Włosi mają wyjątkowy talent do tworzenia rzeczy, które nie muszą być doskonałe, żebyśmy je pokochali. Potrafią godzinami dyskutować o kawie, gestykulować przy zamawianiu obiadu, a rodzinę traktują jak najważniejszą instytucję na świecie. A do tego od dziesięcioleci produkują samochody, które często bardziej przemawiają do serca niż do rozumu. Nowy Fiat Grande Panda jest właśnie takim samochodem. Tyle że tym razem włoska motoryzacja postanowiła nieco urosnąć. I to dosłownie.
Autor: Michał Garbaczuk
Zacznijmy od nazwy. Grande Panda. Brzmi dumnie, niemal arystokratycznie. Jakby zwykła Panda po latach ciężkiej pracy awansowała na stanowisko dyrektora, kupiła sobie większe mieszkanie i zaczęła nosić marynarki szyte na miarę.
![]()
I coś w tym jest, bo nowa Panda rzeczywiście jest „grande”. Urosła na tyle, że jej poprzedniczka, która nadal pozostaje w ofercie pod sympatyczną nazwą Pandina, wygląda przy niej jak młodsza siostra. Ta, która jeszcze nie wyprowadziła się z rodzinnego domu i wciąż doskonale radzi sobie z parkowaniem w miejscach, gdzie inni kierowcy widzą co najwyżej przestrzeń na skuter.
Grande Panda jest już samochodem znacznie poważniejszym. Ma niemal cztery metry długości, przestronne wnętrze i ambicje wykraczające daleko poza rolę miejskiego środka transportu. Ale spokojnie. Włosi nie byliby sobą, gdyby przy okazji nie dorzucili odrobiny stylistycznego szaleństwa.
![]()
Powrót do korzeni, czyli pudełko z charakterem
Pierwsza Panda, zaprojektowana przez Giorgetto Giugiaro, była samochodem genialnym w swojej prostocie. Kanciastym pudełkiem na kołach, które miało jeden podstawowy cel: przewozić ludzi i ich dobytek możliwie tanio, wygodnie i bez zbędnych komplikacji. Nie próbowała być piękna. Nie udawała samochodu sportowego. Nie miała ambicji zdobywania nagród za luksusowe wykończenie wnętrza. A mimo to stała się ikoną.
Nowa Grande Panda wyraźnie nawiązuje do tamtej filozofii. Jej sylwetka jest kanciasta, proporcje proste, a całość wygląda tak, jakby projektanci postanowili przypomnieć światu, że samochód nie musi przypominać kropli wody, żeby być nowoczesny. Nie jest to oczywiście stylistyczna rewolucja na miarę Fiata 500, który oczarował niemal cały świat. Grande Panda ma inne zadanie – ma pracować, codziennie, cierpliwie i bez narzekania. Wozić dzieci do szkoły, rodziców do pracy, zakupy z supermarketu i rodzinę na weekendowe wycieczki, stać w korkach, przeciskać się przez zatłoczone ulice i dzielnie znosić wszystkie te małe dramaty codziennej motoryzacji.
Ale przy tym wszystkim ma styl. Charakterystyczne światła, geometryczne detale i odważnie zarysowane nadwozie sprawiają, że trudno pomylić ją z czymkolwiek innym. A przecież właśnie tego coraz częściej brakuje współczesnym samochodom. Indywidualności.
![]()
Buongiorno, espresso i Palermo
Nasz test Grande Pandy przypadł na wyjątkowo sprzyjający moment. Byliśmy świeżo po wakacjach na Sycylii. Ponad tydzień spędzony w Palermo i okolicach wystarczył, żeby przesiąknąć atmosferą południowych Włoch. Słońce, morze, gwarne ulice, aromat espresso i ten charakterystyczny włoski sposób bycia, w którym pośpiech jest pojęciem względnym, a rozmowa przy stole potrafi trwać dłużej niż niejeden służbowy meeting. Po kilku dniach zaczęliśmy już całkiem swobodnie posługiwać się podstawowym zestawem włoskiego słownictwa. „Buongiorno, prego, grazie, espresso, gelato”.
Można powiedzieć, że byliśmy o krok od pełnej asymilacji. Brakowało nam tylko umiejętności prowadzenia rozmowy przez telefon przy jednoczesnym gestykulowaniu obiema rękami. Dlatego kiedy po powrocie do Polski w nasze ręce trafiła Grande Panda, potraktowaliśmy ją niemal jak członka rodziny. A przecież dla Włocha rodzina jest świętością.
Skoro więc pojawił się nowy członek rodziny, należało go odpowiednio ugościć. Najlepiej zabierając w podróż. I tak narodził się plan wyjazdu do Sopotu na koncert gwiazd włoskiego festiwalu piosenki w Sanremo. Trudno wyobrazić sobie bardziej odpowiednie okoliczności do przetestowania nowego Fiata. Włoski samochód, włoska muzyka i ludzie, którzy jeszcze kilka dni wcześniej na Sycylii opychali się cannoli i popijali granitę!
![]()
Rodzina 2+2? Prego, zapraszamy!
Zanim jednak ruszyliśmy nad morze, trzeba było sprawdzić, czy Grande Panda rzeczywiście zasługuje na pierwszy człon swojej nazwy. I tutaj pojawia się miłe zaskoczenie. Wnętrze jest naprawdę przestronne. Nie tylko jak na samochód miejski, ale również w kontekście codziennego użytkowania przez klasyczną rodzinę 2+2.
Z przodu miejsca jest pod dostatkiem, z tyłu również nie trzeba od razu przepraszać pasażerów za warunki podróży. Oczywiście nie jest to luksusowa limuzyna, ale przecież nikt rozsądny nie oczekuje od Pandy, że będzie konkurować z Mercedesem klasy S. Pozycja za kierownicą jest klasycznie wysoka. Można wręcz powiedzieć, że siedzi się trochę jak na krześle przy stole. Brzmi mało sportowo? Bo takie właśnie jest.
Ale w codziennym użytkowaniu okazuje się zaskakująco wygodne. Widoczność jest dobra, dostęp do najważniejszych elementów obsługi łatwy, a całość sprawia wrażenie zaprojektowanej z myślą o ludziach, którzy chcą po prostu wsiąść i pojechać. Bez studiowania instrukcji obsługi grubości encyklopedii. Do tego dochodzi całkiem pojemny bagażnik, który bez problemu wystarczy na weekendowy wyjazd. Walizki, torby, kilka drobiazgów kupionych po drodze i jeszcze zostaje miejsce na coś, czego oczywiście nie planowaliśmy zabierać, ale ostatecznie zawsze ląduje w samochodzie. Panda może więc bez kompleksów pełnić funkcję rodzinnego auta i odczytuję to jako spory sukces.
![]()
Kierunek Sopot!
Niecałe 400 kilometrów w jedną stronę, podobny dystans z powrotem, do tego trochę jazdy miejskiej. W sumie wystarczająco dużo, żeby sprawdzić, czy sympatyczny włoski maluch jest rzeczywiście gotowy na poważniejsze zadania.
Nasza Grande Panda została wyposażona w hybrydowy układ napędowy współpracujący z automatyczną skrzynią biegów. I muszę przyznać, że ten zestaw bardzo dobrze pasuje do charakteru samochodu. Nie ma tu oczywiście sportowych emocji, które wciskają w fotel i każą szukać kolejnego zakrętu. Jest za to płynność, łatwość obsługi i wystarczająca dynamika, żeby codzienna jazda nie zamieniła się w ćwiczenie z cierpliwości.
W mieście Panda jest zwinna i przyjemna. Łatwo się nią manewruje, parkowanie nie stanowi problemu, a automatyczna przekładnia pozwala zapomnieć o nieustannym operowaniu sprzęgłem. To dokładnie takie środowisko, do jakiego została stworzona, ale największą niespodzianką okazała się podróż drogą ekspresową. Przy prędkości 120 km/h w kabinie nie jest przesadnie głośno. Samochód prowadzi się pewnie, nie wymaga ciągłych korekt kierownicą i nie sprawia wrażenia, że każdy kolejny kilometr jest dla niego heroicznym wyzwaniem. Oczywiście nie jest to maszyna do połykania autostrad z prędkościami godnymi niemieckiego lewego pasa. Nie próbuje też udawać, że nią jest.
Grande Panda ma własną definicję komfortu. Nie polega ona na odcinaniu pasażerów od świata za pomocą ton materiałów wygłuszających i elektronicznych systemów. Polega na tym, że podróż odbywa się bez niepotrzebnego zmęczenia. Wsiadasz w Warszawie, jedziesz do Sopotu, słuchasz muzyki, rozmawiasz, zatrzymujesz się na kawę i docierasz na miejsce w dobrym humorze. Czego więcej wymagać od samochodu tej klasy?
![]()
Bambus, plastiki i dziecięcy festiwal
Włosi słyną z designu. To naród, który potrafi zaprojektować piękny ekspres do kawy, krzesło, lampę, samochód, a prawdopodobnie nawet kosz na śmieci w taki sposób, że człowiek chciałby postawić go w centralnym punkcie salonu.
Dlatego od wnętrza Grande Pandy oczekiwałem czegoś ciekawego. I rzeczywiście, projektanci postanowili zaszaleć. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów deski rozdzielczej jest tak zwany „Bamboo Box” – rozwiązanie inspirowane kształtem bambusowej łodygi, w którym znalazło się miejsce na praktyczny schowek. Pomysł jest oryginalny i sympatyczny. Wprowadza do wnętrza odrobinę lekkości, pokazując, że nawet w niedrogim samochodzie można zaproponować coś więcej niż smutną, czarną deskę rozdzielczą.
Ale potem wzrok pada na centralny ekran. I tutaj entuzjazm nieco słabnie. Wyświetlacz otoczono przezroczystą, obłą ramką, która wygląda trochę jak element zabawki kupionej w dyskoncie. Niby jest nowocześnie, niby oryginalnie, ale efekt nie do końca przekonuje. A przecież mówimy o Włochach! O narodzie, który dał światu Pininfarinę, Bertone i Italdesign. Chwilami odnoszę wrażenie, że projekt ekranu powierzono uczestnikom Zecchino d’Oro, słynnego włoskiego festiwalu piosenki dziecięcej organizowanego przez Antoniano.
I żeby było jasne, dziecięca kreatywność jest wspaniała. Ale może niekoniecznie powinna decydować o wyglądzie centralnego elementu deski rozdzielczej samochodu. Na szczęście to tylko detal. Bo jako całość wnętrze Grande Pandy ma charakter. Jest kolorowe, pomysłowe, praktyczne i dalekie od ponurej anonimowości. A to już bardzo dużo.
![]()
Czy Panda nie stała się zbyt grande?
Podczas tegorocznych podróży byłem we Włoszech trzykrotnie. Miałem więc sporo okazji, żeby przyjrzeć się tamtejszej codziennej motoryzacji. Podczas testu naszła mnie pewna refleksja: Czy Grande Panda nie jest przypadkiem zbyt duża jak na włoskie warunki? Bo przecież jedną z największych zalet oryginalnej Pandy była jej zdolność do funkcjonowania w miejscach, które z punktu widzenia współczesnej motoryzacji wyglądają jak architektoniczna pułapka. Wąskie uliczki sycylijskich miasteczek, ciasne parkingi, samochody pozostawiane w miejscach, gdzie teoretycznie nie powinien zmieścić się nawet skuter.
Tam małe Fiaty od dziesięcioleci czują się jak ryby w wodzie. Grande Panda jest już jednak samochodem z innej kategorii. Bardziej dojrzałym, przestronnym i uniwersalnym, ale też pozbawionym części tej niezwykłej zwinności, która uczyniła jej poprzedniczki tak popularnymi. Stała się rodzinnym crossoverem. Nie wciśniemy jej już w każdą szczelinę między zaparkowanymi samochodami.
Z drugiej strony, może właśnie na tym polega ewolucja? Współczesna rodzina potrzebuje więcej przestrzeni, większego bezpieczeństwa i samochodu, który poradzi sobie nie tylko w mieście, ale również podczas dłuższych podróży. Grande Panda odpowiada na te potrzeby – szczególnie jeśli chodzi o klientów z europejskich miast, gdzie modernistyczna zabudowa i szerokie aleje pozwalają na odrobinę szaleństwa w postaci posiadania dużego SUV-a. A dla tych, którzy nadal potrzebują prawdziwego miejskiego spryciarza, w ofercie pozostaje przecież Pandina. Sprytne, prawda?
![]()
Włoska motoryzacja wciąż ma się dobrze
Przez ostatnie lata wielokrotnie słyszałem, że włoska motoryzacja traci charakter. Że dawna kreatywność ustępuje miejsca księgowym, że globalizacja zabija indywidualność, a kolejne modele stają się coraz bardziej podobne do siebie.
Być może w części tych zarzutów jest trochę prawdy, ale potem pojawia się samochód taki jak Grande Panda i przypomina, że Włosi wciąż potrafią podchodzić do motoryzacji z pewnym szczególnym luzem. Nie wszystko musi być idealne. Nie każdy element musi wyglądać jak eksponat w muzeum sztuki użytkowej. Nie każda podróż musi być demonstracją osiągów, a samochód nie musi kosztować fortuny, żeby wzbudzać sympatię.
Grande Panda jest tego doskonałym przykładem. Ma swoje niedoskonałości, kilka dyskusyjnych rozwiązań i nie zamierza rywalizować z najlepszymi samochodami świata pod względem osiągów czy wyrafinowania, ale jest uczciwa w tym, co oferuje. Praktyczna, wygodna, wystarczająco przestronna i na tyle charakterystyczna, żeby właściciel nie musiał szukać jej na parkingu wyłącznie za pomocą pilota. A do tego potrafi zabrać rodzinę w kilkusetkilometrową podróż, nie zmieniając jej w wyprawę survivalową.
![]()
Grande finale, czyli dolce vita po polsku
Nasz wyjazd do Sopotu zakończył się wieczorem z włoską muzyką, która dla wielu pokoleń pozostaje symbolem beztroski, romantyzmu i czasów, kiedy piosenki miały melodie, a wykonawcy nie potrzebowali sztucznej inteligencji, żeby trafić do serc słuchaczy. I wiecie co? Grande Panda pasowała do tej wyprawy idealnie. Nie dlatego, że była najszybsza, najbardziej luksusowa czy najbardziej zaawansowana technologicznie.
Pasowała, bo miała w sobie dokładnie ten rodzaj włoskiej swobody, który tak bardzo lubię. Bez zadęcia, bez niepotrzebnego udowadniania swojej wartości, za to z charakterem i poczuciem humoru. To samochód, który nie próbuje być czymś więcej, niż jest. I właśnie dlatego zasługuje na uznanie. Bo przecież nie każdy musi jeździć Ferrari. Nie każdy potrzebuje pięciuset koni mechanicznych i zawieszenia, które pozwala pokonywać zakręty z przeciążeniami godnymi samolotu bojowego.
Czasami wystarczy wygodny fotel, dobra muzyka, pełny bak i świadomość, że przed nami kilkaset kilometrów drogi prowadzącej do czegoś przyjemnego. A jeśli po drodze możemy jeszcze poczuć odrobinę włoskiego dolce vita, to czego chcieć więcej?


















