.
Strona główna Blog Strona 125

Witold Wcisło awansuje w europejskich strukturach INCHCAPE

    Witold Wcisło, Prezes Zarządu Inchcape Polska, awansował w europejskich strukturach firmy, obejmując stanowisko Dyrektora Generalnego Inchcape Polska oraz Inchcape Finlandia. Awanse objęły również dotychczasowych dyrektorów oddziałów Inchcape w Warszawie i Poznaniu – Piotra Berzyńskiego i Łukasza Mielocha. Do Zarządu firmy dołączył Maciej Rutkowski, Dyrektor HR. Zmiany w strukturze to odpowiedź na plany rozwoju Inchcape Polska.  

    Obejmując nową funkcję, Witold Wcisło przejmuje zarządzanie działalnością detaliczną Inchcape w Finlandii i tym samym odpowiadać będzie za rozwój Grupy w tym obszarze na dwóch europejskich rynkach. Zarząd koncernu docenił wkład prezesa polskiego oddziału w utrzymywanie wysokiego poziomu wyników, a także jego doświadczenie i know-how, które będą miały znaczenie w rozwoju działalności detalicznej Inchcape w Finlandii.

    Witold Wcisło dołączył do Inchcape Polska w marcu 2016 roku, pełniąc przez trzy lata funkcję Dyrektora Oddziału Inchcape Warszawa. W 2019 roku awansował, obejmując funkcję prezesa Inchcape Polska. W przeszłości zdobywał doświadczenie na stanowiskach menedżerskich poza branżą motoryzacyjną w takich firmach jak Makro, IKEA, Tesco.

    Zmiany na najwyższych stanowiskach Inchcape w Polsce wynikają ze zmian w strukturze firmy. Awanse objęły także dyrektorów oddziałów dealera w Warszawie i Poznaniu. Utworzenie nowych stanowisk jest odpowiedzią na rozwój organizacji i mocne wydzielenie części sprzedaży samochodów używanych.

    Piotr Berzyński, związany z Inchcape od 17 lat, Dyrektor Oddziału Inchcape Warszawa, awansował na stanowisko Krajowego Dyrektora ds. Sprzedaży i Operacji Komercyjnych. W nowej roli
    odpowiada za rozwój sprzedaży samochodów marek BMW i MINI oraz obszaru usług posprzedażowych w Inchcape Polska. Z kolei Łukasz Mieloch, pełniący od 2020 roku funkcję Dyrektora Oddziału Inchcape Poznań, obejmuje stanowisko Krajowego Dyrektora ds. Sprzedaży Samochodów Używanych i odpowiada za rozwój Bravoauto – nowej sieci sprzedaży samochodów używanych.

    Do Zarządu Inchcape Polska dołączył z kolei Maciej Rutkowski, który w tym roku objął stanowisko Dyrektora HR. Maciej Rutkowski dołączył do Inchcape Polska w lutym 2022 roku. Wcześniej zdobywał doświadczenie, zarządzając działami operacyjnymi i działami sprzedaży oraz obszarem HR poza branżą motoryzacyjną, m.in. w Jeronimo Martins, Nationale Nederlanden czy Grupie Eurocash.

    Inchcape Polska działa na polskim rynku od 2004 roku, zajmując się sprzedażą oraz obsługą samochodów i motocykli marki BMW, a także samochodów MINI. Firma ugruntowała swoją pozycję wśród największych dealerów samochodowych w Polsce, zajmując w 2021 roku 22. miejsce na liście dealerów aut nowych i 13. pozycję w rankingu dotyczącym pojazdów używanych (za miesięcznikiem „Dealer”). Podczas kilkunastu lat obecności na polskim rynku firma osiągnęła znaczące sukcesy w sieci BMW, wielokrotnie zdobywając tytuł Dealera Roku BMW, w tym także w 2021 roku.

     

     

    Nowy imperator europejskiej piłki nożnej

      Długoletni partner Goldman Sachs, Gerry Cardinale, jest właścicielem Toulouse FC i części Liverpool FC od 2021 r. Teraz amerykański inwestor przejmuje również włoskiego mistrza. Kim jest ten mężczyzna?

      Gerry Cardinale został niedawno zapytany, co sądzi o stale rosnących wartościach poszczególnych klubów sportowych i piłkarskich. Odpowiedział: „Tak naprawdę nie ma żadnej rzeczywistej wartości marek, po prostu większość inwestorów zapłaciła więcej niż w poprzednich umowach. Oczywiście nie zawsze tak będzie, bo ceny zespołów nie mogą rosnąć bez końca. Ale wysokie notowania pokazały jedną rzecz w światowym biznesie medialnym i kulturalnym. Sport uważany jest za nowe Hollywood”. Dzięki takiemu podejściu długoletni bankier Goldman Sachs i dyrektor generalny nowojorskiej firmy inwestycyjnej RedBird Capital Partners stał się jednym z najbardziej wpływowych inwestorów sportowych na świecie, a teraz jest również mocno zaangażowany w europejską piłkę nożną. Obecnie przejmuje również większość tradycyjnego klubu AC Milan, który właśnie zdobył mistrzostwo Włoch.

      Jak ostatnio ogłoszono, za 1,2 mld euro RedBird Capital przejął większość udziałów od amerykańskiego inwestora Elliotta Singera. Fundusz hedgingowy Singera przejął klub od byłego premiera Silvio Berlusconiego w 2018 r. po tym, jak wycofał się chiński inwestor. Mówi się, że Singer zainwestował ponad 740 mln euro w klub z supergwiazdą Zlatanem Ibrahimoviciem w ciągu czterech lat i pozostanie w zarządzie jako udziałowiec mniejszościowy.

      Dla Cardinale to nie pierwsza sportowa inwestycja. Absolwent Harvardu pracował w Goldman Sachs przez ponad 20 lat, ostatnio jako partner w Wall Street Bank, gdzie pomagał kierować biznesem private equity pionu bankowości handlowej o wartości 100 mld dol. W tym czasie m.in. uruchomił platformę marketingową dla drużyny baseballowej New York Yankees. W ten sposób stał się jednym z najbardziej wpływowych inwestorów w europejskim futbolu. RedBird jest właścicielem większości francuskiego pierwszoligowego klubu FC Toulouse od 2020 r. Wiosną 2021 r. Cardinale dołączył do Fenway Sports Holding i od tego czasu jest współwłaścicielem finalistów Ligi Mistrzów Liverpool FC.

      „Większość ludzi myśli, że inwestowanie w sport to kupowanie drużyn” – powiedział niedawno Cardinale o swojej strategii. Przez długi czas właściwie inwestował we wszystko oprócz zespołów i wolał budować wokół nich platformy medialne i marketingowe. Dopiero w ostatnich latach sam stał się właścicielem. Zajmuje się pionową integracją klubu, marketingiem praw, biznesem bukmacherskim oraz streamingowym i medialnym. Trzon stanowią zespoły jako właściciele praw do znaków towarowych.

      Cardinale uważa, że marki sportowe są najcenniejszą rzeczą w świecie mediów. Mimo całej euforii dla Cardinale jest jasne, że wzrosty wartości drużyn nie będą trwały wiecznie. „To niemożliwe” – mówi Gerry Cardinale, zwłaszcza jeśli spojrzy na szczegóły poprzednich przejęć, bo niektóre nie ustrzegły się błędów.

       

      Andrzej Mroziński

      Kongres Stolarki Polskiej pod znakiem ekonomii, ekologii i marketingu

        Dwunasta odsłona Kongresu Stolarki Polskiej dobiegła końca. W wydarzeniu wzięło udział niemal 300 osób, a na scenie, w ramach trzech bloków tematycznych, wystąpiło aż 16 ekspertów. Szczególnym zainteresowaniem cieszył się panel marketingowy. Kongresowy dzień zakończyła uroczysta gala, podczas której wręczono branżowe nagrody i wyróżnienia.

        Pierwszy blok kongresu poświęcony był omówieniu funkcjonowania branży na tle obecnej sytuacji geopolitycznej. Tematykę tę zaprezentowali szczegółowo uznani eksperci: prof. dr hab. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC Polska, Dariusz Kryczka, manager w Kancelarii EY Law w Zespole Energetyki i Zrównoważonego Rozwoju, ekspert ds. energii i klimatu oraz prof. dr hab. Waldemar Rogowski, kierownik Zakładu Zarządzania Ryzykiem w Instytucie Finansów Korporacji i Inwestycji SGH. Kontynuacją tej tematyki była dyskusja panelowa z udziałem przedstawicieli branży stolarki budowlanej. Drugi blok merytoryczny XII Kongresu Stolarki Polskiej nawiązywał z kolei do recyklingu, ochrony klimatu i zrównoważonego budownictwa. Zagadnienia te przedstawili tacy eksperci, jak dr inż. Dorota Bartosz, dyrektor techniczna ds. budownictwa zrównoważonego w Polskim Stowarzyszeniu Budownictwa Ekologicznego PLGBC, oraz Karol Pięta, Country Manager Dekura Poland oraz Project Manager EPPA Poland. Trzeci blok tematyczny miał formę debaty i dotyczył sprzedaży oraz marketingu przyszłości. Wzięli w nim udział wiodący marketingowcy z branży. Podczas spotkania prelegenci odpowiedzieli m.in. na pytania, jak zdefiniować przyszłe kanały sprzedaży, czy digital zastąpi sklepy stacjonarne, czy inflacja wpłynie na sprzedaż produktów oraz w jaki sposób komunikować i budować markę w czasie kryzysu. Zwieńczeniem kongresowego dnia była wieczorna uroczysta gala, podczas której wręczono branżowe nagrody i wyróżnienia.

        Ford Mustang Mach-E z pakietem Frost White

        Ford Mustang Mach-E wyróżnia się nie tylko nietuzinkowym wyglądem, doskonałymi osiągami, ale także możliwością personalizacji pojazdu. Jego niezwykle przestronne wnętrze jest komfortowe i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Model ten jest jednym z najlepiej prowadzących się aut elektrycznych, oferującym zaskakująco daleki zasięg. Firma Ford Polska wprowadziła właśnie do oferty specjalny pakiet stylizacyjny Frost White, dostępny wyłącznie dla Mustanga Mach-E.

        Czym wyróżnia się Mustang Mach-E z pakietem Frost White?

        Pakiet Frost White to wyjątkowe spojrzenie na Mustanga Mach-E dla osób, które uwielbiają biały kolor. Samochód z tym pakietem przyciąga bowiem spojrzenia białym wykończeniem detali nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. To wyjątkowa wersja w kontekście całego rynku samochodów elektrycznych.

        Biały, trzywarstwowy lakier Star White pokrywa karoserię, obudowy lusterek, a także nadkola, które zostały specjalnie poszerzone dla tej wersji. Specjalny lakier Oxford White wykorzystano natomiast do słynnych emblematów Mustanga obecnych z przodu i tyłu pojazdu, ale nie tylko. Pokrywa on także wnęki zaprojektowanych specjalnie dla tego pakietu 19-calowych felg.

        We wnętrzu kolor Oxford White znajduje się natomiast na emblemacie Mustanga na kierownicy.  Siedzenia, podłokietnik w konsoli centralnej i panele drzwiowe pokryto natomiast tapicerką w kolorze Light Space Grey, która idealnie kontrastuje z pozostałymi elementami tej wersji specjalnej. Uzupełnieniem całości jest listwa dekoracyjna deski rozdzielczej o klasycznym sześciokątnym wzorze i stonowanym kolorze Bright Silver.

        – Naszym zdaniem samochody elektryczne są ekscytujące, a jazda nimi dostarcza mnóstwo pozytywnych emocji. Wiedząc jak bardzo użytkownicy Mustanga Mach-E lubią personalizować swoje pojazdy, przygotowaliśmy dla nich wyjątkowy pakiet stylizacyjny – Frost White. Jesteśmy przekonani, że projekt tego samochodu trafi w gusta klientów, którzy do tej pory nie mogli znaleźć wersji idealnie skrojonej pod swoje wymagania. Wyrafinowany, luksusowo wyposażony pięciomiejscowy w pełni elektryczny SUV, ze sportowym przyspieszeniem i niezwykle dalekim zasięgiem, z atrakcyjnym pakietem stylizacyjnym jest w naszej ocenie wyjątkową propozycją na polskim rynku. To nasza niespodzianka dla klientów w oczekiwaniu na kolejne nowe, w pełni elektryczne modele Forda – powiedział Attila Szabó, dyrektor zarządzający Ford Polska.

        Mustanga Mach-E z pakietem Frost White wyposażono w napęd na cztery koła, baterię o zwiększonej pojemności, Pakiet Technology oraz dodatkowe opcje. Samochód można już zamawiać w salonach w Polsce, a cena pakietu to 5.000 zł.

        Dealerzy Volkswagena udostępniają punkty ładowania dla samochodów elektrycznych

        Marka Volkswagen w Polsce aktywnie wspiera rozwój elektromobilności, m.in. poprzez poszerzanie ogólnodostępnej sieci ładowania samochodów elektrycznych. Dzięki sukcesywnemu udostępnianiu stacji ładowania zrealizowanych w salonach i serwisach Volkswagena, polscy użytkownicy samochodów elektrycznych mogą już dziś korzystać z 76 punktów ładowania w 36 lokalizacjach sieci Volkswagena (docelowo będzie to ok. 170 punktów AC i DC w 89 lokalizacjach) w całym kraju.

        W obliczu strategii marki Volkswagen dotyczącej rozwoju na płaszczyźnie elektromobilności, autoryzowani dealerzy marki w Polsce zrealizowali szeroko zakrojone inwestycje związane z rozbudową infrastruktury ładowania aut elektrycznych. Wytyczne marki w tym zakresie dotyczyły zarówno wyposażenia każdego punktu dealerskiego w ogólnodostępną stację ładowania w strefie miejsc parkingowych dla klientów, a także punktów ładowania w salonie oraz infrastrukturę w strefie wewnętrznej, w tym w serwisie.
        W zakresie infrastruktury zewnętrznej, dealerzy zobowiązani są do udostępniania kierowcom przynajmniej dwóch punktów ładowania: punktu o mocy nie mniejszej niż 11 kW w przypadku ładowania prądem zmiennym (AC) oraz co najmniej 22 kW w przypadku ładowania prądem stałym (DC).

        „W zakresie infrastruktury wewnętrznej salonu i serwisu, oczekiwaliśmy wyposażenia warsztatu w mobilny punkt ładowania, który jest niezbędny, aby prowadzić prace naprawcze przy samochodach elektrycznych oraz wallbox w punkcie wydań, który umożliwi klientom zapoznanie się z obsługą funkcjonalnej, domowej stacji ładowania, którą również mogą nabyć (także z montażem) w atrakcyjnej cenie. Nasi partnerzy biznesowi bardzo poważnie podeszli do inwestycji infrastrukturalnych. Cieszy nas, że wielu dealerów spełniło nasze oczekiwania z nawiązką” – zaznacza Tomasz Piasny, dyrektor działu rozwoju sieci dealerskiej marki Volkswagen.

        Aktualnie w 36 lokalizacjach są ogólnodostępne punkty ładowania, a 12 z nich jest już dostępnych w ramach usługi WeCharge w aplikacji We Connect. Docelowo wszystkie punkty ładowania w obszarze parkingu dla klientów, mają być ogólnodostępne w ramach WeCharge, co umożliwi łatwiejsze podróżowanie oraz łatwiejszą kontrolę wysokości stawek za ładowanie.

        Dealerzy marki Volkswagen mogli decydować się na realizowanie inwestycji we współpracy z popularnymi operatorami sieci ładowania samochodów elektrycznych. Tego typu rozwiązanie pozwoliło zaoferować znacznie wyższą moc ładowania w wielu punktach w Polsce. Przykładowo dealer Rzepecki Mroczkowski w Poznaniu może pochwalić się ładowarką sieci Greenway, oferującą po dwa punkty ładowania AC i DC, w tym punkt o mocy 50 kW. Inny z salonów marki Volkswagen, Lellek w Gliwicach dzięki ładowarce sieci Nexity może zaoferować dwa punkty AC (11 kW) i dwa punkty DC (o mocy do 50 kW).

        Marka Volkswagen, zgodnie ze swoją strategią Way To Zero, konsekwentnie zmniejsza emisję CO2, stopniowo przechodzi na wykorzystanie energii ze źródeł odnawialnych i równoważy emisję dwutlenku węgla. Poza oferowaniem modeli elektrycznych produkowanych z neutralnym bilansem emisji CO2, marka dąży do pełnej dekarbonizacji w poszczególnych obszarach swoich działań. Podobne idee przyświecają także wielu autoryzowanym dealerom Volkswagena.

        Salonem, który przoduje pod względem inwestycji zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju, jest obiekt prowadzony przez Michała Ignaszaka w Kaliszu. Instalacja fotowoltaiczna o mocy 50 kWp w Kaliszu ma powierzchnię 265 m2 i mieści się na dachu blacharni i lakierni. Zapewnia rocznie około 50 MWh (50 000 kWh) zielonej energii na potrzeby firmy. To wystarczyłoby na około 1000-krotne ładowanie od 0 do 100 procent średniej wielkości akumulatora samochodu elektrycznego.

        „W Kaliszu dla naszych klientów oferujemy stacje ładowania o mocy 50 kW, jednocześnie dostępną dla trzech samochodów. Instalację fotowoltaiczną w Kaliszu uzupełniliśmy kontraktem na zakup energii wyłącznie ze źródeł odnawialnych od Polenergii. Tym sposobem łączne zapotrzebowanie na energię obiektu w Kaliszu jest realizowane w 100% zeroemisyjnie, ograniczamy w ten sposób emisję CO2 o ponad 200 ton rocznie. Nasz drugi salon – w Koninie, z dwoma punktami ładowania o łącznej mocy 40 kW został rok temu także wyposażony we własną instalację fotowoltaiczną o mocy 50 kWp i tym sposobem przyczynia się do ograniczenia emisji o kolejne 40 ton CO2 rocznie” – mówi Michał Ignaszak, dyrektor salonów marki Volkswagen w Koninie i Kaliszu.

        Stagflacja niestraszna właścicielom mieszkań

          Zakup droższy o 128 proc., a czynsze najmu wyższe aż o 70 proc. – tak zmieniły się realia amerykańskiego rynku nieruchomości w latach 70. Jeśli grozi nam dziś stagflacja, to ten przykład sugeruje, że właściciele mieszkań mogą spać spokojnie.

          Wysoka inflacja i słaby wzrost gospodarczy to scenariusz, którego ziszczeniem część ekonomistów ostatnio nas straszy. Jest to sytuacja rzadko spotykana. Przeważnie bowiem mamy do czynienia z inflacją, gdy gospodarka jest rozgrzana do czerwoności i odwrotnie – ceny w sklepach, na stacjach benzynowych i punktach usługowych rosną wolniej, gdy wzrost gospodarczy jest rachityczny lub wręcz mamy recesję.

          Stagflacja to tylko jedna z możliwości

          Stagflacja to znacznie rzadsze zjawisko. Realizacja takiego scenariusza tym bardziej nie jest pewna. Istnieje szansa, że światowa gospodarka poradzi sobie z problemami, a w konsekwencji ceny dóbr i usług przestaną tak szybko rosnąć. Do tego w Polsce mocne podwyżki stóp procentowych mogą zatrzymać inflację wynikającą z czynników wewnętrznych. Słowem wyjaśnienia – w tym przypadku chodzi o sytuację, w której szybko rosnące ceny wywołują presję na wzrost wynagrodzeń. To powoduje, że producenci chcą wyższe koszty przerzucić na konsumentów i znowu generuje to presję płacową. Itak się to kręci dopóty, dopóki ktoś tego niebezpiecznego sprzężenia zwrotnego nie zatrzyma. Może to zrobić rząd – np. srogo opodatkowując nadmierne wzrosty wynagrodzeń, ale też swoje karty w tej rozgrywce posiada Rada Polityki Pieniężnej. Ta, podnosząc stopy procentowe, może powściągać zapędy firm i konsumentów przez podnoszenie kosztów obsługi długów.

          Stopy procentowe mogą wzrosnąć za bardzo

          Na tym jednak problem może się nie skończyć. W opinii części ekonomistów z podwyżkami stóp procentowych też łatwo bowiem przesadzić. Jeśli kredyty będą drogie, to będziemy mniej kupować, a przedsiębiorcy, widząc mniejszy popyt i droższe kredyty, mogą zrezygnować np. z budowania nowej fabryki (inwestycji). Jeśli tych będzie mniej, czyli nie powstanie ta przykładowa fabryka, to uderzy to w dynamikę wzrostu gospodarczego, na rynek nie będą dostarczane dodatkowe produkty, a przedsiębiorca nie stworzy dodatkowych miejsc pracy. Jak produktów na rynku będzie za mało, a oszczędności do wydania wciąż dużo (tak jak dziś), to ceny w sklepach mogą dalej rosnąć, przyczyniając się do wzrostu inflacji przy – jak wcześniej wspomnieliśmy – wolniejszym wzroście gospodarczym i wyższym bezrobociu. Tu trzeba jednak podkreślić, że pomiędzy ekonomistami dochodzi dziś do sporu. Jedni uważają, że walka z inflacją powinna opierać się teraz przede wszystkim na podnoszeniu stóp procentowych, podczas gdy inni sądzą, że podnosić stopy procentowe, owszem, trzeba, ale z umiarem, aby nie zdusić wzrostu gospodarczego. To bowiem może pogrążyć nas w stagflacji. Skuteczna walka z inflacją w takim przypadku powinna opierać się raczej na skłanianiu nas do oszczędzania pieniędzy, a przy tym powinniśmy pozwalać gospodarce na tworzenie odpowiedniej (większej) ilości dóbr i usług, które moglibyśmy za nasze oszczędności kupić, nie prowadząc przy tym do nadmiernego wzrostu inflacji.

          Stagflacja nieruchomościom niestraszna

          Przed Radą Polityki Pieniężnej stoi więc dziś poważne wyzwanie, aby postępować rozważnie i nie przesadzić w żadną stronę. Czy operacja ta zakończy się sukcesem – pewności nie ma. Istnieje więc pewne ryzyko, że inflacja z nami pozostanie, a nadmierne podwyżki stóp procentowych zduszą wzrost gospodarczy i dorobimy się stagflacji. Czy jest to zła informacja dla posiadaczy nieruchomości? Działa tu co najmniej kilka sił. Co do zasady wzmożona inflacja powoduje szybszy wzrost cen nieruchomości i wzrost stawek czynszów najmu. Słaby wzrost gospodarczy oznacza natomiast gorszą sytuację na rynku pracy, a więc też mniejszy popyt na zakup mieszkań połączony jednak ze wzmożonym popytem na najem, bo gdzieś mieszkać trzeba. A jak działają oba te czynniki – stagnacja i wzmożona inflacja?

          Odpowiedzi na to pytanie poszukiwać możemy w historii. Często przytaczanym przykładem stagflacji są lata 70. w USA. Dane Rezerwy Federalnej sugerują, że od stycznia 1970 do grudnia 1979 r. ceny nieruchomości w Stanach Zjednoczonych wzrosły o 128 proc., a czynsze najmu poszły w górę w tym czasie o prawie 70 proc. Przy czym w międzyczasie mieliśmy też do czynienia z inflacją, która podniosła ceny aż o 103 proc. Mimo tak gwałtownych wzrostów cen dóbr i usług właściciele nieruchomości realnie w tym czasie zarobili (średniorocznie 1,2 pp. ponad inflację). Czynsze najmu, choć w tym czasie wzrosły o 70 proc., nie wygrały wyścigu z inflacją. Realnie na koniec lat 70. były one o trochę ponad 16 proc. niższe niż w styczniu 1970 r.

          Bartosz Turek
          główny analityk HRE Investments

          Łączy ich sztuka

            Maria Wollenberg-Kluza jest wyjątkowo aktywną artystką. Biorąc pod uwagę liczbę wystaw i wydawnictw oraz tekstów o jej twórczości autorstwa wybitnych literatów i krytyków, może z nią konkurować niewielu twórców.

            To jednak nie wszystko. Znakomita malarka angażuje się w działania na rzecz środowiska. Co ciekawe, skupia się zarówno na początkujących artystach, studentach i absolwentach akademii sztuk pięknych, jak i na twórcach starszych, którzy najlepsze czasy mają za sobą, a dziś zapomnianych przez galerie i media. W tym roku, na przełomie marca i kwietnia, w Galerii Wieża na warszawskim Ursynowie zorganizowała wystawę młodym uczestnikom konkursu „Inspiracje” fundacji Paleta, którego jest inicjatorką. Tegoroczna edycja jest piątą z kolei. Wystawa podsumowuje edycje trzecią i czwartą, którym przeszkodził lockdown. Zaprezentowali na niej prace laureaci z lat 2020 i 2021: Piotr Desperak i Weronika Wrzosek. – We wtorek, 14 czerwca, w Galerii Wieża otwierałam doroczną wystawę „Ursynowskie Spotkania Twórców” – opowiada Maria Wollenberg-Kluza. – Oczywiście, odbyła się ona po dwuletniej przerwie pandemicznej. Tym razem napisałam do kolegów, żebyśmy zrobili to w sposób spontaniczny, każdy przyniesie i powiesi to, co sam wybierze ze swojej pracowni. Jak się okazało, był to bardzo dobry pomysł. Ideę spotkań stanowią doroczne pokazy przedstawiające aktualną twórczość artystów nie tylko z Ursynowa, lecz także spoza Warszawy, choć związanych z galerią. Szczególnie miłe jest to, że na ekspozycję przynoszą prace członkowie rodzin twórców już nieżyjących, którzy wcześniej tu wystawiali. Wieża ma wielką zaletę, nie jest to typowa galeria, to też miejsce spotkań. Można tu porozmawiać, wypić kawę lub herbatę, jeśli ktoś ma ochotę, to również po góralsku… Zwiedzający mają szansę poznać twórców i z nimi porozmawiać. Co ważne, każdy z nas musi sam pilnować swojej wystawy. I właśnie uważam to za największy atut. Sami robimy wszystko, więc nie mamy żadnych wydatków.

            Piotr Desperak

            Ursynowskie spotkania twórców odbywają się od 2004 r. Od początku pieczę nad nimi sprawuje bohaterka tekstu, wspomaga ją prof. Jan Rylke. Każdy odpowiada za swoją pracę. Należy podkreślić, że jest to miejsce tylko dla artystów profesjonalnych. Dlaczego? Okazuje się, że amatorzy są znacznie bardziej prężni i potrafią wiele zdziałać, by prezentować swe prace w różnych miejscach. Profesjonaliści są na ogół mniej przebojowi, nie umieją ze swoją sztuką wychodzić do przodu… Dowodzi to, jak bardzo na kształtującym się dopiero krajowym rynku sztuki brakuje marszandów.

            Krystyna Bieniek

            O wartości ursynowskich spotkań decyduje ich rola środowiskowa, polegająca na podtrzymywaniu kontaktów między twórcami. Takie możliwości stwarzają plenery, ale jest ich z roku na rok mniej. W kilku wystawach kiedyś brało udział nawet 80 osób, w tym roku było ich zaledwie ponad 30, ale to w dużej mierze wina pandemii. – Bardzo zależy mi, żeby środowisko mogło się integrować – dodaje Maria Wollenberg- Kluza. – Jesteśmy tak różni, nie tylko warsztatowo, nie tylko ideowo, lecz także wiekiem, bo są tu przedstawiciele kilku pokoleń. Dzięki wspólnym wystawom możemy lepiej się poznać. Łączy nas sztuka.

            Tadeusz Markiewicz

            Wielką zaletę ursynowskich spotkań stanowi możliwość obejrzenia dzieł znanych twórców, którzy już nie żyją, a ich prac nie ma w obiegu galeryjnym. Na wystawy przynoszą je krewni artystów. Warto w tym kontekście wspomnieć Karola Sytę, świetnego grafika i malarza, ale też autora instalacji. Przez długi czas tworzył w Szwecji, gdzie nadal mieszka jego syn. Ciekawa postać to Krystyna Bieniek, ilustratorka książek, bardzo wrażliwa malarka. Nie żyje też rzeźbiarz Jacek Müldner-Nieckowski, przedstawiciel znanej rodziny rzeźbiarzy i fotografików. Na Ursynowie mieszkał Tadeusz Markiewicz, autor wielu monumentalnych rzeźb, np. pomnika Kiepury w Krynicy i Matki Polki w Łodzi. Z kolei Tadeusz Serafin wykonywał pełne poezji instalacje skłaniające do refleksji, zastanowienia…

            Piotr Cegłowski

            Nie boimy się przyszłości

              Amazon Web Services ma w swoim portfolio rozwiązania dla wielu branż. Jedna z nich rozwija się w ostatnich latach niezwykle dynamicznie. O wyzwaniach stojących przed dostawcami rozwiązań informatycznych w kontekście wymiany danych i jazdy automatycznej opowiada Mike Tzamaloukas, General Manager z Amazon Web Services Automotive.

              Tworząc unikalne rozwiązania, AWS staje się kreatorem innowacyjności swoich klientów, szczególnie w obszarze transformacji cyfrowej. Jakie usługi dla branży motoryzacyjnej zostały ogłoszone w tym roku podczas ostatniej, jubileuszowej konferencji re:Invent w Las Vegas?

              Jedną z naszych usług dla rynku motoryzacyjnego jest AWS IoT FleetWise, którą kierujemy konkretnie do klientów z branży motoryzacyjnej w zakresie gromadzenia danych. Ostatnio ogłosiliśmy również, a mamy na tym polu długą historię, szereg różnych usług związanych z „parasolem motoryzacyjnym”, które są w pewnym sensie rozszerzeniami pozwalającymi dostarczać dane do automatów. Na przykład możemy wprowadzić Greengrass w pojazdach, nie martwiąc się o łączność między samochodem a chmurą. Wprowadziliśmy także IoT Core. To nie jest nowy produkt i oferujemy go od wielu lat, ale niedawno po raz pierwszy zaprezentowaliśmy rozwiązanie dedykowane branży motoryzacyjnej na taką skalę. Nawiasem mówiąc, AWS IoT FleetWise współpracuje z IoT Core w tandemie. Z kolei FleetWise skupia się przede wszystkim na tym, jak ułatwić i poprawić wydajność przesyłania danych.

              W jakiej pozycji w stosunku do rynku motoryzacyjnego ustawia się AWS? Dostarczacie rozwiązania klientom, kreując na nie popyt, czy tworzycie je w oparciu o zapotrzebowanie zgłaszane przez branżę?

              Amazon i AWS prezentują swoistą obsesję na punkcie klientów. Wszystko, co robimy, zaczyna się od zadania sobie pytań: „Na czym polega problem klientów?”, „Jak mamy go rozwiązać?”, „Jak sprawić, by nasze rozwiązanie było lepsze niż to, co znaliśmy do tej pory?”. Rozmawiamy więc z producentami samochodów i oczywiście zbieramy opinie na temat dostarczanych im usług oraz kluczowych obszarów ich zainteresowania, zastanawiamy się, w jakim obszarze najbardziej potrzebują pomocy. Aby odpowiedzieć na to pytanie, przedstawię krótko nasze podejście: zawsze najpierw jest klient, od którego staramy się pozyskać informacje, a następnie na podstawie wywiadu tworzymy rozwiązanie, którego potrzebuje, i wprowadzamy innowacje w jego imieniu. Zawsze też podnosimy poprzeczkę, by stworzyć coś, czego sobie klient nawet nie wyobrażał.

              To jakie są najnowsze trendy w motoryzacji? Jaka jest w tym rola zespołu IoT?

              Przemysł motoryzacyjny oczywiście zmierza w kierunku łączności, autonomii, elektryfikacji i łatwości serwisowania. Poszczególne elementy oferty AWS są dostosowane do konkretnych projektów. Wraz z AWS IoT FleetWise staramy się skupić przede wszystkim na tych trendach, by radzić sobie z potrzebą wydajnego i prostego zbierania danych o pojazdach. Ta usługa sprawi, że wprowadzanie do chmury małych i dużych zbiorów danych, danych pofragmentowanych i danych ze znacznikami czasu będzie proste, inteligentniejsze i wydajniejsze.

              I pomoże producentom motoryzacyjnym wykonać kolejny krok?

              Popatrzmy na to w następujący sposób. Nowoczesne samochody mają dziś kilka tysięcy części i w każdej chwili coś może pójść nie tak. To, jak szybko producenci będą mogli zebrać informacje o awarii lub nieprawidłowościach, oraz to, w jakiej formie będą mogli odbierać informacje z samochodu, zaważy na tym, jak w przyszłości będą mogli ulepszać swoje systemy autonomiczne. Producenci potrzebują dostępu do określonych ilości danych, określonych typów danych, aby mogli tworzyć lepsze samochody.

              Jak ważna jest łączność dla przyszłości samochodów i jaka jest przyszłość przemysłu motoryzacyjnego? Czy przyszłością są samochody autonomiczne, samochody sterowane oprogramowaniem?

              Nie jesteśmy producentami samochodów, dlatego nie chciałbym wskazywać kierunku, w jakim będzie się rozwijać branża, ale jako dostawca rozwiązań sieciowych możemy podejrzewać, co czeka nas w przyszłości. W AWS chcemy przede wszystkim pomóc twórcom szybciej zrealizować ich marzenia. Gdybym jednak miał przedstawić moją interpretację tego, czym interesują się producenci samochodów, zdecydowanie patrzą w kierunku autonomiczności. Szukają bardziej dostępnej i niezawodnej łączności. Za kilka lat wejdziemy w świat półautonomicznej i w pełni autonomicznej jazdy. Bierzemy też udział w powszechnym procesie przechodzenia motoryzacji na elektromobilność. Kluczowy ma być rok 2030. W tym roku większość producentów chce mieć już w swojej ofercie wyłącznie pojazdy napędzane silnikami elektrycznymi. To dla nas ogromne wyzwanie nie tylko pod względem zapewnienia mobilności samych samochodów, lecz także pod kątem przesyłania danych pomiędzy pojazdami a infrastrukturą ładowania, systemami bankowymi itd. AWS umożliwia flotom samochodów łatwiejszy dostęp do danych, ale też daje narzędzia pozwalające radzić sobie z nimi. Potrafimy zebrać odczyty z szybkich czujników, takich jak kamera, lidar, radar, oraz grupować informacje dotyczące całej floty w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Wierzymy, że dzięki tym możliwościom producenci samochodów mogą tworzyć rozwiązania, które sprawią, że jazda będzie łatwiejsza, szybsza i lepsza.

              Samochody stają się coraz bardziej cyfrowe i wydaje się, że już niedługo bez połączenia z siecią nie będą w stanie poruszać się po drogach. Jak ważne są zasoby w chmurze dla ich funkcjonalności i użyteczności?

              Chmura jest z pewnością jednym z czynników umożliwiających analizę zebranych danych, swoistym katalizatorem wartości sektora łączności. Tak więc chmura może być wykorzystywana przez twórców do wprowadzania określonych aplikacji i oprogramowania, które w przeszłości stanowiły integralną i niezmienną część wewnętrznego systemu pojazdu. Przenosząc część z nich do chmury, zyskujemy dostęp w czasie rzeczywistym do zupełnie nowych możliwości i funkcjonalności wpływających na bezpieczeństwo i komfort podróżowania. Dobrym tego przykładem jest nawigacja satelitarna, która dziś nie musi przechowywać na dysku w samochodzie wszystkich map, lecz jedynie te, z których w danej chwili korzysta. Efektem tego jest znacznie mniejsza ilość danych w samochodzie, podczas gdy pełna, szczegółowa mapa dostępna jest w chmurze.

              Czy jest możliwe przejęcie informacji przekazywanych do chmury i wymiana między infrastrukturą drogową a pojazdami? Jeśli tak, to w jakim stopniu to się dzieje?

              V2X i różne kombinacje sieci lokalnych, które są tworzone między pojazdami a infrastrukturą drogową, znacznie rozwinęły się w ciągu ostatnich 2–3 lat w Stanach Zjednoczonych, a i w Europie widzimy poważne przyspieszenie tego procesu. Producenci samochodów z pewnością są w fazie testów nowoczesnych rozwiązań w tym zakresie, które za kilka lat staną się standardem w branży motoryzacyjnej, tak jak dziś radary monitorujące drogę przed pojazdem. Jednym z takich rozwiązań jest system zbierający dane od pojazdów zbliżających się do skrzyżowania. W idealnym scenariuszu zakładamy, że pojazdy nie będą musiały się zatrzymywać na czerwonym świetle, bo system sam będzie sterować zmianą sygnalizacji, analizując aktualną sytuację wokół skrzyżowania. Jest wiele dobrych powodów, dla których to może i powinno się udać, a AWS jest dumny z tego, że od samego początku może współpracować z producentami samochodów, miastami i innymi podmiotami zarządzającymi. Jesteśmy po to, żeby stworzyć przyjazny ekosystem potrzebny do tego rodzaju możliwości.

              Dzięki wymianie danych ruch mógłby być bezpieczniejszy?

              Nie tylko mógłby być bezpieczniejszy, lecz także podróżowalibyśmy o wiele sprawniej. Wyobraźmy sobie, jaki jest najdoskonalszy sposób pokonywania skrzyżowania. Idealny sposób przekraczania skrzyżowania nie jest tak naprawdę statyczną drogą. Dzisiaj infrastruktura składa się z sygnalizacji świetlnej i czujnika przed skrzyżowaniem dla tej sygnalizacji. Jednak ten czujnik nie wie nic poza tym, że pojazd zbliża się do skrzyżowania. Nie ma pojęcia, co to za pojazd, a może być uprzywilejowany. A gdyby zebrać takie informacje dla każdego pasa, dane z pobliskich skrzyżowań, to, na którym pasie się znajduje dany pojazd, czy ma zamiar jechać w lewo, w prawo, prosto… Można założyć scenariusz, że samochody będą mogły przecinać swoje trasy nawet przy dużych prędkościach, a wszystko byłoby kontrolowane przez lokalną sieć. Na tym etapie mogę zdradzić, że jako AWS uczestniczymy w testach, które są wykonywane w kontrolowanych warunkach na zamkniętych torach testowych.

              Czy żeby ten system zadziałał, musimy wyrzucić kierowcę z samochodu? Od dawna się mówi, że najsłabszym ogniwem logistycznego łańcucha jest kierowca.

              Nie do końca, myślę, że wrażenia z jazdy na pewno się zmienią i że w większości przypadków będziemy musieli się do tego przyzwyczaić. Prawdopodobnie jako dziennikarz miałeś okazję prowadzić samochód, który nie ma lusterek zewnętrznych, lecz jedynie kamery. Jakie było twoje pierwsze wrażenie?

              To było bardzo dziwne uczucie, kiedy spoglądając za szybę, nie widziałem nic, z kolei obraz widoczny był na ekranach w innych miejscach niż te, w które odruchowo kierujemy wzrok.

              Ja miałem dokładnie tak samo i przyzwyczajenie się do tego zajęło mi trochę czasu. Jeszcze więcej czasu zajmie nam pewnego dnia dostosowanie się do braku kierownicy, ale przecież cały czas poddawani jesteśmy procesowi adaptacji.

              Czyli przejmowalibyśmy sterowanie tylko w razie potrzeby i samochód sam nas o to poprosi?

              Tak, dokładnie.

              Badania mówią, że dziś 70 proc. amerykańskich kierowców boi się aut autonomicznych. Czeka nas zatem wiele pracy, aby rozwiać wszelkie wątpliwości w tym zakresie. Misją dziennikarza jest mozolne wyjaśnianie, że technologia jest stworzona dla naszego bezpieczeństwa i naszego życia, ale nawet ja mam wciąż wątpliwości, jaki scenariusz wybierze auto w konkretnej sytuacji. Jeśli system będzie miał pewność, że zdarzy się wypadek, to samochód zdecyduje się uderzyć w drzewo, inny samochód czy w człowieka? Wybierze „mniejsze zło”?

              MIT ma tzw. silnik moralny. Trzy lata temu w AWS stworzyliśmy coś, co dokładnie odpowiada na twoje pytanie. Jak stworzyć sztuczną inteligencję, która rozwiązuje problemy związane z sytuacjami życia lub śmierci. Wspomniałeś, że 70 proc. Amerykanów boi się samochodów autonomicznych. Nie znam dokładnej liczby, ale zastanawiam się, jaki jest procent takich kierowców w Chinach. Może to być 0. Próbuję tutaj powiedzieć, że różne kraje mają różne postrzeganie technologii i tego, jak szybko wejdzie ona do głównego nurtu. Na przykład w Stanach Zjednoczonych zajęło dziesięciolecia, zanim ponad 50 proc. populacji korzystało z kart kredytowych. W Chinach przejście od płatności gotówkowych do samych płatności telefonicznych zajęło mniej niż 10 lat. Dawno, dawno temu pojazd miał tylko silnik spalinowy, cztery koła i trochę gołego metalu, ale dzisiejsze samochody są już poważnymi centrami danych. Samochody z lat 2022–2023 będą wyposażone w 2–3 wysokowydajne komputery i skomplikowany infotainment, zwłaszcza jeśli mówimy o pojazdach 3. poziomu autonomiczności. Wyposażymy je w lidar, szereg kamer itp. Jak więc sobie poradzić z diagnostyką, kiedy czasem sztuczna inteligencja podejmuje decyzje, które nie są łatwe do wytłumaczenia lub opisania w rzeczywistości? Ludzie będą wybierać cel podróży, a pojazd będzie musiał podejmować miliony decyzji w każdej sekundzie. Właśnie te rzeczy są powodem, dla którego zbudowaliśmy usługę AWS IoT FleetWise. Obecnie wdrażamy procesy, dzięki którym klienci mogą potencjalnie skorzystać z rozszerzonego i wydajniejszego gromadzenia danych AWS.

              Przyszłość zapowiada się bardzo ciekawie.

              Chcę podkreślić kilka rzeczy dotyczących tego, co widzimy w przyszłości. Wierzymy, że gdy producenci samochodów przyjrzą się nadchodzącym kilku latom i pojazdom, które zamierzają produkować, będziemy musieli znaleźć rozwiązania, które pomogą nam nie tylko rozumieć, lecz także ulepszać pojazdy jeżdżące po naszych drogach.

              rozmawiał Michał Garbaczuk

              Ważne Informacje

              Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

              W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

              23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

              21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

              Stop the clock na rynku ESG

              ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

              Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

              Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

              AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

              Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

              Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

              Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...