.
Strona główna Blog Strona 114

Gdzie niebo styka się z ziemią czyli tête-à-tête z Jackiem Pałkiewiczem

    Dotychczas prezentowałem na łamach „Managera” relacje z moich podróży. W tym jednak roku przypada 50. rocznica działalności eksploracyjnej legendarnego podróżnika, Jacka Pałkiewicza. W tych okolicznościach nie mogłem sobie i wam odmówić spotkania z tym niezwykłym człowiekiem. Mam nadzieję, że to małe tête-à-tête z Jackiem będzie wstępem do prezentacji jego najbardziej fascynujących wypraw na łamach naszego pisma.

    „Chciał dotrzeć do miejsca, gdzie niebo styka się z ziemią, lecz horyzont odsuwał się, uciekał za przyczyną jakichś czarów…”. Drogi Jacku, marzycielu, zdobywco, przyjacielu! Czy ten chłopczyk podążający za horyzontem już jako dorosły mężczyzna tam dotarł, czy jest on z natury nieosiągalny? A może nie powinien być osiągalny dla nikogo?

    Ostatnio zdarzyło mi się wspomnieć „Małego Księcia”, bajkowe science fiction z enigmatyczną i wzruszającą opowieścią o chłopczyku przybyłym z odległej planety. Kiedy przeczytałem ją w dojrzałym okresie, pojąłem, że dzięki swej ponadczasowej uniwersalności ta zachwycająca baśniowym światem powiastka filozoficzna Antoine’a de Saint- Exupéry’ego jest adresowana nie tylko do dzieci, lecz także do dorosłych, którzy mają możliwość powrócić do krainy swego dzieciństwa. Dziś, kiedy nieoczekiwanie uświadomiłem sobie tymczasowość i bezbronność mojej egzystencji i ze zgrozą odkryłem, że moja barwna podróż dobiega końca, często wracam myślami do dzieciństwa. Śniłem wtedy o niezwykłych, tajemniczych i niedostępnych miejscach, i wszystko to osiągnąłem.

    Ci, którzy nie zdołali zrealizować swoich marzeń, usprawiedliwiają to faktem, że to i lepiej, bo w chwilach, kiedy zawodzi codzienność, człowiek chętnie ucieka w świat fantazji, snując marzenia o jakiejś „wyspie skarbów”, która nęci i rozpala wyobraźnię. Pozbawieni tego snu poczuliby się zawiedzeni w swojej podświadomości.

    „I’ve seen things you people wouldn’t believe… Attack ships on fire o, the shoulder of Orion… I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate”. Te słowa w jednej z końcowych sekwencji filmu „Blade Runner” wypowiada grany przez Rutgera Hauera Roy Batty. Ty w jednym z wywiadów powiedziałeś: „Żyłem bez granic, byłem naocznym świadkiem niezwykłych wydarzeń, spenetrowałem świat, którego już nie ma, poznałem ludzi, których nie sposób zapomnieć”. Brzmi podobnie, z tą różnicą, że Roy Batty to postać)kcyjna, android o niezwykłej wytrzymałości i woli przetrwania, a Jacek Pałkiewicz to prawdziwy twardziel z krwi i kości.

    Tu muszę uciec się do próżnej ilustracji. Swego czasu w Padwie byłem gościem żeńskiego Rotary Club, gdzie jedna z eleganckich pań wpierwszym rzędzie szepnęła do swojej przyjaciółki: „Ależ ten jegomość ma fantazję”. Nie ukrywam, że to mnie trochę ukłuło i od tamtej pory opowiadam tylko część mojego podróżniczego dorobku, tak jak to czynił prekursor epoki odkryć geograficznych Marco Polo, mój mentor. Wielu podejrzewało, że nigdy nie dotarł do Chin, i kiedy na łożu śmierci rodzina i przyjaciele błagali go o sprostowanie opowieści, „aby stał się bardziej wiarygodny”, odparł, że to zaledwie połowa tego, co widział na własne oczy w swojej długiej peregrynacji.

    Jesteś bez wątpienia człowiekiem silnym, który docierał do granic możliwości, ale miał na tyle rozsądku, by tych granic nie przekroczyć. Czy warto tak żyć? Jak wykrzesać z siebie tę chęć poznawania i jednocześnie jak ustrzec się przed tym krokiem, który może być ostatnim?

    Andrzej Stasiuk napisał, że podróżować znaczy żyć. A ja dodaję: żyć podwójnie, potrójnie, wielokrotnie. Dla mnie sens wojażowania polega na ożywieniu wyobraźni, umiejętności zdumienia i zachwytu, czyli na nieustannej zachłanności i fascynacji światem. Dodajmy do tego szczyptę niebezpieczeństwa związanego z przekraczaniem granic możliwości, a otrzymamy esencję mojego globtroterstwa. Taki koktajl uczuć przemienia zwykłe na pozór wydarzenie w prawdziwą przygodę. Przygodę życia. Fizyka kwantowa podpowiada, że jeśli poruszamy się powoli, kosmos wokół nas też będzie wędrować na zwolnionych obrotach; jeśli będziemy pędzić, czas się skurczy. W moim wieku chciałbym egzystować tak, jakby to był ostatni dzień mojego życia. Z pasją takiego stylu życia można się urodzić, ale można taki bakcyl połknąć też w dojrzałym wieku. Nie radzę jednak rzucać się na głębokie wody bez wcześniejszego doświadczenia. Rzemiosła podróżowania uczyłem się na własnych błędach, bo kiedyś nie było pomocnych publikacji. Nie improwizowałem, niczego nie pozostawiałem przypadkowi, sumiennie przygotowywałem się do wyjazdu. Bywało, że stawiając czoło zagrożeniom, musiałem balansować na wąskiej granicy między racjonalnym ryzykiem a realnym zagrożeniem, między odwagą a chłodną analizą. Wspomagał mnie przy tym bogaty bagaż doświadczeń zdobytych wśród piasków pustyni, tropikalnego lasu czy syberyjskiej tundry. Nie bez znaczenia były też intuicja i… instynkt.

    Mówisz o strachu jak o czymś naturalnym i w pełni się z tobą zgadzam. Ten strach potrafi jednak nas sparaliżować wtedy, kiedy powinniśmy działać, kiedy zmierzamy się nie tylko z naturą, lecz przede wszystkim z niegodziwością drugiego człowieka. Czy doświadczyłeś takich sytuacji? Czy wtedy należy przełamywać swoją niemoc, czy szukać innych rozwiązań?

    Spróbuję podzielić się skrótowym instruktażem. Na wstępie: wzbudź w sobie czujność na różne zagrożenia, nie kuś losu ani nie podkładaj się frajersko, nie bądź łatwym celem, nie sprzedaj łatwo skóry, demonstruj czujne spojrzenie i pewny siebie wyraz twarzy, nie ujawniaj lęku i bezradności, unieś wysoko głowę, wyprostuj sylwetkę i poruszaj się sprężystym krokiem. Zawsze głosiłem zasadę, że w chwili, gdy sytuacja staje się napięta, trzeba bezzwłocznie wycofać się lub uciekać ile sił w nogach. To nie jest tchórzostwo, małe, bezbronne zwierzę zawsze unika konfrontacji, ale pozbawione możliwości ucieczki walczy z pełną desperacją. My także. Lęk wyostrza zmysły i podnosi się ciśnienie krwi, organizm aplikuje wtedy sobie swoisty środek dopingujący – adrenalinę, która dodaje sił. Zatem walczymy w sposób maksymalnie zdeterminowany i destrukcyjny, aby wyrządzić jak największą krzywdę. Nieoczekiwana wściekła obrona połączona z kopaniem, drapaniem i gryzieniem będzie kompletnym zaskoczeniem dla nieprzygotowanego na opór napastnika. Często zrezygnuje on i oddali się albo moment jego rozproszonej uwagi stworzy ci szansę ucieczki. Niezwykle mocną broń stanowi wyćwiczony wcześniej gdzieś na osobności, rozdzierający, wydarty z piersi paraliżujący zmysły krzyk. Pozwala on uwolnić się od napięcia i odblokować obezwładnienie, a jednocześnie wzmóc agresję i spotęgować skuteczność walki. Taki mrożący krew w żyłach wrzask zwraca uwagę otoczenia i jest w stanie pokrzyżować zamysły złoczyńcy. Mówi się, że ma on na tyle piorunujący efekt, że „potrafi bez strachu przeprowadzić przez ciemne ulice”. Takie rzeczy ćwiczą studenci akademii teatralnych i pseudokibice piłkarscy. Bojowe, siejące postrach eksklamacje na musztrach wojskowych znamy z filmu „Full Metal Jacket”.

    Patrząc na twoją życiową drogę, można odnieść wrażenie, że jesteś prawdziwym twardzielem. Niedawno przeczytałem, że twoim zdaniem „feminizacja życia odebrała mężczyznom nie tylko spodnie, ale i poczucie pewności siebie, godność i siłę”. Jaki powinien być współczesny mężczyzna?

    Na nocnej szafce obok mojego łóżka często znajdują się podniszczone, dawno zapomniane lektury młodości. Wśród nich na Olimpie stawiam Jacka Londona. Z jego książek przyswoiłem determinację i hart ducha. Niektóre czytałem po kilka razy. Człowiek współczesnego świata, przywykły do wygód i dobrostanu, wydelikatniał, stracił pazury, gubi się przy pierwszej przeciwności losu. London stworzył ponadczasowy portret prawdziwego mężczyzny zmagającego się z przeciwnościami losu. W powieści o cechach autobiograficznych „Martin Eden” niezłomność i wytrwałość protagonisty w dążeniu do celu ma coś z gladiatora pośród stada eunuchów. Tę broń Edena, klucz dostępu do pokonywania własnych ograniczeń, posiada każdy przymuszony do ciężkiej próby człowiek. Wystarczą motywacja i nieugięta wiara w pokonanie przeszkody.

    Spojrzałem na twoje zdjęcie z jednego z ostatnich wywiadów i widzę twarz szczęśliwego i radosnego człowieka. Tę samą twarz widzę tu i teraz. Trudno uwierzyć, że obchodziłeś niedawno osiemdziesiąte urodziny. Jak w sobie zachować tę radość życia?

    Myślę, że to owoc mojego nieprzejednanego optymizmu, pasji życia i… wsparcia niebios.

    Twoje życiowe credo to „Życie daje każdemu tyle, ile sam ma odwagę sobie wziąć, a ja nie zamierzam zrezygnować z niczego, co mi się należy”. Zrezygnowałeś z czegoś czy wziąłeś z życia tyle, ile chciałeś? Na co masz jeszcze życiowy apetyt?

    Czuję się nad wyraz spełniony i niepomiernie uprzywilejowany, bo byłem reżyserem swojego życia. To wszystko, co przyjdzie mi jeszcze posiąść, to będzie już optional.

    Zwykle jesteś kojarzony z niesamowitymi podróżami. Mam nadzieję, że przy okazji kolejnych rozmów opowiesz o tych najbardziej niezwykłych. Dzisiaj wskaż tylko tę jedną podróż, która okazała się dla ciebie najtrudniejsza. Wymiar trudności pozostawiam twojemu wyborowi, bo nie musi to być trudność czysto fizyczna.

    To nie jest proste, bo wypraw ekstremalnych było sporo i każda miała inny charakter. Najbardziej karkołomna była prawdopodobnie „Trans Borneo”, od brzegu do brzegu przez wyspę Dajaków, łowców głów, w skrajnie surowym i niegościnnym środowisku lasu tropikalnego.

    A Jacek Pałkiewicz jako odkrywca? Z czego jesteś najbardziej dumny?

    Bez wątpienia z odkrycia źródła Amazonki, które od dawna było przedmiotem niekończących się spekulacji i sporów o charakterze akademickim. W dzieciństwie było mi trochę żal, że nie urodziłem się w epoce epickich odkryć geograficznych i nie miałem szans doświadczyć tego, co przeżywali David Livingstone, Alexander von Humboldt czy im podobni. Okazało się, że stanowiące przedmiot kultu mapy geograficzne z napisem: „Relief Data Incomplete” jeszcze istniały. Że było jeszcze miejsce na poszukiwania, co jest poza horyzontem. Nasza naukowa ekspedycja rozwiązała tę zagadkę. Dziś na Górze Quehuisha, w Andach na południu Peru stoi obelisk z tablicą upamiętniającą to odkrycie.

    Cieszę się, że to wspomniałeś, jak bowiem pamiętasz i ja odegrałem swoją rolę w ufundowaniu tego obelisku… Jesteś też uznanym dziennikarzem. Pracowałeś dla prestiżowego „Corriere della Sera” w czasach, kiedy było to marzenie chyba wszystkich włoskich dziennikarzy. Jak oceniasz współczesne polskie dziennikarstwo? Czy nie uważasz, że jesteśmy zalewani masą bezsensownych informacji i nierzetelnych opinii, a odpowiedzialność za słowo jest często na poziomie bruku? Masz jakieś rady dla współczesnych dziennikarzy?

    Minęło już wiele lat, kiedy żurnalistyka, która niegdyś mnie oczarowała, zaczęła wzbudzać niesmak. Wtedy zrozumiałem, że się starzeję. Poczułem się jak wiekowy wikariusz, który podejrzewa, że stracił wiarę, ale nie wyjawi tego swoim parafianom. Wziąłem się za dziennikarstwo równo pół wieku temu, jeszcze w heroicznych dla niego czasach, dopóki nie zostało okaleczone przez telewizję. Profesja, autentyczna misja, przynosiła powszechny szacunek. Wszystko wydawało się magicznie krystaliczne, dopóki 30 lat temu nie zauroczyła nas rewolucja cyfrowa i zrodzona z niej era Internetu z witrynami informacyjnymi, sieciami społecznościowymi i newsletterami. Tradycyjne pismactwo zostało wtedy dogłębnie wstrząśnięte. Dziś dzięki nowym, o ogromnym potencjale środkom masowego przekazu wszyscy mogą rozpowszechniać – i to w czasie realnym – doniesienia, nieraz wartościowe, innym razem wynoszące na ołtarz rynsztokowe śmieci. Zwłaszcza w sieciach społecznościowych, gdzie trudno odróżnić fałsz od prawdy, gdzie obiektywność często staje się opcjonalna. Dla młodych dziennikarzy mam tylko jedną radę: weryfikujcie trzy razy źródło, dbajcie o wnikliwe spostrzeżenia i przekazujcie rzetelne wiadomości.

    Podróżnik, odkrywca, dziennikarz, ale też uważny obserwator i myśliciel. Z jakimi głównymi wyzwaniami przyjdzie zmierzyć się ludzkości w najbliższych dziesięcioleciach?

    Po szalonych globalnych przemianach, które zmieniły oblicze Ziemi, dotknęła nas deprymująca niestabilność. Stary Kontynent, swego czasu uważany za pępek świata, przestał wierzyć w swoje wartości i tradycje. Jeszcze do przedwczoraj byłem przekonany, że głównym zadaniem ludzkości jest i będzie walka o uratowanie Ziemi, naszego domu. Wczoraj spadła na nas pandemia i nikt nie wie, jak długo będzie mutować i zbierać tragiczne żniwo. Nie zdążyliśmy wyjść z niej, a dotknęła nas niebywała skala zbrodni Putinowskiej machiny wojennej. Co będzie jutro? To wielka niewiadoma.

    Czy współczesny świat ma liderów, którzy potrafią stawić czoło tym wyzwaniom?

    Niestety, nie ma dzisiaj przywódców, którzy daliby taką nadzieję. Jestem rozczarowany i zaniepokojony ich niezdolnością do podjęcia znaczących kroków w obliczu poważnego kryzysu cywilizacyjnego, kiedy życie na Ziemi jest zagrożone. Rządy europejskie, zdominowane przez łatwe populizmy i kryzysy gospodarcze, też przestały myśleć o wspólnym rozwiązaniu problemów i skupiły się wyłącznie na swoich interesach wyborczych. Światowi przywódcy zajmują się tylko swoimi problemami i rywalizacją o prymat. Jesteśmy świadkami największej bitwy o panowanie nad światowym nieładem.

    Czy demokracja i tzw. wolny świat mają szansę na przetrwanie, a może nawet na poszerzenie wpływów w świecie, w którym jest tak wielu tyranów i obłąkanych żądzą władzy i bogactwa władców?

    Przykład Putina pokazuje wyraźnie, że wolny świat staje się bezsilny wobec przemocy barbarzyńskich terrorystów.

    Są jeszcze setki ważnych pytań, które chciałbym ci zadać. Na dzisiaj jeszcze jedno, ostatnie. Jaką poradę dałbyś młodym ludziom, którzy poszukują swojej drogi i niebawem zaczną wkraczać w czas, kiedy będą musieli wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, lecz także za innych, za planetę i za to, co zostawią kolejnym pokoleniom?

    Młodzi trzeciego tysiąclecia są elastyczni, dynamiczni, otwarci na różnorodność i zmiany. Nie mają jednak zaufania do polityki, żyją w ekonomicznej niepewności, zepchnięci w kąt przez gerontokrację. To zniechęca i nie ułatwia zaangażowania w cokolwiek. Co do rady, to nawiążę do Grand Tour, kiedy Włochy, konsekrowana świątynia cywilizacji zachodniej, stały się niemal obowiązkowym etapem edukacji latorośli z zamożnych rodzin. Nieliczni uprzywilejowani zyskiwali tam światowe obycie, poszerzali horyzonty myślowe i zdobywali formację intelektualną dla przyszłej działalności publicznej. Dzisiaj podróże są dostępne dla wszystkich. Moi synowie zaczęli latać samolotem, zanim siusiali do nocnika. Jestem z nich dumny. Nawet ich nie skarciłem, kiedy w Polsce przewrotnie wykrzykiwali „kulwa”, doskonale wiedząc, że to nie zakręt, ale córa Koryntu. Należą do wyrosłego z globalizacji otwartego społeczeństwa, posiadają dwa obywatelstwa, mówią w kilku językach. Dziś mieszkają w Szanghaju i czują się jak w domu zarówno w rodzinnym Bassano del Grappa, jak i w Warszawie czy w dalekiej Azji. Nie noszą w sobie wirusa nacjonalizmu, zostali zaszczepieni przeciwko wszelkim szowinistycznym postawom. Właśnie do ich pokolenia będzie należeć świat.

    Pytanie ostatnie: co w planach?

    Wkrótce ukaże się poradnik „Wojna u progu”. Armia Władimira Putina dopuszcza się zbrodni i różnych prowokacji. Nic dziwnego, że rośnie strach przed pożogą wojenną o wymiarze totalnym. Nie wiemy co się może wydarzyć jutro, pojutrze. Lepiej być przygotowanym i nie dać się zaskoczyć.

     

    Jacek Pałkiewicz
    Pisarz, eksplorator, twórca survivalu w Europie. Zlokalizował źródło Amazonki, przepłynął samotnie Atlantyk łodzią ratunkową. Obywatel świata i jego odkrywca. Autor bestsellerowych książek, m.in. „Dubaj” i „Palkiewicz.com”. Inspiruje dwa pokolenia polskich podróżników. Jego reportaże były publikowane w licznych prestiżowych magazynach europejskich (www.palkiewicz.com).


    Z Jackiem Pałkiewiczem rozmawiał Adam Dariusz Maciejewski

    fot.: Archiwum Adama Dariusza Maciejewskiego

    Pałac na szynach

      Kolej przeżywa renesans, bo pociąg można łatwo eksploatować z wykorzystaniem energii odnawialnej. Projektant Thierry Gaugain przedstawił swoją wizję luksusowego prywatnego pociągu.

      W Azji, Japonii, Korei Południowej i Chinach zespoły pracują nad swoją wizją pociągów, które są szybsze niż samoloty komercyjne, podczas gdy w Europie sieć pociągów nocnych jest rozważana jako alternatywa dla podróży lotniczych. Francuski projektant Thierry Gaugain przedstawił teraz swoją wizję prywatnego luksusowego pociągu – G-Train – który ma podróżować po świecie jako pałac na szynach.

      Prywatne pociągi były kiedyś popularne wśród monarchów, polityków i innych potentatów. Teraz pociąg może stać się kontynentalną alternatywą dla superjachtów. Gaugain jest znany między innymi z projektu 80-metrowego jachtu „Venus” opracowanego z Philippe’em Starckiem, współzałożycielem Apple Steve’a Jobsa. – Ten pociąg jest przeznaczony dla jednego właściciela – powiedział Thierry Gaugain. – Chodzi nie tylko o transport, lecz także o podróż. Nieważne, jak szybko można dostać się z punktu A do punktu B. To pociąg jest celem podróży. Chodzi o mądre wykorzystanie czasu, ponieważ czas jest jedynym skarbem, jaki mamy.

      Więcej niż renderowanie

      Pociąg o długości 400 metrów składa się z 14 wagonów. Zewnętrzna powłoka wykonana jest ze szkła, które może zmieniać się od nieprzejrzystego do całkowicie przezroczystego. Cały skład może pomieścić tylko około 18 gości i podróżować z umiarkowaną prędkością 100 mil na godzinę po szynach w Ameryce i Europie. Eksperci, tacy jak szwajcarski konstruktor pociągów Stadler, producent szkła Saint-Gobain i brytyjska firma inżynierska Eckersley O’Callaghan, zapewniają, że ta koncepcja jest realna.

      Technologia pociągu jest złożona, ponieważ nie ma określonego kraju użytkowania, a technologia musi być w stanie poradzić sobie z wieloma systemami torów i sterowania. W razie potrzeby pociąg może podzielić się w środku i obie części mogą jechać niezależnie od siebie. Pośrodku pociągu znajduje się swoista sień prowadząca do jego głównej części mieszkalnej z kwaterą właściciela. Dalej znajduje się strefa rozrywki i część dla gości, pokój socjalny i wreszcie wspaniały Wielki Salon, specjalnie zaprojektowany na przyjęcia. W pozycji stojącej część ścian bocznych można złożyć, następnie przedziały powiększane są o zewnętrzne tarasy.

      Thierry Gaugain uważa, że pociągi nie są przedmiotami z przeszłości. „Spotykają się z teraźniejszością. Nie ma nic bardziej zrównoważonego niż pociągi, jeśli chodzi o podróżowanie”. Projektant szacuje koszt takiego cacka na około 350 mln dol. – czas budowy powinien wynosić dwa i pół roku.

      Luksusowy pociąg na bocznicy?

      Na ile realistyczny jest ten projekt? W czasach, gdy celebruje się turystykę kosmiczną, ogromne koszty nie powinny odstraszać. Jednak trudno sobie wyobrazić rzeczywiste zastosowanie. Jacht związany jest z morzami, wybrzeżami i wielkimi rzekami. Z kolei sieć kolejowa łączy wszystkie większe miasta. Jednak część idyllicznych tras kolejowych jest bardzo ograniczona. Sieć kolejowa po prostu nie jest przystosowana do tego, aby prywatne pociągi mogły zaparkować na kilka dni w najpiękniejszym miejscu. A kto chce poznawać świat z bocznicy?

      Multipotencjalność w świecie polityki i biznesu

        Multipotencjalność jako pojęcie towarzyszy nam niemal od 50 lat i pojawia się w najróżniejszych kontekstach. Od prac badawczych na temat rozwoju młodzieży (Ronald H. Frederickson i John Watson Murray Rothney, „Rozpoznawanie i wspomaganie młodzieży multipotencjalnej”, 1972 r.) do wystąpień na konferencjach TED (Emily Wapnick, 2015 r.). Co tak naprawdę oznacza to pojęcie i jak odnosi się do pozornie wąskiej sfery zawodowej, jaką jest public affairs czy lobbing?

        Multipotencjalność to zdolność do szybkiej adaptacji w nowych dziedzinach zawodowych, swoista wszechstronność działania i umiejętność syntezy wiedzy z różnych obszarów. Rewolucja cyfrowa, która rozpoczęła się w połowie XX w., nie zwalnia tempa i odsłania przed nami coraz to nowsze zdobycze ludzkiego intelektu – od sieci społecznościowych, które agregują interesy wielkich grup społecznych, przez automatyzację przemysłu do wykorzystywania big data do optymalizacji procesów biznesowych czy rozwoju algorytmów AI, które definiują odbierane przez nas treści. Prędkość, z którą wytwarzana jest nowa wiedza, jak również ilość otaczających nas zewsząd informacji nieuchronnie prowadzą do wniosku, że niektóre zawody będą miały wpisane w swoje DNA właśnie multipotencjalność. Jedną z tych dziedzin jest public affairs (PA).

        Public affairs

        Jest to branża nierzadko owiana mgłą tajemnicy. Wszak wszędzie, gdzie stykają się światy polityki oraz biznesu , rodzą się skojarzenia o negatywnym zabarwieniu. Lata 90. i proces formowania się państwa prawa w Polsce jest tu nie bez znaczenia w kontekście wizerunku branży. Tymczasem public a0airs sprowadza się w swojej istocie do reprezentowania interesów danego podmiotu czy danej grupy i ich obrony w najróżniejszych wymiarach. Transparentna komunikacja interesów firmy wobec otoczenia interesariuszy jest jednym z podstawowych założeń strategicznej komunikacji korporacyjnej. Na przykład prawo w demokratycznym procesie tworzone jest z udziałem zainteresowanych stron, których dotyka, przez konsultacje społeczne organizowane w trakcie procesu legislacyjnego. Rozumienie procesów legislacyjnych, umiejętność analizy złożonej sytuacji politycznej, odpowiednia interpretacja przekazów medialnych, synteza wiedzy i przekładanie nierzadko specjalistycznego języka na czytelne przekazy to tylko niektóre z całego spektrum umiejętności współczesnych specjalistów ds. public affairs. Są one spójne z wyróżnikami multipotencjalności, takimi jak umiejętność szybkiego uczenia się, myślenie syntetyczne, adaptacja, myślenie kontekstowe, entuzjazm, otwartość na nowość i różnorodność.

        Na dwóch biegunach

        Rola specjalistów public affairs w organizacji jest niezwykle ważna i dwukierunkowa. Po pierwsze, interpretują otaczające firmę procesy polityczne i ich potencjalny wpływ na biznes, a po drugie, komunikują na zewnątrz postulaty firmy, zarówno bezpośrednio w kontaktach z przedstawicielami administracji publicznej, jak i pośrednio przez organizacje, takie jak np. izby gospodarcze. Można w pewien sposób porównać rolę ekspertów PA do tłumaczy, którzy tłumaczą i interpretują język polityki dla biznesu i odwrotnie. Już tak generalne tło zawodu może dać poczucie, że profesja ta wymaga wielu umiejętności, które ciągle ewoluują i się zmieniają. Tak faktycznie jest, choć na przeciwnym biegunie istniej koncepcja divera (nurka). Amerykańska pisarka i terapeutka Barbara Sher wskazuje, że jest to przeciwieństwo osobowości multipotencjalnej. Nurek (diver) zainteresowany jest jedną dziedziną, w której nierzadko osiąga poziom mistrzowski. W sferze public a0airs i lobbingu oba te modele funkcjonują bardzo dobrze w kontekście rozwoju umiejętności. Spotkać możemy wysoce wyspecjalizowanych ekspertów, którzy działają wyłącznie w jednej dziedzinie i osiągają w niej najwyższy poziom wtajemniczenia, np. logistyka, FMCG, przemysł, gospodarka cyfrowa, sektor (nansowy. Jednakże multipotencjaliści to stratedzy o szerszym spektrum działania, którzy doskonale odnajdują się na wielu odcinkach zawodowych public affairs. Umiejętnie zmieniają swoje role, dopasowując się do wymogów sytuacji.

        Nowa rzeczywistość

        Ostatnie dwa lata są okresem niezwykłych turbulencji na całym świecie. Wydarzenia związane z pandemią, a następnie wojną w Ukrainie przeformułowały naszą rzeczywistość w wielu wymiarach. Specjaliści od każdego rodzaju komunikacji (w tym korporacyjnej) musieli działać w warunkach permanentnego kryzysu i nauczyć się adaptować do zmieniającej się sytuacji. Każdy z nas świadomie kształtując swoją ścieżkę rozwoju i kariery, podejmuje decyzje również na poziomie makro – czy kierujemy się w stronę specjalizacji, czy właśnie multipotencjalności. Nierzadko wybory te są wynikiem naszych nieświadomych działań i decyzji. Warto wtedy jednak na moment zatrzymać się i spróbować zastanowić, którą ścieżką podążamy. Kultywując ducha rozwoju, w 2021 r. na terenie klubu biznesowego Trend House uruchomiono akademię lobbingu International Public Affairs Academy, której trzecia edycja rusza we wrześniu 2022 r. Jej celem jest kształcenie i systematyzowanie wiedzy z zakresu public affairs oraz integracja społeczności
        specjalistów PA. Pomysł akademii spotkał się z dużym pozytywnym odbiorem społeczności public affairs, co pozwoliło na realizację tego pomysłu również w Czechach, a pod koniec 2022 r. do projektu dołączą kolejne kraje. Organizatorom przyświeca idea wszechstronnego wykształcenia. Wierzą, że wiedza z obszaru polityki, mediów, psychologii społecznej czy procesu legislacyjnego i mediów społecznościowych jest tak samo istotna dla ekspertów PA, profesji równie niezwykłej, co wszechstronnej.

         

        MICHAŁ LEKSIŃSKI
        Zawodowo związany z firmą CEC Group, gdzie jako Partner zajmuje się doradztwem strategicznym, public affairs i komunikacją kryzysową. Z wykształcenia politolog, absolwent czterech kierunków studiów podyplomowych: psychologii społecznej (SWPS), psychologii motywacji (SWPS), Szkoły Mistrzów Pióra (Collegium Civitas), Strategicznego Wywiadu Biznesowego (Akademia Koźmińskiego) oraz London School of PR (ZFRP). Twórca International Public Affairs Academy – unikatowej akademii lobbingu działającej w Polsce i Czechach.

        Uniwersalny dochód podstawowy?

          O dochodzie podstawowym oraz innych świadczeniach, ulgach i ułatwieniach wynikających z postępującej automatyzacji pracy ostatnio znów zrobiło się głośno. Mainstreamowe partie polityczne, przede wszystkim w Europie, coraz śmielej formułują postulaty opodatkowania maszyn czy czterodniowego tygodnia pracy. 

          Innym coraz popularniejszym, bardziej radykalnym, choć wcale nie nowym postulatem jest uniwersalny dochód podstawowy (Universal Basic Income – UBI). W Danii powstała właśnie Partia Syntetyczna, której program ma tworzyć sztuczna inteligencja, a jednym ze sztandarowych postulatów stał się właśnie uniwersalny dochód podstawowy. Obserwując rosnące zainteresowanie, ale i zaniepokojenie koncepcją UBI, postanowiliśmy z prof. Robertem E. Wrightem z American Institute for Economic Research napisać książkę, która rzetelnie przedstawi jasne i ciemne strony tej idei. Nasza książka „Debating Universal Basic Income”, która ukaże się niebawem nakładem wydawnictwa Palgrave, opisuje powody przyjęcia i odrzucenia UBI z różnych perspektyw naukowych i ideologicznych.

          Szwajcarzy byli na nie

          Co ciekawe, nawet gdy pandemia COVID-19 pochłaniała uwagę świata, UBI pozostał jednym z najszerzej dyskutowanych tematów politycznych na uniwersytetach, w think tankach i kręgach politycznych na całym świecie. Zainteresowanie UBI było na tyle duże, że doprowadziło do przeprowadzenia prób na małą skalę w krajach o tak różnych uwarunkowaniach, jak Kanada, Finlandia, Indie, Kenia i Namibia. Z dzisiejszej perspektywy wykładniczego rozwoju niektórych wschodzących technologii, takich jak chociażby sztuczna inteligencja, które walnie wpłyną na automatyzację pracy, a tym samym na otoczenie społeczno-gospodarcze, można ocenić, że to zainteresowanie UBI będzie się wyłącznie wzmagać. Jak mówi ekonomista Robert P. Murphy, „czy nam się to podoba, czy nie, ta kwestia nie zniknie”. UBI pozostaje przedmiotem debaty na przykład w Szwajcarii, mimo że wyborcy odrzucili UBI w referendum z czerwca 2016 r., które obiecywało wszystkim obywatelom Szwajcarii miesięczny dochód o wielkości ustalonej przez szwajcarski parlament. Uniwersalny lub bezwarunkowy dochód podstawowy, jak wskazują jego nazwy, pociąga za sobą dokonywanie przez rząd stałych (od pewnego wieku aż do śmierci), regularnych (miesięcznych lub częstszych) minimalnych lub założycielskich (podstawowych) wypłat pieniężnych (pieniędzy, nie w naturze) dla każdej (powszechnej, bezwarunkowej, a być może nawet niepodlegającej wypłacie) jednostki (nie rodziny), niezależnie od jej dochodów lub chęci czy zdolności do pracy.

          Likwidacja skrajnych nierówności

          Na przykład brytyjski program Citizen’s Basic Income Trust proponuje 63 funty tygodniowo dla pracujących dorosłych, ale tylko 40 funtów dla emerytów i młodych dorosłych nieuczących się, 50 funtów tygodniowo dla osób w wieku 20–24 lat i 20 funtów dla dzieci. Tej propozycji brytyjskiego Citizen’s Basic Income Trust nie należy mylić z istniejącym w Wielkiej Brytanii programem Universal Credit, który, jak na ironię, nie jest ani uniwersalny, ani o kredytach, ale stanowi dobry przykład tego, jak politycy mogą przehandlować treść za retorykę. Nasza książka koncentruje się na rzeczywistych politykach UBI, a nie na propozycjach czy sloganach, które wykorzystują to pojęcie, by zdobyć poparcie polityków lub ich partii. Aby zakwalifikować się jako UBI, polityka musi dokonywać: 1) powszechnych, 2) bezwarunkowych, 3) okresowych, 4) pieniężnych wypłat dla 5) wszystkich osób. Najbardziej prominentni zwolennicy UBI, członkowie Globalnej (a wcześniej Europejskiej) Sieci Dochodu Podstawowego (BIEN), twierdzą, że tylko wdrożenie wszystkich tych pięciu cech zapewni osiągnięcie ich głównego celu, czyli zminimalizowania ubóstwa i skrajnych nierówności dochodowych. Zwolennicy twierdzą również, że tak zdefiniowany UBI może mieć liczne dodatkowe korzyści, w tym zmniejszenie stresu, przestępczości i zmian klimatycznych, zwiększenie edukacji, przedsiębiorczości, zdrowia i niezależności kobiet. Zwolennicy obiecują również, że UBI łagodzi różne problemy polityczne, takie jak nierówność dochodów, bez zaostrzania innych problemów. UBI może również przyczynić się do uspokojenia nastrojów osób zaniepokojonych wpływem galopującej automatyzacji miejsca pracy na zatrudnienie i dochody.

          Obiecują zbyt wiele?

          Sceptycy ripostują, że niektórzy zwolennicy UBI obiecują zbyt wiele. UBI może wydawać się zbyt piękny, żeby był prawdziwy, jak „latający jednorożec, który robi tęcze”. Zapierający dech w piersiach entuzjazm zwolenników czasami wywołuje silne negatywne reakcje. Na przykład premier Nowej Zelandii John Key nazwał UB „szczekliwym szaleństwem”, a minister finansów Islandii określił go „całkowicie niedorzecznym”. My, jako autorzy, uważamy UBI za propozycję intrygującą, która ani nie jest w oczywisty sposób niedorzeczna (ma wiele zalet, które dostrzegali zarówno społecznie zorientowani, jak i prorynkowi ekonomiści i ekonomistki), ani bezsprzecznie korzystna (może, na przykład, przekształcić się w formę cyfrowej jałmużny). Zauważmy, że chociaż bezpośrednie koszty UBI można zaobserwować z pewną dokładnością, to koszty pośrednie i efekty uboczne mogą być trudne do przewidzenia i prawie niemożliwe do dokładnego zmierzenia. Choć prawdą jest, że „musimy dokonywać kluczowych, długoterminowych wyborów politycznych bez nadziei na to, że nawet po wielu dekadach będziemy wiedzieć, czy inne wybory okazałyby się lepsze”, przypuszczalnie nikt nie chce wdrażać polityki, zwłaszcza tak dużej zmiany jak UBI, chyba że osiągnie ona swój deklarowany cel, jakim jest zminimalizowanie ubóstwa i nierówności dochodowych bez tworzenia nowych problemów kompensacyjnych lub pogłębiania istniejących niesprawiedliwości społecznych. Dokładne zbadanie prawdopodobnych skutków dużych zmian, takich jak UBI, jest trudne, przypomina próbę wykonania rzutu wolnego do kosza z poruszającej się deskorolki (chociaż pomocna może się tutaj okazać właśnie predykcyjna moc sztucznej inteligencji). Poza wszystkim, zainteresowanie UBI jest po prostu zbyt szerokie, by je ignorować. Wyborcy, wyborczynie i decydenci muszą zmierzyć się z UBI, aby ludzkość nie popełniła kolejnego poważnego błędu, wdrażając kosztowną politykę, która nie osiąga swoich celów, lub nie wdrażając polityki, która mogłaby pomóc niezliczonym ludziom, bogatym i biednym, rozkwitnąć jak nigdy dotąd.

          Przyczepa świątynią życia

            Wyobraź sobie, że jedziesz na kemping z kompaktową przyczepką. Parkowanie i manewrowanie nie stanowią żadnego problemu, ale gdy tylko dotrzesz na swoje stanowisko, sąsiedzi się gapią: przekręcasz kluczyk, a kamper w ciągu kilku sekund rozwija się w mieszkalną świątynię.

            Gwiazdą tegorocznego Suisse Caravan Salon był francuski producent przyczep kempingowych Beauer. Ludzie ustawili się w kolejce, aby zajrzeć do cudu na wystawie, który zawiera dwa pokoje, prysznic i łazienkę. Pokazano im model 3X, 4-osobowy kamper o powierzchni mieszkalnej 12 metrów kwadratowych, który składa się jak tetrapack. Część główna to opatentowany hydrauliczny system teleskopowy, który rozkłada dwa moduły z przodu i z tyłu i w krótkim czasie potroi przestrzeń mieszkalną. W pozycji złożonej kanapa i łóżko są zagnieżdżone, po rozłożeniu same wstają. Kiedy jest się w drodze, przyczepa zajmuje tyle samo miejsca, co zwykły samochód. Zmniejsza to opór wiatru i poprawia trzymanie się drogi.

            A co do wyposażenia: Beauer 3XPlus oferuje komfort przestronnej przyczepy stacjonarnej, dając pełne 28 metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej. Przestrzeń wystarcza do spania, jedzenia, odpoczynku i higieny dla sześciu osób. W kuchni jest 230-litrowa lodówka, a można nawet zainstalować zmywarkę. Kabina dwuosobowa z garderobą oddziela dwie duże sypialnie. Po złożeniu tej podłogi, tak naprawdę nikt nie będzie mógł wejść, ponieważ drzwi i okno dosłownie znikają. Oznacza to, że można odpocząć na pobliskiej plaży lub cieszyć się wycieczką krajoznawczą, nie martwiąc się o włamywaczy.

            Huawei wdraża system Nature Guardian w polskiej części Puszczy Białowieskiej, aby chronić bioróżnorodność

            Sztuczna inteligencjia Huawei nasłuchuje odgłosów zwierząt w Puszczy Białowieskiej w trybie online (zasięg do 7 km)

            Rozwiązanie zainstalowane na terenie Puszczy Białowieskiej, obszarze znajdującym się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, składa się z 70 urządzeń offline o nazwie AudioMoth Edge oraz 3 urządzeń Guardian, które tworzą system czujników akustycznych rejestrujących odgłosy przyrody, w tym wokalizacje różnych gatunków. Zebrane dane są następnie przesyłane do platformy chmurowej w celu analizy przez sztuczną inteligencję.

            Urządzenia AudioMoth Edge to zaawansowane rejestratory dźwięku o pełnym spektrum, które wychwytują zarówno częstotliwości słyszalne, jak i ultradźwiękowe, które są automatycznie zapisywane na kartach SD w formie nieskompresowanej. Urządzenia Guardian, w pełni zasilane energią słoneczną, mają wbudowane mikro-odbiorniki i anteny do przesyłania danych audio do chmury za pośrednictwem sieci GSM, co pozwala na monitorowanie aktywności dzikich zwierząt w czasie rzeczywistym. Połączone technologie tworzą inteligentny system, który umożliwia znacznie efektywniejszą ochronę unikalnych obszarów przyrodniczych, takich jak Puszcza Białowieska.

            Technologia na ratunek przyrodzie

            – W ramach projektu stworzonego wspólnie z Huawei zespół biologów eko-akustycznych z Rainforest Connection i specjalistów z Białowieskiego Parku Narodowego przez najbliższych kilkanaście miesięcy będzie opracowywał raport analizujący bioróżnorodność na tym terenie. Wyciągnięte wnioski i spostrzeżenia zostaną wykorzystane do zaprojektowania skutecznych i precyzyjnych działań ochronnych rzadkich gatunków, które występują na terenie puszczy. Jesteśmy dumni, że po realizacji projektów m.in. na Kostaryce, Filipinach, Grecji i Austrii ten innowacyjny program możemy realizować w Polsce, w okolicach Białowieży – powiedział Ryszard Hordyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska.

            Puszcza Białowieska to jeden z ostatnich w Europie lasów naturalnych, na którego terenie działalność człowieka była bardzo ograniczona, więc zachował on w wielu miejscach cechy lasu pierwotnego.  Obszar 1 500 km2 naturalnej zieleni, położony przy granicy z Białorusią, stanowi dom dla kilkunastu tysięcy gatunków zwierząt i roślin, wśród których wymienić można żubra europejskiego, rysia euroazjatyckiego czy też ponad tysiąc różnych gatunków roślin. To jeden z pierwszych parków narodowych na świecie, który od 1978 r. mieści się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, a od 2010 r. należy do spisu ostoi ptaków IBA, przez co rozumie się miejsca wyróżniające się z otoczenia tym, że występują tam ptaki szczególnie cenne.

            – Puszcza Białowieska to niewątpliwie jedno za najistotniejszych centrów bioróżnorodności w Polsce, gdzie wyraźnie widoczne są niesamowite powiązania i relacje tworzące się pomiędzy różnymi gatunkami. Znamy już tysiące wielorakich gatunków występujących na tym terenie, ale nadal natrafiamy na zupełnie wyjątkowe lub endemiczne gatunki, o których nie mamy jeszcze wystarczających danych. Cieszy nas, że to właśnie w Białowieskim Parku po raz pierwszy w Polsce zostaną wykorzystane takie systemy Huawei, które pozwolą nam monitorować te, niezbadane jeszcze w pełni, zasoby dzikiej przyrody – powiedział Mateusz Szymura, przedstawiciel Białowieskiego Parku Narodowego.

            Realizacja projektu w Puszczy Białowieskiej była możliwa dzięki wieloletniej inicjatywie na rzecz włączenia cyfrowego Huawei TECH4ALL. Projekt zakłada rozwój innowacyjnych rozwiązań technologicznych z różnymi globalnymi partnerami, by pokonywać alarmujące wyzwania w czterech domenach: środowisko, edukacja, opieka zdrowotna i rozwój.

            Huawei globalnie podjął już wcześniej szereg współprac na rzecz przyrody w ramach ogólnoświatowej inicjatywy TECH4ALL. Dzięki temu w Austrii sztuczna inteligencja bada już wpływ zmian klimatycznych na różnorodność gatunków ptaków czy płazów w ekosystemie mokradeł nad Jeziorem Nezyderskim. Zaś na Filipinach i w Malezji na terenach Palawan i Sarawak rozwiązania Nature Guardian pomagają chronić tamtejsze lasy deszczowe przed nielegalnym wyrębem, wykrywając dźwięki pił łańcuchowych i ciężarówek oraz wysyłając w czasie rzeczywistym powiadomienia do strażników za pomocą aplikacji na telefon. W Parku Narodowym Nahuelbuta w Chile system Nature Guardian dostarcza z kolei dane do monitorowania krytycznie zagrożonego lisa Darwina, którego populacja szacowana jest już na mniej niż tysiąc osobników.

            Wojciech Gryciuk

            Luksus blisko natury

              Czasem wystarczy tak niewiele, by zaznać pełni relaksu. Spokój, wszechobecna natura, komfortowe wnętrza i dopieszczanie zmysłów – tworząc harmonie, czynią każdy pobyt w Hotelach SPA Dr Irena Eris luksusowym i niezapomnianym przeżyciem.

              Podczas podroży po Polsce można trafić na takie miejsca, w których wypoczynek sięga pięciu gwiazdek. To Hotele SPA Dr Irena Eris, których autorska koncepcja łączy przytulne wnętrza z relaksującymi zabiegami i świetna kuchnia. I to w trzech niezwykłych lokalizacjach – Polanicy-Zdroju, Krynicy-Zdroju i na Wzgórzach Dylewskich. Nie ma wielu takich miejsc na świecie. A już na pewno nie w Polsce. Mówi sie o nich „domy marki”, ponieważ ich oferta opiera sie na produktach i usługach jednego brandu. W tym przypadku – Dr Irena Eris. Trzy hotele o ciekawych, indywidualnych designach i komfortowych wnętrzach zostały połączone popisowymi elementami sygnowanymi jakością polskiej firmy kosmetycznej – programem autorskich zabiegów wykonywanych profesjonalnymi kosmetykami Dr Irena Eris Prosystem stworzonymi we własnym Centrum Naukowo-Badawczym i kosmetykami do pielęgnacji domowej Dr Irena Eris Prosystem Home Care, które pozwalają przedłużyć efekty kuracji w zaciszu pokojów hotelowych, a później własnej łazienki.

              Wspólne motto wszystkich Hoteli SPA Dr Irena Eris brzmi: „Luksus blisko natury”, podkreślając tym samym zalety tych miejsc. Krynickie zdroje, mazurskie wyżyny czy kłodzkie kotliny pozwalają na wypoczynek w wydaniu zarówno aktywnym, jak i leniwym. Przyroda koi nerwy, obsługa SPA regeneruje ciało, a szef kuchni rozpieszcza podniebienia i żołądki swoich gości. Wszystko oczywiście na najwyższym, pięciogwiazdkowym poziomie oraz z najwyższej jakości serwisem.

              Hotelowe Centra SPA tworzą idealne warunki do odprężenia i odnowy biologicznej, opierając sie na kojącym działaniu wody i profesjonalnych zabiegach. Kompleksy składają sie z basenów z atrakcjami wodnymi, zespołów saun, wewnętrznych i zewnętrznych jacuzzi, stref relaksu z podgrzewanymi leżakami oraz sal przyległych do fitnessu, ćwiczeń typu cardio czy siłowni, w których można pracować nad ciałem i kondycja. Oddająca sie w ręce wyszkolonych kosmetyczek, kosmetologów i fizjoterapeutów, goście mogą rozwiązać każdy problem natury zdrowotno-estetycznej, otrzymać fachową poradę i spersonalizowany plan pielęgnacyjny do wprowadzenia w życie po powrocie do domu. Można także po prostu zrelaksować sie podczas masaży, których jest tu bez liku. Do wyboru są zarówno te orientalne – masaż tajski, balijski, ajurwedyjski połączony z aromaterapia – jak i klasyczne.

              Restauracje hotelowe serwują zdrowe Eris Tasty Stories już od pięciu lat. Ten unikatowy projekt kulinarny ma za zadanie przybliżyć gościom idee slow food i pozwala poznać najlepszej jakości produkty z miejscowych gospodarstw oraz pełnych pasji ludzi, od rolników i ogrodników począwszy, na kucharzach skończywszy. Wszystko to dowodzi, jak ważne dla marki Dr Irena Eris jest poszanowanie dziedzictwa kulinarnego regionu oraz wspieranie wartościowych inicjatyw lokalnych.

              Szeroki zakres oferty Hoteli SPA zapewnia holistyczne podejście do piękna, pozwala w atmosferze relaksu i pełnego komfortu skoncentrować sie na swoich dania, opierające sie na lokalnych składnikach i założeniach zbilansowanej diety. Ich szefowie współpracują z małymi, okolicznymi wytwórcami zdrowej żywności, czego odzwierciedleniem jest cykliczne wydarzenie organizowane przez Hotele SPA pod nazwa Dr Irena potrzebach, a przy okazji, albo przede wszystkim, spędzić wartościowy czas ze sobą w gronie przyjaciół albo rodziny. Taki pobyt wypełniony pozytywnymi doznaniami zapewni zastrzyk dobrej energii na długi czas.

               

              MAZDA CX-60, czyli „Halo, jestem premium!”

              Mazda planuje do kwietnia 2023 sprzedać w Europie 190 tysięcy pojazdów, a jeśli poprawi się dostępność modeli, kolejnym targetem jest 200 tysięcy. Z pewnością duży popyt zanotuje najnowszy SUV CX-60, który tylko w Polsce, w okresie od marca do sierpnia, zamówiony został już przez 1135 klientów.

              tekst: Michał Garbaczuk

              Po pierwszej statycznej prezentacji nie mogłem się doczekać jazd testowych nową Mazdą CX-60. Dziś coraz rzadziej mi się to zdarza, ale w przypadku japońskiego SUV-a ciekawość była tak wielka, że gdy wreszcie zadzwonił telefon, nie mogłem odmówić. Mazda od lat znana jest ze swojego wyjątkowego podejścia do motoryzacji oraz tego, że gdy inni podporządkowują się trendom, Japończycy odważnie kroczą pod prąd, pozostając wiernym swoim zasadom.

              Nie inaczej jest w przypadku modelu CX-60. Zupełnie nowa platforma podłogowa przygotowana zastała bowiem dla klasycznego, tylnego napędu i zostanie wykorzystana w kolejnych modelach. Zastosowanie silnika umieszczonego wzdłużnie sprawiło, że auto charakteryzuje się długą maską,  zaś kabina została mocno przesunięta do tyłu. Auto prezentuje się więc bardzo dynamicznie, ale także niezwykle proporcjonalnie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że CX-60 jest najładniejszą Mazdą przynajmniej od dekady. Dopełnieniem sylwetki są oczywiście duże, 20-calowe koła, szczelnie wypełniające nadkola.

              Salonowy sznyt

              Nowa Mazda faktycznie może się podobać i świadczyć o tym może ponad 1100 zamówień od klientów z Polski, którzy widzieli to auto jedynie na zdjęciach. Zostaną jednak wynagrodzeni, ponieważ po otwarciu drzwi japoński producent przenosi pasażerów w mistyczny świat filozofii rodem z kraju kwitnącej wiśni. Opisując wnętrze Mazdy CX-60 można by w zasadzie ograniczyć się do kilku krótkich równoważników zdań w stylu: czysty obłęd, niespotykana jakość i wzorowa ergonomia. To auto jest spełnieniem marzeń o SUV-ie idealnym i to pod wieloma względami. Jakość materiałów użytych do wykończenia kabiny wręcz poraża, a dbałość o detale widoczna jest szczególnie, gdy wsiądziemy do auta w specyfikacji Takumi. Biała skóra foteli, jasne drewno, polerowane na lustro aluminium i wykończenie deski rozdzielczej materiałem przypominającym czerpany papier, używany do produkcji ścian w tradycyjnych japońskich domach, wraz z dodatkowym wykończeniem delikatną nitką, łączącą dwa płaty materiału, to pomysł tak bardzo działający na zmysł estetyki, że już samym tym projektem Mazda powinna zostać oficjalnie i z honorami przyjęta do segmentu premium.

              Zarówno w sferze wizualnej, jak i organoleptycznej nie ma się do czego przyczepić, a pozycja za kierownicą jest wzorowa. I tu mała dygresja: jeśli nie umiecie sami poprawnie ustawić fotela, Mazda zrobi to za Was! Tak, wystarczy uruchomić na ekranie specjalne menu, a fotel, kierownica i lusterka zostaną ustawione automatycznie, ale to nie wszystko! Mazda CX-60 ma funkcję personalizacji ustawień i zapamiętywania twarzy i zawsze, gdy zajmiecie miejsce za kierownicą, komputer wczyta zapisaną konfigurację! Jest premium? No jest premium!

              Klasyka jest premium

              Nowe multimedia zapewniają łączność bluetooth oraz Apple Carplay i Android Auto, a dostęp do wszystkich funkcji jest prosty i intuicyjny. Mazda nie bawi się w ukrywanie najprostszych funkcji w menu ekranowym i osobiście bardzo mi to odpowiada. Samochód ma być samochodem, a nie tabletem na kołach i jeśli chcę uruchomić chłodzenie foteli, to mam do tego fizyczny  przycisk, a jeśli najdzie mnie ochota na… to również dedykowany klawisz znajdę na desce rozdzielczej.

              Bagażnik jest duży i ustawny, a oparcia foteli składają się na płasko tworząc równą powierzchnię ładunkową lub sypialną (to tak na wypadek, gdyby komuś przyszła na myśl, by wybrać się Mazdą na camping. Auto można także skonfigurować z fabrycznym hakiem do ciągnięcia przyczepy lub przewożenia rowerów. CX-60 jest jednak wysokim autem i mocowanie jednośladów na dachu z pewnością nie należałoby do najprostszych czynności.

              Z hybrydą jej do twarzy

              Jazdy testowe odbywały się w malowniczych okolicach Dusseldorfu, Kolonii i Leverkusen. Od razu poczułem, że zawieszenie zostało skonfigurowane według niemieckich gustów, czyli komfortowo lecz sprężyście. Dzięki temu auto prowadzi się precyzyjnie i przewidywalnie i z pewnością spodoba się również większości polskich klientów. Trzeba jednak przyznać, że jeśli macie doświadczenia z modelem CX-5, to mniejszy SUV w porównaniu z CX-60 ma w sobie o wiele więcej francuskiego charakteru.

              Pod maską testowego egzemplarza znalazła się hybryda Plug-in o mocy 327 KM. To bardzo nowoczesna konstrukcja pozwalająca pokonać nawet 65 km w trybie bezemisyjnym, a silnik elektryczny jest w stanie napędzać auto do prędkości 140 km/h, zachowując przy tym przyzwoitą dynamikę (silnik elektryczny generuje moc 170 KM). Na ponad 130-kilometrowej trasie komputer pokładowy pokazał zużycie paliwa na poziomie 2,3 l/100 km oraz 18,3 kW/100 km. Wygląda więc na to, że pierwsze 100 km da się przejechać naprawdę oszczędnie, mimo iż trasa testowa prowadziła przez mocno pofałdowany teren.

              Dystans możliwy do pokonania na prądzie w zupełności wystarczy, by w mieście korzystać wyłącznie z silnika elektrycznego, a prędkość maksymalna 200 km/h wydaje się wystarczająca nawet jak na warunki dzisiejszej niemieckiej infrastruktury drogowej. W aucie jest przyjemnie cicho nawet w okolicach prędkości maksymalnej, a praca 8-stopniowej, automatycznej skrzyni biegów dorównuje najlepszym konstrukcjom na rynku, co jest kolejnym argumentem za tym, iż Mazda wykonała udane wejście do segmentu premium. To, co ważne z punktu widzenia użytkownika, to aksamitna wręcz zmiana przełożeń i tylko w trybie Sport poczujemy delikatne szarpnięcia imitujące pracę skrzyń sekwencyjnych. Co ciekawe, skrzynia biegów uczestniczy w napędzaniu auta również w trybie elektrycznym.

              Mazda znów doskonale odrobiła lekcje i pozostaje prymusem w dziedzinie projektowania samochodów dla ludzi. Nie dla efekciarskich popisów designerskich, ale właśnie dla ludzi. Dla kierowców, którzy chcą prowadzić auto, a nie być nim wiezionym. A to nie ostatnie słowo w kwestii rodzajów napędów dla modelu CX-60, bowiem już niedługo auto zadebiutuje z 6-cylindrowymi silnikami benzynowymi i diesla. I o to chodzi. Życzę sobie, by Mazda dalej szła pod prąd, nawet w przypadku, gdy już wszystko inne będzie wyłącznie na prąd.

              Ważne Informacje

              Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

              Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

              Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

              Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

              Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

              Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

              Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

              Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

              Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

              XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

              XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...