.
Strona główna Blog Strona 343

Nowa definicja słowa „pośrednik”

Rozmawia Andrzej Mroziński

Przemysław Guberow, prezes zarządu Open Finance SA i Home Broker SA, oraz Paweł Komar, członek zarządu Open Finance SA i Home Broker SA, o strategii firmy, zmianie podejścia do usług finansowych i konieczności wykreowania nowego wizerunku agenta nieruchomości czy eksperta zajmującego się finansami osobistymi

Na czym polega nowy koncept biznesowy Grupy Open Finance?
Paweł Komar: Świat klienta to obecnie świat konformizmu. Zmieniają się styl życia, podejście do usług i decyzji o finansach. Do tych przemian musieliśmy się odpowiednio przygotować i odpowiedzieć na rosnące oczekiwania. Powiem więcej – wyprzedzać je. Dlatego pomysł biznesowy Open Finance zakłada, że przy jednym biurku nasz klient zostanie obsłużony kompleksowo. Uzyska pomoc w znalezieniu najlepszej nieruchomości, następnie otrzyma wsparcie przy jej finansowaniu, a na końcu ubezpieczy wszystkie elementy swojego majątku. Wszystkie te usługi klienci mogą załatwić podczas jednego spotkania.

Przemysław Guberow: Tak rozbudowanej usługi na rynku polskim jeszcze nie ma. Są instytucje finansowe, banki, brokerzy nieruchomości, ale nikt jeszcze w takiej skali i w takim wydaniu nie połączył efektywnie tych kilku usług. Z jednej strony chcemy zaoszczędzić czas klienta, z drugiej budujemy pewien wyróżnik, pewną unikalność, która jest dość trudna do podrobienia. Można sprzedawać nieruchomości, można uruchamiać kredyty, ale tak naprawdę połączenie tych usług w jedną całość – w taki sposób, jak my to robimy – niesie ze sobą pewne ograniczenia. Choćby kwestia dogadania się z większością deweloperów w kraju – podpisania umów czy zapewnienia odpowiedniej liczby pracowników do obsługi – jest nie lada wyzwaniem. A my już od kilkunastu miesięcy mamy pewność, że robimy to bardzo dobrze – wręcz perfekcyjnie.

W zakresie consumer finance państwa spółka proponuje proste produkty, spełniające oczekiwania i zaspokajające potrzeby klientów.
P.K.: To właśnie jest rozwinięcie koncepcji dostosowanej do zmieniającej się rzeczywistości i do oczekiwań klientów,
którzy chcą mieć wszystko szybko, prosto, łatwo i przejrzyście. Staramy się to zapewnić naszym klientom także od strony produktowej. Mam tu na myśli kredyty mieszkaniowe oraz gotówkowe. Zależy nam, aby oferowane przez nas produkty były transparentne, przyjazne i proste. I to wpisuje się w koncept biznesowy oraz strategię consumer finance.

Przejrzystość i prostota oferty są bardzo ważne. Niestety klienci często nie potrafią zrozumieć niepotrzebnie zagmatwanych sformułowań w ofertach i propozycjach do nich kierowanych.
P.K.: Transparentność w usługach finansowych i bankowości jest arcyważna. Idzie ona w parze z jakością, dlatego tworzymy dla klienta usługi finansowe i nieruchomościowe tak, aby nie musiał się zastanawiać, które z zaproponowanych rozwiązań jest dla niego lepsze, korzystniejsze. Rozwiązania podajemy w bardzo przystępny sposób. Consumer banking w większości przypadków kojarzy się z kartami kredytowymi, ROR-em, kredytami gotówkowymi. W naszym przypadku jest to bankowość osobista – klient ma do dyspozycji dedykowanego doradcę lub całą ich grupę. To oni dzięki swojej pracy i zaangażowaniu sprawiają, że klienci po tylu latach, myśląc o finansach, mówią: „Open Finance”, a o nieruchomościach: „Home Broker”. Dotyczy to takich czynności jak np. zarządzanie najmem, sprzedaż, kupno, finansowanie, uzyskanie prostego kredytu gotówkowego, zapewnienie finansowania dla przedsiębiorstwa czy kwestii zabezpieczenia wyjazdu na narty i polisy na życie.

W swojej działalności wykorzystują państwo bardzo innowacyjne rozwiązania z zakresu zaawansowanych technologii.
P.K.
: Jesteśmy prekursorami wielu innowacyjnych rozwiązań. Nasza firma od lat przewodzi w różnych rozwiązaniach na polskim rynku finansowym. Poza tym skupiamy się na ludziach, bo pracownicy są dla nas najważniejsi. To oni mają bezpośredni kontakt z klientami na poszczególnych szczeblach współpracy z naszą firmą. Nasza zasada jest prosta – pozytywnie wyróżnić się spośród innych. Obecnie sporo się mówi o digitalowych rozwiązaniach. My chcemy dać naszym klientom coś, co jeszcze nie jest popularne na rynku ani powszechne, ale w najbliższym czasie będzie intensywnie się rozwijać. Cała trudność jednak polega na skutecznym połączeniu podejścia „human” z „digital”, czyli z jednej strony jesteśmy cyfrowi i potrafimy dopasować się do klienta, a z drugiej zawsze pojawia się czynnik ludzki, który umożliwia bezpośrednie relacje z człowiekiem.

Cyfrowe innowacje mają zaoszczędzić czas klientów?
P.G.: Cyfrowe koncepcje dla naszych klientów wprowadzamy z kilku względów. Najważniejsze z nich to szacunek do jego czasu wolnego oraz oszczędność czasu sama w sobie. Nie chodzi o to, aby przekonać klienta, że powinien określone mieszkanie kupić. Elektronicznie można zaprezentować klientowi dużą liczbę mieszkań. Korzystając z technologii 3D, klient nawet nie musi się ruszać z domu, aby obejrzeć mieszkanie. Podczas takiego wirtualnego spaceru po nieruchomości widzimy przestrzeń lokalu i jego architekturę. Dzięki takiej prezentacji można dokonać wstępnej selekcji mieszkań i zaoszczędzić co najmniej dwie godziny na spotkanie z agentem.

P.K.: Coraz częściej naszymi klientami są młodzi ludzie z tzw. pokolenia Y, których numery PESEL zaczynają się od rocznika ‘90. To pokolenie wymaga zupełnie innego podejścia i działań ze strony usługodawców. Prognozy na najbliższe 15 lat pokazują jasno, że większość dojrzałych klientów funkcjonujących na rynku to będą właśnie ludzie po wyżu demograficznym z lat 80. Oczekują oni innej jakości, prostoty, nowych technologii, szybkości, a zarazem możliwości podjęcia rzetelnej decyzji.

P.G.: Przykładowo, w przypadku mieszkań oferowanych z rynku wtórnego, które – mówiąc wprost – nie zawsze atrakcyjnie wyglądają, rzetelnie pokazujemy w cyfrowych prezentacjach nie tylko ich obecny stan, lecz także możliwości nowego zagospodarowania przestrzeni, remontu, renowacji czy wyposażenia. Młodzi ludzie, którzy są aktywni w mediach społecznościowych, oswojeni z nowoczesnymi technologiami, wręcz oczekują takich prezentacji i uważają je za rzecz zupełnie naturalną.

Jak przedstawia się strategia działań spółek na najbliższe lata?
P.G.: Jakość i… jeszcze raz jakość. Niektórzy twierdzą, że o jakości nie należy już rozmawiać, bo jest ona standardem. Kiedyś można było wyróżniać się jakością. Dzisiaj jest tak, że jeśli nie działasz zgodnie z najwyższymi standardami, to po prostu znikasz z rynku. Rok 2017 ma być dla Open Finance zwiększeniem wyników sprzedażowych oraz budowaniem profesjonalnego wizerunku i pozycji pośrednika godnego zaufania.

P.K.: Dokładnie tak! Będziemy w tym roku stale podnosić jakość naszej działalności, co z pewnością przełoży się na wyniki sprzedażowe. Mocno inwestujemy również w naszych pracowników. Aktywnie działamy na polu edukacji i podwyższania kompetencji – zarówno w gronie doradców, jak i managerów. Otworzyliśmy szkołę talentów – podobną do tych, które prowadzą kluby sportowe Ajax i Barcelona, ale oczywiście w naszej branży. Duży nacisk kładziemy właśnie na kadrę zarządzającą, ale inwestujemy także w tych, którzy chcą się w tym kierunku rozwijać. Wszystkie działania, które podejmujemy z managerami wyższego szczebla, skupiają się wokół strategii, która zamyka się w przestrzeni najbliższych dwóch, trzech lat. To jest bowiem okres, który jesteśmy w stanie przewidzieć i zaplanować. Naszą przewagą konkurencyjną jest myślenie długofalowe. W tej chwili mamy ponad 3 tys. współpracujących z nami osób, dlatego chcemy stać się bardzo atrakcyjnym pracodawcą i partnerem biznesowym w branżach, w których się poruszamy. Zdajemy sobie sprawę, że obecnie rynek należy do pracownika, w związku z tym ciężko jest o wykwalifikowaną kadrę. Mimo wszystko udaje się nam budować duży zespół współpracowników, którzy w pełni utożsamiają się ze strategią firmy oraz kładą nacisk na jakość i wysokie kwalifikacje.

P.G.: Podkreślenia wymaga także to, że intensywnie rozwijamy również model B2B dla deweloperów oraz innych przedsiębiorstw. Staramy się zapewnić im kompleksową obsługę i nowe produkty w wydaniu do tej pory niespotykanym na rynku, czyli „szyte na miarę” – idealnie dopasowane do indywidualnych potrzeb partnera.

Pracują teraz państwo nad zbudowaniem profesjonalnego wizerunku godnego zaufania pośrednika.
P.K.: Jeżeli chodzi o sam termin „pośrednik”, to mam w głowie strategię, którą staramy się rozprzestrzeniać na wszystkie możliwe sposoby. To przede wszystkim kwestia zmiany samej definicji pośrednika, która nie zawsze budzi w naszej części Europy pozytywne skojarzenia. Patrząc przykładowo na kraje anglosaskie, w większości przypadków osoby wykonujące ten zawód są osobami zaufania publicznego, cieszą się bardzo dobrą reputacją. Docelowo chcielibyśmy w głowie polskich klientów zaszczepić właśnie taki wizerunek tego zawodu. Nie tylko człowieka zajmującego się formalnościami bankowymi, lecz także osoby stojącej blisko swoich klientów, niemal członka rodziny. Zaufanie to fundament tej branży. Wierzymy, że będziemy firmą, która będzie miała ogromny wkład w zmianę wizerunku agenta nieruchomości czy eksperta zajmującego się finansami osobistymi klientów.

Ten rok ma być czasem, kiedy Open Finance jeszcze szybciej będzie się rozwijał i zanotuje większe przychody?
P.G.: 2017 jest rokiem przełomowym. Pokazał to i pierwszy kwartał, i znakomicie rokujące kolejne miesiące – prognozy są bardzo obiecujące. Wszystkie działania, jakie ostatnio podejmowaliśmy, zaczynają przynosić efekty, które nakładają się na siebie. W każdej kategorii możemy się pochwalić znaczącą poprawą wyników. Notujemy wzrosty i, co ważne, ten biznes nie kanibalizuje się. Każda kategoria, która jest w strategii spółki, stabilnie rośnie. Zarówno w obszarze kredytowym, jak i produktów inwestycyjnych. Nieruchomości w niczym nie odstają od reszty. Wykorzystujemy hossę, którą mamy na rynku pierwotnym, i sprzedajemy bardzo dużą liczbę nowych mieszkań. Potrafimy także zadbać o klienta, którego preferencje skierowane są na rynek wtórny. Patrząc na konstrukcję przychodów spółki, pozwala ona bardzo spokojnie patrzeć w przyszłość. Wspominaliśmy poprzednio, że klient odwiedzający oddział Open Finance ma dodatkowe korzyści: ubezpieczenia, inwestycje, a nawet zarządzanie najmem. Wsłuchujemy się w oczekiwania naszych klientów. Rotujemy tymi rozwiązaniami, które cieszą się największym uznaniem i popularnością. Cały czas powiększamy koszyk usług i produktów, które są niezbędne do funkcjonowania każdego gospodarstwa domowego.

P.K.: Nawet nasze hasło reklamowe, które stosujemy w obu markach – „finanse dla każdego” i „nieruchomości dla każdego” – to jest taki Brand Promise. Potwierdza to nasze podejście do klienta – z jednej strony potrafimy obsłużyć tych bardzo zamożnych klientów, z drugiej zaś profesjonalnie zajmujemy się również tymi klientami, którzy zaczynają dopiero swoją przygodę z finansami czy dokonują zakupu pierwszego mieszkania.

P.G.: Obserwując rynek na bieżąco, możemy zaoferować klientom usługę, która w pełni zaspokoi ich potrzeby. Wprowadziliśmy na rynek nową usługę – zarządzanie najmem. Dlaczego? Wyobraźmy sobie, że ktoś mieszka w Bydgoszczy, a chce kupić nieruchomość inwestycyjną w Warszawie. Taka osoba nie będzie zarządzała nieruchomością na odległość – potrzebuje wsparcia. Jako Grupa Open Finance mamy w całym kraju 150 placówek, dlatego w każdym miejscu możemy skutecznie zarządzać powierzoną nam nieruchomością. Dodatkowo mamy kilkaset placówek partnerskich, co sprawia, że mamy największą tak skuteczną i zorganizowaną sieć.

Home Broker proponuje swoim klientom największą bazę nieruchomości zarówno z rynku wtórnego, jak i nowych mieszkań od deweloperów.
P.G.: Dzisiaj modny jest rynek pierwotny, który rozwija się bardzo dynamicznie. Klienci lubią kupować nowe nieruchomości, a dzięki nam mają dostęp do szerokiej oferty mieszkań czy domów. Dzięki naszym bazom klient może zapoznać się z ofertą kilkuset deweloperów i co ważne – klient otrzyma obiektywną poradę od eksperta. To właśnie jest usługa unikalna. Zwykle klient musiałby udać się do kilkunastu deweloperów, aby zapoznać się z ich ofertą, czyli odbijać się od drzwi do drzwi.

P.K.: Weźmy również pod uwagę to, że nie wszyscy deweloperzy mają swoje biura sprzedaży – to często się nie opłaca i nie jest efektywne. My jesteśmy w stanie zapewnić również taką usługę i coraz więcej firm deweloperskich oddaje nam w zarządzanie własne działy sprzedaży. Jesteśmy w tych działaniach bardzo skuteczni i sprzedajemy w tej chwili najwięcej nowych mieszkań na rynku. Do tej pory rynek postrzegał nas jako firmę skierowaną głównie do klienta indywidualnego. My w tym czasie mocno rozwinęliśmy się w obsłudze firm z sektora MŚP. Patrząc choćby przez pryzmat deweloperów, potrafimy przeprowadzić dla nich emisję obligacji, uczestniczymy w sprzedaży czy zakupie gruntu inwestycyjnego, na którym będzie powstawała dana inwestycja. Finansujemy klientów przeróżnymi produktami – od leasingu nieruchomości do faktoringu i wszystkich innych nowoczesnych rozwiązań dedykowanych przedsiębiorcom. Często są to już transakcje kilkunasto- czy kilkudziesięciomilionowe.

Co lubi Przemysław Guberow?

Zegarek preferuje klasyczne modele
Wypoczynek „Trochę pod palmą, trochę zwiedzania – staram się w pełni wykorzystać czas wolny”.
Kuchnia „Uwielbiam sushi i kuchnię śródziemnomorską”.
Restauracja „Z najlepszymi owocami morza i stekami”.
Samochód „Te mniej spotykane i z charakterem. Marzeń mam wiele, ale najważniejsze to Ford Mustang Shelby oraz Ferrari”.
Hobby piłka nożna, ale jako widz przed telewizorem, oraz książki i ostatnio akwarystyka morsk

Co lubi Paweł Komar?

Wypoczynek „Aktywny, najlepiej gdzieś w Hiszpanii. Lubię również kraje egzotyczne”.
Kuchnia włoska i argentyńska
Restauracja „Wybieram miejsca z najlepszą atmosferą”.
Samochód o sportowym charakterze
Hobby sport bierny, jako widz, ale koniecznie na stadionie, oraz aktywny, najlepiej w terenie

fot.: Materiały prasowe firm

UCaaS – rozwiązanie tylko dla biznesu

Marcin Rusewicz architekt rozwiązań UC&C w firmie MCX Telecom

Dobrym przykładem usług dodanych w sektorze telekomunikacyjnym są te typu UCaaS (Unified Communication as a Service), które mogą stanowić mocne źródło przychodów w ofertach kierowanych do klienta biznesowego. Choć wideokonferencje i chat mogą być dostępne za darmo na platformach OTT typu Skype, Google oraz Facebook, to w przypadku zastosowań biznesowych ważna jest integracja usług UC z procesami biznesowymi realizowanymi w organizacji. Dla przykładu – planując wideokonferencje, od razu można uwzględnić dostępność uczestników spotkania widoczną w korporacyjnym kalendarzu lub zintegrować dostępny z chmury Contact Center z systemem CRM, także z chmury. Ponadto jeśli używamy usług zunifikowanej komunikacji do kontaktów z klientami, to potrzebne jest zapewnienie łączy z gwarantowanym poziomem usług, aby realizowany w ten sposób kontakt spełnił stawiane przed nim oczekiwania. Wszystko to pokazuje, że właściwe promowanie usług UC może prowadzić do zwiększenia sprzedaży tradycyjnych produktów operatorów telekomunikacyjnych.

Obecnie coraz większą popularnością cieszą się takie usługi jak Mitel MiTeam, które nakierowane są na wsparcie zespołów projektowych, mniej lub bardziej formalnych, oraz zapewnianie im łatwej wymiany danych i informacji z dowolnego miejsca i urządzenia. Takie rozwiązania wymagają ciągłego rozwoju, aby mogły sprostać zmieniającym się warunkom – chociażby pojawiającym się co chwila nowym smartfonom lub tabletom. Dlatego warto rozważyć skorzystanie z usług firm specjalizujących się w technologiach UC jako partnerów przy budowaniu oferty na usługi UCaaS, aby wykorzystać ich doświadczenie, znajomość technologii oraz umiejętność wdrożenia usług dodanych.

Nissan Navara w limitowanej wersji Trek-1°

Nissan wprowadza na polski rynek nową wersję specjalną obsypanego nagrodami pick-upa Navara, z rozbudowanym wyposażeniem dodatkowym uzupełniającym bogatą standardową specyfikację.

Navara Trek-1° została zaprezentowana po raz pierwszy w styczniu, na Salonie Samochodowym w Brukseli. Nazwa wersji nawiązuje do położenia geograficznego pustyni Navarra w północnej Hiszpanii — na 1° długości geograficznej zachodniej — od której pochodzi nazwa samego modelu.

Nissan Navara jest aktualnym Międzynarodowym Pick-upem Roku. Samochód zasłużył sobie na ten tytuł wszechstronnymi możliwościami terenowymi oraz znakomitymi osiągami zarówno na utwardzonych nawierzchniach, jak i poza nimi. Dzięki inteligentnym rozwiązaniom zapewniającym poczucie panowania nad pojazdem jest on doskonałym partnerem zarówno w pracy, jak i w czasie wyjazdów rekreacyjnych.

Ekskluzywność specjalnej wersji Trek-1° jest gwarantowana. Łącznie powstanie tylko 1500 egzemplarzy — wszystkie z podwójną kabiną. Limitowana Navara bazuje na flagowej wersji Tekna, którą wzbogacono o szereg atrakcyjnych dodatków włączonych do wyposażenia standardowego.

Wśród nich znalazły się między innymi czarne sportowe rury stylizujące z zamontowanymi na nich dwiema skierowanymi do przodu punktowymi lampami LED. Dodatkowe oświetlenie spełnia zarówno funkcję estetyczną, jak i praktyczną.

Navara Trek-1° jest również wyposażona w czarne boczne listwy ozdobne, czarne 18‑calowe sześcioramienne felgi ze stopów metali lekkich oraz nową elegancką osłonę skrzyni ładunkowej. Czarna lub biała osłona jest wykonana z wysokogatunkowego, wytrzymałego tworzywa i zamocowana na zawiasach przy tylnej ściance kabiny. Uniesioną osłonę podtrzymują amortyzatory gazowe po obu stronach skrzyni.

To praktyczny dodatek, ułatwiający ukrycie i zabezpieczenie cenniejszego ładunku. Pod osłoną znajduje się przegroda skrzyni ładunkowej, zaś podłoga skrzyni jest osłonięta wykładziną. Obydwa te elementy pomagają w unieruchomieniu przewożonych przedmiotów. Przegroda jest zamocowana w tzw. systemie korytkowym, który umożliwia jej przesuwanie wzdłuż osi pojazdu, co ułatwia załadunek i rozładunek.

Lista wyposażenia opcjonalnego wersji Trek-1° obejmuje między innymi skórzaną tapicerkę oraz podgrzewane fotele, z regulacją w ośmiu kierunkach w przypadku fotela kierowcy. Dostępny jest również szyberdach, hak holowniczy, blokada mechanizmu różnicowego oraz pełnowymiarowe koło zapasowe.

Navara Trek-1° jest oferowana w dwóch atrakcyjnych kolorach nadwozia — białym perłowym, który jest nowością w modelu Navara, oraz czarnym metalizowanym. Klienci mogą wybrać pomiędzy sześciobiegową przekładnią manualną lub siedmiobiegową automatyczną, w połączeniu z silnikiem Diesla 2,3 litra z podwójną turbosprężarką, generującym moc 190 KM. Standardem jest dołączany napęd na cztery koła.

Nissan Navara to pick-up zarówno wytrzymały i solidny, jak i inteligentny. Każdy pojazd z podwójną kabiną ma unikatowe w tym segmencie wielodrążkowe tylne zawieszenie zapewniające najwyższy komfort jazdy. W modelu zastosowano również liczne rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo, takie jak system awaryjnego hamowania przed przeszkodą, dynamiczna kontrola jazdy, asystent zjazdu ze zniesienia oraz system wspomagania ruszania pod górę.

Dzięki pokrewieństwu z najbogatszą w klasycznej ofercie wersją Tekna Navara Trek-1° jest również wyposażona w system multimedialny NissanConnect z nawigacją satelitarną i cyfrowym radiem DAB, system kamer 360°, tylne czujniki parkowania oraz reflektory w technologii LED.

Nissan Navara Trek-1° jest już dostępna w sprzedaży w Polsce. Jej ceny kształtują się na poziomie 178 620 zł brutto dla wersji z manualną skrzynią biegów oraz 183 620 zł brutto dla odmiany z przekładnią automatyczną.

Usługa Zarządzana ze wsparciem partnera

Konrad Kobylecki Business Development Manager w DOT Systems
Konrad Kobyleck DOT Systems

Potencjał i kompetencje operatorów telekomunikacyjnych w dziedzinie monitorowania jakości usług są dzisiaj trudne do przecenienia. Całodobowe centra zarządzania, ekipy gotowe do usuwania awarii bez przerwy przez cały rok zyskują zasłużone uznanie rynkowe i podnoszą poprzeczkę powyżej wielu innych branż. Spadające przychody telekomów przyczyniają się do zwiększenia presji na redukcję kosztów. Rodzi się pytanie: Czy rosnąca oferta Usług Zarządzanych nie mogłaby stanowić konstruktywnego wyjścia z impasu? Na nasyconym rynku próba zwiększenia przychodów często oznacza wyjście z podstawowego zakresu usług, gdzie konkurencję określa cena.

DOT Systems prowadzi już rozmowy z firmami transportowymi, energetycznymi i produkcyjnymi na temat wykorzystania nowych technologii w ramach inicjatywy Przemysłu 4.0. Na przykład monitorowanie taboru kolejowego za pomocą odpowiednich pomiarów i serwisu predyktywnego przynosi oszczędności na poziomie 25 proc. kosztów utrzymania i 40 proc. kosztów przestojów. Nasz zespół analityków danych sprawdził już swoje umiejętności przy analizie sygnałów, rozpoznawaniu anomalii i utrzymaniu predykcyjnym. W środowiskach rozproszonych geograficznie (np. transport i dystrybucja energii) wykorzystanie potencjału telekomu w połączeniu z naszym zrozumieniem charakterystyki mierzonych sygnałów i modelowania danych mogłoby dać nowy obszar działania i spowodować przełom w impasie spadających przychodów.

Telekomy już kiedyś wygrały, sprzedając treści „premium” i „pocztę kwiatową”. Usługi faktycznie były dostarczane przez podwykonawców, a zarządzane przez operatora. Czy ten model przeszedł bezpowrotnie do historii, a dzisiaj tę rolę będą odgrywały wyłącznie Apple, Amazon, Google i podobne firmy? l

Usługi dodane a przychody z usług telekomunikacyjnych

Handsome young businessman sitting on the stairs and using his smartphone.

Wszyscy pamiętają popularny program telewizyjny „Big Brother”, ale rzadko kto wie, że był to znaczący czas w rozwoju operatorów telekomunikacyjnych. Masowe głosowanie widzów na ich faworytów realizowane w ramach programu za pośrednictwem płatnych SMS-ów pozwoliło operatorom telekomunikacyjnym zrozumieć, jak duże przychody można dodatkowo uzyskać dzięki transmitowaniu atrakcyjnych treści.

Wzrost popularności OTT
Od tego czasu usługi dodane w telekomunikacji, nazywane także z angielska OTT (Over The Top), są przez użytkowników coraz szerzej wykorzystywane, często nawet nieświadomie. Dotyczy to funkcjonalności opierających się nie na podstawowych usługach telekomunikacyjnych, ale wykraczających poza nie. Od wielu lat były nadzieją na zwiększenie przychodów operatorów, którzy w tym trybie oferowali m.in. audio i wideo na żądanie. Przykłady dodatkowych przychodów operatorskich obejmują choćby oferowane na telefonie komórkowym odcinki serialu „Kasia i Tomek” w Orange, serwisy Muzodajnia, Ipla itd.

Wraz ze sprzedażą smartfonów pojawiło się jednak ryzyko ze strony nowych konkurentów, którzy nie mają przekonania do dzielenia się zyskiem z telekomami. Wręcz przeciwnie, starają się im ująć z rynkowego tortu. Oferty usług OTT takich firm jak WhatsApp, Skype i Viber bezpośrednio kanibalizują tradycyjne usługi głosowe i SMS-owe. Na domiar złego odbierając coraz większą część marży, jednocześnie w coraz większym zakresie wykorzystują pojemność sieci operatorów. Usługodawcy OTT zapewniają atrakcyjne funkcjonalności i ciekawe treści dostosowane do swojego profilu. Często oferują podstawowe usługi bezpłatnie, finansując je z reklam, inteligentnej analizy danych na temat swoich klientów i ewentualnie płatnych wersji Premium, gdzie funkcjonalność jest szersza i nie ma ogłoszeń. Telekomy też próbowały takiego podejścia, oferując na przykład darmowe rozmowy w zamian za wysłuchanie reklamy, ale to się nie przyjęło. W dużych organizacjach, jakimi zwykle są operatorzy telekomunikacyjni, usługi dodane stanowią margines przychodów, który wprawdzie wykazuje dużą dynamikę wzrostu, jest obiecujący i chętnie pokazywany, ale też skutecznie zwalczany przez zwolenników inwestowania w tradycyjny core business. Tymczasem specjalizowani dostawcy spoza branży, dla których OTT jest priorytetem, rosną w siłę. Według firmy konsultingowej Detecon z Grupy Deutsche Telekom do roku 2021 ich przychody przerosną te pochodzące z dostarczania tradycyjnych usług telekomunikacyjnych.

Managed Services
Jednakże pojawiają się usługi finansowe, wideo, gry internetowe i inne, które są komplementarne dla rozwoju sieci telekomunikacyjnych. Ponieważ są wrażliwe na szybkość i jakość transmisji, operatorzy powinni pod ich kątem dalej inwestować w infrastrukturę i zapewniać odpowiednie parametry za specjalnym wynagrodzeniem. Daje to szansę na uzyskanie dodatkowych przychodów z tytułu zarządzania poziomem usług. Termin „Usługi Zarządzane” (Managed Services) oznacza zarządzanie środowiskiem technologicznym z punktu widzenia klienta, zgodnie z zawartą umową SLA opisującą poziom świadczenia usług. Zwykle dotyczyło to wsparcia procesów krytycznych dla prowadzenia biznesu, takich jak np. transmisja danych w systemach kontroli dostępu i systemach sterowania ruchem, gdzie opóźnienie przekazania danych mogło skutkować katastrofą. W tego typu zastosowaniach klienci i partnerzy telekomów już dawno docenili różnicę między gwarantowanym poziomem usługi a zachowaniem staranności (czyli best effort). Opłaty z tego tytułu są nieporównywalnie niższe w stosunku do potencjalnych strat z powodu awarii. Usługi Zarządzane pozwalają też na zapewnienie odpowiedzialności od końca do końca (end to end), co oznacza, że telekom aktywnie monitoruje cały proces i proaktywnie raportuje problemy, jednocześnie zapewniając, że ich usuwanie następuje w uzgodnionym czasie i trybie.

Wyobraźmy sobie system zarządzania ruchem, gdzie wystąpiła awaria transmisji na skutek przecięcia kabla przez koparkę na budowie. W ramach Usługi Zarządzanej operator sam będzie się starał możliwie szybko znaleźć najlepszą drogę obejścia awarii na podstawie swojej infrastruktury i firm partnerskich. W krytycznej sytuacji w trybie awaryjnym zestawi radiolinię. Przy dobrym SLA będzie nawet tak współpracował z klientem, żeby zminimalizować straty z punktu widzenia odbiorców usługi klienta w całym procesie. Z racji swoich kompetencji technicznych operatorzy telekomunikacyjni są zwykle lepiej merytorycznie przygotowani  do dopasowania standardu usług transmisji do specyficznych procesów klienta. Tradycyjne podejście, w którym liczy się przede wszystkim cena za megabajty na sekundę, w sytuacji, kiedy klient sam z kolei zapewnia wartościową treść czy usługi, stawia go w sytuacji nieokreślonych konsekwencji przestoju i strat.

Samemu czy we współpracy
Wracając do usług komplementarnych – wyobraźmy sobie proces rozliczania płatności elektronicznych w sieci supermarketów. Przykładowa Firma OTT wyspecjalizowana w elektronicznych transakcjach finansowych jest dostawcą. Musi zapewnić niezawodność całego systemu adekwatnie do poziomu ewentualnych strat z tytułu każdej godziny przestoju, kiedy kupujący nie mogą płacić kartami w sklepie. W skład systemu obsługującego proces wchodzi wiele elementów: serwery, aplikacje, terminale i m.in. transmisja. Firma OTT może próbować sama kupić transmisję od wielu operatorów, podstawową i zapasową, starając się ograniczyć ryzyko. Żeby robić to umiejętnie, musi zbudować własny zespół specjalistów ds. telekomunikacji. Operatorzy telekomunikacyjni oczywiście też na tym zyskają, bo Firma OTT zakupi nadmiarowe łącza z dwóch źródeł. Niemniej trzeba wziąć pod uwagę, że zakup dotyczy tylko przepustowości łączy, które w procesie utowarowienia stają się coraz tańsze, szczególnie że pojemność sieci zwykle rośnie szybciej niż zapotrzebowanie.

Wyobraźmy sobie teraz odmienne podejście. Operator telekomunikacyjny po negocjacjach kontraktu z Firmą OTT ustala najbardziej krytyczne parametry, funkcje i maksymalne tolerowane niedostępności sieci. Ma własny, wyspecjalizowany zespół ds. utrzymania łączy w terenie i zaawansowane Centrum Zarządzania Siecią, które całą dobę monitoruje awarie, zajętość, a nawet może korzystać z analitycznych systemów predykcyjnych, które nie tylko potrafią przewidzieć wystąpienie awarii, lecz także automatycznie rekomendować lub nawet realizować rekonfigurację sieci. Ze względu na rozbudowaną własną infrastrukturę operator telekomunikacyjny może to zrobić lepiej i taniej niż Firma OTT, dla której jest to działalność pomocnicza. Dodatkowo operator może zaproponować hosting aplikacji finansowej we własnym centrum przetwarzania danych. Kompetencje i odpowiedzialność za usługę pozwalają operatorom na zwiększenie marży. Według raportu firmy Arthur D. Little z 2014 r. wiodący operatorzy telekomunikacyjni zwiększają swoją premię z tego tytułu od 20 proc. do 400 proc., w zależności od charakteru usługi. Co ciekawe, główni gracze na rynku usług OTT dostarczanych z chmury (tacy jak Amazon, Microsoft, Google, IBM, Salesforce.com itd.) nie konkurują w tej kategorii, ponieważ dostarczają swoje usługi za pośrednictwem transmisji internetowej z poziomem utrzymania best effort.

Usługi komplementarne
Operatorzy telekomunikacyjni mają już pewne doświadczenia z Usług Zarządzanych, np. Managed PBX, gdzie przejmowali w zarządzanie wewnętrzną centralę telefoniczną klienta. Niemniej teraz muszą zaproponować firmom OTT i swoim klientom usługi o krok bardziej zaawansowane. Ze względu na to, że nowe Usługi Zarządzane mają być dobrze zintegrowane w ramach krytycznych procesów klientów, telekomy muszą z nimi znacznie bliżej współpracować. Dotyczy to współdziałania z Centrum Zarządzania Siecią i ekipami terenowymi przy raportowaniu incydentów, predykcji, planowaniu pojemności i konfiguracji. Oznacza to, z jednej strony, głębsze wejście w specyfikę działania klienta, a z drugiej, większe otwarcie ze strony własnego monitoringu i dopuszczenie do bezpośredniej współpracy między specjalistami technicznymi obu stron. Dodatkowo, im głębiej operator wejdzie w specyfikę klienta, tym lepiej będzie w stanie wykorzystać dodatkowe możliwości rozbudowy marży

Kapitał polskiej przedsiębiorczości

    Piotr Hofman, prezes nowo powstałego stowarzyszenia Rada Gospodarcza Strefy Wolnego Słowa, o wsparciu, jakie jest potrzebne małym i średnim firmom

    Odniósł pan sukces jako deweloper z 20-letnim stażem, stworzył pan konsorcjum polskich firm deweloperskich działających pod wspólnym znakiem Grupa Inwest. Obecnie jest pan prezesem zarządu spółki HM Inwest SA. Co skłoniło pana do zaangażowania się w działalność stowarzyszenia działającego na rzecz małego i średniego biznesu?
    Niewielkie firmy, które wypracowały sukces gospodarczy naszego kraju, nie doczekały się organizacji, która w skuteczny sposób broniłaby ich praw i występowała w ich imieniu. Z przykrością muszę stwierdzić, że organizacje zrzeszające przedsiębiorców, do których zresztą sam należę, reprezentują interesy dużych firm. Nie jestem w stanie tego  zaakceptować, ponieważ – zgodnie z liberalną filozofią – pogłębia się podział na dużych graczy, mogących liczyć na pomoc państwa, i rzeszę niewielkich przedsiębiorców, którzy zdani są sami na siebie. Chcemy monitorować i wspierać działania zadeklarowane przez premiera Morawieckiego w ogłoszonej w listopadzie ubiegłego roku Konstytucji dla Biznesu. Niestety, nadal w praktyce nie działa, ogłoszona w konstytucji, zasada in dubio pro tributario, polegająca na rozstrzyganiu wątpliwości na korzyść podatnika. Organy kontrolne powinny – tak jak w USA – wspierać przedsiębiorców i występować w roli audytora, który w przypadku drobnego błędu wręcza żółtą kartkę. Nie zapominajmy również o tym, że gdy chodzi o wielkie korporacje i poważne kwoty, zazwyczaj zawierane są ugody w oparciu o udział dużych kancelarii prawnych i podatkowych. Natomiast w przypadku małych firm kary nakładane są arbitralnie, bez możliwości aktywnej obrony, i nierzadko powodują ich upadek.

    W marcu powołał pan do życia Radę Gospodarczą Strefy Wolnego Słowa. Na czym obecnie koncentruje się jej działalność?
    Postawiliśmy sobie niełatwe zadanie – zaczynamy budowanie ogólnokrajowej organizacji zrzeszającej polskich małych i średnich przedsiębiorców. Zainteresowanie naszą inicjatywą wykazali już, będący przedsiębiorcami, członkowie Klubów Gazety Polskiej. Warto podkreślić, że założyciele Rady mają silne oparcie w firmach działających w ramach Mediów Strefy Wolnego Słowa. Nasza inicjatywa skierowana jest głównie do sektora małych i średnich firm, które na Giełdzie Papierów Wartościowych nazywane są „misiami”. O ich sile świadczy chociażby ostatni raport Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, z którego wynika, że z 1,84 mln zarejestrowanych firm w Polsce aż 96 proc. reprezentuje sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Sektor ten w 2016 r. miał 50,2-procentowy udział w tworzeniu PKB i zatrudniał blisko 7 mln osób, co stanowi prawie 70 proc. pracujących we wszystkich firmach działających na terenie kraju.

    Wróćmy do celów, jakie stawia sobie Rada.
    Najważniejszy z nich to wyrównywanie szans polskich przedsiębiorców. Przez ostatnie 25 lat obserwowaliśmy wspieranie obcych firm i kapitału kosztem krajowych. To spowodowało, że dzisiaj nie mamy w Polsce zakumulowanego kapitału narodowego, co warunkuje dalszy rozwój gospodarki. Nie ma przecież silnego państwa bez silnych krajowych przedsiębiorstw. Nasza wizja dobrze wpisuje się w program Morawieckiego – Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Chcemy być odbiorcą pozytywnego impulsu dla polskich przedsiębiorców, który zadeklarowano w założeniach programu. Zamierzamy pilnować wdrożenia zapowiadanego pakietu ustaw i aktywnie uczestniczyć w jego dopracowaniu. Będziemy strażnikiem zmian i poprawy warunków funkcjonowania krajowych przedsiębiorców.

    To niełatwe i niewdzięczne zadanie…
    Zdaję sobie z tego sprawę, ale wreszcie ktoś musi jasno wyartykułować, że obowiązkiem rządu jest wspieranie polskich firm. Chcemy uczciwie płacić podatki w kraju, co więcej – nie mówimy, że muszą być one najniższe. Za to oczekujemy współpracy z państwem, które powinno być naszym partnerem w rozwoju krajowej przedsiębiorczości, dawać wsparcie w działaniach poza granicami, w placówkach dyplomatycznych i handlowych. W odróżnieniu od naszych sąsiadów, bardzo mało mówimy o budowaniu patriotyzmu gospodarczego. Powinniśmy niestrudzenie namawiać do kupowania polskich produktów i korzystania z polskich usług, tak jak dzieje się to w Niemczech i Danii. Taką edukację powinno prowadzić państwo polskie przy ścisłej współpracy z przedsiębiorcami, aby już na etapie edukacji szkolnej budować świadomość ekonomiczną młodych Polaków. Albowiem budowanie kapitału narodowego przekłada się wprost na bezpieczeństwo, niezależność i rozwój kraju.

    Obecnie takie działania nie są zbyt widoczne, należy to mocno sygnalizować.
    Liczymy w tej sprawie na wsparcie ze strony niezależnych mediów. Chcemy, aby przez kilka najbliższych lat Media Strefy Wolnego Słowa stały się tak silnym, wielkim medialnym przedsięwzięciem, żeby w przyszłości jakiekolwiek zmiany polityczne nie były w stanie im zagrozić. To ważne zadania dla nas jako przedsiębiorców. W Radzie Gospodarczej stawiamy sobie za cel ochronę praw i reprezentowanie interesów gospodarczych polskich firm. Zamierzamy im zapewnić pomoc prawną i doradztwo gospodarcze. Ważne kwestie to również promocja i reklama w środkach masowego przekazu oraz ułatwianie kontaktów biznesowych. Widzimy wiele elementów w życiu publicznym i w systemie gospodarczym naszego kraju, które przy aktywnej i stałej współpracy między naszym stowarzyszeniem a instytucjami i osobami odpowiedzialnymi za polską gospodarkę, prawo i finanse mogą ulec pozytywnym zmianom.

    Stowarzyszenie odwołuje się do tradycyjnego, konserwatywnego systemu wartości.
    Nasza formuła działania jest szeroka, nie zamykamy drzwi przed nikim, komu – podobnie jak nam – zależy na poprawie kondycji małych i średnich firm. Z pełną determinacją będziemy podejmować działania, które wzmocnią pozycję polskich firm na krajowym rynku, zrównają ich szanse z podmiotami zagranicznymi, pozwolą rozwijać i budować polski kapitał przedsiębiorczości. Naszym statutowym celem i mottem jest budowanie polskiego kapitału i majątku obywateli poprzez polskich przedsiębiorców.

    Duży może więcej

    Radosław Biedecki, partner zarządzający, i Witold Daniłowicz, Of Counsel w kancelarii Noerr Biedecki sp.k., o tym, czy dla prawnika doświadczenia zdobyte za granicą mogą być przydatne w Polsce, oraz o perspektywach rynku usług prawnych

    Na początek pytanie, które nasuwa się samo: Dlaczego – pomimo wielu sukcesów i znakomitej rozpoznawalności w środowisku biznesowym – zrezygnowali panowie z prowadzenia własnej kancelarii i zdecydowali się wejść do korporacji, jaką jest Noerr?
    Radosław Biedecki: Grupa Noerr jest jedną z 10 największych kancelarii w Niemczech, istnieje od 1950 r. i działa w Europie Zachodniej oraz Środkowej. Jej roczne obroty to ponad 220 mln euro. Polskie biuro Noerr funkcjonowało od 1992 r., specjalizując się przede wszystkim w obsłudze niemieckich klientów. Podobnie jak nasza dotychczasowa kancelaria DJBW nie zawsze mogło rozwinąć skrzydła, ponieważ podjęcie naprawdę poważnych zleceń warunkowane jest liczbą wysoko wyspecjalizowanych prawników. W związku z tym, gdy wiosną zwrócił się do nas z propozycją współpracy przedstawiciel Noerr, zdecydowaliśmy się podjąć rozmowy. Po mniej więcej półroczu doszliśmy do porozumienia, które polegało na tym, że całe nasze biuro weszło do Grupy i powstała nowa kancelaria: Noerr Biedecki spółka komandytowa.

    Witold Daniłowicz:
    Uprzedzając pytanie, od razu wyjaśnię, że rolę frontmana – partnera zarządzającego – powierzyliśmy mecenasowi Biedeckiemu, którego wiek, energia i wiedza znakomicie predestynują do takiego zadania. Moja obecna rola to Of Counsel, czyli doradca i mentor, który zajmuje się rozwojem biznesu, ale nie ma udziałów. Jest to formuła stosowana od dziesiątków lat m.in. w USA i u nas powinna się dobrze sprawdzić. Nie oznacza to oczywiście, że nie będę osobiście prowadził pewnych spraw.

    Oprócz panów do Noerr przeszli dwaj pozostali wspólnicy DJBW?
    R.B.: Są to Witold Jurcewicz, który również zdecydował się występować jako Of Counsel, oraz mój brat Ludomir Biedecki.
    W.D.: Merger naszych firm – pod szyldem Noerr – przebiega wyjątkowo harmonijnie. Wynika to zapewne z tego, że obie specjalizowały się w podobnych zagadnieniach prawnych. Dziś możemy klientom zaoferować więcej, choćby dlatego, że gdy zajdzie potrzeba, jesteśmy w stanie zaangażować znacznie większy zespół niż dotąd.
    R.B.: Dodam, że dla obu naszych kancelarii rozwój organiczny trwałby zbyt długo i byłby zbyt kosztowny. Ważne jest również to, że niejako automatycznie powiększyła się liczba klientów, przede wszystkim o firmy z terenu Niemiec.

    Dojrzałość rynku i ograniczona liczba transakcji sprawia, że kancelariom jest coraz trudniej pozyskać intratne zlecenia.
    W.D.: Jak wiadomo, Prokuratoria Generalna wkrótce ma przejąć obsługę wszystkich spółek Skarbu Państwa. Poza tym maleje aktywność inwestorów zagranicznych. Może to oznaczać problemy dla wielu polskich kancelarii. Nie kryję, że właśnie tego rodzaju sygnały nadchodzące z rynku miały istotny wpływ na naszą decyzją o połączeniu z Noerr.

    Chciałbym przypomnieć mecenasowi Daniłowiczowi, że w wywiadzie, którego udzielił nam kilka lat temu, mówił o zaletach prowadzenia własnej kancelarii, po wielu latach przepracowanych w jednej z najbardziej prestiżowych firm na świecie White & Case…
    W.D.: Odchodząc z White & Case, byłem pełen optymizmu, ale wówczas perspektywy rozwoju rynku wyglądały znacznie lepiej niż dzisiaj. Nie uwzględniłem tego, że kancelaria, jaką stworzyłem z Witoldem Jurcewiczem, która połączyła się z firmą braci Biedeckich, choć szybko się rozwinęła, okazała się jednak za mała dla dużych klientów i spraw.

    Obaj panowie macie bogate doświadczenia zagraniczne. Czy są one przydatne w Polsce?
    R.B.: Podobnie jak mój brat studiowałem w Strasburgu, w moim przypadku było to prawo. To otworzyło mi możliwość współpracy z klientami z francuskiej strefy językowej. Przez kilka lat pracowałem dla firmy deweloperskiej należącej do grupy Géant, żeby w 2003 r. – wspólnie z bratem – uruchomić własną kancelarię, wyspecjalizowaną w dziedzinie nieruchomości, rynków kapitałowych i akwizycji firm. W 2014 r. połączyliśmy siły z mecenasami Daniłowiczem i Jurcewiczem. Już wówczas uważaliśmy, że nasze kancelarie są za małe, a połączenie powinno przynieść dobre efekty. Tak też się stało. W dodatku mogliśmy skorzystać z wiedzy i doświadczenia naszych wspólników. W tym zawodzie, jak chyba nigdzie indziej, sprawdza się schemat: mistrz–uczeń.
    W.D.: Miło mi słyszeć te słowa; ja również miałem mistrzów, a uczyłem się od najlepszych. Ukończyłem prawo w Luizjanie, jedynym stanie USA, w którym obowiązuje podobny system jak w Polsce, oparty na Kodeksie Napoleona. Chcąc później praktykować w Teksasie, musiałem po raz drugi zdać arcytrudny egzamin adwokacki. Po sześciu latach pracy w znakomitej kancelarii Vinson & Elkins w 1990 r. przeniosłem się do jej biura w Londynie, a następnie założyłem jej biuro w Warszawie. W 1993 r., po wycofaniu się Vinson & Elkins z Polski, przeszedłem do White & Case. Lata spędzone za granicą to coś więcej niż tylko dostęp do potencjalnych klientów. W tym czasie budowałem sieć kontaktów, wiem, do kogo zadzwonić, gdy trzeba coś szybko załatwić na drugim końcu świata.
    R.B.: W przypadku Noerr możemy liczyć na pomoc specjalistów z Niemiec, Czech, ze Słowacji, z Węgier, Rumunii, USA, Belgii i Wielkiej Brytanii. Firma ma też biuro w Alicante, gdzie znajduje się Europejski Urząd Patentowy. To ważne dla naszych klientów, którzy często prowadzą działalność nie tylko na polskim, lecz także na zagranicznych rynkach.

    Obaj panowie macie bogate doświadczenie w dziedzinie managerskiej. Jak wykorzystujecie je na co dzień?
    W.D.: W naszej pracy najważniejsze jest zrozumienie potrzeb klienta. A w dziedzinie kierowania firmą fundamentalny warunek sukcesu stanowi umiejętność rozpoznania mocnych i słabych stron współpracowników oraz motywowanie ich do wydajnej pracy. W kancelariach prawnych pracują indywidualiści, z każdym z nich trzeba inaczej rozmawiać.
    R.B.: Istotne są też wyznaczanie wspólnych i indywidualnych celów oraz klarowna komunikacja. Wiem z praktyki, że nic nie może się udać, jeśli komunikaty wysyłane przez szefa są nieprecyzyjne.

    Co lubi Witold Daniłowicz?

    Zegarki – IWC oraz jedynej tradycyjnej amerykańskiej marki – Hamilton
    Pióra – Montblanc
    Ubrania – od lat używa koszul Hilditch & Key
    Wypoczynek – dużo podróżuje, często wraca na Majorkę. Spędza sporo czasu w domu na Mazurach
    Kuchnia – polska, lubi dziczyznę
    Restauracja – San Lorenzo przy al. Jana Pawła II w Warszawie
    Samochód – BMW X3 i Land Rover Discovery
    Hobby – historia Polski XVII w., myślistwo – dużo publikuje na ten temat, przygotowuje się do obrony pracy doktorskiej o prawie polowania

    Co lubi Radosław Biedecki?

    Zegarki IWC, Zenith
    Pióra Montblanc
    Ubrania Boggi Milano
    Wypoczynek polskie wybrzeże, Dolomity. Zwiedzając świat, stara się nawiązywać bezpośrednie kontakty z mieszkańcami odwiedzanych krajów, w tym kontekście najlepiej wspomina Zanzibar i Meksyk
    Kuchnia śródziemnomorska
    Samochód Mitsubishi Pajero
    Hobby beletrystyka, sport: biegi, rower i snowboard. Odbywa staż myśliwski

    Halo, Mszczonów, mamy problem

      Naprawdę wiele dzieje się ostatnio w dziedzinie inwestycyjnej, zwłaszcza gdy chodzi o transport i komunikację

      Decyzje o wielkich inwestycjach nabrały w Polsce takiego tempa, że miesięczny cykl wydawniczy „Managera” jest za długi, aby być na bieżąco. Zamieszczony w poprzednim wydaniu przegląd ważniejszych i ciekawszych, planowanych i trwających budów dziś już nie jest kompletny. Nagła decyzja Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów uruchomiła bowiem procedury powstania Centralnego Portu Lotniczego. Dokładniej mówiąc, KERM zarekomendował Radzie Ministrów podjęcie takiej uchwały. I to jest właściwie wszystko, co wiadomo, reszta to przecieki i spekulacje. Poniższe informacje powinny być zatem przetykane słowami „podobno”, „prawdopodobnie”, „zapewne” i „być może”. Nowe lotnisko ma być tzw. hubem i obsługiwać masowy ruch przesiadkowy. Koszt budowy CPL wyniesie 25–30 mld zł, cały proces potrwałby 10–11 lat. Jego przepustowość sięgnie kilkudziesięciu milionów pasażerów rocznie. Liczby te dotyczą pierwszego etapu budowy, kolejne są bardzo zamglone, ale padła nawet liczba 180 mln pasażerów.

      Tu zaczyna mrugać czerwone światełko. Jeśli owe 180 mln podróżnych rzeczywiście zapisano w dokumentach, to znaczy, że mamy do czynienia z niebezpieczną gigantomanią. Kilka największych lotnisk na świecie obsługuje obecnie po 70–95 mln osób rocznie. Najszybciej rozwijające się lotnisko w Dubaju, wedle wszelkich danych przyszły globalny lider, zakrojone jest na maksymalnie 160 mln. Skąd wezmą się dziesiątki milionów ludzi z walizkami na mazowieckich równinach i to w czasie, gdy globalne centrum wędruje nad Morze Chińskie? W ubiegłym roku Okęcie obsłużyło niespełna 13 mln pasażerów, a wszystkie polskie lotniska – 34 mln. Największe światowe lotniska z reguły działają w ścisłym powiązaniu z wielką linią lotniczą. Interes jest obopólny, to rodzaj symbiozy. Port lotniczy jest główną bazą logistyczną i techniczną dla przewoźnika, ten zaś zapewnia lotnisku pewien gwarantowany poziom przychodów. Tymczasem LOT nie jest wielką linią, nie jest nawet średnim graczem na rynku. Jego wyniki to od lat sinusoida, raz pod kreską, raz nad nią. Być może LOT wykaraska się z kłopotów i nawet doświadczy przyspieszonego rozwoju, ale raczej nigdy nie wejdzie na pułap, na którym powinien się znajdować partner największego w świecie lotniska.

      Tymczasem jak słychać, to właśnie LOT i jeszcze firma Państwowe Porty Lotnicze są miejscami, skąd wychodzą najsilniejsze głosy za powstaniem CPL. Rządowy decydent winien bardzo starannie wyważyć rzeczowe argumenty z jednej strony, a chęć bycia ważnym, dysponowania miliardami i zwykłą tromtadrację z drugiej. Jest bowiem faktem, że rzeczowe argumenty istnieją i są warte przynajmniej merytorycznej dyskusji. Potrzeba nowego lotniska w centralnej Polsce jest znana od lat. Zasłużone lotnisko na Okęciu zbliża się do granic swoich obiektywnych możliwości. Jego, korzystna skądinąd, lokalizacja jest zarazem barierą rozwoju. Da się zwiększyć pracę Okęcia jeszcze trochę. Można usprawnić obsługę, można wcisnąć jeszcze kilka stanowisk z rękawami dla samolotów, ale to wszystko. Do kategorii wielkich lotnisk Okęcie nie awansuje nigdy, bo nie ma miejsca na dodatkowy pas startowy ani nowe drogi kołowania, o czym przesądziło wybudowanie za płotem lotniska autostradowej obwodnicy Warszawy. Nadto lądowanie niemal w środku miasta wielkich samolotów, niechby i coraz nowocześniejszych, będzie się spotykało z coraz większym oporem z przyczyn środowiskowych.

      Dlatego też budowa nowego lotniska była już kilka razy przywoływana i za każdym razem, po gabinetowych i publicznych sporach, odkładana na później. Powodem bywał zwykle brak pieniędzy. Nie ma, niestety, gwarancji, że tym razem będzie inaczej. Miliardy unijnych euro, jakimi dysponuje Polska, to wprawdzie dobry argument, ale i tu jest kilka przeszkód. Przede wszystkim o lotnisku nie było mowy, gdy tworzono budżetowe przymiarki i przedstawiano w Brukseli plany i cele wydatków. Trzeba by te plany teraz zmieniać, na co Unia Europejska może nie mieć ochoty. Trzeba by też rezygnować z wielu już ogłoszonych zamierzeń, co nie wszystkim w kraju się spodoba. Najważniejsze jednak, że budowa CPL jest tak wielkim przedsięwzięciem, iż z całą pewnością przeciągnie się poza horyzont unijnego zasilania polskiego budżetu, bo chyba nikt nie wierzy w zakończenie inwestycji w pierwotnie wyznaczonym terminie. Możemy wówczas zostać z gigantyczną, rozbabraną budową, na którą właśnie zabrakło pieniędzy, a te już wydane będzie można uznać za zmarnowane. Lepiej nie być w skórze ministra, który w tym momencie będzie odpowiadał za tę działkę. Pojawił się wprawdzie głos, że tę akurat inwestycję Polska sfinansuje sobie sama, ale w to uwierzą chyba tylko absolwenci podstawówek. Pozostaje ponowić apel o zabranie się do bardzo, bardzo dokładnych rachunków. Muszą one obejmować koszty bezpośrednie, a także wszystkie możliwe dodatkowe, w drugim, trzecim i 10. kręgu. Takiej pracy jeszcze nikt w Polsce nie wykonał. Przeciwnie, jest niemal regułą zwiększanie kosztorysów w trakcie prac i nieustanne przesuwanie harmonogramów oraz „ostatecznych” terminów.

      Analizy powinny uwzględniać rozmaite konflikty interesów. Wieść głosi, że w jednym z poprzednich rozdań kart w sprawie centralnego lotniska pewien biznesmen bliski kręgów politycznych zdołał skupić liczne działki w rejonie planowanej wówczas budowy. Pytanie za pięć punktów brzmi: Czy ten pan już kolęduje po gabinetach i szuka tzw. dojść? Umiejscowienie przyszłego CPL to kolejny punkt zapalny. Ze wszystkich dotychczasowych wypowiedzi niejako większością głosów wynikałoby, że preferowane są okolice Mszczonowa. Nie znaczy to wcale, że kilka innych lokalnych lobbies złoży broń. Stawka jest zbyt wielka, by się poddawać bez walki, choćby beznadziejnej. Nie trzeba być wielkim prorokiem, by przewidzieć, że ruszy licytacja na najdziwniejsze argumenty i pojawią się znienacka rozmaite czynniki. Wielkie pole do awanturnictwa daje tu, na przykład, ekologia w przaśnym wydaniu.

      Naturalna przewaga Mszczonowa wynika zaś z tego, że nowe, wielkie lotnisko musi istnieć w otoczeniu sieci dróg i linii kolejowych, a to mazowieckie miasto leży akurat blisko istniejących szlaków komunikacyjnych. To ważne, gdyż budowa lotniska na obszarze komunikacyjno dziewiczym podniosłaby wszystkie koszty do poziomu niebotycznego i całkowicie już nierealnego. Do wielkiego lotniska nie mogą bowiem prowadzić drogi kołowe ani żelazne kończące się ślepo przy terminalu. Dla takiego portu lotniczego, a już zwłaszcza mieniącego się hubem, ważne jest, aby można do niego zewsząd dojechać, a i rozjechać się po przylocie w wielu kierunkach. Nie chodzi więc o budowę krótkiego dojazdowego łącznika, ale o położenie w środku sieci.

      Co prawda, istotą takowego hubu jest ruch przesiadkowy, a dla takich pasażerów (średnio 30 proc.) lokalizacja lotniska nie ma znaczenia. Jednak przy założonych rozmiarach CPL to właśnie ruch osób, które tu będą zaczynać albo kończyć podróż, wyznacza kryteria. Tu dygresja granicząca z anegdotą. Projekt Centralnego Portu Lotniczego jest powszechnie łączony z nazwiskiem wicepremiera zawiadującego sektorem gospodarczym rządu. Natychmiast po ogłoszeniu tego planu drugi wicepremier wystąpił z kolejnym: obok lotniska winien stanąć Centralny Dworzec Kolejowy. Dowcipni komentatorzy zaproponowali natychmiast trzeciemu wicepremierowi, aby ogłosił budowę Centralnego Postoju Taksówek wraz z Centralną Wypożyczalnią Rowerów.

      Sam pomysł wielkiego dworca kolejowego zlokalizowanego wiele kilometrów od dużych miast jest nie tylko śmieszny, lecz także groźny – dowodzi kompletnej ignorancji pomysłodawców. Dworce kolejowe żyją bowiem wówczas, gdy są w ścisłych śródmieściach, w zasięgu dojścia pieszo czy dojazdu tramwajem. Koncepcja, że pasażer z Warszawy będzie chciał jechać autobusem czy kolejką podmiejską do (załóżmy) Mszczonowa, by tam wsiąść w pociąg ekspresowy do Krakowa lub Poznania, oznacza śmierć kolei. Ktoś to wszystko szybko ogarnął i pomysł wielkiego dworca natychmiast zdezawuowała sama pani premier (to ciekawa obserwacja relacji na szczytach). Ślad jednak pozostał, a Internet jest cierpliwy i pamiętliwy. Natomiast hurraoptymiści zaczęli łączyć ideę CPL z budową całej nowej sieci kolejowej dla pociągów wielkiej prędkości. Kosztów takiej operacji wręcz nie sposób podsumować, brakuje pozycji na wyświetlaczu kalkulatora. Trzeba zauważyć, że dotąd plany kolei dużych prędkości i nowego wielkiego lotniska pojawiały się na przemian. Teraz wystąpiły wspólnie i między ich nazwy należy natychmiast wstawić spójnik rozłączny „lub”.

      O ile jednak w projekcie lotniska tkwi jądro racjonalności, o tyle plan szybkich kolei jest w polskich realiach dziełem z działu fantasy. Wydanie nieprawdopodobnych pieniędzy, by skrócić przejazd z Warszawy do Krakowa z dwóch i pół godziny do dwóch z pojedynczymi minutami, jest nonsensem. Istnieje naprawdę wiele ważniejszych potrzeb w kraju, który jedną nogą wciąż tkwi w zacofaniu i którego ponad połowa populacji nie posługuje się komputerem do celów innych niż prosta rozrywka. Budowa nawet niewielkich odcinków nowych linii kolejowych to w Polsce droga przez mękę. Wystarczy przywołać odcinek z Krakowa do Zakopanego, którego tworzenie (czytaj: mówienie o tym) trwa sto lat. Szybciej pierwszy Polak doleci LOT na Księżyc, niż powstanie sieć szybkiej kolei. Ryzyko głośnej inauguracji i utopienia wielkich pieniędzy w błocie oczywiście istnieje.

      Wielkiego lotniska nie wystarczy zbudować. Ono później musi na siebie zarobić. Nie utrzyma go LOT, nawet w najlepszym dlań scenariuszu. Udział innych linii lotniczych to wielka niewiadoma, zadecyduje gra rynkowa. Do lądowań nikogo nie da rady zmusić. Dzisiaj można tylko stawiać pytania. Jaką politykę cenową dla linii lotniczych będzie prowadziło nowe lotnisko? Czy będzie nadal działało Okęcie i co z Modlinem? Jeśli zostaną, to czy nie będą podkupywać klientów? Czy jeśli LOT będzie głównym użytkownikiem CPL, to nie wypchnie stąd innych linii? Jakaś nauka wypływa przecież z minionej sytuacji, gdy zawyżone opłaty lotniskowe na Okęciu pomogły zaistnieć Modlinowi. Obawiać się można, że na takie pytania nikt na razie nie szuka odpowiedzi. Tymczasem świat zna przykłady udanych inwestycji w tej dziedzinie (Dubaj) i porażek (Montreal). Za sukces nie można też uznać sposobu prowadzenia bliskiej inwestycji Berlin-Brandenburg, a to przecież Niemcy, nasz niedościgniony wzór gospodarczy. Tak więc dzisiaj konkretem jest tylko hasło: my zbudujemy wieeeeelkie lotnisko. A wielkie lotnisko to nie tylko wielkie pieniądze, lecz także wielkie nerwy.

      Ważne Informacje

      Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

      Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

      AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

      Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

      Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

      Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

      Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

      Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

      Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

      Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

      Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...