.
Strona główna Blog Strona 124

MANAGER AWARD 2022

    Gala MANAGER AWARD, organizowana tradycyjnie co roku przez magazyn „Manager”, odbyła się 22 czerwca 2022 r. w warszawskim Cambridge Innovation Center.

    W spotkaniu wzięło udział ponad stu znakomitych przedstawicieli świata biznesu. Można więc powiedzieć, że gala miała charakter ekskluzywny. Jak stwierdził redaktor naczelny magazynu Piotr Cegłowski, „Manager” pełni dziś podobną funkcję jak LinkedIn – łączy managerów, przedsiębiorców i przedstawicieli wolnych zawodów oraz informuje o ich dokonaniach i przedsięwzięciach. A także nagradza ich za wybitne osiągnięcia w dziedzinie zarządzania. Nie ma takich ambicji, jak konkurencyjne media, by stać się czymś w rodzaju biznesowego Facebooka i organizować konkursy z dziesiątkami nagród, których laureaci nierzadko nie są w stanie zmieścić się razem na scenie. Zgodnie z misją naszego miesięcznika zależy nam na prezentacji pozytywnych przykładów działania w biznesie, innowacyjności, nowych idei ekonomicznych i ekologicznych, a przede wszystkim managerów oraz firm należących do europejskiej ekstraklasy. Wielu z nich mieliśmy okazję gościć na łamach naszego magazynu. Dziś chcemy im podziękować za to, że mimo trudności, których los ostatnio nie szczędzi naszej części świata, trwają na zawodowych posterunkach, starając się nam wszystkim ułatwiać życie. Jako pierwsza MANAGER AWARD odebrała Iwona Duda, prezes Zarządu PKO BP.

    Pani prezes od ponad 20 lat związana jest z rynkiem finansowym. Jej aktywność oraz rozwiązania wdrażane przez zarządzane przez nią instytucje przyczyniają się do rozwoju sektora bankowego, krajowej gospodarki i szerokiego spektrum życia społecznego. Była zastępcą przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, jako pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów tworzyła Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Pełniła również funkcję doradcy prezesa Narodowego Banku Polskiego. Została wyróżniona odznaką honorową „Za zasługi dla bankowości Rzeczypospolitej Polskiej”. Pełniła funkcję prezesa Zarządu Alior Banku. Jest członkiem Rady Związku Banków Polskich. Od października ubiegłego roku jako wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego kierowała pracami Zarządu spółki, a od 26 stycznia tego roku jest prezesem Zarządu banku. Pod jej kierownictwem PKO Bank Polski realizuje projekty wspierające obywateli, sprzyjające tworzeniu klimatu dla rozwoju przedsiębiorczości, inwestycji oraz przynoszące szczególne korzyści polskiej gospodarce. Bank z sukcesem realizuje transformację cyfrową, rozwija ofertę innowacyjnych produktów finansowych, a także rozszerza ekosystem usług, stawiając na pierwszym miejscu klienta. Pozycja i potencjał banku kierowane są na wspieranie przedsięwzięć służących rozwojowi gospodarczemu naszego kraju. Dowodem tego jest ćwierć biliona złotych (250 mld zł) wartości finansowania, jakie PKO Bank Polski udzielił klientom.

    Zarządzany przez Iwonę Dudę bank trafnie identyfikuje wyzwania sektora bankowego, zarówno odpowiada na potrzeby klientów, jak i przyczynia się do poprawy parametrów finansowych w ramach całego państwa. Jego najnowsza oferta lokat (np.: 5,75 proc. na lokacie mobilnej) to nie tylko wyjście naprzeciw oczekiwaniom klientów, lecz także jeden z czynników wpływających na zmniejszenie presji inflacyjnej.

    Warto podkreślić, że pani prezes kieruje bankiem zgodnie z zasadą odpowiedzialności społecznej. W związku z agresją Rosji na Ukrainę PKO Bank Polski wsparł uchodźców wojennych, zarówno przez liczne inicjatywy w zakresie pomocy humanitarnej, jak i wprowadzając adekwatne rozwiązania w obszarze oferty produktowej, wskazując tym samym kierunek dla innych organizacji. Ponadto bank jako jedyny w Polsce umożliwił wymianę hrywny na złote po kursie ustalonym przez Narodowy Bank Ukrainy i – pod kierownictwem Iwony Dudy – po raz kolejny udowodnił, że w tak dynamicznych warunkach potrafi sprostać nawet najbardziej wymagającym wyzwaniom.

    Kolejnym laureatem MANAGER AWARD 2022 został Piotr Wachowiak, rektor Szkoły Głównej Handlowej. Absolwenci, ale też studenci SGH wiedzą, na czym polega biznes w praktyce. Studiują na uczelni, która zapewnia im łatwy start zawodowy. Niewiele szkół wyższych w naszym kraju ma tak bliskie związki z biznesem, jak SGH. Duża w tym zasługa rektora prof. Piotra Wachowiaka, który rozumie funkcjonowanie gospodarki jak mało kto. Prowadzi badania naukowe na temat polityki personalnej w polskich firmach, pomiaru kapitału intelektualnego przedsiębiorstw, zarządzania wiedzą, negocjacji oraz społecznej odpowiedzialności biznesu. Jest autorem i współautorem wielu publikacji w tej dziedzinie. Jest też nauczycielem i autorytetem dla wielu młodych ludzi, którzy przez dziesiątki lat będą kształtować polski biznes.

    Następnie na scenie pojawił się Paweł Strączyński, wiceprezes Zarządu Banku Pekao SA. Jest on wybitnym finansistą i managerem z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu finansami przedsiębiorstw i korporacji, także o zasięgu międzynarodowym, ale też znawcą i praktykiem zarządzania przedsiębiorstwami i projektami z branży energetycznej. W swojej działalności zawodowej doskonale łączy ugruntowaną ekonomiczną wiedzę teoretyczną z ogromnym doświadczeniem managerskim w firmach polskich i zagranicznych, co przekłada się na sukcesy biznesowe zarządzanych przez niego podmiotów. Jest profesjonalistą wymagającym bardzo dużo od współpracowników, a jeszcze więcej od samego siebie.

    Laureatem MANAGER AWARD został Robert Zapotoczny, prezes PFR Portal PPK.

    Posiada on nieocenioną wiedzę w zakresie pracowniczych planów kapitałowych. Jest współtwórcą ustawy o PPK. Ma też wieloletnie doświadczenie w sektorze ubezpieczeniowym. Od 2016 r. zaangażowany w prace międzyresortowego zespołu pracującego nad ustawą o pracowniczych planach kapitałowych, w strukturze grupy kapitałowej Polskiego Funduszu Rozwoju. Obecnie kieruje spółką PFR Portal PPK i odpowiada za promowanie długoterminowego oszczędzania w ramach PPK. Poprzez szkolenia, warsztaty i konferencje dzieli się wiedzą i przekonuje do sensownego lokowania oszczędności. Aureliusz Górski, Co-founder of Cambridge Innovation Center Poland, laureat nagrody „Managera”, jest obecnie zaangażowany w tworzenie już nie kampusu, ale całej dzielnicy innowacji w Warszawie. Dzięki jego staraniom pojawiło się w Polsce Cambridge Innovation Center. Stanowi ono magnes przyciągający prawdziwych innowatorów, ludzi, którzy zmieniają świat, wprowadzając w życie nowatorskie idee i technologie. Sukces, jakim było otwarcie CIC, stanowił uwieńczenie pięciu lat wytężonej pracy koncepcyjnej i organizacyjnej. Bartosz Woźnicki Sales & Marketing Board Member Clovin Group otrzymał nagrodę za innowacyjne działania w dziedzinie szeroko pojętej ekologii.

    W świecie przyszłości, gdzie biznes nie jest tylko cyfrą, lecz także filozofią, systemem wartości, w którym zrównoważony wzrost jest ważny tak samo jak zysk, trzeba stawiać kroki odważnie, ale i mądrze. Właśnie za to, za postawienie konsumenta na pierwszym miejscu, za ochronę przyszłych pokoleń i zainteresowanie wizją środków czystości wolnych od składników czynnych hormonalnie nie tylko rodzimej branży, lecz także europosłów i światowych mediów przyznaliśmy MANAGER AWARD.

    Kolejne dwie nagrody „Managera” pokazują, jak ważny jest dziś sektor medycyny estetycznej. Pierwsza z nich to zasługa Beaty Krakowskiej, która w grupie Enel Med odpowiada za rozwój biznesu związanego z medycyną estetyczną. Zarządza dwiema Klinikami Estell, z których pierwsza powstała sześć lat temu. Kilka tygodni temu otwarto drugą, i nie jest to ostatnie słowo, bo wkrótce uruchomiona zostanie trzecia klinika. Klucz do sukcesu stanowi kompleksowość oferty, czyli połączenie medycyny estetycznej ze stomatologią. Z kolei marka grupy Enel-Med daje pacjentom poczucie bezpieczeństwa i pewność wysokiej jakości zabiegów. A wszystko to składa się na spektakularny sukces na silnie konkurencyjnym rynku. Nagrodę odebrała Karolina Karolczak, dr marketingu Enel-Med & Estell.

    Kolejny przedstawiciel tej branży to BTL Industries Limited. Firma posiada ponad 65 oddziałów na całym świecie. Wszędzie tam dostarcza najwyższej jakości aparaturę medyczną do klinik, szpitali, przychodni, sanatoriów, ośrodków rehabilitacji i gabinetów medycyny estetycznej. Jednak wizja firmy to coś więcej niż produkowanie coraz lepszych i jeszcze bardziej skutecznych urządzeń. Jej celem jest skuteczna pomoc pacjentom, którzy dzięki wykorzystaniu w leczeniu nowoczesnych technologii pokonują problemy, realizują marzenia i cieszą się pełnią życia. Potrzeby pacjentów leżą u podstaw każdej decyzji podejmowanej w firmie. BTL posiada znakomity zespół. Zatrudnia ponad 2,4 tys. pracowników i 370 inżynierów w centrach badań i rozwoju (R&D). Fabryki produkcyjne zlokalizowane w Europie mają ok. 11 tys. mkw. powierzchni. BTL jest silnym, rozpoznawalnym na świecie brandem, a firma od lat zaangażowana jest również w działalność edukacyjną, społeczną i charytatywną. Nagrodę odebrał Sławomir Sobusiak, dyrektor zarządzający BTL.

    Tradycyjnie „Manager” wyróżnił też przedstawiciela świata mediów. Nagrodę odebrał jeden z najbardziej znanych ukraińskich artystów Ivan Dorn, twórca Master Hub, promotor współpracy międzykulturowej. Laureat Nagrody Specjalnej ponad 10 lat jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych głosów w ukraińskim przemyśle muzycznym. Stworzył w Kijowie społeczność kulturalną o nazwie Masterskaya, która stara się łączyć oryginalnych i utalentowanych ludzi z Polski i Ukrainy. Warto dodać, że debiutował w wieku sześciu lat, ukończył klasę fortepianu, nagrał trzy albumy solowe, a w 2017 r. został laureatem Europejskiej Nagrody Muzycznej MTV dla najlepszego rosyjskiego wykonawcy. Jest znany nie tylko jako piosenkarz, lecz także jako DJ, prezenter telewizyjny i producent muzyczny.

    Uroczystość relacjonowała TVP, która zaprezentowała w programie informacyjnym reportaż z gali, jak również – w innych audycjach – wypowiedzi laureatów MANAGER AWARD. Oprawę muzyczną zapewnili skrzypaczka Aleksandra Markowicz i dj Adrian Śliwiński, a laureatów fotografował Jan Gierach.

    Piotr Cegłowski

     

    ESG szansa i zagrożenie

      Problematyka ESG gości w każdym wydaniu „Managera”. W związku z tym postanowiliśmy zorganizować debatę ekspertów poświęconą postrzeganiu ESG przez instytucje finansowe oraz inwestorów.

      Dyskusja panelowa, której zapis przedstawiamy, odbyła się 9 czerwca w Cambridge Innovation Center w Warszawie. Wzięli w niej udział: mec. Aleksandra Polak z kancelarii B2RLaw, Paweł Strączyński, członek zarządu Banku Pekao SA, prof. Maciej Rudnicki, prorektor Akademii Polonijnej, dyrektor Edmund Cumber z PKO BP, Michał Miszułowicz, dyrektor ds. współpracy z sektorem innowacji z Banku BNP Paribas, i Tomasz Pawlikowski z Sustainable Brands. Dyskusję prowadziła dr Luiza Wyrębkowska z B2RLaw.

      Partnerem merytorycznym debaty był PKO Bank Polski

      Luiza Wyrębkowska: ESG, o którym dziś będziemy mówić, to jeden z najważniejszych tematów dla polskiego biznesu. Szczególnie interesujący jest kontekst rynków finansowych, ponieważ mamy tu do czynienia z wieloma wyzwaniami związanymi z wdrażaniem ESG.

      fot. Luiza Wyrębkowska

      Aleksandra Polak: Zacznijmy od tego, że Unia Europejska nadal nie zabrania prowadzenia i finansowania działalności, która nie jest zrównoważona środowiskowo. To, co dotąd zrobiła, to wymóg na poziomie ujawnień albo raportowania w obszarze tego, w jakim
      zakresie działalność albo produkty inwestycyjne są zrównoważone. Wymienię najważniejsze regulacje. Pierwsze rozporządzenie (Sustainable Finance Disclosure Regulation, SFDR) dotyczy ujawnienia kwestii zrównoważonego rozwoju w sektorze finansowym na poziomie podmiotu, czyli instytucji finansowej, i na poziomie produktowym.

      fot. Aleksandra Polak

      Można powiedzieć, że UE wymaga ujawnień w zakresie wdrożenia zagadnień ESG do polityki inwestycyjnej. Kolejnym aktem prawnym jest dyrektywa dotycząca raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju przez przedsiębiorstwa (Corporate Sustainability Reporting Directive, CSRD). To nowa regulacja, która bardzo rozszerza i podmiotowy, i przedmiotowy zakres raportowania, ponieważ od 2024 r. kwestie zrównoważonego rozwoju będą musiały już raportować wszystkie spółki zatrudniające więcej niż 250 osób, niezależnie od tego, czy są publiczne, czy nie, oraz wszystkie spółki notowane na rynku regulowanym, nawet małe i średnie. Jest to znaczne rozszerzenie podmiotowe, a dodatkowo zmienia się też architektura raportowania. Teraz podmioty będą musiały raportować na temat wszystkich trzech elementów ESG, czyli kwestie środowiskowe, kwestie społeczne i dotyczące ładu zarządczego. Co bardzo ważne, uwzględniony został też element strategii. Trzeba wskazać, w jakim zakresie model biznesowy jest odporny na ryzyka środowiskowe, w jakim zakresie spółka wpływa na środowisko, ale też w jakim zakresie środowisko może wpłynąć na działalność spółki. Żeby dane były czytelne, porównywalne i rzetelne, raporty będą otagowane cyfrowo i będą podlegały audytowi biegłych. Raportowanie będzie zgodne z jednolitym unijnym standardem.

      Holistyczny punkt widzenia
      Maciej Rudnicki: To bardzo trudne zadanie – spojrzeć na ESG z holistycznego punktu widzenia. Gdybyśmy spojrzeli na podstawy aksjologiczne tej problematyki i na źródła zachowania człowieka, to można tak pół żartem, pół serio powiedzieć, że u zarania dziejów człowiek zachował się w bardzo niezrównoważony sposób, samodzielnie opuszczając raj będący krainą szczęśliwości… A zatem można stwierdzić, że człowiekowi nie należy przypisywać aspektu racjonalnego zrównoważenia, podobnie jak firmom czy korporacjom. W związku z tym, że historia człowieka polega na niezrównoważonych wyborach, gdy spojrzymy historycznie na rozwój biznesu, gospodarki czy ekonomii, w wielu procesach rozwojowych człowiek w swoich zachowaniach dochodził do nieracjonalnych granic. A to skutkowało pojawieniem się norm nakazu albo zakazu. Wszystko, co jest związane zarówno ze zrównoważonym rozwojem, jak i ESG, jest naznaczone tego typu procesami. Zwróćmy uwagę, jak się rozwijał przemysł w Europie przed I wojną światową czy po II wojnie światowej. Był to rozwój oparty głównie na przemyśle ciężkim.

      fot. Maciej Rudnicki

      Bardzo ingerujący w środowisko naturalne. Gdyby w pewnej chwili nie pojawiły się – na poziomie poszczególnych państw czy w ramach wspólnot europejskich, a później w Unii Europejskiej, aż w końcu na poziomie ogólnoświatowym – określone normy, w naturalny sposób rozwój by się zatrzymał. Kto myślący tylko o zysku miałby na względzie ochronę środowiska? Jest wiele przykładów, że przemysł ciężki drenował środowisko aż do osiągnięcia granic skrajnej zyskowności. Z tego względu normy ESG są potrzebne, związane legislacyjnie ze zrównoważonym rozwojem, z aktualną sytuacją globalną, klimatyczną, społeczną, socjalną oraz odpowiedzialnością za planetę. Dotyczą one również standardu życia i bezpieczeństwa socjalnego. Przykładem może być wykorzystywanie pracy nieletnich dopuszczane w niektórych państwach. Ta legalność stoi w kontrze do naszej, europejskiej, filozofii. Podsumowując – na linii czasu historii świata zrównoważenie ciągle ściera się z niezrównoważeniem, czyli racjonalność z nieracjonalnością. Jesteśmy w dramatycznej sytuacji, bo musimy osiągnąć balans nie tylko środowiskowy, lecz także gospodarczy, czyli mniej zysku, a więcej odpowiedzialności.

      Banki ratują planetę?

      Luiza Wyrębkowska: Czy mogą się państwo zgodzić z twierdzeniem, że na instytucjach finansowych spoczywa dzisiaj ciężar odpowiedzialności za ratowanie planety, gdyż jakkolwiek górnolotnie to brzmi, to właśnie one będą oczekiwały od swoich klientów dostosowania się do wymogów ESG.

      Aleksandra Polak: Mówiliśmy o tym, że Unia nie nakazuje działalności zrównoważonej, ale przepisy są bardzo sprytnie skonstruowane na poziomie ujawnień i zakładają, że instytucje finansowe wezmą na siebie ciężar transformacji związanej z ESG. Co ciekawe, z moich obserwacji wynika, że polskie spółki zaczynają się interesować ESG często po kontaktach z bankami. Na szczęście polskie banki nie podchodzą ortodoksyjnie do przepisów i nie odmawiają finansowania, jeśli spółka jeszcze nie integrowała ESG, sugerując podmiotom gospodarczym jak najszybsze dostosowanie się do nowych norm i uwzględnienie ich w strategii. Podsumowując, w mojej ocenie to właśnie banki jako pierwsze będą instytucjami zwracającymi uwagę firm na nowe standardy związane z ESG.

       

      fot. Paweł Strączyński

      Paweł Strączyński: Bardzo się cieszę, że będę mógł podzielić się z państwem tym, co w zakresie ESG i zrównoważonego rozwoju już robi bądź w najbliższym czasie zamierza robić Bank Pekao SA. Tak jak wspomniała pani mecenas, nie ma zakazu inwestowania lub angażowania się w projekty niezrównoważone. Jednakże mamy wolę akcjonariuszy i inwestorów, którzy wywierają wpływ na działanie spółki i kierunki jej rozwoju. Mam tutaj na myśli zwłaszcza akcjonariuszy większościowych, bo to oni decydują, w jakim kierunku bank będzie się rozwijał i jaka będzie jego oferta. Znaczącym wydarzeniem była oczywiście repolonizacja, czyli przejęcie kontrolnego pakietu akcji przez podmioty związane ze Skarbem Państwa, czyli PZU i PFR. Oznacza to, że – tak jak w przypadku naszego głównego konkurenta: PKO BP oraz Alior Banku – sposób, w jakim kierunku jest prowadzona polityka energetyczna państwa, wywiera wpływ na to, jak są rozwijane strategie banku. W czerwcu zeszłego roku przyjęliśmy strategię ESG, w której określiliśmy główne cele, które chcemy osiągnąć do roku 2024. A to oznacza zaangażowanie się bezpośrednio w projekty zrównoważone na kwotę co najmniej 8 mld zł, zorganizowanie finansowania czy stanie się częścią konsorcjów, które takie finansowanie organizują, na kwotę co najmniej 22 mld zł. Określiliśmy, że nasze zaangażowanie w projekty zrównoważone bezpośrednie lub pośrednie powinno wynosić na koniec 2024 r.co najmniej 30 mld zł. Oprócz tego określiliśmy, w projekty wysokoemisyjne do końca 2024 r. zejdzie poniżej 1 proc. To są kowenanty, które są wpisane wprost w naszej strategii. Ostatnie trzy miesiące, może jeszcze nie diametralnie, ale zmieniły już sposób patrzenia na transformację energetyczną. Jest ona absolutnym driverem, jeśli chodzi o osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju. Chciałbym zwrócić też uwagę na znaczenie miksu energetycznego. Polska jest krajem Unii Europejskiej, który, w przeliczeniu na osobę, ma jeden z największych współczynników emisji. Wynika to między innymi z tego, że nie była u nas rozwijana energetyka jądrowa. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy nasi sąsiedzi dysponują elektrowniami jądrowymi. Polska jest w tym zakresie absolutnym ewenementem. Jesteśmy krajem, który w 80–85 proc. wytwarza energię wyłącznie w oparciu o źródła wysokoemisyjne. Wiele osób twierdzi, że transformacja energetyczna w Polsce powinna być procesem gwałtownym, wręcz rewolucyjnym. Nie zgadzam się z takim podejściem, bo ryzyko jest duże, a efekt niepewny. My uważamy, że zmiany powinny zachodzić w sposób ewolucyjny, czyli zrównoważony. Nie możemy działań transformacyjnych, jeśli chodzi o energetykę polską, prowadzić w sposób nieprzemyślany i niezrównoważony, bo, po pierwsze, narazimy bezpieczeństwo energetyczne kraju, po drugie, zagrozimy rozwojowi gospodarczemu, a po trzecie, może stać się to pośrednią przyczyną wzrostu inflacji i bezrobocia. Podsumowując, budowy elektrowni na węgiel byśmy już dzisiaj nie finansowali, lecz chcę podkreślić, że nie oznacza to, iż wycofujemy się z finansowania projektów wysokoemisyjnych, ale tylko podczas transformacji energetycznej zgodnej ze strategią państwa.

      Po pierwsze, nie szkodzić

      Michał Miszułowicz: Wrócę do pytania: czy na bankach powinien spoczywać ciężar ratowania planety? Chyba nie mają innego wyjścia, bo są w centrum krwiobiegu gospodarczego. Wszystko, co się dzieje w gospodarce, w ten czy inny sposób przechodzi przez bank, który dodatkowo jest lewarem pozwalającym na dokonywanie inwestycji, transformacji czy rewolucji przemysłowych. Bez udziału sektora bankowego w gospodarce niewiele się dzieje.

      fot. Michał Miszułowicz

      Dlatego, mimo że ESG oznacza dodatkowe obowiązki i koszty, wydaje mi się, iż nasz sektor jest dobrym miejscem do przyłożenia wagi tej miary. Nie wiem, czy naszą rolą jest ratowanie planety, może bardziej stajemy się kustoszem, który pilnuje, żeby więcej nie szkodzić. Wycofaliśmy się z finansowania sektora węglowego, przykładamy dużą wagę do zazieleniania naszych aktywów, natomiast widzimy, że sam kij – mówiąc kolokwialnie – kiepsko się spisuje. Warto zaznaczyć, że odcinanie kolejnych gałęzi biznesu nie motywuje pozytywnie do bycia zielonym. Mało tego, przez ograniczenie akcji kredytowej moglibyśmy utracić naszą pozycję rynkową. Dlatego od 2009 r. Bank BNP jest dystrybutorem różnych programów unijnych, które wspomagają przedsiębiorców i przedsiębiorstwa w transformacji efektywności energetycznej i termomodernizacji, ponieważ ogrzewanie również jest bardzo dużym, specyficznym dla Polski problemem, zwłaszcza na tle Unii. Tak więc banki są dobrym miejscem do wprowadzania ESG, a taksonomia – czyli mierzenie ESG – jest tylko przykrym obowiązkiem. W tym roku ogłosiliśmy strategię GOBeyond na lata 2022–2025. To pierwsza strategia Banku BNP Paribas agregująca cele biznesowe z aspektami zrównoważonego rozwoju. To symboliczne pokazanie, że aspekty ESG są dla nas driverem biznesowym. Strategia zakłada, że do 2025 r. bank osiągnie ROE na poziomie ok. 12 proc., a zrównoważone aktywa będą stanowiły 10 proc. portfela. Filar POSITIVE strategii GOBeyond gwarantuje, że wszelkie działania banku mają pozytywny wpływ na otoczenie społeczne, biznesowe i środowisko. Filar ten ma pomóc w umocnieniu pozycji banku jako lidera zrównoważonych finansów (łączna wartość kredytów udzielonych przez bank na projekty wspierające zrównoważony rozwój to już 6,6 mld zł), rozwijającego ofertę dedykowanych produktów i usług dla wszystkich linii biznesowych. Bank skoncentruje się na rozwijaniu oferty z pozytywnym wpływem środowiskowym i społecznym oraz produktów połączonych z oceną i wynikami w zakresie ESG. Dla klientów korporacyjnych bank planuje stworzenie centrum kompetencyjnego aktywnie wspierającego ich w zrównoważonej transformacji. Jako instytucja inkluzywna, dostępna dla wszystkich i zaangażowana w kwestie społeczne, bank będzie również konsekwentnie prowadził aktywne działania w obszarze wspierania różnorodności, wdrażania strategii równościowych i przeciwdziałania dyskryminacji, szczególnie przez realizowane projekty i podejmowane inicjatywy wspierające różnorodne grupy wrażliwe ze względu na wiek, pochodzenie, narodowość, płeć, sprawność fizyczną itd. To nasze holistyczne spojrzenie na aspekty ESG. Edmund Cumber: Nasz bank również przykłada dużą wagę do tych problemów. Podobnie jak Pekao SA chcemy zmniejszyć zaangażowanie w sektory wysokoemisyjne, ale nie zrywamy z tym zaangażowaniem. Rozumiemy, że to musi być proces ewolucyjny, transformacja. Nie finansujemy nowych projektów, które by sprzyjały zwiększeniu emisji, ale tylko takie, które emisje redukują. Stąd coraz więcej kredytów na inwestycje w energetykę odnawialną. Przykładem mogą być farmy wiatrowe i fotowoltaiczne. Ciągle jednak jesteśmy zaangażowani w sektor węglowy, choć nie chcemy tego zwiększać. Obecnie każdy kredyt, jaki rozpatrujemy, jest u nas umownie pokolorowany. To pokazuje nam, czy sprzyja transformacji, jest neutralny czy niesprzyjający. Chcemy, aby tych ostatnich systematycznie ubywało w naszym portfelu, tym bardziej że na spotkaniach z inwestorami na walnych zgromadzeniach i na spotkaniach inwestorskich takie pytania są nam zadawane. Nie chcemy, żeby inwestorzy oskarżali nas, że lekceważymy problematykę ESG. Natomiast największym problemem jest metodologia, jak oceniać cele i podejście do transformacji. Nie ma bowiem jednoznacznych i ostrych kryteriów oceny, jak dana instytucja podchodzi do ESG. Jest to raczej kwestia uznaniowa.

      Ważny element wyceny

      Luiza Wyrębkowska: 1 czerwca 2022 r. policja weszła do siedziby Deutsche Banku i spółek z grupy. W związku z tym spadła cena emisyjna akcji, a do dymisji podał się CEO. Pojawia się pytanie: skąd tak silna reakcja na zarzuty nieprawdziwych danych w zakresie zrównoważonego rozwoju, przy ciągle jednak nieostrych kryteriach oceny wdrażania ESG. Czy w Polsce taka akcja też byłaby możliwa? Czy w ogóle wyobrażają sobie państwo, że do siedziby waszych banków wchodzą policja i prokuratura w związku z ESG?

      Aleksandra Polak: Od strony formalnoprawnej byłoby to możliwe również w Polsce. Nie potrzeba do tego żadnych nowych regulacji. Policja zainteresowała się tą sprawą, ponieważ czynniki ESG są bardzo ważnym elementem wyceny i oceny ryzyka portfela inwestycyjnego. Dla przykładu, jeśli zwiększy się cena energii albo będzie mniejszy dostęp do wody czy załamie się łańcuch dostaw, wówczas może to mieć przełożenie na marże, koszty, płynność i w konsekwencji na wyniki finansowe. Dodatkowo często się mówi, że kryteria finansowe odnoszą się do przeszłości, a czynniki ESG pozwalają przewidzieć, co wydarzy się w przyszłości. Tak więc mogą one być lepszą projekcją tego, co czeka spółkę, niż wyniki historyczne. Jeśliby się okazało, że instytucja finansowa podawała swoim klientom nieprawdziwe informacje o ryzyku związanym z kwestiami zrównoważonego rozwoju, można by to porównać do podawania zafałszowanych wyników dotyczących rentowności, a to byłoby po prostu oszustwo. Za tym poszłyby kary administracyjne, odpowiedzialność członków organów związana z brakiem absolutorium czy odwołaniem zarządu i w końcu odpowiedzialność cywilna wobec klientów.

       

      fot. Edmund Cumber

      Tomasz Pawlikowski: Uważam, że właśnie instytucje finansowe ponoszą w tej chwili największą odpowiedzialność za transformację, mając wpływ na taksonomiczne aspekty ESG, czyli na to, jak środki pozyskiwane przez podmioty gospodarcze będą wykorzystywane. W Sustainable Brands wierzymy, że marki stanowią centralne miejsce przemiany i z punktu widzenia wizerunku jakiejkolwiek firmy, która poddaje się transformacji, największym ryzykiem jest powierzchowne i cyniczne traktowanie tego wymiaru. Powinniśmy mówić o holistycznej przemianie i nietraktowaniu jej jako kolejnego instrumentu do powiększenia portfela. Uważam, że my wszyscy musimy się liczyć z tym, że powoli wychodzimy z konsumpcjonizmu w dobę konserwacjonizmu. Istnieje ryzyko, że wiele firm, które będą się kierowały wyłącznie taksonomiczną częścią ESG, a nie traktowały go jak zmiany świadomości organizacji i jej funkcjonowania na wszystkich poziomach, pozostanie na cynicznym poziomie jakiegoś wskaźnika, który będzie nam umożliwiał jedynie pozyskiwanie finansowania. W pewnym sensie nie stoimy już przed dylematem: czy zarabiać lub ratować planetę, ale czy ratować gatunek ludzki?

      Ewolucja czy rewolucja?

      Maciej Rudnicki: Chcę podzielić się kilkoma refleksjami, może troszeczkę oderwanymi od siebie, ale mieszczącymi się w duchu naszej dyskusji. Po pierwsze, widzę pewną racjonalność w zachowaniu banku polegającym na nieodchodzeniu w trybie rewolucyjnym od finansowania wysokoemisyjnych projektów finansowych w przypadku naszego kraju. Proszę zauważyć, że jest to uzasadnione sekwencją czasową naszego wstąpienia do Unii Europejskiej oraz tym, co się działo przed powstaniem Unii, kiedy jeszcze królowały różnego rodzaju wspólnoty. Po II wojnie światowej miały one de facto integrować wydobycie węgla i produkcję stali, czyli naturalne przemysły, o które walka zawsze powodowała wojny w Europie. Chodziło o to, żeby w państwach, które były sobie wrogie, zintegrować te przemysły, by znalazły się w jednej wspólnocie. Nastawiano się wtedy na rozwój przemysłu ciężkiego, który w negatywny sposób oddziaływał na środowisko. Ograniczyły to dopiero wprowadzane ewolucyjnie dyrektywy UE. Wchodząc do Unii, byliśmy już poddani wysokim kosztom dostosowania się do norm środowiskowych. W czasie, kiedy pracowałem w Ministerstwie Środowiska, w okresie przedakcesyjnym, twardo negocjowaliśmy z Komisją Europejską koszty, które Polska musiała ponieść przed akcesją oraz w pierwszych latach po niej. Były dramatycznie wysokie. Udało nam się jednak, w drodze negocjacji, osiągnąć satysfakcjonujący nas kompromis. To, że Polsce zabrakło okresu nieskrępowanego niczym rozwoju, spowodowało trudności w płynnym dogonieniu gospodarek rozwiniętych krajów zachodnich. Z tych samych powodów kraje te przechodzą o wiele łagodniej transformację związaną z ESG. Po drugie, ostatnio studiowałem zachowanie się funduszy inwestycyjnych, głównie amerykańskich, określających się jako
      fundusze zrównoważonego rozwoju. Inwestują w projekty finansowe i firmy, które stosują zasady zrównoważonego rozwoju oraz ESG. Okazuje się, że kilka największych funduszy zdecydowanie zwiększyło swoją ekspozycję finansową między rokiem 2018 a 2021. Najbardziej ekspansywne i największe amerykańskie fundusze, typu BlackRock, zaczynają osiągać bardzo dobre wyniki finansowe. Nawiązując do wypowiedzi mojego przedmówcy, zachodzi podejrzenie o cynizm polegający na inwestowaniu w ESG nie dlatego, że tak trzeba, ale ze zwykłej chęci zarabiania. Potwierdza to wypowiedź prezesa funduszu, który stwierdził, że inwestujemy w ESG nie dlatego, że jesteśmy ekologami, ale dlatego, że jesteśmy twardymi kapitalistami i nam się to opłaca. Jeżeli się okaże, że inwestowanie w zrównoważony rozwój jest po prostu opłacalne, to pojawia się pytanie, czy nie stracimy tego holistycznego celu, a na końcu dnia jednak musimy zacząć żyć w kompletnie inaczej zorganizowanym świecie. Obawiam się, że cynizm doprowadzi do opóźnionej katastrofy, czyli spowoduje pewne przytrzymanie, uśpienie naszej czujności i szybkie dojście do sytuacji, z której nie będzie już odwrotu.

      Tomasz Pawlikowski: Miejmy na uwadze, że nie jesteśmy w jakiejś bańce oderwanej od środowiska, w którym funkcjonujemy. Mam na myśli środowisko konsumentów – to oni kształtują marki. Jest takie pojęcie brand equity, kształtowane przez odbiorców. W ostatnim czasie ich świadomość dramatycznie rośnie w Stanach Zjednoczonych. W tej chwili 93 proc. konsumentów deklaruje chęć wspierania jedynie tych marek, które w rzeczywisty sposób nie tylko wykazują się chęcią, lecz także działaniami na rzecz transformacji w kierunku zrównoważonego rozwoju.

      Zmiana czy greenwashing?

      Luiza Wyrębkowska: Czy państwa banki weryfikują klientów w kontekście greenwashingu?

      Michał Miszułowicz: Informacje, które są podawane w dokumentach, są oczywiście weryfikowane. Greenwashing jest bardziej popularny w marketingu i działaniach wizerunkowych niż w finansach. Za wprowadzenie w błąd w przypadku danych finansowych albo okolicznych grożą konkretne sankcje karne. W przypadku greenwashingu marketingowego możliwe są głównie problemy wizerunkowe, które wiele firm ciągle bagatelizuje. W naszych dywagacjach zapomnieliśmy o jednej pozytywnej stronie tego zjawiska. Generowanie wartości przez przedsiębiorstwo nie tylko dotyczy dziedziny finansów – jak do tej pory w kapitalizmie – lecz także powinno być rozpatrywane przez pozytywny wpływ na społeczeństwo i środowisko. To właśnie w tych kategoriach powinniśmy rozpatrywać przyszłość ESG, czyli przez rozwijanie działalności, która ma pozytywny wpływ i, co równie ważne, mierząc efektywność przedsiębiorstwa nie tylko w kontekście finansowym.

      fot. Tomasz Pawlikowski

      Edmund Cumber: Nie spotkałem się z greenwashingiem u naszych klientów. Wydaje mi się, że oni nie mają aż takich bodźców, żeby nas oszukiwać w ten sposób. Owszem, te największe spółki raportują swój stosunek do ESG, ale to nie jest jeszcze aż tak silnie postrzegane przez naszych klientów korporacyjnych. Bardziej to dotyczy zachodnich funduszy inwestycyjnych.

      Paweł Strączyński: W kontekście greenwashingu należy pozytywnie spojrzeć na akcję w Deutsche Banku. Co ważne, policja i prokuratura podjęły w tej sprawie samodzielne działania. Przypomnę, że koncerny niemieckie, jeśli chodzi o podawanie nieprawdziwych informacji, nie tylko na temat ESG, mają wieloletnie doświadczenie. Zwróćmy uwagę, że w przypadku Volkswagena to Amerykanie odkryli fałszerstwo i gdyby nie oni, w Europie sprawa zostałaby zamieciona pod dywan. Mam jeszcze refleksję na temat kapitalizmu. Podstawą dla jego rozwoju jest dzieło Adama Smitha „Studia nad bogactwem narodu”. Myślę, że wiele osób zapomina, iż przed ukazaniem się tej pracy Smith napisał też dzieło filozoficzne o moralności. Jeżeli więc będziemy interpretowali biblię kapitalizmu w oderwaniu od moralności, na którą Smith zwracał szczególną uwagę, to wyciągniemy fałszywe wnioski. W mojej ocenie jedynie interpretowanie tych obu dzieł łącznie pokaże nam, jaka powinna być właściwa droga rozwoju kapitalizmu. A powinna ona uwzględniać moralność.

      Trzy litery, wiele interpretacji

      Luiza Wyrębkowska: Proszę państwa o komentarz do słów inwestora, który jest guru dla wielu osób na całym świecie. Elon Musk powiedział, że ESG to oszustwo wykorzystywane przez fałszywych bojowników o sprawiedliwość społeczną. Podkreślić jednak należy, że Tesla to projekt ekologiczny, a Musk inwestuje we wszelkiego rodzaju inicjatywy proklimatyczne.

      Aleksandra Polak: Czym innym są impact investment i pozytywny wpływ na klimat, a czym innym ryzyka i ratingi ESG. Pojawiły się zarzuty, że zrównoważona fabryka Tesli w Kalifornii nie przestrzega przepisów bhp. Pojawiły się też zarzuty dyskryminacji na tle rasowym i etnicznym, a także dotyczące samego stylu zarządzania spółką – braku transparentności oraz komunikacji między prezesem a inwestorami. Dlatego Tesla została usunięta z indeksu S&P 500 ESG.

      Luiza Wyrębkowska: I tak docieramy do problemu S i G ze skrótu ESG, określającego wskaźniki Środowiskowe (Environmental), Społeczne (Social) i Ład Korporacyjny (Corporate Governance).

      Maciej Rudnicki: Kwestie związane z E są dość dobrze rozłożone na czynniki pierwsze, które są identyfikowalne zarówno jako ryzyka, zagrożenia, jak i korzyści. S wydaje się najbardziej szerokim i najmniej rozpoznanym zakresem, a jednocześnie także najtrudniejszym do uchwycenia. Jest to też kwestia metodyki badającej stopień spełniania tego kryterium. S musi być lepiej obudowane prawnie.

      Edmund Cumber: Rzeczywiście, nie ma tych jednoznacznych kryteriów, zwłaszcza w social governance. W przypadku danych dotyczących środowiska można relatywnie łatwo ocenić, czy dana inwestycja je zatruwa, ale już znacznie trudniej, czy jest społecznie odpowiedzialna.

      Uniwersalne normy prawne

      Maciej Rudnicki: Warto zauważyć, że trudno też o globalne rozwiązania prawne. Jeżeli w danym kraju system prawny dopuszcza pracę osób nieletnich, a systemy prawne Unii Europejskiej tego nie akceptują, to jak ustalić normę prawa międzynarodowego? Czy można postawić zarzut, że ktoś czerpie zysk z pracy nieletnich w zakładzie umiejscowionym w państwie, gdzie ten proceder jest legalny? Zwracam uwagę, że Europa miała już taki problem po II wojnie światowej. W procesach norymberskich oskarżano zbrodniarzy hitlerowskich, którzy bronili się, twierdząc, że ustawy – nomen omen – norymberskie dopuszczały eliminację poszczególnych nacji, więc oni wykonywali rozkazy, działali legalnie, zatem na jakiej podstawie się ich oskarża? Społeczność międzynarodowa musiała się zgodzić, że istnieje system ogólny, który zakazuje jednej nacji eksterminowania innej. A zatem jak w aktualnym systemie prawnym wydać negatywną decyzję finansową w stosunku do kogoś, kto czerpie zysk z pracy dzieci w państwie, gdzie to jest legalnie dopuszczalne? A w dodatku to państwo jest członkiem ONZ…

      Tomasz Pawlikowski: Znowu dotykamy problemu moralności. To jest wewnętrzny kompas, którym się powinny kierować organizacje. W tym kontekście warto ponownie odnieść się do działalności Elona Muska. Uprawia on purposewashing, który funkcjonuje inaczej niż greenwashing. Polega na pokazywaniu swojej firmy jako organizacji zrównoważonego rozwoju na podstawie jednego elementu wpisanego do DNA. Jest to, moim zdaniem, bardzo szkodliwe, bo posługuje się mechanizmem, że jeśli coś jest dozwolone, to mnie rozgrzesza. Natomiast co do samego greenwashingu: nie powinniśmy być całkowicie przeciwni stosowaniu go w marketingu czy w innych działaniach z jednego tylko powodu. Jeśli dana organizacja wchodzi na drogę zrównoważonego rozwoju, wówczas oznacza to, że podejmuje ważne zobowiązanie rozłożone na lata. Ciekawy przykład to Nestle, które wyznaczyło sobie cel zakończenia procesu budowy regeneracyjnej marki do 2035 r. Tak poważna zmiana nie następuje natychmiast. Wymaga inwestycji i zmian modelu biznesowego. Po drodze zdarzają się różne ciekawe rzeczy, które czasami odbiorcy odbierają jako greenwashing. A one są tylko przejawami pozytywnych działań. Ale jeśli te dobre przedsięwzięcia mają przykryć fałszywą intencję, to już oczywiście jest greenwashing.

      Nie tylko kompas moralny

      Luiza Wyrębkowska: Unia Europejska widzi, że dziś sam kompas moralny nie wystarcza. Stąd projekt dyrektywy dotyczącej taksonomii społecznej, która za chwilę wejdzie w życie i zdziwi wiele osób. Ale też zdecydowanie pomoże…

      Aleksandra Polak: Odnosząc się do kwestii norm, które są potrzebne, i kompasu moralnego, UE wydała 24 lutego projekt dyrektywy dotyczącej due diligence (należytej staranności przedsiębiorstw), która odnosi się m.in. do wspomnianej wcześniej sytuacji: co zrobić, jeśli unijna spółka kupuje czy produkuje w kraju, w którym pracują dzieci. Do tej pory spółki mówiły, że działają w zgodzie z przepisami krajów trzecich. Teraz Unia stwierdza, że największe spółki europejskie, prowadząc działalność produkcyjną za granicą, mają tam przestrzegać unijnych zasad ochrony pracowników. Może się jednak okazać, że spółki unijne nie będą chciały inwestować w lepsze warunki pracy w krajach trzecich czy więcej płacić lokalnym pracownikom. Być może bardziej opłacalne będzie utrzymywanie produkcji na terenie Unii. A to z kolei sprawi, że skrócą się łańcuchy dostaw. Pandemia, a teraz wojna Rosji przeciwko Ukrainie też pokazały, że zakłócenia łańcuchów dostaw silnie dotykają naszych gospodarek. Pojawia się tu pytanie: czy rzeczywiście celem zmian prawnych jest ochrona praw człowieka, czy de facto chodzi o ochronę unijnej gospodarki?

      Luiza Wyrębkowska: Wróćmy, proszę, do interpretacji elementów składowych ESG…

      Paweł Strączyński: Dokładnie tak, jak mówili moi przedmówcy: jeśli chodzi o E, to wszystko, co jest kwantyfikowalne, jest dużo prostsze. Dyskutować można tylko nad kwestią konstrukcji pewnych wskaźników. Z kolei G, a szczególnie S, są to procesy kompletnie niekwantyfikowalne. Niełatwo wyznaczyć konkretne działania z zakresu „Social”. W dziedzinie taksonomii społecznej trudno też określić uniwersalne normy. I tak znów wracamy do kwestii filozoficznych, ale nie uciekniemy od nich, bo świat zmierza w tym kierunku. Jak jednak przyjąć standardy w dziedzinie S, co do których wszyscy będą zgodni? Być może właściwszym kierunkiem byłoby tworzenie pewnych uniwersalnych norm społecznych, które obowiązywałyby na danym obszarze? W przypadku Unii jest to stosunkowo łatwe, chociaż – proszę zwrócić uwagę – nieproste, co ilustruje spór o praworządność. W ujęciu ogólnoświatowym, uwzględniając różnice kultur, trudno mi sobie wyobrazić narzucenie firmom zakazu nabywania produktów od fabryk, w których pracują dzieci. Proszę rozważyć, jakie skutki taki zakaz spowodowałby w Bangladeszu, Indiach czy w Wietnamie. Tam ubogie rodziny często żyją dzięki pracy dzieci. Słowem, jest to kwestia wyboru mniejszego lub większego zła. Idealnego rozwiązania chyba nie znajdziemy… Zastanówmy się też nad E. Dobry przykład szczegółowego rozwiązania w tej sferze stanowi carbon tax. Jest on odzwierciedleniem oczekiwań w dziedzinie emisji CO2. Jeśli ktoś tych norm nie spełnia, to musi na granicy Unii dopłacić extra tax. Jest to słuszne, ponieważ nie obejmiemy np. Chin europejskim ESG. Dopłata, o której mówię, jest przejawem pewnego rodzaju protekcjonizmu, ale to właściwy kierunek. Ostatnie 30 lat absolutnego otwarcia rynku unijnego i handlu ogólnoświatowego doprowadziły do tego, że w Europie produkcja się zwinęła. Pozostały tylko bardzo wysokospecjalistyczne usługi. Okazało się, że wystarczy epidemia i wojna na granicy, a już wszystko siada. To wywołało dylematy: czy można kupować od Rosji? Jako Bank Pekao SA udzieliliśmy jednoznacznej odpowiedzi: nie będziemy angażowali się ani po stronie zakupowej, ani sprzedażowej w żadnym przedsięwzięciu dotyczącym  podmiotów, które nie wycofały się z Rosji. Jesteśmy na tyle odpowiedzialnym bankiem, że stać nas na rezygnację z zysku z niechcianych przedsięwzięć i nie interesuje nas zupełnie stopa zwrotu. Gdyby wszystkie instytucje finansowe postąpiły tak jak my, nie byłoby w ogóle tematu, czy ktoś zostaje w Rosji i na Białorusi.

      Michał Miszułowicz: Zatoczyliśmy koło, więc teraz powinienem przypomnieć, że w dziedzinie E Bank BNP Paribas już dawno podjął decyzję o niefinansowaniu sektora węglowego, bez względu na koszty tej decyzji. Jeśli chodzi o S, to jest nieuchwytny element. Oczywiście, przeciwdziałamy wykluczeniu, propagując równość kobiet i mężczyzn. Promujemy też mniejsze lokalne akcje integracji banku z lokalnymi społecznościami. Nie jest to centralnie sterowane. Każdy dyrektor lub lokalny ambasador banku w terenie, który zna swoją społeczność, wie, co jest dla niej najlepsze, wie, co należy zrobić. Generalnie w dziedzinie S nie ma jednej słusznej drogi. Można odwołać się do dekalogu, który wyraźnie mówi: nie zabijaj. To granica, której nie wolno przekroczyć. Żeby być porządnym człowiekiem czy odpowiedzialną firmą, nie można np. zatrudniać dzieci, ale też trzeba robić coś więcej. To absolutne minimum, a firmy powinny przecież konkurować o maksimum, co mogą zrobić, jaką mogą wygenerować wartość społeczną. Wydaje mi się, że z elementem G jest najprościej, ponieważ wszyscy mamy wdrożone procedury i różne elementy nadzoru. Za to S przenosi nas na grunt socjologii i filozofii. Znalezienie światowego wspólnego mianownika dla S będzie bardzo trudne, bo jak np. pogodzić nasze zasady z bankowością szariatu.

      Punkt zwrotny

      Luiza Wyrębkowska: W uzupełnieniu dodam, że w Nowym Jorku odbył się zorganizowany przez Uniwersytet Yale CEO Summit największych amerykańskich firm. Szefowa Citigroup zwróciła uwagę, że przy ESG brakuje jeszcze jednego S. Dodatkowe S powinno oznaczać Security. Rozumiane bardzo szeroko bezpieczeństwo łączące się z kwestiami zarówno środowiskowymi, społecznymi, jak i ładu korporacyjnego. Zapewne będzie się na ten temat dużo jeszcze dyskutowało… Na koniec byłabym państwu wdzięczna za krótkie podsumowanie naszej dyskusji. Proszę o dokończenie zdania: ESG to szansa, problem…

      Aleksandra Polak: Moim zdaniem ESG to szansa dla firm. Adresowanie ryzyka związanego z kwestiami środowiskowymi, społecznymi czy ładu zarządczego może dać pozytywne skutki – obniżenie kosztów, lepsze zarządzanie ryzykiem wewnętrznym i zewnętrznym, lepsza relacja z pracownikami, klientami i dostawcami. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że co jakiś czas pojawia się kryzys lub recesja. Może zrównoważony rozwój sprawi, że takie ryzyko zostanie zminimalizowane? Będziemy mniej zaskakiwani inflacją lub podwyżką stóp procentowych czy załamaniem łańcucha dostaw. Dla większości spółek zysk może być długoterminowy i stabilny, co oznacza bezpieczeństwo dla gospodarek, pracowników i dla rodzin. Ważne, żeby tej szansy nie zmarnować nadmiernymi obowiązkami, zbyt rozbudowanymi, niejasnymi przepisami i procedurami.

      Tomasz Pawlikowski: ESG może być fantastycznym punktem zwrotnym dla całej tej sfery gospodarki, która myśli o tym, że świat powinien się rozwijać w sposób zrównoważony. Dzisiejsza dyskusja pokazuje, że żyjemy w świecie interpretacji. Nie chcę jak mantrę powtarzać zdań o kompasie moralnym, ale tak naprawdę to on sprawi, czy te interpretacje będą dobre dla świata, czy będą dla niego niedobre, jeżeli będą kierowały się wyłącznie interesem fiskalnym lub merkantylnym.

      Michał Miszułowicz: Wydaje mi się, że ESG to jest zarówno szansa, jak i zagrożenie. Szansa – merytorycznie, bo nareszcie jest położony nacisk na sprawy ważne i one zaczynają być mierzalne, a zagrożenie ze względu na możliwość przerostu biurokracji. Słowem: merytorycznie szansa, biurokratycznie – zagrożenie.

      Maciej Rudnicki: Nasza dyskusja jest dowodem na to, że kluczową kwestię stanowi aksjologia, pewnego rodzaju system wartości, z którego wychodzimy. Z ESG jest trochę tak jak z typowym syndromem osoby, która się zachowa uczciwie lub nie. Osoby wychowane zgodnie z zasadami, przechodząc obok witryny jubilerskiej, nie wpadną na pomysł, żeby łokciem wybić szybę i zabrać zegarek. I nie dlatego, że są przepisy, które karzą za kradzież. Z kolei złodziej zabierze zegarek, ponieważ nie boi się przepisów karzących za taki czyn. To jest kwestia systemu wartości… ESG można traktować instrumentalnie. Ci, którzy wyznają cyniczne dążenie do zysku, na pewno będą z chęcią z tego instrumentu korzystali, jeżeli tylko znajdą sposób, żeby zwiększał ich zyski. A ci, którzy stoją na stanowisku, że ten świat musi być lepszy, będą ESG traktować z całą powagą, ponieważ są do tego głęboko przekonani.

      Edmund Cumber: Zgadzam się, że jest to szansa, ale nie pozbawiona problemów, jak stosować kryteria ESG, żeby były w miarę zrównoważone i sprawiedliwe oraz jednakowo rozumiane przez wszystkich. A z tym jest ogromny problem, więc trzeba podchodzić do
      tego w rozsądny sposób, żeby nie wylać dziecka z kąpielą.

      Paweł Strączyński: Zgadzam się ze słowami prof. Rudnickiego. Powiem żartem, że zabrał mi właściwie prawie całą wypowiedź… ESG postrzegam jako ogromną szansę, ale również wielkie zagrożenie. Proceduralnie to będzie kwestia kosztów, powiększenie się działów compliance. Małe firmy mogą mieć z tym ogromny problem. Może się powtórzyć sytuacja z RODO. Nagle okazało się, że trzeba zatrudnić osobę, która zajmuje się tylko tymi sprawami. Dla mnie zagrożeniem, bo o szansach już wszyscy mówiliśmy, jest to, jaki system wartości zostanie przyjęty i uznany za uniwersalny. Z tym będzie największy problem. Moje obawy dotyczą kierunku, w jakim rozwija się Unia Europejska. Nie chciałbym, żeby zaczęły obowiązywać standardy typu: jeżeli ktoś nie zgadza się – jak w Chinach – z linią partii, to np. może zostać odcięty od dostępu do pieniędzy. Pamiętajmy, że gdzieś w tle czai się ogromna pokusa, a zarazem narzędzie wielkiej władzy.

      Luiza Wyrębkowska: Mam nadzieję, że korzyści jednak przeważą i zniwelują ryzyka. Dziękuję państwu za udział w dyskusji.

      opracowali
      Piotr Cegłowski i Jarek Dotka

      Ważne wyzwanie dla firm

        Przeprowadzone w grudniu 2020 roku badanie Deloitte #GetOutInFront nic nie straciło na aktualności. Potwierdza ważny trend – konsumenci oczekują, że marki podejmą aktywne działania w dziedzinie zmian klimatycznych.

        Raport Deloitte to efekt przebadania 10 tys. osób w sześciu krajach. Generalny wniosek sprowadza się do stwierdzenia, że konsumenci chcą, żeby firmy dokonały istotnego postępu w dziedzinie zagrożeń środowiska. Prawidłowa ocena tego trendu i właściwa reakcja menedżerów wyższego szczebla mogą spowodować, że marki będą bardziej odporne na ewolucję postaw konsumentów.

        Kierunek zmian pokazuje deklarowana przez 40 proc. respondentów chęć angażowania się w różne inicjatywy społeczne, obejmujące m.in. zmianę zwyczajów zakupowych. Aż 38 proc. podjęło już działania podpisując petycje, uczestnicząc w protestach, czy też przekazując darowizny. Wzrost aktywizmu to bez wątpienia zasługa mediów społecznościowych, które ułatwiają kontakty i budują nastawienie wyrażane przede wszystkim przez przedstawicieli pokolenia Z i millenialsów. A to nie może być obojętne dla biznesu.

        Jakie tematy są szczególnie bliskie uczestnikom opisywanego badania? 64 proc. wymienia recykling. Identycznej wielkości grupę niepokoi kwestia jednorazowych opakowań z tworzyw sztucznych. 62 proc. stawia na walkę z zanieczyszczeniem powietrza. We wszystkich krajach priorytet stanowi redukcja emisji dwutlenku węgla.

        Badanie Deloitte to sygnał ostrzegawczy dla marek, żeby podjąć poważne działania na rzecz ochrony środowiska. 23 proc. konsumentów twierdzi, że będzie kupowało przede wszystkim ekologiczne produkty, 42 proc. już zmieniło swe nawyki konsumpcyjne motywując to zagrożeniami dla klimatu, a 21 proc. zachęcało inne osoby do wyboru firm, respektujących reguły zrównoważonego świata. Największą wrażliwość wykazują respondenci w wieku 18-24 lat. Są trzy razy bardziej skłonni do zmiany marki niż osoby w wieku 65 lat i starsze.

        Co mogą zrobić firmy, żeby pokazać, iż poważnie traktują te kwestie? 58 proc. respondentów chce, by marki zmieniły swoje praktyki, a 55 proc. wręcz oczekuje, że będą one budowały świadomość wokół takich problemów jak zmiana klimatu.

        To poważne wyzwanie dla firm, które dbają o reputację, więc muszą prawidłowo oceniać nastroje społeczne. Nie ma innej drogi, więc liderzy kadry zarządzającej będą musieli głębiej zaangażować się w omawiane procesy, wychodząc poza zakres sprawozdawczości ESG. Kolejny krok to włączenie ważnych kwestii społecznych do strategii firm, koncentrując wysiłki na wiarygodnych, autentycznych przedsięwzięciach.

         

        Opracowano na podstawie artykułu “Consumers Expect Brands to Address Climate Change” Marka Hutcheona, dyrektora Deloitte North and South Europe.

        Worldline dostarczy Happy Pack terminale SoftPos

        Firma Worldline, wiodący dostawca usług płatniczych, nawiązała współpracę ze spółką Happy Pack, która stworzyła i rozwija oprogramowanie automatyzujące nadawanie i odbiór przesyłek kurierskich. Worldline w ramach współpracy wyposaży punkty odbioru i nadawania paczek w innowacyjne terminale SoftPos

        Happy Pack, dzięki partnerstwu z Worldline, otrzyma innowacyjne terminalne SoftPos, za pośrednictwem których możliwe będzie pobieranie opłat za nadawanie i odbieranie przesyłek kurierskich. Aplikacja SoftPos będzie zainstalowana na smart mobile terminalu Sunmi V2S. Urządzenie to jest kompletnym rozwiązaniem zastępującym komputer, skaner kodów, drukarkę i terminal płatniczy. Rozwiązanie zaproponowane w ramach partnerstwa Worldline i Happy Pack wprowadza wartość dodaną dla merchantów, którzy wykorzystując SoftPosa do transakcji bezgotówkowych, będą mogli powiększyć swój przychód o zysk z obierania i nadawania przesyłek.

        Happy Pack jest spółką dostarczającą autorskie oprogramowanie e-happy.pack automatyzujące proces dostarczania i odbioru przesyłek kurierskich w punktach współpracujących z nimi partnerów. Obecna od 2020 roku pandemia koronawirusa przyspieszyła i tak dynamicznie rozwijającą się w ostatnim czasie branżę e-commerce, budując rosnące zapotrzebowanie na rynku usług kurierskich. Oprogramowanie e-happy.pack świetnie sobie z nim radzi wypełniając lukę. W całej Europie liczba nowych punktów PUDO regularnie wzrasta, odpowiadając tym samym na ogromne potrzeby branży e-commerce.

        – Worldline jako leader usług płatniczych dużą uwagę przykłada do wspierania innowacyjnych rozwiązań. Tym bardziej cieszymy się z rozpoczęcia współpracy, zwłaszcza z tak pożądaną na rynku firmą, jaką jest Happy Pack. Postrzeganie Worldline przez firmy takie jak Happy Pack jako sprawdzonego partnera, który zapewni najwyższą jakość usług w obszarze płatności elektronicznych upewnia nas, że obraliśmy dobry kierunek  – mówi Artur Żymańczyk, Country Manager Poland Worldline.

        – Aplikacja SoftPost firmy Worldline została wybrana ze wszystkich rozwiązań dostępnych na polskim rynku. Cieszymy się z nawiązanej współpracy i faktu, że polecamy bezpieczne i innowacyjne rozwiązania, które pomagają naszym partnerom rozwijać ich biznes – mówi Rafał Moryto, CEO Happy Pack.

        Współpraca Happy Pack z Worldline ma na celu przede wszystkim dostarczanie korzyści w zakresie usług płatniczych w procesie nadawania i odbioru przesyłek kurierskich, co będzie z kolei wsparciem dla lokalnej przedsiębiorczości. Niezwykle istotny jest również fakt, że oferowana przez Happy Pack usługa, jest przyjazna nie tylko dla ludzi młodych, ale także dla seniorów, którzy na co dzień nie posługują się nowoczesnymi technologiami.

        Polski rynek usług kurierskich jest jednym z najszybciej rozwijających się w Europie – tylko w 2020 roku osiągnął wolumen ok. 814 mln dostarczonych przesyłek, generując przychody w wysokości 10,7 mld zł. Eksperci szacują, że do końca 2023 roku wolumen dostarczanych paczek zwiększy się aż o 66%, osiągając wartość 16,2 mld zł.

        ***

        Worldline jest globalnym liderem w branży paytech i partnerem technologicznym wybieranym przez przedsiębiorstwa handlowe oraz banki. W ponad 50 krajach świata zatrudnia łącznie 20 tys. pracowników, dostarczając swoim klientom zrównoważone, innowacyjne i zaufane rozwiązania wspierające rozwój ich działalności. Usługi oferowane przez Worldline obejmują akwizycję handlową w sklepach i w Internecie, wysoce bezpieczne przetwarzanie transakcji płatniczych, a także liczne usługi cyfrowe. W 2021 roku firma osiągnęła przychód w wysokości blisko 4 mld euro.

        ***

        Happy Pack jest spółką dostarczającą autorskie oprogramowanie e-happy.pack automatyzujące proces dostarczania i odbioru przesyłek kurierskich w punktach współpracujących z nimi partnerów. W 2020 roku firma rozpoczęła budowę sieci paczko-punktów Happy Pack. Do końca roku 2021 uruchomiła 7 własnych punktów PUDO (PickUp Drop Off), w których klienci mogą nadawać i odbierać przesyłki, zakupić art. do pakowania, realizować drobne wydruki np. etykiet. W tym czasie Happy Pack obsłużyła ponad 110 tys. przesyłek, a w samym grudniu 2022 roku 18 tys. przesyłek. Firma dostrzegła potrzebę stworzenia koncepcji platformy integrującej wiele firm kurierskich z zastosowaniem jednego urządzenia, bez konieczności inwestycji w otwarcia własnych punktów. Tak powstało oprogramowanie e-happy.pack przeznaczone dla punktów partnerskich. System pozwala zarządzać procesem logistyki dostarczania i odbioru przesyłek na linii kurier – klient i rozwijać sieć, przy optymalizacji kosztów.

        Polski pawilon obsypany nagrodami

          Doskonały projekt architektoniczny z charakterystyczną rzeźbą kinetyczną, profesjonalna realizacja i przyjazne środowisku rozwiązania – tak w skrócie można opisać Pawilon Polski na kończącym się 31 marca Expo Dubai 2020.

          Za budowę pawilonu będącego wizytówką Polski na wystawie światowej odpowiadało konsorcjum Grupy MTP i FM Aldentro. Polska ekspozycja otrzymała nagrodę dla najlepszego dużego pawilonu w konkursie EXHIBITOR Magazine’s Expo 2020 i tytuł najpiękniejszego pawilonu przyznany przez „The National”. 30 marca do tych nagród dołączył srebrny medal w prestiżowym konkursie Dubai Official Participant Awards w kategorii „Exhibition Design Self- -built pavilions”, organizowanym przez Bureau International des Expositions, organizację odpowiedzialną za wybór krajów-gospodarzy przyszłych Expo. Unikalna elewacja została zaprojektowana, wykonana oraz zamontowana przez ekspertów z firmy Veki. Przez sześć miesięcy naszą prezentację narodową odwiedziło ponad milion gości.

          – Jednym z większych wyzwań było przystosowanie do gorącego, wilgotnego i wietrznego klimatu Dubaju. Podczas budowy różnica temperatury między zimową Polską a ZEA wynosiła momentami prawie 40 stopni. Latem termometry wskazywały rekordowe wyniki, a temperatura dochodziła nawet do 50 stopni C. Fachowcy wykonujący pracę fizyczną musieli w krótkim czasie przystosować organizm do aktywności w takich warunkach – tłumaczy Tomasz Kobierski. – Wyzwaniem był transport wszystkich materiałów budowlanych oraz wyposażenia wnętrz do ZEA. Wysłaliśmy aż 53 transporty, głównie drogą morską. Materiały budowlane zajmowały aż 20 kontenerów. Część elementów niezbędnych do budowy i wyposażenia pawilonu była transportowana drogą powietrzną – w samolotach typu cargo, a nawet w jednostkach pasażerskich.

          Do Dubaju zostały przewiezione także rośliny tworzące jedną ze stref prezentacji Polski „Inspired by nature”. Czarna porzeczka, chmiel, pokrzywa czy niecierpek – na ekspozycję musiały pokonać tysiące kilometrów. Łącznie w siedmiu dużych donicach zaprezentowano tu prawie 70 gatunków roślin występujących naturalnie w Polsce.

          W budynku zastosowano rozwiązania przyjazne środowisku. Na całej powierzchni dachu zainstalowano klasyczne panele fotowoltaiczne. Ponadto zastosowano też system z innowacyjnymi ogniwami perowskitowymi, wyprodukowanymi przez polską firmę Saule Technologies. Instalacja składa się z 20 pionowych liniowych elementów taśm fotowoltaicznych. Dzięki technologii druku ink-jet cienkie i elastyczne ogniwa perowskitowe są zintegrowane bezpośrednio z elewacją pawilonu i dostosowane do jego stylu architektonicznego. Generowana przez nie energia służy do ładowania telefonów. Dzięki temu każdy gość pawilonu może skorzystać z ogólnodostępnych złączy USB, a tym samym z zielonej energii. To wynalazek, który ma zrewolucjonizować fotowoltaikę, a jego wynalazczynią jest polska fizyczka Olga Malinkiewicz.

          O obrotach sfer pisarskich

            Maciej Siembieda, pisarz, reporter i manager, mówi o tym, czy w naszym kraju można
            utrzymać się z pisania książek, opowiada o swojej najnowszej powieści i źródłach inspiracji.

            Można w Polsce żyć z pisania?

            Powiem prawdę, jeśli doprecyzujesz pytanie. Z jakiego pisania? Bo można pisać teksty piosenek disco polo, scenariusze telenowel, donosy albo publicystykę, z której wynika, że jest świetnie, i wtedy można żyć z pisania. Podejrzewam, że nawet nieźle.

            A z pisania powieści?

            Też można, ale to przywilej nielicznych. Jak uczy polska rzeczywistość, żeby być zamożną pisarką lub zamożnym pisarzem, trzeba mieć wytwórnię bardzo popularnych kryminałów wydawanych w ilości pół tuzina rocznie albo pisać romanse erotyczne uszyte z lateksu,
            albo dostać literackiego Nobla.

            Mógłbyś napisać powieść pornograficzną?

            To już bym chyba wolał tego Nobla…

            A kryminał?

            Moje książki stoją na półce z kryminałami. Pierwsza powieść o poszukiwaniu tajemniczego obrazu Matejki dostała nominację do Nagrody Kryminalnej Piły, kolejna książka znalazła się w finałowej siódemce Nagrody Wielkiego Kalibru, przyznawanej przez Międzynarodowy Festiwal Kryminału, choć nie było tam ani zbrodni, ani śledztwa, ani niczego kryminalnego. To samo wyróżnienie spotkało „Kukły” kilka dni temu. Też są nominowane do Wielkiego Kalibru i też bez zbrodni. Pojęcie kryminału jest dziś bardzo szerokie, zasysa też książki sensacyjne, szpiegowskie czy takie jak moje – poświęcone zagadkom z przeszłości, sprawom, które działy się dawno temu, ale ciągle nie dają komuś spać.

            Dodajmy, że zawsze są to sprawy oparte na faktach.

            To, co teraz powiedziałeś, też jest oparte na faktach.

            Łatwiej się pisze historie prawdziwe?

            Takie pisanie jest znacznie bardziej zdyscyplinowane i jakkolwiek banalnie to zabrzmi: prawdziwsze. Poza tym opowiadanie historii, które rozegrały się w rzeczywistości, pozwala na research. Zbieranie materiału, dociekanie prawdy, grzebanie, sprawdzanie, dochodzenie. Uwielbiam to. Nigdy bym nie oddał tej fantastycznej przygody w zamian za największe zakresy wyobraźni i umiejętności zmyślania. Zresztą czytelnicy by mi tego nie wybaczyli. Obawiam się, że książka wyssana z palca mogłaby być moją porażką, nawet gdyby była Bóg wie jak emocjonująca.

            Kryminały na faktach sprzedają się lepiej?

            Gorzej. Klasyczny kryminał, nie „true crime”, ale kryminał wymyślony przez autora, ma większą widownię i ciągle jest w Polsce szalenie modny. Dość powiedzieć, że na tegoroczny konkurs Wielkiego Kalibru, o jakim wspomniałem, wydawcy wysłali ponad 450 powieści kryminalnych wydanych w 2021 r. 450 zgłoszono do konkursu, ale ile nie zgłoszono? To ile powstaje kryminałów w Polsce? Dwa dziennie?

            I wszystkie się sprzedają?

            Znikomy procent się sprzedaje, a raczej – przyzwoicie sprzedaje. Olbrzymia społeczność debiutantów nieustannie kuszonych przez wydawnictwa i mamionych przez firmy oferujące usługi z zakresu self-publishing dopłaca do swoich książek, aby tylko zaistnieć.

            Owczy pęd?

            Może nie aż tak. Raczej spontaniczny połów pereł na bardzo dużym akwenie z nadzieją, że w którejś z tysięcy muszli znajdzie się skarb.

            Wydawcom się to opłaca?

            Wydawcy nadal bardzo wierzą w kryminał, choć pojawiają się już nieśmiałe przestrogi, że to może być bańka. Ale to tak jak z nieruchomościami w Sopocie. Ceny sięgnęły kosmosu, inflacja zamienia kredyty hipoteczne w dożywotnie wyroki ubóstwa, Putin straszy rakietami zainstalowanymi tuż obok w Kaliningradzie, a popyt nie maleje. Kupowanie na górce jest naszym narodowym sportem ekstremalnym. Pisanie najwyraźniej też.

            To dlatego mogą z niego żyć nieliczni?

            Gdyby rynek chciał utrzymać wszystkich, którzy w Polsce przejawiają wolę pisania, wskaźnik czytelnictwa musiałby się potroić.

            Bo jest słaby…

            Przez grzeczność nie zaprzeczę. Coś ci opowiem: Dawno temu pracowałem dla Orkli jako redaktor naczelny „Nowej Trybuny Opolskiej”, której Norwegowie byli współwłaścicielami. Kiedyś, podczas jakiegoś międzynarodowego spędu naczelnych gazet Orkli posadzono mnie obok skandynawskiego nieszczęśnika, którego dziennik miał tylko sześć wydań w tygodniu i wszyscy się z niego przez to śmiali, bo wszyscy w Norwegii mieli siedem wydań, łącznie z niedzielnym. No więc jak ten nieszczęśnik się dowiedział, że moja gazeta też ma tylko sześć wydań, to się strasznie uradował i z miejsca pokochał mnie jak brata. Najwyraźniej nie wiedział, że w Polsce wszystkie gazety tak mają. I dawaj dociekać. „Jaki masz nakład w poniedziałek?” – pyta. Ja: „Pięćdziesiąt tysięcy”. Norweg aż podskoczył. „Ja też! – krzyknął. Ja też pięćdziesiąt. A w piątek?”. „Osiemdziesiąt” – odpowiadam i wyjaśniam: „Dodajemy program telewizyjny”. On: „My też mamy osiemdziesiąt i też dodajemy program!”. Potem zaczęliśmy porównywać liczbę stron poszczególnych wydań i wszystko było identyczne, wyobrażasz sobie? On się dowartościował, że wcale nie jest najgorszy, ja się poczułem Europejczykiem i byliśmy bardzo szczęśliwi do momentu, gdy Norweg zepsuł wszystko ostatnim pytaniem: „A ilu ludzi mieszka w regionie, w którym wychodzi twoja gazeta?”.  „Milion” – odpowiedziałem. Popatrzył na mnie dziwnie. „Aha – szepnął. – Bo u mnie sto tysięcy”. Oto brutalna prawda o polskim czytelnictwie. Z książkami jest oczywiście lepiej niż z gazetami, ale szału nie ma. W ubiegłym roku zanotowano rekordowo wysoki poziom czytelnictwa wynoszący 42 proc. Przez pandemię, jak sądzę.

            Wracając do zarobków pisarzy. Mógłbyś żyć z pisania?

            PIT-u do publikacji nie udostępnię, ale zgrzeszyłbym, gdybym narzekał. Kredytów nie mam, potrzeb też coraz mniej, a mój czytelnik to pewny i szczodry chlebodawca.

            Ile z 40–50 zł ceny okładkowej dostaje pisarz?

            Jeśli ma dobry kontrakt i wysokie tantiemy, to około 4 zł. Ale to też przywilej nielicznych. Reszta plasuje się w okolicach 3 zł, a pozostali jeszcze niżej.

            ?!

            W branży nikogo to specjalnie nie szokuje. Tak się po prostu dzieli tort. Ponad połowę – 50 i więcej procent zgarniają dystrybutorzy. Czyli z okładkowych czterdziestu złotych zostaje dwadzieścia lub mniej. Wydawnictwo musi z tego opłacić swoje służby: redakcję, korektę, grafika, skład, łamanie, druk, papier, logistykę. I rzecz najbardziej kosztowną: promocję. Bez niej w dzisiejszej lawinie propozycji wydawniczych nawet literacki geniusz ma szansę zostać zdeptany przez tłum.

            Powiesz kilka słów o swojej najnowszej powieści?

            Tym razem to polsko-grecka saga, ale uszyta na podszewce kryminalnej. Opowiada historię czterech bohaterów: Kostasa – partyzanta z wojny domowej w Grecji, który trafia do tajnego szpitala na wyspie Wolin, bo Polska po cichu pomagała lewicowemu ruchowi oporu i na przełomie lat 40. i 50. przygarnęliśmy  kilkanaście tysięcy Greków. Do tego dochodzi story o jego synku Janisie – bokserze Gwardii Wrocław, i dwie opowieści z Gdyni: O „Sacharynie” – słynnym przedwojennym przemytniku, chodzącym przez granicę z Wolnym Miastem Gdańsk, i jego wychowanku „Zulusie” – gangsterze z czasów PRL. Te cztery wątki, pozornie odległe, łączą się w kopalni uranu w Kletnie na Dolnym Śląsku, skąd Sowieci wydobyli kilka lat po wojnie 20 ton rudy uranu, co pozwoliło zbudować ponad 300 bomb o sile rażenia tej, która spadła na Hiroszimę.

            Brzmi intrygująco. Sprzeda się?

            Z przedsprzedaży w Empiku wynika bardzo dobra prognoza, ale to niełatwy rynek. Tu czasami o sukcesie decyduje impuls: ważna nagroda, sprzedaż praw do ekranizacji albo… opinia jakiegoś megacelebryty. Takie czasy.

            rozmawiał Piotr Cegłowski

            Idee zmieniają świat

              Już po raz szósty prestiżowy portal, ukazującego się od 1995 roku, magazynu Fast
              Company przyznał World Changing Ideas Awards. Nagradza nimi firmy i organizacje, które
              wprowadzają innowacyjne rozwiązania w dziedzinie zrównoważonego rozwoju.

              O randze przedsięwzięcia najlepiej świadczy liczba 3000 zgłoszeń z całego świata – w dziedzinie transportu, edukacji, żywienia, technologii, zdrowia i sprawiedliwości społecznej. Poniżej przytaczamy kilka przykładów wyróżnionych rozwiązań.

              W kategorii żywienia nagrodzono system, śledzący świeżość artykułów spożywczych. Dlaczego? W samych tylko Stanach Zjednoczonych w ciągu roku trafia na śmietniki 30-40 proc. żywności. Grupa studentów z Berkeley zaprojektowała system przypominający o terminach przydatności do spożycia zawartości lodówki. Na drzwiczkach chłodziarki umieszcza się niewielkie magnetyczne panele, które zmieniając kolor informują, co należy zjeść w pierwszej kolejności. Systemem steruje mobilna aplikacja, która zbiera niezbędne dane z paragonów sklepowych.

              Dla wegan, choć nie tylko, szczególnie ciekawa jest technologia zastosowana przez Perfect Day z Berkeley do produkcji fermentacji białka mlecznego, nie różniącego się w smaku z pochodzącym od krowy. Oznacza to, że wegańskie sery mogą być takie same jak naturalne. Firma promuje linię własnych produktów – od lodów po ser śmietankowy i białko w proszku. Co ciekawe, jej wolne białko serwatkowe w porównaniu z wytwarzanym w tradycyjnej mleczarni pozwala zaoszczędzić podczas produkcji 60 proc. energii i 99 proc. wody. Z kolei Impossible Pork udowodnił, że wieprzowinę można zastąpić doskonałym zamiennikiem pochodzenia roślinnego.

              W dziedzinie energetyki przełomowe znaczenie może mieć wynalazek kolumbijskiego startupu Edina, który zatrudnił przedstawicieli rdzennych mieszkańców północnej Kolumbii, aby wspólnie zaprojektować WaterLight. W tym nowatorskim urządzeniu morska woda w procesie jonizacji wytwarza energię elektryczną. Z zaledwie pół litra słonej wody można wyprodukować energię potrzebną, by… przez 45 dni ładować baterie telefonu, radioodbiornika czy też niewielkiej lampy. Z rozwiązania tego ma szansę skorzystać ponad 750 mln ludzi mieszkających na terenach z dostępem do morza.

              Belgijski deweloper Ion szukając zrównoważonych alternatyw grzewczych dla nowej dzielnicy mieszkalnej wVeurne, podjął współpracę PepsiCo. Koncern zaproponował, by wykorzystać do ogrzewania osiedla – zamiast gazu ziemnego – parę z fabryki chipsów Lay-’s. Para powstała przy gotowaniu 20 ton ziemniaków na godzinę podgrzewa wodę, co ogranicza emisję dwutlenku węgla. Projekt dotyczy 500 mieszkań i obliczony jest na 10 lat.

              Ciekawy pomysł w dziedzinie fotowoltaiki promuje GAF Energy spółka należąca do największej na świecie firmy dekarskiej. Są to małe panele, które można przybić do dachu jak zwykły gont. Biorąc pod uwagę fakt, że rynek dekarski jest 20 razy większy niż solarny, zaangażowanie tak duże firmy może przyspieszyć popularyzację energooszczędnej technologii.

              Potencjalni nabywcy domów mogą zweryfikować swoje plany pod kątem zagrożeń klimatycznych korzystając z Redfin’s ClimateCheck. Narzędzie dostępne jako open source podpowiada architektom, jak zaprojektować domy odporne na zmiany klimatu, uwzględniając lokalne warunki pogodowe. Pomaga uwzględnić w projekcie nowatorskie rozwiązania, jak np. ściany termowizyjne zaprojektowane do wychwytywania ciepła ze światła słonecznego. Podobną filozofią kierowali się twórcy BlocPower, które wykorzystuje specjalistyczne oprogramowanie do modelowania budynków, pod kątem zużycia energii.

              Celne diagnozy Think Tanku Fundacji Wizja Rozwoju

                Think Tank, który powstał przy Fundacji Wizja Rozwoju, celnie prognozuje, analizuje i komentuje ważne wydarzenia gospodarcze. Opowiada o tym prezes Fundacji Andrzej Michalak. 

                Jak doszło do powstania Think Tanku przy kierowanej przez pana Fundacji?

                Współpracujący z nami eksperci zbudowali znakomity i aktywny zespół, który wciąż jeszcze się rozrasta. Tak właśnie, w sposób naturalny, ukształtował się Think Tank, który analizuje i komentuje najważniejsze fakty gospodarcze. Zespół spotyka się przy okazji różnych wydarzeń nie tylko na Pomorzu, ale też na terenie kraju. Przedstawiciele Think Tanku kontaktują się z mediami i przedstawicielami biznesu oraz środowiskami, które są zainteresowane tematyką gospodarczą i geopolityczną.

                Czy są to eksperci reprezentujący Pomorze?

                Część z nich tak, ale współpracujemy ze specjalistami z całej Polski. Organizowane przez nas Forum Wizja Rozwoju to duża konferencja, która koncentruje się na wydarzeniach gospodarczych istotnych dla kraju. Często mówimy też o przedsięwzięciach wychodzących poza granice, jak np. Baltic Pipe. Oczywiście, tematyka związana z Pomorzem jest dla nas szczególnie ważna, zwłaszcza w kontekście tego, co się będzie działo w najbliższej i dalszej przyszłości. Dużo uwagi poświęcamy energetyce, wykorzystaniu wodoru, przekopowi Mierzei Wiślanej i wielu innym działaniom strategicznym ważnych dla Polski. Nasi eksperci reprezentują środowiska akademickie i biznesowe. Są wśród nich przedstawiciele instytutów i uczelni, którzy rozumieją biznes i nierzadko mają doświadczenie z rad nadzorczych i zarządów różnych przedsiębiorstw. W związku z tym nie teoretyzują, lecz odnoszą się do rzeczywistości gospodarczej.

                Jakimi sprawami ostatnio zajmował się Think Tank?

                Przez wiele miesięcy siłą rzeczy główny temat stanowiła pandemia i jej oddziaływanie na gospodarkę. Była ona sprawdzianem tego, jak ważny jest kapitał narodowy. Podmioty z polskim kapitałem bardzo szybko i sprawnie reagowały na wymogi rzeczywistości, angażując się w różne formy pomocy. Wykazały się też zdolnością do dywersyfikacji produkcji, umiejętnością elastycznego dostosowania się do zmieniających się warunków. Wiele podmiotów przeorganizowało działalność, opracowując nowe strategie wykorzystania potencjału parku maszynowego i zasobów ludzkich.

                Wspomniał pan, że wiele uwagi poświęciliście problematyce kanału żeglugowego na Mierzei Wiślanej, który wkrótce zostanie uruchomiony.

                Znamy już termin – wydarzy się to 17 września tego roku. Jest to data symboliczna, odwołująca się do wtargnięcia Armii Czerwonej na terytorium Polski w 1939 roku. Przekop Mierzei uniezależni żeglugę na Zalewie Wiślanym od działań Rosji. Nasi eksperci od lat podkreślali, jak ważna i uzasadniona jest to inwestycja. Słuszność decyzji o jej rozpoczęciu najlepiej widać z perspektywy czasu i tego, co się dzieje na Ukrainie… Port w Elblągu, który uzyska nieskrępowany dostęp do Bałtyku, zwiększy możliwości przeładunkowe portu gdańskiego, ponieważ przejmie część transportu drobnicowego. Będzie to impuls rozwojowy działalności gospodarczej wokół Elbląga. Co więcej, zakładamy, że powstanie około tysiąca nowych miejsc pracy.

                Pozytywnym efektem ubocznym dyskusji o przekopie Mierzei była eksplozja patriotyzmu lokalnego w Elblągu.

                W tej sprawie obowiązywała zgoda ponad podziałami. Mieszkańcy zdają sobie sprawę, ile dla nich znaczy ta inwestycja. Odrzucają argumenty polityków, którzy lepiej wiedzą, co jest ważne lokalnie, choć patrzą z pozycji Warszawy. Samorządowcy i reprezentanci regionu we władzach centralnych wspólnie wsparli ideę budowy kanału żeglugowego. Także eksperci Think Tanku podkreślali od samego początku, że o tej inwestycji trzeba mówić wyłącznie w kontekście gospodarczym, a nie politycznym. Powtarzali: mówmy o korzyściach dla regionu i społeczeństwa, dla wszystkich mieszkańców. Inwestycja w znaczący sposób zwiększa potencjał przeładunkowy w portach. Jeżeli zapomnimy o sporach natury politycznej koncentrując się wyłącznie na aspekcie ekonomicznym tego przedsięwzięcia, możemy powiedzieć: to znakomicie, że projekt jest realizowany i że wkrótce zostanie ukończony. Tematyka przekopu Mierzei Wiślanej pojawi się podczas jubileuszowego, 5. Forum Wizja Rozwoju w Gdyni, 20 i 21 czerwca tego roku. Przewidujemy kolejny panel poświęcony tej sprawie.

                W mediach pojawiło się sporo informacji bardzo krytycznie przedstawiających możliwości portu w Elblągu.

                Trzeba powiedzieć wprost, że to są fake newsy. Specjaliści, którzy są związani ze środowiskiem portowym w Elblągu oraz w Gdańsku i Gdyni, ale też armatorzy i firmy transportowe stwierdzają: nie będziemy czekać na rozbudowę portu, zamierzamy realizować przewozy od chwili otwarcia kanału na Mierzei Wiślanej. Powinniśmy więc poprosić krytyków o informacje, co mają na myśli deprecjonując możliwości portu w Elblągu – głębokość zanurzenia statków, gabaryty towarów, czy wielkość jednostek pływających? Elbląg, tak jak każdy port, ma swoje ograniczenia, ale może obsłużyć znaczne ilości towarów masowych. Prezes portu gdańskiego podkreśla, że jest to bardzo ważna inwestycja. Może więc zamiast polityków, którzy mają swoje własne interesy, lepiej słuchać
                ekspertów i skupiać się wyłącznie na merytorycznych dyskusjach? Trzeba poważne odpowiadać na prześmiewcze głosy, że Elbląg to port, który będzie obsługiwał kajaki i żaglówki, bo to zwyczajnie nie jest prawdą.

                A co wasz Think Tank mówi o planowanych morskich farmach wiatrowych.

                I tym razem dotykamy kwestii, która nie powinna budzić żadnych wątpliwości. To szansa na pozyskanie znacznych ilości zielonej energii. Potencjał wynikający z warunków klimatycznych Bałtyku, czyli wiatru, jest olbrzymi. Warto przypomnieć, że temat ten został wpisany do strategii rozwoju energetyki w Polsce. Podczas ostatniego Forum poświęciliśmy mu cały blok, składający się z kilku paneli, pokazujący m.in. w jaki sposób powstawały regulacje prawne, jak wyglądał wybór partnerów, wykonawców oraz podwykonawców inwestycji. Chciałbym podkreślić, że Forum Wizja Rozwoju pomaga w kreowaniu decyzji strategicznych. Eksperci postawili pytanie, czy port instalacyjny, którego zadanie stanowi obsługa tej gigantycznej inwestycji, powinien zostać ulokowany w Gdyni, czy też w Gdańsku. Po kilku miesiącach wstępna decyzja o lokalizacji została zamieniona i port powstanie w Gdańsku. Może on zostać wykorzystany również przy planowanej produkcji wodoru, który ma szansę stać się kolejnym cennym alternatywnym źródłem energii. Oczywiście, w takim przypadku pojawią się kwestie specjalistycznej logistyki, transportu i magazynowania. Jesteśmy coraz bliżej ostatecznych ustaleń i rozpoczęcia prac wykonawczych.

                Jesienią powinien zostać uruchomiony gazociąg bałtycki, czyli Baltic Pipe.

                Od wielu lat powtarzamy, że musimy uniezależnić się energetycznie od Rosji. Temat ten powracał na każdej naszej konferencji. Obecne wydarzenia na Ukrainie pokazują, że mieliśmy rację. Baltic Pipe daje nam szansę pozyskiwania dużego potencjału energetycznego z Morza Północnego, stwarza perspektywę całkowitego odcięcia się od gazu z Rosji. Przesył zostanie uruchomiony już w październiku. Inwestycja napotykała po drodze przeróżne przeszkody. Mogła zostać wstrzymana na terytorium Danii, ze względu na protesty ekologów dotyczące zagrożenia pewnych gatunków zwierząt. Okazało się to jednak nieprawdą i prace wznowiono. To niezwykle ważne przedsięwzięcie stanowi zagrożenie dla rosyjskich interesów i usiłowano je blokować na różne sposoby.

                Uniezależnienie energetyczne od Rosji to także kwestia węgla i ropy. Podobno nasze porty nie są dość wydajne, by przeładowywać potrzebne ilości tych węglowodorów.

                W dużej mierze to kwestia logistyki. Ale rzeczywiście, potrzebne są nam inwestycje w tzw. suche porty, umożliwiające szybkie wywożenie i składowanie w głębi lądu. Spójrzmy, na przykład, na Barcelonę: posiada ona suche porty pod Walencią i Madrytem, a nawet w okolicach Lyonu we Francji. U nas realizowane są inwestycje dotyczące infrastruktury kolejowej w porcie w Gdyni i w Gdańsku, co spowoduje, że wkrótce będzie można sprawnie przewozić jeszcze więcej towarów docierających drogą morską. Słowem, musimy na różne sposoby zwiększać możliwości przeładunkowe.

                rozmawiał Piotr Cegłowski

                Ważne Informacje

                Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

                Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

                Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

                Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

                Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

                Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

                Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

                Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

                Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

                XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

                XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...