.
Strona główna Blog Strona 145

W magazynie – Sposób na udaną sukcesję

Marek Czeredys, przewodniczący rady nadzorczej Arcus SA, oraz jego synowie: Michał, od 10 lat prezes spółki i Rafał, członek zarządu, opowiadają o udanej sukcesji, planach rozwojowych firmy i innowacyjnych, ekologicznych rozwiązaniach

Marek Czeredys, przewodniczący rady nadzorczej Arcus SA, oraz jego synowie: Michał, od 10 lat prezes spółki i Rafał, członek zarządu, opowiadają o udanej sukcesji, planach rozwojowych firmy i innowacyjnych, ekologicznych rozwiązaniach

Arcus to grupa firm. Zaczynaliście od sprzedaży drukarek, czym zajmujecie się obecnie?

Marek Czeredys (M. C.): Nasza historia sięga 35 lat. Słusznie jesteśmy kojarzeni z rynkiem urządzeń drukujących, który nadal ma duży udział w naszym portfolio. Ściśle współpracujemy z Kyocera Document Solutions jako jej dystrybutor w Polsce. W skład grupy, o którą pan pyta, wchodzi 5 spółek. Główną jest oczywiście Arcus, od którego wszystko się zaczęło. Kolejną – Arcus Systemy Informatyczne, partner Microsoftu, który wdraża systemy klasy ERP, specjalizuje się w modułach finansowo-księgowych i kadrowo-płacowych. Dobrze odnajduje się w świecie uczelni wyższych: do naszych klientów m.in. należą: Politechnika Śląska, Politechnika Poznańska, Uniwersytet Adama Mickiewicza, SWPS Uniwersytet Humanistyczno-Społeczny

Wdrożenia Microsoft Dynamics 365 Arcus SI realizuje także w sektorze komercyjnym: jedne z najnowszych projektów realizowane są w holdingu Wirtualna Polska funkcjonującym na rynku e-commerce, mediów internetowych i reklamy oraz spółce produkcyjnej Stella Pack. Z kolei Docusoft jest właścicielem i twórcą oprogramowania Vario oraz innowacyjnego oprogramowania ReadIT OCR, które pozwala w inteligentny sposób pozyskać dane z dokumentów papierowych i elektronicznych. Robi to znacznie efektywniej niż typowe systemy OCR. Przetworzone przez niego dokumenty mogą zostać automatycznie zaimportowane przez systemy finansowo-księgowe i poddawane są efektywnej walidacji. Zastosowanie systemu przyniosło wymierne korzyści biznesowe m.in. Jastrzębskiej Spółce Węglowej, która została nagrodzona w prestiżowym konkursie „Eko-Inspiracja” za innowacyjny projekt transformacji cyfrowej w zakresie obiegu dokumentów, w tym ograniczenie zużycia papieru w ramach strategii less waste. Nie byłoby to możliwe bez wdrożenia ReadIT OCR Pro.

Michał Czeredys (M. C. – CEO): Trzecia z firm w naszej grupie – Geotik – świadczy usługi lokalizacji i monitoringu najróżniejszych pojazdów: od samochodów po maszyny budowlane i rolnicze. Spółka prężnie się rozwija, dziś wszyscy starają się oszczędzać ograniczając koszty paliwa i eksploatacji maszyn. Kolejna spółka – LMT – to startup, w ramach którego budujemy portal do porównywania różnych kosztów działania firm. Zainwestowaliśmy też w projekt Zeccer wpisujący się w model sharing economy, który jednak nie dotyczy samochodów, tylko urządzeń drukujących. Umieszczamy je w ogólnie dostępnych miejscach, żeby każdy mógł za niewielką kwotę wydrukować swój dokument.

Mamy takich urządzeń już ponad 200 na terenie całego kraju: w akademikach, urzędach, kawiarniach i galeriach handlowych. Podpisaliśmy umowy m.in. z Auchan i Stokrotką. Wychodzimy z założenia, że nie każdy musi mieć drukarkę w domu. W tym przedsięwzięciu koncentrujemy się na segmencie B2C, a nie B2B, co cieszy, ponieważ zawsze zastanawialiśmy się, jak dotrzeć do klienta końcowego. Dzięki Zeccerowi wreszcie nam się to udało. Biznes rozwija się dynamicznie, mamy już także pierwsze instalacje maszyn w Niemczech. Obecnie zastanawiamy się, jak zainteresować naszym rozwiązaniem mieszkańców pozostałych krajów Europy.

Nie sposób nie zapytać w o wasz core business.

  1. C. – CEO: Warto przypomnieć, że Arcus to nie tylko przedstawicielstwo Kyocery, ale też rozwiązania Pitney Bowes BlueCrest, które pozwalają na obsługę korespondencji przychodzącej i wychodzącej. W segmencie e-commerce świetnie sprawdza się rozwiązanie Parcel Kiosk, które pozwala szybko i skutecznie mierzyć i adresować przesyłki. Inwestujemy też w rozwój pozostałego biznesu informatycznego, np. komputerów, serwerów, macierzy. W tej dziedzinie nawiązaliśmy współpracę z Fujitsu. Oferujemy software pozwalające na zoptymalizowanie przebiegu dokumentów wewnątrz organizacji. Wybieramy z rynku najefektywniejsze i perspektywiczne rozwiązania: ScannerVision, Doc Volante, Alvika Capture Pro, MyQ Roger. Jest to portfolio produktów, które nadal będziemy uzupełniać i rozwijać.

Jak firma przetrwała trudny czas pandemii?

  1. C. – CEO: Nie było łatwo. Duża część pracowników naszych klientów przestała przychodzić do biur przechodząc na pracę zdalną. A my dużą część przychodu generujemy z maszyn, które są zainstalowane właśnie w biurach. Praca w systemie home office spowodowała, że ilość wydruków spadła nawet o 70 proc. Szacujemy, że nigdy nie wróci do wartości sprzed covidu, prawdopodobnie będzie to jakieś 80 proc. wyników sprzed pandemii. Podobnie wygląda to w całej Europie. Trudno jednak zgodzić się z opinią, że świat odchodzi od papieru. Klienci będą go wykorzystywać, ale w nieco innym zakresie niż dotychczas. Właśnie dlatego traktujemy urządzenia wielofunkcyjne jako pewnego rodzaju interfejs pozwalający dokumentowi wejść w krwiobieg firmy. Równolegle może funkcjonować jako końcowy etap procesów, które zachodzą w organizacji. Nasze rozwiązania nastawione są na stworzenie ergonomicznego połączenia świata cyfrowego z tradycyjnym modelem funkcjonowania przedsiębiorstwa.

Ograniczenie zużycia papieru to jedno z haseł radykalnych ekologów.

  1. C.: Przesunęliśmy się zdecydowanie w kierunku informatycznym, ponieważ klienci oczekują na tego rodzaju zmiany. Trzeba jednak podkreślić, że świat z papieru na pewno nie zrezygnuje. Na sprawy ekologii należy patrzeć w szerszej perspektywie. Kiedy podjęliśmy współpracę z Kyocera Document Solutions, szczyciła się ona już nagrodą Błękitnego Anioła, przyznawaną firmom naszej branży za rozwiązania proekologiczne. Używamy bębnów ceramicznych, dzięki czemu nie produkujemy ton plastiku. W dodatku ceramika jest bardzo wytrzymała, bęben naszej najmniejszej drukarki wystarcza na minimum 100 tys. wydruków, ale naszym klientom udostępniamy także urządzenia z bębnami lifetime, z gwarancją na cały okres ich użytkowania.

Co ważne, urządzenia wielu firm zużywają do takiej samej ilości wydruków ogromnej liczby kartridży. W makroskali przekłada się to na kontenery wypełnione plastikiem. Poza tym sprzęt Kyocery charakteryzuje małe zużycie energii elektrycznej.

A wszystko to zapewne przekłada się na wyniki sprzedaży.

  1. C.: Na pewno tak się dzieje, choć o wynikach sprzedaży decydują ludzie. Jeśli spojrzy się na branżowe rankingi, widać, że przesunęliśmy się w niektórych kategoriach na 2. lub 3. miejsce. Osiągnęliśmy to dzięki znakomitej pracy całego zespołu i wieloletnim relacjom z klientami. Kiedy sam bezpośrednio zajmowałem się sprzedażą, zawsze mówiłem, że tylko ktoś, kto nie umie liczyć, nie kupuje Kyocery, ponieważ bardzo łatwo udowodnić, jakie oszczędności wynikają z różnicy kosztów eksploatacji porównywalnych urządzeń.
  2. C. – CEO: Dzisiaj koszt wydruku to nie tylko te materiały, bębny, których konkurencja musi zużywać dużo więcej, ale cały proces, w jakim dokument powstaje. I w tym upatrujemy tak naprawdę naszą największą przewagę. Dlaczego duże instytucje, takie jak banki, wybierają naszą ofertę? Dzieje się tak, ponieważ potrafimy zoptymalizować procesy, albo zaprojektować je od nowa. Dobry przykład stanowi system skanowania i obsługi dokumentacji kredytowej w bankach. Maszyny są interfejsem, który pozwala usprawnić proces wystawiania dokumentów kredytowych. Jak to działa? Na początku drukowany jest dokument, który klient podpisuje. Następnie dokument trafia z powrotem do maszyny i zeskanowany zasila archiwum klienta. Wszystko dzieje się w zdecydowanie krótszym czasie niż to miało miejsce wcześniej. Zamiast dotychczasowych dużych ilości dokumentów powstaje swoisty mix papierowo-informatyczny.

Proszę o kilka cyfr, które mogą zilustrować skalę waszej działalności.

  1. C. – CEO: Mamy około 4 tys. aktywnych klientów, którym wystawiamy faktury. Są nimi duże instytucje finansowe, urzędy i banki (w tym mBank, Millennium, Alior Bank), sektor samorządowy, medyczny, edukacyjny, ale także sektor MŚP. Tak szeroki wachlarz klientów powoduje, że swoim działaniem obejmujemy teren całej Polski. W niektórych regionach działamy przez partnerów handlowych i serwisowych. Strategicznie podjęliśmy decyzję, że ze względu na optymalizację kosztów sami nie realizujemy małych kontraktów. Co roku wprowadzamy na rynek około 25 tys. maszyn. Przypomnę, że działamy już od 35 lat, a to pokazuje nasycenie rynku naszymi urządzeniami.

Kolejne pytanie kieruję do pana Rafała Czeredysa. Od kiedy pracuje pan w rodzinnej firmie?

Rafał Czeredys (R. C.): W Arcusie od ponad 10 lat. Wcześniej zajmowałem się innymi projektami rodzinnymi. Najważniejszy z nich to Polmag w Olszowej koło Kędzierzyna-Koźla, ciśnieniowa odlewnia stopów w magnezie dla branży elektronarzędzi i motoryzacyjnej. Spółka dynamicznie się rozwiała, ale 2 października 2015 roku fabryka doszczętnie spłonęła. Proces odszkodowawczy trwał prawie 2 lata. Nie odbudowaliśmy zakładu. Czynnikiem, który o tym ostatecznie zadecydował, był deficyt siły roboczej. Większość fachowców z tego regionu podjęła pracę w Niemczech. Po tym nieszczęściu wspólnie podjęliśmy decyzję, że dołączę do zarządu Arcusa i będę wspierał Michała.

Za jaką część biznesu pan odpowiada?

  1. C.: Zajmuję się głównie sferą administracyjną i prawną. Jest to zgodne z moim wykształceniem. Studiowałem prawo.
  2. C.: Synowie mają różne charaktery, co pozwala im harmonijnie współpracować. Zdarza się, że Rafał łagodzi różnice zdań między mną a Michałem, ponieważ obaj potrafimy dynamicznie bronić swoich racji. Międzypokoleniowy system zarządzania firmą doskonale się sprawdził. Wcześniej powierzyłem kierownicze funkcje wynajętym managerom, którzy byli nastawieni na realizację wyników rocznych, a nie na perspektywiczny rozwój firmy. Ciężka praca zarządu i pracowników Arcusa przynosi już efekty. A jako zespół jesteśmy przygotowani na podejmowanie kolejnych biznesowych wyzwań.

Panie Michale, czym zajmował się pan wcześniej, zanim 10 lat temu został pan prezesem Arcusa?

  1. C. – CEO: Zdobywałem doświadczenie biznesowe w kilku miejscach. Na początku była to Polska Grupa Pocztowa. Zarządzałem także firmą Inforsys, która została kupiona przez spółkę zależną InPostu. W związku z tym pracowałem przez pewien czas dla Rafała Brzoski. Po przejściu do Arcusa wiedziałem, że nie jest to czas na pokazywanie dobrych wyników, nastawiłem się na budowanie wartości firmy w dłuższym horyzoncie czasowym. To jest proces, który trwa już 10 lat – jestem prezesem od maja 2011 roku. Poszerzamy działalność, inwestując bieżące zyski i rozwijając naszą kadrę.
  2. C.: W związku z tym, że jesteśmy firmą rodzinną, traktujemy pracowników jak część rodziny. Wiele osób pracuje tutaj już ponad 20, czy nawet 25 lat. Uroczyście żegnamy osoby przechodzące na emeryturę. Kiedyś ktoś policzył, że 60 proc. załogi pracuje w Arcusie od ponad 15 lat. Mamy 143 pracowników etatowych i niewielka grupę specjalistów na umowach B2B. Cała Grupa Arcus to około 250 osób.

Na czym obecnie koncentruje się zarząd Arcusa?

  1. C. – CEO: Podjęliśmy szeroko zakrojone działania strategiczne. Transformacja spółki jest bardzo motywująca, to unikalna możliwość, by sprawdzić w praktyce swoje koncepcje i umiejętności. Wyzwania, jakie pojawiają się na co dzień, powodują, że nie sposób się nudzić. Rosnące ceny i inflacja to dziś poważne wyzwania.

Czy zdarzyło się, że w jakiejś bardzo zasadniczej sprawie mieliście panowie zupełnie różne poglądy?

  1. C. – CEO: Walczymy na argumenty.
  2. C.: I dlatego zawsze wygrywa firma.
  3. C.: Pomimo różnych pomysłów łatwiej jest nam się dogadać w gronie rodzinnym, niż kiedyś mi ze wspólnikami, których na początku lat 90. miałem aż 11. Kiedyś ktoś mnie zapytał, co jest najważniejsze w życiu. Odpowiedziałem: marzenia. To one pozwalają realizować cele. Dzisiaj dodałbym jeszcze jeden element – doświadczenie. Dzielę się nim z synami, a oni wykorzystują wiedzę, którą sami zdobyli. Korzysta na tym Arcus, który jest dla mnie jak trzeci syn.

CO LUBI?

Marek Czeredys

Hobby – golf i narty
Wypoczynek – „Powiem żartem – lubię dobre drinki pod palmą w ciepłym kraju, nad morzem. Kiedyś chętnie wracałem do Tajlandii, ale kraj ten zniszczyła turystyka masowa. Moje odkrycie to Malediwy.”
Kuchnia – polska, francuska i włoska. Chętnie gotuje dla przyjaciół i rodziny
Samochód – Bentley GT Continental Speed

Michał Czeredys

Hobby – tenis, tenis, boks, bieganie
Wypoczynek – Hiszpania, przede wszystkim Andaluzja
Kuchnia – polska, śródziemnomorska i azjatycka. Kiedy znajdzie czas, sam coś przyrządza córkom
Samochód – „Po kilku latach wracam do BMW, to moja ulubiona marka.”

Rafał Czeredys

Hobby – motoryzacja i dobre wina, zwłaszcza z Toskanii Piemontu
Wypoczynek – „Mam ochotę wrócić do Tajlandii, którą odwiedzałem kiedyś z rodzicami.”
Kuchnia – tajska i japońska
Samochód – Audi A7

Volvo Trucks udoskonala wydajność paliwową na długich dystansach

Volvo Trucks wprowadza do I-Save nowe usprawnienia, które mają na celu obniżenie zużycia paliwa i znaczne ograniczenie emisji CO2, a jednocześnie poprawę właściwości jezdnych, co przekłada się na większy komfort jazdy. I-Save obejmuje optymalizację technologii silnika, oprogramowania sterującego i elementów zmniejszających opór powietrza, a wszystko po to, aby osiągnąć jeden wspólny cel – maksymalne zwiększenie efektywności energetycznej.

Volvo poszło o krok dalej w swojej koncepcji Volvo FH I-Save, aby zapewnić pełną optymalizację procesu spalania w silnikach, dostosowując wtryskiwacze, kompresję i wałek rozrządu specjalnie do swoich nowych, udoskonalonych i unikalnych tłoków. Zmniejszono również masę całkowitą i tarcie wewnętrzne. Wysokowydajna turbosprężarka i pompa olejowa zostały zmodernizowane; nawet filtry oleju, paliwa i powietrza zyskały opatentowane udoskonalenia w celu uzyskania lepszych osiągów.

„Zaczynając od wysoko-wydajnego silnika, zwróciliśmy uwagę na wiele istotnych szczegółów, które razem dają znaczne oszczędności. Chodzi o to, aby z każdej kropli paliwa wydobyć więcej energii użytkowej”, mówi Helena Alsiö, wiceprezes ds. zarządzania produktami w dziale układów napędowych Volvo Trucks.

Płynniej, mądrzej i szybciej

Sercem układu I-Save jest 13-litrowy silnik, D13TC, z opracowaną przez Volvo technologią turbo compound, która umożliwia osiąganie wysokiego momentu przy niskich obrotach silnika przez dłuższy czas. W rezultacie jazda jest bardziej płynna i cicha. Silnik może pracować z wysoką sprawnością w całym zakresie prędkości obrotowych, przy czym najlepsze wyniki osiąga w zakresie od 900 do 1 300 obr./ min.

Oprócz wszystkich aktualizacji sprzętowych wprowadzono nową generację oprogramowania do zarządzania pracą silnika, która z kolei komunikuje się z unowocześnioną skrzynią biegów I-Shift. W rezultacie, nie tylko zmniejszono zużycie paliwa, ale także wyraźnie poprawiono właściwości jezdne dzięki aktualizacji inteligentnej skrzyni zmiany biegów, która zapewnia szybszą reakcję i jeszcze bardziej harmonijne prowadzenie.

I-Torque to nowe, inteligentne oprogramowanie w zakresie momentu obrotowego zwiększające wydajność energetyczną poprzez analizę danych topograficznych z systemu I-See i dostosowywanie jazdy do aktualnej trasy. System I-See wykorzystuje informacje o planowanej trasie, aby jak najlepiej wykorzystać energię kinetyczną samochodu ciężarowego podczas jazdy po pagórkowatym terenie. Nowa funkcja I-Torque zarządza wyborem biegów, momentem obrotowym silnika i hamowaniem, gdy włączony jest system I-Cruise. Funkcja ta patrzy na drogę przed pojazdem i ocenia, jak wygląda topografia terenu, jednocześnie oceniając masę samochodu, aby wykorzystać te informacje do oceny, ile momentu obrotowego potrzebuje silnik, aby pracować jak najbardziej efektywnie energetycznie (oszczędnie pod względem zużycia paliwa).

„Aby oszczędzać paliwo, samochód ciężarowy uruchamia się w trybie Eco, a kierowca ma zawsze łatwy dostęp do potrzebnej mocy i może oczekiwać szybszych przełożeń oraz reakcji układu napędowego na moment obrotowy” – kontynuuje Helena Alsiö.

Podczas jazdy na długich dystansach aerodynamika samochodu ciężarowego odgrywa ważną rolę w oszczędzaniu paliwa, dlatego wprowadzono kilka zmian poprawiających przepływ powietrza, takich jak ciaśniejsze szczeliny w przedniej części kabiny i dłuższe przedłużenie drzwi.

I-Save jest bardzo dobrze oceniany przez Klientów Volvo Trucks od momentu wprowadzenia go na rynek w 2019 r. W odpowiedzi na duże zainteresowanie, do poprzednich wersji o mocy 460 i 500 KM dodano nowy poziom mocy 420 KM. Wszystkie silniki są certyfikowane do pracy na HVO100, odnawialnym oleju napędowym w postaci uwodornionych olejów roślinnych.

Volvo Trucks FH, FM i FMX ze standardowymi 11- i 13-litrowymi silnikami Euro 6 również otrzymają aktualizacje, które zwiększą ich efektywność energetyczną.

Na drodze do wolności od paliw kopalnych

Celem Volvo Trucks jest, aby w 2030 r. samochody ciężarowe z napędem elektrycznym stanowiły połowę sprzedaży. Silnik spalinowy będzie jednak nadal odgrywał pewną rolę, a zwiększona wydajność wynikająca z nowych rozwiązań I-Save w układzie napędowym jest jednym z ważnych sposobów przyczynienia się do obniżenia emisji CO2.

„Jesteśmy zaangażowani w realizację Porozumienia Paryskiego w sprawie zmian klimatu i podejmujemy zdecydowane działania w celu radykalnego obniżenia emisji CO2 związanej z drogowym transportem towarów. Nawet jeśli w dłuższej perspektywie głównym rozwiązaniem będzie elektromobilność, energooszczędne silniki spalinowe jeszcze przez wiele lat będą odgrywać istotną rolę” – podsumowuje Helena Alsiö.

Trudny czas dla restauracji

Artur Jarczyński, znany warszawski restaurator, wprowadził ograniczenia dla niezaszczepionych w restauracji Der Elefant w Warszawie. Opowiada o zagranicznych wzorach, które wprowadza w swoich restauracjach

Rozmawiał: Andrzej Mroziński

Chcąc wejść do restauracji w Europie lub USA należy pokazać paszport covidowy lub aktualny negatywny test. Kiedy antyszczepionkowiec prezydent Brazylii Jair Bolsonaro przybył na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ, zamiast spędzić wieczór w jednej z nowojorskich restauracji, musiał zadowolić się kawałkiem pizzy, który w towarzystwie swych współpracowników zjadł na manhattańskim chodniku

Wiem, że u nas sporo szumu medialnego wywoływała moja decyzja: w październiku 2021 roku wprowadziłem ograniczenia dla osób niezaszczepionych w jednej ze swoich 12 restauracji – Der Elefant w Warszawie. Przed wejściem do restauracji oprócz standardowej stacji z płynem dezynfekcyjnym wisi afisz z informacją, że wstęp do środka jest możliwy dla osób zaszczepionych, ozdrowieńców i posiadających aktualny test na Covid-19.

Było to odważne, rzekłbym oddolne, działanie…

Dla mnie ta decyzja była oczywista, bo gdy tworzę kolejną restaurację, najwyższą wartością jest dla mnie – oprócz jakości serwowanych dań, przyjaznego i profesjonalnego serwisu – bezpieczeństwo moich gości. Sporo podróżuję i zawsze staram się kolekcjonować pomysły i rozwiązania sprawdzone przez najlepszych, które wielokrotnie stają się dla mnie inspiracją. Nieskromnie powiem, że jest to też istotny element poziomu, który reprezentujemy. Poziomu opartego na najlepszych światowych standardach. Będąc w Austrii, Niemczech czy Francji, wszędzie przed wejściem do lokalu proszono mnie o okazanie paszportu covidowego. I było to dla mnie zupełnie oczywiste, każdy to akceptował, stając się w ten sposób członkiem tej społeczności. Jak wspomniałem, czuję się odpowiedzialny za moich gości i dlatego po powrocie do Polski chciałem zaoferować najwyższy poziom bezpieczeństwa, zwłaszcza że przestrzeń restauracyjna jest zamknięta, a wirus przenosi się w niej szybko. I jeszcze jedno. Mam wśród swoich bliskich i znajomych osoby, które w pandemii bardzo ostrożnie się zachowują, osoby starsze, nie korzystające z komunikacji miejskiej, nie odwiedzające miejsc publicznych, starające się to ryzyko minimalizować. I z myślą o takich gościach uczyniłem ten ukłon.

Niestety, nie obyło się bez hejtu, podobno niektórzy nawet nazywali te obostrzenia „faszystowskimi”.

Nasza decyzja zbiegła się w czasie z demonstracją tzw. antyszczepionkowców, która tego dnia przemieściła się w naszą okolicę. Muszę podkreślić, że wzorową i dyskretną ochronę zapewniła nam policja, co przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Mieliśmy również telefony, w których wyrażano swoje oburzenie z podjętej przeze mnie decyzji, ale podejrzewam, że to grupa osób, którą przez życie niesie potężny bagaż emocji, których nie potrafią w inny sposób rozładować jak poprzez hejt. Po dwóch dniach hejtu wszystko wróciło do normy, a teraz nawet przybywa gości, bo jesteśmy bezpieczną wyspą w czasie narastającej czwartej fali pandemii.

Pandemia wpłynęła negatywnie na biznes restauracyjny, wytworzyła się nowa sytuacja, z która nigdy przedtem nie mieliśmy do czynienia.

Ten czas nauczył nas pokory, pokazał też, że nic nie jest pewne. Podpisywaliśmy wieloletnie umowy, bo zakładaliśmy, że w przyszłości przecież nic się nie zmieni, robiliśmy kalkulacje długoterminowe, a pandemia pokazała, że nic nie jest od nas zależne. Jest to nowe doświadczenie, które też czegoś ważnego uczy.

W pandemii siadła turystyka, a co za tym idzie odwiedzane przez turystów restauracje.

Przed pandemią turystyka była najszybciej rozwijająca się gałęzią przemysłu na świecie. Stąd też nasza obecność w Krakowie, w sercu polskiej turystyki – restauracja w Sukiennicach – oraz w Warszawie na Starym Mieście – Bazyliszek i Kompania Piwna. Pandemia spowodowała, że nagle przestali przyjeżdżać turyści, przestano organizować konferencje, targi, spotkania biznesowe, śluby i uroczystości rodzinne.

Obecnie idzie ku lepszemu.

Jesteśmy zmęczeni pandemią i staramy się ją wyprzeć z naszej świadomości. W tym roku ruch się odbudowuje, ale daleko nam do tego, co było przed pandemią. Niepokoi bombardowanie nas informacjami o drożyźnie, podwyżkach, np. energii. Możemy stanąć przed wyborem: wydać pieniądze na prąd, czy pójść do restauracji. I to też może spowodować trend wsteczny. Jako uważny obserwator tego, co się dzieje na świecie, przyglądam się bacznie rynkowi restauracyjnemu w Austrii – totalny lockdown i przymusowe szczepienia – oraz temu, co się stało w Teksasie i na Florydzie, gdzie rekomendowano jedynie noszenie masek. W tych amerykańskich stanach nie było żadnych specjalnych obostrzeń, a pandemia dość łagodnie się z nimi obeszła.

Czy opisywane zasady zaczną obowiązywać też w innych lokalach?

Na razie nie. Wszystko zależy od tego, jak sytuacja pandemiczna będzie się rozwijała. Mam nadzieję, że ta fala będzie malała i nie będzie konieczności wprowadzania kolejnych ograniczeń.

Od ponad 30 lat zaskakujesz swoich gości, którzy – jak podkreślasz – stanowią najważniejsze dobro, nowymi daniami, nietuzinkową kuchnią. Co teraz polecasz w bezpiecznej restauracji Der Elefant?

Odwiedził mnie 2 miesiące temu Wiktor Gloger z Izraela, moim zdaniem najlepszy żyjący szef kuchni, urodzony w Argentynie. Za jego sugestią i radą mamy do zaoferowania kilka nowości w karcie, np. steki i hiszpański antrykot jagnięcy z mlecznej jagnięciny oraz gicz, również mlecznej jagnięciny. Oferujemy też najlepsze i najświeższe owoce morza, w tym ostrygi sprowadzane przez moją siostrę. Jesteśmy zawsze przygotowani, aby nieść naszym gościom radość i pociechę w tych niełatwych czasach.

Mercedes-AMG EQE – elektryczne limuzyny o wysokich osiągach

Sportowa marka z Affalterbach poszerza swoją gamę o kolejne modele z napędem elektrycznym. To biznesowe limuzyny Mercedes-AMG EQE 43 4MATIC oraz Mercedes-AMG EQE 53 4MATIC+. Obie bazują na architekturze Mercedesa dla całkowicie elektrycznych aut premium i luksusowych (EVA2). Specyficzne dla AMG rozwiązania – zwłaszcza w obszarze napędu, zawieszenia, hamulców, brzmienia, wyglądu nadwozia i wnętrza oraz wyposażenia – zapewniają użytkownikom nowych modeli emocjonujące wrażenia z jazdy, typowe dla maszyn z Affalterbach.

Obie nowości korzystają ze zorientowanej na wysokie osiągi koncepcji napędu elektrycznego z dwoma silnikami. Mocarny zespół napędowy eATS z silnikami przy każdej z osi oferuje również w pełni zmienny napęd na wszystkie koła, który optymalnie przenosi siłę napędową na asfalt niezależnie od warunków. Spektrum mocy waha się od 350 kW (476 KM) w EQE 43 4MATIC do 505 kW (687 KM) w EQE 53 4MATIC+ z opcjonalnym pakietem AMG DYNAMIC

Nowe modele Mercedes-AMG EQE wyposażono w litowo-jonowy akumulator trakcyjny o napięciu 328 V. Jego użyteczna pojemność wynosi 90,6 kWh. Składa się on z 10 modułów z łącznie 360 ogniwami kieszonkowymi (ang. pouch cells). Nowa generacja baterii charakteryzuje się dużą gęstością energii i umożliwia bezprzewodowe przeprowadzanie aktualizacji systemu zarządzania pracą akumulatora. Pozwala to na systematyczne ulepszenia w całym cyklu życia pojazdu. Znaczny postęp w zakresie zrównoważonego rozwoju uzyskano po stronie chemii komórek: zawartość kobaltu spadła do 10%. Zoptymalizowany materiał aktywny składa się z niklu, kobaltu
i manganu w stosunku 8:1:1.

Pakiet AMG DYNAMIC PLUS, dostępny jako opcja dla EQE 53 4MATIC+, łączy dodatki związane z dynamiką jazdy – w tym zapewniającą potężne przyspieszenie funkcję RACE START, zwiększenie maksymalnej prędkości do 240 km/h oraz emocjonujące brzmienie AMG SOUND EXPERIENCE „Performance”. Typowe dla AMG wrażenia uzupełniają w tym przypadku specjalnie skomponowane dźwięki, towarzyszące na przykład ładowaniu lub korzystaniu z funkcji inforozrywki. Oprócz modulacji brzmienia silnika AMG SOUND EXPERIENCE „Performance” obejmuje bowiem tak zwane dźwięki zdarzeń, na przykład specyficzny sygnał przy blokowaniu lub uruchamianiu pojazdu.

Dźwięki te stanowią zapowiedź ekscytującej dynamiki: jeśli temperatura i stan naładowania są odpowiednie,
w trybie RACE START można na krótko zwiększyć maksymalną moc (do 110%, czyli 505 kW) oraz maksymalny moment obrotowy. Na przyspieszenie od 0 do 100 km/h Mercedes AMG EQE 53 4MATIC+ potrzebuje wtedy zaledwie 3,3 s.

Na życzenie dostępne są również liczne opcje AMG podkreślające dynamiczny potencjał nowych modeli EQE 43 i EQE 53. Należą do nich elementy stylistyczne, takie jak pakiet AMG Night z czarnymi akcentami, czerwone zaciski hamulcowe czy ozdobne wykończenia AMG z włókna węglowego. Elektryczne limuzyny o wysokich osiągach można doposażyć też w elementy zwiększające dynamikę jazdy, na przykład w wysokowydajny ceramiczno-kompozytowy układ hamulcowy AMG. Ponadto do wyboru są aerodynamicznie zoptymalizowane 20- i 21-calowe obręcze AMG z lekkich stopów.

Dzięki Mercedes me Charge klienci mogą zawsze korzystać z „zielonego” ładowania – od 2021 r. jest ono dostępne na każdej publicznej stacji ładowania w całej Europie. Wysokiej jakości gwarancje pochodzenia zapewniają, że do sieci „wróci” tyle samo energii z odnawialnych źródeł, ile w ramach usługi Mercedes me Charge trafi do akumulatora pojazdu. W ciągu pierwszych 3 lat od zakupu nie obowiązuje podstawowa opłata za Mercedes me Charge, a tym samym za „zielone” ładowanie. Kolejną zaletą jest IONITY Unlimited: wszyscy europejscy nabywcy EQE mogą przez rok bezpłatnie korzystać z sieci stacji szybkiego ładowania IONITY.
A dzięki nowej funkcji Plug & Charge (z ang. podłącz i ładuj) ładowanie AMG EQE jest wyjątkowo komfortowe.

 

Dane techniczne:

    Mercedes-AMG
EQE 43 4MATIC
Mercedes-AMG
EQE 53 4MATIC+
Silniki elektryczne Rodzaj Dwa silniki synchroniczne z magnesami trwałymi Dwa silniki synchroniczne z magnesami trwałymi
Moc maksymalna napędu
(z/bez pak. AMG DYNAMIC PLUS)
kW (KM) 350 (476) 460 (626) / 505 (687)
Maksymalny moment obrotowy

(z/bez pak. AMG DYNAMIC PLUS)

Nm 858 950 / 1000
Układ napędowy   w pełni zmienny
napęd na obie osie
AMG Performance 4MATIC
w pełni zmienny
napęd na obie osie
AMG Performance 4MATIC +
Przyspieszenie 0-100 km/h

(z/bez pak. AMG DYNAMIC PLUS)

s 4,2 3,5 / 3,3
Prędkość maksymalna (ograniczona elektr., z/bez pakietu AMG DYNAMIC PLUS) km/h 210 220 / 240
Pojemność akumulatora netto kWh 90,6 90,6
Napięcie znamionowe V 328 328
Maksymalna moc rekuperacji kW 260 260
Ładowarka pokładowa (standardowa/opcjonalna) kW 11/22 11/22
Maksymalna moc ładowania DC kW 170 170

Rośnie liczba stacji ładowania w Polsce

Według danych z końca stycznia 2022 r., w Polsce było zarejestrowanych 39 328 samochodów osobowych oraz 1 738 samochodów użytkowych z napędem elektrycznym. W styczniu ich liczba zwiększyła się odpowiednio o 1 451 szt., tj. o 88% w pierwszej grupie i o 81 szt. czyli o 145% w drugiej, w porównaniu z analogicznym okresem w 2021 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Pod koniec stycznia 2022 r. po polskich drogach jeździło 39 328 elektrycznych samochodów osobowych. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 49%  (19 430 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (51%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 19 898 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 738 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec stycznia składała się z 10 667 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 334 929 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 655 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec stycznia 2022 r. w Polsce funkcjonowały 1 992 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (3 893 punkty). 28% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 72% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W styczniu uruchomiono 60 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (109 punktów).

– Przez ostatnie trzy miesiące w Polsce uruchomiono prawie trzy razy więcej ogólnodostępnych stacji ładowania (280) niż na przełomie 2021 i 2020 r. (101). Mimo licznych barier systemowych operatorzy inicjują również działania w zakresie podwyższania mocy istniejących punktów oraz zwiększania liczby ładowarek w już zajętych lokalizacjach. Rozbudowę sieci z pewnością zdynamizuje również uruchomiony przez NFOŚiGW program wsparcia infrastruktury ładowania. Pierwsze efekty wdrożenia systemu wsparcia, przekładające się na wzrost liczby uruchamianych punktów, mogą być widoczne w II połowie 2022 r. – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

– Styczeń 2022 r. był miesiącem, w którym zarejestrowano blisko trzy razy więcej samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym niż w tym samym okresie roku 2021. Liczba pojazdów użytkowych zwiększa się bardzo dynamicznie, bo z jednej strony niemal wszyscy producenci oferują już elektryczne pojazdy dostawcze i rośnie liczba producentów, którzy w swojej ofercie mają również elektryczne pojazdy ciężarowe do 16 t. Z drugiej strony coraz więcej miast będzie zamykało swe centra przed dostawami realizowanymi pojazdami spalinowymi. Ten trend w najbliższych latach będzie się z całą pewnością umacniał. Ponadto, mimo rosnącej liczby publicznych punktów ładowania, ich ilość jest wciąż niewystarczająca. Jednakże w przypadku firm transportowych ten problem daje się stosunkowo łatwo rozwiązać dzięki budowie dedykowanych punktów ładowania zlokalizowanych w bazach transportowych – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

“Uber” dla magazynów? Z polską technologią jest to możliwe

Powiedzenie “czas to pieniądz” może być uznawane za przenośnię, ale dla firm zajmujących się wysyłką towarów (np. centrów logistycznych dla branży e-commerce) jest ono bardzo akuratne. Tam cenna jest każda sekunda, ponieważ oznacza możliwość zrealizowania większej liczby zamówień, a każda wysłana przesyłka to dodatkowy przychód. Firmy napotykają jednak na problem, ponieważ, o ile można kupić towar online wirtualnie za pomocą kilku klików, o tyle dostarczenie go wymaga już skomplikowanej infrastruktury magazynowej i logistycznej. 

Pierwszym krokiem w tym bardzo niewirtualnym procesie jest kompletacja, czyli odnalezienie towaru w magazynie i dostarczenie go do miejsca, gdzie zostanie zapakowany do wysyłki. Może się wydawać, że jest to dość prosty proces, ale wyobraźmy sobie magazyn wielkości kilku boisk piłkarskich, tysiące zamówień do realizacji na godzinę oraz setki pracowników, skanerów i różnego rodzaju wózków dedykowane do kompletacji. To właśnie skala sprawia, że połączenie pojedynczych zamówień, które chcemy dostarczyć szybko, bez błędów i wydajnie jest dużym wyzwaniem. Jest to bardzo trudny problem organizacyjny jak i… matematyczny. Dlaczego? Ponieważ można go dobrze zaadresować tylko dzięki danym, co pokazuje doświadczenie takich aplikacji jak Uber, które również muszą wydajnie „dostarczyć” wielu pasażerów w różne miejsca.

Jak ta logika działa w magazynie?

Mając aktualne informacje o rozmieszczeniu towarów, zamówieniach oraz znając bieżącą lokalizacji pracowników lub wózków zaangażowanych w proces kompletacji, można zoptymalizować proces przydzielania zamówień, podobnie, jak robi to algorytm Ubera. Każda poprawa średniego czasu realizacji zamówienia nadesłanego przez klienta, przekłada się na realne korzyści, ponieważ pozwala na realizację sumarycznie większej liczby zleceń w ciągu dnia przy tych samych zasobach. Im większa skala, tym większe korzyści, szczególnie, że branża e-commerce rośnie i kupujący oczekują dostaw coraz szybciej. Jest to szczególnie istotne w okresach wzmożonych zakupów, na przykład przed Bożym Narodzeniem. Wtedy centra dystrybucyjne znajdują się pod większą presją czasu i nie mogą sobie pozwolić na opóźnienia w dostawach. Adam Komarnicki, prezes zarządu spółki technologicznej Indoorway, działającej w obszarze Przemysłu 4.0, omawia, w jaki sposób firmy radzą sobie z tymi wyzwaniami.

– W centrach dystrybucyjnych coraz częściej używane są automatyczne systemy kompletacji, wykorzystujące układnice paletowe i przenośniki rolkowe. Pozwalają one nie tylko na zwiększenie liczby kompletacji, ale dają duże oszczędności kosztów operacyjnych dzięki lepszemu wykorzystaniu przestrzeni oraz redukcji rosnących kosztów pracy. W tradycyjnych magazynach kompletacja stanowi często ponad 50 proc. kosztów – tłumaczy Komarnicki.

Mimo wysokich kosztów wdrożenia, automatyzacja w długim okresie na pewno się opłaca, ponieważ przyspiesza średni czas kompletacji i obniża koszty pracy. Niestety, nie zawsze jest ona możliwa, gdyż zależy od rodzaju i gabarytów obsługiwanych towarów, układu magazynu i dostępnej przestrzeni. – W większości centrów dystrybucyjnych, część zautomatyzowana zajmuje więc tylko fragment powierzchni magazynowej i to pracownicy, korzystając zazwyczaj z różnego rodzaju wózków, kompletują zamówienia. Właśnie dla tej części magazynu ma zastosowanie nasze rozwiązanie, bo w przypadku powierzchni magazynu liczonej w dziesiątkach tysięcy metrów kwadratowych i liczbie zasobów zaangażowanych w kompletację liczonej w setkach pracowników, efektywne zarządzanie procesem kompletacji i planowanie zasobów jest niemożliwe bez pomocy systemów informatycznych  – podkreśla prezes Indoorway. – Nasi klienci szukają sposobów usprawnienia procesów kompletowania zamówień również z tego powodu, że coraz trudniej znaleźć wykwalifikowanych pracowników, więc optymalizacja jest rozpatrywana też w kontekście nie tylko redukcji kosztów pracy, ale też dbania o komfort pracy zatrudnionych już osób – dodaje.

“Uber dla magazynów”

Komarnicki bazuje na doświadczeniach z wdrażania rozwiązania w ponad 30 halach produkcyjnych i magazynowych firm takich jak: LOTTE Wedel, Whirlpool, Solaris, Dr Irena Eris, Adient. System Indoorway oparty jest o technologię UWB (Ultra Wideband), która działa podobnie jak GPS, ale pozwala na bardzo dokładne pomiary lokalizacji zasobów poruszających się wewnątrz budynków. W przypadku centrów dystrybucyjnych takimi zasobami są głównie wózki, pracownicy oraz skanery. Znając ich dokładną lokalizację w czasie rzeczywistym, można wysłać zamówienie do najlepiej zlokalizowanego zasobu i zarządzać  całym procesem pod kątem optymalizacji czasu oraz dystansu niezbędnego na kompletację, mając przy tym na uwadze oczekiwane terminy wysyłki poszczególnych zamówień. Informacje o lokalizacji zasobów w czasie rzeczywistym pozwalają też na szybkie reagowanie w przypadku opóźnień np. jeśli skaner biorący udział w danej kompletacji został odłożony lub wózek zbyt długo się nie porusza.

– Podobnie jak w aplikacjach typu Uber, dzięki temu, że widzimy na mapie magazynu, gdzie znajdują się w danym momencie wszystkie wózki, pracownicy i skanery oraz jak się poruszają, możemy zoptymalizować każde zlecenie kompletacji, tak, aby pracownik lub wózek nie musiał niepotrzebnie pokonywać zbyt dużych dystansów, zwłaszcza “na pusto”, czyli zanim dotrze do półki z towarem – tłumaczy Adam Komarnicki. – Taka optymalizacja zwiększa ogólną wydajność magazynu, pozwalając na realizację większej liczby zamówień dla klientów. Patrząc od strony kosztowej, optymalizacja procesu obniża średni koszt kompletacji, zmniejsza liczbę zaangażowanych zasobów i pozwala na lepsze wykorzystanie przestrzeni. Operatorom obsługi zamówień e-commerce, stały monitoring procesów pozwala na skuteczniejszą kontrolę poziomu usługi (SLA) wobec klienta korporacyjnego – dodaje. 

Oszczędność czasu i pieniędzy

Komarnicki podkreśla też, że takie rozwiązanie jest potrzebne, ponieważ obecnie zarządzający magazynami nie mają informacji, gdzie znajdują się poszczególne zasoby w danym momencie. Jedyną dostępną informacją jest miejsce ostatnio zarejestrowanej operacji magazynowej przy pomocy skanera. To jest potencjalnie przydatna informacja, ale może być myląca – przecież pracownik mógł w międzyczasie skaner odłożyć lub przemieścić się w zupełnie inne miejsce, co w systemie WMS nie będzie zarejestrowane. Rozwiązanie Indoorway, dzięki stałym pomiarom lokalizacji dokładnie zapisuje, co się dzieje pomiędzy skanami.

– Dane lokalizacyjne są bardzo dobrym uzupełnieniem rekordów z WMS, ponieważ oprócz możliwości lepszego zarządzania procesem kompletacji w czasie rzeczywistym, dodają też kontekst do poszczególnych transakcji, co pomaga w identyfikacji źródeł problemów i lepszym planowaniu zasobów. Połączenie obu typów danych pokaże, gdzie tworzą się wąskie gardła opóźniające poszczególne kompletacje, na ile ścieżki kompletacyjne różnią się od tych wyznaczonych przez algorytm, jak wygląda wykorzystanie przestrzeni magazynowej dla różnego typu towarów, ile zasobów jest faktycznie zaangażowanych w kompletację oraz ile czasu te zasoby spędzają produktywnie – tłumaczy ekspert.

Wykorzystanie danych lokalizacyjnych jest już powszechne w logistyce, ale dopiero teraz wchodzi na poziom bardziej mikro, czyli magazynów. Takie informacje pomagają w zaadresowaniu problemów, których w tradycyjny sposób nie da się rozwiązać, np. bardzo znanego w matematyce problemu zwanego jako problem komiwojażera, a w logistyce jako problem marszrutyzacji. Chodzi o wyznaczenie optymalnych tras przewozowych dla określonej liczby środków transportu, których zadaniem jest obsłużenie wyznaczonych klientów znajdujących się w różnych miejscach. Tego typu algorytmy optymalizacyjne są już przetestowane m.in. przez takie firmy jak Uber, ale dopiero od niedawna można je zastosować do dokładnych danych lokalizacyjnych dla ruchu w magazynach. I tu wracamy do sedna – zoptymalizowany czas pojedynczego zamówienia przekłada się na więcej obsłużonych zamówień, a to z kolei bezpośrednio na wyższe przychody i to bez dodatkowych kosztów. W branży logistycznej, w której jest bardzo duża presja na ceny, efektywność operacyjna jest potężną przewagą konkurencyjną, a w tym momencie nie ma lepszego sposobu na jej osiągnięcie niż poleganie na nowoczesnych technologiach oraz zaawansowanej analityce danych.

Atom w Polsce staje się faktem

– To nowa jakość i zupełnie nowa perspektywa. Już za 7 lat w Polsce powinien zacząć działać pierwszy mały reaktor atomowy – mówi wicepremier Jacek Sasin. Podczas jego wizyty w USA podpisana została umowa między KGHM Polska Miedź a amerykańską firmą NuScale Power, na budowę w Polsce małych reaktorów nuklearnych w technologii SMR.

Transakcja zakłada opracowanie i wybudowanie sześciu modułowych reaktorów nuklearnych w technologii SMR, z opcją rozbudowy do 12. Ich moc zainstalowana to około 1GW. Jako jeden z największych w kraju konsumentów energii, KGHM buduje je przede wszystkim na własne potrzeby, ale z opcją wykorzystania komercyjnego. Takie rozwiązanie w przyszłości zapewnieni spółce stabilne źródło czystej energii oraz wesprze zieloną transformację Polski.

– Nie waham się powiedzieć, że podpisanie umowy to moment historyczny dla polskiej gospodarki i polskiej przyszłości. To nowa jakość i zupełnie nowa perspektywa. Jesteśmy w procesie transformacji naszej elektroenergetyki, która w 70% jest dziś uzależniona od węgla. Rozwój energetyki jądrowej będzie tu mieć kluczowe znaczenie – mówi Jacek Sasin.

Minister Aktywów Państwowych podkreśla, że budowa „małych” reaktorów atomowych to uzupełnienie planów dotyczących inwestycji w tzw. „duży” atom, który ma rozpocząć prace w połowie lat 30, a o którym mowa w kontekście zasadniczej zmiany struktury polskiej energetyki.

– To ważny krok na drodze do zasadniczej zmiany miksu energetycznego Polski – dodaje Jacek Sasin.

Technologia SMR jest nowością, ale wiadomo, że w najbliższym czasie będzie się dynamicznie rozwijać.

– Można stwierdzić, że jesteśmy świadkami przełomu. Dzięki umowie, którą podpisał KGHM zyskujemy też pewne przewagi konkurencyjne, co ma ogromne znaczenie dla gospodarki – zwraca uwagę wicepremier. Jacek Sasin podkreśla, że nabiera to szczególnego znaczenia w kontekście ostatnich działań Gazpromu na rynku gazu.

KGHM do 2030 roku chce ograniczyć emisję CO2 o 30 procent względem 2020 roku a w 2050 chce być firmą neutralną klimatycznie.

– Zmiany klimatyczne wymagają od nas zdecydowanych działań. Już dziś odczuwamy wynikające z tego koszty, także te finansowe, związane m.in. ze wzrostem cen energii. Budowa małych reaktorów nuklearnych do 2030 roku to konkretna deklaracja i element naszej transformacji energetycznej – uzasadnia prezes KGHM Marcin Chludziński.

źródło: PAP

Odnawialne źródła energii na morzu niezbędne do osiągnięcia celów klimatycznych

Europosłowie będą debatować i głosować w sprawie rekomendacji dotyczących przyspieszenia rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Europie. W sprawozdaniu Komisji Przemysłu, Energii i Badań Naukowych stwierdzono, że aby osiągnąć cele w zakresie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych na lata 2030 i 2050, należy znacznie szybciej wdrażać morskie odnawialne źródła energii.

W tekście stwierdza się również, że morskie farmy wiatrowe mogą przynieść korzyści morskiej różnorodności biologicznej, jeżeli zostaną zaprojektowane i zbudowane w sposób zrównoważony. W sprawozdaniu stwierdza się również, że UE powinna zapewnić współistnienie morskich farm wiatrowych z istniejącą działalnością, taką jak rybołówstwo i transport morski.

W sprawozdaniu podkreślono również, że koszt morskiej energii wiatrowej spadł drastycznie w ciągu ostatnich dwóch dekad (spadek o 48 proc. w latach 2010-2020) i jest obecnie jednym z najbardziej konkurencyjnych źródeł energii. Jednak bez wycofania paliw kopalnych i dotacji do nich, zdaniem europosłów, niemożliwe będzie osiągnięcie celów UE w zakresie energii odnawialnej i ograniczenia globalnego ocieplenia do mniej niż 1,5°C do końca wieku.

Sprawozdanie powstało w odpowiedzi na komunikat Komisji Europejskiej. Debata w tej sprawie odbędzie się w poniedziałek, głosowanie zaplanowane jest na wtorek, a wyniki ogłoszone zostaną w środę rano.

Źródło: EuroPAP News

Ważne Informacje

Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

Stop the clock na rynku ESG

ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...