.
Strona główna Blog Strona 404

Koniec BRIC. Teraz Polska

ManagerOnline

Brazylia, Rosja, Indie i Chiny, czyli BRIC, miały w pokryzysowych czasach ciągnąć do przodu globalną gospodarkę. Dziś są postrzegane jako zagrożenie dla niej, a do roli jednego z liderów krajów rozwijających się typowana jest Polska

Brazylię, Rosję, Indie i Chiny na liderów grupy krajów rozwijających się, którzy w ciągu dekady mieli awansować do czołówki globalnej gospodarki, namaścił w 2001 roku Jim O’Neill, analityk banku inwestycyjnego Goldman Sachs. Jego prognoza okazała się trafna – wszystkie państwa wchodzące w skład BRIC znajdują się obecnie w dziesiątce największych globalnych gospodarek świata, choć przed 15 laty były w niej jedynie – i to dopiero na siódmym miejscu – Chiny. Każda z tych czterech gospodarek rozwijała się w tym okresie według odmiennego modelu i z różnych powodów, ale połączył je jeden wspólny element – surowce. Chiny i Indie są ich konsumentami, a Rosja i Brazylia – producentami. W uproszczeniu schemat wyglądał tak: dwa pierwsze państwa prowadziły intensywne programy inwestycyjne, co generowało wysoki popyt na surowce, dzięki czemu ich ceny utrzymywały się na wysokim poziomie. Ze względu na wielkość gospodarki oraz skalę i charakter inwestycji, decydujące znaczenie dla rynku surowców miał i ma popyt ze strony Chin – Państwo Środka zużywa około połowy metali przemysłowych i ponad 10 proc. ropy konsumowanych w skali globu.

Chiny przeznaczają na inwestycje równowartość ponad 40 proc. PKB, Indie ponad 30 proc. (dla porównania, w Polsce inwestuje się 20-21 proc. PKB). Na tym korzystały Brazylia i Rosja. Sponsorem tego mechanizmu byli najpierw konsumenci z krajów wysokorozwiniętych, a po kryzysie z lat 2008-2009 Chińczycy, którzy jeszcze mocniej postawili na inwestycje. Ale ten model się wyczerpał, bo dług w Chinach (publiczny i prywatny) wzrósł ze 160 proc. na koniec 2008 roku do około 240 proc. PKB na koniec 2015 roku. Chińskie firmy należą do najbardziej zadłużonych na świecie. Teraz Chińczycy mocniej stawiają na konsumpcję, co oznacza rozwój sektora usług, który nie potrzebuje tylu surowców, co przemysł. Tempo wzrostu PKB w Chinach spada. To m.in. dlatego na początku 2016 roku tona miedzi kosztowała mniej niż 4,5 tys. dolarów, a nie 10 tys. dolarów – jak w 2011 roku. Od szczytu w 2014 roku notowania gazu ziemnego spadły o dwie trzecie, a ropa naftowa potaniała o ponad 70 procent.

W przypadku surowców energetycznych równie duże znaczenie jak ograniczenie popytu przez Chiny mają czynniki podażowe – zwiększeni ich wydobycia z łupków przez Stany Zjednoczone czy utrzymanie na wysokim poziomie produkcji przez Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC). Niskie ceny surowców obnażyły słabość Rosji i Brazylii, które czasów surowcowego boomu nie wykorzystały na zreformowanie swoich gospodarek. Szczególnie bolesny jest upadek Brazylii. Największe państwo Ameryki Południowej typowane było na kolejną naftową potęgę po odkryciu bogatych złóż ropy pod dnem Atlantyku w 2007 roku. Ale brazylijskie El Dorado utonęło w wydatkach socjalnych fundowanych przez lewicowe rządy. Deficyt budżetowy w latach 2013-2016 to około 6 proc. PKB każdego roku. W 2011 roku dług publiczny wynosił 60 proc. PKB i spadał, na koniec 2015 roku sięgnął 70 proc. PKB i w kolejnych latach na rosnąć.

Rok 2016 ma być drugim kolejnym, w którym brazylijska gospodarka skurczy się o ponad 3 procent. Sny o naftowej potędze rozpływają się w gigantycznej aferze korupcyjnej, w której centrum znalazł się kontrolowany przez państwo koncern Petrobras. Kwota wręczonych łapówek miała sięgać 700 mln dolarów, a bezpośrednie straty koncernu szacowane są na 2 mld dolarów. Zapisem upadku Petrobrasu i całego kraju jest spadek giełdowych notowań tego flagowego okrętu brazylijskiej gospodarki o ponad 80 proc. w ostatnich trzech latach. Podobną ścieżką podążyła w ostatnich latach Rosja i jej Gazprom, największy producent gazu na świecie. Które państwa mają zastąpić dziś BRIC w roli liderów krajów rozwijających się? Według Global Business Policy Council, think tanku powiązanego z firmą doradczą A.T. Kearney, szybciej niż konkurenci i reszta świata do roku 2020 rozwijać się będzie siedem państw: Chiny, Malezja, Chile, Peru, Meksyk, Filipiny oraz… Polska. W odniesieniu do naszego kraju prognoza ta wydaje się kilka lat spóźniona…

Pomysł 12 zł za godzinę oceniony pozytywnie

    ManagerOnline

    Projekt ustawy o minimalnym wynagrodzeniu godzinowym w umowach cywilnoprawnych został pozytywnie przyjęty zarówno przez stronę związkową jak i pracodawców.

    Rząd skierował do Rady Dialogu Społecznego poprawiony projekt ustawy o minimalnym wynagrodzeniu godzinowym w umowach cywilnoprawnych, a ściślej rzecz ujmując dotyczący umów-zleceń. Projekt został pozytywnie przyjęty zarówno przez stronę związkową jak i pracodawców.

    Partnerzy społeczni uznali, że po wprowadzeniu niewielu korekt polegających na doprecyzowaniu niektórych zapisów, będzie on mógł być rekomendowany przez Radę Dialogu Społecznego do dalszych prac.

    Najważniejsze zapisy obejmują:
    • wprowadzenie vacatio legis dla wszystkich umów do 1 stycznia 2017;
    • doprecyzowanie zapisów ustawy dotyczących umów prowizyjnych, tak by odpowiadały uzasadnieniu do projektu ustawy;
    • poprawa zapisów dotyczących waloryzacji umów w toku zawartych w ramach zamówień publicznych oraz kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy.

    – Zdaniem nie tylko przedsiębiorców, ale również partnerów społecznych, zapis zezwalający inspektorom pracy kontrolowanie firm ‘o każdej porze dnia i nocy’ w polskim społeczeństwie bardzo źle się kojarzy, przywodząc na pamięć niechlubne dni z minionej epoki. Partnerzy społeczni zgadzają się z umożliwieniem prowadzenia kontroli w zakresie przestrzegania przepisów bhp oraz legalności zatrudnienia w czasie pracy firmy, nawet jeśli dotyczy to pory nocnej. Trudno jednak zaakceptować umożliwienie inspektorom pracy kontroli w porze nocnej dokumentów księgowych i osobowych przedsiębiorstwa. W tym miejscu pragnę nadmienić, że uprawnień takich nie ma nawet policja, która może zakłócić spokój nocny bez zgody sądu (po godzinie 22) tylko w szczególnych, określonych prawem sytuacjach – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Zespołu ds. Zamówień Publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego, ekspert Lewiatana.

    Konieczne też jest unormowanie waloryzacji stawki 12 zł w kolejnych latach oraz obligatoryjny zapis skutków ustawy dla rynku pracy, który mógłby być przeprowadzony np. po trzech latach jej funkcjonowania. Partnerzy społeczni zgodnie zwrócili uwagę na fakt, że rozwiązania polegające na zastępowaniu umowy o pracę umową–zlecenie powinno mieć charakter przejściowy. Celem kolejnych nowelizacji prawa powinno być stworzenie takich warunków prawnych, by zachęcać przedsiębiorców do zatrudnienia pracowników w oparciu o umowę o pracę – a nie tak, jak w uzasadnieniu do omawianego projektu ustawy, gdzie wskazano, że jej celem jest zniechęcenie do stosowania umów cywilno-prawnych.

    – Od lat praktycy zarządzania, tacy jak Tom Peters czy Jack Welch wskazują, że bodźce pozytywne są zdecydowanie lepiej odbierane przez społeczeństwo niż bodźce negatywne. Uważam, że – zamiast szukać nowych dróg – warto skupić się na rozwiązaniach, które zostały już odkryte i z powodzeniem sprawdzone w wieloletniej praktyce – dodaje Marek Kowalski.

    Każda gospodarka opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to pracownicy, a drugi to przedsiębiorcy. Prawidłowy rozwój gospodarki może zapewnić tylko i wyłącznie równowaga pomiędzy tymi filarami. Nie może jednak ona być narzucona ustawowo, ale wypracowana przez uczestniczących w niej graczy, tj. związki zawodowe i organizacje pracodawców.
    Źródło: Lewiatan

    Wyjątkowe miejsce – nietuzinkowy program

    Paintball-300x179Czy to konferencja, szkolenie, impreza integracyjna czy wyjazd motywacyjny – emocje muszą być. Gwarantuje to wyjątkowy program i miejsce

    Wybór miejsca na firmowy event zależy od tego, ile spotkanie czy szkolenie ma trwać, jak duża jest grupa uczestników, jakie są cele i założenia merytoryczne, jak jego uczestnicy mają spędzać czas poza zajęciami, jakie są firmowe obyczaje i budżet firmy. Jednak główną tendencją obserwowaną obecnie na rynku jest organizowanie ich poza siedzibą firmy, bo tylko wtedy pracownicy mogą się odciąć się od codziennych obowiązków.

    – Firmy oczekują od organizatorów eventów ofert na nowe lub nietypowe obiekty z bogatym zapleczem konferencyjno-bankietowym. A w organizowaniu programu eventów ograniczać ma nas jedynie wyobraźnia i, oczywiście, budżety – twierdzi Olga Krzemińska-Zasadzka, dyrektor zarządzająca Agencji POWER, wiceprezes Stowarzyszenia Branży Eventowej. Firmy stają się coraz bardziej wymagające pod względem doboru oferty i miejsca organizacji eventu. Ich potrzeby i preferencje są poddane szczególnej uwadze branży hotelarskiej. Zdaniem ekspertów z branży turystycznej, przyciągnięcie klienta, który już raz wybrał dany obiekt na imprezę integracyjną czy event, jest nie lada wyzwaniem. Aby sprostać oczekiwaniom firm sięgają więc po nowe trendy, takie jak choćby wellbeing, slow life czy slow food.

    Obsługa i udogodnienia

    – Dla uczestników spotkań biznesowych bardzo istotne jest miejsce, czyli obiekt wraz z jego otoczeniem, oraz nieoczywista forma wydarzenia – elementy zaskoczenia. Z drugiej zaś strony, pracodawcy i organizatorzy liczą na zadowolenie uczestników i najwyższą jakość usług przy profesjonalnym i elastycznym wsparciu ze strony hotel – mówi Grażyna Kowalczyk, dyrektor generalna Hotelu Narvil, Hotelarz Roku 2014. Przez ostatnie 10 lat oferta szkoleniowa hoteli i ośrodków konferencyjnych bardzo się ujednoliciła. Wszystkie oferują podobny standard wyposażenia: meble, wystrój, sprzęt techniczny. Dla organizatorów eventów oznacza to przewidywalność i wygodę, ale także… nudę. Dlatego na znaczeniu zyskują miejsca niestandardowe. W miastach są to rozmaite centra kultury, ośrodki sportowe, muzea, restauracje, które mają zaplecze szkoleniowo-konferencyjne. A poza miastem: dworki, pałacyk lub alternatywne ośrodki szkoleniowe.

    W poszukiwaniu wrażeń

    Na rynku widać tendencję do organizowania eventów, które mogą dostarczyć wielu wrażeń. Na przykład, Unity Line organizuje morskie podróże. Ich celem jest Skandynawia, a w drodze do niej uczestnicy bawią się podczas programu integracyjnego. Dla miłośników duńskiego klimatu firma przygotowała specjalną ofertę – podróż do Kopenhagi – obejmującą rejs promem oraz bilet na most Øresund. Pojawiła się też moda na łączenie powrotu do natury z podejściem slow life.
    – Nasi goście coraz chętniej korzystają z regat, możliwości zorganizowania konferencji na statku pływającym po Narwi, pikników, aktywności czy turniejów sportowych w samym hotelu – mówi Grażyna Kowalczyk. Również coraz silniejszy trend na slowfood i gotowanie daje kolejne możliwości obiektom konferencyjnym na rozwinięcie swojej dotychczasowej oferty biznesowej.
    – Mamy w ofercie niecodzienną możliwość organizacji spotkania biznesowego w Studiu Aruana. To wyjątkowe miejsce, składające się z przestrzeni kreacji, degustacji i relaksu, gdzie pod okiem szefa kuchni Witka Iwańskiego można ciekawie spędzić czas, rozkoszując się w smakach i zapachach – dodaje dyrektor hotelu Narvil.

    Wyjątkowe aktywności

    Wydarzenia firmowe są też idealnym momentem, aby uzupełnić elementy służbowe o chwile relaksu i wytchnienia, połączone z aktywnościami outdoorowymi.
    – Kombinacja sportu z umacnianiem więzi pomiędzy członkami firmy przekłada się na przyjazne relacje wśród pracowników. Nie od dziś wiadomo, że im personel bardziej lubi swoją pracę, tym osiąga lesze wyniki. Ważne jest, aby pracownicy podczas tych kilku dni pobytu na wyjeździe nie poruszali zagadnień związanych z pracą. Niech ten czas spożytkują w stu procentach na odpoczynek i grupową zabawę w odpowiednio dobranym kręgu i miejscu – mówi Olga Krzemińska-Zasadzka. Idealny event pozostawia po sobie pozytywne emocje. Od czego to zależy? Olga Krzemińska-Zasadzka uważa, że najważniejsze jest dokładne zbadanie potrzeb klienta, czyli oczekiwań firmy, oraz budżet pozwalający na rzetelną ich realizację. Tzw. efekt wow daje również kreatywne podejście do programu i nowatorskie rozwiązania. Zgodnie z zasadą: przez żołądek do serca, ważny jest też catering – nie tylko jego jakość, ale i ilość. No i realizacja – gdy dopięte są wszystkie szczegóły, gdy każdy trybik zadziała jak trzeba. Nie będzie też idealnego eventu bez zdyscyplinowanych, interaktywnych i zaangażowanych uczestników.

    Dobry fachowiec potrzebny od zaraz


    Czy absolwenci szkół zawodowych to przyszła elita rynku pracy, która z wyższością będzie patrzeć na bezradnych magistrów politologii, socjologii i ekonomii? Zmienia się system kształcenia, a i młodzież coraz przychylniej patrzy na szkoły tego typu

    Już 32 proc. polskich firm przyznaje się, że ma duże lub bardzo duże problemy ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników – wynika z ostatniego badania „International Business Report” wśród 10 tys. średnich i dużych przedsiębiorstw z 36 krajów świata (w tym 200 z Polski) przeprowadzonego przez Millward Brown dla firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton. To najwyższy odsetek od ponad sześciu lat. Gorzej jest tylko na Łotwie (52 proc.), w Estonii (38 proc.) i na Litwie (36 proc.). Tymczasem jeszcze do niedawna polscy pracodawcy, na tle kolegow z innych krajów Unii Europejskiej, nie wyróżniali się pod tym względem niczym szczególnym.

    Odsetek firm deklarujących takie kłopoty, wahający się od 15 do 20 proc., był zbliżony do średniej UE (22 proc.). Z szacunków na koniec 2015 roku wynika, że firmy potrzebowały ponad 400 tysięcy absolwentów szkół zawodowych i techników. Według Łukasza Kozłowskiego, analityka organizacji Pracodawcy RP, gdyby te osoby zostały zatrudnione, polski PKB urósłby o dodatkowe 1,4 proc.

    – Polski rynek pracy cierpi od lat na strukturalne niedopasowanie, tzn. chętnych do pracy jest wielu, ale ich kwalifikacje rzadko odpowiadają potrzebom pracodawcy – stwierdziła komentując wyniki badania Monika Smulewicz, dyrektor zarządzająca, partner w Grant Thornton.

    Na równi pochyłej

    Szczyt popularności szkolnictwa zawodowego w Polsce przypadł na rok 1980, przynajmniej jeśli chodzi o statystykę. W 10 864 różnych szkołach tego typu uczyło się wtedy aż 1,85 mln uczniów. Niestety, najczęściej spotykanym rodzajem szkoły epoki PRL była zasadnicza szkoła zawodowa, do której trafiało w niektórych latach nawet około 55 proc. absolwentów podstawówek. Co gorsze, ta właśnie szkoła była dla zdecydowanej większości uczącej się w niej młodzieży ostatnim szczeblem kształcenia. Głównymi jej wadami były: wąsko rozumiane specjalistyczne kształcenie, coraz bardziej oderwane od potrzeb gospodarki i bardzo skromny program edukacji ogólnej. Zmiany społeczno-polityczne, a przede wszystkim gospodarcze po 1989 roku powinny wymusić konieczność dostosowania do nich całego systemu szkolnictwa. Choć wydawało się to oczywiste, tak się jednak nie stało. I choć jednym z ważniejszym wydarzeń początków transformacji było uchwalenie w 1991 roku ustawy o systemie oświaty, szkolnictwo zawodowe zostało w niej potraktowane marginalnie.

    Dzwonek alarmowy nie włączył się także wtedy, kiedy rozpoczął się bardzo wyraźny spadek zarówno liczby szkół, jak i uczniów zainteresowanych takim kształceniem. O ile jeszcze w 1989 roku działało w Polsce 3,4 tys. samych zasadniczych szkół zawodowych, to 10 lat później już o tysiąc mniej. Nadziei na zamianę niekorzystnego trendu nie przyniosła również reforma z 1998 roku, przygotowana przez Mirosława Handkego, ministra edukacji w rządzie AWS. Zakończyła się sukcesem (wprowadzono m.in. nowy typ szkoły – gimnazjum), ale po raz kolejny szkoły zawodowe zostały potraktowane po macoszemu. Uznano, że najlepszym rozwiązaniem będzie odejście od dwutorowości kształcenia na poziomie ponadgimnazjalnym (ogólnokształcące vs. zawodowe) i pozostawienie w systemie tylko dwuletnich szkół zawodowych. Lata 1990-1999 to stopniowe wygaszanie i likwidacja zasadniczych szkół zawodowych, także z powodu restrukturyzacji  i zamykania przedsiębiorstw prowadzących szkoły przyzakładowe. Poza tym, ponieważ finansowanie szkół stało się głównym zadaniem samorządów  zawodówki znalazły się na straconej pozycji, jako znacznie droższe w utrzymaniu od liceów.

    Wszystko to odbywało się w pełnej zgodzie z oficjalną polityką, której jednym z założeń reformy Handkego było bowiem doprowadzenie do tego, aby 80 proc. uczniów zdawało maturę, a połowa z nich szła na studia. Nie da się ukryć, że tym zmianom towarzyszył wzrost aspiracji edukacyjnych społeczeństwa. Pokolenie powojennego wyżu demograficznego uwierzyło, że studia to inwestycja w dziecko, która się opłaci. Efekt? W latach 1990-2004odsetek studiujących na uczelniach wyższych wzrósł czterokrotnie. Do tych realiów szybko dostosował się rynek usług edukacyjnych. Powstały dziesiątki  szkół prywatnych oferujących dyplomy popularnych kierunków, takich jak zarządzanie, marketing bądź politologia. Rynek pracy został przesycony absolwentami szkół wyższych, a pozbawiony fachowców. W sumie tzw. reforma Handkego w praktyce doprowadziła do likwidacji szkolnictwa zawodowego. W pięcioleciu 2001-2005 z rynku zniknęło 3650 szkół (3056 średnich i 594 zasadniczych). W całym dziesięcioleciu 2001-2010 zamknięto ponad połowę stanu z roku szkolnego 2000/2001. Liczba uczniów szkół zawodowych w tym okresie zmniejszyła się aż o 718 tysięcy.

    Europejskie wzorce są inne

    Niestety, w okresie 25-lecia polskiej transformacji zniszczyliśmy szkolnictwo zawodowe, zwłaszcza średnie szkoły zawodowe 3-letnie i technika. W dodatku w to miejsce w zasadzie nie powstały wyższe szkoły zawodowe. A te, które powstały i nazwały się wyższymi szkołami zawodowymi, prawie wszystkie są do siebie podobne. Kształcą przede wszystkim w zakresie zarządzania i marketingu i właściwie nie gwarantują umiejętności zawodowych w stopniu, w jakim jest to w praktyce potrzebne – ocenia ten okres prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Jej opinia wcale nie była odosobniona.

    Eksperci raz po raz przywoływali przykłady sprawdzonych już w innych krajach Europy modeli kształcenia zawodowego. Choćby Niemcy, gdzie tylko 30 proc. młodych ludzi wybiera szkoły ogólnokształcące, a 70 proc. kieruje się do zawodowych; z kolei w bogatej Szwajcarii do szkół zawodowych idzie aż 80 proc. młodzieży. Edukacja jest tam poparta praktyką, a nowe kierunki kształcenia tworzone są w oparciu o zapotrzebowanie konkretnych branży i ogromne wsparcie setek firm. Osią istnienia szkół zawodowych powinno być bliskie związanie z pracodawcami, którzy później niemal automatycznie zatrudniają absolwentów. Tyle, że w świadomości wielu polskich pracodawców wciąż pokutuje przeświadczenie, iż to szkoły powinny wychodzić z inicjatywą takiej kooperacji. Szlak w Polsce nowym trendom przecierały duże koncerny zagraniczne. Nie czekając na uregulowania prawne zaczęły organizować i wspierać klasy, w których kształciły przyszłych specjalistów do swoich zakładów. Takie klasy utworzyły wtedy m.in.: MAN, Volkswagen, Hearing, Fenix, Intech, Bosch. Z pewnym opóźnieniem w ich ślady ruszyły też firmy polskie.

    Doskonałym przykładem takiego działania jest choćby realizowany od kilku lat program firmy PGNiG Termika. Kiedy zarząd spółki zauważył wzrost przejść na emeryturę pracowników z uprawnieniami, postanowił nawiązać współpracę z Zespołem Szkół nr 40 im. Starzyńskiego w Warszawie oraz Zespołem Szkół Technicznych im. Kościuszki w Radomiu. Dzięki tej koncepcji przywrócono zawód technika energetyka, a w 2012 roku firma zatrudniła pierwszych absolwentów.

    Światełko w tunelu

    Ostatnie lata przyniosły zdecydowaną zmianę podejścia systemowego do problemów kształcenia zawodowego. Wreszcie zdecydowano się na modyfikację przestarzałego modelu. Punktem zwrotnym w tym procesie może okazać się, podpisana w sierpniu 2015 roku, nowelizacja rozporządzenia w sprawie praktycznej nauki zawodu, która wprowadziła tzw. dualny system kształcenia zawodowego, oparty na modelu niemieckim (z powodzeniem stosowany również w Austrii, Danii, Holandii i Szwajcarii). W ciągu najbliższych dwóch, trzech lat ma on objąć ponad 100 tys. uczniów. Zakłada on jednoczesną naukę zawodu w szkołach oraz przedsiębiorstwach. W jego ramach duży nacisk kładzie się na zdobywanie praktycznych umiejętności (i to nie w warsztatach przyszkolnych, ale konkretnych firmach pod okiem fachowych opiekunów), a teoria ma charakter komplementarny. Co warte podkreślenia, młodzi ludzie zdobywają doświadczenie zawodowe w firmach, w których mogą później pracować. W ten sposób uzyskują rzeczywiście potrzebne kwalifikacje, a przedsiębiorstwo może ich przygotować do pracy w obowiązujących w nim standardach organizacyjnych. Do procesu unowocześniania szkolnictwa zawodowego zaangażowano specjalne strefy ekonomiczne, które mają się stać swego rodzaju koordynatorem nowego systemu.

    Nowelizacja ustawy o SSE, ze stycznia 2015 roku, wprowadziła dla spółek zarządzających strefami nowe zadanie, dotyczące tworzenia na ich terenie tzw. klastrów edukacyjnych. Miały one skupiać działające w SSE firmy, okoliczne szkoły zawodowe, starostwa powiatowe i inne podmioty zainteresowane rozwojem kształcenia zawodowego w regionie (izby gospodarcze i rzemieślnicze, kuratoria oświaty, inkubatory przedsiębiorczości, itp.). Jako pierwsza, jeszcze przed zatwierdzeniem prawnych uregulowań, klaster edukacyjny powołała w listopadzie 2014 roku SSE Małej Przedsiębiorczości w Kamiennej Górze. Miesiąc później podpisano porozumienie o utworzeniu Strefowego Klastra Edukacyjnego w Pomorskiej SSE. Obecnie klastry działają już we wszystkich 14 strefach. Pierwsze efekty? Może na razie niezbyt wielkie, ale od czegoś trzeba zacząć. Na przykład, w ramach utworzonego przez Wałbrzyską SSE Klastra Edukacyjnego „INVEST in EDU” (skupia blisko 80 podmiotów) we wrześniu 2015 roku ruszyły dwie klasy patronackie kształcące w zawodzie „operator obrabiarek skrawających”.

    Z taką inicjatywą wystąpiły działające w tej strefie firmy: Segepo-Refa ze Świebodzic, która podjęła współpracę z Zespołem Szkół nr 5 w Wałbrzychu, oraz GKN Driveline – z Zespołem Szkół Ponadgimnazjalnych w Oleśnicy. Uczniowie mają zwiększony dostęp do praktyk na rzeczywistych stanowiskach pracy, płatne staże wakacyjne, zwrot kosztów za podręczniki, a co najważniejsze – możliwość zatrudnienia po uzyskaniu dyplomu. Aż 10 klas patronackich realizujących autorskie programy kształcenia we współpracy ze szkołami m.in. w Legnicy, Chocianowie i Środzie Śląskiej stworzyły firmy z Dolnośląskiego Klastra Edukacyjnego (Wałbrzyska SSE). Co ciekawe, przed wieloma laty w tej strefie powstała idea powołania zawodu „technik mechatronik”, którą wspiera Volkswagen Motor Polska. Umowę o współpracy w kształceniu specjalistów w tym łączącym w sobie elektronikę, informatykę, mechanikę, automatykę i robotykę zawodzie podpisały niedawno także Zespół Szkół nr 3 w Ostrowcu Świętokrzyskim i CELSA „Huta Ostrowiec”. To już inicjatywa w ramach Świętokrzyskiego Klastra Edukacji Zawodowej ze Starachowickiej SSE. Przykłady można by mnożyć…

    Pomogą fundusze unijne

    Program zmian ma także zabezpieczenie finansowe. W tzw. nowej perspektywie unijnej (na lata 2014-2020) fundusze europejskie na ten cel będą pochodzić z dwóch źródeł. Blisko 90 mln euro z krajowego Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (POWER) wesprze zmiany systemowe. Z kolei środki z programów regionalnych (RPO) pomogą konkretnym szkołom rozwinąć współpracę z pracodawcami i uczelniami. Na działania zaplanowane w RPO przewidziano 930 mln euro. W założeniach środki z POWER będą inspirować pracodawców do tego, by aktywnie włączyli się w kształcenie zawodowe.

    Fundusze pozwolą stworzyć mechanizmy współpracy systemu szkolnictwa z biznesem i dzielić się dobrymi praktykami. Powstaną nowe rozwiązania zachęt dla pracodawców. Z tej puli pieniędzy opracowane zostaną również e-zasoby i e-podręczniki do kształcenia zawodowego. Wsparcie z RPO będzie miało bardziej indywidualny charakter. Środki będące w dyspozycji województw pomogą szkołom m.in. w przygotowywaniu programów nauczania we współpracy z pracodawcami, wspólnym prowadzeniu kwalifikacyjnych kursów zawodowych, staży i praktyk (także dla nauczycieli przedmiotów zawodowych) czy uruchomieniu nowych kierunków kształcenia. Dzięki funduszom z RPO ponad 220 tys. uczniów zostanie objętych programem staży lub praktyk. Wsparcie otrzyma też 20 tys. nauczycieli kształcenia zawodowego oraz instruktorów praktycznej nauki zawodu, a ponad 2 tys. szkół zostanie doposażonych w sprzęt i materiały dydaktyczne.

    – To od nas zależy, jak te fundusze wydamy. Albo dobrze, albo za pięć lat będziemy w tym samym miejscu – przekonywała ówczesna minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska. Pozytywnym czynnikiem jest także coraz bardziej wyraźna zmiana w podejściu absolwentów gimnazjów do szkół prowadzących kształcenie zawodowe. O ile w roku szkolnym 2006/2007 kształcenie w technikach i zasadniczych szkołach zawodowych wybierało 47,5 proc. absolwentów gimnazjów, to w roku 2014/2015 na ten krok zdecydowało się już 54,65 proc.

     

    Gospodarka według PiS


    Nie było drugiego takiego rządu, jak gabinet Beaty Szydło, którego polityka gospodarcza byłaby tak zajadle krytykowana już na samym starcie. Choć proponowane zmiany są kontrowersyjne to ich końcowy efekt dla gospodarki nie musi być negatywny. Nie odbiegają też standardem od tego, co proponowały poprzednie ekipy. Pod warunkiem, że nie wejdzie w życie pomysł obniżenia wieku emerytalnego

     

    Rodzina 500 plus to program rozdawnictwa publicznych pieniędzy. Nie dość, że doprowadzi do trwałego powiększenia deficytu budżetowego, to jeszcze otrzymane pieniądze rodzice roztrwonią. Jeśli dodamy do tego zapowiadane podniesienie kwoty wolnej od podatku i wprowadzone zmiany w funkcjonowaniu reguły ograniczającej dotychczas możliwość wzrostu wydatków publicznych, to czeka nas krach finansów publicznych. Podatek od bankowych aktywów ograniczy akcję kredytową i tym samym spowolni inwestycje.

    Mateusz Morawiecki – Innowacyjność kluczem

    ManagerOnline

    Podniesienie innowacyjności gospodarki nie jest opcją, ale kluczem do rozwoju kraju i wyjścia gospodarki z pułapki średniego wzrostu Polska nie może konkurować wyłącznie niskimi płacami. Największą wartość tworzą kreatywność, innowacyjność i nowoczesne technologie, będące owocem bliskiej współpracy nauki z biznesem. Powinniśmy skuteczniej komercjalizować polskie pomysły, przekształcać je w polskie produkty wytwarzane przez polskie firmy. W ten sposób będziemy konkurować w najbardziej obecnie zyskownych obszarach gospodarki opartej na wiedzy, a nie tylko na kosztach pracy.

    Lepiej utrzymać kopalnie, niż mieć potężną dziurę w gospodarce

    Górnictwo to obszar ogromnych zaniedbań ostatnich lat. Nie wykorzystano okresu, kiedy ceny węgla kształtowały się na poziomie 100 dolarów za tonę, by restrukturyzować tę część branży, która jest stara i nierentowna. Ale nie jestem pesymistą. Proces poprawy struktury kosztów i operacyjnego modelu działania w poszczególnych kopalniach i spółkach postępuje. Dyrektorzy, pracownicy i związkowcy rozumieją problem i sami narzucają sobie ograniczenia. Przed nami poprawa rentowności kopalń, odcięcie ich od dziwnych kontraktów wiążących się z wyciekiem sporych środków i poważny dialog ze związkowcami, również o pracy w soboty czy trzyzmianowym systemie funkcjonowania kopalń. Wiele będzie zależało od negocjacji w sprawie polityki klimatycznej. Trzeba też szukać nowych nabywców na węgiel i wciąż obniżać koszty.

    Z jednej strony wsparcie państwa dla krajowych firm, w szczególności innowacyjnych, które swoje towary i usługi eksportują. Z drugiej – przyciągnięcie kapitału zagranicznego do obszarów wymagających nowoczesnych technologii oraz know-how. To plan Mateusza Morawieckiego, wicepremiera i ministra rozwoju, na wysoki wzrost gospodarczy w Polsce.

    Chcemy szeroko otworzyć drzwi dla kapitału zagranicznego, dbać o polski przemysł, promować rodzime firmy w zgodzie z regułami UE i umacniać  wspólnotę, sprawiedliwie dzieląc korzyści z rozwoju.

    Chcemy budować i pomnażać polski kapitał w gospodarce obok i we współpracy z kapitałem zagranicznym. Zależy nam na możliwie największym napływie inwestycji zagranicznych do sfer wymagających nowoczesnych technologii i know-how. We współpracy z polskimi firmami i uczelniami powstaną sieci powiązań biznesowych, które będą procentować silnym impulsem prorozwojowym, a jednocześnie sprawią, że Polska stanie się bardziej atrakcyjna w globalnym łańcuchu wartości.

    Poprawiając koordynację działań promujących polski biznes na rynkach międzynarodowych stworzymy warunki do jego skutecznej ekspansji, a tym samym – wzmocnimy konkurencyjność i atrakcyjność polskiej gospodarki. Jednym słowem: nie chcemy robić nic innego niż Anglicy robią od lat 400, Francuzi od 300, Amerykanie od ponad 200, a Niemcy od co najmniej 70 – czyli dbać o rozwój własnych, rodzimych firm i pomóc w ich ekspansji zagranicznej. Nasze firmy muszą dostać wiele pozytywnych impulsów od państwa. One pobudzą ich rozwój i stworzą warunki do powstawania lepszej jakości miejsc pracy.

    Globalni gracze, czyli wielkie korporacje, wspierane mniej lub bardziej przez rządy, zajęli miejsca przy stoliku i bronią swojego stanu posiadania. Czy Polska może się dosiąść i wziąć udział w grze? Każdy kraj ma, a na pewno powinien mieć, swoich gospodarczych czempionów. Kraje Europy Zachodniej, dzięki większej stabilności politycznej i gospodarczej, miały nieporównywalnie lepsze warunki do tworzenia firm-narodowych marek. My jesteśmy dopiero na początku tej drogi, choć stworzyliśmy już kilku takich czempionów (np. Orlen, Azoty, KGHM). Dlatego tak kluczowe jest zarówno zbudowanie ich pozytywnej marki, poprzez skuteczne wsparcie promocyjne ze strony polskiej administracji i dyplomacji, jak też stworzenie przez rząd stabilnego i sprzyjającego rozwojowi otoczenia gospodarczego.

    Budżet realizuje priorytetowy program rządu wspierania rodzin „500+”. Co to znaczy, że „zamożni Polacy winni zrezygnować z pobierania tych pieniędzy”? Program 500+ to długofalowa inwestycja demograficzna w przyszłość. Chodzi przecież o wzmocnienie naszej populacji. Ale to także
    wydatek po stronie państwa. Dlatego tak poważny program prospołeczny staraliśmy się zbudować równoważąc dwa czynniki: społecznodemograficzny i fiskalno-finansowy. Generalnie wsparcie obejmuje rodziny z co najmniej dwójką dzieci, ale wszyscy wiemy, że są wśród nich takie, które pomocy nie potrzebują. Sam deklarowałem, że nie skorzystam z tego programu.

    Bogatym nie powinna przysługiwać kwota wolna od podatku

    Ze stwierdzeniem, że w Polsce kwota wolnaod podatku jest zbyt niska, nikt nie będzie polemizował. Proces jej podnoszenia najlepiej rozłożyć na dwa-trzy lata i wyłączyć z niego osoby zarabiające najwięcej. Moim zdaniem, warto zwrócić uwagę na mechanizm progresywny i wzór brytyjski, czyli wprowadzić próg finansowy, od którego podwyższona kwota wolna nie przysługuje. Takie działanie z jednej strony ograniczy zmniejszony strumień wpływów
    budżetowych, a z drugiej – poprawi sytuację materialną osób o niskich i średnich dochodach.

     

    Główny geolog poprowadzi PGNiG

    Piotr Woźniak już oficjalnie dzierży stery naszego gazowego czempiona. Do niedawna był delegowany z rady nadzorczej jako p.o. prezesa. Z firmą miał już ścisłe związki: w latach 2000-2002 jako wiceprezes zarządu ds. handlu i restrukturyzacji odpowiadał m.in. za przekształcenie spółki w grupę kapitałową. Za rządów PiS był ministrem gospodarki, za koalicji PO-PSL – wiceministrem środowiska i głównym geologiem kraju. Przejmuje firmę w dość komfortowych warunkach. Ceny gazu spadają, rozpoczął także działalność terminal LNG, który zwiększa polską niezależność od dostaw gazu. Plany to rozbudowa interkonektorów oraz budowa połączeń z Norwegią i Litwą. W praktyce Polska staje się niezależna od Gazpromu i tę sytuację Piotr Woźniak powinien wykorzystać w trwającym postępowaniu arbitrażowym na wniosek PGNiG w stosunku do Gazpromu.

    Zmiana warty w Grupie Azoty

    Mariusz Bober zastąpił Pawła Jarczewskiego w fotelu prezesa Grupy Azoty, największej w Polsce (i drugiej w Unii Europejskiej) spółki nawozowej. Nowy prezes sam o sobie pisze „ekonomista, absolwent warszawskiej SGH, wszechstronny i skuteczny menadżer, specjalista do spraw trudnych”. Przez ponad dwie dekady związany był z takimi firmami, jak KGHM, Zakłady Chemiczne Police czy PGNiG. Zajmował się restrukturyzacją Walcowni Metali Łabędy, a także przekształceniem funduszu inwestycyjnego w firmę produkcyjną – KGHM Ecoren. Doprowadził do zakupu od Skarbu Państwa firmy Centrozłom Wrocław, zrestrukturyzował spółkę SUPRA Agrochemia. Był nawet kierownikiem PGR-u. Bober obejmuje dobrze zorganizowaną grupę, konkurującą na nierównym światowym rynku, gdzie przewagę mają m.in. producenci amerykańscy, korzystający z taniego gazu ziemnego. Gdzieś w tle mamy obawy przed wrogim przejęciem Azotów przez Rosjan i w związku z tym niejasny plan połączenia Grupy Azoty z PGNiG. Byłaby to skomplikowana operacja, ale przy odpowiedniej dozie determinacji – do zrobienia.

    Ważne Informacje

    Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

    W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

    23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

    21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

    Stop the clock na rynku ESG

    ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

    Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

    Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

    AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

    Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

    Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

    Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...