.
Strona główna Blog Strona 145

W magazynie – Sekrety nowoczesnej stomatologii

O nowych trendach i cyfrowej rzeczywistości w stomatologii oraz o tym, co dla pacjenta najważniejsze, czyli braku bólu, opowiada dr. n. med. Paweł Niewada, właściciel i kierownik Niewada Clinic – Implantologia i Stomatologia Estetyczna

Czy po pierwszej wizycie u dentysty możemy zobaczyć własny uśmiech będący efektem końcowym leczenia i działań z zakresu stomatologii estetycznej?

Można go ujrzeć jeszcze przed rozpoczęciem leczenia. Potrafimy przewidzieć i przedstawić końcowy efekt, co jest ważne zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza. Co więcej, umiemy wprowadzić korekty, by uzyskać taki efekt, aby pacjent był stuprocentowo zadowolony ze swojego uśmiechu i czuł się komfortowo. Dlatego zawsze przed rozpoczęciem pracy protetycznej, czy dotyczy to implantolów, czy też czy odbudowy zębów, staramy się wykonać wax-up, czyli projekt uśmiechu. To tzw. mockup, czyli przymiarka nowego kształtu zębów w jamie ustnej. Wykonujemy kilka zdjęć, by z różnego kąta i perspektywy pacjent mógł ocenić przyszły efekt. Mówimy tu o tzw. stomatologii emocjonalnej, czyli emotional dentistry, dzięki której pacjent może zobaczyć swoje przyszłe zęby, co wiąże się z pozytywnymi emocjami, dodatkową motywacją i stymulacją do rozpoczęcia procesu leczenia. Lekarz z technikiem dentystycznym planują dokładnie kształt i długość zębów, ale pacjent ma w tym swój udział. W tym celu przygotowujemy precyzyjny mockup woskowy bądź cyfrowy, który również można wydrukować i przymierzyć. W toku tego procesu pacjent też może nanosić na projekt zmiany – indywidualne odczucia są niezwykle ważne. Warto pamiętać, że stomatologia to bardzo istotna część medycyny estetycznej. Dobrze wykonane zęby są w stanie odmłodzić o 10 lat i mają wielki wpływ na to, jak postrzegamy całą twarz.

Podobno Polacy stanowczo zbyt rzadko odwiedzają gabinety dentystyczne.

Generalnie prawidłowość jest taka, że do dentysty chodzimy dość nieregularnie. Zalecenia medyczne wskazują na wizyty kontrolne co 3-6 miesięcy, w zależności od indywidualnej historii leczenia i chorób, jednak w wielu przypadkach oznacza to, że gabinet odwiedzany jest dopiero wtedy, gdy ząb zacznie boleć. Za granicą zwykle wymogiem ubezpieczenia jest to, by pacjent pojawił się raz na pół roku u dentysty. U nas wizyty kontrolne, zabiegowe, jak i higienistyczne, np. związane z czyszczeniem zębów, nie są regularne, a świadomość ich potrzeby nadal jest niska. Ważne, by o tym mówić głośno, bo profilaktyka i regularne odwiedziny w gabinecie dentystycznym to najlepsza inwestycja, by unikać poważnych chorób i zachować jak najdłużej zdrowe oraz piękne zęby.

Ciekawe, czy wśród nowinek dentystycznych znajdziemy rozwiązania, które zupełnie zniosą lęk przed bólem?

Strach bardzo dobrze eliminuje podtlenek azotu, czyli tzw. gaz rozweselający, który pacjent może wdychać. W Klinice Niewada stosujemy tę metodę bardzo często, m.in. podczas zabiegów chirurgicznych, usuwaniu ósemek, czy też przed zwykłym znieczuleniem. Pacjenci, u których stosujemy gaz rozweselający, pozbywają się lęku, wchodzą w stan błogości, odprężenia i relaksacji. Świetnym rozwiązaniem jest stosowane przez nas urządzenie, które komputerowo podaje znieczulenie kropla po kropli – The Wand. Kontroluje ono ilość substancji znieczulającej, zapewniając niskie poczucie dolegliwości bólowej podczas zabiegu. Warto stosować też środki, które znieczulają powierzchniowo, np. smakowe żele znieczulające. Jeśli strach przed leczeniem dentystycznym jest ponadnormatywny lub mamy do czynienia z poważnymi zabiegami chirurgicznymi, możemy zastosować znieczulenie ogólne, czyli narkozę, oczywiście przeprowadzaną przez doświadczony zespół – anestezjologa oraz lekarza dentystę.

W różnych krajach do tematu znieczuleń podchodzi się w inny sposób. Podam tu za przykład ciekawostkę z Niemiec – tam coraz bardziej popularna jest… hipnoza. Korzystając z niej nie trzeba stosować żadnych farmakologicznych znieczuleń.

Czy sztuczny ząb może idealnie zastąpić własny?

Odpowiedź jest bardzo prosta. Zawsze własny ząb jest najbardziej wartościowy, oczywiście pod warunkiem, że jest on zdrowy lub można go odbudować w sposób minimalnie inwazyjny i nie przeszkadza nam w zgryzie. Odbudowa zęba jest największą sztuką i potrzeba dużych umiejętności zarówno lekarza, jak i technika, by stworzyć na nowo naturalnie wyglądający ząb. Dlatego ratujemy zęby za wszelką cenę, zanim podejmujemy decyzję o zastąpieniu ich implantami. Warto jednak pamiętać, że zbyt długie utrzymywanie zęba w stanie zapalnym może prowadzić do utraty kości i braku możliwości wszczepienia implantu. Dlatego czasami musimy usunąć ząb, ale dopóki istnieje szansa na wyleczenie i uratowanie zęba, dopóty walczymy. To nasz priorytet.

Czym jest biostomatologia?

Jesteśmy pierwszą kliniką, która rozpoczęła prace w stomatologii bioestetycznej, czyli stomatologii, która skupia się na stabilizacji stawu skroniowo-żuchwowego i naturalnej formie zębów. Staramy się odbudować utraconą formę zębów, ponieważ pacjenci zaczynają bardzo niszczyć zęby już we wczesnym wieku. Dochodzi do utraty morfologii zębów, przez to też i ich funkcji. Pacjenci zaczynają zgrzytać zębami, odczuwają napięcie mięśniowe, zarówno mięśni żucia, jak i potylicy, karku. Właśnie na to zwraca uwagę stomatologia bioestetyczna, która w kompleksowy sposób zajmuje się ustawieniem kręgosłupa, mięśni, stawu skroniowo-żuchwowego i na końcu oczywiście zębów.

Kompleksowe leczenie przywracające piękny, zdrowy uśmiech oznacza nierzadko poważne koszty.

Jeżeli mówimy o stomatologii kompleksowej, to musimy wziąć pod uwagę wiele aspektów, przede wszystkim musimy zrobić prawidłową diagnostykę – wykonać odpowiednie badania, m.in. tomografię komputerową, wykonać skany wewnątrzustne, jak i jamy ustnej. Przeanalizować ustawienie kręgosłupa, skierować do fizjoterapeuty stomatologicznego i zastosować np. szynoterapię, żeby ustabilizować staw skroniowo-żuchwowy. Przede wszystkim chodzi tu jednak o czas przy wykonaniu takiej pracy. Zdrowie na długie lata, komfort i zadowolenie pacjenta to nasze priorytety. Takie podejście wymaga zaangażowania lekarzy różnych specjalności i techników dentystycznych, zagranicznych szkoleń, stosowania materiałów najwyższej jakości – wszystko to wpływa na ostateczną cenę, ale efekt jest tego wart.

Zapewne są takie trendy w stomatologii, przed którymi pan przestrzega i dlaczego?

W social mediach co i rusz pojawiają się nowe pomysły, jak np. ostatnio modne na Tik-Toku piłowanie zębów. Przecież to nic innego jak niszczenie własnych zębów. Przestrzegam też przed piercingiem języka – potrafi bardzo źle wpływać na śluzówkę jamy ustnej, kiedy dochodzi do utraty tkanek wewnątrz ust. Kolejny przykład to niezwykle popularny obecnie bonding – służący rewitalizacji uśmiechu, najczęściej za pomocą kompozytów – stosowany nieprawidłowo może powodować powikłania, napięcia mięśniowe i np. odkształcanie zębów, ich kształtu czy koloru.

Wiele osób stara się samodzielnie diagnozować lub podąża za trendami, np. oczekując wykonania licówek, które zachwyciły ich u influencerów bądź celebrytów. Zwykle okazuje się, że rzeczywistość weryfikuje te pomysły. Domowe wybielanie czy inne zabiegi, jak np. „implanty w 1 dzień”, doprawdy nie są strzałem w dziesiątkę. Wiele trendów kreowanych jest sztucznie, marketingowo. A z drugiej strony, internet zwiększa też świadomość w dziedzinie wielu zabiegów.

Wszystko sprowadza się jednak do niezastąpionej konsultacji z lekarzem, który jest po to, by doradzić najlepszą, indywidualnie dobraną procedurę. Zamiast obsesyjnego śledzenia trendów, warto sięgać do podstaw, czyli regularnych wizyt u stomatologa i higienistki, która np. może skorygować technikę codziennego mycia zębów.

Jakie rozwiązania technologiczne jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się abstrakcyjne?

Postęp w ciągu ostatnich 10 lat jest dynamiczny i w wielu obszarach zauważam niezwykle istotne zmiany. Mamy możliwość znacznie lepszej diagnostyki komputerowej. Dziś w stomatologii wiele procedur sprowadza się do badań cyfrowych. To, co było kiedyś pieśnią przyszłości, stało się rzeczywistością. Na przykład, w mojej klinice zamiast wycisków stomatologicznych korzystamy standardowo ze skanowania jamy ustnej, co stanowi początek np. planowania i projektowania nowego uśmiechu. Możemy łączyć skany jamy ustnej, żuchwy z tomografią trójwymiarową, nakładając poszczególne obrazy na siebie, co pozwala nam zobaczyć i ocenić estetykę planowanych zębów. W fazę komputerową weszło również znieczulanie.

Dassault Systèmes zaprezentuje wirtualną kopię bliźniaczą ludzkiego ciała podczas targów CES 2022

Goście, którzy odwiedzą stanowisko Dassault Systèmes (nr 8715), mieszczące się w hali północnej Las Vegas Convention Center, będą mogli uczestniczyć w trzech interaktywnych prezentacjach poświęconych technologii wirtualnych kopii bliźniaczych ludzkiego ciała. Ta zupełnie nowa gałąź nauk biologicznych i ochrony zdrowia pozwala wizualizować, testować, wyjaśniać i przewidywać to, czego nie widać gołym okiem; od działania leków na chorobę po efekty zabiegów chirurgicznych jeszcze przed rozpoczęciem leczenia.

Cykl prezentacji rozpoczyna się od wolumetrycznego doświadczenia świetlnego, które, wychodząc od zdjęcia zrobionego uczestnikowi, wyświetla wirtualną kopię bliźniaczą jego głowy w powiększeniu. To lustrzane odbicie staje się półprzezroczyste, aż odsłania obracający się mózg, który pulsuje w kolorach i wzorach symbolizujących różne stany chorobowe. Następnie, zwiedzający zobaczy animację serca. Z każdym uderzeniem serca wirtualny bliźniak powiększa się, aż do momentu, gdy rozrastając się na cząsteczki, odsłania sylwetkę odwiedzającego, który może tańczyć i poruszać się, aby wejść w interakcję ze swoim wirtualnym bliźniakiem, zanim rozpłynie się on w chmurze danych.

Living Heart

Uczestnik może także wziąć udział w prezentacjach wykorzystujących rzeczywistość rozszerzoną w ramach projektów „The Living Heart” i „The Living Brain”. Obie inicjatywy wykorzystywane są obecnie przez badaczy, naukowców, producentów urządzeń oraz lekarzy do tworzenia wysoce precyzyjnych modeli wirtualnych, pozwalających odtwarzać warunki oraz możliwości leczenia. Uczestnicy będą mogli wziąć w ręce wydrukowane na drukarce 3D repliki serca i mózgu oraz obracać je i ściskać. Każda z replik będzie wyposażona w czujniki i procesory, a działania uczestników będą odwzorowane w czasie rzeczywistym na wirtualnej kopii bliźniaczej wyświetlanej na połączonym ekranie dotykowym. Fizyczny model serca mierzy tętno uczestnika prezentacji, a jego wirtualna kopia bliźniacza pulsuje w zgodnym rytmie i wyświetla wynik pomiaru. Podczas interakcji z fizycznym modelem mózgu uczestnik może badać jego półkule na wirtualnej kopii bliźniaczej, aby dowiedzieć się więcej na temat ich funkcji.

Poza wspomnianymi prezentacjami osoby odwiedzające stanowisko Dassault Systèmes będą mogły wziąć udział w inscenizowanej próbie klinicznej, aby dowiedzieć się, w jaki sposób  rozwiązania firmy Medidata są wykorzystywane do opracowania najnowszych leków i szczepionek.

Niekontrolowana rozbudowa infrastruktury IT jednym z zagrożeń cyfryzacji

Firma baramundi software przeanalizowała liczbę urządzeń końcowych zarządzanych za pomocą baramundi Management Suite wśród polskich klientów. Z danych jasno wynika, że liczba ta systematycznie wzrasta, a w ciągu czterech ostatnich lat powiększyła się o średnio 80 proc. Jak wskazują eksperci firmy, rozrastająca się infrastruktura informatyczna przedsiębiorstw ma związek z wieloma zmianami zachodzącymi w polskiej gospodarce i kulturze pracy. Szczególnie istotnym czynnikiem jest postępująca cyfryzacja polskich przedsiębiorstw. Według raportu McKinsey & Company „Digital Challengers in the next normal. Central and Eastern Europe on a path to digitally-led growth” rozwój polskiej gospodarki cyfrowej w 2021 r. gwałtownie przyspieszył i był 2,5-krotnie wyższy niż w poprzednich dwóch latach, osiągając poziom 18,4 proc. Transformacja biznesu, a także zmiany w nawykach konsumentów, którzy coraz częściej oczekują od firm i instytucji cyfrowych kanałów kontaktu, naturalnie wiąże się z wdrażaniem coraz większej liczby urządzeń sieciowych. Problem powiększającej się infrastruktury IT dotyczy również przedsiębiorstw z sektora produkcji, które transformują się w kierunku Przemysłu 4.0.

Zmiany w kulturze pracy

Do powiększającej się infrastruktury IT w polskich przedsiębiorstwach w znacznym stopniu przyczyniła się pandemia i związany z nią lockdown. Z danych Eurostatu wynika, że w 2020 r. prawie 9 proc. Polaków pracowało całkowicie zdalnie, co stanowi stuprocentowy wzrost względem roku 2017. Ta zależność zauważalna jest również w firmowych działach IT. Więcej pracowników zdalnych wiąże się z większą liczbą wykorzystywanych do pracy urządzeń, takich jak komputery, smartfony czy tablety. Oznacza to również więcej pracy dla zazwyczaj przeciążonych już działów IT.

„Widzimy ogromną korelację między wzrostem liczby osób pracujących zdalnie, a powiększaniem się firmowych infrastruktur IT. Pracodawcy musieli zapewnić swoim pracownikom narzędzia do pracy z domu. Nie każda firma jednak mogła sobie na to pozwolić. Część osób musiało wykorzystać do pracy swoje własne urządzenia, co jest szczególnie ryzykowne w kontekście bezpieczeństwa cyfrowego”, powiedział Sebastian Wąsik, Country Manager na Polskę w baramundi software.

Zmieniające się podejście do trendów BYOD (Bring Your Own Device) oraz COPE (Company Owned Personally Enabled) jest według ekspertów firmy kolejnym czynnikiem wpływającym na rozbudowę infrastruktury IT. Potwierdza to raport Syntonic, który wskazuje, że już 87 proc. organizacji jest w pewnym stopniu uzależnionych od tego, czy ich pracownicy mają dostęp do aplikacji biznesowych z poziomu swoich osobistych smartfonów.

Wielkie zagrożenie

Eksperci baramundi zwracają uwagę na związane z tym zagrożenia, z których przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy. Niekontrolowany rozwój środowiska informatycznego firmy prowadzi do powstania zjawiska zwanego Shadow IT oraz przeciążenia działów IT. W połączeniu z brakiem scentralizowanej kontroli nad urządzeniami, może to doprowadzić do zwiększenia podatności organizacji na cyberataki.

„Mnogość urządzeń podłączonych do sieci, mających dostęp do często bardzo wrażliwych firmowych zasobów, niesie za sobą wiele zagrożeń. Przede wszystkim rozległa infrastruktura IT oznacza większe pole działania dla cyberprzestępców”, powiedział Kamil Strzałka, inżynier wsparcia sprzedaży w baramundi software. „To również zagrożenie w postaci Shadow IT, czyli wszelkich niezatwierdzonych przez dział IT elementów infrastruktury, takich jak ściągnięte z Internetu oprogramowanie lub podłączony do sieci firmowej niezabezpieczony komputer”.

Konieczne centralne zarządzanie

Jak wskazują eksperci, niekontrolowany rozrost infrastruktury informatycznej przedsiębiorstwa wymaga zastosowania odpowiednich narzędzi, które pozwolą w łatwy i przejrzysty sposób zarządzać wszystkimi jej elementami, od komputerów stacjonarnych, po pracownicze laptopy, służbowe smartfony, drukarki czy porty sieciowe w przedsiębiorstwach produkcyjnych.

„baramundi Management Suite to system do ujednoliconego zarządzania punktami końcowymi w przedsiębiorstwach. Narzędzie to ułatwia pracę administratora IT, który jest odpowiedzialny w swojej firmie za kilkadziesiąt lub nawet kilkaset urządzeń podłączonych do sieci. bMS zapewnia rzetelną inwentaryzację, dzięki której pracownicy działu IT mają dokładny wgląd w tzw. mapę IT organizacji. Za pomocą poszczególnych modułów naszego narzędzia, możliwe jest zautomatyzowanie czynności, które zazwyczaj pochłaniają mnóstwo czasu, takich jak instalacja poprawek bezpieczeństwa, aktualizacja oprogramowania czy systemu. To również wiele więcej możliwości, które nie tylko usprawniają zarządzanie infrastrukturą IT, ale przede wszystkim zwiększają jej bezpieczeństwo” – podsumował Sebastian Wąsik.

Gdzie inwestować w Gdańsku?

Trójmiejski rynek nieruchomości zwraca na siebie uwagę inwestorów z całego kraju. Ceny nadmorskich mieszkań biją kolejne rekordy, a kupujących wciąż przybywa. Silnie rozwija się też rynek premium – najbardziej odporny na wahania rynku. Poza najbardziej popularnymi lokalizacjami, warto rozejrzeć się za adresami z potencjałem, które mają szansę na wzrost wartości. Jakie okazje czekają na inwestora w Gdańsku?

Tekst: Piotr Tarkowski

Morze przyciąga kapitał

Jak podaje JLL, w II kwartale 2021 roku nowo wprowadzone do sprzedaży mieszkania w Trójmieście podrożały o 14  proc. To najszybsze tempo w porównaniu do innych dużych miast. Nadmorski potencjał można dostrzec analizując także średnioroczny wzrost cen dla największych 7 miast w latach 2016-2021. Gdańsk zajmuje pierwsze miejsce, wyprzedzając Kraków i Warszawę.

Ceny nie odstraszyły jednak kupujących. Zgodnie z danymi JLL, w minionym roku deweloperzy sprzedali najwięcej lokali właśnie w Trójmieście. Nieustannie rozwija się też tutejszy rynek premium. Czyste powietrze, bezcenne walory naturalne oraz dobrze rozwinięta infrastruktura biznesowa, edukacyjna i rozrywkowa stwarzają ku temu idealne warunki. Część nabywców decyduje się na przeprowadzkę nad morze, inni kupują tzw. second home, do którego mogą swobodnie przyjeżdżać w celach wypoczynku lub pracy w trybie home office. Nie brakuje również osób, które widząc potencjał premium Trójmiasta traktują ten rynek czysto inwestycyjnie.

Okazje dla inwestora

Inwestycje premium powstają zazwyczaj w najlepszych lokalizacjach – w śródmieściu, historycznym centrum, z widokiem na morze lub góry. Dobry adres stanowi zabezpieczenie wartości apartamentu. Limity gruntów w dużych miastach powodują jednak, że deweloperzy poszukują miejsc z potencjałem, które rewitalizują. Trend gentryfikacji jest widoczny w metropoliach na całym świecie. Nowe inwestycje mieszkalne i biurowe, działania rewitalizacyjne miasta, lokale gastronomiczne i pracownie artystów potrafią odmienić zapomniane, przemysłowe dzielnice w najmodniejsze miejsca na mapie miasta. W odpowiedzi na rosnący popyt wartość lokalnych nieruchomości idzie w górę, ku radości inwestorów, którzy wyczuli dobry moment na zakup. Dobrym przykładem jest Soho w Londynie. W latach 2010-2021 ceny wzrosły tam o 51 proc. W Polsce często podawanym przykładem gentryfikacji jest warszawska Praga. Od 2014 do 2021 roku mieszkania podrożały tu o 48 proc. W tym samym czasie średnia dla Warszawy wyniosła 43 proc.

Gdańsk wykazuje duży potencjał rynkowy jako całe miasto, w latach 2012-2020 ceny wzrosły tu o 62 proc.  Największy rozwój w tym czasie jest widoczny na Angielskiej Grobli, która w tym okresie odnotowała wzrost wartości o… 137 proc. Niezwykle wzrosła też wartość Starego Przedmieścia, które wskazuje wynik 102 proc. Gdzie można się spodziewać kolejnych wzrostów? Zdecydowanie ciekawą lokalizacją są Siedlce, których wskaźnik wynosi obecnie 58 proc. To dzielnica sąsiadująca bezpośrednio ze Śródmieściem i Starym Miastem. Jest jednak znacznie bardziej zielona i przyjazna niż hałaśliwe centrum. Nowe inwestycje deweloperskie na tym terenie oraz plany rewitalizacyjne miasta podnoszą jakość życia i wpływają na dynamiczny rozwój dzielnicy. Wszystko wskazuje na to, że ceny tutejszych nieruchomości będą rosnąć.

W magazynie – Nowy marketing w branży spożywczej

Czy rolnictwo potrzebuje marketingu i komunikacji? Czy produkcja żywności może być interesującym tematem do działań brandingowych? Oczywiście, że tak. Postrzegana od lat jako sektor zachowawczy pod kątem działań wizerunkowych, tzw. „spożywka” (a w szczególności część rolno-spożywcza) coraz bardziej zdaje sobie sprawę, iż w dzisiejszych czasach trudno dotrzeć do szerokiej gamy klientów bez marketingu i public relations.

Jednym ze znaków rozpoznawczych Polski na świecie jest żywność. Nie jest to zwykły slogan. Przemawiają za tym twarde fakty. Produkcja żywności w Polsce odpowiada za 2,6 proc. PKB. Warta jest ona ponad 250 mld zł, na co składa się praca 14 tysięcy firm. Pod kątem potencjału, plasujemy się na 2. miejscu w Europie, tuż za naszymi zachodnimi sąsiadami. Pod kątem produkcji, dominuje branża mięsna (27 proc.) oraz mleczarska i napojowa (po 13 proc.). Na dalszych miejscach plasują się wyroby tytoniowe oraz produkcja pasz (po 7 proc.). Szacuje się, iż do 2030 roku Polska może znaleźć się w elitarnym gronie top 10 globalnych eksporterów żywności.

Ten potencjał biznesowy jest coraz śmielej demonstrowany przez różnego rodzaju działania marketingowe, które sektor rolno-spożywczy stara się inicjować. Nie boi się przecierać szlaków tam, gdzie ich do niedawna w ogóle nie było.

Wielowymiarowo z cyfrowymi celebrytami

Najlepszym na to dowodem są podejmowane kooperacje z influencerami – celebrytami świata cyfrowego. I nie są to projekty, na podstawie których można tworzyć prześmiewcze memy. Są to raczej inicjatywy, które mogą być inspiracją dla firm z innych branż.

Pokazuje to projekt Krzysztofa Gonciarza – znanego youtubera – z marką mleczarską Piątnica. Powstał ciekawy 5-minutowy film pt. „Skąd brać ENERGIĘ”, w którym wspomniany brand pojawia się w bardzo naturalnym kontekście. Prawie ćwierć miliona wyświetleń tego filmu na YouTube mówi za siebie.

Cyfrowi influencerzy mogą także pełnić rolę dźwigni komunikacyjnych dla firm rolno-spożywczych: pokazać ich szerszej publiczności w określonym celu. Tak było w przypadku współpracy Jacka Gadzinowskiego – znanego youtubera – z firmą SuperDrob. Przez lata Jacek był znany z materiałów wideo z cyklu „Wjazd na chatę”. Celem kooperacji z SuperDrob było pokazanie konsumentom, jak wygląda nowoczesna produkcja drobiu, w szczególności w obliczu pojawiającej się fali fake newsów związanych z hodowlą kurczaka oraz nasilających się akcji organizacji prozwierzęcych.

Obu projektom jest daleko do przaśnych materiałów przypominający nieudane product placementy, znane z chociażby serialu telewizyjnego „Klan”. W obu przypadkach widać wyraźną wartość komunikacyjną dla obu firm.

Otwarcie i prezentowanie świeżości

O tym, że jest sporo miejsca dla nowych firm z obszaru rolno-spożywczego pokazuje historia marki Bracia Sadownicy, która tworzy produkty na bazie jabłek (musy, soki, smoothie). Pomysł biznesowy dwóch braci, którzy, oprócz wysokiej jakości, postawili na nowoczesny design produktu (strona www, opakowanie, branding) i komunikację (publikacje w mediach, aktywność w mediach społecznościowych). Szczególną uwagę warto poświęcić ich materiałom wideo na YouTube. Powinny być wzorem dla innych firm rolno-spożywczych, w jaki sposób warto podkreślić swoją jakość.

Obszar działań komunikacyjnych to taki, w którym firmy muszą stale trzymać rękę na pulsie w zakresie pojawiających nowych możliwości. Jednym z nich jest zjawisko e-sportu – zmagań drużynowych w popularne gry komputerowe typu Counter Strike skupiające uwagę tysięcy odbiorców. To zjawisko postanowiła wykorzystać firma Tarczyński – producent wyrobów mięsnych. Stworzyła Tarczyński Studio Live, kanał komunikacji marki, którego celem było wzmocnienie jej świadomości w codziennym życiu najmłodszych konsumentów. O tym, że wejście w ten kanał było dla marki przemyślanym działaniem świadczą statystyki. Podczas premierowego otwarcia studia na platformie Twitch, rozgrywki e-sportowe obejrzało ponad 120 tysięcy osób.

Ale marketing i komunikacja nie muszą być kojarzone wyłącznie przez pryzmat pojawiania się w mediach lub komunikację na Facebooku czy Instagramie. Dla niektórych rodzimych firm z sektora rolno-spożywczego najlepszą formą reklamy może być unikalny model biznesowy. Tak jest w przypadku Water & Wine, oryginalnego konceptu gastronomicznego łączącego winnicę, restaurację oraz showroom stworzonego przez Cisowiankę.

Komunikacja wartością dodaną

Z roku na rok coraz więcej firm spożywczych odkrywa, że budowanie wartości marki musi się odbywać przez działania marketingowe i komunikacyjne. Świadczy o tym chociażby zainteresowanie wydarzeniami, podczas których podejmowane są tego typu tematy (Narodowe Wyzwania w Rolnictwie, Food Tweetup). Ponadto pojawiają się rolni influencerzy ze swoimi społecznościami oraz ogromnymi zasięgami na YouTube czy Twitterze.

Z tematem żywności można coraz częściej spotkać się w nowych formatach, w postaci m.in. podcastów („Dobry Temat” autorstwa Lidl Polska, rozmowy „Handel Extra”, kulinarny cykl „Zmacznego” Małgosi Zmaczyńskiej).

Branża rolno-spożywcza zmienia się w podejściu do marketingu i komunikacji. Pomimo, że otwartość nie jest tak spektakularna i widoczna jak w przypadku innych branż, to można znaleźć w tym dobrą stronę. Podąża swoim tempem, odkrywając nowe możliwości wybicia się z szumu medialnego. W obecnych czasach trudno podnosić wartość swojej firmy bez inwestowania w budowanie rozpoznawalności marki poprzez marketing i public relations.

Autorzy:

Marcin Niewęgłowski, Łukasz Zając – twórcy FOOD BROKERS, butiku doradczego dla branży rolno-spożywczej. Foodbrokers.pl

Marcin Niewęgłowski – posiada ponad 15-letnie interdyscyplinarne doświadczenie w obszarze komunikacji (public relations, social media marketing, content marketing) nabyte podczas pracy dla rodzimych firm z sektora MŚP. Strateg, doradca. Przedstawiciel Generacji Y. Flexitarian.

Łukasz Zając – ekspert public relations. Socjolog. Od 6 lat związany z branżą mięsną oraz owoców morza. W 2020 r. założył z Marcinem Niewęgłowskim butik doradczy Food Brokers. Interesuje go branża spożywcza i rolnictwo, tworzenie nowych produktów (NPD), zarządzanie przez design (service design) oraz rozwój organizacji społecznych. Mentor programu jedzenieprzyszlosci.pl oraz organizator „Drugiego śniadania” eksperckiego seminarium dla branży spożywczej w CIC Warsaw. Twórca spotkań Food Tweetupu. Autor książki „Po co jest PR?”. Członek Polskiego Stowarzyszenia Public Relations oraz Trend House Warsaw. Wspiera marki i instytucje poprzez agencję Zając PR.

Most między dwiema górami

Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek mówi o rozwoju badań naukowych, które są prowadzone pod kątem potrzeb gospodarki, pilotażowym programie „Powroty” dedykowanym młodym ludziom nauki, a także o tym, jak ważna jest dla niego praca na uczelni

Kilka dni temu, występując na Kongresie 590, skupił się pan na bardzo ważnej kwestii – relacji nauki i biznesu.

Mówiąc obrazowo, budujemy most między dwiema górami oddzielonymi wąską, ale głęboką przepaścią: pomiędzy nauką i biznesem. Kładka ta zaczyna się stabilizować – rząd przeznacza więcej niż dotąd pieniędzy na badania i rozwój. Granty, jakich udziela Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, przynoszą rezultaty. Widoczny jest rozwój badań naukowych, które są prowadzone pod kątem potrzeb gospodarki. Udział nakładów na B+R w odniesieniu do PKB wzrósł w latach 2016-2019 z 0,96 proc. do 1,32 proc. PKB, i to w warunkach szybkiego wzrostu gospodarczego. Na długofalowe efekty tej polityki będziemy jednak musieli jeszcze zaczekać. Obecnie koncentrujemy się na tym, żeby ważne odkrycia naukowe były wdrażane przez krajowy przemysł.

Naukowcy czują się sfrustrowani, gdy efekty ich badań nie są odpowiednio wykorzystywane.

Dokładnie tak. Uczony otrzyma grant, zaprezentuje wynalazek, uzyska patent i uznanie swojego środowiska. To jednak nie wszystko. Musi jeszcze mieć możliwość wdrożenia swojego pomysłu w życie. Bez tego cała jego praca nie ma sensu. Gdy pojawia się nowe odkrycie, na przykład dwa razy sprawniejszy bęben do pralki, informacja o tym powinna bezzwłocznie trafić do producenta. Brakuje u nas instytucji, która, działając na obrzeżach rządu, zajmowałaby się praktycznym zastosowaniem odkryć, za które przecież już zapłaciliśmy.

Do kogo ma się zwrócić przedsiębiorca zainteresowany nowym rozwiązaniem technologicznym?

Zainteresowani szukają różnych dróg i rozwiązań. Niedawno zgłosił się do nas przedsiębiorca, który wspólnie z profesorem Politechniki Rzeszowskiej postulował zwiększenie subwencji dla tej uczelni na określone badania. Niestety, dysponujemy mniejszymi środkami na granty niż Narodowe Centrum Badań i Rozwoju lub Narodowe Centrum Nauki. Coraz większa liczba przedsiębiorców zgłasza się do sieci instytutów Łukasiewicza, które rozumieją, na czym polega współpraca z biznesem. Potrafią one szybko reagować na potrzeby rynku, zlecając badania wyspecjalizowanym naukowcom. Od czasu uruchomienia tzw. Wyzwań Łukasiewicza, tj. od 15 listopada 2020 r., ogłoszono 389 wyzwań, w tym 242 pochodzą bezpośrednio od 168 różnych firm. W odpowiedzi na to inżynierowie Łukasiewicza zaproponowali 438 pomysłów. Radziłbym więc naukowcom w pierwszej kolejności kierować się do tych instytucji. Jako ministerstwo wspieramy ważne projekty, np. w ramach programów Doskonałość Naukowa i Nauka dla Innowacyjności. Jesteśmy przychylni takim inicjatywom, jak zwiększenie subwencji dla danej uczelni, np. o kilkaset tysięcy złotych, po to, by otworzyć drogę nowym badaniom.

W niektórych dziedzinach widać pozytywne zmiany, jeśli chodzi o wdrożenia odkryć naukowych. Doskonały przykład stanowi branża gier komputerowych.

Ma pan rację, to dziś polska specjalność. Mamy uznanych w świecie specjalistów najwyższej klasy. To obszar, który powinien być wzorem dla innych branż. Pokazuje, jak łatwo można wykorzystać w praktyce rozwiązania powstające na uczelniach.

W jakich branżach może się dokonać prawdziwe zbliżenie nauki z biznesem?

Na pewno szybko nastąpi to w dziedzinie energetyki źródeł odnawialnych. Dlatego krótko po tym, gdy zostałem ministrem, nie zawahałem się, by przeznaczyć 60,5 mln zł na projekt wysokotemperaturowego reaktora chłodzonego gazem, realizowany przez Narodowe Centrum Badań Jądrowych. Prowadzimy zaawansowane rozmowy z Japończykami, którzy przeszli już etap badań w tej dziedzinie i chcą się z nami podzielić swoim know-how. Musimy im pokazać nasze zaangażowanie w realizację tego projektu. A to pozwoli nam na uruchomienie w ciągu 10 lat w Świerku supernowoczesnego reaktora i produkcję wodoru na skalę przemysłową.

Możliwość intensyfikacji współpracy nauki i biznesu nie ogranicza się jednak do energetyki, dotyczy szeregu innych dziedzin. Co więcej, ważne z punktu widzenia gospodarki badania prowadzą nie tylko wielkie politechniki, ale też mniejsze uczelnie, jak na przykład Akademia Kaliska. To proces, który już trwa. Nie wolno nam jednak zapominać, że potrzebuje on ciągłego uzupełniania paliwa. Sporo dobrego w tej kwestii zrobił mój poprzednik, minister Jarosław Gowin, ale jest to dziedzina, która wymaga stałej aktywności, zarówno Ministerstwa Edukacji i Nauki, jak i wielu naszych partnerów w pozostałych resortach, w szczególności w Ministerstwie Rozwoju.

A jak zatrzymać w kraju młodych naukowców, którzy szukając realizacji zawodowej decydują się na wyjazd za granicę?

Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej rozpoczęła pilotażowy program „Powroty”, skierowany do ludzi nauki, którzy wyjechali z Polski. Program obejmuje dwie ścieżki, w zależności od etapu kariery naukowej: Junior scientist lub Experienced scientist. Mamy też inną inicjatywę, która może okazać się jeszcze bardziej efektywna i przełomowa – Narodowy Program Kopernikański. Jeżeli Sejm uchwali ustawę o Międzynarodowej Akademii Kopernikańskiej, jestem pewien, że do kraju wróci wielu naukowców o dużym dorobku i znaczących osiągnięciach, a ich wiedza posłuży Polsce.

Często spotyka się pan z ludźmi nauki w różnych ośrodkach akademickich. Czego oczekują od pana młodzi naukowcy?

Uproszczenia i transparentności procedury awansu naukowego. Mają rację. Te wnioski są możliwe do uwzględnienia. Nie zmieni to jednak procesu uzyskiwania kolejnych stopni naukowych. Polski system jest w tym zakresie klarowny i nie należy go psuć. Na marginesie, pamiętajmy, że naukowcy przed habilitacją zawsze oczekiwali ułatwień w tej dziedzinie, ale już po jej zdobyciu zmieniali front o 180 stopni. Na pewno reformy wymaga Narodowe Centrum Nauki, które dysponuje kwotą miliarda złotych na granty. Środki te powinny być dystrybuowane inaczej niż dotąd, z uwzględnieniem potrzeb mniejszych ośrodków akademickich. Trzeba też pamiętać, że na rzecz przemysłu mogą pracować nie tylko politechniki, lecz również uczelnie humanistyczne.

Patrzy pan na naukę z dwóch punktów widzenia – ministerialnego i z pozycji wykładowcy.

Lockdown spowodował, że przez kilka miesięcy nie miałem bezpośredniego kontaktu ze studentami. Udało mi się to dopiero ostatnio, dzięki czemu poczułem, jak bardzo jest to dla mnie ważne. W życiu trzeba mieć bazę, a dla mnie jest nią nauka. Po studiach podjąłem pracę na uczelni, napisałem doktorat, uzyskałem habilitację z wolności gospodarczej. Polityka pojawiła się w moim życiu później, stanowi w dużej mierze efekt pracy naukowej. Wchodząc do polityki nie zostawiłem nauki, nadal wykładam, mając świadomość, że określone misje polityczne kończą się, a nauka zostaje. Wykłady z prawa konstytucyjnego prowadzę na KUL w każdy poniedziałek.

Co lubi Przemysław Czarnek

Wypoczynek – „Własny ogród pod Lublinem, w którym chętnie pracuję. Wakacje spędzamy zwykle nad Bałtykiem.”

Kuchnia – „Lubię gotować, zdaniem moich dzieci, robię świetną pizzę, a moja specjalność to piadina romagnola i własne wersje dań kuchni polskiej.”

Sport – „Wielką rolę odgrywa dla mnie rower. Zaczęło się zabawnie, z okazji komunii chrześniaczki wybrałem się na targ, żeby kupić jej rower. Zapytałem sprzedawcy – czy przypadkiem nie jest za duży dla dziesięcioletniej dziewczynki. Odrzekł, że jest idealny. Zupełnie inaczej zareagowała moja żona, która śmiejąc się powiedziała: to przecież rower dla ciebie, a nie dla dziecka… więc chrześniaczce kupiłem drugi. I tak zostało. Przejeżdżam na rowerze około tysiąca kilometrów rocznie, co ma doskonały wpływ na moją kondycję. Mój rekord to 1,6 tys. km.”

Hobby – „Literatura. Ostatnio, po zmianach w kanonie lektur zaproponowanych przez naszych ekspertów z ciekawości przeczytałem książkę o kardynale Wyszyńskim „Ojciec wolnych ludzi” Pawła Zuchniewicza. Okazała się świetna, polecam ją wszystkim znajomym. Bardzo spodobał mi się też najnowszy kryminał „Odnowa” Krzysztofa Gawkowskiego z Nowej Lewicy.”

Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, prawnik i polityk, nauczyciel akademicki. Doktor habilitowany nauk prawnych, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W latach 2015-2019 wojewoda lubelski. Poseł na Sejm IX kadencji.

 

Rzuć palenie, zyskaj zdrowie

Palenie papierosów jest szkodliwe dla całego organizmu. Nie tylko przyspiesza procesy starzenia, powoduje choroby układu krążenia, układu pokarmowego, zapalenia dziąseł, impotencję, lecz także jest główną przyczyną nowotworów płuca

Według Światowej Organizacji Zdrowia ten rodzaj raka jest najczęstszą przyczyną zgonów spowodowanych chorobą nowotworową wśród mężczyzn i kobiet. W 1986 r. Agencja ds. Badań nad Rakiem (IARC) ogłosiła, że palenie powoduje nie tylko raka płuca, lecz także raka krtani, raka trzustki itd. Na oficjalnej liście chorób nowotworowych wywołanych przez tytoń znajduje się 14 rożnych nowotworów. Mimo wielu kampanii antynikotynowych mnóstwo osób nadal pali papierosy. Zaczyna się zwykle niewinnie, od spróbowania tego, co zakazane. Później pojawiają się presja środowiska, moda, wspólne przerwy na papierosa i wpada się w szpony nałogu. Z raportu Głównego Inspektoratu Sanitarnego do regularnego palenia przyznaje się niemal jedna czwarta Polaków. Większość robi to, ponieważ uzależniła się fizycznie i psychicznie. Nikotyna została uznana przez Światową Organizację Zdrowia za narkotyk, który zatruwa organizm i powoduje rozwój wielu chorób. Papierosy zawierają w sobie ok. 4 tys. substancji chemicznych, z czego aż 40 jest rakotwórczych. Podobne działanie ma alkohol, który zwiększa ryzyko zachorowania na kilka typów nowotworów.

Choroby całego organizmu

Trzy podstawowe grupy chorób związanych z paleniem papierosów to nowotwory, niewydolność płuc i choroba wieńcowa serca. Przewlekła obturacyjna choroba płuc charakteryzuje się dusznościami, kaszlem i ograniczeniem przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Szkodliwe działanie dymu tytoniowego nie ogranicza się jednak tylko do układu oddechowego. Trucizny przez krwiobieg rozprowadzane są po całym organizmie. Powodują paradontozę, próchnicę, choroby sercowo-naczyniowe, działają negatywnie na układ nerwowy oraz na wszystkie inne narządy i tkanki, między innymi tarczycę, nerki, trzustkę, pęcherz moczowy. Głównym schorzeniem powodowanym przez używanie nikotyny jest nowotwór płuca. Niestety, u większości pacjentów diagnozuje się ten rodzaj raka dopiero w zaawansowanym stadium choroby. Nasz niepokój powinny wzmóc duszności, kaszel oraz plucie krwią. Rak płuca to jeden z najczęstszych i najgorzej rokujących nowotworów złośliwych. Może się rozwijać bezobjawowo nawet przez 10 lat. Rak nie pojawia się nagle, zwykle ludzie sami zapracowują na niego lekkomyślnością, lekceważeniem zaleceń medycznych oraz wiarą w mity. Nieprawdą jest, że palenie papierosów redukuje stres i sprawia przyjemność. To tylko zaspokojenie głodu nikotynowego.

Objawy i leczenie

Nie można nigdy lekceważyć objawów, które mogą świadczyć o toczącym się procesie nowotworowym w płucach. Do duszności i bólu w klatce piersiowej dołączyć mogą bole barku, opadanie powieki, bole głowy, nudności. Podobnie jak innym nowotworom złośliwym rakowi płuca towarzyszy utrata masy ciała, brak apetytu, osłabienie, stany podgorączkowe oraz nadmierna potliwość. Leczenie nowotworu złośliwego płuca jest bardzo trudne. Najczęściej obejmuje leczenie chirurgiczne, radioterapię i chemioterapię. W zależności od rodzaju nowotworu, stopnia zaawansowania, ogólnego stanu zdrowia oraz wieku chorego lekarze decydują się na jedną lub kilka metod jednocześnie. Warto pamiętać, że bierne palenie to również wprowadzanie do organizmu szkodliwych związków. Biernie wdychany dym tytoniowy zawiera 35 razy więcej dwutlenku węgla i 4 razy więcej nikotyny niż dym wdychany przez palaczy. To równie niebezpieczne jak samo palenie. Zamiast na papierosa warto wyjść ze znajomymi na kawę lub spacer.

Walka z nałogiem

Skuteczna walka z rakiem płuca to zapobieganie jego rozwojowi przez zwalczanie nałogu palenia tytoniu oraz badania profilaktyczne. Wczesne stadia rozwoju nowotworu mogą być wykryte podczas badania RTG klatki piersiowej. Decyzja o rzuceniu palenia nie jest łatwa, ale warto ją podjąć na każdym etapie życia. Pomoc można znaleźć na stronie www.jakrzucicpalenie.pl oraz w Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym pod numerem 801 108 108 i 22 211 80 15. Życie bez nałogów jest pełniejsze, przyjemniejsze i zdrowsze.

Kampania społeczna „Planuję długie życie” realizowana w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej na lata 2020–2030, finansowana ze środków Ministra Zdrowia.

 

Jesteś pracodawcą? Dbasz o zdrowie swoich pracowników? Weź udział w programie PracoDawcaZdrowia. Więcej informacji na stronie: www.planujedlugiezycie.pl zakładka PracoDawcaZdrowia. Chcesz wiedzieć więcej, szukasz informacji o bezpłatnych badaniach, wejdź na www.planujedlugiezycie.pl lub zadzwoń na bezpłatną infolinię 800 190 590. Infolinia jest czynna 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Rekordowa oferta samochodów elektrycznych w Polsce

Na polskim rynku dostępne jest już ponad 190 modeli samochodów z napędem elektrycznym, co oznacza, że niemal 38% oferty modelowej w Polsce jest już zelektryfikowana. Cały czas rosną pojemności akumulatorów litowo-jonowych, osiągi oraz moce ładowania. Średni zasięg osobowych samochodów całkowicie elektrycznych oferowanych w Polsce przekracza 390 km (WLTP). Ceny BEV rozpoczynają się już od 80 tys. zł i to bez uwzględnia dotacji ze środków publicznych – wynika z 5. edycji „Katalogu pojazdów elektrycznych” PSPA.

Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) zaprezentowało 5. edycję cyklicznego raportu „Katalog pojazdów elektrycznych”. Publikacja zawiera modele całkowicie elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) i hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles), dostępne w stałej sprzedaży na terenie Polski. Prezentowane są m.in. ceny pojazdów oraz ich szczegółowe parametry. Partnerami tegorocznego wydania zostały firmy Garo oraz Webfleet Solutions. Z opracowania wynika, że liczba samochodów z napędem elektrycznym dostępnych na polskim rynku z roku na rok bardzo dynamicznie się zwiększa. Koncerny motoryzacyjne obecne w Polsce oferują już 190 modeli samochodów elektrycznych. Pod względem liczb bezwzględnych oznacza to rekordowy wzrost. W 2017 r. polscy klienci mieli do wyboru 33 modeli BEV i PHEV, w 2018 r. 35, w 2019 r. 46, zaś w roku ubiegłym – 101.

Od momentu publikacji poprzedniej edycji naszego raportu, oferta koncernów motoryzacyjnych w zakresie EV powiększyła się niemal dwukrotnie. Uwzględniając wszystkie warianty bateryjne oraz mocy, ta liczba staje się jeszcze wyższa i sięga ok. 400. W Polsce dostępne są niemal wszystkie modele BEV i PHEV oferowane na zachodzie Europy. Co ważne, samochody z napędem elektrycznym stają się coraz praktyczniejsze, coraz bardziej komfortowe i dla wielu nabywców mogą stanowić realną alternatywę dla pojazdów konwencjonalnych – uważa Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

Ceny i zasięgi EV

W Katalogu zaprezentowano zarówno modele osobowe, jak i dostawcze (78 BEV i 112 PHEV). Rozpiętość cenowa modeli sprzedawanych na polskim rynku jest bardzo szeroka. Najtańszym samochodem w pełni elektrycznym oferowanym w Polsce jest Dacia Spring, dostępna od ok. 80 000 zł, bez uwzględnienia dopłat z programu „Mój Elektryk”. Na przeciwnym biegunie znajduje się Porsche Taycan Turbo S Cross Turismo, którego ceny rozpoczynają się od ponad 800 000 zł. Najtańszą hybrydą typu plug-in w Polsce jest natomiast KIA Ceed Plug-in Hybrid w cenie od ok. 130 000 zł, zaś najdroższą – Ferrari SF90 za które trzeba zapłacić co najmniej 2 500 000 zł. Co ważne, w ciągu ostatniego roku na rynku zadebiutował szereg modeli BEV i PHEV należących do popularnych segmentów rynkowych i oferowanych w stosunkowo atrakcyjnych cenach.

Pojazdy całkowicie elektryczne stają się także coraz bardziej praktyczne w warunkach codziennego użytkowania. Z generacji na generację modele BEV wyposażane są w coraz pojemniejsze akumulatory trakcyjne i w konsekwencji dysponują coraz większymi zasięgami na jednym ładowaniu. W tej kategorii czołowe pozycje zajmują takie pojazdy jak Mercedes-Benz EQS (732 km) Tesla Model S (652 km) oraz BMW iX (629 km). Z Katalogu wynika, że średni zasięg osobowych samochodów całkowicie elektrycznych wynosi ponad 390 km (WLTP) – mówi Albert Kania, Senior New Mobility Manager PSPA.

Podobny trend można zaobserwować w segmencie PHEV. Zasięgi hybryd typu plug-in obecnej generacji często przekraczają 50 km w trybie zeroemisyjnym (WLTP). Rekordzistą w tej dziedzinie jest Mercedes-Benz Klasy S, który na napędzie elektrycznym może przejechać w teorii 103 km. Kolejne miejsca zajmują LEVEC TX (101 km), jak również Mercedes-Benz Klasy C (100 km).

Rośnie moc ładowania

Wyposażanie EV w pojemne akumulatory trakcyjne idzie w parze z przystosowywaniem ich do coraz większych mocy ładowania i korzystania z ultraszybkich stacji. Już nie tylko Porsche Taycan pozwala na uzupełnianie energii z mocą powyżej 200 kW – do tego grona dołączyły m.in. takie modele jak Hyundai IONIQ 5, KIA EV6 czy Audi e-tron GT. Do niedawna standardem w przypadku samochodów całkowicie elektrycznych było 50 kW.

– Cieszymy się, że kolejny, już piąty rok jesteśmy Partnerem katalogu pojazdów elektrycznych. Publikacja doskonale ilustruje dynamikę rynku, obrazując jak duży przyrost w gamie modelowej dokonuje się na naszych oczach rok do roku. Jako producent stacji ładowania, dokładamy wszelkich starań, aby ta dynamika miała odzwierciedlenie w rozwiązaniach, które oferujemy. Szeroko pojęta infrastruktura ładowania i jej właściwa dywersyfikacja, od prywatnych stacji garażowych po ultraszybkie stacje DC, jest kluczowym elementem prawidłowego  rozwoju całego rynku E-mobility – mówi Krzysztof Zamożny, Head of Sales E-mobility GARO Polska Sp. z o.o.

Wzrost dostępnych na rynku modeli elektrycznych to bardzo dobry sygnał dla flot komercyjnych – dodaje Agnieszka Szwaj, Kierownik marketingu na Polskę i Europę Środkową w Webfleet Solutions. – Na podstawie analizy danych pojazdów (pokonywane dzienne dystanse) podłączonych do naszej platformy telematycznej WEBFLEET możemy potwierdzić, że już teraz 49% polskich flot lekkich i dostawczych mogłoby z powodzeniem przełączyć się na auta elektryczne. Do jednych z najczęściej wymienianych przez zarządzających flotą barier przy podejmowaniu decyzji o elektryfikacji należy dostępność odpowiednich do ich potrzeb modeli aut, możne zatem przypuszczać, że przy obecnej podaży na rynku, te decyzje będą podejmowane znacznie łatwiej i chętniej.

Rynek EV zmienia się bardzo dynamicznie, a do sprzedaży regularnie trafiają nowe pojazdy z napędem elektrycznym, dlatego PSPA uruchomiło również aktualizowaną na bieżąco, internetową wersję katalogu w ramach kampanii społecznej elektromobilni.pl (https://elektromobilni.pl/baza-pojazdow/).

Razem dla elektromobilności

Kampania elektromobilni.pl to jedna z najbardziej kompleksowych inicjatyw w Europie, której celem jest edukacja i wzrost świadomości społecznej w zakresie rozwoju zeroemisyjnych technologii w transporcie. Organizatorami kampanii są PSPA oraz Krajowy Ośrodek Zmian Klimatu. Elektromobilni.pl zostali objęci patronatem honorowym Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. W inicjatywę zaangażowało się także kilkadziesiąt podmiotów i instytucji aktywnych w obszarze zrównoważonego transportu w Polsce, w tym koncerny motoryzacyjne: BMW, Daimler, Hyundai, Nissan, Renault, Toyota, Grupa Volkswagen i Volvo Trucks, sektor infrastrukturalny: ABB, Enelion, EV+, Garo, GO+EAuto, GreenWay, Nexity, PRE Edward Biel, instytucje finansowe: Alphabet, EFL, LeasePlan, PKO Leasing, jak również koncerny energetyczne: LOTOS, PKN Orlen oraz Shell. Wśród patronów znalazły się również ambasady Austrii, Niderlandów, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Szwajcarii, Włoch, Izraela, Łotwy oraz Niemiec, izby handlowe, kilkadziesiąt polskich samorządów, liczne organizacje, w tym m.in. UDT, NCBiR, PZPM, PZWLP, Forum Energii, ZPL, ZDS, ITS, a ponadto instytucje naukowe, w tym Politechnika Krakowska oraz Politechnika Wrocławska.

Najważniejsze wnioski z “Katalogu Pojazdów Elektrycznych 2021/2022” zostały przedstawione podczas webinaru, który odbył się 08 grudnia 2021 r. Pełna wersja raportu dostępna jest pod linkiem:

https://pspa.com.pl/wp-content/uploads/2021/12/PSPA_Katalog_EV_2021.pdf

 

Dowiedz się więcej: www.elektromobilni.pl

Ważne Informacje

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...