.
Strona główna Blog Strona 115

Indywidualna ścieżka kariery z partnerskim wsparciem Columbus Elite

    Ostatnie miesiące pokazały przedsiębiorcom w wielu branżach jak ważne jest budowanie odpowiedniej kultury organizacyjnej. Ten rok bez wątpienia okazał się trudny dla firm działających w sektorze odnawialnych źródeł energii. To czas zmian legislacyjnych, niepewności, rosnącej inflacji. To także czas sprawdzianu i pokazania w praktyce umiejętności przywódczych. Dziś, jeszcze bardziej niż dotychczas lider musi być skoncentrowany na pojawiających się szansach i wyzwaniach, aby móc podejmować szybkie i trafne decyzje.

    Columbus Elite to spółka należąca do Grupy Kapitałowej Columbus, rozpoznawalnej i rozwijającej się od 2015 roku organizacji sektora odnawialnych źródeł energii w Polsce. Paweł Bednarek, Rafał Kołłątaj i Dawid Zieliński to założyciele Columbus Elite – spółki która w trzy lata działalności pozyskała ponad 26 000 Klientów, dla których zamontowano ponad 122 megawaty mocy w OZE.

    Spotkaliśmy się z Pawłem Bednarkiem i  Rafałem Kołłątajem, założycielami Columbus Elite oraz Piotrem Jachimowiczem i Adamem Pelewskim, handlowcami tej jednej z największych sieci sprzedażowych  w branży odnawialnych źródeł energii w Polsce.

    Trzy lata temu stworzyliśmy organizację, która odpowiada na potrzeby młodych, przedsiębiorczych osób. Jednak utrzymanie działania zespołu na pełnych obrotach nie jest łatwe, to największe wyzwanie dla każdej firmy. Jest to możliwe jeśli potrafimy podtrzymywać w ludziach energię, siłę i motywację do działania. Dlatego tak ważną rolę odgrywają dyrektorzy i managerowie w naszych grupach sprzedażowych – mówi Rafał Kołłątaj, wiceprezes Columbus Elite. To oni na co dzień wspierają swoje zespoły, szkolą, rekrutują – dodaje.

    Jednym z nich jest Piotr Jachimowicz, Manager Regionalny w Columbus Elite. Jak mówi:

    Intensywnie się rozwijamy i stale prowadzimy rekrutacje. Dynamiczne budowanie naszych struktur wiąże się z szeregiem działań służących efektywności procesów wdrażania nowych doradców. Jesteśmy organizacją, która ceni osoby ambitne. To, co nas wyróżnia spośród innych, to partnerskie podejście. Każdy ma szansę odnieść sukces, cieszyć się wysokimi zarobkami i awansem – pod warunkiem, że będzie otwarty i zaangażowany w swoją pracę. W Columbus Elite pracujemy na swój indywidualny sukces, ale mamy zapewnione wsparcie całej Grupy Kapitałowej.

    Zarząd Columbus Elite ma bogate i wieloletnie doświadczenie w budowaniu zespołów sprzedażowych i tworzeniu wysokiej jakości nowoczesnych szkoleń oraz programów motywacyjnych. Jak te doświadczenia pomogły w pierwszym półroczu tego roku, który był tak niestabilny dla branży?

    Początek roku zaskoczył nas nowymi wydarzeniami. Mimo początkowych turbulencji sytuacja Columbus Elite po udanym roku 2021 jest stabilna. Ze wsparciem Grupy Columbus, pełnymi magazynami sprzętu dla Klientów oraz projektami generującymi dochód jesteśmy dobrze przygotowani do dalszego rozwoju. Wyniki za czerwiec i lipiec 2022 roku całej Grupy Kapitałowej pokazują regularny wzrost. Z miesiąca na miesiąc odnotowujemy coraz lepsze rezultaty naszej pracy. Jestem pewien, że ten stan nie tylko będzie się utrzymywać ale pozwoli nam zaskoczyć rynek tempem wzrostu.

    Jesteśmy grupą ponad 500 zaangażowanych w swoją pracę osób z różnych części Polski, którym zależy na tym, aby nasi Klienci, współpracownicy i partnerzy mogli cieszyć się korzyściami jakie dają odnawialne źródła energii. Słuchamy z uwagą wszystkich głosów i opinii, dzięki czemu możemy być organizacją odpowiadającą na dzisiejsze wyzwania.

    Mimo niepewności rynek OZE  z miesiąca na miesiąc jest w coraz lepszej kondycji. Popyt na ekoenergetyczne rozwiązania a w szczególności fotowoltaikę z bilansowaniem 1:1 oraz pompy ciepła  jest bardzo wysoki i ma tendencję wzrostową. Oceniamy, że ten trend będzie jeszcze wzmacniany przez brak surowców energetycznych i rosnące ceny zarówno prądu jak i gazu – mówi Paweł Bednarek, prezes zarządu Columbus Elite.

    Jak mówi Adam Pelewski: W tym roku wiele dzieje się w otoczeniu branży OZE. Zmiany legislacyjne miały duży wpływ na realizację strategii wielu firm działających w tym sektorze. Jednak jako współpracownik Columbus Elite, nie odczułem tych zmian. Choć cała branża odnotowała spadek wielkości sprzedaży w stosunku do poprzedniego roku, a my w Columbus Elite wciąż mamy wysokie wyniki. To pokazuje, że dobrze przygotowaliśmy się biznesowo na obecne okoliczności i wyzwania. Dzięki usłudze „Prąd jak Powietrze 2.0” od Columbus możemy zagwarantować Klientom z całej Polski najlepszą ofertę na rynku. Wiem, że z takim wsparciem mogę śmiało patrzeć w przyszłość. Razem z moją grupą sprzedażową chcemy dalej pozytywnie wpływać na otoczenie, pomagając naszym Klientom stać się niezależnymi energetycznie.

    Kładziecie szczególny nacisk na stworzenie takiego środowiska pracy, w którym współpracownicy mają szanse na pełne wykorzystanie swojego potencjału. Czym kierujecie się podejmując decyzje o nawiązaniu współpracy z kandydatami?

    Zespół jest jednym z naszych najcenniejszych zasobów. Naszym celem jest rekrutowanie i utrzymanie najlepszych ludzi, których doświadczenie, kompetencje oraz zaangażowanie przyczynią się do tworzenia  przewagi konkurencyjnej.

    Podchodzimy odpowiedzialnie do biznesu i chcemy być godnym zaufania partnerem, cenionym przez wszystkich współpracowników. Nasze podejście jest zawarte w naszych wartościach, które odróżniają nas od innych firm i pomagają w tworzeniu marki z którą ludzie chcą współpracować.

    Posiadamy potwierdzoną sukcesami zdolność do budowania zespołów osiągających wysokie wyniki. Stale pozyskujemy nowych ekspertów i partnerów biznesowych, dzięki czemu rośniemy jako organizacja. Unikatowe projekty, takie jak system wsparcia handlowców ColumBOOST czy Zielona Franczyza i system szkoleń na co dzień wspierają nowych i bardziej doświadczonych handlowców – Mówi Rafał Kołłątaj.

    Teraz nikt nie wyobraża sobie nowoczesnego domu bez  własnej instalacji fotowoltaicznej. Jeszcze kilka lat temu, gdy budowaliśmy Columbus Elite, spotykaliśmy się z głosami zdziwienia. Uważano, że fotowoltaika to chwilowa moda. My od początku wierzyliśmy w ekotransformację i staliśmy się liderem tych zmian. Obecnie stoimy przed wyzwaniami, które jeszcze nie tak dawno wydawały się dość odległe i nie dotykające nas bezpośrednio, jak np. utrudniony dostęp do surowców energetycznych, rekordowe ceny prądy i gazu. Ostatnie i nadchodzące podwyżki cen energii spowodowane sytuacją geopolityczną pokazują, że pompy ciepła to poszukiwany produkt, którego udział w rynku będzie rósł lawinowo.

    Przyspieszenie tempa odchodzenia europejskiej gospodarki od paliw konwencjonalnych oraz rosnące koszta kopalnych surowców energetycznych spowodowało kolejne oblężenie w sektorze OZE. Tym razem dotyczy ono pomp ciepła. Popyt na te urządzenia jest ogromny i zarówno w naszym kraju  jak i w całej Europie.

    W ramach ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery, Unia Europejska chce zakazać montażu pieców gazowych w nowych budynkach do 2027 roku, a do 2030 roku również w budynkach modernizowanych. Zmiana sposobu ogrzewania jest konieczna, nasze społeczeństwo zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego rynek pomp ciepła już dziś przeżywa prawdziwy boom. Podkreśla Paweł Bednarek.

    Oczekiwania Klientów rosną z roku na rok. Sektor OZE i działające w nim firmy muszą szybko dostosowywać się do zmieniających się wymagań. Jaka jest Wasza recepta na sukces?

    Bez względu na tempo zmian i pojawiających się wyzwań, nie odpuściliśmy ani na krok wdrażania strategii biznesowej. Konsekwentnie doskonalimy nasze rozwiązania technologiczne i logistyczne, aby sprostać oczekiwaniom Klientów i współpracowników. Grupa Columbus od lat wdraża innowacyjne, indywidualne rozwiązania, mające na celu wsparcie potrzeb naszych obecnych jak i przyszłych Klientów. Bilansowanie 1:1, regulator napięcia… Warto zaznaczyć, że Columbus Elite jest obecnie jedyną, dwuproduktową firmą na rynku. To mocne atuty w rękach kompetentnego handlowca i doradcy energetycznego, a takich właśnie szkolimy w Columbus Elite. – Mówi Rafał Kołłątaj.

    Świat pędzi naprzód. Dziś miano silnej firmy nie należy się już tylko tym, którzy na piedestał stawiają wyłącznie wyniki finansowe. Firmy oceniamy przez pryzmat wartości, jakimi się kieruje. Dla nas od zawsze priorytetem jest tworzenie partnerskich relacji, zarówno z Klientami korzystającymi z usług Columbus jak i tymi, którzy im te usługi dostarczają.  Columbus Elite tworzą wysokiej klasy specjaliści. Dbamy o to, by na bieżąco podnosić ich kompetencje i aktualizować ich wiedzę. Organizujemy cykliczne szkolenia dla naszych handlowców i współpracowników z zakresów tematycznych związanych z działalnością naszej firmy. Ma to wpływ na komfort pracy zespołu w zmieniającym się otoczeniu rynkowym, pełnym wyzwań i rosnących oczekiwań Klientów. To także pozwala podnosić przewagę konkurencyjną naszej spółki na rynku OZE. W 2021 roku średnia liczba godzin szkoleniowych na osobę wyniosła ponad 200 godzin, to pokazuje częstotliwość spotkań podczas których nasi handlowcy poszerzają swoje kompetencję i wiedzę.

    Jako wieloletni przedsiębiorca i założyciel Columbus Elite wiem, że nasza praca ma wpływ na przyszłość kolejnych pokoleń. Tworząc tę firmę z zespołem, który od lat udowadnia swój poziom profesjonalizmu i pasji do działania, jestem przekonany, że pojawiające się wyzwania jedynie umocnią naszą organizację. Nie tylko jesteśmy gotowi im sprostać ale z pewnością wykorzystamy je by pokazać, że jesteśmy silną firmą i zaangażowanym zespołem specjalistów. Podsumowuje Paweł Bednarek.

     

     

    Brokering szkoleniowy? To musi się udać! Kinga Nowacka z CE&B o outsourcingu dla biznesu

      Czerpanie z doświadczeń ekspertów zewnętrznych jest na polskim rynku coraz częstszą praktyką, a korzyści płynące z brokeringu szkoleniowego są niezaprzeczalnym bodźcem do jeszcze częstszej współpracy na poziomie outsourcingu wiedzy. Jak rozwijać własny zespół, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów całego przedsięwzięcia? O to zapytaliśmy założycielkę Centrum Edukacji i Biznesu (CE&B) Kingę Nowacką.

      Czy wiedza nadal się “opłaca”?

      Dostrzegam przewrotność tego pytania. Oczywiście, że tak – opłacała, opłaca i opłacać się będzie, jednak faktem jest, że całkowicie odmienna sytuacja rynkowa, od tej sprzed 20, czy nawet 10 lat wymusza na przedsiębiorstwach inne źródła czerpania owej wiedzy. Dostrzegamy znaczny kryzys tradycyjnych jednostek edukacyjnych, przy czym odpowiedzią na potrzeby specjalistów i całych firm stają się innowacyjne centra szkoleniowe.

      Które różnią się od, chociażby studiów podyplomowych większą elastycznością.

      Nie tylko. W pierwszej kolejności należy bardzo wyraźnie rozgraniczyć ideę studiów od szkoleń. Przede wszystkim programy akademickie są skierowane do nieco innej grupy odbiorców i prowadzone w sposób praktyczny, faktycznie są w stanie zmienić horyzont myślowy słuchacza takiego kursu. Z drugiej zaś strony sytuują się dedykowane cykle szkoleniowe, organizowane przez sam zakład pracy. Wtedy też potencjalny uczestnik takiego spotkania nie tylko posiądzie ogromną wiedzę w przysłowiowej pigułce, ale również sam program będzie odpowiadał bardzo konkretnym potrzebom danego środowiska pracy, czy też branży. Co do elastyczności, faktycznie – przykładowo nasze programy są wręcz szyte na miarę.

      Czym jeszcze wyróżnia się CE&B?

      W pierwszej kolejności chciałabym wymienić doświadczenie, ponieważ właśnie tym wygrywamy na rynku. Od ponad 15 lat realizujemy szkolenia i całe projekty rozwojowe dla różnych branż, firm i pracowników.  Tym samym wypracowaliśmy bazę rzetelnych ekspertów i dostawców z różnego zakresu, którzy dają nam możliwość pracy w sposób dynamiczny. Naszymi największymi zasobami są ludzie, wcześniej wspomniani specjaliści i wypracowane relacje w biznesie. Od 10 lat z kolei jesteśmy brokerem szkoleniowym – ten obszar realizujemy m.in. dla sektora bankowego. Działamy kompleksowo i w szerokim zakresie.

      Oczywiście sam zamysł tzw. talent managementu i developmentu w ramach danej organizacji jest słuszny, ale wiąże się to z niemałymi nakładami finansowymi, a w dobie pandemii wiele firm tnie koszty.

      Pełna zgoda – samodzielna organizacja całej logistyki, a więc miejsca, cateringu, zakwaterowania, transportu, sprzętu, materiałów, imprez towarzyszących, prelegentów, programu, to naprawdę wymagające przedsięwzięcie i nie mówię tu wyłącznie o nakładach finansowych. Wyjątkowo istotnym czynnikiem jest także czas, a więc w tak dynamicznie zmieniającej się przestrzeni biznesowej kapitał na wagę złota. W tym przypadku nasze usługi, a więc outsourcing szkoleniowy sprawdza się najlepiej. Oprócz znacznej oszczędności środków, nasi klienci mogą liczyć na naprawdę szeroki wybór usług. Zawsze działamy według określonych wcześniej zagadnień czy obszarów na jakie klient chce położyć nacisk. Dzięki współpracy z ekspertami CE&B klienci mają gwarancję doboru odpowiednich spośród ponad 300 szkoleniowców. Są to po prostu profesjonaliści, a z miesiąca na miesiąc poszerzamy grono naszych ekspertów.

      Jak to wygląda w kwestii optymalizacji kosztów firmowych?

      W tej kategorii pierwsze skrzypce gra przystępny system fakturowania, a także oszczędności w in-housowych działach HR. Z drugiej zaś strony mamy oszczędność czasu, ponieważ działania „na zewnątrz” wykonywane są znacznie szybciej przez nas niż w korporacjach czy dużych firmach, gdzie ścieżka decyzyjna jest znacznie dłuższa. Jednocześnie klient zyskuje jakość i szybkie tempo realizacji działań z naszej strony.

      Na czym dokładnie polega kompleksowość Waszych działań?

      Przeprowadzamy dokładny research ekspertów, analizujemy oferty, negocjujemy warunki umowy, koordynujemy współpracę z klientem, ale również z samymi uczestnikami szkoleń. Przykładowo po naszej stronie są takie działania operacyjne, jak wysyłka zaproszeń, dopinanie grafików szkoleń, czy sama logistyka spotkań. W naszej ofercie można również znaleźć tzw. body leasing, a więc zatrudnianie specjalistów do pracy w strukturach klienta lub na rzecz klienta.

      Czy podmioty, które zgłaszają się do CE&B mogą liczyć na profilowanie szkoleń pod konkretne działy, a także ścisłą współpracę z już powstałymi zespołami HR w ramach organizacji?

      Oczywiście, że tak. Posiadając doświadczenie i bazę ekspertów, realizujemy kompleksowe programy rozwojowe dla całych organizacji – dla pracowników każdego szczebla. Tak jak wspominałam, oprócz samej logistyki w naszej ofercie są również całe pakiety szkoleń oraz rozbudowane projekty rozwojowe w obszarze podnoszenia wiedzy i kompetencji, komunikacji czy zarządzania. To ogromna wartość w samym aspekcie merytorycznym, co bezpośrednio przekłada się na dalsze sukcesy szkolonej organizacji. Potrzeby klientów zmotywowały nas do jeszcze bardziej kompleksowego podejście i stworzenia takiego zakresu usług, aby być dla działów HR swego rodzaju supportem i wyoutsourcować maksimum działań.

      Brzmi to bardzo obiecująco, jednak wśród krajowych przedsiębiorców nadal pobrzmiewa trudna próba z czasu pierwszego lockdownu.

      Oczywiście przez pandemię znaczna część firm zrezygnowała z planowanych inwestycji. Według raportów EY takie kroki powzięło ponad 50 proc. polskich przedsiębiorstw w roku 2020, a obecnie realizację nowych inicjatyw planuje wyłącznie 30 proc. firm. Pamiętajmy jednak, że są to dane statystyczne, a duża część branż już teraz chce zadbać o swój zespół, ponieważ widzi w tym szansę absolutnie bez precedensu.

      Chodzi o e-commerce?

      Nie tylko. Do wygranych pandemii możemy zaliczyć sporą część świata start-upów, a także dojrzałe spółki z segmentu farmaceutyki, alternatywnych funduszy inwestycyjnych, czy nieruchomości. Szczególnie ten ostatni przykład jest o tyle ciekawy, że w świetle zapowiadanych zmian prawnych może nastąpić jeszcze większy boom na mieszkania, ale już w przypadku młodych nabywców. To z kolei przekłada się na większy popyt na usługi kredytowe w bankach. Jakie więc umiejętności będą niezbędne w najbliższym czasie? Bezsprzecznie skuteczna sprzedaż, ale skierowana do Pokolenia Y, a w niedalekiej przyszłości również Z.

      Podobnie z obsługą nowych technologii.

      Zgadza się. Według raportów jeszcze z roku 2020 w Europejskim Obszarze Gospodarczym przedsiębiorstwa wyraźnie stawiały na większą cyfryzację, a więc szkolenia z zakresu nie tylko obsługi, ale i wdrażania kolejnych projektów IT są punktami obowiązkowymi zarówno w trakcie, jak i zaraz po pandemii koronawirusa. W innym przypadku przedsiębiorstwa, które zachowawczo podejdą do wyzwań postpandemicznych, po prostu znajdą się w ogonie własnej branży.

      O jakich sektorach dokładnie mówimy?

      Między innymi o wcześniej wspomnianym sektorze bankowym, z którym współpracujemy już od kilku lat. Dużo potencjału w tych kategoriach mają także specjaliści z zakresu stricte IT, ale również agencje digital.

      Ostatnio podejmowaliście ścisłą współpracę ze światem nowych technologii.

      Zgadza się. Rozpoczęliśmy bardzo ważny dla nas projekt dla małych firm m.in. z branży IT. Są to działalności, które rozwijają się w sposób dynamiczny, ale nie mają własnego HR-u, a więc spotykają niemałe trudności w procesie wypracowywania kultury organizacyjnej czy też employer brandingu. Tworzymy dla takich firm projekty w obszarze budowania komunikacji, tworzymy ścieżki rozwoju dla menedżerów, budujemy modele kompetencyjne, wspieramy przy rekrutacji HR Business Partnerów i wiele wiele innych.

      Jak w liczbach rozkładają się korzyści z brokeringu szkoleniowego?

      Przez ponad dekadę prowadzenia naszej działalności wypracowaliśmy bardzo konkretną skalę pomiarów. Dzięki standaryzacji usług usprawnieniu procesów oraz negocjacji konkurencyjnych stawek u kontrahentów nasi klienci zmniejszyli koszty obsługi szkoleń o około 25 proc. Całe przedsięwzięcie z kolei to za sprawą naszych działań projekt sprawniejszy i wydajniejszy o blisko 30 proc. Same procesy rozwojowe, które są oceniane przez uczestników szkoleń w aspekcie m.in. satysfakcji w zakresie obsługi oraz realizacji odnotowały skok z 3,5 do 5 w autorskiej 6-stopniowej skali.

      Taka formuła szkoleń to przyszłość polskiego biznesu?

      Przede wszystkim formą odpowiedzi na otaczającą nas rzeczywistość gospodarczą. Dla biznesu outsourcing jest niepowtarzalną szansą na maksymalizację zysków, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów. Obserwujemy wzrosty sprzedaży u naszych klientów i sami deklarują, że bardzo duża część zasług pochodzi z narzędzi, które poznali właśnie u nas. Dzięki współpracy z nami odnotowują sprawną dynamikę własnych działań, wyższą jakość a przede wszystkim podkreślają, że jesteśmy ich dużym wsparciem operacyjnym. Takie historie to dla nas największa motywacja do działania.

      Dziękuję za rozmowę.

      Bardzo dziękuję.

       

      Kinga Nowacka – założycielka i dyrektorka Centrum Edukacji i Biznesu (CE&B).

       

       

       

       

       

       

      Sukces w NATO Locked Shields

        Polsko-litewska ekipa zajęła 2. miejsce na 24 zespoły, uzyskując 63 tys. pkt przy średniej 43,5 tys. pkt. Od fińskiego zespołu, który zdobył 1. miejsce, dzieliło ją mniej niż 1 proc. pkt. Scenariusz zakładał obronę infrastruktury fikcyjnego państwa przed cyberatakiem na masową skalę. W sumie w tegorocznych ćwiczeniach wzięło udział ponad 2 tys. ekspertów z 32 krajów.

        Największe na świecie inajbardziej złożone ćwiczenia z zakresu cyberbezpieczeństwa odbyły się po raz 12. Są organizowane corocznie od 2010 r. przez CCDCOE – certyfikowane przez NATO Centrum Doskonałości ds. Współpracy w dziedzinie Cyberbezpieczeństwa z siedzibą w Estonii. W ćwiczeniach uczestniczą kraje finansujące działanie centrum, podmioty komercyjne instytucje naukowe. Jedynym zaproszonym spoza NATO gościem była Ukraina.

        W trakcie ostatnich zawodów eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ćwiczyli obronę cywilnych i wojskowych systemów informatycznych, w tym infrastruktury krytycznej, która jest poddawana cyberatakom na dużą skalę. Scenarzyści wykorzystali obecną sytuację geopolityczną do opracowania realistycznych i stanowiących wyzwanie scenariuszy, które obejmowały przeprowadzenie ponad 8 tys. ataków na ok. 5,5 tys. wirtualnych systemów.

        Tematyka zawodów była związana z fikcyjnym państwem Berylia, znajdującym się na wyspie położonej na północnym Atlantyku, które padło ofiarą wielu skoordynowanych cyberataków na wojskowe i cywilne systemy IT. Wywołało to poważne zakłócenia w działaniu rządowych i wojskowych sieci, a także instalacji kluczowych dla ogółu społeczeństwa, takich jak komunikacja, oczyszczanie wody i zasilanie w energię elektryczną, nie mówiąc o tym, że doprowadzało to do niepokojów społecznych i protestów. W tym roku po raz pierwszy ćwiczenia obejmowały też symulację działań kryzysowych wspierających bank centralny w jego zadaniach związanych z zarządzaniem rezerwami i wydawaniem komunikatów finansowych.

        W scenariuszu ćwiczenia każda z reprezentacji ćwiczących krajów odgrywa rolę zespołu „niebieskiego”, czyli obrońców. Na prośbę fikcyjnej Berylii każdy z zespołów „niebieskich” ochrania symulowaną część jego infrastruktury informatycznej przed wrogimi działaniami zespołu „czerwonych”.

        Każda z drużyn „niebieskich” składała się z ok. 50 ekspertów. W składzie polsko-litewskiego zespołu znaleźli się specjaliści CERT Polska, którzy na co dzień wypełniają obowiązki CSIRT (Computer Security Incident Response Team), pracownicy pozostały dwóch CSIRT w Polsce (CSIRT GOV i CSIRT MON oraz CSIRT Komisji Nadzoru Finansowego) oraz eksperci z sektora prywatnego.

        W ćwiczeniach NATO Locked Shields do zadań zespołów „niebieskich” należą nie tylko działania defensywne, takie jak zabezpieczenie sieci czy wykrywanie ataków i zapobieganie im, lecz także wymiana informacji w ramach współpracy międzynarodowej, dbałość o zabezpieczanie dowodów ataków oraz działania prawne. Wszystko dzieje się pod dużą presją czasu, w nieznanym wcześniej zespołom „niebieskim” środowisku. Działania „czerwonych” mają z kolei symulować działania zorganizowanego, wrogiego zespołu posługującego się takimi procedurami, taktyką i technikami, jakich używają profesjonalni cyberprzestępcy lub hakerzy działający na zlecenie rządów państw.

        Oprócz dużej ilości standardowych systemów informatycznych – stacji roboczych, serwerów czy urządzeń sieciowych – w ćwiczeniach Locked Shields występują także wyspecjalizowane systemy wojskowe i infrastruktury krytycznej.

        Polsko-litewska ekipa po raz kolejny udowodniła, że należy do ścisłej światowej czołówki. Odniosła bowiem znaczące sukcesy we wszystkich ocenianych kategoriach, a w szczególności w obszarach odpierania cyberataków, utrzymania dostępności systemów, bezpieczeństwa systemów WEB, Forensic, CTI i raportowania.

        Wojciech Gryciuk 

        DS7 Crossback Ligne Noire, czyli letnia przygoda we Włoszech

        DS7 Crossback jest pierwszym modelem, który powstał po wyodrębnieniu z marki Citroen. To odważne posunięcie ma na celu usystematyzowanie oferty i uporządkowanie poszczególnych marek w grupie Stellantis. DS zajmuje miejsce na szczycie oferty, a jego celem jest dotarcie do klienta oczekującego wyjątkowego produktu. Sprawdziliśmy, jak samochód sprawdza się w wakacyjnych podróżach, a żeby nie było łatwo, egzemplarz w specjalnej wersji Ligne Noire zabraliśmy aż na Sycylię.

        tekst: Michał Garbaczuk

        Piękny jak top modelka
        Wyważone proporcje nadwozia, długi przód, przywodzący na myśl klasyczne samochody sportowe, krągłe błotniki i duże koła są znakiem rozpoznawczym modelu i mogę się założyć, że nie widzieliście na ulicy niczego podobnego. Stylowa karoseria doskonale nadaje się do tego, by nadać jej szlachetny charakter. A co najlepiej zdobi piękną suknię? To oczywiste – diamenty! Tylne światła to trójwymiarowa konstrukcja zbudowana z diodowych rombów, tworzących subtelną, elegancką świecącą siatkę. Z przodu także zastosowano technikę LED, ale w o wiele bardziej spektakularnym wydaniu. Poszczególne soczewki reflektora podczas włączania obracają się o 180 stopni, odgrywając wyjątkowe świetlne przedstawienie. Dodatkowo ich część podświetlana jest subtelnym fioletowym światłem. Same reflektory postawione na biurku mogłyby być ozdoba niejednego gabinetu. Wspomagane są również przez najnowszą technikę, która aktywnie reguluje rozdział światła. Dodatkowo, elementem wyróżniającym wersję specjalną Ligne Noire od pozostałych jest zastąpienie błyszczących, srebrnych elementów ozdobnych, ich czarnymi, także połyskującymi odpowiednikami. Wrażenie jest piorunujące, bowiem stylowe i eleganckie nadwozie zyskało teraz na subtelności.

        Szlachetne wnętrze

        Wewnątrz znajdziemy efekty pracy najlepszych rzemieślników. Praktycznie całe wnętrze wyściełane jest miękką skórą i aksamitną w dotyku Alcantarą. W tym wnętrzu chce się przebywać. Jest przytulne i niezwykle eleganckie. Wyjątkowości dodają mu przeszycia w kształcie rombów. Są one obecne na siedzeniach, desce rozdzielczej a także w wirtualnych zegarach wyświetlanych przez 12-calowy ekran. Nawet osłony głośników otrzymały własne rombowe wzory. Wnętrze jest tak miłe w dotyku, że miałem ochotę się do niego przytulać, a podczas jazdy bezwiednie gładziłem palcami elementy deski rozdzielczej.

        Za nastrój i muzyczne uniesienia odpowiedzialna jest firma Focal – renomowany, francuski producent nagłośnienia. Na pokładzie znajduje się 14 głośników, które wypełniają kabinę subtelnymi dźwiękami. Słowo uwagi należy się jeszcze konsoli centralnej, nad którą góruje drugi 12-calowy ekran. Odpowiada on oczywiście za multimedia, nawigację i kamerę cofania, ale także za ustawienia poszczególnych funkcji klimatyzacji. Nie do końca podoba mi się, że chcąc zmienić siłę nawiewu, czy temperaturę wnętrza, za każdym razem trzeba sięgać do menu na ekranie. Odwraca to uwagę kierowcy na zbyt długi czas, a powinno być intuicyjne i możliwie najprostsze w obsłudze. Kąt pochylenia tylnych oparć można regulować za pomocą przycisków, a bagażnik pomieści walizki na weekendowy wyjazd. Przecież jedwab i kaszmir nie zajmują wiele miejsca.

        Jak na latającym dywanie

        Francuzi konstruując zawieszenie DS7-Crossback rzeczywiście bardzo starali się, by oddać charakter historycznych modeli marki. Rodzinny SUV płynie po drodze, jakby lewitował kilka centymetrów nad jezdnią, a sposób resorowania to najwyższa światowa klasa, przy czym zawieszenie najlepiej sprawdzi się na autostradzie, co potwierdziła dobitnie nasza letnia wyprawa na południe Europy. Żeby nie być gołosłownym, daliśmy mu też szansę, na górskich odcinkach regionu Trentino, tam jednak DS 7 przekonał nas do tego, że po to jedzie się na wakacje, żeby podziwiać widoki i cieszyć się przebywaniem w pięknych miejscach, a nie po to, by robić czasówki na alpejskich przełęczach. Francuski SUV jest niczym jacht na spokojnych wodach Adriatyku. Zapewnia bajeczny komfort podróżowania, ale nie wystąpicie nim w regatach.

        Ekologicznie, logicznie

        Pod maską DS7 Crossback znalazł się znany już z innych modeli Citroena i Peugeota hybrydowy układ napędowy, w którego skład wchodzą benzynowy motor o pojemności 1,6 litra i mocy 200 KM oraz dwa silniki elektryczne (pierwszy przy skrzyni biegów, drugi na tylnej osi). Łącznie zespół napędowy generuje 300 KM i 520 Nm momentu obrotowego i połączono do z 8-biegową, automatyczną skrzynią biegów, która zmienia przełożenia tak delikatnie i aksamitnie, że mogłaby samodzielnie pracować w salonie masażu relaksacyjnego. Mocy i momentu obrotowego nie brakuje, a samochód rozpędza się sprawnie praktycznie z każdej prędkości i obrotów. Przyspieszenie do 100 km/h i trwa 5,9 sekundy i jest to wynik godny hothatcha. Nie kupicie go jednak po to, by się nim ścigać. Tu przede wszystkim ma być komfortowo i przyjemnie. Motor brzmi dobrze, ładnie wkręca się na obroty i dodatkowo został świetnie wyciszony. Nie brakuje mu elastyczności i z gracją napędza ponad półtoratonowe nadwozie. Skrzynia biegów zmienia przełożenia praktycznie niezauważalnie. Auto wyposażone zostało także w system DS Connected Pilot, który przejmuje prowadzenie podczas jazdy autostradą, utrzymując się w pasie ruchu i zachowując bezpieczną odległość od poprzedzającego pojazdu.

        DS7 Crossback jest hybrydą Plug-In, czyli można go ładować z gniazdka lub stacji ładowania w dowolnym momencie podróży. Akumulator pozwala na przejechanie około 50 km w trybie zeroemisyjnym, co bardzo podobało się mieszkańcom małych, włoskich miasteczek. Brak spalin z naszej strony chętnie odwzajemniali uśmiechami i kciukiem kierowanym ku górze. Możliwość jazdy w trybie elektrycznym była dla nas czymś bardzo ważnym, bo przecież przejeżdżaliśmy dosłownie pod oknami i przez podwórka miejscowej ludności, która akurat na południu Włoch jest bardzo przywiązana do ekologii.

        Rzymska przygoda

        Będąc przejazdem w Rzymie nie uniknęliśmy jednak kontaktu z miejscowym światkiem przestępczym. Otóż w nocy, kiedy śniliśmy o kolejnych miejscach, które odwiedzimy, doszło do próby włamania do naszego auta. Sprawcy próbowali wybić tylną, boczną szybę, by dostać się do wnętrza. Uderzeń było 5, lecz szyba nie poddała się i napastnicy odstąpili od dalszych prób. Okazało się także, że 3 inne auta na parkingu zostały tej nocy okradzione. DS 7 Crossback w wersji Ligne Noire ma podwójne szyby z powłoką termiczną i zapewne to uratowało nas przed utratą bagaży. Dziękujemy Ci „Deesie”!

        Prawie 2 tygodnie w podróży pokazały nam, że projektanci DS7 Crossback stworzyli pojazd o przepięknej powierzchowności, bogatym, miłym w dotyku i pachnącym skórą wnętrzu, połyskującym kryształami osadzonymi w luksusowych przełącznikach. Auto potrafi fantastycznie ukoić nerwy otaczającym luksusem i sprawić, że nawet najdłuższy korek na autostradzie stanie się przyczynkiem do spędzenia miłego czasu z rodziną i przyjaciółmi, a jego wyrafinowany styl świetnie koresponduje z malowniczymi krajobrazami południowej Europy.

        Grammarly wspiera ofiary wojny w Ukrainie

          Ukraiński portal po wybuchu wojny między Rosją a Ukrainą postanowił przekazać wszystkie zyski ze sprzedaży swoich usług na Białorusi i w Rosji od 2014 r. do dziś na pomoc charytatywną dla Ukrainy.

          Grammarly to start-up, który został założony w 2009 r. przez trzech Ukraińców z Kijowa: Aleksa Shevchenko, Maksa Lytvyna i Dmytro Lidera. Obecnie centrala firmy mieści się w San Francisco (USA), a jej oddziały w Vancouver (Kanada), Nowym Jorku (USA) i Kijowie (Ukraina). Inicjalna wersja programu była oferowana poprzez udostępnienie online’owego edytora w modelu płatnej subskrypcji. Celem projektu była pomoc studentom w pisaniu tekstów po angielsku przez nauczenie ich budowania podstawowych bloków wypowiedzi w tym języku.

          Początkowe sukcesy zachęciły firmę do zatrudnienia w 2011 r. na stanowisku CEO Brada Hoovera, doświadczonego biznesmena, który przekształcił program we framework, co znacznie przyspieszyło rozwój projektu. Od 2013 r. można było z niego korzystać bezpośrednio z poziomu Microsoft Office, a od 2015 r. automatycznie korygować podstawowe błędy językowe i gramatyczne z poziomu różnych wyszukiwarek, takich jak Google Chrome, Firefox i Safari, co doprowadziło do prawdziwej eksplozji zainteresowania produktem. W 2016 r. program stał się powszechnie znany dzięki swoim niekwestionowanym możliwościom sprawdzania poprawności gramatycznej, a artykuły o nim pojawiły się na portalach LifeHacker i PC World. W2017 r. firma dostała od funduszy inwestycyjnych 110 mln dol. na rozwój, a w 2019 r. 90 mln, dzięki czemu jej program najpierw został wyposażony w wirtualną klawiaturę, z której można było korzystać na smartfonach z Androidem i iOS, a następnie w możliwość korygowania stylu wypowiedzi w artykułach, na blogach i w e-mailach od oficjalnego po przyjacielski, co zaczęli wysoko cenić użytkownicy. Od 2020 r. z programu mogą korzystać nie tylko indywidualni użytkownicy, lecz także korporacje, wykupując dla pracowników dostęp do Grammarly Business z opcją Docugami wspomagającą tworzenie dokumentów biznesowych. Wykorzystanie mechanizmów AI pozwala natomiast na korygowanie błędów w locie przez kliknięcie na jedną z podpowiedzi udostępnianych przez wirtualnego asystenta. Jest także dostępna wersja na iPada oraz z poziomu MS Word, Google Docs i Outlooka, a także LinkedIna. Zdaniem TechRadara jego wersja na Maca jest jedną z najlepszych aplikacji dla pracowników domowych na tę platformę. Z kolei deweloperzy aplikacji mogą wbudować do swoich produktów możliwość korzystania z Grammarly w celu automatycznego edytowania tekstu.

          Obecnie firma zatrudnia 90 osób, z których większość mieszka w San Francisco. Roczna subskrypcja programu w wersji premium kosztuje 144 dol. od osoby, ale przy różnych okazjach można korzystać z rozlicznych rabatów, które są oferowane od 2018 r. Wersja podstawowa, która sprawdza gramatykę, pisownię i interpunkcję, jest oferowana bezpłatnie. Wersja premium oferuje dodatkowo możliwość dostosowania stylu, przeróbki zdań, które są niezrozumiałe, oraz narzędzie antyplagiatowe.

          Niekwestionowane osiągnięcia

          Z programu korzysta obecnie ponad 20 mln płatnych subskrybentów, z czego 30 tys. to korporacje. Firma była zyskowna od samego początku, jej aktualna wartość jest szacowana na 4 mld dol., a majątek głównego udziałowca przekroczył już tę kwotę. Program początkowo miał wspierać wyłącznie studentów ukraińskich uczelni, ale szybko okazało się, że, w przeciwieństwie do uczelni zachodnich nie były one zbytnio zainteresowane płaceniem subskrypcji za jego używanie. Zmienił się także cel działania firmy. Obecnie nie wspiera już ona wyłącznie tych, którzy chcą się nauczyć lepiej pisać po angielsku, ale także tych, którzy używają tego języka w codziennym życiu. Liczba korzystających z aplikacji dziennie wzrosła z 1 mln w 2015 r. do 30 mln w 2020 r.

           

          Wojciech Gryciuk

          Car of the year Polska 2023

            Już ruszyła kolejna edycja konkursu Car of the Year Polska. W dniu 1 grudnia, a więc za kilka miesięcy, któryś z nowych modeli otrzyma zaszczytny tytuł „Car of the Year 2023”. Kto wybiera i na jakich zasadach? Zacznijmy od początku.

            Otóż w wielu krajach powstały już między redakcyjne konkursy motoryzacyjne wyłaniające jeden Samochód Roku. Tak też dzieje się u nas, i to już po raz czwarty. Car of the Year Polska jest jedynym w Polsce konkursem motoryzacyjnym niezależnym od importerów, w którym co roku wybierany jest tylko jeden samochód, a jurorami są doświadczeni dziennikarze motoryzacyjni zawodowo testujący i oceniający samochody. Jurorów jest 20, pochodzą z polskich redakcji motoryzacyjnych, ewentualnie są znanymi freelancerami.

            Przy ocenie samochodów branych jest pod uwagę wiele kryteriów, takich jak np. poziom zaawansowania technologicznego, funkcjonalność, ergonomia, właściwości jezdne, cena do wartości samochodu, design, teoretyczny poziom bezpieczeństwa, jakość wykonania, innowacje, za które chcemy i jesteśmy wstanie zapłacić. Jurorzy praktycznie przez okrągły rok testują samochody, przy czym proces ten nasila się od czerwca, a więc od chwili ukazania się prowizorycznej listy kandydatów. Poznawanie samochodów trwa do końca października. Na początku listopada w wyniku głosowania wybierana jest piątka aut nominowanych do końcowego etapu konkursu i z nich 1 grudnia wybierany jest Samochód Roku. Producent lub importer zwycięskiego auta będzie mógł się szczycić tytułem „Car of the Year Polska 2023” przez okrągły rok. Zwycięstwo daje importerowi pewne fory, przy tak silnej konkurencji, jaka dziś istnieje, wiele osób wybiera bowiem produkt wskazany przez grono profesjonalistów. Oczywiście pod warunkiem, że importer potrafi wykorzystać profity tej nominacji. Na prowizorycznej liście Car of the Year Polska 2023 znalazło się 38 samochodów. Gołym okiem widać, że crossovery i SUV-y nadal są w natarciu, natomiast topnieje oferta w zakresie normalnych aut segmentów B, C i D. Na tym nie koniec tendencji; mniej więcej co trzeci samochód to czysty elektryk, a pozostałe występują w wersjach zelektryfikowanych.

            Wojciech Sierpowski 

            Akademia GPW Growth

              W siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych 11 czerwca odbyła się kameralna uroczystość, którą prowadził Roman Młodkowski z telewizji Biznes24. Stanowiła ona podsumowanie trzeciej edycji Akademii GPW Growth.

              Jest to kompleksowy program szkoleniowy skierowany do managerów, wspierający ich rozwój w zakresie zarówno kompetencji osobistych, umiejętności zarządzania zespołem, zmianą, jak i pozyskiwania finansowania dla prowadzonej działalności. Celem programu jest wspieranie rozwoju małych i średnich firm w oparciu o zidentyfikowane potrzeby przedsiębiorstw. W ramach projektu odbywają się spotkania z ekspertami i praktykami biznesu, warsztaty, a także case studies. Program jest adresowany do prezesów, członków zarządów i dyrektorów odpowiedzialnych za realizację kluczowych celów w firmach. Udział w nim pozwala nabyć kompetencje, które w przyszłości mogą pomóc firmom w debiucie na warszawskim parkiecie.

              – Unikalność programu polega na tym, że oprócz typowych wykładów organizowanych przez wykładowców EY Academy of Business, czyli naszego partnera merytorycznego, obejmuje też warsztaty prowadzone przez praktyków biznesowych – informuje Maciej Bombol, dyrektor Działu Rynku Pierwotnego GPW. – Ważny element stanowią spotkania z ekspertami z najwyższej półki, przedsiębiorcami, którzy odnieśli sukces w swojej branży ,zarządzający firmami wartymi miliardy czy setki milionów złotych. Przekazują słuchaczom wiedzę na temat tego, w jaki sposób tworzyli biznes i jak nim zarządzają. Mówią o wyzwaniach i problemach, jak również o tym, w jaki sposób osiągnęli sukces. Wydaje mi się, że jest to największa wartość tych spotkań, które nazywamy „Godziną z ekspertem”.

              – W tej edycji wzięli udział przedstawiciele bardzo różnorodnych branż i firm, m.in. dużej piekarni, start-upów czy drukarni – dodaje Ewa Opolska z EY Academy od Business. – Było to fantastyczne, ponieważ uczestnicy mogli się wymieniać doświadczeniami, a jednocześnie uzmysławiać sobie, że pewne problemy wszyscy mamy takie same, tylko inaczej sobie z nimi radzimy. Oczywiście, problemy bywają specyficzne, zależnie od tego, czy firmy prowadzą produkcję, czy świadczą usługi. Natomiast wszyscy managerowie zawsze pełnią funkcję liderów. Pewne zachowania zarządcze powinny być takie same niezależnie od branży. Często słyszę od swoich klientów: „Jesteśmy bardzo specyficzni”. Ale potem, kiedy wchodzimy w głąb i określony problem rozważamy szczegółowo, nagle się okazuje, że pewne rozwiązania – oczywiście po adaptacji – można zastosować w zupełnie innej branży.

              Atrakcyjny program Akademii GPW Growth odpowiada na oczekiwania i potrzeby przedstawicieli różnych sektorów gospodarki. W tym miejscu warto oddać głos uczestnikom Akademii Growth:

              – Podejście tutaj zaprezentowane, ze strony biznesu, było bardzo ciekawym elementem uzupełniającym wiedzę prawniczą – mówi Agnieszka Wiszowaty z Kancelarii Kurek, Wójcik i Partnerzy.

              – Kurs pokazywał, jak zarządzać projektami i zespołem, jak wykorzystywać te zasoby i jak wyznaczać cele. Prawnicy często wspierają zarządy spółek, więc dla mnie jest to komplementarna wiedza, którą będę mogła wykorzystać w praktyce, lepiej doradzając naszym klientom w tego typu projektach.

              – Z tych dziesięciu sesji kilka uważam za najistotniejsze, ale nie dlatego, że były po prostu najciekawsze, ale z powodu moich zainteresowań – stwierdza Łukasz Piela, prezes zarządu E-KIOSK SA. – Trochę mniej interesowała mnie tematyka dotycząca komunikowania się z rynkiem czy relacji inwestorskich, ale za to zapamiętam na długo wykład Ewy Opolskiej na temat wartości, które ma przedstawiać leader w organizacji. Z mojej perspektywy inspirujące były zajęcia, które traktowały o marketingu. Dowiedziałem się sporo zaskakujących rzeczy, zaprezentowano kilka interesujących case’ów. Najciekawsze były jednak spotkania z przedstawicielami biznesu, bo takie spotkania poszerzają horyzonty.

              – Dzięki spotkaniom w GPW zobaczyłem, w jak różny sposób można realizować projekty – podkreśla Andrzej Zalega, prezes PZN Sp. z o.o. – Zyskałem inspirację, chociażby po to, żeby trochę mniej konserwatywnie spojrzeć na swój biznes. – Inwestycja w relacje z ludźmi, w dodatku okraszona wiedzą, to bardzo dobry pomysł – mówi Włodzimierz Hrymniak z EkoEnergetyki Polski SA. – Cieszy mnie możliwość follow up w postaci uczestnictwa w klubie, w którym będziemy się dalej spotykać. Uczestnicy trzeciej edycji nie mają wątpliwości, że uczestnictwo w GPW Growth to 10 wartościowych weekendów. Akademia ma już 70 absolwentów, kolejna edycja rusza we wrześniu.

              Organizatorem Akademii jest GPW we współpracy z partnerami, wśród których znajdują się m.in.: Polski Fundusz Rozwoju, EY Academy of Business, Grabowski i Wspólnicy Kancelaria Radców Prawnych Sp. k., NBS Communications, CFA Society, Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych, Business Dialog, Polska Agencja Inwestycji i Handlu, Baker McKenzie, Klub Dyrektorów Finansowych „Dialog”. Honorowy patronat nad programem objęło Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

              Zegarek jako inwestycja

                Załamanie cen na wtórnym rynku luksusowych zegarków to nie tylko efekt pędzącej inflacji, spadku siły nabywczej i nastrojów konsumentów. Jest oznaką prawdziwej recesji, w którą bezwładnie osuwają się światowe gospodarki.

                A to stawia poważny znak zapytania nad teorią odporności dóbr luksusowych na kryzysy gospodarcze – wynika z najnowszej analizy firmy Bellini Market Research.

                – Czy luksus traci swój blask? Nie do końca. Ale w latach poprzedniego kryzysu (2007–2009), gdy wskaźnik Savigny Luxury Index (SLI) stracił 62 proc. swojej wartości, ceny akcji czołowych firm z sektora luksusu nie traciły na wartości. W tym roku sytuacja jest inna: wyceny akcji spadają, konsumenci wstrzymują wydatki, wyceny luksusu zmieniają trend, a stagnacja na rynkach azjatyckich (Chiny) i wojna w Ukrainie budzą panikę rynków. I być może nagły spadek cen legendarnego czasomierza Rolex czy Patek Philippe na rynku wtórnym jest właśnie potwierdzeniem niebezpiecznego załamania gospodarczego świata – stwierdza Robert Niczewski z Bellini Market Research.

                Luksusowe alternatywy

                Inflacja w Polsce i na świecie nie odpuszcza. W Polsce rosnące ceny żywności (średnio o 15 proc.), transportu (ponad 20 proc.), energii i gazu dla gospodarstw domowych (powyżej 50 proc.) bardzo mocno wpłynęły na nastroje konsumentów i ograniczyły konsumpcję. Sytuację potęgowała polityka banków utrzymujących przez długi czas twardą politykę depozytową (zarówno w Polsce, jak i w całej UE), która doprowadziła w końcówce 2021 r. do poszukiwania ciekawych alternatyw inwestycyjnych, m.in. na rynku nieruchomości, złota i… dóbr luksusowych, w tym zegarków. Rynek luksusowych czasomierzy bije rekordy cen i zainteresowania do maja 2022 r. W historii ostatnich 20 lat nie było jeszcze takiego wzrostu cen na rynku luksusowych czasomierzy (na rynku zarówno pierwotnym, jak i wtórnym) jak w okresie ostatnich dwóch lat (2020– 2022). To efekt nadpodaży pieniądza, ograniczonej produkcji, ogromnego zaufania do luksusowych marek i teorii efektu Veblena. Ceny czasomierzy na rynku wtórnym wystrzeliły do poziomów 300–400 proc. ceny detalicznej (katalogowej).

                Listy oczekujących

                W konsekwencji czołowe firmy (Watches of Switzerland, Richmond, LVHM) musiały wprowadzić listy oczekujących na niektóre produkty, a klienci gremialnie ustawiali się w kolejkach.

                Jak to ujął Brian Duffy, dyrektor firmy Watches of Switzerland, zapotrzebowanie konsumentów na marki o bardzo wysokim popycie, takie jak Rolex, Patek Philippe Audemars Piguet, nadal przekracza podaż, a inne marki luksusowych zegarków cieszą się wyjątkowo dużym popytem i sprzedażą. Popyt na luksusową biżuterię jest również bardzo wysoki. – Tak mogło się dziać tylko w sytuacji, gdy konsumenci darzyli zaufaniem i wierzyli w ponadczasową siłę i wartość marki Rolex, Patek Philippe czy Audemars Piquet – podkreślają autorzy raportu. I tak było do kwietnia 2022 r. Po czym nagle nastąpił krach. Chiny zmieniają trendy w ekonomii. Nagła zmiana i załamanie na rynku cen czasomierzy nastąpiły w tym samym momencie (kwiecień 2022 r.), gdy władze Chin wprowadziły (po raz kolejny) restrykcyjną politykę izolacji części obywateli (Szanghaj): nagle wzrosły obawy o powrót pandemii, trwa wojna w Ukrainie, skokowo wzrosła inflacja, a władze banków centralnych (ECB), chcąc skutecznie z nią walczyć, zaczęły podnosić stopy procentowe. Stopy procentowe powoli rosną, stanowiąc pozytywny sygnał dla oszczędności i emerytur, ale zły dla kredytów hipotecznych i pożyczek. Trend ten prawdopodobnie utrzyma się w nadchodzących miesiącach. Oczekuje się, że banki centralne podniosą kluczowe stopy procentowe i ograniczą masowe zakupy (nieruchomości, luksusu) w celu ograniczenia niebotycznie wysokiej inflacji.

                Czynniki emocjonalne

                Jednak gdy utrzymująca się (w Polsce już 13,9 proc.) inflacja nie wykazuje oznak spadku, wybór między podstawowymi potrzebami a potrzebami posiadania luksusu staje się prosty. Są też – być może ważniejsze – czynniki emocjonalne, takie jak strach przed nową epidemią COVID, wojna na kontynencie europejskim o skutkach globalnych, ograniczenia w podróżowaniu, które diametralnie zmieniają optykę konsumentów. I to wydaje się mieć przeważający wpływ na zachowanie konsumentów, którzy nagle ograniczyli wydatki, zaczęli wycofywać środki z funduszy inwestycyjnych (w Polsce odpływ z TFI to ponad 30 mld zł w 2022 r.), rynków akcji i powoli zmierzają w kierunku „bezpiecznych przystani”.

                Na reakcję banków komercyjnych nie trzeba było długo czekać… Na rynku pojawiły się coraz bardziej atrakcyjne oferty depozytów (w EU poziom 1,5– 2 proc., w Polsce 5 proc.). Czynniki te okazały się na tyle silne, że konsumenci (i inwestorzy) po raz pierwszy od lat dali wyraźny sygnał STOP rynkom luksusu. Załamania na rynku luksusu nie wyklucza Erwan Rambourg, szef działu analiz konsumenckich w banku HSBC, autor raportu o nadchodzącej recesji i zagrożeniach. W komentarzu z maja br. czytamy, że globalny rynek i załamanie gospodarcze w końcu uderzą w sprzedaż dóbr luksusowych. Recesja, silniejszy spadek cen akcji i przedłużający się konflikt w Ukrainie to główne zagrożenia, przed którymi stoją wysokiej klasy firmy konsumenckie.

                A kiedy konsumenci wstrzymują wydatki, spekulanci rynkowi nie mają rynku zbytu, ceny na rynkach wtórnych spadają i w końcu nieosiągalne modele czasomierzy znów pojawią się w witrynach sklepowych.

                Czy pęknie bańka?

                Czy sytuacja ta przerodzi się w pęknięcie bańki, krach na rynku luksusowych zegarków i całej kategorii dóbr luksusowych? Dane sprzedaży na rynku pierwotnym (w salonach) na to nie wskazują. Ale negatywny efekt może mieć zmiana sentymentu klientów w Chinach po załamaniu na lokalnym rynku nieruchomości (2021 r.), lockdown w części Chin czy odcięcie Rosji od luksusu w ramach sankcji. W poprzednich kryzysach, kiedy tradycyjne rynki (takie jak Europa) dotknięte były recesją, a sprzedaż luksusowych firm spadła, gospodarki wschodzące (Rosja, Chiny, Azja, Ameryka Łacińska) podtrzymywały sprzedaż produktów luksusowych. Tymczasem od kwietnia br. jesteśmy świadkami drugiego zjawiska – zmiany luksusowego krajobrazu. Ponowny lockdown części chińskich konsumentów, panika na rynkach azjatyckich i całkowite wyłączenie konsumentów rosyjskich z dostępu do rynków luksusu spowodowały nagły krach cen luksusowych zegarków na wtórnym rynku w skali dotychczas niespotykanej. Marki, które powszechnie uważane były za bezpieczniejsze od złota – Rolex, Patek Philippe, Audemars Piguet – nagle tracą na wycenie, a masowy popyt odchodzi w niepamięć w obliczu strachu o bezpieczną przyszłość i schronienie przed wojną, która może rozlać się na kolejne kraje Starego Kontynentu.

                – Rynek doświadcza bezprecedensowej zmienności spowodowanej zwiększonymi skutkami wielu czynników makroekonomicznych i geopolitycznych. Należą do nich wojna w Ukrainie, a także presja inflacyjna, która wpływa zarówno na naszą własną działalność, jak i na ogólne wydatki konsumenckie – powiedział Stefan Larsson, dyrektor generalny PVH, która jest właścicielem marek Tommy Hilfiger i Calvin Klein oraz licencjonuje marki Michael Kors i Kenneth Cole New York. Recesja zbliża się wielkimi krokami. Ceny dóbr i usług rosną rok do roku, a działania rządów i banków centralnych nie przynoszą efektów. Inflacja w Polsce (13,9 proc.), EU (7,4 proc.) czy Stanach Zjednoczonych (8,5 proc.) przybiera na sile. Poziomy te – najwyższe od wielu lat – rodzą uzasadnione obawy konsumentów o szybko topniejącą siłę nabywczą ich portfeli, gdzie podstawowe produkty powoli stają się dobrem luksusowym – podsumowuje raport Bellini Market Research.

                McKinsey szacuje, że sprzedaż używanych zegarków osiągnęła w 2019 r. 18 mld dol., a do 2025 r. może osiągnąć 30 mld dol. Wtórny rynek luksusowych zegarków stanowi dziś 1/3 całkowitej wartości rynku pierwotnego, a do 2025 r. będzie to 1/2 – wskazują analitycy firmy konsultingowej.

                Andrzej Mroziński

                Ważne Informacje

                Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

                Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

                Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

                Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

                XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

                XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

                Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

                Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

                Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

                Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

                III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

                Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...