.
Strona główna Blog Strona 394

Plus minus 500

Zaczęło się 1 kwietnia, i nie był to prima aprilis. Pierwsze wnioski o wypłatę świadczenia wpłynęły przez internet tuż po północy. Świtem przed gminnymi ośrodkami pomocy społecznej w wielu miejscowościach stały kolejki.

Niepotrzebnie, bo biurokratyczna machina ruszyła ociężale, ale w miarę skutecznie. Po miesiącu można ocenić, że start rządowego programu pomocy rodzinie w wychowywaniu dzieci nie odbiegał od wielu administracyjnych kampanii w przeszłości. Mieliśmy już wówczas za sobą potężną debatę, jaka towarzyszyła ogłoszeniu programu i jego ścieżce legislacyjnej. Niestety, argumenty merytoryczne w tej dyskusji zostały przygłuszone przez optykę swój-obcy, czemu towarzyszyło przywoływanie do porządku swoich, ale niepokornych. Ten stan trwa właściwie do dzisiaj. Największym pechem rządowego programu jest bowiem to, że dostał się w tryby bezwzględnej walki politycznej. Tymczasem opinia publiczna patrzy na sprawę inaczej. Zgodnie z badaniami CBOS, aż 80 proc. Polaków popiera rządowy program. Znaczy to, że popierają go także ci, którzy nie będą beneficjentami programu i nie liczą na pieniądze od rządu. Nie po raz pierwszy ogół jest rozumniejszy od polityków. Nie zawsze czysto grają obie strony sporu. Wygląda jednak na to, że program będzie żył własnym życiem i sam się obroni. Jakie ma wady, a jakie zalety?

Plus czy +

Zacznijmy od tego, że nie jest zupełnie jasne, jak ten program w ogóle się nazywa. Ustawa go wprowadzająca nosi tytuł „O pomocy państwa w wychowywaniu dzieci”. W dokumentach i oficjalnych wystąpieniach rządowych pada nazwa „Rodzina 500 plus”, w publicystyce i mowie potocznej częściej występuje jako „500+”. I tu tkwi pierwszy haczyk. W ustawie jest mowa o corocznej, inflacyjnej waloryzacji kwoty 500 złotych. Będziemy więc za rok mieli „Rodzinę 503plus”, a za dwa lata „507”? To pierwszy z brzegu dowód, że twórcom programu brakło czasu na myślenie (wariant: program jest bezmyślny – niepotrzebne skreślić zgodnie z własnymi sympatiami politycznymi). Ale wątpliwości terminologiczne to drobiazg. W bitwie o 500+ padają bowiem salwy najcięższej artylerii. Zamierzony jako jeden z licznych dodatkowych programów społecznych, program 500+ okazał się ważący dla fundamentów ekonomii państwa.

Ryba czy wędka

W wąskim ujęciu 500+ to – niestety – dawanie ryby, a nie wędki. Tyle, że poglądy na tę kwestię w świecie właśnie się zmieniają. Coraz więcej ekonomistów spoza kręgów liberalnych dopuszcza możliwość wręczania ludziom pewnych kwot pieniędzy za sam fakt, że są. Powstał nawet projekt „pensji obywatelskiej” na poziomie minimum socjalnego. Dla państwa, gospodarki i społeczeństwa traktowanych jako całość skutki takiego rozdawnictwa mają być pozytywne na wielu polach, także psychologicznym.Krytycy akcentują jednak, że są to pomysły realne tylko w bardzo wąskiej grupie najbogatszych krajów. Polska z pewnością do tej grupy nie należy. I właśnie dlatego wybraliśmy tylko tę część potrzebujących, której państwo ma największy interes pomagać – odpowiadają zwolennicy 500+. Na polskim gruncie najważniejsza jest odpowiedź na pytanie: co beneficjenci zrobią z pięcioma setkami, które im łatwo przyszły? Odpowiedź jest prosta: pójdą do sklepów. Istnieją analizy, z których wynika, że 80 proc. tych pieniędzy zwiększy wydatki konsumentów. A dodatkowych kilkanaście miliardów złotych rocznie na rynku po stronie popytu to istotny bodziec także dla podaży. Ministerstwo Finansów twierdzi, że środki z programu 500+ przyspieszą w najbliższych latach realne tempo wzrostu konsumpcji prywatnej do około 4 proc. Ryzyko inflacyjne w dzisiejszych realiach wydaje się mniej groźne.

Więcej dzieci
Tu dotykamy najdelikatniejszej kwestii całej sprawy. Istotą uruchomienia programu są cele społeczne, a nie ekonomiczne. Chodzi o zwiększenie dzietności, czyli skłonienie rodziców do decyzji o jeszcze jednym dziecku w rodzinie. Jest to niesłychanie ważne wobec już trwającego kryzysu demograficznego w Polsce. Odwrócenie złych tendencji warte jest każdych pieniędzy. Ministerstwo Finansów oszacowało, że 500+ przyniesie trwałe zwiększenie współczynnika dzietności o 10 proc., co ma przełożyć się w latach 2050-2060 na wzrost podaży pracy o 2,5 proc. Łatwo wyśmiać prognozy wybiegające 40 lat w przód, ale przyznać też trzeba, że jakieś ekstrapolacje są przecież potrzebne. Jednak czy do realizacji słusznych celów wybrano naprawdę najlepsze narzędzie? Z badań wynika, że na poziom dzietności wpływ mają nie tylko bodźce finansowe, lecz także przepisy prawa pracy, sytuacja na rynku mieszkaniowym, dostęp do żłobków i przedszkoli i wiele innych czynników.

Panie na lewo
Jeszcze dalej idzie koncepcja, w myśl której istnieją odmienne bodźce kierowane do kobiet i do mężczyzn. Te pierwsze to, na przykład, darmowe żłobki, łatwo dostępne przedszkola, itp. Męski charakter mają natomiast bezpośrednie transfery pieniędzy. Autorzy tego badania twierdzą, że dla osiągnięcia takiego samego wzrostu dzietności wystarczą trzy razy mniejsze nakłady na zachęty kierowane do kobiet. Program 500+ do tej grupy zdecydowanie nie należy. Wspomniane badanie prowadzone było w 19 krajach europejskich, w tym w Polsce. Z tej samej pracy naukowej wynika jeszcze, że to kobiety są bardziej niż mężczyźni niechętne powiększaniu rodziny. Różnicę tę udało się zniwelować tylko w Belgii, Francji i Norwegii. Są to kraje, w których udział ojców w opiece nad dziećmi jest najwyższy. Informacja dla panów: najwyższy udział oznacza tu wykonywanie około 40 proc. czynności przy dziecku.

Europa nie rodzi
Skoro jesteśmy już przy porównaniach międzynarodowych: Polska nie jest jedynym państwem, które usiłuje zwiększyć dzietność i uruchamia specjalne programy. Polski program wspomagania urodzin jest skromniutki i delikatny.Tu konieczne jest nieco teorii. Aby ludność państwa utrzymywała się na stałym poziomie, wskaźnik dzietności musi wynosić 2,1. Takiego wskaźnika nie osiąga żaden z krajów Unii Europejskiej, a przybliża się doń tylko Francja, wyraźnie odstająca od reszty. Poziom 2,0 wykazuje jeszcze tylko Irlandia. Polska ze wskaźnikiem 1,33 zajmuje w UE miejsce 25., czwarte od końca (dane z 2014 roku). Światowi rekordziści, kilka państw afrykańskich, legitymują się wskaźnikiem bliskim 7,0. Pozostając w gronie porównywalnych państw UE, warto przyjrzeć się systemowi francuskiemu, jedynemu efektywnemu. Otóż jest on bardzo rozbudowany (czytaj: kosztowny). Obejmuje system podatkowy premiujący rodziny, w których jedno z rodziców nie pracuje, lecz wychowuje dzieci. Państwo zapewnia także dodatki i ulgi podatkowe na opłacenie niań do dzieci. Rodziny z dziećmi taniej podróżują komunikacją publiczną i mniej wydają na bilety do kin, teatrów i muzeów. Ciekawe, że zasiłki bezpośrednie, wypłacane w gotówce, promują rodziny z dwojgiem, trojgiem dzieci, a nie większe. Istnieje przy tym dziwna prawidłowość. Podobne rozwiązania przynoszą w różnych krajach różne efekty. Niemcy mają system polityki prorodzinnej podobny do francuskiego i wydają na pomoc rodzinie nawet więcej pieniędzy. Tymczasem francuski współczynnik dzietności wciąż rośnie, a niemiecki od lat oscyluje wokół 1,4. To pokazuje, że konstruowanie programów prorodzinnych jest bardzo trudne i łatwo o pokusę odłożenia sprawy na później. Pozytywem jest zatem sama chęć zmierzenia się z problemem.

Pusta kieszeń
Jedna jedyna kwestia powinna spędzać rządowi sen z powiek i najpewniej tak się dzieje, chociaż na zewnątrz prezentowana jest pewność siebie. Tą kwestią jest zapewnienie pieniędzy na wypłaty w kolejnych latach. Nie da się bowiem ukryć, że – jak dotąd – rząd sięga do pustej kieszeni. Z zasad 500+ wynika, iż 2,7 mln rodzin wychowujących 3,8 mln dzieci otrzyma świadczenia. Oznacza to, że 1,8 mln rodzin i 3 mln dzieci jest wyłączonych z programu. Świadczenia będą kosztowały budżet państwa w pierwszym (niepełnym) roku 17 mld zł, a w następnych 22-23 mld złotych rocznie. Jak szybko policzono, taka decyzja zwiększy deficyt budżetu o blisko 1 procent i wyniesie on wtedy 4 proc. PKB. A wówczas Polska ponownie wpadnie w unijną procedurę nadmiernego deficytu. Skutki tego mogą być wielorakie; na przykład, zablokowanie niektórych transz środków z UE. Na pytania o źródła finansowania 500+ i innych zamierzeń odpowiedzi są, niestety, mało konkretne. Ewentualny zamiar tzw. finansowania deficytem, czyli dodatkowych emisji obligacji, wiąże się ze sporym ryzykiem, bo obligacje mogą nie znaleźć nabywców na światowych rynkach. Projekty uszczelnienia systemu podatkowego, zwłaszcza VAT, są jeszcze mgławicowe, nadto trudno tu liczyć na przychody, o jakich mowa. Zaś możliwość długotrwałego utrzymywania się dobrej koniunktur i stopy wzrostu wyższej od założonej, co przyniosłoby budżetowi dodatkowe nieplanowane wpływy, czyli tzw. rentę, to dzisiaj niestety bajkopisarstwo. Staje się oczywiste, że powstanie konieczność ostrego przykręcenia śruby fiskalnej i to w wielu miejscach. A to jest dla każdego rządu strzał w stopę. Trudno przyjąć, że rząd nie jest tego świadomy. Można tylko podziwiać jego odwagę i determinację.

Skutki pośpiechu
Wątpliwość co do źródeł sfinansowania to najpoważniejsza skaza programu 500+, ale nie najbardziej irytująca. Za taką trzeba uznać liczne, zbyt liczne, potknięcia i nieścisłości w programie, które dopiero teraz wychodzą na jaw i muszą być pojedynczo naprawiane drogą kolejnych specregulacji. Najgłośniejsza stała się kolizja z przepisami alimentacyjnymi, tu musiał interweniować prezydent. Ale są i inne wpadki. Przykładowo, samotna matka z minimalną pensją i alimentami 300 zł ma za duży dochód i już nie dostanie świadczenia. Także niewielki przyrost zarobków rodzica może wyrzucić dziecko z systemu. Stąd obawa, że niektóre osoby mogą rezygnować z legalnej pracy i zasilić szarą strefę. Inny problem to nagły przyrost uczuć rodzicielskich i mnogie wnioski o przywrócenie praw i powrót do domu pociechy przebywającej w domu dziecka. Każdego z tych błędów można było uniknąć, gdyby nie legislacyjny pośpiech. Bo program 500+ stał się, niestety, także kiełbasą wyborczą. A kiełbasa bywa smaczna, ale lepiej nie wiedzieć, jak jest robiona.

Globalna Polska, czyli jak osiągnąć sukces za granicą

Na 50. piętrze budynku Złota 44 w Warszawie, 21 kwietnia tego roku odbyła się Gala „Globalna Polska” zorganizowana przez Wydawnictwo Business Magazine Manager oraz Vision Group

W pierwszej części debaty wzięli udział przedsiębiorcy, którzy osiągnęli za granicą sukces. W drugiej części skupiono się na działaniach typu public affairs i lobbingu. Galę prowadził dziennikarz telewizji TVN Jarosław Kuźniar. W imieniu organizatorów powitali licznie przybyłych gości: redaktor naczelny magazynu „Manager” Piotr Cegłowski i Małgorzata Bogusz, dyrektor public affairs w Vision Group. W ostatnich 10 latach polski eksport rósł w tempie 10 procent. Od dekady jesteśmy na plusie w usługach w handlu z zagranicą. W zeszłym roku po raz pierwszy od zmiany ustroju byliśmy „nad kreską” w handlu towarami. Łącznie nadwyżka Polski sięgnęła 50 mld złotych. To sukces, który możemy przypisać polskim przedsiębiorcom. Pracowitym, zdeterminowanym i innowacyjnym. Dlatego też w dwóch panelach dyskusyjnych zastanowiono się, co zrobić, żeby polskie produkty miały na rynkach polskim i zagranicznych jeszcze mocniejszą pozycję. Pierwszą część debaty rozpoczął Tomasz Ślęzak, wiceprezes Work Service, firmy, która połowę swoich wyników finansowych wypracowuje za granicą.

od lewej: Sebastian Klimek, wiceprezes, Powszechny Zakład Ubezpieczeń; Joanna Łodygowska, szef Działu Komunikacji, Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena ERIS; Robert Zmiejko, dyrektor Biura Strategii i Relacji Międzynarodowych, PKO Bank Polski

Work Service działa od dziesięciu lat na rynkach zagranicznych – jak przypomniał wiceprezes Ślązak. Swój sukces zawdzięcza mądrej polityce akwizycji firm na rynkach np. środkowoeuropejskich. Czy polska firma reprezentująca usługi finansowe może z powodzeniem konkurować z firmami amerykańskimi, szwajcarskimi czy brytyjskimi? Okazuje się, że tak, a najlepszym tego dowodem jest wejście na rynek amerykański pół roku temu firmy Cinkciarz.pl. Piotr Kiciński, wiceprezes spółki, sukces firmy upatruje w jakości usług proponowanych w internecie i sposobie przekazywania komunikatów do klienta. Nie bez znaczenia są działania lobbingowe, które powodują, że zmienia się postrzeganie produktów z danego kraju. Charles Lewington, dyrektor zarządzający Hanover Communications, były rzecznik premiera Wielkiej Brytanii, podzielił się swoimi doświadczeniami w tej dziedzinie, a jako osoba blisko związana z ośrodkiem władzy ma ich sporo. Wspomniał też, jak ważną, kapitalną rolę odgrywa w dzisiejszym świecie lobbing, funkcjonujący wszędzie, od parlamentów krajowych począwszy, a na Brukseli kończąc. Łukasz Goździor, dyrektor zarządzający Fundacji Marka dla Polski, mówił o tym, czego brakuje produktom Made in Poland, żeby cieszyły się wysoką renomą i popularnością na rynkach zagranicznych.

Za przykład harmonii i mądrego zarządzania marką uznał firmy, które w ostatnich 27 latach osiągnęły niekwestionowany sukces – Fakro, Solaris, InPost, Pesa. A co dzieje się w przypadku zdobywania obcych rynków przez polskie banki? Na to pytanie odpowiedział Robert Zmiejko, dyrektor Biura Strategii i Relacji Międzynarodowych w PKO Banku Polskim SA. Nie jest to łatwe zadanie, ale polskim bankom coraz częściej udaje się wchodzić na zagraniczne rynki i osiągać sukcesy. Po 27 latach od transformacji ustrojowych Bank PKO Bank Polski SA podjął decyzję, aby podążać globalnie za klientami i dlatego 9 grudnia 2015 roku otworzył pierwszą placówkę banku we Frankfurcie nad Menem. Na rynku niemieckim jest 180 tys. polskich firm. Podkreślił: „interesujemy się nowymi rynkami, gdzie zamieszkuje wielu naszych rodaków, ale także interesujemy się rynkami alternatywnymi, gdzie jest szansa na ogromny progres w najbliższym czasie, czyli np. Iran.” O tym, dlaczego udało się uzyskać w zeszłym roku nadwyżkę w handlu z zagranicą, mówił Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Polscy przedsiębiorcy świadomie używają nowych technologii i są bardziej elastyczni niż biznesmeni z UE. Mamy przedsiębiorczość w DNA i to nas odróżnia od wielu innych nacji. Charles Lewington za największy sukces uznał historię zdobywania rynku i budowania marki przez nasze browary w Wielkiej Brytanii. Dla Work Service największą przeszkodą, ale i zadaniem by wyjść za granicę było pokonanie naszych przywar narodowych – zauważył  wiceprezes Tomasz Ślęzak. Wchodząc na rynek amerykański Cinkciarz.pl w kampanii reklamowej wykorzystał wizerunek Lecha Wałęsy. Zauważono to w Polsce, co tu kryć – bardziej niż w USA.

 

Spółka twierdzi, że był to bardzo dobry pomysł. Łukasz Goździor wspomniał, że najczęściej, gdy mowa o produktach „Made in Poland” pojawia się polska wódka i dlatego czeka nas jeszcze długa droga do zbudowania silnych marek, także dobrego wizerunku Polski za granicą. Jak administracja rządowa może pomagać w rozwinięciu się polskich firm za granicą? Andrzej Sadowski zauważył, że polscy biznesmeni są często tam, gdzie nie ma polskich ambasad. Biznes wyprzedza administrację rządową. Zdarzają się, niestety, też wpadki, kiedy np. rząd podejmuje decyzję o likwidacji polskiej ambasady w Ułan Bator, w kraju, który dynamicznie się rozwija. . W drugiej części debaty skupiono się na ogromnej roli, jaką spełnia we współczesnej komunikacji, budowaniu marki, ekspansji biznesu public affairs i EU Relations. Małgorzata Bogusz zauważyła, że coraz więcej firm rozgranicza public affairs od public relations. Katarzyna Barańska odniosła się do kwestii sukcesu polskiej firmy za granicą w kontekście budowania globalnego biznesu. Za źródło sukcesu uznała efektywną i kreatywną strategię marketingową, która umożliwi nawiązanie i podtrzymanie dialogu marki i konsumenta. Szczególnie, aby osiągnąć sukces, trzeba zadbać o wewnętrzna spójność marki i jej odbioru. Piotr Schramm z kancelarii Gessel odniósł się do problemu wejścia na rynki zagraniczne polskich marek i tego, czy firmy potrzebują specjalnej pomocy i konsultacji prawnej. Lobbing jest zjawiskiem starym jak świat. W Polsce public affairs ma szansę zyskać na znaczeniu. „Polskie firmy coraz częściej zdobywają rynki wschodzące, wchodzą także do USA i na Bliski Wschód” – stwierdziła Małgorzata Bogusz. Spotkanie zakończyła uroczystość wręczenia dyplomów zwycięzcom plebiscytu przeprowadzonego wśród czytelników magazynu „Manager” na najbardziej rozpoznawalną polską markę i najbardziej utytułowaną markę polską kojarzoną z podbojem rynków światowych.

Trafiony, zatopiony

Przez czternaście lat Paweł Olechnowicz zarządzał Grupą Lotos. W fotelu prezesa zasiadł 12 marca 2002 roku, kiedy nikomu nie śniło się, że powstanie Grupa Lotos– istniała jedynie stosunkowo niewielka Rafineria Gdańska. Manager przetrwał rządy SLD, PiS-u z koalicjantami, dwie kadencje rządów PO i PSL, ale po 14 latach musiał rozstać się z Lotosem. Tymczasowo zastąpił go Robert Pietryszyn, przewodniczący rady nadzorczej. Nowego szefa wyłoni konkurs. Paweł Olechnowicz z niewielkiego przedsiębiorstwa stworzył mocną grupę paliwową. W jej skład poza Rafinerią Gdańską weszły rafinerie południowe zlokalizowane w Czechowicach, Jaśle i Gorlicach (Glimar), a także Petrobaltic – przedsiębiorstwo zajmujące się wydobyciem i poszukiwaniem ropy naftowej. Firma znalazła się w czołówce największych spółek Europy Środkowo-Wschodniej. Program inwestycyjny 10+ zwiększył zdolności przerobowe z 6 mln do 10,5 mln ton rocznie, firma ma najnowocześniejsze instalacje i realizuje kolejne, szeroko zakrojone inwestycje. Grupa składa się z kilkunastu spółek.

W gdańskim porcie

Rewelacyjne ubiegłoroczne wyniki gdańskiego portu, zarówno finansowe, jak i pod względem przeładunków, i jeszcze lepsze perspektywy w tym roku nie uchroniły przed odwołaniem ze stanowiska prezesa Zarządu Morskiego Portu Gdańsk (ZMPG) Doroty Raben. Gdański port rozwija się dynamicznie od lipca 2013 roku, gdy zarządzała nim  Dorota Raben. Trwające i planowane inwestycje to kilka miliardów złotych. W 2015 roku przeładowano niemal 36 mln ton ładunków. To rekord. Kogo stracił Port Gdańsk? Przede wszystkim doświadczoną manager z bogatą karierą zawodową w międzynarodowym biznesie. Absolwentkę Wydziału Chemii UAM, która całe życie zawodowe poświęciła zarządzaniu i logistyce. Rozwijała Grupę Raben, pracowała na stanowiskach kierowniczych w takich firmach, jak Promexim (Royal Frans Maas Group), Gefco, FM Logistic. Jest trenerem biznesu, certyfikowanym przez Brian Tracy International. Kształci kadry wykładając w Akademii Leona Koźmińskiego, SGH oraz PAN. Podobno nikt nie jest niezastąpiony, ale tym razem może być trudno.

Na czele ukraińskich kolei

Wojciech Balczun, były prezes PKP Cargo, a jeszcze niedawno przewodniczący rady nadzorczej PLL LOT, nową posadę znalazł na Ukrainie. Został dyrektorem generalnym i prezesem ukraińskich kolei Ukrzaliznycja, z pokaźnymi zarobkami, acz w dużej części uzależnionymi od efektów. Jeśli u naszych sąsiadów poradzi sobie tak jak w Polsce z PKP Cargo, ukraińskie koleje mają przed sobą świetlaną przyszłość. W fotelu prezesa towarowego przewoźnika kolejowego zasiadł w 2008 roku, kiedy spółka była w opłakanym stanie i co rok notowała większe straty. Ostra restrukturyzacja przyniosła efekty, prezes w ciągu kilku lat wydobył spółkę z niebytu, a wielomilionowe straty zamienił na wielomilionowe zyski. Zmodernizowano też tabor, spółka weszła na giełdę i średnio uruchamia tysiąc pociągów dziennie. Ukrzaliznycja to jeden z największych przewoźników kolejowych na świecie z 370 tys. pracowników. Linie kolejowe liczą ponad 22 tys. kilometrów, ale tylko mniej niż połowa jest zelektryfikowana. Spółka ma też prawie 1700 dworców kolejowych. Po wyzwaniach u polskiego przewoźnika przed absolwentem Uniwersytetu Śląskiego zadania znacznie, zapewne znacznie większe niż w kraju. Wojciech Balczun znany jest też ze swych pasji muzycznych. Jest założycielem, liderem i gitarzystą zespołu rockowego Chemia.

Nowa posada Marka Woszczyka

Marek Woszczyk, były już prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej, bezrobotny był tylko przez 24 godziny i szybko został dyrektorem generalnym spółki PGNiG Upstream International. Z elektroenergetyki przesiadł się do branży gazowniczej i będzie czuwał nad zagranicznymi włościami PGNiG, naszego gazowego giganta. Zagraniczne przyczółki polskiej firmy to siedziba w Sandnes w Norwegii i koncesje poszukiwawczo-wydobywcze na Morzu Norweskim, Północnym i Barentsa. PGNiG Upstream International prowadzi poszukiwania złóż na szelfie Morza Norweskiego od roku 2007. Pod koniec roku 2012 spółka zaczęła wydobywać gaz ziemny i ropę naftową ze złoża Skarv (Norweski Szelf Kontynentalny – środkowa Norwegia). Dziś, wraz z partnerami, prowadzi również wydobycie ze złóż Morvin, Vilje i Vale. Zagospodarowuje też złoża Snadd. Marek Woszczyk przed wejściem w biznes energetyczny przez 15 lat pracował w URE, a latach 2011-2013 był prezesem URE. Był też pracownikiem naukowym. Jest absolwentem studiów podyplomowych Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, MBA uzyskał w Akademii Leona Koźmińskiego, a w przeszłości ukończył Wydział Nawigacyjny Wyższej Szkoły Morskiej. Teraz będzie nawigować w poszukiwaniu podmorskich złóż.

Zmiany w Porcie Lotniczym Łódź

Tomasz Szymczak został nowym prezesem portu lotniczego w Łodzi. Ukończył Zarządzanie na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Gdańskiego, gdzie zdobył tytuł doktora nauk ekonomicznych. Tytuł jego pracy doktorskiej to „Globalny duopol produkcji dużych samolotów cywilnych na przykładzie transatlantyckiej konkurencji boeinga i airbusa”. Posiada dyplom MBA z zakresu zarządzania zdobyty na Uniwersytecie Dunajskim w Austrii. Był odpowiedzialny za restrukturyzację linii lotniczej Centralwings. Wcześniej był członkiem zarządu spółki Międzynarodowy Port Lotniczy im. Jana Pawła II Kraków-Balice. Ostatnio pracował w spółce Welcome Airport Services jako wiceprezes zarządu odpowiedzialny za sprawy handlowe. Łódzkie lotnisko jest dla Tomasza Szymczaka wyzwaniem, ale – jak sam twierdzi – jest optymistą. Najważniejsze jest zwiększenie liczby destynacji, a co za tym idzie zwiększenie liczby pasażerów oraz obsługi cargo. Stawia także na promocję obecnych połączeń do międzynarodowych hubów Monachium i Amsterdamu oraz Paryża, do którego loty ruszają 2 czerwca.

Zmiana w CTL Logistics

Po sześciu latach za sterami CTL Logistics Jacek Bieczek zrezygnował z funkcji prezesa zarządu. Z firmą był związany od 18 lat. Jego miejsce zajął Jarek Król, wcześniej członek zarządu, w spółce od roku 2013. Ekspert od 20 lat związany z sektorem logistyki i FMCG, specjalista w zakresie łańcucha dostaw, logistyki, planowania oraz optymalizacji procesów i restrukturyzacji przedsiębiorstw. Pracował na najwyższych stanowiskach operacyjnych i zarządczych w takich firmach, jak Danone, Tchibo, Gillette i Procter & Gamble w rejonie Europy Środkowej i Wschodniej, na Bliskim Wschodzie i w Afryce oraz w USA. Był dyrektorem zarządzającym w DHL Supply Chain, Wincanton i CEVA Logistics. Przed nim nowe wyzwania po ważnym dla firmy roku 2015, kiedy grupa stała się kompleksowym operatorem logistycznym, wdrożyła nową strategię handlową i stworzyła centrum operacyjne Control Tower. Firma wzmocniła też pozycję na rynku niemieckim: w 2015 roku CTL Logistics GmbH zanotował rekordowe wyniki.

Ważne Informacje

Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...