.
Strona główna Blog Strona 355

Outsourcing usług IT

Na początku ubiegłego roku kilka tysięcy polskich klientów bezpowrotnie straciło swoje dane. W dobie rosnącego znaczenia chmury obliczeniowej, Big Data oraz cyberprzestępczości pojawia się pytanie: Jakiego stopnia ochrony swoich danych potrzebuje użytkownik?

W marcu 2016 r. rynek zmroziły informacje o problemach klientów 2be. pl, jednego z dostawców hostingu obsługującego ponad 2 tys. domen. Zaczęło się od drobnej, wydawałoby się, awarii, niewłaściwa polityka bezpieczeństwa i oszczędności sprawiły jednak, że klienci stracili dostęp nie tylko do własnej strony internetowej i poczty e mail, lecz także baz danych. Problemy nie omijają również największych. Cztery lata temu awaria systemów zasilania w centrum danych Beyond.pl doprowadziła do największej awarii chmury obliczeniowej w Polsce, mimo posiadania przez nie najwyższego certyfikatu dostępności Tier IV. Problemy z dostępem do danych dotknęły m.in. takie witryny jak Wykop.pl, NaTemat.pl, PayU i Money.pl. Eksperci nie mają wątpliwości: awarie były, są i będą, bo zawodzi nie tylko technologia, lecz także człowiek. Istotna staje się natomiast odpowiedź na pytanie, jak zminimalizować ich ryzyko i jakie kryteria powinny być kluczowe przy wyborze serwerowni.

Cztery poziomy bezpieczeństwa

Na rynku data center jednym z najistotniejszych kryteriów jest Tier. To popularna klasyfikacja ośrodków gromadzenia i przetwarzania danych, która definiuje standard „opieki” nad zasobami IT. Choć wciąż pojawia się wiele niejasności co do jej interpretowania, to jednak wciąż jest ona pewnym standardem, do którego odnosi się rynek. Standaryzacja Tier została opracowana przez amerykański Uptime Institute w połowie lat 90. ubiegłego wieku i uwzględnia cztery poziomy. Tier I, najniższy z nich, oznacza dostępność na poziomie 99,67 proc., co przekłada się na 28,8 godziny przerw w dostępie rocznie. Obiekty Tier Ito zwykłe serwerownie, które w przypadku awarii nie mają zapasowych serwerów, łączy ani dostępu do niezależnego źródła energii elektrycznej. W przypadku Tier II gwarantowana dostępność wynosi 99,75 proc., co przekłada się na maksymalnie 22 godziny przerw w dostępie rocznie i oznacza, że serwerownie mają częściową redundancję w obszarze chłodzenia i zasilania. To standardy wystarczające dla wielu klientów centrów danych, choćby blogerów i niewielkich firm, wśród których wskazać można małe e-sklepy. Do większych firm i instytucji jest skierowany poziom Tier III, który oznacza dostępność 99,982 proc., przerwy w dostępie nie dłuższe niż 1,6 godziny w ciągu roku oraz redundancję zasilania, która pozwoli na utrzymanie działania infrastruktury do 72 godzin w przypadku jej nieplanowanej awarii. Tier IV, wymagający największych nakładów ze strony operatorów, a także najdroższy z punktu widzenia klienta, charakteryzuje się dostępnością równą 99,995 proc., co oznacza przerwę w dostępie nie dłuższą niż 26 minut rocznie, przy infrastrukturze, która odcięta od zasilania jest w stanie „wytrzymać” nawet 96 godzin.

Tier III czy Tier IV

Najwyższy poziom certyfikacji wydaje się najlepszym rozwiązaniem dla instytucji i firm, których działalność uzależniona jest od nieprzerwanego dostępu do danych, ale nie wszyscy dostawcy usług zgadzają się z tym poglądem. Co więcej, sam Uptime Institute już jakiś czas temu wycofał się z przyznawania centrom danych określonych poziomów Tier na bazie przerw w dostępie do zasobów.

– Rzeczywista jakość usług centrów danych jest wypadkową znacznie większej liczby czynników, a praktyczne różnice między ostatnimi poziomami Tier, po uwzględnieniu kosztów dla klientów końcowych, mogą okazać się niezauważalne. „Przerabiałem” ten temat wielokrotnie, choćby przy okazji budowania infrastruktury serwerowej w największym polskim punkcie wymiany ruchu PLIX, gdzie nie zdecydowaliśmy się na wyśrubowaną certyfikację – tłumaczy Sylwester Biernacki, twórca PLIX, a obecnie prezes firmy ATM.

Co ciekawe, do tej pory żaden z klientów firmy, a obsługuje ona m.in. największe banki działające na terenie Polski, nie zasygnalizował potrzeby uzyskania formalnej gwarancji tak wysokiej dostępności, jaką daje certyfikat Tier IV. Dlaczego? Sylwester Biernacki wyjaśnia:

– Stwierdzenie, że w naszych ośrodkach wdrożyliśmy jedynie zalecenia Tier III, jest ogromnym uproszczeniem. Jest coś, czego nie da się sklasyfikować, a co często decyduje o sukcesie lub porażce. To doświadczenie, wiedza pracowników, a także rozwiązania technologiczne, które wychodzą daleko poza zwykłą klasyfikację. Raouf Abdel, COO firmy Equinix zarządzającej ponad 100 centrami danych na całym świecie, zwraca uwagę, że świadomi klienci zwykle nie przywiązują większej wagi do klasyfikacji Tier.

– Przede wszystkim chcą zapoznać się ze specyfikacjami mocy obliczeniowej, doświadczeniem rynkowym operatora i standardami utrzymania swojej infrastruktury przez specjalistów, które przecież dla każdej spółki z sektora centrów danych mogą być inne – przekonuje.

 Eksperci ze spółki ESDS Software Solution, ocenionej przez „The Economic Times” jako najlepszy pracodawca branży operatorów centrów danych w Indiach, zaobserwowali, że klienci często nie są świadomi rzeczywistej różnicy między certyfikatami Tier III i Tier IV, a część graczy na rynku data center wykorzystuje to zamieszanie do przedstawienia swoich usług jako najlepszych. Nie sposób nie odmówić temu rozumowaniu słuszności. Co najmniej dwa centra danych w Polsce chwalą się oficjalnie, że spełniają wymagania Tier IV, jednak próżno szukać ich na liście Uptime Institute.

W poszukiwaniu złotego środka

Centra danych czasami celowo nie ubiegają się o certyfikację, choć ich infrastruktura mogłaby spełnić wyśrubowane wymagania. Dzieje się to z bardzo prozaicznego powodu: wysokich kosztów. Najpierw trzeba je ponieść po to, by spełnić wymagania techniczne, a następnie ponieść kolejne, przechodząc całą ścieżkę certyfikacji. Koszty musi pokryć klient, a ten czyni to zwykle niechętnie. Być może jest to jeden z powodów, dlaa  których centrów danych zgodnych z Tier IV jest relatywnie niewiele. Nie ma ich ani w Czechach, ani w Niemczech, ani w Holandii, a we Francji jest tylko jedno, należące do Crédit Agricole. Po jednym centrum danych spełniającym normy Tier IV ma Rosja i Wielka Brytania.

– Wydatki, jakie należy ponieść w związku ze wszystkimi aspektami budowy centrum danych w standardzie Tier IV, są – moim zdaniem – nieadekwatne do osiąganych korzyści. Z doświadczenia wiem, że w konsultacji ze specjalistami rynku data center można zbudować dopracowaną infrastrukturę typu Tier III+, która będzie bardziej niezawodna niż „zwykły” obiekt spełniający wymagania Tier IV – twierdzi Carlos Garcia de la Noceda, IT manager w Vodafone. Dzieje się tak głównie dlatego, że sama certyfikacja odnosi się głównie do projektu i budowy centrum danych.

– Tymczasem pod uwagę należy wziąć więcej czynników, choćby niezawodność i jakość instalowanego sprzętu, systemów obsługi technicznej, szkolenia personelu, procedury bezpieczeństwa – każdy z nich, poza certyfikacją Tier, ma wpływ na niezawodność dostępu do danych – dodaje Noceda.

Trzeba przy tym pamiętać o wzajemnej zależności wszystkich elementów infrastruktury data center. Jeśli znajdą się w niej solidne i odporne na uszkodzenia instalacje elektryczne stosowane w obiektach Tier IV, ale wykorzystywany tam będzie mechanizm zasilania poziomu Tier II, to finalna dostępność będzie równa gwarancjom tego drugiego standardu. Parametry oceny obiektów przechowywania i gromadzenia danych przyjęte przez Uptime Institute akcentują głównie topologię i sposób zaprojektowania centrów danych, nie uwzględniając czynników mających bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo. Stąd zdarza się, że klienci są mylnie przekonani, iż obiekt spełniający najwyższą normę ma kompleksowy monitoring CCTV, prawidłowo zabezpieczony dostęp fizyczny, np. bramkami weryfikacyjnymi, i zapewnia skuteczne rozwiązania z zakresu ochrony przed cyberprzestępcami.

Certyfikacyjne bariery

Klienci zdają sobie sprawę z tego, co chcą otrzymać i ile mogą za to zapłacić. Dla banku wyższy Tier jest koniecznością, z kolei dla mniejszych graczy jest zbędnym, wyśrubowanym standardem, którego zwyczajnie nie zamierzają finansować. Ci ostatni zresztą nieraz potrzebują niedrogiego środowiska, w którym mogą zdobyć pierwsze doświadczenia, protestować czy wręcz poeksperymentować z IaaS, by w miarę rozwoju skierować się w stronę zaawansowanych usług data center.

Dlatego na rynku powinno być – i jest – miejsce dla dostawców usług z obszaru data center w różnych standardach. Certyfikacja Tier nie powinna być nadrzędnym parametrem, od którego uzależnia się wybór operatora. Postrzeganie jej w taki właśnie sposób oznacza stawianie sztucznych barier, utrudniających w praktyce trafny dobór usług do bieżących potrzeb przedsiębiorstwa. Podsumowuje to Rahul Shewale, konsultant Capgemini. Jego zdaniem wybór między Tier III a Tier IV sprowadza się w zasadzie wyłącznie do tego, czy potrzebujemy bardzo wysokiej niezawodności i czy jesteśmy w stanie za to zapłacić.

– Jeśli szukamy niezawodnego i odpornego na czynniki zewnętrzne i wewnętrzne centrum danych, to Tier IV jest koniecznością. Jednak jeśli szukamy złotego środka między wydajnością a kosztami, to Tier III jest znacznie lepszym wyborem – przekonuje.

 

MB Pneumatyka zainwestuje w nowe hale produkcyjne

Wzrost przychodów o 30 proc., podwojony wynik netto, nowi odbiorcy w Polsce i na świecie – to największe osiągnięcia MB Pneumatyka w 2016 r. Producent złącz do układów hamulcowych w samochodach użytkowych zapowiada inwestycje i wzrost zatrudnienia.

Miniony rok był rekordowy w historii MB Pneumatyka. Przychody firmy z Sulechowa w Lubuskiem wzrosły z 12,7 do 16,7 mln zł w 2016 r. Wynik netto skoczył z 434 tys. do 1 mln zł. Największy udział w sprzedaży nadal ma eksport do krajów Unii Europejskiej (9,1 mln zł, wzrost o 27 proc.). Równolegle rośnie także sprzedaż na rynki pozaeuropejskie i w kraju. Firma planuje ekspansję na Wschód i na rynek turecki. Rozwija też sprzedaż w Chinach i Brazylii.

– Eksport to obecnie 80 proc. naszej sprzedaży, ale chcemy, by równie szybko rosła sprzedaż w Polsce. Tworzymy nowe rozwiązania dedykowane producentom autobusów, interesuje nas także współpraca z producentami, ciężarówek, maszyn rolniczych i naczep. Dlatego cały zysk, podobnie jak w poprzednich latach, przeznaczymy na inwestycje w badania i rozwój oraz maszyny – mówi Małgorzata Bieniaszewska, właścicielka MB Pneumatyka.

MB Pneumatyka w tym roku planuje także rozpoczęcie rozbudowy hal o kolejne 1300 m.kw. Niedawno zbudowała nową halę o powierzchni 1000 m.kw. Planowano, że to inwestycja na 10 lat, wystarczyła na trzy. Rozbudowa jest konieczna, bo firma zakłada, że w I półroczu 2017 podpisze kolejne istotne kontrakty. Dlatego planuje też zwiększenie zatrudnienia w kluczowych działach – konstrukcji, sprzedaży i produkcji.

– Poszukujemy inżynierów do naszego działu konstrukcji. Szukamy też specjalistów, którzy będą pomostem pomiędzy działem konstrukcji a klientami. Naszej sprzedaży nie opieramy wyłącznie na produktach z katalogu. Kluczem do sukcesu i takiego wzrostu przychodów było oferowanie produktów szytych na miarę potrzeb klientów. Jeśli odbiorca potrzebuje nowych rozwiązań, to je od nas otrzymuje – dodaje Małgorzata Bieniaszewska.

MB Pneumatyka to firma rodzinna, stworzona od podstaw w Sulechowie. W lutym minęło 15 lat, odkąd Andrzej Bieniaszewski, ojciec Małgorzaty Bieniaszewskiej, przekazał jej biznes. Przełomowym momentem w historii firmy był koniec 2015 r., gdy MB Pneumatyka została certyfikowana zgodnie ze specyfikacją techniczną ISO TS 16949:2009. Pozwoliło to firmie nawiązać szerszą współpracę z trzema największymi producentami układów hamulcowych do samochodów użytkowych na świecie. – Stała współpraca z liderami dała nam komfort stopniowego zwiększania inwestycji w badania i rozwój. Nie korzystamy z gotowych rozwiązań, tworzymy własne – mówi Małgorzata Bieniaszewska.

 

Już 6 kwietnia rozpoczną się Targi Poznań Motor Show

Poznań Motor Show 2017 to największe targi motoryzacyjne w Polsce i czwarte w Europie. To obowiązkowe wydarzenie dla każdego pasjonata motoryzacji. Tegoroczna edycja odsłoni przed Wami pojazdy w ramach czterech salonów – samochodowego, motocyklowego, caravaningowego oraz ciężarowego. Niezliczona liczba atrakcji, międzynarodowych i polskich premier oraz wydarzeń towarzyszących m.in. pokazów stuntu, torów offroad czy car tuningu podkreśla niepowtarzalny charakter wydarzenia.

A jak było w zeszłym roku? Poznajcie Poznań Motor Show 2016 w liczbach:

  • 10 pawilonów oraz teren zewnętrzny
  • 1 europejska premiera, pierwsza w nowożytnej historii targów Motor Show
  • 2 auta koncepcyjne
  • blisko 70 motoryzacyjnych nowości
  • 133 108 osób odwiedziło targi

W ROKU 2016 REKORDOWA LICZBA ZWIEDZAJĄCYCH ORAZ ZAINTERESOWANIE WYSTAWCÓW, KTÓRZY ZAUFALI TARGOM POZNAŃSKIM SPRAWIŁY, ŻE MOGĄ ONE ŚMIAŁO RYWALIZOWAĆ NA RYNKU EUROPEJSKIM CZY ŚWIATOWYM” – Kuba Bielak, Dziennikarz TVN Turbo

Czym jest Press Day?

Press Day to unikatowy moment podczas Targów Motor Show. Jest to dzień dla dziennikarzy, ludzi związanych z biznesem motoryzacyjnym oraz największych pasjonatów motoryzacji. Ograniczona liczba biletów na Press Day gwarantuje najwyższy komfort podczas zwiedzania targów. Można wziąć udział w konferencjach największych marek, zobaczyć premierowe pokazy, zwiedzić ekspozycje, porozmawiać z wystawcami, otrzymać limitowane pakiety informacyjne.

Do zobaczenia na Poznań Motor Show 2017!

Ceny biletów

6 kwietnia 2017 – Press Day

W przedsprzedaży – 100 zł
W kasach w dniu wydarzenia – 120 zł

7 kwietnia 2017 – piątek

W przedsprzedaży – 15 zł
W kasach w dniu wydarzenia – 20 zł

8 kwietnia 2017 – sobota

W przedsprzedaży – 23 zł
W kasach w dniu wydarzenia – 30 zł

9 kwietnia 2017 – niedziela

W przedsprzedaży – 18 zł
W kasach w dniu wydarzenia – 25 zł

Bilety rodzinne dostępne w kasach, w cenach biletów z przedsprzedaży danego dnia.
(min. 3 osoby spokrewnione, w tym 1 dziecko do 13 roku życia. Cena biletu obowiązuje dla 1 osoby)

piątek – 15zł /os.

sobota – 23zł/os.

niedziela – 18zł /os.

Bilet jednorazowy z kartą Dużej Rodziny (7-9 kwietnia) – 6 zł

 

VIII edycja konferencji „Infrastruktura Polska & Budownictwo”

Konferencja odbyła się pod honorowym patronatem Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, a jej organizatorem był Executive Club

Konferencję zaszczycili swoją obecnością m.in.: Jerzy Szmit – Wiceminister Infrastruktury i Budownictwa, który uroczyście ją zainaugurował, Krzysztof Kondraciuk z GDDKiA oraz Dariusz Blocher – Prezes Zarządu Budimex S.A.

Głównym tematem pierwszego panelu były kwestie związane z zamówieniami publicznymi. Podczas kolejnej części spotkania skupiono się na kwestii dotyczącej dróg, w szczególności tych inwestycji, które zostały już ukończone. Stołeczna infrastruktura była osią debaty w trzecim panelu.

Z kolei ostatnia część konferencji poświęcona była budownictwu.Moderator zaproponował debatę nad sytuacją polskiego mieszkalnictwa – choć jesteśmy w czołówce pod względem ceny i liczby budowanych mieszkań, to trudno postawić prognozy na dalsze lata biorąc pod uwagę niewiadomą liczbę ludności. Paneliści podkreślali konieczność wdrażania innowacji oraz aktywności na polskim rynku wewnętrznym w obliczu rosnącej świadomości przedsiębiorców.

Punktem kulminacyjnym była wieczorna gala rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, uroczyście zainaugurowana wystąpieniem Włodzimierza Szymczaka – byłego Prezesa Europejskiej Rady Inżynierów Budownictwa 2014-2016.

Laureci „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa

Lider Innowacji Roku – Strabag Sp. z o.o. i Unibep S.A.

Lider Odpowiedzialności Społecznej – LafargeHolcim

Podmiot Wspierający Roku – Euler Hermes S.A.

Doradca Roku – Deloitte i Domański Zakrzewski Palinka sp. k.

Inwestycja Roku – Metrostav Spółka Akcyjna Oddział w Polsce (Wykonawca), Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (Inwestor) za rozbudowę mostu Gen. Stefana Grota Roweckiego w Warszawie

Efektywność w Zarządzaniu – Budimex SA

Top Executive  Roku – Jerzy Lejk – Prezes Zarządu Metra Warszawskiego Sp. z o.o.

Osobowość Roku – Marek Stefański – Przewodniczący Rady Nadzorczej IDS-BUD S.A.

Nagroda Specjalna – Obiekt Roku – Projekt Nowa Łódź Fabryczna zbudowany na zlecenie PKP PLK i Miasto Łódź

Pociągi bardziej pospieszne

    the background of the high-speed train with motion blur outdoor.

    W 2016 r. pociągi przewiozły w Polsce 292,4 mln pasażerów. To o 12 mln (4,3 proc.) więcej niż w roku poprzednim i o 23 mln więcej niż w roku 2014.

    Ponieważ istnieje zasadnicza różnica między masowymi dojazdami do szkół i pracy na krótkie odległości a podróżami na długie dystanse, do zobrazowania faktycznej pracy przewozowej koleilepszy jest inny wskaźnik – pasażerokilometr. W takim ujęciu kolej wykonała w 2016 r. 19,2 mld pasażerokilometrów, aż o 10 proc. więcej niż przed rokiem. Oznacza to, że bardziej popularne stały się dłuższe podróże pociągiem. Jako że praca przewozowa kolei wzrasta już od kilku lat, można twierdzić, że odwrócony został niedobry trend zarysowany jeszcze pod koniec ubiegłego wieku, gdy ludzie masowo przesiadali się do samochodów już to na skutek urzeczenia motoryzacją, już to z powodu fatalnej wówczas pracy i polityki kolei. Dobre wyniki firm kolejowych dotyczą jednak tylko ruchu pasażerskiego. Przewozy towarowe tkwią w stagnacji, od lat oscylują wokół 50 mld tonokilometrów. Trudno się jednak dziwić, skoro średnia prędkość szynowego transportu towarowego wynosi w Polsce 27 km/h, a opłaty drogowe ponoszone za przejazd ciężarówkami należą do najniższych w Europie.

    Poprawa wyników ruchu pasażerskiego to jednak „światełko w tunelu”. Jest skutkiem wielkich zakupów taboru i znaczących prac modernizacyjnych. A to dopiero początek, bo nadchodzące lata mają szansę stać się czasem wielkich inwestycji kolejowych, zwłaszcza w obliczu gasnących wydatków na drogi. Kolej może wreszcie zająć w strukturze przewozów krajowych należne jej miejsce. Należne, bo rozkład geograficzny wielkich polskich miast na mapie jest wprost stworzony dla kolei. Warszawę dzieli od Gdańska, Poznania, Katowic i Krakowa niemal dokładnie 300 km. W mniejszej odległości leżą: Łódź, Bydgoszcz, Kielce, Lublin i Białystok. Po kolejnych inwestycjach jednodniowa podróż pociągiem do stolicy i z powrotem, ważna dla podróżujących służbowo, będzie też możliwa do Wrocławia. Dlaczego zatem pociągi działały źle, a sytuacja na kolei stała się powszechnie znanym przykładem bałaganu? Zawiniła niestety historia. W żadnej innej dziedzinie wpływ zaborów nie jest tak bardzo widoczny jak w kształcie polskiej sieci kolejowej. Powstała ona bowiem jako fragmenty trzech odrębnych sieci, z których każda pełniła inną funkcję i budowana była według innych zasad. Wiele polskich miast zyskało połączenie kolejowe z ośrodkiem stołecznym, tyle że były to Berlin, Wiedeń lub Petersburg. II Rzeczpospolita odziedziczyła trzy skrawki dawnych systemów kolejowych państw zaborczych, każdy o innych funkcjach i filozofii tworzenia. Wystarczy powiedzieć, że najkrótsze połączenie Warszawy z Poznaniem biegło przez Toruń i Bydgoszcz, a ze stolicy do Lwowa – czyli miasta numer dwa – pociągi jeździły kilkoma improwizowanymi szlakami. Jedyna wielka inwestycja kolejowa, tzw. Magistrala węglowa, miała znaczenie gospodarcze, ale nie pasażerskie. Skutki decyzji zaborców widoczne są w sieci kolejowej jeszcze dzisiaj, na przykład w postaci jednotorowych odcinków na liniach ze stolicy do Lublina czy Krakowa przez Kielce. Zniszczenia wojenne sieci i taboru nie wymagają w ogóle opisu. Gorzej, że lata powojenne też nie służyły sensownej pracy kolei.

    Żeby to zrozumieć, trzeba wiedzieć, że od czasów stalinowskich głównym zadaniem polskich kolei nie był przewóz pasażerski ani nawet wożenie węgla czy buraków. Powinnością numer jeden miała być gotowość do szybkiego przerzucenia kolejnych rzutów wojsk ZSRR na zachód kontynentu na wypadek wojny. Tej potrzebie podporządkowano całą filozofię systemu kolejowego, a także największe inwestycje. Ciekawe, że kierunku odwrotnego, na wschód, w ogóle nie rozważano, co pokazuje, ile warte były te plany. Wzdłuż północnej i wschodniej granicy zbudowano więc w lasach gigantyczne, wielotorowe rejony przeładunkowe konstruowane tak, by jak najszybciej przeładować wojsko z wagonów szerokotorowych na takie o europejskim rozstawie kół, które miały jechać na zachód. Jechały jednak przez liczne węzły, a takie są zwykle w centrach dużych miast. Duże miasta zostaną zaś zbombardowane w pierwszej kolejności, ze szczególnym uwzględnieniem instalacji komunikacyjnych. Pobudowano więc system bliższych i dalszych obwodnic wielkich miast, najczęściej niemających zastosowania w przewozach pokojowych i cywilnych. Dalej – najsłuszniej założono, że w razie wojny szybko zniszczone zostaną mosty na największych rzekach. Ich nieustanna odbudowa pod bombami nie miałaby sensu. Wymyślono zatem, że pociągi zostaną tu rozładowane, ich zawartość przewiezie się ciężarówkami na drugi brzeg po tymczasowej saperskiej przeprawie ustawionej w sąsiedztwie, a po drugiej stronie rzeki wojsko wsiądzie do kolejnego pociągu i pojedzie dalej, na zachód. Jak wymyślono, tak też zrobiono. W wybranych miejscach zmagazynowano elementy specjalnie zaprojektowanych mostów saperskich, zwykle w kilku egzemplarzach. W najbliższym miasteczku stanęły koszary dla jednostki, która miała to wszystko obsługiwać. I tylko niewtajemniczeni ludzie dziwili się, po co w takiej dziurze tyle wojska.

     To nie wszystko. Do przewozu czołgów i ciężarówek najlepsze są proste wagony platformy, a tych w wystarczającej liczbie nie było. Powstał zatem plan, by liczne na kolei węglarki poddać tzw. rozburtowaniu, czyli usunięciu ścian bocznych przy użyciu palników. Do wykonania tej pracy powstały specjalne stanowiska, trwające w ciągłej gotowości, bo przecież tysiące wagonów powinny być „w razie czego” gotowe w dzień, dwa. I ostatni przykład. Zupełnie słusznie założono, że system zasilania kolei prądem nie będzie w takich warunkach funkcjonować. Lokomotyw spalinowych było mało, zresztą z paliwem płynnym też byłby problem. Pozostawały stare sprawdzone lokomotywy parowe i strategiczny zapas takowych utrzymywano na bocznicach. Czy można się dziwić, że w tych warunkach kolejarze nie mieli głowy ani – co ważniejsze – środków do poprawy normalnego działania kolei? Cały ten absurdalny system zaczęto demontować dopiero po rozwiązaniu Układu Warszawskiego, ostatnie zmagazynowane parowozy były do obejrzenia pod Dęblinem jeszcze w latach 90. Kolej przedstawiała wówczas obraz nędzy i rozpaczy, podejmowano decyzje o cięciach rozkładów jazdy i zamykaniu całych linii kolejowych. Poza zasięgiem sieci znalazło się kilka ówczesnych miast wojewódzkich, do 100-tysięcznego Jastrzębia nie można dojechać pociągiem jeszcze dzisiaj. Niewiele dawały próby naprawy sytuacji poprzez zmianę struktury firm kolejowych oraz wydzielanie z królestwa  PKP odrębnych spółek i ich częściową prywatyzację. Szybko doszło tu do czysto urzędniczych konfliktów, prób wybierania rodzynek z tortu itp. Kluczem do naprawienia sytuacji musiały być nie administracyjne reformy, ale poprawa stanu sieci i dostawy nowego taboru, a na to wciąż brakowało funduszy. Pojawiły się one dosłownie w ostatnim momencie, głównie dzięki zasileniu przez środki Unii Europejskiej. Wyremontowano kilka odcinków linii, na tory wpuszczono nowe składy, w tym symboliczne Pendolino. Wreszcie powiało nowością.

    Według stanu na początek obecnego roku na kolei trwały prace o wartości 7 mld zł, z tego kontrakty na 4 mld zł zostały zawarte w 2016 r. W obecnym roku rząd chce zlecić prace aż za 30 mld zł, a w kolejnym jeszcze za8–10 mld zł. Ogólnie w latach 2014–2022 na dofinansowane z unijnych pieniędzy modernizacje 8,5 tys. km linii kolejowych (około połowy wszystkich czynnych) ma zostać wydane nawet 66 mld zł. To kwoty szacunkowe, gdyż ceny bywają korygowane w wyniku przetargów, i to w dół. Dlatego istnieje lista projektów rezerwowych. Finansowanie, głównie dzięki Unii, jest zapewnione. Inna sprawa, czy wszystkie plany mają solidne podstawy. Dzięki już przeprowadzonym pracom przejazd z Warszawy do Wrocławia skrócił się z prawie sześciu godzin do 3,5 godziny i ten wydatek z pewnością miał sens. Jednak branżowcy wzięli pod lupę przyszłe plany i obliczyli, że jedna minuta skrócenia czasu jazdy na linii Poznań – Szczecin kosztować będzie 32 mln zł, na linii Warszawa – Lublin 54 mln zł, a na trasie ze stolicy do Poznania aż 173 mln zł. Autorzy projektów twierdzą, że celem prac będzie nie tylko skrócenie czasu jazdy pociągów pasażerskich. Przebudowane mają zostać całe układy torowe wielu stacji, a to w celu umożliwienia ruchu długich, nawet 740-metrowych pociągów towarowych, co wydatnie poprawi opłacalność tej trakcji. Dzięki nowoczesnym systemom blokadowym ma też zostać zwiększona przepustowość głównych szlaków.  Wśród projektów zwraca uwagę pierwsza od lat zupełnie nowa linia kolejowa, która na południe od Krakowa ma wreszcie poprawić połączenie z Zakopanem. Jest to inwestycja trudna technicznie, bo przebiegająca w górzystym i zaludnionym terenie; o jej potrzebie wiadomo od 100 lat. Wciąż trwają natomiast targi o wyremontowanie i przywrócenie do ruchu kilku ważnych lokalnie odcinków linii kolejowych.

    Ogólnie jednak plany renowacji i rozwoju transportu kolejowego są niezwykle obiecujące, chyba po raz pierwszy w tej skali. Wytrzymamy nawet konieczność okresowego zamykania głównych linii na czas prac, czego już doświadczyli podróżujący w stronę Białegostoku. Okazuje się jednak, że jest to efektywniejsze od prowadzenia prac budowlanych przy zachowaniu szczątkowego ruchu, co ćwiczono na Centralnej Magistrali Kolejowej. I jeszcze jedna kwestia – stan wielu dworców kolejowych uległ ostatnio znaczącej poprawie. Stały się ozdobą miast, którym jeszcze kilka lat temu przynosiły wstyd. To co, wracamy do jazdy pociągiem?

    Prawnicy spółek giełdowych o zmianach regulacyjnych

    Wczoraj zakończył się VIII Kongres Prawników Spółek Giełdowych SEG podczas którego prawie 300 prawników rynku kapitałowego dyskutowało m.ino zapewnieniu bezpieczeństwa funkcjonowania spółek giełdowych, zmianach regulacyjnych i „implementacji” MAR.

    Kongres Prawników był zawsze ważnym punktem na mapie edukacyjnej Stowarzyszenia. Od 3 lat duża frekwencja na Kongresach i zadawane pytania świadczą o tym, że prawnicy spółek giełdowych w obliczu tylu zmian regulacyjnych mają wiele wątpliwości, które chcą przedyskutować z kolegami z innych spółek, praktykami rynku kapitałowego z kancelarii prawnych i ekspertami SEG – opowiada dr. Mirosław Kachniewski, Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.

    Kongres rozpoczął blok tematyczny nt. najważniejszych zmian regulacyjnych, podczas którego były omawiane takie zagadnienia jak: konstytucja dla biznesu, nowe regulacje dotyczące Komitetów Audytu, dual listing polskich spółek na giełdach zagranicznych czy raportowanie niefinansowe.

    Ostatnio do konsultacji społecznych trafiły cztery spośród kilkunastu ustaw zapowiadanych w ramach pakietu zmian w przepisach dotyczących przedsiębiorców zwanych „konstytucją biznesu”. Zaproponowano uchylenie w całości ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, i zastąpienie jej przez trzy nowe ustawy: prawo przedsiębiorców, ustawę o CIEDG oraz ustawę o wykonywaniu działalności przez podmioty zagraniczne w Polsce. Dodatkowo przygotowano nową ustawę o Komisji Wspólnej Rządu i Przedsiębiorców oraz o Rzeczniku Przedsiębiorców, która powoła do życia dwie wskazane w nazwie instytucje. Ogłoszone projekty rewolucją nie są, jednak z uwagi na sposób ich wprowadzenia – zastąpienie dotychczasowej ustawy kilkom nowymi – wywołają sporo zamieszania i bez wsparcia prawnego trudno będzie się w nich odnaleźć – opowiada Ida Komorowska-Moj, Radca Prawny, Counsel, Bird & Bird.

    Sprawozdawczość dotycząca raportowania informacji niefinansowych obejmie w pełnym zakresie ok. 150 dużych i średnich spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Jednak wszystkie mniejsze spółki także powinny zainteresować się tą tematyką, gdyż nowe obowiązki mogą ich też dotyczyć. Po pierwsze mogą one zostać zobowiązane do dostarczenia informacji dla swoich spółek-matek, jeśli to one podlegają wymogowi raportowania. Po drugie, jeśli działają w modelu B2B, ich raportujący kontrahenci mogą wymagać szeregu szczegółowych informacji w ramach swojego łańcucha dostaw. Z inicjatywy Fundacji Standardów Raportowania oraz Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych powstał Standard Informacji Niefinansowych pozwalający w prosty sposób wejść w świat raportowania kwestii społecznych, środowiskowych i pracowniczych emitentom, którzy jeszcze się z tą tematyką nie zetknęli– Piotr Biernacki, Prezes Zarządu, Fundacja Standardów Raportowania.

    Druga sesja tematyczna poświęcona była zagadnieniom związanym z compliance, pułapkami finansowania bankowego, finansowaniem poprzez emisję obligacji oraz bezpiecznym statutem spółki giełdowej.

    Część merytoryczną pierwszego dnia Kongresu zakończyła symulacja Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenie Akcjonariuszy „Zwykłej Spółki SA”. Podczas NWZA zostały przedyskutowane takie wątki jak: Kto i w jakich okolicznościach może decydować o odebraniu prawa głosu akcjonariuszom; Jakich zmian w składzie RN należy dokonać w związku ze zmianami regulacji; W jakim zakresie WZA może modyfikować projekty uchwał; Jak proste zmiany statutowe mogą chronić przed wrogim przejęciem; W jakich okolicznościach i na jakich zasadach powinna być ogłaszana przerwa w WZA; Na jakie pytania zarząd zobowiązany jest odpowiedzieć w trakcie WZA.

    Wieczór ostatkowy uatrakcyjnił Quiz z wiedzy o MAR i raportowaniu niefinansowym, który pozwolił na ugruntowanie zdobytej podczas sesji wiedzy.

    Drugi dzień Kongresu wypełniły warsztaty praktyczne:

    • Regulacje holdingowe w grupie kapitałowej;
    • Ryzyka dla emitenta a compliance. Manipulacja po wejściu w życie MAR;
    • „Badanie rynku” w związku z transakcjami M&A oraz pozyskiwaniem kapitału – o czym powinni pamiętać emitenci i inwestorzy;
    • Opcja na akcje ma wiele oblicz – różnorodne sposoby wykorzystywania opcji związanych z akcjami;
    • Osobista odpowiedzialność członków Zarządu i Rady Nadzorczej za wykonywanie obowiązków informacyjnych przez spółki notowane;
    • Odpowiedzialność za oświadczenia i zapewnienia w umowach typu SPA – teoretyczne możliwości praktycznych zastosowań;
    • Zarządzanie ryzykiem sporów sądowych w spółce publicznej;
    • Techniczne pułapki organizacji WZA;

    Spotkanie zakończyło się debatą„Implementacja” MAR i jej skutki dla spółek giełdowych. Sesja była okazją do podsumowania najważniejszych problemów związanych z MAR, omówienia przesłanek określenia wymiaru kary administracyjnej, przedyskutowania matrycy rozbieżności związanych z MAR w różnych krajach europejskich, która powstała z inicjatywy SEG.

    Każda taka dyskusja nt. MAR jest okazją do pojawiania się coraz ciekawszych pytań, które uwypuklają jak wiele niejasności występuje w praktyce. Stowarzyszenie wspólnie z Fundacją Standardów Raportowania tworzy rodzaj encyklopedii wiedzy o MAR online, która będzie zawierała nie tylko ugruntowaną wiedzę odnośnie MAR, ale również listę Q&A, które zostały omówione  na Kongresach, konferencjach i indywidualnych spotkaniach MARowskich przez ostatnie 3 lata – dodaje Mirosław Kachniewski, Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.

    Gospodarzem Kongresu jest Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych. Partnerami wydarzenia są: Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych (KDPW) i Fundacja Standardów Raportowania (FSR) jako Partnerzy Instytucjonalni, firma Unicomp-WZA jako Partner Technologiczny, kancelarie prawne: Bird & Bird, DENTONS, GESSEL, Mrowiec Fiałek i Wspólnicy, PROF. MAREK WIERZBOWSKI i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni, SPCG i Wardyński i Wspólnicy jako Partnerzy oraz BMW Group Polska jako Partner Specjalny.

    Szczegółowe informacje na temat Kongresu są dostępne na stronie internetowejwww.seg.org.pl.

     

    Stawiam na innowacje

    Doktor Grzegorz Ślak, prezes PHZ Bartimpex SA, o relacjach państwa z przedsiębiorcami, sukcesie firm Wratislavia Bio i Akwawit-Polmos Wrocław, które uratował od upadku, oraz inwestycjach w Polsce i Niemczech

    Premier Mateusz Morawiecki mówi dużo o wsparciu innowacji, od których zależy rozwój polskiego przemysłu, co z kolei powinno w istotny sposób zwiększyć wpływy do budżetu.

    Kierowane przeze mnie spółki są typowymi firmami innowacyjnymi w zakresie energii odnawialnej w paliwach i do tego jeszcze odprowadzają rekordowe podatki do Skarbu Państwa. Mimo tego nie mogę powiedzieć, że jakoś szczególnie czuję wsparcie ze strony państwa. Od razu wyjaśnię, że nie mam na myśli żadnej pomocy finansowej, nie liczę też na specjalne względy ani ulgi podatkowe. Chciałbym jedynie działać w takim otoczeniu prawno-podatkowym, w jakim funkcjonują moi konkurenci z europejskich krajów wysoko rozwiniętych. W naszych warunkach – mimo że jesteśmy firmami innowacyjnymi, a ponadto przekazujemy do budżetu ponad 500 mln zł z tytułu różnych podatków – moje firmy nie czują żadnego zaufania ze strony państwa. Jesteśmy regularnie kontrolowani przez sześć–siedem instytucji zgodnie z prostym założeniem, że jeżeli ktoś płaci tak dużo podatków jak my, to może uda się jeszcze uzyskać większe daniny.

    To z kolei powoduje, że zamiast całą energię skierować na prowadzone właśnie inwestycje, zmuszony jestem poświęcać bardzo dużo czasu na obsługę kontroli polegającą na składaniu wyjaśnień i innych czynnościach, które są niezbędne w sytuacji, kiedy podmiot jest kontrolowany. Do tego wszystkiego od 1 stycznia w stosunku do surowców, które kupujemy do produkcji estrów metylowych, wprowadzono tzw. odpowiedzialność solidarną za zobowiązania podatkowe naszych dostawców.

    Jak to wygląda w praktyce?

    Odpowiedzialność solidarna polega na tym, że jeżeli mój dostawca zakupi surowiec od swojego dostawcy, a ten nie zapłaci podatku, to w konsekwencji po przeprowadzeniu kontroli w tym podmiocie służby skarbowe mogą żądać zapłaty podatku od podmiotu przez siebie wybranego. Nietrudno się domyślić, że wybiorą zawsze podmiot największy, który daje gwarancję szybkiej zapłaty zobowiązań podatkowych. Podmiot taki, mimo że płaci wszystkie podatki i nie ma żadnej możliwości weryfikacji podmiotu, z którym nie nawiązał żadnych kontaktów handlowych, może w każdym momencie zapłacić za nie swoje zobowiązania i nie swoje przewinienia podatkowe. Tak stawia się nas w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ – jak wcześniej powiedziałem – firmy moje odprowadzają około 500 mln zł podatków rocznie i stanowi to duże obciążenie dla zachowania płynności finansowej i konkurencji z podmiotami zagranicznymi. Podatki, które odprowadzamy, to VAT, akcyzowy i dochodowy. Szczególnie podatek akcyzowy objęty jest tzw. wpłatami dziennymi (co oznacza, że płacony jest każdego dnia). Wpłaty dzienne tego podatku nie obowiązują w żadnym kraju Unii Europejskiej, co jeszcze bardziej utrudnia konkurencję z podmiotami podobnymi do moich firm.

    Czy uszczelnianie systemu podatkowego może przynieść nie tylko pozytywne, lecz także nieoczekiwane efekty?

    Co do zasady zgadzam się, że każdy powinien płacić należne podatki. To bezdyskusyjne. Chodzi  tylko o to, żeby państwo w skuteczny sposób łapało oszustów, zamiast brać pod lupę firmy, które mają pieniądze. Rozwiązania dotyczące odpowiedzialności solidarnej koncentrują się na tym, żeby skutecznie ściągnąć podatek – niekoniecznie od tego, kto naprawdę zawinił. Jestem przeciwnikiem karania uczciwych firm, zwłaszcza wysokopodatkowych, za patologie, które występują na naszym rynku. Na przykład kupując olej rzepakowy, odpowiadam solidarnie z moim dostawcą, który – o czym nie wiem – mógł być sprawcą uszczuplenia podatku. Firma zagraniczna, która produkuje u siebie i sprzedaje do Polski, nie musi obawiać się tego rodzaju zagrożeń.

    Jakiego typu wsparcie potrzebne jest polskim przedsiębiorcom stawiającym na innowacje i inwestycje?

    Od 14 lat pracuję jako prezes zarządu w branży akcyzowej – mogę się pochwalić najdłuższym stażem w tej dziedzinie. Tym, co naprawdę motywuje polskich przedsiębiorców do rozwoju biznesu, jest zaufanie ze strony państwa. Kiedyś podczas rozmowy z jednym z licznych kontrolerów powiedziałem: „A co się stanie, jeśli

     ktoś z państwa lub ja przypadkowo popełnimy błąd i w konsekwencji firma straci płynność finansową? Straty będą trudne do powetowania”. Przyznał mi rację, zastrzegając: „Ma pan rację, ale takie mamy zalecenia…”. Przez kilka lat pracowałem jako szef firmy biopaliwowej w Niemczech. Czasem ściągałem biokomponenty, co do których nie było jasności, jaką stawkę akcyzową zastosować. Naczelnik Urzędu Celnego Brandenburgii nie tylko nie próbował wstrzymywać dostawy, lecz także razem ze mną zastanawiał się, jak interpretować przepisy. Wyjaśnił to następująco: „Jeżeli się okaże, że trzeba zapłacić podatek, jestem pewien, że pan to zrobi”. Ten prosty przykład pokazuje właściwe partnerskie relacje przedstawiciela biznesu z państwem. Nie ma możliwości rozwoju innowacyjnych biznesów bez zaufania państwa do biznesu i odwrotnie. Podatki powstają z produkcji, a nie z represji. Państwo musi zrozumieć, że dobrobyt buduje się na zaufaniu do biznesu, a nie na zwiększaniu kontroli. Co więcej – jak już wyjaśniłem – nasi zagraniczni konkurenci nie wnoszą, tak jak my, tzw. wpłat dziennych na rzecz podatku akcyzowego.

    Jak funkcjonują pańscy konkurenci?

    W Europie jest zaledwie kilka firm podobnych do Wratislavii Bio i mają się dobrze. Obecnie inwestują w nowe instalacje, które produkują energię odnawialną w paliwach o jeszcze mniejszej emisyjności dwutlenku węgla. Im mniejsza emisyjność, tym taki produkt jest bardziej atrakcyjny, ponieważ w mieszaninie z paliwem kopalnym powoduje o wiele mniejsze wydzielanie dwutlenku węgla. W tym zakresie potrzebny jest rozwój inwestycji. Wolałbym konkurować z krajowymi producentami, takimi jak Rafineria Trzebinia, gdzie sam wybudowałem instalację, oraz Bioagra. Obu tym firmom brakuje jednak impulsu do rozwoju. Wielka szkoda, ponieważ inwestycje w tej dziedzinie mają głęboki sens – z punktu widzenia zarówno przedsiębiorcy, jak i państwa.

    Pan postawił właśnie na inwestycje.

    W dziedzinie paliw odnawialnych drugiej generacji realizuję we Wrocławiu inwestycję o wartości około 100 mln zł. Z surowców słabej jakości będziemy w stanie wyprodukować biopaliwa klasy premium, które trafią do wielkich rafinerii i będą tam mieszane z paliwem kopalnym. W tej dziedzinie konkurencja jest ogromna, liderami są Stany Zjednoczone i Niemcy. Surowiec mogą stanowić kwasy tłuszczowe, tłuszcze zwierzęce lub oleje roślinne. We Wratislavii Bio – w 100 proc. polskiej firmie, której jestem akcjonariuszem – mamy dobrze wyposażone laboratoria, w których sami prowadzimy badania. Coraz wyższa jakość, a tym samym czystość biopaliw to efekt naszej myśli technologicznej i własnych innowacji. Szkoda, że mało kto o tym słyszał. Wiele mówi się natomiast o tym, gdy na polskim rynku pojawia się zagraniczny inwestor, który stawia kolejną montownię, na przykład samochodów, by skorzystać z ulg podatkowych i innych udogodnień. W rezultacie płaci o wiele niższe podatki niż, na przykład, moje firmy.

    Ostatnio media poświęcają wiele uwagi konieczności opanowania smogu w polskich miastach, z czym wiążą się plany rozwoju elektrycznej motoryzacji.

    Upowszechnienie silników elektrycznych potrwa wiele lat i nie rozwiąże zasadniczych problemów. Proszę zwrócić uwagę, że promocja przyjaznych środowisku samochodowych instalacji gazowych nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Kalifornijski eksperyment z napędem wodorowym załamał się całkowicie, z 20 stacji została tylko jedna. Nie oszukujmy się: najważniejsza kwestia na dziś to czystość paliw, co wprost przekłada się na rzeczywiste ograniczenie emisji dwutlenku węgla. Energia odnawialna w paliwach jest więc jedną z najbardziej perspektywicznych gałęzi gospodarki na kolejnych 50 lat. W USA, Niemczech, Brazylii przeznacza się na to ogromne środki. Często bywam na branżowych konferencjach, których głównym tematem jest to, jak zmniejszać zużycie paliw kopalnych na rzecz biokomponentów. Duże nadzieje wiąże się z algami, ale rozwiązania wymaga kwestia ich hodowli i zbiórki. Wielką zaletą alg jest to, że nie mogą one żyć bez dwutlenku węgla i wychwytują jego duże ilości z atmosfery.

    Z czego wytwarza się biopaliwa?

    Pozyskujemy je z oleju lnianego, sojowego, rzepakowego, z kwasów tłuszczowych, tłuszczów zwierzęcych i kwasów tłuszczowych roślin. Przygotowujemy się do przetwarzania alg. W nowej kolumnie destylacyjnej będziemy mogli uzyskać wysokiej jakości czyste biopaliwa, wykorzystując niskiej jakości komponenty.

    Uratował pan dwie duże wrocławskie firmy.

    W 2012 r. otrzymałem propozycję przeprowadzenia się do USA i pracy w branży energii odnawialnej. Kiedy zapytałem, co miałbym robić, usłyszałem w odpowiedzi: „To samo co w Polsce”. Jak się łatwo domyślić – za dużo lepsze pieniądze. Nie zdecydowałem się przyjąć tej propozycji, ponieważ w 2011 r. zaangażowałem się w ratowanie Wratislavii Bio i Akwawitu Wrocław. Obie te firmy należały do Aleksandra Guzowatego, który choć odniósł spektakularne sukcesy biznesowe, to jednak nie w tym przypadku. Oba zakłady ni – prowadziły produkcji, nie spłacały zobowiązań. Wyglądało na to, że czeka je likwidacja. Kiedy zapytałem właściciela o plany, odpowiedział: „Zrób tak, żeby wstydu nie było”. Jako nowy prezes powinienem czym prędzej zgłosić upadłość. Zamiast tego doprowadziłem do ugody z wierzycielami i restrukturyzacji zadłużenia, pozyskałem nowe kontrakty i finansowanie.

    Nie było to proste – zadłużenie Wratislavii względem BGŻ wynosiło 100 mln zł. Na nowo zatrudniłem zwolnionych wcześniej specjalistów – skompletowanie załogi wyspecjalizowanej firmy paliwowej to nie jest prosta sprawa. Zmiany szybko przyniosły efekty ekonomiczne i społeczne. Ponad 100 rodzin ma stałe źródło utrzymania, produkujemy polskie biopaliwa i państwo otrzymuje regularne zastrzyki pieniędzy z akcyzy i innych podatków. Po uruchomieniu drugiej bardzo nowoczesnej instalacji produkcyjnej przez Wratislavię Bio nasze wpłaty do budżetu podwoją się, osiągając 1 mld zł rocznie. Od większości firm zagranicznych działających w Polsce odróżnia nas to, że inwestujemy tu, na miejscu, w polską myśl techniczną owocującą innowacjami. Korzystają z tego krajowe rafinerie, którym jesteśmy w stanie dostarczyć wysokiej klasy biokomponenty. Około 40 proc. produkcji eksportujemy, naszym głównym odbiorcą krajowym jest PKN Orlen. Warto przypomnieć, że zgodnie z ustawowym obowiązkiem każdy producent oleju napędowego musi dodawać do niego 7 proc. biokomponentów. Dzięki niskiej emisyjności, czyli czystości, naszych produktów już dziś mógłbym sprzedać ich o wiele więcej, m.in. na rynku niemieckim, czeskim lub brytyjskim. Stąd decyzja o inwestycji w instalację do produkcji energii odnawialnej drugiej generacji w biopaliwach.

    Wznowił pan też produkcję w Akwawicie, który obecnie doskonale sobie radzi.

    Firma wytwarza nie tylko alkohole, lecz także rektyfikaty i bioetanol, który stanowi biokomponent do benzyn silnikowych. Kiedy przejąłem zarządzanie firmą, nie dysponowała żadnym kontraktem. Odniosłe wrażenie, jakby ktoś stracił zapał do pracy, zamknął drzwi i powiedział: „Na tym koniec”. Zacząłem od pozyskania kontraktów na bioetanol i rektyfikaty spożywcze. Podobnie jak w przypadku Wratislavii Bio musiałem na nowo skompletować załogę. Produkujemy Smirnoffa, bardzo dużo eksportujemy; nasze flagowe produkty to wódki Krakus i Wratislavia. Cieszy mnie sukces nowego produktu, to jest whisky Jack Strong.

    Notabene z pańskim wizerunkiem na etykiecie.

    To czysty przypadek. Planowaliśmy umieścić tam przetworzone zdjęcie znanego polskiego aktora, ale ktoś z marketingu znalazł moją fotografię w Internecie i przekonał mnie, że lepiej pasuje ona do projektu. Na marginesie, wysoka sprzedaż tej whisky, również na rynku brytyjskim i niemieckim, skłoniła prawników Jacka Danielsa do wytoczenia nam procesu o rzekome podobieństwo obu produktów. Skojarzenia są odległe, tym bardziej że my sprzedajemy szkocką, a oni burbona. Nie martwię się więc o wynik rozprawy arbitrażowej, która ma się odbyć w Wiedniu.

    Pański najnowszy projekt?

    Obecnie pracuję nad rozbijaniem cząsteczkowym oleju rzepakowego, tzw. metatezą, aby, podobnie jak w przypadku oleju palmowego, uzyskać frakcje, w których – mówiąc najprościej – chemikalia zamieniają się w olej. Związaną z tym przedsięwzięciem dużą inwestycję ulokowałem w Niemczech, gdzie udało mi się kupić firmę w upadłości, w dodatku ulokowaną w porcie. W przypadku naszej branży tego rodzaju lokalizacja ma kluczowe znaczenie – bezpośredni transport komponentów drogą morską pozwala na znaczne oszczędności. Poza tym, co tu dużo mówić, w Niemczech atmosfera do inwestowania jest znacznie lepsza niż u nas. Łatwiej tam również pozyskać finansowanie. Za Odrą innowacyjny biznes jest dobrze widziany i ma świetny PR wśród władz. Choć ulokowana w Niemczech, będzie to jednak polska firma – nasi managerowie i specjaliści będą odpowiedzialni za jej uruchomienie i skompletowanie kadry.

    Na koniec proszę o kilka słów na temat działań o charakterze CSR, jakie pan podejmuje.

    Jestem silnie związany z Wrocławiem, skąd pochodzę, choć mieszkam i mam biuro w Warszawie. Uważam więc, że firmy, którymi kieruję, powinny służyć pomocą wrocławianom, wspomagając niedoinwestowaną służbę zdrowia. W najbliższym czasie kupimy specjalistyczne urządzenia dla Szpitala Wojskowego, wcześniej wspomogliśmy w podobny sposób Szpital Uniwersytecki. Są to wydatki liczone w milionach złotych.

    Co lubi Grzegorz Ślak?

    Zegarek „Ostatnio noszę roleksa z naciągiem ręcznym. Lubię firmy Cartier i Patek. Moja kolekcja zegarków rośnie dzięki prezentom od partnerów biznesowych ze świata”.

    Pióro „Na urodziny dostałem niezwykłe pióro Montblanc z limitowanej do 81 sztuk serii wykonanej na zamówienie fundacji księcia Monaco”.

    Ubrania szyje w pracowni Macieja Zaremby lub w Mediolanie

    Wypoczynek za najpiękniejsze miejsce uważa Nową Zelandię

    Restauracja „Chcąc nie chcąc, zostałem ekspertem w tej dziedzinie, ponieważ ponad 90 proc. posiłków zjadam w restauracjach. W Warszawie szczególnie wysoko cenię cztery z nich: SushiZushi na Żurawiej ze względu na ryby dziko żyjące w stałej ofercie, Atelier Amaro, gdzie można w karcie znaleźć pszenne wódki, które Akwawit przygotował specjalnie dla nich, Rożana oraz Senses”.

    Samochód Audi A8, Porsche 911

    Hobby „Moim marzeniem jest przejęcie Śląska Wrocław, chciałbym, żeby ten klub był kolejną sprawnie działającą firmą w grupie. Od siódmego roku życia kibicuję tej drużynie. Nigdy nie opuszczam finału piłkarskiej Ligi Mistrzów. Jestem też miłośnikiem żużla – od lat komentuję otwarcie sezonu dla Canal+. Aktywnie uprawiam sport – gram w tenisa, planując podróże zagraniczne, staram się jeździć tam, gdzie jest odpowiednia pogoda i gdzie mogę znaleźć dobry kort”.

     

     

    Mazury idealne na firmową integrację

    Mazury to wyjątkowa kraina lasów i jezior, perła polskiej turystyki, idealne miejsce na wypoczynek przez cały rok. Ale nie tylko. To również coraz popularniejsza destynacja grup biznesowych, wyjazdów służbowych i organizacji spotkań integracyjnych. Ogromna przestrzeń, natura oraz świeże powietrze sprzyjają przyjaznej atmosferze, integracji. Położony nad jeziorem Mikołajskim na Ptasiej Wyspie Hotel Mikołajki ***** oferuje nie tylko profesjonalne zaplecze konferencyjne, które pozwoli na efektywne spotkania biznesowe, ale i klimat oraz moc atrakcji, które wzmocnią zespół oraz pozostawią w pamięci niezapomniane wspomnienia.

    Firmy coraz częściej poszukują atrakcyjnych miejsc pod szkolenia pracownicze, organizowane konferencje, czy bardziej kameralne spotkania biznesowe, które chcą połączyć z integracją. Okazuje się, że nie tak łatwo znaleźć miejsca, które spełnią coraz wyższe wymagania potencjalnych klientów. A jest kilka warunków, które muszą być spełnione. Po pierwsze, zaplecze konferencyjne – odpowiednio duże, odpowiednio technicznie i multimedialnie wyposażone. Po drugie, lokalizacja – nie powinna być zbyt odległa od siedziby firmy, ale na tyle daleka, żeby każdy z pracowników mógł się odciąć od życia zawodowego i prywatnego. I po trzecie, atrakcje, jakie oferuje dane miejsce. Bo po części biznesowej, grupy biznesowe chcą wykorzystać wspólny czas na aktywności, z których na co dzień nie mają możliwości skorzystania.

    Jedną z bogatszych mazurskich ofert pod integrację posiada Hotel Mikołajki*****.

    Oferta biznesowa hotelu obejmuje zarówno wyjazdy szkoleniowe, jak i programy integracyjne dostępne niezależnie od pory roku. Hotel posiada trzy przestronne sale konferencyjne o łącznej powierzchni 350 m2. Natomiast oferta integracyjna to atrakcje nie tylko na terenie samego hotelu, czy miasta Mikołajek, ale również zabawy w lesie, czy na jeziorze. Do wyboru oprócz klasycznych wariantów integracji takich, jak strzelnica, wspinaczka linowa, czy paintball możliwe są zabawy typu miejskie lub leśne gry,rajdy samochodami po torze rajdowym lub quadami. Latem ogromnym powodzeniem cieszą się regaty na łodziach lub pontonach oraz wodne przejażdżki motorówką, czy nartami wodnymi.Z kolei zimą świetnie sprawdzają się kuligi, ogniska, żeglarstwo lodowe czyli tzw. bojery oraz sporty zimowe na pobliskim stoku narciarskim liczącym ponad 700 metrów oraz wyposażonym w wyciąg krzesełkowy.

    Całodzienne aktywności na świeżym powietrzu to wstęp do dalszych zabaw, tym razem już na terenie hotelu. Wytrwali gracze, entuzjaści nocnego życia, mogą bawić się w hotelowym klubie After Dark tańcząc na parkiecie w rytmie dyskotekowych hitów oraz grając w kręgle lub bilard. Dla tych szukających chwili wytchnienia jest do dyspozycji Strefa Saun, SPA oraz Strefa Basenowa, w których po pełnym mocnych wrażeń dniu można odnaleźć relaks i odprężenie. Warto także spróbować wykwintnych dań i wysokiej jakości trunków w restauracji o nazwie New Island Pub, która cieszy niepowtarzalnym klimatem stworzonym na wzór angielskiego baru. Natomiast dla dużych grup przeznaczona jest sala bankietowa Yachtova, na której można zorganizować większe przyjęcie firmowe.

    Wyjazdy integracyjne to świetna okazja do nawiązania trwalszych relacji między pracownikami. To jedna z najlepszych metod budowania dobrego i zgranego zespołu, która przekłada się na efektywniejszą pracę w firmie oraz zadowolenie pracowników. Taki wyjazd dodatkowo można połączyć ze szkoleniami, co z pewnością przyniesie wielowymiarowe rezultaty.

    Ważne Informacje

    Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

    Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

    AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

    Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

    Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

    Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

    Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

    Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

    Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

    Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

    Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...