.
Strona główna Blog Strona 187

Kia prezentuje Stingera po faceliftingu

Kia Motors Corporation opublikowała dziś pierwsze zdjęcia Stingera w nowej odsłonie. Sportowy fastback po faceliftingu z zewnątrz ma jeszcze więcej cech typowych dla modeli klasy Gran Turismo, a jego kabinę cechuje jeszcze wyższa jakość wykonania niż dotychczas. Ponadto, do wyboru jest więcej kolorów tapicerki i rodzajów materiałów.

Po raz pierwszy Stinger w nowej odsłonie został zaprezentowany w specyfikacji na rynek koreański. Zmiany w wyglądzie zewnętrznym sprawiają, że samochód prezentuje się teraz jeszcze bardziej dynamicznie niż wcześniej. W ramach faceliftingu topowego modelu marki Kia nabywcy zyskają większe możliwości personalizacji jego wyglądu. Wnętrze zmodernizowanego Stingera oferuje bardziej komfortowe fotele o nowym wykończeniu i wyższej jakości materiały oraz ulepszony system multimedialny.

Karim Habib, Senior Vice President i szef Kia Global Design, powiedział: „Stinger to nie tylko wzór elegancji i komfortu, ale także świetny kompan dalekich podróży. Z zewnątrz model po faceliftingu jeszcze bardziej nawiązuje do samochodów klasy Gran Turismo. Zdecydowanie ulepszyliśmy również wnętrze Stingera. Nowe elementy stylistyczne i zastosowane technologie potwierdzają jego przynależność do wąskiego grona modeli typu Grand Tourer ”.

Kia Stinger po faceliftingu trafi do sprzedaży w Korei już w trzecim kwartale 2020 roku. Sprzedaż w Europie rozpocznie się w czwartym kwartale. Więcej szczegółów na temat Stingera po faceliftingu zostanie zaprezentowanych już niedługo. W tym również informacji o nowych wersjach silnikowych i nowych systemach.

źródło: KIA

Zmysł inwestycyjny przypomina instynkt myśliwego

Manager: Pandemia COVID-19 pociągnęła za sobą lawinę strachu wśród inwestorów. Branża finansowa stanęła przed ogromnym wyzwaniem – jak nie popaść w chaos i przetrwać globalny kryzys, na początku którego dopiero stoi. Provema to fintech, który przez ostanie dwa lata sukcesywnie notował tylko wzrosty, jakie są więc Wasze wnioski po marcowych załamaniach giełdowych?

Bartosz Tomczyk: To dla wszystkich prawdziwa lekcja zaradności, a dla nas w Provemie możliwość obserwowania, jak reagują inwestorzy w dobie kryzysu giełdowego. Ta niepewność sprawia, że włącza się u nich imperatyw „myśliwego”, który dziś jest gotów wejść na tereny, które w normalnych warunkach omijał, bojąc się nowości. Po tym jak Donald Trump w ostatnim tygodniu powiedział, że „najbliższe dwa tygodnie będą pełne bólu”, inwestorzy zrozumieli, że skutki pandemii Covid-19 będą dla gospodarki jeszcze trudniejsze niż wstępnie przewidywano i zaczęli szukać nowych sposobów zabezpieczenia swoich finansów. Dziś branża finansowa w tradycyjnym rozumieniu, nie tylko nie jest w stanie zaproponować klientom atrakcyjnych rozwiązań, ale sama stanęła nad przepaścią niewiadomej, dlatego pandemia nie wpłynęła negatywnie na toczące się rozmowy z potencjalnymi inwestorami Provemy, bo kwestia braku pieniędzy wśród społeczeństwa w dobie kryzysu staje się bardzo realna.

M: Czy kryzys nie budzi obaw inwestorów co do wypłacalności pożyczkobiorców?

BT: Oczywiście, takie obawy mamy wszyscy, bo widzimy nieuniknioność czasowego zamknięcia wielu przedsiębiorstw. To zamknięcie będzie miało konsekwencje dla zdolności regulowania zobowiązań zarówno właścicieli jak i pracowników. Najprawdopodobniej przedsiębiorcy zdecydują się na zapłacenie wynagrodzeń pracownikom i opóźnienie spłat kredytów. Już wiemy, że banki będę oferować odroczenie spłat rat kredytów o 3 miesiące także firmom. Pracownicy, często otrzymujący w tym trudnym momencie niższe wynagrodzenie, będą czekać na lepsze czasy normalnie funkcjonując, bo kryzys nie ma wpływu na sytuacje, które powodują konieczność zaciągnięcia pożyczki jak np. zepsucie się samochodu czy pralki.

M: Czy patrząc na to, że akcje wszystkich największych amerykańskich instytucji finansowych, również takich potentatów technologicznych jak Visa i Mastercard, w ciągu ostatniego miesiąca potaniały o kilkadziesiąt procent (spadki o 25% i 30%) nie wydaje się Panu, że inwestorzy czarno widzą skutki epidemii również w branży fin-tech?

BT: To, że spadły akcje Mastercard i Visa, pokazuje jedynie, że inwestorzy obawiają się związku tych firm z branżą turystyczną. Jak pokazuje historia, firmy technologiczne często wypływają na kryzysach, stając się silniejszymi niż gdyby tego kryzysu nie było. Widzimy ten potencjał przede wszystkim w firmach, które działają w obszarach edukacji online, telemedycyny, medtech, e-commerce oraz fin-techu. Jest duża szansa, że podczas aktualnego kryzysu te start-upy udźwigną część PKB.

M: Specustawa nie reguluje nadzwyczajnych okoliczności w jakich bankom przyszło funkcjonować. Czy ustawodawca nie widzi, że problemy z płynnością są tylko kwestią czasu? Czy te kłopoty również pozytywnie przyczynią się do popularności star-upów dających finansowe rozwiązania problemów?

BT: NBP w poniedziałek zdecydował, by wykorzystać dodatkowe instrumenty zaradcze, m.in. repo – operacje zasilające banki, zakup obligacji skarbowych na rynku wtórnym, czy wprowadzenie kredytu wekslowego. Prezes NBP zapowiedział również, że będzie wnioskował o obniżenie stóp procentowych. Wszystko to miałby ułatwić bankom zapobiegać kłopotom. Jednak czy to będzie rozwiązanie wystarczające? Wątpię. Eksperci twierdzą, że koniecznym będzie uruchomienie bardziej bezpośrednich form wsparcia dla banków komercyjnych. Podkreślam często, że natura nie toleruje próżni, więc kłopoty tradycyjnych instytucji finansowych, w tym gigantów bankowych, są doskonałą okazją dla start-upów z branży fintech. To, co dla tradycyjnych banków będzie przeszkodą trudną do pokonania, dla dynamicznych i przyzwyczajonych do wysokiego ryzyka firm pożyczkowych będzie jedynie kolejnym czynnikiem ryzyka, ale nie takim, który zablokuje ich działania, a tylko pobudzi ich inteligentne rozwiązania. Algorytmy z użyciem sztucznej inteligencji automatycznie zmodyfikują swoje ustawienia tak, aby klasyfikować aplikującego pod kątem nowej sytuacji kryzysowej. Mamy przekonanie, że to jeszcze bardziej utwierdzi „myśliwych” do inwestowania w ten rodzaj biznesu. Potwierdzają to już nasze rozmowy z inwestorami.

M: Czy zatem kryzys wywołany pandemią koronawirusa będzie katalizatorem wielkich zmian w branży finansowej?

BT: Z pewnością. Od dłuższego czasu problem tradycyjnej bankowości, jakim jest brak umiejętności funkcjonowania w realiach wysokiego ryzyka, staje się co raz bardziej widoczny. Podobnie ma się sektor drobnych pożyczek konsumenckich. Ich podejście do finansowania sektora nowoczesnych technologii wydaje się dziś skostniałe. Dlatego właśnie rośnie znaczenie firm pożyczkowych czy funduszy venture capital, które są elastyczne i dostosowane do potrzeb zmieniającego się dziś diametralnie rynku.

M: I takie elastyczne podejście bardziej przekonuje inwestorów? Czy są tacy, którzy boją się go i trzymają tego, co tradycyjne i sprawdzone?

BT: Oczywiście, że przekonuje, bo ci najlepsi gracze nie boją się rozwoju, postępu, zmian, technologii. Widzą, że firmy funkcjonujące w środowisku internetowym, dzięki automatyzacji kluczowych procesów są w stanie ograniczyć koszty operacyjne i administracyjne do poziomów nieosiągalnych dla przedsiębiorstw tradycyjnych, w tym banków. Tradycyjne banki z coraz większym trudem będą walczyć o przetrwanie w środowisku zerowych stóp procentowych i ujemnego wzrostu gospodarczego, a to przełoży się na zainteresowanie lokatami.

M: Dziękuję za rzucenie pozytywnego światła na całą tę kryzysową sytuację.

Bezpieczny powrót do… biur!

Po przeszło 3 miesiącach covidowej izolacji wielkimi krokami zbliżamy się do powrotu do biur. Od 2 września nasze dzieci wracają do szkół, a my do pracy w biurach, gdy 7 września wygasną przepisy z „tarczy antykryzysowej” regulujące pracę zdalną. Oznacza to, że home-office będzie ponownie jedynie sporadyczną formą pracy tylko niektórych managerów.

Przepisy wprowadzone do Kodeksu Pracy jako rozwiązania tymczasowe, mające na celu przeciwdziałanie koronawirusowi były regulowane na gorąco i nikt nie śmiał przewidywać jak długo praca zdalna będzie możliwa. Natomiast wielu z nas zastanawiało się nad tym czy w domu można być efektywnym tak jak w biurze? Czy mniej czy bardziej i czy powrót do biur musi być obarczony ryzykiem zetknięcia z groźnym wirusem.

Okazuje się, że jednak po tej wymuszonej na naszych pracodawcach, stanem nadzwyczajnym,  pracy w domowych warunkach, która niegdyś marzyła się wielu z nas, dziś wiele osób chce już wrócić do naturalnego środowiska pracy, choćby tylko częściowo, oby do biur i ludzi tam pracujących.  Miesiące w domowej izolacji sprawiły, że tak jak dzieci stęsknione za środowiskiem szkolnym, tak i my tęsknimy za biurkiem wśród ludzi, z dala od domowych pieleszy. Potrzeba kontaktu z ludźmi, potrzeba zmiany otoczenia domowego sprawia, że chcemy ubrać się porządnie  i wyjść do pracy.

Według danych z raportu pracuj.pl aż 90% z nas chciałoby po pandemii mieć możliwość pracy łączonej, czyli pracy w biurach i w pewnym stopniu pracy zdalnej. Ponadto raport pokazuje, że 69% z nas liczy, że firmy będą inwestować w narzędzia wspierające pracę zdalną, a 65% wierzy, że firmy docenią zalety i oszczędności wynikające z tej formy współpracy. Z pewnością nastąpi dobra zmiana organizacji pracy ale tymczasem  sen z oczu spędza większości pracodawcom dylemat – jak zorganizować powrót pracowników do biur, by był bezpieczny, by dać poczucie korporacyjnej sterylności i uniknąć mieszania bulionu wirusologicznego pracowników i klientów czy gości przybywających do naszych siedzib.

Choć ta obawa powrotu do biur, wynika również z troski o naszych bliskich, którzy do tych biur mają od września przybywać, to z badań przeprowadzonych w kwietniu przez Randstad wynika, że tylko połowa firm wyposażyła miejsca pracy w dodatkowe środki czystości i środki dezynfekcyjne, czy inne najczęściej podejmowane działania  w związku z wprowadzonym stanem epidemii. To jednak brzmi mało przekonywująco i nie uspokaja lęków naszych pracowników, ich rodzin, a nawet nas menadżerów operacyjnych, którzy takie zasady próbujemy wprowadzać, by poczucie bezpieczeństwa naszej kultury biznesowej wzrastało.

Z kolei w innym quasi badaniu sytuacji, podczas webinaru przeprowadzonego przez Deloitte „Office reopening – czyli bezpieczny powrót do pracy po pandemii”, wyniknęło, że ponad 30 proc. zapytanych firm nie podjęło żadnych kroków, aby powrót do biura był dla pracowników bezpieczny. Dlatego dziś to tę kwestię uważa się za największe wyzwanie związane z ponowną pracą w siedzibie przedsiębiorstwa. Dlatego ci z nas, którzy bardzo starannie dbają o firmowy employer-brnading, przygotowują się do powrotu pracowników, traktując zalecenia epidemiologów z najwyższą powagą,  dbają o miejsca pracy, o środki bezpieczeństwa i środki do higieny, a nawet o specjalne filtrowanie biurowego powietrza, bo przecież znane są powszechnie przypadki najróżniejszych wirusowych zakażeń w wyniku oddychania powietrzem z zamkniętego obiegu biurowców, których okna nie uchylają się.

Państwowa Inspekcja Pracy przygotowała zalecenia, które mają maksymalnie eliminować ryzyko zakażenia podczas pracy biurowej, a wśród nich  wytyczne dla pracodawców:

  • zastosowanie środków technicznych, jak obudowy pleksiglasowe, oddzielanie stanowisk przegrodami, jeśli jest to niemożliwe to zapewnienie przestrzeni między stanowiskami pracy min. 1,5 m,
  • zastosowanie środków organizacyjnych – np. zmianowość na stanowiskach pracy, zwiększenie liczby i czasu trwania przerw,
  • zapewnienie środków ochrony osobistej, środków do dezynfekcji,
  • regularne czyszczenie elementów środowiska pracy – blatów, klamek, poręczy, wyposażenia technicznego, ograniczenie kontaktu fizycznego między pracownikami przez np. adaptację nowych pomieszczeń,
  • kosze na śmieci powinny mieć worki foliowe, a pracownicy powinni pozostawiać swoje miejsce pracy w czystości,
  • przy wejściu do zakładu i w innych widocznych miejscach należy umieścić plakaty zachęcające do pozostania w domu w przypadku choroby i informujące o zasadach higieny.

Ale czy implementowanie tych zaleceń do naszej kultury pracy faktycznie zapewni bezpieczeństwo w miejscu jej wykonywania, lub chociaż jego poczucie? Co z powietrzem emitowanym przez klimatyzatory i wentylatory wielkich biurowców, co z powietrzem małych pokoików biurowych w budynkach kategorii C,D? Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że trzeba sięgać po wszelkie możliwe zabezpieczenia, by jesienią nie zderzyć się z nową, większą fala zachorowań. Dlatego choć lato w pełni, już dziś warto zainteresować się jakie są możliwości, skuteczność i dostępność urządzeń filtrujących powietrze, bo choć jedni z niecierpliwością przebierają nogami, by powrócić do biur, inni mają poważne obawy, czy nie za wcześnie wracamy do normalności. Ci drudzy szukając dodatkowych środków asekuracji sięgają po wszelkie możliwe sposoby. Znany z innowacyjnych rozwiązań dla well-being Zepter odnotował ostatnio znaczny wzrost popularności urządzenia TherapyAir® iOn.  Kupują go za równo klienci indywidualni dla domów, jak i , co ważniejsze, klienci biznesowi dla swoich biur. Jeden z jego 5 filtrów – filtr  antyalergiczny – zawiera  ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego – środka przeciwwirusowego i mieszaninę srebra – apatytu – środka  przeciwbakteryjnego, które są szczególnie cenione za zwalczanie bakterii i mikroorganizmów. Co więcej, wbudowany wentylator zapewnia dodatkową cyrkulację świeżego powietrza. Przeprowadzony w Niemczech specjalny test wykazał, że TherapyAir® iOn eliminuje nie tylko kurz i nieprzyjemne zapachy, ale przede wszystkim usuwa z powietrza mikroorganizmy, takie jak wirusy. Potężny system 5 filtrów (w tym wyjątkowo skuteczny filtr HEPA) usuwa z powietrza zanieczyszczenia takie jak: kurz, pyłki, zarodniki pleśni i cząsteczki dymu, odchody roztoczy, a nawet gaz generowany przez kominki i samochody – najdrobniejsze nieczystości o rozmiarze powyżej 0,3 mikrometra, chroniąc nasze zdrowie i poprawiając komfort życia.

TherapAir® iOn to certyfikowany oczyszczacz powietrza firmy Zepter, który jest nie tylko idealnym produktem dla alergików i astmatyków, ale skutecznie redukuje 99,9% znajdujących się w powietrzu bakterii, wirusów i alergenów. Wszystko to podnosi poczucie bezpieczeństwa osób korzystających z jego dobroczynnych właściwości, jak choćby jonów ujemnych zwanych hormonami szczęścia lub witaminami w powietrzu, które znacznie poprawiają samopoczucie, normalizują poziom serotoniny w mózgu, potencjalnie poprawiając pozytywne nastawienie i nastrój i zdolności poznawcze. Urządzenia takie jak TherapyAir® iOn są dziś postrzegane jako dobra inwestycja nie tylko na czas epidemii, ale przede wszystkim w obliczu smogu, sezonu alergicznego, oraz toksycznych substancji, które towarzyszą nam każdego dnia, bez względu na to czy nasze miejsce pracy jest w domu, małym biurze, czy w open-space. To tu szczególnie oczyszczanie i jonizacja powietrza okazują się metodą najlepszego wyboru w walce z wirusami. Z pomocą oczyszczaczy wirusy, bakterie, pyłki, pleśnie oraz smog zostają wyeliminowane już w urządzeniu. Zapobiega to infekcjom, a także dalszemu rozprzestrzenianiu się chorób! Chociaż do niedawna tylko część z nas pracowników, pracodawców, managerów czy po prostu ludzi zwracała uwagę na te mikrocząsteczki, które wpływają na nasze zdrowie w skali makro, wydarzenia ostatnich miesięcy wywołały szereg obaw i chęć podjęcia konkretnych działań, by zabezpieczyć zdrowie swoje, bliskich, a także pracowników, bo przecież to od nich zależy sukces każdej firmy.

Stabilny model biznesowy na dynamicznym rynku

Z Bartoszem Tomczykiem, przewodniczącym rady nadzorczej Provema sp. z o.o., rozmawiamy o perspektywach rozwoju rynków finansowych.

Wydaje się, że wbrew katastroficznym przewidywaniom, branża finansowa przechodzi przez kryzys suchą stopą.

To prawda. I dzieje się tak na całym świecie. Instytucje finansowe nie upadają, wręcz przeciwnie, przyczyniają się do stabilizacji sytuacji gospodarczej poprzez dystrybucję pomocy rządowej przeznaczonej dla podmiotów, które znalazły się w trudnej sytuacji. W czasie obecnego kryzysu absolutnie kluczowe było niedopuszczenie do bankructw banków. Gdyby konsumenci stracili swoje oszczędności a podmioty gospodarcze środki na funkcjonowanie skutki kryzysu stałyby się nieporównanie gorsze, tak jak miało to miejsce w latach trzydziestych dwudziestego wieku.

Dziś już wiemy, że najgorszego scenariusza udało się uniknąć, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Nie słyszymy w mediach nic o upadających bankach. Narodowy Bank Polski zapewnił płynność sektora bankowego poprzez obniżenie stóp procentowych, wykup papierów wartościowych gwarantowanych przez skarb państwa oraz udzielenie instytucjom finansowym kredytu wekslowego.

Często mówi się, że obecny kryzys może być szansą dla innowacyjnych przedsiębiorstw. Czy jest tak również w sektorze finansowym?

Tradycyjny sektor bankowy jest dziś w dość trudnej sytuacji. Z jednej strony, w realiach zerowych stóp procentowych nie potrafi zaoferować klientom atrakcyjnych produktów inwestycyjnych, z drugiej, inwestując pieniądze swoich klientów a nie swoje, nie może akceptować wysokiego ryzyka i finansować na przykład spółek technologicznych na wczesnym etapie rozwoju czy przedsiębiorstw znajdujących się w kłopotach finansowych. W tych wszystkich sytuacjach powstałą lukę wypełniają nowoczesne i dynamiczne przedsiębiorstwa z branży technologii finansowych – firmy pożyczkowe, inwestycyjne, czy fundusze venture capital.

Wdrażanie innowacji polega na przezwyciężaniu problemów istotnych dla klientów. Dlatego wszystkie trudne sytuacje biznesowe mogą być motorem rozwoju. Jest tak również w przypadku obecnego kryzysu. Wyraźnie widać, że przyczynia się on do rozwoju sektora technologii finansowych. Klienci, mimo że coraz rzadziej chodzą do banków, są powiązani z sektorem finansowym na coraz więcej sposobów. Korzystają coraz chętniej z aplikacji mobilnych oraz internetowych systemów transakcyjnych, za pośrednictwem narzędzi elektronicznych mają dostęp do coraz większej ilości produktów finansowych. Dawniej internetowe serwisy transakcyjne dawały głównie możliwość sprawdzenia stanu konta oraz wykonania przelewu. Dziś oferują dziesiątki produktów, a wśród nich ubezpieczenia, dostęp do rynków kapitałowych i walutowych, kryptowalut czy licznych produktów inwestycyjnych.

W jaki sposób technologiczne przedsiębiorstwa finansowe pomagają swoim klientom funkcjonować w trudnym okresie?

Niestety, polskie władze nie przyjęły takiego podejścia, jakie stosuje się na przykład w Stanach Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii. Tam firmy z sektora fintech są bezpośrednio włączone w proces dystrybucji środków pochodzących z pomocy publicznej. Nie ma w tym nic dziwnego, mamy tutaj do czynienia z ogromną ilością beneficjentów i stosunkowo niewielkimi kwotami przeznaczonymi dla pojedynczych przedsiębiorców. Firmy pożyczkowe są przygotowane do obsługi takich projektów znacznie lepiej niż tradycyjne banki. Dystrybucja środków pomocowych dzięki nim, również w Polsce mogłaby się odbywać znacznie taniej a pomoc docierałaby szybciej do potrzebujących przedsiębiorców.

Na przykład w Warszawie beneficjenci środków finansowych z funduszu pracy oczekiwali na ich otrzymanie nawet półtora miesiąca od złożenia wniosków. Jestem przekonany, że dzięki systemom informatycznym firm zajmujących się drobnymi pożyczkami konsumenckimi, czas rozpatrywania wniosków można by skrócić z półtora miesiąca do kilku sekund a koszt zmienny przeprowadzenia takiej operacji w przeliczeniu na pojedynczą transakcję byłby bliski zera.

Reprezentuje Pan dynamicznie rozwijającą się spółkę z sektora fintech. Dlaczego, pana zdaniem, możliwy jest tak szybki rozwój tego sektora?

W przeciwieństwie do tradycyjnych banków, technologiczne firmy finansowe od samego początku budowane są w oparciu o potrzeby klientów. Na rynku mogą się utrzymać tylko wtedy, gdy bardzo efektywnie wykorzystują swoje zasoby. Przy ogromnym nacisku na automatyzację kluczowych procesów jesteśmy w stanie obniżyć koszty działalności operacyjnej do poziomów zupełnie nieosiągalnych dla tradycyjnych banków.

W przypadku firmy Provema, największym osiągnięciem jest całkowita rezygnacja z czynnika ludzkiego w procesie podejmowania decyzji kredytowej. W tradycyjnych bankach, ze względu na zakres odpowiedzialności, komisje kredytowe muszą składać się z wysoko opłacanych specjalistów, zajmujących wysokie stanowiska w strukturze organizacyjnej. U nas decyzja kredytowa jest podejmowana przez algorytm oparty na sztucznej inteligencji. Dzięki temu posiadamy ogromną przewagę kosztową w sektorze drobnych pożyczek konsumenckich. Ale na tym nie kończą się zalety stosowanego przez nas rozwiązania. Okazuje się, że nasze oprogramowanie, oparte na zaawansowanej statystyce i uczeniu maszynowym, popełnia znacznie mniej błędów niż tradycyjne komisję kredytowe. Analizując setki czynników jesteśmy wstanie obniżyć szkodowość udzielanych pożyczek do bardzo niskiego poziomu. W sektorze finansowym szkodowość jest absolutnie kluczowa dla poziomu kosztów całego przedsiębiorstwa, obniżenie jej staje się kolejnym źródłem naszej trwałej przewagi konkurencyjnej.

Tradycyjny sektor bankowy z pewnością nie podda się bez walki. Cały czas ma wiele silnych stron, np. ogromną przewagę kapitałową. Jak pana zdaniem sektor będzie wyglądał za 10 lat?

Zdolność do przetrwania tradycyjnych instytucji finansowych będzie zależeć od ich umiejętności adaptacji i zaakceptowania nowego modelu biznesowego. Kontynuacja działalności polegającej na przyjmowaniu depozytów i udzielaniu kredytów bez angażowania się w nowe technologie to aktualnie bardzo zły pomysł.

Spodziewam się, że na rynku powstaną podmioty, które będą łączyły w sobie zalety tradycyjnych banków oraz dynamicznych przedsiębiorstw sektora fintech. Z jednej strony będą w stanie oferować bardzo wysokiej jakości, spersonalizowane usługi finansowe dla wymagających klientów, z drugiej strony będą automatyzować kluczowe procesy oraz zapewniać swoim klientom dostęp do coraz większej gamy produktów. Mamy ambicje, aby w przyszłości stać się właśnie taką instytucją. Chcemy być częścią zmieniającego się biznesowego świata bankowego.

W jakim kierunku zmierza obecnie polski rynek drobnych pożyczek konsumenckich? Jak na jego rozwój wpłynęła epidemia?

W skrócie mówiąc, staje się on coraz poważniejszym biznesem, opartym na nowoczesnych technologiach. Dawno już minęły czasy nieetycznych metod windykacji i ogromnych kosztów pożyczek. Tak jak strategie tradycyjnych banków ewoluują upodabniając się do spółek technologicznych, tak i najbardziej dynamiczne przedsiębiorstwa z naszego sektora chcą w przyszłości stać się dużymi i wiarygodnymi bankami.

Tempo rozwoju, przynajmniej w przypadku firmy Provema, pozostaje dwucyfrowe. Aby zaspokoić dynamicznie rosnący popyt na nasze usługi, cały czas poszukujemy inwestorów, którym możemy za oferować bardzo dobrze zwalidowany model biznesowy. Nasze zobowiązania, w tym obligacje, spłacamy przed czasem. Udało nam się stworzyć coś, co wydaje się niemożliwe, czyli stabilnie działającą spółkę na bardzo dynamicznie rozwijającym się rynku.

Odpowiadając na drugą część pytania, rynek drobnych pożyczek konsumenckich znalazł się w specyficznej sytuacji wskutek wdrożenia rozwiązań prawnych zawartych w tarczy antykryzysowej. Ograniczają one maksymalne koszty kredytu do poziomów, które uderzają w rentowność modeli biznesowych wielu firm. Sytuacja stała się trudna głównie dla tych przedsiębiorstw, które udzielają pożyczek na dłuższe okresy. My również nieznacznie skróciliśmy maksymalny okres kredytowania naszych klientów. Dzięki temu bez trudu spełniliśmy wymagane przez rząd kryteria. Jednak tym czasie wiele firm było zmuszonych nawet do zawieszenia działalności.

Rozwiązanie zastosowane przez rząd sprawia wrażenie wprowadzonego dla dobra klienta, jednak tak naprawdę ogranicza ono dostęp do finansowania zapewnianego na rynkowych warunkach. Dzieje się to w czasie, gdy wielu klientów bardzo potrzebuje dodatkowego finansowania, widzimy to wyraźnie w statystykach aplikacji kredytowych. W tej sytuacji rząd wyraźnie wsparł tradycyjny sektor bankowy.

Inwestowanie w obligacje. Czy to ma sens?

Rynek inwestycyjny na dzień dzisiejszy jest stosunkowo bogaty. Forma lokowania posiadanych środków tak naprawdę zależy od tego, czy i jakie ewentualne możemy lub jesteśmy gotowi ponieść ryzyko. W dobie bardzo niskich stóp procentowych i rosnącej inflacji (z danych GUS 3,3% w czerwcu w porównaniu do maja 2,9% to sporo więcej mimo prognoz Ministerstwa Rozwoju) klienci szukających alternatywnych oraz stosunkowo bezpiecznych źródeł inwestycji mogą być zainteresowani obligacjami. Nie jest tajemnicą, że w dobie ultra niskich stóp lokaty bankowe są absolutnie nie korzystne. Fundusze pieniężne również nie są w stanie zaskoczyć stopą zwrotu oraz ofertą.

Autor: Grzegorz Szulik – prezes Polskiego Fintechu Provema

Biorąc pod uwagę aktualną sytuację obligacje są wariantem o niskim poziomie ryzyka. W ostatnich latach rynek obligacji zyskał wielu zwolenników a to z kolei wpłynęło na dynamiczny rozwój tych rozwiązań. Wiele portali umożliwia dokształcenie się w temacie oraz promuję konkretne oferty. Należy pamiętać, że są różne rodzaje obligacji i z tym związane jest poziom ryzyka. Przyjęło się, że najbezpieczniejsze są obligacje skarbowe. Na dzień dzisiejszy  w ofercie Ministerstwa Finansów znajdują się dwuletnie obligacje oznaczone kodem DOS0522, pozwalające zarobić 1,00% w skali roku. Natomiast jeśli ktoś chciałby zakupić „dwulatki” bezpośrednio na giełdzie, to zyska na nich ok. 0,70%. Wnioski nasuwają się same ewentualną przesłanką za lokowaniem środków w tego typu  może być fakt, że Skarb Państwa występuje tu w roli dłużnika, będąc przy tym gwarantem wykupu obligacji od nabywców i wypłacenia ustalonych odsetek.

Kolejnym wariantem są obligację korporacyjne. Teoretycznie związane są z trochę wyższym ryzykiem nic obligacje skarbowe ale czy na pewno? Tego typu instrumenty wydawane są przez duże przedsiębiorstwa. Oferowane oprocentowanie waha się w zależności od wielkości i kondycji finansowej emitenta. Na dzień dzisiejszy można liczyć na stopę zwrotu o wartości od 4% do 10%. Oczywiście firmy mogą dostosowywać ofertę a wartości są przybliżone ze średniej rynkowej. Firmy decydują się na różne warianty- data zapadalności, zmienne lub stałe oprocentowanie. Część z nich uzależnia stopy od WIBORU i marży a cześć stawia na prostą konstrukcję oferty, którą łatwiej zaprezentować potencjalnym inwestorom. Provema Sp. z o.o. jest przykładem firmy, która swoim inwestorom oferuje stałe oprocentowanie. Potencjał zysków w porównaniu do lokat czy obligacji skarbowych obrazuje się sam.

Obligację niezależnie od swojego rodzaju są bardzo dobrą pozycją dla dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Doświadczeni inwestorzy nawet decydujący się ponieść większe ryzyko część funduszy lokują w bezpieczniejszych rozwiązaniach o mniejszej, pewnej stopie zwrotu. Z kolei początkowi inwestorzy dostają szansę zarobku większego niż na lokacie ale zachowując poziom ryzyka na niskim poziomie. Niezależnie od punktu widzenia i poziomu doświadczenia w strefie inwestorskiej warto lokować środki w obligacjach.

 

Sektor Private Banking musi uważać na zmiany w otoczeniu demograficznym

Bez wątpienia sektor bankowości prywatnej wchodzi w dekadę transformacji cyfrowej i generacyjnej. Najbardziej zamożni klienci będą oczekiwać od swoich banków ochrony przed rosnącym ryzykiem. Sukces w tym zakresie gwarantuje osiągnięcie długookresowej przewagi konkurencyjnej.

Tekst: Bartosz Tomczyk – Przewodniczący Rady Nadzorczej polskiego fintechu Provema

Klientów sektora private banking tradycyjnie określa się go jako „High-Net-Worth Individuals”, w skrócie HNWI, co można przetłumaczyć jako „jednostki o wysokim majątku”. W praktyce, aby zostać zaliczonym do tej kategorii należy posiadać płynne aktywa o wartości minimum 1 miliona dolarów. Jednak każdy, kto miał choć trochę do czynienia z prawdziwą bankowością prywatną doskonale wie, że w tej branży klientami nie są jednostki. Są nimi najczęściej rodziny. I nie jest to nic nowego. Już pierwsze banki, które powstawały od XIV wieku w północnych Włoszech, istniały po to aby obsługiwać zamożne rodziny. Pomijając przepaść cywilizacyjną i technologiczną, jaka nas dzieli od okresu wczesnego renesansu, pierwsze banki świata działały tak jak dzisiejszy sektor private banking.

Oznacza to, że stworzenie skutecznej strategii marketingowej dla przedsiębiorstwa z sektora private banking wymaga pilnego śledzenia danych demograficznych. A niektóre trendy, jakie można zauważyć w danych demograficznych w ostatnich latach powinny dać menedżerom wiele do myślenia.

Prawdopodobnie najważniejsze obecnie zjawisko demograficzne to wydłużająca się średnia długość życia klientów. Dzięki postępowi medycyny i technologii, coraz częściej tworzą się wielopokoleniowe, aktywne biznesowo rodziny. Oferowane produkty bankowe muszą jednocześnie odpowiadać na potrzeby urodzonych po II Wojnie Światowej baby-boomersów, pokolenia X i milenialsów. Obsługa trzech lub nawet czterech pokoleń jednocześnie wymaga to nie tylko wydłużenia horyzontu czasowego dla produktów inwestycyjnych ale także zróżnicowania oferty i sposobów obsługi. Aktualnie, na całym świecie, konserwatywne pokolenie baby boomers przekazuje swoje majątki w ręce swoich następców z pokolenia X. Największe fortuny świata trafiają w ręce osób znacznie lepiej czujących się w świecie cyfrowych technologii. Z całą pewnością nie są to klienci, którzy dzwonią do maklera i przez telefon zlecają mu zakup akcji. Wymagają oni natomiast od prywatnej bankowości dostępu do rozbudowanych narzędzi bankowości elektronicznej.

Niestety, dla banków może to być ślepa uliczka. Przecież już od dłuższego czasu, nawet klienci detaliczni dysponują doskonałymi narzędziami dającymi dostęp do rynków kapitałowych i pieniężnych. Upowszechniono produkty finansowe, jakie jeszcze całkiem niedawno były dostępne wyłącznie dla instytucji finansowych lub ich największych klientów instytucjonalnych. Nie bardzo wiadomo, jak zbudować elektroniczne produkty premium dla klientów z segmentu HNWI. Można im zaoferować niższe prowizje od transakcji ale te, w wyniku zażartej konkurencji są już maksymalnie ścięte nawet dla klientów detalicznych.

Narzędzia bankowości elektronicznej charakteryzują się bardzo niskim kosztem zmiennym użytkowania. Dlatego, wysokie natężenie konkurencji w sektorze powoduje, że platformy usługowe opracowane na użytek najbardziej zamożnych klientów prędzej czy później skończą jako element oferty detalicznej.

Wzrost konkurencyjności w sektorze bankowym i finansowym dotyczy również segmentów private banking i wealth management. W dodatku klienci mają coraz łatwiejszy dostęp do wiedzy ekonomicznej. Mogą też bardzo łatwy sposób porównywać oferty poszczególnych dostawców. Dlatego cały sektor bankowości premium może spodziewać się znaczącego spadku stopnia lojalności klientów.

W czasach zerowych lub ujemnych stóp procentowych coraz trudniej o skuteczne i zyskowne strategie inwestycyjne. Przestają działać schematy skuteczne od kilkuset lat. Nie można obecnie pomnażać majątku dzięki konserwatywnym, bezpiecznym portfelom.  Ze strony zamożnych klientów będzie rosła presja na banki aby zapewniły klientom produkty inwestycyjne o wysokim stopniu zwrotu unikając nadmiernej ekspozycji na ryzyko.

W odpowiedzi na potrzeby coraz młodszych, zaawansowanych technologicznie klientów, portfele inwestycyjne coraz częściej są tworzone za pomocą platform cyfrowych stosujących algorytmy sztucznej inteligencji, znanych jako robo-advisors. Jest to obecnie jedna z najszybciej rozwijających się usług w ramach bankowości prywatnej i całego sektora finansowego. Przez najbliższe lata jej tempo wzrostu może pozostać trzycyfrowe. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby ta usługa na dłuższy czas pozostała dostępna tylko dla klientów premium. Prawdopodobnie, tak jak w przypadku innych produktów bankowości elektronicznej, czeka ją upowszechnienie.

Natomiast największa szansa dla bankowości prywatnej polega na tym, że klienci, zdając sobie sprawę ze swojej trudniejszej sytuacji, będą bardziej skłonni do płacenia wyższych prowizji za skuteczne skuteczne doradztwo inwestycyjne. W świecie coraz bardziej świadomych klientów, sukces w branży bankowości prywatnej musi być oparty na prawdziwej, eksperckiej wiedzy. Strategie inwestycyjne muszą być przede wszystkim skuteczne. Na nieszczęście wielu instytucji finansowych, ich skuteczność można w bardzo łatwy sposób zweryfikować.

Menedżerowie sektora wealth management muszą też zwrócić uwagę na inne zjawiska zachodzące w otoczeniu demograficznym. Jest to na przykład coraz większa rola kobiet jako klientów. Jak doskonale wiedzą specjaliści od marketingu, kobiety często stanowią bardzo wymagająca ale jednocześnie życzliwie zaangażowaną grupę klientów. Od firm finansowych wymagają tego, co wydaje się bardzo trudne – osiągania dobrych wyników przy niskim ryzyku inwestycyjnym.

Z globalnego punktu widzenia dla branży bankowości prywatnej istotnym zjawiskiem jest też wzrost znaczenia Azji Wschodniej i Południowo Wschodniej kosztem Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Bardzo uważnie należy obserwować wskaźniki demograficzne dotyczące Chin i Indii. W pierwszym przypadku rezygnacja z polityki jednego dziecka może spowolnić proces starzenia się społeczeństwa, co będzie miało korzystny wpływ na rozwój gospodarczy. Z kolei jeśli chodzi o Indie, specjaliści wróżą temu krajowi bardzo dynamiczny rozwój przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Jeżeli uda się utrzymać wysokie tempo rozwoju gospodarczego, Indie dość szybko staną się jedną z najważniejszych gospodarek świata, co będzie miało konsekwencje również dla sektora bankowego.

Bez wątpienia sektor bankowości prywatnej wchodzi w dekadę transformacji cyfrowej i generacyjnej. Najbardziej zamożni klienci będą oczekiwać od swoich banków ochrony przed rosnącym ryzykiem. Sukces w tym zakresie gwarantuje osiągnięcie długookresowej przewagi konkurencyjnej.

Provema spłaca w terminie obligacje serii B

Provema Sp. z o.o. – jedna z najbardziej dynamicznych firm z polskiego sektora technologii finansowych, spłaciła swoje obligacje emisji B o wartości 1,8 miliona złotych. „Provema kontynuuje dynamiczny rozwój mimo kryzysu dotykającego inne firmy działające w branży drobnych pożyczek konsumenckich. Mimo kryzysu nie zanotowaliśmy również znaczącego wzrostu szkodowości udzielanych pożyczek” – powiedział Bartosz Tomczyk – przewodniczący rady nadzorczej.

Zdaniem Grzegorza Szulika – prezesa zarządu, bardzo dobra sytuacja finansowa firmy jest efektem udanych inwestycji w technologię służącą do automatycznej oceny ryzyka kredytowego. Dzięki temu kluczowy dla firmy proces biznesowy może się odbywać bez udziału czynnika ludzkiego. Zaawansowane narzędzia statystyczne oparte na algorytmach sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego przyczyniają się do radykalnego spadku kosztów operacyjnych oraz zmniejszenia szkodowości udzielanych pożyczek.

Z entuzjastycznym przyjęciem klientów spotkała się uruchomiona na początku stycznia 2020 nowa usługa Provemy – Loan-By-Link. Pozwala ona na łatwe przekształcanie stron internetowych w sklepy on-line i ich automatyczną integrację z systemem sprzedaży ratalnej Provema. W ramach usługi obecnie miesięcznie rozpatrywane są wnioski kredytowe na kwotę około 900 000 zł. Miesięczny wzrost to około 300 %. Ogółem w pierwszym kwartale rozpatrzono wnioski na kwotę 4 milionów złotych. Plan na koniec kwartału to 12 milionów a na koniec roku – 23 miliony złotych.

Provema to firma o stuprocentowo polskim kapitale, rozwijająca się dzięki środkom własnym, zyskowi z działalności operacyjnej oraz środkom pozyskanym od inwestorów.

Kryzys na razie omija warszawską giełdę

Warszawska giełda nie miała w ostatnich latach najlepszej opinii wśród inwestorów. Jej najważniejszy indeks – WIG 20 jest w trendzie spadkowym od 2007 roku. Obecna wartość indeksu, nieco ponad 1800 punktów oznacza spadek o około 54% w porównaniu z rekordowym wynikiem z października 2007.

Tekst: Łukasz Blichewicz – prezes zarządu w alternatywnej spółce inwestycyjnej Assay

Tak złe wyniki GPW, zupełnie odbiegające od trendów panujących na najważniejszych rynkach świata, są efektem niskich wycen najważniejszych notowanych przedsiębiorstw – spółek skarbu państwa. Niektórzy inwestorzy źle oceniają ich polityczne zależności oraz postępujące zmiany prawne związane z polskim rynkiem energetycznym.

Jednak wygląda na to, że od kilku miesięcy coś na warszawskim parkiecie się zmienia. Niebywałe jest to, że akurat w czasie największego kryzysu, od końca marca do końca maja 2020, WIG 20 wzrósł aż o 17%. Indeks spółek paliwowych i chemicznych WIG MS-PET wzrósł w tym samym czasie aż o 30%. O 31% wzrosła z kolei wartość indeksu WIG MS-BAS, obejmującego niedoceniane do tej pory firmy energetyczne i górnicze. Jeszcze większe pieniądze można było zarobić na spółkach z indeksu WIG GAMES, obejmującego pięć najbardziej płynnych spółek z branży produkcji gier komputerowych. Ten Indeks wzrósł w analizowanym okresie aż o 49%, co w dużej części jest zasługą CD Projektu. Ta spółka staje się prawdziwą lokomotywą warszawskiego parkietu. Jej wartość w analizowanym okresie wzrosła o 39%, a obrót jej akcjami stanowi już ponad 10% całkowitych obrotów giełdy. W czasie kryzysu CD Projekt wyprzedził pod tym względem dotychczasowych liderów – PKO BP i PKN Orlen.

Dlaczego giełda notuje tak doskonałe wyniki akurat teraz? Wygląda na to, że GPW po raz pierwszy od dłuższego czasu zaczyna się zachowywać podobnie do najważniejszych światowych parkietów. A te, po krachu z początku marca, zaczęły dość szybko odrabiać straty, gdy amerykańska Rezerwa Federalna ogłosiła w zasadzie nieograniczoną kreację pieniądza. W praktyce oznaczało to, że amerykański bank centralny obniżył po raz kolejny swoje stopy procentowe oraz zaczął skupować papiery wartościowe gwarantowane przez rząd, pompując ogromne ilości gotówki do systemu bankowego.

Te same instrumenty, po raz pierwszy w swojej historii, zastosował Narodowy Bank Polski. Ostatnie kilka miesięcy to okres szybkiego wzrostu podaży pieniądza w Polsce. Jego ilość, mierzona agregatem M2, wzrosła o 9,1% w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, od marca do maja 2020. Wcześniejszy wzrost był znacznie wolniejszy i wyniósł 48% w ciągu pięciu lat od grudnia 2014 do grudnia 2019.

Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo, co zrobić z pieniądzem, który nagle pojawił się w systemie bankowym. W czasie kryzysu banki, bojąc się zwiększonego ryzyka, nie chcą rozszerzać akcji kredytowej. Wiele z nich wyraźnie zaostrzyło swoje kryteria dla potencjalnych kredytobiorców. Również klienci, bojąc się utraty zdolności kredytowej, nie są chętni, aby się zadłużać w czasie kryzysu. Wydrukowany pieniądz nie trafia więc na rynki dóbr konsumpcyjnych i nie powoduje inflacji.

Inaczej jest z rynkami kapitałowymi. Są wyraźne dowody na to, że pieniądze wydrukowane przez amerykański FED trafiają na giełdy przyczyniając się do wzrostu indeksów. Wygląda na to, że od kilku miesięcy podobnie jest również w Polsce. Niewykluczone więc, że możemy mieć do czynienia z odwróceniem wieloletniego trendu spadkowego.

Ważne Informacje

Plastpol 2026 z najnowszymi raportami, debatami o branży i spotkaniami B2B

Premierowy międzynarodowy matchmaking Connect Plast, pięć konferencji z najnowszymi analizami rynkowymi i debatami o kierunkach rozwoju sektora – 30. edycja targów Plastpol będzie silną...

Dassault Systèmes i Deutsche Aircraft na nowo definiują proces projektowania samolotów

Dassault Systèmes wspólnie z Deutsche Aircraft wspierają cyfrową transformację branży lotniczej. Przy pracach nad regionalnym samolotem D328eco Deutsche Aircraft wykorzystuje platformę 3DEXPERIENCE firmy Dassault...

Plastpol 2026. Światowa branża przetwórstwa tworzyw sztucznych zjedzie do Kielc już w maju

Przedstawiciele sektora z różnych stron świata – od Ameryki Północnej, przez Europę i Azję, po kraje arabskie, od 19 do 22 maja spotkają się...

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo – spotkanie liderów branży

XVII edycja konferencji Infrastruktura Polska i Budownictwo odbędzie się już 19 marca 2026 roku w Regent Warsaw Hotel. Wydarzenie, organizowane pod patronatem m.in. Ministerstwa...

Jubileusz 25-lecia Stowarzyszenia Polskich Mediów – ćwierć wieku w służbie wolnego słowa i dialogu

Dwadzieścia pięć lat w świecie mediów to cała epoka. Przez ostatnie ćwierćwiecze krajobraz informacyjny Polski przeszedł fundamentalną transformację – od dominacji prasy drukowanej po...

Andrzej Mochoń prezesem Polskiej Izby Przemysłu Targowego

Prezes Targów Kielce, dr Andrzej Mochoń objął stanowisko prezesa Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zastąpił Tomasza Kobierskiego, byłego prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP). Andrzej Mochoń...