.
Strona główna Blog Strona 45

Mazda z silnym wzrostem w pierwszym kwartale bieżącego roku fiskalnego

Mazda Motor Corporation ogłosiła wyniki finansowe i sprzedażowe za pierwszy kwartał bieżącego roku fiskalnego raportując globalną sprzedaż 309 tys. pojazdów w okresie od 1 kwietnia do 30 czerwca, osiągając ten sam rezultat, co w analogicznym okresie ubiegłego roku.

W Europie sprzedaż w pierwszym kwartale wzrosła o 12% rok do roku, z wynikiem 49 000 pojazdów, napędzana popytem na Mazdę CX-30, Mazdę CX-5 i Mazdę 2[1]. Udział w rynku wzrósł o 0,1 punktu procentowego rok do roku do 1,2%. Niemcy i Wielka Brytania, największe dla Mazdy rynki w regionie, sprzedały odpowiednio 12 000 i 7000 egzemplarzy. Wolumen sprzedaży Mazdy w Ameryce Północnej wzrósł o 14% do 146 000 sztuk pojazdów, osiągając najwyższą w historii sprzedaż w pierwszym kwartale. Chiny, największy dla Mazdy rynek w Azji, odnotowały sprzedaż na poziomie 18 000 sztuk, co oznacza spadek o 9%. W Japonii, na rodzimym rynku Mazdy, sprzedaż osiągnęła 29 000 egzemplarzy.

W pierwszym kwartale bieżącego roku fiskalnego Mazda odnotowała sprzedaż netto w wysokości 1 bln 205,6 mld jenów (7,2 mld euro*) i zysk z działalności operacyjnej w wysokości 50,4 mld jenów (300 mln euro*), co stanowi wzrost o 68% w porównaniu z rokiem poprzednim. Przychód netto wyniósł 49,8 mld jenów (296,4 mln euro*).

Stałe monitorowanie otoczenia biznesowego pozwala w perspektywie pełnego roku fiskalnego kończącego się w marcu 2025 r. na niezmienne prognozowanie sprzedaży netto w wysokości 5 bln 350 mld jenów (33 mld euro*), zysku operacyjnego w wysokości 270 mld jenów (1,6 mld euro*) i przychodów netto w wysokości 150 miliardów jenów (925,9 mln euro).

Mazda będzie nadal monitorować otoczenie gospodarcze, trendy w popycie na samochody na różnych rynkach oraz przyszły rozwój zróżnicowanych czynników mających wpływ na działalność. Naszym celem jest stały postęp w zakresie elektryfikacji i tworzenia wartości w przyszłości.

Źródło: Mazda

Łódź dołącza do programu eV City powered by Volvo

Łódź jest już czwartym miastem, które w ciągu dwóch miesięcy od inauguracji eV City powered by Volvo, dołączyło do programu. Współpraca zaowocuje powstaniem czterech dodatkowych dwustanowiskowych i ogólnodostępnych stacji szybkiego ładowania pojazdów elektrycznych o mocy 175 kW i 200 kW na terenie aglomeracji. W ramach funduszu grantowego, przy Centrach Zdrowego i Aktywnego Seniora CZAS, utworzone zostaną zielone tereny rekreacyjne, m.in. siłownie oraz ogrody.

Budowa 130 stacji szybkiego ładowania oraz skrojone na miarę fundusze grantowe współfinansujące realizację inicjatyw polepszających jakość życia mieszkańców ze szczególnym naciskiem na czyste powietrze – to dwa główne filary eV City – programu zainicjowanego przez Volvo i realizowanego wspólnie z siecią dealerską i samorządami w 35 miastach w Polsce. Jego celem jest promocja elektromobilnosci i zeroemisyjny transport w Polsce. Łódź jest czwartym miastem – po Augustowie, Ełki i Wrocławiu – które dołączyło do eV City. Na terenie aglomeracji powstaną cztery dodatkowe (oprócz pięciu obecnie funkcjonujących zainstalowanych przez Volvo) dwustanowiskowych stacji szybkiego ładowania o mocy 175 kW i 200 kW. Nowe punkty ładowania zlokalizowane będą m.in. w okolicach Łodzi Fabrycznej. Dodatkowo, w ramach funduszu grantowego programu eV City stworzone zostaną mini ogrody i siłownie na świeżym powietrzu przy Centrach Zdrowego i Aktywnego Seniora Czas.

– Łódź aktywnie wspiera rozwój nowej mobilności jako obszaru działań mającego wpływ na zdrowie i jakość życia mieszkańców. W ramach inicjowania i monitorowania procesów zmierzających do rozwoju infrastruktury związanej z elektromobilnością, staramy się zachęcać sektor prywatny tworząc dobre warunki do inwestowania. Od kilku lat sukcesywnie wymieniamy flotę realizującą zadania na rzecz mieszkańców na nisko i zeroemisyjną. Realizując nasze obowiązki ustawowe, nie zapominamy również o działaniach promujących wszelkie proekologiczne i wpływające na poprawę klimatu projekty. Dlatego cieszy mnie propozycja współpracy przy realizacji projektu eV City powered by Volvo i mam nadzieję, że przyniesie ona wymierne efekty – mówi Adam Wieczorek, Wiceprezydent Łodzi.

– Na terenie Łodzi znajduje się obecnie tylko dziesięć stacji* szybkiego ładownia pojazdów elektrycznych o mocy 175kW i większej, z czego połowa to stacje Volvo. W ramach eV City zainstalowanych zostanie kolejnych cztery o podobnej mocy. Powstaną one w dogodnych komunikacyjnie dla mieszkańców miejscach – podkreśla Mariusz Nycz, dyrektor Consumer Experience Volvo Car Poland i dodaje – Jestem przekonany, że dzięki naszej inwestycji i coraz większej liczbie ładowarek umożliwiających szybkie doładowanie samochodu do ok. 70-80% w 20 minut, większa liczba kierowców w Łodzi przesiądzie się do elektryków. Łodź stała eV City – miastem, którego przyszłością jest elektromobilność i czyste powietrze.

Dla Volvo przyszłość motoryzacji to inteligentne samochody elektryczne ładowane z ekologicznych źródeł energii. Szwedzka marka zobowiązała się wprowadzić ofertę składającą się wyłącznie z elektryków do 2030 r, a do 2040 stać się w pełni neutralną klimatycznie. Program eV City powered by Volvo to ważny krok w kierunku budowania zeroemisyjnego transportu przyszłości w Polsce i miast, w których mieszkańcy będą mogli cieszyć się czystym powietrzem i cichym otoczeniem. Volvo planuje wybudowanie ok. 130 dwustanowiskowych i ogólnodostępnych stacji szybkiego ładowania o mocy 175kW w 35 miastach, w miejscach najczęściej uczęszczanych przez użytkowników samochodów elektrycznych. Program grantowy w  ramach eV City realizowany jest we   współpracy z miastami, a decyzje o wydatkowaniu z niego środków są podejmowane indywidualnie, odpowiadając na konkretne potrzeby lokalnej społeczności. Granty przeznaczane są na inicjatywy podnoszące jakość środowiska.

*Dane dot. ogólnodostępnej infrastruktury ładowania pochodzą z Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności.

źródło: Volvo

Nowy Nissan Qashqai już w Polsce. Znamy ceny i wyposażenie

Astara – oficjalny dystrybutor Nissana w Polsce – opublikował cennik modelu Qashqai na naszym rynku. Wszystkie wersje popularnego japońskiego crossovera zyskały zupełnie nowy przód nadwozia, w tym unowocześnione reflektory LED z charakterystycznym motywem w kształcie przecinków, nowe tylne lampy, nowe obręcze kół, a także nowe materiały we wnętrzu. Qashqai wzbogacił się także pod względem zastosowanych technologii, między innymi o wbudowane usługi Google oraz udoskonalony system kamer 360°. Ceny odświeżonego modelu startują od 138 000 zł.

Podstawowa wersja Acenta – tak, jak dotychczas wyposażona między innymi w automatyczną klimatyzację i kamerę cofania – zyskała znacznie większy ekran systemu inforozrywki (z 9” na 12,3”) oraz interfejs aplikacji Android Auto i bezprzewodowy dostęp do Apple CarPlay.

Klienci, którzy zdecydują się na tę wersję wyposażenia, mają teraz do wyboru nie tylko napęd oparty na 1,3-litrowym benzynowym silniku typu mild hybrid, dostępnym w dwóch wariantach mocy, ale także – co jest nowością w ofercie – innowacyjny hybrydowy układ e-POWER, w którym koła napędzane są wyłącznie przez silnik elektryczny, w przeciwieństwie do tradycyjnych hybryd. W systemie tym silnik spalinowy służy jedynie do generowania prądu do ładowania akumulatora. Dzięki temu uzyskujemy wrażenia z jazdy jak samochodem w pełni elektrycznym – płynną jazdę oraz natychmiastowo dostępny moment obrotowy – ale bez konieczności ładowania akumulatora.

Acenta w nowym wydaniu kosztuje od 138 000 zł z silnikiem 1.3 DIG-T MHEV 140 KM z manualną skrzynią biegów, natomiast z technologią napędową e-POWER jest oferowana od 167 200 zł.

W nowej gamie wersja N-Connecta została wzbogacona o pakiet zimowy, który obejmuje podgrzewaną przednią szybę, kierownicę oraz przednie fotele. Poza tym standardowe wyposażenie tej odmiany zostało wzbogacone o zaawansowany układ wspomagający kierowcę ProPILOT Assist, bezprzewodową ładowarkę do smartfonów oraz relingi dachowe. Nowością są także wbudowane usługi Google, które wraz z odświeżeniem modelu Qashqai po raz pierwszy pojawiły się w europejskiej gamie Nissana. Zmiana ta umożliwia użytkownikom korzystanie z wielu przydatnych rozwiązań cyfrowych w aucie, takich jak na przykład Mapy Google, które są zintegrowane z cyfrowymi zegarami o przekątnej 12,3”. Dodatkowo, N-Connecta zyskała nowy system kamer 360° z funkcją 3D, który teraz pozwala kierowcy widzieć samochód nie tylko z góry, ale także wybrać jeden z ośmiu różnych punktów widzenia, co na przykład może pomóc zidentyfikować niewidoczne z kabiny zagrożenia. A o atmosferę we wnętrzu zadba nastrojowe podświetlenia wnętrza z kilkunastoma kolorami do wyboru. Ceny Nissana Qashqai N-Connecta zaczynają się od 151 000 zł.

Zupełnie nową wersją w gamie crossovera Qashqai jest N-Design, wyróżniająca się lakierowaną w kolorze nadwozia dolną częścią karoserii, wnętrzem wykończonym materiałem Alcantara i skórą oraz specjalnymi obręczami kół 20” dostępnymi tylko w tym wariancie. System oświetlenia nastrojowego w porównaniu do wersji N-Connecta został rozbudowany o dodatkowe punkty światła, a ponadto gama kolorów do wyboru to aż 64! Stylistykę Nissana Qashqai N-Design uzupełniają panoramiczny dach, czarne relingi oraz zewnętrzne i wewnętrzne elementy dekoracyjne w kolorze czarnym. Tak wyposażony pojazd dostępny jest od 163 850 zł.

W wariancie Tekna fotel kierowcy posiada elektryczną regulacją i pamięć ustawień, a wyświetlacz przezierny (Head Up Display) o przekątnej 10,8” pozwala na projekcję wybranych informacji na przedniej szybie. Zmiany we wnętrzu to jednak nie tylko technologie, Tekna dostała bowiem nową tapicerkę w kolorze czarnym z brązowymi wstawkami. Kolejnym elementem poprawiającym komfort jest elektryczne i bezdotykowe sterowanie klapą bagażnika, znacznie ułatwiające korzystanie z pojazdu. Wygląd zewnętrzy dopełniają nowe obręcze kół 19”. Ceny Nissana Qashqai Tekna po zmianach rozpoczynają się – podobnie jak wersji N-Design – od 163 850 zł.

Na samym szczycie oferty crossovera Qashqai pozostaje wersja Tekna+, w której nowością jest wnętrze wykończone materiałem Alcantara, w połączeniu ze znaną z poprzedniego modelu pikowaną skórą Premium. Przednie fotele są wyposażone w funkcję masażu. Tekna+ wyróżnia się także atrakcyjnymi obręczami kół 20” oraz lakierowaną na czarno dolną częścią nadwozia. Wariant ten – oferujący wszystkie technologie i udogodnienia dostępne w modelu Qashqai – kosztuje od 175 650 zł za wersję z napędem 1.3 DIG-T MHEV 158 KM.

„Jestem przekonany, że udoskonalony Qashqai ze swoją nową, drapieżną stylistyką, zaawansowanymi technologiami, wbudowanymi usługami Google oraz autorskim hybrydowym układem napędowym Nissana, e-POWER, po raz kolejny potwierdzi swoją pozycję jako punkt odniesienia w segmencie crossoverów. Dzięki licznym zmianom będziemy w stanie zaoferować naszym klientom jeszcze lepsze doznania z jazdy oraz zwiększony komfort i bezpieczeństwo, czyli wszystko to, co cenią w tym modelu najbardziej” – powiedział Piotr Laube, dyrektor zarządzający marki Nissan w Astara NIP Poland.

Pierwsze egzemplarze nowego Nissana Qashqai są już dostępne w salonach marki w całej Polsce. Na klientów czekają ponadto atrakcyjne oferty finansowania oraz promocyjne ubezpieczenie.

Więcej informacji na temat odświeżonego Nissana Qashqai jest dostępnych na stronie: https://www.nissan.pl/pojazdy/nowe-pojazdy/nowy-nissan-qashqai.html, a cennik modelu: https://www-europe.nissan-cdn.net/content/dam/Nissan/pl/brochures/Pricelists/rok-produkcji-2024/rok-modelowy-2024/qashqai-cennik.pdf.

źródło: Astara

Polska racja stanu kontra prorosyjska narracja

    Michał Kamiński, wicemarszałek Senatu RP, mówi o akcesji do Unii, pożegnaniu z traumą zdrady Zachodu, a także o tym, jak ważne jest mądre wsparcie akcesji Ukrainy

    Dla mnie referendum akcesyjne oznaczało dwa dni stresu…

    A ja się nie denerwowałem, byłem przekonany, że referendum zakończy się sukcesem. Oczywiście, jak wszyscy wtedy, przejmowałem się frekwencją. Pamiętam te dni jako czas szczęścia, znakomitą atmosferę i poczucie, że dostajemy coś, co nam się od dawna należało. Wtedy jeszcze żyli obaj moi dziadkowie, którzy walczyli w II wojnie światowej i wejście do Europy była dla nich jakąś formą spłaty długu. Zdzisław Kamiński, pseudonim Czarny, był żołnierzem Kedywu, czyli Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. Po wyjściu z niemieckiego obozu jako polski żołnierz trafił do Anglii. Do końca życia przechowywał swoją książeczkę wojskową, z której wynikało, że władze Wielkiej Brytanii nie zapłaciły mu żołdu za kilka miesięcy, podobnie jak innym Polakom. Było to dla mnie symboliczne. Opowiedziałem o tym premierowi Davidowi Cameronowi, którego poznałem jako lidera partii konserwatywnej. Moi dziadkowie należeli do pokolenia żyjącego z poczuciem zdrady Zachodu. Była to wielka trauma, podobnie jak klęska militarna 1939 roku do dziś określająca nasze miejsce w świecie, ale też to, że okazaliśmy się tak słabi militarnie. Chociaż jako społeczeństwo ponieśliśmy ogromną stratę w czasie wojny, byliśmy podmiotem, a nie przedmiotem rozmów aliantów.

    Jaki z tego płynie wniosek na dziś, bo jak wiadomo historia lubi się powtarzać?

    Musimy zabezpieczyć się przed militarną klęską i potencjalną zdradą Zachodu. Na oba te wyzwania odpowiedzią jest Unia Europejska. Trudniej byłoby nas zdradzić, bo nie czekamy już w przedpokoju, ale jesteśmy częścią większej całości. Co więcej – coraz bardziej zaczynamy się w tym domu czuć współgospodarzem. Ceną za to, że jesteśmy bezpieczni i coraz bogatsi, jest to, że wieloma rzeczami musimy się dzielić z innymi. Pamiętajmy, że znacznie od nas silniejsze kraje, jak Niemcy i Francja, zdecydowały się zrzec się części swojej suwerenności w zamian za korzyści, jakie uzyskały poprzez współgospodarzenie większym organizmem. Czas po 1989 roku udowadnia, że lęki, jakie mieliśmy w związku z Zachodem okazały się bezzasadne. Otwarta granica z Niemcami nie doprowadziła do germanizacji ani jednego kilometra polskiej ziemi…

    Wprost przeciwnie, postępuje coś na kształt polonizacji wschodnich terenów byłej NRD.

    Mieliśmy prawo się obawiać, że potencjał gospodarczy i kulturowy naszego zachodniego sąsiada zepchnie nas do defensywy na Ziemiach Zachodnich. Nic takiego się nie stało. Tereny te kwitną polskością, przestaliśmy się wstydzić, że tam kiedyś żył inny naród. Nie mamy też kompleksów, że to dziś jest nasze. Mamy odwagę powiedzieć: to wyście kiedyś na nas napadli, wbrew naszej woli zmieniło się usytuowanie Polski. Mamy to już za sobą, razem żyjemy w zjednoczonej Europie i nie ma dla nas lepszego sposobu na zapewnienie dobrobytu.

    Niektórzy politycy wiążą bezpieczeństwo naszego kraju z NATO i dobrymi relacjami z USA, negując znaczenie UE.

    Pamiętajmy o tym, że każda bomba, która spadłaby na terytorium Polski, oznaczałaby realne straty dla europejskiej gospodarki. W ciągu ostatnich 20 lat stało się coś, czego nikt nie przewidział. Wyprzedziliśmy Francję jako największy eksporter na niemiecki rynek. To jest miara naszego sukcesu i bezpieczeństwa. Związki gospodarcze to znacznie silniejsze więzy niż jakiekolwiek deklaracje. Silna i coraz bogatsza Polska jest w interesie Niemiec. Oznacza to nie tylko ważny rynek zbytu, ale też przesunięcie bezpiecznej granicy o tysiąc kilometrów na wschód od Berlina. Myślimy podobnie i dlatego w naszym interesie jest wejście Ukrainy do Unii, żeby granica cywilizacji zachodniej była odsunięta jak najdalej od Rzeczpospolitej.

    Jak postrzega pan rolę Polski w tym procesie?

    Jako mądrego promotora Ukrainy, który potrafi zadbać o swoje interesy i będzie w stanie zbudować trwały sojusz między naszymi krajami. Mam swoją autorską koncepcję, jak powinno to wyglądać w przyszłości. Trzeba dążyć do sojuszu z Litwą, Ukrainą i Białorusią, w której obecny niedemokratyczny system w końcu upadnie.

    Myśli pan o odtworzeniu dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów?

    Wspólnota złożona z czterech suwerennych państw i narodów – blisko 100 mln ludzi – to więcej niż liczy dziś jakikolwiek kraj Unii. Taki blok mógłby być gwarantem, że Zachód nigdy nie sprzeda nas Wschodowi. Gdzieś w głębi czai się taka obawa, bo przecież robił to wcześniej. Polska klasa polityczna powinna uświadomić Zachodowi, że ceną federalizacji powinno być członkostwo Ukrainy. Oznacza to, że nasza klasa polityczna musi patrzeć w perspektywie dłuższej niż czteroletnia, nie kierując się publikowanymi co dwa tygodnie wynikami sondaży i kalendarium wyborczym. Nie wolno też traktować opozycji jak przeciwników. Istotny wniosek płynący z przyczyn upadku Rzeczpospolitej w drugiej połowie XVIII wieku było to, że ówcześni konkurenci, deklarując patriotyzm i dobre intencje, nie byli w stanie prowadzić sensownej polityki, bo zawsze połowa narodu była jej przeciwna. W dodatku pojawiły się wielkie moskiewskie pieniądze i wsparcie dla najbardziej reakcyjnej części opinii publicznej. W efekcie nastąpił trzeci rozbiór i wszystkie strony polskiego sporu poniosły straty. Warto przypomnieć bardzo przykry symbol – tron polskiego króla został przerobiony na nocnik dla carycy. Ta profanacja pokazuje stosunek Rosjan do Polaków.

    Wato przypominać takie fakty.

    Dlatego proszę kolegów z innych partii, by nie zapominali, jak ważna jest jedność w przypadku spraw o zasadniczym znaczeniu. Musimy mieć świadomość, że to, co dziś spotyka Ukraińców, może też dotyczyć Polaków. Kiedy chodziłem po cmentarzu smoleńskim, widziałem groby kapelanów katolickich, prawosławnych, naczelnego rabina armii polskiej, endeków, socjalistów i piłsudczyków. Spoczywają tam tylko dlatego, że nosili polskie mundury i służyli naszemu państwu, jedynej instytucji, która może od nas zażądać ofiary życia. Widziałem Ukraińców uczestniczących w ekshumacji grobów masowych. Była to najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek oglądałem. Musimy zrobić wszystko, by u nas nie zdarzyło się to samo, co w Irpieniu i Buczy. Do tego właśnie niezbędne jest porozumienie ponad podziałami, poczucie historycznej odpowiedzialności za czas, w którym żyjemy. Dzięki Unii Europejskiej jesteśmy bezpieczni z zachodu. Irytują mnie apele polityków prawej strony mówiących: zrenacjonalizujmy Europę, nie oddawajmy władzy do Brukseli. To najbardziej idiotyczny apel, jaki może wygłosić polski polityk, bo jest on zaproszeniem kierowanym do Berlina, żeby znów rozmawiał z Rosją. Owszem, w ciągu ostatnich trzystu lat istniała zdecentralizowana Europa, ale nie było w niej miejsca dla Polski. Za każdym razem dochodziło do sojuszu niemiecko-rosyjskiego nad trupem naszego kraju.

    Wróćmy proszę do 2004 roku. Był pan wtedy po prawej stronie sceny politycznej. Co mówili o akcesji pańscy ówcześni koledzy partyjni?

    Proszę pamiętać, że jeszcze w 2002 roku PiS i Platforma miały wspólne listy w wyborach samorządowych. W roku 2023 razem głosowały za wejściem do Unii. Ostrzejszą retorykę przyjmowali przedstawiciele Platformy, np. Jan Maria Rokita, mówiący: Nicea albo śmierć. Byłem jednym z obserwatorów w Parlamencie Europejskim, potem przez 3 miesiące z automatu posłem, żeby zyskać mandat w pierwszych unijnych wyborach. Założyliśmy nieformalny klub polski w Europarlamencie. Wspólnie głosowaliśmy za naszymi pierwszymi komisarzami Danutą Hubner i Januszem Lewandowskim. Jako szef delegacji PiS wsparłem Bronisława Geremka jako kandydata na szefa Europarlamentu. Nie przeszedł, ale miał poparcie całego naszego klubu. Gdy chodziło o interes państwa, unikaliśmy konfliktów. Często powtarzałem: uważajmy, co mówimy o sobie wzajemnie, ponieważ za chwilę okaże się, że musimy coś razem załatwić dla Polski. Kłócąc się sami ze sobą, staniemy się słabi. Niestety, przenieśliśmy krajowe spory do Brukseli, czego apogeum stanowiło głosowanie europosłów PiS przeciw kandydaturze Donalda Tuska. Słynne 27 do 1, przy czym 1 to był głos PiS, uderzający we współrodaka.

    Czy ten obłęd kiedyś wreszcie się wypali?

    Osobiście znam Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Jasne, że jest mi nieporównywalnie bliżej do pierwszego z nich. Nie chcę brzmieć jak symetrysta, ale wiem jedno: z całą pewnością żaden z nich nie jest obcym agentem. Jak długo będzie trwała polaryzacja, prawdziwi ruscy agencji będą mieli się dobrze.

    Wróćmy proszę do głównego tematu naszej rozmowy – dlaczego warto walczyć o miejsca w Europarlamencie, pomijając wysokie uposażenia posłów?

    Jest to nietypowy parlament, ponieważ nie ma w nim tradycyjnie rozumianej większości i opozycji. Co więcej – zasiadają w nim skrajni eurosceptycy będący w opozycji to tej instytucji. Dla Komisji Europejskiej ważne są tylko te chwile, gdy musi uzyskać większość w głosowaniu. Europarlament to jedyny realny łącznik między UE a jej obywatelami, bo jest jedynym organem pochodzącym z bezpośredniego wyboru. Wszystkie inne instytucje powoływane są pośrednio przez państwa członkowskie. Głęboko mylił się były minister edukacji, mówiąc, że UE nie rożni się niczym od Związku Radzieckiego. Warto mu wiec przypomnieć, że do Rady Najwyższej ZSRR nigdy nie powoływano przeciwników politycznych, którzy w dodatku nie podróżowali do Moskwy klasą business, tylko siedzieli więzieniach lub na zsyłce.

    Wbrew wcześniejszym zapewnieniom, zdecydował się pan kandydować do Parlamentu Europejskiego.

    Chciałbym w ten sposób wzmocnić Trzecią Drogę, która jest partią pokoju i jej przekaz jest potrzebny w Polsce i Europie. Musimy przeciwdziałać antyeuropejskości, bo rozbicie UE jest celem strategicznym Kremla. Zamiast ścigać szpiegów, bo do tego potrzebni są specjaliści, pokazujmy, kto prezentuje narrację prorosyjską. Musimy uzmysłowić ludziom, którzy szermując patriotycznymi hasłami występują przeciw UE, że działają pod fałszywą flagą, choć nie zawsze zdają sobie z tego sprawę. Nie trzeba mieć Pegasusa i być Jamesem Bondem, by sprawnie zwalczać rosyjską agenturę.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

    Ankieta „Managera

    Michał Kamiński

    Najważniejsze wartości, jakie pan wyznaje?

    Przyjaźń.

    Prywatne pasje.

    Historia, ze szczególnym uwzględnieniem Rosji końca XIX i początku XX wieku oraz rewolucji. A z rzeczy mniej poważnych – piłka nożna, kibicuję Polonii Warszawa.

    Z kim chciałby się pan umówić na rozmowę, gdyby nie istniały żadne ograniczenia?

    Z Józefem Piłsudskim, żeby porozmawiać z nim o nieudanym projekcie federacyjnym. Zapytałbym go o to, jak dzisiaj prowadzić politykę międzynarodową. Jak szykować się na najprawdopodobniej nieunikniony konflikt Wschodu z Zachodem.

    Książka, która ostatnio zrobiła na panu największe wrażenie?

    „Przyczyny upadku Polski” ks. Waleriana Kalinki, który dowodził, że prawdziwą przyczyną zaborów była delegalizacja władzy w kraju. Bardzo bym chciał przeczytać rzetelną nielukrowaną, pogłębioną biografię Tadeusza Kościuszki, który powinien być ikoną postępowego patriotyzmu. To fascynująca postać. Dobrze, że jego pomnik stoi przed Białym Domem i każdy amerykański prezydent musi na niego patrzeć.

    Bucket list.

    Podróż do Japonii oraz samochodem przez USA, ze wschodu na zachód, ale przez południowe stany.

    Przyszłość piękna – nowoczesne kliniki medycyny estetycznej rewolucjonizują urodę

    Agnieszka Pacult-Wiśniewska – właścicielka Kliniki Medycyny Estetycznej Roseti Med&Beauty odpowiada na pytania o aktualne trendy w branży i przyszłość kosmetologii. 

     

    Nie ma wątpliwości co do tego, że medycyna estetyczna to intensywnie rozwijająca się branża. Jakie są obecnie najważniejsze trendy, jak można odróżnić się od konkurencji i osiągnąć sukces?

    Obecnie najważniejsze trendy obejmują personalizację zabiegów, holistyczne podejście do klienta oraz stosowanie naturalnych i organicznych produktów.

    Zakładamy, że każdy klient jest unikalny i wymaga spersonalizowanego planu pielęgnacyjnego, który uwzględnia specyficzne potrzeby, typ skóry, styl życia oraz cele estetyczne. Pierwszym krokiem w indywidualnym podejściu jest szczegółowa konsultacja, podczas której specjalista przeprowadza dokładny wywiad. Dzięki zaawansowanym urządzeniom do analizy skóry, można dokładnie ocenić jej stan, identyfikując problemy, które wymagają interwencji. Na podstawie tych informacji kosmetolog lub lekarz opracowuje spersonalizowany plan zabiegów.

    Ogólny stan zdrowia klienta, styl życia, dieta, poziom stresu i nawyki pielęgnacyjne mają ogromny wpływ na kondycję skóry. Dlatego holistyczne podejście, które integruje aspekty zdrowia fizycznego i psychicznego, jest coraz bardziej popularne. Zabiegi kosmetyczne są często uzupełniane o porady dietetyczne, techniki relaksacyjne, a nawet programy ćwiczeń fizycznych.

    Personalizacja zabiegów idzie również w parze z wyborem odpowiednich produktów kosmetycznych. Wysokiej jakości, naturalne i organiczne kosmetyki, dostosowane do indywidualnych potrzeb skóry, są podstawą skutecznej pielęgnacji. Klienci coraz częściej szukają produktów bez szkodliwych substancji chemicznych, bezpiecznych dla ich skóry i środowiska.

    Jakie są obecnie największe wyzwania związane z prowadzeniem kliniki medycyny estetycznej?

    Najważniejsze wyzwania to konieczność ciągłego inwestowania w najnowsze technologie i szkolenia personelu. Nowoczesne urządzenia i zaawansowane metody zabiegowe są niezbędne. W inny sposób nie da się sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów. Personalizacja usług i holistyczne podejście, o których już rozmawialiśmy, to kolejne aspekty, które wymagają uwagi. Klienci oczekują indywidualnego podejścia, dostosowanego do ich specyficznych potrzeb i preferencji.

    Należy też zwrócić uwagę na ogólne warunki działania małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Przedsiębiorcy muszą zmagać się z wysokimi kosztami prowadzenia działalności, w tym wynajmu lokali, zakupu sprzętu i materiałów oraz wynagrodzeń dla wykwalifikowanego personelu. Dodatkowo, złożone przepisy prawne i biurokracja mogą stanowić barierę, szczególnie dla nowych przedsiębiorstw.

    Nie zapominajmy też, że rynek medycyny estetycznej charakteryzuje się intensywnym, i cały czas rosnącym poziomem konkurencji. Aby odnieść sukces, konieczne jest budowanie silnej marki i wprowadzenie skutecznej strategii marketingowej, a także utrzymanie wysokiego standardu obsługi klientów, co przekłada się na ich zadowolenie i lojalność

    Jakie zabiegi medycyny estetycznej są obecnie najczęściej wybierane przez klientów? Jakie technologie rozwijają się najbardziej dynamicznie? Jakie zmiany w preferencjach klientów można było zauważyć w ostatnich latach?

    W Roseti Med&Beauty klientki najchętniej wybierają takie zabiegi jak mezoterapia igłowa, botoks, oraz blefaroplastyka, czyli korekcja powiek, która znacząco poprawia wygląd i komfort życia. Warto również wspomnieć o regeneracji active, która stymuluje odnowę komórkową i poprawia kondycję skóry. Bardzo dynamicznie rozwijają się też technologie nieinwazyjne i małoinwazyjne. Lasery frakcyjne, umożliwiają skuteczne leczenie blizn, przebarwień i zmarszczek. Urządzenia do terapii ultradźwiękowej (HIFU) i radiofrekwencji (RF) również zyskują na popularności dzięki swojej efektywności w liftingu skóry bez konieczności operacji.

    W ostatnich latach można zauważyć zmiany w preferencjach klientów, którzy coraz częściej wybierają zabiegi nieinwazyjne i wymagające minimalnego okresu rekonwalescencji. Szukają rozwiązań, które pozwalają na szybki powrót do codziennych aktywności, unikając długotrwałych i bolesnych procedur. Wzrasta również zainteresowanie naturalnymi i organicznymi produktami oraz zabiegami, które wspierają zdrowy styl życia. Dodatkowo, coraz większą popularnością cieszą się zabiegi łączące medycynę estetyczną z elementami wellness, takie jak terapie relaksacyjne i odnowy biologicznej. Wzrost świadomości ekologicznej i zdrowotnej sprawia, że klienci zwracają uwagę na skład kosmetyków oraz etyczne aspekty ich produkcji i stosowania.

    Jak kosmetologia i medycyna estetyczna będą wyglądać w przyszłości? Czy będzie to kontynuacja indywidualnego i holistycznego podejścia, czy też pojawią się nowe trendy?

    W przyszłości kosmetologia i medycyna estetyczna z pewnością będą przechodzić istotne zmiany, które będą wynikiem dalszego rozwoju technologii oraz rosnącej świadomości pacjentów. Oczekuje się, że technologie takie jak sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe staną się integralną częścią branży. AI będzie mogła personalizować zabiegi, analizując skórę pacjentów, przewidując reakcje na różne produkty oraz monitorując postępy w leczeniu. Dzięki tym technologiom możliwe będzie dokładniejsze dostosowanie terapii do indywidualnych potrzeb.

    Równocześnie biotechnologia będzie odgrywać coraz większą rolę w medycynie estetycznej. Rozwój takich technologii jak genoterapia czy terapie komórkowe może przynieść przełomowe zmiany w leczeniu problemów skórnych i poprawie regeneracji skóry na poziomie komórkowym. To może prowadzić do bardziej skutecznych i długotrwałych efektów terapeutycznych. Dzięki analizom genetycznym i profilom mikrobiomów skóry, zabiegi kosmetyczne będą mogły być jeszcze bardziej precyzyjnie dostosowane do unikalnych cech biologicznych każdego pacjenta. To podejście pozwoli na bardziej efektywne leczenie oraz osiąganie lepszych rezultatów estetycznych.

    Kolejnym istotnym trendem będzie rosnący nacisk na zrównoważony rozwój i ekologię. W przyszłości możemy spodziewać się, że kosmetyki będą coraz częściej produkowane z naturalnych, organicznych składników. Przemysł kosmetyczny będzie dążył do minimalizacji wpływu na planetę, wprowadzając innowacyjne rozwiązania, takie jak opakowania wielokrotnego użytku czy procesy produkcji o niskim śladzie węglowym.

    Zabiegi kosmetyczne będą coraz częściej łączone z terapiami mentalnymi oraz programami wellness. Wzrost zainteresowania zdrowiem psychicznym wpłynie na rozwój praktyk, które łączą aspekty fizyczne i emocjonalne w celu poprawy ogólnego samopoczucia pacjentów.

    Nowe technologie, takie jak wirtualna rzeczywistość (VR) i rozszerzona rzeczywistość (AR), również mają potencjał aby zmienić sposób, w jaki pacjenci i profesjonaliści postrzegają i przeprowadzają zabiegi estetyczne. VR i AR mogą być używane do symulacji efektów zabiegów, co pomoże pacjentom lepiej zrozumieć, jakie rezultaty można osiągnąć. Dodatkowo, te technologie mogą wspierać szkolenia oraz edukację w dziedzinie medycyny estetycznej.

    Na koniec, coraz większe znaczenie będzie mieć edukacja pacjentów w zakresie pielęgnacji skóry oraz samodzielnego zarządzania zdrowiem i urodą. Dzięki nowoczesnym technologiom i aplikacjom mobilnym poprawi się dostęp do informacji i narzędzi, które pomogą lepiej dbać o siebie.

    Rozmawiał Mateusz Banaszak

    Wywiad z Maciejem Lubiakiem

    Z założycielem jednej z największych firm cateringu dietetycznego na świecie, biznesmenem, inwestorem, mentorem, restauratorem, tenisistą i kierowcą rajdowym – Maciejem Lubiakiem, rozmawiamy dziś o tym, czym jest dojrzałość biznesowa i wielozadaniowość, które pozwalają spełniać zawodowe cele i realizować życiowe pasje.

     

    Zbliża się druga rocznica, kiedy przekazał pan pałeczkę CEO firmy Maczfit swojemu następcy. Jak ocenia pan rozwój firmy, która jakby nie było, jest pana dzieckiem od czasu pana odejścia?

    Rynek cateringów dietetycznych może być wart obecnie ok. 4 miliardów PLN i cały czas rośnie. Pokochaliśmy to rozwiązanie, ponieważ oszczędza czas na robieniu zakupów i przygotowywaniu posiłków, wprowadzając do naszego życia więcej wygody.  Jesteśmy dość wyjątkowym krajem pod tym względem, ponieważ w innych krajach kulinaria są symbolem spotkań z bliskimi, celebracją wspólnego czasu. Na szczęście jednak urosła nasza świadomość nt. zdrowia i coraz więcej wiemy na temat tego, jak o siebie dbać, a to bardzo dobry znak. Maczfit to topowy gracz na polskim rynku w tej kategorii. W tym miejscu już zaznaczę, że jest to szalenie wymagający biznes, który funkcjonuje w oparciu o precyzyjne działania na danych, ponieważ posiłki są zamawiane z dnia na dzień i muszą być wykonane ze świeżych składników oraz dostarczone na czas w warunkach chłodniczych. Także oceniam rozwój Maczfit jak najbardziej pozytywnie.

    Skoro doradza pan wciąż Zarządowi i Radzie Nadzorczej, ile w kampanii i w pomyśle „Sztuką być Maczfit” jest Macieja Lubiaka?

    Maczfit to ludzie, nie ja. To prawda, że sztuką być Maczfit i sztuką jest tworzyć Maczfit. Wszyscy, którzy tworzą ten brand, na czele z Nico Jędraszkiem, potrafią to doskonale. Mają drive i super flow, mają wiarę i determinację. Pojawienie się Maczfit najpierw w ramionach funduszu Resource Partners, a od 3 lat w Grupie Żabka, to jest również coś co w wyjątkowy sposób zagrało. Jak patrzę na tę współpracę, to duma mnie rozpiera.

     Sztuką też być wielozadaniowcem, jak pan. Gdzie i jak się tego nauczyć?

     Sport mi w tym pomógł i nadal pomaga. Po pierwsze nauczył mnie żyć poza strefą komfortu, ale też sam się nauczyłem radzić sobie z wieloma wątkami naraz dzięki temu, że mój team to wyjątkowi ludzie. Pomimo wielu obszarów, w których działam, to sprowadza się to do kilku refleksji, że praca jest bardzo ważnych elementem i źródłem utrzymania, sport super detoksem, a życie rodzinne sensem i celem.

    Zgromadzenie na koncie tak wielu sukcesów i projektów zawodowych świadczy o pana niezwykłej dojrzałości biznesowej. Wzięła się z doświadczeń, czy po prostu człowiek się z tym rodzi?

    Do wszystkiego doszedłem sam. Każdego dnia się uczę, zmieniam swój styl życia, dostosowuję do nowych sytuacji. Czy jestem dojrzały? Myślę, że bardziej świadomy odpowiedzialności jaką jest życie i przyszłość.

    Na torze ściga pan się z przeciwnikami czy swoimi ambicjami?

    Staram się zawsze poprawiać swoje umiejętności oraz swoje przygotowanie do tego stopnia, aby mieć kontrolę nad tym co robię. Wtedy pojawia się prawdziwa przyjemność i radość z jazdy.

     Jakie ciekawe projekty przez panem w tym roku?

     Utrzymanie firmy Maczfit na pozycji lidera, jeśli chodzi o rynek cateringów dietetycznych. Tam cały czas trwają prace nad nowymi konceptami. Poza tym kilka własnych projektów inwestycyjnych, które są ważne dla utrzymania kondycji biznesowej całej mojej grupy kapitałowej. Chcę również wystartować w Mistrzostwach Świata w tenisie pod koniec tego roku, co będzie nie lada wyczynem, bo nie łatwo się tam dostać.

     

     

    Fundacje rodzinne coraz bardziej doceniane w Polsce

    Prawie 1200 zarejestrowanych fundacji rodzinnych i już ponad 2000 złożonych
    wniosków. Fundacja rodzinna staje się w Polsce coraz bardziej docenianym
    narzędziem do ochrony majątku osobistego i firmowego. O rosnącej popularności tej instytucji oraz jej zaletach rozmawiamy z doktor nauk prawnych Małgorzatą Rejmer, Nestorką w Kancelarii Finansowej LEX specjalizującej się w obsłudze i doradztwie firmom rodzinnym.

    Jako jedyna kancelaria w Polsce prowadzicie Państwo na stronie licznik fundacji rodzinnych. Czy spodziewała się Pani jako specjalistka w tej dziedzinie, skali powodzenia tego rozwiązania?

    Absolutnie nie. Brałam udział w pracach nad ustawą o fundacji rodzinnej od samego początku i chyba nikt z ekspertów nie zakładał tak dużej popularności fundacji rodzinnej. Powiem więcej nie sądzę, że autorzy samej ustawy, czyli resort rozwoju spodziewali się tak dużego zainteresowania fundacją rodzinną, ponieważ w założeniach do ustawy mowa była o około 200 – 300 fundacjach w pierwszym roku. Fundacja rodzinna wzbudziła tak duże zainteresowanie, że w ramach Kancelarii postanowiliśmy to monitorować i uruchomiliśmy licznik fundacji rodzinnych. Regularnie sprawdzamy, ile fundacji zostało wpisanych, ile wniosków złożonych, ile razy mają miejsce sytuacje nietypowe. Wierzymy, że z czasem zauważymy może nowe trendy.

    Co jest głównym powodem tak dużego zainteresowania fundacjami rodzinnymi w Polsce?

    Powodów jest wiele.  Jak z Dawidem, który jest sukcesorem Kancelarii Finansowej LEX, składaliśmy pierwszy w Polsce wniosek o rejestrację fundacji rodzinnej w Polsce to zakładaliśmy, że fundacja rodzinna będzie przede wszystkim wykorzystywana do celów sukcesyjnych związanych z przekazaniem biznesu. Tak przynajmniej nam wynikało z obserwacji sytuacji naszych klientów. Tymczasem fundacja rodzinna może nieść ogromne korzyści nie tylko dla przedsiębiorców. To narzędzie także do ochrony majątku prywatnego, uporządkowania aktywów, platforma inwestycyjna. Polska fundacja rodzinna jest bardziej elastyczna niż podmioty tego typu za granicą. Myślę, że ta mnogość wykorzystania fundacji rodzinnej stoi w pierwszej kolejności za tak dużym zainteresowaniem.

    Jakie korzyści przynosi założenie fundacji rodzinnej przez przedsiębiorców i członków ich rodzin?

    Ogromne, długo mogłabym o tym mówić. Ale powiem tylko o jednej i moim, zdaniem najważniejszej korzyści, którą fundacja rodzinna posiada. Fundacja rodzinna jest nieśmiertelna. Każdy człowiek kiedyś odejdzie, ale fundacja rodzinna jest osobą prawną. Nie może umrzeć. Tak więc aktywa, które trafią do fundacji rodzinnej „nie rozpłyną” się wśród spadkobierców. Będę mogły być wykorzystywane przez lata. To może być rodzinne przedsiębiorstwo, ważne składki prywatnego majątku, oszczędności życia. Albo wszystko to razem. Służyć może to następnym pokoleniom. Będąc skarbcem i bankiem rodzinnym, ale także swego rodzaju naszym pomnikiem.

    Jakie wyzwania mogą napotkać przedsiębiorcy decydujący się na powołanie do życia fundacji rodzinnej?

    Samo powołanie fundacji rodzinnej nie jest może szczególnie skomplikowane pod względem prawnym, ale rzeczy jest nie w tym, aby przygotować formalnie dokumenty, ale aby zawrzeć w nich odpowiednią treść. A to jest już wyzwanie. Jest to największa część naszej pracy w Kancelarii wspólnie z przedsiębiorcom i jego bliskimi. Związane jest to w pierwszej z wyborem sukcesora, ale także zabezpieczeniem finansowym innych osób, które z jakiś względów nie będą mogły być zaangażowane w działalność. Chcemy w taki sposób zaprojektować fundacje rodzinną, aby dawała ona korzyści kluczowym osobom z otoczenia przedsiębiorcy. Oczywiście, także jemu. Ludzie, którzy latami budowali biznes, powinni swoim doświadczeniem służyć tak, długo jak tylko będzie to możliwe.

    Jakie kryteria musimy spełnić jako przedsiębiorcy, by założyć fundację rodzinną?

    Ustawa o fundacji rodzinnej nie zawiera szczególnych wymagań wobec przedsiębiorcy. Każdy, kto chce ustanowić fundacje rodzinną musi spełnić kilka warunków.  Złożyć oświadczenie o ustanowieniu fundacji rodzinnej, zdefiniować statut, sporządzić spis mienia, ustanowić organy fundacji rodzinnej (m.in. zarząd) oraz wnieść fundusz założycielski w wysokości co najmniej 100 tys. zł. Finalnie, po tych wszystkich czynnościach, fundacja rodzina zostanie wpisana do rejestru fundacji rodzinnych.

    W jaki sposób fundacje rodzinne wpływają na rozwój społeczny i ekonomiczny w Polsce?

    Ustawa o fundacji rodzinnej weszła w życie trochę ponad rok temu. To za krótki okres, aby przeprowadzić analizę wpływu fundacji rodzinnych np. na tempo wzrostu gospodarczego. Stawiam jednak tezę, że ten wpływ nie tylko w długim, ale i średnim okresie będzie pozytywny. Ogromnym kapitałem polskiej gospodarki są firmy rodzinnej. Nie ma badania, które pokazywałoby ich udział w PKB na poziomie mniejszym niż 70%. Fundacje rodzinne są jednym z narzędzi, które umożliwiają sukcesję. Siłą rzeczy musi się to przełożyć na plus dla rozwoju gospodarki. Dodam tylko, że sam tak duży udział firm rodzinnych uodparnia gospodarkę przed negatywnymi skutkami trendów ekonomicznych. Proszę zauważyć, że mamy bardzo niestabilną sytuację międzynarodową, ale nasza gospodarką nie jest w recesji. To jest zasługa między innymi firm rodzinnych, która prowadzą działalność w szerszym horyzoncie. I to jest źródłem mojego optymizmu, co do znaczenia fundacji rodzinnych.

    Jakie tendencje obserwujemy w zakresie zakładania fundacji rodzinnych w ostatnich miesiącach i z czego wynikają?

    Tutaj wracam do początku naszego wywiadu. Fundacje rodzinne cieszą się zainteresowaniem nie tylko wśród przedsiębiorców. To narzędzie zabezpieczenia i pomnażania majątku dla inwestorów, osób wykonujących wolne zawody, profesjonalistów z różnych obszarów gospodarki. Widzą oni korzyści z przekazania części aktywów do fundacji rodzinnej. Mają wspomniane korzyści długookresowe przez pokolenia, ale także tu i teraz związane m.in. z ograniczoną odpowiedzialnością za długi. Myślę, że w kolejnych miesiącach ten trend się pogłębi. Powiem więcej, sądzę, że tak osoby z innych krajów zaczną stopniowo rozważać założenia fundacji rodzinnej w Polsce niż korzystać z rozwiązań tego typu w innych krajach.

    Na pograniczu biznesu i polityki

    Sylwia Pusz, prezes własnej firmy doradczej i Fundacji World Anew, opowiada o swojej drodze od polityki do biznesu, a także o zaangażowaniu w działalność na rzecz polskiego multikulti

    Jest pani aktywna na wielu polach.

    Lubię takie tempo. Dzieje się tak już od czasów liceum. Byłam przewodniczącą samorządu, pisałam scenariusze, wystawiałam sztuki teatralne. Podczas studiów na wydziale prawa poznańskiego UAM zaangażowałam się politycznie. Organizacje studenckie mnie nie uwiodły, postanowiłam więc nawiązać kontakt z partią polityczną, reprezentującą lewicowy elektorat. Pewną rolę odegrała w tym moja mama, która była związana z Unią Pracy. Tata pchał mnie w kierunku Unii Demokratycznej, a ja wybrałam SdRP. Przez przypadek wpadła w moje ręce wizytówka znajomego brata Roberta Dobrzyńskiego, radnego lewicy. I tak, w 1994 roku, trafiłam na spotkanie SdRP, na którym od razu otrzymałam propozycję wstąpienia do młodzieżówki. Dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. Tydzień później pojechałam na zjazd wtedy jeszcze raczej boutiqowej młodzieżówki do Warszawy, gdzie poznałam Aleksandra Kwaśniewskiego i Józefa Oleksego. Wspólnie z kolegami z Poznania aktywnie zaangażowałam się w organizację prawyborów we Wrześni oraz wyborów prezydenckich 1995 roku. Postanowiłam też nawiązywać kontakty z europejskimi lewicowymi młodzieżówkami. Napisałam listy do wszystkich partii zrzeszonych w ruchu międzynarodówki socjaldemokratycznej, informując o tym, co robimy. Zależało mi na pozbyciu się stygmatu organizacji postkomunistycznej. Trafiłam na dobry grunt, szybko pojawiły się listy i faxy z zaproszeniami. W efekcie zostaliśmy zaproszeni do struktur europejskich, a potem międzynarodowych. Dużym ułatwieniem podczas licznych wyjazdów była dla mnie dobra znajomość angielskiego, o co już w szkole podstawowej zadbali moi rodzice. Kontakty te zaowocowały obozami zagranicznymi, kursami i szkoleniami dla szybko rosnącego grona członków młodzieżówki. Do tej pory jestem dumna z tego, jak szybko

    i sprawnie udało mi się rozbudować struktury młodzieżówki SdPR w Polsce.

    Otrzymałam propozycję kandydowania do Sejmu w 1997 roku, jednakże pod warunkiem, że przedtem obronię pracę magisterską. Udało się jedno i drugie.

    Została pani najmłodszą posłanką.

    Wybrano mnie też do prezydium Klubu Parlamentarnego SLD i komitetu wykonawczego partii pełniącego podobną funkcję, jak zarząd firmy. Moim najważniejszym celem była działalność na rzecz wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Objęłam funkcję rzecznika prasowego sejmowej komisji odpowiedzialnej za akcesję. Był to czas, gdy spełniały się marzenia moje i moich zaangażowanych politycznie kolegów, tych z lewej i prawej strony politycznego spektrum. Zostałam też obserwatorem w Parlamencie Europejskim jako jedna z grupy 50 polskich posłów. Mogłam działać w komisjach UE, brałam udział w obradach. I znów pomogła mi znajomość języków – tym razem francuskiego. Często występowałam w belgijskiej telewizji. Moje kolejne ciekawe doświadczenie z tamtego okresu stanowiło zaproszenie rządu australijskiego. Słowem – w wielu miejscach mogłam lobbować za Polską i jestem z tego dumna. Aktywnie działałam też w sejmowej komisji europejskiej, która zajmowała się przygotowaniem akcesji. Powołaliśmy grupę posłów, którzy odwiedzili 15 parlamentów w krajach członkowskich, przekazując pozytywne informacje o Polsce. Jako młoda parlamentarzystka uczyłam się od tak wspaniałych postaci, jak Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki, którzy brali udział w naszych wyjazdach. Miało to na pewno wpływ na wynik głosowań w poszczególnych państwach, które musiały wyrazić zgodę na naszą akcesję. Jestem przekonana, że podobne inicjatywy powinny być podejmowane również dziś, żeby popularyzować pozytywny obraz naszego kraju i jego niepodważalnych osiągnięć. Słowem – należy dbać o nasz brand, o czym mało kto chce pamiętać. Miłym zwieńczeniem tych podróży było dla mnie zaproszenie do Australii.

    Wejście do UE powinno być świętem upamiętniającym ten fakt. Był to 1 maja, a więc dzień budzący przykre skojarzenia ze Świętem Pracy i ludźmi zmuszanymi do udziału w pochodach. Trudno o lepszy symbol zmiany.

    Mam wrażenie, że jako ogół społeczeństwa nie potrafimy dojrzeć tego, jak bardzo zmienił się nasz kraj w ciągu ostatnich 20 lat. Żyjemy w dobrobycie, w bezpiecznym miejscu. Powinniśmy nauczyć się przekazywać kolejnym pokoleniom, jak dużo osiągnęliśmy. Unaoczniają nam to cudzoziemcy odwiedzający Polskę. Podziwiają nasz kraj, chwalą polską gościnność i wspaniałą kuchnię. Gdyby każdy z nas potrafił to dostrzec, byłoby mniej konfliktów i podziałów.

    Co pani robiła podczas referendalnego weekendu?

    Dla mnie to był podniosły czas, tym bardziej, że 18 stycznia urodziła mi się córka. W związku z tym zrezygnowałam z planów kandydowania do Europarlamentu, ale jednak angażowałam się w kampanię. Wszędzie jeździłam z moją małą Zosią. Mam zdjęcie z dnia referendum. Przebija z niego radość, jestem na nim z córeczką i kolegami, z którymi współpracowaliśmy podczas kampanii. Patrząc na nie, przypominam sobie, jak jeździliśmy od wsi do wsi, przekonując uczestników spotkań. Martwi mnie natomiast to, że nasza akcesja – najważniejsze wydarzenie po 1989 roku – patrząc wstecz, przeszła jakby bez echa.

    Pani druga kadencja w Sejmie była mniej udana.

    Padłam ofiarą prowokacji i to wymierzonej niebezpośrednio we mnie. Mój brat został bezpodstawnie oskarżony o sprzedaż narkotyków. Zarzut był fałszywy, ale szybko przekonałam się, że w partii – jak w korporacji – trudno liczyć na prawdziwych przyjaciół. Zdecydowałam się wziąć udział w budowaniu nowej lewicowej formacji SDPL, która pomimo mojego bardzo dobrego wyniku jako partia nie przekroczyła jednak progu w kolejnych wyborach do Sejmu. Stanęłam przed dylematem – co dalej? Przez pewien czas byłam poznańską radną wojewódzką, ale czułam, że pewien etap się dla mnie kończy. Podjęłam trudną dla mnie decyzję o wycofaniu się z polityki.

    Po tylu doświadczeniach, nie było to łatwe…

    Był mi potrzebny rzetelny reset – dużo wówczas grałam w tenisa. Aktywność fizyczna zawsze mi pomagała w osiągnięciu lepszego skupienia umysłowego. Miałam świadomość, że moje doświadczenia mogę wykorzystać w biznesie. I tak trafiłam do sektora IT. Moim mentorem został Michał Górski, właściciel firmy Spin. Dużo się od niego nauczyłam. Moja rola polegała na kontaktach ze strategicznymi klientami, na otwieraniu drzwi dla handlowców. Dziś modne jest określanie tej funkcji mianem storytellera. Poznawałam kolejne sektory, zdobywałam nowe doświadczenia, szybko się uczyłam. Była to dla mnie fundamentalna zmiana po ośmiu latach w Sejmie. Kolejnym etapem mojej biznesowej kariery była funkcja doradcy zarządu w Asseco Polska. Bardzo wspierał mnie prezes Adam Góral, który powierzał mi wiele odpowiedzialnych zadań w kraju i za granicą. Kiedy w 2009 roku usłyszał, że chcę kandydować do Parlamentu Europejskiego z ramienia LiD, stwierdził: umówmy się, że będzie to twoja ostatnia próba powrotu do polityki. Miał rację. LiD nie wszedł do Sejmu, a ja podczas konferencji prasowej ostatecznie pożegnałam się z działalnością polityczną. I tak to trwa do dzisiaj.

    Słowem – postawiła pani na biznes.

    Była to dobra decyzja. Pozostając w Asseco, równolegle pracowałam dla E&Y, odpowiadając za sektor węglowy. Następnie otrzymałam propozycję, by zostać partnerką w PWC i zbudować tam zespół Digital & Technology. Każde nowe wyzwanie powoduje, że staram się bardzo głęboko wgryźć w temat, szukając nowych możliwości. Lubię się uczyć, więc zaakceptowałam też ofertę z firmy SAP, by zająć się sprzedażą jej produktów dla branży retail i FMCG w Europie Środkowo-Wschodniej. Organizowałam wydarzenia komunikacyjne – informacyjne, marketingowe i PR-owe. Niektóre z moich przedsięwzięć kontynuowane są do dzisiaj – jak np. Retail Day. Wszystkie te doświadczenia zachęciły mnie, by uruchomić własną firmę Pusz Doradztwo i działać na rzecz różnych klientów z kraju i zagranicy. Jestem też udziałowcem w polskim start-upie Dappler. Współpracuję z dużą grupą partnerów – ekspertów różnych branż.

    Angażuje się pani również w pomoc Ukrainie.

    Naszym polskim towarem eksportowym jest solidarność ludzkich serc. To zawsze pomagało nam stawać na nogi, budować dobrobyt i się rozwijać, pokonywać przeciwności. Tak było dwa lata temu, gdy otworzyliśmy serca i domy dla naszych najbliższych sąsiadów. W dniu, w którym Rosjanie dokonali ataku, w Warszawie pojawili się moi ukraińscy przyjaciele, specjaliści w dziedzinie marketingu, PR, autorzy wielu udanych inicjatyw społecznych. Przez wiele godzin debatowaliśmy, co zrobić. W końcu doszliśmy do wniosku, że powołamy fundację World Anew, która będzie lobbowała w Europie Zachodniej i w USA zanim wypalą się emocje związane z rosyjską agresją. Obecnie aktywnie lobbujemy w kwestii odblokowania funduszy na rzecz Ukrainy w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Działamy też w sferze czysto materialnej u podstaw – jedenym z naszych projektów było wsparcie w odbudowie kompleksu mieszkalnego w Irpieniu dla 20 rodzin, które uciekły z Mariupola i innych stref walki. Kolejna nasza inicjatywa to sfinansowanie mundurów dla ukraińskich żołnierek, które wcześniej musiały korzystać z męskiego sortu. Zainicjowaliśmy też Ukraine Facility Platform – program dotyczący przyszłości tego kraju w Unii Europejskiej, w ramach którego pracuje wielu ekspertów, aktywnych przede wszystkim w Brukseli. Zależy nam na tym, żeby Unia Europejska zrozumiała, że pomagając Ukrainie, działa na swoją własną korzyść. Naszym celem jest też edukacja nowych kadr ukraińskich, które będą aktywnie uczestniczyć w przeobrażeniach, podobnie jak to działo się w Polsce w latach 90.

    Jakby tego było mało, zaangażowała się też pani w zamiany zachodzące w Akademii Polonijnej w Częstochowie.

    Jestem pełnomocnikiem rektora do spraw współpracy międzynarodowej oraz kieruję Instytutem Badań nad Tolerancją i Równouprawnieniem. Dla każdej uczelni zagraniczne kontakty mają bardzo duże znaczenie. W związku z charakterem Akademii nie wyobrażam sobie innego scenariusza niż bliskie relacje z rozsianą po świecie Polonią. Oznacza to nawiązanie do idei wyrażanych przez twórców placówki, na czele z prezydentem Ryszardem Kaczorowskim. Głęboko wierzę w sens spotkań z przedstawicielami Polonii, z których wielu realizuje międzynarodowe kariery naukowe. Zamierzam też nawiązać współpracę z organizacjami wspierającymi rozwój nauki i kontakty międzyuczelniane. Akademię Poloniją widzę jako uczelnię, która gości studentów z całego świata, która dostarcza edukację podążającą za zmieniającym się światem i odpowiada na jego wyzwania. Prowadzimy już rozmowy z międzynarodowymi korporacjami o szkoleniach dla pracowników, kadry menadżerskiej, by zapewniać zrównoważony i świadomy rozwój.

    A czym planuje się pani zająć w Instytucie?

    Chcę się skupić na polskim multikulti, o którym nie potrafimy rozmawiać, chociaż stało się faktem. Pojawia się u nas coraz więcej ludzi z całego świata, z których część planuje zostać tu na stałe, ale nie tłumaczymy im, jakie obowiązują u nas tradycje, co wyróżnia naszą kulturę. Obowiązuje przekonanie, że przybysze mają to wiedzieć. Tylko skąd? Z mediów, które się tym nie zajmują? Marzy mi się stworzenie programu kulturoznawczego dla obcokrajowców chcących u nas pracować, mieszkać, kształcić dzieci. Pamiętajmy o prostej zasadzie – jeżeli dużo wiemy o sobie nawzajem, przestajemy się siebie obawiać. Kraje zachodnie sobie z tym nie radzą. Miałam okazję obserwować to, jeżdżąc do rodziny mieszkającej w Szwecji. Problemy, jakie tam się pojawiły, wynikają właśnie z braku komunikacji. Imigranci skupiają się w gettach, izolując się od spraw, jakimi żyją Szwedzi. Widzę tu zadanie dla Akademii Polonijnej, która od lat kształci studentów z różnych krajów. Musimy otworzyć się na diasporę ukraińską, wietnamską, pakistańską, gruzińską, czy jakąkolwiek inną w przyszłości. Nie uciekniemy od faktu, że stajemy się atrakcyjnym krajem dla imigrantów, tak jak inne kraje były atrakcyjne dla milionów Polaków, w sumie jeszcze przecież tak niedawno. Dobrym przykładem koegzystencji różnych grup narodowych jest Kanada, gdzie społeczeństwo ułożone jest jak mozaika. Przyjęcie obywatelstwa kanadyjskiego to wielkie święto dla całej rodziny.

    Niestety, w Europie to się nie udało… Od czego należy wiec zacząć?

    Ważne, by już na wstępie określić warunki, jakie imigranci powinni spełniać, ale też czego robić nie powinni. Przypomina to trochę wizytę gości w prywatnym domu – gospodarze zwykle mówią im, jak funkcjonują, jakie są zwyczaje domu, czego gospodarze sobie nie życzą. Wspólnoty mieszkaniowe mają swoje regulaminy i jej członkowie muszą się do tych reguł stosować. Warto regułę tę zastosować w skali makro. Chciałabym, żeby nasze multikulti opierało się na podobnych zasadach i byśmy potrafili, czerpiąc z najlepszych rozwiązań, stworzyć najlepszy model dla naszego kraju, a przyjęcie polskiego obywatelstwa stanowiło powód do dumy. Chciałabym, by ta mozaika współdziałała na rzecz lepszej, wspólnej przyszłości. Za tym musi jednak stać potężny program edukacyjny. Pokażmy, że jesteśmy pięknym narodem, który umiejętnie podchodzi do spraw trudnych, jakie w innych krajach rodzą konflikty społeczne. Dlatego polskie multikulti powinno być naszym dobrem narodowym, zbudowanym na podstawie wzajemnego szacunku do różnorodności, akceptacji, tolerancji oraz przestrzegania prawa i zasad współżycia.

    Kolejne wyzwanie to słowo tolerancja zawarte w nazwie Instytutu.

    Ma ono szczególny wydźwięk w takim mieście, jak Częstochowa, gdzie obok klasztoru Paulinów przez wieki mieszkali ludzie innych wyznań. Brak tolerancji bierze się z niewiedzy. Dlatego niezwykle ważna jest edukacja dotycząca różnych wyznań. Mój syn przez rok uczęszczał do szkoły w Kanadzie, gdzie jednym z przedmiotów była duchowość, podczas którego dzieci uczyły się podstaw różnych religii. Jest to głęboko uzasadnione w państwie wielokulturowym, tworzonym przez ponad sto nacji. To dobry wzór także dla nas. Ma to znaczenie również w kontekście ściśle praktycznym. Pracując dla korporacji, obserwowałam zespoły, w których były osoby z Ukrainy, Białorusi, Chin – jednym słowem wielonarodowe grupy. Chodzi o to, by pracownicy umieli ze sobą rozmawiać i współdziałać, przełamując mentalne bariery. Akademia Polonijna ma ofertę dla firm, które mają liczne wyzwania związane z wielonarodowymi zespołami, wdrażającymi wymagające projekty.

    A jak rozumie pani działanie na rzecz równouprawnienia?

    Pojmuję je jako genderową akceptację, czyli budowanie na szansach i potencjałach, a nie na antagonizowaniu płci. Nie wyobrażam sobie tworzenia nowych programów bez mężczyzn, którzy – jak wcześniej kobiety – nie powinni być dyskryminowani. Chodzi mi o prawidłowe wykorzystywanie potencjałów niezależnie od płci. Cieszy mnie, że w świecie korporacji wiele mówi się o zwiększeniu udziału kobiet w ciałach zarządczych. Pracując przez lata z działami IT, widziałam, jak zasklepiły się one w swoich męskich strukturach. Powinniśmy wspomagać kobiety, by miały one większe szanse wykorzystywania swych umiejętności zawodowych i managerskich w odpowiednich dla kobiet warunkach, uwzględniając ich dodatkowe role, które ciągle są niedostrzegane, a więc i nieuwzględniane. Świat biznesu czy władzy przez wieki był projektowany przez jedną płeć, siłą rzeczy nie może uwzględniać innych ról, niestandardowego podejścia i stąd wiele jeszcze razem mamy do zrobienia. Nie bez racji mówi się o zadaniowości mężczyzn i multitaskowości kobiet. Chodzi o to, by te wspólnie cechy możliwie jak najlepiej wykorzystać. W Akademii Polonijnej przygotowujemy programy edukacyjne uwzględniające te zagadnienia w ramach studiów licencjackich i magisterskich, jak również warsztaty dla frim, które będą odpowiedzią na te problemy.

    rozmawiał Piotr Cegłowski

    Ankieta „Managera

    Sylwia Pusz

    Najważniejsze wartości, jakie pani wyznaje?

    Uczciwość w relacjach z rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami.

    Gdyby nie istniały żadne ograniczenia, z kim chciałaby pani umówić się na długą rozmowę?

    Jestem po lekturze książki Śniadanie z Seneką. Nauki stoików na dzisiejsze czasy Davida Fiedlera. Trudno mi sobie wyobrazić lepszych kandydatów do dyskusji niż stoicy.

    Prywatne pasje.

    Zwiedzanie świata. Kocham przyrodę. Na mojej liście miejsc, które planuję zobaczyć jest Patagonia. Inspiruje mnie samorozwój w sensie duchowym i fizycznym.

    Książka, którą chciałaby pani polecić?

    Następne sto lat Georgea Friedmana. Jest to książka, do której często wracam.

    Bucket list.

    Chciałabym, żeby powstał think tank z prawdziwego zdarzenia skupiający ludzi myślących propaństwowo, niezależnie od przynależności partyjnej. Wzorem dojrzałych demokracji, powinni oni opracowywać długofalowe, ponadpartyjne projekty, wykorzystując wiedzę zdobytą na różnych polach. Idealnym szefem takiego think tanku mógłby być prezydent Aleksander Kwaśniewski.

    Ważne Informacje

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

    Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

    Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

    Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

    Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

    Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

    Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

    Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

    Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

    XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...