.
Strona główna Blog Strona 393

Elastyczne zarządzanie

    Zbigniew Zajączkowski, prezes Eiffage Polska Budownictwo, o szansach projektów PPP i spektakularnych inwestycjach oraz etyce biznesu

    Firma, którą Pan kieruje, doskonale poradziła sobie debiutując na parkiecie, jak i później wycofując się z GPW… Ciekawy przykład elastycznego zarządzania.
    Eiffage Polska jest sukcesorem Miteksu, który – jeszcze pod nazwą Mitech – rozpoczął działalność w 1987 roku, a jego założycielem był Michał Sołowow. Firma rozwijała się bardzo dynamicznie, m.in. dzięki udanym akwizycjom i agresywnemu marketingowi. W 2004 roku była jedną z trzech największych spółek branży budowlanej notowanych na GPW. Nie oznacza to jednak, że omijały ją problemy. Wejście w skład Grupy Eiffage w roku 2005 uzdrowiło sytuację, otwierając jednocześnie perspektywy rozwoju.

    Miał Pan okazję w czynny sposób uczestniczyć w tych zmianach.
    Przez 10 lat byłem dyrektorem oddziału krakowskiego Miteksu. Później na krótko zostałem prokurentem, a od pięciu lat jestem prezesem Eiffage Polska Budownictwo. Po tylu latach chyba niewiele jest w stanie mnie zaskoczyć.. Zatrudniamy około 300 osób, nasze przychody to 600 mln złotych rocznie. Działamy na terenie całego kraju, koncentrując się jednak na Warszawie, Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu.

    Realizujecie kilka inwestycji, którym media poświęcają wiele uwagi.
    Kończymy obecnie jedno z największych centrów handlowych w Europie – Posnania – w którym znajdzie się 40 dużych sklepów, 220 butików i 40 restauracji. Z tego co wiem, inwestor – Apsys – nie miał problemów ze znalezieniem najemców. To godny odnotowania sukces, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że stolicę Wielkopolski dzieli od Berlina zaledwie około półtorej godziny jazdy samochodem. Kolejne ciekawe przedsięwzięcie to wrocławski budynek OVO, o niezwykłej, nowoczesnej architekturze. Będzie mieścił biura, część handlową, pięciogwiazdkowy hotel i apartamenty. Dla tego samego inwestora – Wings Properties – również we Wrocławiu prowadzimy adaptację zabytkowego budynku na klinikę połączoną z domem opieki dla wymagających pensjonariuszy. Nie sposób też nie wspomnieć o naszym zaangażowaniu w budownictwo przemysłowe. Na zlecenie Rafako budujemy elementy bloku energetycznego w Elektrowni Jaworzno. Skalę przedsięwzięcia dobrze ilustruje wykonanie potężnej płyty fundamentowej: betonowanie zajęło 5 dni i nocy w trybie ciągłym.

    Mitex angażował się w projekty PPP i – tak jak wiele innych firm – naraził się na poważne problemy. Jak Pan patrzy na przyszłość tego rodzaju inwestycji?
    Nadal jestem optymistą. Choć nie było łatwo, to jednak sukcesem zakończyła się budowa w systemie PPP centrum administracyjnego w Dąbrowie Górniczej i wielkiego parkingu podziemnego Pomimo starań prezydenta Jacka Majchrowskiego nie udało się, niestety, zrealizować podobnej inwestycji – sieci parkingów podziemnych – w Krakowie, choć znalezienie miejsca parkingowego w centrum graniczy z cudem. Nowe rozwiązania prawne dotyczące PPP to wielka szansa – zarówno dla samorządów, jak i firm budowlanych. A Eiffage to znakomity potencjalny partner – nie mamy problemów z płynnością, stać nas na finansowanie tego rodzaju przedsięwzięć, a doświadczenie i referencje są naszą silną stroną.

    Co w Pana oczach – managera z tak długim stażem – decyduje o sukcesie w dziedzinie zarządzania?
    Szybki dostęp do prawdziwych informacji, z czym nierozerwalnie łączy się zaufanie do współpracowników. Kolejna sprawa to umiejętność motywowania zespołu, zwłaszcza tak często niedoceniane „miękkie” instrumenty zarządzania. To ważne elementy naszej firmowej Księgi Etyki Biznesu.

    Na koniec proszę o kilka słów o Pańskiej karierze.
    Jestem absolwentem Politechniki Świętokrzyskiej. Na Wydziale Budownictwa wybrałem specjalizację Zarządzanie. Przez 7 lat pracowałem dla Exbudu, z czego 3,5 roku w norymberskiej firmie Max Bögl. Działo się to na przełomie lat 80. i 90. Stanowiło dla mnie – młodego inżyniera – trampolinę finansową, ale przede wszystkim zdobyłem unikalną
    widzę na temat nowych technologii i organizacji robót budowlanych. Dzięki temu zostałem dyrektorem biura budownictwa w Exbudzie SA, a potem prokurentem w Rux GmbH, firmie specjalizującej się w produkcji rusztowań. W 1997 roku trafiłem do krakowskiego oddziału Miteksu. Choć już od dawna pracuję w Warszawie, to jednak chętnie wracam do domów w Krakowie i rodzinnych Kielcach.

     Co lubi Zbigniew Zajączkowski?

    Zegarek Omega
    Ubrania Hugo Boss
    Wypoczynek Włochy: Toskania, „mała Wenecja”, czyli Chioggia, którą odwiedził 7 razy. Francja: Bretania i Prowansja
    Kuchnia włoska i francuska
    Restauracja PAPU w Warszawie
    Samochód jest miłośnikiem motoryzacji. Na co dzień jeździ BMW 3. Jeździ też Mercedesem GLK (własność żony), ale czasem… zabiera synowi Jeepa Wranglera na krótkie eskapady. Jego ulubione auto to Mercedes W124 D z roku1991. Niemało czasu spędził na kieleckim torze testując możliwości Mitsubishi Lancera Evo o mocy 380 KM
    Hobby golf (nawet w postaci biernej), którym usiłuje zarazić współpracowników

    Europejski Kongres Gospodarczy – Bruksela stawia na innowacyjność

    Unijna perspektywa budżetowa na lata 2014-2020 to miliardy złotych dla polskich małych i średnich przedsiębiorstw. Największe szanse na pozyskanie dofinansowania mają firmy, które wdrażają własne, nowatorskie technologie. To wpłynie korzystnie na innowacyjność całej polskiej gospodarki.

    Etap, w którym przedsiębiorcy finansowali z pomocą unijnych pieniędzy przede wszystkim majątek produkcyjny, zamknęliśmy razem z poprzednią perspektywą budżetową. W latach 2007-2013 mieliśmy do rozdzielenia 67 mld złotych,  czego na wsparcie przedsiębiorczości przeznaczyliśmy około 16 mld euro. Z preferencyjnego finansowania z Brukseli skorzystało 2-3 proc. działających w Polsce małych i średnich przedsiębiorstw. W perspektywie budżetowej 2014-2020 Polsce dedykowane jest 82,5 mld euro, rozwój przedsiębiorczości tym razem zasilić ma kwota 20 mld euro. Inaczej jednak niż w poprzednich latach rozłożone będą akcenty. Więcej pieniędzy mamy przeznaczyć na innowacje, na badania i rozwój oraz komercyjne wdrożenie efektów badań. Generalnie, mamy inwestować przede wszystkim w wiedzę, a nie majątek rzeczowy.

    Selekcja projektów
    W porównaniu do poprzedniej perspektywy ograniczone zostały także dotacje, więcej jest za to pieniędzy na instrumenty zwrotne, takie jak kredyty, pożyczki, leasing. To zmiana korzystna, bo wymusza na przedsiębiorcach więcej rozsądku w pozyskiwaniu kapitału – system z przewagą dotacji sprzyjał przejadaniu unijnych pieniędzy, których i tak nie trzeba było zwrócić. W połączeniu z podwyższonymi wymaganiami, stawianymi przez komisje oceniające projekty ubiegające się o finansowanie, oznacza to, że dostęp do unijnych pieniędzy jest dla przedsiębiorców trudniejszy.

    – Jeśli zgłasza się do nas firma, która chce po prostu kupić nową maszynę, to sugerujemy inne źródło finansowania niż unijne fundusze. Dużo większe szanse mają te projekty, w ramach których przedsiębiorcy wdrażają technologie opracowane przez siebie lub we współpracy z sektorem nauki – mówi Arkadiusz Sylpaczuk z firmy ADM Consulting, doradzającej przedsiębiorcom w pozyskiwaniu unijnych funduszy. Być może zmiana priorytetów, do czego przystosować muszą się eksperci oceniający wnioski, być może zapowiedź ze strony Unii ściślejszego monitorowania sposobu wydawania pieniędzy sprawia jednak, że pozyskiwanie pieniędzy trwa dłużej niż w poprzednich latach.

    – Tak jest na przykład w przypadku instrumentu o nazwie Kredyt Technologiczny. Pierwszy nabór wniosków zakończył się jesienią zeszłego roku, wyniki były dopiero pod koniec kwietnia. To długo, a przecież nim pieniądze trafią do przedsiębiorców miną kolejne miesiące – zwraca uwagę Arkadiusz Sylpaczuk.

    Kredyt Technologiczny to instrument, którym zarządza Bank Gospodarstwa Krajowego. W jego ramach firmy mogą otrzymać unijne pieniądze na zakup nowej lub wdrożenie własnej technologii. Wydłużenie procedur to przede wszystkim efekt zmiany sposobu rozpatrywania wniosków – w poprzedniej perspektywie budżetowej komisja oceniająca jakość projektów zapraszała na rozmowę jedynie tych przedsiębiorców, których pomysły uzyskały najwyższą ocenę według jasno określonych kryteriów. Teraz komisja przesłuchuje wszystkie firmy – wystarczy, żeby wniosek spełniał wymogi formalne. Przewlekanie procedur grozi tym, że nie zdążymy z rozdysponowaniem wszystkich przysługujących nam środków, bo ze względu na przeciągające się negocjacje z Brukselą programy operacyjne, w ramach których rozdzielimy większość pieniędzy, wystartowały z mniej więcej rocznym opóźnieniem.

    – W niektórych przypadkach warunki stawiane przedsiębiorcom w konkursach są zbyt wyśrubowane. To sprawia, że po pieniądze są w stanie sięgnąć jedynie duże, już okrzepłe na rynku przedsiębiorstwa. Mniejsze przedsiębiorstwa, na których rozwój Unia mocno stawia, są odcięte od finansowania – mówi Arkadiusz Dołba z firmy Euro-Direct Consulting. To nie znaczy, że spółki znajdujące się na wczesnym etapie rozwoju nie mają dostępu do unijnych funduszy, nawet jeśli w ich przypadku pozyskanie finansowania wiąże się z większym wysiłkiem niż w przypadku większych przedsiębiorstw.

    Unijne pieniądze w startupach
    Z raportu Fundacji Startup Poland wynika, że dla 30 proc. firm na wczesnym etapie źródłem kapitału były właśnie pieniądze z Unii, a biorąc pod uwagę, że 20 proc. z nich zdobyło kapitał od funduszy venture capital, które także bardzo często dysponują kapitałem z Brukseli, odsetek ten jest w istocie wyższy.

    – Oceniam ten odsetek jako wysoki. Można postawić tezę, że kapitału dla przedsiębiorstw na wczesnym etapie rozwoju, oczekujących finansowania na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych, jest na rynku nawet za dużo. Brakuje natomiast pieniędzy na wsparcie firm w fazie ekspansji, kiedy potrzeby kapitałowe wyrażają się w milionach złotych – mówi Agnieszka Skala, jedna z autorek raportu. Swoje badanie fundacja przeprowadziła w zeszłym roku, a większość unijnych pieniędzy pozostających w dyspozycji startupów pochodziła z bezzwrotnych dotacji, do których dostęp w bieżącej perspektywie budżetowej jest ograniczony. Jeśli firmy na wczesnym etapie rozwoju chcą szerzej sięgnąć po unijne pieniądze, konieczna jest korekta profilu ich działalności – zbyt mało tego rodzaju przedsięwzięć angażuje się w premiowaną przez Brukselę działalność badawczo- rozwojową i współpracę ze światem nauki.

    Badanie przeprowadzone przez Startup Polska dotyczyło firm tworzących branżę cyfrową – połowa ankietowanych przedsiębiorstw określała się jako producenci oprogramowania sprzedający swoje usługi w modelu SaaS (oprogramowanie jako usługa), ale tylko co czwarta firma deklarowała współpracę z uczelnią lub ośrodkiem naukowym. Z raportu wynika, że najłatwiejszy dostęp do unijnych pieniędzy powinny mieć startupy założone przez naukowców. Firmy stworzone przez osoby zawodowo powiązane z nauką stanowiły 15 proc. wszystkich startupów działających w branży cyfrowej. W tej grupie ponad połowa współpracuje z ośrodkami naukowymi, także w przeszłości tego rodzaju firmy były skuteczniejsze w pozyskiwaniu zewnętrznych źródeł finansowanie (pieniądze unijne, venture capital) niż przeciętny projekt na wczesnym etapie rozwoju.

    Kapitał dla venture capital
    Nawet jeśli firmom na wczesnym etapie rozwoju będzie trudniej bezpośrednio pozyskiwać unijne pieniądze na rozwój swojej działalności, to znacząca pula kapitału zasili fundusze zalążkowe i fundusze typu venture capital. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju rozpisało kolejny konkurs w programie BRIdge Alfa, w ramach którego branża VC otrzyma 450 mln złotych. Pieniądze może otrzymać nawet 40 funduszy, co w praktyce oznacza, że co trzeci tego typu podmiot działający w Polsce może liczyć na dofinansowanie. Środki z tego programu mogą być przeznaczone na inwestycje w startupy w początkowej fazie rozwoju. Maksymalna kwota inwestycji funduszu została ustalona na 1 mln złotych i tylko w szczególnych przypadkach może ona zostać podwyższona do 3 mln złotych. To nie usuwa luki na poziomie finansowania ekspansji, ale podmioty zaczynające dopiero działalność mogą liczyć na kolejny zastrzyk kapitału.

    Europejski Kongres Gospodarczy – Kierunek Iran

    Ramin Mehmanparast, ambasador Islamskiej Republiki Iranu, o rozwoju współpracy gospodarczej z Polską i szerokiej ofercie inwestycyjnej oraz turystycznej

    Historia stosunków między naszymi krajami jest bardzo długa i liczy ponad 540 lat. To dobra podstawa do jeszcze większego zbliżenia.
    Wszystko jest gotowe, aby przywrócić nasze stosunki do poziomu, który mieliśmy dwadzieścia kilka lat temu. Mało tego, jest szansa, aby ten poziom znacznie przekroczyć i uzyskać jeszcze wyższą jakość naszych relacji.

    Pana droga do dyplomacji otarła się o media, bo był Pan rzecznikiem prasowym Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
    Rzecznikiem prasowym Ministerstwa Spraw Zagranicznych Islamskiej Republiki Iranu byłem w latach 2009-2013. Wcześniej sprawowałem funkcje ambasadora w Tajlandii i Birmie, Kazachstanie, a od 2014 roku jestem ambasadorem Iranu w Polsce.

    Kiedy osiągniemy wymianę handlową między naszymi krajami na poziomie z początku lat 90., kiedy wynosiły one ponad 700 milionów dolarów?
    Myślę, że jeśli zrealizujemy umowy, które wynegocjowaliśmy między naszymi rządami, to za 2 lata osiągniemy wymianę handlową w wysokości 1 miliarda euro. Wymiana handlowa i współpraca między Iranem a Polską jest w chwili obecnej bardzo dynamiczna i jest to krzywa rosnąca. W tej chwili dopinane są umowy dotyczące inwestycji na polu energetycznym w Iranie, polskie inwestycje wartości 300-500 mln euro. W bardzo atrakcyjny irański przemysł petrochemiczny polscy partnerzy chcą zainwestować 200 mln euro.

    Dobra reputacja Polski w Iranie pomaga w robieniu interesów.
    Ta dobra reputacja Polski w Iranie sięga jeszcze czasów PRL, kiedy to polscy inżynierowie współtworzyli irańską infrastrukturę. Ważna jest przeszłość, historia naszych dobrych wzajemnych relacji. Iran nigdy nie uznał rozbiorów Polski, a w czasie ostatniej wojny przyjął polskich uchodźców z ZSRR w liczbie 120 tysięcy.

    Program GO Iran nabiera coraz bardziej realnych kształtów i ma coraz większe przełożenie na wolumen wymiany handlowej.
    Po zniesieniu sankcji wobec Iranu powstała ogromna szansa dla polskiego biznesu. Dotychczasowa polsko-irańska współpraca gospodarcza nie odpowiada potencjałom gospodarczym obu państw. Irańska gospodarka potrzebuje wsparcia w wielu dziedzinach, a Polska jest krajem atrakcyjnym cenowo. Polski przemysł maszynowy szczególnie cieszy się dużym uznaniem i popularnością w Iranie, ale również docenia się wasze rolnictwo, branżę spożywczą, farmaceutyczną, transportową czy budownictwo. Podczas wizyty w Iranie minister gospodarki Janusz Piechociński podpisał umowę o współpracy gospodarczej, która może stanowić punkt odniesienia do rozwoju współpracy handlowej między dwoma krajami. Iran przewiduje wielki program modernizacji i rozbudowy transportu publicznego. Polskie firmy – takie chociażby jak Solaris – mają na tym polu wiele do zaoferowania.

    Iran jest atrakcyjny dla polskich inwestorów ze względu na nienasycony rynek, ale też na znakomite położenie geograficzne.
    Iran ma znakomite położenie geograficzne w Azji Centralnej. Mamy granice na ziemi i na morzu z 15 państwami. Czyli poprzez Iran można dotrzeć do rynku liczącego prawie pół miliarda ludzi. Polska zaś ma także wyborne położenie w Europie Środkowo-Wschodniej. W czasach, kiedy wszyscy – firmy, państwa, organizacje – szukają nowych możliwości do robienia interesów, powinniśmy wykorzystać te trendy i zagospodarować nowe pola i rynki. Polska i Iran mogą być pomostem do uzyskania ważnych rynków. Iran jest też atrakcyjny dla polskich firm z kilku innych względów – prawie 80-milionowej populacji i chłonnego, nienasyconego rynku. Ważne też jest, że Iran jest bardzo bezpiecznym i stabilnym państwem.

    W jakie dziedziny gospodarki polscy inwestorzy mogą zainwestować w Iranie?
    Po latach sankcji Iran ma ogromne zapotrzebowanie na inwestycje w niemal wszystkich obszarach i gałęziach gospodarki. Aby powrócić do czołówki gospodarek światowych będzie potrzebował olbrzymich nakładów finansowych oraz inwestycji w nowoczesne  technologie. W pierwszej kolejności w poczekalni znajdują się sektory naftowe i gazowe, dotyczy to także branży samochodowej czy spożywczej. Kolejną istotną dziedziną jest infrastruktura kolejowa. Iran ma w planach wiele projektów, między innymi budowę połączenia kolejowego z Azerbejdżanem, do Gruzji, co umożliwi mu dostęp do Morza Czarnego. Iran potrzebuje maszyn do górnictwa naftowego i gazowego, parku maszynowego dla przemysłu oraz nowoczesnych technologii i know-how. Polskie firmy mogą być także aktywne w sektorze petrochemicznym, energetycznym, metali kolorowych, rolniczym. Chętnie widzielibyśmy także firmy polskie, które znane są z wysokiej jakości produkowanych lokomotyw, wagonów, torów i podkładów. Polska może być aktywnym graczem w tym projekcie. Uważam za bardzo istotne, że dzięki rozbudowie infrastruktury kolejowej Iran może połączyć Wschód z Zachodem i Północ z Południem, stając się korytarzem tranzytowym.

    Absolutnym priorytetem polskiej polityki jest bezpieczeństwo energetyczne i dywersyfikacja dostaw. Współpraca w tej dziedzinie to bezpieczeństwo znacznie umocni.
    Iran, jako państwo stabilne, bezpieczne i przewidywalne może być gwarantem długoterminowych dostaw gazu i ropy naftowej. Iran ma jedne z największych złóż surowców energetycznych na świecie. Zasoby irańskiego gazu plasują nas na drugim miejscu na świecie. Zasoby złóż ropy naftowej na miejscu czwartym. Ale jak policzymy zasoby tych dwóch surowców razem, to jesteśmy największą potęgą energetyczną świata. Dlatego, moim zdaniem, dla polskich firm, przedsiębiorców Iran powinien kojarzyć się jako ciekawe, bezpieczne miejsce do inwestycji, np. w sektor naftowy i gazowy. Jak wszyscy wiemy, sektor energetyczny jest bardzo zyskowny, to pewny interes. Jednak w dłuższym przedziale czasu trzeba będzie odpowiedzieć sobie na pytanie – jak transportować surowce energetyczne? Nie ulega wątpliwości, że jest potrzebny rurociąg, trzeba też pomyśleć o rafineriach i odpowiedniej infrastrukturze.

    Dobrze rozwija się współpraca i wymiana kulturalna między naszymi krajami.
    Z radością przyjęliśmy informację, że w zeszłym roku wzrosło na całym świecie zainteresowanie irańską sztuką, filmem, malarstwem. Na tym polu mamy fantastyczne stosunki z polskimi artystami i ludźmi kultury i sztuki. Zostały też przygotowane stosowne umowy w dziedzinie współpracy kulturalnej, naukowej i edukacyjnej między rządami naszych krajów. Rozwija się dobrze wymiana stypendialna między naszymi a polskimi uczelniami. Byłem niedawno we Wrocławiu, gdzie spotkałem się z ludźmi kultury, którzy poinformowali mnie, że mają od lat dobre kontakty z artystami irańskimi i ta współpraca cały czas się rozwija. Chętnie popieramy takie inicjatywy służące wymianie kulturalnej, służącej poznawaniu naszych kultur, sztuki i rozwojowi turystyki.

    Naszym wzajemnym kontaktom zapewne pomoże bezpośrednie połączenie lotnicze z Teheranem.
    Prowadzone są rozmowy LOT-u i Iran Airlines w sprawie uruchomienia bezpośrednich lotów między Warszawą a Teheranem. Procedury zostały już uruchomione i jak zawsze, tak i w tym przypadku trochę potrwają. Mam dość bliskie kontakty z szefami LOT-u i Iran Airlines. Zapewne bezpośrednie połączenie lotnicze między Warszawą a Teheranem ułatwiłoby handel między naszymi krajami. Myślę, że takie połączenie – 3 loty w tygodniu – zostanie uruchomione w marcu przyszłego roku.

    Do Iranu w przyszłości będą udawać się nie tylko biznesmeni, ale przede wszystkim polscy turyści.
    Absolutnie tak. Bo Iran to bardzo atrakcyjny kraj dla turystów. Iran to kraj wspaniałych zabytków starożytnej Persji, gór, morza, pustyni, majestatycznych meczetów, orientalnej architektury i największego bogactwa – niezwykle serdecznych i gościnnych ludzi. Miasta irańskie liczą sobie po 3-4 tysiące lat. Na przykład Shiraz, które wpisane jest na listę UNESCO. Nie sposób teraz wymienić wszystkich atrakcji turystycznych Iranu, bo musielibyśmy przeznaczyć na to pół numeru magazynu.

    W Warszawie nie mamy irańskiej restauracji, nie znamy też potraw perskich. W Polsce znany jest zwłaszcza zamożnym smakoszom irański kawior, niestety
    astronomicznie drogi.
    Nasz kawior należy do najdroższych na świecie, bo ma najlepszą jakość. Najczęściej jesiotry, z których otrzymuje się kawior Beluga, żyją w głębokich wodach Morza Kaspijskiego. A te należą do Iranu. I dlatego kawior irański jest unikatowy i bardzo drogi. Często w rozmowach z irańskimi biznesmenami poruszam sprawę otwarcia w Warszawie restauracji, która przybliży Polakom smaki irańskie i irańskie potrawy. Kuchnia irańska jest przebogata, oparta na wspaniałych przyprawach, ryżu, jagnięcinie, lokalnych specjałach, pełna kolorów, warzyw.

    Prezentacji możliwości programu GO Iran służą też regularne spotkania polskich organizacji gospodarczych i samorządowych z ich odpowiednikami w Iranie.
    Ważna jest popularyzacja tematu, odpowiedni PR wspomagający działania i zabiegi o zdynamizowanie współpracy między naszymi krajami. Służą temu eventy, kongresy i spotkania gospodarcze. Wkrótce, bo już w maju, spodziewamy się w Polsce dostojnej delegacji z Iranu na czele z ministrem spraw zagranicznych dr. Mohammadem Zarifem. W maju też dojdzie do wizyty ministra spraw wewnętrznych Iranu, który podpisze w Warszawie umowę o wspólnym zwalczaniu zorganizowanej przestępczości. Na osi Teheran-Warszawa trwa bardzo ożywiona wymiana delegacji biznesowych. Właśnie do Iranu wybiera się delegacja biznesu śląskiego. Współpracujemy z Krajową Izbą Gospodarczą, marszałkami województw, regionami – m.in. lubelskim, mazowieckim. Jestem przekonany, że ta ożywiona współpraca już wkrótce przyniesie plony w postaci świetnych inwestycji i lukratywnych interesów w obu krajach.

     Co lubi Ramin Mehmanparast?

    Wypoczynek „Preferuję wypoczynek na łonie przyrody (w Warszawie i poza miastem). Moje ulubione miejsca na świecie to Szwajcaria i Polska (szczególnie Zakopane). A w ojczyźnie – prowincje: Gilan i Mazandaran oraz morze, Kaspijskie, gdzie po jednej stronie drogi rozciąga się morze a po drugiej zielona i piękna dżungla.”
    Kuchnia potrawy kuchni irańskiej, dania z barbecue
    Hobby sport. Siatkówka, piłka nożna, tenis stołowy,
    koszykówka. Ulubiona dyscyplina to pływanie

    Usuwamy barierę finansową

    Banki komercyjne są bardzo ostrożne, jeśli chodzi o finansowanie kontraktów eksportowych na rynki o podwyższonym profilu ryzyka. Naszą misją jest tę finansową lukę wypełnić – mówi Arkadiusz Zabłoński, zastępca dyrektora Departamentu Finansowania Strukturalnego w Banku Gospodarstwa Krajowego

    Na jakiego rodzaju wsparcie ze strony BGK mogą liczyć eksporterzy?
    Zagraniczna ekspansja z reguły wiąże się z pokonywaniem licznych barier. Finansując kontrakty eksportowe, usuwamy jedynie jedną z nich, tj. brak finansowania. W ramach funkcjonującego od 2009 roku rządowego programu Finansowe Wspieranie Eksportu udzielamy kredytów eksportowych, a od lutego 2014 roku finansujemy również inwestycje polskich firm na rynkach zagranicznych. Te działania mieszczą się w naszej misji państwowego banku rozwoju, który między innymi wspiera rozwój polskich przedsiębiorstw.

    Jak działają takie kredyty eksportowe?
    Kredytu udzielamy zagranicznej firmie zainteresowanej kupnem polskich dóbr czy usług. Udzielamy go bezpośrednio lub poprzez bank lokalny, działający na danym rynku. Tego rodzaju wsparcia udzielamy przede wszystkim firmom eksportującym na rynki o podwyższonym profilu ryzyka. Firmy z krajów rozwiniętych, np. Niemiec czy Francji, nie mają żadnych problemów z samodzielnym zorganizowaniem finansowania zakupu polskich produktów, ale już w przypadku firmy ukraińskiej, białoruskiej czy irańskiej może być z tym kłopot.

    Skoro mówimy o podwyższonym ryzyku, to zapewne koszt takiego finansowania jest wysoki?
    BGK udzielając kredytu na finansowanie kontraktu eksportowego ubezpiecza swoją wierzytelność z umowy kredytu w Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych i to przede wszystkim cena ubezpieczenia decyduje o całkowitych kosztach finansowania. Przykładowo, umowa długoterminowego kredytu w euro na usługi budowlane na Białorusi zakłada oprocentowanie w przedziale 3-4 proc. rocznie, podczas gdy koszt ubezpieczenia dla takiego okresu to 16-17 proc. wartości kredytu, płatne jednorazowo. Zorganizowanie finansowania dla nabywcy tego kontraktu na rynku białoruskim byłoby praktycznie niemożliwe, albo zdecydowanie droższe.

    Czy te wysokie koszty ubezpieczenia wynikają z wysokiego odsetka niespłacanych tego rodzaju kredytów?
    Minimalny poziom stawek ubezpieczenia wynika z międzynarodowych regulacji. To na poziomie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OCED) specjaliści decydują o tym, do jakiej grupy ryzyka kwalifikuje się dany kraj, co bezpośrednio wpływa na koszt ubezpieczenia w danej grupie ryzyka. Do tego dochodzi jeszcze niezależna ocena dłużnika połąprzez agencję ubezpieczeń kredytów eksportowych. Idea porozumienia OECD zakłada minimalne stawki ubezpieczeń oraz minimalne poziomy kosztów finansowych, aby przewagi konkurencyjne eksporterów z poszczególnych krajów wynikały głównie z jakości produktu, a nie preferencyjnego systemu finansowania.

    Czy tego rodzaju kredytów firmy nie mogą uzyskać w bankach komercyjnych?
    Musimy rozróżnić dwie kwestie: finansowanie eksportu, w głównej mierze dotyczące rynków o podwyższonym ryzyku, w których ryzyko transakcji spoczywa na podmiocie zagranicznym lub jego banku oraz ekspansję zagraniczną, w której kredytobiorcą jest najczęściej polski inwestor planujący przejąć spółkę lub aktywa poza granicami kraju. To są dwie diametralnie odmienne struktury. Banki komercyjne są skłonne finansować ekspansję polskich firm na rynkach zagranicznych, bo ta z reguły dotyczy państw wysoko rozwiniętych. Ale jeśli chodzi o finansowanie kontraktów eksportowych na rynkach o podwyższonym profilu ryzyka, to tu obserwujemy bardzo daleko idącą ostrożność z ich strony.

    Jest zainteresowanie przedsiębiorców Waszą ofertą?
    Jak najbardziej tak, coraz więcej firm kieruje do nas swoje zapytania. Skala działania na przestrzeni dwóch ostatnich lat jest tego najlepszym przykładem. W 2014 roku udzieliliśmy kredytów eksportowych oraz sfinansowaliśmy inwestycje polskich firm na rynkach zagranicznych o wartości 200 mln złotych. W 2015 roku kwota ta wzrosła do 1,6 mld złotych.

    Europejski Kongres Gospodarczy – Polski eksport zdobywa nowe rynki

    Zanotowana w 2015 roku, pierwsza od czasów zmiany ustroju, nadwyżka w wymianie towarowej z zagranicą to nie tylko pochodna rosnącego eksportu do głównych partnerów handlowych – jak Niemcy. Coraz więcej sprzedajemy do Afryki, teraz celem jest otwierający się na współpracę po zniesieniu sankcji Iran

    W ostatniej dekadzie eksport produkowanych w Polsce towarów rósł w tempie niemal 10 proc. rocznie, osiągając w 2015 roku wartość – wg danych Głównego Urzędu Statystycznego – 747 mld złotych. Głównym odbiorcą są Niemcy, do których kierujemy ponad jedną czwartą naszego eksportu. W 2015 roku pierwszą dziesiątkę najważniejszych dla nas rynków zbytu uzupełniały cztery inne państwa strefy euro (Francja, Włochy, Holandia, Hiszpania – łącznie na obszar wspólnej waluty przypada ponad połowa krajowego eksportu) oraz Wielka Brytania, Czechy, Rosja, Szwecja i Węgry. Ale sukces polskiego eksportu, który doprowadził do 15-miliardowej nadwyżki w wymianie towarowej z zagranicą, to także coraz odważniejsze wchodzenie na nowe, dotychczas słabo spenetrowane rynki. W ciągu dekady udział eksportu do krajów rozwijających się w całości zagranicznej sprzedaży zwiększył się z 6 do 9 procent. Wartość towarów sprzedawanych do Afryki rosła w tempie 15 proc. rocznie, osiągając 10,8 mld złotych w 2015 roku. Kolejnym rynkiem, na którym będą starały się mocniej zaistnieć polskie firmy, jest Iran.

    Ursus wraca do Afryki

    – Ekspansję w Afryce zaczęliśmy od kontraktu z firmą Metec w Etiopii. Wejście akurat na ten rynek znacznie ułatwia rozmowy w kolejnych krajach, ponieważ to tu znajduje się siedziba Unii Afrykańskiej, a Etiopia jest punktem odniesienia dla innych afrykańskich państw – mówi Karol Zarajczyk, prezes Ursusa. Wspólnie z ojcem, Andrzejem Zarajczykiem, w 2011 roku przejęli kontrolę nad upadłym państwowym producentem ciągników. Konsekwentnie odbudowują dobrze znaną w przeszłości, także na światowych rynkach, markę, która w Afryce wciąż ma silną pozycję – w Etiopii wszystkie ciągniki nazywane są ursusami. Pierwszy kontrakt, na dostawę 3000 maszyn, Ursus podpisał w 2013 roku. Do końca 2015 roku firma podpisała trzy umowy – dwie w Etiopii i jedną w Tanzanii – o łącznej wartości 175,7 mln dolarów. Ursus jest uczestnikiem rządowego programu Go Africa, promującego polskie produkty na rynku afrykańskim. Podpisanie kontraktu z Metec poprzedziło podpisanie międzyrządowego porozumienia, a kredytu na zakup ciągników udzielił etiopskiej firmie Bank Gospodarstwa Krajowego.

    Ursusowi udało się zdobyć kontrakty w Afryce, bo był w stanie zaoferować produkt w porównaniu z ciągnikami zachodnimi atrakcyjny cenowo i łatwiejszy w obsłudze. Konkurencję ze strony, mających silną pozycję w Afryce, Chin polska firma pokonała lepszą jakością, która przejawia się m.in. długą żywotnością produktu: Karol Zarajczyk zapewnia, że ciągniki Ursusa mogą być użytkowane nawet 25 lat. To ważne, bo chociaż afrykański rynek jest bardzo perspektywiczny ze względu na wysokie tempo wzrostu gospodarczego w ostatnich latach, to w dalszym ciągu siła nabywcza tamtejszych konsumentów jest relatywnie niska. W 2015 roku Produkt Krajowy Brutto przypadający na mieszkańca, z uwzględnieniem różnic w poziomie cen, wyniósł w Etiopii 1800 dolarów i był niemal 15 razy niższy niż w Polsce. Pod względem wielkości gospodarki Etiopia zajmuje 71. miejsce na świecie, z PKB o wartości 62 mld dolarów, osiem razy mniejszym niż w przypadku Polski.

    Ta przepaść w poziomie zamożności w ostatnich latach stopniowo się zmniejszała, ale nie musi tak być w najbliższych latach, bo rozwojowi Afryki nie sprzyjają niskie ceny surowców, których kontynent jest eksporterem. Znaczna część Afryki ogarnięta jest konfliktami zbrojnymi, religijnym ekstremizmem, u wybrzeży kwitnie piractwo. Choć z 10 najszybciej rozwijających się w ostatniej dekadzie państw świata aż 6 pochodziło z Afryki, to tempo wzrostu PKB całego kontynentu w 2015 roku spadło do 3,4 proc. i było najniższe od 2009 roku. Według Banku Światowego, afrykańska gospodarka jest bardzo wrażliwa na wszelkiego rodzaju globalne zawirowania. Ale Karol Zarajczyk na rozwój swojej firmy na kontynencie afrykańskim patrzy z optymizmem i w zeszłym roku w etiopskiej Adamie otworzył montownię ciągników.

    – Partnerzy z Afryki oczekują, że kontraktom inwestycyjnym będzie towarzyszył dostęp do know-how inwestora, do jego wiedzy i nowoczesnych technologii – mówi prezes Ursusa. Etiopia i Tanzania, gdzie kontrakty zdobył Ursus, to relatywnie nowe afrykańskie rynki zbytu dla polskich towarów Tradycyjnie najwięcej sprzedajemy do RPA, Algierii, Egiptu, Maroka i Liberii – na te państwa przypada dwie trzecie polskiego eksportu do Afryki. W ostatnich latach naszą specjalnością eksportową w tym kierunku stały się zboża. W sezonie 2014/2015 sprzedaliśmy ich za granicą 6,5 mln ton, z czego blisko dwie trzecie stanowiła pszenica. Największymi jej odbiorcami są Arabia Saudyjska i Niemcy, ale w pierwszej dziesiątce nabywców znajduje się także Maroko, Algieria, Egipt i RPA. Zapotrzebowanie na polskie towary rolno-spożywcze zgłasza także Iran, który, po zniesieniu w styczniu sankcji nałożonych na ten kraj przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską w związku z programem atomowym, otwiera się na wymianę handlową z zagranicą.

    Iran jako brama do regionu

    – Irańczycy wysoko nas oceniają i zgłosili popyt na konkretne produkty i usługi – mówi Andrzej Piłat, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej, który był w Iranie z dwoma misjami gospodarczymi: we wrześniu 2015 roku i w marcu tego roku. Iran jest zainteresowany modernizacją infrastruktury i taboru kolejowego, rozbudową przetwórstwa rolno-spożywczego i zakupem dobrego materiału siewnego, w ramach unowocześniania służby zdrowia zgłasza także zapotrzebowanie na kompleksowe wyposażenie szpitali w sprzęt medyczny. Irańskie górnictwo jest zainteresowane zakupem polskich maszyn wydobywczych, nasze firmy mają także szanse na kontrakty przy budowie i remontowaniu przestarzałych irańskich gazociągów i rurociągów. Współpracę z firmą Iran Tractor nawiązał Ursus – Irańczycy mają dostarczyć podzespoły do montażu ciągników o wartości 5 mln dolarów. To ma być pierwszy etap współpracy, dzięki której Ursus chciałby wzmocnić swoją pozycję na Bliskim Wschodzie i w Afryce w rywalizacji z firmami hinduskimi i chińskimi.

    – Irańczycy są bardzo zainteresowani tego rodzaju współpracą i tworzeniem spółek joint venture. Dla polskich firm to szansa na zaistnienie nie tylko w Iranie, ale także na rynkach ościennych, na które samodzielnie byłoby nam wejść bardzo trudno – podkreśla Andrzej Piłat.

    Miliard dolarów
    Iran ma dobre relacje handlowe między innymi z Afganistanem, Pakistanem czy Tadżykistanem, gdzie Polska eksportuje niewiele. Żeby jednak Iran mógł stać się przyczółkiem dla polskich firm do dalszej ekspansji w regionie, potrzebujemy zwiększenia skali współpracy z samym Iranem. W latach 90., kiedy kontakty handlowe między oboma państwami była najintensywniejsze, obroty sięgały 700 mln dolarów. Jeszcze w roku 2009 sprzedaliśmy w Iranie towary o wartości 450 mln złotych, a import wyniósł 120 mln złotych. Jednak pod wpływem sankcji wymiana handlowa stopniowo zanikała i w zeszłym roku sprzedaliśmy na tamtejszym rynku towary o wartości 190 mln złotych. Iran ledwo zmieścił się w pierwszej setce naszych partnerów handlowych, choć – biorąc pod uwagę potencjał ekonomiczny – wartość gospodarki w 2015 roku wyniosła 387 mld dolarów, co daje Iranowi 29. miejsce na świecie, cztery pozycje poniżej Polski. Mógłby być znacznie wyżej. Na razie udało się uruchomić bezpośrednie przepływy między polskimi i irańskimi bankami (w ostatnich latach rozliczaliśmy handel za pośrednictwem instytucji finansowych z państw trzecich), a Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych otworzyła polskim przedsiębiorcom możliwość ubezpieczenia kredytów eksportowych dla Iranu. Na jesień planowane jest uruchomienie bezpośredniego połączenia lotniczego między Warszawą i Teheranem.

    – Wsparcie ze strony rządu w ekspansji polskich firm na nowe rynki oceniam bardzo pozytywnie. Ale przedsiębiorcy oczekują następnego kroku – żeby pomoc w ramach takich programów jak GO Africa czy GO Iran miała konkretny wymiar finansowy. W postaci, na przykład, preferencyjnych kredytów czy możliwości relatywnie taniego ubezpieczenia płatności eksportowych – dodaje Andrzej Piłat. Takie wsparcie bardzo pomogłoby osiągnąć ambitny cel, jakim jest zwiększenie obrotów handlowych z Iranem do wartości 1 mld dolarów.

    Europejski Kongres Gospodarczy – Jak tanio spalić polski węgiel

    Czy można w elektrowniach spalić węgiel z polskich kopalń, być w zgodnie z polityką klimatyczną Unii i mieć tanią energię elektryczną? To skomplikowane równanie, które energetyka i zarządzający nią politycy muszą rozwiązać w najbliższych latach.

    Polityka energetyczna Unii Europejskiej jest jasna: mamy być zieloną wyspą, która przestawia się na produkcję energii ze źródeł odnawialnych i redukuje emisję zanieczyszczeń do minimum. Zgodnie z przyjętym przed dwoma laty pakietem klimatycznym – podpisanym także przez Polskę – do 2030 roku Unia ma zredukować emisję dwutlenku węgla o 40 proc. w stosunku do 1990 roku, a 27 proc. energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych. Nie zapadły jeszcze decyzje, jak osiągnięcie zakładanych celów będzie egzekwowane wobec poszczególnych państw, ale kierunek został wytyczony. Dla Polski, produkującej ponad 80 proc. energii elektrycznej z węgla, który podczas spalania generuje więcej zanieczyszczeń niż inne źródła energii, to duży problem. Zgodnie z przyjętymi w zeszłym roku wytycznymi dla polityki energetycznej, od tego paliwa mieliśmy stopniowo odchodzić – w 2030 roku udział węgla w produkcji energii miał spaść do 57 proc., w 2050 roku do 38 procent. Ale rząd Prawa i Sprawiedliwości zamierza dokonać w niej korekt, zgodnie z założeniem, że bezpieczeństwo energetyczne ma nam zapewnić wydobywany w kraju węgiel. Jaki będzie efekt nieuchronnego zderzenia z Unią Europejską i jak wpłynie to na ceny energii w Polsce?

    Zderzenie z Unią

    – Dotychczasowe działania nowego rządu sugerują, że zamierza on stawiać na węgiel kosztem innych źródeł energii. Koncerny energetyczne zaangażowały się w ratowanie górnictwa, wróciliśmy do koncepcji rozbudowy elektrowni w Ostrołęce, możliwe są także dalsze inwestycje w energetykę węglową – mówi Wojciech Jakóbik, ekspert ds. energetyki z Instytutu Jagiellońskiego. Inwestycje są koniecznością, bo – według szacunków Polskich Sieci Energetycznych, operatora systemu energetycznego – do 2020 roku będziemy musieli wyłączyć przestarzałe bloki węglowe o mocy 7 GW, a po kolejnych 10 latach wielkość ta urośnie do 12 GW, czyli 30 proc. potencjału działających w Polsce elektrowni. Węgiel będziemy zastępować węglem – największe budowane bloki w Opolu, Kozienicach czy Jaworznie opalane będą tym właśnie paliwem. Ostrołęka to nowy-stary projekt. Właściciel elektrowni, koncern Energa, wielokrotnie odwlekał rozpoczęcie wartej 5-6 mld złotych inwestycji, ale po zmianie władz spółki w grudniu zeszłego roku zmieniło się także nastawienie do projektu. Choć przy cenie prądu na poziomie 160 zł za 1 MWh inwestycja jest ekonomicznie wątpliwa, nowy blok ma powstać. Jako jeden z warunków rozpoczęcia budowy zarząd Energi wymienia wsparcie ze strony państwa. Biorąc pod uwagę dekarbonizacyjną politykę Unii, uzyskanie zgody na pomoc publiczną może być bardzo trudne.

    – Wytyczona w założeniach do polityki energetycznej Polski do 2050 roku ścieżka odejścia od produkcji energii z węgla jest zbyt ambitna, jej korekta wydaje się uzasadniona. Warto spróbować przekonać Unię, żeby w polityce energetyczno-klimatycznej uwzględniała specyfikę poszczególnych państw. Żebyśmy mogli od węgla odchodzić w tempie dla nas optymalnym – mówi Kamil Moskwik, ekspert ds. energetyki z Instytutu Sobieskiego. Unia w dalszym ciągu stara się poprawić mechanizmy wymuszające rezygnację z węgla. Jednym z podstawowych narzędzi polityki klimatycznej jest wprowadzony w 2003 roku system handlu emisjami CO2, który zakłada rosnące stopniowo obciążenia z tytułu emisji dwutlenku węgla. Ponad 10 tys. unijnych firm emitujących najwięcej CO2 otrzymuje pulę darmowych praw do emisji tego gazu, jednak z roku na rok jej wielkość maleje. Rosnąca – zgodnie z złożeniami pomysłodawców – cena uprawnień miała zachęcać najbardziej energochłonne przedsiębiorstwa do inwestycji w czyste technologie pozyskiwania energii. To się częściowo udało, ale proces zatrzymał się ze względu na kryzys ekonomiczny z lat 2008-2009, który spowodował spadek produkcji przemysłowej w wielu krajach i ograniczenie emisji CO2. Na rynku pojawiła się nadpodaż uprawnień i ich cena spadła z 15 euro za tonę w 2010 roku, do 5 euro w 2013 roku.

    Unia postanowiła doprowadzić do wzrostu cen, ręcznie sterując rynkiem. Najpierw zawiesiła część rządowych aukcji, na których sprzedawane były uprawnienia, ograniczając podaż o 900 mln ton. W zeszłym roku ustanowiła tak zwaną Rynkową Rezerwę Stabilizacyjną, w ramach której od 2019 roku Unia w dalszym ciągu będzie ograniczała ilość uprawnień dostępnych na aukcjach. Według analityków firmy Carbon Plus, w 2020 roku cena osiągnie 17-20 euro za tonę, wobec 7-8 euro obecnie. Polska do 2030 roku będzie mogła 40 proc. pozwoleń na emisję rozdawać elektrowniom za darmo, ale pozostałe 60 proc. będą musiały kupować na rynku. Koszt produkcji energii z węgla wzrośnie, co może przełożyć się na wyższą cenę prądu dla końcowych odbiorców lub wpędzić w straty koncerny energetyczne. – Z roku na rok nadpodaż uprawnień na rynku rośnie, także nie zakładałbym, iż rezerwa stabilizacyjna będzie miała aż tak znaczący wpływ na ich cenę – mówi Kamil Kliszcz, analityk sektora energetycznego z DM mBanku.

    Ile atomu, ile OZE

    Wymaganiom Unii w zakresie ograniczenia emisji dwutlenku węgla łatwiej byłoby nam sprostać gdybyśmy potrafili wdrożyć czyste technologie węglowe, takie jak spalanie węgla w tlenie czy wytwarzanie energii elektrycznej w układach gazowo-parowych, zintegrowane ze zgazowaniem węgla.

    – Jesteśmy w światowej awangardzie, jeśli chodzi o prace nad czystymi technologiami spalania węgla, ale na tę chwilę nie ma takiej technologii, którą można by wykorzystać na skalę przemysłową – mówi Wojciech Jakóbik. Unia od państw członkowskich oczekuje jednak przede wszystkim zwiększenia skali produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Celem jest osiągnięcie poziomu 27-procentowego udziału OZE w miksie energetycznym Unii w 2030 roku – w jakim tempie będziemy dochodzić do tego poziomu i czy wszystkie kraje będą musiały przekroczyć ten poziom, nie jest jeszcze przesądzone. Na razie mamy wyznaczony cel na 2020 rok – za cztery lata ze źródeł odnawialnych powinno pochodzić 15 proc. zużywanej w Polsce energii. Zgodnie z przyjętym w 2010 roku Krajowym Planem Działań, który wyznaczył poziom udziału energii ze źródeł odnawialnych dla sektora transportowego, energii elektrycznej i ogrzewania oraz chłodzenia, wymagania Unii spełnimy, jeśli w sektorze energetycznym udział źródeł odnawialnych sięgnie 19 proc., czyli o połowę więcej niż obecnie. W 2015 roku produkcja prądu z OZE wzrosła do 20 TWh, z czego połowa pochodziła z farm wiatrowych. Jednak kierunek w jakim rozwijać się będzie OZE nie jest jasny po tym, jak rząd odsunął o pół roku wejście w życie nowej ustawy, która wprowadzała system wsparcia dla produkcji tego rodzaju energii oparty na aukcjach.

    – Rząd wysyła nam sprzeczne sygnały w sprawie nowej ustawy. Najpierw chodziło o drobne poprawki techniczne, później słyszeliśmy, że jednak trzeba dokonać korekty w systemie wsparcia, ale nie ma jasnych deklaracji, jak on będzie ostatecznie wyglądał. W takiej atmosferze niepewności nikt nie podejmie się inwestycji w nowe moce wytwórcze – mówi Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

     

    Prezes Cetnarski podkreśla, że 80 proc. inwestycji w OZE realizowane jest przez prywatnych inwestorów, jedynie 20 proc. przez państwowe firmy. Jeśli prywatny kapitał się wycofa, to może być nam trudno w 2020 roku wyprodukować 30-32 TWh energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i wypełnić tym samym wymagania Unii. Osiągnięcie celu byłoby jeszcze trudniejsze, gdyby w życie weszła tzw. ustawa odległościowa, pozwalająca budować farmy wiatrowe w odległości od budynków mieszkalnych nie mniejszej niż 10-krotność wysokości wiatraka wraz z wirnikiem i łopatami, czyli w praktyce od 1,5 do 2 kilometrów. Ustawa została wycofana z obrad Sejmu i jej dalszy los jest niepewny.

    – Decyzja, czy mamy dotować produkcję energii z węgla, czy z OZE należy do polityków. Jeśli jednak znaczenie źródeł odnawialnych nie będzie w Polsce rosło, to nasz miks energetyczny coraz bardziej będzie różnił się od unijnego i tym samym coraz trudniej będzie nam się z Brukselą dogadywać w sprawach energetyki – zwraca uwagę Kamil Kliszcz. Tak samo jak niepewny jest kierunek rozwoju, tak nie do końca wiadomo, jak będzie się rozwijał projekt budowy elektrowni atomowej. Z tego źródła planowaliśmy produkować 10 proc. energii w 2025 roku i 20 proc. w 2050 roku. Minister energii Krzysztof Tchórzewski jest zwolennikiem kontynuacji programu, z zastrzeżeniem, że atom ma być jedynie „dodatkiem” do energetyki węglowej. Dawid Jackiewicz, ministerskarbu, zasugerował przeprowadzenie referendum w sprawie budowy elektrowni atomowej. Można przypuszczać, że nawet jeśli ostatecznie zdecydujemy się pójść w kierunku atomu, to cały program opóźni się w czasie.

    Węgiel z polskich kopalń

    Nie tylko dekarbonizacyjna polityka Unii sprawia, że produkcja energii elektrycznej z węgla może być w przyszłości nieopłacalna. Najszybszy postęp technologiczny dokonuje się w sektorze źródeł odnawialnych, co sprawia, że działające instalacje stają się coraz bardziej wydajne. Według raportu Międzynarodowej Agencji Energetyki Odnawialnej, technologie produkcji „zielonej” energii już dziś są w stanie konkurować cenowo z nowymi elektrowniami na paliwa kopalne. Średni światowy koszt produkcji energii z lądowych farm wiatrowych wyniósł w zeszłym roku 60 dol./MWh, wobec 80 dol./MWh w elektrowniach opalanych węglem kamiennym.

    – Gdyby zabrać wszystkie dotacje i energetyce wiatrowej, i konwencjonalnej, to w najbardziej wietrznych regionach kraju jesteśmy w stanie produkować energię elektryczną taniej – uważa Wojciech Cetnarski. Jeśli uda się opracować technologie magazynowania energii produkowanej z OZE i tym samym wyeliminować największą wadę w postaci nieregularności dostaw, przewaga źródeł odnawialnych nad konwencjonalnymi jeszcze wzrośnie. Z punktu widzenia polskiej energetyki węglowej, trudna do pogodzenia z niskim cenami energii może być koncepcja oparcia bezpieczeństwa energetycznego o surowiec wydobywany w kraju. Już koalicja PO-PSL zarysowała koncepcję zaangażowania koncernów energetycznych w ratowanie górnictwa, nierentownego ze względu na wysokie koszty wydobycia. Rząd PiS wprowadził ją w życie: PGE, Energa i PGNiG, trzy kontrolowane przez państwo firmy, zadeklarowały, że wyłożą 1,5 mld złotych na dokapitalizowanie Polskiej Grupy Górniczej, która ma powstać na gruzach bankrutującej Kompanii Węglowej, największego górniczego przedsiębiorstwa w Unii. Warunkiem udzielenia pomocy przez energetykę miała być głęboka restrukturyzacja górnictwa, ale zawarte między rządem a związkami zawodowymi porozumienie takich działań nie zakłada. Górnicy zgodzili się na zawieszenie na dwa lata wypłaty czternastych pensji, 4 tys. pracowników, którym zostało mniej niż 4 lata do emerytury odejdzie na urlopy górnicze. Łącznie PGG zaoszczędzi około 500 mln złotych rocznie, ale Kompania Węglowa w ostatnich latach ponosiła straty rzędu 1 mld złotych rocznie.

     

    – Negocjacje w sprawie PGG w 90 proc. zakończyły się po myśli górników – mówi Wojciech Jakóbik. Porozumienie nic nie mówi na przykład o konieczności zwiększenia wydajności. Tymczasem z wyliczeń analityków Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych wynika, że w przeliczeniu na jednego pracownika w polskim górnictwie produkujemy 700 ton węgla rocznie. Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych na pracownika przypada od 2 tys. do 5 tys. ton wydobytego węgla, co pozwala utrzymywać się na rynku nawet kopalniom głębinowym, wydobywającym surowiec w warunkach równie trudnych, jak na Śląsku. Według WISE, polskie górnictwo będzie miało szansę przetrwać, jeśli do 2020 roku zatrudnienie w branży spadnie o połowę, czyli do 50 tys. osób. Przekształcenie Kompanii Węglowej w PGG zakłada redukcję zatrudnienia o 12 proc., a cała operacja zapewne tylko w niewielkim stopniu obniży koszty wydobycia tony węgla, które w polskim górnictwie dochodzą do 300 złotych. Co przy światowych cenach surowca na poziomie 160-200 złotych wpędzać będzie nową firmę w dalsze straty. Chyba, że górnictwo utrzymywać będzie energetyka, a w praktyce końcowi odbiorcy prądu. W takim scenariuszu grozi nam, że będziemy mieli relatywnie drogą energię, co niekorzystnie wpływać będzie na konkurencyjność całej gospodarki.

    Europejski Kongres Gospodarczy – 100 debat o przyszłości

    Ósma edycja organizowanego przez Grupę PTWP Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (European Economic Congress – EEC), czyli trzydniowy cykl debat, spotkań i wydarzeń towarzyszących z udziałem ponad 7 tysięcy gości z Polski i zagranicy, rusza 18 maja tego roku.

    W blisko 100 sesjach weźmie udział kilkuset panelistów, komisarze unijni, premierzy i przedstawiciele rządów państw europejskich, prezesi największych firm, naukowcy i praktycy, decydenci mający realny wpływ na życie gospodarcze i społeczne.

    – Definiujemy i przybliżamy najważniejsze problemy, o których rozmawiamy z przedsiębiorcami –podkreśla Wojciech Kuśpik, inicjator Europejskiego Kongresu Gospodarczego, prezes Grupy PTWP.

    – O rozwiązaniach dyskutujemy z decydentami. Naszą ambicją jest wskazywanie nowych kierunków myślenia o przyszłości Europy, włączanie w dyskurs tematów ważnych z punktu widzenia gospodarki, konfrontowanie europejskich problemów rozwojowych z ich globalnym tłem. Skalę zainteresowania VIII Europejskim Kongresem Gospodarczym w Katowicach oddają liczby. Tylko przez pierwszą dobę od rozpoczęcia rejestracji chęć udziału w wydarzeniu zgłosiło 867 osób. W ciągu 7 dni liczba zarejestrowanych uczestników sięgnęła dwóch tysięcy…

    Polski rząd reprezentować będą m.in. Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa, Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego, Katarzyna Kacperczyk, podsekretarz stanu ds. dyplomacji ekonomicznej oraz polityki amerykańskiej, azjatyckiej i europejskiej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W programie Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2016 znajduje się około 100 debat ujętych w kilkunastu blokach tematycznych. Sesja inauguracyjna to próba zdefiniowania najważniejszych aktualnych problemów i wyzwań współczesnego świata oraz analiza sytuacji geopolitycznej i jej wpływu na gospodarkę. Poświęcona będzie takim zagadnieniom, jak: wspólne bezpieczeństwo polityczne, militarne, surowcowe i energetyczne Europy, migracje i kryzys humanitarny, kryzys strefy Schengen, zagrożenia terrorystyczne, zmiany na światowym rynku surowców energetycznych, sytuacja na wschodzie Europy, rynek wewnętrzny UE i globalna konkurencyjność jej gospodarki oraz alternatywne kierunki europejskiej aktywności gospodarczej.

    Wśród głównych zagadnień, jakie poruszą między 18 a 20 maja uczestnicy katowickich debat, znajdują się także: globalna ekspansja europejskiej gospodarki, nowe kierunki gospodarczej aktywności, regulacje ochronne i ich praktyczna skuteczność w realiach globalnej wymiany towarowej, porozumienie transpacyficzne a wciąż niezakończone negocjacje TTIP, Nowy Jedwabny Szlak, europejskie inwestycje na rynku afrykańskim i na innych rynkach odległych. W ramach wydarzeń towarzyszących odbędą się także: Forum Współpracy Gospodarczej Afryka-Europa Centralna, spotkania gospodarcze: Polska-Kraje Półwyspu Arabskiego oraz Polska-Japonia. W agendzie Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach każdego roku kompleksowo uwzględniane są zagadnienia związane z energetyką. W pierwszym dniu ósmej edycji największej konferencji biznesowej Europy Centralnej zaplanowano debatę obejmującą energię i klimat w horyzoncie 2030 roku, pakiet klimatyczno-energetyczny w obecnym stanie politycznym i prawnym, dorobek COP21 w Paryżu, pakiet gazowy, bezpieczeństwo energetyczne i dostaw gazu w Europie. Nie zabraknie również dyskusji o przemyśle, źródłach dochodu narodowego krajów, reindustrializacji i sytuacji kluczowych branż przemysłu w Europie. Odrębnej debacie poddana zostanie współpraca międzynarodowa na rzecz zrównoważonego rozwoju.

    Tematy dyskusji ósmego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach prowadzą także ku nowym obszarom, jak np. digitalizacja gospodarki oraz szanse, wyzwania i zagrożenia cyfrowej rewolucji. Czy gospodarcza aktywność przenosi się do świata cyfrowego i co to oznacza dla poszczególnych branż gospodarki? W jaki sposób robotyka, automatyka, Internet Rzeczy wpływają na efektywność, konkurencyjność, sprawniejszą dystrybucję? Zaplanowano też dyskusje o młodym pokoleniu w gospodarce i na rynku pracy, startupach, cechach nowych generacji i współpracy międzypokoleniowej w firmie. 19-20 maja odbędzie konferencja pod nazwą European Start-up Days, przestrzeń otwartego dialogu: start-up-inwestorzy-organizacje wsparcia biznesu; pierwsze tak duże wydarzenie łączące startupy i korporacje, twórców globalnych marek, biznesowych wizjonerów i odkrywców. Organizatorzy Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach kontynuują także projekt EEC – Liderzy Przyszłości (EEC – Leaders of Tomorrow), którego celem jest kreowanie i promowanie aktywnej postawy obywatelskiej oraz zwiększenie zaangażowania młodych osób w życiu publicznym. W Europejski Kongres Gospodarczy zaangażowane są duże firmy z Polski i Europy Centralnej, m.in: BASF, Budimex, CEZ Polska, Lotos, Kapsch, Penta Investments, PKP SA, Siemens, Skanska, a także czołowe polskie firmy, które realizują dynamiczną ekspansję na rynki zagraniczne: Famur, Maspex, Nowy Styl, OT Logistics, Track Tec, URSUS i Work Service. Areną dyskusji, spotkań, prezentacji i wymiany opinii będzie gmach MCK w Katowicach oraz połączona z nim Hala Widowiskowo- -Sportowa „Spodek”.

    Nowoczesna armia

    Prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Arkadiusz Siwko o planie modernizacji technicznej polskich sił zbrojnych i szansach rozwoju eksportu.

     

    Obejmując PGZ miał Pan zapewne własną wizję dotyczącą zarządzania polskim sektorem zbrojeniowym.
    Wizję tak, ale podstawowym zadaniem, właściwie priorytetem, jest globalne unowocześnienie polskiego przemysłu zbrojeniowego. Jest to możliwe poprzez pełne wdrożenie planu modernizacji technicznej polskich sił zbrojnych. Musi on być oparty o transfer wysokich technologii do polskiego przemysłu zbrojeniowego, co da szanse na unowocześnienie całego segmentu gospodarki. Z drugiej strony wiadomo, że ten program modernizacji zostanie kiedyś ukończony i musimy się przygotować na konkurencję w środowisku cywilnym. I to są te dwa elementy, które decydują o kształcie i wizji tego sektora na najbliższe lata.

    W swoich deklaracjach programowych mówicie Państwo, że stawiacie na ludzi młodych. Czy to element nowego otwarcia?
    Trzeba to rozumieć jako klasyczny przykład stawiania na młodego ducha. Czyli ludzi, którzy poszukują w swojej pracy zawodowej możliwości rozwoju i progresu. Wiadomo, że implementacje nowych technologii muszą wykonywać managerowie, dla których te technologie mają jakieś znaczenie i są z nimi oswojeni. Widzą w nich szansę na rozwój swoich karier, ale też rozwój zakładu pracy czy spółki. W polskim sektorze obronnym pracuje duża grupa fachowców o ogromnym doświadczeniu zawodowym. Każda z tych osób niezależnie od wieku, jeśli posiada ducha czy żyłkę innowacyjności i potrafi wykorzystywać to w swojej pracy zawodowej, z pewnością zostanie przez nas dostrzeżona i doceniona.

    Grupa zrzesza kilkadziesiąt spółek o różnym profilu działalności. Jak godzicie misyjność firmy z komercją?
    Na koniec dnia firma ma przynosić dochody, czyli uzyskać korzystne wyniki finansowe. W tej materii obowiązują nas zdecydowanie kryteria ekonomiczne. Jako PGZ musimy utrzymać zdolności produkcyjne i stale je rozwijać. Oznacza to, że musimy utrzymać wszystkie nasze zakłady, a jest ich ponad 60, w pełnej zdolności produkcyjnej. Oczywiście, że jesteśmy zobowiązani do tego, aby zapewnić korzystny wynik finansowy Grupy. Szczęśliwie obecny czas dla sektora obronnego jest okresem, gdy możemy zagospodarować wszystkie siły produkcyjne reprezentowane w grupie w związku z wdrażanym programem modernizacji sił zbrojnych.

    Jaki procent w transakcjach PGZ stanowią produkty rodzimych producentów?
    To jest bardzo złożona sprawa. Nie ma takiego produktu wychodzącego z PGZ, w którym nie ma polskich komponentów, naszego wkładu intelektualnego czy produkcyjnego.

    Czy sektor zbrojeniowy może w przyszłości stać się kołem zamachowym gospodarki?
    Nie tylko może, ale wręcz musi. Państwo polskie, podejmując się dużego wysiłku, jakim jest modernizacja sił zbrojnych, musi mieć przekonanie, że nie tylko dokonuje poprawy bezpieczeństwa państwa, ale także, że przyczynia się w dużym stopniu do rozwoju gospodarczego. Polska Grupa Zbrojeniowa jest nastawiona na globalną kooperację z całym przemysłem w skali makro. Nie zamykamy się w obrębie naszej grupy, ale chcemy globalnie kooperować. Chcemy spowodować, aby beneficjentem współpracy z sektorem obronnym były wszystkie gałęzie przemysłu. Przykładem takiego owocnego działania jest współpraca z jakże wielkim partnerem, firmą Boeing, gdzie beneficjentem współpracy jest nasz narodowy przewoźnik LOT oraz inne firmy.

    Mocno brzmi obowiązująca w PGZ zasada „zero tolerancji dla korupcji”.
    Taki jest dzisiaj wymóg państwa polskiego i dlatego musi być konsekwentnie wdrażany. Wokół przemysłu zbrojeniowego narosło wiele legend i mitów. Częściowo prawdziwych, a częściowo nie. Porządkujemy ten system bardzo konkretnie i konsekwentnie. Zastaliśmy ponad 100 podpisanych agencyjnych umów prowizyjnych pośrednictwa transakcyjnego, związanych z reprezentowaniem poszczególnych zakładów przemysłu zbrojeniowego. Dotyczyły one pośrednictwa transakcyjnego na świecie i często zawierane były na zasadach wyłączności. W wielu przypadkach te działania miały charakter pozorny, bo nie szły za tym żadne zamówienia, albo zawierały bardzo wyolbrzymione kwoty prowizyjne. Porządkujemy ten system. Nastawiamy się na kooperację bezpośrednią z klientami, na zasadzie odbiorca-producent. Wprowadzamy standaryzację zawieranych umów. Jestem przekonany, że to przyniesie efekty.

    Świat związany z przemysłem zbrojeniowym, przedstawiany w literaturze i filmie, to nie jest świat grzecznych chłopców. Państwo postulujecie wprowadzenie najwyższych standardów i norm etycznych, uczciwości, przejrzystości i odpowiedzialności.
    Wysokie standardy dotyczą wszystkich sektorów gospodarki. Ale wprowadzenie tych zasad w tak dużej grupie podmiotów, do tej pory nieprzyzwyczajonych do obowiązujących standardów w globalnym świecie industrialnym, będzie wymagało czasu. Co w żadnym wypadku nie zwalnia nas z konieczności kontynuowania wdrożenia tego procesu.

     

    Jakie produkty PGZ są tzw. przebojami eksportowymi i cieszą się największym zainteresowaniem?
    Wymienię trzy produkty. Jeden z nich to Rosomak, czyli kołowy transporter opancerzony, produkowany w Siemianowicach Śląskich. Niedawno otwarto kolejny rozdział budowy Rosomaka – Scipio, ultranowoczesnej konstrukcji, cieszącej się ogromnym zainteresowaniem na świecie. Atrakcyjność Rosomaka polega też na tym, że jest oferowana szeroka gama wersji bojowych tego pojazdu, różne wyposażenie szyte na miarę. Jesteśmy też ogromnym zapleczem dla prac remontowych, przeglądów i napraw sprzętu wojskowego. Mamy w tej dziedzinie ogromne kompetencje. Jestem przekonany, że hitem eksportowym w przyszłości będzie Krab, armatohaubica samobieżna kalibru 155 milimetrów, produkowana w Stalowej Woli. Krab wchodzi do systemu uzbrojenia polskich wojsk rakietowych i artyleryjskich. Możemy też pochwalić się polskim przemysłem stoczniowym pracującym na potrzeby wojska.

    Niektórzy eksperci twierdzą, że w najbliższej przyszłości nie wyprodukujemy ani własnego samolotu, ani czołgu.
    To nie jest prawda, że Polska nie będzie miała własnego czołgu czy własnego samolotu. Po zakończeniu procesu modernizacji sił zbrojnych musimy wyjść z produktami mającymi polski charakter, także poprzez pozyskanie technologii. I dlatego uważam, że za kilka lat będziemy mogli się pochwalić własnymi produktami i efektami pracy polskich naukowców, inżynierów…

    Jesteśmy potęgą w projektowaniu gier komputerowych. Czy istnieją plany wykorzystania potencjału drzemiącego w rodzimych programistach, bardzo innowacyjnym i progresywnym sektorze IT i software’u?
    W Radomiu powstanie centrum innowacyjności.A w PGZ obecnie badamy możliwości i zastanawiamy się, które z nich moglibyśmy wykorzystać w przemyśle obronnym.

    Mocno stawiacie na współpracę naukową z uczelniami?
    Postawiliśmy na szeroką współpracę z uczelniami cywilnymi. Takim naturalnym rezerwuarem myśli technicznych, które mogą być wykorzystane w przemyśle obronnym i znajdują się na cywilnych uczelniach technicznych. Dziś rozwiązania dla przemysłu zbrojeniowego można znaleźć nie tylko na uczelniach wojskowych. Chcemy współpracować i korzystać z pomysłów, umysłów i innowacji naukowców, ale też studentów rozproszonych po licznych uczelniach cywilnych. A wychodzimy z założenia, że czym szersza penetracja, tym większa szansa na sukces. Dlatego też konsekwentnie nawiązujemy kontakty i podpisujemy z uczelniami stosowne porozumienia o współpracy.

     Co lubi Arkadiusz Siwko?

    Wypoczynek „Wolny czas spędzam z rodziną.”
    Kuchnia europejska: włoska, francuska, z polskiej uwielbia zupy
    Samochód Audi
    Hobby piłka nożna. Jest fanem Manchester United

    Ważne Informacje

    Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

    Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

    AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

    Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

    Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

    Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

    Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

    Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

    Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

    Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...