.
Strona główna Blog Strona 341

Gdy rosną stopy procentowe

Bartosz Turek.

Bartosz Turek analityk rynku finansowego w Open Finance

Straty na giełdzie, obligacjach, a nawet trudności ze spłatą kredytów mieszkaniowych – takie mogą być konsekwencje mających nadejść wzrostów stóp procentowych. Warto przygotować swój portfel na taką ewentualność, aby uniknąć ryzyka strat

Jedno jest pewne – kredyty w końcu zdrożeją, a lokaty będą oprocentowane lepiej niż dziś. Stanie się tak, gdy tylko stopy procentowe ustalane przez Radę Polityki Pieniężnej zaczną rosnąć. Problem w tym, że nikt nie wie, kiedy dokładnie do tego dojdzie. Co więcej, przewidywania ekonomistów ciągle w tym względzie ewoluują i tak pierwsze głosy o mających nadejść podwyżkach pojawiły się już w drugiej połowie 2013 r. Szybko okazało się to jednak chybioną prognozą, bo potem Rada Polityki Pieniężnej dwukrotnie decydowała o obniżeniu kosztu pieniądza.

Tym samym od marca 2015 r. mamy do czynienia z historycznie najtańszym pieniądzem w rodzimej gospodarce. Stan taki trwa już ponad dwa lata. Jakby tego było mało, prezes Narodowego Banku Polskiego przyznał na konferencji prasowej po kwietniowym posiedzeniu RPP, że nie tylko w 2017 r., lecz także w 2018 r. może nie być przesłanek do podnoszenia stóp procentowych. Jedno jest pewne – prognozy w tym obszarze potrafią zmieniać się jak w kalejdoskopie i warto przygotować się do konsekwencji mających nadejść podwyżek. Po latach nienaturalnie taniego kredytu powrót do normalności może być bolesny. Oto 10 rzeczy, o których musisz pamiętać, gdy rosną stopy procentowe:

1. Giełdy w dół
Przede wszystkim mogą przekonać się o tym inwestorzy giełdowi. Historia uczy, że rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp procentowych to zły omen dla giełdowych indeksów. Co więcej, im ważniejszy bank centralny, który decyduje o podwyżkach, tym większy wpływ ma na rynki i światową gospodarkę. Raczej nie jest przypadkiem, że pęknięcie bańki internetowej (marzec 2000 r.) odbyło się w trakcie cyklu podwyżek stóp procentowych realizowanego przez amerykański Fed. Podobnie było z pierwszymi informacjami o rosnącej liczbie licytacji nieruchomości w USA (2004 r.). Działo się tak, ponieważ przy okazji drożejących kredytów coraz więcej osób nie było stać na spłacanie rat za nieruchomości kupione w trakcie hossy. Był to pierwszy sygnał złej sytuacji na rynku kredytowym, co potem okazało się preludium światowego kryzysu, za którego symboliczny początek uznaje się upadek banku Lehman Brothers w 2008 r.

Oczywiście, przykłady te są skrajne. W dodatku nie zawsze wzrost stóp procentowych oznacza przeceny na giełdach, a tym bardziej gospodarcze kryzysy. Trzeba mieć jednak świadomość działania prostego mechanizmu – wzrost stóp procentowych oznacza wzrost kosztu kredytu. Tej zmiany mogą nie wytrzymać nieprzygotowane lub niskorentowne firmy. Na wyniki spółek negatywny wpływ mają też decyzje konsumentów. Ci będą przecież ograniczać konsumpcję „na kredyt”, skoro dług drożeje. Mało tego, przy okazji podwyżek stóp procentowych inwestorzy dwa razy się zastanowią, czy podejmować ryzyko gry na giełdzie, skoro w bankach mogą dostać coraz lepiej oprocentowane i bezpieczne lokaty.

2. Tanieją obligacje
Wzrost stóp procentowych jest też złą informacją dla inwestorów działających na rynku obligacji. Zasada jest prosta. Jeśli ktoś ma obligację, która daje 5 proc. zysku w skali roku, to jej wartość w przypadku odsprzedaży zależy od obowiązujących w danym momencie rentowności innych obligacji. I tak na przykład inwestorzy skłonni będą za taki papier zapłacić więcej, gdy nowo emitowane obligacje oferują jedynie 3 proc. zysku. Odwrotna sytuacja byłaby wówczas, gdyby nowe papiery pozwalały zarobić 8 proc. Wtedy swoje obligacje oprocentowane na 5 proc. w skali roku właściciel musiałby zaoferować z dyskontem, aby ktoś je od niego odkupił. Mechanizm ten dotyczy obligacji o stałym oprocentowaniu. Na szczęście wiele papierów ma zmienne oprocentowanie i to takie właśnie warto dziś rozważać. W przypadku wzrostu stóp procentowych można się spodziewać, że zysk generowany przez te papiery także wzrośnie.

3. Sezon okazji na rynku nieruchomości
Gorliwymi odbiorcami komunikatów o zmianach poziomu stóp procentowych powinni być też kredytobiorcy, szczególnie ci, którzy zadłużyli się na zakup mieszkań w rodzimej walucie. Nie powinno to dziwić, skoro decyzje RPP w krótkim czasie przekładają się na wysokość płaconych przez nich rat. Mechanizm jest prosty. Zmiana poziomu podstawowej stopy procentowej przekłada się na oprocentowanie, z jakim banki pożyczają same sobie pieniądze na rynku międzybankowym. Obrazuje to stawka WIBOR, która przy okazji jest składnikiem oprocentowania niemal wszystkich złotowych kredytów mieszkaniowych w Polsce. Wyobraźmy sobie na chwilę czarny scenariusz, w którym podstawowa stopa procentowa rośnie z obecnego poziomu 1,5 proc. do 4,75 proc. Wartość ta nie jest zupełnie abstrakcyjna – obowiązywała ona od maja do listopada 2012 r. Co stałoby się w takim przypadku? Rata kredytu zaciągniętego na 30 lat w wysokości 300 tys. zł rośnie z aktualnego poziomu około 1,5 tys. zł do ponad 2,1 tys. zł miesięcznie.

Dla przeciętnej rodziny taka zmiana oznacza już poważne kłopoty. Dolejmy jednak oliwy do ognia. Załóżmy przy tym, że familia ma nie tylko dług na zakup mieszkania, lecz także kredyty gotówkowe zaciągnięte, na przykład, na wykończenie i wyposażenie lokalu. Ich raty także rosną. Jeśli do tego rodzina nie zauważy momentu, w którym comiesięczne wydatki zaczynają przekraczać przychody, i zacznie zadłużać się za pomocą karty kredytowej lub limitu kredytowego w koncie, to jest to prosta droga do wpadnięcia w spiralę zadłużenia prowadzącą do niewypłacalności. Wyraźny wzrost poziomu stóp procentowych może więc doprowadzić do sytuacji, w której część kredytobiorców nie będzie w stanie spłacić swoich zobowiązań. To może oznaczać wzrost podaży mieszkań sprzedawanych przez dłużników. Przy dużej skali zjawiska tylko krok dzieli nas od spadku cen nieruchomości. Choć z punktu widzenia pierwszej połowy 2017 r. scenariusz ten wydaje się nie tylko mało prawdopodobny, ale wręcz abstrakcyjny, to warto przygotować się i na taką ewentualność.

Nawet jeśli mający w końcu nadejść wzrost kosztu pieniądza okaże się tylko miękkim lądowaniem, to i tak racjonalnym posunięciem dla kredytobiorców jest odłożenie kapitału na czarną godzinę. Z punktu widzenia części inwestorów zarysowany scenariusz jest natomiast idealną okazją do zakupu przecenionych mieszkań. Co ciekawe, nie powinni mieć przy tym problemów z ich wynajęciem. Przeważnie popyt na najem rośnie w okresach gorszej koniunktury na rynku zakupu nieruchomości. Trudno się temu dziwić – każdy musi przecież gdzieś mieszkać, a więc z jednej strony popyt na najem rośnie, gdy część właścicieli zmuszona jest sprzedać nieruchomości, a z drugiej młodzi wchodzący w dorosłość rzadziej decydują się na zakup, skoro kredyty drożeją.

4. REIT czeka przecena
Jeśli już mowa o rynku nieruchomości, to z amerykańskich doświadczeń możemy wysnuć jeszcze jedną radę dla inwestorów giełdowych. Co do zasady w okresach rosnących stóp procentowych na wartości tracą notowane na parkiecie REIT (Real Estate Investment Trust). Są to swego rodzaju fundusze inwestycyjne, które korzystają ze specjalnych preferencji podatkowych. Uzyskały je, ponieważ co roku dzielą się lwią częścią swoich zysków z akcjonariuszami. Obszarem ich działalności – jak sama nazwa wskazuje – jest sektor nieruchomości. Jeśli wierzyć zapewnieniom przedstawicieli Ministerstwa Finansów, to po wielu latach nawracających dyskusji i prac nad wdrożeniem instytucji REIT nad Wisłą stosowne regulacje mogą w końcu wejść w życie w 2018 r. Dlaczego jest to ważne w kontekście mającego nadejść wzrostu kosztu pieniądza? Na tym, jak REIT będą sobie radziły na rodzimym parkiecie, zaważyć mogą decyzje banków centralnych o poziomie stóp procentowych. Niestety, utrzymująca się od lat polityka rekordowo taniego pieniądza powoduje, że nieruchomości komercyjne są dziś wyceniane wysoko.

5. Pękają bańki spekulacyjne
Warto też pamiętać, że szybki wzrost poziomu stóp procentowych automatycznie ujawni obszary, w których narosły bańki spekulacyjne. Dziś niełatwo je wskazać, choć zastanawiające mogą być gwałtowne wzrosty cen niektórych aktywów. I tak na przykład wirtualna waluta – bitcoin – zdrożała z niecałych 5 dol. w kwietniu 2012 r. do około 1,2 tys. dol. w kwietniu 2017 r. Potencjalny zysk byłby więc astronomiczny. W kontekście lokat oprocentowanych na 2–3 proc. w skali roku imponujące wydać się mogą informacje o tym, że w ciągu ostatnich pięciu lat o około 190 proc. napompowane zostały notowania indeksu badającego zmiany cen najbardziej cenionych butelek szkockiego trunku (dane Rare Whisky Icon 100 Index). Podobnie w tym samym okresie samochody klasyczne podrożały o 120 proc. (dane HAGI o stu najbardziej cenionych egzemplarzach).

6. Lokaty podbiją serca oszczędzających
Na szczęście nie wszystkie konsekwencje zacieśniania polityki monetarnej są negatywne. Wyższe stopy procentowe to przyjemny okres dla oszczędzających, którzy mogą liczyć na wyższe oprocentowanie bankowych depozytów. Jak wynika z danych NBP, w grudniu 2008 r. przeciętna roczna lokata była oprocentowana na 7 proc. w skali roku. Wtedy podstawowa stopa procentowa była jednak na poziomie 5,75 proc. – prawie cztery razy wyższym niż dziś. Trudno się więc dziwić, że w lutym 2017 r., zanosząc pieniądze do banku, można było liczyć jedynie na 1,65 proc. na przeciętnym trzymiesięcznym depozycie.

7. Okazja na tani kredyt
Restrykcyjna polityka pieniężna to także gratka dla szukających okazji na rynku mieszkaniowym. Oprócz możliwych przecen nieruchomości można liczyć na prawdziwie atrakcyjny kredyt. Jest to tylko pozorny paradoks. Doświadczenia ostatnich kilkunastu lat pokazują, że w okresach, w których drożeje pieniądz, banki są skłonne bardziej walczyć o klienta, obniżając marże kredytowe – element oprocentowania stały w całym wieloletnim okresie kredytowania.

Dlaczego jest to ważne? Jeśli jeden klient zaciągnął kredyt z marżą na poziomie 1 proc., a drugi z marżą na poziomie 3 proc., to przy trzymiesięcznym WIBOR na poziomie z kwietnia 2017 r. (1,73 proc.) pierwszy cieszy się oprocentowaniem długu na poziomie 2,73 proc., a drugi 4,73 proc. Rata długu zaciągniętego na 200 tys. zł i 20 lat wynosi w pierwszym przypadku 1080 zł miesięcznie, a w drugim jest o 210 zł wyższa. Kluczowe z punktu widzenia całkowitego kosztu zaciąganego kredytu są więc stałe elementy oprocentowania, a te są przeważnie niższe w okresie wysokich stóp procentowych.

8. Tańsze wakacje i zagraniczne zakupy
Dobre informacje powinny też płynąć z rynku walutowego. Decyzje RPP o podnoszeniu stóp procentowych oznaczają bowiem często umocnienie się złotówki. Wyższe oprocentowanie przyciąga bowiem kapitał zagraniczny, co oznacza popyt na rodzimą walutę. Ponadto w normalnych warunkach do podwyżek stóp procentowych dochodzi wtedy, gdy gospodarka szybko się rozwija i trzeba ją trochę schłodzić, aby walczyć z inflacją. Dobra koniunktura gospodarcza także może przyciągać kapitał zagraniczny. Efekt? Za dolary, euro, funty czy franki powinniśmy w kantorach płacić mniej. W krótkim terminie jest to dobra informacja dla osób planujących zagraniczne zakupy lub wakacje poza Polską.

9. Karty kredytowe będą jeszcze droższe
W tym kontekście nie można jednak zapomnieć o podstawowej przestrodze, aby na takim wyjeździe nie korzystać z karty kredytowej w celu wypłaty pieniędzy z bankomatu – tym bardziej jeśli doszłoby do podwyżek stóp procentowych. Warto pamiętać, że w przypadku transakcji gotówkowych taką kartą odsetki bank zaczyna naliczać od razu. Ich maksymalna wysokość ustalona jest jako czterokrotność stawki lombardowej ustalanej przez RPP. Dziś wynosi ona 2,5 proc., a więc maksymalne oprocentowanie długu na karcie kredytowej to 10 proc. Dla porównania, gdyby wrócić do poziomu stóp procentowych z 2012 r., dopuszczony ustawą limit wzrósłby do poziomu 25 proc.

10. Złoto tanieje podwójnie
Niestety, taniejące waluty mogą oznaczać spadek cen tak pożądanego przez Polaków kruszcu, jakim jest złoto. W 2016 r. w celach inwestycyjnych Polacy kupili prawie 7 ton, czyli o ponad jedną czwartą więcej niż rok wcześniej – wynika z szacunków portalu RynekZłota24. Kruszec notowany jest w dolarze, a skoro ten może przy okazji wzrostu stóp procentowych tanieć, to i mniej złotówek warta będzie zakupiona sztabka lub moneta.

Czy efektowi temu przeciwdziałać mogłyby decyzje amerykańskiego Fed? Raczej nie, bo jeśli amerykański bank centralny podnosi stopy procentowe, to prowadzi to do umocnienia dolara. Problem w tym, że zazwyczaj drożejący dolar odbija się negatywnie na notowaniach żółtego kruszcu. Po prostu jeśli dolar drożeje, to nabywcy z całego świata chcą za złoto płacić coraz mniej dolarów.

Wkrótce „HR OPEN DAY” w Koźmińskim

business people shaking hands in office.

Już niebawem – 10 czerwca br. w siedzibie Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie odbędzie się dzień otwarty dla kandydatów na studia podyplomowe z obszaru human resources. Tematem przewodnim spotkania będzie rola działu HR jako animatora zmian w firmie w celu budowania organizacji przyszłości. Najlepsi eksperci HR z ramienia uczelni udzielą uczestnikom wielu cennych rad, jak z sukcesem przeprowadzić taką transformację.

Działy związane z zasobami ludzkimi mają ogromne znaczenie dla funkcjonowania przedsiębiorstwa, a ich pracownicy odpowiadają dziś nie tylko za rekrutację, szkolenia czy motywowanie pozostałych pracowników.W związku z rozwojem i wzrostem znaczenia zawodu HR-owca mają wpływ zarówno na karierę zawodową innych osób, jak iw coraz większym stopniu są włączani w procesy wytyczania możliwych dróg rozwoju i budowanie strategii organizacji.To bardzo często właśnie oni zajmują się diagnozą problemów występujących w firmie, szukaniem nowych nośnych idei, wdrażaniem innowacyjnych rozwiązań,dzięki którym może zyskać ona konkurencyjną przewagę na rynku, a także budowaniem przyjaznego środowiska pracy dla pozostałych zatrudnionych.

Kreatywni, dynamiczni i sumienni pracownicy działów HR powinni być otwarci na poznawanie kolejnych obszarów wiedzy i poszerzanie perspektyw. Świetną okazją do diagnozy możliwych kierunków i sposobów własnego rozwoju na drodze kariery są organizowane przez uczelnie dni otwarte z tego obszaru wiedzy. Już10 czerwca takie spotkanie będzie miało miejsce w najlepszej uczelni biznesowej w Europie Środkowo-Wschodniej wg „Financial Times” – Akademii Leona Koźmińskiego, przy ul. Jagiellońskiej 59 w Warszawie. Podczas „HR Open Day”odbędzie się inspiracyjne wystąpienie Kariny Popieluch, dzięki któremu zebrani zyskają wiedzę na temat ogromnej roli HR-owców w rozwoju nowoczesnego przedsiębiorstwa. Po wykładzie kandydaci na studia będą mieli również okazję porozmawiać w kuluarach z ekspertami z tej dziedziny, którzy chętnie im doradzą, jaką ścieżkę kształceniawybrać.

Akademia Leona Koźmińskiego jest jedyną uczelnią w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, która posiada wszystkie najważniejsze akredytacje biznesowe: EQUIS, AACSB, AMBA oraz CEEMAN. Koźmiński jest również najwyżej notowaną polską szkołą w rankingach „Financial Times”.

Szczegółowe informacje na temat dnia otwartego oraz formularz zgłoszeniowy znajdują się na stronie: http://www.kozminski.edu.pl/spotkaniezhr/

Pociąg do kolei niestety, opóźniony

    Andrzej Nierychło

    Początek XXI wieku to czas największych w historii Polski inwestycji infrastrukturalnych. Dzięki napływowi funduszy przyznanych przez Unię Europejską nasz kraj może wreszcie nadrabiać historyczne zaległości

    Największe strumienie pieniędzy płyną na inwestycje komunikacyjne. W pierwszej kolejności uruchomiono budowę sieci autostrad i dróg szybkiego ruchu. Gdy program ten przekroczył już swój punkt szczytowy, przyszedł czas na kolej. Był to ostatni dzwonek. Na przełomie wieków komunikacja kolejowa w Polsce znalazła się w stanie zapaści. Pociągi jeździły coraz rzadziej i coraz wolniej. Zamykano kolejne odcinki linii kolejowych i wkrótce ulegały one ostatecznej dewastacji. Nieliczne, wymuszone katastrofalnym stanem torowisk remonty ciągnęły się w nieskończoność. Brakowało lokomotyw i wagonów. Nic nie dawały kolejne reformy strukturalne, dzielenie i łączenie firm, niewydolne były próby prywatyzacji. I wówczas, dosłownie w ostatniej chwili, pojawił się strumień pieniędzy. Z roku na rok coraz szerszy. Powstał Krajowy Program Kolejowy sięgający po 2023 rok; późną jesienią zeszłego roku rząd przyjął jego zmodyfikowaną wersję. Opiewa on na 67 mld złotych, w większości pochodzących z funduszy unijnych. To największe dzisiaj pieniądze do wydania na inwestycje na polskim rynku. Według stanu na początek obecnego roku, na kolei już trwały prace o wartości 7 mld złotych, z tego kontrakty na 4 mld złotych zostały zawarte w 2016 roku. W obecnym roku rząd chce zlecić prace aż za 30 mld złotych, a w kolejnym jeszcze za 8-10 mld złotych. Chodzi o to – i taki był sens ostatnich korekt w Krajowym Programie – by zmniejszyć tzw. górkę inwestycyjną, czyli nasilenie wydatków w ostatnim okresie programu. Jest bowiem niedobrą, choć niestety usankcjonowaną praktyką, że inwestycje opóźniają się i wówczas dochodzi do pośpiesznego kontraktowania prac „bo pieniądze przepadną”. Przeciwdziałać temu ma zabieg zwany fazowaniem wydatków.

    Nie jest tu możliwe nawet zgrubne streszczenie KPK, ten dokument liczy sobie 56 stron drobnego druku, w tym dużo map i wielkich tabel z wyliczankami. Najogólniej, do 2023 roku sfinansowane mają zostać modernizacje 8,5 tys. km linii kolejowych, czyli około połowy wszystkich czynnych. Odnowione zostać mają niemal wszystkie połączenia między największymi miastami oraz oba korytarze wschód-zachód. Wiele prac już rozpoczęto i trwają w różnym stopniu zaawansowania.

    W programie najczęściej mowa jest o modernizacjach, gdyż, w przeciwieństwie do budowy rzeczywiście nowych autostrad i innych dróg kołowych, na kolei wykonuje się przede wszystkim remonty linii. Jednak ze względu na skalę wcześniejszych zaniedbań taki remont oznacza często całkowitą rozbiórkę ruin i budowę od zera nowego szlaku. Bywa, że jest to trudniejsze technicznie i kosztowniejsze od powstania nowej żelaznej drogi – to wszakże zupełnie inna historia, w papierach widnieje remont. Ale remont linii kolejowej to nie tylko wymiana zardzewiałych szyn i przegniłych podkładów. Zwykle to także wymiana układu trakcji elektrycznej, przebudowa peronów, wydłużanie bocznic, zakładanie systemu sygnalizacji i sterowania ruchem, budowa wiaduktów i przepustów, niekiedy także łagodzenie łuków. Chodzi o zwiększenie przepustowości linii i prędkości handlowej pociągów. Czyli o to, by zmodernizowaną linią pociągi pasażerskie mogły jeździć częściej i szybciej, a towarowe mogły ponadto być dłuższe i cięższe.

    To tłumaczy, dlaczego proste z pozoru prace remontowe pochłaniają najwięcej pieniędzy. Jednak na Krajowy Program Kolejowy składają się także inne wydatki. Są wśród nich koszty systemu obsługi podróżnych i informacji dla pasażerów oraz zakup urządzeń zwiększających bezpieczeństwo ruchu. W najnowszej wersji KPK uwzględniono też przesunięcia środków pomiędzy rozmaitymi projektami inwestycji. Z listy rezerwowej na główną przeniesiono budowę linii Podłęże-Piekiełko; to jedyna w tej chwili trasa kolejowa tworzona od podstaw, skrót szlaku Kraków-Zakopane, o potrzebie którego mówi się… 100 lat. Zwiększono także zakres remontu trasy z Warszawy do Krakowa przez Kielce. Dopisano kilka odcinków, które zostaną zelektryfikowane, w tym Ełk-Korsze na Mazurach i Tomaszów-Opoczno. Dzięki aktualizacji na liście podstawowej KPK znalazło się kilka projektów zgłaszanych od dawna przez marszałków województw, np. Lębork-Łeba, Nysa-Brzeg czy Legnica- Kamieniec Ząbkowicki. Znaczącą korektą jest wreszcie dopisanie do listy prac na odcinku od Białej Podlaskiej przez Małaszewicze do Terespola, wraz z przebudową stacji, co łącznie kosztować będzie ponad pół miliarda złotych. Dla równowagi zmniejszono rozbuchane plany modernizacyjne na tzw. liniach węglowych, wiodących ze Śląska do największych portów.

    Krajowy Program Kolejowy w tej wersji wygląda imponująco i wolno sądzić, że został starannie przemyślany i przeanalizowany we wszelkich możliwych aspektach. Tym większym zaskoczeniem są więc najnowsze, bo kwietniowe, wypowiedzi, że program jest nierealny. Nie chodzi tu tylko o gazetowe marudzenie, ani o typowe w takich sytuacjach głosy tych, którzy dostrzegli, że korzyści ich ominą. „Wydanie zaplanowanych na ten cel 66,5 mld zł w obecnej budżetowej perspektywie UE do 2023 roku może się nie udać” – ogłosił niespodziewanie wiceminister rozwoju. „Mam małą wiarę, że wszystko pójdzie dobrze” – dodał. Z kolei wysoki przedstawiciel Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa wprawdzie chwalił zalety KPK, napomknął jednak o „urealnieniu” i „rozładowaniu” napięć. Obaj reprezentanci rządu wskazali na „winy” poprzedniej ekipy, ale trudno tego nie uznać za obowiązkowy dziś chwyt retoryczny. W końcu błędy rządu PO-PSL były chyba już znane, gdy w grudniu zatwierdzano najnowszą wersję KPK.

    Zdaniem niezależnych ekspertów, poprzednia władza rzeczywiście nie ma zupełnie czystego sumienia. Program Kolejowy w pierwotnej wersji powstawał w pośpiechu, w trakcie kampanii wyborczej. Przez ostatnie trzy lata rządów PO-PSL nie był aktualizowany, chociaż opóźnienia były widoczne już gołym okiem. Ale także obecna wersja nie jest pozbawiona wad, np. brak jej charakteru kroczącego, to znaczy nie zawiera zadań na kolejne lata. Tymczasem wiadomo, że planowanie inwestycji kolejowej musi zostać rozpoczęte dwa lata przed wejściem robotników na plac budowy. Dlatego perspektywa takich planów powinna być co najmniej 30-, 40-letnia, a sam dokument należy powiązać z podobnym, dotyczącym transportu drogowego.

    Fachowcy branżowi twierdzą też, że Program Kolejowy winien być oparty na fundamencie, jakim jest sieciowy model ruchu. To skomplikowane zagadnienie. Upraszczając, dzisiaj obowiązuje założenie: zbudujmy (czy wyremontujmy) linię, a ruch pociągów się pojawi. Ale możliwe jest też założenie odwrotne: na danym odcinku jest potrzeba ruchu kolejowego, więc budujmy tu linię.

    Zdaniem wyspecjalizowanego w branży Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, nie jest to jeszcze moment, gdy sprawa jest ostatecznie przegrana. Wykonanie założeń KPK jest trudne, ale możliwe. Ten umiarkowany optymizm ma przy tym bardzo przewrotne podstawy. Otóż płynie z faktu, że 67 mld złotych do wydania to w istocie niewiele wobec ogromnej skali zapóźnienia polskiego kolejnictwa. Nawet wykorzystane w całości, kwoty te tylko nieznacznie zbliżą Polskę do poziomu zachodnioeuropejskiego. Prawdziwym problemem jest, skąd brać na dalsze konieczne inwestycje.

    Na stan i przyszłość polskiego transportu kolejowego patrzeć więc trzeba znacznie szerzej. Pomocne w tym może być opracowanie „Wykorzystanie i potencjał kolejowych przewozów pasażerskich w Polsce” ogłoszone w kwietniu tego roku przez Urząd Transportu Kolejowego. Dokument ten odwołuje się w szczegółach do Białej Księgi Transportu opublikowanej przez Komisję Europejską.

    Przedstawione dane potwierdzają, niestety, tezę o dramatycznie niskim poziomie rozwoju kolei w Polsce. Wprawdzie w Polsce w 2016 r. przewieziono koleją 292,5 mln pasażerów, o ponad 12 mln więcej niż rok wcześniej, ale znaczy to, że przeciętny Polak podróżuje pociągiem tylko 8 razy w roku. Tymczasem średnia europejska to 19 podróży. Każdy Szwajcar wsiada do pociągu 70 razy w roku, Niemiec 33 razy, Anglik 26, Szwed 22, Węgier 15, Hiszpan 12, a Słowak odbywa rocznie 11 podróży koleją. Rzadziej niż w Polsce korzysta się z pociągów w Rumunii, Bułgarii i Grecji. Uśredniony wskaźnik ośmiu podróży Polaka pociągiem rocznie wygląda jeszcze gorzej, gdy przedstawić go w układzie wojewódzkim. Ujawniają się tu wielkie różnice. Mieszkaniec województwa pomorskiego jeździ koleją 23 razy w roku, Mazowsza 19, ale trzeciego i czwartego w rankingu województw wielkopolskiego i dolnośląskiego już tylko 8 razy. To i tak sporo, bo w podkarpackim i podlaskim pociągiem jeździ się średnio 1,5 raza w roku.

    Na taki obraz wpływa oczywiście wielka praca przewozowa kolejki miejskiej w Trójmieście i okolicach oraz pociągów podmiejskich w węźle warszawskim. Statystyki traktują bowiem tak samo kilkuminutowy dojazd na stojąco i wielosetkilometrową podróż. Kto wie, czy gdyby pominąć ruch lokalny w dwóch aglomeracjach, Polski nie wyprzedziłaby Bułgaria czy prawie pozbawiona kolei Grecja. Innym wskaźnikiem jest liczba pociągów pasażerskich przejeżdżających w ciągu doby przez umowny jeden kilometr linii kolejowej. W Polsce takich pociągów jest 20, a w Holandii ponad 130, przy średniej kontynentalnej 45 przejazdów (Wlk. Brytania 90, Niemcy 57, Francja 40, Węgry 31). I ostatnie już liczby. Z istniejących szacunków, bo trudno tu o precyzyjne dane, wynika że w całości przewozów pasażerskich w Polsce udział kolei wynosi… 3 procent, a 97 procent przypada na samochody. Tymczasem wspomniana tu Biała Księga Komisji Europejskiej formułuje między innymi zalecenie, aby w 2050 roku połowa wszystkich przewozów odbywała się pociągami. Można oczywiście przyjąć, że jest to cel bzdurny, bo przez ponad 30 lat rozwiną się nowe techniki podróżowania, np. samochody elektryczne. Tylko czy w elektryfikacji aut pozycja
    Polski jest lepsza?

    Perspektywy kolei w naszym kraju wyglądają więc dokładnie tak, jak nadzieje na sprzedaż butów w czarnej Afryce w starej i ogranej anegdocie. Jedni twierdzą, że próżny trud, bo w tym kraju nikt nie jeździ pociągami i kolej umiera. Inni za to podkreślają, że poziom kolei jest niski i to tworzy wielkie możliwości rozwojowe na przyszłość. Jedna z tych opcji musi wziąć górę i oby to była ta optymistyczna, bo szkoda zmarnować 67 miliardów zeteł. Zaś geografia Polski czyni ją stworzoną do podróżowania pociągami.

    Już w przyszłym tygodniu odbędzie się IX Kongres Relacji Inwestorskich Spółek Giełdowych SEG

    7-8 czerwca 2017 w Ossie spotkają się IR’owcy spółek giełdowych, aby porozmawiać o sposobach na skuteczną komunikację. Będzie mowa m.in. o: nowoczesnym zarządzaniu tworzeniem i dystrybucją informacji, raportowaniu niefinansowym czy o roli działów IR w funkcjonowaniu spółek giełdowych.

    Część merytoryczną pierwszego dnia Kongresu rozpocznie blok na temat nowoczesnego zarządzania tworzeniem i dystrybucją informacji dla inwestorów, w której zostaną omówione zagadnienia związane z budowaniem nowoczesnej strony internatowej, dotarciem z informacją do mediów i inwestorów, czy wykorzystaniem mediów społecznościowych do codziennej pracy IR’owca.

    Kolejna blok tematyczny na temat raportowania niefinansowego dostarczy odpowiedzi na pytania: które spółki i co powinny raportować? Jakie są wyzwania raportowania pośredniego? Jak określić istotność kwestii niefinansowych i wybrać wskaźniki? Jaka jest rola biegłego rewidenta w raportowaniu niefinansowym?

    Nowe obowiązki dotyczące raportowania informacji niefinansowych funkcjonują już od pół roku. Co prawda pierwsze raporty trzeba będzie sporządzić za rok 2017, ale jest to obszar na tyle nowy i skomplikowany, że przygotować się trzeba wcześniej. Dlatego podczas Kongresu zajmiemy się szczegółowo tym kto i co musi raportować oraz będziemy dyskutować o najlepszych metodach ustalenia, jakie zagadnienia środowiskowe, społeczne i pracownicze są istotne w danej spółce, jej grupie kapitałowej i łańcuchu dostaw – Piotr Biernacki, Prezes Zarządu, Fundacja Standardów Raportowania.

    Ostatni blok „Relacje inwestorskie jako sport ekstremalny” będzie dotyczył takich zagadnień jak: indywidualna odpowiedzialność za działania RI; jak z Warszawy prowadzić zagraniczne relacje inwestorskie; wyzwania przy raportowaniu okresowym.

    Działy IR miały zawsze bardzo ważną i odpowiedzialną rolę spółkach giełdowych. Od wejścia w życie MAR ta odpowiedzialność zwiększyła się wprost proporcjonalnie do kosmicznych kar, które mogą zostać nałożone na spółką i członków jej organów jako osoby fizyczne. Zaryzykuje stwierdzenie, że błędny ruch IR’owca może doprowadzić spółkę do bankructwa. O tych nowych wyzwaniach działów IR będziemy rozmawiać podczas Kongresu – opowiada Mirosław Kachniewski, Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.

    Po części merytorycznej odbędzie się Charytatywny Bieg Rynku Kapitałowego. Uczestnicy będą zbierać środki na praktyczną edukację młodzieży ponadgimnazjalnej w zakresie przedsiębiorczości w ramach programu „Zarządzanie firmą”, który jest realizowany przez Fundację Młodzieżowej Przedsiębiorczości.

    Uwieńczeniem części merytorycznej I dnia Kongresu będzie Wieczorna Gala, podczas której odbędzie się ceremonia wręczenia statuetek laureatom X edycji Konkursu Złota Strona Emitenta.

    Drugiego dnia, jak co roku, odbędą się dwie tury warsztatów tematycznych dotyczących zagadnień podnoszenia jakości relacji inwestorskich:

    • Komunikacja spółki z inwestorami instytucjonalnymi
    • Twoja nowa strona korporacyjna: od czego zacząć
    • Raportowanie niefinansowe: ustalenie istotności zagadnień, przygotowanie spółki, korzyści dla zarządu i inwestorów
    • Myśl jak analityk
    • Raportowanie w sytuacji kryzysowej
    • Identyfikacja i komunikacja finansowej informacji poufnej

    Zaplanowane zostały także dwie sesje „Rynek rok po MAR” z perspektywy nadzorców oraz z perspektywy emitentów.

    Gospodarzem Kongresu będzie Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych. Partnerami wydarzenia są: Fundacja Standardów Raportowania oraz Krajowa Izba Biegłych Rewidentów jako Partnerzy Instytucjonalni; Message oraz Polska Agencja Prasowa – PAP Biznes jako Partnerzy Strategiczni; InfoStrefa oraz Monit24 jako Partnerzy; Unicomp WZA jako Partner Technologiczny oraz Pelion jako Partner Biegu.

    Szczegółowe informacje na temat IX Kongres Relacji Inwestorskich Spółek Giełdowych SEG dostępne są na stronie internetowej www.seg.org.pl.

    Forum samorządów

      Anatoliy Zymnin

      Kraków na dwa dni został samorządową stolicą Europy. Blisko 1,8 tys. osób – liderów regionalnych, przedstawicieli administracji państwowej, świata nauki i biznesu, kultury, NGO oraz mediów z ponad 40 krajów – wzięło udział w III Europejskim Kongresie Samorządów, który odbył się 27–28 marca pod hasłem „Samorządy w obliczu wyzwań XXI w.”

      Jest to jedna z największych konferencji międzynarodowych w Europie, poświęcona zagadnieniom polityki regionalnej, współpracy samorządów z władzą centralną i przedstawicielami nauki oraz biznesem. Dwudniowy program kongresu obejmował ponad 80 wydarzeń (bloki programowe, raporty, panele, warsztaty, wykłady, prezentacje) i został realizowany w ścieżkach: Finanse, Środowisko, Gospodarka, Społeczeństwo, Innowacje, Biznes i Samorząd oraz Turystyka i Samorząd. Obrady kongresu relacjonowało blisko 100 dziennikarzy.

      Według Zygmunta Berdychowskiego, przewodniczącego Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy, pomysłodawcy konferencji, samorządowcy podczas kongresu narzekali między innymi na nie najlepsze relacje z władzą centralną, ale też chwalili się swoimi sukcesami. „Zarządzanie, zdrowie, kultura czy prowadzenie działalności gospodarczej przez samorząd – to tematy, które zdominowały kuluarowe rozmowy. Wydaje się, że ci, którzy tu przyjeżdżają, przybywają po to, żeby się dowiedzieć, jak z problemami, z którymi oni się zmagają, radzą sobie inni” – powiedział Zygmunt Berdychowski.

      „My, jako samorządowcy polscy, musimy dopiero zbudować fundamenty współpracy w ramach UE. Na razie leży to przede wszystkim w kompetencjach rządu centralnego” – mówił Jacek Majchrowski, prezydent miasta Krakowa, podczas sesji „Europa w obliczu globalnych zmian a samorząd przyszłości”, która zainaugurowała kongres. Dodał, że w tej chwili prawo nie pozwala na przykład samorządom osiedlać uchodźców i ogranicza to znacząco możliwości pracy na rzecz dalszej integracji z polityką UE. François Decoster, przewodniczący Komisji ds. Obywatelstwa, Zarządzania, Spraw Instytucjonalnych i Zewnętrznych przy Komitecie Regionów Unii Europejskiej, oświadczył, że komitet jest platformą wymiany dialogu samorządowców ze wszystkich części Europy. „Komitet Regionów jest swojego rodzaju głosem lokalnych władz na forum UE, który ma na celu przybliżenie unijnym decydentom spraw lokalnych” – podsumował przewodniczący.

      „W Rumunii w latach 2007–2013 w ramach Funduszy Spójności znacząco inwestowano w infrastrukturę, w moim mieście na poziomie 90 proc. skuteczności spójności” – oznajmił Emil Boc, premier Rumunii w latach 2008–2012 oraz prezydent miasta Kluż-Napoka. Ossi Savolainen, burmistrz Regionu Helsinki-Uusimaa w Finlandii, zaprezentował kształt polityki regionalnej w kontekście braku Funduszy Spójności. „Jednostki samorządowe są dość niezależne w Finlandii. Jednocześnie z europejskiego punktu widzenia jesteśmy jakby wyspą, dość odległą od centrum spraw”.

      Ważnym gościem III Europejskiego Kongresu Samorządów w Krakowie była Anna Zalewska, minister edukacji, która wystąpiła z wykładem: „Kształcenie kadr dla nowoczesnej gospodarki. Wdrażanie reformy edukacji”. Minister Zalewska wyjaśniła podłoże aktualnie realizowanej reformy w systemie edukacji oraz jej wpływ na funkcjonowanie samorządów, przedstawiając przykłady tego, jak Ministerstwo Edukacji bierze pod uwagę oczekiwania i obawy władz lokalnych. W kontekście zbliżających się wyborów samorządowych w Polsce w 2018 r. wielkie zainteresowanie wzbudziły prezentacje poglądów na rozwój samorządu terytorialnego oraz pomysłów na ich realizację przygotowane przez polskie partie polityczne. Według Grzegorza Schetyny, przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, samorząd terytorialny w Polsce jest symbolem polskiego sukcesu, kamieniem milowym polskiej demokracji. Jednak nadal wiele elementów można poprawić, zwiększyć ich efektywność. „Samorząd jest dużo szybszy niż rząd” – oświadczył prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz. Dodał, że PSL opowiada się za zdecentralizowanym samorządem w Polsce.

      Dużo uwagi podczas kongresu poświęcono współpracy międzynarodowej europejskich miast i regionów. Według Jeana-Michela Berlemonta, wicemera francuskiego Nancy, we Francji współpraca nie zawsze dotyczy jedynie najbliższej zagranicy. „Tworzymy też partnerstwa z Brazylią czy Australią” – stwierdził Berlemont. Za najważniejszy projekt swojego regionu uznał jednak kooperację na granicy Francji, Luksemburga, Niemiec i Belgii. Z kolei Oleksandr Hanushchyn, przewodniczący Lwowskiej Rady Obwodowej, zauważył, że każdy region jest inny i współpraca będzie przebiegała według innych priorytetów między Meksykiem a USA, Polską a Słowacją czy Ukrainą a Mołdawią.

      Podczas panelu „Inteligentne regiony i miasta – od wizji do strategii” Adam Hamryszczak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, przedstawił spojrzenie polskiego rządu na kwestię Smart City. „Kluczowa w całym procesie jest partycypacja społeczna i poddanie nowych rozwiązań ocenie obywateli” – podkreślił Hamryszczak. Dodał, że rząd zamierza wspierać potencjał tkwiący w regionach, miastach, a przede wszystkim ich mieszkańcach – ekspertach i innowatorach. Według Romana Ciepieli, prezydenta Tarnowa, ten proces jest zdecydowanie związany z poziomem samorządów i nie może być narzucony odgórnie. Marszałek województwa małopolskiego Jacek Krupa zwracał uwagę, że głównym celem inteligentnego rozwoju powinno być długoterminowe podniesienie jakości życia mieszkańców. „Drugim aspektem smart rozwoju powinny być tak zwane inteligentne specjalizacje, czyli określenie, w jakich kierunkach na przykład Małopolska powinna się rozwijać”.

      W dyskusjach kongresu nie zapomniano także o kwestiach związanych ze współdziałaniem na linii biznes–samorząd. Grzegorz Lot, wiceprezes Tauronu Sprzedaż Sp. z o.o., zwrócił uwagę na to, że dla wprowadzenia programu „Oddychaj powietrzem” kluczowe są: wspólna inicjatywa antysmogowa, edukacja, zaangażowanie mieszkańców, budowanie postawy proaktywnej mieszkańców gminy, pozyskanie wiedzy o postawach mieszkańców gminy, ich potrzebach i motywacjach. Współpraca w samorządami jest tutaj kluczowa.

      Jak dziedzictwo narodowe kształtuje społeczność lokalną? Giorgi Alibegashvili, przewodniczący Rady Miasta Tbilisi, przypomniał, że Gruzja zawsze czuła się częścią Zachodu w rozumieniu połączenia kultur starożytnej Grecji, Rzymu i Izraela. „Mieliśmy jednak również dużo wspólnego z kulturami Wschodu – arabską, turecką czy perską, więc dla Tbilisi ważna jest koncepcja multikulturowości i tolerancji”. Pierwszy dzień obrad III Europejskiego Kongresu Samorządów w Krakowie zwieńczyła Uroczysta Gala Wręczenia Nagród Lider Samorządu dla najlepszych samorządowców 2016 r. Najlepszym wójtem w Polsce został Grzegorz Niestrój, wójt gminy Kornowac. Najlepszym burmistrzem gminy miejsko-wiejskiej i wiejsko-miejskiej został Grzegorz Niezgoda, burmistrz Szczawnicy. Samorządowcem roku w kategorii prezydent miasta został Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna.

      Partnerem Nagrody Lider Samorządu jest „Rzeczpospolita”. Laureatem Nagrody Specjalnej kongresu został ks. kard. Stanisław Dziwisz, który podkreślił, że reforma samorządowa w wolnej Polsce należy do najbardziej udanych zmian ustrojowych. „Władze samorządowe w Polsce stoją najbliżej problemów lokalnych społeczności, a ludzie wybierani do tych władz cieszą się wielkim zaufaniem obywateli” – oświadczył kardynał, odbierając nagrodę.

      fot.: Materiały prasowe

      PZU wybrało prezesa

      Whitesmoke Studio

      Paweł Surówka, do niedawna prezes PZU Życie, stanął na czele zarządu Grupy PZU. Absolwent Ludwig-Maximilians- Universität w Monachium, a także Université Paris I Panthéon Sorbonne oraz École des Hautes Études en Sciences Sociales z doświadczeniem doradcy finansowego w Bank of America Merrill Lynch, były członek zarządu spółki Boryszew i jej dyrektor Biura ds. Rozwoju Sektora Automotive, doradca prezesa PKO BP i dyrektor bankowości korporacyjnej na Niemcy ma poprowadzić ubezpieczeniowego czempiona w świetlaną przyszłość. W PZU współtworzył strategię firmy do roku 2020, uczestniczył w transakcji przejęcia banku Pekao. Poniekąd będzie kontynuować działania poprzednika, Michała Krupińskiego – wtedy przyjęto strategię zakładającą rozwój biznesu ubezpieczeniowego i bankowego, a także nacisk na wprowadzanie innowacyjnych narzędzi obsługi klienta i zarządzania. PZU ma także realizować inicjatywy wzrostowe w obszarze zdrowia oraz inwestycji. Nowy prezes utrzyma dotychczasową politykę dywidendową. Sam stwierdził, że celem grupy jest wykorzystanie potencjału grupy PZU od usług ubezpieczeniowych i zdrowotnych poprzez produkty inwestycyjne, aż po ofertę bankową. Polski czempion ubezpieczeniowy poza Pekao przejął także Alior Bank. Skarb Państwa ma w PZU ok. 34 proc. akcji, a spółka ma wspomagać realizację rządowego programu rozwoju gospodarki, między innymi właśnie tzw. repolonizację bankowości. Z drugiej strony, nowe obszary działalności są pewnym obciążeniem. W ubiegłym roku PZU odnotowało najgorsze wyniki od dekady.

      fot.: Archiwum

      Tysiące kresek

      Włodzimierz Szpinger, malarz i rysownik, o tym, jak ważne jest dla artysty konsekwentne podążanie własną drogą

      Zacznijmy od tego, kiedy został pan artystą?
      Nie pan pierwszy mnie o to pyta, więc zamiast odpowiadać, pokazuję na ekranie smartfona swoje zdjęcie wykonane, gdy miałem dwa lata. Rysuję od zawsze, pierwszy obraz olejny namalowałem, gdy miałem 7,5 roku. Rzecz jasna, wspierali mnie w tym rodzice – ojciec, przedwojenny wydawca, a później księgarz, oraz matka, pianistka. Rzec można, że w takiej rodzinie jak nasza byłem… skazany na sztukę. Tym bardziej że mój stryj Alexander von Szpinger, który przez większość życia mieszkał w Weimarze, był jednym z najznakomitszych malarzy niemieckich.

      Mieszka pan w Sopocie.
      Moja rodzina wywodzi się z Warszawy. Cudem razem z rodzicami przetrwaliśmy powstanie w piwnicy zburzonego domu. Potem przenieśliśmy się do Łodzi, gdzie ukończyłem liceum plastyczne. Studiowałem na ASP w Gdańsku i okres ten wspominam z mieszanymi uczuciami. Dominował wówczas koloryzm, a ja z uporem chciałem uprawiać sztukę figuratywną, co więcej, przekazującą pewne literackie treści. Choć profesorowie mnie krytykowali, trwałem przy swoim. Byłem przekonany, że moim posłannictwem jest reanimacja prawdziwego rysunku, którego ostatnim wielkim przedstawicielem w Polsce był Daniel Chodowiecki. Podobnie jak arcymistrz Albrecht Dürer stosowałem technikę tysięcy kresek, nie ułatwiając sobie pracy za pomocą lawowania. To właśnie rysunek stanowi dla mnie sedno i sens pracy artysty – kolor jest elementem ważnym, lecz uzupełniającym.

      To radykalny sąd, lecz oglądając pańskie prace, można zrozumieć, na czym polega głoszona przez pana idea supremacji rysunku nad kolorem…
      Droga, jaką wbrew modom i trendom zdecydowałem się wybrać, okazała się w konsekwencji słuszna – nie dość, że moje prace znajdują nabywców, to jeszcze nierzadko muszą oni miesiącami czekać, aż obraz opuści pracownię. Przed 1989 r. nie byłem lubiany przez władze ze względu na tematykę moich obrazów, zwłaszcza cyklu przedstawiającego różne warianty Sądu Ostatecznego. W związku z tym dwukrotnie wyjeżdżałem z Polski – do Holandii i Austrii. Nie zdecydowałem się jednak zostać za granicą, choć mogłem tam bez problemu utrzymać się z pracy twórczej.

      Gdzie sprzedawał pan swe prace?
      W Polsce – przede wszystkim w salonie DESA w Gdyni. Wiele moich obrazów kupili kolekcjonerzy z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec i znad Zatoki Perskiej. Obecnie współpracuję z jedną tylko galerią, Quadrilion w Warszawie, którą prowadzi Carmen Tarcha. Chciałbym podkreślić, że jest to wyjątkowa galerystka, która przede wszystkim jest wiarygodnym doradcą kolekcjonerów i inwestorów, dbającym o to, by ceny odzwierciedlały rzeczywistą wartość oferowanych dzieł.

      Skoro już o tym mówimy. Ile kosztuje pański obraz o wymiarach ok. 100 x 70 cm i niewielki rysunek 20 x 30 cm?
      Galeria Quadrilion oferuje moje obrazy w cenie 80–90 tys. zł. Powiem żartem, że popyt przewyższa podaż, ponieważ potencjalny nabywca musi cierpliwie czekać niemal pół roku. Rysunki, które obecnie prezentuję na wystawie indywidualnej, wycenione zostały na 10–11 tys. zł.

      Słowem, w odróżnieniu od przymierających głodem artystów awangardowych nie narzeka pan na brak zainteresowania ze strony kolekcjonerów?
      Od ponad półwiecza konsekwentnie podążam swoją drogą. Jak wcześniej zaznaczyłem, nie zawsze było mi łatwo. Cieszę się, że nigdy nie zszedłem z wybranej ścieżki i moja konsekwencja

      A może transfer ryzyka?

      Marta Paruch Chubb

      Sposobem zapobiegania konsekwencjom finansowym incydentów bezpieczeństwa jest np. transfer części ryzyka na ubezpieczyciela. Sprawdzane są wtedy zasady bezpieczeństwa IT, zarządzania ryzykiem i tzw. higiena informatyczna firmy. Mimo że polisa nie jest remedium na wszelkie problemy, może zmniejszyć ponoszone przez firmę konsekwencje. Ubezpieczyciel może bowiem wziąć na siebie część ryzyka poprzez pokrywanie kosztów prawników w przypadku roszczeń pokrzywdzonych w związku z ujawnieniem ich danych niezgodnie z przepisami prawa wraz z zapłatą kar administracyjnych nałożonych przez organy regulacyjne, kosztów doradców PR i informatyków śledczych.

      Ważne Informacje

      Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

      W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

      23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

      21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

      Stop the clock na rynku ESG

      ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

      Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

      Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

      AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

      Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

      Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

      Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...