.
Strona główna Blog Strona 46

Miliony euro wzmocniły polską turystykę

Polska Organizacja Turystyczna odgrywa kluczową rolę w dziedzinie inwestycji unijnych w polską turystykę. Świadczy o tym jej zaangażowanie jako Instytucji Pośredniczącej II stopnia w ramach Działania 6.4 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka: Inwestycje w produkty turystyczne o znaczeniu ponadregionalnym

Wartość dofinansowania unijnego wynosiła 138 mln euro. Wspartych zostało 21 projektów. Przedsięwzięcia te zostały wskazane na tak zwanej liście indykatywnej, opracowanej przez międzyresortowy zespół z udziałem przedstawicieli obecnego Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwa Rozwoju i Technologii, Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Polskiej Organizacji Turystycznej. Zainteresowanie ze strony potencjalnych projektodawców było bardzo poważne i kilkakrotnie przekraczało wartość alokacji. Wśród beneficjentów znalazły się jednostki samorządu terytorialnego, administracji rządowej i instytucje im podległe, instytucje otoczenia biznesu, izby gospodarcze, fundacje i stowarzyszenia non-profit działające na rzecz sektora turystycznego oraz przedsiębiorcy.

Projekty można podzielić na tzw. kulturowe, związane ze środowiskiem wodnym, czy z obszaru turystyki biznesowej. Część przedsięwzięć skategoryzowano w dziedzinie turystyki – nazywanej przemysłem czasu wolnego, czyli strefy relaksu.

Współpraca daje efekty

Preferowane były projekty liniowe i sieciowe, stanowiące unikalne atrakcje turystyczne znajdujące się na liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Naturalnego UNESCO lub uznane przez Prezydenta RP za Pomniki Historii. Ważna była też lokalizacja, atrakcyjna np. w kontekście rozgrywek EURO 2012.

Rozpatrywano przedsięwzięcia ponadregionalne, unikatowe – często realizowane w formule partnerstwa kilku podmiotów. Tak powstawały spójne linie infrastruktury kształtujących się produktów turystycznych. Wymogiem było, żeby jeden projekt opiewał na kwotę co najmniej 10 milionów złotych. Wymuszało to współpracę wielu podmiotów, które wcześniej wręcz rywalizowały ze sobą. Przystępując do projektu, odkrywały zalety współpracy.

O tym, że była to właściwa droga, świadczą liczne nagrody, jakie zebrały te projekty. Wiele z nich ma wysoki potencjał multimedialny. Najważniejsze jest jednak to, że realizacja tych wszystkich projektów była stymulatorem pozytywnych zmian w polskiej turystyce. Część obiektów wzmocniła swoją pozycję na listach UNESCO. Duże znaczenie ma fakt, że są to projekty infrastrukturalne, a więc trwałe. W dalszym ciągu dobrze spełniają założone funkcje. Kolejny istotny element to wydłużenie sezonu turystycznego.

Wzmocnienie promocji Polski

Należy przypomnieć, że POT była również realizatorem Działania 6.3. PO IG: „Promowanie turystycznych walorów Polski” w zakresie projektu: Promujmy Polskę Razem 2009-2015 z kwotą dofinansowania 48 mln euro. Celem tego przedsięwzięcia było wsparcie i wzmocnienie działalności promocyjnej Polski we współpracy ze wszystkimi podmiotami działającymi na rzecz promocji naszego kraju w świecie, a co za tym idzie zwiększenie efektywności działań marketingowych w promocji polskiej turystyki.

POT była także beneficjentem projektu „Lubię Polskę!”, również w ramach Działania 6.3 PO IG, którego główny cel zakładał przedstawienie oferty turystycznej Polski na arenie państw azjatyckich – Chin, Indii oraz Japonii – dofinansowanie wyniosło 12 mln euro. Ponadto POT realizowała projekt: „Promowanie zrównoważonego rozwoju turystyki” w ramach dotacji z Działania V.1 Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej, 2007-2013, mający na celu wzrost zainteresowania ofertą turystyczną pięciu województw wschodniej Polski: warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, lubelskiego, podkarpackiego oraz świętokrzyskiego. Budżet tego przedsięwzięcia to około 6 mln euro.

Dokładnie dwadzieścia lat temu Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Obchodząc ten piękny jubileusz, dokonujemy podsumowania zmian, jakie zaszły w tym czasie, a także analizujemy, jaki wpływ miały one na szeroko pojętą polską turystykę. Już teraz wiemy, że przemiany te dokonały się na wielką skalę i cieszy mnie wielce, jako Prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej, że obrały one tak pomyślny kierunek. W ciągu tych dwudziestu lat, dzięki zaangażowaniu środków unijnych, mogliśmy zrealizować liczne projekty, dzięki którym jesteśmy dzisiaj dumni nie tylko z niewątpliwych walorów naturalnych naszego kraju, ale także z oferty turystycznej na najwyższym światowym poziomie. Ponadto unijne środki przeznaczone na ochronę dziedzictwa kulturowego pomogły ocalić wiele wspaniałych zabytków, które służą turystom, zarówno jako muzea, jak i prężnie działające ośrodki kultury lub wypoczynku. Cieszę się niezmiernie, że Polska, jako kraj mający tak wiele do zaoferowania pod względem przyrodniczym, ekonomicznym i kulturalnym, otrzymała możliwości, by potencjał ten wykorzystać w jak najlepszym celu.

Rafał Szmytke

Prezes Polskiej Organizacji Turystycznej

Polska Organizacja Turystyczna w przyszłym roku będzie obchodziła swoje 25-lecie. Praktycznie od początku swojej działalności nasza instytucja była ważnym uczestnikiem, a także inicjatorem projektów realizowanych na rzecz polskiej branży turystycznej oraz promocji Polski jako doskonałego kierunku podróży. Pełniliśmy między innymi rolę Instytucji Pośredniczącej II stopnia w ramach Działania 6.4 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka: „Inwestycje w produkty turystyczne o znaczeniu ponadregionalnym”. Ponadto realizowaliśmy inne wielkie projekty na rzecz promocji Polski, takie jak Działanie 6.3. PO IG: „Promowanie turystycznych walorów Polski” czy „Lubię Polskę!”, którego główny cel zakładał przedstawienie oferty turystycznej Polski na arenie państw azjatyckich. Wszystkie te działania przyczyniły się do znakomitego rozwoju polskiej oferty turystycznej oraz znaczącego wzrostu zainteresowania nią zarówno wśród turystów polskich, jak i zagranicznych.

Anna Zabłocka Sztyber,

Wicedyrektor Departamentu

Wsparcia Rozwoju Turystyki POT

Millions of euros boosted Polish tourism

 

The Polish Tourism Organisation plays a key role in the area of EU investment in Polish tourism. This is evidenced by its involvement as an Intermediate Body of 2nd degree under Measure 6.4 of the Operational Programme Innovative Economy: Investments in tourism products of supra-regional importance.

 

EU funding amounted to EUR 138 million. 21 projects were supported. These projects were indicated on the so-called indicative list, drawn up by an inter-ministerial team with the participation of representatives from the current Ministry of Funds and Regional Policy, the Ministry of Development and Technology, the Ministry of Sport and Tourism and the Polish Tourism Organisation. Interest from potential project proponents was very strong and exceeded the value of the allocation by several times. Beneficiaries included units of local government, government administration and their subordinate institutions, business environment institutions, chambers of commerce, foundations and non-profit associations acting for the benefit of the tourism sector and entrepreneurs.

Projects can be subdivided into so-called cultural, water-related or business tourism projects. Some projects are categorised in the area of tourism – known as the leisure industry, or relaxwation zones.

 

Cooperation produces results

Preference was given to linear and network projects that are unique tourist attractions on the UNESCO list of World Cultural and Natural Heritage or recognised by the President of the Republic of Poland as Monuments of History. Also important was the location, attractive for example in the context of the EURO 2012 games.

Supra-regional, unique projects were considered – often carried out in partnership of several entities. This is how coherent lines of infrastructure for emerging tourism products were created. The requirement was that one project should amount to at least PLN 10 million. This necessitated the cooperation of many entities, which had previously even competed with each other. By joining the project, they discovered the advantages of cooperation.

That this was the right path to take is evidenced by the numerous awards these projects have collected. Many of them have a high multimedia potential. Most importantly, however, is the fact that the implementation of all these projects has been a factor in positive changes in Polish tourism. Some sites have strengthened their position on the UNESCO lists. Of great importance is the fact that these are infrastructural projects and therefore sustainable. They continue to perform their intended functions well. Another important element is the extension of the tourist season.

Strengthening the promotion of Poland

It should be recalled that the PTO was also the implementer of Measure 6.3. of the Operational Programme Innovative Economy: Promoting Polands tourism assetswithin the scope of the project: Lets Promote Poland Together with a co-financing amount of EUR 48 million. The aim of this project was to support and strengthen Polands promotional activities in cooperation with all entities acting to promote our country in the world, and thus to increase the effectiveness of marketing activities in promoting Polish tourism.

The PTO was also a beneficiary of the project I like Poland!, also under Measure 6.3 of the Operational Programme Innovative Economy, whose main objective was to present Polands tourism offer in the arena of Asian countries China, India and Japan the co-financing amounted to EUR 12 million. In addition, the PTO implemented a project: Promoting sustainable tourism developmentunder Measure V.1 of the Operational Programme Eastern Poland, 2007-2013, aimed at increasing interest in the tourism offer of five voivodeships of eastern Poland: Warmińsko-Mazurskie, Podlaskie, Lubelskie, Podkarpackie and Świętokrzyskie. The budget of this project is approximately EUR 6 million.

Exactly twenty years ago Poland joined the European Union. As we celebrate this beautiful jubilee, we are taking stock of the changes that have taken place during this time and analysing how they have affected Polish tourism in the broadest sense of the term. We already know that these changes have taken place on a grand scale and I am very pleased, as the President of the Polish Tourism Organisation, that they have taken such a successful direction. During these twenty years, thanks to the involvement of EU funds, we have been able to implement numerous projects, thanks to which we are proud today not only of the undoubted natural assets of our country, but also of our world-class tourist offer. In addition, EU funding for the protection of cultural heritage has helped to save many magnificent monuments that serve tourists both as museums and as thriving cultural or leisure centres. I am delighted that Poland, as a country with so much to offer in terms of nature, economy and culture, has been given the opportunity to make the most of this potential.

Rafał Szmytke

President of the Polish Tourism Organisation

The Polish Tourism Organisation will celebrate its 25th anniversary next year. Practically from the beginning of its activities, our institution has been an important participant, as well as an initiator of projects carried out for the benefit of the Polish tourism industry and the promotion of Poland as an excellent travel destination. Among other things, we played the role of an Intermediate Body of 2nd degree within Measure 6.4 of the Operational Programme Innovative Economy: Investments in tourism products of supra-regional importance. In addition, we carried out other large projects for the promotion of Poland, such as Measure 6.3 of the Operational Programme Innovative Economy: Promoting Polands tourist assets” or „I like Poland! , the main aim of which was to present Polands tourist offer to Asian countries. All these activities contributed to an excellent development of the Polish tourist offer and a significant increase in interest in it among both Polish and foreign tourists.

Anna Zabłocka Sztyber,

Deputy Director of the PTOs T

ourism Development Support Department

Polska liderem zmian

Janusz Lewandowski, polityk i ekonomista, poseł trzech kadencji do Parlamentu Europejskiego przypomina, jak bardzo zmienił się nasz kraj po wstąpieniu do UE w 2004 roku

Był pan drugim po Danucie Huebner polskim komisarzem w Unii Europejskiej.

A wcześniej, zanim zostałem posłem, należałem do grupy polskich obserwatorów, którzy trafili do Parlamentu Europejskiego. W przygotowaniach do akcesji nie odegrałem szczególnie istotnej roli. O tym, że znalazłem się w grupie obserwatorów najprawdopodobniej zadecydowały moje umiejętności językowe – znam angielski, francuski i niemiecki. Poza tym zawsze miałem szczęście, żeby być we właściwym czasie i miejscach, gdzie działa się Historia. Byłem w Gdańsku przy narodzinach Solidarności, a potem przy wprowadzaniu pierwszych wielkich reform w naszym kraju. I tak trochę niespodziewanie znalazłem się z grupą polskich obserwatorów w samolocie lecącym do Strasburga. Ze względu na warunki pogodowe nie udało się nam tam wylądować, co jeden z kolegów skwitował żartem: „A może nas nie chcą w tej Unii?”. Staż obserwatorski bardzo nam się przydał, ponieważ mogliśmy od środka poznać unijne instytucje. Mieliśmy podobne prawa, jak europarlamentarzyści, nie mogliśmy jednak głosować. Uczestniczyliśmy w pracy komisji i obradach parlamentarnych.

A jak to się stało, że został pan szefem komisji budżetowej UE?

Po uzyskaniu mandatu posła do europarlamentu w roku 2004 dowiedziałem się od Grzegorza Schetyny, że zgodnie z metodą DHondta przysługiwało nam kierownictwo jednej z komisji. Zgodnie z polskimi preferencjami wybraliśmy dla mnie komisję budżetową. Nie miałem wówczas większego pojęcia o skomplikowanym budżecie unijnym. Korzystałem więc z pomocy i życzliwości moich zastępców z Niemiec i Holandii, którzy mieli dziesięcioletnie doświadczenie w tej dziedzinie. Nie przespałem wielu nocy, chcąc jak najszybciej uzupełnić wiedzę.

Jakie to przyniosło efekty?

Zacznę od anegdoty – gdy już w miarę pewnie zasiadłem na fotelu szefa komisji, odkryłem, że budżet UE finansuje corocznie tzw. „special event”, czyli wydarzenie istotne dla europejskiej integracji. Już po terminie zgłaszania propozycji uświadomiłem sobie, że w roku 2005 świętujemy 25. rocznicę powstania Solidarności i podzieliłem się ze współpracownikami żalem, że przegapiłem taką okazję. Następnego dnia mile mnie zaskoczyli, pytając: „A pół miliona euro na obchody wystarczy?”. Pieniędzy wystarczyło na wiele przedsięwzięć, łącznie z transmitowanymi przez telewizję uroczystościami w Brukseli, które przygotowałem wspólnie z moją współpracowniczką Angeliką Chomicką. Była gala w Operze Królewskiej i koncert na rondzie Schumana, a słynny Manneken Pis został ubrany w kombinezon stoczniowca.

Nie sposób pominąć z pozoru oczywistego pytania – co Polska zawdzięcza Unii?

Wielkie transfery budżetowe przekroczyły 160 mld euro netto, czyli już po odjęciu naszej składki. Te ogromne pieniądze w widoczny sposób przeobraziły nasz kraj. Dla mnie pierwszorzędna jest jednak inna sprawa – udział w największym na świecie obszarze wolności obywatelskich i otwartych granic. Umiejętnie sięgnęliśmy po wynikające z tego korzyści cywilizacyjne i odnieśliśmy sukces – wbrew złorzeczeniom i straszeniu Unią Europejską. Mało kto dziś pamięta, że w referendum akcesyjnym w 2003 roku wzięło udział zaledwie 59 proc. uprawnionych. Gdyby wtedy trochę więcej ludzi zostało na działkach i w domach bylibyśmy dziś w podobnej sytuacji, jak Mołdawia lub Białoruś. Niewielka większość przesądziła o dziejowej szansie, jaką stanowiło wejście do Unii. Co więcej – nie spełnił się żaden czarny scenariusz: nie zalała nas żywność z Zachodu, a nasza ziemia nie została wykupiona. Warto przypomnieć, że w 2004 roku nasze saldo obrotów z UE było ujemne, natomiast w 2022 roku zanotowaliśmy plus 27,6 mld euro, powiększając dziesięciokrotnie eksport rolno-spożywczy. Podbój zachodniego rynku jest świadectwem polskiej przedsiębiorczości. Ponad 1,2 mln polskich TIR-ów dominuje na drogach Europy Zachodniej. To jedna piąta europejskiego rynku transportowego. Osiągnęliśmy znacznie więcej niż inne kraje uczestniczące w historycznym rozszerzeniu z roku 2004. Zupełnie zmieniła się nasza infrastruktura, która była 20 lat temu w opłakanym stanie – drogi, lotniska, koleje, czy też wyposażenie szpitali, placówek oświatowych itp. Bardzo cieszą mnie rewitalizacje starówek. Jestem dumny z tego, jak wygląda dziś zabytkowe centrum Lublina, z którego pochodzę.

Ci, którzy mają krótką pamięć powinni sobie przypomnieć, jak wyglądała np. podróż samochodem z Berlina do Warszawy. Po przekroczeniu granicy z Niemcami, z wygodnej autostrady wjeżdżało się na wąskie, dziurawe drogi, przy których stały stragany z krasnalami i przybytki rozkoszy, o których wstyd wspominać…

Na szczęście wygrała polska zaradność, ale niewiele dałoby się zrobić, gdyby nie wielkie europejskie transfery umożliwiające wieloletnie kosztowne inwestycje. Także z budżetu na lata 2014-2020, który projektowałem jako komisarz U. z  kierowaną przeze mnie komisją. Nie można też zapominać o takich korzyściach, jak wymiana młodzieżowa w ramach programu Erasmus, z którego skorzystało 130 tys. młodych Polek i Polaków.

Zdaniem części ekspertów, nasza obecność w UE daje nam silniejszą gwarancję bezpieczeństwa niż NATO.

Dwudziestolecie Polski w Unii kończy się, a następne rozpoczyna w cieniu wojny, która wróciła na nasz kontynent. Przez długi czas żyliśmy w poczuciu bezpieczeństwa. Podobnie myśleli inwestorzy, którzy ulokowali w naszym kraju ponad 250 mld euro. Gwarancję stanowiła dla nich nasza obecność w UE. Należy przypomnieć, że transferują do zagranicznych firm macierzystych mniej, niż inwestują, tworząc u nas nowe miejsca pracy.

Ile zyskują więc kraje starej UE dzięki przyjęciu Polski?

Może lepiej nie mówić o tym głośno, bo bilans jest korzystny dla nas. Owszem, następuje „brain drain”. Trafia na nasz pojemny rynek sporo produktów z Europy Zachodniej, ale przypomnę, że bilans wymiany handlowej jest pozytywny. Dotychczas istotną zachętę do inwestowania w Polsce stanowił wysoki poziom wykształcenia kadr i relatywnie niskie płace. Dominują inwestorzy z Niemiec, Holandii i Luksemburga. To jednak szybko się zmienia, w przyszłym roku płaca minimalna będzie wynosiła 4,5 tys.  zł, a rośnie ryzyko związane z wojną za naszą wschodnią granicą. Niemniej przełamaliśmy zadawnione, przykre dla nas stereotypy, postrzegani teraz jesteśmy jako lider zmian w tej części Europy. A ja z satysfakcją śledzę niemieckie media, kontrastujące polską przedsiębiorczość z bezruchem dawnego NRD.

Nasi zachodni sąsiedzi mogą się czuć nieswojo, obserwując smętne landy byłego NRD i wyraziście zmieniającą się Polskę.

Wielu młodych ludzi wyjeżdża z Brandenburgii i Saksonii. Należy jednak pamiętać, że Zachód kusi również nas. Szukając lepszej i co ważne legalnej pracy, wyjechało z Polski na stałe około 2,5 mln osób, a z całej Europy Środkowo-Wschodniej aż 18 mln.

rozmawiał Piotr Cegłowski

Co zmieniło się w nowych krajach Unii po 2004 roku

Zaledwie kilka lat po fali akcesji w 2004 r., obejmującej Estonię, Łotwę, Litwę, Maltę, Polskę, Słowację, Słowenię, Czechy, Węgry i Cypr, zmiany i korzyści po 20 latach są spektakularne

Polska

Premier Polski Leszek Miller świętował Dzień Przystąpienia w 2004 r. w niemiecko-polsko-czeskim trójkącie granicznym niedaleko Żytawy wraz z ówczesnym kanclerzem Gerhardem Schröderem (SPD) i swoim czeskim odpowiednikiem Vladimirem Spidlem. Polska najbardziej skorzystała na rozszerzeniu UE na wschód – PKB na mieszkańca podwoił się do 14 750  euro. Od 2012 roku stopa bezrobocia spadła z kilkunastu do 2,8 proc. Dziś, pomimo niedawnych wstrząsów spowodowanych wojną na Ukrainie, Polska cieszy się dobrze zróżnicowaną strukturą gospodarczą, dobrą integracją z regionalnymi łańcuchami dostaw, stabilnością makroekonomiczną i solidnym sektorem finansowym. Rynek pracy wspiera znaczny wzrost płac i konsumpcji prywatnej. Zagrożenie ubóstwem jest jednym z najniższych w całej UE. Niemieckie firmy zainwestowały w Polsce w 2021 roku około 37 miliardów euro.

Republika Czeska

Przystąpienie Republiki Czeskiej świętowano w wielu miejscach, m.in. na przejściu granicznym w miejscowości Potucky. Republika Czeska nie mogła się doczekać członkostwa – ze zwiększonym dostępem do środków finansowych na modernizację gospodarki – co również doprowadziło do licznych zarzutów o korupcję. Ale wraz z otwarciem gospodarki, dobrobyt gwałtownie wzrósł. Na przykład podwoiła się produkcja papieru w Czechach. Realny PKB na mieszkańca wzrósł mniej więcej o 50 procent, do 18 370 euro, w porównaniu z nieco poniżej 29 000 euro w UE-27. Stopa bezrobocia w Czechach spadła od 2012 r. o ponad połowę, a w 2023 r. wyniosła jedynie 2,6 proc. Gospodarka wykazuje wysoki poziom integracji w zakresie międzynarodowych inwestycji i handlu. Zagrożenie ubóstwem wynoszące 12 proc. jest najniższe w UE.

Słowacja

Dzięki wsparciu unijnego instrumentu „Łącząc Europę” Słowacja stała się łącznikiem między Polską a państwami członkowskimi Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w zakresie nowych źródeł dostaw gazu ziemnego po zakończeniu taniego importu rosyjskich rurociągów. Słowacja dołączyła do strefy Schengen w 2007 r., a do strefy euro w 2009 r. Kraj znacząco skorzystał na otwarciu na Zachód oraz na funduszach spójności UE, które wpłynęły także na modernizację infrastruktury i transportu. Słowacja podwoiła na przykład produkcję metali. Podobnie jak w innych nowych krajach członkowskich  UE z Europy Wschodniej, po 2004 r. bezrobocie początkowo wzrosło, a potem, od roku 2012 spadło z 13,9 do 5,8 proc. W ciągu 20 lat gospodarka rosła średnio o siedem procent rocznie. PKB na mieszkańca wzrósł z 9 360 do 16 490 euro.

Słowenia

Przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi i premier Anton Rop na przejściu granicznym między Włochami a Słowenią w Nowej Goricy świętowali przystąpienie Słowenii do UE. Pomimo początkowej niepewności, w Słowenii panuje obecnie opinia, że UE zapewniła krajowi dobrobyt gospodarczy i międzynarodowe uznanie – wielu obywateli skorzystało z możliwości studiowania lub pracy za granicą. Kraj wprowadził euro w 2007 roku i dołączył do strefy Schengen. Podobnie jak inne kraje Europy Wschodniej, Słowenia stała się – częściowo dzięki atrakcyjnym ofertom zachęt podatkowych – ważnym partnerem handlowym oraz dostawcą towarów i usług dla niemieckiego, austriackiego oraz włoskiego przemysłu, m.in. w zakresie budowy maszyn, przemysłu motoryzacyjnego i elektrotechniki. W dwóch rundach, 2007-2013 i 2014-2020, kraj otrzymał kilkadziesiąt miliardów dotacji z funduszy UE na rozwój gospodarczy. Od 2012 r. stopa bezrobocia spadła o ponad połowę do 3,7 proc., a PKB na mieszkańca wzrósł z nieco poniżej 16 000 do ponad 22 000 euro w 2023 r.

Węgry

Węgierscy maratończycy przybyli do brukselskiego parku Cinqantenaire w dniu rozszerzenia UE na wschód z flagami nowych krajów przystępujących. Z prawicowym i przyjaznym Rosji Victorem Orbanem na czele Węgry zyskały ostatnio niewielu przyjaciół jako „enfant terrible” UE-27. Bruksela wstrzymała fundusze ze względu na poważne ograniczenia praworządności. Komisarz UE Elisa Ferreira obliczyła niedawno, jakie korzyści kraj odniósł dzięki członkostwu: w ciągu 20 lat w ramach polityki spójności przekazano 50 mld euro z różnych puli – średnio 5 000 euro na mieszkańca – na rzecz 70 000 przedsiębiorstw i państwa. Powstało 90 000 miejsc pracy. Stopa bezrobocia na Węgrzech zmalała z 10,7 proc. w 2012 r. do 4,1 proc. w 2023 r., a realny PKB na mieszkańca wzrósł z 9 520 do 14 370 euro. Zagrożenie ubóstwem spadło do 18,4 proc.

Litwa

1 maja 2004 r. przed Pałacem Prezydenckim podniesiono flagę UE. Dla małej Litwy przyłączenie się do UE po zakończeniu zimnej wojny było mile widzianym aktem konsolidacji państwa – choć towarzyszyły mu obawy, że biurokratyczny ciężar dostosowania się do prawa UE może być przytłaczający. Postęp gospodarczy pomógł temu krajowi bałtyckiemu lepiej przetrwać wstrząsy zewnętrzne, takie jak kryzys finansowy w 2008 r., pandemia COVID-19 i wojna na Ukrainie – twierdzą obserwatorzy. Realny PKB od 2004 r. do 2023 r. podwoił się do 14 850 euro na mieszkańca, a bezrobocie spadło o ponad połowę do 6,5 proc. w porównaniu do 2012 r.

Estonia

Estonia uważana jest dziś za pioniera administracji cyfrowej, co świętowali na szczycie cyfrowym premier Kaja Kallas i kanclerz federalny Olaf Scholz (SPD) w 2022 r., ale także za wzorowego ucznia we wdrażaniu przepisów europejskich. Początkowo jednak akcesja była przede wszystkim sprzeciwem przeciw silnemu wewnętrznemu eurosceptycyzmowi mniejszości rosyjskiej i ludności wiejskiej. Jako jedyny kraj, obok Litwy, w ciągu ostatnich dziesięciu lat Estonia w pełni wdrożyła unijne środki z polityki spójności na rzecz integracji z UE. Od momentu przystąpienia w 2004 r. bałtyckie państwo UE zwiększyło swój PKB na mieszkańca o 50 proc., do 15 370 euro. W ciągu ostatnich 10 lat stopa bezrobocia spadła z 9,9 do 6,4 proc.

Łotwa

20 lat po przystąpieniu do UE państwo bałtyckie stanowi element składowy tzw. unijnej strategii cyberbezpieczeństwa. W ramach regionalnego projektu „Pierścień Bałtycki”, którego celem jest połączenie Szwecji i Finlandii trasą światłowodową przez kraje bałtyckie, Łotwa stanie się łącznikiem z globalną chmurą, usługami cyfrowymi i międzynarodowymi węzłami komunikacyjnymi dla innych krajów europejskich. Według Komisji Europejskiej, od momentu przystąpienia do UE gospodarka Łotwy odnotowuje średnioroczną stopę wzrostu na poziomie siedmiu procent. PKB na mieszkańca wzrósł w tym okresie z 7 340 do 13 220 euro. Bezrobocie spadło z dwucyfrowej liczby do 6,5 proc. w 2023 roku.

Cypr

Odrzucenie przez Greków tzw. planu Annana skutkowało faktycznym przystąpieniem 1 maja 2004 roku do Unii Europejskiej tylko greckiej części wyspy. Zgodnie z decyzją podjętą na szczycie w Kopenhadze w 2002 roku cały Cypr został włączony do Unii Europejskiej, jednakże na północnej części wyspy zawiesza się obowiązywanie prawa unijnego. W ostatnich latach Cypryjski Program Rozwoju położył szczególny nacisk na odbudowę, ochronę i poprawę ekosystemów, oprócz wsparcia infrastruktury, w celu wzmocnienia rozwoju gospodarczego na obszarach wiejskich i konkurencyjności sektora rolno-spożywczego. Cele obejmują zachowanie różnorodności biologicznej, lepszą gospodarkę wodną i zapobieganie erozji gleby. Setki przedsiębiorstw rolniczych otrzymują wsparcie w zakresie wyników ekonomicznych i modernizacji. Podczas gdy dziesięć lat temu bezrobocie na Cyprze wynosiło nieco poniżej 12 proc., w 2023 roku stopa bezrobocia wyniosła 6,1 proc. Od 2004 r. PKB na mieszkańca wzrósł do 27 720 euro.

Malta

Wiosną maltańscy rolnicy wzięli także udział w protestach przeciwko europejskiej polityce rolnej. Konkluzja jest taka, że Malta jako członek UE zyskała na znaczeniu jako małe państwo wyspiarskie na Morzu Śródziemnym. Produkcja gospodarcza podwoiła się. Tworzenie sieci kontaktów doprowadziło do większego znaczenia międzynarodowego, gospodarka w coraz większym stopniu zwraca się w stronę usług, a produkcja w kierunku produktów technologicznych o wyższej wartości. Od czasu wprowadzenia euro Malta w mniejszym stopniu boryka się z ryzykiem związanym z małą walutą, a deficyt spadł do zrównoważonego poziomu. Od roku 2004 PKB na mieszkańca wzrósł z 14 120 do 25 160 euro. Od 2012 r. bezrobocie spadło o połowę, do 3,1 proc.

AM

Akcesja głównych graczy

Warto po 20 latach przypomnieć, jak negocjacje akcesyjne i wejście Polski do Unii Europejskiej zapamiętali główni gracze

Leszek Miller

Polski polityk, prezes Rady Ministrów w latach 2001-2004, wprowadził Polskę do Unii Europejskiej i miał wielki wkład w wejście Polski do NATO.

Po latach nazywa te negocjacje przed podpisaniem akcesji prawdziwym maratonem. Niektórzy zakładali się, czy dowiezie, czy też nie dowiezie. W rozmowie z Mikołajem Kunicą, redaktorem naczelnym Business Insider Polska, premier Miller przypomniał, że „na szczycie w Kopenhadze okazało się, że jesteśmy jedynym krajem, który chce dalej negocjować. Pozostałe uznały, że wszystko, co było do ugrania, jest już załatwione i więcej wycisnąć się nie da. Pierwsze spotkanie z negocjatorami unijnymi, na których czele ze względu na duńską prezydencję stał premier Rasmussen, było fatalne. O mało nie zawróciliśmy na lotnisko. Rasmussen powiedział coś takiego: „Skoro macie pięć czy sześć problemów do dyskusji, to znaczy, że Polska nie jest przygotowana. Przyjmiemy was w kolejnym rozszerzeniu, nie wiem wprawdzie, kiedy ono będzie, ale w kolejnym. Naprawdę wyglądało to bardzo niedobrze”.

Miller – jak wspomina – wtedy właśnie w sytuacji patowej poprosił o przerwę. I rozpoczął indywidualne rozmowy z najważniejszymi unijnymi politykami. Po serii spotkań jeden na jeden także Rasmussenowi zaproponował spotkanie w cztery oczy. Zgodził się i po ośmiu godzinach dobili targu. Udało się przekonać piętnastkę, bo wtedy Unia Europejska liczyła tylko piętnaście krajów, żeby poszła nam na rękę.

Ważnym elementem tej walki i przeciągania liny były pieniądze. Walczyliśmy o to, żeby nasza składka do budżetu unijnego nie była od początku tak wysoka. Unia nie chciała się zgodzić, ale Verheugen wpadł na pomysł, żeby w tej sytuacji nie poszerzać UE od 1 stycznia, tylko od maja, dzięki czemu zapłacimy nie za 12 tylko 7 miesięcy. – Kiedy wracaliśmy z tarczą, nikt nas nie witał w Warszawie, bo wróciliśmy o pierwszej albo o drugiej nocy – wspomina Miller. – Warszawa spała. Natomiast pamiętam, że we wszystkich niemalże oknach kancelarii premiera świeciły się lampki. Tam było mnóstwo pracowników, którzy chcieli dowiedzieć się z pierwszej ręki, jaki był finał negocjacji. Panował nastrój wielkiego zwycięstwa. Zresztą nie było czasu na świętowanie, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że mamy do załatwienia referendum ogólnokrajowe, w którym Polacy zostaną zapytani, czy zgadzają się, by na wynegocjowanych warunkach Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Wcale nie było takie oczywiste, jak wypadnie to referendum.”

Premier Leszek Miller obawiał się niskiej frekwencji. Zgodnie z wymogami referendum, aby było stanowiące, do urn musiało się udać co najmniej 50 proc. uprawnionych do głosowania. Mieliśmy plan B i przy złym scenariuszu z frekwencją dysponowaliśmy wystarczającą większością w parlamencie, żeby przeprowadzić ratyfikację przez parlament właśnie. Ale już nie byłoby takiego efektu, opozycja by nam wisiała u gardła, artykułując, że naród odmówił, że naród nie chce itd. To byłby bardzo ciężki proces. Na szczęście frekwencja sięgnęła 58 proc. i nasze cele zostały w pełni zrealizowane. „Panie Miller, pan tutaj przedstawia rozmaite zalety wejścia. Ja będę głosowała za wejściem Polski do Unii Europejskiej, bo jak jestem gdzieś na lotnisku za granicą, to widzę dwa wejścia. Na jednym jest napisane dla członków UE, a na drugim dla pozostałych. Otóż ja nie chcę przechodzić przez to drugie wejście”. W przestrzeni medialnej funkcjonuje anegdota według której, w dniu referendum premier Leszek Miller kazał ministrowi spraw wewnętrznych zdjąć patrole policji z dróg dojazdowych do miast. Bo to też miało pomóc frekwencji. Chodziło o to, by Polacy nie byli zatrzymywani na drogach po powrocie z wyjazdów za miasto. I w ten sposób, by więcej ludzi zdążyło na głosowanie.

Bliska sercu Millera jest Kopenhaga, potem Ateny, następnie Dublin, czyli miasta, w których odbywały się negocjacje i końcowe uzgodnienia. Otwarcie mówi o tym, że jest wdzięczny losowi, w ogóle wdzięczny Polsce, że dała mu taką szansę, żeby ją reprezentował w tych najważniejszych zdarzeniach, bo uważa, że traktat akcesyjny to jest ten dokument, który przechodzi do historii jako jeden z najważniejszych dokumentów torujących w Polsce drogę do dobrej przyszłości. – Ale pamiętajmy – mówi premier Miller – bez euro nasza integracja jest niedokończona. Owszem, 1 maja 2004 r. weszliśmy do Unii Europejskiej. W 2009 r. staliśmy się członkiem strefy Schengen. No, ale w dalszym ciągu nie jesteśmy w euro, a w traktacie akcesyjnym, który ja z Włodzimierzem Cimoszewiczem podpisywałem, jest zobowiązanie do wejścia do strefy euro. Nie ma tylko daty. Musi ustalić ją polski rząd w porozumieniu z Unią Europejską. Ja się martwię tym, bo nie widzę żadnego zainteresowania także obecnego rządu kwestią przyjęcia wspólnej waluty.

Joschka Fischer

Wejście Polski do UE wspomina Joschka Fischer, były wicekanclerz i szef niemieckiej dyplomacji. W kluczowym dla naszej historii czasie uchodził on za jednego z największych przyjaciół Warszawy.

Fischer doskonale pamięta tę radosną chwilę, kiedy Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. – Spadł mi kamień z serca, że Polska dokonała akcesji, że to się stało rzeczywistością – powiedział ówczesny szef niemieckiej dyplomacji dziennikowi „Märkische Oderzeitung”. – Unia była dzięki temu projektem już nie tylko zachodnioeuropejskim, lecz ogólnoeuropejskim.

Dzisiaj Fischer podkreśla, że wejście Polski do UE bardzo pozytywnie rozwinęły stosunki gospodarcze. Polacy osiedlają się w Niemczech, kupują domy i działki, najczęściej w rejonach przygranicznych. (…). Burmistrzowie i wójtowie czują ulgę, że mogą dalej utrzymywać przedszkola i szkoły, bo jest więcej dzieci – powiedział Fischer. Ocenił, że mieszkańcy Berlina cieszą się z wykwalifikowanych polskich robotników i rzemieślników, a po obu stronach granicy powstał wspólny obszar gospodarczy.

Zdaniem Fischera także rosyjska napaść na Ukrainę uświadomiła Europie Zachodniej, jak ważne pod wieloma względami było rozszerzenie UE na wschód. Niemiecki polityk wskazał, że Polska miała bolesne doświadczenia z Rosją i że również z tego Europa Zachodnia powinna wyciągać więcej wniosków w przyszłości.

Były minister spraw zagranicznych Niemiec pozytywnie ocenił 20 lat po rozszerzeniu UE na wschód. – Nic nie jest doskonałe, ale w tym wypadku wszystko bardzo dobrze się udało. – Proszę sobie wyobrazić, że Polska nie wstąpiłaby wtedy do UE. W jakiej sytuacji bylibyśmy teraz z Putinem i jego neoimperializmem? – zauważa w mediach niemieckich Fischer.

Podkreślił jednak, że odnosi wrażenie, iż relacje sąsiedzkie są obecnie bardzo dobre. – Słyszy się same pozytywne rzeczy. (…) Nie potrafię już sobie wyobrazić Unii bez Polski – dodał Joschka Fischer. Chciałbym, żeby Polska w przewidywalnym czasie wprowadziła euro – dodał.

nter Verheugen

Niemiecki polityk był komisarzem do spraw rozszerzenia Unii Europejskiej w latach 1999-2004. 20 lat temu odpowiadał się za przyjęciem Polski i dziewięciu innych krajów do UE

W niedawno udzielonym wywiadzie dla DW wspomina, że rozszerzenie Unii Europejskiej było ogromnym wyzwaniem dla wszystkich stron. I chodziło nie tylko o transformację społeczną, ale przede wszystkim o przyjęcie prawa europejskiego. To, co się wówczas zdarzyło Verheugen nazywa dzisiaj cudem. Bo jakże inaczej nazwać podjęcie się przez społeczeństwa w tych krajach zadania polegającego na dźwiganiu ciężarów związanych z transformacją. „Stara unia” czyli piętnaście państw członkowskich, które wówczas tworzyły UE, była w stanie zdobyć się na jedność i zdecydowanie, aby z powodzeniem zrealizować tak duży projekt w stosunkowo krótkim czasie. To było niezwykłe. W obecnym stanie UE nie byłaby w stanie tego osiągnąć – podkreślił Verheugen.

W 2007 r., czyli trzy lata po wejściu Polski do UE, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Günter Verheugen na konferencji w Warszawie powiedział, że Polska jest w Unii Europejskiej poważana i szanowana, co jest zasługą silnej woli i determinacji Polaków. A mogło być różnie. Po latach w rozmowie z Jackiem Tacikiem orędownik polskiej obecności w UE Verheugen przypomniał, a stał blisko tych wydarzeń, że Polska mogła być poza UE w 2004 roku. Polska była największym z dziesięciu krajów, które złożyły akces do zjednoczonej Europy. I właśnie z tego powodu rozważano przyjęcie w pierwszej kolejności małych państw bałtyckich, Węgier, Słowacji i Czech, a na samym końcu Polski.

Liderzy „starej Europy”, o czym mówili w kuluarach, obawiali się tak nagłego powiększenia Unii. Polska – ze względu na rozmiary – pochłaniałaby najwięcej unijnych środków.

Niechęć przeplatała się z brakiem zaufania. „Wy do tej UE nie pasujecie. Będziecie się w niej źle czuli. Nie wiem, czy dacie sobie radę. Nie jesteście skłonni do żadnych ustępstw. Jesteście agresywni. Nikt w Europie was nie lubi!” – to słowa, które usłyszał – jak wspominał w rozmowie z „Newsweekiem” – ówczesny polski ambasador przy UE Marek Grela od bardzo wysokiego unijnego urzędnika.

Tym wątpliwościom i koncepcjom niektórych europejskich liderów sprzeciwił się Günter Verheugen, niemiecki komisarz UE do spraw rozszerzenia, który – o czym mówił później Leszek Miller, były premier, za którego kadencji weszliśmy do Unii – okazał się wielkim przyjacielem i sprzymierzeńcem naszego kraju.

Verheugen dopiął swego. 1 maja 2004 roku Polska stała się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Aleksander Kwaśniewski, wtedy prezydent, powiedział podczas uroczystości na Placu Piłsudskiego w Warszawie: – Czekaliśmy na ten dzień. Zapracowaliśmy na tę dziejową chwilę. Pogratulujmy sobie – przywróconej własnymi rękami – niepodległości i suwerenności Rzeczypospolitej (…). Na pewno ciągle czeka nas jeszcze dużo pracy. Ale jednak dokonaliśmy tak wiele, że ten egzamin z europejskości, do którego stanęliśmy z własnej, nieprzymuszonej woli – zdaliśmy! I dziś jesteśmy już razem.

W sprawie zbliżających się wyborów europejskich i sondaży Verheugen jest ostrożny. Uważa, że dynamika pogłębiania i rozszerzenia już dawno została utracona. Istnieje przeświadczenie w UE o konieczności przeprowadzenia reform ale nikt nie wie dokładnie, jakie i jak je osiągnąć.

A co do przyszłości Polski, Verheugen jest optymistą. Przede wszystkim dlatego, że na czele rządu stoi teraz Donald Tusk, człowiek, który sam ma wybitne doświadczenie w polityce europejskiej i który wie lepiej niż ktokolwiek inny, jak współdziałają rządy i siły polityczne w UE.

Günter Verheugen wielokrotnie brał udział w krynickim Forum Ekonomicznym. W 2014 roku miałem okazję porozmawiać z panem komisarzem. Zapytałem go wówczas o stereotypowe pejoratywne określenie „polnische Wirtschaft” oznaczające skrajną niegospodarność, brak planowania i manier oraz bałagan, i co ono w kontekście nowej rzeczywistości europejskiej oznacza. Verheugen bardzo poważnie zareagował na to pytanie: – Polnische Wirtschaft dzisiaj nabrało zupełnie innego znaczenia, bardzo pozytywnego, jako symbol polskiego sukcesu.. Osiągnięcia polskiej gospodarki, organizacja, umiejętność prowadzenia biznesu powinny być wzorem dla całej Europy, a może i świata. I z tego powodu możecie być dumni.

Oprac. Andrzej Mroziński na podstawie Business Insider Polska, TV24, DW

Czyste dachy – zadowoleni klienci

Rozmowa z Tomaszem Gromadą, właścicielem firmy ATMAL – specjalistą w branży konserwacji dachów.

Skąd się wziął pomysł na biznes? Czy konserwacja dachów to interesująca branża?

Przez wiele lat pracowałem na różnych stanowiskach w firmach budowlanych. Zawsze fascynowała mnie architektura i estetyka budynków, ale szczególną uwagę przyciągały dachy – kluczowy element każdej konstrukcji, który tak często bywa zaniedbywany. Dachy, które potrafią być ozdobą budynków często są pokrywane przez mech i brud. Przywrócenie im pierwotnego wyglądu wymaga wiedzy i odpowiedniego sprzętu. Dość szybko zrozumiałem, że ta nisza rynku ma ogromny potencjał. Moje zainteresowanie przerodziło się w pasję, a pasja w decyzję o założeniu własnej firmy. Wiedziałem, że na rynku brakuje profesjonalnych firm, które oferowałyby kompleksowe podejście do pielęgnacji dachów – od czyszczenia, przez niezbędne naprawy, aż po malowanie.

Od początku skupiłem się na stosowaniu ekologicznych i bezpiecznych dla środowiska metod czyszczenia oraz farb najwyższej jakości, które zapewniają trwałość i ochronę dachów przez wiele lat. Dążymy do tego, aby nasze usługi nie tylko poprawiały wygląd domów, ale także przedłużały żywotność dachów, co przekłada się na realne oszczędności dla naszych klientów. Dziś, po kilkunastu latach działalności, możemy pochwalić się tysiącami zadowolonych klientów i licznymi rekomendacjami. Nasza firma stale się rozwija, inwestując w nowoczesne technologie i szkolenia dla naszych pracowników.

Jakie są najczęstsze choroby polskich dachów? Jakie problemy najczęściej rozwiązujecie?

Jednym z najczęstszych problemów są mchy i porosty. Te rośliny często rozwijają się na dachach położonych w zacienionych i wilgotnych miejscach. Zatrzymują one wilgoć, co może prowadzić do osłabienia struktury dachówek i ich pękania. Osłabione dachówki mogą przeciekać, prowadząc do dalszych uszkodzeń konstrukcji budynku. Innym częstym problemem są glony i pleśnie. Glony często osadzają się na dachach o gładkich powierzchniach, tworząc zielonkawe lub czarne plamy. Pleśnie natomiast rozwijają się w wilgotnych warunkach, co nie tylko wpływa na estetykę dachu, ale może również stanowić zagrożenie zdrowotne dla mieszkańców. Brud i zanieczyszczenia powietrza, takie jak kurz, sadza, czy pyłki, również osadzają się na powierzchni dachu, tworząc warstwę brudu, która przyspiesza degradację pokrycia dachowego.

Jeśli chodzi o uszkodzenia, najczęściej spotykane problemy to pęknięcia dachówek. Mogą one być wynikiem ekstremalnych warunków pogodowych, takich jak grad, intensywne mrozy czy silne wiatry. Zardzewiałe elementy metalowe, takie jak rynny, obróbki blacharskie i śruby, również stanowią częsty problem. Rdza osłabia te elementy, co może prowadzić do ich uszkodzenia i przecieków wody, co z reguły prowadzi do dalszych problemów.

Dachy malowane wcześniej mogą wymagać odnowienia powłoki malarskiej, która z czasem traci swoje właściwości ochronne i estetyczne. Zużyta farba może się łuszczyć, blaknąć lub pękać, co negatywnie wpływa na wygląd i ochronę dachu. Malowanie dachu to nie tylko kwestia estetyki, ale również ochrony. Nowa powłoka farby może znacznie poprawić wygląd domu, nadając mu świeży wygląd. Farba ochronna zabezpiecza dach przed korozją, promieniowaniem UV oraz innymi czynnikami atmosferycznymi. Regularne malowanie i konserwacja dachu przedłużają jego żywotność, chroniąc go przed wnikaniem wilgoci i zmniejszając ryzyko powstawania pleśni, mchów i innych szkodliwych zjawisk.

Dlaczego warto inwestować w profesjonalne czyszczenie i malowanie dachu?

Przynosi ono szereg korzyści, zarówno praktycznych, jak i estetycznych, które bezpośrednio wpływają na wartość nieruchomości i komfort jej użytkowników. Przede wszystkim, czysty, zadbany dach od razu nadaje całemu budynkowi atrakcyjny i świeży wygląd, co jest kluczowe, jeśli planujemy sprzedaż nieruchomości. Estetyka domu ma duże znaczenie dla potencjalnych kupców, a pierwsze wrażenie często decyduje o ich zainteresowaniu.

Regularne czyszczenie i malowanie dachu to także skuteczna metoda ochrony przed uszkodzeniami. Profesjonalne czyszczenie usuwa zanieczyszczenia, a malowanie dodatkowo zabezpiecza powierzchnię dachu. Regularna konserwacja pozwala utrzymać dach w dobrym stanie przez dłuższy czas. Dzięki temu unika się konieczności wymiany całego dachu, co jest znacznie bardziej kosztownym i czasochłonnym przedsięwzięciem.

Profesjonalne czyszczenie i malowanie dachu ma bezpośredni wpływ na wartość nieruchomości. Dom prezentuje się jako dobrze utrzymany – dla potencjalnych kupców wydaje się mniej ryzykowną inwestycją – jego wartość rynkowa rośnie. Dobrze utrzymany dach może być decydującym czynnikiem przy negocjacjach cenowych. Ponadto, zlecenie tych prac profesjonalistom gwarantuje, że będą one wykonane zgodnie z najwyższymi standardami. Specjaliści dysponują odpowiednim sprzętem, wiedzą i doświadczeniem, co pozwala na skuteczne i bezpieczne przeprowadzenie zarówno czyszczenia, jak i malowania.

W jakim sensie branża konserwacji dachów jest innowacyjna? Jakie technologie i metody stosujecie w swojej pracy?

Kluczem jest zastosowanie nowoczesnych technologii, narzędzi oraz ekologicznych środków czystości i farb. Te innowacje nie tylko zwiększają efektywność i bezpieczeństwo prac konserwacyjnych, ale również czynią je bardziej przyjaznymi dla środowiska.

Szczególnie ważnymi narzędziami są wysokociśnieniowe myjki. Te urządzenia pozwalają na skuteczne usuwanie brudu, mchu, glonów i innych zanieczyszczeń z powierzchni dachu. Dzięki możliwości regulacji ciśnienia, jesteśmy w stanie dostosować siłę mycia do rodzaju materiału dachowego, co zapobiega uszkodzeniom powierzchni. Użycie myjek wysokociśnieniowych znacząco skraca czas potrzebny na czyszczenie dachu i zapewnia dokładne usunięcie nawet najbardziej uporczywych zanieczyszczeń.

Kolejną innowacją są ekologiczne środki czystości. Stosujemy specjalistyczne preparaty, które są bezpieczne dla środowiska, ale jednocześnie skutecznie usuwają zanieczyszczenia. Tradycyjne środki czystości często zawierają szkodliwe chemikalia, które mogą negatywnie wpływać na roślinność wokół domu i stan zdrowia mieszkańców. Używane przez nas środki są biodegradowalne i nietoksyczne, co oznacza, że nie zanieczyszczają wód gruntowych ani gleby.

Innowacyjne podejście widoczne jest również w technikach malowania dachów. Wykorzystujemy farby o wysokiej trwałości, które zapewniają ochronę przed czynnikami atmosferycznymi, takimi jak promieniowanie UV, deszcz, śnieg i zmienne temperatury. Nowoczesne farby, które stosujemy, są nie tylko trwałe, ale także przyjazne dla środowiska. Dzięki zaawansowanej technologii, farby te tworzą powłokę, która nie tylko chroni dach, ale również nadaje mu świeży i estetyczny wygląd.

Używamy również specjalistycznych narzędzi i urządzeń, które umożliwiają precyzyjne wykonanie prac malarskich i konserwacyjnych. Nowoczesne aplikatory farb pozwalają na równomierne nakładanie powłoki malarskiej. Kładziemy duży nacisk na szkolenia i ciągłe doskonalenie umiejętności naszych pracowników. Inwestujemy w ich edukację, aby byli na bieżąco z najnowszymi trendami i technologiami w branży konserwacji dachów. Dzięki temu jesteśmy w stanie oferować naszym klientom usługi na najwyższym poziomie.

Jakie są największe wyzwania w branży konserwacji dachów? W jaki sposób można wypracować przewagę konkurencyjną?

Jednym z głównych wyzwań technicznych jest różnorodność dachów. Każdy dach jest inny – wykonany z różnych materiałów, o różnej konstrukcji i w różnym stanie technicznym. To wymaga od nas wszechstronnej wiedzy i umiejętności, aby skutecznie i bezpiecznie przeprowadzać prace konserwacyjne. Dodatkowo, dachy mogą być trudnodostępne, co stwarza wyzwania związane z bezpieczeństwem pracowników. Dlatego inwestujemy w specjalistyczny sprzęt i regularnie szkolimy nasz zespół, aby był przygotowany na wszelkie techniczne trudności, które mogą się pojawić podczas realizacji zleceń.

Kolejnym wyzwaniem jest sezonowość. Prace związane z czyszczeniem i malowaniem dachów są w dużej mierze uzależnione od warunków pogodowych. W miesiącach zimowych, kiedy temperatury spadają poniżej zera, a dachy pokryte są śniegiem i lodem, wykonywanie tych prac staje się niemożliwe. To oznacza, że w sezonie zimowym liczba zleceń drastycznie maleje, co wpływa na przychody firmy. Z kolei wiosną i latem, kiedy warunki pogodowe są bardziej sprzyjające, mamy do czynienia z dużym natężeniem prac, co wymaga od nas maksymalnej mobilizacji zasobów ludzkich i sprzętowych.

Konkurencja w branży konserwacji dachów jest bardzo intensywna. Wielu lokalnych i regionalnych dostawców usług stara się przyciągnąć klientów, co zmusza nas do ciągłego podnoszenia standardów naszych usług, inwestowania w nowoczesne technologie oraz oferowania atrakcyjnych cen. Ważnym aspektem jest także budowanie zaufania i lojalności wśród klientów poprzez transparentność działań, wysoką jakość usług oraz profesjonalne podejście do każdego zlecenia.

Jakie są Pana plany na przyszłość? Czy planujecie ekspansję na nowe rynki lub rozszerzenie działalności?

Jednym z naszych głównych celów jest rozwój firmy poprzez inwestowanie w nowoczesne technologie i innowacyjne rozwiązania. W najbliższej przyszłości planujemy zainwestować w nowe, zaawansowane urządzenia do czyszczenia i malowania dachów, które zwiększą efektywność i jakość naszych usług. Inwestycje te pozwolą nam lepiej odpowiadać na potrzeby klientów oraz skrócić czas realizacji zleceń, co jest niezwykle ważne w branży o dużej sezonowości.

Ekspansja na inne rynki jest kolejnym kluczowym elementem naszej strategii rozwoju. Obecnie działamy głównie na Śląsku oraz w Małopolsce, ale widzimy duży potencjał w rozszerzeniu działalności na inne regiony kraju. Długoterminowo, niewykluczone, że zdecydujemy się na ekspansję międzynarodową, zwłaszcza na rynki europejskie, gdzie rośnie zapotrzebowanie na profesjonalne usługi konserwacji dachów.

Ważnym aspektem naszych planów na przyszłość jest również zrównoważony rozwój. Chcemy kontynuować wprowadzanie ekologicznych rozwiązań, takich jak stosowanie biodegradowalnych środków czystości i farb oraz promowanie energooszczędnych technologii. Wierzymy, że troska o środowisko naturalne to nie tylko nasz obowiązek, ale również element budowania pozytywnego wizerunku firmy.

Rozmawiał Mateusz Banaszak

Dobrzy ludzie od internetu

Blisko rok temu spółka INEA poinformowała o podjęciu strategicznej współpracy ze Światłowód Inwestycje. Dzięki temu powiększyła dotarcie do kolejnych 2 mln gospodarstw domowych oraz klientów biznesowych i instytucjonalnych stając się ogólnopolskim dostawcą usług telekomunikacyjnych.

 O planach dalszego rozwoju spółki rozmawiamy z Maciejem Piechocińskim – Prezesem Zarządu INEA Sp. z o.o.

 INEA rozwija się z prędkością światła, jak na operatora światłowodowego przystało. Jakie są dalsze plany strategiczne?

 Faktycznie spółka odniosła sukces poprzez konsekwentne realizowanie strategii świadczenia usług na sieciach operatorów otwartych sieci światłowodowych. Za sprawą współpracy ze Światłowód Inwestycje zwiększyliśmy dotarcie o kolejnych 2 mln gospodarstw domowych oraz klientów biznesowych i instytucjonalnych. W chwili obecnej realizujemy strategię sprzedaży usług i wykorzystania tego potencjału.

W jaki sposób przekonujecie klienta biznesowego? Co wyróżnia usługę INEA na rynku?

 Wierzę, że klienci postrzegają nas jak butik technologiczny. Wysoka jakość usług i obsługi, kompletne portfolio ICT oraz bliskość miejsca prowadzenia działalności przekonały tysiące klientów biznesowych i instytucjonalnych do powierzenia nam swoich cennych danych. Poza standardowymi usługami z naszego portfolio jak Internet, TV, telefonia stacjonarna i mobilna, dostarczamy klientom instytucjonalnym łącza transmisji danych, rozwiązania dotyczące bezpieczeństwa teleinformatycznego, kolokację, lokalną chmurę obliczeniową i inne. Staramy się zagwarantować usługi w pakiecie 360° i wzbogacić je dodatkowo o doradztwo naszych ekspertów w całym procesie cyfryzacji.  Obecnie przygotowujemy się do wdrożenia projektu, który ma na celu pomoc klientom w złapaniu fali cyfrowej transformacji. Jako Polska mamy zaległości w tym obszarze. Jesteśmy przekonani, że digitalizacja i rozwój technologiczny polskich przedsiębiorstw i instytucji samorządowych to lepsza przyszłość dla nich i dla całego kraju. O szczegółach tego procesu informować będziemy już niebawem.

Planujecie Państwo kolejne współprace strategiczne w tym roku?

 Skupiamy się w chwili obecnej na współpracach strategicznych z dużymi markami takimi jak Max czy Onet, które mają na celu dostarczenie naszym klientom wyjątkowej oferty. INEA w ofercie Max swoim klientom zapewnia wersję STANDARD, a w ramach pakietu użytkownicy otrzymują: dostęp do najwyższej jakości biblioteki treści na żądanie bez reklam, oglądanie seriali, filmów i programów na dwóch obsługiwanych urządzeniach jednocześnie, jakość Full HD, możliwość pobrania do 30 tytułów, aby oglądać je offline oraz dostęp do kanałów linearnych HBO, HBO 2, HBO 3 oraz TVN HD. Ponadto INEA jako jedyny operator wzięła udział w niestandardowej akcji wizerunkowej Max, w ramach której rozświetlono na niebiesko najbardziej flagowe budynki w wybranych miastach w Polsce. Jeśli zaś chodzi o współpracę z portalem Onet, to już niebawem nasi odbiorcy będą mogli skorzystać ze specjalnej oferty na zakup pakietu Onet Premium.

Klienci doceniają Państwa ofertę?

 Rok 2024 pokazuje, że INEA jest coraz bardziej widoczna na rynku dostaw usług światłowodowych i coraz bardziej doceniana tak przez branżę jak i klientów. W pierwszym półroczu zdobyliśmy aż pięć statuetek w różnych ogólnopolskich konkursach i plebiscytach.

 Przyznano nam tytuł Laureata w konkursie Loyalty Heroes w kategorii The Best Customer-Centric Solutions. Jury doceniło funkcjonalność naszej aplikacji – Zarządzanie WiFi oraz Wsparcie Techniczne. To pierwsza nagroda dla aplikacji INEA i druga w tym niezwykle ważnym dla branży konkursie.

Z kolei Laur Konsumenta/Klienta to jeden z pierwszych i jednocześnie najbardziej liczących się certyfikatów konsumenckich w kraju. Przyznawany jest w wyniku przeprowadzanego od 20. lat plebiscytu powszechnej popularności produktów oraz usług. W tym roku przyznano nam tytuł w kategorii Odkrycie Roku. To pierwszy tytuł dla nas w tym plebiscycie.

 W maju zdobyliśmy też dwie niezwykle ważne nagrody w obszarze obsługi klienta i contact center w konkursie Polish Contact Center Awards. Zostaliśmy zwycięzcą w kategorii Obsługa Klienta w Kanałach Pisanych oraz otrzymaliśmy jedną z najważniejszych nagród wręczanych na tegorocznej gali – Grand Fresh Prix. Ponadto w tym konkursie otrzymaliśmy nominację w kategorii Efekt WOW. Polish Contact center Awards to najważniejszy konkurs polskiej branży contact center i customer care oraz customer service.

Ostatnią w tym półroczu, ale niekoniecznie w całym roku jest nagroda XVII edycji Polskiego Programu Jakości Obsługi. Głosami konsumentów zostaliśmy uhonorowani tytułem: Gwiazda Jakości Obsługi 2024. Godło Gwiazdy potwierdza, że nasz Zespół reprezentuje najwyższe standardy obsługi, a marka zyskała rekomendacje klientów w całym kraju.

A propos zespołu? Jak liczny jest obecnie?

 Zespół INEA liczy blisko 400 pracowników oraz partnerów biznesowych rozsianych po całym kraju. Mamy bardzo dobrze zbudowaną strukturę zarówno w segmencie obsługi klienta indywidualnego, jak i w departamencie B2B. Jako jedna z niewielu firm w Polsce, a śmiem twierdzić i na świecie pracujemy w pełni zdalnie. Choć wiele firm zakomunikowało powrót do biur na 5 dni w tygodniu, my jesteśmy zadowoleni z produktywności naszych pracowników i pozostajemy w wirtualnej przestrzeni. Jako dobrzy ludzie od Internetu musimy być dobrzy też w Internecie i to, że funkcjonujemy doskonale w przestrzeni wirtualnej jako organizacja świadczy o tym, że nasz slogan nie wziął się znikąd.

KIA EV6 – Tygrysica na sterydach – test redakcyjny

Koreańczycy nie raz udowadniali, że dogonili świat w kwestii motoryzacji. Jakość wykonania i wzorowe właściwości jezdne poszczególnych modeli pozwalają na bicie się o podium praktycznie w każdej kategorii. Jest jednak jedna, w której nie mają sobie równych, a jest nią elektromobiolność.

Michał Garbaczuk

Możemy się spierać o kto, kto produkuje najlepsze samochody elektryczne. Jest Tesla, która uchodzi za wzór w dziedzinie rozwiązań technologicznych, ale jakość wykonania wciąż zadowolić może jedynie Amerykanów. Jest Porsche ze swoją perfekcją, ale jest koszmarnie drogie i niedostępne dla przeciętnego „Kowalskiego”. Europejskie marki wciąż stoją w rozkroku, choć dokładnie znają scenariusz. Wreszcie jest KIA, która nie boi się zaproponować klientom auta, o wysmakowanej stylistyce, do tego wyśmienicie wykonane i potrafiące stanąć na światłach praktycznie z każdym utytułowanym rywalem.

Niemożliwe? To patrz teraz!

Ten dalekowschodni tygrys jest nie tylko pokazem możliwości inżynierów. Jest autem kompletnym, które nadaje się do codziennej jazdy do pracy, wakacyjny wyjazd, ale także na tor wyścigowy. Trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, iż KIA EV6 GT to najtańsze 585 KM na rynku. Konfigurator otwiera kwota niecałych 240 tys. złotych i nawet po dodaniu niezbędnych ekstrasów nie przekracza 300 tys. złotych. Szczerze mówiąc, ciężko to nazwać okazją. Dla mnie to rozbój w biały dzień, bowiem klient otrzymuje rodzinny pojazd z pokaźnym bagażnikiem, potrafiący rozpędzić się od 0 do 100 km/h w 3,5 sekundy, a jego prędkość maksymalna to 260 km/h! Wierzcie mi na słowo, to liczby, które potrafią zmarszczyć skórę na plecach, a nieświadomych pasażerów przyprawić o chwilową utratę przytomności.

Zawsze najszybsza

Za niesamowitymi osiągami idzie precyzja prowadzenia i niezwykła wręcz stabilność na jezdni. Nie ma mowy o jakimkolwiek fałszywym ruchu, czy niepewnym zachowaniu. Kierowca poczuje się za sterami EV6 GT niczym snajper, precyzyjnie wybierający kolejny cel na drodze. Zawsze, kiedy naciśniemy na kierownicy zielony przycisk GT, uwolnimy brutalną siłę, potrafiącą katapultować ważące 2 tony nadwozie w nadprzestrzeń. Dodatkowo inżynierowie zaprojektowali, a księgowi zaszaleli z trybem, za który można dostać mandat na parkingu pod centrum handlowym. Chodzi o Drift Mode, który zrobi z każdego mistrza pokonywania zakrętów bokiem! Ta KIA to istny wehikuł czasu. Co prawda mówimy tu o zyskanych sekundach, może minutach, a dodając możliwość jazdy buspasem, to nawet godzinach (w ekstremalnych przypadkach warszawskich korków), ale zawsze będzie to skok w przyszłość premiowany darmowym parkowaniem w płatnych strefach.

KIA EV6 GT będzie też najszybsza na stacjach ładowania. Auto wyposażone zostało w 800-Voltową instalację, pozwalającą osiągać niedostępne do niedawna dla „normalnych samochodów” szybkość ładowania. W sprzyjających warunkach, to znaczy na stacjach będących w stanie ładować baterie z mocą powyżej 250 kW, naładujemy EV6 GT w zakresie 10-80 % w 18 minut, a zasięg 100 km zwiększymy już po 4,5 minuty! Takie możliwości prezentują jedynie Porsche Taycan i Audi e-tron GT. Należy jednak pamiętać, że są trzykrotnie droższe od naszej Koreanki.

Luksusowo, jakby

Samochód elektryczny ma sens tylko wtedy, gdy jest dobrze wykonany. No, bo co by nie mówić, to fizyki nie przeskoczymy i jednak te 20 do 30 minut trzeba będzie spędzić podpiętym do kabla szybkiej ładowarki. To wystarczający czas, żeby dobrze się rozejrzeć po wnętrzu i dotknąć każdej części wyeksponowanej w kabinie. Muszę przyznać, że takiej jakości wykonania i wykończenia nie powstydziłby się żaden producent klasy premium. Na pokładzie znajdziemy materiały najwyższej jakości, a sportowego sznytu dodają elementy wyściełane mięciutką Alcantarą. Kubełkowe fotele okazują się bardzo wygodne, a kierownica leży w dłoniach idealnie.

Spodobał mi się panel konsoli środkowej, której większą powierzchnię zajmuje wydatny podłokietnik wraz z ładowarką indukcyjną. Znajdziemy na nim również wygodne pokrętło zmiany kierunków jazdy (KIA EV6 GT jak większość elektryków posiada jedynie skrzynię redukcyjną). Pod konsolą znalazło się miejsce na damską torebkę. Deskę rozdzielczą tworzą naturalnie dwa (można by rzec tylko) ekrany. Jeden wyświetla kierowcy najważniejsze informacje, drugi pozwala na dostęp do wszystkich funkcji auta i stanowi centrum multimedialne wspomagane przez system audio Meridian. Tak, tak, to ten sam producent, który wyposaża w głośniki między innymi Range Rovery.

Na tylnej kanapie wygodnie usiądą 4 osoby, ale pod warunkiem, że mają krótkie nogi. W całkowicie płaskiej podłodze, szczelnie wypełnionej ogniwami, zabrakło obniżenia na nogi pasażerów. Przez to wysocy pasażerowie będą mieć kolana pod brodą, brakuje też podparcia dla ud. Na szczęście nie będą też mieć przestrzeni nad głową, dlatego nie będą chcieli z Wami jeździć z tyłu. Dla normalnych wzrostem, przestrzeni będzie aż nadto i nikt nie będzie narzekać na brak miejsca. Z kolei bagażnik ma pojemność 490 litrów, co jest wynikiem poprawnym w klasie aut elektrycznych.

KIA EV6 GT zaskakuje pod wieloma względami. Okazuje się bardzo przestronna, wygodna i funkcjonalna. Jest też porażająco szybka. Potrafi sprawić, że adrenalina i endorfiny leją się strumieniami do krwiobiegu kierowcy. W tej konkretnej opcji wydaje się być najlepszym ambasadorem elektromobilności pokazując, że osiągi nie muszą kosztować majątku. Przy dobrej kalkulacji załapie się na dopłaty z programu Mój Elektryk, więc może być jeszcze tańsza. Pragmatyczni kierowcy wybiorą pewnie wersję GT Line, również szybką i spektakularną. Ale czy nie korci Was, żeby mieć najszybszy samochód w okolicy? Jest ku temu okazja.

NIO ET7 – elektryzujące doznania – test redakcyjny

Chińskie marki motoryzacyjne przebojem wkraczają na europejski rynek. Rywalizują przede wszystkim ceną, ale jest wśród nich jedna marka, która postawiła sobie za cel zadziwić również technologią. NIO zmienia reguły gry w motoryzacyjnym świecie.

Zapowiadał się kolejny długi majowy weekend, kiedy to zadzwonił telefon z propozycją przetestowania całkowicie nowego modelu na polskim rynku i to marki, której nazwa nie mówiła kompletnie nic i to nie tylko mnie, ale też pozostałym przedstawicielom branży motoryzacyjnej. Owszem wiedzieliśmy, że gdzieś daleko w odległej Azji istnieje taki start-up o nazwie NIO i podobno nawet produkuje ciekawe samochody elektryczne, ale nikt nigdy nie widział takiego auta na żywo. I oto pojawia się możliwość przetestowania takiego samochodu w Polsce i to jeszcze w długiej trasie! Szybka narada, dokąd by tu się wybrać, bo Wiedeń i Berlin to już są oklepane, trasę do Chorwacji znamy na pamięć, a 5 dni na wypad do Włoch to trochę krótko. Wybór padł na Budapeszt. Z jednej strony to popularny ostatnio kierunek wśród polskich prominentów, z drugiej miasto, którego zabytki są w stanie przyćmić nawet te wiedeńskie, a więc godne, by pojawić się w nim czymś całkowicie wyjątkowym.

Wyróżnić się z tłumu

NIO jest pionierem w skali całego świata w kontekście podejścia do elektromobilności. Podczas, gdy wszyscy producenci idą w kierunku wydajności ładowania i prześcigają się w publikowaniu kolejnych rekordów czasów spędzonych przy stacji ładowania, Chińczycy opracowali system wymiany całej baterii, wykonywanej podczas 5-minutowego pot-stopu na specjalnej platformie. Wygląda to tak, że podjeżdża się autem na wyznaczone miejsce i wciska przycisk, a reszta dzieje się już automatycznie. Auto wycofuje na stanowisko, następnie robot wymienia baterię z pustej na naładowaną w 90-ciu procentach i już. Samochód jest gotowy do dalszej jazdy. Minusem jest puki co dość skromna sieć stacji wymiany baterii NIO w Europie. Na tę chwilę takie rozwiązanie dostępne jest w Berlinie, Monachium oraz kilku miastach w Holandii i Skandynawii.

Pytanie, po co w ogóle wymieniać baterię? I tu odpowiedź wcale nie jest taka oczywista, bo firmie nie chodzi o to, żeby wymieniać akumulatory co 400 km i powtarzać tę operację 3-krotnie w drodze na wakacje, choć taki scenariusz jest jak najbardziej realny. Chodzi o to, aby właściciel lub użytkownik NIO miał zawsze nieograniczony dostęp do baterii, która będzie zawsze w najlepszej kondycji, to jest zoptymalizowanej pod kątem jej stanu technicznego i wydajności ładowania. I wszystko to dostępne bez umawiania się do serwisu na skomplikowane, trwające kilka dni wymiany. 5 minut i gotowe, można jechać dalej.

Mając takie możliwości techniczne jak ekspresowa wymiana baterii, klient może dokonać wyboru, czy kupuje/wynajmuje samochód z baterią, czy samo auto bez baterii. Istnieje bowiem opcja leasingu samej baterii, podczas, gdy auto należy do nas. Dostępne są dwie opcje wielkości akumulatorów trakcyjnych: 75 kWh oraz 100 kWh, ale producent zapewnia, że w niedalekiej przyszłości będzie dostępna opcja z jeszcze większą pojemnością, by zapewnić satysfakcjonujące zasięgi.

 

Chiński, czyli jaki?

Do naszego testu trafił model ET7, czyli w nomenklaturze NIO największa z dostępnych w gamie limuzyna o mocy 652 KM i 850 Nm momentu obrotowego generowanych z dwóch silników, po jednym na każdej osi. Swoimi osiągami auto dorównuje najlepszym konstrukcjom spod znaku Porsche, AMG-Mercedes i BMW-M. Pierwsze 100 km/h pojawia się na liczniku już po 3,8 sekundy, ale po minięciu tej wartości zabawa dopiero się zaczyna. Kierowca dostojnej limuzyny przeobraża się w zawodnika, pragnącego wykorzystać wszystkie możliwości swojego bolidu i już po chwili na liczniku pojawia się 200 km/h! To niestety górna granica ograniczona elektronicznie, podyktowana ochroną baterii przed ich przegrzaniem, ale szybkość w jakim ta prędkość jest osiągana rzuca na kolana. Dodatkowo potężny moment obrotowy wręcz katapultuje NIO ET7 i to przy każdej dostępnej prędkości! Jestem pewny, że ten samochód zadowoli każdego fana szybkich samochodów.

Za osiągami nadąża też układ kierowniczy i zawieszenie. Kierowca czuje to, co się dzieje z kołami i utrzymuje absolutną kontrolę nad pojazdem. Auto pewnie pokonuje zakręty i prowadzi się jak przyklejony do nawierzchni. Nie ma mowy o jakichkolwiek dziwnych dźwiękach pochodzących od układu kierowniczego i zawieszenia. Tu należy dodać, że NIO ma zawieszenie pneumatyczne. Auto po prostu płynie po drodze, a pełnię swoich zalet pokazuje na nierównościach, które niweluje niemal niezauważalnie i z wielką gracją. Pokaz swoich możliwości NIO dało na odcinku autostrady A1 od Pyrzowic do zjazdu na Katowice, gdzie występują liczne szkody górnicze. Podczas, gdy inne auta były w stanie jechać z maksymalną prędkością ok 90 km/h, przyhamowując na większych dołach, NIO niemal lewitowało nad ziemią dając się prowadzić jedną ręką i to z pełną autostradową prędkością. Tu uprzedzam, że na odcinkach z ograniczeniem prędkości przerywaliśmy nasz test dostosowując prędkość do znaków drogowych. Z resztą NIO świetnie radzi sobie z otoczeniem, ponieważ jako pierwsze w Europie zostało dopuszczone do ruchu z lidarami, czyli specjalnymi radarami umieszczonymi w dachu, tuż nad przednią szybą, dzięki którym doskonale odnajduje się w przestrzeni. ET7 potrafi rozróżnić samochód osobowy od ciężarowego, motocykl od skutera, a nawet pieszych i zwierzęta.

Największe wrażenie NIO ET7 robi wewnątrz. Jakość materiałów wykończeniowych i spasowanie elementów to najwyższa światowa klasa i nie jest to moje odosobnione zdanie. NIO kieruje swoje produkty do wymagających klientów i moim zdaniem idealnie w punkt trafia w ich gusta. Przetestowałem w swojej karierze grubo ponad tysiąc samochodów, także tych, których ceny oscylują wokół miliona złotych i szczerze mówiąc właśnie wśród nich postawiłbym NIO, choć kosztuje zaledwie ułamek tej ceny. Jeśli bowiem dobrze pogadać z importerem, da się takie auto wyrwać za około 350-400 tys. zł. Na pokładzie jest wszystko. Skóra, Alcantara, aluminium, wszystko doskonale wykończone subtelnymi przeszyciami. Do tego wysmakowane oświetlenie ambiente i genialny system audio. Wszystko, czego potrzeba do długiej i komfortowej podróży. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to wielkość bagażnika, którą w tej klasie limuzyn o długości przekraczających 5 metrów mógłbym uznać za skromną. 363 l to nieco zbyt mało, ale udało się nam spakować w 4 osoby na 5-dniowy wypad do Budapesztu.

Wartość użytkową samochodów elektrycznych mierzy się przez pryzmat czasu, jaki potrzeba na uzupełnienie prądu do dalszej jazdy. W przypadku NIO parametry nie są mistrzowskie, ale trzeba przyznać, że jak na 400-voltową instalację wynik w okolicach 125 kW jest godny odnotowania, tym bardziej, że krzywa ładowania jest praktycznie płaska i utrzymuje się od 15 do 85 procent naładowania baterii. Realnie pozwala to być gotowym na kolejne 450 km w niecałe 45 minut. I właśnie tyle potrzeba, żeby się zatrzymać na smaczne jedzenie gdzieś na trasie.

Do Budapesztu z jednym ładowaniem

I teraz uwaga! NIO ET7 jest autem, które jest w stanie przejechać trasę 860 km z tylko jednym postojem na ładowanie na trasie! Zasięg na jednej baterii to przeszło 480 km i to na drodze szybkiego ruchu! Dobrze, dosyć już tych wykrzykników, ale emocje były… jak każdy świadomy użytkownik samochodu elektrycznego, który pokonał już dziesiątki tysięcy kilometrów w Polsce i Europie zaplanowałem trasę i ładowanie w wybranych punktach, a potem przesuwałem te punkty o kolejne kilometry. Ostatecznie dojechaliśmy do czeskiego Olomouc (467 km) z zapasem jeszcze 10 procent baterii. Wiedząc, że zostało nam do pokonania 400 km, dalsza podróż zapowiadała się niezwykle optymistycznie. Ograniczenia prędkości na Autostradach Czech, Słowacji i Węgier, pozwalają się rozwinąć do maksymalnych 130 km/h, co daje średnie zużycie prądu w temperaturze około 20 stopni Celsjusza na poziomie 20-22 kW/100 km. Na miejscu znów mieliśmy jeszcze kilkanaście procent zapasu, czyli wystarczająco, żeby znaleźć dogodną ładowarkę i zostawić auto na kilka godzin na ładowanie.

Dbałość o szczegóły

Na koniec jeszcze jedno przemyślenie. NIO na prawdę umie w asystenta kierowcy. Co prawda jeszcze nie mówi po polsku, ale przypuszczam, że to tylko kwestia czasu. Mówi za to w kilku językach, a po angielsku rozumie nawet, jeśli wymawia się tylko pojedyncze, proste słowa. I dokładnie wie kto mówi, i z którego fotela. Nomi, bo tak ma na imię osobista asystentka, włączy masaż i chłodzenie foteli, zamknie okno, włączy radio, opowie dowcip i sprawdzi pogodę. Wyświetli również na ekranie odpowiednie menu, na przykład lusterek bocznych, aby manipulowanie podczas jazdy ograniczyć do niezbędnego minimum. To kolejny element, dzięi któremu w tym samochodzie czuję się po prostu dobrze. A jak zrobię sobie głośniej muzykę, to Nomi „przebierze się” zgodnie ze stylem, może więc być raperem, saksofonistą i dyrygentem. A najlepsze, że jak wsiądę rano do auta, to przywita mnie miłym „good morning, it’s nice to see You”. Takie samochodowe Tamagotchi…

Ważne Informacje

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...