.
Strona główna Blog Strona 316

Nagroda dla taty

Scenariusz jest zwykle taki sam: ojciec znosi walizki, sprzęt sportowy i próbuje upchnąć to wszystko w bagażniku. Dzieci biegają wokół auta podczas, gdy mama kończy robić kanapki na drogę. Krzyk, nerwy i to poczucie, że czegoś zapomnieliśmy spakować. W końcu udaje się wszystkich zapakować i można ruszyć w drogę. A gdyby tak przenieść się w inny wymiar? Wymiar spokoju, przestrzeni i komfortu?

 

Modelu S-Max nie trzeba nikomu przedstawiać. Od lat jest synonimem dobrego wyboru w klasie aut rodzinnych, a także świadomości i dobrego smaku swojego właściciela. Zbudowany na płycie podłogowej Forda Mondeo, jest największym przedstawicielem klasy mini vanów. Długością i wielkością wnętrza nie dorównuje mu żaden rywal. Dodać do tego należy jeszcze fantastyczne zawieszenie i właściwości jezdne i chyba mamy przepis na samochód doskonały. W tym rozumowaniu jest wiele prawdy i w zestawieniu z każdą wersją modelu S-max można by się zgodzić z tą tezą. Czy jednak w specyfikacji Vignale ten rodzinny Ford nie jest przypadkiem przerostem formy nad treścią?

Nie można negować badań przeprowadzonych przez producenta, które przyniosły wnioski mówiące, że klienci marki Ford to osoby aspirujące do klasy średniej wyższej. Nie chcą rezygnować z wszechstronności vanów, czy aut klasy średniej, ale oczekują od samochodu czegoś więcej, niż tylko możliwości przemieszczania się z miejsca na miejsce. Oczekują jakości, lepszych materiałów wykończeniowych i tego czegoś, co znajdziemy jedynie w klasie premium. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów powstała cała rodzina modeli sygnowana nazwiskiem słynnego producenta nadwozi.

S-max został zaproszony do tej rodziny, miałem jednak pewne obawy, czy to dobry pomysł, aby samochód zaprojektowany po to, by małe rączki mogły go wysmarować czekoladą, powinien mieć aż tak luksusową oprawę. Otwierając drzwi widać od razu, że to auto rodzinne. 3 oddzielne fotele nadają się idealnie do wpięcia w nie foteliki dla dzieci. Stoliczki w oparciach przednich foteli mają dzielnie znosić zalewanie lepiącym sokiem i malowanie kredkami. Przepastny bagażnik ma pomieścić walizki, małe rowerki, wanienkę do kąpieli najmłodszego potomka i koniecznie wiaderko z morskim piaskiem i muszelkami. I ten cały przedział wykończono miękką, ciekawie przeszytą skórą z lamówką podkreślającą prestiż tej wersji wyposażenia. Serce boli od samego myślenia, jak to będzie wyglądać za kilka godzin, gdy już dojedziemy do celu. I wtedy zająłem miejsce należne głowie rodziny. Przede mną kierownica i rozpoczynająca się nitka asfaltu. Obok w fotelu siedzi już piękna i kochana żona, która dzielnie znosi trudy wojny z kilkulatkami. Dotarło do mnie właśnie, dla kogo jest S-max Vignale. Ten samochód jest dla taty! Jest oazą spokoju, która koi nerwy, pomieszczeniem, w którym izolujemy się od świata zewnętrznego. Bowiem po włączeniu silnika i wtuleniu się w mięciutki fotel zapomniałem o tym co dzieje się w drugim rzędzie. Zostałem także skutecznie odizolowany od małych stópek, które zwykle próbują przestawić fotel nieco bardziej do pionu, bo tu zwyczajnie do niego nie dosięgały. Dotychczasowe problemy nie miały już kompletnie żadnego znaczenia, a ja dostałem swoją nagrodę – możliwość jazdy tym fantastycznym autem, otoczony najlepszymi materiałami. Ford S-max prowadzi się doskonale, a zawieszenie to wzór w tej klasie. Bliżej mu do sportowej limuzyny, niż rodzinnego autobusu.

Jazda autostradą to czysta przyjemność, ale samochód świetnie sprawdza się także na krętych podjazdach w terenach górskich. Silnik wysokoprężny generuje moc 180KM i to w zupełności wystarczy, ponieważ w trudnej sztuce dawania przyjemności dzielnie pomaga jej moment obrotowy o wartości 400Nm. Do elastyczności nie można się przyczepić. Przyspieszenia są odczuwalne, ale nie na tyle, by zakłócić pracę układów pokarmowych naszych dzieci. Testowany egzemplarz wyposażony był w napęd na wszystkie koła AWD oraz skrzynię biegów Powershift. I to jest ten moment, w którym będę się czepiał. Moim zdaniem skrzynia dość mocno ogranicza dynamikę Forda. Dodatkowo zawsze, wrzucając „drive”, przestawimy skrzynię w tryb sport, ponieważ właśnie to położenie jest krańcowym. Niby nic takiego, ale po pierwsze, nie zawsze chcę jechać w trybie sportowym, po drugie, dla osób, które korzystają z przekładni  automatycznych, odruchem staje się przesuwanie drążka o dwie pozycje podczas manewrów przód-tył. I tu niespodzianka, bo będąc w trybie „sport” dwa ruchy to pozycja „neutral”, a nie „reverse”. Trzeba się tego zwyczajnie nauczyć. Przyczepić się muszę także do zestawu audio, który nie dostaje jakością dźwięku do ceny auta. Powinien grać o wiele lepiej. Poza tym Ford S-max Vignale to fantastyczny samochód dla kierowcy. Doskonały azyl dla taty i mamy oraz odrobina luksusu, gdy nie przewozimy dzieci. Będzie świetnie wyglądał zarówno pod stokiem narciarskim, jak i modną restauracją. A czekolada na tylnych fotelach? Specjaliści od detailingu mówią, że łatwiej jest czyścić skórę niż zwykłą tapicerkę…

Wszechstronność na nowo

Producenci aut przyzwyczaili nas, że SUV-y średniej wielkości mają długi czas obecności na rynku. Taka polityka sprawia, że każda premiera w tej klasie jest sporym wydarzeniem, a pojawienie się nowej generacji miesza poważnie tabelki sprzedażowe. Nie inaczej będzie w przypadku premiery nowego BMW X3.

Niemcy dość ostrożnie podeszli do zmian stylistycznych i na pierwszy rzut oka możemy zastanawiać, czy mamy do czynienia z nowym, czy starym modelem. Jest to jednak tylko złudzenie, choć pewnie zamierzone, ponieważ klienci również są dość konserwatywni w tej kwestii. Przy bliższym poznaniu okazuje się, że opracowanie nowej generacji modelu było ciężkim i ambitnym wyzwaniem. Wszystkie przetłoczenia, począwszy od linii maski, przez panele boczne, po spojler tylnej klapy mają za zadanie tak poprowadzić strugę powietrza, aby uzyskać jak najmniejszy współczynnik oporu powietrza. Ten projekt udał się w stu procentach, ponieważ BMW X3 osiągnęło wartość Cx=0,29, a mamy przecież do czynienia z dużym autem typu SAV (Sport Activity Vehicle). Ciekawostką jest fakt, że komputer steruje otwarciem wlotów powietrza w przednim grillu, tak zwanych nerkach, co ma niebagatelny wpływ na generowane opory. Konstruktorom udało się także odchudzić pojazd, który jest teraz lżejszy od poprzenika o około 55 kilogramów. Niezmiennie projektanci dołożyli wszelkich starań, aby idealnie wyciszyć kabinę. Szyba czołowa dostała specjalną powłokę akustyczną, podobnie jak szyby boczne, które składają się z dwóch warstw szkła. W tym miejscu muszę doczepić się do efektu końcowego, ponieważ gdy do prędkości 120km/h w aucie panuje kompletna cisza, powyżej tej wartości do uszu pasażerów zaczynają docierać szumy generowane przez lusterka. Być może jest to czepialstwo z mojej strony, a być może to pułapka, w która wpadli sami konstruktorzy z Monachium.

Podczas prezentacji jeździliśmy wersją wysokoprężną. Silnik jest tak perfekcyjnie odizolowany od kabiny, że kompletnie go nie słychać nawet na wyższych obrotach. Dodatkowo brzmi przyjemnie. Efektem tego jedynym hałasem, jaki dociera do naszych uszu jest właśnie ten pochodzący od lusterek. Jeśli jesteśmy przy silniku – trzylitrowy, doładowany diesel generuje on moc 265KM i moment obrotowy 620Nm, przy 2000 obrotach na minutę. 8-stopniowa skrzynia Steptronic oraz układ napędowy xDrive doskonale radzą sobie z napędzaniem X3. Układ resorowania, jak to w BMW, jest połączeniem sportowego bezpieczeństwa z luksusową izolacja od nawierzchni. W tej kwestii, nie mam żadnych uwag. Wnętrze jest odbiciem oczekiwań klientów w tej klasie. Materiały najwyższej jakości jak skóra, aluminium są tu na porządku dziennym. Niektórzy mogą jedynie kręcić nosem na ilość miejsca na wysokości kolan, ponieważ szeroki tunel środkowy i przetłoczenia boczków zabierają cenne centymetry. Pozostała ergonomia nie generuje praktycznie żadnych uwag. To krótkie spotkanie z nowym BMW X3 wzbudziło we mnie chęć poznania go bliżej, dlatego na pewno wrócę do niego niebawem, żeby przekazać wam bardziej szczegółowe wrażenia z jazdy.

Zagraniczna fundacja prywatna

Skarbiec - Kancelaria Prawna

Zagraniczna fundacja prywatna jako skuteczne narzędzie ochrony majątku firm rodzinnych

Polityczna ingerencja w prawa majątkowe, która utrudnia sukcesję rodzinnych firm, może pozbawić majątku gromadzonego z pokolenia na pokolenie. Jednak rodzinny majątek można skutecznie chronić przez właściwe zarządzanie.

W nowelizacji ustawy o PIT, którą Sejm uchwalił 27 października br., znalazł się przepis zakazujący rozliczania w kosztach podatkowych otrzymanego w spadku lub darowiźnie majątku. Ma on wejść w życie 1 stycznia 2018 r. i będzie miał zastosowanie także do rozliczeń wcześniejszych spadków i darowizn. Osoby, które odziedziczyły rodzinną firmę kilka lat temu, od 1 stycznia 2018 r. nie będą już mogły rozliczać w kosztach podatkowych otrzymanego majątku.

Rodzinny majątek w firmie

Obecnie polscy przedsiębiorcy najczęściej nabywają dobra ruchome oraz nieruchome z zysków, które wypracowali. Niestety nie chroni to majątku rodzinnego przed przyszłymi wierzycielami przedsiębiorstwa. Dodatkowo nie sprzyja zaplanowaniu właściwej sukcesji majątku na przyszłe pokolenia.

Zważywszy na zmiany wynikające z nowelizacji ustawy o PIT dotyczące zakazu rozliczania w kosztach podatkowych otrzymanego w spadku lub darowiźnie majątku, odchodzący na emeryturę przedsiębiorcy będą stali przed poważnym problemem sukcesji rodzinnych przedsiębiorstw.

Rozwiązaniem pozwalającym na odseparowanie aktywów od majątku firm rodzinnych, zabezpieczenie przed przyszłymi wierzycielami oraz zaplanowanie sukcesji majątkowej może być założenie fundacji zagranicznej.

Fundacja jako zabezpieczenie sukcesji przyszłych pokoleń

Jeżeli zostanie zabezpieczona sukcesja rodzinnego majątku, należy założyć, iż celem fundatora będzie stworzenie fundacji, której beneficjentami będą jego dzieci, ale dopiero po jego śmierci i pod pewnymi warunkami. Jednocześnie fundacja ma angażować część środków/dochodów na cele charytatywne.

Fundacja prywatna pozwoli na ochronę majątku przed rozdrobnieniem w wyniku spadkobrania oraz oddzieli majątek przekazany od majątku osobistego fundatora. Fundator może elastycznie ukształtować statut fundacji i sposób realizacji wyznaczonych przez niego celów fundacji. Fundacja będzie właścicielem przekazanego majątku, stąd wierzyciele osobiści zarówno beneficjentów, jak i fundatora nie będą mieli dostępu do jej aktywów.

Fundacja prywatna typu discretionary irrevocable foundation (DIF)

Fundacja prywatna typu discretionary irrevocable foundation to osoba prawna, której celem jest zarządzanie majątkiem przekazanym przez daną osobę fizyczną w sposób przez nią określony i dysponowanie tym majątkiem zgodnie z wolą założycieli fundacji. Powstaje w ten sposób określona masa majątkowa, gromadzona w celu późniejszego jej dystrybuowania na rzecz zdefiniowanej grupy sukcesorów. Ani fundator, ani sukcesorzy nie mają jednak prawa do swobodnego korzystania z aktywów fundacji. Nie mają też wpływu na decyzje co do sposobu zarządzania majątkiem.

W przeciwieństwie do fundacji utworzonej pod rządami prawa polskiego, fundacja prywatna nie musi posiadać żadnych celów użyteczności publicznej i jej dokumenty fundacyjne mogą wprost wskazywać, że wyłącznym celem fundacji jest praca na rzecz dobra konkretnych osób – wskazanych z imienia i nazwiska sukcesorów majątku fundacji.

Decyzje w przedmiocie dystrybucji środków podejmuje odrębnie powołany do tego organ reprezentacyjno-zarządczy – Rada Fundacji. Wymagane jest, aby co najmniej jeden z członków Rady Fundacji miał siedzibę w kraju rejestracji fundacji oraz posiadał odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie potrzebne do wykonywania takiej funkcji.
Beneficjentem fundacji interesu prywatnego może zostać zarówno fundator, jak i członkowie rady fundacji, protektor czy osoba trzecia. Dane beneficjentów są w pełni poufne. Co ważne, fundacja w żadnym stopniu nie odpowiada swoim majątkiem za ich prywatne długi.

Miejsce fundacji w schemacie biznesowym

Fundacja prywatna może nie prowadzić żadnej bieżącej działalności gospodarczej innej niż ta, która wymagana jest do sprawowania stałego zarządu i zachowania majątku fundacji (tzw. private-benefit foundation). Fundacja taka może jednak pełnić funkcje pomiotu bezpośrednio kontrolującego zależne spółki operacyjne.

Gdzie najlepiej założyć fundację prywatną?

Jeżeli chcemy zrealizować konkretne prywatne interesy fundatora lub jego rodziny, warto rozważyć założenie fundacji w kraju, w którym praktyka fundacji prywatnych jest długoletnia, np. w Austrii, Księstwie Liechtenstein, Monako czy na Malcie.
Rozważając możliwość powołania fundacji prywatnej, warto pamiętać, że:

  • fundacja prywatna wcale nie musi lokować swojego majątku w kraju, w którym znajduje się jej siedziba, i może korzystać z usług bankowości szwajcarskiej czy austriackiej;
  • nie ma przeszkód, aby fundacja prywatna zawierała umowy poddane prawu innego państwa niż państwo siedziby fundacji oraz jurysdykcji sądów innego państwa.

Reasumując, zagraniczna fundacja prywatna może być jednym ze skutecznych narzędzi służących do ochrony majątku przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Dzięki założeniu takiej fundacji polscy przedsiębiorcy mogą też osiągnąć cele niemożliwe do zrealizowania przy użyciu wyłącznie krajowych instrumentów prawnych.

Skarbiec Logo

Autorzy:
Prawnik Maja Czarzasty-Zybert, radca prawny Robert Nogacki
Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Zwrot VAT – korzystny wyrok WSA

Skarbiec - Kancelaria Prawna

W obrocie nadal funkcjonują błędnie wydane postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, które w dalszym ciągu można – a nawet należy – zaskarżyć. Analizując jedną z takich spraw, Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu zauważył lukę prawną, która jego zdaniem „niewątpliwie wymaga interwencji prawodawcy”.

Praktycznie wszystkie wydane przed datą wydania ww. uchwały NSA postanowienia dotyczące przedłużenia terminu do zwrotu podatku VAT są niezgodne z obowiązującą procedurą. Podatnicy powinni bowiem wnosić w postępowaniu sądowo-administracyjnym o uchylenie bądź stwierdzenie nieważności czy też o sprostowanie w zakresie pouczenia o możliwości złożenia zażalenia, o ile takiego pouczenia nie było. Jeżeli okaże się, że podatnik ma rację, przysługuje mu zwrot podatku, nawet jeśli jeszcze trwają dodatkowe czynności weryfikacyjne organu.

Dodatkowa weryfikacja zasadności zwrotu VAT

Zwrot różnicy podatku VAT co do zasady następuje w terminie 60 dni od dnia złożenia rozliczenia przez podatnika (ewentualnie, na wniosek podatnika złożony wraz z deklaracją podatkową, w terminie 25 dni od dnia złożenia rozliczenia).

Jeżeli zasadność zwrotu VAT wymaga dodatkowego zweryfikowania, naczelnik urzędu skarbowego może przedłużyć ten termin do czasu zakończenia weryfikacji rozliczenia podatnika dokonywanej w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub postępowania podatkowego. Pomijając kwestię samej zasadności dokonywania weryfikacji i jej powodów, jak potwierdził NSA w uchwale z dnia 24 października 2016 r. (I FPS 2/16), przedłużenie terminu zwrotu różnicy podatku w przypadku, gdy weryfikacja rozliczenia podatnika dokonywana jest w ramach każdej z wymienionych procedur, następuje w formie zaskarżalnego zażaleniem postanowienia naczelnika urzędu skarbowego. Co więcej, organ jest obowiązany do wskazania konkretnej daty dokonania zwrotu, a postanowienia wydawane w ramach jednej lub kilku procedur powinny zachować tzw. ciągłość. Oznacza to, że postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, pomimo oderwania wskazanej w nim daty od samej procedury weryfikacji zasadności tego zwrotu, powinno być wydane w trakcie trwania takiej procedury.

Jak zauważył Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w wyroku z dnia 19 lipca 2017 r. (I SA/Wr 437/17), odnosząc się do stanu faktycznego sprzed uchwały NSA (sygn. I FPS 2/16), art. 87 ust. 2 zd. drugie ustawy o VAT „stanowi nie tylko pułapkę dla podatników lecz również dla samych organów podatkowych”. Wynika to z faktu, że organ podatkowy, aby móc przedłużyć termin zwrotu VAT po zakończeniu kontroli podatkowej, powinien wszcząć postępowanie podatkowe i jednocześnie przedłużyć termin zwrotu VAT – już w momencie doręczenia protokołu takiej kontroli. Organ ma bowiem możliwość wydania takiego postanowienia wyłącznie w odniesieniu do terminu, który w momencie dokonywania kolejnego przedłużenia jeszcze nie upłynął.

Prawo podatnika do złożenia korekty po zakończeniu kontroli podatkowej

Z art. 81b Ordynacji podatkowej wynika, że na czas kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego możliwość złożenia korekty – w zakresie objętym kontrolą lub postępowaniem – ulega zawieszeniu. Jednocześnie w tym samym artykule wskazano, że uprawnienie do skorygowania deklaracji przysługuje nadal po zakończeniu kontroli podatkowej oraz postępowania podatkowego, w zakresie nieobjętym decyzją określającą wysokość zobowiązania podatkowego.

Przepis ten wyraźnie wskazuje, iż od dnia doręczenia protokołu kontroli podatkowej (z dniem takiego doręczenia kontrola podatkowa się kończy) podatnik ma prawo do złożenia korekty deklaracji, a na organie ciąży obowiązek pouczenia o tym fakcie w samym protokole kontroli.

Skarbiec - Kancelaria Prawna

Sprzeczność przepisów i pozbawienie podatnika prawa do złożenia korekty

W oparciu o ww. regulacje WSA we Wrocławiu, rozpoznając skargę podatnika na postanowienie dyrektora Izby Administracji Skarbowej w przedmiocie przedłużenia terminu zwrotu podatku, zauważył istniejącą sprzeczność między przepisami.

Przypomnieć trzeba, że skoro organ podatkowy może przedłużyć termin zwrotu VAT, który jeszcze nie upłynął, to aby móc przedłużyć ten termin po zakończeniu kontroli zgodnie z zasadą legalizmu, powinien wszcząć postępowanie podatkowe jednocześnie z wydaniem postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT i wykonać te czynności już w momencie doręczenia protokołu kontroli podatkowej. Jak wskazuje WSA w uzasadnieniu ww. wyroku, upływ terminu przesądza bowiem o obowiązku zwrotu podatku, niezależnie od tego, czy zasadność dokonania zwrotu wymagała weryfikacji rozliczenia podatnika czy nie. Takie działanie jednak całkowicie blokuje możliwość złożenia korekty deklaracji, a tym samym pozbawia podatnika jednego z jego podstawowych praw.

WSA we Wrocławiu przypomniał, że prawo do korekty deklaracji podatkowej jest proceduralnym odzwierciedleniem prawa podmiotowego do uzyskania zwrotu podatku. Jednocześnie jednak sąd wskazał, że okoliczności pozbawienia podatnika prawa do korekty nie może usprawiedliwiać wydanie przez organ podatkowy postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podatku po upływie tego terminu.

Konkluzją Sądu jest stwierdzenie o wymaganej interwencji prawodawcy. Z jednej bowiem strony nadal mamy nie do końca uregulowaną prawnie kwestię przedłużania terminu zwrotu VAT (co prawda wyjaśnioną przez NSA we wspomnianej uchwale z dnia 24 października 2016 roku, jednak prawodawca do dnia dzisiejszego nie podjął się wprowadzenia stosownych zmian w przepisach prawa podatkowego), a z drugiej strony – możliwe tego skutki. Po raz kolejny pozbawia się podatnika podstawowych praw wynikających z przepisów. Jeżeli bowiem organy podatkowe będą usilnie (jak do tej pory) starały się wstrzymywać zwroty VAT w większości przypadków, to albo dojdzie do lawinowego pozbawienia możliwości złożenia korekty, albo nieskutecznego przedłużania zwrotu podatku i konieczności toczenia kolejnych batalii z KAS w tym zakresie. W obu sytuacjach przyda się nie tylko znajomość procedury i możliwych środków zaskarżenia, ale również doświadczenie w reprezentacji przed organami KAS. Powyższy wyrok sądu to także kolejne już potwierdzenie faktu, że wygrana z organem podatkowym nie jest niczym niezwykłym i warto z fiskusem spierać się do końca.

Skarbiec Logo

Autorzy:
Prawnik Weronika Marjańska, radca prawny Robert Nogacki
Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Tygrys zaklęty w technice

Nazwa Macan w języku indonezyjskim oznacza tygrysa i wyjątkowo dobrze pasuje do mniejszego z SUV-ów marki Porsche. Auto ma cechy drapieżnika i należy obchodzić się z nim bardzo umiejętnie. Jeśli jednak niczym treser zwierząt w cyrku delikatnie pogłaskamy go za uchem, będzie mruczeć potulnie jak mały kotek.

Porsche Macan Turbo to samochód sportowy z krwi i kości. Niech was nie zwiodą jego miękkie linie karoserii, bo pod nimi kryje się najnowocześniejsza technologia motoryzacyjna, jaką możecie sobie tylko wymarzyć. Długość nadwozia 4697 mm plasuje go w gronie średniej wielkości crossoverów i pozwala na wygodne przemieszczanie czterem osobom. Z przodu miejsca jest wystarczająco, a pozycja za kierownicą jest fantastycznym wyważeniem między wygodą SUV-a a sportowymi odczuciami. Elementem, który od razu zdradza torowy charakter Macana Turbo jest kierownica. Mała obręcz, do złudzenia przypomina tę z modelu 918. Trzy ramiona wykonane z chłodnego aluminium kryją w sobie przyciski systemu audio i komputera pokładowego. Zza kierownicy wyglądają łopatki zmiany biegów. Całości dopełniają okrągłe trzy zegary, z których centralnie umieszczony jest ten odpowiedzialny za wskazania obrotów.

Konsola centralna jest typowa dla sportowych modeli z Zuffenhausen i zawiera wszystkie niezbędne przełączniki związane z zawieszeniem i pracą napędu. Wrażenie jest takie, jakbyśmy siedzieli w modelu 911, tylko wyżej. I takie zapewne było zamierzenie projektantów, bo nawiązań do kultowego modelu marki jest bardzo dużo i są one oczywiste. Z tyłu spokojnie zmieszczą się dwie osoby, ale jak w każdym sportowym Porsche, i tutaj przestrzeń jest dokładnie wyliczona. Można powiedzieć, że wnętrze Macana jest szyte na miarę, ale wygoda podróżowania nie została wcale podporządkowana sportowym wrażeniom z jazdy. Jest przyjemnie i komfortowo. Ustawny bagażnik ma pojemność 500 litrów, a po złożeniu tylnej kanapy do dyspozycji mamy ponad 1500 litrów przestrzeni bagażowej. To na wypadek, gdybyście chcieli zrobić większe zakupy. Wróćmy jednak do wnętrza i jego wykończenia.

Na liście opcji wyposażenia Porsche umieściło kilka gatunków skóry i alcantary, ale jeśli bardziej od komfortu zależy wam na sporcie, możecie zamówić opcjonalne sportowe fotele przednie. Słowo, a nawet całe zdanie należy się spasowaniu elementów wnętrza. To, w jaki sposób auto zostało zmontowane w fabryce Porsche w Lipsku, należy nazwać mistrzostwem świata. Nie ma tu mowy o żadnych niedoróbkach, elementy deski rozdzielczej zespolone są idealnie, a szwy na fotelach równiutkie. Dbałość o szczegóły i najwyższa jakość materiałów są gwarancją niezawodności i bezproblemowego użytkowania samochodu przez długie lata. Klient decydujący się na Porsche jest świadomy zastosowanej w nim techniki. Silnik Macana Turbo to wyżyny możliwości inżynierów. Trzylitrowy, podwójnie doładowany motor ma sześć cylindrów w układzie V. Generuje on 400 koni mechanicznych mocy i 550 niutonometrów momentu obrotowego. Moc i moment dostępne są już od 1500 obrotów i zapewniają Macanowi wyśmienite osiągi. Wartości te są rozwijane jednak tak bardzo aksamitnie, że nie ma tu mowy o wyrywaniu głowy z karku.

Płynność i równowaga, to słowa opisujące wrażenia podczas przyspieszania. Jednak w błędzie jest ten kto myśli, że Macan Turbo nie jest szybki. Pierwsza setka osiągana jest już po 4,8 sekundy, a prędkość maksymalna to 266 km/h. Przypominam, że Porsche Macan Turbo to rodzinny SUV. Jeśli to za mało, producent oferuje pakiet Performance, który jest jak kilogram papryczek jalapeno wrzucony do garnka z już i tak pikantnym chili. Dodatkowe 40 KM i 50 Nm powodują, że Macan Turbo przyspiesza do stu kilometrów na godzinę w czasie 4,4 sekundy. Jeśli przemknęło wam przez myśl, że to wieczność, spieszę z informacją, że w takim samym czasie przyspiesza model 911 Carrera. Jednak pakiet Performance nie ogranicza się wyłącznie do mocniejszego silnika. Tak szybki samochód trzeba zatrzymać. Na przedniej osi zamontowano rowkowane tarcze hamulcowe o średnicy 390 mm, współpracujące z 6-tłoczkowymi zaciskami. Za sportowe właściwości jezdne dba Porsche Active Suspension Management (PASM). Prześwit zawieszenia zmniejszono o 15 mm w stosunku do „podstawowej” odmiany Macan Turbo, a jego nastawy zoptymalizowano pod kątem osiągów samochodu. Na życzenie dostępne jest także pneumatyczne zawieszenie z funkcją samopoziomowania i regulacją wysokości. I jakby jeszcze tego było za mało, producent oferuje pakiet Sport Chrono, który w trybie Sport Plus zmienia zestrojenie podwozia, silnika i przekładni na jeszcze ostrzejsze.

O doznania dźwiękowe dba fantastycznie zestrojony układ wydechowy. Generuje on dźwięki, które przyprawią o dreszcze nie tylko zagorzałych fanów Porsche. Silnik za sprawą wydechu drze się i grzmi jakby znajdowała się w nim chmura burzowa, przed którą ucieka całe stado rozbieganych surykatek. To po prostu trzeba usłyszeć. Aby silnik mógł przenieść tę całą moc na koła, potrzebna jest odpowiednia skrzynia biegów. W tym miejscu przedstawiam dzieło sztuki – dwusprzęgłową, automatyczną skrzynię PDK (Porsche Doppelkupplung). W zasadzie można powiedzieć, że PDK to dwie skrzynie biegów w jednej obudowie: gdy jedziemy na jednym biegu, skrzynia ma przygotowane już zapięte biegi wyższy i niższy, aby reakcja na pedał przyspieszenia była natychmiastowa. W efekcie normalny Homo sapiens nie jest w stanie zmienić przełożenia w krótszym czasie niż robi to PDK. Siedem przełożeń dzielnie walczy z momentem obrotowym i przenosi go na koła. W modelu Macan Turbo skrzynia została skonfigurowana pod kątem uzyskania błyskawicznych reakcji i optymalizacji punktów zmiany przełożeń. Na co dzień będzie więc delikatnie i niezauważalnie zmieniać biegi, nie dając znać o sobie, na torze zaś wyciśnie z silnika ostatnie poty i zapewni autu niezrównaną dynamikę.

Indywidualny charakter nowego Porsche Macan Turbo z pakietem Performance można dodatkowo podkreślić pakietem Turbo Exterior. Obejmuje on 21-calowe obręcze 911 Turbo z ramionami w kolorze lśniącej czerni, lusterka Sport Design oraz diodowe reflektory główne z systemem PDLS Plus. Oferuje on dynamiczne doświetlanie zakrętów, dróg pozamiejskich oraz osobny tryb oświetlenia dla autostrad i na złe warunki pogodowe. Bardzo pomocna okazuje się korzystająca z kamery funkcja automatycznej regulacji zasięgu podczas jazdy nocą. Pakiet Turbo Interior zawiera z kolei tapicerkę i wykończenia kabiny z czarnej skóry oraz alcantary, kolorowe aplikacje oraz elementy wykonane z włókien węglowych, jak na przykład listwy progowe z podświetlanym na biało logo modelu. Na koniec mała sugestia. Jeśli chcecie mieć na podjeździe swój własny egzemplarz Porsche Macan Turbo jeszcze w tym roku, radzę się pospieszyć, bo fabryka w Lipsku jest w stanie wyprodukować wszystkich modeli jedynie 50 tysięcy egzemplarzy rocznie. Porsche Centrum otwarte są od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-18:00 i w soboty w godzinach 9:00-14:00.

MACAN

Dwulitrowa, turbodoładowana jednostka modelu Macan osiąga moc 252 KM w zakresie od 5000 do 6800 obr./min. Standardowo współpracuje z 7-stopniową przekładnią dwusprzęgłową PDK. W rezultacie Macan zapewnia imponujące osiągi: od 0 do 100 km/h rozpędza się w ciągu 6,7 s, a z opcjonalnym pakietem Sport Chrono czas ten zostaje skrócony do 6,5 s. Prędkość maksymalna wynosi 229 km/h. Równie wydajny Macan okazuje się pod względem zapotrzebowania na benzynę: zależnie od rozmiaru zamontowanych felg i opon jego średnie zużycie paliwa waha się od 7,2 do 7,4 l/100 km (cykl NEDC).

MACAN S


Wyposażony jest w 3-litrowy silnik V6 biturbo o mocy 340 KM, napęd na wszystkie koła z kontrolowanym elektronicznie sprzęgłem wielopłytkowym. Ten napęd znajdziecie we wszystkich modelach Macana. Siedmiobiegowa przekładnia PDK pozwala pojazdowi przyspieszyć od 0 do 100 km/h w 5,4 s (lub 5,2 s z opcjonalnym pakietem Sport Chrono). Pojazd osiąga prędkość maksymalną 254 km/h, a zużycie paliwa wg NEDC wynosi od 9 do 8,7 l/100km.

MACAN GTS


Porsche Macan GTS imponuje charakterem i zapewnia wrażenia z jazdy, które wyróżniają go na tle pozostałych odmian modelu. Z mocą 360 KM plasuje się między wariantami Macan S a Macan Turbo. Pod maską pracuje 3-litrowy silnik V6 biturbo, połączony z przekładnią Porsche Doppelkupplung (PDK) oraz aktywnym napędem na cztery koła Porsche Traction Management (PTM). Wyższą moc, przeprojektowane zawieszenie i wzmocnione hamulce uzupełnia charakterystyczna dla modeli GTS stylizacja ze sportowym akcentami. Przyspieszenie do 100 km/h w 5,2 s, prędkość maksymalna 256 km/h.

MACAN Diesel


Macan S Diesel jest ukłonem w stronę najbardziej oszczędnych klientów. Jego 3-litrowy silnik wysokoprężny V6 osiąga 258 KM, a zużycie paliwa według normy NEDC wynosi od 6,3 do 6,1 l/100 km, co odpowiada wartości CO2 wynoszącej od 164 do 159 g/km. Macan S Diesel to również doskonałe osiągi. Auto przyspiesza od 0 do 100 km w ciągu zaledwie 6,3 sekundy (lub 6,1 sekundy z zainstalowanym pakietem Sport Chrono) i osiąga prędkość maksymalną 230 km/h.

Sercem systemu informacyjno-rozrywkowego, należącego do standardowego wyposażenia wszystkich modeli Macan, jest nowy, 7-calowy ekran dotykowy o wysokiej rozdzielczości. Przeprojektowany interfejs jest łatwy w obsłudze i przypomina rozwiązania znane ze smartfonów. Bluetooth oraz interfejsy USB i SD pozwalają na intuicyjną integrację smartfona oraz podłączanie do PCM nośników z danymi. Moduł Connect ze zintegrowaną konsolą na smartfona w centralnym podłokietniku oszczędza energię urządzenia dzięki wykorzystaniu anteny pojazdu i wzmacniania odbioru sygnału. PCM integruje się z iPhonem poprzez interfejs AppleCar Play®, włącznie ze sterowaniem głosowym Siri®. Moduł Navigation to nowy system nawigacji z imponującym widokiem map w wysokiej rozdzielczości – zależnie od lokalizacji, po raz pierwszy dostępnym w 3D. Nawigacją można wygodnie sterować głosowo. Jeszcze większą funkcjonalność zapewnia moduł Connect Plus, oferujący m.in. dostęp do informacji o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym oraz usług Google. Funkcje z zakresu łączności uzupełnia możliwość wykorzystania PCM w funkcji Wi-Fi hotspot oraz rozbudowanej integracji ze smartfonem.

Cyberbezpieczeństwo i chmura

ManagerOnline

Marek Kobielski, prezes zarządu Dimension Data Polska, opowiada o tym, jak jego firma wspiera swoich klientów w obronie przez hakerami oraz przy przenoszeniu danych korporacyjnych do chmury obliczeniowej.

Rozmawiał Wojciech Gryciuk

Coraz częściej słychać o globalnych atakach złośliwego oprogramowania ransomware na różne organizacje, które dotykają także Polskę. Co Dimension Data oferuje w tym zakresie swoim klientom?

W ostatnich latach cyberprzestępcy włożyli wiele wysiłku w stworzenie najbardziej wyrafinowanych metod ataku, wykorzystujących coraz bardziej zaawansowane technologie. Nasi eksperci doświadczyli tego podczas odbywającego się w 2016 r. w Warszawie Szczytu NATO. Obsługiwaliśmy to wydarzenie od strony dostawy systemów bezpieczeństwa IT, ale także rozwiązań sieciowych, telekomunikacyjnych i wideokonferencyjnych, zapewniając usługi IT dla ponad 3 600 osób. Musieliśmy zmierzyć się z incydentami związanymi z atakami hakerów i próbami blokowania usług. Na szczęście przygotowany system zabezpieczeń wraz z Network Operations Center i Security Operations Center sprawdził się.

Skala zagrożeń rośnie z każdym dniem. Jak się przed nimi bronić?

Zdolność hakerów do przełamywania coraz doskonalszych zabezpieczeń wynika z tego, że ataki stają się bardziej złożone i ukierunkowane na wybrany obiekt. W wielu przypadkach posiadanie odpowiedniej technologii nie wystarcza do obrony, gdyż atakujący używa również innych narzędzi, m.in. socjotechnik.

Doświadczenie pokazuje, że dbanie o bezpieczeństwo to ustawiczny proces, który się nie kończy a fundamentem dobrego zabezpieczenia są zawsze kompetencje ludzi. Niestety, wiąże się to z coraz większymi nakładami finansowymi związanymi m.in. z dostępnością specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa.

Z tego powodu naszą ofertę z obszaru rozwiązań bezpieczeństwa wzbogaciliśmy na rynku polskim o nowy produkt – usługę CyberGuard. Łączy ona nasze kompetencje – doradztwo i wiedzę branżową z rozwiązaniami naszych partnerów, m.in. NASK S.A., Trend Micro, McAfee, Citrix oraz Intellix.

CyberGuard ma odpowiadać zarówno na aktualne problemy, np. dostosowania się do dyrektyw RODO i NIS, jak i te związane z tradycyjnym bezpieczeństwem IT, w tym dotyczące ochrony infrastruktury firmy czy zapobieganiu wyciekom danych. Klient może wybrać z usługi CyberGuard dowolny pakiet – oferujemy sprzęt oraz licencje na wiele produktów związanych z bezpieczeństwem IT i wynająć je na potrzebny okres czasu płacąc miesięczny abonament.

A co z cloud computingiem, w czym również się specjalizujecie?

W czerwcu br. podpisaliśmy z AGH w Krakowie umowę na dostarczenie komponentów platformy informatycznej wykorzystującej technologię chmury obliczeniowej do budowy usługi i treści edukacyjnych w ramach projektu „Małopolska Chmura Edukacyjna” (MChE).

Jest to bardzo nowoczesna inicjatywa, która ma zapewnić interaktywną współpracę pomiędzy szkołami i uczelniami na terenie województwa małopolskiego poprzez wykorzystanie nowoczesnych technologii, takich jak wideokonferencje, multimedia, czy mobilny dostęp. Przykładowo uczniowie szkół będą mogli korzystać z wiedzy ośrodków akademickich oraz uczestniczyć we wspólnych projektach w formie wirtualnych klas współdzieląc dokumenty i wyniki badań.

Zakończyliśmy również budowę prywatnej chmury obliczeniowej dla Grupy Kapitałowej PGE. Z tego, co wiem, to pierwszy tego typu projekt w sektorze energetycznym.

Coraz więcej dużych firm IT otwiera w Polsce swoje centra kompetencyjne oraz badawczo-rozwojowe. Czy wasza Grupa również docenia wiedzę polskich ekspertów IT?

Cieszę się, że idziemy zgodnie z trendem. Decyzją korporacji powstało w Polsce Customer Experience Centre of Excellence w zakresie rozwiązań contact center, Workforce Management, a także związanych z biometrią, procesami antyfraudowymi czy robotyką i automatyką. Stanowi ono wsparcie kompetencyjne dla wszystkich oddziałów Dimension Data w Europie.

Od wielu lat działamy na rynku Customer Experience, dzięki czemu mamy bogate doświadczenie i referencje, z których możemy korzystać wdrażając tego typu rozwiązania u klientów z innych krajów europejskich.

A jak doświadczenia z Tour de France, którego Dimension Data jest oficjalnym partnerem technologicznym przekładają się na rynek polski?

Szczególnie interesujące dla nas jest to, w jaki sposób pomagamy jego organizatorowi (firmie A.S.O. – przyp. red.) przyciągnąć nowych młodych fanów pokolenia cyfrowego oraz jak zaawansowane technologie, takie jak hybrid IT, IoT, digital workplace czy big data analytics otwierają nowe możliwości dostarczania informacji, których oczekują dzisiejsi kibice. Wybierając preferowany kanał – strona internetowa, aplikacja mobilna, media społecznościowe – mogą na żywo śledzić, analizować i jednocześnie komentować przebieg wyścigu, doświadczając emocji i wrażeń, jakie towarzyszą fanom na trasach wyścigu.

Od 2015 r. platforma analityczna danych opracowana przez Dimension Data we współpracy z A.S.O. coraz bardziej się rozwija. W tym roku obejmuje rozwiązanie machine learning i złożone algorytmy, które łączą dane o wyścigu na żywo z danymi historycznymi, m.in. aby przewidywać/analizować różne scenariusze wyścigu. W oparciu o te doświadczenia budujemy ofertę dostosowaną do polskiego rynku.

W tym roku Dimension Data Polska świętuje 25-lecie działalności. Jednak nazwa Dimension Data obowiązuje dopiero od 3 lat?

Działalność zaczęliśmy w 1992 r. jako Alcatel Business Systems, potem Alcatel Polska, Alcatel E-Business Distribution, a w końcu NextiraOne i Dimension Data. Ja zaś nieprzerwanie od 25 lat mam przyjemność kierować tą firmą. Dziś niewątpliwie pomaga nam efekt skali osiągnięty dzięki wejściu do Grupy Dimension Data, a pośrednio także jej japońskiego właściciela NTT. Ten ostatni posiada wyjątkowe kompetencje w zakresie rozwiązań cloud computing i bezpieczeństwa.

Ramka:
Chociaż Tour de France to jeden z najbardziej popularnych wyścigów kolarskich na świecie, jeszcze w 2014 r. ważne informacje były przekazywane ścigającym się kolarzom przez dyrektora wyścigu za pomocą kredy i tablicy, którą trzymał za sobą jadąc na motocyklu jako pasażer. Wszystko zmieniło się w 2015 r., kiedy partnerem technologicznym wyścigu została firma Dimension Data.

W tegorocznym wyścigu każdy ze 198 kolarzy miał zamontowany pod siodełkiem ważący zaledwie 10 dkg sensor, wyposażony w GPS, miniaturowe radio oraz odpowiednio mocną baterię. Ponieważ dane lokalizacyjne były generowane co 1 sek. w ciągu 21 etapów wyścigu przesłano ich w sumie ponad 3 mld. Dimension Data wzbogacając je o dane pogodowe i dotyczące ukształtowania terenu łączyło je z danymi historycznymi z dwóch poprzednich edycji i po przetworzeniu przesyłało w postaci pogłębionych statystyk do organizatorów wyścigu, stacji telewizyjnych i komentatorów, a także telewidzów i innych fanów kolarstwa. Dzięki technologii Hybrid IT system był w stanie realizować ponad 2 500 zapytań/sek. dotyczących przeglądarki obsługującej ponad 3,5 mln fanów odwiedzających internetowe centrum wyścigowe. A ponieważ kolarze zostali wyposażeni w miniaturowe słuchawki z anteną, również oni mieli dostęp do tych informacji.

W tym roku po raz pierwszy udostępniono też kibicom możliwość skorzystania z machine learning i analiz predyktywnych. Wykorzystując algorytmy opracowane przez zespół kolarskich ekspertów, data scientists oraz analityków sportowych, system mógł dokonywać prognoz zarówno przed, jak i w czasie wyścigu na bazie aktualnych i historycznych danych dotyczących kolarzy oraz stanu wyścigu, np. prawdopodobieństwa dogonienia ucieczki przez peleton.

Żeby było to możliwe, Dimension Data oddelegował do obsługi systemu zespół DevOps, który był odpowiedzialny za jego aktualizację w cyklu 24-godzinnym. Niejednokrotnie nowe wizualizacje danych były tworzone nocą w Australii i testowane w cloudowym centrum danych Dimension Data w Hongkongu, by móc je udostępnić zainteresowanym jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego etapu.

Udaremnione cyberataki:
1 409 769 wykrytych podejrzanych zachowań
1 370 534 zablokowanych nieuprawnionych prób dostępu
147 powstrzymanych ataków typu „bad bot”

Czas na inwestycje

ManagerOnline

Marcin Zmaczyński, dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej, opowiada o tym, dlaczego Aruba uruchamia centrum danych w Warszawie.

Rozmawiał Wojciech Gryciuk

Włoska firma Aruba to potentat na europejskim rynku usług hostingowych, rejestracji domen oraz poczty elektronicznej, ale w Polsce działa od niedawna. Macie się już czym pochwalić?

W październiku miną dwa lata od rozpoczęcia działalności na rynku polskim, a to wystarczająco długi okres, by ocenić rozwój naszego biznesu. Dotychczas do polskich klientów docieraliśmy wyłącznie przez internet, a mimo to cele założone przez centralę zrealizowaliśmy z dużym wyprzedzeniem. Choć usługi świadczyliśmy poprzez centra danych ulokowane głównie w sąsiednich krajach, dla większości rodzimych klientów nie było to barierą i baza klientów systematycznie rosła. Część firm dopytywała się jednak, czy będą mogli ulokować swoje dane także w lokalnym centrum danych Aruby. Szybkie zrealizowanie wstępnego planu rozwoju na polskim rynku pozwala nam teraz przejść do kolejnego etapu ekspansji. Tym kolejnym krokiem jest uruchomienie w Warszawie centrum danych, co nastąpi już na przełomie września i października br. Będziemy inwestować też w zasoby ludzkie, zatrudniając inżynierów oraz dedykowanych sprzedawców, by wyjść poza aktywność online. Chociaż centrum jeszcze nie funkcjonuje, pierwsi chętni do skorzystania z niego już się do nas zgłaszają.

To wasz własny obiekt?

Zgodnie z globalną strategią firmy Aruba, na tym etapie inwestycja dotyczy uruchomienia partnerskiego centrum danych, które wyposażamy w infrastrukturę wyłącznie renomowanych producentów, z jakimi od lat współpracujemy w Europie. Bardzo ważne jest przy tym, że będziemy w nim oferować wszystkie rodzaje usług IaaS (Infrastructure as a Service), jakie już świadczymy na Zachodzie. W pierwszej kolejności są to trzy rodzaje usług chmurowych: wirtualne serwery w chmurze (VPS SSD), chmura publiczna (Cloud Pro) oraz prywatna (Private Cloud), ale też szereg innych narzędzi, w tym do tworzenia kopii zapasowych danych w chmurze. Wszystkie będą oferowane w promocyjnych cenach, a co ważne, klient po skorzystaniu z tej okazji zachowa promocyjne warunki tak długo, jak będzie użytkował wybrany pakiet.
Aruba Cloud kładzie duży nacisk na jakość usług. Na tle konkurencji wyróżniamy się np. tym, że w jednym fizycznym procesorze lokujemy jedynie dwa wirtualne, co przekłada się na wyższą wydajność i stabilność działania usługi Cloud Pro. Jest to standard obowiązujący we wszystkich centrach danych Aruby w Europie, więc w Polsce nie może być inaczej.

Dlaczego jednak centrum zostaje otwarte akurat w Warszawie, a nie w którymś z innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej?

Po pierwsze, to największy rynek w tej części Europy, po drugie, wg agencji PMR ma on rosnąć w najbliższym czasie w tempie 20 proc. r/r, a po trzecie, to świetny przyczółek do rozwijania naszego biznesu na Ukrainie, Litwie, Łotwie i w Estonii. Nie umniejsza to faktu, że np. w Czechach, na Słowacji i Węgrzech już znaleźliśmy się w ścisłej czołówce, działając także pod marką Forpsi.

W Polsce walka o pozycję rynkową jest znacznie bardziej zacięta. Konkurujemy tu nie tylko z gigantami typu Google, Amazon czy Microsoft, ale także z wieloma lokalnymi dostawcami, czego w innych krajach regionu praktycznie się nie spotyka. Rodzimi klienci uchodzą też za bardzo wymagających. To z jednej strony wyzwanie, ale z drugiej, szansa na rozwój, bo niejednokrotnie ci najbardziej wymagający podpowiadają nam, co można ulepszyć w ofercie. Aruba z szacunkiem podchodzi do konkurencji, ale jednocześnie jesteśmy przekonani, że – oferując świetną relację ceny do jakości usług – w najbliższych latach powiększymy udział w polskim rynku.

Łączą się z tym jakieś wyzwania?

Zainteresowanych chmurą jest coraz więcej, ale migracja do niej bywa złożona i wymaga odpowiedniego przygotowania, dopasowanego do potrzeb danej firmy. Dlatego też, wzorując się na naszych doświadczeniach z Europy Zachodniej, zatrudnimy wkrótce wyspecjalizowanych administratorów, którzy kompleksowo wesprą klientów w przygotowaniu i przeprowadzeniu procesu migracji do chmury. Oczywiście uwzględniamy też lokalną specyfikę, ale chcemy przenieść jak najwięcej dobrych praktyk, wypracowanych przez lata na innych rynkach. Migracja powinna bowiem przebiegać płynnie, być przyjazna firmie i nie zakłócać jej działania. Aruba wie, jak tego dokonać i właśnie dlatego we Włoszech jest nie tylko nr 1 na rynku hostingu i domen, ale także usług chmurowych.

Ale problemy mogą się pojawić, chociażby związane z koniecznością dostosowania się do regulacji unijnej GDPR/RODO…

Oczywiście, i żeby się na nie przygotować, Aruba bierze aktywny udział w pracach CISPE – organizacji zrzeszającej europejskich dostawców usług infrastruktury chmurowej. W szczególności wszystkie świadczone przez nią usługi są w pełni zgodne z zapisami kodeksu postępowania CISPE w dziedzinie ochrony danych, który wyprzedził wprowadzenie RODO. Jest on zgodny z wymaganiami określonymi w tym rozporządzeniu, mającymi na celu przede wszystkim oddanie obywatelom kontroli nad własnymi danymi osobowymi oraz uproszczenie środowiska ustawodawczego dla międzynarodowego biznesu poprzez ujednolicenie ustawodawstwa w obrębie UE. To ważne dla naszych potencjalnych klientów, bo z badań wynika, że aż 90 proc. obywateli z tego obszaru domaga się jednolitych regulacji z zakresu ochrony danych osobowych w Europie.

Kto jest waszym głównym klientem?

Przede wszystkim instytucje sektora finansowego, ale także software house’y, biura rozrachunkowe oraz e-commerce, a z czasem zapewne także firmy świadczące usługi medyczne czy małe firmy potrzebujące usług streamingu.
Centrum danych będzie mieścić się w Warszawie, ale zdajemy sobie sprawę, że mała firma software’owa obsługująca klientów z całego świata może być ulokowana wszędzie, byleby tylko miała dostęp do internetu. I dlatego, żeby do niej dotrzeć, musimy promować się nie tylko w stolicy, ale także poza nią.

Staracie się edukować i wspierać rozwój rynku w zakresie chmury?

Tak. Przykładowo, w tym roku uruchomiliśmy program We START you UP, którego celem jest wsparcie innowacyjnych startupów wykorzystujących usługi w chmurze w rozwoju działalności. Potrwa on trzy lata i ma pomóc nowym firmom nabrać rozpędu, a jego głównym elementem jest przekazanie startupowi doładowania konta na platformie Aruba Cloud na kwotę nawet do 200 tys. zł do spożytkowania na usługi w chmurze.

Czy polscy klienci szukają usług chmurowych w najbardziej bezpiecznym standardzie Rating 4?

Jeszcze nie, ale globalni – tak. Aruba takie centrum o nazwie Global Cloud Data Center oficjalnie uruchomi na początku października w Mediolanie i będzie ono jednym z największych w Europie. Zbudowano je z myślą o przekroczeniu rynkowych standardów bezpieczeństwa i wydajności, a szczególną jego cechą jest unikatowa specyfikacja, która zapewnia maksymalną efektywność energetyczną w oparciu o źródła odnawialne – własną elektrownię wodną i system fotowoltaiczny. Polskie firmy też będą mogły z niego korzystać.

Odwaga wyróżnia zwycięzców

ManagerOnline

Jacek Grzybek, dyrektor marki Porsche w Polsce, mówi o sukcesie, odwadze i spełnieniu, które nierozerwalnie wiążą się z autami tej marki.

Ma pan doświadczenie w pracy z najlepszymi motoryzacyjnymi markami premium. W 2016 r. przyszedł czas na ukoronowanie kariery, wisienkę na torcie, czyli Porsche.

Porsche to marka, którą znają i podziwiają wszyscy, a chłopcy fascynują się nią od najmłodszych lat. To korona w branży motoryzacyjnej i pracę dla tej marki traktuję w kategorii zaszczytu. Samochody Porsche zawsze budzą pozytywne emocje dlatego, że kojarzą się z pięknym, ponadczasowym designem i najwyższej klasy technologią. Nie wszystkie marki mają takie szczęście.

Jak pan ocenia dzisiaj postrzeganie aut z segmentu Premium?

Sprzedaż aut szybko rośnie, osiągając nawet kilkudziesięcioprocentowe wartości rok do roku. Jeśli chodzi o Porsche, będące marką ultrapremium, wynika to z kilku czynników: z jednej strony jest to wzrost możliwości nabywczych naszych przedsiębiorców, z drugiej odwaga, poszukiwanie oryginalności i prestiżu. Bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na wzrost sprzedaży jest szeroka gama produktów finansowych ułatwiających zakup.

Sprzedawał pan samochody cenionych marek. Jak przekonałby pan dzisiaj tamtych klientów do zakupu Porsche?

Hasłem reklamowym nowego Porsche Panamera jest: „Odwaga. To, co wyróżnia zwycięzców”. I to jest, moim zdaniem, kwintesencja naszej marki – odwaga, wyróżnienie i zwycięstwo. Jeśli masz odwagę i chcesz się wyróżnić oraz czuć zwycięzcą, wybierz samochód, który jest inny, gwarantuje niepowtarzalne emocje i najlepszą na świecie technologię. O ile emocje są naszą indywidualną sprawą, o tyle osiągi są potwierdzone na wielu torach wyścigowych podczas testów oraz konkurencji w ramach oficjalnych i słynnych serii wyścigowych. Do tego dochodzą jeszcze wyjątkowe wykonanie i jakość materiałów. Nie bez powodu Porsche daje możliwość wykupienia przedłużonej gwarancji z 10 do 15 lat.

Czyli kupując 13-letnie auto, możemy mieć jeszcze dwa lata gwarancji. Według mojej wiedzy jest to unikalne na rynku. Czy Porsche to marka – nazwijmy to – „cywilna” czy sportowa?

Porsche wyrosło ze sportu motorowego, w każdym sprzedawanym dzisiaj modelu jest pierwiastek sportowy – oprócz trybu normal mamy sport i dla zaawansowanych sport plus. Oczywiście używanie tych trybów powinno być uzależnione od indywidualnych umiejętności kierowcy, ale każdy przy odpowiednich warunkach ma szansę spróbować. 911, 918 Spyder czy 718 Cayman i 718 Boxster to samochody sportowe, którymi można jeździć cywilnie. Pozostałe to auta najbardziej sportowe w swoich segmentach.

Porsche to sport i prędkość, ale również bezpieczeństwo.

Do systemów wspomagających bezpieczeństwo kierowcy przykładamy ogromną wagę; ich zadaniem z jednej strony jest ostrzeganie kierującego przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, z drugiej korekcja błędów kierowcy. Samochody naszej marki dysponują olbrzymią mocą i przez to oczywiście są wymagające. Chociaż sprawiają inne wrażenie dzięki swojemu wyważeniu masy, świetnym hamulcom i perfekcyjnie zestrojonemu zawieszeniu. Proszę mi wierzyć, że przeciętny kierowca prowadzący Porsche nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo zaawansowana technologia czuwa nad jego bezpieczeństwem. Można to sprawdzić na torze, gdzie jazda z wyłączonymi systemami wymaga sporych umiejętności. Zawsze odradzam porównywanie się ze sportowymi kierowcami, bo oni potrafią wspomagać systemy auta swoim doświadczeniem i talentem. Rekomenduję jednak test z kierowcą rajdowym nie po torze, ale po OS-ie. To bardzo uczy pokory. Podsumowując, warto podkreślić, że skoro nasze auta czerpią ze sportu i odnoszą tam sukcesy, przejeżdżając najtrudniejsze tory wyścigowe, poddając zawieszenie i napęd największym przeciążeniom, zdecydowanie możemy czuć się bezpiecznie, jeżdżąc nimi tak, jak pozwalają przepisy ruchu drogowego – auto sportowe zawsze daje więcej kontroli, a to właśnie bezpieczeństwo.

Co stanowi źródło sukcesu marki Porsche w Polsce?

Zdecydowanie źródłem sukcesu jest najwyższa jakość oferowanych przez nas samochodów i emocje, które dają każdemu użytkownikowi. Wskazałbym również ciągłe podnoszenie poziomu obsługi klienta. Co do sprzedaży, to mamy się czym pochwalić, ponieważ po sześciu miesiącach wzrost w stosunku do roku poprzedniego wynosił 40 proc.

Z czego wynika aż tak duży wzrost, bo przecież nie przybywa nam milionerów w takim tempie?

Wspominałem już wcześniej, jakie elementy wpływają na podjęcie decyzji zakupowej. W segmencie SUV możemy śmiało stwierdzić, że nasze modele są tą koroną. Klienci, którzy przez kilka lat jeździli samochodami konkurencji, z reguły wieńczą swoje zakupy modelem Cayenne. W segmencie limuzyn Porsche Panamera jest autem jedynym w swoim rodzaju. Możemy nim podróżować na długich trasach w bardzo komfortowych warunkach, a jeśli zapragniemy prawdziwych emocji, to przełączamy nastawienie samochodu na tryb sport i pompujemy się adrenaliną. 911 z kolei nie ma konkurencji w swoim segmencie – wyznacza standardy.

Porsche w Polsce dynamicznie rozwija sieć sprzedaży, czy z poziomu koncernu poziom inwestycji w infrastrukturę jest uzależniony od wielkości kraju i poziomu sprzedaży samochodów?

Nie, zmiany następują jednocześnie w całej Europie, a nierzadko obejmują świat. Co do zasady: standard sprzedaży i co najważniejsze, poziomu obsługi klienta który wszędzie powinien być taki sam.

Ma pan bogate doświadczenie jak ocenia pan poziom obsługi klienta w polskich salonach samochodowych?

Jest jednym z najwyższych na świecie, i to zarówno pod względem infrastruktury, jak i wyszkolenia pracowników sieci sprzedaży oraz serwisów. Zaangażowanie dealerów w swoją pracę daleko wykracza poza standardy narzucane przez koncerny oraz przepisy unijne i świadczy o perfekcyjnym podejściu do pracy polskich przedsiębiorców. I tu podkreślę jeszcze raz – poziom obsługi w polskich stacjach dealerskich może być benchmarkiem dla innych krajów.

Pochodzi pan z rodziny o silnych tradycjach górniczych.

Z granicy Małopolski oraz Śląska i jestem pierwszym mężczyzną w rodzinie od czterech pokoleń, który nie został górnikiem. Jeszcze do trzeciej klasy liceum myślałem o studiach na AGH w Krakowie, ale pociągały mnie biznes, ekonomia. Tak trafiłem na SGH, gdzie studiowałem międzynarodowe stosunki gospodarcze i polityczne.

Jakie w latach 90. były perspektywy znalezienia pracy po takim kierunku?

Był rok 1993, reforma gospodarcza, do Polski wkraczały zagraniczne korporacje i to z nimi wiązaliśmy nadzieje na zatrudnienie. W 1998 r., gdy kończyłem studia, nie miałem kłopotu z pracą. Dodatkowo, aby poszerzyć wiedzę i zakres swoich kompetencji, ukończyłem jeszcze podyplomowo prawo i zarządzanie finansami.

Karierę zawodową rozpoczął pan w warszawskiej centrali jednej z samochodowych marek premium.

Od zawsze fascynowała mnie motoryzacja. Nie byłem mechanikiem ani kierowcą rajdowym, ale bezproblemowo potrafiłem dokonać prostych napraw. W autach przede wszystkim pasjonowały mnie design i technologie. Do Mercedesa trafiłem z przypadku, ale cieszyłem się, że tą drogą zaczynam spełniać swoje motoryzacyjne marzenia. Zaczynałem jako asystent działu sprzedaży, pomagałem składać zamówienia w Niemczech na pojazdy Unimog i po dwóch latach prowadziłem już ten dział jako samodzielny specjalista do spraw sprzedaży. Jako ciekawostkę mogę przytoczyć, że byłem chyba jednym z ostatnich roczników, który pracował bez e-maili, tylko w oparciu o fax. Mój pierwszy służbowy telefon komórkowy ważył 2 kg i nazywany był cegłą. Trudno to sobie dzisiaj w ogóle wyobrazić, ale pokazuje to, jak gigantyczny postęp technologiczny dokonał się w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

Następny był Shell i również dział sprzedaży.

Zawsze lubiłem pracować z ludźmi, a bycie sprzedawcą lub – jak to się dzisiaj mówi – handlowcem czy account managerem, zawsze dawało mi ogromną satysfakcję. Codziennie nowy klient i nowe wyzwanie – adrenalina związana z wynikami prawie jak na rajdzie. Zawsze bardzo mnie to nakręcało. Do dziś uważam, że każdy choć raz w życiu powinien być sprzedawcą, być „wyrzucanym drzwiami i wchodzić oknem”, zaliczyć nieudane transakcje, klienta wycofującego się w ostatniej chwili po długich negocjacjach i odwołującego zakupy. To jest codzienna walka, bez umiejętności radzenia sobie z przeciwnościami losu nie będzie dobrego managera. Hołduję zasadzie, że utracony biznes szybko trzeba zastąpić innym.

To znaczy, że porażka może być czynnikiem budującym?

Z pewnością powinna dać siłę i dystans oraz nauczyć szacunku do pracy, zwłaszcza jeżeli coś dostajemy, a nie budujemy od zera. Szczególnie młodzi powinni wziąć to sobie do serca.

W General Motors miał pan zajmować się Oplem, ale okazało się, że los postawił przed panem zadania związane z innymi markami.

Jako ciekawostkę wspomnę, że pracując w Mercedesie, uczestniczyłem w połączeniu z Chryslerem, więc miałem już doświadczenie pracy w łączących się firmach. W GM głównie zajmowałem się sprzedażą samochodów oraz integrowaniem Chevroleta i Saaba do naszej grupy. Było to bardzo ciekawe i rozwojowe zajęcie, w kontakcie z działającymi dealerami Opla instalowałem franczyzy dwóch pozostałych marek. Udało się, a Chevrolet odniósł spory sukces rynkowy.

Jak pan ocenia rynek aut amerykańskich? Kiedyś to właśnie USA wyznaczały trendy w designie i technologii. Później przyszedł kryzys lat 80., kolejny na początku XXI w.

Już widać, że ciężar rozwoju motoryzacji idzie w kierunku Europy i Azji. Jest to kwestia supernowoczesnych technologii, materiałów z jednej strony i uregulowań wprowadzanych w Unii Europejskiej z drugiej. Dzięki temu nie tylko USA, lecz także Azja podąża za trendami wyznaczanymi przez Europę.

Po GM trafił pan ponownie jako szef sprzedaży do Iberia Motors , a potem, jak mówią żeglarze, dokonał pan zwrotu przez rufę i w 2008 r. przeszedł do consultingu.

Poszedłem się uczyć i rozpocząłem pracę w Ernst & Young, dzisiaj EY. Moją specjalnością była sprzedaż, ale chciałem poszerzyć wiedzę o elementy związane z zarządzaniem i finansami. Moim celem było zapoznanie się od strony doradczej z tym, jak firmy funkcjonują od środka, jak je poprawiać, zmieniać i zwiększać efektywność działania. Do tego potrzebne mi było spojrzenie audytora, doradcy, który wspiera swojego klienta. Po zakończeniu pracy w EY przez jakiś czas prowadziłem własną firmę. Uważam, że każdy chociaż raz w życiu powinien spróbować zarobić pieniądze, opierając się na własnym pomyśle, wystawić fakturę, odprowadzić podatki, myśleć o strukturze kosztów i przychodów. Własna firma uczy pokory, ale daje też mnóstwo satysfakcji. W pracy na etat wakacje się należą, w pracy na własny rachunek są nagrodą. Świetnie realizowałem się w ten sposób, co nie zmienia faktu, że tęsknota za motoryzacją już wkrótce po raz kolejny dała o sobie znać.

Tym razem była to marka premium z Bawarii.

Dostałem propozycję szefowania działowi rozwoju sieci dealerskiej dla całej grupy. Przez trzy kolejne lata przebudowywałem ją i rozwijałem. Oczywiście wszystkie działania były ściśle związane ze zmianami standardów dealerskich w koncernach, a także lokalnymi usprawnieniami procesów obsługi klienta w stacji dealerskiej.

Za pana czasów nastąpił największy rozwój sieci dealerskiej BMW w Polsce – ponad 10 nowych salonów.

Nie było łatwo, ale dało mi to ogromną satysfakcję, zwłaszcza że działaliśmy na bardzo konkurencyjnym rynku.

Jest pan fanem Jamesa Bonda, ma pan nawet jego filmową Omegę.

Co jakiś czas robię sobie filmową sesję i po kolei oglądam całą serię. Jestem trochę tradycjonalistą, lubię
elegancki, lekko konserwatywny styl i indywidualizm głównego bohatera. On jest odważny, a to wyróżnia zwycięzców, może więc już czas, aby zakończył swoją motoryzacyjną wędrówkę właśnie na Porsche (uśmiech).

1. Zegarek – Omega Seamaster James Bond limited edition;
2. Ubrania – Vistula, Wólczanka (jeżeli nasza reprezentacja piłkarska, to dlaczego nie ja), ale lubię też czasami coś od włoskich producentów;
3. Wypoczynek – latem południowa Europa, zimą Alpy;
4. Kuchnia – azjatycka, sushi;
5. Restauracja – Izumi na Białym Kamieniu w Warszawie, Kyokai w Poznaniu;
6. Samochód – służbowe Porsche Panamera Turbo;
7. Hobby – dużo sportu (bieganie, narty, nurkowanie), dużo motoryzacji, dużo muzyki (słuchanie i praktykujący multi instrumentalista), dużo rodziny;

Ważne Informacje

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...