.
Strona główna Blog Strona 397

Majowy weekend

Majowy_weekend-768x426Majówka weszła na stałe do kalendarza dni wolnych, choć to, jak będzie długa, zależy od danego roku. W tym można ją zacząć w sobotę, 30 kwietnia, i zakończyć we wtorek, 3 maja. Cztery dni, całkiem przyzwoity weekend. Gdzie go spędzić ?

Nie będą to prawdziwe wakacje, ale zawsze to dobry moment, żeby spędzić czas inaczej niż dotychczas. Można zorganizować krótki wypad w góry, nad morze albo po prostu na wieś. Ważne jest, żeby wreszcie przebywać dużo na świeżym powietrzu i być aktywnym. A więc wyciągnijmy z piwnic i garaży rowery, rolki, kije do nordic walking i popracujmy nad formą – w górach, nad jeziorami, nad morzem, w lesie, na wsi, byle tylko na łonie natury.

Morze, jeziora, jazda konna…

Weekend majowy nad morzem może być piękny, jeśli tylko dopisze pogoda. Długie spacery, a może nawet wylegiwanie się na piasku to coś, o czym marzymy po miesiącach ponurej, miejskiej zimy. Dla tych, którym trudno zrezygnować z miejskich przyjemności typu restauracje, kawiarnie i kluby bliższe są raczej duże ośrodki turystyczne, jak Sopot, Kołobrzeg czy Międzyzdroje. Zwolennicy ciszy i bliskości natury powinni raczej kierować się do mniejszych miejscowości. Maj to dobry czas na zwiedzenie choćby Słowińskiego Parku Narodowego. O tej porze nie ma tu jeszcze dużo ludzi, za to są niezapomniane widoki. Dla wielu z nas majówka to kilka dni, które chętnie spędzamy także na spływach kajakowych. Wypożyczalnie sprzętu znaleźć można przy większości rzek. Warto jednak pamiętać o tym, że trzeba go zarezerwować wcześniej, bo amatorów wiosennych sportów wodnych nie brakuje. W weekend majowy zaczyna się sezon żeglarski i choć na wodzie nie zawsze o tej porze roku będzie ciepło, to na pewno jeszcze nie jest tłoczno. No i wynajęcie jachtu kosztuje mniej niż w pełni sezonu. Kilka dni wolnego to również doskonały moment, żeby spróbować nowych aktywności. Może to być, na przykład, wizyta w stadninie i rozpoczęcie nauki jazdy konnej.

Są góry poza Tatrami

Z górami kojarzą nam się przede wszystkim Tatry. Choć są piękne, to nie powinniśmy ograniczać się tylko do nich. Zresztą w maju na tatrzańskich szlakach górskich może być jeszcze śnieg, co utrudnia wycieczki. Ale w Polsce mamy również inne góry. Wciąż niedoceniane przez turystów są np. Sudety. Choć ich wysokość nie jest imponująca, jest to bardzo atrakcyjny i przystosowany do zwiedzania rejon. Znajdziemy tu ponad 3,5 tys. km szlaków, które wiodą przez zachwycające miejsca. Ponadto znajdują się tu dwa parki narodowe. Dla miłośników historii w Sudetach czekają z kolei zamki, pałace, stare kopalnie i kamieniołomy.

Jeszcze bliżej natury

Spędzić weekend na łonie natury można w Biebrzańskim Parku Narodowym. Ten największy rezerwat w Polsce ma blisko 60 tys. hektarów powierzchni, z czego ponad 25 tys. to słynne Bagna Biebrzańskie, które są niekwestionowanym królestwem ptaków. Żyje ich tu prawie 300 gatunków, w tym wiele rzadkich i zagrożonych. Na turystów i przyrodników czekają tu liczne szlaki kajakowe, rowerowe i piesze. Dobrym miejscem na aktywny weekend majowy jest Puszcza Białowieska. Jej teren jest dziki i odludny. Prowadzi tu wiele szlaków turystycznych dla pieszych i rowerzystów. Innym rzadko odwiedzanym przez turystów, a pięknym miejscem jest Roztocze, które rozpościera się od lubelskiego Kraśnika aż po ukraiński Lwów. Roztocze słynie z szumów, czyli progów skalnych na przełomach roztoczańskich rzek. Szlak szumów jest uznawany za jedną z najpiękniejszych tutejszych tras. Najlepiej pokonać go pieszo lub na rowerze.

Sanatorium czy relaks w SPA?

Miejscowości wypoczynkowe i sanatoria już od dawna kuszą specjalnymi ofertami na majówkę. W czasie krótkich, kilkudniowych turnusów można szybko zregenerować siły przy pomocy masażystów i fizjoterapeutów. Dwuosobowy pokój z wyżywieniem i opieką medyczną w ośrodku sanatoryjnym kosztuje średnio ok. 1500 złotych. Za zabiegi lecznicze trzeba dodatkowo zapłacić. Możemy wybrać się także do SPA, które na majowy weekend także przygotowują atrakcyjne oferty. Za cztery noclegi z wyżywieniem trzeba zapłacić średnio od 800 zł od osoby. W cenie często jest możliwość korzystania przez określony czas ze strefy wellness i z jednego zabiegu, lub otrzymanie zniżki na zestaw zabiegów. Ciekawe pomysły na przyciągnięcie majowych gości mają niektóre hotele. Udostępniają sprzęt sportowy, oferują masaże, atrakcje kuchni regionalnych, wycieczki z przewodnikiem. Aby rodzice mieli chwile wytchnienia, chętnie zajmą się również dziećmi gości, organizując dla nich gry i zabawy. Ośrodki sanatoryjne czy hotele SPA to idealne rozwiązanie dla tych, którzy obawiają się zmiennej pogody podczas majówki. Zawsze lepiej poddać się zabiegom zdrowotno-relaksacyjnym niż marznąć lub moknąć na szlaku.

 

Bez krawata ani rusz

Eleganccy mężczyźni zwracają uwagę na świetnie skrojony garnitur, koszulę czy też klasyczne buty. Nierzadko jednak zapominają o tym, jak ważne są akcesoria: krawat, poszetka czy pasek

W tej dziedzinie powinniśmy uczyć się od kobiet, które wiedzą, że torebka Louisa Vuittona lub apaszka Hermesa decydują o tym, jak są postrzegane, choć reszta stroju może pochodzić z niedrogiej sieciówki.

– Polecam prosty eksperyment polegający na tym, by przejrzeć się w lustrze w garniturze z odpowiednio dobranymi akcesoriami i bez nich; zapewniam, że różnica będzie ogromna – podkreśla Janusz Bielenia, właściciel Studia Szycia na Miarę „Bielenia”.

– Zachęcam więc, by nie oszczędzać kupując akcesoria wysokiej klasy i, co równie ważne, żeby regularnie ich używać; na co dzień, a nie tylko z powodu wyjątkowych okazji. Nie rozumiem skąd bierze się w Polsce niechęć do noszenia krawata. Owszem, do stroju casualowego nie trzeba go zakładać, ale na spotkanie biznesowe lub kolację – koniecznie. To kwestia szacunku dla naszego gościa lub partnera w interesach. Warto o tym pamiętać umawiając się z obywatelami Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych czy Japonii. Znajomy Włoch opowiedział mi niedawno, że spotkał się na kolacji z pewnym polskim managerem, który jako jedyny wieczorem w eleganckiej restauracji w Mediolanie nie miał krawata i sam ze wstydem przyznał, że czuje się nieubrany…

Krawat ma długą i ciekawą historię. W 1660 roku król Francji Ludwik XIV dokonał przeglądu wojsk, w których skład wchodził pułk kawalerii z Chorwacji. Spodobały mu się jedwabne kolorowe chusty, które oficerowie wiązali pod kołnierzami. Nadał tej formacji miano Royal Cravattes. Tak więc słowo „krawat pochodzi bezpośrednio od wyrazu Chorwat. Król zatrudniał specjalnego „cravatiera”, który dbał o jego liczne „cravates”. I tak rozpoczęła się moda na noszenie krawatów, która szybko przeniknęła do Anglii, a potem do reszty Europy.

W XIX wieku, gdy kształtowały się kanony męskiego stroju, krawat został uznany za element niezbędny. Zapewne czeka go świetlana przyszłość, ponieważ nawet scenografowie filmów s-f dziejących się w dalekiej przyszłości ubierają bohaterów w krawaty i marynarki. Ciekawe są też badania, które… wykazują, że krawat może być starszy niż nam się wydaje. Podobno żołnierze chińskiego cesarza Shi Huang Ti (260- -209 r. p.n.e.) nosili wokół szyi chusty. Również starożytni legioniści rzymscy nosili szale, zwane „focale”. Bogactwo form krawatów jest niezmierzone, choć warto zachować wstrzemięźliwość. Do lamusa powędrowały krawaty ekstremalnie wąskie lub szerokie. Zalecana szerokość to 7,5 do 8,5 cm, choć dopuszczana może być też 9-9,5 cm – w przypadku stroju na wyjątkowe okazje.

Spośród materiałów na polecenie zasługuje przede wszystkim jedwab o własnej strukturze lub drukowany. Dobrze prezentuje się też wełna. Coraz bardziej popularne krawaty dziergane przeznaczone są generalnie do ubrań casualowych. Istnieje mnóstwo form wiązania krawatów, wystarczy jednak, by nauczyć się wiązać dwa rodzaje węzłów: pojedynczy (half-Windsor) lub podwójny (Windsor).

 

Pierwszy z nich znakomicie nadaje się na co dzień, do pracy, zwłaszcza do koszuli z angielskim kołnierzykiem. Dodatkową zaletę tak wiązanego krawata stanowi optyczne wyszczuplenie twarzy. Z kolei bardziej oficjalny węzeł podwójny znakomicie wygląda z koszulą z szerokim włoskim kołnierzykiem. Wiążąc krawat nie wolno również zapomnieć o podstawowych zasadach
dotyczących długości i formy węzła. Dolny róg krawata powinien znajdować się na wysokości sprzączki. I jest to jedyna dopuszczalna forma. Zazwyczaj nieelegancko prezentuje się też niedbały, niedociśnięty węzeł, zwany neapolitańskim.

Wolność według Piaggio

Będąc we Włoszech często można spotkać eleganckich menedżerów na skuterach. W miastach ten niewielki pojazd to znakomita alternatywa dla auta. Można nim szybko przecisnąć się przez korki i łatwo znaleźć miejsce do parkowania

Najsłynniejszym producentem tej branży jest istniejąca od 1884 roku firma Piaggio. Założył ją Rinaldo Piaggio, który z sukcesem produkował także lokomotywy, wagony kolejowe, statki i samoloty. Po 1946 roku spółka skoncentrowała się na branży motoryzacyjnej, w której w szybko odniosła spektakularny sukces, m.in. dzięki kultowemu skuterowi Vespa. Jednym z przebojów rynkowych Piaggio jest Liberty, którego od momentu debiutu w 1997 roku sprzedano ponad 900 tys.

Najnowszy model występuje (w zależności od silnika), w wersjach 50 i 125. Jego cechy charakterystyczne – rzecz jasna oprócz znakomitego włoskiego designu – to przednie światła w technologii LED i duże koła. Liberty jest dwuosobowy – z tyłu ma podnóżki dla pasażera. W skład podstawowego wyposażenia wchodzi elektrycznie otwierana przegroda pod siedzeniem oraz przyrządy analogowo-cyfrowe z wyświetlaczem LCD. Dla prawdziwych miłośników jednośladów bardzo ważna jest możliwość dopasowania pojazdu do własnych upodobań. Firma przygotowała dla nich bogaty pakiet stylowych akcesoriów, takich jak m.in. kufer, owiewka i szyba. Co więcej – skuter może być wyposażony w funkcję Bikefinder z systemem multimedialnym i nagłośnieniem.

Należy też wspomnieć o nowej generacji silników Piaggio IGET. Ta chłodzona powietrzem wersja została wprowadzony po raz pierwszy właśnie w najnowszym Liberty. Jednostki napędowe charakteryzuje wysoka jakość i niezawodność połączeniu z niskim zużyciem paliwa i minimalną emisji szkodliwych substancji. Wkrótce zaczyna się wiosna, a pogodne dni to najlepszy czas, by wsiąść na skuter, zwłaszcza tak stylowy, jak nowe Liberty.

Efekty ofensywy

Ofensywa modeli Grupy Renault przynosi znakomite efekty. Grupa, w skład której wchodzi też Dacia, osiągnęła rekordowy wynik sprzedaży: w 2015 roku w Polsce sprzedała 41 433 nowych samochodów, o 3633 więcej niż rok wcześniej

W przypadku marki Renault był to wzrost o 14,9 proc., a Dacii – o 1,3 proc. Udział obu marek w krajowym rynku wyniósł 10,13 proc. W skali globalnej to kolejny sukces najwybitniejszego managera branży motoryzacyjnej Carlosa Ghosna, który stoi na czele Aliansu Renault Nissan. Nie sposób też nie wspomnieć o designerze odpowiedzialnym za nową linię koncernu, Laurensie van den Ackerze. Świetne wyniki w Polsce to rodzaj premii za przemyślaną strategię sprzedażową, ale też stabilną politykę kadrową spółki.

– Mam nadzieję, że nasze nowości – Talisman, Mégane, Espace i Kadjar oraz kolejne premiery, które wkrótce zaprezentujemy – przełożą się na jeszcze lepszy wynik Renault w tym roku – powiedział Grzegorz Zalewski, dyrektor generalny Terytorium East. Liderem sprzedaży pozostaje Clio, które znalazło 7467 nabywców. Na drugim miejscu znalazł się flagowy model Mégane – 3570 sztuk. W marcu tego roku pojawi się nowy Mégane. Bardzo dobry wynik osiągnął także Captur, który znalazł 2481 nowych właścicieli. Warto też odnotować kolejny rekord grupy – sprzedaż do firm w 2015 roku osiągnęła rekordowe 29 411 szt. aut osobowych i dostawczych.

W przypadku marki Renault wzrost wyniósł 16,2 proc. w porównaniu z 2014 rokiem. Tym samym Renault znalazło się we flotowej pierwszej piątce. Co więcej, Renault zajmuje drugie miejsce na rynku samochodów dostawczych w Polsce, z udziałem 15,3 proc. Obie marki Grupy Renault mają 18,5 proc. udziału w polskim rynku samochodów dostawczych.

Kubizm, kryształ, Kabaň…

Škoda z „szarej myszki” w koncernie zmienia się w prawdziwego stylistycznego wampa. I coraz bardziej imponuje

Czechy to nie tylko ojczyzna jednej z najstarszych i najbardziej utytułowanych marek samochodowych świata, ale też jeden z najprężniejszych ośrodków stylistycznych i artystycznych. Czescy kubiści stanowili niegdyś awangardę nawet w gronie najbardziej awangardowych artystów, czego owoce można podziwiać do dziś zarówno w architekturze wielu czeskich miast, jak i w najróżniejszych odmianach sztuki, w tym użytkowej. Na przykład, w słynnej na cały świat biżuterii ze szkła kryształowego strass, wytwarzanej przez kultową firmę „Bohemia”, która stosuje niepowtarzalne czeskie wzory krystalicznych form. Ale nie tylko „Bohemia” czy architekci i artyści sięgają po te wielkie czeskie tradycje. Swą specjalnością stylistyczną uczyniła je także Škoda. Dwa lata temu marka zaszokowała i zachwyciła świat motoryzacji zaprojektowanym przez natchnionego stylistę, szefa działu designu Škody, Jozefa Kabaňa, koncepcyjnym modelem VisionC, który błyskawicznie przekształcił się w seryjny model  – tak piękny i znakomity, że znalazł się w finałach najważniejszych konkursów na samochód roku na świecie. Potem był wspaniały prototyp nowego modelu Yeti, a dziś Škoda rzuca na kolana świat motoryzacji fenomenalnym prototypem VisionS.

W nazwie VisionS litera „S” to odniesienie do akronimu SUV. Bo jest to koncepcja wielkiego samochodu właśnie tej klasy. Trudno się nim nie zachwycić – dzięki bowiem znakomitej inkorporacji kubistycznych motywów kryształu jest to samochód zarówno wielki, jak i subtelny; tchnie niepowstrzymaną siłą, a jest delikatny; jest masywny i ciężki, nawet stojąc nasuwa skojarzenia z szybkością i lekkością. Tak pięknego dużego SUV-a jeszcze nie było!

Na wznoszącej fali

Spółka Mercedes-Benz Polska odnotowała w 2015 roku obroty w wysokości 3744 mln złotych, co oznacza 18,1-procentowy wzrost w porównaniu do 2014 roku. To najlepszy wynik w historii firmy

W ubiegłym roku klienci Mercedesa zarejestrowali 9340 aut osobowych, a to przekłada się na wzrost sprzedaży o 24,6 proc. – najlepszy wśród marek premium. W 2015 roku zadebiutowało wiele modeli, m.in. Mercedes-Maybach Klasy S, CLA Shooting Brake, GLE Copué, GLC (następca Klasy GLK), C Coupé, S Cabrio. Swoją premierę miało też kilka aut z rodziny AMG: GT, C 63, S 65 Cabrio oraz AMG Sport: C, GLE, GLE Coupé. Warto podkreślić, że Mercedes-AMG ma za sobą rekordowy rok – jego sprzedaż wzrosła ponad dwukrotnie. Najpopularniejszym modelem 2015 roku była Klasa C. Auto to, nagrodzone tytułem World Car of the Year, znalazło w Polsce aż 1376 nabywców i zostało liderem segmentu. Niewiele mniejszym zainteresowaniem cieszyły się GLA i CLA. Te znakomite dane przedstawił na konferencji prasowej 17 lutego prezes Mercedes-Benz Polska Niels Kowolik, który w naszym kraju osiągnął wszystkie zakładane cele i wkrótce obejmie stanowisko szefa portugalskiego oddziału koncernu.

Z dużą satysfakcją zaprezentował przedstawicielom mediów najnowszy, szczególnie ważny dla firmy model Klasy E. Trudno w kilku zdaniach wyliczyć wszystkie innowacje techniczne, które zapewniają nieznany dotąd poziom komfortu i bezpieczeństwa, a jednocześnie wspomagają kierowcę. Ważne uzupełnienie stanowi niespotykana koncepcja obsługi multimediów oraz funkcji pojazdu. Muskularna limuzyna może poszczycić się rekordowo niskim współczynnikiem oporu powietrza. Ustanawia też nowe standardy w zakresie wydajności, a jej wielokomorowe zawieszenie pneumatyczne gwarantuje wyjątkowy komfort i dynamikę jazdy.

Nowe technologie w sektorze MŚP

Nowe technologie i rozwiązania IT nie tylko zapewniają przewagę konkurencyjną, ale i decydują o być albo nie być każdej firmy

Małe i średnie firmy to grupa podmiotów uznawana za istotną dla przedsiębiorczości, odgrywająca znaczącą rolę w tworzeniu nowych miejsc pracy, szybko reagująca na zmiany w otoczeniu społeczno-gospodarczym, dostosowująca działalność do bieżącej sytuacji oraz potrzeb rynku lokalnego, regionalnego, krajowego, a nawet międzynarodowego. Z jej cyfryzacją nie jest jednak najlepiej. Europejskie MŚP znajdują się na znacznie wyższym poziomie cyfryzacji procesów – tak przynajmniej wynika z badania zrealizowanego przez Ipsos MORI na zlecenie Microsoftu. Na przykład, w Holandii deklarowana skala cyfryzacji firm jest ponad dwukrotnie wyższa niż w Polsce (42 proc. vs. 20 proc.), a w Wielkiej Brytanii 36 proc. firm deklaruje pełną cyfryzację procesów. Mamy więc na rym polu dużo do zrobienia.

Jak pracujemy?
Ponad 40 proc. pracowników polskich firm deklaruje, że spędza w pracy 40-50 godzin tygodniowo, podczas gdy średnia europejska to ponad 10 godzin mniej. Wyniki te można tłumaczyć nie tylko wyższym stopniem zaangażowania polskich pracowników, ale także… niższym poziomem produktywności, który wynika z mniejszego wykorzystania technologii IT pomagających podnosić wydajność pracy. Polacy są przy tym zbyt przywiązani do biura, jako tradycyjnego miejsca pracy (76 proc. vs. 61 proc. w Europie). Jako jedną z głównych przyczyn takiej sytuacji wskazują problem z realizacją pracy w sposób zdalny (45 proc. odpowiedzi). Okazuje się również, że skala wykorzystania narzędzi mobilnych, takich jak smartfon i tablet, jest w firmach wciąż niska, choć wyniki dla Polski i Europy są w tym przypadku zbliżone (Polska: 40 i 15 proc., Europa 44 i 22 proc.). Przyczyna niższej wydajności pracy leży więc nie w braku dostępu do urządzeń mobilnych, ale w sposobie ich wykorzystania.

Kluczem do szybkiej i sprawnej obsługi klienta i efektywniejszej realizacji zadań jest bowiem dostęp do zasobów firmy i możliwość ich wykorzystania z poziomu urządzenia przenośnego. Badanie wykazuje też sporą różnicę w stopniu zastosowania usług i rozwiązań mobilnych w firmach polskich i europejskich. W 31 proc. polskich przedsiębiorstw z sektora MŚP wciąż dominuje praca oparta na dokumentach papierowych, stosowana już tylko w 23 proc. europejskich firm. 36 proc. polskich firm uczestniczących w badaniu deklarowało przejście na tryb online. Średnia europejska jest wyższa – 40 procent. Zupełnie inaczej postrzegana jest też skuteczność różnych form komunikacji. Polacy eksponują znaczenie spotkań bezpośrednich (66 proc. deklaracji) oraz rozmów telefonicznych (60 proc.). Niższy procent wskazań uzyskał e-mail, który w przypadku respondentów z innych krajów jest traktowany jako najefektywniejsza forma komunikacji. Przyznało tak 67 proc. respondentów z państw Unii Europejskiej, którzy najniżej ocenili skuteczność bezpośrednich spotkań.

Systemy do zarządzania ERP
Polska zajmowała w 2014 roku odległe miejsce w klasyfikacji państw Unii Europejskiej w zakresie wykorzystywania systemu ERP przez przedsiębiorstwa – 22 proc., podczas gdy średnia dla UE to 31 proc. (wg Eurostatu). Zgodnie z raportem Głównego Urzędu Statystycznego, z systemów ERP w roku 2014 roku korzystało 48,9 proc. przedsiębiorstw zatrudniających do 250 osób, a w 2015 roku – 46,5 proc. Wśród małych firm (do 49 pracowników) było znacznie gorzej: odpowiednio 15,3 proc. i 14,2 proc. Dla segmentu MŚP najważniejsze jest, aby system klasy ERP wspomagał najważniejsze obszary działalności i łatwo dał się zintegrować z wykorzystywanymi specjalistycznymi aplikacjami, np. wspomagającymi obsługę łańcucha dostaw i procesy logistyczne oraz związanymi z analityką biznesową. Na przykład, w produkcji potrzebne są funkcje magazynowe i produkcyjne, a w firmach dystrybucyjnych obsługa różnych kanałów sprzedaży.

Bezpieczeństwo IT
W polskich małych i średnich firmach brakuje procedur związanych z bezpieczeństwem informacji. 20 proc. firm sektora w ogóle nie archiwizuje swoich danych (średnia europejska to 13 proc.), a 46 proc. przyznaje, że mogłoby mieć trudności z odzyskaniem plików, ale trzymają kopie zapasowe na dysku twardym. W przypadku dostępu do danych poza biurem, 47 proc. pracowników przesyła potrzebne dane na prywatny e-mail, a 95 proc. szefów firm akceptuje taki proceder. Z kolei w badaniu ICAN Research zleconym przez Orange Polska, przedstawiciele większości (71 proc.) badanych firm sektora uważają, że poziom informatyzacji ich firm jest wysoki, chociaż jest to chyba stwierdzenie na wyrost.

Najpopularniejszym sposobem zabezpieczenia pozostaje bowiem oprogramowanie antywirusowe (88 proc. odpowiedzi), 53 proc. firm wdrożyło politykę zarządzania hasłami dostępu, 46 proc. szyfruje pocztę elektroniczną i tylko 35 proc. korzysta z backupu danych. Jako główny trend w informatyzacji najwięcej, bo 25 proc., badanych wskazało rozwój systemów wspierających zmiany modeli biznesowych i wzrost skali działalności biznesowej. 23 proc. największe znaczenie przypisuje rozwojowi internetowych narzędzi handlowych, w tym platform e-commerce, a 18 proc. możliwości wykorzystania rozwiązań IT do współpracy z zewnętrznymi specjalistami. IT podnosi przy tym jakość obsługi klientów oraz poprawia komunikację i produktywność pracowników w firmach sektora MŚP. 37 proc. respondentów podkreśla szczególny wpływ technologii na komunikację wewnętrzną, współpracę i dostępu, 46 proc. szyfruje pocztę elektroniczną i tylko 35 proc. korzysta z backupu danych.

Jako główny trend w informatyzacji najwięcej, bo 25 proc., badanych wskazało rozwój systemów wspierających zmiany modeli biznesowych i wzrost skali działalności biznesowej. 23 proc. największe znaczenie przypisuje rozwojowi internetowych narzędzi handlowych, w tym platform e-commerce, a 18 proc. możliwości wykorzystania rozwiązań IT do współpracy z zewnętrznymi specjalistami. IT podnosi przy tym jakość obsługi klientów oraz poprawia komunikację i produktywność pracowników w firmach sektora MŚP. 37 proc. respondentów podkreśla szczególny wpływ technologii na komunikację wewnętrzną, współpracę i wymianę wiedzy między pracownikami, 38 proc. podkreśla znaczenie IT dla obsługi klientów, 29 proc. wskazuje na poprawę produktywności zespołu, a 27 proc. podkreśla większą satysfakcję z pracy. Respondenci uznali, że IT zapewnia lepszy kontakt z klientem (40 proc.) oraz przyczynia się do redukcji kosztów (33 proc.).

Cyfryzacja to dobry biznes

Z prezesem Sygnity S.A. Januszem R. Guy’em rozmawialiśmy o cyfryzacji państwa, zamówieniach publicznych i roli informatyki w biznesie

Gdy premier Morawiecki ogłosił „plan Morawieckiego” to w Pana firmie strzelały korki od szampana? Liczycie na poważne przychody?

Liczymy, ale w taki sposób, aby nasze kalkulacje były przewidywalne i wykonalne. Jesteśmy spółką giełdową, więc nie możemy słuchać obietnic i bujać w obłokach. Dla nas istotne jest to, co z obietnicy staje się promesą popartą konkretnymi faktami.

Zacznijmy od zamówień publicznych. Z nimi jest zawsze dużo problemów.

To jest szerszy problem, który musi być rozwiązany przez administrację państwową. Przykładem są zamówienia publiczne na budowę autostrad. Autostrady w Polsce mamy, ale firm, które je budowały, nie mamy. Bo zbankrutowały. Są pewne zapisy w ustawie o zamówieniach publicznych, które stanowią duże zagrożenie dla spółek.

Jest też odwrotnie: programu informatyzacji ZUS nie mamy, a firmy, które to realizują – mamy

Tak, to jest bardzo dobry strzał w drugą stronę. Podobnie jest z informatyzacją służby zdrowia. Potrzebna jest mądrość i umiar. Tego uczymy się, ale – niepotrzebnie czasami – od zera. Są przykłady państw, także unijnych, które przeszły taką drogę. Na przykład, w Anglii prawo było tak napisane, że doszło do kilku spektakularnych bankructw spółek w segmencie informatycznym. Wzięła się za to Izba Lordów, prawodawcy i zmienili prawo. Na takie, które chroni zamawiającego, ale niekoniecznie wdeptuje w ziemię spółkę za winy, które niekiedy są wątpliwe.

Kontakty między państwem a sektorem IT osiągnęły już taki poziom, że zaufanie jest na poziomie minusowym. Jest Pan zwolennikiem opcji zero?
Trudno w tej chwili o gruntowną ocenę, ponieważ jeszcze trwają zmiany w ministerstwach, z którymi współpracujemy. Nie zawsze z samym ministrem, a z ludźmi odpowiedzialnymi za IT, za projekty, które wdrażamy. A prowadzimy duże projekty, niektóre z nich są dyskutowane nawet na łamach prasy. W projekcie nazywanym administracyjnie P1 byliśmy jednym z wykonawców tak zwanego e-Zdrowia. Przedstawiciele nowej władzy wypowiedzieli się krytycznie na temat tego systemu. Firmy, które go wdrażały, zostały obciążone ogromnymi karami, zerwano z nimi umowy, ale Sygnity była jedyną spółką, której to nie dotknęło. Nie zostaliśmy obarczeni karami ani nie usunięto nas z tego projektu, po prostu go zatrzymano i w tej chwili jest redefiniowany. Uważam, że decydując się na działalność w sektorze publicznym trzeba mieć rozeznanie, jak on wygląda. Działamy na rynku IT w Polsce od ponad 25 lat. W tym czasie rząd zmienił się wiele razy. Dostosowywaliśmy się i skutecznie działaliśmy. Ponad połowa naszego biznesu to segment bankowo-finansowy i energetyczny. Zamówienia publiczne stanowią też poważny udział – ok. 35 proc. naszych przychodów. Ten udział się zmienił ze względu na opóźnienia unijne, jeszcze niedawno było to 45 proc. Ale to są dwa różne światy. Segment bankowo-finansowy czy energetyczny to międzynarodowe, globalne koncerny, w których mamy do czynienia z innymi procedurami, z szybką wymianą informacji, z dialogiem między zamawiającym a wykonawcą, jakim jest Sygnity.

Wróćmy do administracji państwowej: e-Zdrowie – rozumiem, że jesteście w tym projekcie, e-Podatki – to jest głównie po Waszej stronie. Czy możliwa jest cyfryzacja systemu podatkowego w stu procentach?
Zawsze potrzebna jest partycypacja człowieka. Wszystkie systemy podatkowe wymagają ciągłej customizacji, ponieważ prawo się zmienia. My wdrażamy system, w którym głównym podwykonawcą jest amerykańska firma Fast Enterprises, dostawca rozwiązań dla systemów podatkowych dla wielu stanów, m.in. Kalifornii. Podobny wdraża Finlandia. To system naprawdę ultranowoczesny. Od trzech lat grupa Amerykanów współpracuje z Ministerstwem Finansów; pracują tu codziennie – są w Polsce na stałe, z rodzinami, tu mieszkają, tu uczą się ich dzieci.

Na jakim etapie jest cyfryzacja państwa polskiego?
Są różne ekstrema: od krajów, które w ogóle nie są dotknięte cyfryzacją, po bardzo zaawansowane. Gdybyśmy porównali się np. do Estonii, to pewnie jest ona bardziej zaawansowana. Ale czy to jest właściwe porównanie? Jeśli chodzi o skalę, jest to kwestia środków, czyli udziału w cyfryzacji segmentu komercyjnego, prywatnego. Im bardziej rozwinięty kraj, tym więcej jest instytucji międzynarodowych czy nawet globalnych i strategie podejścia do cyfryzacji są też zglobalizowane. Można powiedzieć, że w równym stopniu cyfryzują się banki Santander w Polsce i Santander, powiedzmy, w Hiszpanii. Jeśli chodzi o instytucje publiczne, to głównym motorem jest dostępność środków, głównie z budżetu państwa. Polska jest ogromnym beneficjentem środków z Unii, co spowodowało, że alokacja z budżetu naszego państwa w cyfryzację jest niewielka. Można więc zadać pytanie, co się stanie, gdy wyczerpią się środki unijne? Utrzymanie systemów w jakimś momencie zacznie być obciążeniem. Rząd angażuje się w wielkie projekty transformujące państwo, uzależnione od cyfryzacji. Myślę, że ważne byłoby ustalenie priorytetów.

Jak wygląda teraz branża IT i czym różni się od tej, w którą Pan wchodził kilka lat temu? Jaka jest pozycja Pana firmy?
Sygnity jest spadkobiercą Computer- Landu, który był w swoim czasie liderem albo niekwestionowanym co-leaderem rynku, jeszcze z Prokom Software. Wtedy IT było synonimem handlu sprzętem, co ludzie z IT nazywają przerzucaniem pudeł. Tak więc przerzucano te pudła i w pewnym momencie, kiedy spółki zaczęły się bogacić, a firmy wokół i otoczenie zaczęły się zmieniać, parę z nich bardzo mądrze zaczęło taką właśnie pracę integracyjną, pracę nad własnymi produktami. Byliśmy jedną z nich. To była mądra transformacja. Patrząc na zapotrzebowanie na polskich specjalistów IT i na tę wielką rzeszę, która z uwagi na wiedzę i warsztat pracuje poza Polską, jesteśmy jednym z niekwestionowanych liderów na świecie. Liczba centrów serwisowych i kompetencyjnych IT w różnych miejscach w Polsce świadczy o tym, że sektor IT jest tu dużo atrakcyjniejszy niż gdzie indziej. Jak Pan postrzega teraz Sygnity na rynku? Są alternatywne odpowiedzi. Przez pryzmat spółki IT, jaką jest Sygnity, co chciałaby robić – to jedno spojrzenie; a drugie, okiem naszych akcjonariuszy, inwestorów – co by chcieli z tej spółki mieć.

Kiedy w 2012 roku przyszedłem do Sygnity, do rady nadzorczej, a później do zarządu, byliśmy integratorem, czyli ważne były partnerstwa z różnymi globalnymi graczami i pewna pula własnych rozwiązań. Myślę jednak, że taka spółka, jak nasza, mierzy i powinna mierzyć w projekty oparte na własnych rozwiązaniach i na własnych produktach. Mamy na tyle wysoki poziom myśli technologicznej i kompetencje ludzi, że stać nas na to. Następną rzeczą jest dywersyfikacja biznesu. Jako spółka jesteśmy całkowitym odzwierciedleniem polskiego rynku, bo nasz biznes pochodzi z Polski. Jesteśmy za granicą, ale to nie jest znacząca część. Uczestniczymy w zamówieniach publicznych, które są ściśle powiązane z otrzymaniem funduszy unijnych przez instytucje zamawiające. Jeśli coś się przesuwa, trudno jest to tak zrekompensować w innych segmentach, by zmieścić się w okresie sprawozdawczym. Dywersyfikacja biznesowa na rynki, zwłaszcza te bliskie, gdzie jest zapotrzebowanie na nasze produkty, jest konieczna. Dla Sygnity to jest ten właściwy kierunek działań. Nie ma bardziej zglobalizowanego biznesu, jak IT. Trzeba tylko mieć pewność, że nasze produkty są wystarczająco atrakcyjne i dają nam odpowiednią marżę. Realizujemy tę strategię, trochę nadganiając stracony czas, bo spółka miała trudny okres przez parę lat po fuzji.

Czy rzeczywiście można powiedzieć, że restrukturyzacja jest za Wami, a teraz tylko pozytywistyczny rozwój?
Duże kroki zostały uczynione, ale zawsze będzie jeszcze ileś małych do zrobienia. W wyniku fuzji zmniejszyliśmy liczbę lokalizacji do dwunastu. Pytanie, czy posiadanie tylu lokalizacji w Polsce to optymalny model biznesowy? Pewnie nie, ale, z drugiej strony, w IT nie można zamknąć jednej lokalizacji i gdzie indziej otworzyć drugiej, bo one opierają się na ludziach. To są ruchy typowo gospodarskie i każdy prezes musi mieć na swojej liście priorytetów ciągłe patrzenie, jak można zoptymalizować koszty, usprawnić organizację.

Jakie były główne przyczyny kłopotów w firmie?
Zwykle przy połączeniu firm, czy to są spółki IT, czy z grupy konsumenckiej, dla każdej ze stron istotny jest parytet wymiany akcji. Rzeczywiście było dużo przeszacowanych projektów. Trzeba było robić odpisy. Później audytor stwierdził, że w wyniku odpisów nastąpiły straty. Jak się łączą duże organizmy – a to były dwa duże organizmy – są pewne synergie organizacyjne. Trzeba było dostosować strukturę do połączonego biznesu, a to nie miało miejsca, wobec czego spółka zanotowała kolosalne straty. Musieliśmy zwolnić sporo osób, żeby struktura kosztów była odpowiednia do struktury przychodów, żeby biznes mógł generować marżę, jaką generują konkurenci. Okres dużych strat i dostosowywania struktury organizacyjnej do wielkości biznes umiał swój finał w 2015 roku.

Jak Pan widzi firmę, którą Pan kieruje, powiedzmy za 10 lat?
Dziesięć lat jest trudne do prognozowania nawet dla Google’a czy Apple’a; my operujemy na pięcioletniej prognozie. Dążymy do modelu, dzięki któremu będziemy pożądaną spółką publiczną. Musimy zdywersyfikować źródła przychodów. Mamy konkretne plany migracji poza granice Polski. Rozszerzenie segmentowe też jest naszym celem. Mamy zidentyfikowane segmenty, w których byliśmy i zbudowaliśmy wysokie kompetencje, ale musieliśmy je sprzedać, by ratować spółkę, gdy ponosiła straty. Jednym z przykładów jest rynek zdrowia. Te biznesy sprzedaliśmy, ale ludzie zostali. Będziemy teraz  nwestować, by ten potencjał odtworzyć. Ten proces już się zaczął. To są nisko wiszące owoce, które będziemy zbierać.

Jakie są Wasze zdolności akwizycyjne?
Nasze zdolności akwizycyjne to kwestia wygenerowania gotówki. Mamy trzy podstawowe filary funkcjonowania: segment publiczny – 35 proc. naszego biznesu – oraz bankowo-finansowy i energetyczny. Mamy biznes, który jest przewidywalny, produkty, które są sprawdzone i cały czas je unowocześniamy. Wiemy, jaką jesteśmy w stanie wygenerować marżę. Ona jest źródłem gotówki, która zasili część akwizycyjną. Myślimy o akwizycji produktów, ale też różnych podmiotów. Do tego wszystkiego mamy zdolność emisji obligacji.

Ale nie obligacji zamiennych?
Nie, nie zamiennych. Przy obecnym kursie akcji nie myślimy o dodatkowej emisji.

Chyba wręcz odwrotnie?
Tak, skupujemy swoje akcje. To jedna z najlepszych dla nas inwestycji. Banki, które się do nas zgłaszają, chcą finansować procesy akwizycyjne. Rozmawiamy z paroma, z jednym bardzo poważnie. Gdy skończymy, usiądziemy z radą nadzorczą i zastanowimy się, czy to jest droga, którą chcemy pójść…

Co lubi Janusz R. Guy

Zegarki AppleWatch
Ubrania włoskie Boggi i Canali
Wypoczynek „Stany Zjednoczone, jestem obywatelem USA i uwielbiam spędzać tam czas, ostatnio przejechałem całe zachodnie wybrzeże od San Francisco po Meksyk.”
Kuchnia włoska
Restauracja w Warszawie „Nolita”. W Mediolanie, gdzie mieszkał – „La Risacca 2”
Hobby muzyka – od Nirvany po Mozarta

Ważne Informacje

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...