.
Strona główna Blog Strona 114

HIPPIE CAVIAR MOTEL – koncepcyjny kamper Renault

Hippie Caviar Motel – samochód koncepcyjny, zbudowany na bazie nowego, elektrycznego Renault Kangoo E-Tech, jest propozycją dla poszukiwaczy przygód i amatorów sportów, którzy nie wymagają od kampera nieograniczonej przestrzeni. W 100% elektryczny napęd został zaprojektowany z wykorzystaniem materiałów pochodzących z recyklingu.Premiera Hippie Caviar Motel odbędzie się 19 września br. podczas targów IAA Transportation w Hanowerze.

Hippie Caviar Hotel, zbudowany na bazie modelu Trafic, został zaprezentowany przez Renault w ubiegłym roku. Zrodził się on z marzeń o ucieczce od codzienności i podziwianiu przyrody w idyllicznym otoczeniu, z zachowaniem wszystkich wygód i usług pięciogwiazdkowego hotelu.

W następstwie przyjętej strategii w lipcu ubiegłego roku do sprzedaży trafiło Nowe Renault Trafic SpaceNomad, które jest pierwszą odpowiednio wyposażoną wersją, dostępną w gamie marki.

Obecnie Renault realizuje drugi etap strategii produktowej w zakresie samochodów rekreacyjnych – Hippie Caviar Motel, zbudowany na bazie nowego, elektrycznego Kangoo L2 E-Tech, jest prawdziwym, wszechstronnym i dynamicznym mobilnym schronieniem dla amatorów przygód oraz sportowców spragnionych przestrzeni i silnych wrażeń. Hippie Caviar Motel, zaprojektowany jako baza wypadowa, pozwala z łatwością przemieszczać się z miejsca na miejsce. Jego zasięg wynosić ma 285 km, a 30 minut ładowania akumulatora trakcyjnego wystarczy, aby odzyskać 170 km zasięgu.

Liczne pomysłowe schowki zapewniają miejsce na przechowywanie sprzętu sportowego zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz pojazdu. Zamontowane w dachu relingi umożliwiają transport nart, pozostawiając przy tym miejsce na dach panoramiczny imponujących rozmiarów, pozwalający – po przekształceniu kanapy w wygodne pojedyncze łóżko – cieszyć się widokiem gwiazd. Showcar Hippie Caviar Motel wpisuje się w strategię marki Renault ograniczania emisji dwutlenku węgla w całym cyklu życia pojazdu, dzięki podłodze i półkom wykonanym z korka i opon pochodzących z recyklingu oraz w 100% elektrycznemu napędowi.

Hippie Caviar Motel zostanie zaprezentowany 19 września br. na targach IAA Transportation w Hanowerze.

 

Grupa Kapitałowa Elemental Holding opublikowała raport ESG

Grupa Elemental Holding – jeden z globalnych liderów w recyklingu i zielonej produkcji strategicznych dla gospodarki metali – opublikowała raport zawierający kluczowe dane i wskaźniki dotyczące zrównoważonego rozwoju. Sprawozdanie, przygotowane zgodnie z międzynarodowymi standardami, obejmuje spółki operacyjne działające w Grupie.

Grupa Elemental Holding  specjalizuje się w odzysku metali szlachetnych, w tym platyny, palladu, złota, rodu i wielu innych. Działalność Grupy odbywa się w trzech segmentach biznesowych: recykling zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (WEEE), recykling obwodów drukowanych (PCB) oraz recykling zużytych katalizatorów (SAC). W skład Grupy wchodzą 42 podmioty zlokalizowane na całym świecie, w szczególności w Europie, w Stanach Zjednoczonych, na Bliskim Wschodzie oraz w Azji.

– Dostęp do informacji nt. zrównoważonego rozwoju – w tym wyzwań środowiskowych, klimatycznych i społecznych – jest dziś kluczem do świadomych decyzji inwestycyjnych. Dlatego w Elemental Holding przyjęliśmy obiektywne wskaźniki oraz transparentne metody pomiaru i wyceny ryzyk związanych z tymi obszarami. Opublikowany przez nas raport ESG jest podsumowaniem działań Grupy Elemental Holding w 2021 roku w kluczowych dla zrównoważonego rozwoju segmentach, jakimi są wyzwania środowiskowe (E), kwestie społeczne (S) oraz ład korporacyjny (G). W transparentny sposób pokazujemy nasz wpływ na klimat i rozwój społeczności lokalnych, dzielimy się szczegółowymi danymi na temat naszej organizacji, a także wprowadzonymi w ostatnich latach rozwiązaniami technologicznymi i wewnętrznymi regulacjami. Chcemy pokazać wszystkim interesariuszom ogromną rolę, jaką odgrywają spółki z naszej Grupy i cała branża w budowie nowoczesnej gospodarki, opartej o dostęp do pozyskiwanych w zrównoważony sposób metali – podkreśla Paweł Jarski, prezes Elemental Holding.

Zaprezentowany przez Grupę Elemental Holding raport obejmuje dane z 2021 roku i jest rozszerzeniem skonsolidowanego oświadczenia nt. informacji niefinansowych. W procesie jego tworzenia przeanalizowano dokumenty, polityki, procedury oraz inne dokumenty związane z działalnością Grupy, a także z branżą recyklingową. Wyliczono także, przy zachowaniu należytej staranności, wartości wskaźników jakościowych i ilościowych opisujących Grupę. W celu zachowania pełnej transparentności, kompleksowości i analitycznego układu danych, raport sporządzono w zgodzie z normami stosowanymi powszechnie w Unii Europejskiej. Standardem raportowania wykorzystanym w dokumencie są wytyczne Globalnej Inicjatywy Sprawozdawczej (GRI – Global Reporting Initiative), w oparciu o wybrane wskaźniki metodyki GRI Standards.

– W Elemental Holding działamy w ramach wielu odmiennych kręgów kulturowych i jurysdykcji. Jednak wartości, jakimi się kierujemy, i zasady, których przestrzegamy, są wspólne dla całej Grupy. Wierzymy w odpowiedzialność społeczną, wyrażaną poprzez poszanowanie praw człowieka i uprawnień pracowniczych oraz zaangażowanie w życie lokalnych społeczności. Podążamy za najnowocześniejszymi trendami technicznymi i zawsze poszukujemy rozwiązań, które są nie tylko korzystne biznesowo, ale też społecznie i środowiskowo. Skorzystaliśmy z ogromnych możliwości, jakie niósł za sobą dynamiczny rozwój gospodarczy Polski, integracja z Unią Europejską i nowe światowe trendy w ochronie środowiska. Kluczowe jest więc dla nas to, by skutecznie wdrażać w naszej organizacji zasady odpowiedzialności za środowisko – dodaje Paweł Jarski.

Raport Grupy Elemental Holding dostępny jest na stronie:

https://elemental-poland.biz/strona/raport-esg

***

Grupa Elemental Holding jest producentem strategicznych dla gospodarki surowców, pozyskiwanych w sposób zrównoważony i przyjazny dla środowiska, m.in. poprzez przetwarzanie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, katalizatorów, obwodów drukowanych oraz metali nieżelaznych. Grupa jest aktualnie obecna w 15 krajach świata na trzech kontynentach – w Europie, Azji i Ameryce Północnej

Ulubieniec w stylu eko

    Światowy pionier w dziedzinie elektromobilności dość późno zdecydował się zelektryfikować swojego bestsellera, ale poczynione zabiegi sprawiły, że mamy do czynienia z autem nie tylko oszczędnym, lecz także dynamicznym. 

    Nissan uzupełnił ofertę modelu Juke o odmianę hybrydową. Co ciekawe, silnik elektryczny nie pełni tu funkcji wspomagającej, ale priorytetową. Ten spalinowy z kolei wspomaga elektryka, będąc na przykład agregatem do ładowania akumulatora.

    Jak to działa?

    Samochód zawsze startuje na silniku elektrycznym i nawet 80 proc. jazdy po mieście odbywa się w trybie zeroemisyjnym. Zadaniem silnika spalinowego jest dogrzanie baterii i jej ładowanie. Zasięg w trybie elektrycznym to około 3 km. Zespół napędowy może pracować w trybie hybrydy równoległej i czerpać moc z dwóch silników lub w trybie hybrydy szeregowej, gdzie elektryk napędza koła, a motor spalinowy pracuje jako generator. Odzyskiwanie energii odbywa się w fazie zwalniania i hamowania, a technologia e-Pedal, znana zmodelu LEAF, pozwala wydajnie zarządzać energią. Różnica jest tylko taka, że LEAF zatrzymuje się do zera, a JUKE wyhamowuje tylko do prędkości pełzania 5 km/h. Tak sobie życzyli klienci.

    Już w salonach

    Z nowych rzeczy mamy nowy kolor Magnetic Blue, taki jak w modelu QASHQAI, nowy wzór grilla z czarną belką w górnej części. Nowe są wzory felg 17 cali (standard w wesji N-connecta) i 19 cali (standard w N-design i opcja w Tekna). Nowe jest także logo Nissan. Zmiany we wnętrzu to obrotomierz zastąpiony wskaźnikiem energii, plus wyświetlacz monitorujący tryb pracy układu hybrydowego, pojawił się przycisk wyboru energii oraz e-Pedal. Podświetlenie nastrojowe jest białe, ponadto z zewnątrz zauważymy przekonstruowane nadkola i spojler tylny, które poprawiły aerodynamikę. Auto mieliśmy okazję testować w terenie górzystym, a zużycie paliwa na poziomie 4,6 l/100 km (producent podaje średnie zużycie 5,0-5,2 l/100 km) pozwala na postawienie tezy, że w mieście może być jeszcze oszczędniej. Cena hybrydy startuje od kwoty 125 470 zł, ale na pierwszych klientów czeka niespodzianka w postaci limitowanej wersji Premiere Edition. To auto w specyfikacji N-connecta z wnętrzem jak w wersji Tekna za cenę 137 570 zł.

    Michał Garbaczuk

    Hubert Fronczak odpowiedzialny za działania public relations BMW Group w Polsce

    Z dniem 1 września 2022 r. Hubert Fronczak awansuje w strukturach BMW Group Polska i odpowiadać będzie za dział komunikacji korporacyjnej. Będzie także pełnić rolę rzecznika prasowego.

    Hubert Fronczak ma 15-letnie doświadczenie w public relations i marketingu. W BMW Group pracuje od 2016 roku, gdzie jako Product Communications Manager zarządzał komunikacją produktową obu marek koncernu – BMW oraz MINI. Teraz zakres jego odpowiedzialności powiększy się o komunikacje korporacyjną i działania public affairs.

    Wcześniej przez wiele lat związany z branżą marketingu sportowego, pracował przy projektach sponsoringowych dla marek z sektora energetycznego, spożywczego, finansowego i odzieżowego. Realizowane projekty były wielokrotnie nagradzane w branżowych konkursach, m.in Effie czy Złote Spinacze. Jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Głównej Handlowej.

    Katarzyna Gospodarek po 10 latach kierowania zespołem PR w BMW Group  zdecydowała na podjęcie nowych wyzwań zawodowych poza strukturami organizacji.

    Sytuacja Eurocast w obliczu wojny w Ukrainie

    Sytuacja związana z wojną w Ukrainie w znaczącym stopniu wpłynęła na firmę Eurocast, która swoją obecność na rynkach wschodnich miała już mocno ugruntowaną, handlując przez lata z Rosjanami, Ukraińcami czy z Białorusią. Mimo, że rynek rosyjski nie stanowił dużej części działalności spółki, to jednak jego wartość dynamicznie rosła, w związku z czym był obiecującą perspektywą. Konflikt w Ukrainie wywarł ogromny wpływ na firmę Eurocast również w kwestiach pracowniczych, ze względu na uciekających przed wojną uchodźców szukających w Polsce zatrudnienia – czy są oni szansą na nowych potencjalnych pracowników? Zarówno te, jak i inne kwestie dotyczące obecnej sytuacji firmy i planach jej dalszego rozwoju wyjaśnił Robert Rosicki, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy Eurocast.

     

    Wpływ pandemii na działalność Eurocast

    Wydawało się, że pandemia będzie miała bardzo duży wpływ na naszą spółkę, jednak należy przyznać, że na pewne czynniki mieliśmy wpływ i byliśmy w stanie odpowiednio zarządzać ryzykiem. Dużo pracy, która została wówczas włożona w zapewnienie bezpieczeństwa naszych pracowników i ciągłości funkcjonowania Eurocast oraz nasze poświęcenie sprawiło, że z pandemicznej sytuacji wyszliśmy obronną ręką.

    Wpływ wojny w Ukrainie na działalność Eurocast  

    Cała sytuacja wojenna w znacznym stopniu wpłynęła na działalność naszej Spółki, ponieważ na rynkach wschodnich budowaliśmy swoją obecność już od dłuższego czasu. Handel z Rosjanami, Ukraińcami czy z Białorusią to nie jest to samo, co biznes w Niemczech, Polsce, Skandynawii, czy nawet w USA, gdzie też sprzedajemy nasze produkty. Kultura prowadzenia biznesu jest wszędzie inna. To, co było jeszcze niedawno w Rosji, Białorusi czy na Ukrainie, my jako Polska znaliśmy z lat 90. i nie zdążyliśmy o tym zapomnieć. Wszystko działa z pewnego rodzaju opóźnieniem. Swoją obecność na rynku rosyjskim z biegiem czasu bardzo mocno zaznaczyliśmy, jednak wojna spowodowała, że wycofaliśmy się z niego w całości. Obecnie prawie niemożliwe jest handlowanie z Rosjanami, a jeżeli jest, to stanowi ogromne wyzwanie logistyczne, dlatego też podjęliśmy decyzję o wycofaniu się stamtąd.

    Udział rynku rosyjskiego w działalności firmy Eurocast

    Rynek rosyjski nie stanowił dużej części działalności naszej Spółki, jednak jego wartość systematycznie rosła, więc mogę zdecydowanie powiedzieć, że była to bardzo perspektywiczna część naszej działalności. Dynamika rozwoju była z pewnością większa niż w innych krajach. Niemniej jednak właściwie jednym ruchem zaprzestaliśmy handlu na kierunku wschodnim. Po pierwsze, z czysto ekonomiczno-logistycznego punktu widzenia, a po drugie nam, jako spółce, trudno jest się zgodzić z tym, żeby handlować z Rosją z powodów czysto moralnych. Jako firma musieliśmy podjąć ryzyko związane z wycofaniem się z rosyjskiego rynku, ale zrekompensowaliśmy to sobie z nawiązką, przede wszystkim poprzez rozwój oraz wykorzystywanie innych kanałów w wielu innych miejscach. Przesunęliśmy tę aktywność w stronę Europy Zachodniej oraz Ameryki Północnej.

    Udział rynku wewnętrznego i wpływ polskiej gospodarki na rozwój takiego biznesu jak produkcja folii

    Polski rynek był dla nas zawsze najważniejszy. Niegdyś ponad 60% naszych produktów było sprzedawane w Polsce. Pozostałe kierunki to Europa, a nawet Afryka Północna. Z biegiem lat i nowych inwestycji, nasz rodzimy rynek ujawnił swoje ograniczenia, w związku z czym musieliśmy zacząć szukać nowych kierunków sprzedaży, dlatego też jej struktura uległa zmianie. Obecnie jest zupełnie odwrotnie – blisko 60% to eksport, ogólnie rozumiany jako wywóz naszych towarów poza terytorium RP, a pozostałą część lokujemy w Polsce. Oczywiście nie oznacza to, że odpuściliśmy rodzimy rynek, tylko rozwinęliśmy się też poza granicami kraju. Na pewno łatwiej jest nam zarządzać ryzykiem rynku u siebie, bo tutaj wyrośliśmy jako firma, a tak naprawdę każdy z krajów ma swoje specyficzne niuanse, których poza Polską musimy się na bieżąco uczyć. Nie zawsze jesteśmy świadomi tego, co w innym kraju się dzieje, nie zawsze jesteśmy świadomi jak tamtejsza gospodarka wygląda, jak prognozować tamtejsze wolumeny, co z tamtejszymi klientami, co z ryzykiem kredytu kupieckiego. W Polsce jest nam jednak łatwiej ocenić specyfikę naszego rynku i jego uwarunkowań.

    Wpływ konfliktu w Ukrainie na działalność Eurocast

    Konflikt w Ukrainie wywarł duży wpływ na działalność zarówno naszej Spółki, jak i na cały sektor gospodarczy. Z jednej strony wprowadził dużą niepewność odnośnie tego, co będzie jutro oraz czy Polska będzie w stanie pomieścić wszystkich wojennych uchodźców. Jednak to się chyba stało i powoli, krok po kroku, zmierzamy ku nowemu punktowi zbilansowania. Oprócz wojennego ryzyka pojawiają się również nowe, a mianowicie co będzie z ceną surowców, energii, a nawet czy ta energia w ogóle będzie dostępna. My jako producent jesteśmy bardzo energochłonni, jak i cała nasza branża. Zużywamy dziesiątki tysięcy MWh rocznie, natomiast nie posiadamy własnych źródeł energii. Co prawda rozważamy rozpoczęcie projektu w tym temacie, ale z przyczyn oczywistych nie byliśmy w stanie prognozować jego efektywności. Pozostałe rozwiązania alternatywne, takie jak zielona energia, nie wchodziły do tej pory w grę. Z kolei fotowoltaika jest za mało efektywna na nasze potrzeby oraz zużycie, więc zapewne nie zagwarantowałaby nam bezpieczeństwa. Być może dobrą drogą na inwestycje w przyszłości mogłyby być wiatraki. Dużo zależy od tego, jak będą przebiegały prace legislacyjne na poziomie parlamentu, sejmowych komisji. Bez wątpienia będziemy zmuszeni przenieść zwiększone koszty energii na naszych klientów, a nasi klienci dalej na swoich  odbiorców, czyli na nas, konsumentów. Gdzie jest granica wytrzymałości? Na to pytanie chyba nikt nie jest w stanie odpowiedzieć.

    Obecna sytuacja pracownicza Spółki w kontekście napływu uchodźców wojennych – czy są oni szansą na nowych potencjalnych pracowników?

    Uchodźcy wojenni zdecydowanie są dla pracodawców szansą na uzupełnienie załogi o brakujących pracowników. Jak najbardziej uważam, że osoby z Ukrainy są pełnowartościowymi pracownikami, szczególnie ci, którzy planują zostać u nas na dłużej i posiadają doświadczenie z pracy w podobnych branżach. Wiele osób, które przyjechało na początku wojny, myślało o powrocie, dzisiaj natomiast widzimy jak wiele osób zostaje, co jest pozytywnym zjawiskiem z punktu widzenia planowania zasobów pracowniczych. Nadal borykamy się z wyzwaniem dostępności pracowników, w szczególności produkcyjnych lub operatorów wózków widłowych w magazynach. Zwłaszcza nasz region jest trudny – osobiście wiem, jaki jest poziom wynagrodzeń w Trójmieście i wiem, ile my musimy przeznaczyć na to, aby zachęcić do pracy w naszym regionie. Jednak podejmujemy liczne działania, sięgając coraz dalej i powoli zaczyna to przynosić pożądane efekty.

    Rozwój firmy, wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań

    Osobiście uważam, że zawsze jest dobry czas na rozwój. Jeśli przestaje się myśleć o innowacjach, o rozwoju oraz o byciu nowoczesnym, można przegapić moment i pozostać z tyłu. W naszej branży innowacje może nie są bardzo spektakularne, ale istnieją i są systematycznie wdrażane. Dzisiaj w dobie kryzysu gospodarczego i nadchodzącego kryzysu energetycznego, ślad węglowy, który do niedawna był jeszcze bardzo ważny, odchodzi nieco na drugi plan. Niemniej pracujemy nad kilkunastoma różnymi projektami badawczo-rozwojowymi, a nasz dział B+R raportuje nam o postępach. Chodzi zarówno o grubość folii, o jej wytrzymałość, jak i pewne właściwości, które umożliwią jej recyklowalność, czyli tzw. monofolie, które mogą zostać przerobione i powrócić znowu do obrotu, do produkcji. Pracujemy m.in. nad rozwiązaniami bazującymi na APET – są to projekty, nad którymi pracowaliśmy już od lat, jednak przyszła pandemia, w konsekwencji której pojawiło się zapotrzebowanie na inne rzeczy, czyli na dotychczas obowiązujące rozwiązania. Natomiast jako spółka nie zasypiamy, nie zwalniamy prac nad nowoczesnymi rozwiązaniami,  nowoczesną folią i technologią.

    Innowacyjność w Eurocast – czy wymuszają ją odbiorcy czy to jest raczej oddolna potrzeba?

    Jeśli chodzi o opakowania do żywności, bo o tym rynku mówimy, to trzeba by było zadać sobie pytanie kto ma wiodącą rolę w tworzeniu trendów. Bez wątpienia sieci handlowe, więc jeżeli mówimy o nich, swego czasu bardzo duży nacisk kładły na to, żeby wdrażać u siebie bardzo ekologiczne rozwiązania. Występowały do swoich dostawców, a dostawcy przychodzili do nas. Jednak nie zawsze ambitne plany sieci były możliwe do wdrożenia, ponieważ czasami na końcu okazywało się, że trzeba chociażby zmienić logistykę, aby danego produktu nie zabrakło, bądź żeby się nie przeterminował na sklepowych półkach.

    Wykorzystywanie recyklatu przez Eurocast  

    Kiedyś udział recyklatu był dużo większy. Dzisiaj przemiał jest zdecydowanie mniej dostępny i jest zdecydowanie droższy, szczególnie w porównaniu do surowca pierwotnego, tzw. virgin plastic. Inwestycje, które były poczynione przez kluczowych graczy na rynku recyklingu, jak i na rynku surowca oryginalnego, są niewystarczające dla swobodnej działalności rynku, więc patrząc na to, jak było, a jak jest, można powiedzieć, że swego czasu wykorzystywaliśmy dużo więcej recyklatu, z racji tego, że był po prostu bardziej dostępny i wyższej jakości.

    System depozytowy i jego znaczenie dla Spółki Eurocast

    System depozytowy bezpośrednio nie ma dla nas znaczenia, jednak pośrednio jak najbardziej. Butelka, na przykład PET, będzie poddanym recyklingowi  surowcem, w związku z czym system depozytowy na pewno spowoduje, że podaż odpadu dla recyklerów będzie dużo większa. Czy to się odbije automatycznie na podaży surowca dla takich producentów jak my, ciężko powiedzieć. Wydaje się, że tak. Tego oczekujemy.

    Kwestie związane z wielkogabarytowymi opakowaniami foliowymi, wykorzystywanymi np. do zabezpieczania dużych palet, i ich powrót do obiegu

    Jeśli chodzi o kwestie całkowitego powrotu do obiegu takich materiałów jak duże folie to trzeba przyznać, że chyba nikt do końca sobie z tym na świecie nie poradził. Specyfika materiałów, w które opakowywane są na przykład produkty segmentu agro, polega na tym, że te materiały już są wykonane z recyklatów, ponieważ w tym przypadku nie ma już obaw natury higienicznej, w związku z czym wysoka jakość nie jest tutaj aż tak istotna. Pozwala to na wykonywanie tych produktów po części z elementów już pochodzących z recyklingu. Niektóre kraje radzą sobie z takimi foliami opracowując specjalne technologie spalania. W Polsce spalarni odpadów komunalnych mamy jedynie kilka i to zdecydowanie nie jest wystarczająca liczba.

    Eurocast i plany ekspansji  

    Mamy kilka pomysłów akwizycyjnych, myślimy o ekspansji geograficznie i produktowo, jednak czy coś z tego wyjdzie, czas pokaże. Obecne czasy są jednak trochę niepewne i musimy to brać pod uwagę w naszych planach inwestycyjnych.

    Obecna sytuacja związana z brakiem surowców

    Obecnie nie borykamy się już z tak ogromnym brakiem surowców. Natura próżni nie znosi i po chwilowym zastoju na rynku surowcowym na rynku europejskim pojawiło się dużo importu z Dalekiego Wschodu, który nie jest droższy, a często nawet tańszy. Zaczęło się to bilansować. Oczywiście, kupno w ramach rynku europejskiego jest dużo łatwiejsze, ponieważ po pierwsze fabryki są blisko, więc wszystko w przeciągu kilku dni przyjeżdża samochodami. Natomiast jeżeli chodzi o daleki Wschód to materiały przypływają kontenerami, w związku z czym istnieje ryzyko, że na morzu towar może być kilka tygodni czy nawet miesięcy. Często też mamy ryzyko finansowe, ponieważ czasami trzeba za dany towar zapłacić z góry, w związku z czym pojawia się dodatkowe ryzyko, czy dostawca okaże się rzetelny lub czy surowiec będzie odpowiedniej jakości. Natomiast na rynku europejskim my wiemy, co to za surowiec, wiemy z jakich fabryk pochodzi. W kontekście całej gospodarki tworzyw sztucznych w ujęciu europejskim, ceny nadal są wysokie, natomiast są już stabilne i nie ma takich skoków. Wykreowała się nowa rzeczywistość z dość dużymi wolumenami, z towarami zaimportowanymi z dalekiego Wschodu.

    Nowa klasa w KLM

      Królewskie Holenderskie Linie Lotnicze KLM zapowiedziały, że już niebawem wprowadzą na rynek nową kabinę: Premium Comfort. Będzie to kabina pośrednia między klasą ekonomiczną a biznes, dostępna na lotach międzykontynentalnych, która zaoferuje podróżnym więcej przestrzeni, komfortu, prywatności i dodatkowych usług niż klasa ekonomiczna, ale w znacznie niższej cenie niż przelot w klasie biznes. 

      Dzięki stworzeniu tej nowej opcji KLM ma nadzieję sprostać oczekiwaniom swoich klientów, którzy poszukują więcej komfortu podczas podróży, ale w przystępnej cenie. Kabiny pośrednie to już znany koncept na rynku przewozów lotniczych, który cieszy się zainteresowaniem zarówno pasażerów podróżujących służbowo, jak i wśród osób w drodze na wakacje. W nowe kabiny zostaną wyposażone szerokokadłubowe samoloty we flocie KLM: Boeing 787-9 i Boeing 787-10 Dreamliner oraz Boeing 777-200 i 300, a w pierwszej kolejności Premium Comfort będzie dostępna na trasach do Ameryki Północnej.

      Premium Comfort

      Sprzedaż biletów ma ruszyć od końca lipca br. Stopniowo będzie też rósł wybór tras, na których będzie można podróżować w nowej klasie. Premium Comfort to zupełnie nowa klasa podróży, w osobnej kabinie, z nowym typem foteli i odrębną koncepcją serwisu pokładowego podczas lotów dalekiego zasięgu. Każda kabina zostanie wyposażona w 21–28 (w zależności od typu samolotu) nowoczesnych foteli, które zostały zaprojektowane przez Collins Aerospace we współpracy ze specjalistami z KLM. Poza eleganckim wyglądem nowy fotel jest szerszy, a jego oparcie odchyla się w znacznie większym stopniu w porównaniu z klasą ekonomiczną.

      Podróżni będą mieli do dyspozycji więcej przestrzeni na nogi, podnóżek i większy ekran oraz słuchawki z funkcją redukcji szumu, podobnie jak pasażerowie World Business Class. Linia zaplanowała też miły akcent, jakim jest dedykowany pasażerom klasy Premium Comfort zestaw akcesoriów podróżnych.

      Niebawem specjaliści z KLM Engineering & Maintenance na lotnisku Amsterdam Schiphol rozpoczną rekonfigurację kabin w samolotach Boeing 787-9 i 10 (Dreamliner) oraz Boeing 777-200 i 300.

      – Wkrótce oddamy do dyspozycji naszych klientów nową klasę Premium Comfort, wobec której mamy duże oczekiwania, w oparciu o szeroko zakrojone badania rynku. Oczekujemy, że Premium Comfort spełni życzenia zarówno pasażerów biznesowych, jak i osób podróżujących na urlop, wzmacniając jednocześnie pozycję KLM jako globalnego przewoźnika sieciowego oferującego atrakcyjny i zróżnicowany produkt pokładowy – od klasy ekonomicznej przez Premium Comfort po klasę biznes. Poprzez wprowadzenie nowej kabiny potwierdzamy też nasze partnerstwo z Delta Air Lines, Air France i Virgin Atlantic na trasach północnoatlantyckich, gdzie teraz dysponujemy wzajemnie korespondującymi klasami i produktami – powiedział Boet Kreiken, wiceprezes wykonawczy KLM ds. doświadczenia klienta.

      Odrębna koncepcja serwisu

      Na potrzeby nowej klasy Premium Comfort KLM stworzył odrębną koncepcję serwisu pokładowego. W zależności od czasu trwania lotu goście Premium Comfort na trasach międzykontynentalnych otrzymają jeden lub dwa posiłki na ciepło, w ramach których będą dostępne do wyboru dania mięsne, rybne i wegetariańskie. Po posiłku będą serwowane kawa, herbata, likier i lody. Serwis wzbogacą oferowane pomiędzy posiłkami różnorodne przekąski i koktajle, które w dużej mierze zostaną wybrane spośród najpopularniejszych pozycji w World Business Class. Z podobną starannością KLM dobiera naczynia i akcesoria do serwisu pokładowego w kabinie Premium Comfort. Większość zastawy, np. specjalne sztućce, miski i talerze, została wykonana z lekkiego polipropylenu i jest przeznaczona do wielokrotnego użytku. Natomiast akcesoria, które nie nadają się do wielokrotnego użycia, zostały wykonane z PEF – tworzywa opartego na surowcach roślinnych, które podlega całkowitemu przetworzeniu. Wszystkie elementy serwisu pokładowego zostały ponadto dokładnie ocenione w kontekście gospodarki o obiegu zamkniętym, pod względem wagi oraz walorów estetycznych. Poza komfortową kabiną na pokładzie samolotu pasażerowie klasy Premium Comfort doświadczą udogodnień również na lotnisku. Czekają na nich przywileje SkyPriority, w tym preferencyjna odprawa i pierwszeństwo w wejściu na pokład. Ponadto przelot w Premium Comfort uprawnia do zabrania większej ilości bagażu, która, podobnie jak w klasie biznes, obejmuje dwie sztuki bagażu rejestrowanego (do 23 kg każda) oraz dwie sztuki bagażu podręcznego plus akcesorium o łącznej wadze 18 kg.

      Andrzej Mroziński

      Trzy nawyki a cyberbezpieczeństwo

        Dbanie o codzienne cyberbezpieczeństwo rodziny czy firmy warto zacząć od siebie i wyrobienia w sobie pewnych nawyków. Technologiczne nawyki działające u nas to świetny start do edukacji rodziny czy zbudowania procesu, który będzie częścią rozwoju dowolnej spółki. Szczególnie że startowe nawyki są tylko trzy, a razem mają wielką moc.

        W 2012 r. Charles Duhigg, dziennikarz i pisarz z Nowego Jorku, wydał książkę „Siła nawyku”. Jak zauważa Duhigg: „Większość codziennie dokonywanych wyborów może się nam wydawać rezultatem dobrze przemyślanych decyzji, ale tak wcale nie jest. Są one nawykami. I choć każdy nawyk sam w sobie znaczy raczej niewiele, to jednak z czasem takie kwestie […], czy oszczędzamy, czy też wydajemy wszystkie zarobione pieniądze, jak często wykonujemy ćwiczenia fizyczne, jak porządkujemy własne myśli czy w jaki sposób pracujemy – mają potężny wpływ na nasze zdrowie, wydajność, bezpieczeństwo finansowe i poczucie szczęścia”. Także na nasze cyberbezpieczeństwo. Mimo ponad 400 stron książkę (dostępną także jako audiobook) czyta się szybko, dlatego gorąco ją polecam. Dowiemy się z niej, jak świadomie tworzyć nawyki, które przydadzą się nam w dbaniu o cyberbezpieczeństwo.

        Przygotowanie

        Na wstępie czas na inwentaryzację. Sporządź listę usług, w których przechowujesz dane zarówno te służbowe, jak i prywatne. Z pewnością korzystasz z usług, takich jak Gmail czy WP, Signal, Facebook, Twitter, WhatsApp. Pamiętaj też o swoim koncie na iCloudzie, jeżeli masz iPhone’a, albo w chmurze Samsunga, jeżeli masz telefon tego producenta. Trzymasz zdjęcia na Dropboksie lub w Gdrive? To też wpisz na listę. Drugi etap przygotowań zacznij od wizyty na stronie www.haveibeenpwned.com. W pole wyszukiwania wpisz każdy używany adres e-mail i sprawdź, skąd wyciekł twój login powiązany z hasłem. Nie chodzi o to, aby panikować. Warto zmienić hasło w danym serwisie i rozpocząć dbanie o „higienę haseł”.

        Nawyk: hasła

        Wróćmy do listy wszystkich kont. Czas na analizę miejsc, gdzie masz takie samo hasło. Wszędzie, gdzie hasło się powtarza – zmień je. Szczególnie jeśli do Facebooka i e-maila hasło jest to samo, „bo tak prościej”. W takim wypadku utrata konta w social mediach może się skończyć utratą dostępu do adresu e-mail, a w konsekwencji innych kont w social mediach. To także doskonała chwila, żeby zacząć używać managera haseł. Większość narzędzi jest płatna, ale w parze idą też zalety. Najważniejsza: zwykle wystarczy pamiętać jedno hasło do managera zamiast do każdego serwisu oddzielnie. Nawet jeśli wyciekną hasła z takiego katalogu, to są one niepowiązane z konkretnym kontem i zwykle dodatkowo szyfrowane. Wielką zaletą jest także możliwość dzielenia konta z kimś, czyli nie trzeba dziecku podawać hasła do Netfliksa, można je udostępnić w ramach aplikacji i wstrzymać udostępnianie w razie potrzeby. Przy hasłach niezwykle ważnym elementem jest włączenie wszędzie uwierzytelniania dwuskładnikowego. Czyli do zalogowania się do Facebooka czy e-maila potrzebny będzie też kod z aplikacji na telefonie lub SMS. Ciekawą alternatywą jest użycie klucza sprzętowego (np. YubiKey) albo aplikacji autoryzujących, takich jak Google Authenticator, Microsoft Authenticator czy Authy.

        Aktualizacje

        Wiele osób ochoczo zakleja swoje kamerki w komputerach w obawie przed szpiegowaniem. Co ciekawe, nie czyni tego w telefonach, gdzie kamery są dwie, a to częściej telefon towarzyszy nam w toalecie czy na spotkaniach towarzyskich. Zamiast myśleć, jak zakryć
        obiektywy w telefonie… pomyślmy o aktualizacjach oprogramowania. Jeśli to strach przed „tym, że coś się może zepsuć”, sprawia, że nie aktualizujesz systemu i programów na komputerze, znowu pomyśl o telefonie. W nim większość aplikacji aktualizuje się automatycznie w nocy. Oczywiście czasem pojawiają się problemy po aktualizacji. Jednak aktualizacje to nie tylko nowe ikony czy funkcje. Często to łatanie luk w bezpieczeństwie, przez które można dokonać ataku, który może skończyć się właśnie przejęciem kontroli nad kamerą w telefonie czy komputerze. Dlatego regularnie instaluj wszystkie aktualizacje na laptopa, komputer stacjonarny, telefon i tablet. Pamiętaj, żeby zaktualizować też wszystkie aplikacje. Ponadto jeśli z jakiegoś programu nie korzystasz od kilku miesięcy, to warto rozważyć jego odinstalowanie.

        Kopia bezpieczeństwa

        Dwa wcześniejsze nawyki wprowadzasz między innymi po to, aby chronić swoje dane, takie jak zdjęcia z wyjazdów, ważne dokumenty czy ich skany. Trzymanie ich tylko na dysku laptopa czy w pamięci telefonu to nie jest dobry pomysł. Dlatego źródła takie jak dysk czy pamięć telefonu powinny mieć backup, np. w chmurze. Zdjęcia z telefonu mogą automatycznie wgrywać się na Twoje konto Google Photo czy do iClouda. Dane z dysku mogą co wieczór kopiować się np. na konto w Google Drive czy na Dropboksa. Najważniejsze dane warto jednak mieć także jako fizyczny backup. Najlepiej na zaszyfrowanym dysku, który przechowujesz w bezpiecznym miejscu. Nie musisz go mieć pod ręką, wystarczy, żebyś pamiętał o aktualizowaniu go co jakiś czas o nowe dane z twojej chmury czy pamięci urządzeń. Co ważne, dysk bezpieczeństwa podłączaj do komputera tylko w razie konieczności – gdy kopiujesz dane.

        Dobry początek

        Comiesięczna higiena haseł i dbanie o aktywność dwuetapowej autoryzacji. Regularne aktualizowanie systemów i aplikacji, a także codzienne wykonywanie kopii danych w chmurze oraz comiesięczna kopia fizyczna danych – to rutyna, od której należy zacząć. Pamiętaj, że nie ma systemu, którego nie da się złamać, tak jak nie ma osoby, której nie da się oszukać. Powyższe rutynowe działania znacząco zmniejszają szanse na udany atak na twoje dane, ale warto pomyśleć też o zgłębieniu wiedzy o socjotechnikach stosowanych przez cyberwłamywaczy.

         

        Konrad „.ksy” Latkowski
        co-founder DC9.pl tak mówi o sobie:

        „Internet pokochałem od pierwszych minut na modemie w 1999 r., czyli od 23 lat tracę w sieci wystarczająco dużo czasu, aby nawet z przypadku robić ciekawe rzeczy. Dziesięć lat po założeniu swojej pierwszej spółki i siedem lat po sprzedaży w niej udziałów ponownie zostałem współwłaścicielem firmy. Wraz z grupą specjalistów z zakresu infrastruktury IT i bezpieczeństwa sieci powołaliśmy do życia DC9.pl. Naszą specjalnością jest obsługa NGO-sów, a także kancelarii prawnych – zarówno ich sieci, jak i ich klientów. Osobiście uwielbiam początki, kiedy wszystko się układa, wymyśla, planuje i nadzoruje efekty. Ten czas, kiedy nie walczy się o optymalizacje o 0,6 proc., ale o start i sprawdzanie w praktyce teorii o market fit”.

        Nieruchomości tarczą antyinflacyjną

          W latach 2007–2021 najlepiej przed inflacją chroniły nieruchomości – sugerują dane rynkowe. Gorsze były zarówno obligacje skarbowe, jak i bankowe depozyty. Co ciekawe, najgorzej radziły sobie z inflacją akcje największych giełdowych spółek.

          Ujemne realne stopy procentowe to w dużym uproszczeniu sytuacja, w której trzymając pieniądze na lokatach bankowych lub w ramach rządowych obligacji, tracimy pieniądze. Oczywiście nikt nam ich fizycznie nie zabiera, ale np. banki naliczają zbyt małe odsetki, aby zachować siłę nabywczą kapitału. Co gorsza, większość z nas zdążyła już się do takiej sytuacji przyzwyczaić – z problemem tym borykamy się bowiem już od przełomu lat 2015/2016. Dane GUS i NBP sugerują, że już wtedy, zakładając przeciętną roczną lokatę, zarabialiśmy tak mało, że nie byliśmy w stanie pokonać inflacji. Dopóki traciliśmy 1–2 proc. w skali roku, dopóty było to chwilowo akceptowalne. Gdy realna roczna strata zaczęła wynosić 3–4 proc., coraz więcej z nas rezygnowało z trzymania pieniędzy w bankach, a dziś – gdy kończące się lokaty dają tak małe zyski, że realnie, a więc po uwzględnieniu inflacji, ich posiadacze tracą ponad 12 proc. w skali roku – sytuacja jest skrajnie niekorzystna. I choć banki w ostatnich tygodniach podnoszą oprocentowanie depozytów, to wciąż nie ma takich lokat czy rachunków oszczędnościowych, które pozwoliłyby realnie uchronić kapitał w ciągu najbliższego roku. Nic też nie wskazuje na to, aby takie depozyty się pojawiły. A gdyby i tego było mało, to dziś dostępne prognozy sugerują, że nawet lokaty zakładane pod koniec 2023 r. nie pozwolą realnie zarobić. Jeszcze dwa dodatkowe lata i w kontekście trzymania pieniędzy w bankach będziemy mogli mówić o straconej dekadzie.

          Cztery podstawowe sposoby na walkę z inflacją

          W jaki więc sposób chronić pieniądze przed destrukcyjnym działaniem inflacji? W głowie przeciętnego inwestora rodzi się potencjalnie kilka możliwości: np. obligacje skarbowe, akcje, nieruchomości czy wcześniej wspomniane lokaty. Jak w praktyce się sprawdzają? Nie pozostaje nic innego, jak tylko spojrzeć na dane historyczne. Dla polskiego rynku dysponujemy odpowiednimi informacjami, które pozwolą nam zbadać sprawę z horyzontem 15-letnim (kompletu starszych danych na temat cen mieszkań i stawek za wynajem w przypadku nieruchomości niestety nie ma). Efekt jest co najmniej zaskakujący.

          Akcje dały straty

          Okazuje się, że w gronie przebadanych aktywów najgorszym orężem w walce z inflacją w latach 2007–2021 były akcje największych spółek notowanych na warszawskim parkiecie (zgrupowane w indeksie WIG20). Przez 15 lat mogliśmy dzięki nim nie zyskać, ale stracić, i to aż 23 proc. Gdyby jeszcze uwzględnić panującą w tym czasie inflację, to okazałoby się, że inwestując w WIG20, stracilibyśmy prawie połowę siły nabywczej posiadanego przed laty kapitału. Jest to o tyle zaskakujące, że przecież zmienność cen akcji, a więc też ryzyko w przypadku inwestowania na giełdzie, jest wysokie. W takim razie uzasadnione byłoby raczej, aby wyższe ryzyko szło w parze z wyższymi potencjalnymi stopami zwrotu. Co więcej, w naszych wyliczeniach przyjęliśmy indeks WIG20 w wersji Total Return, a więc taki, który uwzględnia nie tylko zmiany cen samych akcji, lecz także płynące z nich dodatkowe profity (dywidendy, wartość praw poboru). Nawet to nie pozwoliło nam wyjść na plus.

          Pożyczanie pieniędzy rządowi potrafi przynieść korzyść

          Znacznie lepiej na tym polu poradziły sobie już nawet wcześniej wspomniane lokaty. Zakładając lokatę na przełomie lat 2006/2007 i konsekwentnie co roku ją odnawiając, mielibyśmy po 15 latach o 46 proc. więcej pieniędzy. Niby mogłoby to nas nawet cieszyć, ale niestety, taki zysk pozwoliłby co najwyżej na utrzymanie siły nabywczej kapitału, który posiadaliśmy 15 lat wcześniej. Realnie wyszlibyśmy więc na zero.

          Obligacje rządowe dawały kiedyś solidne zwroty

          Znacznie lepszym rozwiązaniem niż powierzanie pieniędzy bankom było pożyczenie ich rządowi. Gdybyśmy na początku 2007 r. kupili 10-letnie obligacje skarbowe i potem po ich zapadnięciu ponownie kupili tego rodzaju papiery, to łącznie dziś mielibyśmy na koncie maklerskim o 93 proc. więcej pieniędzy, niż zainwestowaliśmy 15 lat temu. Nawet po skorygowaniu tej kwoty o inflację, a więc po uwzględnieniu utraty siły nabywczej przez kapitał, osiągnęlibyśmy przez 15 lat realny zysk po opodatkowaniu na poziomie 33 proc. Przyzwoicie. Problem w tym, że sprzedawane na początku 2007 r. 10-latki dawały dwukrotnie większe szanse na zarobek niż te które można kupić dziś. Wtedy w pierwszym roku godziliśmy się na procentowanie na poziomie 5,5 proc., a w kolejnych latach 2,5 pp. ponad inflację. Dziś co prawda minister finansów kusi nas odrobinę wyższym zyskiem w pierwszym roku (5,75 proc.), ale w kolejnych zarobimy już tylko 1,25 pp. ponad inflację. Tylko z pozoru różnica jest niewielka. Papiery nowych emisji są dziś bowiem dwa razy gorsze niż te z początku 2007 r. Warto wiedzieć, że kupując 10-letnie papiery skarbowe, nie warto zbytnio zaprzątać sobie głowy oprocentowaniem w pierwszym roku oszczędzania. Kluczowe jest to, jaka jest nam obiecywana dodatkowa marża zysku stosowana po pierwszym roku inwestowania. Ta jest obecnie dwa razy niższa niż w 2007 r. W praktyce znaczy to, że tak jak obligacje sprzedawane w 2007 r. potrafiły dać realnie zarobić, dopóki inflacja nie przekroczyła około 10 proc., tak dziś górną granicą ochrony przed inflacją w przypadku obligacji 10-letnich jest tylko około 5 proc. Jeśli ceny w sklepach, punktach usługowych i na stacjach benzynowych będą rosły szybciej, to po potrąceniu podatku nasze pieniądze zainwestowane w detaliczne obligacje skarbowe będą traciły na wartości.

          Mieszkania na wynajem drożały i przynosiły dochód

          Niekwestionowanym liderem tego porównania są jednak nieruchomości. Gdybyśmy w 2007 r. kupili w Warszawie skromne 35-metrowe mieszkanie na wynajem, to po 15 latach zarobilibyśmy aż 128 proc. Wynik ten uwzględnia wzrost wartości nieruchomości i przychody z najmu, bazując na danych transakcyjnych publikowanych przez NBP. Potrącamy przy tym podatek, uwzględniamy koszty ponoszone przy zakupie nieruchomości i zakładamy, że przez jeden miesiąc w roku mieszkanie stało puste. Nawet po skorygowaniu tego wyniku o inflację otrzymalibyśmy solidny zwrot na poziomie 56 proc. przez 15 lat. O tyle wzrosłaby w badanym okresie siła nabywcza kapitału zainwestowanego w skromne mieszkanie na wynajem w Warszawie.

          Ważne Informacje

          Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

          Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

          Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

          Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

          XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

          XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

          Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

          Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

          Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

          Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...

          III Akademickie Mistrzostwa Europy w Programowaniu Zespołowym ICPC EUC 2026

          Najlepsi studenci informatyki z całej Europy zmierzą się w Warszawie podczas III Akademickich Mistrzostw Europy w Programowaniu Zespołowym – najważniejszego konkursu algorytmiczno-programistycznego w Europie,...