.
Strona główna Blog Strona 374

Analityka Big Data strategicznym narzędziem rozwoju nowoczesnego banku

    IMG_1622_doneKompleksowe i innowacyjne wykorzystanie dostępnych danych decyduje dziś o bezpieczeństwie, konkurencyjności i satysfakcji klientów instytucji finansowych

    Nie minął jeszcze rok od zdobycia przez Blika prestiżowej nagrody Efmy – organizacji skupiającej ponad 3,3 tys. instytucji finansowych z ponad 130 krajów – w konkursie „Distribution & Marketing Innovation in Retail Financial Services”, a PKO Bank Polski może się poszczycić kolejnymi innowacyjnymi projektami. Tym razem ich charakter jest nieco inny, nakierowany na osiągnięcie doskonałości operacyjnej organizacji i związanego z tym wzrostu satysfakcji i lojalności klientów banku. Nowoczesna bankowość detaliczna korzysta z dobrodziejstw digitalizacji, umożliwiającej powstawanie i powszechne korzystanie z takich aplikacji jak Blik. Jednakże narażona jest na nowe zagrożenia wynikające z przekazania klientom wielu narzędzi i uprawnień do samoobsługi produktów bankowych, do niedawna zarezerwowanych wyłącznie dla pracowników banku. Do tego dochodzą hiperkonkurencyjny rynek i ogromna presja na poprawę efektywności. Szansą na neutralizację zagrożeń i uzyskanie przewagi konkurencyjnej jest nowatorskie wykorzystanie ogromnych wolumenów danych produkowanych przez zdigitalizowany bank – tzw. Big Data.

    Analitycy firmy Gartner (badanie Gartner Research na panelu Circle Members, 2015) szacują, że ok. 44 proc. banków na świecie już zainwestowało w przetwarzanie i wykorzystanie Big Data w codziennym biznesie, a kolejne 31 proc. planuje takie inwestycje w tym roku i kolejnym. Niestety, większość wdrożeń ma charakter izolowanych projektów, adresujących wybrane potrzeby biznesowe, przez co ich wpływ na kluczowe wskaźniki efektywności banku jest ograniczony, a ekspozycja na poziomie zarządu niewielka. Tylko najbardziej innowacyjne organizacje, takie jak HSBC i Commonwealth Bank of Australia (CBA), potraktowały analitykę Big Data jako kluczowy instrument budowania strategicznej przewagi konkurencyjnej. W ramach tak zdefiniowanej strategii wdrażane są oparte na analityce Big Data kompleksowe programy, znajdujące się na stałe w agendzie zarządów. Z badań Capgemini (Aureus Insights przy współpracy Capgemini-consulting, 2015) wynika, że zintegrowane podejście do analityki Big Data daje o 60 proc. wyższy zwrot z inwestycji niż w przypadku izolowanego podejścia projektowego.

    Trzy kluczowe obszary zastosowań
    W najszerszym i najdojrzalszym ujęciu banki implementują rozwiązania oparte na analityce Big Data w trzech obszarach o największym potencjale: kompleksowym zarządzaniu ryzykiem, cyberbezpieczeństwie oraz zarządzaniu wiedzą o kliencie i relacjami z klientem. Dotychczas domeny te traktowane były jako wyizolowane obszary biznesowe, a przynajmniej takie silosowe podejście dominowało do tej pory w praktyce bankowej. W nowym podejściu wszystkie te obszary mają wspólny mianownik, a elementem spajającym jest szczegółowa i kompleksowa wiedza o kliencie dostępna w czasie rzeczywistym. Ta sama informacja, ale wykorzystywana w różnych ujęciach, pozwala na bardziej elastyczne zarządzanie ryzykiem kredytowym, płynności i operacyjnym, skuteczniejsze wykrywanie nadużyć i cyberzagrożeń oraz lepsze, kontekstowe dopasowanie portfela produktów dla klienta.

    Taką drogą strategicznego wykorzystania analityki Big Data podąża PKO Bank Polski, co pozycjonuje go w gronie najbardziej innowacyjnych instytucji finansowych. Wszystkie trzy wymienione powyżej obszary są obecnie w końcowej fazie modernizacjina podstawie analityki Big Data. Strategicznym partnerem Banku jest SAS Institute, który dostarczył niezbędną technologię oraz know-how i najlepsze praktyki ze swoich wdrożeń na świecie.

    Zapobieganie nadużyciom
    I tak system Enterprise Fraud Management to złożone rozwiązanie mające na celu zapobieganie nadużyciom i wyłudzeniom. Ze względu na zróżnicowanie metod oszustów banki z reguły utrzymują kilka odseparowanych systemów monitorujących nadużycia na wnioskach kredytowych, nadużycia transakcyjne w bankowości elektronicznej i nadużycia kartowe. Ponieważ każdy z takich systemów zwykle działa autonomicznie, na podstawie dedykowanych, specyficznych informacji, uzyskanie kompleksowego obrazu łączącego informacje z różnych obszarów nadużyć jest mocno utrudnione.

    W PKO Banku Polskim postawiono na rozwiązanie zintegrowane. Dla przykładu zaawansowane algorytmy poprzez eksplorację terabajtów danych zgromadzonych w banku identyfikują podejrzane powiązania i prezentują je graficznie w postaci sieci powiązań. Dzięki wizualizacji możliwe jest szybsze i bardziej efektywne diagnozowanie nowych form i sposobów wyłudzeń. Jednocześnie analityka, wykorzystywana w czasie rzeczywistym do monitorowania transakcji pod kątem ryzyka wystąpienia nadużyć, pozwala na podjęcie trafnej decyzji o ewentualnej blokadzie transakcji, zanim środki finansowe zostaną wyprowadzone z rachunku klienta.

    Zarządzanie relacjami z klientem
    Podobne podejście, ale w zupełnie innym celu, przyświeca modernizacji systemu do zarządzania relacjami z klientem. Kluczem jest kompleksowa wiedza o nim i możliwość jej wykorzystania w odpowiednim momencie, w czasie rzeczywistym. Współczesny klient większość swych kontaktów z bankiem realizuje w kanałach cyfrowych, a ich częstotliwość jest nieporównywalnie większa od tradycyjnych. Zaawansowane algorytmy analityczne umożliwiają budowę szczegółowego profilu klienta, uwzględniającego jego potrzeby, preferencje i możliwości. Wykorzystanie tych algorytmów na ogromnym wolumenie danych transakcyjnych pozwala na odkrywanie czasem nieintuicyjnych ścieżek i interakcji klientów, które prowadzą do zdarzeń pożądanych (np.zakupu produktu) i tych, którym bank chce przeciwdziałać (np. rezygnacji). Spersonalizowana oferta uzależniona jest od aktualnego kontekstu i kanału kontaktu. Dla klientów PKO Banku Polskiego oznacza to zintegrowaną i komfortową obsługę. Dla przykładu klient, który właśnie przekroczył próg określonego rodzaju wydatków w danym miesiącu, może otrzymać natychmiast propozycję „pomostowego” kredytu konsumpcyjnego lub czasowego powiększenia salda debetowego.

    Zarządzanie ryzykiem
    Trzeci z obszarów – zarządzanie ryzykiem – również w istotnym stopniu opiera się na detalicznej wiedzy, zarówno o portfelu posiadanych instrumentów, jak i o kliencie, co jest kluczowe zwłaszcza w obszarze zarządzania ryzykiem kredytowym. W obszarze zarządzania aktywami i pasywami, w tym zarządzania ryzykiem płynności i ryzykiem stopy procentowej oraz wyceny instrumentów finansowych, do przeliczeń są obecnie wdrażane silniki analityczne SAS działające na zgromadzonych danych Big Data. Zaawansowane podejście do analiz symulacyjnych oraz testów warunków skrajnych w połączeniu z monitorowaniem zarówno wewnętrznych, jak i obligatoryjnych wskaźników ryzyka wraz z możliwością zejścia od wyników ogólnych do poziomu pojedynczejtransakcji zapewni, że decydenci na czas uzyskają kompleksową wiedzę niezbędną do podejmowania decyzji biznesowych w zakresie struktury portfela.

    Dzięki wprowadzeniu wysokich standardów zarządzania ryzykiem operacyjnym oraz automatyzacji procesów operacyjnych i wykorzystaniu analityki SAS w zakresie ryzyka operacyjnego PKO Bank Polski uzyskał zgodę regulatora na wykorzystanie metody zaawansowanego szacowania kapitału (AMA), która gwarantuje bankowi większą elastyczność inwestycyjną i bardziej efektywne wykorzystanie, jakże cennego w dzisiejszych niestabilnych czasach, posiadanego kapitału.

    Kobieta na czele GSK

    emma-walmsley-86-edit-2

    Emma Walmsley przejmie w marcu 2017 roku stery spółki GSK (GlaxoSmithKline). Do ścisłego zarządu wejdzie na początku przyszłego roku, a w fotelu prezesa zastąpi odchodzącego na emeryturę Andrew Witty’ego. To pierwsza kobieta stająca na czele zarządu wielkiego międzynarodowego koncernu farmaceutycznego. Ale też nie znajdzie się na szczycie przypadkowo, bądź w wyniku poprawności politycznej. Siedemnaście lat poświęciła na pracę w firmie L’Oreal, w niej na stanowiskach kierowniczych w marketingu w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku. Od 2007 r. pełniła w Szanghaju funkcję dyrektor generalnej Działu Produktów Konsumenckich w L’Oreal China. W 2010 r. przyszedł czas na przejście do GSK, giganta branży farmaceutycznej. Wkrótce stanęła na czele działu Consumer Healthcare i uczestniczyła w pracach zespołu zarządzającego GSK. Po utworzeniu GSK Consumer Healthcare – joint venture firm GSK i Novartis – została prezesem tej części koncernu. Sukcesy na tym polu wyniosły absolwentkę Uniwersytetu Oksfordzkiego na sam szczyt w GSK. Emma Walmsley była też dyrektorem niewykonawczym spółki Diageo. GSK zatrudnia ponad 101 tys. pracowników w 150 krajach. Tylko w 2015 r. firma zainwestowała 3,1 mld funtów na prace badawczo-rozwojowe dotyczące nowych leków i szczepionek, a także produktów konsumenckich. Przychody w ubiegłym roku to niemal 24 mld funtów. Koncern powstał w roku 2000, po połączeniu spółek Glaxo Wellcome i SmithKline Beecham.

    Klasa Premium dla każdego

      Marcin_Slomkowski_Inchcape_Motor[11].jpgPolacy coraz częściej przesiadają się do nowych, luksusowych samochodów. Przeciętnie zmieniamy samochód co 3,5 roku. W tym roku eksperci spodziewają się wzrostu sprzedaży o 15 proc. i może się okazać, że będzie to najlepszy wynik od 2005 r.

      Wielu kierowców chce, tak samo jak Niemcy i Francuzi, przynajmniej raz na trzy–cztery lata pochwalić się nowym autem. Co więcej, jesteśmy też coraz mniej przyzwyczajeni do swoich pojazdów. Wzorem zachodnich sąsiadów traktujemy je bardziej użytkowo: mają działać, nie sprawiać kłopotów i być tanie w eksploatacji. Taka zmiana trendów to efekt spadających cen i większej dostępności produktów finansowych, dzięki którym klienci mogą nabyć pojazd z wyższej półki i finansować go w postaci leasingu z wysoką ratą rezydualną, czyli systemem niskich rat miesięcznych i wyższą ratą wykupu.

      – Taki system pozwolił wielu Polakom na spełnienie marzeń o samochodzie z segmentu Premium. ComfortLease pozwala na spłatę bardzo niskich rat miesięcznych i podjęcie decyzji po trzech–czterech latach o wykupie auta lub zwrocie i zamianie na nowy egzemplarz – podkreśla Marcin Słomkowski, dyrektor generalny Inchcape Motor Polska, dealera BMW i Mini.

      System oferty ratalnej jest powszechnie znanym i stosowanym rozwiązaniem na największych rynkach europejskich: w Niemczech (3 mln aut) i Wielkiej Brytanii (2,5 mln aut). Polska jest największym rynkiem w Europie Wschodniej (w 2015 r. kupiliśmy 350 tys. nowych aut), eksperci spodziewają się zaś dynamicznego rozwoju nowych produktów finansowych i zmiany nastawienia Polaków do zagadnienia własności pojazdu. W finansowaniu opartym na tzw. wysokiej wartości rezydualnej (inaczej resztkowej, czyli części ceny, która nie zmniejsza się podczas użytkowania pojazdu) klienci spłacają tylko tyle, ile wynosi realny spadek ceny samochodu podczas jego używania.

      – System finansowania z wysoką wartością rezydualną sprowadza się do niskiej opłaty miesięcznej, odpowiadającej 1–2 proc. ceny pojazdu, czyli wartości, jaką samochód i tak traci wraz z upływem czasu. Istotne jest jednak to, że po okresie umowy – zazwyczaj po trzech–czterech latach – użytkownik pojazdu ma, jeśli nie zdecyduje się na wykup, zagwarantowany odkup przez instytucję finansującą – dodaje prezes Inchcape Motor Polska.

      System finansowania jest przeznaczony również dla indywidualnych klientów, którzy dotychczas nie mogli pozwolić sobie na drogie marki. Dziś, dzięki takim produktom jak ComfortLease, koszt miesięcznej raty za auto BMW został obniżony nawet o 60–70 proc. Zalety nabywania nowych pojazdów na takich warunkach zdają się coraz bardziej przekonywać Polaków, a specjaliści twierdzą, że Polska to rynek, który rocznie powinien wchłaniać 600–800 tys. nowych aut. Optymiści twierdzą, że nawet milion.

      – Polacy mają coraz mniej oporów przy nabywaniu pojazdów luksusowych, które pozostają własnością firmy leasingowej. Taki model finansowania gwarantuje im brak kłopotów ze sprzedażą samochodu po zakończeniu umowy. Dla przedsiębiorców to naturalny produkt, gdyż w większości pojazdy służbowe nabywane są w postaci leasingu – podkreśla prezes Inchcape Polska.

      Rekordowy 7. PKO Festiwal Biegowy

      Festiwal, który jest sportową kontynuacją Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju,

      wciąż się rozwija. Osiem tysięcy uczestników i ponad 11 tys. startów biegaczy z całego świata to tegoroczny powód do dumy organizatorów z Fundacji „Festiwal Biegów”. Przez trzy dni nie sposób było dotrzeć w każde miejsce i uszczknąć choć trochę ze wszystkich proponowanych atrakcji

      W sportowej części siódmy Festiwal Biegowy to ponad 30 konkurencji i 300 km tras. Dla debiutantów i zaprawionych w bojach z własnym organizmem, dzieci, całych rodzin, indywidualistów i grup biegowych. Biegano od rana do późnego wieczora, a miasteczko biegowe kipiało emocjami. Wyłącznie sportowymi, bo podążając z duchem czasu, gospodarze zaprosili do Krynicy kontrolerów z Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Największym zainteresowaniem cieszyła się ponownie Życiowa Dziesiątka – najszybszy bieg na 10 km w Polsce. Z Krynicy do Muszyny, po trasie ze 128-metrową deniwelacją terenu, biegało blisko 1,5 tys. osób. Najbardziej prestiżowa konkurencja festiwalu – Bieg 7 Dolin ze 100-kilometrową trasą przez Beskid Sądecki – zgromadziła na starcie 727 osób. Tylko 450 dotarło do mety – znów decydowała piękna, ale niesprzyjająca bieganiu aura. Z kolei towarzyszące biegi na 64, 34 i 17 km ukończyło ponad 1 tys. osób, a przebojem trasy okazał się szybki zbieg z Runka (1080 m n.p.m.).

      Bieg 7 Dolin - 100 km przez Beskid SądeckiBohaterem krynickich gór jest Marcin Świerc, który krynicką „setkę” wygrał po raz trzeci. Jeszcze trudniejsze zadanie w Krynicy mieli uczestnicy biegowej etapówki Iron Run. To trzy dni biegania z ledwie kilkugodzinnymi przerwami na odpoczynek i dziewięć konkurencji z dystansami od 1 mili do 64 km. W sumie ponad 140 km w nogach. Wystartowało sto osób – przetrwało 59, w tym dwie kobiety. A Krystyna Macioszek z Warszawy ukończyła Iron Run już dwukrotnie! Pięć lat Krynica czekała na zwycięstwo Polaka w festiwalowym maratonie i… się doczekała. Rafał Czarnecki nawiązał do sukcesu Grzegorza Czyża z 2011 r. i w pięknym stylu zwyciężył Koral Maraton. Sukces jest tym cenniejszy, że odniesiony nad mocnym rywalem, Kenijczykiem Joelem Maina Mwangi. Ci, którzy przyjechali do Krynicy głównie dla zabawy, mogli przebierać w programie imprezy. Chętnych było tak dużo, że np. Bieg w Krawacie miał aż trzy serie. Bieg Przebierańców opanowały smerfy, piraci, zakonnice, tygrysy i smoki, ale serca jurorów podbiła „Dama ze Złą Suczką”. Wykonanie kostiumu stylizowanego na słynny obraz Leonarda da Vinci zajęło biegaczce dwa miesiące.

      Z najszerszym uśmiechem spośród wszystkich uczestników krynickiego festiwalu wróciła do domu Maria Bochenek ze Skoczowa. Wygrała samochód osobowy, ufundowany jako główna nagroda krynickiej imprezy przez Przedsiębiorstwo Produkcji Lodów „Koral”.

      – Pobiegłam w Krynicy dla zabawy. W pierwszym starcie udało mi się wywalczyć trzecie miejsce w kategorii wiekowej, a teraz taka niespodzianka – cieszyła się Maria Bochenek tuż po tym, gdy odebrała kluczyki do auta.

      – To był mój szósty festiwal i nigdy nie wyjeżdżałam stąd z pustymi rękami. Zawsze coś wygrywam w Krynicy, ale takiego szczęścia się nie spodziewałam. PKO Festiwal Biegowy to nie tylko sportowa rywalizacja – tutaj o bieganiu się mówi, śpiewa, a nawet rysuje (w Strefie Dzieci). Przez trzy dni w ramach Forum Sport, Zdrowie, Pieniądze odbywały się wykłady, prelekcje i warsztaty, które pod biegowym sztandarem zgromadziły osobistości świata sportu, polityki, biznesu i kultury.

      Z biegaczami spotkali się m.in. złoty medalista z Pekinu Michał Jeliński, były premier prof. Grzegorz Kołodko oraz były minister sprawiedliwości Borys Budka (obaj to zapaleni maratończycy), a także legenda himalaizmu, a dziś przedsiębiorca Leszek Cichy. Gościem specjalnym 7. PKO Festiwalu Biegowego był 800-metrowiec Orlen Teamu Marcin Lewandowski. W Krynicy wręczono też po raz trzeci nagrody dla Biegowego Wydarzenia i Dziennikarza Roku (odpowiednio PKO Bydgoski Festiwal Biegowy i Maciej Gach z Radia Gdańsk), a po raz drugi nagrodę Biegowej Książki Roku („Kuchnia dla biegaczy. Siła z roślin” Violetty Domaradzkiej, Roberta Zakrzewskiego i Damiana Parola). Na festiwalowym EXPO – targach sprzętu sportowego należących do największych tego typu imprez w Polsce – pokazało się ponad 150 światowych marek. Na muzycznej scenie festiwalu zagrały gwiazdy: Żuki, Gooral i idol młodzieży, a przy tym zapalony biegacz Jacek „Mezo” Mejer. – Ten festiwal to spełnienie moich marzeń! Tu jest wszystko, co kocham: muzyka, dużo sportu i motywacja, którą ma tutaj tyle osób walczących o dobre wyniki – stwierdził „Mezo”, zachwycając się klimatem biegowych spotkań w mieście Nikifora.

      Jacek Mezo Mejer na scenie Festiwalu - 2

      PKO Festiwal Biegowy przygotowuje zespół ok. 80 osób (na stałe pracuje tylko kilkanaście), któremu pomaga ok. 250 wolontariuszy i kilkanaście średnich i małych, ale wyspecjalizowanych firm. Koszty to m.in. całoroczne wydatki związane z utrzymaniem etatowych pracowników oraz koszty organizacji imprezy w trzech proporcjonalnych segmentach – promocja i reklama, nagrody dla uczestników, koszty techniczne. Z kolei przychody to umowy komercyjne, opłaty startowe, umowy barterowe, dotacje i granty. Przewaga tych drugich nad pierwszymi, a więc aspekt biznesowy, od początku jest istotnym elementem przedsięwzięcia, ale nie najważniejszym.

      – Kreowanie marki to proces długotrwały, kosztowny, ale przynosi konkretne, często dodatkowe korzyści – mówi Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego i pomysłodawca Festiwalu Biegowego, miłośnik biegania i gór (w tym roku ukończył w Krynicy górski ultramaraton 64 km).

      PKO Festiwal Biegowy już dawno ugruntował swoją pozycję w kalendarzu imprez. Zarówno jako wydarzenie sportowe, jak i społeczne, biznesowe. Teraz pokazuje, że wciąż ma mnóstwo pomysłów, jak przyciągnąć do siebie biegaczy. Już dziś zaprasza do Krynicy na 2017 r.

      – Biegamy w dniach 8–10 września. Tradycyjnie po Forum Ekonomicznym – zachęca Anna Czerwińska, prezes Zarządu Fundacji „Festiwal Biegów”.

      Po pierwsze gospodarka

        CEZARY KAZIMIERCZAK PREZES ZWIAZEK PRZEDSIEBIORCOW I PRACODAWCOW FOT BORYS SKRZYNSKI

        CEZARY KAZIMIERCZAK PREZES ZWIAZEK PRZEDSIEBIORCOW I PRACODAWCOW FOT BORYS SKRZYNSKI

        Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, o tym, co szkodzi polskiej gospodarce i dlaczego warto by skorzystać ze sprawdzonych amerykańskich wzorów

        Pięć lat temu założyliście związek, który ma do zrealizowania wyrazisty cel. Jaki?
        Wiedzieliśmy jako zespół, który współpracował od jakiegoś czasu i pomagał sobie biznesowo, jakich narzędzi używają korporacje, aby skutecznie wpływać na politykę. Zdawaliśmy sobie także sprawę, jaka przepaść istnieje między sektorem MŚP a dużymi firmami w ilości środków przeznaczanych na lobbing. Dlatego tworząc ZPP, postanowiliśmy być lobbystami MŚP i chcemy wspierać ten segment, także niwelując niepotrzebną i idiotyczną biurokrację. Właściwie w jednym zdaniu można powiedzieć, że postanowiliśmy poprawić warunki funkcjonowania małych i średnich firm.

        Wygląda na to, że sektorem małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) w ostatnim czasie zaczęli się wszyscy interesować: od polityków i mediów począwszy, na różnych stowarzyszeniach i organizacjach skończywszy. ZPP jest mocno sfokusowane na MŚP.
        Myślę, że jest olbrzymi postęp, jeśli chodzi o podejście do sektora MŚP w Polsce. Jeszcze do niedawna politycy byli na etapie „nie wiemy, że nie wiemy”. Teraz wygląda to tak: „wiemy, ale nie stosujemy”. W ostatnich latach udało nam się przekazać szeroką wiedzę o sektorze MŚP, jego rozmiarach i roli, jaką odgrywa w gospodarce. Dzisiaj już nikt nie powie, jak kilka lat temu, że gospodarka to jedynie banki i giełda. Dzięki naszym działaniom udało się osiągnąć kolejny sukces – politycy są obecnie na etapie: „wiemy i stosujemy pod przymusem”. Jeśli uda nam się przejść także przez kolejny etap, będzie to olbrzymi postęp. Stale powiększamy swoje szeregi i obecnie mamy 2,5 tys. członków, włącznie z organizacjami, które należą do ZPP.

        Statystyki dla MŚP są nieubłagane, niewiele z nich przeżywa pierwszy rok działalności.
        Tak jest jednak wszędzie na świecie. Przoduje w tych statystykach Japonia, w której pierwszy rok działalności przeżywa połowa nowo założonych firm. Takie są statystyki globalne. Proszę pamiętać, że nie tylko sukces, lecz także porażka to podstawowa tożsamość przedsiębiorcy. Rzekłbym, że to jego DNA, w które są wpisane niepowodzenia. Musi mieć skórę nosorożca i być do tego przyzwyczajony.

        Programowo ZPP chce wyeliminować z polskiego prawodawstwa ograniczenia działalności gospodarczej. Czy jesteście skuteczni?
        W wielu przypadkach tak. Polska jest krajem, w którym łatwiej jest wywrócić coś do góry nogami, niż zrobić coś pozytywnego. Nie mieliśmy tego problemu zarówno za minionej władzy, jak i teraz, kiedy dusimy pewne „pomysły” w zarodku. Na początku nie miałem pojęcia, czym w ZPP będziemy się zajmować. Dzisiaj 80 proc. naszego zaangażowania, naszej energii poświęcamy sprawom legislacyjnym oraz lobbingowi, i to na wczesnym etapie procedowania

        A pozostałe 20 proc.?
        Próbujemy realizować nasze wcześniejsze plany, takie jak spotkania networkingowe, współpraca przedsiębiorstw, pracujemy na rzecz ich rozwoju oraz prowadzimy wydawnictwa.

        Od początku ZPP domaga się uproszczenia systemu podatkowego.
        Jesteśmy trochę jak politycy i musimy zajmować się tym, co zaprząta głowy nie tylko naszych członków, lecz także wszystkich polskich pracodawców i przedsiębiorców. Nasz system podatkowy jest horrendalny, klasyfikowany przez instytucje międzynarodowe na dalekim miejscu pod względem przyjazności dla przedsiębiorców. Na podstawie tego fatalnego prawa podatkowego, jednego z najgorszych na świecie, ustawy VAT-owskiej, której nikt nie rozumie, żeruje Ministerstwo Finansów i żerują oszuści. Tej sytuacji nie da się zrozumieć. Ta ustawa jest bowiem korzystna wyłącznie dla przestępców. Jeżeli ktokolwiek byłby zainteresowany likwidacją procederu wyłudzeń podatku VAT w Unii Europejskiej, które sięgają 300 mld euro, to nie mówiłby, że UE przyjrzy się temu problemowi w 2017 r. Nie wiem, komu zależy na tym, aby utrzymać to status quo. Niestety, nie ma woli zmiany tej ustawy.

        Obowiązujące dzisiaj status quo to ułatwianie megaprzekrętów.
        Niestety, tak. Źródłem zła jest zerowa stawka VAT w transakcjach wewnątrzwspólnotowych. Polska przed odwróconym podatkiem VAT w elektronice była drugim na świecie eksporterem iPhone’ów, o wartości obrotów rzędu 1 mld euro miesięcznie. iPhone’y przekraczały granice tam i z powrotem, generując ogromne dochody dla nieuczciwych handlarzy.

        Jak ZPP ocenia prawie już roczne rządy PiS.
        Mógłby pan zadać łatwiejsze pytanie. Przyglądam się z sympatią poczynaniom tego rządu, tak jak każdego innego. Musiałbym być idiotą, aby źle życzyć własnemu rządowi. Jedyna istotna zmiana to…

        Rodzina 500+?
        Popieraliśmy program Rodzina 500+, bo dotknęła nas katastrofa demograficzna i musimy coś zrobić, aby zażegnać jej skutki. Jesteśmy na 216. miejscu pod względem rozrodczości kobiet na świecie. Wielkim plusem rządu jest to, że Ministerstwo Finansów, jak dotychczas, nie forsuje wnyków finansowych wylansowanych przez Jacka Kapicę, czyli nagłej zmiany interpretacji przepisów podatkowych i czesania pięciu lat wstecz. A jeśli chodzi o przedsiębiorców, to są w stanie zawieszenia i czekają w myśl zasady „Wierzymy Panu Bogu, a pozostali proszeni są o przedstawienie dowodów”.

        Co pana zdaniem psuje polską gospodarkę?
        Biurokracja i zły system podatkowy. To są dwa nowotwory toczące polską gospodarkę. Polski przedsiębiorca nigdy nie jest pewien, czy zapłacił dobry podatek. Dlatego trzeba zmienić konstrukcję systemu podatkowego, odejść od rzeczy rażących. To złe prawo i system stanowią przyczynę wyjazdów, wręcz ucieczki młodych ludzi z Polski. W naszym kraju młody człowiek, który rozpoczyna działalność, jest opodatkowany w sposób niespotykany nigdzie indziej na świecie. Mamy 300 tys. działalności gospodarczych, które są opodatkowane ponad 70 proc. Do szarej strefy, według GUS, uciekło 700 tys. ludzi, bo nie są w stanie płacić tych drastycznych podatków od małej działalności gospodarczej. Tym bardziej oburzające jest to, że system zezwala na niepłacenie podatków przez duże korporacje, z których 60 proc. notuje straty. W ciągu 10 lat przychody z tytułu podatku CIT w Polsce spadły z 33 mld zł do 28 mld zł, pomimo że obroty się podwoiły. Z naszych analiz wynika, że ludzie nie uciekają spontanicznie do Anglii, tylko jest to wykalkulowana decyzja. Gdy młody człowiek wyjeżdża z małego miasta do Warszawy, Poznania lub Wrocławia, wie, że jeśli zarobi 60 tys., to mu się zabierze 35 tys. w formie podatków. A w Anglii zabiorą mu 2 tys. Tam też będzie miał tańsze mieszkanie. A zarobek i mieszkanie to są dwie kluczowe sprawy. I dlatego 2,5 mln ludzi z małych miast taką decyzję podjęło.

        Ma pan doświadczenia wyniesione z Ameryki. Tam jakoś łatwiej robi się biznes. Dlaczego?
        Jeśli rozpoczniemy tam działalność w maju, to zgłaszamy ją dopiero w kwietniu następnego roku. Samemu też zgłasza się do IRS (urzędu skarbowego) podatki. Podstawowa, czyli najprostsza działalność gospodarcza w USA rządu w ogóle nie interesuje. On się cieszy i modli o to, by ludzie chcieli coś robić. I gdy im jeszcze przyniosą pieniądze, to jest już super. Nigdy nie słyszałem o jakichś kontrolach IRS. Tam nawet bez kary można rozliczyć podatek trzy lata wstecz, bez odsetek, dobrowolnie. Kilkanaście lat temu założyłem firmę na Florydzie i kiedy wróciłem po latach, stwierdziłem, że przez ten czas nic się nie zmieniło, są takie same przepisy i zasady. W Stanach wchodzi się w biznes i ma się gwarancję, że gramy przez lata na tych samych warunkach. Nieszczęście Polski polega na tym, że wszyscy politycy, którzy rządzili krajem, są politykami minionego wieku. Co gorsza, uważają, że poważny polityk nie powinien zajmować się gospodarką. Co by jednak było, gdyby biznesmen, ale i polityk Mieczysław Wilczek nie zmienił w tydzień ustroju gospodarczego Polski? Czyli można, gdy jest wola polityczna. Do polityków powinno dotrzeć, że najważniejszą dziedziną działalności polityka jest gospodarka.

        Co lubi Cezary Kaźmierczak?

        CEZARY KAZIMIERCZAK PREZES ZWIAZEK PRZEDSIEBIORCOW I PRACODAWCOW FOT BORYS SKRZYNSKI

        Wypoczynek wschód, obszar postsowiecki, Kaukaz
        Kuchnia każda smaczna kuchnia z dowolnej części świata
        Restauracja Kafe Zielony Niedźwiedź na warszawskim Powiślu
        Hobby podróże i kulinaria oraz kolekcjonowanie czapek z różnych krajów, które odwiedza (ma 100 sztuk w swojej kolekcji)

        Sportowa elegancja

        Po siedmiu latach na rynku pojawiło się nowe Porsche Panamera. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że linia i proporcje auta niewiele się zmieniły, ale przy wnikliwej obserwacji widać spore zmiany

        Przede wszystkim tył auta zaczął stylizacją nawiązywać do modelu 911, co nadaje Panamerze sportowy i wręcz drapieżny charakter sportowego coupé. Zmiana linii umożliwiła konstruktorom zwiększenie otworu bagażnika do 77 cm, przez co stał się on bardziej funkcjonalny. W przedniej części auta zmian jest zdecydowanie mniej. Druga generacja Panamery wyposażona została seryjnie w światła typu LED (w opcji Matrix LED). Dzięki temu, że wszystkie zewnętrzne elementy karoserii w całości zbudowane zostały z aluminium, a elementy nośne ze stali, auto schudło o 50 kg, które można było przeznaczyć na dodatkowe wyposażenie.

        Druga generacja Panamery ma o 30 mm większy rozstaw osi, minimalnie dłuższą karoserię (+34 mm) i jest wyższa (+5 mm). Największe zmiany widać we wnętrzu samochodu. Nareszcie konstruktorzy mniej skupili się na awangardowym designie, a więcej na wygodzie kierowcy. Przyciski znajdują się na szklanej płycie i są łatwo dostępne. Najważniejsze jednak, że nareszcie pomyślano o kierowcy, który może chcieć napić się kawy i dodatkowo mieć pod ręką butelkę wody. W podłokietniku umieszczono cup holdery, które pozostają w pozycji zamkniętej, gdy nie są używane. Najciekawszym nowym elementem deski rozdzielczej jest jednak 12,3-calowy ekran nawigacji. Zmieniły się również zegary. W centrum pozostał mechaniczny obrotomierz, z jego prawej i lewej strony zabudowano 7-calowe ekrany wyświetlające informacje – od typowych (temperatura oleju, płynu) do nawigacji.1

        Prędkość maksymalna Panamery wzrosła o 1 km/h (306 km/h), za to przyspieszenie do setki poprawiło się aż o pół sekundy, z 4,1 do 3,6 s. Model Turbo wyposażony jest w nowy, podwójnie doładowany silnik V8 o mocy 550 KM. Pod maską modelu 4S pracuje silnik V6 o pojemności 2,9 litra i mocy 440 KM (0–100 km/h w 4,2 s, V-max: 289 km/h). W ofercie jest jeszcze diesel: V8, 422 KM, 0–100 km/h – 4,3 s, V-max: 285 km/h. Wszystkie nowe wersje Panamery mają napęd na cztery koła.

        Unia Europejska na zakręcie

        Britain European Union decision as a brexit leave concept and UK leaving vote or Euro zone crisis as a pencil with the british flag erasing a star of the Europe icon as a 3D illustration.

        Jeżeli w odległej galaktyce istnieje cywilizacja bardziej rozwinięta od naszej i Ziemię obserwują stamtąd piekielnie inteligentne zielone ludziki z antenkami na głowach – a taka możliwość wydaje się całkiem realna – to dlaczego nie nawiązują kontaktu?

        Odpowiedź jest prosta: nie chcą mieć nic wspólnego z wariatami, którzy swoją małą planetę o niewielkich i skończonych zasobach podzielili na dwie setki państw i państewek pozostających w nader skomplikowanych relacjach. Istnieją także bardziej naukowe dowody na to, że polityczne rozdrobnienie globu jest tylko etapem i właśnie się on kończy, choć z punktu widzenia długości ludzkiego życia takie zakończenie może potrwać jeszcze wiele pokoleń i mieć kilka stadiów pośrednich. Globalizacja jest jednak faktem, lepiej widać to w gospodarce. Zmiany polityczne są bardziej skomplikowane. Wciąż trwa tendencja do powstawania nowych organizmów państwowych, tak jak po rozpadzie ZSRR, Jugosławii i w następstwie korekt arbitralnych podziałów postkolonialnych. Od co najmniej pół wieku istnieje jednak i nabiera znaczenia tendencja przeciwstawna. Państwa łączą się i zawierają luźniejsze bądź ściślejsze sojusze. Najdalej ze wszystkich zaszedł projekt pod nazwą Unia Europejska, wnoszący nową jakość do sposobów wyrównywania i zacierania różnic między historycznie ukształtowanymi jednostkami politycznymi.

        Unia Europejska wciąż znajduje się w fazie startowej, a przy tym jest eksperymentem i to na żywych organizmach. Po zapaści gospodarczej w 2008 r. i falach niekontrolowanego napływu imigrantów zapoczątkowanych w roku 2014 modne stało się mówienie o jej kryzysie. To uproszczenie. UE nie jest w kryzysie, ale na wczesnym etapie rozwoju. Wiele sytuacji zdarza się w niej po raz pierwszy. To dlatego nie ma odpowiedzi na wiele pytań, a inne nie zostały jeszcze w ogóle postawione.

        Trzy drogi
        Unia Europejska ma przed sobą trzy warianty na przyszłość, a politycy wydają się niezdecydowani w kwestii wyboru drogi. Pierwszy wariant to rozpad, wolniejszy lub nagły. Jednak brak Unii trudno uznać za przyszłość Unii, pozostają zatem dwie możliwości: trwanie w obecnym kształcie lub radykalne reforma. Zniknięcie lub zaniknięcie UE wydaje się najmniej prawdopodobne. Nie przyniosłoby nikomu korzyści. Oznaczałoby odrzucenie dotychczasowego dorobku i przesunięcie całego kontynentu na margines mapy politycznej świata. A ponieważ życie nie znosi pustki, miejsce Europy szybko zająłby inny twór o ambicjach globalnego gracza. Żaden z krajów europejskich nie ma bowiem w XXI w. potencjału, by grać w światowej ekstraklasie w pojedynkę.

        Paradoksalnie, rozpad Unii Europejskiej nie jest także na rękę Stanom Zjednoczonym, które z Unią łączy tak wiele powiązań ekonomicznych, politycznych i kulturowych, że dla reszty świata stanowią łącznie symboliczny Zachód. Ten Zachód bez Unii byłby znacznie słabszy w politycznych grach. Najbardziej prawdopodobne wydaje się więc trwanie Unii Europejskiej w dzisiejszej postaci, być może z relatywnie niewielkimi zmianami, takimi jak Brexit. W takim kierunku UE porusza się bowiem prawem bezwładu. Obecne przywództwo polityczne nie potrafi wypchnąć Unii z kolein, którymi się porusza. Być może dlatego, że jest to przywództwo słabe w wymiarze intelektualnym,
        a być może z obawy przed drogą w nieznane.

        Ten najbardziej prawdopodobny scenariusz nie jest jednak najlepszy. Unia jest dzisiaj w swoich sprawach wewnętrznych sprawna na minimalnym poziomie, a w skali światowej stanowi twór bardziej statystyczny niż liczącą się siłę. Trzeci ze wspomnianych wariantów, czyli Unia gruntownie zreformowana, to konstrukcja wysoce teoretyczna, wręcz życzeniowa. Jeśli jest gdzieś omawiana, to jedynie na seminariach akademickich. Politycy wolą trzymać się od niej z daleka.Droga dwukierunkowa Gdy mowa o „niewielkich” zmianach, jakich być może dozna UE w wariancie stabilizacyjnym, trzeba zdawać sobie sprawę, że ich rozmiar opisywany jest w skali Unii jako całości. Optyka pojedynczych państw lub regionów jest inna.

        Brexit jest w istocie niezbyt wielkim przeżyciem dla UE. Wystarczy przypomnieć, że zakochana w swojej imperialnej przeszłości Wielka Brytania przystępowała do ślubu z Europą z ociąganiem i wykłóciła sobie wówczas słynny rabat brytyjski. Sprawia on, że Wyspy nie są znaczącym płatnikiem do unijnego budżetu, a jako kraj bardzo bogaty, niewiele z tego budżetu czerpią. Obecność Wielkiej Brytanii w UE ma raczej znaczenie par excellence honorowe i takiż jest realny wymiar Brexitu. Jednak dla samych Brytyjczyków decyzja ta na pewno jest wstrząsem.

        Sposób wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii też będzie swego rodzaju eksperymentem, może nawet potrzebnym jako doświadczenie na przyszłość. Zderzają się tu dwa stanowiska. Francja chciałaby, aby Brexit był szybki i gwałtowny, jego tryb miałby stanowić karę dla wiarołomnych Anglików. Niemcy za to optują za rozstaniem łagodnym, aksamitnym, po którym Wielka Brytania znalazłaby się na pozycji podobnej do tej, jaką dzisiaj ma Norwegia, formalnie poza UE, ale z wieloma powiązaniami. Inną możliwością zmian w modelu „Unia taka, jaką znamy” jest wyłonienie się wewnętrznego kręgu, zwanego też unią w Unii, twardym jądrem albo Unią dwóch prędkości. Dla takich państw jak Polska oznacza to wielkie ryzyko przesunięcia do drugiej ligi. Jest to trudne na drodze formalnej z racji obowiązujących regulacji traktatowych, ale łatwiejsze do przeprowadzenia – i groźniejsze – w sposób nieformalny.

        W końcu każdy może się spotykać z kim chce i nie ma obowiązku zapraszania na każde spotkanie wszystkich sąsiadów. Trwanie Unii Europejskiej bez gruntownych reform, jedynie z poprawkami dokonywanymi ad hoc, często pod presją bieżących wydarzeń, oznaczać też będzie pozostawienie bez odpowiedzi zasadniczych pytań o członkostwo Turcji i Ukrainy, przyszłość Partnerstwa Wschodniego. Historia zaś uczy, że ważne problemy pozostawione same sobie potrafią się zemścić.

        Rzeczywistość skrzeczy
        Gorzej, bo w modelu „jakoś toczymy się dalej” znika z pola widzenia kwestia zupełnie fundamentalna, jaką jest wybór dalszej drogi integracji kontynentu. Chodzi o trzy grupy problemów. Pierwsza to sprawność codziennego funkcjonowania, zwykłego administrowania bieżącymi sprawami w warunkach dużej odrębności systemów prawnych krajów członkowskich. W niektórych sferach rządy krajowe mają wielką swobodę i uprawiają tak radosną twórczość legislacyjną, że obywatele mają prawo pytać: Gdzie jest ta Unia? Chodzi niekiedy o sprawy pozornie drobne, ale uciążliwe dla ludzi. W innych sferach administracja unijna przejawia nadgorliwość, a niektóre jej dyrektywy przeszły do legendy. W ich myśl ślimak jest rybą, marchew owocem, a banan miał mieć zdefiniowaną krzywiznę (krytyka tej ostatniej regulacji była tak wielka, że ostatecznie ją wycofano). Wypomina się też Unii drobiazgowość – dyrektywa w sprawie przewozu cukierków karmelkowych ma 26 tys. słów (tekst, który państwo właśnie czytają, ma niespełna 2 tys.).

        Większy ciężar gatunkowy mają relacje krajów członkowskich i tryb poziomego ustalania stanowisk. Autorzy traktatów musieli tu pogodzić ogień z wodą: zapewnić dużym krajom odpowiednią pozycję, a małym poczucie, że nie tracą podmiotowości. Udało się to, powiedzmy, umiarkowanie. W czasie spokojnym koła jakoś się kręcą, ale w sytuacjach kryzysowych Unia jest niemal bezradna. Najważniejsze jest jednak, że w Unii Europejskiej zanikła refleksja nad dalekosiężną, perspektywiczną strategią rozwojową. Pytanie o głębszą integrację polityczną, potocznie mówiąc o Stany Zjednoczone Europy, jest dzisiaj dużym nietaktem. Można to jeszcze zrozumieć, gdyż są takie pytania, których lepiej nie zadawać, jeśli z góry nie zna się na nie odpowiedzi. Łaska nastrojów społecznych na pstrym koniu jeździ i w tym momencie zwolenników pełnej integracji nie ma zbyt wielu. Źle natomiast, że milczą w tej sprawie elity polityczne i intelektualne. W zapomnienie, oby chwilowe, poszło też hasło „Europa regionów”. W tej koncepcji chodzi o zwiększenie znaczenia i uprawnień regionów (u nas – województw) kosztem władz państwowych. Rzecz w tym, że o ile państwa członkowskie UE bardzo się różnią (od Malty do Niemiec), o tyle jednostki regionalne są bardziej porównywalne.

        Miejsce w szyku
        Wspomniana tu obawa przed powstaniem wewnątrz UE grupy państw ściślej powiązanych jest realna. Koncepcja ta odżyła po brytyjskim referendum i ma służyć zacieśnianiu więzów państw o zbliżonym poziomie rozwoju i dłuższej, wywodzącej się jeszcze z EWG, tradycji integracyjnej. Ponieważ nie ma raczej szans na generalną rekonstrukcję traktatów unijnych, pojawił się pomysł podwójnego budżetu, co dotyczyłoby okresu 2021–2027, czyli kolejnej tzw. perspektywy. Obok ogólnego budżetu całej UE pojawiłby się drugi, dla krajów, które przyjęły euro. Dla państw spoza strefy euro zostałoby najpewniej znacząco mniej pieniędzy.

        W czystej teorii ratunkiem dla takich krajów jak Polska byłoby szybkie przyjęcie euro. Jest to jednak rozwiązanie pozorne. Bardzo wiele czynników ekonomicznych każe zwlekać z przyjęciem wspólnej waluty. Bardzo istotna jest też wola polityczna, której akurat najzwyczajniej brak. Prezydent Andrzej Duda powiedział niedawno, że Polska przyjmie euro, gdy Polak będzie zarabiał tyle, ile Niemiec. Czyli, mówiąc mniej elegancko, nigdy. To zapewne przesada, ale dobrze oddaje nastawienie polityków sprawujących dziś władzę. Sceptycyzm wobec Unii, a zwłaszcza jej dalszej integracji, jest akurat w Europie dość powszechny. Wynika z populizmu, niekiedy wręcz nacjonalizmu, jaki doszedł do głosu w niektórych państwach. Kapitalne znaczenie dla decyzji o przyszłości będą miały wyniki najbliższych wyborów we Francji i w Niemczech. Innymi słowy – nie należy spodziewać się żadnych przełomowych decyzji przed tymi wyborami. Na tym tle widzieć trzeba niedawne (połowa września) orędzie o stanie UE przedstawione w Parlamencie Europejskim przez Jeana-Claude’a Junckera, szefa Komisji Europejskiej.

        Juncker odwołał się do wartości jako fundamentu UE. Przypomniał, że u podstaw koncepcji zjednoczonej Europy leży pokój rozumiany najszerzej, nie tylko jako brak wojny, lecz także jako poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości społecznej. Obecna fala populizmu jest więc zaprzeczeniem idei europejskiej. W obliczu tych wyzwań Unia chce do 2022 r. powiększyć fundusz inwestycji strategicznych do 630 mld euro, co ożywić ma wzrost gospodarczy i dać nowe miejsca pracy. Juncker powrócił też do kwestii braku armii europejskiej – chyba największego zaniedbania twórców Unii. Zaproponował, by zacząć ją tworzyć od powołania wspólnej straży granicznej. A w ciągu najbliższego roku Unia musi udowodnić, że jest w stanie ochronić i podtrzymać „europejski styl życia”. Deputowani usłyszeli też, że w dzisiejszych warunkach „Unia Europejska jest za mało unią”, a interesy narodowe nadto często wysuwają się na pierwszy plan. Szkopuł w tym, że Jean-Claude Juncker jest znany jako zwolennik zacieśniania integracji w ramach UE. Trudno oczekiwać, by przekonał tych, którzy mają inne zdanie i chcą „więcej Europy”. W sporze o przyszłość wyszło więc na remis.

        Powrót do źródeł
        Podwaliny koncepcji Unii Europejskiej tworzy pięć zasad: jednolity rynek oraz swobodny przepływ ludzi, towarów, usług i kapitału. Wszystkie te zasady pozostają w mocy i nie są negowane. Niezadowolenie budzą jedynie niektóre sposoby ich realizowania. Trudno w tej sytuacji mówić o generalnym kryzysie. Jednak z pewnością UE doznaje skutków serii kryzysów cząstkowych. W szczególności często łamana jest niepisana, szósta zasada unijnej jedności, która mówi, że mechanizm idei europejskiej opiera się na dobrej woli. Są tymczasem liczne przykłady, że państwa członkowskie UE nie robią tego, do czego się zobowiązały. Szczyty unijne przyjmują wzniosłe i górnolotne deklaracje, które pozostają na papierze. Komisja Europejska ma, wbrew pozorom, bardzo ograniczone możliwości reagowania na zaniechania. Karać może tylko w przypadkach konkretnych, mierzalnych wykroczeń. Za brak dobrej woli ukarać nie sposób, brak na to paragrafu Stalin pytał cynicznie: „A ile papież ma dywizji?”. W pewnym sensie Komisja Europejska występuje dziś w roli papieża. Nierzadko pozostają jej tylko perswazja i argumentacja moralna. A obywatele nie muszą znać w szczegółach zasad działania UE, bo są one bardzo skomplikowane. Kierują się prostymi ocenami efektów działania, a te są bardzo rozmaite. Dzisiejszy stan Unii Europejskiej to nie kryzys, ale przesilenie w chorobie. Wstępnymi warunkami wyzdrowienia są chęć i wiara w możliwość poprawy. A także w to, że można być i Europejczykiem, i patriotą własnego kraju.

        Z Eulera Hermesa do D.A.S.

        Rafał Hiszpański _Prezes D.A.S

        Rafał Hiszpański po kilku latach spędzonych za sterami spółek TU Euler Hermes oraz Euler Hermes Services przeszedł na stanowisko prezesa firmy D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej. Tu zastąpił Mariusza Olszewskiego, który zarządzał firmą przez ostatnie 13 lat. Sam ma szerokie doświadczenie w branży ubezpieczeniowej. Z Eulerem Hermesem był związany w latach 2012–2016, a wcześniej pracował jako dyrektor zarządzający w Towarzystwie Ubezpieczeń i Reasekuracji Warta. Zdaniem Larsa von Lackuma, członka rady nadzorczej ERGO International (do której to grupy należy D.A.S.) know-how Rafała Hiszpańskiego przyczyni się do rozwoju spółki w Polsce. D.A.S. powstał w Niemczech w 1928 r. Spółki działające pod tą marką ubezpieczają 9 mln klientów w 15 krajach Europy oraz w Kanadzie, Korei i Stanach Zjednoczonych. D.A.S. TUOP to jedyne w Polsce towarzystwo ubezpieczeniowe proponujące wyłącznie ubezpieczenia ochrony prawnej. Oferuje m.in. ubezpieczenie ochrony prawnej życia prywatnego, ubezpieczenie ochrony prawnej firmy lub wolnego zawodu oraz ubezpieczenie ochrony prawnej pojazdu. W 2015 r. towarzystwo zrealizowało ponad 82 proc. wszystkich wypłat, jednocześnie wypłacając ponad 53 proc. wszystkich odszkodowań i świadczeń z zakresu ubezpieczeń ochrony prawnej. Rafał Hiszpański jest absolwentem prawa Uniwersytetu Warszawskiego oraz zarządzania SGH.

        Ważne Informacje

        Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

        Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

        Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

        Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

        Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

        Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

        Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

        Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

        Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

        XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

        XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...