.
Strona główna Blog Strona 317

Miejskie crossovery dla każdego

Rynek małych SUV-ów rozwija się w najlepsze i nic nie wskazuje na to, żeby w nadchodzących latach cos miało się zmienić w tej kwestii. Okazuje się, że jest jeszcze bardzo dużo miejsca dla kolejnych pojawiających się modeli, a każdy powinien znaleźć odpowiedni dla siebie.

Zasada jest prosta. Auto w tym segmencie ma mieć nie więcej niż 4,3 metra długości, 1,6 wysokości i podwyższony prześwit. Nikt nie oczekuje od tych aut napędu na wszystkie koła, oraz ponadprzeciętnej dzielności w terenie, ponieważ crossovery użytkowane są głównie w miejskiej dżungli i na utwardzonej nawierzchni. Tylko w wyjątkowych sytuacjach opony zetkną się z luźną nawierzchnią, dlatego przeważająca część tych aut kupowana jest przez klientów wyłącznie z napędem na przednią oś. Takie rozwiązanie dyktuje przede wszystkim warunek ekonomiczny. Samochody są konstrukcyjnie prostsze i tańsze w produkcji. Klienci świadomi możliwości i ograniczonych zdolności terenowych tych samochodów także traktują je jako modne pojazdy do codziennych zadań. Jednak nie tylko moda spowodowała ten boom na małe pseudo terenówki. Wydaje mi się, że to właśnie ich walory praktyczne tak bardzo przyciągają nabywców do salonów. Badania pokazują, że tendencja wzrostowa potrwa jeszcze przynajmniej 5 lat, a ogólny wolumen sprzedaży aut typu SUV osiągnie poziom 20 procent ogółu nowych samochodów na drogach. Bardziej obrazowo można powiedzieć, że na co piąte auto na ulicy będzie SUV-em. Nie można nie zgodzić się z oczywistymi atutami crossoverów. Podwyższone nadwozie oraz wysokie zawieszenie to przede wszystkim wygoda wsiadania do auta. Siedziska foteli na poziomie pośladków dbają o nasze kręgosłupy i kolana. Duże koła, dzisiaj standardem są już obręcze 17 calowe i większe, na których zamontowano mięsiste opony, zapewniają komfort podróżowania. Nie straszne im dziurawe drogi oraz wysokie przeszkody. Przypomnijcie sobie, ile razy zahaczyliście zderzakiem lub progiem o betonowy krawężnik. Pozycja za kierownicą jest bardziej ergonomiczna. Kierowca siedzi bardziej wyprostowany, a uda spoczywają wygodnie na siedziskach. Oczywiście wysoka pozycja nie każdemu od razu przypadnie do gustu, ale chyba nie da się dyskutować z argumentem jakim jest lepsza widoczność. Na koniec właściwości jezdne. Zazwyczaj zawieszenie w tych autach zestrojone jest komfortowo, co wpływa na pozytywne odczucia podczas jazdy i jednocześnie uspokaja ruch na drodze, bo nikt nie będzie się ścigał autem, które nie jest do tego stworzone… W ostatnich miesięcy miałem okazję przetestować kilka modeli i chciałbym się podzielić z Wami wrażeniami, jakie wywarły na mnie. Na wstępie napisałem, że segment crossoverów rozwija się dzięki modzie na te auta.

Stylowo przez miasto


Jeśli zatem moda, to mistrzami w tej kwestii są Włosi. Fiat 500X jest strzałem w dziesiątkę dla tych, którzy chcą się wyróżnić miejskim gąszczu. Oczywiste nawiązania do kultowej pięćsetki były zdecydowanie dobrym posunięciem projektantów. Napompowany Fiat jest po prostu ładny. Obłe linie nadwozia nie pozostawiają nikogo obojętnym, a wygodne i stylowe wnętrze zachęca do podróży. Samochód świetnie czuje się w mieście, jest zwrotny, a za sprawą silnika 1,4T-Jet o mocy 140KM również dynamiczny. Delikatne uwagi mam do manualnej skrzyni biegów, która nie do końca nadąża precyzją na fantastycznym silnikiem. Ogromne fotele są po prostu wygodne. Nawet dłuższa podróż nie powoduje bólu pleców.

Wskaźniki są czytelne i łatwo dostępne. O ile zestaw multimedialny działa poprawnie, to przyczepić mogę się do tłumaczenia na język Polski poszczególnych funkcji. Wiele z nich ma rozbudowane, kilkuwyrazowe nazwy, co wymusiło zastosowanie skrótów. W konsekwencji kierowca musi domyślać się czego dotyczy dane menu, a przeciez powinien skupić się przede wszystkim na jeździe i przyjemności z niej. Tu nie ma się do czego przyczepić. Szczególnie, jeśli przełączymy się w tryb sport. Fiat potrafi pokazać na co go stać, jednak potrzebuje do tego odpowiedniej dawki paliwa. Podczas dynamicznej jazdy nie trudno będzie osiągnąć wynik powyżej 10 litrów na 100 kilometrów. Styl jednak musi kosztować, więc 500X dostaje ode mnie rozgrzeszenie, tym bardziej,  że podczas spokojnej jazdy zapotrzebowanie na benzynę spada do 6,5 litra.

Po japońsku


Podążając tropem stylu na pewno natraficie na Toyotę C-HR. Nadwozie tego Japończyka bezwzględnie podporządkowano modzie. To auto po prostu musi być widać. Jeśli ktoś zarzucał Toyocie, że produkuje nudne samochody, od chwili pojawienia się tego modelu na rynku stracił argumenty. Autem miałem okazję podróżować po Polsce chwilę po pojawieniu się modelu w sprzedaży i powiem, że dawno nie obserwowałem takiego zainteresowania przechodniów oraz innych uczestników ruchu. Nie było parkingu, na którym niby przypadkiem ludzie obchodzili Toyotę dookoła. Ci odważniejsi przystawali i zaglądali do środka. Ten widok przypomniał mi obrazy z dzieciństwa, gdy w Sopocie w okolicach „Monciaka” niedaleko Grand Hotelu ktoś z zagranicznych gości zaparkował Porsche 911 lub sportowego Mercedesa. I ta mina, gdy otwierając auto udajesz, że cię to nie obchodzi… Wewnątrz jest równie dizajnersko jak na zewnątrz.

Na uwagę zasługuje bardzo wygodna kierownica i fotele przednie. Deska rozdzielcza została ładnie zaprojektowana, a materiały wykończeniowe są dobrej jakości. Projektanci przesadzili jednak w jednej kwestii. Schowka przed pasażerem nie da się otworzyć podczas jazdy. I nie dlatego, że się zacina. Nic z tych rzeczy. Nie pozwolą na to kolana pasażera. Deska rozdzielcza i tunel środkowy są w tym miejscu tak wyprofilowane, że nie będziecie w stanie nawet wsunąć dłoni do schowka, żeby coś z niego wyjąć. Zwróćcie więc uwagę, co tam chowacie, bo trzeba będzie się zatrzymać i poprosić pasażera, żeby na chwilę wysiadł. Pół biedy, jeśli to będzie „On”… Jesień, pada deszcz, jedziecie do restauracji. Nagle wyrywa Ci się zdanie: „Kochanie, musisz na sekundkę wyskoczyć z auta, bo chciałbym wyjąć pendrive z naszą ulubioną muzyką” … kurtyna. C-HR nie jest autem rodzinnym. Z tyłu jest mało miejsca, a wysoka linia okien potęguje wrażenie ciasnoty. Jeśli jednak jeździcie maksymalnie we dwoje, będzie Wam wygodnie. Wnętrze jest jakby szyte na miarę i miło otula swoich pasażerów. Egzemplarz, którym jeździłem, wyposażony był w silnik o pojemności 1,2 litra i mocy 116KM. Fantastyczna konfiguracja do tego małego auta. Oczywiście na topie są teraz hybrydy i w dobrym tonie jest zamówić Toyotę właśnie z takim napędem, jednak osobiście uważam, że to właśnie jednostka benzynowa najlepiej pasuje do charakteru C-HR. Jest cicha, dynamiczna i nie brakuje jej momentu obrotowego. Jeśli nie szalejemy zbytnio, spalanie można utrzymać na poziomie 7 litrów na 100 kilometrów. Również na autostradzie jest przyzwoicie i dopiero prędkości dozwolone u naszych zachodnich sąsiadów spowodują, że komputer pokaże liczbę dwucyfrową. Zbiornik paliwa pozwoli wtedy na przejechanie 300 kilometrów, bo będziecie w stanie zatankować do niego 34 litry paliwa. Auto jest jednak dobrze wyciszone i szybka jazda nie będzie męcząca. Najlepiej C-HR będzie się jednak sprawdzać w mieście, gdzie będzie mogła cieszyć oko innych użytkowników dróg. Fantastyczna propozycja dla pań, ale i mężczyzna nie będzie w niej wyglądał źle.

Paris, Paris


Peugeot 2008 to kolejny z przedstawicieli modeli, które będziemy kupować sercem. O ile jego wygląd zewnętrzny jest już bardziej zachowawczy, to w środku jest po prostu rewelacyjnie. I pod względem dizajnu, i wykończenia, i wygody foteli i wielkości wnętrza. Crossover przypominający bardzo mniejszego brata, model 208, okazuje się być trafionym wyborem, jeśli zależy Wam na przewożeniu rodziny. Z tyłu miejsca jest dużo i nie tylko dla małych dzieci. Spokojnie będziecie mogli podwozić do pracy swoich sąsiadów, a ci z premedytacją będą się spóźniać na autobus, żeby z tej pomocy skorzystać.

Uwagę muszę zwrócić na ukształtowanie deski rozdzielczej, szczególnie ze strony pasażera. Dawno nie widziałem tak ogromnej przestrzeni na kolana i nogi. Gdybyście kiedyś mieli być taksówkarzem w Kairze, to Peugeot 2008 jest bezdyskusyjnie najlepszym wyborem. W tamtych warunkach spokojnie zmieścicie przed pasażerem jeszcze dwóch dorosłych mężczyzn i będzie im wygodnie. Kierowca na pewno doceni małą kierownicę, choć jej spłaszczenie na dole nie każdemu przypadnie do gustu. Fotele przednie wymuszają trochę pozycję jak na imieninach u cioci przy stole, ale wygodzie foteli nie można niczego zarzucić. Może brakować czasem trzymania bocznego, bo silnik 1,2 Pure Tech, choć trzycylindrowy, to swoją dynamiką zachęca do wciśnięcia pedału gazu. Do tego przyjemnie brzmi. Świetna jest także widoczność do przodu i ogólna poręczność w mieście, bo 2008 okazuje się bardzo zwrotne.

Do miasta i za miasto


Opel Mokka X, zaskoczył mnie pozytywnie w praktycznie każdej kwestii. Przyczepiłbym się jedynie do silnika testowego egzemplarza, ale o tym później. Niemiecki Crossover wyposażony był w napęd na wszystkie koła i okazało się to jego ogromną zaletą. Świetna trakcja na mokrej nawierzchni oraz dużo frajdy podczas pokonywania dróg pojezierza brodnickiego udowodniły, że choć napęd 4×4 to opcja wymierająca w segmencie miejskich SUV-ów, warto mieć ją na liście konfigurując swoje auto. Mokka X pewnie trzyma się drogi i daje kierowcy dużo przyjemności podczas jazdy, nie zaskakuje przy tym żadnym niepewnym zachowaniem. Wnętrze jest również obszerne i dobrze wykończone. Bardzo przyjemna i miękka jest kierownica. Aż chce się ją trzymać, tym bardziej, że w moim egzemplarzu była podgrzewana. Bardzo przydatna funkcja w pierwszej części tegorocznego lata… Tak w ogóle, to Mokka X może z powodzeniem konkurować z Oplem Astrą, jeśli nie potrzebujecie odmiany kombi. Bagażnik 356 litrów okazuje się całkiem pojemny w codziennym użytkowaniu, tym bardziej, że jest bardzo ustawny. Z tyłu spokojnie zmieścicie dzieciaki i nie będą one narzekać, na brak miejsca. Opel wydaje się również autem najbardziej wyważonym i to chyba w każdej dziedzinie. Nie jest szczególnie ekstrawagancki i ostentacyjny, chociaż nie można odmówić mu urody. Takiej bardziej męskiej urody…

Wnętrze jest stonowane stylistycznie, ale wszystko znajdziemy pod ręką. Bardzo dobrze się prowadzi, a napęd 4×4 pozwoli wybrać się zimą w góry, bez obawy, że nie podjedziemy do Bukowiny Tatrzańskiej od strony Poronina. A wierzcie mi, zdarzyło mi się tam założyć łańcuchy na koła. Przyczepić się mogę jedynie do silnika. Benzynowa jednostka o pojemności 1,4 litra generuje 140 koni mechanicznych. Maryla Rodowicz śpiewała kiedyś: „i tylko koni żal”. No właśnie żal, bo jakoś ich nie widać pod maską Mokki. Podczas przyspieszania, auto zachowuje się subiektywnie ociężale, jakby nie za bardzo chciało się rozpędzać. Być może moje wrażenie zostało przesłonięte doskonałą dynamiką Opla Astry, która z silnikiem o mocy 125KM w trybie sport zachowuje się jak wyścigówka. Być może jest to kwestia masy auta (1378kg), być może mniejszego momentu obrotowego silnika. Na co dzień nie będzie źle, ale zawieszenie i układ napędowy powalają na dużo więcej niż silnik.

Na wojskowo, terenowo


Na koniec zostawiłem sobie auto, które zaskoczyło mnie najbardziej. Jeep Renegade, klasyfikowany jest jako miejski crossover, ale biada temu, kto będzie się z niego naśmiewał. On nie tylko wygląda jak mała terenówka. On jest terenówką, do tego bardzo męską i zadziorną. Niby konstrukcyjnie spokrewniony z Fiatem 500X, jest od niego kompletnie różny i to w każdym calu. Jeep nie boi się zaoferować klientom gamy kolorystycznej rodem z pracowni Andiego Warhola, dlatego Wasz egzemplarz może być naprawdę wyjątkowy. Kształt karoserii, mocno zarysowany przód oraz prawie pionowa szyba przednia nawiązują do większego modelu Wrangler.

W środku zaś wrażenie miałem jakbym siedział w aucie przynajmniej o dwa numery większym. Musielibyście mieć ręce orangutana, żeby dotknąć przedniej szyby z pozycji kierowcy. Daleko wysunięty dach potęguje wrażenie przebywania w małym czołgu, ale uczucie jest jak najbardziej pozytywne. Wersję na 75-lecie marki możecie zamówić w zielonym, wojskowym lakierze, a zamiast dwa szyberdachy wyglądają jak włazy w czołgu. Co ciekawe, na pokładzie znajduje się specjalny kluczyk, który pozwala na całkowite usunięcie owych włazów. Będziecie mogli wtedy całą rodziną bawić się w „Czterech Pancernych… i Psa…” Renegade posiada wiele smaczków nawiązujących do historii marki. Elementy wyposażenia posiadają nawiązania do charakterystycznego grilla marki Jeep, a z prawej strony, po przedniej szybie wspina się klasyczny Willis. Fajnie. I całkiem wygodnie. W pełnym oglądzie sytuacji przeszkadzają trochę masywne przednie słupki, ale ogólne wrażenie jest bardzo dobre. Miałem okazję jeździć wersją z dwulitrowym dizlem o mocy 120KM i manualną skrzynią biegów. Auto miało oczywiście napęd na wszystkie koła, z wyborem trybów terenowych. Optymalny napęd i niezrównane w tej klasie właściwości terenowe. Górki, piach, błoto… jeśli mieszkacie pod miastem, a waszym sąsiadem jest właściciel tartaku, to musicie kupić sobie Renegade. Ten Jeep w kategorii właściwości terenowe nie ma konkurencji. Do tego na asfalcie też radzi sobie całkiem dobrze i świetnie wygląda ubłocony w sobotę pod supermarketem.

Jak widać, co marka, to inny przepis na miejskiego crossovera. Może być modnie, stylowo, odważnie, ale również pragmatycznie i użytkowo. Możliwości jest wiele, bo praktycznie każda marka jest w stanie zaoferować Wam któryś ze swoich modeli. Jedno jest pewne. Zanim dokonacie wyboru, skorzystajcie z jazdy próbnej, bo może się okazać, że model, którego nie bralibyście pod uwagę spełni wszystkie Wasze oczekiwania lub zaskoczy czymś szczególnym. Jedno jest pewne, Małe SUV-y są doskonałą alternatywą dla klasy kompaktów, a za ich zakupem przemawia nie tylko moda.

Jinba Ittai dla rodziny

Co takiego wyjątkowego kryje w sobie nowa Mazda MX-5, że jej pojawienie się na rynku określano jako jedną z najważniejszych premier tego roku? Pierwsze jazdy przeprowadziłem podczas dziennikarskiej prezentacji w okolicach Barcelony. Od pierwszego momentu CX-5 zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie – na tyle dobre, że zdecydowałem się poznać ją bliżej już po powrocie do kraju.

Masywny przód z ogromnym grillem może się podobać, a na pewno budzi respekt każdego, kto zobaczy go w tylnym lusterku. Wąsko narysowane reflektory, będące niejako rozwinięciem linii grilla pozwoliły zachować frontowi lekkość. Podobne odczucia wywołuje cała linia nadwozia. Długa maska i duża kubatura przedziału pasażerskiego nie sprawia wrażenia ciężkiego. Design Kodo – to dusza ruchu. Elegancja przemieszczania się, to jedna z filozofii jaka przyświecała projektantom podczas tworzenia tego rodzinnego SUV-a, w efekcie czego powstało harmonijne nadwozie, do którego aż chce się wsiąść.

Wnętrze jest rozwinięciem filozofii Kodo, a producent definiuje je wyrażeniem Jinba Ittai, które tłumaczy się jako „koń i jeździec w idealnej harmonii”… Rozwijałem już ten temat przy okazji testu modelu MX-5 RF, napiszę więc tylko, że chodzi o wrażenie zespolenia kierowcy z autem. I rzeczywiście wszystko jest pod ręką, jakby szyte na miarę. We wnętrzu czuć, że jego zaprojektowaniu Mazda poświęciła bardzo dużo czasu. Połączenie czarnej deski rozdzielczej i białych foteli jest bardzo trafione, a całość rysuje się niezwykle elegancko. Deska rozdzielcza została bardzo skromnie wyposażona w przyciski, a większością funkcji sterujemy zmyślnym panelem umieszczonym na tunelu środkowym. Rozwiązanie jest bardzo wygodne, a obsługa intuicyjna. Fotele są ponadprzeciętnie wygodne i śmiało powiem, że jest to światowa czołówka. Przejechałem tym autem ponad 1000 kilometrów i do ergonomii i wygody nie mogę się przyczepić. Z tyłu komfortowo będzie dwóm pasażerom. Środkowe miejsce będzie zadowalające jedynie na krótkich trasach.  Bagażnik ma pojemność 506 litrów i jest to wartość przeciętna w tej klasie. Na plus mogę zapisać, że jest ustawny. Dobrym pomysłem jest także roleta zakotwiczona do klapy bagażnika. Podczas otwierania unosi się, dając pełny dostęp do przestrzeni bagażowej

Do testu dostałem wersję wysokoprężną o pojemności 2,2l i mocy 175KM. Silnik zespolono z automatyczną skrzynią biegów i napędem na wszystkie koła. I właśnie takie rozwiązanie wydaje się być optymalne dla CX-5. Moment obrotowy 420Nm dostępny jest od 2000 obrotów na minutę i doskonale radzi sobie z rozpędzaniem auta. We wnętrzu jest cicho, a delikatny hałas opływającego powietrza pojawia się dopiero gdy wskazówka prędkościomierza zaczyna wskazywać wartości niedozwolone na autostradzie w naszym kraju. Zawieszenie zestrojone jest dość sztywno, tak bardziej po niemiecku niż japońsku, ale nie cierpi na tym komfort podróżowania. Jest relaksująco i bezpiecznie zarazem. Samochód nie buja się w zakrętach, a specyfika jazdy jest bliższa osobówce niż wysokim SUV-om. Słowa uznania należą się skrzyni biegów. Przełożenia zmienia tak aksamitnie i niezauważalnie, że chwilami zastanawiałem się, czy nie jest to konstrukcja bezstopniowa… I nie potrzebne są łopatki przy kierownicy, niepotrzebny jest tryb „sport”, bo charakterystyką skrzyni sterujemy zwyczajnie prawą stopą… Jak na nowoczesne auto przystało, kierowca ma do dyspozycji szereg udogodnień i asystentów pakietu i-Activsense, które czuwają nad bezpieczeństwem jazdy. Na autostradzie egzamin zdaje asystent pasa ruchu, który utrzymuje auto na zadanym kursie, a także aktywny tempomat, który w sposób dynamiczny dostosowuje się do warunków jazdy, monitorując przestrzeń przed samochodem. Poza tym przyda się na pewno system wspomagania hamowania SCBS oraz czujnik wykrywający znużenie prowadzącego.

Jednak najlepsza w moim odczuciu atrakcja czeka na kierowcę, gdy słońce skryje się za horyzontem. Wtedy do akcji wkraczają matrycowe reflektory LED, które dostosowują się do warunków jazdy. W praktyce jedziemy cały czas na długich światłach, a poszczególne auta, te przed nami i te nadjeżdżające z przeciwka, wycinane są z wiązki światła, aby nie powodować oślepiania innych uczestników ruchu. Dodatkowo reflektory reagują na zmianę prędkości odpowiednio poszerzając lub wydłużając promień świetlny. Rozwiązanie jest wręcz genialne i działa wyśmienicie. Ujmę to tak: nie możecie zamówić nowej Mazdy CX-5 bez tych świateł. Powiem więcej… nie możecie nie zamówić nowej Mazdy CX-5. Japończykom udało się stworzyć SUV-a, który jest bliski ideału, auto które z każdym pokonanym nim kilometrem udowadnia, że jest warte każdej wydanej na niego złotówki.

Nagroda dla taty

Scenariusz jest zwykle taki sam: ojciec znosi walizki, sprzęt sportowy i próbuje upchnąć to wszystko w bagażniku. Dzieci biegają wokół auta podczas, gdy mama kończy robić kanapki na drogę. Krzyk, nerwy i to poczucie, że czegoś zapomnieliśmy spakować. W końcu udaje się wszystkich zapakować i można ruszyć w drogę. A gdyby tak przenieść się w inny wymiar? Wymiar spokoju, przestrzeni i komfortu?

 

Modelu S-Max nie trzeba nikomu przedstawiać. Od lat jest synonimem dobrego wyboru w klasie aut rodzinnych, a także świadomości i dobrego smaku swojego właściciela. Zbudowany na płycie podłogowej Forda Mondeo, jest największym przedstawicielem klasy mini vanów. Długością i wielkością wnętrza nie dorównuje mu żaden rywal. Dodać do tego należy jeszcze fantastyczne zawieszenie i właściwości jezdne i chyba mamy przepis na samochód doskonały. W tym rozumowaniu jest wiele prawdy i w zestawieniu z każdą wersją modelu S-max można by się zgodzić z tą tezą. Czy jednak w specyfikacji Vignale ten rodzinny Ford nie jest przypadkiem przerostem formy nad treścią?

Nie można negować badań przeprowadzonych przez producenta, które przyniosły wnioski mówiące, że klienci marki Ford to osoby aspirujące do klasy średniej wyższej. Nie chcą rezygnować z wszechstronności vanów, czy aut klasy średniej, ale oczekują od samochodu czegoś więcej, niż tylko możliwości przemieszczania się z miejsca na miejsce. Oczekują jakości, lepszych materiałów wykończeniowych i tego czegoś, co znajdziemy jedynie w klasie premium. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów powstała cała rodzina modeli sygnowana nazwiskiem słynnego producenta nadwozi.

S-max został zaproszony do tej rodziny, miałem jednak pewne obawy, czy to dobry pomysł, aby samochód zaprojektowany po to, by małe rączki mogły go wysmarować czekoladą, powinien mieć aż tak luksusową oprawę. Otwierając drzwi widać od razu, że to auto rodzinne. 3 oddzielne fotele nadają się idealnie do wpięcia w nie foteliki dla dzieci. Stoliczki w oparciach przednich foteli mają dzielnie znosić zalewanie lepiącym sokiem i malowanie kredkami. Przepastny bagażnik ma pomieścić walizki, małe rowerki, wanienkę do kąpieli najmłodszego potomka i koniecznie wiaderko z morskim piaskiem i muszelkami. I ten cały przedział wykończono miękką, ciekawie przeszytą skórą z lamówką podkreślającą prestiż tej wersji wyposażenia. Serce boli od samego myślenia, jak to będzie wyglądać za kilka godzin, gdy już dojedziemy do celu. I wtedy zająłem miejsce należne głowie rodziny. Przede mną kierownica i rozpoczynająca się nitka asfaltu. Obok w fotelu siedzi już piękna i kochana żona, która dzielnie znosi trudy wojny z kilkulatkami. Dotarło do mnie właśnie, dla kogo jest S-max Vignale. Ten samochód jest dla taty! Jest oazą spokoju, która koi nerwy, pomieszczeniem, w którym izolujemy się od świata zewnętrznego. Bowiem po włączeniu silnika i wtuleniu się w mięciutki fotel zapomniałem o tym co dzieje się w drugim rzędzie. Zostałem także skutecznie odizolowany od małych stópek, które zwykle próbują przestawić fotel nieco bardziej do pionu, bo tu zwyczajnie do niego nie dosięgały. Dotychczasowe problemy nie miały już kompletnie żadnego znaczenia, a ja dostałem swoją nagrodę – możliwość jazdy tym fantastycznym autem, otoczony najlepszymi materiałami. Ford S-max prowadzi się doskonale, a zawieszenie to wzór w tej klasie. Bliżej mu do sportowej limuzyny, niż rodzinnego autobusu.

Jazda autostradą to czysta przyjemność, ale samochód świetnie sprawdza się także na krętych podjazdach w terenach górskich. Silnik wysokoprężny generuje moc 180KM i to w zupełności wystarczy, ponieważ w trudnej sztuce dawania przyjemności dzielnie pomaga jej moment obrotowy o wartości 400Nm. Do elastyczności nie można się przyczepić. Przyspieszenia są odczuwalne, ale nie na tyle, by zakłócić pracę układów pokarmowych naszych dzieci. Testowany egzemplarz wyposażony był w napęd na wszystkie koła AWD oraz skrzynię biegów Powershift. I to jest ten moment, w którym będę się czepiał. Moim zdaniem skrzynia dość mocno ogranicza dynamikę Forda. Dodatkowo zawsze, wrzucając „drive”, przestawimy skrzynię w tryb sport, ponieważ właśnie to położenie jest krańcowym. Niby nic takiego, ale po pierwsze, nie zawsze chcę jechać w trybie sportowym, po drugie, dla osób, które korzystają z przekładni  automatycznych, odruchem staje się przesuwanie drążka o dwie pozycje podczas manewrów przód-tył. I tu niespodzianka, bo będąc w trybie „sport” dwa ruchy to pozycja „neutral”, a nie „reverse”. Trzeba się tego zwyczajnie nauczyć. Przyczepić się muszę także do zestawu audio, który nie dostaje jakością dźwięku do ceny auta. Powinien grać o wiele lepiej. Poza tym Ford S-max Vignale to fantastyczny samochód dla kierowcy. Doskonały azyl dla taty i mamy oraz odrobina luksusu, gdy nie przewozimy dzieci. Będzie świetnie wyglądał zarówno pod stokiem narciarskim, jak i modną restauracją. A czekolada na tylnych fotelach? Specjaliści od detailingu mówią, że łatwiej jest czyścić skórę niż zwykłą tapicerkę…

Wszechstronność na nowo

Producenci aut przyzwyczaili nas, że SUV-y średniej wielkości mają długi czas obecności na rynku. Taka polityka sprawia, że każda premiera w tej klasie jest sporym wydarzeniem, a pojawienie się nowej generacji miesza poważnie tabelki sprzedażowe. Nie inaczej będzie w przypadku premiery nowego BMW X3.

Niemcy dość ostrożnie podeszli do zmian stylistycznych i na pierwszy rzut oka możemy zastanawiać, czy mamy do czynienia z nowym, czy starym modelem. Jest to jednak tylko złudzenie, choć pewnie zamierzone, ponieważ klienci również są dość konserwatywni w tej kwestii. Przy bliższym poznaniu okazuje się, że opracowanie nowej generacji modelu było ciężkim i ambitnym wyzwaniem. Wszystkie przetłoczenia, począwszy od linii maski, przez panele boczne, po spojler tylnej klapy mają za zadanie tak poprowadzić strugę powietrza, aby uzyskać jak najmniejszy współczynnik oporu powietrza. Ten projekt udał się w stu procentach, ponieważ BMW X3 osiągnęło wartość Cx=0,29, a mamy przecież do czynienia z dużym autem typu SAV (Sport Activity Vehicle). Ciekawostką jest fakt, że komputer steruje otwarciem wlotów powietrza w przednim grillu, tak zwanych nerkach, co ma niebagatelny wpływ na generowane opory. Konstruktorom udało się także odchudzić pojazd, który jest teraz lżejszy od poprzenika o około 55 kilogramów. Niezmiennie projektanci dołożyli wszelkich starań, aby idealnie wyciszyć kabinę. Szyba czołowa dostała specjalną powłokę akustyczną, podobnie jak szyby boczne, które składają się z dwóch warstw szkła. W tym miejscu muszę doczepić się do efektu końcowego, ponieważ gdy do prędkości 120km/h w aucie panuje kompletna cisza, powyżej tej wartości do uszu pasażerów zaczynają docierać szumy generowane przez lusterka. Być może jest to czepialstwo z mojej strony, a być może to pułapka, w która wpadli sami konstruktorzy z Monachium.

Podczas prezentacji jeździliśmy wersją wysokoprężną. Silnik jest tak perfekcyjnie odizolowany od kabiny, że kompletnie go nie słychać nawet na wyższych obrotach. Dodatkowo brzmi przyjemnie. Efektem tego jedynym hałasem, jaki dociera do naszych uszu jest właśnie ten pochodzący od lusterek. Jeśli jesteśmy przy silniku – trzylitrowy, doładowany diesel generuje on moc 265KM i moment obrotowy 620Nm, przy 2000 obrotach na minutę. 8-stopniowa skrzynia Steptronic oraz układ napędowy xDrive doskonale radzą sobie z napędzaniem X3. Układ resorowania, jak to w BMW, jest połączeniem sportowego bezpieczeństwa z luksusową izolacja od nawierzchni. W tej kwestii, nie mam żadnych uwag. Wnętrze jest odbiciem oczekiwań klientów w tej klasie. Materiały najwyższej jakości jak skóra, aluminium są tu na porządku dziennym. Niektórzy mogą jedynie kręcić nosem na ilość miejsca na wysokości kolan, ponieważ szeroki tunel środkowy i przetłoczenia boczków zabierają cenne centymetry. Pozostała ergonomia nie generuje praktycznie żadnych uwag. To krótkie spotkanie z nowym BMW X3 wzbudziło we mnie chęć poznania go bliżej, dlatego na pewno wrócę do niego niebawem, żeby przekazać wam bardziej szczegółowe wrażenia z jazdy.

Zagraniczna fundacja prywatna

Skarbiec - Kancelaria Prawna

Zagraniczna fundacja prywatna jako skuteczne narzędzie ochrony majątku firm rodzinnych

Polityczna ingerencja w prawa majątkowe, która utrudnia sukcesję rodzinnych firm, może pozbawić majątku gromadzonego z pokolenia na pokolenie. Jednak rodzinny majątek można skutecznie chronić przez właściwe zarządzanie.

W nowelizacji ustawy o PIT, którą Sejm uchwalił 27 października br., znalazł się przepis zakazujący rozliczania w kosztach podatkowych otrzymanego w spadku lub darowiźnie majątku. Ma on wejść w życie 1 stycznia 2018 r. i będzie miał zastosowanie także do rozliczeń wcześniejszych spadków i darowizn. Osoby, które odziedziczyły rodzinną firmę kilka lat temu, od 1 stycznia 2018 r. nie będą już mogły rozliczać w kosztach podatkowych otrzymanego majątku.

Rodzinny majątek w firmie

Obecnie polscy przedsiębiorcy najczęściej nabywają dobra ruchome oraz nieruchome z zysków, które wypracowali. Niestety nie chroni to majątku rodzinnego przed przyszłymi wierzycielami przedsiębiorstwa. Dodatkowo nie sprzyja zaplanowaniu właściwej sukcesji majątku na przyszłe pokolenia.

Zważywszy na zmiany wynikające z nowelizacji ustawy o PIT dotyczące zakazu rozliczania w kosztach podatkowych otrzymanego w spadku lub darowiźnie majątku, odchodzący na emeryturę przedsiębiorcy będą stali przed poważnym problemem sukcesji rodzinnych przedsiębiorstw.

Rozwiązaniem pozwalającym na odseparowanie aktywów od majątku firm rodzinnych, zabezpieczenie przed przyszłymi wierzycielami oraz zaplanowanie sukcesji majątkowej może być założenie fundacji zagranicznej.

Fundacja jako zabezpieczenie sukcesji przyszłych pokoleń

Jeżeli zostanie zabezpieczona sukcesja rodzinnego majątku, należy założyć, iż celem fundatora będzie stworzenie fundacji, której beneficjentami będą jego dzieci, ale dopiero po jego śmierci i pod pewnymi warunkami. Jednocześnie fundacja ma angażować część środków/dochodów na cele charytatywne.

Fundacja prywatna pozwoli na ochronę majątku przed rozdrobnieniem w wyniku spadkobrania oraz oddzieli majątek przekazany od majątku osobistego fundatora. Fundator może elastycznie ukształtować statut fundacji i sposób realizacji wyznaczonych przez niego celów fundacji. Fundacja będzie właścicielem przekazanego majątku, stąd wierzyciele osobiści zarówno beneficjentów, jak i fundatora nie będą mieli dostępu do jej aktywów.

Fundacja prywatna typu discretionary irrevocable foundation (DIF)

Fundacja prywatna typu discretionary irrevocable foundation to osoba prawna, której celem jest zarządzanie majątkiem przekazanym przez daną osobę fizyczną w sposób przez nią określony i dysponowanie tym majątkiem zgodnie z wolą założycieli fundacji. Powstaje w ten sposób określona masa majątkowa, gromadzona w celu późniejszego jej dystrybuowania na rzecz zdefiniowanej grupy sukcesorów. Ani fundator, ani sukcesorzy nie mają jednak prawa do swobodnego korzystania z aktywów fundacji. Nie mają też wpływu na decyzje co do sposobu zarządzania majątkiem.

W przeciwieństwie do fundacji utworzonej pod rządami prawa polskiego, fundacja prywatna nie musi posiadać żadnych celów użyteczności publicznej i jej dokumenty fundacyjne mogą wprost wskazywać, że wyłącznym celem fundacji jest praca na rzecz dobra konkretnych osób – wskazanych z imienia i nazwiska sukcesorów majątku fundacji.

Decyzje w przedmiocie dystrybucji środków podejmuje odrębnie powołany do tego organ reprezentacyjno-zarządczy – Rada Fundacji. Wymagane jest, aby co najmniej jeden z członków Rady Fundacji miał siedzibę w kraju rejestracji fundacji oraz posiadał odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie potrzebne do wykonywania takiej funkcji.
Beneficjentem fundacji interesu prywatnego może zostać zarówno fundator, jak i członkowie rady fundacji, protektor czy osoba trzecia. Dane beneficjentów są w pełni poufne. Co ważne, fundacja w żadnym stopniu nie odpowiada swoim majątkiem za ich prywatne długi.

Miejsce fundacji w schemacie biznesowym

Fundacja prywatna może nie prowadzić żadnej bieżącej działalności gospodarczej innej niż ta, która wymagana jest do sprawowania stałego zarządu i zachowania majątku fundacji (tzw. private-benefit foundation). Fundacja taka może jednak pełnić funkcje pomiotu bezpośrednio kontrolującego zależne spółki operacyjne.

Gdzie najlepiej założyć fundację prywatną?

Jeżeli chcemy zrealizować konkretne prywatne interesy fundatora lub jego rodziny, warto rozważyć założenie fundacji w kraju, w którym praktyka fundacji prywatnych jest długoletnia, np. w Austrii, Księstwie Liechtenstein, Monako czy na Malcie.
Rozważając możliwość powołania fundacji prywatnej, warto pamiętać, że:

  • fundacja prywatna wcale nie musi lokować swojego majątku w kraju, w którym znajduje się jej siedziba, i może korzystać z usług bankowości szwajcarskiej czy austriackiej;
  • nie ma przeszkód, aby fundacja prywatna zawierała umowy poddane prawu innego państwa niż państwo siedziby fundacji oraz jurysdykcji sądów innego państwa.

Reasumując, zagraniczna fundacja prywatna może być jednym ze skutecznych narzędzi służących do ochrony majątku przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Dzięki założeniu takiej fundacji polscy przedsiębiorcy mogą też osiągnąć cele niemożliwe do zrealizowania przy użyciu wyłącznie krajowych instrumentów prawnych.

Skarbiec Logo

Autorzy:
Prawnik Maja Czarzasty-Zybert, radca prawny Robert Nogacki
Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Zwrot VAT – korzystny wyrok WSA

Skarbiec - Kancelaria Prawna

W obrocie nadal funkcjonują błędnie wydane postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, które w dalszym ciągu można – a nawet należy – zaskarżyć. Analizując jedną z takich spraw, Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu zauważył lukę prawną, która jego zdaniem „niewątpliwie wymaga interwencji prawodawcy”.

Praktycznie wszystkie wydane przed datą wydania ww. uchwały NSA postanowienia dotyczące przedłużenia terminu do zwrotu podatku VAT są niezgodne z obowiązującą procedurą. Podatnicy powinni bowiem wnosić w postępowaniu sądowo-administracyjnym o uchylenie bądź stwierdzenie nieważności czy też o sprostowanie w zakresie pouczenia o możliwości złożenia zażalenia, o ile takiego pouczenia nie było. Jeżeli okaże się, że podatnik ma rację, przysługuje mu zwrot podatku, nawet jeśli jeszcze trwają dodatkowe czynności weryfikacyjne organu.

Dodatkowa weryfikacja zasadności zwrotu VAT

Zwrot różnicy podatku VAT co do zasady następuje w terminie 60 dni od dnia złożenia rozliczenia przez podatnika (ewentualnie, na wniosek podatnika złożony wraz z deklaracją podatkową, w terminie 25 dni od dnia złożenia rozliczenia).

Jeżeli zasadność zwrotu VAT wymaga dodatkowego zweryfikowania, naczelnik urzędu skarbowego może przedłużyć ten termin do czasu zakończenia weryfikacji rozliczenia podatnika dokonywanej w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub postępowania podatkowego. Pomijając kwestię samej zasadności dokonywania weryfikacji i jej powodów, jak potwierdził NSA w uchwale z dnia 24 października 2016 r. (I FPS 2/16), przedłużenie terminu zwrotu różnicy podatku w przypadku, gdy weryfikacja rozliczenia podatnika dokonywana jest w ramach każdej z wymienionych procedur, następuje w formie zaskarżalnego zażaleniem postanowienia naczelnika urzędu skarbowego. Co więcej, organ jest obowiązany do wskazania konkretnej daty dokonania zwrotu, a postanowienia wydawane w ramach jednej lub kilku procedur powinny zachować tzw. ciągłość. Oznacza to, że postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, pomimo oderwania wskazanej w nim daty od samej procedury weryfikacji zasadności tego zwrotu, powinno być wydane w trakcie trwania takiej procedury.

Jak zauważył Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w wyroku z dnia 19 lipca 2017 r. (I SA/Wr 437/17), odnosząc się do stanu faktycznego sprzed uchwały NSA (sygn. I FPS 2/16), art. 87 ust. 2 zd. drugie ustawy o VAT „stanowi nie tylko pułapkę dla podatników lecz również dla samych organów podatkowych”. Wynika to z faktu, że organ podatkowy, aby móc przedłużyć termin zwrotu VAT po zakończeniu kontroli podatkowej, powinien wszcząć postępowanie podatkowe i jednocześnie przedłużyć termin zwrotu VAT – już w momencie doręczenia protokołu takiej kontroli. Organ ma bowiem możliwość wydania takiego postanowienia wyłącznie w odniesieniu do terminu, który w momencie dokonywania kolejnego przedłużenia jeszcze nie upłynął.

Prawo podatnika do złożenia korekty po zakończeniu kontroli podatkowej

Z art. 81b Ordynacji podatkowej wynika, że na czas kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego możliwość złożenia korekty – w zakresie objętym kontrolą lub postępowaniem – ulega zawieszeniu. Jednocześnie w tym samym artykule wskazano, że uprawnienie do skorygowania deklaracji przysługuje nadal po zakończeniu kontroli podatkowej oraz postępowania podatkowego, w zakresie nieobjętym decyzją określającą wysokość zobowiązania podatkowego.

Przepis ten wyraźnie wskazuje, iż od dnia doręczenia protokołu kontroli podatkowej (z dniem takiego doręczenia kontrola podatkowa się kończy) podatnik ma prawo do złożenia korekty deklaracji, a na organie ciąży obowiązek pouczenia o tym fakcie w samym protokole kontroli.

Skarbiec - Kancelaria Prawna

Sprzeczność przepisów i pozbawienie podatnika prawa do złożenia korekty

W oparciu o ww. regulacje WSA we Wrocławiu, rozpoznając skargę podatnika na postanowienie dyrektora Izby Administracji Skarbowej w przedmiocie przedłużenia terminu zwrotu podatku, zauważył istniejącą sprzeczność między przepisami.

Przypomnieć trzeba, że skoro organ podatkowy może przedłużyć termin zwrotu VAT, który jeszcze nie upłynął, to aby móc przedłużyć ten termin po zakończeniu kontroli zgodnie z zasadą legalizmu, powinien wszcząć postępowanie podatkowe jednocześnie z wydaniem postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT i wykonać te czynności już w momencie doręczenia protokołu kontroli podatkowej. Jak wskazuje WSA w uzasadnieniu ww. wyroku, upływ terminu przesądza bowiem o obowiązku zwrotu podatku, niezależnie od tego, czy zasadność dokonania zwrotu wymagała weryfikacji rozliczenia podatnika czy nie. Takie działanie jednak całkowicie blokuje możliwość złożenia korekty deklaracji, a tym samym pozbawia podatnika jednego z jego podstawowych praw.

WSA we Wrocławiu przypomniał, że prawo do korekty deklaracji podatkowej jest proceduralnym odzwierciedleniem prawa podmiotowego do uzyskania zwrotu podatku. Jednocześnie jednak sąd wskazał, że okoliczności pozbawienia podatnika prawa do korekty nie może usprawiedliwiać wydanie przez organ podatkowy postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podatku po upływie tego terminu.

Konkluzją Sądu jest stwierdzenie o wymaganej interwencji prawodawcy. Z jednej bowiem strony nadal mamy nie do końca uregulowaną prawnie kwestię przedłużania terminu zwrotu VAT (co prawda wyjaśnioną przez NSA we wspomnianej uchwale z dnia 24 października 2016 roku, jednak prawodawca do dnia dzisiejszego nie podjął się wprowadzenia stosownych zmian w przepisach prawa podatkowego), a z drugiej strony – możliwe tego skutki. Po raz kolejny pozbawia się podatnika podstawowych praw wynikających z przepisów. Jeżeli bowiem organy podatkowe będą usilnie (jak do tej pory) starały się wstrzymywać zwroty VAT w większości przypadków, to albo dojdzie do lawinowego pozbawienia możliwości złożenia korekty, albo nieskutecznego przedłużania zwrotu podatku i konieczności toczenia kolejnych batalii z KAS w tym zakresie. W obu sytuacjach przyda się nie tylko znajomość procedury i możliwych środków zaskarżenia, ale również doświadczenie w reprezentacji przed organami KAS. Powyższy wyrok sądu to także kolejne już potwierdzenie faktu, że wygrana z organem podatkowym nie jest niczym niezwykłym i warto z fiskusem spierać się do końca.

Skarbiec Logo

Autorzy:
Prawnik Weronika Marjańska, radca prawny Robert Nogacki
Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Tygrys zaklęty w technice

Nazwa Macan w języku indonezyjskim oznacza tygrysa i wyjątkowo dobrze pasuje do mniejszego z SUV-ów marki Porsche. Auto ma cechy drapieżnika i należy obchodzić się z nim bardzo umiejętnie. Jeśli jednak niczym treser zwierząt w cyrku delikatnie pogłaskamy go za uchem, będzie mruczeć potulnie jak mały kotek.

Porsche Macan Turbo to samochód sportowy z krwi i kości. Niech was nie zwiodą jego miękkie linie karoserii, bo pod nimi kryje się najnowocześniejsza technologia motoryzacyjna, jaką możecie sobie tylko wymarzyć. Długość nadwozia 4697 mm plasuje go w gronie średniej wielkości crossoverów i pozwala na wygodne przemieszczanie czterem osobom. Z przodu miejsca jest wystarczająco, a pozycja za kierownicą jest fantastycznym wyważeniem między wygodą SUV-a a sportowymi odczuciami. Elementem, który od razu zdradza torowy charakter Macana Turbo jest kierownica. Mała obręcz, do złudzenia przypomina tę z modelu 918. Trzy ramiona wykonane z chłodnego aluminium kryją w sobie przyciski systemu audio i komputera pokładowego. Zza kierownicy wyglądają łopatki zmiany biegów. Całości dopełniają okrągłe trzy zegary, z których centralnie umieszczony jest ten odpowiedzialny za wskazania obrotów.

Konsola centralna jest typowa dla sportowych modeli z Zuffenhausen i zawiera wszystkie niezbędne przełączniki związane z zawieszeniem i pracą napędu. Wrażenie jest takie, jakbyśmy siedzieli w modelu 911, tylko wyżej. I takie zapewne było zamierzenie projektantów, bo nawiązań do kultowego modelu marki jest bardzo dużo i są one oczywiste. Z tyłu spokojnie zmieszczą się dwie osoby, ale jak w każdym sportowym Porsche, i tutaj przestrzeń jest dokładnie wyliczona. Można powiedzieć, że wnętrze Macana jest szyte na miarę, ale wygoda podróżowania nie została wcale podporządkowana sportowym wrażeniom z jazdy. Jest przyjemnie i komfortowo. Ustawny bagażnik ma pojemność 500 litrów, a po złożeniu tylnej kanapy do dyspozycji mamy ponad 1500 litrów przestrzeni bagażowej. To na wypadek, gdybyście chcieli zrobić większe zakupy. Wróćmy jednak do wnętrza i jego wykończenia.

Na liście opcji wyposażenia Porsche umieściło kilka gatunków skóry i alcantary, ale jeśli bardziej od komfortu zależy wam na sporcie, możecie zamówić opcjonalne sportowe fotele przednie. Słowo, a nawet całe zdanie należy się spasowaniu elementów wnętrza. To, w jaki sposób auto zostało zmontowane w fabryce Porsche w Lipsku, należy nazwać mistrzostwem świata. Nie ma tu mowy o żadnych niedoróbkach, elementy deski rozdzielczej zespolone są idealnie, a szwy na fotelach równiutkie. Dbałość o szczegóły i najwyższa jakość materiałów są gwarancją niezawodności i bezproblemowego użytkowania samochodu przez długie lata. Klient decydujący się na Porsche jest świadomy zastosowanej w nim techniki. Silnik Macana Turbo to wyżyny możliwości inżynierów. Trzylitrowy, podwójnie doładowany motor ma sześć cylindrów w układzie V. Generuje on 400 koni mechanicznych mocy i 550 niutonometrów momentu obrotowego. Moc i moment dostępne są już od 1500 obrotów i zapewniają Macanowi wyśmienite osiągi. Wartości te są rozwijane jednak tak bardzo aksamitnie, że nie ma tu mowy o wyrywaniu głowy z karku.

Płynność i równowaga, to słowa opisujące wrażenia podczas przyspieszania. Jednak w błędzie jest ten kto myśli, że Macan Turbo nie jest szybki. Pierwsza setka osiągana jest już po 4,8 sekundy, a prędkość maksymalna to 266 km/h. Przypominam, że Porsche Macan Turbo to rodzinny SUV. Jeśli to za mało, producent oferuje pakiet Performance, który jest jak kilogram papryczek jalapeno wrzucony do garnka z już i tak pikantnym chili. Dodatkowe 40 KM i 50 Nm powodują, że Macan Turbo przyspiesza do stu kilometrów na godzinę w czasie 4,4 sekundy. Jeśli przemknęło wam przez myśl, że to wieczność, spieszę z informacją, że w takim samym czasie przyspiesza model 911 Carrera. Jednak pakiet Performance nie ogranicza się wyłącznie do mocniejszego silnika. Tak szybki samochód trzeba zatrzymać. Na przedniej osi zamontowano rowkowane tarcze hamulcowe o średnicy 390 mm, współpracujące z 6-tłoczkowymi zaciskami. Za sportowe właściwości jezdne dba Porsche Active Suspension Management (PASM). Prześwit zawieszenia zmniejszono o 15 mm w stosunku do „podstawowej” odmiany Macan Turbo, a jego nastawy zoptymalizowano pod kątem osiągów samochodu. Na życzenie dostępne jest także pneumatyczne zawieszenie z funkcją samopoziomowania i regulacją wysokości. I jakby jeszcze tego było za mało, producent oferuje pakiet Sport Chrono, który w trybie Sport Plus zmienia zestrojenie podwozia, silnika i przekładni na jeszcze ostrzejsze.

O doznania dźwiękowe dba fantastycznie zestrojony układ wydechowy. Generuje on dźwięki, które przyprawią o dreszcze nie tylko zagorzałych fanów Porsche. Silnik za sprawą wydechu drze się i grzmi jakby znajdowała się w nim chmura burzowa, przed którą ucieka całe stado rozbieganych surykatek. To po prostu trzeba usłyszeć. Aby silnik mógł przenieść tę całą moc na koła, potrzebna jest odpowiednia skrzynia biegów. W tym miejscu przedstawiam dzieło sztuki – dwusprzęgłową, automatyczną skrzynię PDK (Porsche Doppelkupplung). W zasadzie można powiedzieć, że PDK to dwie skrzynie biegów w jednej obudowie: gdy jedziemy na jednym biegu, skrzynia ma przygotowane już zapięte biegi wyższy i niższy, aby reakcja na pedał przyspieszenia była natychmiastowa. W efekcie normalny Homo sapiens nie jest w stanie zmienić przełożenia w krótszym czasie niż robi to PDK. Siedem przełożeń dzielnie walczy z momentem obrotowym i przenosi go na koła. W modelu Macan Turbo skrzynia została skonfigurowana pod kątem uzyskania błyskawicznych reakcji i optymalizacji punktów zmiany przełożeń. Na co dzień będzie więc delikatnie i niezauważalnie zmieniać biegi, nie dając znać o sobie, na torze zaś wyciśnie z silnika ostatnie poty i zapewni autu niezrównaną dynamikę.

Indywidualny charakter nowego Porsche Macan Turbo z pakietem Performance można dodatkowo podkreślić pakietem Turbo Exterior. Obejmuje on 21-calowe obręcze 911 Turbo z ramionami w kolorze lśniącej czerni, lusterka Sport Design oraz diodowe reflektory główne z systemem PDLS Plus. Oferuje on dynamiczne doświetlanie zakrętów, dróg pozamiejskich oraz osobny tryb oświetlenia dla autostrad i na złe warunki pogodowe. Bardzo pomocna okazuje się korzystająca z kamery funkcja automatycznej regulacji zasięgu podczas jazdy nocą. Pakiet Turbo Interior zawiera z kolei tapicerkę i wykończenia kabiny z czarnej skóry oraz alcantary, kolorowe aplikacje oraz elementy wykonane z włókien węglowych, jak na przykład listwy progowe z podświetlanym na biało logo modelu. Na koniec mała sugestia. Jeśli chcecie mieć na podjeździe swój własny egzemplarz Porsche Macan Turbo jeszcze w tym roku, radzę się pospieszyć, bo fabryka w Lipsku jest w stanie wyprodukować wszystkich modeli jedynie 50 tysięcy egzemplarzy rocznie. Porsche Centrum otwarte są od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-18:00 i w soboty w godzinach 9:00-14:00.

MACAN

Dwulitrowa, turbodoładowana jednostka modelu Macan osiąga moc 252 KM w zakresie od 5000 do 6800 obr./min. Standardowo współpracuje z 7-stopniową przekładnią dwusprzęgłową PDK. W rezultacie Macan zapewnia imponujące osiągi: od 0 do 100 km/h rozpędza się w ciągu 6,7 s, a z opcjonalnym pakietem Sport Chrono czas ten zostaje skrócony do 6,5 s. Prędkość maksymalna wynosi 229 km/h. Równie wydajny Macan okazuje się pod względem zapotrzebowania na benzynę: zależnie od rozmiaru zamontowanych felg i opon jego średnie zużycie paliwa waha się od 7,2 do 7,4 l/100 km (cykl NEDC).

MACAN S


Wyposażony jest w 3-litrowy silnik V6 biturbo o mocy 340 KM, napęd na wszystkie koła z kontrolowanym elektronicznie sprzęgłem wielopłytkowym. Ten napęd znajdziecie we wszystkich modelach Macana. Siedmiobiegowa przekładnia PDK pozwala pojazdowi przyspieszyć od 0 do 100 km/h w 5,4 s (lub 5,2 s z opcjonalnym pakietem Sport Chrono). Pojazd osiąga prędkość maksymalną 254 km/h, a zużycie paliwa wg NEDC wynosi od 9 do 8,7 l/100km.

MACAN GTS


Porsche Macan GTS imponuje charakterem i zapewnia wrażenia z jazdy, które wyróżniają go na tle pozostałych odmian modelu. Z mocą 360 KM plasuje się między wariantami Macan S a Macan Turbo. Pod maską pracuje 3-litrowy silnik V6 biturbo, połączony z przekładnią Porsche Doppelkupplung (PDK) oraz aktywnym napędem na cztery koła Porsche Traction Management (PTM). Wyższą moc, przeprojektowane zawieszenie i wzmocnione hamulce uzupełnia charakterystyczna dla modeli GTS stylizacja ze sportowym akcentami. Przyspieszenie do 100 km/h w 5,2 s, prędkość maksymalna 256 km/h.

MACAN Diesel


Macan S Diesel jest ukłonem w stronę najbardziej oszczędnych klientów. Jego 3-litrowy silnik wysokoprężny V6 osiąga 258 KM, a zużycie paliwa według normy NEDC wynosi od 6,3 do 6,1 l/100 km, co odpowiada wartości CO2 wynoszącej od 164 do 159 g/km. Macan S Diesel to również doskonałe osiągi. Auto przyspiesza od 0 do 100 km w ciągu zaledwie 6,3 sekundy (lub 6,1 sekundy z zainstalowanym pakietem Sport Chrono) i osiąga prędkość maksymalną 230 km/h.

Sercem systemu informacyjno-rozrywkowego, należącego do standardowego wyposażenia wszystkich modeli Macan, jest nowy, 7-calowy ekran dotykowy o wysokiej rozdzielczości. Przeprojektowany interfejs jest łatwy w obsłudze i przypomina rozwiązania znane ze smartfonów. Bluetooth oraz interfejsy USB i SD pozwalają na intuicyjną integrację smartfona oraz podłączanie do PCM nośników z danymi. Moduł Connect ze zintegrowaną konsolą na smartfona w centralnym podłokietniku oszczędza energię urządzenia dzięki wykorzystaniu anteny pojazdu i wzmacniania odbioru sygnału. PCM integruje się z iPhonem poprzez interfejs AppleCar Play®, włącznie ze sterowaniem głosowym Siri®. Moduł Navigation to nowy system nawigacji z imponującym widokiem map w wysokiej rozdzielczości – zależnie od lokalizacji, po raz pierwszy dostępnym w 3D. Nawigacją można wygodnie sterować głosowo. Jeszcze większą funkcjonalność zapewnia moduł Connect Plus, oferujący m.in. dostęp do informacji o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym oraz usług Google. Funkcje z zakresu łączności uzupełnia możliwość wykorzystania PCM w funkcji Wi-Fi hotspot oraz rozbudowanej integracji ze smartfonem.

Cyberbezpieczeństwo i chmura

ManagerOnline

Marek Kobielski, prezes zarządu Dimension Data Polska, opowiada o tym, jak jego firma wspiera swoich klientów w obronie przez hakerami oraz przy przenoszeniu danych korporacyjnych do chmury obliczeniowej.

Rozmawiał Wojciech Gryciuk

Coraz częściej słychać o globalnych atakach złośliwego oprogramowania ransomware na różne organizacje, które dotykają także Polskę. Co Dimension Data oferuje w tym zakresie swoim klientom?

W ostatnich latach cyberprzestępcy włożyli wiele wysiłku w stworzenie najbardziej wyrafinowanych metod ataku, wykorzystujących coraz bardziej zaawansowane technologie. Nasi eksperci doświadczyli tego podczas odbywającego się w 2016 r. w Warszawie Szczytu NATO. Obsługiwaliśmy to wydarzenie od strony dostawy systemów bezpieczeństwa IT, ale także rozwiązań sieciowych, telekomunikacyjnych i wideokonferencyjnych, zapewniając usługi IT dla ponad 3 600 osób. Musieliśmy zmierzyć się z incydentami związanymi z atakami hakerów i próbami blokowania usług. Na szczęście przygotowany system zabezpieczeń wraz z Network Operations Center i Security Operations Center sprawdził się.

Skala zagrożeń rośnie z każdym dniem. Jak się przed nimi bronić?

Zdolność hakerów do przełamywania coraz doskonalszych zabezpieczeń wynika z tego, że ataki stają się bardziej złożone i ukierunkowane na wybrany obiekt. W wielu przypadkach posiadanie odpowiedniej technologii nie wystarcza do obrony, gdyż atakujący używa również innych narzędzi, m.in. socjotechnik.

Doświadczenie pokazuje, że dbanie o bezpieczeństwo to ustawiczny proces, który się nie kończy a fundamentem dobrego zabezpieczenia są zawsze kompetencje ludzi. Niestety, wiąże się to z coraz większymi nakładami finansowymi związanymi m.in. z dostępnością specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa.

Z tego powodu naszą ofertę z obszaru rozwiązań bezpieczeństwa wzbogaciliśmy na rynku polskim o nowy produkt – usługę CyberGuard. Łączy ona nasze kompetencje – doradztwo i wiedzę branżową z rozwiązaniami naszych partnerów, m.in. NASK S.A., Trend Micro, McAfee, Citrix oraz Intellix.

CyberGuard ma odpowiadać zarówno na aktualne problemy, np. dostosowania się do dyrektyw RODO i NIS, jak i te związane z tradycyjnym bezpieczeństwem IT, w tym dotyczące ochrony infrastruktury firmy czy zapobieganiu wyciekom danych. Klient może wybrać z usługi CyberGuard dowolny pakiet – oferujemy sprzęt oraz licencje na wiele produktów związanych z bezpieczeństwem IT i wynająć je na potrzebny okres czasu płacąc miesięczny abonament.

A co z cloud computingiem, w czym również się specjalizujecie?

W czerwcu br. podpisaliśmy z AGH w Krakowie umowę na dostarczenie komponentów platformy informatycznej wykorzystującej technologię chmury obliczeniowej do budowy usługi i treści edukacyjnych w ramach projektu „Małopolska Chmura Edukacyjna” (MChE).

Jest to bardzo nowoczesna inicjatywa, która ma zapewnić interaktywną współpracę pomiędzy szkołami i uczelniami na terenie województwa małopolskiego poprzez wykorzystanie nowoczesnych technologii, takich jak wideokonferencje, multimedia, czy mobilny dostęp. Przykładowo uczniowie szkół będą mogli korzystać z wiedzy ośrodków akademickich oraz uczestniczyć we wspólnych projektach w formie wirtualnych klas współdzieląc dokumenty i wyniki badań.

Zakończyliśmy również budowę prywatnej chmury obliczeniowej dla Grupy Kapitałowej PGE. Z tego, co wiem, to pierwszy tego typu projekt w sektorze energetycznym.

Coraz więcej dużych firm IT otwiera w Polsce swoje centra kompetencyjne oraz badawczo-rozwojowe. Czy wasza Grupa również docenia wiedzę polskich ekspertów IT?

Cieszę się, że idziemy zgodnie z trendem. Decyzją korporacji powstało w Polsce Customer Experience Centre of Excellence w zakresie rozwiązań contact center, Workforce Management, a także związanych z biometrią, procesami antyfraudowymi czy robotyką i automatyką. Stanowi ono wsparcie kompetencyjne dla wszystkich oddziałów Dimension Data w Europie.

Od wielu lat działamy na rynku Customer Experience, dzięki czemu mamy bogate doświadczenie i referencje, z których możemy korzystać wdrażając tego typu rozwiązania u klientów z innych krajów europejskich.

A jak doświadczenia z Tour de France, którego Dimension Data jest oficjalnym partnerem technologicznym przekładają się na rynek polski?

Szczególnie interesujące dla nas jest to, w jaki sposób pomagamy jego organizatorowi (firmie A.S.O. – przyp. red.) przyciągnąć nowych młodych fanów pokolenia cyfrowego oraz jak zaawansowane technologie, takie jak hybrid IT, IoT, digital workplace czy big data analytics otwierają nowe możliwości dostarczania informacji, których oczekują dzisiejsi kibice. Wybierając preferowany kanał – strona internetowa, aplikacja mobilna, media społecznościowe – mogą na żywo śledzić, analizować i jednocześnie komentować przebieg wyścigu, doświadczając emocji i wrażeń, jakie towarzyszą fanom na trasach wyścigu.

Od 2015 r. platforma analityczna danych opracowana przez Dimension Data we współpracy z A.S.O. coraz bardziej się rozwija. W tym roku obejmuje rozwiązanie machine learning i złożone algorytmy, które łączą dane o wyścigu na żywo z danymi historycznymi, m.in. aby przewidywać/analizować różne scenariusze wyścigu. W oparciu o te doświadczenia budujemy ofertę dostosowaną do polskiego rynku.

W tym roku Dimension Data Polska świętuje 25-lecie działalności. Jednak nazwa Dimension Data obowiązuje dopiero od 3 lat?

Działalność zaczęliśmy w 1992 r. jako Alcatel Business Systems, potem Alcatel Polska, Alcatel E-Business Distribution, a w końcu NextiraOne i Dimension Data. Ja zaś nieprzerwanie od 25 lat mam przyjemność kierować tą firmą. Dziś niewątpliwie pomaga nam efekt skali osiągnięty dzięki wejściu do Grupy Dimension Data, a pośrednio także jej japońskiego właściciela NTT. Ten ostatni posiada wyjątkowe kompetencje w zakresie rozwiązań cloud computing i bezpieczeństwa.

Ramka:
Chociaż Tour de France to jeden z najbardziej popularnych wyścigów kolarskich na świecie, jeszcze w 2014 r. ważne informacje były przekazywane ścigającym się kolarzom przez dyrektora wyścigu za pomocą kredy i tablicy, którą trzymał za sobą jadąc na motocyklu jako pasażer. Wszystko zmieniło się w 2015 r., kiedy partnerem technologicznym wyścigu została firma Dimension Data.

W tegorocznym wyścigu każdy ze 198 kolarzy miał zamontowany pod siodełkiem ważący zaledwie 10 dkg sensor, wyposażony w GPS, miniaturowe radio oraz odpowiednio mocną baterię. Ponieważ dane lokalizacyjne były generowane co 1 sek. w ciągu 21 etapów wyścigu przesłano ich w sumie ponad 3 mld. Dimension Data wzbogacając je o dane pogodowe i dotyczące ukształtowania terenu łączyło je z danymi historycznymi z dwóch poprzednich edycji i po przetworzeniu przesyłało w postaci pogłębionych statystyk do organizatorów wyścigu, stacji telewizyjnych i komentatorów, a także telewidzów i innych fanów kolarstwa. Dzięki technologii Hybrid IT system był w stanie realizować ponad 2 500 zapytań/sek. dotyczących przeglądarki obsługującej ponad 3,5 mln fanów odwiedzających internetowe centrum wyścigowe. A ponieważ kolarze zostali wyposażeni w miniaturowe słuchawki z anteną, również oni mieli dostęp do tych informacji.

W tym roku po raz pierwszy udostępniono też kibicom możliwość skorzystania z machine learning i analiz predyktywnych. Wykorzystując algorytmy opracowane przez zespół kolarskich ekspertów, data scientists oraz analityków sportowych, system mógł dokonywać prognoz zarówno przed, jak i w czasie wyścigu na bazie aktualnych i historycznych danych dotyczących kolarzy oraz stanu wyścigu, np. prawdopodobieństwa dogonienia ucieczki przez peleton.

Żeby było to możliwe, Dimension Data oddelegował do obsługi systemu zespół DevOps, który był odpowiedzialny za jego aktualizację w cyklu 24-godzinnym. Niejednokrotnie nowe wizualizacje danych były tworzone nocą w Australii i testowane w cloudowym centrum danych Dimension Data w Hongkongu, by móc je udostępnić zainteresowanym jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego etapu.

Udaremnione cyberataki:
1 409 769 wykrytych podejrzanych zachowań
1 370 534 zablokowanych nieuprawnionych prób dostępu
147 powstrzymanych ataków typu „bad bot”

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...