.
Strona główna Blog Strona 125

Wielki potencjał ETF

    Giełda bez ETF to jak telefonia bez iPhonów – celne sformułowanie Roya Regeva z Izraela jest najlepszym podsumowaniem tego, o czym mówiono na Warsaw Passive Investment Conference 10-11 maja 2022 r.

    Warto przypomnieć, że na świecie obecnie jest notowanych ponad 10 tys. ETF-ów (Exchange Traded Fund) o wycenie 10 bilionów USD. Jest to najszybciej rozwijający się instrument finansowy w historii. Dlaczego? Inwestorzy cenią ETF za niskie koszty, prostotę oraz przejrzystość. Inwestując pasywnie nie mają na celu osiągania wyższych niż rynkowe wyników. Zdają sobie sprawę, że szanse indywidualnego inwestora na osiągnięcie zysków powyżej średniej są relatywnie niewielkie. Strategia w inwestowaniu pasywnym opiera się na zakupie pakietu reprezentatywnego dla całego rynku – wybranej giełdy czy konkretnego regionu.

    Jest to jedna z najłatwiejszych i najmniej ryzykownych form inwestowania na giełdzie. Często porównuje się ją do oszczędzania na emeryturę… W Polsce rozwiązanie to dopiero zyskuje popularność, choć np. w USA przebojem zdobyło rynek. Pierwszy fundusz indeksowy ETF pojawił się na GPW w 2010 roku. Jak to wygląda w praktyce? Na przykład ETF na WIG20 niejako naśladuje zachowanie indeksu WIG20. Wielką zaletą funduszu ETF jest to, że można go kupić i sprzedać w dowolnym czasie.

    Warsaw Passive Investment Conference otworzyła Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW. A była to już trzecia konferencja z tego cyklu. Jej organizatorami byli, obok GPW, Beta Securities Poland oraz Biuro Maklerskie mBanku.

    Izrael inspiruje Polskę

    W konferencji uczestniczyli prelegenci z kraju i z zagranicy. Wśród nich wspomniany na wstępie Roy Regev, przewodniczący Rady Nadzorczej Beta Securities. W swojej prelekcji „Spojrzenie na sukces inwestowania pasywnego w Izraelu i czego może się z tego przykładu nauczyć Polska”, skupił się na sytuacji w Izraelu, przedstawił też perspektywy stojące przed ETF w naszym kraju.

    Oto obszerne fragmenty jego wystąpienia: „Jak wiadomo, Izrael to jest kraj startupów, ale też jest to ziemia obiecana dla inwestowania pasywnego. ETF mają pozytywny wpływ na nasz rynek kapitałowy. Czy powinno to zadziałać podobnie w Polsce? Należy sprawić, aby GPW była hubem ETF w Europie. Zacznijmy jednak od rzutu oka na rynek izraelski. Od roku dwutysięcznego nasz rynek wzrósł od zera do prawie 50 miliardów euro aktywów. Na początku brakowało wiedzy na temat tego, czym są ETF. Chcieliśmy przeprowadzić pierwszą emisję na giełdzie w Tel Awiwie, a nadzorca poprosił nas o 20 prospektów emisyjnych dla każdej firmy i zatwierdzenie wszystkich tych dokumentów… Na szczęście, potencjał tego rynku został dostrzeżony, a przepisy dopasowane do wymogów rzeczywistości. Udało nam się wspólnie z rządem stworzyć legislację, która otworzyła potencjał wzrostu dla ETF. Kolejna sprawa to pojawianie się nowych produktów.

    W pierwszych latach na rynku izraelskim mieliśmy tylko 10 ETF. Nasz sukces na tym rynku najlepiej pokazuje proporcja między inwestowaniem aktywnym i pasywnym, którą wyraża się wartościami 60 do 40. Jest to lepsza proporcja niż nawet na rynku amerykańskim. W Polsce jest to 95 do 5, ale to na pewno się zmieni. W Izraelu mamy prawie 1,2 tys. produktów ETF, a na rynku amerykańskim jest ich ponad 3 tys. Inwestorzy mają dziś dostęp do rynku  bardzo konkurencyjnego. Cenią nieduży spread, bardzo niskie opłaty. Dobrze byłoby, żeby inne rynki na świecie były tak konkurencyjne, jak izraelski. Jest on prawdziwą oazą dla zarządzających aktywami, jak również inwestorów pasywnych. Można tu znaleźć w zasadzie każde rozwiązanie, które zostało stworzone dla ETF.

    Chcemy, żeby inwestorzy indywidualni i instytucjonalni mogli z tego korzystać, robić to z poziomu własnego banku, swojej waluty, żeby mogli inwestować na tej samej platformie, gdzie wcześniej kupowali akcje, ale też, żeby mieli dostęp do takich rozwiązań na całym świecie. To jest możliwość, z której powinna skorzystać również Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie.

    Jeśli chodzi o segmenty klientów, z którymi mamy do czynienia, dużą grupę stanowią inwestorzy prywatni. Trzeba jednak pamiętać o tym, że inwestorzy instytucjonalni pozostają najistotniejszymi graczami na tym rynku. Bez nich nie mielibyśmy tak solidnego rynku ETF w Izraelu. Emitując nowy produkt, trzeba pamiętać, że oznacza to konkretne zobowiązania. Mogą być więc potrzebne dziesiątki milionów dolarów. Kto może nam w tym pomóc, jeśli nie instytucje? I to jest rola do odegrania dla graczy instytucjonalnych, którzy w dodatku inwestują długofalowo stabilizując rynek ETF. Choć oczywiście, inwestorzy indywidualni również są niezmiernie ważni. W Izraelu, podobnie jak w Polsce, ciągle jeszcze dominuje model defensywny – ludzie trzymają pieniądze w bankach i tracą. Ich pieniądze po prostu leżą i nie przynoszą zysków. To oznacza szansę dla ETF. Giełda warszawska ma dużo większy potencjał niż izraelska. My jesteśmy małą wysepką, choć byśmy chcieli, nie możemy już zrobić wiele więcej. Natomiast Polska może stać się liderem regionu. Możecie rozłożyć ramiona i przytulić mniejsze kraje jak Węgry, Rumunia, Czechy, Słowacja. To wielki potencjał. Macie pół miliona aktywnych rachunków na GPW. To jest ogromna liczba. Widzę ogromny potencjał rozwoju przed GPW, możliwość stworzenia wspaniałych indeksów sektorowych, tematycznych i innych – jakie tylko wam się zamarzą.”

    Eksperci o szansach ETF

    Keynote Speech wygłosił Athanasios Psarofagis, analityk ETF Bloomberg w Nowym Jorku. Powiedział m.in.: „Niezależnie od tego, jaka jest sytuacja na rynku, to na pewno znajdzie się jakiś produkt, który rokuje lub dobrze sobie radzi. Warto pod tym kątem spojrzeć na ETF. Najwięcej, bo 70 proc. aktywów ETF, zgromadzonych jest na giełdach amerykańskich. Ostatnio obserwujemy duże zwyżki w Europie oraz w obszarze Azji i Pacyfiku.

    Ciekawe badania przeprowadziło WisdomTree. Niektóre dane są szokujące. Okazuje się, że na rynku brytyjskim zaledwie 22 proc. inwestorów korzysta z ETF, a przecież Wielka Brytania to jeden z najbardziej rozwiniętych rynków…

    Potrzebujemy więcej edukacji w zakresie ETF, szczególnie na rynkach poza amerykańskich. Na rynkach światowych wzrost aktywów ETF w zeszłym roku wyraża kwota ponad biliona dolarów. Trend ten powinien się utrzymać. Co ciekawe – USA dotąd przewodziły w zestawieniu, natomiast w tym roku pałeczkę przejmie Europa.

    Często w mediach słyszymy, że ETF za bardzo rosną i deregulują rynek. Należy podchodzić z dystansem do takich doniesień, ponieważ ETF na świecie to zaledwie 15 proc. wszystkich aktywów. Oczywiście ten wskaźnik będzie rósł, ale trzeba na to patrzeć w określonym kontekście.”

    Bardzo ciekawa była też dyskusja panelowa „ETF-y: prosty sposób na zbudowanie portfela”, w której wzięło udział dwóch przedstawicieli BlackRock – Matthias Zeinitzer, Sales iShares & Wealth for Eastern Central Europe oraz Christiaan Wiebols, Blackrock Portfolio Analysis & Solutions (BPAS). Oto ich uwagi:

    „Dla nas Polska to jeden z rynków wiodących, szczególnie w kontekście wzrostu aktywów. Na przestrzeni ostatnich 20 lat obserwowaliśmy w Europie coraz większe zainteresowanie inwestowaniem pasywnym. Jest to na pewno bardzo dobry scenariusz – na dziś i na jutro. Warto odpowiedzieć na pytanie – jakie są najważniejsze składowe tego sukcesu? Po pierwsze to efekt przejrzystości w konstruowaniu portfela. Jeśli spojrzymy na portfele ETF, to poziomy ryzyka są przewidywalne. Kolejna składowa to sprawa dywersyfikacji portfela. Obracając jednym, można mieć bezpośredni dostęp do całego regionu czy sektora. Co ważne – obrót ETF daje dobre spready. Ale to nie wszystko. Trzeba też wspomnieć o niskich kosztach, które w dodatku ciągle maleją. Do tego dochodzi jeszcze jedna sprawa – płynność. Inwestorzy mają dużą swobodą, jeżeli chodzi o obracanie ETF za pośrednictwem domów maklerskich.

    Fundusze ETF to najszybciej rosnący instrument finansowy w historii. Inwestorzy cenią niskie koszty zarządzania oraz prostotę i przejrzystość. Rynek ETF ma ogromny potencjał wzrostu. Aktywa ETF obligacyjnych stanowią zaledwie około 1 proc. wartości obligacji ogółem. Z kolei wartość akcyjnych ETF to około 6,6 proc. rynku akcji.”

    W części konferencji „Economic Outlook na 2022. Najważniejsze rynki, surowce i branże” Aneeka Gupta, dyrektor ds. analiz WisdomTree przypomniała, że akcje są ciągle atrakcyjniejsze od obligacji, mimo wielu niekorzystnych zjawisk na rynku, takich jak – inflacja, wojna w Ukrainie, sytuacja na europejskim rynku energetycznym.

    Nagrania transmisji wszystkich wystąpień z tegorocznej edycji Warsaw Passive Investment Conference są dostępne na kanale YouTube GPW.

    Grupa Roca ogłosiła wyniki finansowe za 2021 rok

    696 47 10 47--93 630 08 39

    Grupa Roca, światowy lider w branży łazienkowej, zamknęła 2021 rok z obrotami na poziomie 2,053 mld euro, osiągając o 21,9% lepszy wynik niż w 2020 roku. Optymalizacja procesów, ograniczanie kosztów oraz strategia rentownego I zrównoważonego rozwoju pozwoliły firmie wypracować zysk netto w wysokości 179 mln euro, w porównaniu do 60 mln euro z roku poprzedniego. Ebitda wyniosła z kolei 401 mln, co oznacza wzrost o 31%. Grupa może przyspieszyć zatem realizację planu inwestycyjnego ukierunkowanego na zrównoważony rozwój i ogłosić plan osiągnięcia neutralności węglowej do 2045 roku.

    Głównym rynkiem Grupy Roca pod względem sprzedaży pozostała Hiszpania (powrót do trendu trwałego wzrostu notowanego od 2014 roku). Znaczące okazały się również wzrosty obrotów w Brazylii i Indiach, pomimo dewaluacji lokalnych walut. Na wyniki w Chinach wpłynęła z kolei zaostrzająca się polityka kredytowa tego kraju i pojawiające się w związku z tym utrudnienia w działalności dużych deweloperów i lokalnych dystrybutorów.

    Dyrektor generalny Roca Group, Albert Magrans, podsumowując wyniki finansowe za ubiegły rok, podkreślił, że: Zaangażowanie i wysiłek całej społeczności Roca pozwoliły nam zamknąć 2021 rok bardzo pozytywnie. Dodał też, że: To ożywienie finansowe udało się nam osiągnąć pomimo działania w warunkach rosnącej inflacji, z którą związany był wzrost kosztów energii i surowców. To wynik ciągłego dążenia do doskonałości we wszystkich działaniach Grupy.

    Inwestycje za 124 mln euro

    Firma zwiększyła także swoje nakłady inwestycyjne do 124 mln euro, w porównaniu ze 106 mln z 2020 roku. Fundusze te przeznaczono zostały głównie na działania z zakresu zrównoważonego rozwoju, innowacyjności, cyfryzacji i Przemysłu 4.0.

    W 2021 roku Grupa Roca nieustannie rozwijała się i poszerzała swoje wpływy. W tym czasie zrealizowała m.in zakup 75% udziałów walenckiej grupy Royo, działającej w branży mebli łazienkowych. Uczyniła ją tym samym światowym liderem w tej kategorii. Przejęła także niemiecką firmę Sanit, produkującą systemy podtynkowe oraz zakupiła fabrykę wyrobów sanitarnych w stanie Ceara w Brazylii.

    W ubiegłym roku firma sprzedała ponadto dział płytek meksykańskiej Grupie Lamosa, jednemu z największych na świecie producentów tego typu wyrobów, co było zgodne ze strategią Grupy polegającą na umacnianiu swojej pozycji w segmencie powierzchni łazienkowych.

    Co więcej, w 2021 roku firma utworzyła Roca Group Ventures, korporacyjny fundusz venture, dysponujący budżetem 25 mln euro, którego celem jest inwestowanie w start-upy i przedsiębiorcze projekty związane z przestrzenią łazienkową – zwłaszcza te przyjazne dla środowiska.

    Grupa Roca ogłasza plan neutralności węglowej do 2045 roku

    Dobre wyniki w bieżącym roku pozwalają Grupie Roca na dalsze inwestowanie w zrównoważony rozwój, promowanie środków efektywności energetycznej oraz ograniczanie zużycia wody, wytwarzania odpadów i emisji gazów cieplarnianych. W ciągu ostatnich trzech lat firmie udało się zredukować emisję dwutlenku węgla o 25,9%, pomimo wzrostu sprzedaży i produkcji w tym okresie.

    Te wysiłki i inwestycje są zawarte w ogłoszeniu planu osiągnięcia neutralności węglowej do 2045 roku. Zobowiązanie jest zgodne z inicjatywą Science Based Targets (SBTi), kierowaną przez ONZ Global Compact i wspieraną przez Grupę Roca. SBTi określa strategię dla firm umożliwiającą zmniejszenie emisji w oparciu o to, co klimatolodzy uważają za niezbędne do przestrzegania porozumienia paryskiego (podjęcie wysiłków na rzecz ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5ºC powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej).

    W ubiegłym roku firma ograniczyła również inne z głównych wskaźników środowiskowych, takie jak zużycie wody, które spadło o 25,7% w porównaniu z 2018 rokiem. Ponadto w 2021 roku Grupa Roca uruchomiła proces audytu integralnego obiegu wody, aby zoptymalizować jej obiegowe wykorzystanie i zminimalizować zużycie tego zasobu.

    O Grupie Roca

    Grupa Roca to firma zajmująca się projektowaniem, produkcją i sprzedażą produktów łazienkowych. Założona została w 1917 roku. Łączy tradycję i wiedzę z pasją do innowacji, a przy tym kładzie duży nacisk na poszanowanie środowiska, aby sprostać wymaganiom klientów i przyczynić się do poprawy dobrobytu społeczeństwa.

    Mając na uwadze zrównoważony rozwój i dobrobyt przyszłych pokoleń, Grupa Roca wdraża tę kulturę organizacyjną w 170 krajach, w których prowadzi działalność, oraz w swoich 77 fabrykach, poprzez codzienne zaangażowanie ponad 21 500 pracowników.

    Ta rodzinna firma ma wiodące pozycję na rynku w Europie, Ameryce Łacińskiej i Indiach. Wyraźnie zaznacza także swoją obecność w Azji, na Bliskim Wschodzie, w Australii czy Afryce. Dzięki temu jest światowym liderem w swojej branży.

    roca.com

    MANAGER AWARD 2022

      Gala MANAGER AWARD, organizowana tradycyjnie co roku przez magazyn „Manager”, odbyła się 22 czerwca 2022 r. w warszawskim Cambridge Innovation Center.

      W spotkaniu wzięło udział ponad stu znakomitych przedstawicieli świata biznesu. Można więc powiedzieć, że gala miała charakter ekskluzywny. Jak stwierdził redaktor naczelny magazynu Piotr Cegłowski, „Manager” pełni dziś podobną funkcję jak LinkedIn – łączy managerów, przedsiębiorców i przedstawicieli wolnych zawodów oraz informuje o ich dokonaniach i przedsięwzięciach. A także nagradza ich za wybitne osiągnięcia w dziedzinie zarządzania. Nie ma takich ambicji, jak konkurencyjne media, by stać się czymś w rodzaju biznesowego Facebooka i organizować konkursy z dziesiątkami nagród, których laureaci nierzadko nie są w stanie zmieścić się razem na scenie. Zgodnie z misją naszego miesięcznika zależy nam na prezentacji pozytywnych przykładów działania w biznesie, innowacyjności, nowych idei ekonomicznych i ekologicznych, a przede wszystkim managerów oraz firm należących do europejskiej ekstraklasy. Wielu z nich mieliśmy okazję gościć na łamach naszego magazynu. Dziś chcemy im podziękować za to, że mimo trudności, których los ostatnio nie szczędzi naszej części świata, trwają na zawodowych posterunkach, starając się nam wszystkim ułatwiać życie. Jako pierwsza MANAGER AWARD odebrała Iwona Duda, prezes Zarządu PKO BP.

      Pani prezes od ponad 20 lat związana jest z rynkiem finansowym. Jej aktywność oraz rozwiązania wdrażane przez zarządzane przez nią instytucje przyczyniają się do rozwoju sektora bankowego, krajowej gospodarki i szerokiego spektrum życia społecznego. Była zastępcą przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, jako pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów tworzyła Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Pełniła również funkcję doradcy prezesa Narodowego Banku Polskiego. Została wyróżniona odznaką honorową „Za zasługi dla bankowości Rzeczypospolitej Polskiej”. Pełniła funkcję prezesa Zarządu Alior Banku. Jest członkiem Rady Związku Banków Polskich. Od października ubiegłego roku jako wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego kierowała pracami Zarządu spółki, a od 26 stycznia tego roku jest prezesem Zarządu banku. Pod jej kierownictwem PKO Bank Polski realizuje projekty wspierające obywateli, sprzyjające tworzeniu klimatu dla rozwoju przedsiębiorczości, inwestycji oraz przynoszące szczególne korzyści polskiej gospodarce. Bank z sukcesem realizuje transformację cyfrową, rozwija ofertę innowacyjnych produktów finansowych, a także rozszerza ekosystem usług, stawiając na pierwszym miejscu klienta. Pozycja i potencjał banku kierowane są na wspieranie przedsięwzięć służących rozwojowi gospodarczemu naszego kraju. Dowodem tego jest ćwierć biliona złotych (250 mld zł) wartości finansowania, jakie PKO Bank Polski udzielił klientom.

      Zarządzany przez Iwonę Dudę bank trafnie identyfikuje wyzwania sektora bankowego, zarówno odpowiada na potrzeby klientów, jak i przyczynia się do poprawy parametrów finansowych w ramach całego państwa. Jego najnowsza oferta lokat (np.: 5,75 proc. na lokacie mobilnej) to nie tylko wyjście naprzeciw oczekiwaniom klientów, lecz także jeden z czynników wpływających na zmniejszenie presji inflacyjnej.

      Warto podkreślić, że pani prezes kieruje bankiem zgodnie z zasadą odpowiedzialności społecznej. W związku z agresją Rosji na Ukrainę PKO Bank Polski wsparł uchodźców wojennych, zarówno przez liczne inicjatywy w zakresie pomocy humanitarnej, jak i wprowadzając adekwatne rozwiązania w obszarze oferty produktowej, wskazując tym samym kierunek dla innych organizacji. Ponadto bank jako jedyny w Polsce umożliwił wymianę hrywny na złote po kursie ustalonym przez Narodowy Bank Ukrainy i – pod kierownictwem Iwony Dudy – po raz kolejny udowodnił, że w tak dynamicznych warunkach potrafi sprostać nawet najbardziej wymagającym wyzwaniom.

      Kolejnym laureatem MANAGER AWARD 2022 został Piotr Wachowiak, rektor Szkoły Głównej Handlowej. Absolwenci, ale też studenci SGH wiedzą, na czym polega biznes w praktyce. Studiują na uczelni, która zapewnia im łatwy start zawodowy. Niewiele szkół wyższych w naszym kraju ma tak bliskie związki z biznesem, jak SGH. Duża w tym zasługa rektora prof. Piotra Wachowiaka, który rozumie funkcjonowanie gospodarki jak mało kto. Prowadzi badania naukowe na temat polityki personalnej w polskich firmach, pomiaru kapitału intelektualnego przedsiębiorstw, zarządzania wiedzą, negocjacji oraz społecznej odpowiedzialności biznesu. Jest autorem i współautorem wielu publikacji w tej dziedzinie. Jest też nauczycielem i autorytetem dla wielu młodych ludzi, którzy przez dziesiątki lat będą kształtować polski biznes.

      Następnie na scenie pojawił się Paweł Strączyński, wiceprezes Zarządu Banku Pekao SA. Jest on wybitnym finansistą i managerem z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu finansami przedsiębiorstw i korporacji, także o zasięgu międzynarodowym, ale też znawcą i praktykiem zarządzania przedsiębiorstwami i projektami z branży energetycznej. W swojej działalności zawodowej doskonale łączy ugruntowaną ekonomiczną wiedzę teoretyczną z ogromnym doświadczeniem managerskim w firmach polskich i zagranicznych, co przekłada się na sukcesy biznesowe zarządzanych przez niego podmiotów. Jest profesjonalistą wymagającym bardzo dużo od współpracowników, a jeszcze więcej od samego siebie.

      Laureatem MANAGER AWARD został Robert Zapotoczny, prezes PFR Portal PPK.

      Posiada on nieocenioną wiedzę w zakresie pracowniczych planów kapitałowych. Jest współtwórcą ustawy o PPK. Ma też wieloletnie doświadczenie w sektorze ubezpieczeniowym. Od 2016 r. zaangażowany w prace międzyresortowego zespołu pracującego nad ustawą o pracowniczych planach kapitałowych, w strukturze grupy kapitałowej Polskiego Funduszu Rozwoju. Obecnie kieruje spółką PFR Portal PPK i odpowiada za promowanie długoterminowego oszczędzania w ramach PPK. Poprzez szkolenia, warsztaty i konferencje dzieli się wiedzą i przekonuje do sensownego lokowania oszczędności. Aureliusz Górski, Co-founder of Cambridge Innovation Center Poland, laureat nagrody „Managera”, jest obecnie zaangażowany w tworzenie już nie kampusu, ale całej dzielnicy innowacji w Warszawie. Dzięki jego staraniom pojawiło się w Polsce Cambridge Innovation Center. Stanowi ono magnes przyciągający prawdziwych innowatorów, ludzi, którzy zmieniają świat, wprowadzając w życie nowatorskie idee i technologie. Sukces, jakim było otwarcie CIC, stanowił uwieńczenie pięciu lat wytężonej pracy koncepcyjnej i organizacyjnej. Bartosz Woźnicki Sales & Marketing Board Member Clovin Group otrzymał nagrodę za innowacyjne działania w dziedzinie szeroko pojętej ekologii.

      W świecie przyszłości, gdzie biznes nie jest tylko cyfrą, lecz także filozofią, systemem wartości, w którym zrównoważony wzrost jest ważny tak samo jak zysk, trzeba stawiać kroki odważnie, ale i mądrze. Właśnie za to, za postawienie konsumenta na pierwszym miejscu, za ochronę przyszłych pokoleń i zainteresowanie wizją środków czystości wolnych od składników czynnych hormonalnie nie tylko rodzimej branży, lecz także europosłów i światowych mediów przyznaliśmy MANAGER AWARD.

      Kolejne dwie nagrody „Managera” pokazują, jak ważny jest dziś sektor medycyny estetycznej. Pierwsza z nich to zasługa Beaty Krakowskiej, która w grupie Enel Med odpowiada za rozwój biznesu związanego z medycyną estetyczną. Zarządza dwiema Klinikami Estell, z których pierwsza powstała sześć lat temu. Kilka tygodni temu otwarto drugą, i nie jest to ostatnie słowo, bo wkrótce uruchomiona zostanie trzecia klinika. Klucz do sukcesu stanowi kompleksowość oferty, czyli połączenie medycyny estetycznej ze stomatologią. Z kolei marka grupy Enel-Med daje pacjentom poczucie bezpieczeństwa i pewność wysokiej jakości zabiegów. A wszystko to składa się na spektakularny sukces na silnie konkurencyjnym rynku. Nagrodę odebrała Karolina Karolczak, dr marketingu Enel-Med & Estell.

      Kolejny przedstawiciel tej branży to BTL Industries Limited. Firma posiada ponad 65 oddziałów na całym świecie. Wszędzie tam dostarcza najwyższej jakości aparaturę medyczną do klinik, szpitali, przychodni, sanatoriów, ośrodków rehabilitacji i gabinetów medycyny estetycznej. Jednak wizja firmy to coś więcej niż produkowanie coraz lepszych i jeszcze bardziej skutecznych urządzeń. Jej celem jest skuteczna pomoc pacjentom, którzy dzięki wykorzystaniu w leczeniu nowoczesnych technologii pokonują problemy, realizują marzenia i cieszą się pełnią życia. Potrzeby pacjentów leżą u podstaw każdej decyzji podejmowanej w firmie. BTL posiada znakomity zespół. Zatrudnia ponad 2,4 tys. pracowników i 370 inżynierów w centrach badań i rozwoju (R&D). Fabryki produkcyjne zlokalizowane w Europie mają ok. 11 tys. mkw. powierzchni. BTL jest silnym, rozpoznawalnym na świecie brandem, a firma od lat zaangażowana jest również w działalność edukacyjną, społeczną i charytatywną. Nagrodę odebrał Sławomir Sobusiak, dyrektor zarządzający BTL.

      Tradycyjnie „Manager” wyróżnił też przedstawiciela świata mediów. Nagrodę odebrał jeden z najbardziej znanych ukraińskich artystów Ivan Dorn, twórca Master Hub, promotor współpracy międzykulturowej. Laureat Nagrody Specjalnej ponad 10 lat jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych głosów w ukraińskim przemyśle muzycznym. Stworzył w Kijowie społeczność kulturalną o nazwie Masterskaya, która stara się łączyć oryginalnych i utalentowanych ludzi z Polski i Ukrainy. Warto dodać, że debiutował w wieku sześciu lat, ukończył klasę fortepianu, nagrał trzy albumy solowe, a w 2017 r. został laureatem Europejskiej Nagrody Muzycznej MTV dla najlepszego rosyjskiego wykonawcy. Jest znany nie tylko jako piosenkarz, lecz także jako DJ, prezenter telewizyjny i producent muzyczny.

      Uroczystość relacjonowała TVP, która zaprezentowała w programie informacyjnym reportaż z gali, jak również – w innych audycjach – wypowiedzi laureatów MANAGER AWARD. Oprawę muzyczną zapewnili skrzypaczka Aleksandra Markowicz i dj Adrian Śliwiński, a laureatów fotografował Jan Gierach.

      Piotr Cegłowski

       

      ESG szansa i zagrożenie

        Problematyka ESG gości w każdym wydaniu „Managera”. W związku z tym postanowiliśmy zorganizować debatę ekspertów poświęconą postrzeganiu ESG przez instytucje finansowe oraz inwestorów.

        Dyskusja panelowa, której zapis przedstawiamy, odbyła się 9 czerwca w Cambridge Innovation Center w Warszawie. Wzięli w niej udział: mec. Aleksandra Polak z kancelarii B2RLaw, Paweł Strączyński, członek zarządu Banku Pekao SA, prof. Maciej Rudnicki, prorektor Akademii Polonijnej, dyrektor Edmund Cumber z PKO BP, Michał Miszułowicz, dyrektor ds. współpracy z sektorem innowacji z Banku BNP Paribas, i Tomasz Pawlikowski z Sustainable Brands. Dyskusję prowadziła dr Luiza Wyrębkowska z B2RLaw.

        Partnerem merytorycznym debaty był PKO Bank Polski

        Luiza Wyrębkowska: ESG, o którym dziś będziemy mówić, to jeden z najważniejszych tematów dla polskiego biznesu. Szczególnie interesujący jest kontekst rynków finansowych, ponieważ mamy tu do czynienia z wieloma wyzwaniami związanymi z wdrażaniem ESG.

        fot. Luiza Wyrębkowska

        Aleksandra Polak: Zacznijmy od tego, że Unia Europejska nadal nie zabrania prowadzenia i finansowania działalności, która nie jest zrównoważona środowiskowo. To, co dotąd zrobiła, to wymóg na poziomie ujawnień albo raportowania w obszarze tego, w jakim
        zakresie działalność albo produkty inwestycyjne są zrównoważone. Wymienię najważniejsze regulacje. Pierwsze rozporządzenie (Sustainable Finance Disclosure Regulation, SFDR) dotyczy ujawnienia kwestii zrównoważonego rozwoju w sektorze finansowym na poziomie podmiotu, czyli instytucji finansowej, i na poziomie produktowym.

        fot. Aleksandra Polak

        Można powiedzieć, że UE wymaga ujawnień w zakresie wdrożenia zagadnień ESG do polityki inwestycyjnej. Kolejnym aktem prawnym jest dyrektywa dotycząca raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju przez przedsiębiorstwa (Corporate Sustainability Reporting Directive, CSRD). To nowa regulacja, która bardzo rozszerza i podmiotowy, i przedmiotowy zakres raportowania, ponieważ od 2024 r. kwestie zrównoważonego rozwoju będą musiały już raportować wszystkie spółki zatrudniające więcej niż 250 osób, niezależnie od tego, czy są publiczne, czy nie, oraz wszystkie spółki notowane na rynku regulowanym, nawet małe i średnie. Jest to znaczne rozszerzenie podmiotowe, a dodatkowo zmienia się też architektura raportowania. Teraz podmioty będą musiały raportować na temat wszystkich trzech elementów ESG, czyli kwestie środowiskowe, kwestie społeczne i dotyczące ładu zarządczego. Co bardzo ważne, uwzględniony został też element strategii. Trzeba wskazać, w jakim zakresie model biznesowy jest odporny na ryzyka środowiskowe, w jakim zakresie spółka wpływa na środowisko, ale też w jakim zakresie środowisko może wpłynąć na działalność spółki. Żeby dane były czytelne, porównywalne i rzetelne, raporty będą otagowane cyfrowo i będą podlegały audytowi biegłych. Raportowanie będzie zgodne z jednolitym unijnym standardem.

        Holistyczny punkt widzenia
        Maciej Rudnicki: To bardzo trudne zadanie – spojrzeć na ESG z holistycznego punktu widzenia. Gdybyśmy spojrzeli na podstawy aksjologiczne tej problematyki i na źródła zachowania człowieka, to można tak pół żartem, pół serio powiedzieć, że u zarania dziejów człowiek zachował się w bardzo niezrównoważony sposób, samodzielnie opuszczając raj będący krainą szczęśliwości… A zatem można stwierdzić, że człowiekowi nie należy przypisywać aspektu racjonalnego zrównoważenia, podobnie jak firmom czy korporacjom. W związku z tym, że historia człowieka polega na niezrównoważonych wyborach, gdy spojrzymy historycznie na rozwój biznesu, gospodarki czy ekonomii, w wielu procesach rozwojowych człowiek w swoich zachowaniach dochodził do nieracjonalnych granic. A to skutkowało pojawieniem się norm nakazu albo zakazu. Wszystko, co jest związane zarówno ze zrównoważonym rozwojem, jak i ESG, jest naznaczone tego typu procesami. Zwróćmy uwagę, jak się rozwijał przemysł w Europie przed I wojną światową czy po II wojnie światowej. Był to rozwój oparty głównie na przemyśle ciężkim.

        fot. Maciej Rudnicki

        Bardzo ingerujący w środowisko naturalne. Gdyby w pewnej chwili nie pojawiły się – na poziomie poszczególnych państw czy w ramach wspólnot europejskich, a później w Unii Europejskiej, aż w końcu na poziomie ogólnoświatowym – określone normy, w naturalny sposób rozwój by się zatrzymał. Kto myślący tylko o zysku miałby na względzie ochronę środowiska? Jest wiele przykładów, że przemysł ciężki drenował środowisko aż do osiągnięcia granic skrajnej zyskowności. Z tego względu normy ESG są potrzebne, związane legislacyjnie ze zrównoważonym rozwojem, z aktualną sytuacją globalną, klimatyczną, społeczną, socjalną oraz odpowiedzialnością za planetę. Dotyczą one również standardu życia i bezpieczeństwa socjalnego. Przykładem może być wykorzystywanie pracy nieletnich dopuszczane w niektórych państwach. Ta legalność stoi w kontrze do naszej, europejskiej, filozofii. Podsumowując – na linii czasu historii świata zrównoważenie ciągle ściera się z niezrównoważeniem, czyli racjonalność z nieracjonalnością. Jesteśmy w dramatycznej sytuacji, bo musimy osiągnąć balans nie tylko środowiskowy, lecz także gospodarczy, czyli mniej zysku, a więcej odpowiedzialności.

        Banki ratują planetę?

        Luiza Wyrębkowska: Czy mogą się państwo zgodzić z twierdzeniem, że na instytucjach finansowych spoczywa dzisiaj ciężar odpowiedzialności za ratowanie planety, gdyż jakkolwiek górnolotnie to brzmi, to właśnie one będą oczekiwały od swoich klientów dostosowania się do wymogów ESG.

        Aleksandra Polak: Mówiliśmy o tym, że Unia nie nakazuje działalności zrównoważonej, ale przepisy są bardzo sprytnie skonstruowane na poziomie ujawnień i zakładają, że instytucje finansowe wezmą na siebie ciężar transformacji związanej z ESG. Co ciekawe, z moich obserwacji wynika, że polskie spółki zaczynają się interesować ESG często po kontaktach z bankami. Na szczęście polskie banki nie podchodzą ortodoksyjnie do przepisów i nie odmawiają finansowania, jeśli spółka jeszcze nie integrowała ESG, sugerując podmiotom gospodarczym jak najszybsze dostosowanie się do nowych norm i uwzględnienie ich w strategii. Podsumowując, w mojej ocenie to właśnie banki jako pierwsze będą instytucjami zwracającymi uwagę firm na nowe standardy związane z ESG.

         

        fot. Paweł Strączyński

        Paweł Strączyński: Bardzo się cieszę, że będę mógł podzielić się z państwem tym, co w zakresie ESG i zrównoważonego rozwoju już robi bądź w najbliższym czasie zamierza robić Bank Pekao SA. Tak jak wspomniała pani mecenas, nie ma zakazu inwestowania lub angażowania się w projekty niezrównoważone. Jednakże mamy wolę akcjonariuszy i inwestorów, którzy wywierają wpływ na działanie spółki i kierunki jej rozwoju. Mam tutaj na myśli zwłaszcza akcjonariuszy większościowych, bo to oni decydują, w jakim kierunku bank będzie się rozwijał i jaka będzie jego oferta. Znaczącym wydarzeniem była oczywiście repolonizacja, czyli przejęcie kontrolnego pakietu akcji przez podmioty związane ze Skarbem Państwa, czyli PZU i PFR. Oznacza to, że – tak jak w przypadku naszego głównego konkurenta: PKO BP oraz Alior Banku – sposób, w jakim kierunku jest prowadzona polityka energetyczna państwa, wywiera wpływ na to, jak są rozwijane strategie banku. W czerwcu zeszłego roku przyjęliśmy strategię ESG, w której określiliśmy główne cele, które chcemy osiągnąć do roku 2024. A to oznacza zaangażowanie się bezpośrednio w projekty zrównoważone na kwotę co najmniej 8 mld zł, zorganizowanie finansowania czy stanie się częścią konsorcjów, które takie finansowanie organizują, na kwotę co najmniej 22 mld zł. Określiliśmy, że nasze zaangażowanie w projekty zrównoważone bezpośrednie lub pośrednie powinno wynosić na koniec 2024 r.co najmniej 30 mld zł. Oprócz tego określiliśmy, w projekty wysokoemisyjne do końca 2024 r. zejdzie poniżej 1 proc. To są kowenanty, które są wpisane wprost w naszej strategii. Ostatnie trzy miesiące, może jeszcze nie diametralnie, ale zmieniły już sposób patrzenia na transformację energetyczną. Jest ona absolutnym driverem, jeśli chodzi o osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju. Chciałbym zwrócić też uwagę na znaczenie miksu energetycznego. Polska jest krajem Unii Europejskiej, który, w przeliczeniu na osobę, ma jeden z największych współczynników emisji. Wynika to między innymi z tego, że nie była u nas rozwijana energetyka jądrowa. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy nasi sąsiedzi dysponują elektrowniami jądrowymi. Polska jest w tym zakresie absolutnym ewenementem. Jesteśmy krajem, który w 80–85 proc. wytwarza energię wyłącznie w oparciu o źródła wysokoemisyjne. Wiele osób twierdzi, że transformacja energetyczna w Polsce powinna być procesem gwałtownym, wręcz rewolucyjnym. Nie zgadzam się z takim podejściem, bo ryzyko jest duże, a efekt niepewny. My uważamy, że zmiany powinny zachodzić w sposób ewolucyjny, czyli zrównoważony. Nie możemy działań transformacyjnych, jeśli chodzi o energetykę polską, prowadzić w sposób nieprzemyślany i niezrównoważony, bo, po pierwsze, narazimy bezpieczeństwo energetyczne kraju, po drugie, zagrozimy rozwojowi gospodarczemu, a po trzecie, może stać się to pośrednią przyczyną wzrostu inflacji i bezrobocia. Podsumowując, budowy elektrowni na węgiel byśmy już dzisiaj nie finansowali, lecz chcę podkreślić, że nie oznacza to, iż wycofujemy się z finansowania projektów wysokoemisyjnych, ale tylko podczas transformacji energetycznej zgodnej ze strategią państwa.

        Po pierwsze, nie szkodzić

        Michał Miszułowicz: Wrócę do pytania: czy na bankach powinien spoczywać ciężar ratowania planety? Chyba nie mają innego wyjścia, bo są w centrum krwiobiegu gospodarczego. Wszystko, co się dzieje w gospodarce, w ten czy inny sposób przechodzi przez bank, który dodatkowo jest lewarem pozwalającym na dokonywanie inwestycji, transformacji czy rewolucji przemysłowych. Bez udziału sektora bankowego w gospodarce niewiele się dzieje.

        fot. Michał Miszułowicz

        Dlatego, mimo że ESG oznacza dodatkowe obowiązki i koszty, wydaje mi się, iż nasz sektor jest dobrym miejscem do przyłożenia wagi tej miary. Nie wiem, czy naszą rolą jest ratowanie planety, może bardziej stajemy się kustoszem, który pilnuje, żeby więcej nie szkodzić. Wycofaliśmy się z finansowania sektora węglowego, przykładamy dużą wagę do zazieleniania naszych aktywów, natomiast widzimy, że sam kij – mówiąc kolokwialnie – kiepsko się spisuje. Warto zaznaczyć, że odcinanie kolejnych gałęzi biznesu nie motywuje pozytywnie do bycia zielonym. Mało tego, przez ograniczenie akcji kredytowej moglibyśmy utracić naszą pozycję rynkową. Dlatego od 2009 r. Bank BNP jest dystrybutorem różnych programów unijnych, które wspomagają przedsiębiorców i przedsiębiorstwa w transformacji efektywności energetycznej i termomodernizacji, ponieważ ogrzewanie również jest bardzo dużym, specyficznym dla Polski problemem, zwłaszcza na tle Unii. Tak więc banki są dobrym miejscem do wprowadzania ESG, a taksonomia – czyli mierzenie ESG – jest tylko przykrym obowiązkiem. W tym roku ogłosiliśmy strategię GOBeyond na lata 2022–2025. To pierwsza strategia Banku BNP Paribas agregująca cele biznesowe z aspektami zrównoważonego rozwoju. To symboliczne pokazanie, że aspekty ESG są dla nas driverem biznesowym. Strategia zakłada, że do 2025 r. bank osiągnie ROE na poziomie ok. 12 proc., a zrównoważone aktywa będą stanowiły 10 proc. portfela. Filar POSITIVE strategii GOBeyond gwarantuje, że wszelkie działania banku mają pozytywny wpływ na otoczenie społeczne, biznesowe i środowisko. Filar ten ma pomóc w umocnieniu pozycji banku jako lidera zrównoważonych finansów (łączna wartość kredytów udzielonych przez bank na projekty wspierające zrównoważony rozwój to już 6,6 mld zł), rozwijającego ofertę dedykowanych produktów i usług dla wszystkich linii biznesowych. Bank skoncentruje się na rozwijaniu oferty z pozytywnym wpływem środowiskowym i społecznym oraz produktów połączonych z oceną i wynikami w zakresie ESG. Dla klientów korporacyjnych bank planuje stworzenie centrum kompetencyjnego aktywnie wspierającego ich w zrównoważonej transformacji. Jako instytucja inkluzywna, dostępna dla wszystkich i zaangażowana w kwestie społeczne, bank będzie również konsekwentnie prowadził aktywne działania w obszarze wspierania różnorodności, wdrażania strategii równościowych i przeciwdziałania dyskryminacji, szczególnie przez realizowane projekty i podejmowane inicjatywy wspierające różnorodne grupy wrażliwe ze względu na wiek, pochodzenie, narodowość, płeć, sprawność fizyczną itd. To nasze holistyczne spojrzenie na aspekty ESG. Edmund Cumber: Nasz bank również przykłada dużą wagę do tych problemów. Podobnie jak Pekao SA chcemy zmniejszyć zaangażowanie w sektory wysokoemisyjne, ale nie zrywamy z tym zaangażowaniem. Rozumiemy, że to musi być proces ewolucyjny, transformacja. Nie finansujemy nowych projektów, które by sprzyjały zwiększeniu emisji, ale tylko takie, które emisje redukują. Stąd coraz więcej kredytów na inwestycje w energetykę odnawialną. Przykładem mogą być farmy wiatrowe i fotowoltaiczne. Ciągle jednak jesteśmy zaangażowani w sektor węglowy, choć nie chcemy tego zwiększać. Obecnie każdy kredyt, jaki rozpatrujemy, jest u nas umownie pokolorowany. To pokazuje nam, czy sprzyja transformacji, jest neutralny czy niesprzyjający. Chcemy, aby tych ostatnich systematycznie ubywało w naszym portfelu, tym bardziej że na spotkaniach z inwestorami na walnych zgromadzeniach i na spotkaniach inwestorskich takie pytania są nam zadawane. Nie chcemy, żeby inwestorzy oskarżali nas, że lekceważymy problematykę ESG. Natomiast największym problemem jest metodologia, jak oceniać cele i podejście do transformacji. Nie ma bowiem jednoznacznych i ostrych kryteriów oceny, jak dana instytucja podchodzi do ESG. Jest to raczej kwestia uznaniowa.

        Ważny element wyceny

        Luiza Wyrębkowska: 1 czerwca 2022 r. policja weszła do siedziby Deutsche Banku i spółek z grupy. W związku z tym spadła cena emisyjna akcji, a do dymisji podał się CEO. Pojawia się pytanie: skąd tak silna reakcja na zarzuty nieprawdziwych danych w zakresie zrównoważonego rozwoju, przy ciągle jednak nieostrych kryteriach oceny wdrażania ESG. Czy w Polsce taka akcja też byłaby możliwa? Czy w ogóle wyobrażają sobie państwo, że do siedziby waszych banków wchodzą policja i prokuratura w związku z ESG?

        Aleksandra Polak: Od strony formalnoprawnej byłoby to możliwe również w Polsce. Nie potrzeba do tego żadnych nowych regulacji. Policja zainteresowała się tą sprawą, ponieważ czynniki ESG są bardzo ważnym elementem wyceny i oceny ryzyka portfela inwestycyjnego. Dla przykładu, jeśli zwiększy się cena energii albo będzie mniejszy dostęp do wody czy załamie się łańcuch dostaw, wówczas może to mieć przełożenie na marże, koszty, płynność i w konsekwencji na wyniki finansowe. Dodatkowo często się mówi, że kryteria finansowe odnoszą się do przeszłości, a czynniki ESG pozwalają przewidzieć, co wydarzy się w przyszłości. Tak więc mogą one być lepszą projekcją tego, co czeka spółkę, niż wyniki historyczne. Jeśliby się okazało, że instytucja finansowa podawała swoim klientom nieprawdziwe informacje o ryzyku związanym z kwestiami zrównoważonego rozwoju, można by to porównać do podawania zafałszowanych wyników dotyczących rentowności, a to byłoby po prostu oszustwo. Za tym poszłyby kary administracyjne, odpowiedzialność członków organów związana z brakiem absolutorium czy odwołaniem zarządu i w końcu odpowiedzialność cywilna wobec klientów.

         

        fot. Edmund Cumber

        Tomasz Pawlikowski: Uważam, że właśnie instytucje finansowe ponoszą w tej chwili największą odpowiedzialność za transformację, mając wpływ na taksonomiczne aspekty ESG, czyli na to, jak środki pozyskiwane przez podmioty gospodarcze będą wykorzystywane. W Sustainable Brands wierzymy, że marki stanowią centralne miejsce przemiany i z punktu widzenia wizerunku jakiejkolwiek firmy, która poddaje się transformacji, największym ryzykiem jest powierzchowne i cyniczne traktowanie tego wymiaru. Powinniśmy mówić o holistycznej przemianie i nietraktowaniu jej jako kolejnego instrumentu do powiększenia portfela. Uważam, że my wszyscy musimy się liczyć z tym, że powoli wychodzimy z konsumpcjonizmu w dobę konserwacjonizmu. Istnieje ryzyko, że wiele firm, które będą się kierowały wyłącznie taksonomiczną częścią ESG, a nie traktowały go jak zmiany świadomości organizacji i jej funkcjonowania na wszystkich poziomach, pozostanie na cynicznym poziomie jakiegoś wskaźnika, który będzie nam umożliwiał jedynie pozyskiwanie finansowania. W pewnym sensie nie stoimy już przed dylematem: czy zarabiać lub ratować planetę, ale czy ratować gatunek ludzki?

        Ewolucja czy rewolucja?

        Maciej Rudnicki: Chcę podzielić się kilkoma refleksjami, może troszeczkę oderwanymi od siebie, ale mieszczącymi się w duchu naszej dyskusji. Po pierwsze, widzę pewną racjonalność w zachowaniu banku polegającym na nieodchodzeniu w trybie rewolucyjnym od finansowania wysokoemisyjnych projektów finansowych w przypadku naszego kraju. Proszę zauważyć, że jest to uzasadnione sekwencją czasową naszego wstąpienia do Unii Europejskiej oraz tym, co się działo przed powstaniem Unii, kiedy jeszcze królowały różnego rodzaju wspólnoty. Po II wojnie światowej miały one de facto integrować wydobycie węgla i produkcję stali, czyli naturalne przemysły, o które walka zawsze powodowała wojny w Europie. Chodziło o to, żeby w państwach, które były sobie wrogie, zintegrować te przemysły, by znalazły się w jednej wspólnocie. Nastawiano się wtedy na rozwój przemysłu ciężkiego, który w negatywny sposób oddziaływał na środowisko. Ograniczyły to dopiero wprowadzane ewolucyjnie dyrektywy UE. Wchodząc do Unii, byliśmy już poddani wysokim kosztom dostosowania się do norm środowiskowych. W czasie, kiedy pracowałem w Ministerstwie Środowiska, w okresie przedakcesyjnym, twardo negocjowaliśmy z Komisją Europejską koszty, które Polska musiała ponieść przed akcesją oraz w pierwszych latach po niej. Były dramatycznie wysokie. Udało nam się jednak, w drodze negocjacji, osiągnąć satysfakcjonujący nas kompromis. To, że Polsce zabrakło okresu nieskrępowanego niczym rozwoju, spowodowało trudności w płynnym dogonieniu gospodarek rozwiniętych krajów zachodnich. Z tych samych powodów kraje te przechodzą o wiele łagodniej transformację związaną z ESG. Po drugie, ostatnio studiowałem zachowanie się funduszy inwestycyjnych, głównie amerykańskich, określających się jako
        fundusze zrównoważonego rozwoju. Inwestują w projekty finansowe i firmy, które stosują zasady zrównoważonego rozwoju oraz ESG. Okazuje się, że kilka największych funduszy zdecydowanie zwiększyło swoją ekspozycję finansową między rokiem 2018 a 2021. Najbardziej ekspansywne i największe amerykańskie fundusze, typu BlackRock, zaczynają osiągać bardzo dobre wyniki finansowe. Nawiązując do wypowiedzi mojego przedmówcy, zachodzi podejrzenie o cynizm polegający na inwestowaniu w ESG nie dlatego, że tak trzeba, ale ze zwykłej chęci zarabiania. Potwierdza to wypowiedź prezesa funduszu, który stwierdził, że inwestujemy w ESG nie dlatego, że jesteśmy ekologami, ale dlatego, że jesteśmy twardymi kapitalistami i nam się to opłaca. Jeżeli się okaże, że inwestowanie w zrównoważony rozwój jest po prostu opłacalne, to pojawia się pytanie, czy nie stracimy tego holistycznego celu, a na końcu dnia jednak musimy zacząć żyć w kompletnie inaczej zorganizowanym świecie. Obawiam się, że cynizm doprowadzi do opóźnionej katastrofy, czyli spowoduje pewne przytrzymanie, uśpienie naszej czujności i szybkie dojście do sytuacji, z której nie będzie już odwrotu.

        Tomasz Pawlikowski: Miejmy na uwadze, że nie jesteśmy w jakiejś bańce oderwanej od środowiska, w którym funkcjonujemy. Mam na myśli środowisko konsumentów – to oni kształtują marki. Jest takie pojęcie brand equity, kształtowane przez odbiorców. W ostatnim czasie ich świadomość dramatycznie rośnie w Stanach Zjednoczonych. W tej chwili 93 proc. konsumentów deklaruje chęć wspierania jedynie tych marek, które w rzeczywisty sposób nie tylko wykazują się chęcią, lecz także działaniami na rzecz transformacji w kierunku zrównoważonego rozwoju.

        Zmiana czy greenwashing?

        Luiza Wyrębkowska: Czy państwa banki weryfikują klientów w kontekście greenwashingu?

        Michał Miszułowicz: Informacje, które są podawane w dokumentach, są oczywiście weryfikowane. Greenwashing jest bardziej popularny w marketingu i działaniach wizerunkowych niż w finansach. Za wprowadzenie w błąd w przypadku danych finansowych albo okolicznych grożą konkretne sankcje karne. W przypadku greenwashingu marketingowego możliwe są głównie problemy wizerunkowe, które wiele firm ciągle bagatelizuje. W naszych dywagacjach zapomnieliśmy o jednej pozytywnej stronie tego zjawiska. Generowanie wartości przez przedsiębiorstwo nie tylko dotyczy dziedziny finansów – jak do tej pory w kapitalizmie – lecz także powinno być rozpatrywane przez pozytywny wpływ na społeczeństwo i środowisko. To właśnie w tych kategoriach powinniśmy rozpatrywać przyszłość ESG, czyli przez rozwijanie działalności, która ma pozytywny wpływ i, co równie ważne, mierząc efektywność przedsiębiorstwa nie tylko w kontekście finansowym.

        fot. Tomasz Pawlikowski

        Edmund Cumber: Nie spotkałem się z greenwashingiem u naszych klientów. Wydaje mi się, że oni nie mają aż takich bodźców, żeby nas oszukiwać w ten sposób. Owszem, te największe spółki raportują swój stosunek do ESG, ale to nie jest jeszcze aż tak silnie postrzegane przez naszych klientów korporacyjnych. Bardziej to dotyczy zachodnich funduszy inwestycyjnych.

        Paweł Strączyński: W kontekście greenwashingu należy pozytywnie spojrzeć na akcję w Deutsche Banku. Co ważne, policja i prokuratura podjęły w tej sprawie samodzielne działania. Przypomnę, że koncerny niemieckie, jeśli chodzi o podawanie nieprawdziwych informacji, nie tylko na temat ESG, mają wieloletnie doświadczenie. Zwróćmy uwagę, że w przypadku Volkswagena to Amerykanie odkryli fałszerstwo i gdyby nie oni, w Europie sprawa zostałaby zamieciona pod dywan. Mam jeszcze refleksję na temat kapitalizmu. Podstawą dla jego rozwoju jest dzieło Adama Smitha „Studia nad bogactwem narodu”. Myślę, że wiele osób zapomina, iż przed ukazaniem się tej pracy Smith napisał też dzieło filozoficzne o moralności. Jeżeli więc będziemy interpretowali biblię kapitalizmu w oderwaniu od moralności, na którą Smith zwracał szczególną uwagę, to wyciągniemy fałszywe wnioski. W mojej ocenie jedynie interpretowanie tych obu dzieł łącznie pokaże nam, jaka powinna być właściwa droga rozwoju kapitalizmu. A powinna ona uwzględniać moralność.

        Trzy litery, wiele interpretacji

        Luiza Wyrębkowska: Proszę państwa o komentarz do słów inwestora, który jest guru dla wielu osób na całym świecie. Elon Musk powiedział, że ESG to oszustwo wykorzystywane przez fałszywych bojowników o sprawiedliwość społeczną. Podkreślić jednak należy, że Tesla to projekt ekologiczny, a Musk inwestuje we wszelkiego rodzaju inicjatywy proklimatyczne.

        Aleksandra Polak: Czym innym są impact investment i pozytywny wpływ na klimat, a czym innym ryzyka i ratingi ESG. Pojawiły się zarzuty, że zrównoważona fabryka Tesli w Kalifornii nie przestrzega przepisów bhp. Pojawiły się też zarzuty dyskryminacji na tle rasowym i etnicznym, a także dotyczące samego stylu zarządzania spółką – braku transparentności oraz komunikacji między prezesem a inwestorami. Dlatego Tesla została usunięta z indeksu S&P 500 ESG.

        Luiza Wyrębkowska: I tak docieramy do problemu S i G ze skrótu ESG, określającego wskaźniki Środowiskowe (Environmental), Społeczne (Social) i Ład Korporacyjny (Corporate Governance).

        Maciej Rudnicki: Kwestie związane z E są dość dobrze rozłożone na czynniki pierwsze, które są identyfikowalne zarówno jako ryzyka, zagrożenia, jak i korzyści. S wydaje się najbardziej szerokim i najmniej rozpoznanym zakresem, a jednocześnie także najtrudniejszym do uchwycenia. Jest to też kwestia metodyki badającej stopień spełniania tego kryterium. S musi być lepiej obudowane prawnie.

        Edmund Cumber: Rzeczywiście, nie ma tych jednoznacznych kryteriów, zwłaszcza w social governance. W przypadku danych dotyczących środowiska można relatywnie łatwo ocenić, czy dana inwestycja je zatruwa, ale już znacznie trudniej, czy jest społecznie odpowiedzialna.

        Uniwersalne normy prawne

        Maciej Rudnicki: Warto zauważyć, że trudno też o globalne rozwiązania prawne. Jeżeli w danym kraju system prawny dopuszcza pracę osób nieletnich, a systemy prawne Unii Europejskiej tego nie akceptują, to jak ustalić normę prawa międzynarodowego? Czy można postawić zarzut, że ktoś czerpie zysk z pracy nieletnich w zakładzie umiejscowionym w państwie, gdzie ten proceder jest legalny? Zwracam uwagę, że Europa miała już taki problem po II wojnie światowej. W procesach norymberskich oskarżano zbrodniarzy hitlerowskich, którzy bronili się, twierdząc, że ustawy – nomen omen – norymberskie dopuszczały eliminację poszczególnych nacji, więc oni wykonywali rozkazy, działali legalnie, zatem na jakiej podstawie się ich oskarża? Społeczność międzynarodowa musiała się zgodzić, że istnieje system ogólny, który zakazuje jednej nacji eksterminowania innej. A zatem jak w aktualnym systemie prawnym wydać negatywną decyzję finansową w stosunku do kogoś, kto czerpie zysk z pracy dzieci w państwie, gdzie to jest legalnie dopuszczalne? A w dodatku to państwo jest członkiem ONZ…

        Tomasz Pawlikowski: Znowu dotykamy problemu moralności. To jest wewnętrzny kompas, którym się powinny kierować organizacje. W tym kontekście warto ponownie odnieść się do działalności Elona Muska. Uprawia on purposewashing, który funkcjonuje inaczej niż greenwashing. Polega na pokazywaniu swojej firmy jako organizacji zrównoważonego rozwoju na podstawie jednego elementu wpisanego do DNA. Jest to, moim zdaniem, bardzo szkodliwe, bo posługuje się mechanizmem, że jeśli coś jest dozwolone, to mnie rozgrzesza. Natomiast co do samego greenwashingu: nie powinniśmy być całkowicie przeciwni stosowaniu go w marketingu czy w innych działaniach z jednego tylko powodu. Jeśli dana organizacja wchodzi na drogę zrównoważonego rozwoju, wówczas oznacza to, że podejmuje ważne zobowiązanie rozłożone na lata. Ciekawy przykład to Nestle, które wyznaczyło sobie cel zakończenia procesu budowy regeneracyjnej marki do 2035 r. Tak poważna zmiana nie następuje natychmiast. Wymaga inwestycji i zmian modelu biznesowego. Po drodze zdarzają się różne ciekawe rzeczy, które czasami odbiorcy odbierają jako greenwashing. A one są tylko przejawami pozytywnych działań. Ale jeśli te dobre przedsięwzięcia mają przykryć fałszywą intencję, to już oczywiście jest greenwashing.

        Nie tylko kompas moralny

        Luiza Wyrębkowska: Unia Europejska widzi, że dziś sam kompas moralny nie wystarcza. Stąd projekt dyrektywy dotyczącej taksonomii społecznej, która za chwilę wejdzie w życie i zdziwi wiele osób. Ale też zdecydowanie pomoże…

        Aleksandra Polak: Odnosząc się do kwestii norm, które są potrzebne, i kompasu moralnego, UE wydała 24 lutego projekt dyrektywy dotyczącej due diligence (należytej staranności przedsiębiorstw), która odnosi się m.in. do wspomnianej wcześniej sytuacji: co zrobić, jeśli unijna spółka kupuje czy produkuje w kraju, w którym pracują dzieci. Do tej pory spółki mówiły, że działają w zgodzie z przepisami krajów trzecich. Teraz Unia stwierdza, że największe spółki europejskie, prowadząc działalność produkcyjną za granicą, mają tam przestrzegać unijnych zasad ochrony pracowników. Może się jednak okazać, że spółki unijne nie będą chciały inwestować w lepsze warunki pracy w krajach trzecich czy więcej płacić lokalnym pracownikom. Być może bardziej opłacalne będzie utrzymywanie produkcji na terenie Unii. A to z kolei sprawi, że skrócą się łańcuchy dostaw. Pandemia, a teraz wojna Rosji przeciwko Ukrainie też pokazały, że zakłócenia łańcuchów dostaw silnie dotykają naszych gospodarek. Pojawia się tu pytanie: czy rzeczywiście celem zmian prawnych jest ochrona praw człowieka, czy de facto chodzi o ochronę unijnej gospodarki?

        Luiza Wyrębkowska: Wróćmy, proszę, do interpretacji elementów składowych ESG…

        Paweł Strączyński: Dokładnie tak, jak mówili moi przedmówcy: jeśli chodzi o E, to wszystko, co jest kwantyfikowalne, jest dużo prostsze. Dyskutować można tylko nad kwestią konstrukcji pewnych wskaźników. Z kolei G, a szczególnie S, są to procesy kompletnie niekwantyfikowalne. Niełatwo wyznaczyć konkretne działania z zakresu „Social”. W dziedzinie taksonomii społecznej trudno też określić uniwersalne normy. I tak znów wracamy do kwestii filozoficznych, ale nie uciekniemy od nich, bo świat zmierza w tym kierunku. Jak jednak przyjąć standardy w dziedzinie S, co do których wszyscy będą zgodni? Być może właściwszym kierunkiem byłoby tworzenie pewnych uniwersalnych norm społecznych, które obowiązywałyby na danym obszarze? W przypadku Unii jest to stosunkowo łatwe, chociaż – proszę zwrócić uwagę – nieproste, co ilustruje spór o praworządność. W ujęciu ogólnoświatowym, uwzględniając różnice kultur, trudno mi sobie wyobrazić narzucenie firmom zakazu nabywania produktów od fabryk, w których pracują dzieci. Proszę rozważyć, jakie skutki taki zakaz spowodowałby w Bangladeszu, Indiach czy w Wietnamie. Tam ubogie rodziny często żyją dzięki pracy dzieci. Słowem, jest to kwestia wyboru mniejszego lub większego zła. Idealnego rozwiązania chyba nie znajdziemy… Zastanówmy się też nad E. Dobry przykład szczegółowego rozwiązania w tej sferze stanowi carbon tax. Jest on odzwierciedleniem oczekiwań w dziedzinie emisji CO2. Jeśli ktoś tych norm nie spełnia, to musi na granicy Unii dopłacić extra tax. Jest to słuszne, ponieważ nie obejmiemy np. Chin europejskim ESG. Dopłata, o której mówię, jest przejawem pewnego rodzaju protekcjonizmu, ale to właściwy kierunek. Ostatnie 30 lat absolutnego otwarcia rynku unijnego i handlu ogólnoświatowego doprowadziły do tego, że w Europie produkcja się zwinęła. Pozostały tylko bardzo wysokospecjalistyczne usługi. Okazało się, że wystarczy epidemia i wojna na granicy, a już wszystko siada. To wywołało dylematy: czy można kupować od Rosji? Jako Bank Pekao SA udzieliliśmy jednoznacznej odpowiedzi: nie będziemy angażowali się ani po stronie zakupowej, ani sprzedażowej w żadnym przedsięwzięciu dotyczącym  podmiotów, które nie wycofały się z Rosji. Jesteśmy na tyle odpowiedzialnym bankiem, że stać nas na rezygnację z zysku z niechcianych przedsięwzięć i nie interesuje nas zupełnie stopa zwrotu. Gdyby wszystkie instytucje finansowe postąpiły tak jak my, nie byłoby w ogóle tematu, czy ktoś zostaje w Rosji i na Białorusi.

        Michał Miszułowicz: Zatoczyliśmy koło, więc teraz powinienem przypomnieć, że w dziedzinie E Bank BNP Paribas już dawno podjął decyzję o niefinansowaniu sektora węglowego, bez względu na koszty tej decyzji. Jeśli chodzi o S, to jest nieuchwytny element. Oczywiście, przeciwdziałamy wykluczeniu, propagując równość kobiet i mężczyzn. Promujemy też mniejsze lokalne akcje integracji banku z lokalnymi społecznościami. Nie jest to centralnie sterowane. Każdy dyrektor lub lokalny ambasador banku w terenie, który zna swoją społeczność, wie, co jest dla niej najlepsze, wie, co należy zrobić. Generalnie w dziedzinie S nie ma jednej słusznej drogi. Można odwołać się do dekalogu, który wyraźnie mówi: nie zabijaj. To granica, której nie wolno przekroczyć. Żeby być porządnym człowiekiem czy odpowiedzialną firmą, nie można np. zatrudniać dzieci, ale też trzeba robić coś więcej. To absolutne minimum, a firmy powinny przecież konkurować o maksimum, co mogą zrobić, jaką mogą wygenerować wartość społeczną. Wydaje mi się, że z elementem G jest najprościej, ponieważ wszyscy mamy wdrożone procedury i różne elementy nadzoru. Za to S przenosi nas na grunt socjologii i filozofii. Znalezienie światowego wspólnego mianownika dla S będzie bardzo trudne, bo jak np. pogodzić nasze zasady z bankowością szariatu.

        Punkt zwrotny

        Luiza Wyrębkowska: W uzupełnieniu dodam, że w Nowym Jorku odbył się zorganizowany przez Uniwersytet Yale CEO Summit największych amerykańskich firm. Szefowa Citigroup zwróciła uwagę, że przy ESG brakuje jeszcze jednego S. Dodatkowe S powinno oznaczać Security. Rozumiane bardzo szeroko bezpieczeństwo łączące się z kwestiami zarówno środowiskowymi, społecznymi, jak i ładu korporacyjnego. Zapewne będzie się na ten temat dużo jeszcze dyskutowało… Na koniec byłabym państwu wdzięczna za krótkie podsumowanie naszej dyskusji. Proszę o dokończenie zdania: ESG to szansa, problem…

        Aleksandra Polak: Moim zdaniem ESG to szansa dla firm. Adresowanie ryzyka związanego z kwestiami środowiskowymi, społecznymi czy ładu zarządczego może dać pozytywne skutki – obniżenie kosztów, lepsze zarządzanie ryzykiem wewnętrznym i zewnętrznym, lepsza relacja z pracownikami, klientami i dostawcami. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że co jakiś czas pojawia się kryzys lub recesja. Może zrównoważony rozwój sprawi, że takie ryzyko zostanie zminimalizowane? Będziemy mniej zaskakiwani inflacją lub podwyżką stóp procentowych czy załamaniem łańcucha dostaw. Dla większości spółek zysk może być długoterminowy i stabilny, co oznacza bezpieczeństwo dla gospodarek, pracowników i dla rodzin. Ważne, żeby tej szansy nie zmarnować nadmiernymi obowiązkami, zbyt rozbudowanymi, niejasnymi przepisami i procedurami.

        Tomasz Pawlikowski: ESG może być fantastycznym punktem zwrotnym dla całej tej sfery gospodarki, która myśli o tym, że świat powinien się rozwijać w sposób zrównoważony. Dzisiejsza dyskusja pokazuje, że żyjemy w świecie interpretacji. Nie chcę jak mantrę powtarzać zdań o kompasie moralnym, ale tak naprawdę to on sprawi, czy te interpretacje będą dobre dla świata, czy będą dla niego niedobre, jeżeli będą kierowały się wyłącznie interesem fiskalnym lub merkantylnym.

        Michał Miszułowicz: Wydaje mi się, że ESG to jest zarówno szansa, jak i zagrożenie. Szansa – merytorycznie, bo nareszcie jest położony nacisk na sprawy ważne i one zaczynają być mierzalne, a zagrożenie ze względu na możliwość przerostu biurokracji. Słowem: merytorycznie szansa, biurokratycznie – zagrożenie.

        Maciej Rudnicki: Nasza dyskusja jest dowodem na to, że kluczową kwestię stanowi aksjologia, pewnego rodzaju system wartości, z którego wychodzimy. Z ESG jest trochę tak jak z typowym syndromem osoby, która się zachowa uczciwie lub nie. Osoby wychowane zgodnie z zasadami, przechodząc obok witryny jubilerskiej, nie wpadną na pomysł, żeby łokciem wybić szybę i zabrać zegarek. I nie dlatego, że są przepisy, które karzą za kradzież. Z kolei złodziej zabierze zegarek, ponieważ nie boi się przepisów karzących za taki czyn. To jest kwestia systemu wartości… ESG można traktować instrumentalnie. Ci, którzy wyznają cyniczne dążenie do zysku, na pewno będą z chęcią z tego instrumentu korzystali, jeżeli tylko znajdą sposób, żeby zwiększał ich zyski. A ci, którzy stoją na stanowisku, że ten świat musi być lepszy, będą ESG traktować z całą powagą, ponieważ są do tego głęboko przekonani.

        Edmund Cumber: Zgadzam się, że jest to szansa, ale nie pozbawiona problemów, jak stosować kryteria ESG, żeby były w miarę zrównoważone i sprawiedliwe oraz jednakowo rozumiane przez wszystkich. A z tym jest ogromny problem, więc trzeba podchodzić do
        tego w rozsądny sposób, żeby nie wylać dziecka z kąpielą.

        Paweł Strączyński: Zgadzam się ze słowami prof. Rudnickiego. Powiem żartem, że zabrał mi właściwie prawie całą wypowiedź… ESG postrzegam jako ogromną szansę, ale również wielkie zagrożenie. Proceduralnie to będzie kwestia kosztów, powiększenie się działów compliance. Małe firmy mogą mieć z tym ogromny problem. Może się powtórzyć sytuacja z RODO. Nagle okazało się, że trzeba zatrudnić osobę, która zajmuje się tylko tymi sprawami. Dla mnie zagrożeniem, bo o szansach już wszyscy mówiliśmy, jest to, jaki system wartości zostanie przyjęty i uznany za uniwersalny. Z tym będzie największy problem. Moje obawy dotyczą kierunku, w jakim rozwija się Unia Europejska. Nie chciałbym, żeby zaczęły obowiązywać standardy typu: jeżeli ktoś nie zgadza się – jak w Chinach – z linią partii, to np. może zostać odcięty od dostępu do pieniędzy. Pamiętajmy, że gdzieś w tle czai się ogromna pokusa, a zarazem narzędzie wielkiej władzy.

        Luiza Wyrębkowska: Mam nadzieję, że korzyści jednak przeważą i zniwelują ryzyka. Dziękuję państwu za udział w dyskusji.

        opracowali
        Piotr Cegłowski i Jarek Dotka

        Ważne wyzwanie dla firm

          Przeprowadzone w grudniu 2020 roku badanie Deloitte #GetOutInFront nic nie straciło na aktualności. Potwierdza ważny trend – konsumenci oczekują, że marki podejmą aktywne działania w dziedzinie zmian klimatycznych.

          Raport Deloitte to efekt przebadania 10 tys. osób w sześciu krajach. Generalny wniosek sprowadza się do stwierdzenia, że konsumenci chcą, żeby firmy dokonały istotnego postępu w dziedzinie zagrożeń środowiska. Prawidłowa ocena tego trendu i właściwa reakcja menedżerów wyższego szczebla mogą spowodować, że marki będą bardziej odporne na ewolucję postaw konsumentów.

          Kierunek zmian pokazuje deklarowana przez 40 proc. respondentów chęć angażowania się w różne inicjatywy społeczne, obejmujące m.in. zmianę zwyczajów zakupowych. Aż 38 proc. podjęło już działania podpisując petycje, uczestnicząc w protestach, czy też przekazując darowizny. Wzrost aktywizmu to bez wątpienia zasługa mediów społecznościowych, które ułatwiają kontakty i budują nastawienie wyrażane przede wszystkim przez przedstawicieli pokolenia Z i millenialsów. A to nie może być obojętne dla biznesu.

          Jakie tematy są szczególnie bliskie uczestnikom opisywanego badania? 64 proc. wymienia recykling. Identycznej wielkości grupę niepokoi kwestia jednorazowych opakowań z tworzyw sztucznych. 62 proc. stawia na walkę z zanieczyszczeniem powietrza. We wszystkich krajach priorytet stanowi redukcja emisji dwutlenku węgla.

          Badanie Deloitte to sygnał ostrzegawczy dla marek, żeby podjąć poważne działania na rzecz ochrony środowiska. 23 proc. konsumentów twierdzi, że będzie kupowało przede wszystkim ekologiczne produkty, 42 proc. już zmieniło swe nawyki konsumpcyjne motywując to zagrożeniami dla klimatu, a 21 proc. zachęcało inne osoby do wyboru firm, respektujących reguły zrównoważonego świata. Największą wrażliwość wykazują respondenci w wieku 18-24 lat. Są trzy razy bardziej skłonni do zmiany marki niż osoby w wieku 65 lat i starsze.

          Co mogą zrobić firmy, żeby pokazać, iż poważnie traktują te kwestie? 58 proc. respondentów chce, by marki zmieniły swoje praktyki, a 55 proc. wręcz oczekuje, że będą one budowały świadomość wokół takich problemów jak zmiana klimatu.

          To poważne wyzwanie dla firm, które dbają o reputację, więc muszą prawidłowo oceniać nastroje społeczne. Nie ma innej drogi, więc liderzy kadry zarządzającej będą musieli głębiej zaangażować się w omawiane procesy, wychodząc poza zakres sprawozdawczości ESG. Kolejny krok to włączenie ważnych kwestii społecznych do strategii firm, koncentrując wysiłki na wiarygodnych, autentycznych przedsięwzięciach.

           

          Opracowano na podstawie artykułu “Consumers Expect Brands to Address Climate Change” Marka Hutcheona, dyrektora Deloitte North and South Europe.

          Worldline dostarczy Happy Pack terminale SoftPos

          Firma Worldline, wiodący dostawca usług płatniczych, nawiązała współpracę ze spółką Happy Pack, która stworzyła i rozwija oprogramowanie automatyzujące nadawanie i odbiór przesyłek kurierskich. Worldline w ramach współpracy wyposaży punkty odbioru i nadawania paczek w innowacyjne terminale SoftPos

          Happy Pack, dzięki partnerstwu z Worldline, otrzyma innowacyjne terminalne SoftPos, za pośrednictwem których możliwe będzie pobieranie opłat za nadawanie i odbieranie przesyłek kurierskich. Aplikacja SoftPos będzie zainstalowana na smart mobile terminalu Sunmi V2S. Urządzenie to jest kompletnym rozwiązaniem zastępującym komputer, skaner kodów, drukarkę i terminal płatniczy. Rozwiązanie zaproponowane w ramach partnerstwa Worldline i Happy Pack wprowadza wartość dodaną dla merchantów, którzy wykorzystując SoftPosa do transakcji bezgotówkowych, będą mogli powiększyć swój przychód o zysk z obierania i nadawania przesyłek.

          Happy Pack jest spółką dostarczającą autorskie oprogramowanie e-happy.pack automatyzujące proces dostarczania i odbioru przesyłek kurierskich w punktach współpracujących z nimi partnerów. Obecna od 2020 roku pandemia koronawirusa przyspieszyła i tak dynamicznie rozwijającą się w ostatnim czasie branżę e-commerce, budując rosnące zapotrzebowanie na rynku usług kurierskich. Oprogramowanie e-happy.pack świetnie sobie z nim radzi wypełniając lukę. W całej Europie liczba nowych punktów PUDO regularnie wzrasta, odpowiadając tym samym na ogromne potrzeby branży e-commerce.

          – Worldline jako leader usług płatniczych dużą uwagę przykłada do wspierania innowacyjnych rozwiązań. Tym bardziej cieszymy się z rozpoczęcia współpracy, zwłaszcza z tak pożądaną na rynku firmą, jaką jest Happy Pack. Postrzeganie Worldline przez firmy takie jak Happy Pack jako sprawdzonego partnera, który zapewni najwyższą jakość usług w obszarze płatności elektronicznych upewnia nas, że obraliśmy dobry kierunek  – mówi Artur Żymańczyk, Country Manager Poland Worldline.

          – Aplikacja SoftPost firmy Worldline została wybrana ze wszystkich rozwiązań dostępnych na polskim rynku. Cieszymy się z nawiązanej współpracy i faktu, że polecamy bezpieczne i innowacyjne rozwiązania, które pomagają naszym partnerom rozwijać ich biznes – mówi Rafał Moryto, CEO Happy Pack.

          Współpraca Happy Pack z Worldline ma na celu przede wszystkim dostarczanie korzyści w zakresie usług płatniczych w procesie nadawania i odbioru przesyłek kurierskich, co będzie z kolei wsparciem dla lokalnej przedsiębiorczości. Niezwykle istotny jest również fakt, że oferowana przez Happy Pack usługa, jest przyjazna nie tylko dla ludzi młodych, ale także dla seniorów, którzy na co dzień nie posługują się nowoczesnymi technologiami.

          Polski rynek usług kurierskich jest jednym z najszybciej rozwijających się w Europie – tylko w 2020 roku osiągnął wolumen ok. 814 mln dostarczonych przesyłek, generując przychody w wysokości 10,7 mld zł. Eksperci szacują, że do końca 2023 roku wolumen dostarczanych paczek zwiększy się aż o 66%, osiągając wartość 16,2 mld zł.

          ***

          Worldline jest globalnym liderem w branży paytech i partnerem technologicznym wybieranym przez przedsiębiorstwa handlowe oraz banki. W ponad 50 krajach świata zatrudnia łącznie 20 tys. pracowników, dostarczając swoim klientom zrównoważone, innowacyjne i zaufane rozwiązania wspierające rozwój ich działalności. Usługi oferowane przez Worldline obejmują akwizycję handlową w sklepach i w Internecie, wysoce bezpieczne przetwarzanie transakcji płatniczych, a także liczne usługi cyfrowe. W 2021 roku firma osiągnęła przychód w wysokości blisko 4 mld euro.

          ***

          Happy Pack jest spółką dostarczającą autorskie oprogramowanie e-happy.pack automatyzujące proces dostarczania i odbioru przesyłek kurierskich w punktach współpracujących z nimi partnerów. W 2020 roku firma rozpoczęła budowę sieci paczko-punktów Happy Pack. Do końca roku 2021 uruchomiła 7 własnych punktów PUDO (PickUp Drop Off), w których klienci mogą nadawać i odbierać przesyłki, zakupić art. do pakowania, realizować drobne wydruki np. etykiet. W tym czasie Happy Pack obsłużyła ponad 110 tys. przesyłek, a w samym grudniu 2022 roku 18 tys. przesyłek. Firma dostrzegła potrzebę stworzenia koncepcji platformy integrującej wiele firm kurierskich z zastosowaniem jednego urządzenia, bez konieczności inwestycji w otwarcia własnych punktów. Tak powstało oprogramowanie e-happy.pack przeznaczone dla punktów partnerskich. System pozwala zarządzać procesem logistyki dostarczania i odbioru przesyłek na linii kurier – klient i rozwijać sieć, przy optymalizacji kosztów.

          Polski pawilon obsypany nagrodami

            Doskonały projekt architektoniczny z charakterystyczną rzeźbą kinetyczną, profesjonalna realizacja i przyjazne środowisku rozwiązania – tak w skrócie można opisać Pawilon Polski na kończącym się 31 marca Expo Dubai 2020.

            Za budowę pawilonu będącego wizytówką Polski na wystawie światowej odpowiadało konsorcjum Grupy MTP i FM Aldentro. Polska ekspozycja otrzymała nagrodę dla najlepszego dużego pawilonu w konkursie EXHIBITOR Magazine’s Expo 2020 i tytuł najpiękniejszego pawilonu przyznany przez „The National”. 30 marca do tych nagród dołączył srebrny medal w prestiżowym konkursie Dubai Official Participant Awards w kategorii „Exhibition Design Self- -built pavilions”, organizowanym przez Bureau International des Expositions, organizację odpowiedzialną za wybór krajów-gospodarzy przyszłych Expo. Unikalna elewacja została zaprojektowana, wykonana oraz zamontowana przez ekspertów z firmy Veki. Przez sześć miesięcy naszą prezentację narodową odwiedziło ponad milion gości.

            – Jednym z większych wyzwań było przystosowanie do gorącego, wilgotnego i wietrznego klimatu Dubaju. Podczas budowy różnica temperatury między zimową Polską a ZEA wynosiła momentami prawie 40 stopni. Latem termometry wskazywały rekordowe wyniki, a temperatura dochodziła nawet do 50 stopni C. Fachowcy wykonujący pracę fizyczną musieli w krótkim czasie przystosować organizm do aktywności w takich warunkach – tłumaczy Tomasz Kobierski. – Wyzwaniem był transport wszystkich materiałów budowlanych oraz wyposażenia wnętrz do ZEA. Wysłaliśmy aż 53 transporty, głównie drogą morską. Materiały budowlane zajmowały aż 20 kontenerów. Część elementów niezbędnych do budowy i wyposażenia pawilonu była transportowana drogą powietrzną – w samolotach typu cargo, a nawet w jednostkach pasażerskich.

            Do Dubaju zostały przewiezione także rośliny tworzące jedną ze stref prezentacji Polski „Inspired by nature”. Czarna porzeczka, chmiel, pokrzywa czy niecierpek – na ekspozycję musiały pokonać tysiące kilometrów. Łącznie w siedmiu dużych donicach zaprezentowano tu prawie 70 gatunków roślin występujących naturalnie w Polsce.

            W budynku zastosowano rozwiązania przyjazne środowisku. Na całej powierzchni dachu zainstalowano klasyczne panele fotowoltaiczne. Ponadto zastosowano też system z innowacyjnymi ogniwami perowskitowymi, wyprodukowanymi przez polską firmę Saule Technologies. Instalacja składa się z 20 pionowych liniowych elementów taśm fotowoltaicznych. Dzięki technologii druku ink-jet cienkie i elastyczne ogniwa perowskitowe są zintegrowane bezpośrednio z elewacją pawilonu i dostosowane do jego stylu architektonicznego. Generowana przez nie energia służy do ładowania telefonów. Dzięki temu każdy gość pawilonu może skorzystać z ogólnodostępnych złączy USB, a tym samym z zielonej energii. To wynalazek, który ma zrewolucjonizować fotowoltaikę, a jego wynalazczynią jest polska fizyczka Olga Malinkiewicz.

            O obrotach sfer pisarskich

              Maciej Siembieda, pisarz, reporter i manager, mówi o tym, czy w naszym kraju można
              utrzymać się z pisania książek, opowiada o swojej najnowszej powieści i źródłach inspiracji.

              Można w Polsce żyć z pisania?

              Powiem prawdę, jeśli doprecyzujesz pytanie. Z jakiego pisania? Bo można pisać teksty piosenek disco polo, scenariusze telenowel, donosy albo publicystykę, z której wynika, że jest świetnie, i wtedy można żyć z pisania. Podejrzewam, że nawet nieźle.

              A z pisania powieści?

              Też można, ale to przywilej nielicznych. Jak uczy polska rzeczywistość, żeby być zamożną pisarką lub zamożnym pisarzem, trzeba mieć wytwórnię bardzo popularnych kryminałów wydawanych w ilości pół tuzina rocznie albo pisać romanse erotyczne uszyte z lateksu,
              albo dostać literackiego Nobla.

              Mógłbyś napisać powieść pornograficzną?

              To już bym chyba wolał tego Nobla…

              A kryminał?

              Moje książki stoją na półce z kryminałami. Pierwsza powieść o poszukiwaniu tajemniczego obrazu Matejki dostała nominację do Nagrody Kryminalnej Piły, kolejna książka znalazła się w finałowej siódemce Nagrody Wielkiego Kalibru, przyznawanej przez Międzynarodowy Festiwal Kryminału, choć nie było tam ani zbrodni, ani śledztwa, ani niczego kryminalnego. To samo wyróżnienie spotkało „Kukły” kilka dni temu. Też są nominowane do Wielkiego Kalibru i też bez zbrodni. Pojęcie kryminału jest dziś bardzo szerokie, zasysa też książki sensacyjne, szpiegowskie czy takie jak moje – poświęcone zagadkom z przeszłości, sprawom, które działy się dawno temu, ale ciągle nie dają komuś spać.

              Dodajmy, że zawsze są to sprawy oparte na faktach.

              To, co teraz powiedziałeś, też jest oparte na faktach.

              Łatwiej się pisze historie prawdziwe?

              Takie pisanie jest znacznie bardziej zdyscyplinowane i jakkolwiek banalnie to zabrzmi: prawdziwsze. Poza tym opowiadanie historii, które rozegrały się w rzeczywistości, pozwala na research. Zbieranie materiału, dociekanie prawdy, grzebanie, sprawdzanie, dochodzenie. Uwielbiam to. Nigdy bym nie oddał tej fantastycznej przygody w zamian za największe zakresy wyobraźni i umiejętności zmyślania. Zresztą czytelnicy by mi tego nie wybaczyli. Obawiam się, że książka wyssana z palca mogłaby być moją porażką, nawet gdyby była Bóg wie jak emocjonująca.

              Kryminały na faktach sprzedają się lepiej?

              Gorzej. Klasyczny kryminał, nie „true crime”, ale kryminał wymyślony przez autora, ma większą widownię i ciągle jest w Polsce szalenie modny. Dość powiedzieć, że na tegoroczny konkurs Wielkiego Kalibru, o jakim wspomniałem, wydawcy wysłali ponad 450 powieści kryminalnych wydanych w 2021 r. 450 zgłoszono do konkursu, ale ile nie zgłoszono? To ile powstaje kryminałów w Polsce? Dwa dziennie?

              I wszystkie się sprzedają?

              Znikomy procent się sprzedaje, a raczej – przyzwoicie sprzedaje. Olbrzymia społeczność debiutantów nieustannie kuszonych przez wydawnictwa i mamionych przez firmy oferujące usługi z zakresu self-publishing dopłaca do swoich książek, aby tylko zaistnieć.

              Owczy pęd?

              Może nie aż tak. Raczej spontaniczny połów pereł na bardzo dużym akwenie z nadzieją, że w którejś z tysięcy muszli znajdzie się skarb.

              Wydawcom się to opłaca?

              Wydawcy nadal bardzo wierzą w kryminał, choć pojawiają się już nieśmiałe przestrogi, że to może być bańka. Ale to tak jak z nieruchomościami w Sopocie. Ceny sięgnęły kosmosu, inflacja zamienia kredyty hipoteczne w dożywotnie wyroki ubóstwa, Putin straszy rakietami zainstalowanymi tuż obok w Kaliningradzie, a popyt nie maleje. Kupowanie na górce jest naszym narodowym sportem ekstremalnym. Pisanie najwyraźniej też.

              To dlatego mogą z niego żyć nieliczni?

              Gdyby rynek chciał utrzymać wszystkich, którzy w Polsce przejawiają wolę pisania, wskaźnik czytelnictwa musiałby się potroić.

              Bo jest słaby…

              Przez grzeczność nie zaprzeczę. Coś ci opowiem: Dawno temu pracowałem dla Orkli jako redaktor naczelny „Nowej Trybuny Opolskiej”, której Norwegowie byli współwłaścicielami. Kiedyś, podczas jakiegoś międzynarodowego spędu naczelnych gazet Orkli posadzono mnie obok skandynawskiego nieszczęśnika, którego dziennik miał tylko sześć wydań w tygodniu i wszyscy się z niego przez to śmiali, bo wszyscy w Norwegii mieli siedem wydań, łącznie z niedzielnym. No więc jak ten nieszczęśnik się dowiedział, że moja gazeta też ma tylko sześć wydań, to się strasznie uradował i z miejsca pokochał mnie jak brata. Najwyraźniej nie wiedział, że w Polsce wszystkie gazety tak mają. I dawaj dociekać. „Jaki masz nakład w poniedziałek?” – pyta. Ja: „Pięćdziesiąt tysięcy”. Norweg aż podskoczył. „Ja też! – krzyknął. Ja też pięćdziesiąt. A w piątek?”. „Osiemdziesiąt” – odpowiadam i wyjaśniam: „Dodajemy program telewizyjny”. On: „My też mamy osiemdziesiąt i też dodajemy program!”. Potem zaczęliśmy porównywać liczbę stron poszczególnych wydań i wszystko było identyczne, wyobrażasz sobie? On się dowartościował, że wcale nie jest najgorszy, ja się poczułem Europejczykiem i byliśmy bardzo szczęśliwi do momentu, gdy Norweg zepsuł wszystko ostatnim pytaniem: „A ilu ludzi mieszka w regionie, w którym wychodzi twoja gazeta?”.  „Milion” – odpowiedziałem. Popatrzył na mnie dziwnie. „Aha – szepnął. – Bo u mnie sto tysięcy”. Oto brutalna prawda o polskim czytelnictwie. Z książkami jest oczywiście lepiej niż z gazetami, ale szału nie ma. W ubiegłym roku zanotowano rekordowo wysoki poziom czytelnictwa wynoszący 42 proc. Przez pandemię, jak sądzę.

              Wracając do zarobków pisarzy. Mógłbyś żyć z pisania?

              PIT-u do publikacji nie udostępnię, ale zgrzeszyłbym, gdybym narzekał. Kredytów nie mam, potrzeb też coraz mniej, a mój czytelnik to pewny i szczodry chlebodawca.

              Ile z 40–50 zł ceny okładkowej dostaje pisarz?

              Jeśli ma dobry kontrakt i wysokie tantiemy, to około 4 zł. Ale to też przywilej nielicznych. Reszta plasuje się w okolicach 3 zł, a pozostali jeszcze niżej.

              ?!

              W branży nikogo to specjalnie nie szokuje. Tak się po prostu dzieli tort. Ponad połowę – 50 i więcej procent zgarniają dystrybutorzy. Czyli z okładkowych czterdziestu złotych zostaje dwadzieścia lub mniej. Wydawnictwo musi z tego opłacić swoje służby: redakcję, korektę, grafika, skład, łamanie, druk, papier, logistykę. I rzecz najbardziej kosztowną: promocję. Bez niej w dzisiejszej lawinie propozycji wydawniczych nawet literacki geniusz ma szansę zostać zdeptany przez tłum.

              Powiesz kilka słów o swojej najnowszej powieści?

              Tym razem to polsko-grecka saga, ale uszyta na podszewce kryminalnej. Opowiada historię czterech bohaterów: Kostasa – partyzanta z wojny domowej w Grecji, który trafia do tajnego szpitala na wyspie Wolin, bo Polska po cichu pomagała lewicowemu ruchowi oporu i na przełomie lat 40. i 50. przygarnęliśmy  kilkanaście tysięcy Greków. Do tego dochodzi story o jego synku Janisie – bokserze Gwardii Wrocław, i dwie opowieści z Gdyni: O „Sacharynie” – słynnym przedwojennym przemytniku, chodzącym przez granicę z Wolnym Miastem Gdańsk, i jego wychowanku „Zulusie” – gangsterze z czasów PRL. Te cztery wątki, pozornie odległe, łączą się w kopalni uranu w Kletnie na Dolnym Śląsku, skąd Sowieci wydobyli kilka lat po wojnie 20 ton rudy uranu, co pozwoliło zbudować ponad 300 bomb o sile rażenia tej, która spadła na Hiroszimę.

              Brzmi intrygująco. Sprzeda się?

              Z przedsprzedaży w Empiku wynika bardzo dobra prognoza, ale to niełatwy rynek. Tu czasami o sukcesie decyduje impuls: ważna nagroda, sprzedaż praw do ekranizacji albo… opinia jakiegoś megacelebryty. Takie czasy.

              rozmawiał Piotr Cegłowski

              Ważne Informacje

              Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

              Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

              AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

              Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

              Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

              Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

              Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

              Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

              Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

              Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

              Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...