją społeczeństwa i coraz młodszym pokoleniem będącym czynnym uczestnikiem rynku konsumpcyjnego. – W Polsce samochód jest jeszcze często traktowany jako prywatna przestrzeń, towarzysz rodzinnych przygód, źródło wielu wspomnień. Dlatego silnie zakorzeniona jest np. obawa o uszkodzenie auta, niepewność co do intencji wypożyczającego – wylicza Švaříček. – Ale rzeczywistość pokazuje, że ta obawa szybko mija. Zarejestrowani na platformie właściciele pojazdów potwierdzają pozytywne doświadczenia, jeśli raz spróbujesz to chętnie ponawiasz wynajem, bo wiesz komu oddajesz samochód. HoppyGo tworzy zobowiązanie między prawdziwymi ludźmi – sąsiadem a sąsiadem. Powstaje społeczność, gdzie kluczyki przekazywane są z ręki do ręki. Właściciel i najemca mają możliwość spotkania się i wymienienia wskazówkami dotyczącymi przekazywanego samochodu.

          Z tego rozwiązania korzystają z głównie ci, którzy kierują się chęcią zarobku. Właściciele samochodów wypożyczanych za pomocą platformy zarobili w ciągu ostatniego roku łącznie prawie 260 tys. zł.
          W tym czasie średni zarobek per wynajem to ponad 490 zł i kwota ta utrzymuje tendencję wzrostową. Najbardziej aktywny właściciel zarejestrował przychód na poziomie aż 65 tys. zł. Co więcej, aż 99% wypożyczających i właścicieli pojazdów ocenia swoje doświadczenie bardzo wysoko – na 5/5. Samochody wracają wysprzątane i w nienagannym stanie. Jak twierdzą właściciele, często nawet w lepszym niż przed wynajmem. Tu znowu ważną rolę odgrywa brak anonimowości i to, że użytkownicy się spotykają – to jednak bardziej zobowiązuje do dbania o powierzane/pożyczane mienie.

          Zadomowiający się trend

          Wynajem peer-to-peer to, jak się okazuje, popularna już forma użytkowania pojazdów. Ma to związek z coraz wyraźniejszym trendem jakim jest zrównoważony rozwój społeczny – aż 45% europejskich kierowców deklaruje, że po 2025 roku nie będzie zainteresowanych posiadaniem własnego samochodu, a do 2035 roku ok 7,5 mln pojazdów będzie współdzielona (Global Automotive Executive Survey 2018, KPMG). Jest na to ogromna przestrzeń, wg statystyk prywatne samochody są średnio nieużywane aż przez 95% czasu – generują koszty zamiast stać się inwestycją, która na siebie pracuje. Tylko w ostatnim roku średnia długość czasu najmu za pośrednictwem HoppyGo wzrosła z początkowo 3 do 6 dni.

          Aż 72% wszystkich wynajmów to te na 3 lub więcej dni. Rosnącą popularnością cieszą się wynajmy dłuższe – na tydzień i dłużej – to już bowiem 15% wszystkich wypożyczeń, ale coraz częściej zdarzają się też umowy znacznie dłuższe – np. kwartalne lub roczne. –  Co napawa nas szczególną dumą, to fakt, że po roku działalności zupełnie nowa, nieznana platforma carsharingowa rejestruje ponad 20% powracalność klientów. Dla nas to namacalny dowód na przełamanie bariery mentalnej i zmiany nastawienia – mówi Švaříček.

          Polacy z HoppyGo odbyli już setki podróży po kraju i za granicą. Jakie samochody można wynająć w aplikacji? W Polsce trzy najczęściej wypożyczane spośród dostępnych marki to Škoda, Kia i Fiat, na 4. miejscu znalazł się Mercedes i na kolejnym ex aequo Hyundai i Toyota.

          – Podsumowując, w pierwszym roku działalności HoppyGo w Polsce wypadliśmy dobrze. Jestem naprawdę zadowolony z tego, co osiągnęliśmy, ale jednocześnie wiem, że są obszary do usprawnienia np. w obszarze ubezpieczenia wynajmów. Dla naszych właścicieli aut i użytkowników ubezpieczenie jest bardzo ważnym aspektem wynajmu peer-to-peer (P2P), a w tym przypadku mieliśmy pewne wzloty i upadki, które spowodowały, że nie byliśmy w stanie zapewnić oczekiwanego popytu prywatnym właścicielom. Dla użytkowników HoppyGo zawsze mamy gotowe rozwiązania, ponieważ w naszej ofercie znajdują się także profesjonalne floty. Jednak dużą i nieodzowną część naszej działalności i społeczności stanowią właściciele prywatni. Dlatego jestem tak dumny, że w ciągu najbliższych dni właśnie z myślą o nich wprowadzimy nowy, lepiej dopasowany produkt ubezpieczeniowy, który zapewni nam ubezpieczenie wynajmów prywatnym właścicielom. Będzie to dla nas duży krok, ponieważ będziemy mogli wreszcie aktywować setki prywatnych samochodów, których posiadacze czekali na to w ostatnim czasie, a także powitać na naszej platformie nowych prywatnych właścicieli aut w przyszłości. Wypożyczającym możemy obiecać jeszcze tańszą i bardziej zróżnicowaną ofertę samochodów – zgodnie z naszą misją, aby oferować niedrogą, wygodną i elastyczną mobilność w aplikacji, która jest przyjazna dla środowiska i łączy lokalne społeczności – mówi CEO HoppyGo.

          Wielki potencjał ETF

            Giełda bez ETF to jak telefonia bez iPhonów – celne sformułowanie Roya Regeva z Izraela jest najlepszym podsumowaniem tego, o czym mówiono na Warsaw Passive Investment Conference 10-11 maja 2022 r.

            Warto przypomnieć, że na świecie obecnie jest notowanych ponad 10 tys. ETF-ów (Exchange Traded Fund) o wycenie 10 bilionów USD. Jest to najszybciej rozwijający się instrument finansowy w historii. Dlaczego? Inwestorzy cenią ETF za niskie koszty, prostotę oraz przejrzystość. Inwestując pasywnie nie mają na celu osiągania wyższych niż rynkowe wyników. Zdają sobie sprawę, że szanse indywidualnego inwestora na osiągnięcie zysków powyżej średniej są relatywnie niewielkie. Strategia w inwestowaniu pasywnym opiera się na zakupie pakietu reprezentatywnego dla całego rynku – wybranej giełdy czy konkretnego regionu.

            Jest to jedna z najłatwiejszych i najmniej ryzykownych form inwestowania na giełdzie. Często porównuje się ją do oszczędzania na emeryturę… W Polsce rozwiązanie to dopiero zyskuje popularność, choć np. w USA przebojem zdobyło rynek. Pierwszy fundusz indeksowy ETF pojawił się na GPW w 2010 roku. Jak to wygląda w praktyce? Na przykład ETF na WIG20 niejako naśladuje zachowanie indeksu WIG20. Wielką zaletą funduszu ETF jest to, że można go kupić i sprzedać w dowolnym czasie.

            Warsaw Passive Investment Conference otworzyła Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW. A była to już trzecia konferencja z tego cyklu. Jej organizatorami byli, obok GPW, Beta Securities Poland oraz Biuro Maklerskie mBanku.

            Izrael inspiruje Polskę

            W konferencji uczestniczyli prelegenci z kraju i z zagranicy. Wśród nich wspomniany na wstępie Roy Regev, przewodniczący Rady Nadzorczej Beta Securities. W swojej prelekcji „Spojrzenie na sukces inwestowania pasywnego w Izraelu i czego może się z tego przykładu nauczyć Polska”, skupił się na sytuacji w Izraelu, przedstawił też perspektywy stojące przed ETF w naszym kraju.

            Oto obszerne fragmenty jego wystąpienia: „Jak wiadomo, Izrael to jest kraj startupów, ale też jest to ziemia obiecana dla inwestowania pasywnego. ETF mają pozytywny wpływ na nasz rynek kapitałowy. Czy powinno to zadziałać podobnie w Polsce? Należy sprawić, aby GPW była hubem ETF w Europie. Zacznijmy jednak od rzutu oka na rynek izraelski. Od roku dwutysięcznego nasz rynek wzrósł od zera do prawie 50 miliardów euro aktywów. Na początku brakowało wiedzy na temat tego, czym są ETF. Chcieliśmy przeprowadzić pierwszą emisję na giełdzie w Tel Awiwie, a nadzorca poprosił nas o 20 prospektów emisyjnych dla każdej firmy i zatwierdzenie wszystkich tych dokumentów… Na szczęście, potencjał tego rynku został dostrzeżony, a przepisy dopasowane do wymogów rzeczywistości. Udało nam się wspólnie z rządem stworzyć legislację, która otworzyła potencjał wzrostu dla ETF. Kolejna sprawa to pojawianie się nowych produktów.

            W pierwszych latach na rynku izraelskim mieliśmy tylko 10 ETF. Nasz sukces na tym rynku najlepiej pokazuje proporcja między inwestowaniem aktywnym i pasywnym, którą wyraża się wartościami 60 do 40. Jest to lepsza proporcja niż nawet na rynku amerykańskim. W Polsce jest to 95 do 5, ale to na pewno się zmieni. W Izraelu mamy prawie 1,2 tys. produktów ETF, a na rynku amerykańskim jest ich ponad 3 tys. Inwestorzy mają dziś dostęp do rynku  bardzo konkurencyjnego. Cenią nieduży spread, bardzo niskie opłaty. Dobrze byłoby, żeby inne rynki na świecie były tak konkurencyjne, jak izraelski. Jest on prawdziwą oazą dla zarządzających aktywami, jak również inwestorów pasywnych. Można tu znaleźć w zasadzie każde rozwiązanie, które zostało stworzone dla ETF.

            Chcemy, żeby inwestorzy indywidualni i instytucjonalni mogli z tego korzystać, robić to z poziomu własnego banku, swojej waluty, żeby mogli inwestować na tej samej platformie, gdzie wcześniej kupowali akcje, ale też, żeby mieli dostęp do takich rozwiązań na całym świecie. To jest możliwość, z której powinna skorzystać również Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie.

            Jeśli chodzi o segmenty klientów, z którymi mamy do czynienia, dużą grupę stanowią inwestorzy prywatni. Trzeba jednak pamiętać o tym, że inwestorzy instytucjonalni pozostają najistotniejszymi graczami na tym rynku. Bez nich nie mielibyśmy tak solidnego rynku ETF w Izraelu. Emitując nowy produkt, trzeba pamiętać, że oznacza to konkretne zobowiązania. Mogą być więc potrzebne dziesiątki milionów dolarów. Kto może nam w tym pomóc, jeśli nie instytucje? I to jest rola do odegrania dla graczy instytucjonalnych, którzy w dodatku inwestują długofalowo stabilizując rynek ETF. Choć oczywiście, inwestorzy indywidualni również są niezmiernie ważni. W Izraelu, podobnie jak w Polsce, ciągle jeszcze dominuje model defensywny – ludzie trzymają pieniądze w bankach i tracą. Ich pieniądze po prostu leżą i nie przynoszą zysków. To oznacza szansę dla ETF. Giełda warszawska ma dużo większy potencjał niż izraelska. My jesteśmy małą wysepką, choć byśmy chcieli, nie możemy już zrobić wiele więcej. Natomiast Polska może stać się liderem regionu. Możecie rozłożyć ramiona i przytulić mniejsze kraje jak Węgry, Rumunia, Czechy, Słowacja. To wielki potencjał. Macie pół miliona aktywnych rachunków na GPW. To jest ogromna liczba. Widzę ogromny potencjał rozwoju przed GPW, możliwość stworzenia wspaniałych indeksów sektorowych, tematycznych i innych – jakie tylko wam się zamarzą.”

            Eksperci o szansach ETF

            Keynote Speech wygłosił Athanasios Psarofagis, analityk ETF Bloomberg w Nowym Jorku. Powiedział m.in.: „Niezależnie od tego, jaka jest sytuacja na rynku, to na pewno znajdzie się jakiś produkt, który rokuje lub dobrze sobie radzi. Warto pod tym kątem spojrzeć na ETF. Najwięcej, bo 70 proc. aktywów ETF, zgromadzonych jest na giełdach amerykańskich. Ostatnio obserwujemy duże zwyżki w Europie oraz w obszarze Azji i Pacyfiku.

            Ciekawe badania przeprowadziło WisdomTree. Niektóre dane są szokujące. Okazuje się, że na rynku brytyjskim zaledwie 22 proc. inwestorów korzysta z ETF, a przecież Wielka Brytania to jeden z najbardziej rozwiniętych rynków…

            Potrzebujemy więcej edukacji w zakresie ETF, szczególnie na rynkach poza amerykańskich. Na rynkach światowych wzrost aktywów ETF w zeszłym roku wyraża kwota ponad biliona dolarów. Trend ten powinien się utrzymać. Co ciekawe – USA dotąd przewodziły w zestawieniu, natomiast w tym roku pałeczkę przejmie Europa.

            Często w mediach słyszymy, że ETF za bardzo rosną i deregulują rynek. Należy podchodzić z dystansem do takich doniesień, ponieważ ETF na świecie to zaledwie 15 proc. wszystkich aktywów. Oczywiście ten wskaźnik będzie rósł, ale trzeba na to patrzeć w określonym kontekście.”

            Bardzo ciekawa była też dyskusja panelowa „ETF-y: prosty sposób na zbudowanie portfela”, w której wzięło udział dwóch przedstawicieli BlackRock – Matthias Zeinitzer, Sales iShares & Wealth for Eastern Central Europe oraz Christiaan Wiebols, Blackrock Portfolio Analysis & Solutions (BPAS). Oto ich uwagi:

            „Dla nas Polska to jeden z rynków wiodących, szczególnie w kontekście wzrostu aktywów. Na przestrzeni ostatnich 20 lat obserwowaliśmy w Europie coraz większe zainteresowanie inwestowaniem pasywnym. Jest to na pewno bardzo dobry scenariusz – na dziś i na jutro. Warto odpowiedzieć na pytanie – jakie są najważniejsze składowe tego sukcesu? Po pierwsze to efekt przejrzystości w konstruowaniu portfela. Jeśli spojrzymy na portfele ETF, to poziomy ryzyka są przewidywalne. Kolejna składowa to sprawa dywersyfikacji portfela. Obracając jednym, można mieć bezpośredni dostęp do całego regionu czy sektora. Co ważne – obrót ETF daje dobre spready. Ale to nie wszystko. Trzeba też wspomnieć o niskich kosztach, które w dodatku ciągle maleją. Do tego dochodzi jeszcze jedna sprawa – płynność. Inwestorzy mają dużą swobodą, jeżeli chodzi o obracanie ETF za pośrednictwem domów maklerskich.

            Fundusze ETF to najszybciej rosnący instrument finansowy w historii. Inwestorzy cenią niskie koszty zarządzania oraz prostotę i przejrzystość. Rynek ETF ma ogromny potencjał wzrostu. Aktywa ETF obligacyjnych stanowią zaledwie około 1 proc. wartości obligacji ogółem. Z kolei wartość akcyjnych ETF to około 6,6 proc. rynku akcji.”

            W części konferencji „Economic Outlook na 2022. Najważniejsze rynki, surowce i branże” Aneeka Gupta, dyrektor ds. analiz WisdomTree przypomniała, że akcje są ciągle atrakcyjniejsze od obligacji, mimo wielu niekorzystnych zjawisk na rynku, takich jak – inflacja, wojna w Ukrainie, sytuacja na europejskim rynku energetycznym.

            Nagrania transmisji wszystkich wystąpień z tegorocznej edycji Warsaw Passive Investment Conference są dostępne na kanale YouTube GPW.

            Grupa Roca ogłosiła wyniki finansowe za 2021 rok

            696 47 10 47--93 630 08 39

            Grupa Roca, światowy lider w branży łazienkowej, zamknęła 2021 rok z obrotami na poziomie 2,053 mld euro, osiągając o 21,9% lepszy wynik niż w 2020 roku. Optymalizacja procesów, ograniczanie kosztów oraz strategia rentownego I zrównoważonego rozwoju pozwoliły firmie wypracować zysk netto w wysokości 179 mln euro, w porównaniu do 60 mln euro z roku poprzedniego. Ebitda wyniosła z kolei 401 mln, co oznacza wzrost o 31%. Grupa może przyspieszyć zatem realizację planu inwestycyjnego ukierunkowanego na zrównoważony rozwój i ogłosić plan osiągnięcia neutralności węglowej do 2045 roku.

            Głównym rynkiem Grupy Roca pod względem sprzedaży pozostała Hiszpania (powrót do trendu trwałego wzrostu notowanego od 2014 roku). Znaczące okazały się również wzrosty obrotów w Brazylii i Indiach, pomimo dewaluacji lokalnych walut. Na wyniki w Chinach wpłynęła z kolei zaostrzająca się polityka kredytowa tego kraju i pojawiające się w związku z tym utrudnienia w działalności dużych deweloperów i lokalnych dystrybutorów.

            Dyrektor generalny Roca Group, Albert Magrans, podsumowując wyniki finansowe za ubiegły rok, podkreślił, że: Zaangażowanie i wysiłek całej społeczności Roca pozwoliły nam zamknąć 2021 rok bardzo pozytywnie. Dodał też, że: To ożywienie finansowe udało się nam osiągnąć pomimo działania w warunkach rosnącej inflacji, z którą związany był wzrost kosztów energii i surowców. To wynik ciągłego dążenia do doskonałości we wszystkich działaniach Grupy.

            Inwestycje za 124 mln euro

            Firma zwiększyła także swoje nakłady inwestycyjne do 124 mln euro, w porównaniu ze 106 mln z 2020 roku. Fundusze te przeznaczono zostały głównie na działania z zakresu zrównoważonego rozwoju, innowacyjności, cyfryzacji i Przemysłu 4.0.

            W 2021 roku Grupa Roca nieustannie rozwijała się i poszerzała swoje wpływy. W tym czasie zrealizowała m.in zakup 75% udziałów walenckiej grupy Royo, działającej w branży mebli łazienkowych. Uczyniła ją tym samym światowym liderem w tej kategorii. Przejęła także niemiecką firmę Sanit, produkującą systemy podtynkowe oraz zakupiła fabrykę wyrobów sanitarnych w stanie Ceara w Brazylii.

            W ubiegłym roku firma sprzedała ponadto dział płytek meksykańskiej Grupie Lamosa, jednemu z największych na świecie producentów tego typu wyrobów, co było zgodne ze strategią Grupy polegającą na umacnianiu swojej pozycji w segmencie powierzchni łazienkowych.

            Co więcej, w 2021 roku firma utworzyła Roca Group Ventures, korporacyjny fundusz venture, dysponujący budżetem 25 mln euro, którego celem jest inwestowanie w start-upy i przedsiębiorcze projekty związane z przestrzenią łazienkową – zwłaszcza te przyjazne dla środowiska.

            Grupa Roca ogłasza plan neutralności węglowej do 2045 roku

            Dobre wyniki w bieżącym roku pozwalają Grupie Roca na dalsze inwestowanie w zrównoważony rozwój, promowanie środków efektywności energetycznej oraz ograniczanie zużycia wody, wytwarzania odpadów i emisji gazów cieplarnianych. W ciągu ostatnich trzech lat firmie udało się zredukować emisję dwutlenku węgla o 25,9%, pomimo wzrostu sprzedaży i produkcji w tym okresie.

            Te wysiłki i inwestycje są zawarte w ogłoszeniu planu osiągnięcia neutralności węglowej do 2045 roku. Zobowiązanie jest zgodne z inicjatywą Science Based Targets (SBTi), kierowaną przez ONZ Global Compact i wspieraną przez Grupę Roca. SBTi określa strategię dla firm umożliwiającą zmniejszenie emisji w oparciu o to, co klimatolodzy uważają za niezbędne do przestrzegania porozumienia paryskiego (podjęcie wysiłków na rzecz ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5ºC powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej).

            W ubiegłym roku firma ograniczyła również inne z głównych wskaźników środowiskowych, takie jak zużycie wody, które spadło o 25,7% w porównaniu z 2018 rokiem. Ponadto w 2021 roku Grupa Roca uruchomiła proces audytu integralnego obiegu wody, aby zoptymalizować jej obiegowe wykorzystanie i zminimalizować zużycie tego zasobu.

            O Grupie Roca

            Grupa Roca to firma zajmująca się projektowaniem, produkcją i sprzedażą produktów łazienkowych. Założona została w 1917 roku. Łączy tradycję i wiedzę z pasją do innowacji, a przy tym kładzie duży nacisk na poszanowanie środowiska, aby sprostać wymaganiom klientów i przyczynić się do poprawy dobrobytu społeczeństwa.

            Mając na uwadze zrównoważony rozwój i dobrobyt przyszłych pokoleń, Grupa Roca wdraża tę kulturę organizacyjną w 170 krajach, w których prowadzi działalność, oraz w swoich 77 fabrykach, poprzez codzienne zaangażowanie ponad 21 500 pracowników.

            Ta rodzinna firma ma wiodące pozycję na rynku w Europie, Ameryce Łacińskiej i Indiach. Wyraźnie zaznacza także swoją obecność w Azji, na Bliskim Wschodzie, w Australii czy Afryce. Dzięki temu jest światowym liderem w swojej branży.

            roca.com

            Ważne Informacje

            Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

            Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

            Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

            Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

            Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

            Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

            Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

            Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

            Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

            XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

            XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...