.
Strona główna Blog Strona 319

Rzymskie inspiracje

ManagerOnline

Marka Bvlgari to doświadczenie czterech pokoleń i ponad 130 lat tradycji tworzenia zegarków i biżuterii, które szczególnie upodobali sobie artyści i gwiazdy. W tym roku legendarna marka znowu zadziwia nowym, najcieńszym tourbillonem Octo Finissimo i niezwykłą kolekcją Serpenti.

Kiedy w 1884 roku Grek, ze znanej i szanowanej rodziny jubilerskiej, Sotirio Bulgari otworzył w Rzymie przy Via Sistina swój pierwszy sklep, nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczał, że biżuterię stworzoną przez jego rodzinną firmę pokochają gwiazdy, a wśród jej wiernych klientów znajdą się Audrey Hepburn, Elizabeth Taylor, Marlene Dietrich, Sophia Loren czy Gina Lollobrigida. Dzisiaj luksusowa marka Bvlgari w większości należy do koncernu LVMH – Moët Hennessy Louis Vuitton i obecna jest w ponad 300 sklepach na całym świecie. Największy z nich, o oszałamiającej powierzchni 940 metrów kwadratowych, znajduje się w Tokio. Jest tam też restauracja. Najbardziej znany zaś to legendarny butik flagowy na Via Condotti w Rzymie, miejsce nie tylko luksusowych zakupów, ale i spotkań ludzi kultury i kina.

CEO firmy jest dzisiaj Paulo Bulgari, a od 1995 roku firma notowana jest na włoskiej giełdzie w Mediolanie. Od lat 70. ubiegłego wieku marka Bvlgarii to nie tylko biżuteria z charakterystycznym motywem rzymskich monet czy węża. To również perfumy, które zapewniły firmie status marki luksusowej, prestiżowe hotele Bulgari Hotels & Resorts na Bali, w Mediolanie i Londynie, akcesoria i wreszcie zegarki. Te powstają w szwajcarskiej filii Bulgari Haute Horlogerie SA. W niej klasyka łączy się z nowoczesnością.

Bvlgari Bvlgari

Początkowo, w latach 20. firma Bvlgari sprzedawała zegarki wyposażone w mechanizmy uznanych szwajcarskich manufaktur: Audemars Piguet, Jaeger-LeCoultre czy Vacheron Constantin. W pewnym jednak momencie postanowiono stworzyć całkowicie własną kolekcję. W 1975 roku powstał Bvlgari Bvlgari, zegarek ze złotą kopertą i skórzanym paskiem, który od razu stał się wielkim sukcesem i ikoną marki. Pierwsza seria tych zegarków, z charakterystyczną inskrypcją „BVLGARI ROMA” została wysłana na Boże Narodzenie do najwierniejszych 100 klientów marki. Bez żadnych reklam czy marketingowych akcji, z charakterystycznym późniejszym logo BVLGARI BVLGARI inspirowanym rzymskimi monetami, stał się niezwykle pożądanym produktem marki przyciągając na Via Condotti tłumy klientów.

Monety zresztą, jak i motyw węża stanowić miały znak rozpoznawczy marki. Wąż, jeszcze w czasach Rzymian uznany jako symbol mądrości, odrodzenia i witalności, pierwszy raz pojawił się po wiekach w jubilerstwie właśnie w oryginalnym designie zegarków Bvlgari. Głowa żmii zaś posłużyła za inspirację kolekcji zegarków Serpenti.

Z głową żmii

Najnowsza damska kolekcja Serpenti to nowy sposób noszenia tego modelu, odpowiedź marki Bvlgari na czasy, w których żyjemy, szybkość przepływu informacji i ciągłe zmiany. Zamiast tradycyjnej bransolety zastosowano skórzane paski zrobione ze skóry przypominającego jaszczurkę wodnego, niejadowitego węża Karung.

Skóra ta charakteryzuje się niezwykłą delikatnością. Po odpowiedniej obróbce pasek jest bardzo gładki i miękki, miły do noszenia. Paski, w różnych kolorach, można zmieniać, tak samo jak tarcze zegarka i kopertę, w zależności od potrzeb, niczym regenerujący się wąż zrzucający swoją skórę i zastępujący ją nową. Paski barwione są naturalnymi pigmentami, a cienka warstwa lakieru sprawia, że subtelnie błyszczą. Są długie, można je okręcić na nadgarstku dwukrotnie, co przywodzi na myśl rzymskie bransolety okalające ramiona mitologicznych bogiń.

Pasek można zmienić niemal w mgnieniu oka dzięki praktycznemu i prostemu systemowi mocowania. W kolekcji Serpenti dostępne są cztery rodzaje kopert: stalowa, z różowego złota, z diamentami lub bez. Do każdego modelu dołączone są dwa paski, jeden wykonany ze skóry Karung, a drugi ze skóry cielęcej, w wybranych przez klienta kolorach. Inne odcienie i kolory pasków można z czasem dokupywać. Kolorystyczne niuanse doskonale współgrają z barwą tarcz: czarną, czerwoną, zieloną bądź białą. Koronkę zaś wieńczy jubilerski motyw: kamień rubinu. Zegarek kryje w sobie kwarcowy mechanizm BO33.

Unikalny design i malarze

Kolekcja Serpenti to nie tylko wymienne paski, ale i ramki oraz tarcze. Całkowitą personalizację zegarka umożliwia i ułatwia specjalna aplikacja. Klient może dzięki niej samemu stworzyć na tablecie czy smartfonie swój unikalny zegarek wybierając kopertę, tarczę z masy perłowej w różnych kolorach, pasek, rozmieszczenie kamieni. Na deklu można na życzenie klienta wygrawerować dowolny napis. Ogólnie mamy do dyspozycji 312 kombinacji, co pozwala na to, by każdy z zegarków Serpenti był naprawdę wyjątkowy.

Wrażenie robi też sama 27-milimetrowa zakrzywiona koperta zegarka w kształcie głowy węża. Zegarek jest wodoszczelny do 50 metrów. Wyjątkowo przystępna cena jak dla tak luksusowej marki jak Bvlgari sprawia, że jest to zegarek dla ludzi, którzy chcą się wyróżniać nosząc wyjątkową, spersonalizowaną biżuterię zegarkową, jednocześnie nie emanując zbytnym bogactwem. To uniwersalny design, który, zależnie od potrzeb, świetnie sprawdza się zarówno w stylu casual, jak i na czerwonym dywanie.

Premierze zegarka w maju tego roku towarzyszyła wędrująca po świecie wystawa SerpentiForm ukazująca motyw węża w sztuce, m.in. w dziełach Marca Chagalla, Joana Miró’a czy Alexandra Caldera. Na wystawie pokazane są nie tylko obrazy, ale i ceramika, tkaniny, rzeźby z wężowym akcentem. To nawiązanie do tradycji marki Bvlgari, która zawsze chętnie odwoływała się do starożytnych motywów. Wąż był często ukazywany w sztuce rzymskiej i biżuterii. Według rzymskich wierzeń, trzymał on pieczę nad pomyślnością rodziny. Jego kult przeniósł się zapewne z Macedonii, gdzie wierzono, że zwierzę ma magiczną moc wpływania na płodność. Dlatego pewnie też tak chętnie to kobiety nosiły biżuterię w kształcie węża.

Męskie odchudzanie

Mimo że marka Bvlgari powstała z myślą o kobietach, również mężczyźni bywali jej zagorzałymi wielbicielami. Markę upodobali sobie Clark Gable czy Alain Delon. Nic więc dziwnego, że również w tym roku marka Bvlgari nie mogła zapomnieć o mężczyznach.

Ci wyjątkowo upodobali sobie zegarek Bvlgari Octo, który bardzo szybko stał się liderem wśród najchętniej kupowanych czasomierzy tej marki. Swoją premierę miał w 2012 roku i w niespełna trzy lata odniósł niebywały sukces, który zawdzięcza klasycznemu stylowi, mechanizmowi in-house i designowi. Sukces modelu z 2012 roku skłonił manufakturę Bulgari do tworzenia nowych czasomierzy z linii Octo bijących kolejne rekordy cienkości.

Wraz z pojawieniem się na tegorocznych targach zegarkowych w Bazylei zegarka Octo Finissimo Automatic firma Bulgari nie tylko uhonorowała męską klientelę, ale pobiła trzeci już światowy rekord. To najcieńszy w historii zegarek z naciągiem samoczynnym. Pierwsze dwa należały w 2014 roku do Tourbillona Bvlgari, a w 2016 roku kolejny rekord pobił Octo Finissimo Minute Repeater. Tegoroczny super cienki Octo Finissimo Automatic ma zaledwie 5,15 mm, a jego serce stanowi mechanizm z naciągiem samoczynnym grubości zaledwie 2,23 mm. Średnica tarczy zaś to 44 mm. Ikona firmy, Octo, po raz kolejny przekracza zegarmistrzowskie bariery.

Ekstremalnie cienki zegarek to nie lada wyzwanie. Tu nie chodzi tylko o odchudzanie istniejących elementów, ale stworzenie każdego z nich na nowo, tak by zegarek zachował wszystkie swoje funkcje mimo niespotykanej „chudości”, również w przypadku tarczy i koperty. Aby łatwo było odczytywać wskazania czasu, a zegarek sprawiał wrażenie nowoczesnego, wskazówki i cyfry na tarczy pokryto czarną powłoką nanoszoną techniką PVD, polegającą na fizycznym osadzaniu cienkich warstw powłoki z fazy gazowej, co zapewnia zwiększoną trwałość i odporność.

Perfekcyjna geometria

Zegarek Octo Finissimo Automatic kryje w sobie kaliber BVL 138, stworzony specjalnie z myślą o tym modelu. To najcieńszy na rynku mechanizm z naciągiem samoczynnym. „Bije” z częstotliwością 21 600 wibracji na godzinę i ma 60-godzinną rezerwę chodu. Automatyczny naciąg zapewnia platynowy mikrorotor, dając gwarancję skuteczności i wydajności. Zegarek jest wodoodporny na 30 metrów. Mimo, że mechanizm ma zaledwie 2,23 mm grubości, ozdobiony jest genewskim wzorem w pasy Côtes de Genève.

Swój niezwykły wygląd nadaje mu perfekcyjny kształt ośmiokąta uchwycony w wewnętrznej linii koperty. Koperta i tarcza wykonane są z tytanu, podkreślając męskość, nowoczesność i elegancję tego modelu. Zegarek dostępny jest w wersji z paskiem wykonanym ze skóry aligatora z tytanową sprzączką lub z tytanową bransoletą.

Prawda, spokój, prostota

Kiedy powstawał model Octo Finissimo Tourbillon manufaktura Bulgari opisywała go jako „skomplikowane dzieło prostoty”. Wypuszczając tegoroczny model Octo Finissimo Tourbillon Skeleton odwołuje się do filozofa Immanuela Kanta, który mawiał „Prezencja wymaga sztuki i finezji: prawdy, spokoju i prostoty”.

Supercienki tourbillon tego modelu wykonany został z 253 części, ma 13 kamieni i osiem łożysk kulkowych przyczyniających się do zmniejszenia grubości pracującego kalibru. Pracuje z częstotliwością balansu równą 21 600 wahnięć na godzinę i prezentuje 52-godzinną rezerwę chodu. Koperta wykonana jest z platyny.

Kolejny model z klasycznej kolekcji Octo to zaprezentowany na tegorocznych targach zegarkowych w Bazylei Octo Tourbillon Sapphire. Zarówno jego tarcza, jak i dekiel wykonane są z szafirowego szkła, co pozwala zobaczyć pracujący mechanizm: ręcznie nakręcany kaliber BVL 206. Światło swobodnie przenika przez części mechanizmu, nadając temu zegarkowi niezwykle futurystyczny i nowoczesny wygląd.

Octo Tourbillon Sapphire to nowa interpretacja czystej formy ośmiokąta. Kształt tarczy nawiązuje do kulturowej tradycji Rzymian, od zarania dziejów ośmiokąt uważany był za symbol geometrycznej perfekcji. Wyraźnie widoczne są w tym modelu rzymskie korzenie manufaktury Bulgari, która nie kryje swojej inspiracji w projektowaniu tego modelu architekturą Bazyliki Maksencjusza.

Zegarek o średnicy 44 mm wykonany został z mieszanki tytanu z D.L.C. – dodatkową powłoką w kolorze czarnym o podwyższonej odporności na zarysowania, nakładaną w specjalnym procesie na powierzchnię właściwą. Fosforyzujący materiał użyty we wnętrzu koperty oddaje nocą światło skumulowane za dnia.

Nowy Octo Roma to kolejna interpretacja klasycznego modelu. 41 mm średnicy, niezwykle nowoczesny design, bardzo wygodny w noszeniu. Dostępny jest w pięciu wariacjach, w trzech wersjach tarczy – w kolorze białym, czarnym lub brązowym – z wykończeniami w stali, złocie.

Zaś dla miłośników zegarków z „czarnym charakterem” manufaktura Bulgari przygotowała wyjątkowy model, Octo Ultranero, cały w czerni lub czarny z czerwonymi wskazówkami i indeksami.

Zegarki z linii Octo z pewnością przypadłyby do gustu Kantowi…

Big Data i twórcza destrukcja

ManagerOnline

O nowych modelach biznesowych bazujących na innowacyjnych technologiach IT rozmawiano podczas pierwszej edycji Kongresu FutureTech.

Autor artykułu – Konrad Kobylecki

Twórcza destrukcja schumpeterowska, wspomniana przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego w trakcie uroczystego otwarcia, była motywem przewodnim Kongresu FutureTech zorganizowanego w Warszawie przez MM Conferences w dniach 24–25 maja 2017 r. Wybitny ekonomista austriacki Joseph Schumpeter opisał w 1942 r. koncepcję, według której przedsiębiorstwa o ugruntowanej pozycji i sprawdzonych mechanizmach gospodarki tracą swoje rynki na rzecz innowacyjnych rozwiązań i nowych podmiotów.

Co poprawia produktywność

Transformacja powoduje, że zasoby przechodzą do nowych, bardziej efektywnych podmiotów, dzięki czemu poprawia się całkowita produktywność. W jej otoczeniu nie ma miejsca na równowagę rynkową, bo coraz szybciej pojawiające się innowacyjne technologie i nowe modele biznesowe zostawiają coraz mniej czasu na jej osiągnięcie. W trakcie kongresu mieliśmy okazję zrozumieć przyczyny, dla których nowe modele biznesowe, oparte na danych i sztucznej inteligencji, przejmują gospodarkę w finansach czy ubezpieczeniach. Na potwierdzenie tej tezy wicepremier Morawiecki przytoczył szacunki, które wskazują, że 60 proc. dzieci, które dzisiaj rozpoczynają naukę, będzie pracowało w zawodach, które jeszcze nie istnieją. Na tym tle dość groteskowo wypadło badanie zacytowane przez Chrisa Skinnera, z którego wynika, że 75 proc. banków uważa, iż gospodarka cyfrowa nie zmieni ich modelu biznesowego.

Skutki automatyzacji

Twórcza destrukcja zaatakowała widzów już podczas prezentacji Marcina Petrykowskiego z S&P Global, który wspomniał o postępującej automatyzacji odbierającej kolejne miejsca pracy. A także o jej wpływie na powstawanie nowych modeli biznesowych, takich jak np. economy of sharing. W tym momencie powiało sceptycyzmem, przynajmniej wśród wybranych uczestników widowni. Siedzący przede mną siwy pan z bródką przez ponad dwie godziny zażarcie bronił dostępu do wolnego miejsca, które zarezerwował dla kogoś, mimo że sala pękała w szwach. Strach pomyśleć, jakie bariery psychologiczne będzie musiała pokonać koncepcja współdzielenia samochodów.

Potęga analityki biznesowej

Na szczęście wątpliwości rozwiał zaraz potem J.F. Keith z Personal Data Trade Association, który zasugerował, że i tak nie mamy wyboru, bo dzięki wykorzystaniu analizy danych będziemy 200 razy bardziej produktywni. Na dodatek dowiedzieliśmy się zaraz potem od Gheli Boskovich, że w 2016 r. pięć na sześć firm o największej kapitalizacji na świecie to firmy technologiczne z biznesem opartym na danych, takie jak Apple, Alphabet i Microsoft. Merytoryczną perełką konferencji okazał się Stephen Brobst z Teradaty, który pokazał ewolucję zastosowań analizy danych – od raportowania przez predykcję do systemów uczących się i sztucznej inteligencji. Wskazał przy tym, że większość dzisiejszych systemów uczy się w procesie „z nauczycielem”, tzn. podając treningowy zestaw danych wejściowych i wyjściowych. O ile jednak komputery potrafią się dobrze uczyć od ludzi, o tyle nam nie jest łatwo zrozumieć procesy decyzyjne w głębokich warstwach sieci neuronowych maszyn. Ponieważ niezrozumienie grozi odrzuceniem efektów działania sztucznej inteligencji, wprowadza się specjalne metody prezentacji modelu decyzyjnego automatów. Na przykład maszyny wyjaśniają nam, jak wygląda nasze miejsce w modelu statystycznym określającym nasz limit kredytowy, a to może być bardziej miarodajne niż dzisiejsze procedury, które z natury muszą być predefiniowane, a nie dynamicznie uczące się.

Specyfika ubezpieczeń

Nieco zaskakujące może być natomiast to, że Big Data trochę wolniej wchodzi do sektora ubezpieczeń, który powinien być najwyższym autorytetem w dziedzinie modeli statystycznych. Honor branży ratował Witold Jaworski, obecnie prezes NIO, a wcześniej firmy Allianz w Polsce, który wyjaśniał innowacyjne modele zbierania składek opartych na pomiarze wykorzystania ubezpieczanych aktywów i systemach telematyki. Jednocześnie wspomniał o firmie ubezpieczeniowej Lemonade z Nowego Jorku, która w większości opiera się na systemach uczących się i automatach do obsługi klienta, a nawet do wypłaty odszkodowań.

W 2016 r. tylko jedna na sześć wypłat wymagała tam ludzkiej interwencji. Klienci nie lubią awatarów Po pierwszym dniu euforii związanej z Big Data w drugim pojawiły się symptomy ryzyka. Pierwsze hasło sceptycyzmu pod adresem sztucznej inteligencji rzuciła prof. Aleksandra Przegalińska-Skierkowska, prezentując wykres „doliny niesamowitości” („Uncanny Valley”). Wynika z niego, że automaty bardzo przypominające człowieka, ale możliwe do odróżnienia, budzą obawy i dyskomfort, który obniża jakość komunikacji z klientami. Doświadczenia pokazały, że komunikacja tekstem pisanym jest często bardziej efektywna, szczególnie w cywilizacji zachodniej.

E-commerce bez czekolady

Do tych obaw można dodać stwierdzenie Guillaume’a de Colonges, CEO Carrefour w Polsce, że czekoladę w 70 proc. przypadków kupuje się pod wpływem emocji i impulsu. Trudno je jednak wywołać przez aplikacje, które nie pozwalają na natychmiastową konsumpcję, np. e-commerce czy m-commerce. Prezes de Colonges wskazał też, że 90 proc. danych, które są dostępne w systemach IT, jest dla niego mało użytecznych. Zaraz potem potwierdził to Piotr Kowal z firmy Qlik, który jednak na pocieszenie pokazał metody prezentacji danych poprzez silnik asocjacyjny. Pozwala on na wyciągnięcie wartościowych wniosków z różnorodnych źródeł rozproszonych informacji jednocześnie, w tym Big Data, ale nie tylko. Podkreślił też, że nie ma uniwersalnej metody rozwiązania każdego problemu, a znacznie łatwiej ją dobrać dzięki odpowiedniej prezentacji danych. Miejmy nadzieję, że dzięki temu trochę mniej danych okaże się bezużytecznych.

Ochrona danych osobowych

Tradycyjnie do sceptycyzmu dokładają się też kwestie bezpieczeństwa i poufności danych osobowych. Najpierw Giovanni Butarelli zaznaczył, że wraz z rosnącą ilością danych rozmywają się procedury ochrony danych. Potem Edyta Bielak-Jomaa, nasz generalny inspektor ochrony danych osobowych, wskazała na dynamiczne zmiany zagrożeń w tej dziedzinie. Stąd nowe regulacje, takie jak RODO, które są tylko próbą odpowiedzi na nowe zjawiska występujące w bieżącym momencie. Niezależnie od tego, że jest to wyzwanie formalne, jest ono szczególnie trudne technicznie w przypadku nowych rodzajów danych niestrukturalnych i geograficznie rozproszonych. Ponieważ powiedział to przedstawiciel IBM, rzeczywiście może to być problem. Na zakończenie sceptycyzm przeszedł jednak do defensywy i jako pointę konferencji można podać cytat przytoczony przez wicepremiera Morawieckiego, a zapożyczony od Jana Sztaudyngera: „Mimo najszybszych samolotów do wczoraj nie ma już powrotu”.

Bezpieczeństwo i komfort

ManagerOnline

Jacek Szul, prezes firmy 3Logic, o nowoczesnych instalacjach domowych i komercyjnych oraz telewizorach Loewe i bezkonkurencyjnych ekranach OLED.

Kieruje pan firmą, która od wielu lat specjalizuje się w dziedzinie inteligentnych domów, ze szczególnym uwzględnieniem wideo i audio.

Zaczynaliśmy od instalacji multimedialnych. Przez 18 lat wzbogacaliśmy jednak naszą ofertę i dziś wykonujemy wszystko, co kojarzy się z prądem: instalacje słabo i silnoprądowe, m.in. systemy AV, systemy sterowania oświetleniem, systemy automatyki i integracji; zarówno w domach prywatnych, jak i w obiektach komercyjnych. Jesteśmy dziś jednym z liderów branży, zatrudniamy 64 specjalistów na stałych etatach, korzystamy też z usług sprawdzonych podwykonawców. Nasza centrala ulokowana jest w Krakowie, gdzie dysponujemy budynkiem pokazowym przy ul. Zakopiańskiej 153; mamy też oddział i luksusowy salon „Art Cinema” przy ul. Brackiej 11/13 w Warszawie – obok DH Vitkac. Rzecz jasna, zlecenia realizujemy na terenie całej Polski, ale nierzadko zdarza się nam też pracować za granicą, najczęściej we Włoszech. Kończymy duży projekt w Abudży, stolicy Nigerii. To ostatnie zlecenie uzyskaliśmy dzięki członkostwu w CEDIA, organizacji zrzeszającej najlepsze firmy instalacyjne z całego świata. Na marginesie – wcześniej przyznano nam wiele branżowych nagród i wyróżnień za realizacje, dzięki czemu to właśnie my otrzymaliśmy ten kontrakt.

A propos, jaka była wasza najbardziej prestiżowa realizacja?

W dziedzinie inwestycji komercyjnych – Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, gdzie wykonaliśmy wszystkie instalacje multimedialne. Dodałbym do tego dwie komory muzeum Kopalni Soli w Wieliczce i Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej. Obecnie realizujemy zlecenie nowego muzeum, które powstaje w Warszawie. Szczególnie dumny jestem z paru spektakularnych realizacji w prywatnych rezydencjach. Chętnie podejmuję współpracę z wymagającymi klientami, służąc im radą i doświadczeniem. Nie jest bowiem sztuką naszpikowanie domu elektroniką, która w wielu przypadkach nie tylko niczemu nie służy, ale wręcz przeszkadza. Chodzi o to, jak połączyć niezbędne elementy wszystkich systemów, żeby korzystanie z nich było proste i wygodne. Chciałbym podkreślić, że w tej dziedzinie kontakt już na etapie projektowania z doświadczonym specjalistą to klucz do sukcesu.


Co powinno cechować inteligentny dom?

W naszej firmie unikamy tego określenia, ponieważ się ono zdewaluowało. Wolałbym mówić o nowoczesnych instalacjach domowych. Należy zacząć od poczucia bezpieczeństwa i komfortu, które zapewniają nie tylko automatyka, ale i wszystkie niezbędne czujniki obecności, przeciwpożarowe, gazu czy system alarmowy. Chodzi o to, by dom był bezpieczny, a jednocześnie funkcjonalny. Powinniśmy mieć możliwość podglądu z zewnątrz tego, co dzieje się w domu , ważna jest też kontrola funkcjonowania wszystkich mediów – łącznie z kosztami ich użytkowania. Na dobre samopoczucie mieszkańców ma niewątpliwie wpływ muzyka towarzysząca nam w różnych miejscach. Coraz częściej udaje nam się przekonywać klientów, by nagłaśniać ogrody i tarasy. W ten sposób można zbudować akustyczną barierę oddzielającą od zewnętrznego hałasu. Dodatkowo zapewniamy solidny serwis gwarancyjny i pogwarancyjny, i to nie w kontekście ewentualnych awarii, ale przede wszystkim koniecznego upgrade’owania wielu urządzeń. Robimy też wiele rzeczy, których nie widać, ale są ważne dla funkcjonowania domu: podczas projektowania tak dobieramy systemy i urządzenia, by perfekcyjnie ze sobą współdziałały. Prawdziwym wyzwaniem dla projektantów i automatyków jest stworzenie globalnego systemu, który uwzględnia sposób funkcjonowania mieszkańców. Nowoczesne rozwiązania mają pomagać w życiu, a nie – jak to, niestety, czasem bywa – je utrudniać. Znacznie ważniejsze od tego, czy można sterować systemem za pomocą smartfona, jest to by manipulatory – czyli klawiatury lub panele dotykowe – na ścianach pozwalały w prosty sposób realizować podstawowe funkcje. Naprawdę nie ma sensu przenoszenie wszystkich funkcji z pilotów obsługujących sprzęt audio i wideo do automatyki domowej, bo powoduje to chaos.


Jak uchronić się przed hakerskim atakiem, który spowoduje, że domowe kamery będą nas śledziły.

To mało prawdopodobne, ponieważ systemy są doskonale zabezpieczone, ale coraz częściej – na wszelki wypadek i dla spokoju ducha mieszkańców – instalujemy kamery współzależne z systemem alarmowym. Kiedy alarm jest rozbrojony, kamery zostają fizycznie odłączone od internetu.

Nowoczesny dom jest uzależniony od prądu, jak się zabezpieczyć przed awarią?

Zwykle odpowiadam na to pytanie żartem: najlepiej kupić świeczki. Mówiąc poważnie: absolutne minimum stanowi UPS podtrzymujący podstawowe funkcje – jak np. system kamer, połączenie z internetem, jeden oszczędny obwód elektryczny, itp. Jeśli mieszkamy w miejscu, gdzie często wyłączany jest prąd, należy oprócz UPS-ów zastosować agregaty prądotwórcze.

Wasza oferta nie ogranicza się do instalacji. 3Logic jest importerem sprzętu audio i video znanych marek i designerskich mebli.

Od wielu lat jesteśmy związani z firmą Loewe, która dziś pełni rolę europejskiego lidera w dziedzinie technologii OLED, stanowiącej przełomowy wynalazek w dziedzinie jakości wyświetlania. Współpracuje w tej dziedzinie z LG Display, dzięki czemu proponuje największy wybór dostępnych paneli, w dodatku w bardzo atrakcyjnych cenach. Podkreślam to, ponieważ parę lat temu produkty Loewe, które prezentowały bardzo wysoką jakość, były wyraźnie droższe od koreańskiej konkurencji. Obecnie ceny się zrównały, a poziom obrazu jaki oferuje OLED jest nieporównywalnie lepszy niż wszystko, z czym mieliśmy dotąd do czynienia. Konkurenci celowo nawiązują do nazwy OLED, tworząc wrażenie, że ich panele należą do tej samej grupy. Krótko mówiąc – OLED to przyszłość telewizji, eksperci prognozują kilkusetprocentowe wzrosty sprzedaży w ciągu najbliższych lat. Na marginesie, Loewe niezwykle dba o design swoich produktów, niektóre z nich to dzieła sztuki użytkowej, jak np. Loewe bild 9 zaprojektowany przez Bodo Sperleina.

A skąd w waszej ofercie wzięły się meble?

Specjalizujemy się w projektowaniu i budowie prywatnych sal kinowych. Przy okazji przypomnę, że w 2015 roku otrzymaliśmy nagrodę CEDIA za najlepsze kino domowe w Europie, Afryce, Bliskim Wchodzie, Indiach i Pakistanie. Konkurencja była spora, zgłoszono 120 projektów – nasz okazał się najlepszy. W związku z tym, że klienci oczekują, iż zaproponujemy im kompletny produkt – łącznie z fotelami, itp. – nawiązaliśmy kontakty z producentami mebli z Włoch i Niemiec. W efekcie zostaliśmy bezpośrednim importerem kilku marek, a w firmie powstał nowy dział.

Co lubi Jacek Szul?

Zegarki – „Firma Milus, której importerem jest mój wspólnik w 3Logic.”;
Pióra – Montblanc;
Ubrania – „W ciemno, zgodnie z rozmiarem mogę kupować ubrania Dsquared2, w szczególności buty.”;
Wypoczynek – małe wyspy greckie, na które przyjeżdża niewielu turystów;
Kuchnia – włoska;
Samochód – „Najbardziej lubiłem Jeepa Grand Cherokee SRT. Niewykluczone, że kupię podobne auto tej firmy, ale obawiam się, że UE może zabronić importu aut z silnikami wolnossącymi o pojemności 6,4 l.”;
Hobby – „Jak mówił mojej śp. dziadek: rób to, co lubisz, bo większość życia spędzisz w pracy. Staram się tego trzymać. Rzecz jasna interesuję się muzyką, słucham przede wszystkim bluesa. Mam dużo płyt winylowych, ale gramofon wykorzystuję przede wszystkim po to, żeby prezentować moim dzieciom stare bajki nagrane na LP, których nie da się znaleźć w internecie.”;

Kolejny sposób na VAT: podzielona płatność

ManagerOnline

Wpływy z podatku VAT to ważny element budżetu państwa. Uszczelnić go ma split payment – kolejny, obok JPK, sposób zaproponowany przez rząd.

Wojciech Gryciuk

W 2016 r. wpływy do budżetu naszego kraju wyniosły 314,6 mld zł, przy czym największym ich źródłem był podatek VAT – 126,6 mld zł. Kwota ta mogłaby być dużo wyższa, gdyby nie przypadki wyłudzania jego zwrotu oraz unikanie jego płacenia poprzez wyprowadzanie zysków za granicę.

Metodami na poprawę sytuacji miały być m.in.: odwrócony podatek VAT, obowiązek przesyłania przez przedsiębiorców do organów kontroli karno-skarbowej JPK oraz wprowadzenie wyższych kar dla nieuczciwych płatników VAT-u (nawet 25 lat). Najnowszy pomysł to plan wprowadzenia tzw. split payment, co można przetłumaczyć jako „podzielona płatność.

Jak to ma działać?

Nowy system może być wprowadzony na dwa sposoby. Pierwszy z nich polega na automatycznym podziale kwoty brutto, którą przedsiębiorca płaci za towary lub usługi. Nabywca jednym poleceniem przelewu płaci kwotę brutto za transakcję, ale jest ona dzielona na kwotę netto i kwotę podatku VAT, które trafiają na różne konta dostawcy. Za rozdzielenie płatności odpowiada specjalnie w tym celu stworzony automatyczny system rozrachunkowy.

Drugi sposób wymaga od nabywcy samodzielnego rozdzielenia płatności i dokonania dwóch przelewów – sumy netto na konto sprzedawcy oraz kwoty podatku na specjalne konto VAT, z którego przedsiębiorca przeleje go następnie do urzędu skarbowego.

Z perspektywy kontroli nad kwotami podatku VAT, niewątpliwie uszczelni on system podatkowy. Czy jednak nie pogorszy płynności finansowej firm? Rząd zapewnia, że nie. Obiecuje również, że przedsiębiorcy korzystający z niego będą mogli liczyć na ułatwienia przy zwrotach VAT-u. Dodatkowo ich firmy będą rzadziej kontrolowane przez US, ponieważ ich finanse staną się bardziej transparentne. Nie będzie również konieczności tworzenia Centralnego Rejestru Faktur.

Ściągalność VAT na tle UE

Najwięcej problemów z nieszczelnym systemem podatkowym ma w UE Rumunia, a przed Polską są jeszcze tylko Litwa, Malta, Słowacja, Grecja i Włochy. We Włoszech split payment wprowadzono już kilka lat temu, dzięki czemu do budżetu trafiło dodatkowe 2 mld euro. Obowiązuje on również w Czechach, ale w obu krajach nie dotyczy wszystkich firm. Chociaż polski rząd zapowiada, że początkowo firmy będą mogły decydować się na niego dobrowolnie, nie jest wykluczone, że powstanie lista branż, w których to rozwiązanie będzie obowiązkowe. Najnowsza wersja zakłada, że rozwiązanie ma być wprowadzone w życie 1 kwietnia 2018 r.

Podpis pod zdjęcie:
Piotr Ciski
dyrektor zarządzający polskim oddziałem Sage

– Ważne jest to, co z zapłatą za fakturę będzie się działo dalej u dostawcy. Będzie on mógł swobodnie dysponować jedynie kwotą netto, natomiast zgromadzone na wydzielonym rachunku kwoty VAT przeznaczyć może na płatności VAT swoim dostawcom lub do urzędu skarbowego.

Marcin Orkisz, prezes zarządu Energy Invest Group SA

ManagerOnline

Mówi się, że ostatni rok był najgorszym w historii branży wiatrowej w Polsce, nowe regulacje prawne właściwie z dnia na dzień wyhamowały inwestycje do zera. Tymczasem Energy Invest Group SA szykuje się do realizacji kolejnych projektów

– O co chodzi?

Nie ukrywam, że było ciężko. W świetle zmian legislacyjnych, jakie zafundował nam nowy rząd, i tego, że projekty ustaw zmieniały się wielokrotnie, czasami z tygodnia na tydzień i bez konsultacji z ekspertami, najważniejsze było szybkie dostosowanie strategii rozwoju firmy i projektów do nowych wymogów prawnych. Tak jak chyba wszyscy czekaliśmy na ustawę o OZE i wdrożenie nowego systemu wsparcia. Jako jedni z nielicznych dostrzegliśmy szansę w przygotowaniu projektów elektrowni wiatrowych o mocy do 1 MW, podczas gdy prawie cała branża szykowała na aukcje projekty o dużo większych mocach. Dzisiaj wiemy, że pójście „pod prąd” było najlepszym posunięciem. Dzięki rozpoczętej w 2015 r. współpracy z firmą Leitwind, producentem turbin, mamy zapewniony dostęp do najbardziej wydajnych maszyn w segmencie mocy do 1 MW. Wydaje się, że czas największej niepewności i oczekiwania jest już za nami. Bogatsi o nowe doświadczenia ruszamy na kolejne place budowy – w Polsce i za granicą.

– Czy według pana branża OZE w Polsce ma jeszcze szansę na powrót do lat świetności?

Bez przemyślanych i zaplanowanych działań rządu będzie ciężko. Przychody większości elektrowni wiatrowych opartych na systemie Zielonych Certyfikatów spadły o ok. 45 proc. i wielu inwestorów ma dziś problem ze spłatą kredytów. Ustawaantywiatrakowazablokowała rozwój nowych projektów. Trudno powiedzieć, jaki był cel, ale rządowi udało się zniechęcić ludzi do tej branży, a informacje w mediach, jeśli się pojawiają, raczej nie napawają optymizmem. Prawda jest taka, że 99 proc. informacji dotyczy uruchomionych już elektrowni wiatrowych albo projektów, które nie uzyskały w porę pozwoleń na budowę.

– Czy to się w jakiś sposób odbija na już wybudowanych elektrowniach EIG?

Do połowy 2016 r. uruchomiliśmy pięć elektrowni i wszystkie one funkcjonują w systemie Zielonych Certyfikatów. Z powodu sytuacji opisanej wcześniej ich rentowność jest poniżej założeń i oczekiwań, ale dokładamy wszelkich starań, żeby optymalizować koszty i przeczekać ten trudny okres. Oczekiwane w przyszłości unormowanie kwestii Zielonych Certyfikatów albo przejście do systemu aukcyjnego przywróci atrakcyjną zyskowność tych inwestycji. Naszym zdaniem elektrownie wiatrowe trzeba traktować jak biznes długoterminowy i nie patrzeć na nie przez pryzmat jednego roku czy jednego rządu. Wiatraki mają okres przydatności ok. 25–30 lat, w tym czasie dokona się niejeden cykl gospodarczy i niejedna zmiana władzy.

– Pierwsze aukcje już się odbyły. Jak poradziło sobie na nich EIG SA?

Aukcje to element nowego systemu wsparcia dla OZE, forma przetargu, dzięki któremu wytwórcy energii ze źródeł odnawialnych mogą zapewnić sobie stałą cenę odkupu energii przez 15 lat, indeksowaną dodatkowo o wskaźnik inflacyjny. System promuje najbardziej efektywne źródła wytwórcze. Do tej pory odbyły się dwie aukcje dla wybranych technologii, w tym dla farm fotowoltaicznych i elektrowni wiatrowych o mocy do 1 MW. Podczas pierwszej EIG SA zgłosiła łącznie 13 projektów (9 wiatrowych i 4 fotowoltaiczne), wszystkie znalazły się w gronie zwycięzców. Dzięki temu udało nam się zakontraktować ponad 30 proc. puli energii dostępnej w pierwszej aukcji. Druga odbyła się z końcem czerwca i zgłoszony przez nas projekt wiatrowy również wygrał. Obecnie wszystkie nasze projekty mają wsparcie na przyszłe lata, są gotowe do budowy i bezpieczne pod kątem nowych ustaw i nowelizacji dotyczących OZE.

– Czy aukcje energii to ten 1 proc. pozytywnych informacji medialnych?

Tak, to bardzo ważny sygnał dla branży i dla instytucji finansujących, że system aukcyjny jest wdrażany i będzie kontynuowany jako docelowy system wsparcia OZE w naszym kraju. Opiera się on na zupełnie innych zasadach niż poprzedni i już zauważamy rosnące zainteresowanie banków. Rozstrzygnięcie aukcji skutkuje intensyfikacją działań zmierzających do wydania ostatecznych wytycznych do procedowania przez banki projektów z zagwarantowaną ceną. Mamy już przygotowane wszystkie dokumenty, modele finansowe, jesteśmy w stałym kontakcie z producentem turbin i tylko czekamy na zielone światło ze strony banków, w których złożyliśmy wnioski o współfinansowanie.

– Jaka jest strategia działań EIG SA na najbliższe lata?

Oczywiście dalsza optymalizacja kosztów już działających elektrowni i realizacja nowych projektów w dwóch wariantach. Pierwszy z nich to realizacja wybranych projektów dla pojedynczych dużych inwestorów indywidualnych lub branżowych. Drugi to główny nurt naszej działalności, czyli sprzedaż pakietów udziałów w pojedynczych projektach inwestorom z mniejszym kapitałem, którzy automatycznie będą współwłaścicielami elektrowni (w tym modelu ok. 30 proc. kapitału pochodzi od inwestorów, reszta jest finansowana przez banki). Jeśli chodzi o inwestycje w Polsce, to na razie nie planujemy poszerzania portfolio projektów. Dywersyfikujemy kierunek inwestycyjny i na początku 2017 r. dodaliśmy do oferty inwestycje w elektrownie wiatrowe za granicą. Po analizie wielu potencjalnych kierunków zdecydowaliśmy się na Ukrainę i lada moment rozpoczniemy budowę pierwszego etapu farmy wiatrowej o mocy 14 MW na zachodzie tego kraju, w obwodzie lwowskim.

– Dlaczego akurat Ukraina? To chyba dość „egzotyczny” kierunek?

Powiedziałbym, że raczej bardzo perspektywiczny. Dla wielu osób pierwsze skojarzenie z Ukrainą to konflikt w Donbasie, Krym i korupcjogenny klimat polityczny. To dość krzywdzące stereotypy, bo po zmianie władzy na Ukrainie dzieje się bardzo dużo dobrego. Ten rynek czekają ogromne zmiany właściwie w każdej dziedzinie, porównywalne z tym, jak rozwijała się Polska po upadku komunizmu. System wysokich i gwarantowanych taryf na energię z OZE przyciąga wielu dużych graczy z całego świata, tym bardziej że ceny energii wyrażone są w euro. Tak jak kiedyś Polska była postrzegana jako rynek z ogromnym potencjałem rozwoju, tak dzisiaj nasze miejsce zajmuje Ukraina. Nasze projekty w tym kraju cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów, a bardzo wysokie stopy zwrotu i bliskość granicy z Polską rekompensują „egzotyczny” kierunek rozwoju. W kontekście bezpieczeństwa tej inwestycji warto moim zdaniem wspomnieć, że tzw. Międzynarodowa Karta Energetyczna, chroniąca zagranicznych inwestorów, którzy zainwestowali w energetykę na terenie Polski, tak samo chroni polskie firmy inwestujące w energetykę na terenie Ukrainy. Dodatkowo rząd w Kijowie ogłosił wdrożenie umowy między europejskimi operatorami energoelektrycznymi a ich ukraińskim odpowiednikiem mającej na celu budowę linii przesyłowych między Ukrainą a Polską, Węgrami i Mołdawią. „Most Energetyczny Ukraina–Unia Europejska” z czasem pozwoli na pełną integrację sieci energetycznych Ukrainy z europejskimi.

– Co proponuje dzisiaj Energy Invest Group SA tym, którzy widzą potencjał rozwoju OZE i chcieliby zainwestować swoje środki?

Zgodnie z naszą strategią proponujemy przede wszystkim pakiety udziałów w projektach OZE, ale też całe projekty realizowane pod klucz. Inwestycje zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, co ważne – wszystkie z wieloletnimi gwarancjami stałej ceny sprzedaży wyprodukowanej energii. Nasza oferta skierowana jest do osób fizycznych i firm, które interesują się inwestycjami o długim horyzoncie czasowym. Zgodnie z naszym myśleniem o OZE nie musisz dysponować milionami złotych, żeby zostać współwłaścicielem elektrowni wiatrowej lub farmy fotowoltaicznej. Nasza propozycja cieszy się zainteresowaniem zarówno osób dysponujących kwotami rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, jak i kilkuset i więcej. Ten model biznesowy sprawdził się w krajach skandynawskich i na zachodzie Europy, dodatkowo jest bardzo ciekawą alternatywą dla ZUS i sposobem na prywatną emeryturę. Mamy już spore doświadczenie, ciągle się rozwijamy i poszukujemy najbardziej atrakcyjnych kierunków rozwoju. Serdecznie zapraszam do grona wspólników.

Mieszkaniowy potentat

ManagerOnline

Michał Sapota, prezes zarządu Murapolu, opowiada o tym, jak jego firmie udało się zostać liderem na rynku budowy mieszkań.

Rozmawiał Wojciech Gryciuk

Czy branża mieszkaniowa po spektakularnych wynikach sprzedażowych w ostatnich latach przegrzała się i czeka ją wyhamowanie tempa rozwoju?

Deweloperzy od kilku lat osiągają bardzo wysokie poziomy sprzedaży. Najlepiej to widać na naszym przykładzie. Cztery lata temu sprzedaliśmy 1000 mieszkań, ale w zeszłym już ponad 3000, czyli o 27 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym roku planujemy sprzedać jeszcze więcej, bo 4000, w przyszłym 5000, a w jednym z kolejnych może nawet 10 000. W mojej ocenie, deficyt mieszkań szacowany na 2-3 mln lokali oraz jakość substancji istniejącej powodują, że pomimo uruchomienia rządowego programu mieszkaniowego nie ma podstaw, by wieścić nadejście kryzysu na rynku mieszkaniowym. Być może jego tempo wzrostu zmniejszy się, ale nie odbędzie się to kosztem dużych firm deweloperskich o stabilnych fundamentach i przemyślanych modelach biznesowych.

Na przykład takich, jak Murapol, który jednak przeszedł długą i krętą drogę do osiągnięcia pozycji championa polskiej branży deweloperskiej, nieprawdaż?

Budowanie podmiotu o zasięgu ogólnopolskim od początku było celem trójki właścicieli firmy, kiedy zakładali ją w 2001 r. w Bielsku-Białej. Przełom nastąpił w 2008 r., kiedy spółka rozszerzyła zakres swojej działalności najpierw o Kraków, a potem o kolejne miasta, by dzisiaj budować w 12 miastach w Polsce, a w pięciu kolejnych przygotowywać inwestycje i coraz śmielej wchodzić na rynki zagraniczne. Miałem to szczęście, że z początkiem 2009 r. zostałem w niej zatrudniony jako dyrektor finansowy i już rok później awansowałem na stanowisko wiceprezesa zarządu. W czasach kryzysu finansowego, który miał wtedy miejsce, banki nie były chętne do udzielania kredytów deweloperom i żeby móc się rozwijać trzeba było wypracować nietypowe dla tego sektora metody działania, np. wynegocjować większą elastyczność w terminach regulowania zobowiązań wobec dostawców i podwykonawców czy też umieć posiłkować się obligacjami. I to się sprawdziło, bo w czasach, gdy większość konkurentów ograniczała swoją działalność inwestycyjną, my uruchamialiśmy kolejne projekty, a ja w 2014 r. zostałem prezesem spółki.

Co miało decydujący wpływ na obecne sukcesy?

Przede wszystkim to, że od samego początku skoncentrowaliśmy się na budowie mieszkań dla średniozamożnych obywateli. W naszej ofercie przeważają 2-pokojowe mieszkania o powierzchni 40-50 m2 w cenie 4000/m2, bo na takie jest największe zapotrzebowanie na rynku. Te w cenie 10 000/m2 też oczywiście mamy w ofercie, ale stanowią one niewielki procent całości.

Do tego dochodzi prowadzenie najbardziej zdywersyfikowanej geograficznie działalności, które to podejście stawia nas w awangardzie tego rynku. Co ważne, zanim wejdziemy do danej lokalizacji nasz dział akwizycji wnikliwie analizuje jej potencjał i tendencje rynkowe, a na podstawie dostarczonych w ten sposób informacji ustala, czy możliwa do osiągnięcia stopa zwrotu z realizowanego tam projektu inwestycyjnego spełni nasze oczekiwania. W naszej działalności nie ma miejsca na przypadkowość decyzji inwestycyjnych. U podstaw każdego przedsięwzięcia nieruchomościowego leżą twarde dane, które mówią o opłacalności uruchamianego biznesu.

Prowadzenie działalności w tak wielu lokalizacjach wymaga odpowiedniej logistyki. Jak sobie z tym radzicie?

Kluczem do sukcesu w tym biznesie jest zadbanie o jego powtarzalność, a niezbędny do tego know-how pozyskaliśmy w ciągu 16 lat działania firmy. Obecnie nasz portfel inwestycji w przygotowaniu obejmuje blisko 900 tys. mkw. gruntów zlokalizowanych w różnych częściach Polski. Już dawno przyjęliśmy zasadę, że wszystkie procesy biznesowe związane z budową mieszkań są przez nas realizowane wewnętrznie, a nie outsourcowane, dzięki czemu możemy je z jednej strony skuteczniej kontrolować, a z drugiej, zagwarantować ich powtarzalność bez względu na wielkość miasta, którego dotyczy inwestycja, czy kubaturę budynków, które wznosimy.


I tutaj wchodzimy w kolejny obszar działalności Murapolu, także wyróżniający firmę na tle rynku.

O tak. Jako jedyny gracz na nim jesteśmy w stanie obsłużyć kompleksowo cały cykl inwestycyjny związany z realizacją projektu nieruchomościowego. W swoich strukturach skupiliśmy grupę spółek wykonawczych oferujących wszystkie kompetencje niezbędne do realizacji projektu inwestycyjnego, począwszy od fazy koncepcyjnej, poprzez realizację, po etap wyjścia.

Koncentracja we własnych strukturach wszystkich kompetencji pozwala nam z 2-, 3-letnim wyprzedzeniem precyzyjnie prognozować, ile wybudujemy mieszkań i ile na tym zarobimy.

Jednak Murapol to nie tylko budownictwo mieszkaniowe…

Tak, w maju br. sfinalizowaliśmy transakcję przejęcia AWBUD-u, Grupy działającej w obszarze budownictwa przemysłowego, logistycznego, energetycznego oraz związanego z ekologią. Kompetencje Grupy AWBUD stanowią ciekawe uzupełnienie potencjału Grupy Murapol. Ta akwizycja pozwala nam wyjść z biznesem poza rynek mieszkaniowy, który był dotychczas naszą domeną w działalności.

Czytałem, że chętnie obsłużycie także projekty zewnętrznych inwestorów. Na czym będzie to polegało?

Przez lata prowadzenia biznesu zgromadziliśmy olbrzymi know-how związany z nieruchomościami i doszliśmy do wniosku, iż kompetencje, które decydują o sukcesie Grupy Murapol, możemy zaproponować zewnętrznym inwestorom zainteresowanym wejściem na polski rynek nieruchomości, nie tylko mieszkaniowych. Dla przykładu, pojawia się fundusz inwestycyjny lub osoba fizyczna zainteresowana wykorzystaniem dobrej koniunktury na polskim rynku nieruchomościowym i, bez tworzenia własnych struktur, chce u nas wybudować osiedle, galerię handlową, magazyn czy obiekt użyteczności publicznej. My jako holding bierzemy na siebie wszystkie czynności związane z realizacją takiej nieruchomości, począwszy od wyszukania gruntów, przeprocedowania formalności administracyjnych związanych z projektem, przez jego realizację i usługi marketingowe, po obsługę sprzedażową i posprzedażową.

Wracając do biznesu deweloperskiego, to żeby budować tak dużo mieszkań rocznie trzeba dysponować odpowiednimi zapasami gotówki. Jak ją pozyskuje Murapol?

Coraz rzadziej korzystamy z kredytu bankowego, bo chociaż jest on obecnie stosunkowo tani, to ma charakter celowy i może być przeznaczony tylko na realizację projektów budowlanych, a gdy zabezpieczeniem jest hipoteka, nie jest to wcale takie wygodne.

Dlatego od 2009 r. regularnie zapraszamy do partycypowania w naszym rozwoju obligatariuszy oferując im instrumenty dłużne, zazwyczaj wprowadzane do alternatywnego systemu obrotu na rynku Catalyst.

Ponadto, chcąc dywersyfikować źródła zewnętrznego finansowania działalności, podjęliśmy decyzję o dzieleniu się z inwestorami marżą z projektów deweloperskich w zamian za środki zgromadzone w funduszach, które nie są długiem, a z których my możemy finansować rozwój biznesu wykorzystując efekt skali. W 2014 r. we współpracy z Altus TFI utworzyliśmy pierwszy fundusz inwestycyjny zamknięty (FIZ) – Murapol FIZ Mieszkaniowy, który w tym roku został rozliczony zgodnie z wcześniejszymi założeniami. Jako duży podmiot, podlegający rygorom KNF, względnie wzbudzaliśmy zaufanie inwestorów, dlatego nie mieliśmy problemu, by w 2016 r., wspólnie z Trigon TFI, uruchomić kolejne pięć FIZ-ów, które przyniosły nam dodatkowe 140 mln zł. Z kolei na początku br. wspólnie z Saturn TFI oraz Heritage Real Estate utworzyliśmy Murapol HRE FIZAN, który w ciągu najbliższych dwóch lat ma pozyskać od nabywców certyfikatów inwestycyjnych minimum 200 mln zł. Tworząc kolejne FIZ-y zamierzamy pozyskać w ciągu trzech kolejnych lat 1,5 mld zł. Nasza aktywność w tworzeniu i oferowaniu produktów inwestycyjnych opartych o realizowane przez nas projekty nieruchomościowe w naturalny sposób wykreowała trzeci segment naszej działalności – inwestycyjny.

A co z REIT-ami, które umożliwiałyby optymalizację podatkową, jeśli pozyskane przez nie środki byłyby przeznaczane na zakup mieszkań na wynajem?

To bardzo interesująca propozycja, która także świetnie wpisuje się w nasz segment finansowy, a z której chętnie skorzystamy jak tylko ustawodawca nam to umożliwi.
Tymczasem nadal będziemy posiłkować się FIZ-ami, ale od tego roku oferując inwestorom nie tylko możliwość krótkoterminowego inwestowania w mieszkania na sprzedaż, ale także długoterminowego w mieszkania na wynajem, co, chociaż gwarantuje niższą stopę zwrotu, jest obarczone mniejszym ryzykiem i przez to jest równie atrakcyjne dla inwestorów.

A co z ekspansją na rynki zagraniczne?

Niemcy i Szkocja to obecnie dwa rynki zagraniczne naszej działalności, do których już wkrótce mogą dołączyć kolejne lokalizacje, zarówno ze Starego Kontynentu, jak i zza Oceanu. Aktualnie procedujemy formalności administracyjne związane z uzyskaniem niezbędnych pozwoleń administracyjnych poprzedzających rozpoczęcie realizacji projektów mieszkaniowych w Berlinie i Zossen, gdzie ma powstać odpowiednio 120 i 230 lokali. Z kolei w Edynburgu, w dwóch przygotowywanych inwestycjach, łącznie zaplanowano 50 mieszkań, w tym na jeden projekt otrzymaliśmy już pozwolenie na budowę. Rozpoczęte projekty są pilotażowymi i mają pozwolić nam nabyć niezbędne doświadczenie do wejście na kolejne rynki. W naszym przypadku projekty realizowane na rynkach zagranicznych stanowią uzupełnienie naszej działalności krajowej i w żadnej mierze nie wpłyną na dalszy wzrost aktywności deweloperskiej w Polsce. Mamy duży apetyt na rozwój, a naszym celem jest stworzenie najwyższej jakości przedsiębiorstwa o międzynarodowym zasięgu.

Macie jeszcze inne pomysły na dywersyfikację działalności?

Nowy rodzaj usług, jaki chcemy zaoferować, to sprzedaż działek budowlanych innym deweloperom. Na rynku obserwujemy coraz mniejszą liczbę gruntów pod realizacje projektów mieszkaniowych, a te, które są dostępne, mają wady uniemożliwiające szybkie rozpoczęcie budowy. Część z nich typu greenfield nie ma zgód na budowę mieszkań, z kolei na tych typu brownfield nie można zacząć inwestycji z powodu obecnych na nich nieruchomości poprzemysłowych czy generalnie zanieczyszczeń. Nierzadko zdarza się, że od kupienia takiej działki do rozpoczęcia inwestycji mogą minąć 3-4 lata, a to oznaczałoby dla dewelopera zamrożenie pieniędzy na długi czas. My chcemy na siebie wziąć obowiązki związane z ich uzdatnieniem, za co klient będzie musiał oczywiście nieco więcej zapłacić. W Polsce tego typu usług jeszcze nikt nie świadczył, ale np. w Wielkiej Brytanii są bardzo popularne.

A jak rozumieć wasze zaangażowanie w Skarbiec Holding?

Cały czas szukamy spółek giełdowych, w których moglibyśmy korzystnie ulokować nadwyżki finansowe. 1 czerwca br. kupiliśmy blisko 33 proc. akcji Skarbiec Holding, właściciela jednego z wiodących na polskim rynku towarzystw funduszy inwestycyjnych – Skarbiec TFI. Jest to dla nas atrakcyjna inwestycja o dużym potencjale do rozwoju i wzrostu wartości.

Nie zapominacie przy tym o działalności CSR-owej?

Nie zapominamy i w jej ramach wspieramy sport oraz kulturę. W latach 2011-2017 sponsorowaliśmy klub piłkarski Podbeskidzie Bielsko-Biała, którego byliśmy także współwłaścicielem, a od lipca br. jesteśmy większościowym współwłaścicielem Widzewa Łódź. Od dziewięciu lat sponsorujemy Akademię Piłkarską 21, z której najlepsi wychowankowie trafiają do krajowych i zagranicznych klubów piłkarskich. Wspólnie z nią od ośmiu lat organizujemy też jedną z najlepszych imprez sportowych dla dzieci – międzynarodowy turniej piłkarski Murapol Cup w Krakowie, na który przyjeżdżają młodzieżowe drużyny z całej Europy. Pod swoją opieką mamy także reprezentację Polski w rugby, bo tę dyscyplinę uważamy za bardzo elitarny sport.

Co do kultury, to w tym i zeszłym roku sponsorowaliśmy wystawy obrazów znanego na całym świecie grafika Rafała Olbińskiego, które towarzyszyły dwóm dużym eventom: Forum Ekonomicznemu w Krynicy oraz Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu w Katowicach. Dlaczego wspieramy akurat Olbińskiego? Bo podobają mi się jego obrazy, a kilka z nich wisi nawet w moim gabinecie w Katowicach.

Ramka:

Co lubi Michał Sapota:
Wakacje – nie lubi, ale jeśli musi to z rodziną w ciepłych krajach typu Hiszpania czy Grecja, chociaż decyzję, gdzie jechać najczęściej podejmuje żona i 9-letnia córka;

Kuchnia – polska tradycyjna, a najbardziej rosół, flaki i bigos, pod warunkiem, że sam je sobie ugotuje, ale także wybrane dania kuchni indyjskiej i wietnamskiej oraz steki wołowe;

Restauracja – w Katowicach w Hotelu Diament Spodek z doskonałą kuchnią śląską, w Warszawie Zapiecek z tradycyjną kuchnią polską, w której może polecić wszystko, w Gdańsku nad Motławą Billy’s American Restaurant z absolutnie wybitnym T-Bone;

Hobby – jest kibicem piłkarskim, sporadycznie jeździ na rowerze i pływa w basenie, lubi jazz i punk rocka, dużo czyta zarówno literaturę piękną, jak i biznesową, może polecić: „Być liderem” sir Aleksa Fergusona, „O pisaniu” Charlesa Bukowskiego oraz biografia Elona Muska;


Wyimki:

– Chociaż z wykształcenia jest pedagogiem po wydziale resocjalizacji, do Murapolu trafił jako specjalista od finansów, które od zawsze były jego pasją.

– Budowa mieszkań to nieskomplikowany biznes, który wymaga bardziej determinacji i konsekwencji niż twardych kompetencji.

– Murapol nie tylko stawia domy, świadczy również usługi innym deweloperom, a także prowadzi działalność inwestycyjną.

Ramka:
7,5 tys. oddanych mieszkań – 4 tys. w budowie – 20 tys. w przygotowaniu;
363 tys. mkw. powierzchni użytkowej mieszkań oddanych – 170 tys. mkw. w budowie – 900 tys. mkw. w przygotowaniu;
22 tys. mieszkańców w oddanych inwestycjach;
12 miast działalności w Polsce – 5 nowych, krajowych lokalizacji w przygotowaniu – 4 inwestycje zagraniczne;
2,4 tys. mieszkań sprzedanych w 2015 r. – 3 tys. w 2016 r. – plan 4 tys. w 2017 r.;

Dobry manager nie spoczywa na laurach

ManagerOnline

W dzisiejszym, tak dynamicznym świecie nieustanne kształcenie się i ponoszenie kwalifikacji to najważniejsze komponenty w budowaniu swojej kariery zawodowej.

Co więc zrobić, gdy zdobyliśmy już doświadczenie, a na swoim koncie zgromadziliśmy pewne sukcesy zawodowe? Na pewno nie spoczywać na laurach. Przedstawiciele kadry managerskiej mogą dziś wybierać z szerokiej oferty programów MBA kierowanych właśnie do nich.

Program MBA to studia dla osób poszukujących rozwoju umiejętności i kompetencji w wybranej dziedzinie, z nastawieniem na wysoką adaptacyjność zdobytej wiedzy w środowisku pracy. Kiedy rozmawiam z naszymi słuchaczami o ich motywach podjęcia tego rodzaju kształcenia, często słyszę, że oprócz chęci poszerzenia i usystematyzowania posiadanej już wiedzy, istotny był dla nich również aspekt konfrontacji własnych doświadczeń z innymi, wzajemnej inspiracji i możliwości dyskusji. Studia MBA docenią również te osoby, którym zależy na budowaniu nowych, interesujących i wartościowych relacji z ekspertami zarówno ze świata biznesu, jak i środowiska akademickiego.

Wybrać odpowiedni czas

Głęboko wierzę, że kształcić i rozwijać własne kompetencje warto przez całe życie. Tego typu studia wymagają jednak ogromnej motywacji, samodyscypliny i nieustającej koncentracji na osiągnięciu obranego celu. Słuchacz musi bowiem znaleźć w sobie odwagę do walki z utartymi schematami myślenia i działania, przełamywać dotychczasowe przyzwyczajenia, być otwartym na nowe, poszukiwać lepszych rozwiązań. Dlatego tak ważne jest, aby rozpocząć program MBA z bagażem doświadczeń managerskich, a studia te adresowane są głównie do dyrektorów, kierowników, managerów różnych szczebli czy samodzielnych specjalistów. Tego rodzaju kształcenie to również inwestycja czasu, więc z pewnością warto ją przemyśleć, uwzględniając swoje plany zawodowe i prywatne, aby decyzję o rozpoczęciu studiów podjąć w jak najlepszym momencie i efektywnie wykorzystać okres studiowania. Nie zapominajmy, że to także dość duża inwestycja finansowa.

Po polsku czy po angielsku?

Obecnie na polskim rynku istnieje szeroka oferta tego rodzaju studiów, słuchacze mogą wybierać spośród różnorodnych programów profilowanych branżowo czy też podjąć decyzję w sprawie języka, w jakim chcą studiować. Kształtowanie profesjonalnych kompetencji na poziomie MBA możliwe jest tylko wtedy, gdy programy opierają się na najnowszej wiedzy i sprawdzonych rozwiązaniach krajowych oraz międzynarodowych. Bez integrowania i porównywania doświadczeń gospodarczych i społecznych z różnych systemów prawnych, biznesowych i kulturowych, trudno o wskazanie najlepszych praktyk. W Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego realizujemy studia w języku polskim, jednak nasze programy i zgromadzona kadra wykładowców zapewniają międzynarodową perspektywę analizy danego zagadnienia, dlatego uważam, że studia te z pewnością merytorycznie nie ustępują zachodnim. Możliwość realizowania studiów MBA lokalnie jest też zaletą dla wszystkich osób, które łączą tego rodzaju kształcenie z pracą zawodową w Polsce. Nie bez znaczenia są też koszty, które w przypadku podjęcia decyzji o edukacji za granicą są o wiele wyższe.

Przewaga praktyki nad teorią

Studia MBA z pewnością wyróżnia praktyczny aspekt kształcenia. Na Uczelni Łazarskiego stawiamy na kształcenie w praktyce, dlatego też wykładowcy na naszych studiach to wybitni eksperci ze świata biznesu i gospodarki. Prowadzący przez pryzmat swojego wieloletniego doświadczenia przekazują słuchaczom wiedzę zdobytą w toku kariery zawodowej w różnych branżach. Wielką zaletą naszych studiów i wyróżnikiem na rynku jest to, że stawiamy na kształcenie przygotowujące do rozwiązywania bieżących problemów w codziennej pracy zawodowej i projektowania zwycięskich strategii dla swoich organizacji – nie ograniczamy się do formuły wykładów, ale proponujemy warsztaty, analizy przypadków, gry symulacyjne czy wizyty studyjne.

Co po dyplomie?

Z pewnością tytuł MBA to wizytówka potwierdzająca potencjał zarządczy absolwentów, zatem jest to też siła przetargowa na rynku pracy, a co za tym idzie szansa na zwiększenie wynagrodzenia. Pracodawcy niewątpliwie oceniają również osoby posiadające dyplom MBA jako ambitne, stawiające na swój rozwój, czy nie obawiające się podjęcia wysiłku, aby osiągnąć swój cel. Jednak to nie sam dyplom MBA decyduje o pozycji zawodowej. Absolwent studiów MBA musi mieć świadomość, że budowanie sukcesu swojej organizacji czy zespołu jest wypadkową tego, jak dużo on sam jako manager będzie dawał od siebie. Dlatego też w programach MBA realizowanych na Uczelni Łazarskiego tak mocno stawiamy na rozwój kompetencji przywódczych, warsztat skutecznego lidera przyszłości, tak aby nasi absolwenci potrafili kształtować sukces w praktyce.

CKP Uczelni Łazarskiego

W Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego realizujemy programy, które odpowiadają na potrzeby rynku i są profilowane branżowo. W naszej ofercie znajdują się takie studia, jak MBA Przedsiębiorczość, MBA Zarządzanie, MBA w Ochronie Zdrowia, MBA Energetyka, MBA w Lotnictwie, MBA Logistyka, Executive MBA for Human Resources Professionals oraz MPA – Master of Public Administration. Nowością w tegorocznej ofercie jest program MBA in Quality Management. Programy tworzone są na podstawie analizy rynkowej i kierowane do managerów różnych szczebli zarządzania, samodzielnych specjalistów, zarządzających we wszystkich obszarach działalności organizacji komercyjnych i niekomercyjnych, ale również osób pełniących funkcje kierownicze w administracji publicznej, centralnej i samorządowej oraz organizacjach non-profit.

Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, dyrektor Programu MBA w Ochronie Zdrowia.

eHighway w Niemczech

ManagerOnline

W przyszłym roku powstanie w Niemczech pierwszy odcinek eHighway na autostradzie A5 między Zeppelinheim a Darmstadt.

Hybrydowe ciężarówki mają być w testach zasilane podobnie jak trolejbusy, za pomocą kolektorów prądu z sieci trakcyjnej, z tym wyjątkiem, że energia pozyskana w trakcie hamowania ma zasilać pokładowe baterie. Projekt powstał w firmie Siemens Scania. Podobne badania przeprowadzono w USA i Szwecji, które wykazały, że testowany napęd jest dwa razy wydajniejszy od wysokoprężnego, a zużywa połowę energii pierwotnej. Mobility Division, a do testów użyto pojazdów hybrydowych zależnej od VW i Volvo firmy.

Ważne Informacje

Ostatnie dni rejestracji na Sustainable Economy Summit 2026: Bądź świadkiem wręczenia „Sustainable Economy Diamonds” Już tylko siedem dni dzieli nas od rozpoczęcia XII edycji „Sustainable...

Plastpol 2026 pokaże, jak zmienia się europejski przemysł tworzyw sztucznych

Cyfrowe fabryki, inteligentne maszyny, recykling i nowe materiały. Jubileuszowa edycja targów Plastpol od 19 do 22 maja w Kielcach stanie się miejscem prezentacji technologii,...

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...