.
Strona główna Blog Strona 146

DACIA DUSTER EXTREME – wyjątkowa seria limitowana o niepowtarzalnym wyglądzie

Dacia rozpoczyna rok mocnym akcentem i wprowadza serię limitowaną Duster Extreme. Duster Extreme, opracowany na podstawie wersji Prestige, wyróżnia się unikatowym designem i bogatym wyposażeniem.

Nadwozie Dustera Extreme przyciąga uwagę ozdobnymi pomarańczowymi wstawkami na grillu, obudowach lusterek bocznych, relingach dachowych i klapie bagażnika. Nowa seria ma również 17” felgi aluminiowe w kolorze czarnym. We wnętrzu Dustera Extreme zobaczymy specjalną tapicerkę z tkaniny łączonej ze skórą ekologiczną z pomarańczowymi przeszyciami, pomarańczowe wstawki na nawiewach, środkowym podłokietniku, uchwytach drzwi i listwie ozdobnej przy środkowej konsoli.

Poza wyposażeniem typowym dla wersji Prestige (automatyczna klimatyzacja, Media Nav 8’’, podłokietnik centralny…) Duster Extreme został wyposażony również w kartę Keyless Entry, dwa gniazda USB przeznaczone dla pasażerów siedzących na tylnych miejscach oraz kamerę multiview.

Duster Extreme jest dostępny w Polsce w unikatowym kolorze Szary Urban. Duster Extreme dostępny jest w cenie od 75 700 PLN z silnikiem dwupaliwowym TCe 100 LPG.

Zamówienia na nową serię limitowaną można już składać.

Kacper Studencki obejmuje stanowisko Dyrektora Marketingu BMW w Polsce

Od 1 stycznia 2022 r. stanowisko Dyrektora Marketingu BMW w Polsce objął Kacper Studencki. W nowej roli będzie odpowiadać za tworzenie oraz nadzór nad realizacją strategii marketingowej marki BMW.

Kacper Studencki dołączył do zespołu BMW Group Polska ponad 6 lat temu. Na stanowisku Brand Managera odpowiadał m.in. za zarządzanie komunikacją marki BMW w mediach i działaniami zespołu w obszarach: digital, social media oraz dealer & aftersales marketingu.

Kampanie realizowane przez prowadzony przez niego zespół przyczyniły się do sukcesów biznesowych BMW i były wyróżniane prestiżowymi nagrodami branżowymi, w tym m.in. EFFIE, Golden Arrow czy Mixx Awards. Długofalowa strategia komunikacji doprowadziła do osiągnięcia w 2021 r. silnej pozycji marki w segmencie premium, co znalazło odzwierciedlenie w zajęciu najwyższej lokaty z perspektywy rozpoznawalności marki (Brand Monitor, marki premium, GfK 2021), pożądania marki (TGI, Q1-Q3 2021) oraz wśród zapytań w wyszukiwarce Google.

Kacper Studencki jest absolwentem zarządzania w The Swiss Hotel Management School oraz University of Derby. Przed dołączeniem do BMW Group był związany z Sony, gdzie jako Communication Manager odpowiadał za komunikację marki w kanale Retail (ATL, BLT, CRM).

Powstał społeczny komitet budowy pomnika Stefana Kisielewskiego

W 110 rocznicę urodzin i 30 rocznicę śmierci Stefana „Kisiela” Kisielewskiego zawiązał się społeczny komitet budowy jego pomnika. W latach 90 ubiegłego wieku Centrum im. Adama Smitha było wnioskodawcą nadania jego imienia skwerowi, który znajduje się na tyłach kawiarni „Rozdroże”.

Na zlecenie Centrum im. Adama Smitha Wiesław Janasz przygotował koncepcję oraz projektu pomnika Stefana Kisielewskiego pod nazwą „Kisiel i Przyjaciele”. Wśród przyjaciół znaleźli się m.in. Leopold Tyrmand, Mirosław Dzielski i Mieczysław Wilczek. Niestety śmierć rzeźbiarza i malarza Wiesława Janasza przerwała wówczas rozpoczętą realizację projektu. W rocznicowym dla Stefana Kisielewskiego roku 2021 powrócono do niezależnej i społecznej inicjatywy budowy pomnika.

W skład społecznego komitetu wchodzą: Jerzy Kisielewski; Barbara Wilczek-Michalik; Witold Dzielski; Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej; Tadeusz Syryjczyk, prezes Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego; Wiesław Uchański, prezes Wydawnictwa „Iskry”; prof. Witold Kwaśnicki, Uniwersytet Wrocławski; Ojciec Jacek Gniadek; Tadeusz Zysk, przedsiębiorca i właściciel wydawnictwa „Zysk i S-ka”; Henryk Siodmok, wieloletni prezes firmy „Atlas”; Marek Borowik, przedsiębiorca, samorządowiec, działacz opozycji demokratycznej; Andrzej Laskowski, przedsiębiorca, ekspert Centrum im. Adama Smitha; Michał Chałoński, założyciel Staropolskiego Towarzystwa Przemysłowego w Kielcach i Akcji Gospodarczej; Józef Płoskonka, założyciel Staropolskiego Towarzystwa Przemysłowego w Kielcach i Akcji Gospodarczej; Andrzej Fogtt, malarz; Prof. Robert Gwiazdowski, Uczelnia im. Łazarskiego, przewodniczący Rady Centrum im. Adama Smitha; Łukasz Warzecha, publicysta; Andrzej Sadowski, założyciel i prezydent Centrum im. Adam Smitha.

Rada nadzorcza powołała Jima Rowana na stanowisko CEO i prezesa Volvo Cars

21 marca Jim Rowan dołączy do Volvo Cars i obejmie w niej stanowisko prezesa i dyrektora generalnego. Jim jest obecnie CEO i członkiem zarządu Ember Technologies, wcześniej był dyrektorem generalnym grupy Dyson. Nowy prezes Volvo Cars, którego wybór poprzedziła staranna selekcja, ma duże doświadczenie w przeprowadzaniu transformacji cyfrowej firm i pracował w produktów innowacyjnych. Zastąpi Håkana Samuelssona, który dołączył do Volvo Cars jako członek zarządu w 2010 r., a od października 2012 r. pełni funkcję dyrektora generalnego i prezesa. Jego kontrakt wygaśnie tak jak planowano – w 2022 roku.

Jim wnosi ze sobą ponad trzy dekady doświadczenia w sektorach konsumenckim i technologicznym, które zdobył w międzynarodowych firmach. Realizowane przez niego strategie transformacji i działania angażujące klientów, zapewniły tym firmom intensywny wzrost i rentowność. Pracował również intensywnie nad cyfryzacją firm, eliminowaniem zakłóceń ich działalności, innowacjami, inżynierią i łańcuchami dostaw. Te doświadczenia będą cenne dla firmy Volvo Cars, aby w przyszłości zrealizować jej strategiczne ambicje.

Jim Rowan pracował z Ember jako inwestor, członek zarządu i CEO od lutego 2021 roku. Pełnił funkcję CEO Grupy Dyson w latach 2017-2020 oraz jako COO w latach 2012-2017, w tym czasie przyspieszył strategię e-commerce firmy, która wprowadziła na rynek nowe innowacyjne produkty i zwiększyła swój udział w rynku światowym. Przed Dysonem był dyrektorem operacyjnym BlackBerry. Obecnie jest starszym doradcą globalnej firmy inwestycyjnej KKR oraz członkiem Komitetu Akcjonariuszy Henkel AG, niemieckiej firmy technologicznej i dóbr konsumpcyjnych, działającej na całym świecie.

Bardzo się cieszę, że mogę powitać Jima Rowana jako nowego dyrektora generalnego Volvo Cars. Volvo Cars przechodzi intensywną, cyfrową transformację, dlatego chcieliśmy zaangażować kogoś z doświadczeniem globalnego dyrektora generalnego spoza branży motoryzacyjnej. Jim to właściwa osoba, która przyśpieszy wejście Volvo Cars w przyszłość. Dzięki temu Volvo stanie się najszybszym transformatorem w swojej branży, z całkowicie zelektryfikowaną ofertą i milionami bezpośrednich relacji z klientami — powiedział Eric Li, prezes zarządu Volvo Cars.

Chciałbym skorzystać z okazji, aby szczerze podziękować Håkanowi Samuelssonowi za jego zaangażowanie i determinację w ciągu ostatnich dziesięciu lat w Volvo Cars. Håkan wraz ze swoim zespołem zarządzającym stworzył odnowioną i mocną gamę produktów, przywrócił Volvo jako marce pozycję w segmencie premium, która jest dobrze przygotowana na przyszłość i umożliwiła udane wejście na rynek Volvo Cars – kontynuował Li.

Cieszę się, że mogę dołączyć do Volvo Cars w tak ekscytującym czasie dla firmy i w tak przełomowym momencie zarówno dla branży, jak i konsumentów. Volvo Cars ma liczne osiągnięcia w zakresie innowacji, bezpieczeństwa, technologii i jakości oraz zrównoważonego. Do tego mamy zespół ze światowej klasy talentami, co stawia markę w świetnej pozycji na drodze do dalszych zmian – powiedział Jim Rowan.

Cieszę się, że mogę powitać Jima w jego nowej roli, aby kontynuować wspaniałą podróż, którą odbywa Volvo Cars. Chciałbym również podziękować wszystkim pracownikom Volvo Cars za niesamowity postęp, jakiego dokonaliśmy razem w ciągu ostatnich 10 lat – nie tylko czyniąc z Volvo jedną z najszybciej rozwijających się i najbardziej zaufanych marek motoryzacyjnych premium, ale za nieustanną innowacyjność i rozwój we właściwym kierunku. Życzę wam wszystkiego najlepszego w nadchodzących ekscytujących latach – powiedział Håkan Samuelsson.

Håkan Samuelsson pozostanie na swoim stanowisku aż do przejęcia steru przez Jima Rowana w marcu bieżącego roku. Wówczas Håkan opuści zarząd Volvo Car AB. Håkan będzie nadal pełnił funkcję prezesa Polestar Automotive Holding UK Limited („Polestar”), aby przeprowadzić proces de-SPAC, ponieważ oczekuje się, że będzie notowany na giełdzie Nasdaq pod symbolem „PSNY” jeszcze w tym roku, zgodnie ze wcześniejszą deklaracją.

Milion w filiżance herbaty

Ze Stanisławem Kluzą, prezesem Quant Tanku, wykładowcą SGH, byłym szefem KNF, o roli doradztwa w dziedzinie prawa i relacji zewnętrznych rozmawia Piotr Cegłowski

Proponuję, byśmy tym razem na starcie odwrócili role. To ja zadam pierwsze pytanie: jaką objętość powinna mieć typowa filiżanka herbaty?

Taka, jaką lubię, przynajmniej 250 ml, ale zwykle podaje się ją w malutkich, bardziej nadających się do kawy filiżankach o pojemności 150 ml.

Umówmy się więc, że przeciętna filiżanka powinna pomieścić 200 ml. Gdybyśmy ją wypełnili złotem, ile ważyłby kruszec? Biorąc pod uwagę dużą masę własną złota, byłyby to dokładnie 4 kg. Ile dziś kosztowałaby filiżanka złota? Milion złotych.

Żyjemy w czasach sporej niepewności, czemu towarzyszy napięcie geopolityczne, więc wiele osób stara się o najlepsze zabezpieczanie swojego majątku.

Zastanówmy się, czy powinny to być rzeczy ruchome, instrumenty finansowe czy nieruchomości? Każda klasa aktywów ma swoje zalety, ale też i słabości. Posłużmy się przykładem. Ziemię i nieruchomości można znacjonalizować i nie sposób ich wywieźć w przypadku wyjazdu z kraju. Z drugiej strony, cenne przedmioty łatwo przewieźć, ale są bardziej narażone na zniszczenie lub pospolitą kradzież. Nieruchomości, samochody, akcje, lokaty w bankach, etc. podlegają ewidencji i państwo ma o nich wiedzę. Z drugiej strony, kolekcje lub cenne przedmioty nie są widoczne dla urzędników. Aktywa rynku finansowego zazwyczaj są płynne, ale są narażone na ryzyko inwestycyjne, tj. wahliwość wyceny, a czasami na bankructwo ich wystawcy. W tym sensie dobrze być choć częściowo zdywersyfikowanym.

A jak w tym wszystkim ulokować kwestię zaufania?

To jeszcze trudniejszy temat. Państwo ma chronić majątek i dobra obywateli, ale zarazem je opodatkowuje. Czasami opodatkowanie może być wręcz wywłaszczające. Opodatkować może to, co jest ewidencjonowane, a najłatwiej nieruchomości. Przykładowym przeciwieństwem jest fizyczne złoto, które łatwiej ukryć. Myślę, że jest to istotny argument dla tych, którzy zainteresowali się tym kruszcem.

Nieruchomości mają też wadę – mogą zostać urzędowo przewłaszczone, jak w Rosji sowieckiej…

Żeby nie szukać daleko, w Warszawie nadal borykamy się ze skutkami dekretu Bieruta sprzed 75 lat. Ale ten przykład nam się kojarzy z doktryną komunistów, którzy również nie pogardzili przejmowaniem innych wartości materialnych w imię interesu publicznego i sprawiedliwości społecznej. Kolejnym przykładem może być wymiana pieniądza, którą przeprowadzono w 1950 r. Dla niepoznaki została nazwana „drugą reformą walutową”, a w praktyce pozbawiła ludzi ponad 60 proc. wartości posiadanych zasobów gotówkowych. Towarzyszyło temu wydanie dekretu o zakazie posiadania i handlu walutami obcymi i kruszcami, a zostało to nazwane „przestępstwem dewizowym”.

Czyli złoto nawet w banku nie musi być bezpieczne?

Paradoksalnie ciekawym przykładem są wydarzenia z USA po Wielkim Kryzysie.
5 kwietna 1933 roku prezydent Franklina D. Roosevelt wydał dekret nakazujący, aby „Wszystkie osoby dostarczyły do 1 maja 1933 wszystkie złote monety, złoty bulion i certyfikaty złota znajdujące się w ich posiadaniu do Banku Rezerwy Federalnej, jej biura lub agencji albo do dowolnego banku Systemu Rezerwy Federalnej”. Posiadanie monet i sztabek inwestycyjnych w USA stało się przestępstwem, nota bene zagrożonym karą do 10 lat więzienia lub kolosalną wówczas grzywną w wysokości 10 tys. dol. Prawdopodobnie państwo przejęło pomiędzy 120 a 500 ton złota. Po jakimś czasie złoto znowu zalegalizowano, ale uncja już nie kosztowała 20 dol., tylko 35 dol. Tak więc złota moneta dwudziestodolarowa ważąca uncję, która dotąd symbolizowała stabilność amerykańskiej waluty, zaczęła kosztować 35 dol.

Kiedyś pisałem o złocie jako przedmiocie inwestycji. Ekspert wytłumaczył mi, że właściwe każda inwestycja jest lepsza niż gromadzenie złota. Lepiej kupować sztukę, broń zabytkową, samochody. Dlaczego? Nasz pradziadek, zamawiając porządny garnitur na początku XX wieku płacił pół uncji złota. Za markowy garnitur dzisiaj płacimy dokładnie tyle samo. Rzec można, że złoto jest ponadczasowym równoważnikiem pewnych wartości.

Słusznie, podobnie wygląda to w przypadku samochodu. Ile dzisiaj kosztuje porządne auto? 250 tys. zł. Jeżeli przyjmiemy, że 1 g złota to 250 zł, a 1000 g to 250 tys. zł, to cena samochodu dobrej klasy odpowiada wartości 1 kg złota. A ile kosztował rydwan w starożytnym Rzymie, będący odpowiednikiem dzisiejszego samochodu? Również kilogram złota. Podobnie zresztą jak dobrej klasy automobil sto lat temu w USA. Przykładowo, popularny Ford T kosztował wtedy pół kilo złota, a lepsze auta odpowiednio więcej.

Ale za to przeznaczając na początku XX wieku uncję złota na zakup ziemi na Manhattanie zyskuje się przebitkę na poziomie tysięcy.

Spójrzmy na to inaczej. Kupując za tę samą uncję działkę w Warszawie lub Petersburgu, nic byśmy nie zyskali, ponieważ ziemia w tych miastach została przejęta przez władze. Ziemia ma to do siebie, że podlega działaniom regulacyjnym, czyli państwo może ją przejąć lub wykupić. Może też nałożyć tak wysoki kataster, że płacąc 3 proc. rocznie od wartości działki czy nieruchomości, w ciągu 30 lat oddaje się państwu równowartość tej inwestycji. A propos wspomnianej działki na Manhattanie: nie można jej dzielić na metry lub centymetry kwadratowe, a wartość ma jedynie w całości. Inwestycje w ziemię są ograniczone ryzykiem płynności. A nawiązując do wspomnianego Nowego Jorku, obowiązywały przepisy umożliwiające odebranie nieruchomości właścicielowi, o ile o nią nie dba.

W tym kontekście lepiej widać auty złota.

Ale ma również dużo wad. Główna z nich polega na tym, że cena doświadcza dużych rynkowych fluktuacji. Niedawno było po 1200 dol., a teraz kosztuje 1800 dol. za uncję. Inny problem wiąże się z tym, że złoto fizyczne można ukraść. Jeśli przechowuje się je w przysłowiowej skarpecie, ktoś może ją po prostu zabrać. Nie metodą regulacyjną, tylko za sprawą zwykłej kradzieży. Mamy tu więc zupełnie inne typy ryzyka, niż w przypadku inwestycji w nieruchomości.

Ile zatem powinno być warte złoto?

Państwo, jeżeli będzie chciało, może wydrukować każdą ilość pieniędzy, ale nie da się wydobyć dowolnej ilości złota, bo jest ona w jakimś sensie uwarunkowana technologicznie. Spójrzmy na dane dotyczące rocznego wydobycia. W czasach, kiedy popyt jest nieco obniżony, w XXI w. przekracza poziom 2000 ton w skali rocznej. Kiedy z kolei popyt wzrasta, tak jak teraz, możemy nawet zbliżyć się do 4000 ton. Czy to dużo, czy też mało? W odróżnieniu od diamentów, które można uzyskać w procesie technologicznym, złota nie da się wyprodukować. Co więcej, jest to dobro precyzyjnie wyceniane, jeśli kupuje się złoto bulionowe, a nie biżuteryjne, artystyczne czy numizmaty. Wtedy liczy się sama masa. Dzisiaj cena w Polsce zbliża się do historycznych rekordów, tj. do prawie 8000 zł za uncję. Tak wysoka cena jest symbolicznym miernikiem niepewności naszych czasów.

Wróćmy do kwestii, jaka jest realna wartość złota?

„Złoto to pieniądz. Wszystko inne to kredyt” powiedział kiedyś J.P. Morgan, założyciel jednego z największych banków inwestycyjnych świata. Zacznijmy od tego, że nie ma ono zastosowania technologicznego czy w masowym przemyśle. Ma więc po części wymiar umowny, tak jak pieniądz. Wówczas jedną z miar, która pozwala oszacować kierunek wyceny, jest nominalna podaż pieniądza. Jeżeli nadmiernie rośnie nominalna podaż pieniądza – a w ostatnim pocovidowym czasie wiele gospodarek dokonało operacji nazywanej luzowaniem ilościowym, której konsekwencją jest właśnie nadmiar pieniądza – musi nastąpić zmiana wyceny aktywów. Podobnie jest z ceną złota. Kiedyś przyjrzałem się ciekawej ponadczasowej relacji ceny złota do podaży pieniądza liczonej jako M1 i M2 w USA. Wyznacza ona pasmo, w którym w długim okresie można przewidywać zakres wychyleń ceny. Wyliczenia te mogą jednak w ostatnich latach ulegać pewnym zaburzeniem ze względu na rozwój walut wirtualnych.

Podrożeje biżuteria i złoto w sztabkach, coś więcej? Czy jest na to popyt?

Śladowe ilości są wykorzystywane w elektronice, czy w przemysłach precyzyjnych. Złoto jest bardzo kowalne. Czasami na potrzeby przemysłu kosmicznego w ramach nanotechnologii robi się powłoki o grubości kilkunastu atomów, a wówczas jednym gramem można pokryć już bardzo duże powierzchnie. Takie zapotrzebowanie nie może wykreować poważnego popytu. W tym miejscu dochodzimy do kolejnej kwestii: czy złota jest za dużo, czy jest go za mało? W pierwszym przypadku musi tanieć. I na odwrót. Spróbujmy sobie wyobrazić tak zwane duże liczby o złocie. Jeżeli przyjmiemy, że wydobywamy 2500-3500 ton rocznie, to znaczy, że gdybyśmy przyjęli, iż możemy wydobywać 3100 t. To z kolei oznacza, że wydobywalibyśmy 100 milionów uncji rocznie. Jeżeli zobaczymy, jak się zmienia ludność świata, a przyrasta mniej więcej o 100 milionów rocznie, okaże się, że ludności przybywa mniej więcej tyle, ile uncji złota wydobywa się średniorocznie. Jeżeli zastanowimy się, ile złota wydobyto w historii świata, to okaże się, że ponad 90 proc. pozyskano w okresie ostatnich 150 lat. Kiedy porównamy te liczby ze światowymi zasobami złota wydobytego, to możemy zauważyć, że ilość kruszcu na przestrzeni dziejów – w porównywalnych trendach i proporcjach – rosła jak liczba ludności na świecie.

Postarajmy się oszacować, ile złota wydobyto dotychczas.

Osiągnęlibyśmy wynik na poziomie 200 tys. ton. Gdybyśmy przeliczyli to na uncje, zbliżalibyśmy się do 7 miliardów. Liczba ludności świata w tym roku to 7,8 mld. Tak więc średnio na jednego obywatela świata przypada nie więcej niż jedna uncja złota. Abstrahując od pewnych fluktuacji w górę lub dół, na przestrzeni dziejów ta proporcja się utrzymuje. Jedna uncja – dużo to, czy mało? Biorąc pod uwagę wyposażenie w pierścionki przeciętnej Polki, to sporo. Czy statystyczna Polka posiada 10 pierścionków po 3 g czystego złota?

Powinniśmy pamiętać, że 90 proc. bogactwa świata jest w rękach 10 proc. najbogatszych ludzi.

A to znaczy, że na 10 proc. najbogatszych powinno przypadać 10 uncji złota na głowę, przy założeniu, że 90 proc. biednych ludzi nie będzie posiadało go w ogóle. 10 uncji to już jest 300 gramów. To jest 10 złotych monet np. popularnych 20 dolarowych. Są osoby, które inwestują w złoto i mają w sztabkach po kilka kilogramów. Spróbujmy jeszcze zwizualizować całe złoto, jakie wydobyto w historii świata. To trochę ponad 200 tys. ton. Gdybyśmy z niego stworzyli wielką kulę – jaki byłby jej promień? Pamiętajmy, że ciężar własny złota jest duży, więc potrzeba jakieś 19 ton na metr sześcienny. Otóż promień takiej kuli miałaby 13,5 m. Może łatwiej będzie sobie jednak wyobrazić sześcian zbudowany z identycznej ilości kruszcu. Długość boku takiej kostki wynosiłaby 22 m. Całe złoto wydobyte w dziejach ludzkości pozwoliłoby zbudować kostkę do gry o boku 22 m długości. Przyjmując, że średnio jedno piętro w budynku, to trochę ponad 3 m, taki sześcian można przedstawić jako złoty odpowiednik budynku sześciopiętrowego.

Trudny start na rynku fotowoltaiki – klienci najchętniej wybierają doświadczonych wykonawców

Osobiste wrażenia po kontakcie z przedstawicielem firmy, cena usług i opinie w internecie to główne aspekty, którymi kierują się polscy inwestorzy wybierający wykonawcę instalacji fotowoltaicznej – wynika z raportu Oferteo.pl

Tekst: Wojciech Gryciuk

Bardzo trudne zadanie staje więc przed nowymi firmami, ponieważ zleceniodawcy znacznie chętniej korzystają z usług specjalistów z długoletnim stażem. Co ważne, po zrealizowanej usłudze 89 proc. inwestorów było zadowolonych z usług firmy, na którą się zdecydowało.

Ponad 600 tysięcy instalacji w Polsce

Zainteresowanie Polaków fotowoltaiką nieprzerwanie rośnie. Dodatkowo wpływają na nie podwyżki cen energii elektrycznej oraz inflacja, zachęcająca do rozważnego inwestowania pieniędzy. Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, moc zainstalowanych paneli fotowoltaicznych w połowie bieżącego roku wyniosła w Polsce ponad 5,2 GW. Liczba wszystkich instalacji wynosiła wówczas 602 021.

Rosnący popyt wpływa na zwiększającą się liczbę firm oferujących usługi związane z fotowoltaiką. Czy jednak wszyscy wykonawcy mają takie same szanse na pozyskanie klientów? Okazuje się, że dla inwestorów kluczowe jest przede wszystkim wrażenie, jakie robi na nich wykonawca. Odczucia po pierwszym kontakcie wpłynęły w ostatnim roku na decyzję niemal połowy zleceniodawców (49 proc.). Dla 38 proc. badanych ważną rolę odgrywała wycena usługi, a 32 proc. podejmowało decyzję kierując się opiniami na temat firmy w internecie. Wiele osób zwracało uwagę na polecenia najbliższych (22 proc.), długość okresu gwarancji (21 proc.) oraz dostępność w konkretnym terminie. Warto podkreślić, że większego znaczenia nie miała lokalizacja firmy.

Jakie szanse dla małych firm?

Z badania wynika, że dla aż 81 proc. ankietowanych duże znaczenie miało to, jak długo dana firma funkcjonuje na rynku oraz jak wiele zleceń dotychczas zrealizowała. Specjaliści z długoletnim doświadczeniem byli zdecydowanie najbardziej pożądani, mimo iż ich terminy są najbardziej odległe. Oznacza to, że pozyskanie nowych klientów może być utrudnione dla przedsiębiorstw, które zaczynają dopiero swoją działalność na rynku OZE.

Dodatkowo aż 55 proc. badanych przyznało, że do skorzystania z usług wykonawcy przekonałaby ich możliwość odbierania 100 proc. energii z sieci. Jest to opcja oferowana od niedawna przez największe firmy zajmujące się fotowoltaiką i stanowi dodatkową przeszkodę dla młodych przedsiębiorców.

Od projektu po instalację

Polacy najchętniej powierzali pracę nad inwestycją jednemu wykonawcy. Zajmował się on zatem całością zlecenia: od załatwienia formalności, projektu, wyceny po dobór odpowiedniego sprzętu i montaż całej instalacji. Część badanych (11 proc.) zdecydowała się samodzielnie dopełnić formalności, a 2 proc. skorzystało z usług różnych firm przy jednym projekcie.

Pełne zaufanie do wykonawcy

Polacy zlecający wykonanie instalacji fotowoltaicznej zwykle w pełni ufają wybranemu specjaliście w kwestiach technicznych. Aż 59 proc. badanych powierzyło wykonawcy pełną realizację zlecenia, nie ingerując w nią. To dobra wiadomość dla osób, które chciałyby zainwestować w fotowoltaikę, ale obawiają się, że może im to utrudnić brak znajomości tematu. W rzeczywistości rozeznanie to nie jest niezbędne, ponieważ samo użytkowanie mikroinstalacji nie przysparza wielu trudności, natomiast w jej wykonaniu inwestor niekoniecznie musi brać jakikolwiek udział. Co trzeci ankietowany zdecydował się jednak częściowo polegać na własnej wiedzy, a tylko w niektórych kwestiach zdać się na firmę realizującą zlecenie. 8 proc. pytanych zależało, aby mieć jak największy wpływ na ostateczny kształt projektu.

Szybka realizacja

Właściciele mikroinstalacji wykonywanych w ciągu ostatniego roku zostali zapytani o to, jak długo w ich przypadku trwała realizacja całego zlecenia. Okazuje się, że w co trzecim przypadku cały proces udało się zamknąć w zaledwie tydzień. U 22 proc. ankietowanych trwał on od 1 do 2 tygodni, natomiast 32 proc. czekała na uruchomienie instalacji od 2 do 4 tygodni.

Dane przedstawione w raporcie o fotowoltaice w Polsce pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego przez Oferteo.pl w sierpniu 2021 r. metodą CAWI na próbie 500 osób.

 

Radisson: dynamiczny model biznesowy

Radisson Hotel Group wierzy w silny polski rynek i będzie kontynuować ekspansję w tym kraju – komentuje Valerie Schuermans, wiceprezes Business Development Central Europe.

Radisson Hotel Group jest jedną z największych grup hotelowych na świecie. Obejmuje ponad 1600 działających i rozwijających się hoteli w 120 krajach. Ma zasięg globalny i odpowiednie portfolio dziewięciu różnych marek, od budżetowych po premium. Opierając się na sukcesie swojego pięcioletniego planu transformacji, skoncentrowanego na 26 inicjatywach, firma jest gotowa na pełny powrót do podróży i mocno zdeterminowana, by stać się marką wybieraną przez właścicieli, partnerów i gości, dostarczając elastyczny model kosztów, najlepszy w swojej klasie system zarządzania przychodami oraz w pełni zaktualizowaną architekturę marki w każdym segmencie.

Silna pozycja firmy w Polsce obejmuje 15 hoteli i ponad 3500 pokoi. Ponadto trzy hotele są w budowie i w przygotowaniu, w tym dwa nowe ekscytujące hotele Radisson RED – w Krakowie i Warszawie. Ma mocną i zróżnicowaną reprezentację marki, w tym nasz wielokrotnie nagradzany flagowy Radisson Collection Hotel w Warszawie i osiem hoteli Radisson Blu, od 10 lat największą markę wyższej klasy w Europie. Z niecierpliwością czekamy na powitanie wiosną 2022 roku naszego najnowszego hotelu Radisson Blu w Ostródzie, rozległego ośrodka z 369 pokojami, własną przystanią i parkiem wodnym. Tym najnowszym dodatkowym hotelem i otwarciem Radisson Resort Kołobrzeg w sierpniu 2021 roku potwierdza pozycję największego międzynarodowego operatora kurortów w Polsce.

W ostatnim, niełatwym czasie dla branży jednym z kluczowych obszarów okazała się dobra reputacja Radisson Hotel Group. To dzięki niej szybko reaguje na pojawiające się możliwości i wyzwania oraz dostosowuje do zmian warunków rynkowych i opinii gości, które są codziennie gromadzone w systemach jakości.

Zwłaszcza w ostatnich miesiącach na pierwszym miejscu firma postawiła zdrowie i bezpieczeństwo, wprowadzając nasz „Protokół bezpieczeństwa hoteli Radisson”, we współpracy z SGS, wiodącą na świecie firmą testującą i certyfikującą. Była pierwszą grupą hotelową, która uruchomiła kompleksowy program testowy i usługę szybkiego testowania dla uczestników spotkań i wydarzeń w obiektach z naszego portfolio w regionie EMEA jako sposób na ułatwienie bezproblemowego powrotu do spotkań biznesowych i wydarzeń oraz kontynuowanie współpracy z SGS w celu ponownego, bezpiecznego powitania gości.

W ciągu ostatnich trzech lat firma zainwestowała ponad 400 mln dol. w dalsze wzmacnianie znaczenia swoich marek i opracowała nowe, innowacyjne oferty biznesowe, takie jak hybrydowe spotkania i sale, przyspieszyła rozwój Obsługiwanych Apartamentów i uruchomiła koncepcję miejskiego kurortu. Radisson Hotel Group zainwestowała również ponad 100 milionów dolarów w najnowocześniejszą infrastrukturę IT, aby zapewnić właścicielom i gościom najnowsze światowej klasy rozwiązania cyfrowe, które koncentrują się na obsłudze gości i zarządzaniu nieruchomościami, a także optymalizacji przychodów i kosztów.

Podczas gdy wiele grup hotelowych wstrzymało swoje plany rozwoju podczas pandemii, Radisson Hotel Group odnotowała od początku pandemii 250 podpisanych umów hotelowych w regionie APAC i EMEA, a także wprowadzenie nowej marki, Radisson Indywiduals, w październiku 2020 roku.

Firma zauważyła niszę na rynku, w której właściciele szukają rozwiązań ułatwiających konwersję, oferujących istniejącym hotelom możliwość dołączenia do silnej międzynarodowej sieci w poszukiwaniu większej widoczności i zaufania konsumentów. Od czasu uruchomienia Radisson Indywiduals marka rozszerzyła na całym świecie swoją obecność, z niedawnym kontraktami i otwarciami w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Hiszpanii, Austrii, Bułgarii i Afryce. Z niecierpliwością czekamy na wprowadzenie tej marki na polski rynek, gdzie idealnie nadaje się dla hoteli zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym.

Odniosła również wielki sukces dzięki Obsługiwanym Apartamentom, które dają inwestorom możliwość współpracy z nami w atrakcyjnym i rozwijającym się segmencie, przewyższającym resztę rynku. Radisson Hotel Group postawiła sobie za cel ponaddwukrotne zwiększenie swojego portfolio Obsługiwanych Apartamentów w ciągu najbliższych pięciu lat w regionie EMEA i wprowadziła ten segment na rynek polski w Gdańsku i Zakopanem pod markami Radisson i Radisson Blu.

Dynamiczny model biznesowy hoteli wynajmowanych, zarządzanych i franczyzowych oznacza, że możemy zaoferować właścicielom rozwiązanie szyte na miarę i zapewnić jedne z najwyższych marż GOP w branży. Do tej pory około 65 proc. naszych właścicieli posiada u nas więcej niż jedną nieruchomość. Te długotrwałe relacje opierają się na zaufaniu, zobowiązaniu i odpowiedzialności. W Polsce oferujemy również opcje finansowania kondominium, dające deweloperom większą elastyczność, a oszczędzającym atrakcyjne możliwości inwestycyjne w czasach wysokiej inflacji. Radisson wierzy w siłę branży i jest w pełni gotowy na bezpieczny powrót do podróżowania.

W magazynie – Nie jesteśmy chłopcami do bicia

O biznesie windykacyjnym, który jest oficjalną, pełnoprawną częścią rynku finansowego i pełni pozytywną rolę w udrażnianiu gospodarki, mówi Jan Kuchno, prezes zarządu Giełdy Praw Majątkowych „Vindexus” S.A.

Za nami podsumowane III kwartału 2021 roku. Czy wyniki są zgodne z pana oczekiwaniami?

Wyniki są zgodne z założeniami, chciałbym jednak podkreślić widoczne efekty reorganizacji, usprawnień oraz automatyzacji procesów w firmie. Szczególnie cieszy ponad trzykrotny wzrost zysku netto w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, a także poprawa rentowności i zwiększenie efektywności naszej pracy. Przyjęta strategia wyraźnie się sprawdza się. Poza tym business as usual, robimy swoje…

Jeśli miałby pan uchylić rąbka tajemnicy – jakie są pana przewidywania co do II półrocza i całego roku?

Patrząc na wyniki trzeciego kwartału sądzę, że drugie półrocze będzie przynajmniej zbliżone do pierwszego. A dalsza automatyzacja, wykwalifikowana i stabilna załoga oraz wyważona polityka zakupowa powinny przynosić pozytywne efekty także w dłuższej perspektywie.

Czy biznes oparty na odzyskiwaniu wierzytelności to lekki kawałek chleba?

Na początku chciałbym sprostować jedną kwestię. Zajmujemy się zarządzaniem wierzytelnościami, a to proces znacznie szerszy i bardziej skomplikowany niż odzyskiwanie należności, które stanowi tylko jego niewielką część. Wracając do pytania, z pewnością nie jest to lekki kawałek chleba. Ważni są odpowiedni ludzie, których pozyskanie, wyszkolenie i związanie na długi okres nie jest łatwe. Bez profesjonalnej kadry zarządzającej oraz zaangażowanego w pracę zespołu nie przetrwalibyśmy na rynku tak długo i nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy teraz.

GPM „Vindexus” S.A. działa na rynku prawie 30 lat. Jak postrzega pan biznes windykacyjny z perspektywy czasu? Czy zmiany idą w dobrym kierunku, czy niekoniecznie?

Z pewnością nasza branża dziś jest czymś zupełnie innym niż 30 lat temu. Jest oficjalną i pełnoprawną częścią rynku finansowego, a nie ubogim krewnym. Cechuje ją duże zróżnicowanie pod względem wielkości podmiotów w niej działających, przyjętych przez nie modeli działania czy specjalizacji. Na pewno uległa też znacznej profesjonalizacji za sprawą wieloletnich doświadczeń i rozwoju, wejścia do Unii Europejskiej i adaptacji regulacji unijnych, czy też ostatnio automatyzacji działań bądź procesów. Z perspektywy minionych lat postrzegam te zmiany bardzo pozytywnie. Nasz rynek cały czas się rozwija i – w mojej ocenie – będzie przez najbliższe lata ciągle rósł. Nie wszystko wygląda jednak cukierkowo. Pomimo oczywistego przełożenia działalności branży windykacyjnej na poprawę dochodów Skarbu Państwa od dawna mamy pod górkę. Jednakże niedawne. mam na myśli okres ostatnich kilku lat, działania ustawodawcy spowodowały wręcz zachwianie pewnej równowagi we wzajemnych relacjach firm windykacyjnych i dłużników. Niestety, na korzyść tych drugich.

Co konkretnie zmieniło się na lepsze, a co na gorsze?

O pewnych pozytywach już wspomniałem. Okresowo pojawiają się jeszcze te będące pochodną bieżącej sytuacji społecznej czy gospodarczej. Pandemia spowodowała, że więcej podmiotów zdecydowało się na szybsze przekazywanie wierzytelności firmom windykacyjnym, zaś dobra koniunktura i stosunkowo niewielkie bezrobocie przyczyniło się do tego, że dłużnicy chętniej spłacali swoje zaległe płatności.

Jeśli zaś chodzi o zmiany niekorzystne dla naszej branży na przestrzeni kilku ostatnich lat, to jest to brak przychylności politycznej do prowadzenia tego typu działalności. Przykłady? Chociażby zmniejszenie okresu przedawnienia wierzytelności z 10 do 6 lat, uwzględnianie przez sąd przedawnienia z urzędu, wzrost opłat sądowych czy coraz większa ochrona osoby zadłużonej ze strony państwa.

Jaka jest dzisiaj kondycja rynku wierzytelności?

Rynek bardzo się ustabilizował. Wzrasta jego mobilność, śmiało wkraczają nowe technologie, rośnie wartość i cena transakcyjna kupowanych portfeli, co świadczy o dobrej kondycji naszej branży. Prawdziwym papierkiem lakmusowym był okres pandemii, z której, moim zdaniem, wyszliśmy mocniejsi, bardziej przystosowani do funkcjonowania w świecie techniki niż to było dotychczas. Jak wygląda sytuacja finansowa poszczególnych firm? To oddzielny temat, bardzo zależny od polityki i strategii każdej z nich oraz sposobów i technik zarządzania.

Jak widzi pan przyszłość biznesu windykacyjnego?

Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy, to konieczna intensyfikacja automatyzacji w branży i zwiększenie w niej roli IT. Jest to o tyle istotne, że jesteśmy częścią sektora finansowego, który musi dźwigać coraz większe obowiązki informacyjne wynikające z wytycznych właściwych organów krajowych i zagranicznych. Krótko mówiąc, mierzy się z coraz większą papierologią, różnego rodzaju formalnościami, częstszym raportowaniem, itp. Muszą nas w tym wyręczyć komputery. Nowa technologia oznacza dla mnie wszelką możliwą automatyzację działalności i kontroling procesów. Uważam, że ten ostatni będzie w następnych latach priorytetem dla wszystkich firm. To oczywiście ma swoją cenę, potrzebne będzie też wsparcie państwa. Z pewnością na takie po cichu liczą przede wszystkim mniejsi gracze, ci wielcy poradzą sobie z tym sami. Brak pomocy dla małych firm oznacza, że będą zmuszone do konsolidacji bądź zmiany zakresu działania. Z ich perspektywy smutne jest to, że na tę chwilę temat jest dla decydentów marginalny i mało poprawny politycznie.

Wracając do negatywnych zjawisk, jakie dotykają firmy windykacyjne. Które wskazałby pan jako szczególnie uciążliwe?

Poza tymi, które już wymieniłem wcześniej, nie można zapominać o wciąż aktualnym, złym PR. Jesteśmy traktowani jak czarny charakter. Zarówno społeczeństwo, jak i ustawodawca zdają się nie dostrzegać naszej pozytywnej roli w udrażnianiu gospodarki poprzez usprawnianie przepływu finansowego. Pracujemy w coraz bardziej niekorzystnym środowisku prawnym i nikt nie chce realnie nam pomóc.

To jednak nie wszystko. Ostatnio zacząłem bliżej przyglądać się kwestii obowiązku alimentacyjnego, który nie działa właściwie za sprawą licznych luk. Niedoskonałości te są bez skrupułów wykorzystywane przez pewne grupy. Zastanawiający jest brak adekwatnej reakcji naszego państwa w tym zakresie. Alimenty są zasądzane w zasadzie bezwyjątkowo. Traktuje się je jako rzecz oczywistą, niemalże dogmat. Moim zdaniem przeczy to zasadzie sprawiedliwości społecznej. Odnoszę wrażenie, że wrażliwość tematu i idące za tym przyzwolenie społeczne góruje nad indywidualnym traktowaniem każdej ze spraw i w efekcie wypacza regułę sprawiedliwości dla wszystkich .

Czy mógłby pan nieco przybliżyć ten proceder?

Może narażę się wszystkim, ale zacząłbym od samej ustawy, której przepisy pozwalają na przyznawanie dla swoich dzieci astronomicznych kwot na co miesięczne alimenty dla zaspokojenia ich potrzeb.

Czy jest coś w tym złego? Każdy rodzic chce jak najlepiej dla swoich dzieci…

Oczywiście, to z pozoru nic zdrożnego. Sęk w tym, że duża część tego typu przypadków dotyczy ucieczki przed wierzycielami i ma służyć do zabezpieczenia przed nimi swojego majątku. Wiadomo – alimenty dla windykatora są nietykalne.

Mamy więc do czynienia, mogę to śmiało powiedzieć, z patologią, która powoduje, że finalnie wierzyciele nie mogą odzyskać swoich środków i tym samym finansują pośrednio alimenty swoich dłużników. I to zgodnie z wyrokiem sądów, które, mam wrażenie, mają świadomość nieprawidłowości. Jednak w większości przypadków akceptują taki stan rzeczy. Horrendalna wysokość tego typu świadczeń to element układanki, która prowadzi do upadłości konsumenckiej i bezkarności. Przecież dzieci powinny być traktowane tak samo. Rozbieżności alimentacyjne mogą być, jednak nie powinno być aż tak drastycznej różnicy. Jeśli rodziców na to stać, mogą przecież ustanowić alimenty „dodatkowe”, ale te powinny być już obciążone podatkiem dochodowym. Przecież chodzi tu o elementarną sprawiedliwość społeczną. Tę samą, która jest odmieniana przez wszystkie przypadki przez polityków. O dziwo jednak żaden decydent jeszcze się nad tym tematem nie pochylił. Może najwyższy czas określić maksymalną opłatę alimentacyjną? Wszystkie pozostałe zobowiązania byłyby wówczas płacone przez dłużnika alimentacyjnego, ale tylko w przypadku, gdy nie ma pokrzywdzonych wierzycieli. Obecne przepisy tego nie precyzują i dlatego są niesprawiedliwe. Uważam, że sądy przyznając ogromne opłaty alimentacyjne powinny uwzględniać pewne procedury, np. nadzór państwa nad sposobem pozyskiwania środków na te roszczenia.

Sytuacja patowa?

Cóż więcej mogę dodać? Poprawie sytuacji nie służą też społeczne emocje, które generowane są przy okazji prasowych rewelacji, bardzo często podkoloryzowanych do granic możliwości, dotyczących bezwzględnych i bezdusznych praktyk windykacyjnych. Jesteśmy w nich kozłem ofiarnym. Ten obraz jest tak zafałszowany, że nie oddaje nawet w przybliżeniu stanu rzeczywistego. W praktyce bowiem to my wyciągamy do dłużnika rękę i pomagamy mu wyjść z kłopotów finansowych. Dopasowujemy harmonogram i wielkość spłat do możliwości danego klienta. Nie jesteśmy komornikiem, który może zająć cały majątek. Sądy zdają się nie brać pod uwagę tego, że są różne rodzaje osób zadłużonych i jeden dłużnik nie musi być równy drugiemu.

Czy możemy z drugiej strony mówić o pewnej przychylności względem dłużników?

Mam wrażenie, że sądy i przy okazji wadliwe przepisy prawne, na podstawie których orzekają, nie są w stanie skutecznie odsiać oszusta od osoby rzeczywiście potrzebującej wsparcia. Wszyscy zostali tu zrównani i brak jest instytucji (np. prokuratury), która mogłaby to zweryfikować, eliminując w ten sposób różnego rodzaju nadużycia.

Sprawia to brak odpowiednich regulacji, wsparcia innych instytucji państwowych czy jeszcze coś innego?

Mam wrażenie, że projekt nie do końca został przemyślany i przygotowany. Nie wzięto pod uwagę skali zjawiska, a założono, że wszystko rozstrzygnie niezawisły sąd. Jego rolą nie jest jednak prowadzenie śledztwa, a postępowanie oparte na bazie przygotowanych dokumentów. Temu ma służyć sala sądowa. Wniosek o upadłość składa często dłużnik, niejednokrotnie dobrze sytuowany, a przy bierności wierzycieli, zazwyczaj instytucji finansowo-bankowych, które także nie posiadają możliwości śledczych, wniosek jest podtrzymany i wszystko kończy się po myśli bankruta. Po kilku latach okazuje się, że on i jego rodzina przez cały ten czas dysponowali odpowiednimi środkami, aby żyć na wysokim poziomie bez konieczności tłumaczenia się komukolwiek. Gdzie tu jest zasada sprawiedliwości społecznej?

Drugą sprawą konieczną do rozwiązania jest problem składania przez dłużników wniosków o upadłość w razie niepowodzenia w kolejnych krajach. Znam przypadki, w których odmowa upadłości w Wielkiej Brytanii, nazywanej rajem upadłościowym, skutkowała wnioskiem i jego akceptacją w Polsce. Przecież to absurd.

Wszyscy o tym wiedzą, ale nikt z tym nic nie robi?

Temat jest skomplikowany. Państwo tworzy prawo i powinno pilnować jego przestrzegania. Do sprawowania kontroli ma przecież szereg powołanych do tego instytucji. Dodatkowo każda z nich powinna mieć inicjatywę ustawodawczą albo chociaż możność opiniowania pod względem zgodności z zasadami współżycia społecznego. Tak widziałbym też rolę regulatora, jakim jest KNF. Brakuje mi obowiązkowego udziału tej instytucji we wszelkich sporach korporacyjnych, ale też dokonywania oceny ustaw, które mają istotne znaczenie dla funkcjonowania rynku. W konsekwencji sądy, na bazie niepełnych informacji lub też świadomie wprowadzane w błąd przez jedną ze stron sporu, wydają często postanowienia oparte na pomówieniach. Smutne w tym wszystkim jest to, że strony często są reprezentowane przez kancelarie, które uprzednio brały aktywny udział w tworzeniu prawa. Dodatkowo wspomniane kancelarie oficjalnie reprezentują dłużników „pro publico bono”, czyli w ramach darmowej pomocy prawnej. Jednak to tylko są pozory. Rzeczywistość pokazuje nam, że ani osoby, które korzystają z tego rodzaju wsparcia nie są w tragicznej sytuacji, ani mecenasi w znakomitej większości nie wykonują tej pracy darmowo. Pobierają wynagrodzenie od klienta, choć z innego tytułu. Jest to czyn jak najbardziej naganny, ale niestety, sankcjonowany i przemilczany przez palestrę. To jest nieetyczne i rodzi poważne podejrzenia.

Czy problem mógłby się rozwiązać, gdyby KNF bardziej angażował się w postępowaniach sądowych i mógł opowiedzieć się po jednej ze stron?

Rola regulatora KNF i GIF jest określona w ustawie oraz regulaminach i sposobach działania. Zdaniem wielu, mając tak duży wpływ na rynek, regulator powinien być aktywnym jego uczestnikiem także w postępowaniach prawnych. Określone już role i znaczenie KNF powinny jedynie zostać doprecyzowane w ustawach. Sensowny byłby układ, w którym odgrywa on rolę animatora rynku, bo przecież to ta instytucja ma najlepszą wiedzę zarówno o nieprawidłowościach rynku, jak i o jego uczestnikach. Nie wykluczam, że takie działanie powinno skutkować powołaniem własnego zespołu prawników lub zaangażowaniem w sprawę Prokuratury Generalnej. Oczywiście jest to pomysł, który wymagałby szerszej dyskusji i przemyśleń. Szef tej instytucji (KNF), jako jedna z ważniejszych osób w państwie, musiałby mieć rozległą wiedzę dotyczącą realiów funkcjonowania na tym obszarze.

A czy branża windykacyjna odpowiednio silnie lobbuje w swoich sprawach? Może jest to kwestia lepszej organizacji, solidarności w celu działania na rzecz własnych interesów?

Ogólnie pojęte lobby jest, jak widać, niewystarczające. Generalnie problem polega na tym, że zmiany zależą od bardzo wielu czynników, w tym od przychylności sceny politycznej, a tej niestety nie ma. Pobłażliwość prawa wobec dłużników daje możliwość zjednania setek tysięcy wyborców, co jest kuszące dla każdej partii. I tu rywalizację przegrywamy na starcie. Biorąc jednak pod uwagę pozycję, z której musieliśmy zaczynać, nie jest źle. Z marginalnej branży o dużej niechęci społecznej, staliśmy się częścią sektora finansowego, czego dziś nikt nie kwestionuje. Na pewno umocnienie pozycji naszej branży leży w interesie całego sektora. Lepsze, bardziej dopasowane do realiów regulacje prawne dla windykacji byłyby wzmocnieniem skuteczności działania całego rynku.

Czego pan, jako przedstawiciel branży, oczekiwałby od państwa w kwestii naprawy tej sytuacji?

Chciałbym przede wszystkim, żeby kolejne pokolenia miały większą wiedzę odnośnie własnych finansów i zarządzania nimi. Dzisiaj co rusz obserwujemy przykłady ludzi, którzy przez brak podstawowych kompetencji w zarządzaniu własnymi finansami wpadają w spiralę długów. To im zazwyczaj staramy się pomóc wyjść na prostą. Tak więc większy nacisk na edukację finansową i konkretne działania ze strony państwa w tym obszarze są bardzo, bardzo pożądane. Liczę na to, że moje życzenie kiedyś w końcu się spełni.

Ważne Informacje

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...