.
Strona główna Blog Strona 354

Całodniowa konferencja pt. „KOBIETA MA WPŁYW”

W dniu 8 marca 2017 r. w Centrum Olimpijskim – PKOL przy ul. Wybrzeże Gdyńskie 4 w Warszawie odbyła się konferencja pn. Kobieta ma wpływ.

Przedstawiono podsumowanie ogólnopolskiego projektu „Profilaktyczny program w zakresie przeciwdziałania uzależnieniu od alkoholu, tytoniu i innych środków psychoaktywnych”, prowadzonego w latach 2012-2017. Realizatorem tego ważnego społecznie programu skierowanego głównie do kobiet jest Główny Inspektorat Sanitarny. Wkrótce także GIS przedstawi szczegółowe wyniki badań kobiet w ciąży po zrealizowaniu 5-letniego programu, który zajmował się profilaktyką, edukacją oraz poprawą świadomości i postaw społecznych, w tym także młodych ludzi rozpoczynających własne życie rodzinne.

Całodniowa konferencja była poświęcona zagadnieniom realizowanym w ramach projektu współfinansowanego przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej, prowadzonego w latach 2012-2017. Głównym jego celem było ograniczenie używania tytoniu, alkoholu i innych substancji psychoaktywnych przez kobiety w wieku prokreacyjnym, tj. między 15 a 49 rokiem życia. Z danych GIS wynika, iż jest to poważny problem w naszym kraju, którego źródeł należy szukać w niskiej świadomości, zwłaszcza młodych Polek i Polaków.

W Centrum Olimpijskim tematykę uzależnień i wynikających z nich zjawisk oraz konsekwencji zdrowotnych i społecznych podjęli praktycy; lekarze różnych dziedzin medycyny, osoby publiczne, przedstawiciele administracji rządowej i instytucji publicznych, różnych profesji i grup społecznych. Różnorodny przekrój tematów, z którymi mierzyli się uczestnicy, połączyli moderatorzy konferencji; osoby dobrze znające i rozumiejące tematykę uzależnień wśród kobiet.

– Po raz pierwszy udaje nam się spotkać w tak szerokim gronie; ludzi walczących na wielu płaszczyznach z uzależnieniami i promocją zdrowego stylu życia dotykającymi naszego społeczeństwa, a w szczególności kobiet w ciąży – zaznacza Marek Posobkiewicz, Główny Inspektor Sanitarny. – Konferencja jest więc nie tylko cennym miejscem wymiany wiedzy i doświadczeń, ale również okazją do nieustającego zwrócenia uwagi opinii publicznej na ten istotny problem społeczny, któremu poświęciliśmy ostatnie pięć lat naszej pracy – podkreślił Marek Posobkiewicz.

Obok przedstawicieli WHO, Ministerstwa Zdrowia, Krajowego Biura do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii w Warszawie, Głównego Inspektoratu Sanitarnego, swój udział potwierdziła znana polska pływaczka olimpijska i przyszła mama Otylia Jędrzejczak. W gronie prelegentów nie zabrakło również psychologów, psychiatrów i terapeutów – Maria Rotkiel, dr n. med Krzysztof Liszcz oraz osób działających na rzecz osób uzależnionych od alkoholu, w szczególności kobiet – Tatiana Mindewicz, a także specjalistek w dziedzinie promocji zdrowego i aktywnego stylu życia wśród kobiet – Marty Lech-Maciejewskiej, autorki bloga SuperStyler, Edyty Litwiniuk oraz Anny Dziedzic – znanych trenerek, propagatorek aktywności fizycznej i zdrowego stylu życia wśród mam.

W ramach projektu zrealizowano szereg działań; odbyły się szkolenia dla kadry medycznej, programy edukacyjne w zakładach pracy i w szkołach ponadgimnazjalnych oraz badania ankietowe kobiet w ciąży. Przeprowadzono ogólnopolskie kampanie społeczne. Aktualnie trwa  kampania społeczna, tym razem skierowana do nastolatków w wieku 15-19 lat – „Melanż. Oczekiwania vs. Rzeczywistość”. Kampania składa się z 10 spotów – liczba odsłon osiągnęła prawie 2,5 mln. Celem kampanii jest zwrócenie uwagi młodzieży na negatywne skutki korzystania z używek. Ponadto stworzono odpowiednie narzędzia badawcze; platformę internetową Systemem Elektronicznego Monitorowania i Promocji Zdrowia. Jednym z elementów tego projektu był program edukacyjny „ARS, czyli jak dbać o miłość?”, skierowany do młodzieży ze szkół ponadgimnazjalnych. Do tej pory programem zostało objętych prawie 500tys. nastolatków w całym kraju, wzięło w nim udział ponad 60% szkół ponadgimnazjalnych w Polsce. W ramach tego działania każdej szkole przekazano specjalny pakiet z materiałami edukacyjnymi i ulotkami informacyjnymi dla uczniów i dla rodziców. Dodatkowo młodzież, nauczyciele i koordynatorzy programu mogli korzystać z platformy e-learningowej będącej cennym źródłem wiedzy o problematyce. Istotą tego projektu była nie tylko jego treść, ale również jego zasięg. Wśród niewątpliwych korzyści płynących z projektu, należy wymienić przeszkolenie 900 lekarzy, 58 tysięcy pracowników w 200 zakładach pracy. Towarzyszyło im również ponad 8 tysięcy różnego rodzaju wydarzeń, zorganizowanych na poziomie lokalnym i regionalnym, w których wzięło udział ponad 1,2 miliona osób.

Ogólnopolski program „Profilaktyczny program w zakresie przeciwdziałania uzależnieniu od alkoholu, tytoniu i innych środków psychoaktywnych” rozpoczął się 1 lipca 2012 r. a zakończy 31 marca 2017 r. Jego przeprowadzenie było możliwe dzięki porozumieniu, jakie 28 czerwca 2012 r. powstało między Biurem do Spraw Zagranicznych Programów Pomocy w Ochronie Zdrowia, pełniącym funkcję Instytucji Pośredniczącej, a Głównym Inspektoratem Sanitarnym – Instytucją Realizującą. Przy realizacji tego projektu uczestniczyły także cztery instytucje partnerskie: Instytut Medycyny Wsi im. Witolda Chodźki w Lublinie, Instytut Medycyny Pracy im. Prof. J. Nofera w Łodzi, Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz Krajowe Biuro do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii. Projekt zrealizowano w ramach Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy, co pozwoliło mu uzyskać dofinansowanie w wysokości 3,43 mln CHF mln franków szwajcarskich, pochodzących z Funduszu Szwajcarskiego.

***

Szwajcarsko-Polski Program Współpracy, czyli tzw. Fundusz Szwajcarski, jest formą bezzwrotnej pomocy zagranicznej przyznanej przez Szwajcarię Polsce w ramach szwajcarskiej pomocy dla 10 państw członkowskich Unii Europejskiej, które przystąpiły do niej 1 maja 2004 r. Na mocy umów międzynarodowych, rozdysponowano ponad 1 mld franków szwajcarskich. Dla Polski Fundusz Szwajcarski przewiduje niemal połowę środków (ok. 489 mln CHF).

Główny Inspektorat Sanitarny, zgodnie z ustawą z dnia 14 marca 1985 r. o Państwowej Inspekcji Sanitarnej (Dz. U. z 2015 r. poz.1412), podlega ona ministrowi właściwemu do spraw zdrowia. GIS ustala ogólne kierunki działania organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz koordynuje i nadzoruje działalność tych organów. Zarządza również systemem wymiany informacji w ramach systemów wymiany informacji zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 17 października 2014 r. w sprawie systemów wymiany informacji w zakresie dotyczącym zadań Państwowej Inspekcji Sanitarnej (Dz.U.2014.1474).

więcej szczegółów na:

www.zdrowiewciazy.pl

www.kobietamawplyw.pl

Koniec świata prawników

    Aleksander Grot,Paweł Marcinkiewicz Autorzy są adwokatami związanymi z warszawską Kancelarią GM Legal

    Prawnicy kojarzą się ludziom biznesu z kłopotami. Ba, prawnicy to kłopoty wielopłaszczyznowe…

    Nie dość bowiem, że do prawnika musimy iść wtedy, kiedy trzeba się tłumaczyć (a to już samo w sobie jest kłopotem), to jeszcze prawnik niczego nam nie wytłumaczy (następny kłopot), a na końcu tej drogi, nawet jeśli dobrze nas wytłumaczy (co wprawdzie oznacza zmniejszenie kłopotu, ale nie zmienia samego faktu, że kłopot pozostaje), weźmie za to wagon pieniędzy (czyli kolejny kłopot). Rodzi to proste skojarzenie: sprawa, z którą MANAGER lub przedsiębiorca musi zwrócić się do prawnika, jest rodzajem choroby, która zaatakowała dany biznes. Tego rodzaju myślenie jest genezą krążącego wśród biznesmenów dowcipu z brodą, który można streścić tak: Jeśli masz kłopoty ze zdrowiem, to nie idź do lekarza, idź do prawnika; on też zabierze ci pieniądze, ale zostawi ci zdrowie. Czy ten dowcip jest krzywdzący dla lekarzy? Bez wątpienia tak. A czy dla prawników? Nie do końca… To pewien utarty stereotyp. Twierdząc, że jakieś zbiorowe przekonanie jest stereotypem, stawiamy się w pozycji obrońców tezy, że takie (stereotypowe) uogólnienie jest niedostatecznie uzasadnione. To prawda. Bronimy takiej tezy i będziemy starać się ją udowodnić w kolejnych artykułach. Jednak nie zwalnia nas to tu i teraz z obowiązku zadania sobie trudu poszukiwania odpowiedzi na pytanie, z czego powyższy stereotyp wynika. I to właśnie jest celem owego artykułu. Dlaczego my, prawnicy, tak się kojarzymy? Z kłopotem i chorobą? Naszym zdaniem popularność powyższego stereotypu postrzegania prawników wynika z pewnych typowych ich zachowań.

    Nie twierdzimy, że opisane przez nas poniżej typy prawników i ich modele postępowania są jedynymi typami występującymi w przyrodzie. Nie bronimy nawet tezy, że prawników o cechach niżej opisanych jest większość. Na takie stwierdzenia nie pozwala nam szacunek do metod naukowych stosowanych w statystyce. Nie dysponujemy bowiem wynikami badań estymacyjnych, które uprawniałyby nas do postawienia i obrony tak sformułowanej tezy. Jednak wolno nam na podstawie naszych wieloletnich obserwacji funkcjonowania obsługi prawnej biznesu stwierdzić, że występowanie typów prawników, o jakich piszemy poniżej, jest na tyle powszechne, iż doprowadziło do powstania powyższego, jakże niepożądanego stereotypu. Spróbujmy zatem pokazać, jakie typy (czy też jakich typów) mamy na myśli.

    Nadęty mądrala

    To pierwszy typ prawnika walnie przyczyniający się do budowania stereotypowych skojarzeń. Ten gość ma głębokie przekonanie o swej wyższości nad przedstawicielami innych zawodów z racji posiadania wiedzy tajemnej, za jaką uważa znajomość przepisów prawa. Jest bufonem pokazującym całemu światu swą wyższość, używającym niezrozumiałego dla nieprawników metajęzyka. Często ma zacięcie dydaktyczne. On nie doradza, on poucza. Jest w tym podobny do… nawiedzonego informatyka. Jego „wyjaśnienia” typu: „Teleologiczna wykładnia normy zawartej w paragrafie X, powszechnie przyjęta w judykaturze, nasuwa przypuszczenie, że zastosowanie jedynie egzegezy językowej tej normy »In abstracto« prowadziłoby do wniosków sprzecznych z aksjologicznymi podstawami, uznanymi przez legislatywę za »ratio legis«” są równie przydatne dla większości ludzi biznesu jak „porady” typu: „Hardware w pana firmie wymaga debuggingu, a następnie zrebootowania systemu z jednoczesną implementacją firewalli chroniących przed botnetami konstruowanymi za pomocą trojanów, sterowanymi z poziomu IRC-a, a służącymi do ataków typu DDoS w celu takeoveru”. Obie porady są – jak łatwo zauważyć – bezcenne.

    Nudny kauzyperda

    Dla typa tego typu wszystko, czego chce klient, jest, w najlepszym razie, bardzo zawiłe i skomplikowane, a często w ogóle niewykonalne, bo – rzekomo – jest sprzeczne z bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa. Nudny kauzyperda doprowadza klienta do obłędu, powtarzając: „To bardzo trudne, istnieje zbyt poważne ryzyko prawne lub nie można zastosować takiego rozwiązania”. Będzie przekonywać swojego klienta do rozwiązań „alternatywnych”, które nie są mu do niczego przydatne. Jest w tym podobny do… sprzedawcy działającego w branży samochodowej, który co prawda nie ma możliwości sprzedania samochodu, jakiego potrzebuje klient, ale w zamian  do tego samochodu.

    Uśmiechnięty sfinks

    Wygląd – jak postać z obrazu Edwarda Dwurnika pod powyższym tytułem. Jest bardzo miły i kulturalny, ale przy tym bardzo tajemniczy. Sprawia wrażenie, że wszystko wie, ale… nie powie. To znaczy być może powie, ale dopiero po zrealizowaniu faktury płatnej „z góry”. Jest w tym podobny do… jajka niespodzianki. Najpierw trzeba kupić, żeby się dowiedzieć, co jest w środku. Niestety, najczęściej zawartość głowy uśmiechniętego sfinksa jest tyle samo warta co niespodzianka w jajku.

    Wieczny eksperymentator

    Specjalność – dzielenia włosa na czworo i „skomplikologia stosowana”. Podobnie jak w przypadku nudnego kauzyperdy wszystko jest niezmiernie zawiłe i wielopłaszczyznowe. Najprostsze zagadnienia wymagają pogłębionych studiów orzecznictwa i literatury. Proste pisma przybierają formę bardziej skomplikowaną i tajemniczą niż scenariusz filmu „Mulholland Drive” Davida Lyncha. Wieczny eksperymentator to najlepszy materiał na ojca z poniższego dialogu: „Ojcze, skończyłem spór o prawa patentowe, który prowadziłeś przez ostatnie 25 lat” – oznajmia świeżo upieczony prawnik swemu rodzicielowi. – „Synku, Bóg pokarał cię brakiem rozumu! Czy zastanowiłeś się, z czego teraz utrzymasz rodzinę?” – odpowiada ojciec.

    Niezniszczalny cudotwórca

    Kontakt z nim to nie lada zaszczyt. Nie wszystkim dane jest go spotkać i mieć szczęście bycia przez niego obsługiwanym. Wygrywa wszystkie sprawy, wszystkich pokonuje w negocjacjach. Nikt nie może więcej dać, niż niezniszczalny cudotwórca jest w stanie obiecać. Zagwarantuje nawet wzruszenie prawomocnego od 15 lat wyroku i skuteczną renegocjację podpisanej i wykonanej notarialnej umowy sprzedaży nieruchomości. Na podobieństwo Karola Świerczewskiego jest człowiekiem, który się kulom nie kłania. Każda akcja podjęta przez oponenta niezniszczalnego cudotwórcy jest nieudolną próbą polemiki z rzeczywistością. To swego rodzaju homo fundamentalis (por. Mateusz Hohol, Bartosz Brożek w: „Znak”, nr 729, luty 2016) znający odpowiedzi na wszystkie pytania. W negocjacjach nigdy nie dąży do osiągnięcia kompromisu. Nie zna metody win-win, a nawet jeśli ją zna, to nie uważa za zasadne jej stosowania; to dla niego oznaka słabości. Skoro rozjeżdża wszystkich przeciwników jak czołg, nigdy nie rekomenduje ugody, tylko eskaluje konflikt. Gdy sprawa zostanie rozwiązana po jego myśli, oświadcza: „Wygrałem pana sprawę”, gdy zaś się zdarzy, że coś pójdzie nie tak, posępnie obwieszcza: „Nie wiem, jak pan mógł tę sprawę przegrać (w domyśle: kliencie, musiałeś coś spaprać)”. Finalnie – pozostaje niezwyciężony.

    Anioł pański

    Celowo nie jest pisany wielką literą. Z aniołem pańskim ma tyle wspólnego, że zawsze zwiastuje klientowi dobrą nowinę. Podobnie jak niezniszczalny cudotwórca nie ma na koncie przegranych spraw. Sprawa zakończona negatywnym wynikiem w sądzie pierwszej instancji jest wygraniem prawa do apelacji, a niepowodzenie w sądzie instancji drugiej to osiągnięcie prawa do kasacji. A cóż, jeśli polegnie kasacja w Sądzie Najwyższym? Oczywiście zawsze może napisać krytyczną glosę do jednego z licznych periodyków branżowych lub – w ostateczności – wyżyć się na wyroku kasacyjnym (oczywiście skandalicznym) na którymś z prawniczych forów internetowych. I co? Zawsze to anioł pański ma ostatnie słowo. Czyli czyje na wierzchu?

    Mutacje

    Wyżej opisane rodzaje zachowań, to przykłady zjawisk typowych. Ze względu na występującą w przyrodzie różnorodność gatunkową, to jest mnogość i rozmaitość form, jakie przybiera materia ożywiona, występuje także wiele genetycznych krzyżówek powyższych typów. Możemy zatem spotkać się z: nadętym wiecznym eksperymentatorem, niezniszczalnym aniołem pańskim, uśmiechniętym cudotwórcą i innymi rekombinacjami. W niektórych specyficznych segmentach biznesowej obsługi prawnej występują także gatunki endemiczne, a czasami pojawiają się krzyżówki międzygatunkowe. Na przykład w obsłudze przedsiębiorców z branży IT można spotkać krzyżówkę nadętego mądrali i nawiedzonego informatyka. Tworzą oni mieszanki iście wybuchowe. Odwołując się do wyżej wspomnianych przykładów „wyjaśnień”, nawet nie aspirujemy, by podać przykład „porady”, jakiej mógłby udzielić taki mieszaniec.

    Obiecany koniec świata

    No a co z końcem świata prawników? To proste. Dla wyżej opisanych typów prawników ten koniec świata już się rozpoczął, choć zapewne minie jeszcze jakiś czas, zanim będzie ich można uznać za gatunki całkowicie wymarłe. Pewnie też przez wiele dziesięcioleci tu i ówdzie można będzie spotkać jednego czy drugiego reliktowego uśmiechniętego sfinksa, którzy osobistym czarem opóźnią wymarcie swojego gatunku. Tam i siam w formie przetrwalnikowej utrzymają się żywe skamieliny w postaci trzeciego czy czwartego nadętego mądrali, którzy przeżyją wskutek ponadprzeciętnej umiejętności robienia dobrego wrażenia i będą raczyli klientelę swymi mądrze brzmiącymi pouczeniami. Jak długo? Nie pokusimy się o taką prognozę czasową. Jedno jest dla nas pewne: opisane w tym artykule typy taksonomiczne prawników są skazane na wymarcie będące naturalnym procesem ewolucyjnym spowodowanym wieloczynnikowymi zmianami środowiska naturalnego.

    Co po końcu świata?

    Zapoczątkowane około 66 mln lat temu tzw. wymieranie kredowe spowodowało wyginięcie trzech czwartych ówczesnej fauny, w tym wymarcie wszystkich nieptasich dinozaurów. Czy jednak oznaczało kres świata zwierzęcego? Wręcz przeciwnie. Oczywiście dla jednych gatunków, w tym dla części gromady dominujących wówczas gadów (dziś już prehistorycznych), był to istotnie koniec świata. Jednak dla innej gromady, to jest dominujących w czasach dzisiejszych ssaków, był to świata początek. Ssaki stały się królami dzisiejszego świata w wyniku gwałtownego procesu zwanego radiacją adaptacyjną, która polegała na rozprzestrzenianiu się określonych grup organizmów do różnych nisz ekologicznych przy jednoczesnym zróżnicowaniu cech u form potomnych. W otoczeniu, w którym wykonujemy nasz zawód, widzimy uderzającą analogię do opisywanych wyżej procesów ewolucyjnych w świecie zwierzęcym. Z naszych codziennych obserwacji wynika, że wielkie wymieranie gatunków w naszym zawodzie już się rozpoczęło. Jak zaś przebiegać będzie radiacja adaptacyjna tej części gromady prawników, która przeżyje i będzie ewoluować? W jakim kierunku ruszył (i gwałtownie przyspiesza) proces zasiedlania przez tę grupę niszy ekologicznej, jaką jest obsługa prawna biznesu?

    PEKAES − dalszy rozwój transportu na Jedwabnym Szlaku

    PEKAES, czołowy operator logistyczny, intensywnie rozwija współpracę w zakresie drobnicy na trasie Chiny-Europa-Chiny. Jeszcze 3 lata temu terminal SPEDCONT w Łodzi, spółki należącej do Grupy PEKAES, obsługiwał jeden taki transport kolejowy tygodniowo. Dziś pociągi do i z chińskiego Chengdu wyjeżdżają codziennie i wszystko wskazuje na to, że ich liczba będzie rosła.

    W ubiegłym roku PEKAES kilkakrotnie gościł już w swojej centrali w Błoniu oficjalną delegację z Chin. Wizyty przedstawicieli Samorządu Ningbo, jednego z najszybciej rozwijających się regionów Chin, to efekt rosnącego zainteresowania możliwościami współpracy z polskim operatorem logistycznym.

    Chińscy partnerzy doceniają zalety terminala SPEDCONT, który dzięki lokalizacji w Łodzi na skrzyżowaniu autostrad stanowi idealnie skomunikowany punkt na mapie Europy. Terminal w Łodzi, jeden z największych tego typu obiektów w Polsce, zapewnia odpowiednią sprawność operacyjną, umożliwiając obsługę dużego wolumenu kontenerów. Ważnym jego atutem jest również odpowiednio duża powierzchnia, dzięki czemu możliwe jest składowanie dużej liczby kontenerów po rozładunku.

    Współpraca PEKAES z Chinami rozpoczęła się  3 lata temu. Pierwsze transporty kolejowe z Chengdu odbywały się raz w tygodniu i obejmowały wyłącznie import. Obecnie terminal spółki SPEDCONT w Łodzi obsługuje około 35 pociągów miesięcznie, z czego aż jedna trzecia to połączenia eksportowestwierdza Arkadiusz Filipowski, Członek Zarządu, Dyrektor Handlowy PEKAES.

    Transport kontenerów z terminala SPEDCONT do Chin obejmuje coraz większy wolumen towarów, wśród których największą część stanowią maszyny przemysłowe oraz drobnica.

    Chińczycy są bardzo wymagającymi partnerami. Liczy się dla nich jakość i szybkość obsługi, a także kompleksowość oferty. Dlatego we współpracy z Chinami duży nacisk kładziemy na dostosowanie naszych możliwości operacyjnych do rosnącego wolumenu pociągów i kontenerów, by w jak najlepszy sposób sprostać tym oczekiwaniommówi Michał Gawin, Dyrektor ds. Operacyjnych, SPEDCONT.

     

    Odrodzenie polskiej zbrojeniówki

      Maciej Lew-Mirski, członek zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej, o pozytywnych efektach podporządkowania PGZ Ministrowi Obrony Narodowej, potencjale polskiej zbrojeniówki i znaczącym wzroście eksportu

      Minął rok, od kiedy PGZ ma nowy zarząd. Można pokusić się o podsumowanie?

      Ten miniony rok pracy określiłbym jednym słowem – odrodzenie. Wreszcie podjęto w Polsce działania, aby zbudować rzeczywisty potencjał obronny. Fundamentem zaistniałego przełomu była decyzja o podporządkowaniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej Ministrowi Obrony Narodowej. To minister Antoni Macierewicz jest głównym autorem tego sukcesu. Nastąpiła prawdziwa synergia strukturalna i informacyjna między głównym zamawiającym a producentem sprzętu. Dzięki temu PGZ jest obecna nie tylko w dialogu dotyczącym najważniejszych programów zbrojeniowych, ale również przy tworzeniu planów, tak jak np. w przypadku tworzenia wojsk obrony terytorialnej. W PGZ został powołany pełnomocnik dedykowany temu projektowi, który jest w stałym kontakcie z analogicznym zespołem w MON. Na bieżąco prowadzone są rozmowy, jak zoptymalizować pod względem taktycznym i finansowym uzbrojenie dla obrony terytorialnej, jak przy tym wykorzystać rodzimą produkcję i dobrać taki sprzęt, aby nie ustępował sprzętowi zagranicznemu.

      Poprzednicy podobno wyznawali zasadę, że łatwiej kupić, niż samemu wyprodukować…

      Myślę, że sytuacja, jaką zastaliśmy w tym sektorze, była wypadkową filozofii i myślenia poprzedniego rządu. Zbrojeniówka nie jest zresztą odosobnionym przypadkiem. Proszę zauważyć, że wszystkie ważne strategicznie projekty gospodarcze były lokowane za granicą. Robiono wszystko, aby spełnić oczekiwania kapitału zagranicznego, np. większość dróg budowały firmy zagraniczne. Jednocześnie nie tworzono warunków do rozwoju polskiej przedsiębiorczości i polskiego przemysłu. A jeżeli chodzi o sektor zbrojeniowy, to wręcz podejmowano działania, aby go sprzedać. Tymczasem ten przemysł miał już opracowane fantastyczne produkty – jeśli nawet jeszcze nie gotowe do sprzedaży, to co najmniej w końcowej fazie badawczo-rozwojowej. PGZ ma dzisiaj w swoim portfolio rozwiązania, nad którymi pracowano latami, a które dzisiaj są unikalne w skali światowej. Inne koncerny zbrojeniowe takimi możliwościami sprzętowymi po prostu nie dysponują.

      Na przykład…

      Samobieżny moździerz Rak. W pełni autonomiczny, jedyny moździerz, który może prowadzić ogień do celów widocznych na wprost. Pierwsze duże zamówienie dotyczące Raka zostało podpisane w obecności pani premier Beaty Szydło pod koniec kwietnia ubiegłego roku w Hucie Stalowa Wola. Takich unikatowych produktów jest w Grupie PGZ naprawdę wiele, choćby karabinek MSBS z naszej radomskiej Fabryki Broni „Łucznik”. Lekki rakietowy system przeciwlotniczy Piorun. Radar artyleryjski Liwiec. To są technologie absolutnie bezkonkurencyjne. PGZ jest w tym przypadku liderem.

      Karabinek MSBS wpisuje się ponoć w standardy światowe.

      Zdecydowanie tak. MSBS jest technologicznie zaawansowaną bronią modułową. Tego typu konstrukcja pozwala na dowolną konfigurację broni, w zależności od potrzeb żołnierza. Trwa jeszcze faza certyfikacji. Karabinek został przekazany do polskich jednostek specjalnych, aby tam, w najtrudniejszych warunkach, przy największych obciążeniach została przetestowana jego wytrzymałość. Oczywiście, czekamy też na opinie dotyczące walorów użytkowych i to wszystko będziemy brali pod uwagę przy wypracowaniu końcowych rozwiązań.

      Był taki moment, że polscy producenci broni wycofali swoje produkty z krajowego rynku odbiorców indywidualnych. Na półkach stały produkty wszystkich światowych firm, ale nie made in Poland. Czy wrócą one na te półki?

      PGZ widzi pilną potrzebę wejścia na rynek cywilny – nie tylko w Polsce i nie tylko z tą gamą produktów, która obecnie jest w ofercie. Będziemy tę ofertę powiększać i uatrakcyjniać właśnie z perspektywy odbiorcy cywilnego. Ten rynek w Polsce jest bardzo duży, więc wiążemy z nim spore nadzieje. Dla nas – co się łączy z pierwszą częścią mojej odpowiedzi – niezmiernie ważne jest także budowanie świadomości proobronnej. To jeden z elementów polityki rządu, polityki MON. Nie chodzi o to, aby ludziom rozdać tę broń, ale o to, aby te osoby, które czują taką potrzebę, miały do niej dostęp, oczywiście regulowany przez racjonalne przepisy.

      W ostatnich miesiącach podpisali państwo wiele umów z różnymi kontrahentami, polskimi i zagranicznymi. Czy są już jakieś efekty tej aktywności?

      Współpraca z zagranicznymi partnerami na odpowiednich warunkach jest jednym z priorytetów Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Nasi poprzednicy nie oczekiwali niczego od zachodnich kontrahentów. Godzili się z tym, że MON będzie kupowało za olbrzymie pieniądze sprzęt od zachodnich koncernów, ale nie będą za tym szły ani transfer technologii, ani tworzenie polskich centrów serwisowych. My natomiast od pierwszych dni naszego urzędowania jako zarządu PGZ narzuciliśmy bardzo wysoki benchmark. Powiedzieliśmy zachodnim koncernom, że jesteśmy krajem, który planuje duże wydatki na obronność, na zakup sprzętu i że w dużej mierze będzie to sprzęt zagraniczny, ale w związku z tym oczekujemy daleko posuniętej współpracy, polonizacji oferowanych produktów, transferu technologii do spółek PGZ oraz włączenia ich w stały łańcuch dostaw.

      Filozofia umów partnerskich przyświeca od początku nowemu zarządowi PGZ.

      Tylko taka forma współpracy przy danym projekcie realizowanym dla MON może stanowić fundament wieloletniej kooperacji. I tak, w przypadku firmy Raytheon, która oferuje swój system w ramach programu obrony powietrznej średniego zasięgu „Wisła”, udało nam się wynegocjować, że 50 proc. produkcji trafi do polskich zakładów, 50 proc. wartości kontraktu zostanie w Polsce, w PGZ. I mówimy tu o dziesiątkach miliardów złotych. Zresztą bez względu na to, od kogo kupimy system, te ogromne sumy pozostaną w PGZ. Obaj oferenci, Raytheon i MEADS, gwarantują, że w przypadku podpisania umowy z polskim rządem 50 proc. jej wartości zostanie w polskim przemyśle obronnym. To oczywiście nie będą walizki z pieniędzmi. Będzie to transfer technologii, będą wspólne prace badawczo-rozwojowe. Ponadto elementy tego systemu będą produkowane w Polsce i wejdą w łańcuch dostaw danego koncernu. Te korzyści rozciągają się na wiele płaszczyzn i na wiele lat.

      Nie obawiacie się zastrzeżeń, że stawiając na polską myśl techniczną, polski przemysł, nierówno traktujecie partnerów zagranicznych?

      Regulacje unijne dotyczą także sektora zbrojeniowego, ale jest możliwe odstąpienie od nich w sytuacji, kiedy buduje się narodowy potencjał obronny. MON chce mieć silne zaplecze w postaci własnego, polskiego przemysłu obronnego. Jeśli chodzi o współpracę z zagranicznymi partnerami, to zawsze powtarzamy, że rozmawiamy z każdym, kto ma wolę i techniczne możliwości współpracy z PGZ. Wszystkim oferujemy te same warunki współpracy i wszyscy znają obowiązujące kryteria. To w procesie negocjacji wychodzi, kto i na jak głęboką współpracę jest gotowy. Następnie dokonujemy ewaluacji ofert i składamy je do MON z naszą rekomendacją. Nie oceniamy przy tym walorów taktycznych sprzętu, pochylamy się jedynie nad korzyściami przemysłowymi, technologicznymi. Walory taktyczne oceniają już zawodowcy, czyli wojsko i specjaliści z tych dziedzin.

      To co PGZ ocenia?

      Oceniamy oferty przez pryzmat biznesowy, pryzmat budowania rodzimego przemysłu obronnego. Ten dialog możemy prowadzić dzięki decyzji ministra Antoniego Macierewicza o przejęciu nadzoru nad PGZ. Ministerstwo z uwagą słucha, co mamy do powiedzenia w przedmiocie budowania potencjału polskiej zbrojeniówki. Dzisiaj MON jest zainteresowane tym, żeby jak największy procent prac był wykonywany w Polsce, żeby jak najnowocześniejsze technologie wchodziły do polskiego przemysłu i żeby PGZ budowała długoletnie sojusze z partnerami zagranicznymi. Jednym z priorytetów dla MON jest ciągłość produkcji. Oznacza to, że po wykonaniu zlecenia zakład nie może mieć przestojów w oczekiwaniu na kolejne. Ten czas, dzięki dobremu zarządzaniu, powinien być wykorzystany na produkcję eksportową lub prace serwisowe. To są rozwiązania, które pozwalają uwierzyć, że za parę lat PGZ będzie światowym graczem o silnej, ugruntowanej pozycji międzynarodowej.

      Czy Polska kiedykolwiek była liczącym się graczem w sektorze zbrojeniowym?

      Po raz pierwszy został stworzony plan prowadzący do tego, aby polski przemysł zbrojeniowy stał się graczem światowym. Wcześniej tego planu nie było. Istniało kilkadziesiąt konkurujących ze sobą zakładów zbrojeniowych, często podległych różnym resortom, dublującym swoje kompetencje, które nie zakładały wspólnych celów, wspólnej polityki ani nie prowadziły wspólnych działań eksportowych. To powodowało, że nie miały możliwości przebicia się na rynkach wewnętrznym, europejskim i światowym. Ten stan w sposób konsekwentny teraz zmieniamy.

      Jak dzisiaj wygląda eksport spółek z grupy PGZ?

      Eksport się zwiększa, bo rośnie zaufanie do produktów z Polski. W 2016 r. wyeksportowaliśmy o 100 proc. więcej, niż założyli nasi poprzednicy. Aktywna promocja polskich produktów na świecie, zarówno przez PGZ, jak i przez MON, powoduje, że polska zbrojeniówka jest odkrywana na nowo. Dzisiaj okazuje się, że mamy nowoczesne technologie w interesujących świat obszarach i że nasze badania i prace nie służą jedynie modernizacji postsowieckiego sprzętu. Dla nikogo nie jest przecież tajemnicą, że mamy najlepsze na świecie radary i kamery termowizyjne, które są instalowane także w niemieckich czołgach.

      Wartością dodaną konsolidacji PGZ są nowe miejsca pracy i rozwój poszczególnych regionów, gdzie są usytuowane zakłady PGZ.

      To istotna część realizacji programu wicepremiera Morawieckiego w odniesieniu do zbrojeniówki jako koła zamachowego gospodarki. Zawsze w czasach kryzysu elementem napędzającym gospodarkę były zbrojenia. Teraz kryzysu na taką skalę nie mamy, ale polska armia rzeczywiście potrzebuje nowoczesnego sprzętu. Dedykowanie tego zadania PGZ daje ten wysoce pozytywny efekt ożywienia gospodarczego, zwiększenia produkcji, zwiększenia zatrudnienia, a w konsekwencji ożywienia się regionów.

      Powstanie WOT też może ożywić gospodarczo różne polskie regiony?

      PGZ chce – jak już wspomniałem – być liderem technicznym tego projektu. Jednocześnie rozumiemy misję, która stanowiła podstawę decyzji, aby taki rodzaj wojsk powołać. Jest to ze wszech miar genialny pomysł zarówno dla bezpieczeństwa państwa, jak i dla gospodarki oraz przemysłu.

      Czy techniki satelitarne i rakietowe są priorytetem sektora zbrojeniowego?

      Na pewno są priorytetem w polityce rządu. PGZ jest gotowa odpowiedzieć na to zapotrzebowanie. Jeśli chodzi o techniki satelitarne, to jesteśmy w toku rozmów z największymi światowymi graczami. Mamy konkretne propozycje i umiejscowione w czasie rozwiązania. Wiemy, co, kiedy i z kim możemy zrobić. I taką informację przekazaliśmy do MON. Jeśli chodzi o technologie rakietowe, to towarzyszy tym działaniom wielkie oczekiwanie z kilku stron. Oczywiście ze strony wojskowej, ale i ze społecznej. Także ze strony naszych sojuszników z NATO. Dotyczy to głównie budowy w Polsce tarczy antyrakietowej. Zwłaszcza teraz, w obliczu niestabilnej sytuacji na Ukrainie, wrogiej postawy Rosji, wydaje się wskazane i słuszne podniesienie tego typu zdolności obronnych w Polsce. Jesteśmy gotowi uruchomić realizację tego projektu. W stanie gotowości są też nasze zakłady, aby współprodukować te systemy, wdrażać nowe technologie i aby zapewnić serwisowanie tego sprzętu. Polska Grupa Zbrojeniowa współfinansuje również studium doktoranckie na Politechnice Warszawskiej w dziedzinie rakiet i technologii kosmicznych, a studenci tej znamienitej uczelni pracują w spółkach PGZ, wnosząc wkład nie do oceniania.

      Czy PGZ przygotowuje technologie skutecznie odpierające cyberataki, które najprawdopodobniej w obliczu konfliktu stałyby się bardziej destruktywne niż broń konwencjonalna?

      To jest zdecydowanie w przedmiocie naszych zainteresowań. Jeszcze rok temu nie mieliśmy zbyt wielu możliwości na tym polu. Przez ostatnie 12 miesięcy podjęliśmy działania, aby uzyskać zdolności w tym zakresie. Budowanie takich systemów od podstaw jest czasochłonne i kosztowne. Dlatego w tym roku nastąpi istotna zmiana w tej materii, mogę też zdradzić, że przygotowujemy się do dwóch przejęć, które będą miały istotne znaczenie dla tego projektu.

      Tradycyjnie w tej części Europy za liderów zbrojeniówki uchodzili nasi południowi sąsiedzi. Jak jest dzisiaj?

      Szanujemy naszych konkurentów i ich produkty, myśl techniczną, innowacje. Wiele państw z dawnego bloku wschodniego potrafiło wykorzystać czas po upadku muru berlińskiego i pokierować z sukcesem rozwojem swoich przedsiębiorstw zbrojeniowych. Mamy tego świadomość. Jednak w tej części Europy koncernu na miarę PGZ nie ma i to jest naszą szansą, by stać się liderem nie tylko w Europie Środkowej, ale w świecie. I szansy, którą otrzymaliśmy, nie zmarnujemy. Zdajemy sobie sprawę, że drugiej takiej polski przemysł obronny może już nie mieć.

       

      Ściany nie gwarantują bezpieczeństwa

      Robert Paszkiewicz dyrektor sprzedaży i marketingu OVH Sp. z o.o.
      Robert Paszkiewicz
      dyrektor sprzedaży i marketingu OVH Sp. z o.o.

      Obecne podejście zarówno do przechowywania danych, jak i samych centrów danych bardzo się różni od tego, które przez lata funkcjonowało w świadomości klientów. Wieloletnie doświadczenie na rynku międzynarodowym oraz wykorzystywanie nowoczesnych technologii zmierzających w kierunku zwirtualizowania wszystkich zasobów IT pozwalają OVH oferować rozwiązania gwarantujące bezpieczeństwo na najwyższym poziomie, potwierdzone certyfikatami, np. ISO 27001, SOC 1 i SOC 2 oraz PCI DSS. Dzięki takim rozwiązaniom jak Software-Defined Data Center (SDDC) możemy stworzyć stabilną sieć usług serwerowych oraz, gdy zajdzie taka potrzeba, w sposób prostszy niż dotychczas wdrażać plany odtwarzania awaryjnego. Klienci są coraz bardziej świadomi i oczekują rozwiązań umożliwiających tworzenie logicznych połączeń infrastruktury zlokalizowanej w różnych centrach danych. Firmy, także z sektora finansowego i ubezpieczeniowego, nie chcą ograniczać swoich zasobów do jednego ściśle chronionego miejsca. Zamiast tego preferują georedundancję infrastruktury, nie tylko na poziomie europejskim, lecz także interkontynentalnym. Oferowany przez OVH model Infrastructure as a Service zakłada, że klient nie martwi się o serwis, dostęp do sieci ani wymianę komponentów w razie awarii. Dodatkowo brak umowy terminowej i miesięczny model rozliczenia powodują, że łatwo można przekształcać usługę, gdy zajdzie potrzeba zmiany mocy obliczeniowej lub architektura będzie nieoptymalnie zaplanowana. Z tej perspektywy poziom Tier danego centrum danych przestaje mieć kluczowe znaczenie, gdyż bezpieczeństwo informacji gwarantuje nie tylko bezpieczeństwo fizycznego obiektu, lecz także umiejętne połączenie centrów danych ze sobą w jedną sieć.

      Jakość usług ważniejsza niż marża

      Marcin Zmaczyński Country Manager w Europie Środkowo-Wschodniej Aruba Cloud

      Mając już ponad 20-letnie doświadczenie w obszarze centrów danych, wiemy, że to rosnące potrzeby klientów stymulują nasz rozwój w kierunku najbardziej zaawansowanych i niezawodnych technologii. W 2011 r. zbudowaliśmy własne centrum danych, które legitymuje się certyfikatem Tier IV i inwestycja nie była działaniem na pokaz. Wśród naszych obecnych i potencjalnych klientów są przedsiębiorstwa, które wymagają tak rygorystycznego podejścia do gwarantowania wysokiej dostępności danych i usług IT. Oczywiście mamy też rozwiązania dla klientów, którzy poszukują najlepszego stosunku ceny do jakości, a Tier IV nie jest im absolutnie niezbędne. Nie zmienia to faktu, że jakość i niezawodność traktujemy priorytetowo, czego wyrazem jest ukończona w lutym br. inwestycja pod Mediolanem, czyli drugi, w 100 proc. ekologiczny obiekt Aruba Cloud w standardzie Tier IV. Tam, gdzie liczą się jakość, wydajność, a także konieczność spełnienia wymogów zawartych w certyfikatach, trzeba sięgać po najlepszy sprzęt. Dlatego w przeciwieństwie do konkurentów, stosujących produkty „white box” czy podzespoły z desktopów, sięgamy tylko po znane marki, takie jak serwery Della i przełączniki Cisco. W dobie cyfrowej transformacji przedsiębiorstwa nie mogą pozwolić sobie nawet na najmniejsze przestoje, ponieważ ich koszty pieniężne i wizerunkowe mogą wpędzić spółkę w poważne kłopoty. Stąd organizacje coraz mniej chcą oszczędzać na strategicznym zasobie, jakim jest dziś zdolność do zachowania stałej dostępności i ciągłości biznesowej. Z pewnością nie poświęcimy jakości dla marży, ale patrząc na ofertę Aruba Cloud, warto zauważyć, że outsourcing usług IT w centrum danych o najwyższym standardzie wcale nie musi drenować portfela

      Certyfikuj świadomie

      Bartosz Biernacki
      Bartosz Biernacki Sales Director Thermal Management & Racks w Vertiv, Accredited Tier Designer

      W kontekście dostępności infrastruktury data center szczególnie istotny jest czynnik ludzki. Jeżeli data center jest certyfikowane w kategorii Tier, to jego nabywca lub użytkownik wie, czego może się spodziewać po infrastrukturze. Tę samą wiedzę można uzyskać dokonując samodzielnej oceny infrastruktury, zajmuje to jednak zasoby i czas. Z mojego doświadczenia wynika, że wykonanie obiektu zgodnie z klasyfikacją Tier pozwala na jego szybką ocenę lub postawienie wymogów, szybkie wykonanie koncepcji proponowanego rozwiązania klimatyzacji precyzyjnej lub zasilania gwarantowanego.

      Z biznesowego punktu widzenia wykonanie infrastruktury zgodnie z Tier pozwala zbudować systemy o założonym poziomie bezpieczeństwa. Niezbędne jest również zapewnienie wysokiego stopnia energooszczędności infrastruktury. Gdy nałożymy na to jeszcze koszty budowy, mamy wszystkie składniki do przygotowania rozwiązania. Bez wątpienia oparcie decyzji o wyborze rozwiązania (we współpracy z zaufanym partnerem z potwierdzoną listą dobrze funkcjonujących obiektów) jest kluczowe, natomiast sam poziom bezpieczeństwa infrastruktury definiuje klient-użytkownik. Naszą rolą w Vertiv jest przygotowanie różnych propozycji rozwiązań i wykazanie ich mocnych oraz słabych stron w kontekście wymagań użytkownika. Gdybym miał wybierać data center dla swojej firmy,oparłbym się na założonej lub posiadanej klasyfikacji Tier, danych statystycznych i referencjach rynkowych. Referencje pozwalają wybrać doświadczoną firmę do współpracy, a dane statystyczne powiedzą wiele o przebiegu procesu budowy, jego zgodności z harmonogramemoraz usterkowości systemów i ich wpływie na IT. Powiedzą nam, ile referencje i sam dostawca są warte. Warto analizować dane

      Mało serwerowni z Tier IV

      Sylwester Biernacki prezes zarządu ATM SA

      Certyfikat Tier jest pewnym wyznacznikiem jakości świadczonych usług i potwierdzeniem zdobytego przez operatora doświadczenia, jednak nie należy przewartościowywać jego znaczenia, zwłaszcza na polskim rynku, gdzie klienci w związku z ograniczaniem budżetów IT skrupulatnie liczą pieniądze i nie zamierzają przepłacać za funkcjonalności, które nie mają wymiernego wpływu na ich biznes. Wiem to z własnego doświadczenia – zdarzało nam się analizować z klientem potrzebę wybudowania dedykowanego fragmentu infrastruktury Tier IV i nasz obiekt jest do tego przystosowany, jednak biorąc pod uwagę potrzeby firm i tzw. Portfel polskiego klienta, posiadany przez nas standard Tier III+ jest wystarczający. Jego podwyższenie oznaczałoby konieczność podniesienia cen naszych usług bez większej korzyści dla klientów.

      Moim zdaniem na polskim rynku nie bez powodu nie ma dziś serwerowni, która w 100 proc. spełnia wymagania Tier IV. Na takie usługi nie ma po prostu zapotrzebowania. OVH, które konsekwentnie rozwija swoją sieć hubów serwerowych tworzonych na podstawie własnych sprawdzonych standardów, otworzyło niedawno pod Ożarowem nowy obiekt w stalowych kontenerach i zrobiło to nie bez powodu. Duża część klientów woli zapłacić mniej, niż mieć gwarancję wysokiej niezawodności, bo zwyczajnie jej nie potrzebuje. Klient powinien patrzeć nie tyle na certyfikację, ile na doświadczenie dostawcy, opinie i referencje, bo doświadczenia pokazują, że to człowiek, a nie technologia, jest najsłabszym ogniwem w obszarze bezpieczeństwa. Niezależnie od tego, jakim poziomem certyfikacji może pochwalić się data center, każdy manager powinien złożyć wizytę w centrum danych i zobaczyć, jak ono funkcjonuje w praktyce. I przekalkulować ryzyko oraz swój budżet. Dostosować Tier do swoich potrzeb, a nigdy odwrotnie.

       

      Ważne Informacje

      Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

      Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

      AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

      Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

      Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

      Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...

      Solidne wyniki finansowe Dassault Systèmes za drugi kwartał 2026

      Firma Dassault Systèmes ogłosiła szacunkowe wyniki finansowe wg IFRS za drugi kwartał 2026 roku i pierwszą połowę roku, zakończoną 30 czerwca 2026 roku. Całkowite...

      Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

      Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

      Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...