.
Strona główna Blog Strona 222

Patriotyzm w praktyce

ORLEN w praktyce pokazuje, na czym polega patriotyzm gospodarczy. Obecnie 85 proc. produktów oferowanych na polskich stacjach koncernu zostało wyprodukowanych przez krajowych producentów.

Decyzja o poszerzeniu oferty pozapaliwowej o polskie produkty została poprzedzona szeregiem analiz, również w zakresie preferencji klientów. Przeprowadzone przez instytut Kantar badania pokazują, że 87 proc. respondentów (w tym kierowców) zachęca do zakupu informacja o krajowym pochodzeniu produktów. Z kolei 80 proc. biorących udział w badaniu uważa polskie produkty za lepsze i bardziej ekologiczne. Na decyzje konsumenckie duży wpływ ma także skala produkcji. Ponad 70 proc. Polaków świadomie wybiera towary wyprodukowane w małych rodzinnych firmach, wspierając lokalny rozwój. Według 75 proc. respondentów aktywną rolę we wsparciu drobnej przedsiębiorczości w Polsce powinny odgrywać duże narodowe koncerny.

Promując polską żywność, koncern wspiera lokalnych producentów i rodzinne firmy przetwórcze. Działania te realizują misję ORLENU polegającą na zwiększaniu asortymentu zdrowych polskich produktów spożywczych dostępnych na stacjach paliw, a tym samym promowaniu zdrowego stylu odżywiania i życia.

W marcu tego roku, podczas Europejskiego Forum Rolniczego w Jasionce, spółki z Grupy ORLEN oficjalnie zainaugurowały współpracę z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa w ramach projektu „Razem napędzamy polskie rolnictwo”. Stanowi to ważny krok w obliczu zachodzących zmian rynkowych i przełoży się na konkretne korzyści biznesowe dla polskich producentów rolnych.

Polacy wybierają krajowe produkty

  • 87% respondentów, w tym kierowców, chętniej kupuje dany produkt, wiedząc, że ma krajowe pochodzenie
  • 80% respondentów uważa polskie produkty za lepsze i bardziej ekologiczne
  • 75% respondentów twierdzi, że aktywną rolę we wsparciu drobnej przedsiębiorczości w Polsce powinny odgrywać duże narodowe koncerny
  • 85% wszystkich oferowanych przez ORLEN produktów stanowią wyroby krajowych dostawców

Źródło: badania instytutu Kantar

Innowacje potrzebują odwagi

Bartosz Sokoliński, dyrektor Biura Rozwoju i Innowacji Agencji Rozwoju Przemysłu SA, przekonuje, że warto wspierać polskie firmy z branży kosmicznej i gier komputerowych, oraz podkreśla kluczową rolę innowacji

 

Wyspecjalizował się pan w dziedzinie innowacji. Jak to się zaczęło?

Kiedy trafiłem do ARP 3,5 roku temu, w tym obszarze działały dwa biura, jedno ekosystemu, a drugie projektów własnych. Wspólnie z moim zastępcą zdecydowaliśmy się połączyć je w jedno wyspecjalizowane biuro. Następnie skorygowaliśmy obsługiwany przez nas projekt europejski, przeznaczony na transfer technologii i otwarte innowacje. Zdecydowaliśmy się skupić na paru obszarach, wychodząc z założenia, że jako ARP nie jesteśmy w stanie zajmować się innowacjami w każdej branży. Zrobiliśmy też, rzecz jasna, przegląd portfolio wszystkiego, czym ARP dysponuje w tej dziedzinie.

Z jakim efektem?

Warto przypomnieć, że Agencja Rozwoju Przemysłu jest nietypową instytucją, ponieważ wbrew nazwie i realizowanej misji jest spółką zarabiającą pieniądze. Postanowiliśmy przyjrzeć się 70 firmom należącym do ARP pod kątem najciekawszych projektów innowacyjnych. Szczególnie zainteresowała nas działalność trzech spółek zajmujących się technologiami kosmicznymi. Stworzyliśmy program biznesowego wsparcia tej innowacyjnej branży. Największa z nich to krajowy lider Creotech Instruments. Dwie kolejne funkcjonują obecnie w ramach PFR Ventures, które kupiło należącą wcześniej do ARP spółkę ARP Venture. Angażując się w działalność tych firm, dobrze poznaliśmy rynek i jego możliwości. Mówiąc żartem, jest on jak królik, którego ciągle gonią psy, ale nigdy nie doganiają…

Nie ma nic bardziej innowacyjnego niż technologie kosmiczne.

To prawda, w tej branży pracują najlepsi inżynierowie, którzy mają dostęp do najbardziej zaawansowanych technologii. Kiedy zaangażowaliśmy się w tę branżę, padliśmy ofiarą niewybrednych żartów i ataków prasowych. Zapamiętałem na przykład taki tytuł: „Wystrzelić pieniądze w kosmos”. Wkrótce jednak okazało się, że nasi krytycy nie mieli cienia racji. Zaczęliśmy od rozwijania kadry, i to w kilku obszarach. Uruchomiliśmy program stażowy, dofinansowując co roku kilkunastu studentów ostatnich lat i doktorantów, którzy zobowiązują się podjąć pracę w krajowych firmach branży kosmicznej.

Czym zajmuje się wspomniana wcześniej firma Creotech?

Ma ona dwa działy elektroniki precyzyjnej i technologii kosmicznych. Obecnie pracuje nad satelitą, który wkrótce zostanie wystrzelony w kosmos. Wcześniej wspólnie z włoskim konsorcjum Creotech przygotował specjalną kamerę satelitarną. Zamówienia w tej branży zazwyczaj pochodzą od Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), ale też od NASA. Uruchomiliśmy program kredytowania projektów, które powstają na zamówienie ESA. Pozwala to mniejszym firmom na utrzymanie płynności, zanim otrzymają finalne wynagrodzenie.

Czy decydujecie się też na inwestycje kapitałowe?

Tak, ale dzieje się to bardzo rzadko. Ostatnio zainwestowaliśmy w spółkę PIAP Space, która może się poszczycić świetnymi innowacjami w dziedzinie robotyki kosmicznej. Jest to dziedzina skazana na sukces. Ktoś przecież będzie musiał niedługo posprzątać na ziemskich orbitach, gdzie krąży ponad 8 tys. satelitów, z których działa zaledwie połowa. Nowe satelity z ramionami robotycznymi będą wyłapywały kosmiczne śmieci lub naprawiały uszkodzone bądź zepsute konstrukcje.

Wróćmy z kosmosu na Ziemię. Jakie branże wydają się szczególnie ciekawe pod kątem wsparcia innowacji?

Drugim sektorem, który wydał nam się szczególnie ciekawy, były gry wideo. Ktoś mógłby spytać: Czy państwo powinno wspierać branżę, w której kilka polskich firm odnosi światowe sukcesy? Odpowiedź brzmi: Oczywiście, że tak, przecież to nasz eksportowy hit. Spotkaliśmy się z szefami kilku, które zanotowały wielki sukces. Opowiedzieli nam o licznych wyzwaniach i problemach, na które trafili. Zachęciło nas to do stworzenia akceleratora gier wideo w Cieszynie, który powstał w kooperacji z filią Uniwersytetu Śląskiego i władzami miasta. To pozwala nam uczyć kreatywne młode zespoły, jak poruszać się na konkurencyjnym rynku. Efektem tych starań są trzy znakomite gry, których premiery nastąpią w najbliższym czasie. Będzie to stanowiło dla naszych podopiecznych test umiejętności biznesowych. Jestem przekonany, że zaprojektowane przez nich gry odniosą sukces.

Jak młodzi twórcy gier mogą uzyskać wsparcie ARP?

Dwa razy w roku organizujemy spotkania z zespołami, które prezentują swoje pomysły na gry w formie demo lub wideo. Kapituła wybiera najlepsze projekty do dalszej akceleracji i mentoringu. Eksperci ARP Games spotykają się z zespołami i pokazują, jak napisać dobry scenariusz, zaprogramować grę, jak powinna wyglądać grafika itp. Nauka trwa trzy–cztery miesiące, a następnie typujemy zespoły, które zyskają nasze wsparcie umożliwiające realizację najlepszych projektów. Jest to branża o fantastycznym potencjale.

Wspomniał pan wcześniej, że sprawdzacie możliwości innowacyjne firm skupionych w ARP?

Realizujemy program, w ramach którego badamy innowacyjność, przeprowadzamy audyt technologiczny, sprawdzamy potencjał naszych firm w tej dziedzinie. W efekcie wytypujemy dwie lub trzy spółki, w których będziemy chcieli stworzyć działy innowacji z prawdziwego zdarzenia. W niektórych naszych firmach nie jest to potrzebne, działy badań i rozwoju funkcjonują tam bardzo dobrze. Warto też wspomnieć o programie ARP Innovation Pitch koncentrującym się na współpracy dużych firm z innowacyjnymi jednostkami. Zajmujemy się też scoutingiem pasywnym i aktywnym. Pierwszy z nich realizujemy m.in. dzięki Internetowej Platformie Transferu Technologii, na której łączą się autorzy innowacji i ich potencjalni klienci. Wypuszczamy też informacje do grupy PFR i jednostek badawczych. Przez scouting aktywny rozumiemy nasz udział w licznych konferencjach w Polsce i za granicą. W efekcie tych działań doprowadziliśmy do 15 wdrożeń lub pilotaży. Nie sposób też pominąć Sieci Otwartych Innowacji, w jej ramach przyznajemy granty na nowatorskie technologie, ale nie na zakup maszyn, lecz wyłącznie wartości niematerialne i prawne, takie jak licencja, patent, receptura, know-how. Projekt ten wdrażaliśmy dwa lata, a od pół roku możemy mówić o efektach, z których jesteśmy zadowoleni.

Jak wygląda zarządzanie biurem?

Mamy w zespole inżynierów, którzy potrafią ocenić nowe technologie. Sami opracowali autorską metodologię screeningu technologicznego, która znakomicie się sprawdza w praktyce. Jest to rodzaj checklisty, dzięki której szybko możemy np. sprawdzić, czy dane rozwiązanie nie funkcjonuje gdzie indziej, jaka jest jego wartość itp. Do naszego zespołu należą też prawnicy, którzy pomagają m.in. przy ocenie zdolności patentowej. Zespołem tym staram się kierować agile’owo, przez co rozumiem otwartość na zmiany, co w praktyce przekłada się na kwartalne korygowanie planów. Często powtarzam, że zajmując się innowacjami, nie wolno się bać. Kiedy byłem w Izraelu, ze zdumieniem stwierdziłem, że twórcy start-upów występują o dofinansowanie na poziomie dziesiątków, a nawet setek milionów dolarów. Co więcej, tamtejsi twórcy start-upów to ludzie dojrzali, z dużym dorobkiem zawodowym. U nas wygląda to zupełnie inaczej, młodym managerom brak doświadczenia. Upadają bardzo dobre projekty, które były niedofinansowane.

Proszę opowiedzieć, jak trafił pan do ARP?

Nie jestem inżynierem, tylko marketingowcem. Zarządzałem kilkoma firmami tej branży. Zaczynałem w amerykańskiej agencji PR, w której szybko zostałem szefem na Polskę. Potem uruchomiłem dwie kolejne własne agencje, razem ze wspólnikami kupiliśmy trzy kolejne firmy marketingowe oraz software house. Cztery lata temu odsprzedałem swoje akcje, żeby poświęcić się swoim pasjom. Kiedy jednak pojawiła się propozycja z ARP, postanowiłem spróbować swoich sił i nie żałuję.

Rozmawiał Piotr Cegłowski

Filary gospodarki

Dariusz Śliwowski, wiceprezes ARP SA, o tym, jak ważne dla rozwoju gospodarki są parki przemysłowe i dlaczego w Polsce powinien powstać silny narodowy koncern.


Dlaczego Polsce tak bardzo potrzebne są parki przemysłowe?

Wzorem zaawansowanych gospodarek powinniśmy tworzyć ekosystemy przemysłowe, konsolidując w zwartym obszarze przedsiębiorstwa wymagające poważnych nakładów kapitałowych. Dzięki temu można zapewnić inwestorom wyraźnie lepszą infrastrukturę, na którą składają się drogi, system energetyczny, komunikacja zbiorowa, zaplecze naukowo-badawcze czy szkoły techniczne. Największy park przemysłowy na świecie ma 2,4 tys. ha i znajduje się w Korei Południowej. Jest to duże miasto wypełnione działalnością gospodarczą. Rzekłbym, że to ekosystem, który pełni funkcję małego państwa.

Co może stanowić inkubator dużego parku przemysłowego?

Przy okazji wyraźnie przyspieszającej rewolucji elektrycznej w motoryzacji powstało zapotrzebowanie na nowe fabryki. Część z nich może powstać w Polsce. Dysponujemy odpowiednimi terenami pod bardzo duże inwestycje. Obecnie można mówić o kilku lokalizacjach, które spełniają wszystkie kryteria: musi być to obszar powyżej 250 ha, dobrze skomunikowany z niedalekim średnim lub dużym miastem, z dostępem do energii, gazu, wody. Warto pamiętać, że teren pod budowę fabryki motoryzacyjnej to około 100 ha. W sprawie jednej z tych lokalizacji, w okolicach Lubina, podpisaliśmy niedawno umowę z KGHM i Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa. W ten sposób może powstać drugi, jakże potrzebny filar rozwoju tego regionu. Dobry przykład tego, jak park przemysłowy o powierzchni 900 ha stymuluje rozwój, stanowi Słowacja. Najpierw powstała fabryka Jaguara i to był wystarczający impuls dla kolejnych dużych inwestycji.

Pozyskanie wielkich inwestycji nie jest proste i wymaga silnego wsparcia ze strony państwa.

W tej dziedzinie potrzebne jest działanie proaktywne, a nie reaktywne. Przygotowanie kilku atrakcyjnych miejsc w Polsce, które będą czekały na inwestorów, może znakomicie zaprocentować w niedalekiej przyszłości.

Jaką rolę ARP widzi pan w tym kontekście?

Jesteśmy naturalnym operatorem tego rodzaju przedsięwzięć, ponieważ mamy doświadczenie w tej dziedzinie i dysponujemy odpowiednim zapleczem organizacyjnym i finansowym. Zarządzamy liczącym 600 ha parkiem przemysłowym w Mielcu, który zaczynał jako pierwsza w Polsce specjalna strefa ekonomiczna. Ulokowały się tam ważne firmy reprezentujące branżę lotniczą i motoryzacyjną oraz wiele mniejszych podmiotów. Tworzyliśmy też od podstaw park przemysłowy w Kobierzycach pod Wrocławiem.

Nowa ustawa o wspieraniu inwestycji, która weszła w życie we wrześniu ubiegłego roku, wprowadziła zasadę, że cała Polska jest specjalną strefą ekonomiczną.

To ważna zmiana, tym bardziej że w ustawie postawiono silny akcent na wsparcie innowacji poprzez kryterium jakościowe, doceniając te inwestycje, które opierają się na nowoczesnych technologiach. Jeśli chodzi o ARP, to zarządzamy dwiema specjalnymi strefami ekonomicznymi: pierwszą w Polsce strefą mielecką i dwa lata młodszą tarnobrzeską. W ostatnim czasie dołączyły do nich obszary starachowickiej strefy, które przejęliśmy od prywatnego inwestora. Jest to zgodne z naszym planem zwiększenia aktywności o nowe tereny w województwie świętokrzyskim. W regionie świętokrzyskim ARP jest od 2016 r. Wówczas odkupiła od syndyka Kieleckie Kopalnie Surowców Mineralnych. Spółka ta była w trudnej sytuacji, rok 2016 zakończyła 16-milionową stratą. Dzięki przeprowadzonej restrukturyzacji, optymalizacji kosztów, inwestycjom w innowacje i dywersyfikacji produkcji systematycznie poprawiała wyniki, by już w 2018 r. osiągnąć zysk na poziomie ponad 10 mln zł. Obecnie ŚKSM zatrudniają prawie 300 osób. W portfelu kapitałowym ARP jest również kieleckie Centrum Produkcyjne Pneumatyki PREMA SA zatrudniające prawie 150 osób, największy polski producent pneumatyki siłowej i sterującej, która znajduje zastosowanie przy mechanizacji i automatyzacji procesów produkcyjnych w wielu gałęziach przemysłu. Pod koniec lipca br. ARP odkupiła od syndyka dawne Zakłady Wyrobów Kamionkowych Marywil. To 11 ha uzbrojonego terenu z dostępem do dobrej infrastruktury.

ARP podejmuje bezpośrednie inwestycje w nieruchomości.

Rzeczywiście, rewitalizacja budynku Fabryki Broni „Łucznik” w Radomiu jest elementem realizowanego przez nas Programu Fabryka. W ramach podjętych działań powstają nowoczesne biurowce dla centrów usług biznesowych. To szansa na rozwój miast średnich i recepta na przeciwdziałanie utracie funkcji społecznych i gospodarczych, a zwłaszcza depopulacji spowodowanej wyjazdami młodych mieszkańców w poszukiwaniu pracy. Program został zainaugurowany w czerwcu 2018 r. w Radomiu. Do tej pory przystąpiły do niego jeszcze: Elbląg, Zamość, Mielec i Stalowa Wola. Zgodnie z planem inwestycja zakończy się w 2022 r. W zmodernizowanym budynku powstaną: ponad 14 tys. mkw. powierzchni biurowej i prawie 4 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej oraz dwa dziedzińce użytkowe o powierzchni 1,8 tys. mkw. każdy. Po rewitalizacji budynku jego łączna powierzchnia użytkowa wyniesie około 20 tys. mkw. Pozwoli to na stworzenie nawet 2 tys. stanowisk pracy w firmach sektora nowoczesnych usług biznesowych.

Nie udało się, niestety, stworzyć w Polsce po 1989 r. koncernu, który byłby narodowym symbolem, tak jak choćby fińska Nokia.

Przykłady można mnożyć: kanadyjski Bombardier, japońskie Mitsubishi, koreański Samsung, niemiecki Siemens czy amerykański General Electric… Dopóki nie powstanie także u nas wielki konglomerat przemysłowy, dopóty wiele krajowych firm będzie skazanych na rolę podwykonawców zagranicznych koncernów. A szykuje się w Polsce wiele inwestycji, których powinien się podjąć wielki lokalny wykonawca. Przykłady? Choćby elektrownia atomowa i farmy wiatrowe. Co więcej, nie brakuje innowacji w krajowej przestrzeni naukowo-badawczej. Niestety, nie potrafimy ich spożytkować, bo dotyczą technologii, na które u nas nie ma zapotrzebowania, takich jak np. grafen i półprzewodniki z arsenku galu. Słowem, polska gospodarka rozwija się jako dostawca kooperacyjny, zamiast tworzyć produkty końcowe.

Zgoda, tylko jak wykreować koncern?

Pozytywny przykład stanowi Polska Grupa Zbrojeniowa, w ramach której działają krajowe spółki reprezentujące tę branżę. Kolejne dziedziny, w których, moim zdaniem, powinny funkcjonować tego rodzaju grupy, to środki transportu kolejowego, morskiego i drogowego oraz energetyka odnawialna, a zwłaszcza morskie farmy wiatrowe. Gdyby spojrzeć z perspektywy idei Trójmorza, powstanie kanałów logistycznych, transportowych i komunikacyjnych na linii Północ-Południe, czyli Bałtyk-Adriatyk-Morze Czarne, będzie oznaczało olbrzymie inwestycje, których beneficjentem mógłby być nowy koncern przemysłowy wyspecjalizowany w transporcie i energetyce. I jeszcze jedno – jednym z zadań narodowego koncernu jest utrzymanie kultury technicznej. Cykle koniunkturalne są różne, ale wiedza inżynierska, umiejętność współpracy z ośrodkami naukowo-badawczymi to unikalne zdolności, które wymagają pielęgnowania. Ich wytworzenie zajmuje całe dziesięciolecia. Gdy się je zniszczy, nie sposób ich odtworzyć.

Jest pan managerem od lat. Jak wyglądała pańska kariera?

Zanim pojawiłem się w ARP, pracowałem w sektorze prywatnym, w firmach IT, zarówno międzynarodowych i polskich, np. IBM i ComputerLand. Tak więc szeroko rozumiany Skarb Państwa był wyłącznie moim klientem… Od trzech lat sektor publiczny odkrywam z drugiej strony biurka.

Wróćmy jednak do drogi zawodowej i tego, jak doświadczenia te wpłynęły na pana stosunek do kwestii zarządzania.

Rzeczywiście, managerem jestem od połowy lat 90. Po raz pierwszy stanowisko kierownicze zająłem zaledwie pięć lat po ukończeniu studiów. Szybko nauczyłem się tego, że trzeba słuchać współpracowników. Bywa, że szef ma świetny pomysł, ale będzie on jeszcze lepszy, jeśli zostanie skonsultowany. W dzisiejszym dynamicznie rozwijającym się świecie nie wolno zamykać się w bańce własnych poglądów. Jestem zwolennikiem dialogu z zespołem i redefiniowania własnych zadań. Kolejna kwestia to wielozadaniowość i umiejętność wyznaczania nowych priorytetów.

Rozmawiał Piotr Cegłowski

 

Volkswagen Touran – wciąż potrafi zaskoczyć

W dobie wszechobecnych SUV-ów i crossoverów klienci zaczynają odwracać się od klasycznych wersji nadwoziowych. Czy słusznie? Jeśli zależy nam na byciu modnym, to oczywiście, że tak. Jeśli jednak potrzebujecie pakownego samochodu rodzinnego, to wciąż najlepiej zdecydować się na klasycznego vana.

Tekst: Michał Garbaczuk

W drugiej połowie wakacji wybrałem się z rodziną na południe Polski, by podziwiać górską przyrodę i kozice skaczące po nieosłoniętych graniach Tatr. W pierwszej chwili sam dałem się ponieść nurtowi i zacząłem poszukiwać dużego SUV-a, by wygodnie spakować rodzinę na wyjazd. Jednak po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że nie tyle idę złym tropem, ale kompletnie nie wziąłem pod uwagę samochodu, który od wielu lat jest synonimem samochodu rodzinnego, a do tego nawet w jego nazwie kryje się słowo podróż (z ang. Tour). Wykonałem szybki telefon do Volkswagena i okazało się, że dysponują takim autem w parku prasowym dla dziennikarzy. Kilka dni później już mogłem zasiąść za kierownicą Volkswagena Tourana.

Jednobryłowe nadwozie od razu zdradza swój potencjał. Klasyczna, bardzo spokojna i charakterystyczna linia nadwozia z ostrymi przetłoczeniami bocznymi zdaje się opierać próbie czasu. Choć obecna generacja jest już trzecią z kolei i produkowana jest od prawie 5 lat, wciąż wygląda świeżo i co by nie mówić elegancko. Nisko opadający przód, którego nie widać zza kierownicy wpływa na doskonałą widoczność do przodu, a nisko poprowadzona linia okien i duże przeszklenia pozwalają zorientować się w sytuacji na drodze nawet bez wszystkich czujników i asystentów.

Wnętrze to czysty Volkswagen. Wszystko jest na miejscu, poukładane w grupy tematyczne i ergonomicznie rozmieszczone. Jeśli mieliście już do czynienia z Golfem, Passatem, czy Tiguanem, poczujecie się w Touranie jak w domu. Bardzo spodobały mi się ogromne fotele. Sprawiają wrażenie wyjętych z Touarega. Zapewniają doskonały komfort jazdy, a po przejechaniu prawie 500 kilometrów z Warszawy do Zakopanego praktycznie nie odczuwałem żadnego zmęczenia. Myślę, że bez problemu zrobiłbym trasę nad wybrzeże Adriatyku i również czułbym się dobrze. W Touranie siedzi się nieco wyżej niż w klasycznym aucie osobowym, więc polecam go każdemu, kto ma kłopoty z kolanami, bądź chroniczny ból pleców. Tylne siedzenia można niezależnie przesuwać powiększając bagażnik lub przestrzeń na nogi pasażerów.

Ale wybrałem przecież  Tourana, by zawieźć rodzinę w nasze piękne polskie góry. Jechaliśmy większą grupą, a ja miałem 2 miejsca wolne. Będąc pewnym swego, bez zastanowienia zaproponowałem ich wykorzystanie. Nieopatrznie zostaliśmy z Touranem rzuceni na głęboką wodę, bo już po chwili na tylnym siedzeniu siedziała moja siostrzenica z malutką Hanią w nosidełku. Wiecie jak wygląda młoda matka w podróży? Walizka, dwie torby, wózek głęboki, wanienka, zasypka do pupy, puder do stópek, oliwki, balsamy i niezliczona ilość innych kosmetyków. Ale udało się. Wszystko to, razem z naszymi bagażami zmieściło się do bagażnika i to pod roletę! Volkswagen określa wielkość bagażnika na 834 litry i chyba ma rację, bo faktycznie jest tak duży, że mógłby mieć swój własny kod pocztowy. Volkswagen Touran wyposażony jest we wszystkie dostępne systemy asystujące. Na pokładzie znalazły się więc: Asystent parkowania, czujniki i kamera o fantastycznej rozdzielczości, system monitorowania martwego pola, asystent utrzymania w pasie ruchu i współpracujący z nim zaawansowany aktywny tempomat, potrafiący wyhamować auto do zera z prędkości autostradowych.

Czas ruszać w drogę. Auto wyposażone zostało w 150-konny silnik benzynowy 1.5 TSI EVO. Jest cichy, dynamiczny i bardzo dobrze radzi sobie z zapakowanym po brzegi rodzinnym vanem. Oczywiście nie można nazwać go demonem prędkości, z resztą nie taka jest jego rola, ale do bezstresowej jazdy jest w zupełności wystarczający. Spalanie na trasie? 6,5 l/100 km i uważam ten wynik za bardziej niż przyzwoity. W górach wzrosło ono naturalnie do prawie 9 l/100 km, ale biorąc pod uwagę ciągłe wspinaczki, ten wynik również zaliczyłbym do bardzo dobrych. Samochód poprawnie reaguje na polecenia kierowcy, łatwo się prowadzi i nie zaskakuje negatywnie w żadnej sytuacji. Hamulce także zdały egzamin na piątkę.

Volkswagen Touran, choć wydawałoby się, że powoli odchodzi do historii, okazuje się być wciąż bardzo mocnym rywalem dla wszystkich SUV-ów i crossoverów, nawet w koncernie w Wolfsburga. Nowoczesny silnik 1.5 TSI EVO, o mocy 150 KM jest obecnie najmocniejszą benzynową jednostką w tym modelu i wydaje się optymalna. Oczywiście, zawsze mógłby być mocniejszy, ale w dobie ekologicznej gorączki mamy to, co mamy. Touran jest nieprzyzwoicie pakowny. Jest jednym z niewielu aut w klasie mogącym komfortowo przewieźć pięciu pasażerów, a jego nieprzyzwoicie wielki bagażnik pomieści każdy ładunek.

zdjęcia: materiały prasowe Volkswagen

Plan z datą realizacji – 9 nowych sklepów KiK w sezonie wakacyjnym

Rynek centrów handlowych w Polsce można określić mianem dojrzałego, czego objawem jest chociażby przybierający na sile trend modernizacji i przebudowy istniejących obiektów, przy jednoczesnym zmniejszeniu tempa otwarć nowych przestrzeni handlowych. Równolegle możemy zaobserwować ekspansję sieci dyskontowych. Wśród nich KiK, który sezon wakacyjny zamknął z liczbą 9 nowych sklepów o łącznej powierzchni około 5.500 mkw.

Analizując 2019 rok można stwierdzić, że z miesiąca na miesiąc KiK zwiększa tempo swojego rozwoju. W ostatnich tygodniach uruchomiono 9 nowych sklepów KiK – w tym pierwszy sklep w Słupcy i piąty we Wrocławiu (otwarte 29.08). Tym samym sieć zbliża się do liczby 290 sklepów w Polsce, a to jeszcze nie wszystko, co zostało zaplanowane na 2019 rok.

– W przypadku rozwoju utrzymanego na poziomie ponad 50 nowych sklepów rocznie, każde działanie musi być dobrze przemyślane i skrupulatnie zaplanowane. Takie podejście skutkuje tym, że nasze prognozy to nie puste obietnice, a raczej zadania z datą realizacji. Zamknięcie sezonu wakacyjnego z liczbą 9 nowych sklepów cieszy nas tym bardziej, że każdy z nich prezentuje nową koncepcję wizualną – mówi Marcin Ostrowski, expansion manager sieci sklepów KiK i dodaje: aż 4 z grona 9 nowych lokalizacji to pierwsze sklepy KiK w danej miejscowości, a my chcemy być jak najbliżej naszych klientów. Szczególnie w mediach społecznościowych widzimy, że klienci chcą mieć KiKa w swoim sąsiedztwie. Z największą przyjemnością odpowiadamy na te oczekiwania – szacujemy potencjał polskiego rynku na około 650 sklepów, do czego sukcesywnie dążymy. Aktualnie skupiamy się na przekroczeniu liczby 300 sklepów, co nastąpi przed końcem 2019 roku.

Lipiec i sierpień przyniósł otwarcie sklepów KiK: w Świeciu, przy ul. Konopnickiej 2; w Krapkowicach, przy ul. Ligonia 14; w Toruniu, przy ul. Trzcinowej 29; w Bytomiu, przy ul. Gwareckiej 20; w Gliwicach, przy ul. Rybnickiej 207; w Jarocinie, przy ul. Powstańców Wielkopolskich 18, w Pułtusku, przy ul. Nowy Rynek 2 (Vendo Park Pułtusk); we Wrocławiu, przy ul. Maślickiej 216 (N-Park Maślicka,) oraz w Słupcy, przy ul. Kopernika 8 (A-Centrum Słupca).

Opr: DD

Rynek condohoteli w Polsce rośnie, ale inwestorzy stoją przed dużym wyzwaniem

    Inwestorzy condohoteli mogą liczyć na atrakcyjne stopy zwrotu. Warto jednak pamiętać, że sukces na tym rynku zależy nie tylko od lokalizacji obiektów, ale też doświadczenia i oferty operatorów. Warto sprawdzić ich realny potencjał przed podpisaniem długoletniej umowy. Analizę przygotowała Pani Iwona Załuska – Prezes Upper Finance Consulting

    Złośliwi żartują, że z condohotelami jest jak z yeti – wszyscy słyszeli, nikt nie widział. Ale to pozory. W rzeczywistości w ciągu ostatniej dekady rynek ten urósł z poziomu dwóch–trzech inwestycji do niemal trzystu realizowanych obecnie projektów. Condohotele z powodzeniem powstają zarówno w tzw. Wielkiej Piątce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto) oraz w popularnych kurortach, jak i w miejscowościach oddalonych od głównych centrów biznesowych i turystycznych.

    Dlaczego więc rozwój condohoteli często umywa naszej uwadze? Przede wszystkim w dalszym ciągu brakuje nie tylko wiarygodnych danych na temat rzeczywistej skali tego rynku, ale też samej definicji obiektów condohotelowych. Co nie mniej ważne, odwiedzając hotel, nie sprawdzamy struktury własności poszczególnych pokoi czy modelu ich finansowania. Zwykle z góry zakładamy, ze nowo powstałe obiekty są „tradycyjnymi” hotelami. Jednak to, co wydaje się mało istotne dla klienta, często ma fundamentalne znaczenie – dla inwestorów, samorządów i lokalnego biznesu.

    Choć inwestycje w condohotele nie są wyłącznie domeną inwestorów indywidualnych, szukając przyczyn spektakularnego rozwoju tego rynku warto przeanalizować strukturę oszczędności gospodarstw domowych w Polsce. Według danych NBP, tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku wzrosły one o 25 mld zł do rekordowego poziomu 853 mld zł. Mimo rozgrzanego rynku nieruchomości, w tym rynku mieszkaniowego, który w otoczeniu niskich stóp procentowych wydaje się najbardziej naturalną alternatywą dla oferty banków, w Polsce w dalszym brakuje efektywnych i zarazem bezpiecznych form lokowania kapitału. Nie każdy jest zainteresowany inwestowaniem w mieszkania na wynajem, ze wszystkimi związanymi z tym ryzykami i zobowiązaniami. Rozwiązaniem miało być wprowadzenie do polskiego systemu prawnego podmiotów typu REIT, umożliwiających zbiorowe inwestowanie w nieruchomości, ale prace nad niezbędną ustawą zostały zawieszone.

    W tej sytuacji nie dziwi, że rynek condohoteli rośnie jak na drożdżach. W domyśle zapewnia on inwestorom wszystkie zalety wynikające z inwestowania na rynku nieruchomości, w tym atrakcyjne stopy zwrotu, przy minimalnym zaangażowaniu inwestorów w bieżący biznes. Od REIT-ów produkt ten różni się przede wszystkim dużo mniejszą płynnością i istotnie niższymi obciążeniami regulacyjnymi. To z kolei wymaga od potencjalnych inwestorów zwrócenia dużo większej uwagi na potencjalne ryzyka. Obok lokalizacji, która jest kluczowym czynnikiem sukcesu, warto przede wszystkim przeanalizować potencjał operatora condohotelu. To właśnie od jego doświadczenia zależeć będzie w praktyce nasza realna – a nie tylko obiecana w folderze reklamowym – stopa zwrotu.

    Paradoksalnie, dobrzy i doświadczeni operatorzy oferują inwestorom condohoteli umiarkowane stopy zwrotu. Poziom 5 lub 6 proc. to wprawdzie dużo więcej niż proponuje rynek bankowy, ale operatorzy bez żadnego doświadczenia na coraz bardziej konkurencyjnym rynku hotelowym i turystycznym potrafią nęcić inwestorów obietnicami co najmniej o połowę wyższych zysków. Warto zastanowić się, z kim podpisujemy umowę, bo choć zabezpieczeniem naszej inwestycji pozostaje nieruchomość, to jednak jest ona dużo „trudniejsza” w obrocie i samodzielnym zarządzaniu niż zwykłe mieszkanie.

    Rynkowi condohoteli z całą pewnością warto kibicować. Drobni inwestorzy indywidualni rozwijają bazę turystyczną, docierając także do tych miejsc, którymi nie są zainteresowani najwięksi międzynarodowi gracze. Pojawienie się condohotelu w małej czy średniej wielkości miejscowości przyciąga turystów, pozwala zwiększać ofertę gastronomiczną i tym samym wpływa na rozwój całej gminy. Im bardziej nasyca się rynek w największych miastach i najbardziej popularnych kurortach, tym większa szansa na rozwój segmentu condohoteli poza głównymi ośrodkami biznesowymi i turystycznymi. I choć lokalizacja niezmiennie będzie mieć na tym rynku fundamentalne znaczenie, nie zapominajmy, że nasz finalny zysk zależy od dobrego operatora. Tylko połączenie tych dwóch czynników zapewni może zapewnić inwestorom sukces.

    Systemy robotyczne w chirurgii. Polska dołącza do światowej ligi

      Na świecie, z roku na rok, dynamicznie wzrasta liczba operacji przeprowadzanych przy wsparciu nowoczesnych technologii robotycznych. Szacuje się, że z wykorzystaniem najbardziej zaawansowanego systemu robotycznego da Vinci, tylko w 2019 r. wykonanych zostanie 1,25 mln operacji. System jest wykorzystywany przy zabiegach chirurgicznych m.in. w obszarze urologii, ginekologii i chirurgii ogólnej. Charakteryzuje się wyjątkową precyzją i małą inwazyjnością, co skutkuje wysoką efektywnością operacji i znacznym ograniczeniem ryzyka powikłań pooperacyjnych. Najbardziej dynamiczny rozwój zabiegów z wykorzystaniem systemu da Vinci można obserwować w chirurgii ogólnej.

      Jednym z pierwszych w Polsce ośrodków, który dysponuje systemem da Vinci, jest krakowski Szpital na Klinach. Właśnie w tym ośrodku oferta zabiegów robotycznych jest najszersza. W sierpniu do oferty szpitala zostały wprowadzone operacje przepukliny rozworu przełykowego, czyli schorzenia przewodu pokarmowego. Wynika ona z nieprawidłowego funkcjonowania przepony, czyli przegrody oddzielającej klatkę piersiową od jamy brzusznej. W wyniku osłabienia przepony dochodzi do przemieszczenia się części żołądka z jamy brzusznej do klatki piersiowej przez rozwór przełykowy. Do najczęściej występujących objawów należą: zgaga, kłopoty z połykaniem lub uczucie zatrzymywania się pokarmu, bóle w nadbrzuszu i pod sercem (często utożsamiane z chorobą wieńcową), poranna chrypka, wynikająca z drażnienia strun głosowych przez treść żołądkową, suchy kaszel i świszczący oddech. Charakterystyczny dla tego schorzenia jest fakt, że nasilenie się objawów występuje w większości przypadków po obfitych posiłkach. W zaawansowanych przypadkach tego schorzenia jako metodę leczenia stosuje się zabieg operacyjny.

       – Robot da Vinci sprawdza się doskonale w skomplikowanych zabiegach wymagających wysokiej precyzji, np. takich, jak właśnie operacje przepukliny rozworu przełykowego. Zabieg ma głównie na celu złagodzenie objawów towarzyszących chorobie oraz zapobieganie ewentualnym powikłaniom. Operacja polega na stabilizacji żołądka w jamie brzusznej lub na wzmocnieniu pierścienia okalającego rozwór przełykowy przepony. Zabieg przynosi bardzo dobre rezultaty, szczególnie u osób z refluksem żołądkowym nie poddającym się leczeniu zachowawczemu – mówi prof. Tomasz Rogula.

      Robot daVinci to narzędzie wyjątkowe. Łączy w sobie zalety niskiej inwazyjności z niezrównaną precyzją działania, przewyższającą możliwości innych dostępnych współcześnie rozwiązań. Chirurg otrzymuje transmisję obrazu z wnętrza ciała, obszar operacji jest widoczny w znacznym powiększeniu, w jakości 3D, komputer przekłada ruchy rąk lekarza na ściśle określone ruchy narzędzi chirurgicznych zamocowanych do interaktywnych ramion urządzenia.

      Od niedawna zabiegi tego typu w krakowskim szpitalu na Klinach są wykonywane z użyciem robota da Vinci. Program zabiegów rozwija Profesor Tomasz Rogula, który jest specjalistą chirurgii metabolicznej, bariatrycznej, laparoskopowej, robotowej  i  ogólnej. Profesor budował swoje doświadczenia przez ponad 20 lat pracując w renomowanych ośrodkach klinicznych w USA, w tym Cleveland Clinic.

      Profesor Tomasz Rogula prowadzi również pierwsze w Polsce kursy szkoleniowe dla lekarzy w zakresie zabiegów wykonywanych z zastosowaniem systemu wsparcia chirurgicznego da Vinci. Aktualne terminy kursów oraz program można znaleźć na stronach: https://www.szpitalnaklinach.pl/ oraz https://zabiegidavinci.pl/.

       

      Pokaż mi swoje biuro, a powiem ci czy chcę dla ciebie pracować

      Już co drugi kandydat rozważający ofertę pracy ocenia biuro oraz jego lokalizację – wynika z danych Devire. Coraz częściej zdarza się również, że potencjalny pracownik odrzuca propozycję zatrudnienia właśnie ze względu na niedogodne warunki biurowe.

      Atrakcyjna oferta benefitów już nie wystarczy, aby przyciągnąć najlepsze talenty do organizacji. Inteligentne budynki zintegrowane z aplikacją, możliwość sterowania temperaturą i oświetleniem, brak kart dostępu czy możliwość umówienia przejazdu carsharingowego  – to nowoczesne rozwiązania, które mają za zadanie przekonać potencjalnego pracownika. Co ciekawe, kandydaci coraz częściej oczekują również elastycznych godzin pracy oraz możliwości pracy zdalnej, jednak nie w każdej branży takie rozwiązania się sprawdzają. Jak zatem zachęcić pracownika do biurowego otoczenia?

      Biuro gabinetowe, hot desk, open space, a może model hybrydowy?

      Nie ma jednego, uniwersalnego modelu aranżacji biura, który sprawdza się w każdej sytuacji. Wszystko zależy od specyfiki działalności firmy oraz oczekiwań jej pracowników i klientów. Dlatego tak ważna jest szczegółowa analiza potrzeb. Pozwala ona precyzyjnie dobrać odpowiedni space plan, który stworzy przyjazne i efektywne środowisko pracy. Co do zasady dominuje open space – to rozwiązanie, które sprzyja swobodnej komunikacji wewnętrznej i integruje zespół. Są jednak organizacje, w których preferuje się model gabinetowy. Sprawdza się on zwłaszcza w przypadku firm z branży prawniczej czy finansowej, których klienci oczekują dyskrecji.

      – Formuła ogólnodostępnych stanowisk, nieprzypisanych do konkretnych pracowników staje się coraz bardziej popularna z uwagi na zmieniający się model pracy. Dostęp do nowoczesnych technologii komunikacyjnych „oderwał” pracowników od biurek. Coraz więcej osób pracuje w modelu elastycznym, częściowo poza biurem. Oprócz kwestii praktycznych ma to istotny wpływ na ich satysfakcję z pracy. Hot desk to w takim przypadku idealne rozwiązanie, które umożliwia optymalizację wykorzystania powierzchni biurowej i ogranicza koszty – wyjaśnia Wojciech Zebura dyrektor warszawskiego oddziału firmy Nuvalu Polska.

      Zapytaj pracownika czego oczekuje

      Już nie tylko wynagrodzenie, możliwości rozwoju, czy prestiż organizacji, wpływają na decyzje potencjalnego pracownika o przyjęciu oferty pracy. Coraz większą rolę odgrywa również biuro pracodawcy – lokalizacja, aranżacja wnętrza czy funkcjonalność i zagospodarowanie przestrzeni. Jak podkreśla Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający firmą rekrutacyjną i outsourcingową Devire – na konkurencyjnym rynku kandydata konieczne jest uwzlgędnienie potrzeb pracownika.

      – Jeszcze niedawno sami przechodziliśmy proces zmiany biura. Od września br. będziemy już w budynku Equator przy Al. Jerozolimskich 94. Zanim jednak rozpoczęliśmy poszukiwania idealnego miejsca, zapytaliśmy naczych pracowników o ich oczekiwania i potrzeby – dzielnice w jakich mieszkają oraz środki transportu z jakich korzystają. Z badania wewnętrznego dowiedzieliśmy się, że czas dojazdu do miejsca pracy komunikacją miejską zajmuje przeciętnie 30-40 minut. Co trzeci pracownik robi to w czasie krótszym niż 30 minut, podczas gdy niecałe 5% z nich poświęca na dojazd do biura ponad godzinę. To cenna wskazówka, która posłużyła nam za punkt wyjścia w wyborze najlepszej lokalizacji – wyjaśnia Michał Młynarczyk.

      Chill-out room-y, rowery stacjonarne i kreatywne przestrzenie – wystrój biura również ma znaczenie

      Wystrój biura wpływa na dwa podstawowe aspekty – jego atrakcyjność i funkcjonalność. Projektując aranżację trzeba pamiętać, że to przede wszystkim miejsce pracy. Powinno więc być praktyczne i wygodne, by wspierać pracowników i stwarzać im optymalne warunki do efektywnego wykonywania ich obowiązków – mówi Monika Szawernowska Prezes Zarządu pracowni projektowej Concept Space.

      Każdy element ma na to wpływ – wystrój, dobór oświetlenia, zastosowane technologie czy wykorzystane materiały wykończeniowe. Szczególnie ważne są przestrzenie wspólne. W nich tworzy się społeczność pracowników, tam rodzą się relacje, które są niezbędne, by utrzymać wysoki poziom satysfakcji z pracy. To również miejsca umożliwiające swobodną wymianę myśli, brainstorming czy odpoczynek. Playroomy pozwalają na chwilowy reset, chillout roomy to przestrzenie, w których można się wyciszyć i zebrać myśli, sale fitness umożliwiają redukcję napięcia czy utrzymanie formy fizycznej. Przestrzenie socjalne z dobrze wyposażoną kuchnią to miejsca integrujące pracowników, które mogą jednocześnie być przestrzenią nieformalnych spotkań projektowych.

      Reasumując – najważniejsze, by biuro odpowiadało realnym potrzebom pracowników, a nie wyimaginowanej wizji rodem z lifestyle’owego katalogu. Tylko wtedy będzie skutecznym narzędziem w walce o najlepszych kandydatów na rynku pracy.

      Opr: DD

      Ważne Informacje

      Odporność biznesowa w erze przemysłowej AI

      W przededniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu Ireneusz Borowski, dyrektor zarządzający Dassault Systèmes w Polsce, opowiada o tym, jak firmy mogą wzmacniać odporność operacyjną i...

      23. edycja Smart City Forum – miasta przyszłości muszą być nie tylko inteligentne, ale...

      21–22 października 2026 roku w hotelu The Westin Warsaw odbędzie się 23. edycja Smart City Forum. Tegoroczne wydarzenie koncentruje się na praktycznych aspektach cyfrowej...

      Stop the clock na rynku ESG

      ESG przechodzi transformację – od ambitnych celów i wzniosłych haseł do jakości danych i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Nie chodzi o wycofanie się UE z...

      Pierwszy raport wpływu Dassault Systèmes

      Dassault Systèmes publikuje pierwszy raport wpływu, podkreślając rolę wirtualnych bliźniaków w działaniach na rzecz zrównoważonego rozwoju Firma Dassault Systèmes opublikowała pierwszy raport wpływu, przedstawiający...

      AURA, LEO i MARIE, wirtualni towarzysze Dassault Systèmes, już dostępni na 3DEXPERIENCE

      Dassault Systèmes rozszerza natywną dla AI platformę agentową 3DEXPERIENCE o nowe umiejętności wirtualnych towarzyszy, wspierając ludzi we wspólnym projektowaniu Dassault Systèmes ogłosił udostępnienie na...

      Dassault Systèmes przejmie ArisGlobal, tworząc zintegrowaną platformę analityki AI dla branży life sciences, która...

      Dassault Systèmes ogłosił podpisanie wiążącej umowy przejęcia ArisGlobal - wiodącego dostawcy platformy AI-native, wspierającej zarządzanie zgodnością z regulacjami przedsiębiorstw z branży life sciences. Zgodnie...